Content

Statki i okręty

[Mod 17 Nadzieja] Frachtowiec Nadzieja

Image

[Mod 17 Nadzieja] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Mistrz Gry » 11 Maj 2015, o 19:44

podkład muzyczny

Sunący przez głębię kosmosu potężny transportowiec „Nadzieja” był jedną z setek tysięcy jednostek typu Mod-17 przemierzających w tej chwili galaktykę. O jego wyjątkowości miał się wkrótce przekonać cały wszechświat. „Nadzieja” nie była bowiem wypełniona towarem, a wprost przeciwnie. Znajdował się w niej rozległy hangar oraz liczne pomieszczenia pasażerskie. Wnętrze frachtowca zostało tak zaaranżowane, żeby stanowił on idealną bazę wypadową dla większej grupy statków. Kapitan jednostki uśmiechnął się delikatnie spoglądając przez iluminator na znikającą w oddali planetę.
– Podjęliśmy już ostatniego. Jesteśmy gotowi do skoku.
– Proszę rozpocząć odliczanie
– śpiewnym głosem odpowiedziała pani kapitan zasiadając w fotelu najważniejszej osoby na pokładzie. – Tym razem musi nam się udać.
Wycie hipernapędu oraz znajome drżenie wstrząsnęły pokładami kolosa, a gwiazdy zamieniły
się w linie. Wyruszyli w miejsce, z którego nie będzie już odwrotu.

Kilka pokładów niżej, w okolicach kantyny i wypoczynkowego Lobby, znajdowali się zabrani na pokładzie pasażerowie. Jeden z większych stolików oblegała piątka mężczyzn, w cywilnych i niezbyt modnych ubraniach wyglądali zdecydowanie nieswojo. Toczyli przyciszoną rozmowę, od czasu do czasu wybuchając gromkim śmiechem. Przy barze siedziało kilku innych gości, mieszane towarzystwo, które z braku lepszego zajęcia obserwowało salę popijając drinki. Z głębi lobby obserwowała ich czujna para oczu niemłodej już kobiety wraz z dwójką towarzyszy.
– Mamy już wszystkich. – powiedziała kobieta, sądząc po twarzy, nie miała więcej jak czterdzieści lat. Łagodne rysy twarzy kontrastowały z blizną biegnącą od czoła, przez lewy łuk brwiowy, aż do kącika ust. Czarne włosy ścięte miała prawie na krótko, niemal po męsku, a także lazurowe oczy. Zwracała się do stojącego po jej prawicy niewysokiego mężczyzny.
– Oby nasz plan się powiódł. Po ostatnich wyczynach... – nie dokończył. Wyglądał na zawodowego żołnierza, który wiele przeszedł. Krótko obcięte włosy i twarda kwadratowa szczęka idealnie pasowały do sierżanta.
– Nie pesymizuj Tel. – kobieta delikatnie się uśmiechnęła, a blizna na jej twarzy sprawiła, że ten uśmiech nie należał do najmilszych. – Dobrałam ci ludzi zgodnie z zamówieniem. I wierz mi, są najlepsi. – kobieta po kolei wskazywała na znajdujących się przed nimi najemników.
– Ten wielki na lewo to Leonard Phoenix, wygląda jak kretyn w tym skórzanym płaszczu, ale to jeden z lepszych speców od infiltracji w galaktyce. Blondyna obok to jego pilot, nie jestem pewna czy będzie chciała się ładować na pokład. Z drugiej jednak strony – kobieta dyskretnie wskazała na samotnego murzyna siedzącego przy małym stoliku.
– To nasz pilot, Keren Caldon, poleci wszystkim, co latało w imperium, pewnie dałby rade poprowadzić i korwetę i właśnie jemu przyda się pomoc.
– Nie jest dobrze mieć tylko jednego pilota w zespole.
– wtrącił mężczyzna.
– Właśnie, pewnie pozostali tez mogliby coś zdziałać w tej kwestii – wskazała na łysego mężczyznę zamawiającego drinka. – To Ryan Dexon, łowca nagród i niezły rewolwerowiec. Jego umiejętności mogą się przydać zarówno w walce, jak i kiedy trzeba będzie się wycofać.
– Da radę odlecieć?
– Pewnie pilotował tylko podstawowe cywilne frachtowce, ale kto wie.
– A ten gość wyglądający na wookiego?
– To Drex Aurelian, najemny blaster, myślałam, że może się przydać.
– Naprawdę nie musiałaś zgarniać każdego z ulicy Mai'fach. –
mężczyzna z lekkim wyrzutem spojrzał na wyższą od niego kobietę. Ta wytrzymała spojrzenie i lekko odparła
– Im was więcej, tym lepiej mój drogi, zresztą Brimlocki nie załatwią wszystkiego. – spojrzenie obojga powędrowało do stolika z piątką mężczyzn. Wyglądało na to, że właśnie finalizowali jakiś zakład, albowiem najgrubszy z nich zżerał pas jednego z towarzyszy, podczas gdy reszta mu kibicowała.
– To idioci...
– Oby więcej było takich idiotów, już zapomniałeś, że uratowali ci dupę?
– kobieta zgromiła wzrokiem byłego sierżanta. – Dobra, zostało jeszcze tych dwóch. Ten paskudny cieć w kurtce i wymoczek z brodą
– Ten z cyberokiem to Kirył, najemnik specjalista od materiałów wybuchowych, z pewnością się przyda. Zaś ten drugi to William Hunt, podróżnik, archeolog...
– Oszalałaś?
– …pilot małych frachtowców i spec od łamigłówek, jego obecność ma...
– Jesteś bardzo mądrą kobietą wiesz.

Mai'fach roześmiała się perliście.
– Dziękuję za uznanie, ale chyba już za długo ukrywamy się w tych krzakach, pora porozmawiać z naszymi gośćmi.

Dwójka ludzi wyszła w kierunku środka sali zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych. No prawie wszystkich. Papa Cuxart właśnie skończył zżerać pasek i tym samym wygrał zakład. Ark stał więc przed perspektywą utraty następnej wypłaty i patrzenia na to, jak Grubas będzie przeżerał jego pieniądze...

Przestrzeń, "Black Hole".

Oficer służbiście stuknął obcasami, meldując kapitanowi, że stan towaru nie uległ zmianom. Kapitan uśmiechnął się do siebie, jeszcze tylko kilka miesięcy i będzie mógł przejść na zasłużoną emeryturę. Oficer nie był do końca przekonany o słuszności tego co robił, jednak wiedział, że jego zadanie jest jednym z ważniejszych. Nie wszystko było czarne i białe, czasami potrzeba było wielu odcieni szarości.
– Czy wszystko załadowane?
– Tak, zarówno dzieła sztuki, jak i reszta towaru znajduje się na pokładzie. Dygnitarze będą zadowoleni.
– A co z 1.
– Bez zmian. Sytuacja pod kontrolą. Kapitanie czemu jej po prostu nie zabiją?
– Bo lepiej mieć nexu w klatce niż skórę na podłodze.
– Słucham?
– Kiedyś zrozumiesz. –
kapitan uśmiechnął się ponownie. – Przygotować się do następnego skoku.
– Tak jest sir.


Głęboko pod pokładem rozległ się płacz. Nowi pasażerowie zrozumieli, jaki los jest im pisany, jednak na ich jęki i lamenty nikt nie zwracał jakiejkolwiek uwagi. Załogę Czarnego Okrętu
dobrano bardzo starannie i takie rzeczy jak płacz kobiet czy dzieci nie robiły na nich najmniejszego wrażenia.

Pokład wypoczynkowy Nadziei



– Witam na pokładzie „Nadziei”. – kobieta o lazurowych oczach stanęła na środku lobby, zwracając na siebie uwagę wszystkich nawet Brimlocków. – Cieszę się niezmiernie, że wszyscy odpowiedzieliście na nasze zaproszenie. Obecny tu sierżant Telemachus przedstawi wam szczegóły misji.
Niewysoki mężczyzna z kwadratowa szczęką wysunął się nieco do przodu i gestem zaprosił
wszystkich do niewielkiego pomieszczenia będącego salą kinową.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5707
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Alex Zafist » 11 Maj 2015, o 21:40

Leonard nie spodziewał się opuszczać Moll tak szybko, jak to zrobił. Wieści od blondynki przekazane na komunikator jednak diametralnie zmieniły plany. Kolejne osoby poszukiwały Phoenixa do zadania i znów znały prawdziwe dane najemnika. Najważniejszy jednak był cel podróży: model frachtowca Mod-17 o zwięzłej nazwie „Nadzieja”. Przyszli zleceniodawcy nie obiecywali konkretnych kwot jako nagrodę, jednak Leo wiedział, że właściciel takiej jednostki musi być bogaty, obrzydliwie bogaty. W pośpiechu opuścił planetę, a Jasmine skierowała „Zefira” na wyznaczone miejsce.

— Idę z tobą – zaczęła blondynka tuż po lądowaniu.
— Chcesz się wpakować w kłopoty? — zapytał trzydziestolatek.
— Chcę mieć cię na oko. Wspomnieli też, że talenty pilotażu będą mile widziane. Chyba wolisz moje towarzystwo przez całą misję, niż żebym sama czekała na statku? — panna Fires odpowiedziała.
— Wiesz co… jaki ty mi dajesz wybór. Ehh… dobra idziemy razem, będzie przynajmniej do kogo gębę otworzyć.
— No to idziemy. — Kobieta ruszyła żwawym krokiem do przodu, a Phoenix zaraz dołączył.
„Feniks” wraz z pilotką szybko znaleźli się przy barze zamawiając po drinku i przyglądając się sali.
— Sądziłam, że będzie tu bardziej rozrywkowo — zaczęła Jasmine.
— To przygotowanie do wypadu, prawie jak stypa, tylko pijący nawet nie rozmawiają. Przy stoliku pewnie siedzi część pracowników i obsługi statków. Najemnicy jak zwykle przy barze.
— Będziesz miał tu ciekawych towarzyszy — kobieta skomentowała sytuacje.
— Ty też, jak się zgodzisz — Leo tymi słowami zakończył rozmowę i sięgnął po kolejnego drinka.

„Mamy tu dwóch łysolców, z czego jeden jest czarny. Dalej mamy gościa z cybernetycznym okiem, jakiś niepozorny gościu kawałek w głębi. A i gwiazda tej sali czyli gość wyglądający na nieślubne dziecko Wookiego albo na jakiś pijacki żart realizowany z kozą. Łącznie ze mną sześcioosobowa gromadka, gdy Jasm dołączy, mamy siedmiu ludzi. Zleceniodawcy potrzebują pilota… To nie będzie przechadzka do wychodka… I bardzo dobrze.” – Leonard skwitował swoje przemyślenia krótkim uśmiechem. Po chwili na środku lobby znalazła się o kilka lat starsza od „Feniksa”, krótko przystrzyżona kobieta, która wygłosiła zwięzłe przemówienie.

— Rodziców sierżanta przy dawaniu imienia to poniosło. Także Jasm, do dna i idziemy w kino. – Tym razem to trzydziestolatek ruszył przodem, a blondynka była tuż zanim. Mężczyzna kątem oka popatrzył za plecy sprawdzając kto konkretnie zmierza do salki. „Tylko, żeby mi nie przeszkadzali podczas eksplozji… bo cóż Edzio im wszystkim zrobi buum.”

Pierwszy i przed 301 :)
Alex Zafist
Gracz
 
Posty: 231
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez David Turoug » 11 Maj 2015, o 21:40

William Hunt przybył z: YT-1930 - "Poszukiwacz"

William Hunt nie cierpiał stagnacji, przez co ostatnie miesiące jego życia były niezwykle aktywne. Począwszy od wyprawy na Almanię, gdzie wraz z Saine Kelą oraz niewielką grupą badaczy odkrył ślady Opiekunów Nieba, doświadczył tam także dziwnego zjawiska, którego do tej pory nie potrafił w logiczny sposób wytłumaczyć, przez porwanie z jego letniej daczy na Korelii, po jeszcze dziwniejszy wypad na Concord Dawn, gdzie zetknął się z tajemniczym ośrodkiem badawczym po Mandalorianach. Teraz przyszła kolej na nową przygodę, a ta swój początek miała na frachtowcu o wdzięcznej nazwie "Nadzieja". Mężczyzna mimo młodego wieku, mógł odcinać kupony jako doktor na jednym z uniwersytetów, czy to korelliańskim czy na Coruscant, wolał jednak prowadzić aktywną działalność, często przesiąkniętą szczyptą szaleństwa. Tak było i tym razem.
Archeolog siedział przy stoliku ze zbieraniną nieznanych mu gości, na którą składali się najemnicy, łowcy nagród czy podrzędne szumowiny. Tak przynajmniej mówił o nich wygląd. Czy żałował, że nie zabrał ze sobą swojej prawej ręki Grega Ratuy? Pewnie tak, jednak ktoś musiał zająć się jego interesami oraz podjąć się naprawy niewielkiej i przestarzałej jednostki YT-1930. Z całej ekipy najbardziej charakterystyczny był facet z mechanicznym, a raczej cybernetycznym okiem. Natomiast kimś godnym zaufania, wydawał się być postawny, czarnoskóry dżentelmen o przenikliwym spojrzeniu. Inni przynajmniej na tą chwilę, nie zrobili większego wrażenia na Huncie, a i on sam nie do końca pasował do tego zespołu. Dla niego nie był to jednak istotny element, ostatecznie jego zgłoszenie zostało przyjęte - ktoś musiał uznać, że jegomość z Koronetu będzie w stanie dołożyć swoją cegiełkę do planowanego przedsięwzięcia.
To zagadnienie chyba najbardziej ciekawiło Willa. Szukał przygody i ją znalazł, chociaż tak naprawdę nie wiedział w co się pakuje. Dlatego też, jak przed każdą dłuższą wyprawą, zaktualizował swój testament, dodając wzmianki o tajemniczych lokacjach na Concord Dawn. Sam zamierzał tam wrócić, choć nikt nie mógł mu dać gwarancji, że jego życie po przekroczeniu trapu "Nadziei" będzie takie jak dawniej. Nim jeszcze sierżant Telemachus zabrał głos i zaprosił zebranych do sali odpraw, Hunt miał zamiar przerwać ciszę jaka nastała przy stoliku. Ad extrememu chrząknął jedynie, sięgając po szklankę stojącą przed nim, a pierwszy z grupy, który się odezwał był nieznajomy z twarzą pooraną bliznami.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4959
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kirył » 12 Maj 2015, o 01:58

Gdyby ktoś zapytał Kiryła, jakie są zalety posiadania cybernetycznego oka wymieniłby kilka z marszu, nad innymi musiałby chwilkę pomyśleć, a innych wolał w ogóle nie ujawniać. Na przykład główną zaletą takiego oka (o której nie chciał wspominać) jest to, że mógł z łatwością obserwować otoczenie nie zdradzając tego ruchem gałki ocznej, której już od nieco ponad roku nie posiadał. Młodzieniec zlustrował osoby znajdujące się na pokładzie wypoczynkowym. Uwagę przykuwał grubas zjadający pas - ewidentnie w celu wygrania zakładu, jednakże nie był on jedyną atrakcją, widać było, że czuł się w tym barze, na tym statku, jak w domu.

Od reszty ludzi na pokładzie wypoczynkowym odcinało się kilka osób. Mężczyzna z twarzą pokrytą prawie tak licznymi bliznami jak tawrz Kiryła i towarzysząca mu blondynka, młody facet, który wyglądał raczej na naukowca niż najemnika, jeden gość wyglądający na typowego łowcę nagród... Przede wszystkim jednak, uwagę przyciągała dwójka ludzi, która swoim wyglądem wyróżniała się w tłumie bardziej niż czerwony błysk cyber-oka. Jednym z nich był murzyn, drugim natomiast... Czy to możliwe? Tutaj, na drugim końcu galaktyki? A jednak, był to Drex Aurelian we własnej brodatej osobie! Kirył właśnie zamierzał przywitać się z dawnym kompanem, z którym służył w załodze Thara Skiraty, kiedy na środek wyszli kobieta i mężczyzna nazwany Telemachusem. Ewidentnie były to osoby, które wyciągnęły go z kantyny na zadupiu, w której spędził ostatnie tygodnie, a może to były miesiące? No cóż, nie zachowywał wtedy zbytniej trzeźwości, liczył pozostałe mu kredyty a nie mijające dni.
Zanim skierował swe kroki w stronę sali kinowej, zgarnął z baru flaszkę whisky, dwie szklanki i podszedł do Aureliana z pooraną bliznami twarzą wykrzywioną w uśmiechu.
- Drex, kopę lat! Widzę, że też uciekłeś od Thara? Nie dość, że to stary nudziarz ze swoją mando-zgrają to jeszcze nędznie płacił. Chętnie wysadziłbym mu ten stateczek na pożegnanie, ale znalazł wszystkie moje zabawki zanim zostawił mnie na zadupiu galaktyki. No ale napijmy się za tamtą akcję z Helotem i piratami!
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Ryan Dexon » 12 Maj 2015, o 10:40

- Ryan Dexon … wkopałeś się w kolejny szajs tylko i wyłącznie po to, by zarobić kwotę, która i tak jeszcze nie jest Ci znana … - powiedział do siebie popijając szklankę wypełnioną mocno procentowym drinkiem. Może ta mamuśka dzikich miała rację. A co jeśli ta pogoń za kredytami kiedyś zgubi najemnika ?
Pieprzyć to, dzięki tej robocie miał dosadne życie i nie brakowało mu niczego, co by tylko zachciał. Trzeba również wspomnieć o tym, że ostatnio jego konto zostało dosadnie zapełnione kredytami. W końcu wykonał zlecenie na tego futrzaka Vrykroro. Cóż 20 000 drogą nie chodzi. Prawdopodobnie gdyby jego rozśpiewany towarzysz przeżył, to leżałby teraz w jakieś norze zapity po uszy, próbując wybełkotać splecioną przez niego pioseneczkę. Każdy ma swoje sposoby na to by świętować „Uczciwe zarobione kredyty”.
Siedząc przy barze cały czas rozmyślał na temat swojej nowo poznanej towarzyszki. Zangya’jiwa bo tak było jej na imię, trafiła ( przynajmniej tak Dex myślał ) w bezpieczne ręce na czas nieobecności najemnika. Nie miał zbyt dobrej okazji by zapoznać się z nią bliżej, ale na pewno skorzysta z niej gdy tylko wróci z misji …w jednym kawałku.

Ryan tylko przelotnym wzrokiem spojrzał na wszystkich znajdujących się w kantynie tego potężnego transportowca zwanym „Nadzieją”. Nie przywiązywał zbytnio uwagi do całej załogi. Prędzej czy później i tak będzie mu pisane poznać ich bliżej. Nie bez powodu znaleźli się na tym statku. „ W pogoni za chwałą i dobytkiem”. Ciekawe ilu z nich wróci cało do domu.
Szkoda, że nie mieli tancerek. Przynajmniej męska publiczność mogłaby zawiesić na czymś oko. Dlatego też Nar Shaddaa było wspaniałym miejscem na tego typu zabawy ( oczywiście za drobną opłatą, jeśli ktoś planował większe uciechy ).
W końcu ta oryginalna na swój sposób kobieta postanowiła zwrócić na siebie uwagę przerywając to niepokojące milczenie.
- Nareszcie– mruknął Dex łapiąc za szklankę wypijając wszystko do końca. Poprawił swój czarny płaszcz, po czym ruszył w stronę sali kinowej, gdzie miała zacząć się odprawa. Pora dowiedzieć o co chodzi w tym całym burdelu.
Faktycznie, przez chwilę można było poczuć się jak na seansie dobrego filmu. Parę miejsc było już zajęte, ale na szczęście najemnikowi wpadło takie jedno, które wspaniale odpowiadało jego oczekiwaniom. Ryan usiadł z tyłu tak by móc widzieć wszystkich, którzy dotrą na odprawę. Wyjął z kieszeni to nikotynowe świństwo, które uwielbiał żuć. Każdy ma swój sposób na umilenie sobie czasu.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kelan Navarr » 12 Maj 2015, o 12:18

Keren Caldon kończył właśnie trzecią szklankę fioletowego napoju, który wypełniając trzewia, napełniał go nowymi pokładami energii. Znad kieliszka salę lustrowały czujne i zaskakująco trzeźwe oczy. Był w podłym nastroju. Ostatnie zlecenie skończyło się dla niego katastrofą, zmuszając niejako do akceptacji tajemniczego zaproszenia, w wyniku którego wylądował przy tym stoliku. "Jastrząb" znajdował się w imperialnych łapach, a jedynie przypadkowi Caldon zawdzięczał fakt, że nie podzielił jego losu. Gdyby wiedział, że jego droid NG3R został zutylizowany po tym, jak nazwał imperialnego oficera ciotowatym białasem rozstrajającym mu fotoreceptory, jego samopoczucie byłoby pewnie jeszcze gorsze.
- Kurwa - mruknął pod nosem, zawierając w jednym słowie wszystkie targające nim emocje i rozterki wewnętrzne.
Bez statku czuł się niczym dziwka bez szparki - odebrano mu źródło przyjemności i dochodu. Gdy otrzymał wiadomość o dziwnym zleceniu, o którym wiedział jedynie tyle, że będzie musiał zasiąść za sterami - zgodził się właśnie z tego ostatniego powodu. Teraz, siedząc w lobby transportowca typu Mod-17 o dramatycznej nazwie "Nadzieja", żałował że nie spędza czasu z jakąś Zeltronką, czy Twi'lekanką. Gdyby był to chociaż okręt zwany "Pożądanie", paradoksalnie wlałby w jego serce więcej nadziei. Zebrane towarzystwo nie wyglądało zbyt zabawowo. Mężczyzna z cybernetycznym okiem i skrzyżowanie człowieka z Wookiem stanowili niewątpliwie wisienki na torcie tego oryginalnego miksu, jednak gość zjadający właśnie pas, postanowił najwyraźniej nie poddawać się w walce o pozycję lidera. Na przeciwległym biegunie znalazła się całkowicie nieoczekiwanie zjawiskowa blondynka, która pojawiła się w towarzystwie groteskowo otulonego skórzanym płaszczem jegomościa. "Ani chybi homoś" - pokrzepił się Caldon budującą myślą. Ponoć kobiety lubiły się z takimi zadawać, gdyż dawali im poczucie bezpieczeństwa. Pierdolenie. Jak gość o prezencji ekshibicjonisty z parku na Korelii mógł komukolwiek dawać poczucie bezpieczeństwa? "Może jednak nie gej?" - zwątpienie na chwilę zakradło się od umysłu pilota, lecz szybko odgonił tę myśl. Sumiennie postanowił zaoferować blondynce poczucie bezpieczeństwa którejś nocy.
- Witam na pokładzie „Nadziei”. – kobieta o lazurowych oczach stanęła na środku lobby, zwracając na siebie uwagę wszystkich nawet Brimlocków.
- Kto, kurwa nazywa okręt "Nadzieja"? - mruknął pod nosem Keren.
– Cieszę się niezmiernie, że wszyscy odpowiedzieliście na nasze zaproszenie. Obecny tu sierżant Telemachus przedstawi wam szczegóły misji.
Niewysoki mężczyzna z kwadratowa szczęką wysunął się nieco do przodu i gestem zaprosił
wszystkich do niewielkiego pomieszczenia będącego salą kinową.
Caldon podniósł się leniwie od stolika i z czwartą szklanką w dłoni podążył wraz z resztą gości do przyległego pomieszczenia.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2221
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Drex Aurelian » 12 Maj 2015, o 20:13

Drex spędził sporo czasu na stacji hutta Zordo, szukając jakichś możliwości zarobku. W końcu los się do niego uśmiechnął, kiedy pojawiły się wieści o kobiecie szukającej ludzi do "pracy". Zgłosił się i został zabrany na frachtowiec o uroczej nazwie "Nadzieja".
Korelianin siedział ze szklanką wody, zresztą której zamówienie wzbudziło zaskoczenie u barmana, jednak Aurelian bez jakiegoś dobrego powodu nie tykał alkoholu, nie chciał znowu wpaść w szpony nałogu. Zlustrował wzrokiem inne osoby siedzące w kantynie.
- Dobra, co my tutaj mamy? - pomyślał, spoglądając na ludzi dookoła niego - Grupka dziwnych typków, z czego jeden właśnie zjada pasek, trzeba będzie się przy nich pilnować. Dalej... wielki murzyn, najpewniej jakaś najemna spluwa i... Kirył?! Kirył z załogi Thara Skiraty na "Darasuum"? Tak, to on. Trzeba będzie pójść porozmawiać.
Drex zebrał się żeby wstać, kiedy do pomieszczenia weszły dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Kobietę kojarzył, była to ta która zwerbowała go na to zadanie. Przycupnął zatem z powrotem, czekając na to co powiedzą tamci.
Po zaproszeniu do sali kinowej Aurelian nie poszedł w tamtą stronę, tylko zwrócił się w kierunku Kiryła, który szedł w jego stronę z butelką whisky. Uśmiechnął się w jego kierunku, podając mu rękę i mówiąc:
- Żyłem wystarczająco wiele wśród tych Mando, że postanowiłem coś zmienić i tak też trafiłem tutaj. Jednak za stare czasy zawsze się mogę napić, zatem za akcję z Helotem i piratami!
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Mistrz Gry » 14 Maj 2015, o 19:53

Grupa najemników postanowiła przejść w kierunku salki kinowej, w której miała odbyć się odprawa. Szybko okazało się, że wśród ochotników są starzy znajomi. Ciekawość przezwyciężyła jednak silną pokusę nawalenia się, w było nie było, darmowym barze. Po krótkiej chwili gwar w Sali kinowej ucichł, a na obliczach zebranych pojawiła się doza skupienia. Telemachus wyszedł na środek sali kinowej. Przed nim siedziała dwunastka wybranych do misji najemników. Ze wcześniejszej współpracy znał tylko Brimlocków. Grubego Papadopulusa zwanego Papą Cuxartem, albo człowiekiem czołgiem. Szczupłego Arka, jednego z lepszych specjalistów od strzelania ludziom w plecy z ukrycia. Czy wąsate oblicze samego McKolla, byłego oficera i specjalistę od taktyk partyzanckich. Na nich mógł polegać, nie wiedział jednak jak sprawią się „posiłki” zorganizowane przez Mai’Fach. Przebiegł wzrokiem po niezbyt urodziwych twarzach, wśród których wyróżniała się towarzyszka Phoeniksa. Cóż, taki miał materiał i musiał z nim pracować.

– Witam w naszych skromnych progach. Za chwilę zostaniecie poinformowani o celu naszej misji. To ostatni moment, żeby zrezygnować. – odczekał chwilę, dając zebranym czas do namysłu. Zgodnie z przewidywaniami, nikt się nie ruszył. Ciszę przerwał szelest rozpakowywanego batonika.
– Papa! – syknął siedzący obok grubasa wielkolud. Niestety było za późno i wkrótce rozległo się niezręczne chrupanie.
– Zatem skoro nikt nie zrezygnował, przedstawiam wam cel naszej misji.
Holoekran zamigotał i pojawiły się na nim ujęcia Imperialnego Gwiezdnego Galeonu „Black Hole”. McKoll cicho gwizdnął przez zęby na widok jednostki. Jeden z najsilniej bronionych okrętów imperialnej floty, latająca forteca przystosowana do obrony przed piratami. Zadanie wydawało się tak karkołomne, że aż niewykonalne. Telemachus kontynuował jednak zanim opadło pierwsze wrażenie.
Image
– Ten imperialny galeon nie figuruje w żadnych spisach jednostek. To jeden z mrocznych sekretów imperialnego podziemia. Jednostka służy do zaspokajania różnych niekoniecznie legalnych zachcianek dygnitarzy. Niewolnicy, używki, artefakty i tym podobne rzeczy. – mężczyzna wyjaśniał, a na holoekranie pojawiały się przykładowe przedmioty. Od Twill'ekańskich niewolnic, poprzez igiełki śmierci, a na Alderaańskich dziełach sztuki skończywszy. Na widok tych ostatnich źrenice łowcy skarbów się rozszerzyły. Niektóre z arcydzieł były bezcenne, inne można by sprzedać za grube miliony, wystarczy tylko wiedzieć komu.

– W tej ostatniej kwestii potrzebny jest nam Pan Hunt. Jego znajomość rzeczy pozwoli nam ewakuować tylko najcenniejsze obiekty. Nie zamierzam was okłamywać. Skok jest ryzykowny ale dobrze przemyślany. Dodatkowo każdy dostaje 5% tego, co wyniesiemy z Galeonu, czyli od kilkaset tysięcy do kilku milionów w zależności od skuteczności naszego eksperta.
Mężczyzna odwrócił się na chwilę i nacisnął kilka przycisków zmieniając widok na bardziej taktyczny.

– Dysponujemy zdobycznym promem Svelte, na którego pokład może wejść 16 osób. Was jest 12, z naszej strony dojdą dwie osoby, ja i Mai'fach oraz Marvin. Prom posiada odpowiednie kody i Galeon przyjmie go na pokład, w ten sposób obejdziemy zabezpieczenia zewnętrzne. Niestety po dotarciu do środka będziemy musieli przez kilka minut utrzymać przyczółek do momentu aż Marvin podłączy się do systemu galeonu od środka.
Zza holoekranu wyszedł niezdarnie wyglądający Gonk droid i stanął przed zebranymi z nieśmiałym „witajcie” z syntezatora mowy.

– Nie przejmujcie się wyglądem, to jeden z najpotężniejszych droidów hakujacych w tej części galaktyki. Marv z łatwością przebije się przez zabezpieczenia, wyłączy systemy frachtowca i urządzi szturmowcom piekło. – na ekranie za skrzynkopodobnym droidem zmieniały się schematy ukazujące słabe punkty jednostki, w których z łatwością można było podpiąć droida. Niestety najbliższy hangaru punkt dostępu znajdował się zaledwie kilka metrów za ścianą. Aby tam dotrzeć, trzeba by przebić się przez dwa korytarze pełne szturmowców i wieżyczek. Albo wywalić dziurę w ścianie hangaru.
– Przeciwnik nie będzie się spodziewał, że przejdziemy na skróty, dlatego też, zaprosiliśmy ekspertów od wybuchów. – skinął delikatnie głową w kierunku widowni, po czym kontynuował odprawę.

– Kiedy Marvin się podłączy, musimy zadbać o jego bezpieczeństwo, podobnie jak i bezpieczeństwo naszego promu. I to będzie zadanie dla Brimlocków. Z kolei reszta z was podąży z panem Huntem w kierunku skarbca galeonu.
Kręta czerwona linia wskazywała drogę do jednej z ładowni okrętu. W trójwymiarowym hologarmie widać było dokładnie mijane korytarze, ich zabezpieczenia, jak i animację potencjalnego oporu załogi.
– Niestety wadą naszego hakera jest siłowe przełamywanie zabezpieczeń. Dlatego nie będziemy mieli wiele czasu. Zakładamy, że działalność zarówno nasza, jak i Marva nie umknie uwadze stacji, w najgorszym przypadku przeciwnik aktywuje system autodestrukcji. W najlepszym wezwie posiłki. Tak czy inaczej na operację będziemy mieli nieco ponad godzinę. – tu Telemachus skinął głową w stronę Wiliama Hunta. – Nasz ekspert zadba o to, abyśmy ze skarbca nie wyszli z pustymi kieszeniami. Tym aby dotarł do skarbca w jednym kawałku zajmą się pozostali z panów. Zakładamy całkowite zaskoczenie przeciwnika oraz błyskawiczne podłączenie Marvina do sieci, dzięki czemu uzyskamy przewagę taktyczną. Załoga galeonu będzie się spodziewać transportu więźniów i z pewnością nie będzie podejrzewać ataku. Z tego też powodu potrzebujemy czterech ochotników do przebrania się w pancerze szturmowców eskorty. Papa odpada nie mamy takiego pancerza.
Mężczyzna z wyczekiwaniem zerknął na słuchających z mniejszą lub większą uwagą najemników.
– Jacyś chętni na przebieranki?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5707
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez David Turoug » 14 Maj 2015, o 22:05

Kilka chwil przed rozpoczęciem odprawy, w sali kinowej ucichły wszelkie szmery. Tylko od czasu do czasu, paru łowców zerkało w stronę urodziwej kobiety, wzdychając pod nosem. W końcu przemowę rozpoczął sierżant o niebywale śmiesznym imieniu. Choć Hunt nie był ekspertem w sprawie okrętów wojennych, to widząc budowę galeonu oraz dowiadując się podstawowych informacji na temat liczebności załogi, zmarszczył brwi. Dyplomatyczne utarczki z imperialcami na Almanii to jedno, ale dywersja na jednej z najbardziej strzeżonych jednostek reżimu to diametralnie inna sprawa.
Hunt ożywił się, gdy został niejako przywołany do tablicy. Teraz poznał już odpowiedź po co nieznanej organizacji, potrzebny był archeolog. Na szczęście ostatnie miesiące na pewno zwiększyły doświadczenie Williama w kwestiach pozanaukowych, takich jak walka z użyciem broni dystansowej czy unikanie prostych pułapek. Było nie było, Korellianin w przeszłości przeszedł zasadnicze przeszkolenie wojskowe w barwach... Imperium. Los był jednak przewrotny, a sam mieszkaniec stołecznego Koronetu nie ukrywał swej niechęci wobec obecnego systemu władzy.
Misja wydawała się tym ciekawsze, że fregacie miały znajdować się alderaańskie dzieła sztuki. Planeta nie istniała od kilkudziesięciu lat, chociaż wiele dóbr kultury ciągle znajdowało się w prywatnych kolekcjach albo w magazynach rządowych. Osiągały one niebotyczne ceny, podobnie jak słynne, alderaańskie wino. W Galaktyce znana była plotka, jakoby jeden z Huttów dysponował niemałym zapasem tego trunku jeszcze sprzed Wojen Klonów. Po chwili euforii, w umyśle Hunta pojawiły się pierwsze znaki zapytania. Niektóre z dzieł były sporych rozmiarów, a ich transport pod ostrzałem stanowił zagrożenie zarówno dla grupy włamywaczy jak i dla samych obrazów, rzeźb i innych, unikatowych dzieł.
- Pani i Panowie wybaczą wtrącenie, ale jak wyobrażamy sobie dostarczenie wszelakich artefaktów na prom Svelte? Poszukiwane przez wielu koneserów dzieło Fragga Moda sprzed 200 lat, przedstawiające abstrakcyjne "Pojednanie ludzi i Kilików" ma wymiary 12 na 20 metrów standardowych. Jeżeli to cudo tam jest, to możemy wzbogacić się na nim samym o jakieś 10 milionów kredytów! - rzekł nieco podekscytowany Hunt - Jednak jak zamierzamy to zabrać, będąc pod ostrzałem? I oczywiście czy zmieścimy to na nasz środek transportu. Ostatecznie zakładam, że naszym celem nie będzie jeden konkretny artefakt...
Will nie chciał powiedzieć tego wprost, ale wyglądało na to, iż najprostszym sposobem na zrobienie miejsca dla licznych dzieł, było pozostawienie kilku kompanów na Galeonie. Pal licho gdyby zginęli w akcji, gorzej jednak, gdy szefostwo uzna łowy za zakończone i postanowi odlecieć. Pamiętając ciągle podstęp Johnsona na Concord Dawn, archeolog nie miał zamiaru skończyć w najlepszym wypadku, w imperialnym karcerze, natomiast w najgorszym z dziurą po bolcie na swoim ciele.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4959
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kelan Navarr » 18 Maj 2015, o 15:05

- Popieram pytanie pana eksperta - rzucił z tyłu pomieszczenia Caldon nie głośniej, niż było to konieczne - Jak chcecie przemieść dzieła sztuki z magazynów Galeonu do naszych? Może w coś nas jeszcze nie wtajemniczono, ale ponad stuosobowa załoga okrętu stanowi mimo wszystko problem. Czterech z nas się przebierze. Fajnie, może uda im się nawet wyjść z hangaru, ale przy całym szacunku dla tu zebranych, nie widzę wśród nas nikogo, kto pośle na tamten świat około stu pięćdziesięciu kolesi w białych pancerzach.
Keren - choć urodzony na galaktycznym zadupiu - nie był głupi. Od początku odprawy odnosił niejasne wrażenie, że w całej sprawie chodzi o coś więcej. Żaden ze zleceniodawców nie wyglądał na przedstawiciela półświatka przestępczego, a Caldon w swoim fachu miał styczność z setkami z nich. Może nowy, poważny gracz na rynku? - pomyślał przemytnik. Cokolwiek się działo, postanowił trzymać się swojej głównej zasady życiowej - przede wszystkim przeżyć.
- Druga dość istotna sprawa - ciągnął nim ktokolwiek zdążył się wtrącić - Załóżmy, że wylądujemy w imperialnej latającej fortecy, ominiemy całą załogę i spod ich nosa zwędzimy pełen magazyn dzieł sztuki. Musimy zakładać jednak choćby podstawową inteligencję imperialnych, więc jeszcze przed naszym odlotem podniesiony zostanie zapewne alarm. Jak mamy upuścić imperialną gościnę nie zostając rozwalonymi w drobny mak? Jestem niezłym pilotem, a nie cudotwórcą. Czy poza mną ktoś potrafi tu dobrze latać? Nie chciałbym zostać pojmanym, bądź zestrzelonym tylko dlatego, że jeśli przykładowo zostanę ranny, nikt inny nie będzie w stanie zabrać nas do domu.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2221
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kirył » 19 Maj 2015, o 13:35

Słysząc podniecenie Hunta, Kirył prychnął. Dla niego obrazy, zwłaszcza takie, których nie będzie się dało zabrać ze skarbca, nie przedstawiały żadej wartości. Nigdy nie rozumiał, jak ktoś może płacić za kawałek płótna grube miliony. Ale same kredyty, które mógł zarobić na idiotach lubujących się w malowidłach, uwielbiał.
- A może przestaniemy marzyć, o tym, czego i tak nie zdołamy wynieść, a skupimy się na tym, co może nam przynieść zysk? Ja na pewno nie mam zamiaru dać się złapać Imperialcom niosąc jebany 20-sto metrowy obraz. Możesz sobie go nieść sam - rzucił w stronę łowcy skarbów. - Mniejsze rzeczy też muszą być coś warte i nie skończymy przez nie w Imperialnym więzieniu, nie Drex?
Na wspomnienie o pilotażu i locie wahadłowcem wysunięte przez murzyna, Kirył pobladł. Nienawidził latać małymi kupami złomu. Chociaż nie miał problemów z większymi statkami pokroju Nadziei czy chociażby Darasuum, wolał trzymać się powierzchni planet.
- Wolałbym również swój własny pancerz i swoje własne zabawki. A jak już przy zabawkach jesteśmy, chciałbym wiedzieć wszystko co się da o ścianie hangaru, jej wytrzymałości, czy to lita durastal, wszystkie informacje, które mogą ułatwić mi zrobienie w niej dziury wystarczająco wielkiej, byśmy mogli przez nią przejść. Skoro mamy ograniczony czas to nie możemy go marnować na przebijanie się przez kilka korytarzy szturmusiów. - powiedział Kirył po czym sięgnął po swoją szklankę i butelkę whisky, którą zabrali z Drexem do sali, nalał sobie do połowy szklanki i zaczął powoli sączyć bursztynowy płyn.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Ryan Dexon » 19 Maj 2015, o 17:23

Ryan siedział na samym końcu przyglądając się to każdemu nowo przybyłemu. Niezła grupka nie ma co. Ciekawe tylko jak dobrze się sprawdzają w swoim fachu. Łowca dzieł sztuki, doświadczony pilot oraz spec od wybuchów ze swoim owłosionym towarzyszem, który bardziej przypominał niechciane dziecko po gwałcie Wookiego. Na samą myśl o tym Dexon uśmiechnął się.
Kiedy wszyscy zebrali się w pomieszczeniu w końcu organizatorzy przeszli do konkretów. Z tego co Dex zrozumiał, mieli wpaść do środka, ukraść co się da a później spróbować to wszystko wynieść. Jeśli faktycznie uda im się wkraść na okręt niezauważanie to na pewno będzie problem z wyniesieniem tych zgrabnych okazów sztuki.
Wykład Pana Hunta na temat sztuki raczej nie interesował najemnika. Wyjął swój osobisty datapad i zaczął przeglądać holonet w poszukiwaniu ciekawych zajęć. Co prawda od czasu do czasu wyłapywał to istotne informację na temat całej misji, ale nie przykuwał aż tak bardzo do tego wszystkiego uwagi.
Ryan postanowił się na początku nie odzywać. Ciekawiło go co takiego mają do powiedzenia organizatorzy na zadane im pytania. Tak to już było kiedy do zadania zabierają się profesjonaliści. Musieli mieć wszystko zaplanowane oraz pozapinane na ostatni guzik. Gdzie te czasy, gdzie Dex mógł pracować z facetami bardziej polegającymi na swej intuicji oraz działaniu spontanicznemu ?
Wyjął kolejną dawkę nikotynowego świństwa po czym włożył do buzi, przeżuwając od czasu do czasu jak gumę. Wzrokiem wodził po wszystkich zebranych na sali. Poprawił swój płaszcz, po czym rozsiadł się jeszcze wygodniej.
- Zapowiada się ciekawa zabawa – mruknął półgłosem, raczej w taki sposób by go nikt nie słyszał. Drex to ta włochata podróba wookiego. Nie było ciężko zapamiętać w końcu podobnie nazywali go jak Dexa. Hunt to ten wykładowca od sztuk pięknych. Okay, pozostaje tylko poczekać na rozwój sytuacji a Dex pozna imiona reszty ekipy „sprzątającej”
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Drex Aurelian » 20 Maj 2015, o 21:31

- Ulala, widzę że kroi się ciekawa robota - mruknął do Kiryła Drex, słuchając wywodu Telemachusa - Ale cholernie niebezpieczna...
Kiedy swój wywód skończył sierżant, zaczął słuchać w skupieniu niejakiego pana Hunta, specjalisty od archeologii, czyli człowieka, który powie im co najbardziej się świeci w tej górze pieniędzy.
- Taak, już się robią kolejne dziury w planie - pomyślał, próbując wszystko sobie ułożyć w głowie - To stanowczo nie wypali, no ale, słuchajmy dalej.
Kolejną osobą, która się wypowiedziała, był czarnuch, który najwidoczniej miał zostać ich pilotem. I następna słuszna uwaga, chociaż w tej kwestii Drex miał trochę do pogadania, znał się w miarę na pilotowaniu, jednak nie na tyle dobrze, żeby wyminąć natężony, imperialny ostrzał.
W końcu głos zabrał Kirył, a kiedy wspomniał o Aurelianie ten przytaknął mu, wiedząc że na pewno znajdą się jakieś cenne przedmioty, które nie będą na tyle wielkie, że połowa tego oddziału za nimi mogłaby się ukryć.
- A zatem może i ja zabiorę głos - odezwał się na tyle głośno, tak aby wszyscy go usłyszeli - Popieram tutaj mojego towarzysza, na pewno uda ci się znaleźć drogie i jednocześnie małe świecidełka, prawda panie... profesorze? W jeden z pancerzy mogę wejść ja, chociaż trzeba będzie się przygotować na to, że nie dadzą nam za wiele czasu, no chyba że i dla nich stosowne identyfikatory i kody mamy. Jeżeli damy im ogłosić alarm, wydaje mi się, że będziemy mieć marne szanse na wydostanie się stamtąd.
Drex po skończonej wypowiedzi spojrzał na całe towarzystwo, patrząc na ich reakcje, a co ważniejsze, czekając na to, aż ktoś jeszcze spróbuje naprawić ten niedokończony plan.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Alex Zafist » 22 Maj 2015, o 14:40

Do sali kinowej nie weszli tylko osobnicy, którzy trzymali się z boku kantyny, a także wbrew oczekiwaniom Leonarda część załogi statku. Liczebność grupy jednak była wytłumaczalna, gdy okazało się, że celem jest galeon imperialny. „Feniks” był poważnie zaskoczony, taka grupa nie miała prawa się tam dostać, a co dopiero cokolwiek tam robić. Cześć obaw została zażegnana, gdy grupa dostała informacje, że to będzie zwykły legalny transport na statek, a nie atak.

Gdy emocje u Leo trochę opadły, umysł zaprzątnęły znacznie ważniejsze sprawy w tym zadaniu, czyli pieniądze. Celem były dzieła sztuki, a stan konta po udanym skoku miał należeć do jakiegoś archeologa Hunta. Dalsza część wywodu na temat ataku na statek bardzo zaciekawiła bruneta, chodziło o wybicie dziury w ścianie za pomocą kilku wybuchów. Na ten moment dziwił się, że była mowa o ekspertach od wybuchów, trzydziestolatek nie spodziewał się kolegi po fachu. Plan był szalony, ale i sensowny. Opcja przebrania odpadała, bo Phoenix miał już swoją rolę w zespole.

Na koniec odprawy nastał czas na wypowiedzi najemników. Największą uwagę Leonard zwrócił na słowa pana Hunta. Archeolog mówił o ogromnych kwotach, za jakieś wielkoformatowe bazgroły. I tu był problem, trzeba było bardzo dobrze i szybko wybierać małe i najcenniejsze rzeczy z galeonu. Drugi odezwał się czarny łysol – przyszły pilot grupy, jego słowa nie były ważne dla Leo, ale okazały się kluczowe dla Jasmine.
— Mogę być drugim pilotem i mechanikiem — powiedziała blondynka.
— Oszalałaś? Jesteś tego pewna? — towarzysz kobiety zapytał ją z niedowarzaniem.
— To standardowa robota, co mi może zagrozić. Też mi się od życia należy — odrzekła Jasm.
— Ale… — wypowiedź bruneta, została przerwana, gdy załoga stacji zgodziła się na udział panny Fires w zadaniu.

Tajemnica drugiego eksperta od wybuchów szybko została rozwikłana, był nim gość z cybernetycznym okiem, a jego wookie-podobny towarzysz nosił miano Drex. „Gość mówi z sensem, ale tu trzeba szybko działać.”
— Bierzemy ładunki, kładziemy do ściany i buuum! Nie ma czasu na pierdoły, ani na tygodniowe pogaduchy w tej sali. Swoje wiem, można liczyć, kalkulować i nic nie wyjdzie albo dać ładunki, wysadzić, zabrać co się należy i zwiać — trzydziestolatek wyraził swoją opinię.

Łysol na końcu sali się nie odezwał, a Drex jako jedyny z grupy najemników wyraził chęć do przebieranek. Zapowiadała się ciekawa misja i starcie różnych osobowości. „Jakby co to zrobimy bum, Edziu.” – pomyślał „Feniks” poprawiając pas z granatami.

Sry, konkurs, prezentacje, działający Wiesiek 3. Jasmine nieługo zostanie NPC, pod władzą MG
Alex Zafist
Gracz
 
Posty: 231
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Mistrz Gry » 25 Maj 2015, o 19:30

Telemachus spodziewał się pytań i zaskoczenia, nie przewidział jednak że naukowcy, cóż bywają ogarnięci alternatywnie. Brednie Hunta o wynoszeniu 20 metrowego obrazu, ważącego pewnie pół tony załamały nieco sierżanta. Spojrzał w stronę drzwi jakby w nadziei na pomoc, lecz tam stała jedynie uśmiechnięta od ucha do ucha Mai’fah. Na szczęście nie wszyscy podzielali zdanie archeologa. Wookiepodobny najemnik okazał się być jednym z trzeźwo myślących ludzi. Telemachus zastanawiał się czy najemnik na pewno jest człowiekiem. Z drugiej strony dywany nie mówią więc… Westchnął i przerwał nawał pytań.
– Oczywiste jest, że właśnie dlatego pana bierzemy, nie wyniesiemy obrazu, ale możemy wynieść skrzynkę Alderlaańskiej brandy czy jakieś pomniejsze świecidełka. Do tego nie potrzeba wiele miejsca czy siły, trzeba tylko wiedzieć co brać. – nacisk na ostatnie słowa był bardzo duży – I to właśnie jest pańska rola panie Hunt.

Jeden ochotnik to zdecydowanie za mało, aby plan się powiódł, Sierżant przeniósł spojrzenie z archeologa na McKolla. Szczupły biały mężczyzna z wąsami skinął spokojnie głową. Od razu było widać, że to on rządzi w swoim stadzie.
– Ogarniemy temat pancerzy, a jestem pewien, że pan Drex przyłączy się do nas z przyjemnością, a masz na myśli te pancerze, które zdobyliśmy ostatnio, prawda?
– Tak, potrzebne nam były właśnie na tą akcję.
– W takim razie chyba konieczne będą postrzyżyny, aczkolwiek nie wiem jak się na to będzie zapatrywał sam zainteresowany.
– McKoll uśmiechnął się pod wąsem.
W przeciwieństwie do reszty zgromadzonych on i jego ludzie wiedzieli już na czym polega plan. Grzeczność jednak nakazywała zjawić się na odprawie i wysłuchać jej w spokoju z nadzieją, że Papie skończyły się batoniki.

Sierżant nie spodziewał się innej odpowiedzi, za to pytanie Kiryła było ewidentnie rzeczowe.
- Dane galeonu są oczywiście tajne, a my nie mieliśmy czasu na trenowanie na jego pokładzie, wszelkie informacje otrzyma pan po podłączeniu Marvina. – Tel skinął głową w stronę wielkiego murzyna. – Odlecimy bez najmniejszych problemów. Nasz robot wyłączy wszystkie zbędne systemy, takie jak uzbrojenie, silniki czy tarcze. Nie wspominając o łączności. Dlatego właśnie obawiamy się, że nasze działania skłonią załogę do uruchomienia systemu autodestrukcji. Alarm, który podniosą, cóż, jeżeli będziemy wystarczająco szybcy, nie zaszkodzi nam. Zwłaszcza, że naszym najważniejszym celem jest podłączenie Marvina, bez tego jesteśmy zgubieni. - A teraz pozwolą panowie i pani. – poprawił się szybko. – Że dokończę szczegóły planu. Czwórka szturmowców będzie eskortować więźnia, konkretnie stojącą tam Mai’fah. Zaś pozostali będą ukryci na pokładzie promu. Oczywiście nasi piloci będą musieli włożyć imperialne wyposażenie, tego niestety nie da się uniknąć. – sierżant przełączył widok na standardowy imperialny hangar.
Najprawdopodobniej przyślą po nią od czterech do sześciu szturmowców, z nimi poradzimy sobie bez problemu. Następnie pan Kirył wysadzi nam przejście do terminala i wpuści grupę łupieżczą w korytarze Galeonu. Marvin zapewni wam wsparcie wywiadowcze i osłonę, ale jest mały haczyk. Musi przetrwać do momentu naszego odlotu. Jego osłoną muszą zająć się nasi piloci. Brimlocki i reszta będą w tym czasie zajęci, a nie mamy dość ludzi, by pozwolić dwójce z nich siedzieć bezczynnie na promie.

Telemachus rozejrzał się jeszcze raz po Sali.
– Jeżeli wszystko jest jasne, to zapraszam do zbrojowni, będzie można wybrać sobie wyposażenie na misję. Wbrew pozorom jesteśmy całkiem nieźle zaopatrzeni. Możemy iść?


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5707
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kelan Navarr » 1 Cze 2015, o 12:25

Perspektywa paradowania w imperialnych ciuchach nie była pociągająca. Ten etap życia zostawił za sobą z określonych powodów i ponowne przebieranki mundurowe nie były tym, czego pragnął od życia. Szczególnie, że tym razem, miast dostojnego ekwipunku myśliwca, miał wdziać szary mundur i tę cholerną czapeczkę. Skrzywił się niechętnie. Czegóż to się jednak nie robi, by skopać imperialne tyłki. Odprawa dobiegła końca, więc ruszył za innymi do zbrojowni. Mieli wraz z drugim pilotem pilnować droida. Niewdzięczna fucha, biorąc pod uwagę, że w przypadku poważnego uszkodzenia blaszaka, nie miał kto wyłączyć systemów galeonu, co uniemożliwiłoby ucieczkę. Mówiąc krótko – los droida pokrywał się z ich własnym.
Gdyby załoga „Nadziei” zajmowała się przemytem broni, spokojnie zbyłaby małą fortunę, będąc w stanie zaopatrzyć miniaturową armię. Keren nie należał nigdy do wybitnych strzelców, a jedyną bronią dystansową, jaką posługiwał się na co dzień, był jego prywatny balster. Ten niezbyt sprawdzał się w starciu z większą liczbą przeciwników na niewielkiej przestrzeni, więc przemytnik postanowił postawić na moc. Choć rozstawienie E-Weba w hangarze byłoby całkiem niezłym rozwiązaniem, problemy logistyczne mogły zdecydowanie operację utrudnić. Sięgnął więc po karabin T-21. Siłę rażenia poparł czterema detonatorami termicznymi – nimi trudno było spudłować. W zestawie z osobistą bronią Caldona, wydawało się to aż nazbyt wystarczające.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2221
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Ryan Dexon » 3 Cze 2015, o 08:21

To wszystko zbyt pięknie wyglądało. Zatrudnili najemników tylko i wyłącznie po to by wynieść dzieła sztuki ? Coś musiało być jeszcze na rzeczy o czym raczej ta jegomości grupa nie mówiła. W takim razie pozostaje przekazać pałeczkę Huntowi, który w raz ze swoją wiedzą pokaże reszcie co należy wziąć a co najlepiej zostawić.
Włochacz jako szturmowiec. Tego jeszcze nie grali. Ciekawe gdzie schowa te wszystkie kudły. .
„ Chyba koniczne będą postrzyżyny” – Dex zaśmiał się słysząc te słowa. Już to widzi jak kudłaty na to się zgodzi. Wyglądał raczej na takiego, który traktował te kudły jak swój własny amulet.
Skoro Ryan nie był w grupie szturmowej to należał to grupy łupieżców. Pozostaje tylko zebrać manatki i przygotować się na wybuchowe wejście, zorganizowane przez jednookiego człowieczka. Proste, pytanie tylko jak wyjdzie to w praniu ?
Najpiękniejsza część przygotowywania. Arsenał nasiąknięty giwerami, środkami wybuchowymi oraz innymi cackami, które mogłyby służyć podczas akcji. Ciężko było na początku zdecydować za co się złapać.
Dexon na pewno nie zrezygnuje ze swoich dwóch blasterów, chociaż z drugiej strony nie zaszkodzi zaczerpnąć nowego sprzętu. Złapał po KX 80, ta giwera powinna wystarczać. Poza tym sięgnął po dwa granaty ogłuszające oraz jeden z zasłoną dymną. Kto wie, może przyda się w trakcie odwrotu. Przypiął wybuchowe zabawki do swego pasa po czym poczekał na resztę, przyglądając się co takiego jest im potrzebne do wykonania zadania. Cały czas milcząc i patrząc oparł się o ścianę, wyciągnął to świństwo co żuł wcześniej, rozkruszył i włożył do ust.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Alex Zafist » 11 Cze 2015, o 22:10

Plan był bardzo uzależniony od działania roboty, wybuchów spowodowanych Kiryła i oceny wartości dzieł przez Hunta. Wizja, że ten gość z cybernetycznym okiem, a nie Leo będzie głównym specem od wybuchów bardzo go denerwowała. Phoenix już układał plan w głowie jak stać się ważną częścią zespołu, by po pierwsze zarobić, a po drugie mieć świetną frajdę przy pękających ścianach. Najbardziej jednak najemnika zaciekawiła wizja ostrzyżonego Drexa na zero, ten włochacz zapewne będzie wyglądał jak dziecko bez swojego obfitego owłosienia.

Jasmine nie była zbyt chętna do wskoczenia w imperialne fatałaszki, przywoływały zbyt duże wspomnienia z krótkiej służby w wojsku, ale, co gorsza, przypominały, że ona już dawno odeszła od wojskowych ideałów działania. Teraz już na odmowę było za późno i musiała przystać na narzucone warunki.

Jednym z ostatnich kroków przed wyruszeniem na misje był wybór dodatkowego osprzętu z bardzo dobrze wyposażonej zbrojowni. Leonard jak oszalały złapał dwa detonatory termiczne i z ogromną chęcią by go przytulił, gdyby nie obecność innych osób w pomieszczeniu.
— Nareszcie zdobyłeś wymarzone cacuszko — zagadnęła blondynka.
— O tak, mam co chciałem wezmę też jakiś lekki blaster, może DL-18. Przyda się na nagłe sytuacje, karabin mi nie potrzebny, granatów wystarczy. Ładunki wybuchowe z mocowaniem mogą się przydać do wywalenia ściany — Feniks odpowiedział, biorąc konkretny sprzęt.
- Ty nie jesteś dziś mistrzem eksplozji. Hmm… skoro ty bierzesz mój blaster to ja wezmę DH-17, czyli twój. Raczej go nie użyje, aczkolwiek może się mi przydać — odrzekła panna Fires.
— To moje granaty są mistrzami eksplozji, ja tylko podziwiam ich pracę. Co do blastera dobry wybór i bądź ostrożna — Phoenix poradził przyjaciółce.
— Jak zawsze ten sam tekst — zakończyła Jasm.

Przygotowania do misji w teorii były zakończone, choć Leonard chciał mieć czujne oko na wybory innych, by ewentualnie zrewidować swój ekwipaż.
Alex Zafist
Gracz
 
Posty: 231
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Kirył » 15 Cze 2015, o 22:05

Zbrojownia okazała się dla Kiryła rajem na ziemi (a raczej na pokładzie frachtowca). Szybko stwierdził, że nie ma sensu zmieniać broni na inną. Jego DLT-20A i T6 Thunderer z własnoręcznymi modyfikacjami będą wystarczające. Kroki młodzieńca od razu skierowały się w stronę szafek z materiałami wybuchowymi. W pierwszej kolejności złapał kilka detonatorów termicznych (sztuk 5) i przypiął je do pasa.
- Dobra, no to uzbrojenie podręczne już mamy, teraz znaleźć coś co wysadzi tą ścianę i nie zdmuchnie nas w kosmos... - mruknął do siebie Kirył po czym skierował swój wzrok na zabawki o nieco większej sile wybuchu. Litej durastalowej ściany nie będzie łatwo przebić, to pewne. Najlepiej byłoby za pomocą niewielkiego ładunku, który generowałby wysoką temperaturę, wytopić w ścianie dziurę wystarczająco dużą, by wrzucić do środka kilka detonatorów i wysadzić ścianę od środka.
Można by do tego użyć termitu i ku tej właśnie opcji skłaniał się Kirył. Zaczął więc rozglądać się za ładunkami, które mógł przerobić na niewielki punktowy ładunek termiczny.
- Drex, jeżeli ktoś cię ostrzyże to tylko ja. - rzucił złośliwie do przyjaciela, który przyglądał się pancerzowi imperialnego szturmowca.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Przestrzeń] Frachtowiec Nadzieja

Postprzez Drex Aurelian » 18 Cze 2015, o 15:05

Drex przez większość odprawy był spokojny, jednak kiedy jeden z mężczyzn na sali rzucił słowo "postrzyżyny", mimowolnie zadrżał na myśl o tym. Założenie pancerza szturmowca przestało być takim dobrym pomysłem, no ale jak już się zadeklarował to nie ma mowy o odwrocie.
W końcu, po skończonej odprawie udał się do zbrojowni, dyskutując z Kiryłem na temat szans powodzenia całej tej misji. Kiedy dotarli na miejsce, jego towarzysz wszedł do swojego raju, więc Aurelian dał mu się nacieszyć, a sam zaczął poszukiwania. Po paru chwilach buszowania w sprzęcie znalazł to co było mu potrzebne - pancerz szturmowca i podstawowe uzbrojenie do niego. Teraz przyszedł czas na najbardziej bolesny moment w tym wszystkim.
- Chodź Kirył, możesz się pobawić we fryzjera - burknął do niego, zastanawiając się ile będzie mu to wszystko odrastało - A spróbuj tylko ściąć więcej niż trzeba będzie, to obiecuję że powyrywam ci te ręce.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Następna

Wróć do Statki i okręty