Content

Statki i okręty

[MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Image

[MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Mistrz Gry » 21 Lip 2017, o 18:10

Solidnie uzbrojony frachtowiec z pewnością nie należał do konwencjonalnych jednostek. Cztery ukryte baterie turbolaserowe zapewniały przyzwoita siłę ognia. Wspierane przez dwadzieścia działek laserowych dających osłonę przed atakami myśliwców stawiały ten okręt w kategorii ciężkich fregat. Co prawda liczba artylerii jak na tak dużą jednostkę nie była imponująca powinna wystarczyć do założonych celów. Zdobycie paliwa, główny cel rajdu można było zrealizować na kilka sposobów. Pierwszy i najłatwiejszy to zakup odpowiedniej ilości. Magazyny i zbiorniki z łatwością pomieszczą paliwo z hurtowni, jedynym acz drobnym problemem był brak pieniędzy na tego typu operację. Kolejne opcje począwszy od ataków na imperialne konwoje a skończywszy na zwykłej działalności pirackiej, wiązały się z rozlewem krwi i niezbyt wpasowywały się w szlachetne idee Rebelii.

Kapitan stał na mostku swojej nowej jednostki, stosunkowo niewielka załoga wzbogacona o artylerzystów i oddział desantowy nie miała większych problemów ze zmianą dowódcy. Wyjątkiem byli oficerowie. Oddani staremu Kapitanowi, od kilku ostatnich lat służyli razem, teraz surowo oceniali każdą decyzję nowego dowódcy. Choć daleko im było do otwartego buntu czy podważania autorytetu Caleba przy marynarzach. Niemniej jednak atmosfera na mostku była napięta. DO tego dochodziła Nicci. Niebieskoskóra kobieta starała się nie wchodzić nikomu w drogę, jak i bardzo szybko i sprawnie wykonywała wszystkie polecenia, a jednak... coś było nie tak.

Stali na mostku, pierwszy oficer zwrócił się do Kapitana z prośbą o określenie celu podróży. Stojąca za plecami Caleba Chisska emanowała spokojem, podobnie jak były mistrz jedi. Mostek był obszerny a niewielka liczba osób jeszcze bardziej potęgowała wrażenie przestrzeni. Prócz pierwszego i dwójki bohaterów na mostku było jeszcze dwóch pilotów, nawigator i mechanik. Czekali na pojawienie się Kerena i dowódcy drużyny desantowej, a na niewielkim projektorze była wyświetlana mapa sektora w którym się znajdowali.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Caleb Quade » 24 Lip 2017, o 18:48

Od słowa do czynu była krótka droga, toteż Caleb i Nicci po kilku dniach opuścili pokład Ducha, okrętując się na Nadziei. Były, a może po prostu wracający do fachu po krótkiej emeryturze pirat, stał na mostu w towarzystwie swojej nowej podopiecznej i ignorował zawistne spojrzenie swojego pierwszego oficera. Pierwszy miał spore problemy ze zmianą dowódcy. Quade rozumiał mężczyznę - samemu trudno było by mu postawić się na jego miejscu. Oficer całe lata służył pod komendą jednego człowieka, a teraz, z dnia na dzień trafił pod rozkazy "tego Jedi". Mimo wszystko na czas trwania misji musiał pogodzić się ze zmianą. Quade nie miał aspiracji na długo zostać kapitanem Nadziei. 550 metrowa jednostka po modyfikacjach i dozbrojeniu, dysponowała sensowną siłą ognia i odpornością, ale nadal była zbyt mała jak na standardy Caleba. No i daleko jej było do typowego okrętu marynarki. Milczący Jedi wpatrywał się w holograficzną mapę układu Yag'Dhul i czekał na pojawienie się dowódców eskadry myśliwskiej oraz drużyny abordażowej.

***


W dzień wyruszenia z ich tymczasowej bazy, gdy już skoczyli w nadprzestrzeń, w jednym z nieużywanych pomieszczeń Frachtowca, Caleb Quade stał i wpatrywał się w czerwone oczy Chissanki. Milczał i analizował sytuację. Aura dziewczyny była przygaszona i wycofana. Strach, niepewność, może też złość? Takie sygnały zdołał wyłapać. Nie wiedział o niej zbyt wiele - ledwie krótkie wzmianki w raporcie osobowym oraz kilka informacji od Jona. Miała swoją przeszłość i zdawała się mocno ją maskować. Mistrz nie miał zamiaru naciskać. Kiedy będzie gotowa, sama się otworzy. W założeniu, że kiedykolwiek będzie na to gotowa. Odchrząknął i przerwał ciszę:
- Jak już zapewne zauważyłaś, Jaina, Jon oraz ja zdecydowaliśmy, że będziesz pod moją opieką. Będzie to też dla Ciebie czas nauki, ciężkiej pracy oraz decyzji. To Moc zdecydowała, że nasze losy się przecięły. Jesteśmy do siebie podobni - za nami obojgiem, ciągnie się pasmo krwi i śmierci - przerwał na chwilę. Widział, że pomimo kamiennej twarzy, drobne załamanie przebiegło przez aurę kobiety.
- Nie lękaj się. Nie oceniam Cię, nie będę piętnował Twoich przewin - dodał i sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnął z niej kilka niewielkich przedmiotów. Otworzył dłoń a z jej powierzchni uniosły się w powietrze różnobarwne kryształy. Delikatnie pofrunęły w kierunku nadal milczącej Nicci.
- Jeśli masz towarzyszyć Mieczowi Rebelii, sama musisz mieć miecz. Nim wyruszyliśmy z Ducha, zebrałem wszystko to co potrzebne będzie Ci do zbudowania własnej broni - To co chwilę wcześniej idealnie imitowało podłogę pomieszczenia, uniosło się w powietrze i ukazało skrywane pod sobą przedmioty. Quade nie kłamał - było tu wszystko to, co potrzebne do skonstruowania świetlnego miecza.
[i]- Zbuduj swój miecz świetlny Nicci. Zbuduj go, a powiesz mi kim jesteś.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Nicciterra » 25 Lip 2017, o 01:22

Kantyna przypomniała jej o dzieciństwie. Chwile te minęły równie szybko, jak przyszły niespodziewanie. W pewnym momencie zorientowała się jak to dobrze było robić trywialne rzeczy i widzieć uśmiechy innych z tego powodu, a tu równie szybko nastał moment kiedy to mistrz Jon, przedstawił jej mistrza Caleba. Jedi, który miał przejąć uczennicę, by poprowadzić ją ku chwale Rebeli. Czyżby wielki mistrz Jon Antilles zwątpił? Nicci nadal nie rozumiała ich pobudek. Czego od niej właściwie chcieli? Pokazała, że może pracować. Oni jednak jej do czegoś potrzebowali. Zawsze ktoś jej do czegoś potrzebował. Ludzie nigdy nie byli bezinteresowni. W ogóle galaktyka byłaby lepszym miejscem jakby tej rasy nie było...

Choć to były uprzedzenia... Jon jej to wyjaśnił, a jej martwy opiekun John Durman był przykładem zaznanej bezinteresowności. Czyżby jedi właśnie tacy byli? Zmiana mistrza nieco rozchwiała ufność do nowych nauk. Z drugiej strony nie zaznała z ich strony żadnej krzywdy. Paranoicznie stwierdziła, że to jakiś podstęp. Na pewno coś kombinują.

Przyszedł w końcu dzień by lepiej poznać nowego mistrza. Patrzyła się w twarz mistrzowi, jednak nie w oczy. Trzymała dłonie za plecami, sztywnie wyprostowana. Słuchała.

- Jak już zapewne zauważyłaś, Jaina, Jon oraz ja zdecydowaliśmy, że będziesz pod moją opieką. Będzie to też dla Ciebie czas nauki, ciężkiej pracy oraz decyzji. To Moc zdecydowała, że nasze losy się przecięły. Jesteśmy do siebie podobni, za nami obojgiem, ciągnie się pasmo krwi i śmierci - drgnęła słysząc jego słowa. Jeszcze nie słyszała, by ktoś jej powiedział, że jest do niej podobny. Kompletnie nie wiedział z kim ma do czynienia. Mordowała jedi, padawanów, żołnierzy republiki z uśmiechem na twarzy i pełną satysfakcją. Niewinnych, bezbronnych, a walki z tymi co potrafili się bronić zawsze były niehonorowe, bezlitosne, okrutne. Czyżby to wyczuła w nim, kiedy to pierwszy raz spotkała go w kantynie? Był kimś podobnym? Słuchała dalej.
- Nie lękaj się. Nie oceniam Cię, nie będę piętnował Twoich przewin
- Jeśli masz towarzyszyć Mieczowi Rebelii, sama musisz mieć miecz. Nim wyruszyliśmy z Ducha, zebrałem wszystko to co potrzebne będzie Ci do zbudowania własnej broni


- Zbuduj swój miecz świetlny Nicci. Zbuduj go, a powiesz mi kim jesteś.

Minęła chwila nim dotarło do niej o co mu chodzi. Coś w niej pękło. Rozłożyła ręce na boki. Podniosła ton.
- Chcesz mnie uzbroić w miecz świetlny?! - zapytała nie dowierzając.
- Chcesz mnie zabić w walce, bo tak o nie przystoi? - popatrzyła mu w końcu w oczy z pełną złością. Jon stwierdził, że się nie nadaje na jedi, to teraz trzeba to jakoś załatwić...
- Jon zobaczył, prawda? Czułam jego subtelną obecność jak nigdy nikogo... chcesz zemsty? - zapytała przez zęby w ogóle nie dostrzegając dobrych intencji Caleba. Widziała tu tylko i wyłącznie podstęp.

Dwie sekundy minęły nim ktokolwiek się odezwał. Nicci przerwała ciszę, uparcie trzymając się swoich podejrzeń.
- Pokażę Ci moją osobę w pełnej okazałości - uśmiechnęła się szyderczo i ruszyła do części by złożyć broń. Mógł ją zabić w każdej chwili. Uznała, że po prostu chciał walki. Dostanie takiej.

Furia zagotowała się w niej, jak i również ekscytacja. Miecz. Od dwóch lat świadomości, a od setek we śnie czekała na ten moment by znów chwycić tego typu broni. Skupiła się na ostrzu jakie ma być. Walczyła głównie tylko w Soresu i czekał ją pojedynek z jedi, który obnosił się z dwoma mieczami. Postanowiła na bardziej agresywny wariant z podwójnym ostrzem. Nie mając sztyletów przy sobie, ani trucizn, czy granatów dymnych nie mogła polegać na jej technikach ataków z zaskoczenia i rozpraszania uwagi. Będzie musiała walczyć "honorowy" pojedynek na miecze, by oboje nie korzystali z mocy. Mistrz Caleb nie wyglądał na nowicjusza i za pewnie posiadał potężny arsenał technik mocy. Spróbuje go rozpracować, musi jak zwykle grać na czas.

Składanie miecza odbyło się widowiskowo i bardzo szybko. Nicci nie potrafiła sięgnąć po duże ilości mocy, ale za to potrafiła bardzo precyzyjnie się nią obsługiwać. Elementy konstrukcji, łączyły się dynamicznie krążąc w okół osi kadłuba broni, kiedy to Nicci rozłożyła szeroko ręce szepcząc Sithańską mantrę bojową. Gotową unoszącą się broń przywołała do siebie. Trzymała przedmiot przed sobą oburącz. Czekała na ten moment...

Soundtrack

Rozbłysło fioletowe ostrze, podobnie jak szalony pełen ekscytacji uśmiech Nicci. Miała wrażenie, że znów jest na polu bitwy.
- W ten sposób mnie poznasz zupełnie - powiedziała, czekając, aż i on sam przyjmie postawę bojową, po czym będąc od niego jakieś cztery metry zrobiła po skosie trzy susy, przeskakując podest. Zamaszystym ciosem rozpoczęła walkę. Miecze zawyły i zaskrzeczały skrzyżowane.
- A kim ty jesteś!? - warknęła napierając i mierząc siłę jedi. Była gotowa na kontrę. Taniec właśnie się rozpoczął.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Caleb Quade » 25 Lip 2017, o 21:25

Caleb z zaciekawieniem obserwował wybuch wulkanu emocji, który buchał z Nicci. Zdaje się, że źle odczytała jego intencje. Zabić ją? Zemścić się? Pozwolił sobie na lekko kpiący uśmiech, lecz nie oponował. Stał w miejscu, jakby zamurowany i obserwował. Kobieta z rozmachem burzy piaskowej na Tatooine zabrała się do pracy. Wybierała interesujące ją elementy i łączyła je jedna po drugiej, w jedną całość. Pracowała wytrwale, lecz szybko, nie dostatecznie dokładnie, w mniemaniu Quade'a. Połączone części zamknęły się w obudowie rękojeści by chwilę później ożyć fioletowym promieniem. Ostrze a właściwie ostrza wysunęły się z emiterów ukazując w pełnej okazałości istotę podwójnego miecza świetlnego. Mężczyzna szybkim spojrzeniem ocenił efekty jej pracy. Duma i ekscytacja biły z niej prawie intensywnie jak z światło wydzielane przy eksplozji torpedy protonowej. Mniej zadowolony był były mistrz, który efekt pracy oceniał na raczej średni. Budowanie w pośpiechu tak delikatnej i precyzyjnej broni jak miecz świetlny, na dłuższą metę nie owocowało niczym dobrym. Nicci miała się o tym przekonać w swoim czasie. Pomimo lekkiego niesmaku, Jedi skłamał by gdyby powiedział, że nie jest podekscytowany. Od lat nie krzyżował z nimi mieczy. Najwyższy czas był aby to zmienić.
Chissanka spadła na niego niczym jastrzębionietoperz na ofiarę. W trzech susach pokonała dzielącą ich odległość i zaatakowała. Mistrz do ostatniej chwili zwlekał z ruchem, by na ułamki sekund przed uderzeniem oponentki zejść z linii natarcia. Usunął się lekko i zbił spadające na niego otrze, własnym mieczem świetlnym. Błękitna klinga spotkała się z jedną z fioletowych, broniąc mężczyznę przed trafieniem i niechybną śmiercą. Nicci była szybka. Po pierwszym uderzeniu i sprawowaniu go przed Caleba, nie wytraciła rytmu i kontynuowała atak. Lekka zmiana pozycji i natarła drugą klingą. Jedi obserwował jej ruchu i okiem mistrza miecza poznawał styl kobiety. Lekka operacja nadgarstkiem i zmiana ułożenia miecza znów uratowały go przed trafieniem. Walczył jedną ręką, lekkimi ruchami, raz po raz blokując i zbijając ostrze swojej uczennicy. Atakowała ale nie ze stałym impetem, z pierwszego uderzenia. Badała przeciwnika, tak jak robił to Caleb. Dobrze. Pomimo aury Ciemnej Strony, którą podkusiła ją do szybkiej budowy miecza i jeszcze szybszego ataku,kobieta zdawał się panować nad sobą. Dobre rokowania na przyszłość.
Poznać przeciwnika można było na mnogie sposoby, toteż tak uczynić Caleb. Sparował kilka ciosów, kilku innym szedł z drogi, przysiadł na nogach i wybił się do góry, łącząc salto ponad głową Nicci z lekkim cięciem z góry. Kobieta zeszła z linii ataku płynnie, końcówką ostrza odbijając cięcie błękitnego miecza. Mistrz uskoczył w tył, zwiększając dystans. Poznał już dominujący styl swojej uczennicy. A fakt, że operuje nim walcząc podwójnym mieczem świetlnym, dobitnie wskazywał na wysoki poziom umiejętności.
- Tylko na tyle Cię stać? - mruknął z udawanym zawodem w głosie, po czym zakręcił ostrzem młynka. Stanął w szerszym rozkroku i złapał miecz oburącz. Czekał na kolejne natarcie.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Nicciterra » 26 Lip 2017, o 19:13

Po pierwszej wymianie ciosów Mistrz Jedi zwiększył dystans, Nicci odruchowo ustawiła lewą dłoń przed siebie czekając na przyjęcie ataku techniką mocy, taki nie nastąpił. Zrobiła krok w bok, zbliżając się powoli.. Jedi postanowił się odezwać
- Tylko na tyle Cię stać? - Nicci parsknęła. Nie narzucał swoich warunków walki. Dawał jej szansę, lekceważył ją. Drażniło ją to bardzo, jeszcze inaczej zaśpiewa. Zgrzytnęła zębami, Mistrz Caleb musiał walczyć mieczami świetnie, nie mogła stwierdzić jaki styl u niego dominuje. Jej zamiar ataku był skoncentrowany by go zabić, a ten nawet się tym nie przejął zbytnio. Kobieta poczęła ostrożnie stąpać w jego kierunku, zaś jej wzrok wędrował po ciele przeciwnika jak i po otoczeniu. Szukała czegokolwiek w tej opustoszałej hali statku. Cokolwiek co by pomogło jej w walce. Jakieś rupiecie, duże skrzynie. Zauważyła w prawym kącie hali, za przeciwnikiem kilka metalowych prętów, służących pewnie do napraw. Miało to potencjał.

Zwątpienie jednak zasiało się w umyśle Nicci. Zabójczyni była wyspecjalizowana w walce z mocowładnymi nastawionymi na techniki mocy, z szermierzami radziła sobie znacznie gorzej. Nie mogła jednak dać tego po sobie poznać, nie mogła przegrać. Zaczęła ponownie szeptać mantrę. Zamiar walki ponownie zjednoczył się z ciałem. Gdy zbliżyła się na odległość trzech metrów ponownie zaszarżowała od prawej strony, chwytając miecz oburącz.
- Twoja pewność Cię zgubi, Jedi! - krzyknęła wraz z zamachem dolną klingą na szyję, atakując jednak czubkiem ostrza, zachowując dystans. Szermierz wykonał ledwie zwykły krok do tyłu by uniknąć. Korzystając z zamachu uczyniła mały krok za siebie do tyłu, obróciła się i z wykroku od prawej strony wykonała pchnięcie górną klingą na biodro. Mistrz swobodnie zbił szybki atak od zewnętrznej strony, czyniąc kolejny krok do tyłu.

- Gaaah! - ryknęła tnąc od góry na ramię dolną klingą, prostując się z wykroku. Ten zaparł się i przyjął atak, oburącz parując. Napierając na miecz odepchnął Chisskę i wyprowadził pchnięcie zmuszając by cofnęła prowadzącą nogę do tyłu. Zgięła niżej kolana odpierając dolną klingą. Caleb wykorzystał to i szybko wykonał cięcie znad głowy. Przerzuciła ciężar na drugą nogę i zrobiła krok w tył ku lewej stronie zbijając cios górną klingą. Kolejny krok do tyłu. Przyjęła postawę obronną, czekając na kolejny atak.

Caleb, zamiast atakować. Poprawił tylko chwyt na mieczu. Oszczędzał ruchy, a Nicci zdążyła się już namachać. Doskonale się bronił. Nicci też potrafiła się doskonale bronić, gorzej było już z atakiem w jej przypadku. Potrzebowała wesprzeć się technikami mocy lub Minlohku, jeśli miałaby wypracować sobie przewagę.
- Czego chcesz ode mnie!? Jedi! - krzyknęła, strach zaczął ją oblatywać. Odruchowo odeszła w defensywę, choć ten nie atakował. To było takie nie sprawiedliwe, miała tu zginąć... Ludzie zabrali jej wszystko, a jeszcze na sam koniec zakpią sobie z niej.
Nie. Nie dopuści do tego. Zrobi wszystko...

Nicci ma zamiar dostać się w okolicę wspomnianych prętów.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Caleb Quade » 3 Sie 2017, o 08:35

Quade nadal obserwował i pozwalał dziewczynie atakować. Widział, że jej styl walki zakładał coś zgoła innego, mimo to Nicci nadal próbowała. Zawahanie i strach przemknęły przez jej twarz oraz aurę. Ona cały czas myślała, że Jedi chce ją zabić. Jeśli miało to wydobyć z niej maksimum umiejętności - dobrze, niech do końca walczy z tą świadomością. Poprawił mocniej chwyt i sparował kolejne uderzenie. Chissanka odskoczyła i zmierzyła go wzrokiem, gorejących oczu. Wiedział, że szuka słabych punktów. Jej wzrok omiótł też pomieszczenie, w którym walczyli, na ułamek sekundy zatrzymując się w jednym punkcie. Coś kombinowała - a Caleb miał zamiar pozwolić jej na to. Musiał poznać maksimum jej umiejętności.
Począł odsuwać się od miejsca, które przykuło uwagę Nicci. Najpierw powoli postawił kilka kroków w lewo, po czym odbił się i dwoma susami pokonał dzielącą ich odległość. Po raz pierwszy podczas tego pojedynku pozwolił sobie na atak. Wykonał podstawowe cięcie z boku, perfekcyjnie zablokowane przez klingę podwójnego miecza Nicci, poszedł dalej, wykonując obrót połączony z cięciem z góry, po skosie, po raz kolejny zatrzymany. Zaczął podkręcać tempo - atakował jednak podstawowymi ciosami, z coraz większą intensywnością. Spychał przy tym dziewczynę ku miejscu, które ją zaintrygowało kilka chwil wcześniej. Nicci cofała się parując jego ciosy, nie gubiąc rytmu. Quade nie wkładał zbytniej siły w ataki - nadal chodziło o przetestowanie umiejętności szermierczych.
Mentalnie przygotowany na zasadzkę kontynuował swoje markowane natarcie, czekając na to co wymyśliła Nicci.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Nicciterra » 3 Sie 2017, o 13:14

Twarz mistrza Caleba nie zdradzała kompletnie nic. Nagle uderzył serią wymierzonych ciosów, zmienił pozycję jakby nie był świadom tego co planowała. Napierał, a kobieta zdała sobie z odległości dzielącej jej do pożądanego obiektu. Była plecami do leżących metalowych rurek, jakieś dziewięć metrów.

Raptownie zmieniła postawę, zginając nisko kolana i ślizgiem odpychając się do tyłu. Jej ruchy drastycznie przyśpieszyły, chcąc jak najszybciej zbliżyć się do celu i wyrobić potrzebny dystans. Zgasiła miecz by swobodnie zrobić przewrót w tył, a następnie zrobiła kolejny ślizg, wyciągając rękę za siebie. Pojedyncza dwumetrowa rurka z brzękiem podniosła się z ziemi i popędziła ku otwartej dłoni. Zgaszony miecz trzymany przed sobą ponownie uwolnił fioletowe klingi.

Podrzuciła lekko pręt i z obrotem dwoma cięciami pod kątem podzieliła obiekt na trzy części. Dwie długie i jedną małą, krótką, ściętą po ostrym kątem. Najmniejszej i największej pozwoliła upaść na ziemię, podczas gdy trzecią chwyciła wolną ręką i wspierając się mocą cisnęła z całych sił, celując w tors przeciwnika.

Pręt wdał się w chaotyczny ruch obrotowy i lecąc z zawrotną prędkością natrafił na klingę Caleba. Przecięte kawałki pręta wyleciały za niego, głośno i dźwięcznie odbijając się od podłoża i drugiego końca hali.

To był moment w którym Nicci rzuci wszystko co miała przy sobie. Ręka znów schowała się do tyłu przyciągając najmniejszy z kawałków. Chwyciła rozgrzany odłamek ostrożnie dwoma palcami i ponownie zgasiła miecz, puszczając ciało w sprint po łuku w stronę Caleba. Skorzystała z płaszczu mocy by zniknąć mu z oczu i roztoczyła w okół siebie sferę ciszy.

Technika nie była, aż tak skuteczna gdy przeciwnik wciąż ją widział gdy znikała, szczególnie jeśli przeciwnikiem był mistrz jedi. Caleb w pełnej koncentracji widział ruch powietrza i nawet nie słysząc jej mógł mniej więcej określić jej położenie to też obracał się w jej kierunku.

Nicci sięgnęła po moc, ile mogła, skupiając się w biegu z całych sił. Będąc odpowiednio blisko wyłoniła się spod płaszczu mocy, uwalniając przy tym tylko jedną klingę miecza. Z najgłośniejszym krzykiem jaki potrafiła z siebie wydać wykonała z doskoku jedną ręką cięcie w ramię, lewa dłoń w pełnym napięciu wyłoniła się zza biodra.

Mistrz przyjmując nagły, acz oczywisty atak, dostrzegł w ostatniej chwili ukryte zagrożenie, wycofując narażoną prawą nogę. Nicci uwolniła nagromadzoną moc i niewinnym, ale za to szybkim gestem posłała morderczo rozpędzony szpiczasty kawałek metalu. Gdyby mistrz nie wycofał nogi, odłamek wbiłby się w kość udową i trafiłby witalny punkt, narażając go na szybkie wykrwawienie. Pocisk, zaś rozciął zewnętrzną część mięśni ud i odbijając się od podłoża wyleciał do góry.

Zabójczyni nie odpuszczając kroku, odchyliła się nieco w bok by złapać rękojeść oburącz i zrobić miejsce drugiej klindze, po czym zamachnęła się nią pod odlew.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Caleb Quade » 16 Sie 2017, o 23:23

Caleb obserwował. Zdecydował zagrać pod melodię pisaną przez Nicci, więc pozwolił jej na wykonanie zamierzonych działań. Z zaciekawieniem obserwował jak wprowadza swój plan w życie - plan pozbawienia go życia oczywiście. I dobrze. Chciał zobaczyć na co ją stać - musiał to widzieć.
Plan który obmyśliła zakładał wykorzystanie elementów otoczenia. Wybór padł na metalowe rurki zalegające w pomieszczeniu. Dawało to Chissance dodatkową broń. Mistrz nie ingerował w jej działania. Był w pełni skupiony i kontrolował sytuację. Ruchy kobiety były zwinne i pozbawione najdrobniejszego zawahania. Stąpała pewnie i lekko. Nie obce były jej też techniki Mocy - gdy pognała na niego po łuku, okrywając się nią, przez ułamek sekundy była w stanie skryć się przed jego wzrokiem i zmysłami. Doświadczenie i siła robiły jednak swoje - tak samo szybko jak ciało błękitnoskórej zdawało się zniknąć, równie szybko Jedi wyczuł. Obracał się zgodnie z nadciągającym atakiem i przyjął go na siebie.
Nicci znów zaatakowała z pełną furią - cięła mieczem, a raczej zamarkowała cięcie ażeby wykorzystać, przygotowaną kilka chwil wcześniej broń. Stalowy pocisk pomknął z zawrotną prędkością - z tak wielką, że nawet Caleb nie zdołał go uniknąć. Trafienie okazało się jednak niegroźne - było zaledwie powierzchownym rozcięciem. Cel tego ataku był wiadomo - miał unieruchomić go, by Nicci przebiła go klingą świeżo zbudowanego podwójnego miecza.
Zobaczył już dość na dziś. Jego nowa uczennica kontynuowała natarcie, po raz kolejny tnąc na odlew mieczem. Caleb postanowił zakończyć ten pojedynek. Przyjął na swoją klingę kolejne uderzenia, szczędząc ruchów. Ułożył swoje ciało tak, że zachęcił oponentkę do wykonania pchnięcia - innymi słowy odsłonił się na sekundę. Nicci nie zwykła marnować takich okazji - pchnęła ostrzem celując w odsłonięte serce Mistrza. W ostatniej chwili jednak, Quade zmienił pozycję - obrócił się bokiem do wojowniczki i przyciągnął miecz do piersi - klinga Nicci ześlizgnęła się po jego klindze, krzesając niezliczone iskry. Quade kontynuował obrót wokół własnej osi w lewą stronę -lewą rękę zgiętą w łokciu uniósł do góry i z pełnym impetem uderzył nią w głowę kobiet. Chissanka straciła równowagę, ogłuszona siłą uderzenia. Caleb nie pozwolił jej jednak dojść do siebie. Poszedł za ciosem, kontynuując obrót, ale i schodząc niżej - zszedł do parteru zginając lewą nogę, prawą zaś wyciągniętą kopnął na wysokości kostek. Dziewczyna huknęła o podłogę, tracąc dech w piersiach. Jej miecz zgasł, a koniec świetlistej klingi Mistrza wisiał o centymetry od jej twarzy.
- Twój los jest w moim rękach. Chcę ci go jednak oddać. Wtedy, i tylko wtedy, kiedy będziesz na to gotowa - rzekł do niej i nadal stał z odpalonym mieczem. Wzrok dziewczyny wbity w świetlistą klingę ani drgnął.
- Na dziś kończymy, moja uczennico. Przemyśl dzisiejszą lekcję, wyciągnij wnioski i jutro o tej samej porze, opowiesz mi cały nasz pojedynek od początku do końca - tak jak ty go widziałaś. Odpocznij, wycisz się, zregeneruj. I spróbuj zrozumieć się ze swoją bronią. Twój miecz to twoje życie. Jeśli będziesz podchodzić do niego tak pochopnie i pospiesznie jak przy konstruowaniu go, tak samo szybko go stracisz.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: MOD-17 Nadzieja [Nie jesteśmy piratami]

Postprzez Nicciterra » 21 Sie 2017, o 19:59

...leżała na ziemi, oddychając szybko. Popatrzyła na swój wyciągnięte do przodu dłonie, które drżały ze strachu.

Znała te uczucie, aż za dobrze. Czuła, że zasługuje na karę, gdyż zawiodła, choć nie była do końca świadoma przyczyny poczucia winy. Spojrzała wnet na klingę ostrza. Część niej szeptała by sięgnąć mocą po swój miecz i rzucić się na pewną śmierć, byle zbędna pogoń w końcu się zakończyła. Druga jej część wrzeszczała by przestać i ulec ponownie, jak to robiła przez całe życie. Prostując ramiona podniosła głowę i tułów.
- Twój los jest w moim rękach. Chcę ci go jednak oddać. Wtedy, i tylko wtedy, kiedy będziesz na to gotowa - rzekł do niej i nadal stał z odpalonym mieczem. Wzrok dziewczyny wbity w świetlistą klingę ani drgnął.
- Chciałeś się dowiedzieć kim jestem - powiedziała cicho, po czym jej szeroko rozwarte oczy skupiły się na twarzy Caleba. Było to spojrzenie, które nie było znane jeszcze rebeliantom. Nadzieja, obłęd, zagubienie. Widziała to. Teraz to widziała. Jedi nie chciał jej śmierci. Pochyliła głowę, zamykając oczy.
- Jestem niczym... nic nie znaczę... Czy zostanie jedi coś zmieni? Proszę... naucz mnie jak to zmienić... zrobię co tylko zachcesz...
- Na dziś kończymy, moja uczennico. Przemyśl dzisiejszą lekcję, wyciągnij wnioski i jutro o tej samej porze, opowiesz mi cały nasz pojedynek od początku do końca - tak jak ty go widziałaś. Odpocznij, wycisz się, zregeneruj. I spróbuj zrozumieć się ze swoją bronią. Twój miecz to twoje życie. Jeśli będziesz podchodzić do niego tak pochopnie i pospiesznie jak przy konstruowaniu go, tak samo szybko go stracisz.
- Tak mistrzu. Przepraszam, że Cię rozczarowałam... I dziękuję Ci...

Czuła się okropnie pod wieloma względami. Jednakże do jej wnętrza w końcu dotarło ziarenko nadziei... Mistrz odszedł powoli zostawiając kobietę ku swoim przemyśleniom. Tego dnia coś w niej nieodwracalnie pękło. Z pewnością jedną z rzeczy była duma Chisski. Z drugiej strony narodziło się w niej coś zupełnie nowego... W milczeniu udała się do swojej kajuty, pozostawiając broń w pomieszczeniu. Oddając się ciszy usnęła w końcu.


Następnego dnia udała się z powrotem, podniosła miecz i zaczęła ćwiczyć sekwencje, jak to miała zwyczaj robić kiedyś. Oczekiwała od godzin na mistrza. Widząc jak ten wchodzi skłoniła się powoli i nisko z uznaniem.
- Mistrzu. Dziękuję za wczoraj. Myślę, że możemy zaczynać. Jestem gotowa - powiedziała powoli wznosząc głowę i wpatrując się w twarz człowieka. W jej spojrzeniu nie było jak do tej pory charakterystycznej agresji, czy strachu. Te burzliwe emocje zostały zastąpione przez zimną obojętność...

Zrobi co powiesz
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Caleb Quade » 11 Wrz 2017, o 23:42

Quade wyszedł z pomieszczenia i dopiero za drzwiami pozwolił sobie na głębszy oddech. Pojedynek a raczej sparing nie był dlań zbyt wymagający, ale i tak pozwolił sobie na lekki uśmiech. O Mocy jedyna, jak dawno nie miał okazji skrzyżować z kimś miecza świetlnego! Już prawie zapomniał jakie uczucia towarzyszą walce na miecze świetlne. Mistrz Jedi szedł przed siebie kierując się ku swojej kwaterze. Miał w planach odświeżyć się po treningu i zając się równie ważną sprawą jak edukacja nowej uczennicy. Nie mógł zapominać po co tak na prawdę tu byli - musieli zdobyć paliwo dla Rebelii.

***


Godzinę później Quade stał na mostku Nadziei i wraz z oficerami obserwował wycinek przestrzeni. Hologram wyświetlał system Yag'Dhul oraz jego najbliższe okolice. Właśnie tutaj Caleb planował rozpocząć ich misję. System Yag'Dhul znajdował się na skrzyżowaniu kilku szlaków handlowych - innymi słowy był punktem tranzytowym dla wielu okrętów podążających wgłąb jądra, oraz tych, które kierowały się ku zewnętrznym rubieżom. Był to doskonały punkt na obserwację oraz przygotowanie zasadzki. System ojczystej planety Givinów był punktem, w którym imperialne tankowce kierujące się do stoczni Fondoru oraz Sluis Van, wyskakiwały z nadprzestrzeni celem korekty kursu.
Quade rozejrzał się po przebywających z nim na mostku istotach i lekko sięgnął ku nim Mocą. Ich negatywne nastawienie do jego dowodzenia jednostką, powoli przeradzało się w chłodną akceptację. Caleb wziął to za dobrą kartę i postanowił przedstawić zarys swojego planu:
- Yag'Dhul panowie - rozpoczął spoglądając na reakcje pierwszego, dowódcy skromnych sił myśliwskich Nadziei oraz dowódcy drużyny abordażowej - Skrzyżowanie kilku szlaków handlowych, punkt tranzytowy, miejsce gdzie zaatakujemy - powiedział nie owijając w stymwełnę.
- Wstępny plan zakłada obserwację ruchu w sektorze. Z tego co wiem, wyskakują tu tankowce podążające do stoczni Fondoru oraz Sluis Van. Jeden z takich tankowców będzie naszym celem. Potrzebujemy kilkunastu dni na zebranie danych wywiadowczych klasyczną metodą obserwacji z bezpiecznej odległości - powiedział wciskając odpowiedni przycisk na holoprojektorze, co poskutkowało zmianą perspektywy i pojawieniem się migającego punktu na mapie, oznaczającego Nadzieję, w bezpiecznej odległości od Yag'Dhul. Zbyt daleko ażeby zostać wykrytą, dostatecznie blisko ażeby zebrać potrzebne dane.
- Liczę tu na pomoc eskadry Kapitana Kaldona - Twoim myśliwcom uda podkraść się jeszcze bliżej niż Nadziei, i co oczywiste trudniej będzie je wykryć - powiedział zwracając się do czarnoskórego mężczyzny.
- Gdy już zdobędziemy potrzebne informacje o przelotach imperialnych tankowców, przeprowadzimy zsynchronizowany mikroskok w nadprzestrzeń. Turbolasery Nadziei przeciążą tarcze tankowca, Y-Wing z eskadry myśliwskiej działkami jonowami unieruchomi statek. Przejęcie go dla profesjonalistów z drużyny majora Dexa, nie będzie stanowiło wyzwania. Gdy już przejmiemy tankowiec, skaczemy do punktu zbornego - wskazał kolejny punkt zborny na schemacie - szybkie przegrupowanie, kolejne kilka krótkich skoków ażeby zmylić ewentualny pościg i wracamy do domu - oznajmił i znów rozejrzał się po twarzach zebranych.
- Brzmi prosto ale to tylko zarys. Plan będziemy korygować na bieżąco według nowych danych, które pozyskamy, oraz według waszych sugestii.

***


Po kilkunastu godzinach w miejscu, w którym Quade zostawił swoją podopieczną, znów było słychać charakterystyczne syczenie miecza świetlnego. Wprawne ucho wychwyciło by nietypowy dźwięk, wydawany przez podwójne ostrze. Caleb wszedł do ich nowej sali treningowej i zastał tam Nicci ćwiczącą sekwencje. Oko mistrza śledziło ruchy Chissanki - płynne, nie zmącone niepotrzebnymi uczuciami czy emocjami. Gdy tylko kobieta go dostrzegła, zamarła w pozie, którą akurat wykonywała i przerwał trening. Skłoniła mu się z szacunkiem i pozdrowiła. Caleb nie do końca pochwalał sposób odnoszenia się per mistrz i uczennica, ale na razie musiał to jakoś zaakceptować. Obiecał sobie w duchu, że kiedyś ją tego oduczy. Ale na razie ażeby dotrzymać ceremoniału odpowiedział jej lekkim ukłonem i przywołał lekkim skinieniem ręki do siebie. Niebieskoskóra zgasiła podwójny miecz świetlny i nadal z lekkim dystansem zbliżyła się do swojego mistrza. Caleb wskazał kawałek podłogi, który nadawał się do siedzenia jak każdy inny i usiadł na nim. Nicci bez słowa podążyła za nim. Przez kilka chwil milczał, analizował w spokoju tłumione uczucia dziewczyny. Tym razem była oazą spokoju, choć nie, bardziej przypominała istotę obojętną na wszechświat, niczym kamienny posąg. Quade nie odbierał tego jako minus. Tak głębokie wyciszanie swoich uczuć było groźną bronią podczas pojedynku. Sam zaprezentował taką postawę podczas wczorajszego sparingu zapoznawczego, gdy jego oponentka była wulkanem emocji. Uśmiechnął się pojednawczo i rozpoczął dzisiejszą lekcję:
- Powiedz mi Nicci, czy zrobiłaś to o co cię poprosiłem? Przeanalizowałaś naszą walkę od początku do końca? Jak go widziałaś? Opowiedz mi od początku do końca jak ty go widziałaś, gdzie twoim zdaniem popełniłaś błędy, gdzie zrobiłem je ja. Przedstawi mi wczorajszy trening swoimi oczami. Chcę poznać twój punkt widzenia. Może zauważyłaś moje potknięcia? Gdzie powinienem się poprawić? Będziesz dla mnie nauczycielką, Nicci? Tak jak ja będę dla Ciebie?
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Nicciterra » 12 Wrz 2017, o 20:58

Rehelsei emanowała opanowaniem i skupieniem, które jednak niosło ze sobą coś niepokojącego. Ludzie Rebeli zdawali się być zgrają charakterów wszelkiej maści, to też można było się po nich wszystkiego spodziewać. Jej spojrzenia zdawały się przeszywać załogę Nadziei i nie było w nich żadnej uprzejmości. Obserwowała jak się zachowują i analizowała ich tendencje. Nie kryła się z tym, wręcz odwrotnie. Uznawała to za swój obowiązek stojąc u boku Caleba. Zdrajcy lub głupcy nie rozumiejący powagi sytuacji mogliby skazać ich misję na porażkę.

Póki co przysłuchiwała się jego planowi. Wydawał się on być idealnym rozwiązaniem bez żadnych przeszkód, ale Nicci wiedziała, że zbieranie informacji to będzie pierwsza i prawdopodobnie najtrudniejsza rzecz w tym zadaniu. O trasach tankowców nie jest każdemu wiadomo. Wiedza tego typu spoczywa w rejestrze oczekiwanych przyjęć w porcie kosmicznym. O nich wiedzą też przeróżni biznesmeni oraz personel firm, czy, jeśli to strategiczne transporty, same wojsko. Statki mogą posiadać uzbrojenie, zdolne walczyć z piratami, których w tych czasach na pewno nie brakuje. Na pewno takie statki posiadają też jakąś eskortę.
- Mistrzu Calebie - Nicci zabrała głos - myślę, że powinniśmy zrobić rekonesans na stacji i ewentualnie na planecie. Dowiedzieć się o potencjalnym celu możliwie dużo zanim przystąpimy do ataku, poznać słabe punkty ochrony, przeniknąć przez szeregi załogi, dokonać sabotażu i wystawić obiekt na nasz atak. Ułatwilibyśmy w ten sposób zadanie eskadrze myśliwców i grupie abordażowej.
- Również moglibyśmy uniknąć w ten sposób strat w ludziach, walcząc z osłabionym przeciwnikiem - mówiąc to zdanie popatrzyła się na oficerów badając ich reakcję. Chciała być pewna co do ich uprzedzeń względem jej osoby.

***


- nasza walka... - zaczęła, odwracając na chwilę głowę, po czym znów skupiła się na swoim mistrzu. Czuła wstyd, ale zbyła to uczucie szybko. W jej życiu stało się o wiele więcej rzeczy godnych pożałowania.
- była kompletną porażką z mojej strony. Ostatnio dużo złego się stało i najwidoczniej odcisnęło to na mnie piętno... Connie i Derik, załoga która mnie uratowała, zginęła na moich oczach przez Owipę Polz, która bodajże też z wami współpracowała. Zabiłam ją za to... Całe to zamieszanie oraz niespodziewane napotkanie was, jedi, kompletnie mnie wyprowadziło z równowagi. Paranoja sprowokowała myśl, że chcecie mnie zabić bo się nie nadaję na konwersję. Zaatakowałam bez namysłu, zaledwie improwizując, nawet nie miałam pomysłu co bym miała robić jak już bym Cię zabiła... Pamiętam mój stan, jednakże nie do końca ruchy które wykonywałam. To był jak amok. Atakowałam na siłę co nie jest moim atutem, walczyłam na nie swoich warunkach... nie byłam przygotowana na to starcie... zaczęłam walkę, której nie mogłam wygrać...

- lecz ty mistrzu jedi, poczyniłeś istotny błąd, dałeś się zranić w nogę. Było to co prawda draśnięcie, ale zwykle ono wystarcza gdy ma się do czynienia z wyszkolonymi zabójcami. Sama zwykle stosuję w walce przeróżne trucizny. W przeszłości zabiłam w ten sposób wielu jedi silniejszych ode mnie pod wieloma względami. Każdy z nich popełniał zwykle ten sam błąd co ty. Widząc przewagę, byli zbyt pewni siebie i zamiast skończyć walkę możliwie szybko, próbowali zmusić mnie do ukorzenia się przed nimi, do zwątpienia w moje zdolności i poddania się, czy też konwersji na ich ścieżkę. Dawali mi w ten sposób czas na wyprowadzenie wejścia i zadania pozornie nieistotnej rany...- Nicci wpatrywała się w ocean spokoju swojego mistrza. Pewna rzecz jej jednak nie dawała spokoju, fundamentalna rzecz...

- Jednakże mistrzu Calebie mam jedno pytanie... Obdarzyłeś mnie zaszczytem i łaską, ale... Jaką masz pewność, że ktoś mojego pokroju nie wbije Ci sztylet w plecy w najmniej spodziewanym momencie? Zostałam wyszkolona by móc przygotować się na każdy cel. Potrzebuje tylko informacji i czasu oraz nieco środków. Jak to jest, że potrafisz mi zaufać, nie obawiając się zdrady? Zabiłam wielu jedi, republikańskich żołnierzy, cywili... nie rozumiem. Nie rozumiem Twojego Źródła.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Caleb Quade » 28 Wrz 2017, o 22:02

Quade wsłuchiwał się w słowa Nicci. Pochwalał pomysł Nicci - zwiad na stacji był potrzebny. Z odległości kilkuset tysięcy kilometrów od stacji nie mieli szans zdobycia dostatecznie dobrych potrzebnych do wykonania misji. Z racji tego, że nie dysponowali zwiadem, jego rolę musiał wypełnić kapitan ze swoją adiutantką. Rodziło to pewne ryzyko, ale czy było coś czego go nie rodziło podczas tej misji. Zasępił się na kilka chwil, licząc, że może któryś z oficerów włączy się do rozmowy. Gdy jednak nikt nie postanowił zabrać głosu, postanowił nie przeciągać i wydać dyspozycje.
- Nicciterra ma słuszność. Nie mamy aż tyle czasu ażeby prowadzić podwójny rekonesans, dlatego skupimy się na samej stacji. Klimat Yag'Dhul z resztą, nie sprzyja zbytnio zwykłym humanoidom. Podsumowując - ruszamy natychmiast. Polecę ja i Nicciterra, pod przykrywką pary najemników. Myślę, że dwa do trzech dni wystarczą w zupełności. Podczas naszej nieobecności Nadzieja pędzie pod skrzydłami Pierwszego. Będziecie monitorować przestrzeń w okolicach planety, rejestr ruchu z selekcjonowaniem statków klasy tankowiec. My postaramy się dostać do rejestrów na stacji. Gdyby zrobiło się gorąco - nie będziemy narażać okrętu. Skaczecie w nadprzestrzeń do punktu zbornego. My sobie poradzimy i dołączymy w czasie nie dłuższym niż 12 standardowych godzin. Jeśli nie pojawimy się w punkcie spotkania wracacie w okolice Ducha. Pytania? - zapytał, kończąc dosyć długi monolog.

***


Bystry umysł Nicci poprawnie przeanalizował ich wczorajszą potyczkę. Nie odkryła jednak, że drobne zranienie wkalkulowane było w plan walki Caleba. Od początku do końca kontrolował przebieg pojedynku i zakończył go tak jak chciał, dając pierwszą lekcję swojej podopiecznej. Ze spokojem przyjął jej wnioski i nie wyprowadzał z tego jednego błędu, którego nie była świadoma. Sam z resztą uzyskał kilka nowych informacji o dziewczynie, jej historii oraz stylu walki. Trucizny były domeną Sithów, ale Quade nie potępiał tego. Sam nie raz ani nie dwa raził wrogów błyskawicami, czy posuwał się do znaku firmowego, osławionego Darth Vadera - czyli duszenia opornych Mocą. Nie widział w tym nic złego. Cel uświęcał środki. Pokiwał z uznaniem głową i przemówił, objaśniając jej niejasności.
- Zaufanie to takie piękne słowo. Trzeba go miarkować, podchodzić z marginesem bezpieczeństwa do każdego indywidualnie. Trochę już wiem o Tobie, zaczynasz mówić o sobie, swojej historii i przeszłości. Wnioskuję, że i Ty obdarowujesz mnie dozą zaufania. Mylę się? A może po prostu, próbujesz zamydlić mi oczy i uderzyć w najmniej spodziewanym momencie? - zapytał mrużąc oczy, przybierając minę osoby węszącej spisek - Moc jest niezbadana - dodał tylko i na powrót jego twarz nabrała spokojnego wyrazu.
- Nicci, oboje byliśmy kim byliśmy w przeszłości. Mówisz, że zabiłaś wielu Jedi, żołnierzy i cywilów... Nie chcesz wiedzieć ile dusz ja odesłałem na spotkanie z Mocą. Ja po prostu chcę pomóc Ci odnaleźć swoją własną ścieżkę. Nie chcę przerobić Cię na Jedi, chcę żebyś został tym kim chcesz. A jeśli zechcesz mi towarzyszyć na tej drodze, zanim dojdziemy do rozwidlenia, do skrzyżowania, na którym wybierzesz swój własny kierunek, może, być może uda nam się zrobić coś dobrego dla galaktyki.
Quade zamilkł dając swojej podopiecznej kilka chwil na przetrawienie jego słów.
Na dziś kończymy naszą lekcję. Przygotuj się do misji, zabierz to co uznasz za przydatne, ukryj dobrze miecz świetlny. Lecimy tam jako para najemników, nasza broń nie może być ujawniona. Emanacja Jedi w tych rejonach nie przyniesie niczego dobrego.

***


Kilka godzin później Gamma z Quadem za sterami i Nicci wystartowała z hangaru ukrytej Nadziei. Para najemników wyruszyła w kierunku stacji orbitującej nad Yag'Dhul.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Mistrz Gry » 5 Paź 2017, o 22:56

Nie zdążyli ulecieć daleko, na widok zbliżającej się postimperialnej maszyny obsługa stacji zareagowała cokolwiek nerwowym wezwaniem do opuszczenia osłon i przygotowania się na inspekcję. Mimo kilkukrotnych zapewnień że "przybywają w pokoju bez złych zamiarów". Nie trzeba było byc mocowładnym by wyczuć że załoga stacji nie czuje się zbyt pewnie. Krótko po wylądowaniu wyjaśniło się dlaczego.

Inspekcja która powitała dwójkę bohaterów w hangarze numer 8 składała się z trzech wojowniczych Givinów uzbrojonych po czaszki. Mimo że starali się wyglądać groźnie byli dosyć niemrawi. Szybko jednak zorientowali się że promem nie lecą imperialni oficjele. W tym momencie ich ciekawość urwała się jak ucięta nożem. Najwyraźniej załoga spodziewała się kogoś ważnego, i nie chciała żadnych problemów.
-W jakim celu przybywacie, i jak szybko możecie stąd odlecieć. - Obcy nie był ani miły ani przyjaźnie nastawiony, jego czaszka patrzyła na Nicci i Caleba swoimi przerażającymi oczodołami. Z kości ciężko było wyczytać jakiekolwiek emocje. Stanowcza postawa i agresywnie zadawane pytanie, nie pozostawiały wielu złudzeń. Byli nieproszonymi gośćmi.

***

Nadzieja, dowodzona teraz przez pierwszego oficera unosiła się swobodnie w próżni, mimo że zwiad został uznany za niepotrzebne marnowanie sił i środków, tymczasowy dowódca uzbrojonego frachtowca kontynuował powierzone mu zadanie. Na orbicie i w okolicach stacji kręciło się sporo najróżniejszych jednostek, jednak żadna z nich nie była tankowcem. Oczekiwanie na ofiarę zaczynało się dłużyć, jak długo w końcu można wpatrywać się w skanery. Niestety albo coś było nie tak, albo w tym miejscu tankowce zwyczajnie nie latały. Pierwszy zaczął się poważnie zastanawiać nad możliwością wywołania swojego kapitana i poproszenia go o zmianę lokalizacji. Uznał jednak że jest jeszcze za wcześnie, w końcu Caleb i Nicci wyruszyli dopiero kilka godzin temu. Zdecydował więc jedynie o wysłaniu pojedynczych myśliwców na daleki zwiad. Prędzej czy później, muszą natknąć się na jakiś pieprzony tankowiec.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Nicciterra » 6 Paź 2017, o 23:07

- tak jak mówisz - ukłoniła się mistrzowi.

Słowa Caleba Quade dotarły do wnętrza kobiety. Czuła to od zawsze, że cały ten konflikt, gra, od samego początku nie była jej. Została w to wciągnięta... "Dobro galaktyki" brzmiało podobnie jak "założenie ogrodu i życie w spokoju", czy też "długo i szczęśliwie". Była to jednak rzecz, która urzekła chissankę. Mistrz miał swoje kredo, swoją drogę. Był autentyczny, był sobą. I obiecywał, że i ona mogła by w końcu obrać własne cele i dokonać wyboru. Nie była jego kolejnym pionkiem w rozdaniu, a osobą, z którą się liczy.

I ona miała parę rzeczy, które chciała osiągnąć. Chciała wrócić do domu. Chciała zdjąć tą klątwę Sithów. Chciała osadzić się i żyć w spokoju. Nie chciała przygód, rozgrywek politycznych, wojen, skrytobójstwa, czy innych gier. Nic jednak nie wskazywało, że się bez tego obejdzie. Wieść o tym, że Chissowie na nowo zaczęli współpracować z Imperium zasmuciło ją zupełnie. Była teraz po stronie Rebelii i najwidoczniej przyjdzie jej walczyć z rodakami, za którymi tak tęskni.

***

W roli najemniczki, przebrała się jak mechanik obsługi statków kosmicznych. Ubrana w widoczną czarną bluzkę i jednoczęściowy żółty fartuch roboczy na szelkach, zajadała się kanapką. W prawej ręce miała skrzynkę z narzędziami, a w środku, wśród przeróżnych przedmiotów był rozebrany na pięć części miecz świetlny. Przy pasie miała podstawowe narzędzia oraz jeden mały sztylet, który skutecznie maskował się w ilości rzeczy. Sam w sobie przypominał jakieś narzędzie. Zaś po drugiej stronie pasa po lewej stronie wystawała nieco z kabury rączka od blastera typu hold out.

Sama stacja najwidoczniej musiała być pod presją lub jej zarządca był wyjątkowym gruboskórnym liczygroszem, bo zatrudnił takie niewychowane istoty. Do tego uzbrojeni, jakby się spodziewali grupy uderzeniowej. Stała obok Caleba, udając nierozgarniętą osobę.
- płacodawca ma nas stąd zabłać... to jak przyeci to na zabierze - powiedziała niewyraźnie przez pełne usta. Machnęła kanapką chcąc coś jeszcze powiedzieć, ale przeżuła do końca kęs, połknęła i wypowiedziała się w końcu.
- wiesz, mechanika i te sprawy - podniosła lekko skrzynkę, a ta zadźwięczała wdzięcznie.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Mistrz Gry » 26 Paź 2017, o 13:09

Nie byli mile widziani, nie przeszkodziło to jednak szarmanckiemu piratowi użyć uroku osobistego. Ze swobodą i łatwością wieloletniego kłamcy zwrócił się do ekipy powitalnej swoim szarmanckim i przekonującym tonem.
- Cieszy nas jakże gorące powitanie, jako strudzeni podróżni postanowiliśmy odpocząć chwilę, uzupełnimy zapasy i już znikamy nie robiąc żadnych problemów.
Ton i zachowanie Jedi wtapiały się w nieco niedbałe zachowanie Nicci, jego błękitnoskóra towarzyszka skutecznie odwracała uwagę części ochroniarzy.
- I dlatego latacie uzbrojonym po zęby promem Gamma?
- Wiesz jak jest latasz tym co akurat dostaniesz -
ton Caleba zszedł do lekko poufałego zaś on sam przyjaźnie poklepał Givina po ramieniu. Obcy cofnął się lekko. Nie lubił spoufalania się.
- Dobrze możecie iść do kantyny czy gdzie tam potrzebujecie, póki co prom jest pod nadzorem. Skany nie wykazały kontrabandy więc was nie aresztujemy, narazie...

Ochrona rozstąpiła się przepuszczając Caleba i podążającą za nim Chisskę, mogli być więcej niż pewni że obsługa stacji nie ufa im. Mimo to nie mieli wyjścia, musieli grać w grę którą sami rozpoczęli. Ruszyli więc wąskimi i stosunkowo niskimi korytarzami stacji w kierunku wskazanym przez Givina. Stacja była zaskakująco czysta jak i dobrze zachowana, widać że ktoś dokłada starań aby wszystko działało. Nie była też duża, kilka minut później znaleźli się przy dobrze oznaczonym wejściu prowadzącym do lokalnej "Kantyny pod Kośćmi". Przekroczyli próg by przekonać się, że w środku jest prawie pusto. Prócz znudzonego Givina za barem i kilku pilotów przy stolikach nie było praktycznie nikogo. Niezbyt dobre miejsce na zagajenie rozmowy. Nicci miała złe przeczucia, coś zdecydowanie mówiło jej że powinni wiać, Quade również to czuł lecz nie miał wyjścia, musiał zaryzykować. Pewnym krokiem przeciął pomieszczenie udając się prosto do baru.
- Coreliańską czystą poproszę, a dla ciebie?
- Dziękuję nie piję...
- och, Kto się ze mną napije skoro dama raczy zachować trzeźwość?
- dodał znacznie głośniej niż wymagały tego okoliczności. Niemal spod ziemi pojawił się niewysoki czerwononosy człowiek z obfitą łysiną i nieco wyświnionym drelichem. Oświadczył, że również szuka towarzystwa i jeśli nie pan sponsor nie ma nic przeciwko skorzysta z okazji. Nieco zbyt obszernym ruchem wskazał na znajdujący się w pobliżu stolik. Caleb skinął głową Nicci i ruszył za mężczyzną. Kobieta postanowiła na wszelki wypadek uniknąć zaczepek i ruszyła z powrotem do hangaru. Cały czas czuła niepokój. Uczucie zagrożenia tkwiło gdzieś z tyłu głowy... Weszła do hangaru akurat w momencie w którym nie powinna. Szkolenie zabójcy nakazało jej sięgnąć po broń. Sztylet z wielką precyzją wbił się w oko obcego który grzebał przy statku.
- co to ma...!
Zorientowała się, że nie był sam w ułamku sekundy robiąc unik i stawiając barierę mocy. Zobaczyła niewielkie strzałki odbijające się od niewidzialnej zapory. Przeturlała się szybko za skrzynie sięgając dłonią po holdouta zauważyła drobne zadrapanie. Niedobrze pomyślała gdy próbując wycelować zobaczyła przed oczami czarne plamy. Przeciwnicy odczekali kilka sekund zanim ruszyli w kierunku nieprzytomnej już kobiety.
- Nikt nie ukryje się przed Czarnym Słońcem kochaniutka, nikt...
Jeden z łowców przeszukał ja i pozbawił wszystkich przedmiotów podczas gdy drugi zgarnął ciało kompana i upewnił się że ofiara zostanie dobrze związana.
- Zbierajmy się stąd
- całkiem ładna, szkoda jej trochę.
- jak chcesz być romantyczny to daj jej kwiatek zanim ją zgwałcisz...
- Kurwa wiesz że nie o to mi chodziło.
- taa, jak i kilka ostatnich razy kiedy mieliśmy cel kobietę, Bob zerżnąłeś nawet tą kalamariankę..
- Byłem ciekawy jak to jest rybą...
- kurwa chodź już...


W momencie kiedy dwójka łowców zniknęła z hangaru, jeden niósł martwego Rodianina, drugi nieprzytomną Chisskę. Nieświadomy niczego Caleb skończył wydobywać ze swojego przygodnego towarzysza wszelkie informacje. Pomijając te niezwykle istotne o o całkowitym braku dziwek na stacji odkąd wyjechała stara Bassie, przez te średnio ważne mówiące o zwiększonej aktywności Imperium w sektorze zwłaszcza zaś na powierzchni planet. Ponoć szukali kogoś. Aż po te całkiem nieistone jak fakt że na wielkim tankowcu który miał odlecieć w czwartek zastrzelił się drugi pilot i odlot opóźni się o kolejne dwa dni. W dodatku zgon pilota na bank ściągnie na stację kontrolę i mają wszyscy przejebane a on nie bo on jest frleleancerem czy jakoś tak i kompania może mu naskoczyć. Kapitan podziękował i lekko chwiejąc się na nogach wyruszył w drogę powrotną do swojego promu. Dziwnym trafem po wejściu do hangaru gwałtownie przetrzeźwiał. Nicci nigdzie nie było...

Była zajęta wiszeniem za ręce na haku znajdującym się w ładowni jakiegoś frachtowca. Odzyskała już przytomność i z tego co mogła stwierdzić jej położenie było gówniane. Ręce i nogi miała skute kajdankami, które boleśnie wrzynały się w nadgarstki, z pewnością zabrali jej wszelką broń a dodatkowo miała zawiązane oczy. Silnik maszyny pracował miarowo niosąc przez przestrzeń ją i jej ładunek. Z uwagą przysłuchiwała się dochodzącym odgłosom, rozmowa dwójki ludzi?

- Dobra Rizzzak pochowany,
- Wywalony w przestrzeń,
- Detal. Idę na mostek, trzymaj łapy z dala od Chisski bo dostaniesz po ryju.
- Dobra, dobra, czemu musisz być taki upierdliwy.
- Bo jak zaczynasz myśleć chujem to zawsze mamy problemy.
- Nie jest w moim typie.
- Wszystko co ma otwór jest w twoim typie...
- .....


Śluza otworzyła się i Nicci usłyszała kroki. Po chwili drgnęła czując na tyłku dotyk dłoni.
- No cześć...
Usłyszała lekko przyspieszony oddech i dziwny przerażający głoś, dłoń przesunęła się w miejsce w którym zdecydowanie nie powinno jej być.
- jestem Bob, spędzimy ze sobą trochę czasu, a jak będziesz grzeczna to może będzie ci dobrze...


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Nicciterra » 26 Paź 2017, o 18:19

Facet dobierał się do swojej nowej zdobyczy powoli, delektując się każdą sensacją swej ofiary. Dotykał krocza z narastającą badawczością. Kobieta wstępnie nie oponowała i z łatwością powstrzymała drganie ciała. Bob nie powstrzymał się uszczypnąć ją, by ta szarpnęła swym ciałem.
- ło-oo...! To jest temat... - podekscytowany wyszeptał niemal sam do siebie
- będziesz się przede mną chował? Czy może spojrzysz mi w twarz? - Nicci rzuciła wyzwanie, licząc, że ten stanie do niej przodem i zdejmie jej opaskę z oczu. Facet, czyniąc kilka kroków stanął przed nią. Zacisnął dłonie na piersiach, zmuszając ją do zagryzienia dolnej wargi z bólu. Nie wydała z siebie jednak jęku.
- widzę, że Ci się podoba, ooo i nawet rozmowna jesteś - niemal zachrypiał z podniecenia, po czym przełknął zwisającego mu w gardle gluta.
- jak mnie zobaczysz już nie będziesz taka pewna siebie - wyszeptał po czym chwycił ją obiema dłońmi za twarz. Wielki paluch rozchylił dolną wargę ukazując zaciśnięte zęby.
- nie gryziesz? - zapytał, po czym chwycił za opaskę. Zdjął ją z oczu, a przed kobietą objawił się widok rosłego człowieka z obłędem w oczach.
- dooo-hoho-dobrze... ale wiesz, nie będę ryzykował, że mi będziesz krzyczeć. Choć już zaczynam cię lubić, to ci buźkę jednak zamknę - wyjaśnił lubieżnie po czym pełną siła związał opaskę na jej ustach, zmuszając ją jednocześnie do oddychania nosem.

Nicci wisiała nieco wyżej i patrzyła na niego z góry. Jakiś metr dziewięćdziesiąt trzy, umięśniony, czterdzieści parę lat. Nieogolony i nieuczesany brutal. Buty taktyczne, czarne bojówki i biały podkoszulek. Bez kabury i bez noża. Kobieta jeszcze oceniła długość łańcucha przy nogach. On sam nie patrzył się w jej twarz, tylko wciąż przebierał wzrokiem od czego by tu zacząć. Raczej nie był przyzwyczajony do tego, by jego ofiary nie stawiały oporu. W końcu skupił wzrok na jej czerwonych oczach.
- uuu, ta-ak. Należysz do tych ostrych. Bę-dzie-my mieli mnó-óstwo dobrej zabawy, słowo honoru - oświadczył szczerząc żółte zęby, po czym raptownie chwycił ją za ręce. Ścisnął tak, że miała wrażenie, że chce je połamać. Nicci zamknęła oczy i odchyliła głowę nieco do tyłu sugerując przerażenie, co najwidoczniej jeszcze bardziej go nakręciło. Bez problemu uniósł ją znad haku i zdjął...
Nicci jednak czekała na ten moment...

Błyskawicznie ciało napięło się, niczym koci grzbiet. Obie, do tej pory zwisające bezwładnie nogi, z głuchym odgłosem wylądowały na kroczu Boba. Facet wytrzeszczył oczy i nieco pochylił się do przodu. Wciąż jednak trzymał ją w powietrzu. Zabójczyni zaś zgięła kolana, by następnie wyrzucić nogi na szyję gwałciciela. Łańcuch owinął się szczelnie w okół, a kobieta z całych sił splotła za jego głową nogi.

Bob odruchowo sięgnął za uda zabójczyni, chcąc odzyskać oddech i zrzucić chisskę z siebie. Mając punkt oparcia na jego głowie i wolne już ręce, wygięła się z całych sił w drugą stronę. Chwyciła się jego prawego buta i ścisnęła swoje mięśnie wzdłuż całego ciała by przywalić głową Boba o podłoże.

Głuchy łomot zapełnił ładownię, a facet zluźnił chwyt na nogach zabójczyni, wciąż nie mogąc złapać oddechu. Ogłuszony zaczął opadać z sił i rozpaczliwie próbował chwycić za ściskające jego szyję łańcuchy. Nicci zaś wypełzła jednym ruchem z pod ciała i cierpliwie go dusiła, aż jego oczy przestały się ruszać, a ciało stało się wiotkie.

"Człekuś chociaż dotrzymał słowa" - pomyślała, wykrzywiając szyderczy uśmiech spod opaski. Szybko jednak zebrała się z podłoża i ustawiła przy wejściu do ładowni. Zdjęła opaskę i wydała z siebie przeraźliwy krzyk rozpaczy. Niczym ofiara błagająca o litość. Powtórzyła to jeszcze dwa razy, urywając nagle ostatni z wrzasków.

Następnie cierpliwie czekała na drugiego. Czas mijał, a Nicci nasłuchiwała.
- ten skończony kretyn... - usłyszała zaraz po nadchodzących szybkich krokach. Ukryła się pod płaszczem mocy oraz w sferze ciszy. Mężczyzna wparował do ładowni i po kilku krokach zatrzymał się nagle.
- BOB TY...! - urwał, widząc leżącego kompana na samym środku, po czym odruchowo sięgnął do kabury. Nie zdążył spojrzeć na pusty już hak. Zabójczyni spadła na niego od tyłu, uderzając z wyskoku łokciem w siódmy krąg kręgosłupa i dosłownie wyłączając go. Ciało bezładnie runęło na podłogę. Podeszła do ogłuszonego przeciwnika i z pełną pogardą, jednym depnięciem, złamała mu kark. Kucnęła i sięgnęła po jego blaster.

Czując się jak na fali ruszyła na rozpoznanie statku. Miała ograniczone ruchy, ale mogła iść i skakać oraz korzystać z jednej dłoni. Otoczyła się dodatkowo sferą ciszy, łańcuchy przy kostkach dźwięczały i mogły ją zdradzić. Po prostu nie była pewna czy ktoś jeszcze jest na tym statku. Nasłuchiwała w pełnym skupieniu, choć skromny uśmieszek wypełzł na jej twarz. Dawno nie czuła tej satysfakcji...
Miała zamiar jakoś zdjąć te łańcuchy, Pierw jednak musiała się upewnić, że nikogo więcej nie ma na statku i jakoś określić swoją lokalizację.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Mistrz Gry » 28 Paź 2017, o 00:10

Cisza panująca na pokładzie dość jednoznacznie wskazywała, że oprócz dwójki najemników podróżujących obecnie w postaci zwłok, na statku nie było nikogo. Dziewczyna postanowiła się uwolnić zanim przystąpi do dokładniejszych oględzin jednostki. Kluczyki od kajdanek były przy zwłokach najemników, wraz z kilkoma osobistymi przedmiotami i bronią. Spokojnym krokiem przeszła przez krótki korytarz, stały na nim dwa speedery a na jego końcu znajdowały się dwie kabiny i cela. W celi aktualnie nie działało pole siłowe, co w pewien sposób wyjaśniało czemu wisiała w ładowni. Dolny pokład był całkiem pusty, ruszyła więc na górę, turbowinda była zepsuta a w jej miejsce znajdowała się antyczna drabinka. Najwyraźniej statek nie był cudem techniki. Na górnym pokładzie również nikogo nie było. Znajdowała się tam za to niewielka ładownia zabezpieczona czytnikiem dna. Żadna z kart znalezionych przy najemnikach nie działała. Poszła więc dalej. W głębi znalazła wygodną lożę relaksacyjną z dużym holoekranem i kanapą. Wszędzie walały się puszki po piwie i opakowania po najróżniejszych alkoholach. Idąc ich tropem znalazła kuchnię i Autochefa. śmierć głodowa jej nie groziła. Cóż skoro i ten pokład był pusty należało sprawdzić mostek. Ostatnia drabinka i szczególna ostrożność była już formalnością. W ciasnym kokpicie nie było nikogo. Przez okna widziała charakterystyczny dziób i działka blasterowe. Wyglądało na to że właśnie została właścicielką jednostki.

Ekran komputera pokładowego wyświetlał czas do wyjścia z nadprzestrzeni - 25 godzin 32 minuty. Pod spodem były koordynaty które absolutnie nic jej nie mówiły. Przyrządy sterownicze wyglądały w miarę standardowo, lecz po bliższych oględzinach wykryła kilkanaście nieopisanych przycisków i przełączników. Mogła co prawda awaryjnie zatrzymać statek, nie miała jednak pewności czy będzie potrafiła ponownie go uruchomić. Wszelkie kontrolki i przełączniki były w położeniu zielonym, paliwa nie brakowało a systemy działały. Nicci dopiero teraz poczuła jak bardzo jest zmęczona... i samotna. Nie licząc trupów była jedyną istotą żywą na pokładzie.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Nicciterra » 30 Paź 2017, o 01:50

Ogarnięcie sytuacji, przygotowanie ekwipunku do wyjścia, a następnie przegląd nowo zdobytych dóbr przebiegał z równym natężeniem co walka, która miała chwilę temu miejsce. Znalazła swój miecz świetlny. Dodatkowo porywacze posiadali karabin blasterowy i snajperski, pistolety, amunicję, kilka świetnie wyważonych noży. Nicci jednak interesowały głównie te rzutki, których zadrapanie obezwładniło ją podczas starcia w hangarze. Byłyby świetnym dodatkiem do jej arsenału. Statek okazał się posiadać wszystko czego potrzebowała. Znalazła również bliżej nieokreślony przedmiot najwidoczniej z minionej ery Sithów. Ciarki przeszły kobiecie po plecach. Jak do tego doszło, że po tych wszystkich wydarzeniach ponownie będzie brała udział w sprawach sithów. Postanowiła odłożyć ten przedmiot jak najdalej od siebie. "Nigdy więcej..." pomyślała w pierwszej chwili

Zostały jeszcze 23 godziny z wyjścia z nadprzestrzeni. Kobieta dawno nie miała statku, którym miała to operować. Przez te lata dużo się zmieniło, wiele przycisków wyglądało bardziej tajemniczo niż wspomniany artefakt. Od tego analizowania i myślenia poczuła w końcu jak adrenalina przestaje ją utrzymywać na chodzie. Nagłe zmęczenie wywołało falę ziewania. Obolałe stawy od wiszenia dały się we znaki, a gdy instynkt przetrwania ustąpił, myśli również powędrowały nieco w innym kierunku...

Co teraz?...
I pustka.
Soundtrack

Zmęczenie spotęgował melancholijny nastrój. Kobieta postanowiła nieco odreagować z tego wszystkiego.

Znalazła butelkę jakiegoś wysokoprocentowego alkoholu, nieco soku i zasiadła ze szklanką w kokpicie. Wywaliła nogi na wentylator i wzięła łyka. Nieco skrzywiła się z powodu nieodpowiednich proporcji z przewagą wódki, ale napój wynagrodził jej to rozprowadzając przyjemne ciepło w żołądku. Rozluźnienie przyszło szybciej niż sądziła. Dawno nie piła alkoholu, dawno... oj bardzo...
Nagle dotknęła się w podrażnione przez martwego gwałciciela miejsce. "Może powinnam mu pozwolić? A potem go..."
- O czym ja myślę? - zapytała się sama siebie, wykrzywiając usta w niewinny uśmiech. Wnet przypomniał jej się Derik i fakt, że go tak brutalnie odtrąciła. Był głupkowaty, ale nie był zły, nie chciał jej uczynić krzywdy. Był po prostu... nieco nie obyty w manierach. Nie to co ten gwałciciel... Co do ludzi, wspomniała też Johna... Doprowadzał ją niemal do łez, gdy żartował sobie z imperialnych obyczajów w kantynie. Wtedy chciała coś więcej powiedzieć, ale się powstrzymała. Nawet teraz się uśmiechnęła na tamtą myśl... Mina jednak szybko zbladła. Następnej okazji jednak już nie było...

Uniosła szklankę w niemym geście toastu i wychyliła resztę szklanki. Wszyscy wspomniani byli martwi. Całe życie otaczała ją śmierć i coś jej mówiło, że to się nie zmieni... Nie wiedziała czy w to wierzy, czy na prawdę tak jest. Fatum w postaci potencjalnego artefaktu stało się dla chisski pewnym symbolem. Nie ma ucieczki... można się poddać i zostać pożartym przez wygłodniałe nexu, albo... stać się mistrzem...

Jednak, żeby takim się stać... jak daleko będzie musiała przekroczyć znane jej granice... Czy nie może po prostu wieść prostego życia? Tak jak kiedyś? Zanim ta cała pogoń się zaczęła?

Znała odpowiedź. Odpowiedź ta nie pozwoliła jej zasnąć przez kolejne dwie godziny...

***

Obudziła się po kolejnych ośmiu godzinach, a właściwie to zerwała się, tak jakby jeszcze nie do końca wiedziała gdzie jest. No bo w sumie nie wiedziała gdzie zmierza. Po "porannym" posiłku postanowiła posprzątać, a zwłoki zutylizować. Mieczem świetlnym pociąć i potraktować jak odchody. Po wszystkim zrobić tak, jakby tamtych dwóch w ogóle nigdy nie było. Statek zaczął nawet przyzwoicie wyglądać.

Teraz pozostały jej trzy zagadki do rozwiązania. Tajemniczy artefakt, zamknięta ładownia i miejsce wylotu z nadprzestrzeni. To ostatnie samo się rozwiąże za niecałe dziesięć godzin. A tak to pierw postanowiła włamać się do zamkniętej ładowni. Miecz świetlny powinien załatwić sprawę. Następnie spróbuje rozgryźć czym jest przedmiot ze znakami sithów.

Skoro ładownia była zabezpieczona w ten sposób, to dlaczego nikt z pasażerów nie miał kodu dostępu? Jaki jest sens podróżować z czymś czego samemu nie można otworzyć. To byłoby raczej kłopotliwe, podczas ewentualnych kontroli. Nicci postanowiła poważnie potraktować nieznaną jej przyczynę i podejść do szabrowania ostrożnie. Włączyła miecz świetlny. Zatrzymała się jednak, przed wbiciem fioletowej klingi. "A co jeśli te pomieszczenie jest specjalnie tak zamknięte, bo kadłub statku jest uszkodzony?" Włamanie odstawi na później.

I tak Nicci postanowiła zapoznać się z tajemniczym przedmiotem.

nowy temat?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 278
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Mistrz Gry » 1 Lis 2017, o 23:09

dla Nicciego akcja przenosi sie do

[ Pursuer "Klatka"] Początek i koniec
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [MOD-17 Nadzieja] Nie jesteśmy piratami

Postprzez Caleb Quade » 3 Lis 2017, o 22:01

Dostanie jest na stację przebiegło gładko. Aż nazbyt gładko, jak na gust Caleba. Nicci znakomicie wczuła się w rolę najemniczki, toteż on dopełnił swoich obowiązków i ostatecznie otworzył im drogę do serca stacji. Nie niepokojeni przez nikogo, Mistrz i uczennica dotarli do niespodziewanie pustej kantyny. Nie był to pokrzepiający widok, jeśli chodzi o wydobywanie informacji, ale nie mogli wyjść stąd z niczym.
Nie było chyba w galaktyce długiej i szerokiej kantyny, w której nie udało by się znaleźć kogoś chętnego na darmowe picie. Toteż i tu, na stacji orbitalnej Yag'Dhul, na hojnego sponsora przypadł jeden sęp. Gdy Nicci grzecznie odmówiła swojemu Mistrzowi drinka, jej miejsce zajął czerwononosy krogulec. Świecący łysiną i odstraszający wyglądem, mógł być dobrym źródłem... lub żadnym. Ale w zaistniałych okolicznościach, trzeba było brać to co jest. Nie zrażony niczym Caleb zamówił następną kolejkę dla siebie oraz swojego potencjalnego źródła informacji i przysiadł z nim przy jednym z wielu wolnych stolików. Nicci nie zdecydowała pozostać przy pozyskiwaniu informacji. Odprowadzona wzrokiem Caleba, opuściła kantynę. Złe przeczucia kołatały się w świadomości Mistrza, ale misja była misją. Mieli zadanie od powodzenia, którego zależała cała ich misja. Osuszył szklaneczkę i poklepał rozmówcę po ramieniu, zachęcając do tego samego. Czerwononosy, zapamiętaniem imienia, którego Caleb nie zaprzątał sobie nawet głowy, z uśmieszkiem doświadczonego pijaczka wypił zawartość swojego szkliwa i już czekał na następną kolejkę. Jedi zamówił pospiesznie następną porcję płynu, a potem całą butelkę. Polewał raz po raz, nie pozwalając ażeby jego informator cierpiał niedostatek płynu ognistego.
Rozmowa nabierała tempa wprost proporcjonalnie do zmniejszającej się objętości whiskey w butelce. Słuchał uważnie sortując informacje, od tych zupełnie nieistotnych, poprzez interesujące, na tych najważniejszych skończywszy. Od czasu do czasu wtrącał tylko przerywniki w stylu: "no coś ty!", "nie możliwe!", "Nigdy w życiu!", podsycając tylko nastrój rozmówcy, do jeszcze większej otwartości. Rudolf czerwowonosy śpiewał jak ptaszek, mając przed sobą rozmówce, który chciał słuchać. Mówił o wszystkim i niczym, wyśpiewując wszystko to czego potrzebował Caleb. Gdy już Mistrz po raz trzeci zaczął wysłuchiwać tych samych informacji, stwierdził, że nic więcej już się nie dowie. Minęło kilka godzin, podczas, których całkowicie skupił się na zadaniu... i całkowicie przestał wyczuwać Nicci w Mocy. Zaniepokoiło go to mocno, więc pożegnał się z usypiającym na siedząco żulikiem, i udawanym, chwiejnym krokiem opuścił salę "Kantyny pod Kośćmi". Lekko się zataczając dla niepoznaki, z coraz gorszymi przeczuciami skierował się prędko do hangaru, gdzie zostawili Gammę. Czerpał teraz mocno z Mocy, badając każdy zakątek stacji w poszukiwaniu swojej uczennicy. Niestety bezskutecznie. Co się stało? Opuściła stację? Uciekła od niego i Rebelii? Na tyle ile ją poznał, nie był przekonany ażeby była zdolna do ucieczki.
Wszedł do hangaru i spojrzał na statek. Nic nie wskazywało ażeby coś było z nim nie tak. Prom stał w miejscu, w którym wylądowali kilka godzin temu. Przestał już udawać pijanego najemnika. Czym prędzej wszedł na pokład. Usiadł w kokpicie i zamknął oczy. Rozszerzył swoje postrzeganie w Mocy tak mocno jak był w stanie i zawołał przezeń: "Nicci... Usłysz mnie Nicci..."

Odpowiedziała mu cisza.

***


Godzinę później Gamma opuściła stację. Na pokładzie przebywał tylko Mistrz.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Następna

Wróć do Statki i okręty

cron