Content

Statki i okręty

Jacht Iskra

Image

Re: Jacht Iskra

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lut 2016, o 13:03

Maszynownia rozświetliła się gdy tylko Deandra przeszła przez automatucznie rozsuwane drzwi. Rzadko tu bywała głównie dlatego, że "Iskra" była utrzymana w idealnej kondycji i większość zadań konserwacyjnych można było zlecić systemowi z kokpitu, a jeśli już zachodziła potrzeba przeprowadzenia jakichś doraźnych prac przy silnikach to miała do pomocy Coena. Jednak to, że nie bywała w tej części statku za często nie oznaczało, że go nie znała. Znała i to bardzo dobrze i wystarczył jej rzut oka by stwierdzić, że w maszynowni nic nie zostało zmienione czy zniszczone przez fałszywego Coena. Dla pewności przeszła wzdłuż wszystkich paneli wyświetlających jakieś dane i sprawdziła ich wskazania i stan. Wszystko wydawało się być w porządku. Zajrzała też do komory hipernapędu, ale oprócz pracującego głośno silnika nie było w niej nic godnego uwagi.
Dopiero wtedy podeszła do głównego terminalu i usiadła przed nim w wygodnym fotelu podobnym do tych które zainstalowane były w kokpicie. Kilkoma szybkimi komendami przywołała trasę lotu w nadprzestrzeni. Wyświetlone informacje dostarczyły jej dowodu na to co już wiedziała. Trasę wprowadził Coen gdy ona była na mostku. Jako bazę do skoku wykorzystał sekwencję którą wcześniej wprowadził w kokpicie. Z tego co pokazywały wskazania lotu skok w nadprzestrzeń ustawiony był z opóźnionym startem.

Trasa była krótka i miała skończyć się za niecałe trzy godziny w jakimś punkcie w przestrzeni pomiędzy Esfandią a Adumarem na granicy sektorów i6 i j6. Nie wiedziała czy może bezpiecznie przerwać lot w nadprzestrzeni; wymagało to poświęcenia większej ilości czasu i sprawdzenia wszystkiego z komputerem nawigacyjnym. Deandra mogła przyjąć, że na zmianę trajektorii lotu przyjedzie jeszcze czas po planowanej rozmowie z intruzem.

Kolejną rzeczą jaką sprawdziła były rejestry systemów komunikacji. Gdy wyświetliła się lista ostatnią pozycję zajmował rekord pod nazwą "Coruscant" opatrzony aktualną datą. Spróbowała ustalić więcej faktów związanych z tym połączeniem. Szybko wpisywała kolejne komendy wyciągając możliwie jak najwięcej z dość skromnych informacji jakie wyświetlał komputer. Chwilę to trwało ale w końcu udało się jej ustalić to i owo na temat prowadzonej ostatnio rozmowy.
Po pierwsze: Fałszywy Coen prowadził tylko rozmowę i najwyraźniej nie używał tego kanału komunikacyjnego do przesyłania informacji w innej formie; Deandra nie znalazła, żadnych śladów wiadomości tekstowych ani przesłanych plików. To czy nie robił tego w ogóle w przeszłości wymagało od Deandry głębszego studiowania zapisów i poświęcenia czasu którego póki co nie miała za wiele. Po drugie: Identyfikator systemu komunikacyjnego wskazywał, że transmisja odbywała się pomiędzy "Iskrą" a jakimś obcym statkiem za pośrednictwem systemu Komunikacji Dalekiego Zasięgu Planety Courscant. Deandra nie była jednak w stanie ustalić, czy statek ten przebywał w pobliżu Coursant czy znajdował się gdzieś po drugiej stronie galaktyki. Jedynym śladem jakim dysponowała były kody komunikacyjne tego statku.

Uruchomiła Holonet i zaczęła przeszukiwać jego zasoby w poszukiwaniu informacji o ojcu. Znalazła i to szybciej niżby chciała. Choć nie było tego dużo. Inne wiadomości odnośnie "Tajemniczego Laboratorium" były podobne w treści i wszystkie tak naprawdę nie wiele mówiły. Jednak już to, że w ogóle coś napisano oznaczało, że Joel Shelley w końcu popełnił błąd w swoich knowaniach.

Dysk zawierał sporą liczbę folderów a w nim całkiem imponującą bazę informacji na temat Coena. Deandra znalazła masę zdjęć zrobionych z różnych ujęć i z różnych lat ich wspólnych wojaży po galaktyce. Spostrzegła, że zdjęć z późniejszego okresu było więcej niż tych z wcześniejszej fazy a z pewną ulgą przyjęła fakt, że najstarsze zdjęcie miało jakieś cztery lata więc z pewnością nie byli inwigilowani od samego początku. Znalazła też kilka nagrań głosu Coena. Odtworzyła je. Brzmiał na nich tak jakby czytał coś pod przymusem i choć nie widziała swojego przyjaciela domyślała się, że okropnie cierpi. Kilka nagrań pokazywało Coena i Deandrę podczas wspólnych rozmów w różnych publicznych miejscach. Te nagrania też pochodziły z okresu ostatnich czterech lat. Większość tych nagrań skupiała się na Coenie. Znalazła też jeden folder z zaszyfrowaną treścią. Hasło do niego mógł mieć Fałszywy Coen.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6044
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Jacht Iskra

Postprzez Axis » 16 Lut 2016, o 23:44

Wszystko wyglądało normalnie, przynajmniej na tyle na ile mogło. Fałszywy Coen znał się na rzeczy, wiedział jak wykonywać swoją robotę nie zostawiając śladów. Byłby wręcz idealny, gdyby jeszcze umiał kasować logi. Zostawił tak mało tropów jak tylko się dało. Była jednocześnie pełna podziwu dla jego umiejętności, co sfrustrowana brakiem wyników. Oparła się na krześle i założyła ręce na piersi. Teraz trzeba było pomyśleć.
Kody komunikacyjne były ślepą uliczką, przynajmniej w teorii. Deandra nie miała zasobów, żeby sprawdzić ten statek, ale miała kogoś, kogo mogła prosić o pomoc. Braciszek był jej winien więcej niż jedną przysługę, więc mógł się na coś przydać. A jak będzie marudzić, zawsze pozostaje opcja z wyjawieniem prawdy, ale tego wolała na razie uniknąć. Wkurzony rebeliant nie był jej teraz potrzebny.
Wiadomości na temat tatusia dały jej dużo do myślenia. Podejrzewała, że ktokolwiek stał za umieszczeniem na Iskrze zmiennokształtnego musiał wierzyć, że tatuś w jakiś sposób manipulował genami swoich dzieci, a ona sama była najlepszym potencjalnym źródłem informacji. To jednak kłóciło się z danymi na dysku. Ostatnie zdjęcia zrobione zostały mniej więcej rok temu, oznaczało to, że nie mieli później potrzeby robienia zdjęć, czyli mniej więcej wtedy wprowadzono szpiega. W jakim celu? Gdyby chcieli ją porwać już dawno by to zrobili, informacji nie posiadała żadnych, nie kontaktowała się z bliskimi. Wielkie czerwone "Dlaczego?" zawisło jej nad głową i nie chciało zniknąć.
Dopiero po chwili uderzyła ją myśl. Rok, w najlepszym wypadku żyła kilka miesięcy z zupełnie obcą osobą dzieląc się z nią wszystkim. Zagryzła zęby, komuś zależało na tym, aby nie podejrzewała niczego, miała żyć tak samo jak do tej pory, robić to co zwykle. Może jednak nie chodziło o nią, może eksperymenty i tatuś to tylko zasłona dymna, a tu chodziło o coś innego. Być może na rzeczy była heca ze Zmiennikiem, jak mówił o nim Coen. Za dużo niewiadomych było w tym wszystkim, a jedyną osobą, która mogła pomóc znaleźć jej w tym sens był Fałszywiak.
Westchnęła głośno i podniosła się z miejsca, poszła do ładowni, potrzebowała solidnego kawałka rury albo jakiegoś kija, gość dobrowolnie raczej nie będzie gadać. Był w stanie, w którym stanowił nieco mniejsze zagrożenie niż do tej pory, ale Lady nie mogła jednak stwierdzić czy będzie współpracować. Deandra miała zły dzień i podjęła decyzję. Wróciła do śluzy, otworzyła ją, a następnie stanęła tuż przy rannej nodze opierając się na prowizorycznej borni, którą znalazła. Coś jej się wydawało, że brutalna siła będzie musiała wystarczyć przy tym przesłuchaniu. Czekała aż mężczyzna odzyska świadomość na tyle, żeby zorientować się w sytuacji. Jej twarz nie wyglądała przyjaźnie, a głos był zimny z wyraźnie wyczuwalną agresją.
- Nazywasz się jakoś, czy mam mówić o tobie Fałszywy Coen?
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 209
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: Jacht Iskra

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lut 2016, o 21:16

Deandra znalazła metalową rurę wśród części zapasowych w maszynowni. Zważyła ją w ręku. Nadawała się do realizacji jej zamierzeń względem Zmiennokształtnego.
Gdy wróciła pod śluzę zajrzała do swojego więźnia. Nadal był nieprzytomny. Ostrożnie otworzyła drzwi i wsunęła się do pomieszczenia. Powoli podeszła do Fałszywego Coena i szturchnęła go rurą w kolano. Na brak reakcji zareagowała mocniejszym szturchnięciem. Gdy i to nie pomogło oparła rurę na jego kolanie i nacisnęła mocno wykorzystując do tego ciężar swojego ciała.
Zmiennokształtny jęknął. Otworzył oczy i zaczął się rozglądać wokół. Gdy spostrzegł Deandrę zatrzymał na niej wzrok. Uśmiechnął się krzywo i zamknął oczy.
- To się doigrałem - powiedział cicho.
Deandra oparła się na rurce lewą ręką jak o lasce, a drugą trzymała na biodrze, w pobliżu blastera.
- Jak masz na imię? - zapytała.
- Jakie to ma znaczenie? - powiedział otwierając oczy i spoglądając w sufit.
- Żadne, ale może będzie krótsze niż określanie Cię Fałszywym Coenem.
- Nazywaj mnie jak chcesz.
- No dobra, panie Zet - westchnęła głośno - co tu robisz?
- Leżę - zaśmiał się.
- Zabawne, nie sądziłam że jesteś masochistą. Skoro tak lubisz ból to mogę ci pomóc odejść w cierpieniu z tego świata. - Szturcha go rurą w bok. Uśmiech na twarzy zniknął momentalnie.
- I tak pewnie zginę, niezależnie od tego czy coś Ci powiem czy nie.
- Możliwe Zet, bardzo możliwe. Ale wiesz... Nie jestem mściwa... przeważnie, w każdym razie, pomóż mi, a wyjdziesz w jednym kawałku - spojrzała na jego nogę - no może w dwóch, ale chodzi mi o to, że przeżyjesz.
- Ha! Akurat. Skoro tutaj leżę w takim stanie to z pewnością odkryłaś już to i owo i jesteś cholernie zła. Na pewno masz w głowie teraz parę pytań, ale zapewniam Cię. Ja nie znam na nie odpowiedzi... a skoro ich nie znam jestem Ci tak jakby do niczego nie potrzebny.
- Nie masz pojęcia o co chcę zapytać. Chyba, że jesteś też telepatą, jesteś? Pewnie nie, inaczej byś to przewidział.
- Domyślam się tylko... Trochę Cię jednak poznałem, przez ten czas. Pewne rzeczy mogę przewidywać.
- Tak - powiedziała mrużąc oczy. - Mam wrażenie, że poznałeś mnie aż za dobrze. Bardzo nieładnie z twojej strony.
- Uroki mojej pracy – nieznajomy znów chciał się uśmiechnąć i znowu skrzywił się tylko w bólu.
- Przypuszczam, że teraz będzie ci trudno znaleźć robotę. Nie jest mi jednak przykro - odrzuciła na bok włosy, które spadły jej na oczy, patrzyła mu w twarz - Zasłużyłeś na to. Powiedziałabym, że cię lubię, ale nie będę ci kłamać, mogliśmy żyć razem przez długi czas, ale Cię nie znam. Jestem jednak gotowa zawrzeć z tobą układ. Ty chcesz żyć, ja chcę odpowiedzi, co ty na to?
- Od początku tej rozmowy zastanawiam się w którym momencie wyrzucisz mnie w próżnię, a ty tymczasem chcesz mi pomóc i iść na układ? Nie wierzę...
- Bo nie chcę... chcę odzyskać Coena, a na szczęście dla ciebie jesteś dla mnie najlepszą opcją, przynajmniej w tym momencie.
Przez chwilę milczeli wpatrując się w siebie i wzajemnie oceniając swoje możliwości. Pierwszy odezwał się Fałszywy Coen Zet.
- W moją ranę wdało się zakażenie. Jeżeli jeszcze się nie wdało - w co wątpię - to wda się za chwilę. Raczej nie będziesz wstanie mi pomóc. Więc pewnie z układu nici. Zdechnę tu jak jakieś bydle. - Ostatnie zdanie powiedział z wyraźnym tonem rozpaczy i chyba bardziej do siebie niż do Deandry.
- Zakażenie można powstrzymać - przykucnęła, złagodziła brzmienie swego głosu, zupełnie jakby próbowała dodać mu otuchy - W bardzo drastyczny sposób ale zawsze. I tak pewnie nie miałeś nadziei na uratowanie tej nogi, o ile miałeś jakąś nadzieję. Powiedz mi, na tyle na ile mogłeś mnie poznać, jestem... - przeszukała w myślach kilka przymiotników, ale żaden nie wydał jej się odpowiedni, chrząknęła -... jestem dobrą osobą? - Skrzywiła się na dźwięk tych słów - zaufałbyś mi, gdybyś nie był kłamliwą szują?
- Znam Twój statek i większość jego możliwości. W ambulatorium nie przeprowadzisz amputacji nogi. To znaczy.. przeprowadzisz... ale najpewniej umrę od tego. Jeżeli naprawdę chcesz mi jakoś pomóc... podaj środki przeciwbólowe. Bo piecze jak polane moczem Rancora.
- Dobrze - rzuciła trochę bardziej cierpko niż chciała, wyprostowała się - nigdzie nie odchodź - odwróciła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Była trochę zła, że Zet zignorował jej pytanie o to czy była dobrą osobą.

***

Gdy wróciła z ambulatorium z przygotowanym zastrzykiem przeciwbólowym mężczyzna leżał na podłodze tak jak go zostawiła. Wpatrywał się w sufit. Podeszła do niego, kucnęła i wbiła igłę w udo powyżej rannego kolana i cofnęła się. Zet złapał ręką za strzykawkę i wcisnął tłoczysko. Gdy blado niebieski płyn opuścił strzykawkę i znalazł się w całości w ciele wciągnął ją z uda i odrzucił na podłogę. Po chwili wyraźnie poczuł ulgę; na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech a oczy zaszkliły.
- Od razu lepiej.... dzięki. - Zet zaczął oddychać spokojniej.
- Proszę. Odpowiesz mi teraz na parę pytań?
- Mogę.. co mi tam.. ale i tak to Ci nic nie da. Mało wiem. Ale pytaj.
Zamknęła oczy na chwilę.
- Na czym konkretnie polegało twoje zadanie?
- Na obserwowaniu Cię... mówiąc ogólnie...
Skrzywiła się, starała się jednak nie dać się ogarnąć złości.
- Znaczy się, że twoje raporty dotyczyły mojej diety i zawartości mojej szafy? Na co miałeś zawrócić uwagę, co dokładnie interesowało twoich pracodawców?
- To co ich interesowało było... dziwne.. ale dobrze płacili.
- Miałem wprowadzać Cię w trans... przy pomocy środka chemicznego i rejestrować to co wtedy mówisz. Miałem też nagrywać Cię w trakcie snu. W razie gdybyś coś mówiła. Aaaa i kazali mi latać w różne miejsca przestrzeni kosmicznej... nie podawali żadnego klucza. Inaczej... podali kilkadziesiąt podejrzanych planet wokół których miałem krążyć. Uwierz mi... tak pogiętego zadania nie miałem w całym swoim życiu.
Wpatrywała się w niego z tępym wyrazem twarzy. Przez dłuższą chwilę brakowało jej słów. Poświęciła kilka chwil na przetrawienie tego, co jej powiedział. Dotknęła palcami grzbietu nosa unosząc z przyzwyczajenia mały palec ku górze, musiała zebrać myśli, aby skupić się na najważniejszym. Wypuściła głośno powietrze przez usta.
- I mówiłam coś interesującego?
- Nic.. zupełnie nic... to znaczy nic co mogło by mnie interesować. Ale wysyłałem to gdzie trzeba było.
- Jak długo tu jesteś?
- Całe zlecenie trwa już dość długo, bo musiałem Was obserwować. Ale na statku jestem już... z dziesięć miesięcy...
Przygryzła dolną wargę.
- Obserwowałeś Coena, gdy podróżował sam? Wiesz w ogóle gdzie on jest?
- Nie wiem. Wiem, że go zabrali tak bym mógł zająć jego miejsce. Ale nie maczałem w tym palców.
- Nie odpowiedziałeś na pierwszą część pytania. Wiesz co robił, gdy poróżowiał sam? Pewnie że wiesz, inaczej nie ustawiłbyś tego lotu z Telemachusem. Zatem posiadasz bardzo niebezpieczną wiedzę, jeśli moje podejrzenia są prawdziwe. Skoro już dzielimy się wrażeniami, to może mi powiesz co robił w takcie samotnych wycieczek.
- Jestem profesjonalistą. Skupiałem się tylko na tobie. Robiłem to co musiałem. Załatwiałem jako Coen to co załatwić musiałem nie wchodząc w szczegóły. Wiedziałem o jego kontaktach z tą organizacją. Liczyłem się z tym, że mogą się kontaktować z nim - czyli ze mną. Wtedy gdy nie było mi to na rękę wodziłem ich za nos. Wtedy gdy nie miałem wyjścia reagowałem po najmniejszej linii oporu. Byle mi tylko dali spokój. Ostatnie zlecenie było mi na rękę. Bo Esfandia i tak była na liście planet które mieliśmy odwiedzić. Tak prywatnie... to ten całych ruch jest trochę śmieszny... ale z pewnością nie widziałem wszystkiego i nie mnie to oceniać.
Deandra pokiwała głową, nie skomentowała w żaden sposób rewelacji.
- Chcę dostać hasło do zaszyfrowanego katalogu na twoim nośniku danych.
- Hasło.. tak.. mógłbym Ci je dać. Dlaczego nie.. najpierw jednak chciałbym się przekonać czy mam szansę na przeżycie. Wiesz... uwierzyłem w Twoje szczere intencje. Pytałaś też, czy jesteś dobrą osobą... Nie wiem... Nie traktowałem mojej znajomości z Tobą jako Fałszywy Coen w sposób emocjonalny. Byłaś tylko zleceniem. Nie angażowałem się.
- Oj Zet, Zet... wydawało mi się, że przestaliśmy się okłamywać. Żyłeś ze mną tak blisko przez niemal rok, musiałeś mieć o mnie jakieś zdanie, choćby takie, że cię irytuję.
- W sympatyczny sposób. Nie mogłem na początku zrozumieć Coena jak może wytrzymywać z taką suką. Bo za taką Cię brałem. Potem jednak dostrzegłem to... Pewna delikatność. Taka pierwotna i niczym nie skażona. - Zamilkł. Deandra zauważyła, że Zet ponownie zaczął oddychać szybciej, a na twarz powoli wracał grymas bólu. - Jesteś skrzywdzoną osobą. To na pewno.
- Uważaj co mówisz Zet - Lady nerwowo poklepała się po wolnym od tuszu miejscu na ramieniu - bo jeszcze zacznę cię lubić, a tego byśmy przecież nie chcieli - westchnęła po raz kolejny.
- Myślisz, że moglibyśmy się polubić? Ciekawa teoria. Chciałbym ale... nie ten czas i nie te okoliczności. - Zamknął oczy. Na jego czoło wystąpił pot. - Duszno tu trochę...
Deandra doskonale rozumiała co to oznacza. Nie musiała mieć specjalistycznej wiedzy medycznej. Zetowi się pogarszało bardzo szybko. W śluzie było raczej chłodno, Deandra dostała gęsiej skórki.

ambulatorium i dalsze przesłuchanie jest Twoje
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6044
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Jacht Iskra

Postprzez Axis » 22 Lut 2016, o 20:33

Deandra była pewna, że Zet jest w agonii, a przynajmniej bardzo blisko. Takie objawy nie wróżyły niczego dobrego, a przecież nie uzyskała odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Bardzo ostrożnie przysunęła się w jego stronę i delikatnie chwyciła go za nadgarstek próbując wyczuć tętno. Nie znała się za bardzo na fizjonomii tej rasy i nie miała pojęcia czy w ogóle powinna coś wyczuć. Sądziła że tak, więc gdy nic nie poczuła, nieco spanikowała. Lady nic o nim nie wiedziała, nie mogła mu ufać, ale potrzebny był jej żywy. Przeklinając pod nosem swoją jakże bezgraniczną głupotę, wyciągnęła z kabury blaster i położyła go na podłodze z dala od leżącego. Westchnęła jeszcze raz i przysunęła się jeszcze bliżej w stronę rannego. Przyklękła tuż przy nim i dotknęła jego twarzy, podsuwając mu palec po nos. Chciała sprawdzić, czy oddycha. Oddychał. Nie stracił też przytomności, choć był w bardzo kiepskiej formie. Otworzył oczy i zogniskował spojrzenie na jej twarzy.
- Co ty robisz? - wychrypiał ciężko - mógłbym Cię przecież teraz zaatakować…
Zdusiła śmiech, by nie wybuchnąć mu nim w twarz. W tym stanie nie mógł wiele zrobić, ale przynajmniej nie ukrywał przed nią swoich zamiarów.
- Tak, tak - rzuciła nieco lekceważącym tonem - powiedz mi coś czego nie wiem. Dasz radę nieco się podnieść?.
- Mogę spróbować.
Jego zaskoczenie aż nadto było wyczuwalne w jego głosie. Deandra nie uznała za koniecznie reagować na nie. Przesunęła się za jego głowę, podniosła mu ramiona i oparła o swoje kolana. Zacisnęła mu lekko ręce na ramionach.
- Lepiej przenieść imprezę do ambulatorium. Ponieważ jesteś ode mnie większy, to prawdopodobnie będzie to boleć. Zamierzam oprzeć cię o swój tors i złapać pod pachami. Będzie to nieco wygodniejsze niż wyrwanie ci drugiej ręki ze stawów. Jesteś gotowy?
- Zadziwiasz mnie.... Tak, jestem.. bardziej nie będę.
- Jak mi zejdziesz, to zostanę sama na tej krypie i nie będzie komu śmieć się z moich kiepskich dowcipów.
Sarkazm i dowcipkowanie były jej sposobami radzenia sobie ze stresem. Oplotła go swoimi ramionami chwytając się za lewy nadgarstek tuż pod jego obojczykami i pochylając się zaczęła go ciągnąć w kierunku wyjścia. Czuła, że plecy jej tego nie wybaczą.
- Lepiej się ciesz, że mam miękkie serce.
To nie było proste zadanie. Poprzednim razem było o tyle łatwiej, że w żaden sposób nie zwracała uwagi na wygodę zmiennokształtnego. Teraz transport stanowił spory kłopot. Zet starał się współpracować, w końcu chodziło tu o jego osobę. Skoro już miał leżeć, to wolał to robić gdzieś w pobliżu leków przeciwbólowych. Lady ze sporym trudem położyła go na łóżku medycznym, a następnie pasami przywiązała do niego mężczyznę. Mogła być miękka, ale nadal mu nie ufała. Przeklinała w duchu swoją kobiecą stronę, której było żal zmiennokształtnego i nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Wkurzało ją to. Przysunęła sobie stołek, na którym usiadła. Zmiana scenerii nie zmieniała powodu, dla którego rozmawiali.
- Czego dotyczyła ostatnia wiadomość, którą wysłałeś?
- Dotarliśmy na Esfandię… - odpowiedział powoli. - To było wtedy jak dostarczyliśmy Hunta. Miałem w nocy podać ci środek na trans... w kolacji, której nie zjedliśmy. Drugi meldunek był o tym, że coś podejrzewasz i że spieprzam z układu i spróbuję załagodzić sytuację. Finał znasz.
- Skąd wiedziałeś, że coś podejrzewam? To była typowa jak na mnie i Coena kłótnia.
- Nie lubiłem kłótni z tobą... bo nie potrafiłem tego odtworzyć z odpowiednią emocją. Dla mnie nie była typowa i wiele razy musiałem się tak wycofywać... jeżeli się nie zorientowałaś to punkt dla mnie - uśmiechnął się słabo.
- Zorientowałam się, ale nie przez kłótnię… - odpowiedziała szybko, ale nim zdążył zareagować zmieniła temat. - Chcę wiedzieć kto cię wynajął.
- Jego tożsamość nie została mi ujawniona.
Nie była to żadna niespodzianka, ale nie do tego dążyła. Zmrużyła oczy dla lepszego efektu.
- Ale wiesz jak wygląda.
- Nie rozmawiałem z nim inaczej jak przez holonet. Słyszałem jego głos. On sam mówił, że woli się nie ujawniać, zresztą nosił maskę z aparatem tlenowym albo coś podobnego, bo głos miał zniekształcony i dyszał.
Kolejna ślepa uliczka, jak na kogoś kto miał jej pomóc, Zet nie potrafił powiedzieć jej nic konkretnego. Mogła tego oczekiwać, ale była zawiedziona.
- Jak często wysyłałeś raporty i kiedy jest czas następnego?
- Nieregularnie. Wszystko zależało od tego jak szły mi prace z tobą - urwał na chwilę - że się tak wyrażę.
- A jaki był plan w razie kłopotów? Zabiłbyś mnie, gdyby zaszła taka konieczność? - Oto pytanie warte milion. Deandra wątpiła, że nawet gdyby chciał to zrobić, to by jej tego nie powiedział.
- W ramach zlecenia nie było mowy o zabijaniu... wręcz było na odwrót. Miałem cię chronić... najważniejsze były te informacje, które mógłbym od ciebie uzyskać. Miałem się nie wydać... w razie czego zniknąć, tak jak to Coen robi.
Lady uznała, że Zet mało wiedział o Coenie, skoro uznał, że on tak robił, chyba że nie do końca rozumiała, o co mu chodzi. Zamyśliła się na chwilę i uciekł jej fragment wypowiedzi, a może po prostu zaczęło łapać go delirium.
- ...dzisiaj? Za dużo wypiłem... z Huntem i Telemachusem… język zaczął mi się plątać… a ty jak wpadłaś na mnie? Co mnie zdradziło?
To nie był dobry moment na odkrywanie kart, jeśli nie wiedział, gdzie popełnił błąd, będzie bardziej widoczne, gdyby zaczął kombinować. Deandra nie zamierzała mówić mu wszystkiego.
- Chciałbyś wiedzieć, co? Ty masz swoje tajemnice, a ja swoje...
Cisza, która zapadła po tym oświadczeniu zakłócana była jedynie przez naturalne szumy statku. Ostatecznie to Zet postanowił ją przerwać.
- A prywatnie... nie zabiłbym cię... tzn. gdybyśmy znali się na innej stopie niż... eee... zawodowej.
- Zawsze miło usłyszeć, że nie chcą cię zabić, przynajmniej się wie, że jest się przydatnym. A gdyby się zdarzył wypadek? Przedawkowanie chociażby, albo nieoczekiwany atak z zewnątrz, skoro miałeś utrzymać mnie przy życiu, to jak chciałeś to zrobić w takim wypadku? Nie znasz się podobno na medycynie.
Teraz nadszedł czas układania planu i Lady chciała wiedzieć, jakie ma możliwości.
- Środek jest bezpieczny. Nie znam się na amputacji. Moja wiedza o medycynie jest ograniczona do kilku potrzebnych mi w życiu sytuacji.
- Nie ma czegoś takiego jak bezpieczny środek - złość wyraźnie zabarwiła ton jej wypowiedzi - nie wierzę, że ty w to wierzysz.
- Oczywiście że można przedawkować... ale znałem twoją masę potrafiłem przygotować odpowiednią porcję. Czasem stosowałem mniejszą dawkę, czasem większą by tym sposobem wywołać odpowiednie reakcje... nic to jednak mi nie dało.
- Kolejna zniewaga, którą mogę dopisać do listy - nic nie mogła poradzić na fakt, że kobieca natura zbyt często dyktowała jej to, na co zwrócić uwagę - znałeś moją wagę. Czy chcę wiedzieć, jak ją poznałeś?
- Nie chcesz - odpowiedział szybko. Skubany szybko się uczył albo bezbłędnie znajdował pułapki.
- Czyli zostawili cię tu ze mną sam na sam bez ewentualnego wsparcia, także albo jesteś dobry, albo jesteś do zastąpienia. Innymi słowy nie przyjdą ci na ratunek, i wygląda na to, że mnie też nie, także przykro mi to mówić, ale jesteś skazny na mnie.
- Skłonny jestem uznać, że pierwsza opcja wchodzi w grę.
Lady po raz kolejny zagryzła wargi, żeby nie parsknąć śmiechem, choć dobrze wiedziała, że wierzyła mu przez długie tygodnie. Obecna sytuacja dawała jej podstawy przynajmniej do chwilowego wywyższania się.
- Powiedziałem kwotę o jedno 0 większą niż zazwyczaj... zgodzili się bez szemrania. Mogłem wołać dwa 0 więcej… Jeżeli to przeżyję moja kariera i tak jest skończona. Moje ciało się zmieni... ale proteza już nie.
Nie powinna go żałować, wzbogacał się na okłamywaniu i wykorzystywaniu jej. Nie potrafiła jednak zgasić tej nutki współczucia, które się w niej tliło. Zdarzało jej się żałować, że nie urodziła się socjopatką albo chociaż mężczyzną. Teraz musiała sobie co chwilę przypominać, że ta osoba to kanalia żerująca na niej.
- Te miejsca, do których latałeś to miały być w jakimś określonym porządku, czy jak ci pasowało w danym momencie?
- Jak pasowało. Zleceniodawca liczył chyba ze obudzą w tobie jakieś wspomnienia... Tak myślę.
- Informowałeś kogoś wcześniej gdzie lecisz?
- Nie. Tzn miałem to robić... ale wolałem nie ryzykować. W sumie mogli chcieć się mnie pozbyć. Sam zresztą usunąłem pluskwę, którą podrzucili na Iskrę. Wolałem, mimo wszystko, nie być obserwowany.
- Ta, jak miło z twojej strony. Chcę wiedzieć, co to konkretnie są za miejsca.
- Samotne planety głownie: prymitywne światy lub w ogóle martwe skały - zadupia cywilizacji.
To wszystko dla Deandry nie trzymało się kupy. Nic kompletnie nie mało sensu, zamiast odpowiedzi to przesłuchanie dało jej jeszcze więcej pytań, co prowadziło do frustracji. Mogło to być też wynikiem tego, że Zet po prostu kłamał. Nie miał powodu być z nią szczery, a jego przyszłość rysowała się w niezwykle ponurych barwach i to w dodatku z jej winy.
- Mam dylemat Zet, bardzo duży, bo mimo tego całego festiwalu miłości - wykonała ruch ręką między leżącym a nią - nic nie zmienia faktu, że jesteś szpiegującym, narkotyzującym mnie zmiennokształtnym, który udawał mojego kochanka dla lepszego kamuflażu i w dodatku umiera z powodu mojego napadu złości, gdy to sobie uświadomiłam. Mam kilka opcji jedne lepsze od pozostałych, chcesz wiedzieć o czym teraz myślę?
- Mów.
- Opcja numer jeden: umierasz w cierpieniu z powodu zakażenia; opcja numer dwa: umierasz szybciej z powodu mojego blastera; opcja numer trzy: wracamy na Esfanię i oddaję ci Rebeliantom; opcja numer cztery: oddaję cię bratu; opcja numer pięć: wyrzucam cię na pierwszej lepszej planecie, innymi słowy żyjesz, może; opcja numer pięć: zabieram cię do szpitala i masz u mnie dług wdzięczności. Jak ci się podoba wachlarz możliwości?
- Piątka przekonuje mnie najbardziej, ale mam propozycję.
- Opcja numer sześć? Zobaczmy, co masz do zaoferowania.
- Jako że jestem teraz pozbawiony możliwości kontynuowania pracy, a moja rana na jakiś czas mnie uziemi, stanę się łatwym celem dla mojego zleceniodawcy. Opcja numer sześć wygląda tak: zostaje z tobą i ci pomagam. W tym momencie mam w tym trochę interesu. - Westchnął przeciągle - Oczywiście to ty teraz rozdajesz karty, wiec jestem zdany całkowicie na twoja łaskę i niełaskę - spojrzał jej głęboko w oczy - na śmierć jestem gotów... Od paru ładnych lat czekam na nią… dlaczego by nie zginąć teraz?
- Nie powiem, kusząca oferta, mam z tym jednak mały problem. Jesteś szpiegującym i narkotyzującym mnie zmiennokształtnym, który udawał mojego kochanka. Ciężko w takiej sytuacji o zaufanie, obawiam się, że wbijesz mi nóż w plecy dosłownie i w przenośni.
- Jestem stary jak na standardy ludzkie... Mój organizm nie jest już tak wytrzymały jak kiedyś. Choroba którą mam osłabia mój układ odpornościowy, dlatego ten postrzał jest dla mnie dziadowsko niebezpieczny. Choć raz chciałbym zrobić w życiu coś porządnie. Może to ostatnia szansa na to?
- Przemyślę to, Zet, przemyślę dokładnie. Może zrobię sobie listę za i przeciw. A teraz bądź łaskaw wyrecytować nazwy i/lub koordynaty tych miejsc, w które latałeś, zaoszczędzi mi to czasu, którego nie spędzę grzebiąc w logach...

***
Zostawiła go tam przywiązanego do łóżka.. Siedziała właśnie nad kubkiem kawy i myślała. Zakładając, że Zet mówił całą prawdę, miała do czynienia z czymś, co chwilowo wykraczało poza jej rozumienie. Nic, absolutnie nic nie trzymało się kupy, nie była w stanie sklecić żadnej teorii, nie miała nawet żadnych domysłów. Lepiej jej było wierzyć, że zmiennokształtny łgał, byle tylko ocalić życie.
Potrzebowała kogoś z kim mogła porozmawiać, została jednak całkowicie sama z tym bajzlem i to ją drażniło bardziej niż przeprowadzane na niej eksperymenty. Odkąd pamiętała miała kogoś na kogo mogła liczyć, zawsze stał przy niej Coen, który w razie czego wytknąłby jej błędy w rozumowaniu. Teraz wszystko zależało od niej. Trzy życia leżały w jej rękach, a ona czuła się jakby za chwilę czekała ją poważna rozmowa z matką.
W złości chwyciła kubek i rzuciła nim o ścianę. Ciemny płyn dużym kleksem udekorował metaliczną powłokę i zaczął spływać na podłogę. Deandra ciężko opuściła głowę na stół z dość głośnym hukiem. Zabolało ją czoło nad lewą brwią, ale to zignorowała. Ostatni raz czuła się tak bezsilna osiem lat temu, gdy Caroline pozbyła się jej tatuażu. Warknęła głośno i podniosła się z miejsca. Chwyciła stojący talerz oraz kubek kawy i ruszyła w kierunku ambulatorium. Trudno było odczytać cokolwiek z wyrazu twarzy Zeta. Tuż przy jego łóżku postawiła stołek, a na nim talerz z kanapką i kubek kawy. Poluźniła więzy na lewej ręce i odsunęła się na dwa kroki. Założyła ręce na biodra. Na udzie znów miała blaster, który odzyskała z podłogi śluzy.
- Zainteresuje cię pewnie to, co zdecydowałam. Pomogę ci, choć przyznaję, że średnio mi się to podoba. Ustawiłam kurs na Naboo, to mój dom, więc nikomu nie wyda się dziwne, że tam zmierzam, łącznie z twoimi pracodawcami. Chcę, żebyś zmienił się w kogoś innego, wszystko mi jedno w kogo bylebyś nie był Coenem. Zabiorę cię do szpitala, tam będziemy trzymać się jednej wersji, którą trzeba uszczegółowić, żeby nikt się nie czepiał. Ponieważ jesteś… cóż goły, najprościej powiedzieć, że nas napadnięto in flagranti, jak to się mówi, bo w każdym innym przypadku zostałyby na tobie jakieś resztki ubrania. Uciekliśmy, okradli nas i zwiali, wszystko mi jedno. Grałeś już mojego kochanka, więc nie sądzę, że będzie to dla ciebie jakiś problem. I żeby było jasne Zet, nie ufam ci, nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie to zrobić. Jeszcze przed lądowaniem wyślesz meldunek swoim byłym szefom. Powiesz im, że udało ci się załagodzić sprawę, ale zdecydowałam się zrobić sobie wakacje, bo jestem zbyt zestresowana i potrzebuję odpocząć. Trans był nieskuteczny i nie dowiedziałeś się niczego. Rozumiemy się?
Patrzyła na niego wyczekująco, miała różne myśli i różne odczucia. To wszystko robiła dla siebie, nie dla Zeta, nie dla Coena, dla siebie. Potrzebowała tego zmiennokształtnego bardziej niż jej się początkowo wydawało. Musiała mieć kogoś, na kogo będzie mogła zrzucić winę za to, co się wydarzy. Urodziła się w końcu kobietą, podobno najbardziej egoistyczną istotą we wszechświecie.
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 209
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: Jacht Iskra

Postprzez Mistrz Gry » 23 Lut 2016, o 20:25

Zet pokiwał głową na znak, że rozumie, po czym odwrócił się w stronę ściany ambulatorium. Deandra zrozumiała wymowny gest. Rozmowa była skończona. Spojrzała jeszcze na wskazania komputera medycznego by się upewnić, że z jej więźniem wszystko było w porządku. Kiedy parę lat wstecz zastanawiała się nad kupnem odpowiedniego sprzętu do ambulatorium zdecydowała się na zaawansowany komputer diagnostyczny który tani nie był. W tym momencie wiedziała, że wydane wtedy pieniądze ratują możliwość - być może jedyną - poznania prawdy dotyczącej całej tej zagadkowej sprawy.
Zamknęła drzwi od ambulatorium i po chwili wahania wprowadziła ręczną blokadę drzwi. Spojrzała na chronometr. Za niecałą godzinę "Iskra" miała wyjść z nadprzestrzeni. Nie chcąc bezproduktywnie marnować pozostały czas ruszyła w stronę kokpitu z zamiarem wstępnego wytyczania nowej trasy.

***

Gdzieś w przestrzeni kosmicznej w sektorze I6 pojawił się nagle jacht klasy Baudo. Jego pojawienie się w tym miejscu galaktycznej pustki nie było przez nikogo zauważone. Jedyną osobą, która przejmowała się odrobinę tym faktem była Deandra Shelley właścicielka jachtu.
Silniki nie zdążyły porządnie ostygnąć gdy statek był gotów do kolejnego skoku w nadprzestrzeń. Deandra zaplanowała lot w kierunku Namadii - planety, która spełniała jej dwa proste warunki: była względnie blisko i znajdowała się na jednym z wielu szlaków galaktyki. Od Namadii Deandra miała już prostą drogę do ostatecznego celu jej podróży jakim była planeta Naboo i bezpieczne schronienie, które tam na nią czekało.

Deandra i więzień udają się na Naboo
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6044
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Statki i okręty