Content

Statki i okręty

Statek piracki "Smok Krayt"

Image

Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 28 Maj 2013, o 00:29

Image

Opis jednostki:
Jednostką flagową kompanii Quade'a jest mocno zmodyfikowany ILH-KK Citadel. Statek ten odkąd stał się własnością Caleba przeszedł gruntowny remont oraz otrzymał szereg usprawnień oraz modyfikacji, których dokonał własnoręcznie główny mechanik pokładowy, Verpin Vaazan. Citatel będący własnością Caleba jest jednostką dwupokładową, to prawdopodobnie wykonywany na zamówienie model. Znakiem rozpoznawczym statku jest wymalowany na burtach Smok Krayt.
http://www.obsidianportal.com/campaigns ... black-coin

Dane:
Wielkość:
Długość: 36 m,
wysokość: b.d.,
szerokość: b.d..
Napęd:
Zmodyfikowany napęd jonowy Incom Starslinger pozwalający na osiągnięcie prędkości 80 MGLT w przestrzeni. Dodatkowe silniki manewrowe.
Prędkość w atmosferze: >900 km/h.
Hipernapęd (zapasowy): 1(10).
Załoga (minimalna): Zależnie od konfiguracji od 3 do 5 osób. Minimalnie do obsługi potrzeba 2 osób.
Pasażerowie: Seryjnie do 14 pasażerów, po modyfikacjach nie więcej niż 10.
Ładowność: 35 t.
Uzbrojenie i osłony:
- 2 podwójne działka laserowe (sprzężone) o mocy 150,
- podwójne działko laserowe (wieżyczka) zamontowane na rufie o mocy 150,
- 2 wysuwane autoblastery o mocy 80,
- 2 podwójne ciężkie działka jonowe (sprzężone, wieżyczki) o mocy 150,
- 2 wyrzutnie rakiet - dziób i rufa (łącznie 16 średnich rakiet) o mocy 240
- 1 emiter promienia ściągającego,
- 2 myśliwce A-skrzydłowiec na mocowaniach,
- pancerz o wytrzymałości 120,
- wzmocnione tarcze o sile 90.

Stan techniczny: W pełni sprawny.

Załoga:
Kapitan: Caleb Quade
I pilot: Lilith Blindshoter
Medyk: Farin Vex
Pilot: Ian Rockwell
Pirat: Rayn Maz
Główny mechanik: Vaazan
Imię: Vaazan
Rasa/gatunek: Verpin
Płeć: obojniak o męskiej osobowości
Zakres obowiązków: Główny technik mechanik pokładowy, haker, okazjonalnie członek drużyny abordażowej.
Motywacja pirata: Vaazan jak każdy przedstawiciel jego rasy przejawia ogromną fascynację techniką oraz wszystkim co z nią związane. Zamiłowanie to wpędziło go niestety w nie lada kłopoty - z opresji wyciągnął go Caleb Quade, który po całym zdarzeniu zaproponował młodemu Verpinowi współpracę trwającą nieprzerwanie od blisko 10 lat. Bardziej niż korsarstwem interesuje się stanem okrętu pirackiej kompanii Quade'a, który utrzymuje w nienagannym stanie.
Opis: Insektoidalny obcy dosyć niski jak na standardy własnej rasy, zaledwie 175 cm wzrostu. Jeśli nie zajmuje się konserwacją Citadela i myśliwców, przesiaduje głównie w swojej kajucie, która bardziej przypomina mini warsztat, gdzie ulepsza, naprawia oraz modyfikuje mniejsze i większe urządzenia, jednak nie tylko. Ostatnimi czasy pracuje nad urządzeniem zagłuszającym, które będzie można zamontować na "Smoku". Jedynym obiektem, do którego Vaaz - z nieznanych nikomu przyczyn - nie zgodził się przyłożyć ręki jest Trójka, pokładowy robot-tragarz. Oprócz talentu do mechaniki Vaaz potrafi posługiwać się blasterem - całkiem nie źle z resztą, na tyle dobrze aby wspierać w razie potrzeby drużynę abordażową. Podczas postojów na wszelakich planetach woli pozostawać na pokładzie Citadela jako stróż. Image

Ochroniarz kapitana/kanonier/członek drużyny abordażowej: Terradon
Imię: Terrador
Rasa/gatunek: Togorianin
Płeć: Męska
Zakres obowiązków: Ochroniarz kapitana, jeden z działonowych, członek drużyny abordażowej, myśliwy i tropiciel.
Motywacja pirata: Terrador za punkt honoru przyjął sobie ochronę życia kapitana. Klika lat temu Quade uwolnił tego rosłego (2.9 metra wzrostu!) Togorianina z rąk handlarzy niewolników. Od tamtej pory jest niezastąpionym kompanem w boju - czy to podczas abordażu czy też potyczek kosmicznych, kiedy to obsługuje jedno z pokładowych działek.
Opis: Terrador znacznie wyróżnia się na tle swoich ziomków i nie chodzi tu bynajmniej o wygląd zewnętrzny. Mierz 290 centymetrów, co nie jest niczym nadzwyczajnym dla Togorian, którzy osiągają nawet trzy metry wzrostu. Jest za to wiele inteligentniejszy niźli typowy myśliwy, znacznie bardziej oswojony z zaawansowanymi technologiami i dzięki doświadczeniu zdobytemu najpierw na rodzimym świecie a później podczas licznych podróży po galaktyce, stał się jednym z najlepszych - jeśli nie najlepszym wojownikiem na pokładzie Citadela. Walka w ręcz, tropienie, myślistwo - na próżno szukać w tych dziedzinach lepszego od niego. Doskonale radzi sobie również z blasterami wszelakiego kalibru, jednak w tej dziedzinie uznaje wyższość Quade'a. Po uwolnieniu z niewoli przystał do pirackiej kompanii, wiadomym jest, że życie zawdzięcza kapitanowi jednostki. I choć Togrianie nie podchodzą do tego tematu tak radykalnie jak choćby Wookie(Dług Życia), cała załoga wie, że Terradon nie spocznie dopóty dopóki długu tego nie spłaci. Jest w załodze od sześciu lat a jego wierność względem Quade'a jest niezaprzeczalna. Dzięki imponującemu i groźnemu wyglądowi oraz umiejętnościom jest nieocenioną pomocą w czasie abordażu - ale również w czasie pobytów w mniej bezpiecznych rejonach galaktyki. Image

Tragarz/wsparcie abordażowe: Trójka
Imię: Trójka
Rasa/gatunek: Droid
Płeć: Męskie oprogramowanie
Zakres obowiązków: Tragarz
Motywacja pirata: Brak. Program to program, trzeba słuchać kapitana.
Opis: Brak numeru seryjnego, brak nawet nazwy modelu, stan korozji, brakujące elementy obudowy i awaria większości systemów - w takim stanie odnaleziono Trójkę w lombardzie na Nar Shaddaa. Jest to prawdopodobnie jedyny droid w Galaktyce, który nie potrafi policzyć do trzech, stąd przezwisko. Niemal nie posiada osobowości, ma także problemy z mówieniem. Kiedy już się odezwie, to niedorzecznie, głuchym i groźnym tonem, wolno dobierając sylaby.
Bez przerwy wymaga remontu, większość czasu spędza w stanie dezaktywacji. Nawet gdy już zostanie uruchomiony, dla zachowania komfortu reszty załogantów nie opuszcza magazynu. Na pokładzie przydaje się jako tragarz. Niestety jest trudny w obsłudze, ponieważ polecenia traktuje bardzo dosłownie, zupełnie nie mając przy tym świadomości własnej siły. Zła komenda wydana Trójce może spowodować wypadek. I to z tych, w którym istota organiczna kończy żywot jako plama krwi.
Trójka prawdopodobnie był droidem policyjnym bądź bojowym, ponieważ przejawia skłonności do agresji. Sama jego konstrukcja, niemal 3 metrowego tytana, o czymś świadczy.
Brak jakichkolwiek danych technicznych na jego temat rodzi domysły, że mógł zostać wyprodukowany w sektorze 400100500260026 MK 2. Być może jest swoistym droidem-weteranem? Image


Byli członkowie załogi:
Virgil Macetti - zginął na stacji Zordo's Haven
Kirk Rinet - zginął na stacji Zordo's Haven
Raas-Abd-Loon - zginął na stacji Zordo's Haven
Imię: Raas-Abd-Loon
Rasa/gatunek: Kadri'Ra
Płeć: Mężczyzna
Zakres obowiązków: Drugi technik, członek drużyny abordażowej, straszak
Motywacja pirata: Nie cierpi Imperium za lata zniewolenia jego gatunku, więc robi wszystko, byle trzymać się od niego jak najdalej. Mniej mu zależy na kredytach, więcej na nabyciu doświadczenia, które będzie mógł wykorzystać w przyszłości. Zajęcie traktuje przejściowo, jest w końcu długowieczny. Dziś jest piratem, a za sto lat będzie może celnikiem.
Opis: Młodziutki, bo zaledwie stupięćdziesięcioletni i mający dopiero sześć metrów długości Kadri'Ra. Naturalne zdolności czynią z niego nieoceniony nabytek dla każdej międzygwiezdnej jednostki - jest w stanie dokonywać napraw poszycia z zewnątrz. Należy także do drużyny abordażowej.
Niestety zajmuje na statku sporo miejsca i ciągle rośnie (w dynamicznym tempie około metra na rok), niewykluczone więc że z czasem zaciągnie się na większą jednostkę, ponieważ ILH-KK Citdel będzie po prostu dla niego za ciasny.
Raas-Abd-Loon jest istotą nikczemną i złośliwą, do tego lubi zaznaczać swoją przewagę fizyczną nad resztą załogantów (mógłby z łatwością rozczłonkować niemal każdego humanoida). Ale jest także myślicielem, wolne chwile spędza na przeglądaniu holodysków z zakresu historii, literatury i filozofii.
Póki co doskonale sprawdza się jako drugi technik. A po zadokowaniu w porcie robi wrażenie nawet na największych twardzielach. Image[/quote]
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 18 Gru 2013, o 01:11

Statek opuścił wreszcie przeklętą przestrzeń Hutt'ów znajdując się w relatywnie bezpiecznej nadprzestrzeni. "Smok Krayt" mknął kursem znanym jedynie kapitanowi. Po opuszczeniu kokpitu Caleb wraz z depczącą mu po piętach Lilith dotarł do mesy. Zastał tam całą załogę. Doktor Vex jak i Vaazan przyglądali się nowym z niemałą ciekawością. Quade odchrząknął znacząco zwracając na siebie uwagę i powiedział:
- Nie będę owijał w bawełnę. Jak widzicie nastąpiło kilka zmian personalnych w naszym składzie. Virgil, Kirk i Kardi'Ra nie żyją. Za burdę, którą wywołali w Zordo's Den ślimak nabił ich na pale. Robal zdechł podczas próby ich ratowania. Cóż, mogę powiedzieć: dostali to na co zasłużyli. Wszyscy wiemy, że na czyimś podwórku trzeba się chociaż w drobnym stopniu przestrzegać zasad tam panujących. Idioci jednak tego nie zrobili i oto mamy na ich miejsce dwie nowe osoby. Zapity jegomość to Rayn Maz - zajmie miejsce Virgila w drużynie abordażowej. Przyda się też w innych sprawach, jak tylko wytrzeźwieje - tutaj kapitan wskazał na ledwo trzymającego się na nogach mężczyznę. Dobre pierwsze wrażenie, nie ma co.
- Drugim nabytkiem jest Ian Rockwell. Zastąpi Kirka jako skrzydłowy Lilith, będzie też drugim pilotem Smoka - Rockwell wystąpił krok do przodu i z aktorskim wdziękiem ukłonił się odrobinę błyskając przy tym zębami w uśmiechu. Pomimo wypitego na ZH alkoholu, trzymał się zdecydowanie lepiej niż Rayn.
- Z mojej strony to wszystko. Za jakieś 18 godzin wyskoczymy z nadprzestrzenii, liczę, że do tego czasu wszyscy będą już gotowi - zakończył swój wywód Quade i ruszył do swojej kajuty.
- Zaprowadź go do jakiejś wolnej kajuty - mruknął do Terradona na odchodne.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 25 Gru 2013, o 16:14

Dziwne uczucie niepokoju, które pojawiło się wraz z wkroczeniem Kapitana na okręt, osłabło gdy wyprowadzała statek z doku, ale teraz powróciło. Gdy wkroczyli do messy brak trzech dobrze znanych jej osób i pojawienie się dwóch nowych bynajmniej jej nie uspokoiły. Posłała ojcu pytające spojrzenie, ale odpowiedź choć poniekąd już przewidywana i tak wstrząsnęła nią, przynajmniej w pewnym stopniu. Zmiany w skaldzie załogi były dość normalne. Niektórzy zaciągali się a potem zmieniali pracy, kilku było na tyle głupich czy nie doświadczonych ze podczas pierwszej potyczki dostali strzał między oczy, ale nigdy na nikim z ich załogi nie dokonano egzekucji.
Mimo lekkiego szoku, z zainteresowaniem przyjrzała się dwóm nowym nabytkom. Tego zapitego widziała pierwszy raz w życiu i właściwie nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Co innego ten cały Rockwell. Widziała go już raz czy dwa. Był przystojny i co ważniejsze był podobno świetnym pilotem. A teraz będzie je skrzydłowym. Skinęła mu głową na powitanie. Wspaniale, wreszcie kompan na poziomie, nie to co ten dzieciak, Kirk.
Gdy Kapitan wyszedł dziewczyna odwróciła się na piecie i ruszyła do swojej ulubionej części statku – na mostek. Po dotarciu na miejsce opadła na fotel pilota i pogrążyła się w rozmyślaniach.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 7 Sty 2014, o 00:58

Po krótkim przemówieniu, którego Ian nie słuchał zbyt uważnie, przyszedł czas na zintegrowanie się z załogą. A przynajmniej tą częścią, która trzymała się na nogach. Rosły togorianin zgodnie z poleceniem kapitana statku wyniósł z mesy pijaniutkiego Rain'a. W pomieszczeniu pozostali pasikonikowaty Vaazan, którego mężczyzna zapamiętał jako głównego mechanika oraz kobieta, która jak dotąd nie zabrała głosu. Cóż, przyjdzie jeszcze pora aby ją poznać. Teraz jednak Ian wolał skupić się na młodej dziewczynie, która przyjacielsko kiwnęła mu głową na powitanie i opuściła mesę. To z nią miał latać w parze, także chciał poznać ją lepiej. Pomachał na pożegnanie pozostałym i ruszył za białowłosą. Kilka chwil później stanął na mostku podziwiając nadprzestrzenny tunel, którym mknął "Smok Krayt". Lilith zdawała się być pogrążona w rozmyślaniach, gdyż nie zauważyła jego przybycia. Odchrząknął znacząco i zagaił rozmowę:
- Hej, Lilith, zdaje się, że od dziś będziemy partnerami... Pomyślałem sobie, że w ramach bliższego poznania, mogła byś pokazać mi statek. Quade wspomniał coś o symulatorze myśliwskim, chętnie bym z niego skorzystał ażeby oswoić się z waszymi A-skrzydłowcami... To co, mogę liczyć na Twoją pomoc?
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 9 Sty 2014, o 01:02

Z rozmyślań wyrwało ją pojawienie się nowego członka załogi. Ten ciekawszy. I bardzo przystojny…
- Um.. Hm? – Dziewczyna przez chwilkę wydawała się zbita z tropu. Jednak po chwili odzyskała rezon – O, jasne. Chętnie cię wprowadzę,… Znaczy oprowadzę. O rety… - wstała – Przepraszam nagła zmiana w składzie załogi trochę wytrąciła mnie z równowagi. – wyciągnęła dłoń na powitanie – Jesteś Ian, dobrze pamiętam? Jestem Lilith. Symulator jest na dole. Będziesz mógł sobie też wybrać jedną z wolnych kajut.
Z uśmiechem poprowadziła go na dolny pokład.
- Zdaje mi się, że już cie widziałam kilka razy. Długo znasz mojego ojca? To znaczy Kapitana?- dodała widząc jego zdziwiona minę.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 9 Sty 2014, o 22:49

- Zgadza się, Ian. I tak dosyć długo znam się z Calebem. Kiedyś proponował mi pracę a ty była o wiele niższa niż teraz. Ja za to w tamtych czasach miałem inne priorytety - mruknął błyskając zębami w uśmiechu - No ale to już przeszłość. Quade nie przepada za Imperium i trzyma się od nich z daleka co mi odpowiada, przynajmniej na razie - kontynuował idąc za przybraną córką kapitana pirackiego statku. Po drodze przyglądał się z zaciekawieniem wyposażeniu i rozkładowi pomieszczeń "Smoka". Widać było, że maszyna przeszła spore modyfikacje. Kilka chwil później, po zejściu na niższy pokład dwójka pilotów dotarła do pomieszczenia rekreacyjnego, w którego kącie stał symulator.
- No jest nasza maszynka - mruknął i podszedł do urządzenia. Obejrzał go dokładnie i powiedział: - Zbyt nowy to on nie jest, ale powinien zdać egzamin. To na nim uczyłaś się latać, co?
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 21 Sty 2014, o 19:12

- Acha, spędziłam na nim sporo czasu. – odparła Lilith, znajoma maszyna nie interesowała jej chwilowo za bardzo, no a na pewno nie bardziej niż Ian – Nie przepadasz za „plastoidowym wojskiem” co? – zagadnęła – Walczyłeś z nimi? Słyszałam, że ich piloci są najlepsi. To prawda?
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 22 Sty 2014, o 12:44

Ian oderwał spojrzenie od symulatora i utkwił je w białowłosej.
- Taa, zgadza się, Imperialni pilocią są bardzo, bardzo dobrzy, ale też żyją bardzo, bardzo krótko. Myśliwce TIE mają to do siebie, że pomimo niezaprzeczalnych atutów w postaci prędkości i mocnym działkom laserowym, poza lekkim pancerzem nie mają żadnej osłony. Są tak wybebeszone, że systemy podtrzymywania życia musisz nosić w skrzyneczne przymocowanej do kombinezonu - powiedział i poklepał się po klatce piersiowej, na wysokości mostka - Żadnych osłon, brak systemu katapulty - jedno solidniejsze trafienie i giniesz. Straciłem przez to nie jednego kolegę - dodał a jego spojrzenie straciło ostrość, tak jakby myślami był gdzieś daleko, rozpamiętywał wydarzenia z przyszłości.
- No a wracając do tematu najlepszych pilotów - to stoi on przed tobą, w całej okazałości - mruknął kpiącym tonem, bo daleko mu było do godnej prezencji. Zmęczenie w połączeniu z whisky wypitą jeszcze na ZH dawało mu się we znaki. Mężczyzna ziewnął potężnie i powiedział:
- No my tu gadu gadu, a czas leci. Jak znam Quade'a to da nam w kość od razu jak dolecimy na miejsce jego tajemniczej wyprawy. Dlatego lepiej żebyśmy byli w formie - uśmiechnął się i ruszył w stronę swojej kajuty. Po dotarciu na miejsce rzucił tylko w kąt swoją torbę i padł na łóżko zasypiając niemalże od razu.

***

Osiem godzin później, po gorącym prysznicu, solidnym śniadaniu i w czystym i świeżym odzieniu Ian mógł wreszcie oddać się bez reszty ćwiczeniom na symulatorze. W pomieszczeniu gdzie stało urządzenie nie było nikogo, to też Rockwell miał spokój. Wsiadł do kabiny i uruchomił sprzęt. Przejrzał listę dostępnych scenariuszy w duchu ciesząc się z ich ilości. Na początek wybrał kilka z tych najbardziej podstawowych - procedury startowe, lądowanie, podstawowe manewry w przestrzeni. Ot tak na dobry początek. Kilka minut później symulator spełnił swoje zadanie - pilot zapomniał, że nie siedzi za sterami prawdziwej maszyny. Skupiony oddał się całkowicie ćwiczeniom. Pod wieloma względami A-skrydłowce przypominały Imperialne Interceptory. Tak samo jak Skosy, Kliny były narowistymi, nie wybaczającymi błędów, cholernie szybkimi narzędziami destrukcji. Posiadały też znaczącą przewagę nad TIE - miał osłony, wyrzutnie rakiet i hipernapęd. Zwiększało to zdecydowanie przeżywalność jak i uniwersalność maszyn używanych w przeszłości przez Nową Republikę.
Na trzy godziny przed planowanym wyjściem z nadprzestrzeni, w bliżej nieokreślonym przez Quade'a punkcie przestrzeni, Ian wyszedł wreszcie z symulatora. Po kilku godzinach ćwiczeń miał opanowane wszystkie standardowe procedury startowania, lądowania, dokowania - w tym dokowania do "Smoka Krayt" oraz kilkanaście scenariuszy bojowych, których bogaty katalog zaprogramowany był w pamięci maszyny. Pozostawała tylko kwestia przećwiczenia tego wszystkiego na żywo. Ian kierując się pamięcią wszedł do mesy aby zjeść coś nim Caleb weźmie ich w obroty. Spodziewał się o tej porze kogoś tu spotkać i nie zawiódł się - Togorianin Terradon spożywał właśnie posiłek składający się z kilkunastu kilogramów surowego mięsa. Nic w tym dziwnego - trzymetrowy myśliwy potrzebował ogromnych ilości pożywienia ażeby być w formie. Ian pozdrowił go skinieniem głowy i sam przygotował sobie posiłek - oczywiście nie surowy.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 28 Sty 2014, o 01:22

Dziewczyna z uwagą słuchała słów Iana. Każda nowa wiadomość o potencjalnym przeciwniku, była cenna. Oczywiście, byłą daleka od tego by marzyć o konfrontacji z imperialnymi. Była narwana, może nawet czasem szalona, ale nie miewała myśli samobójczych. Zresztą Kapitan trzymał się od nich z daleka. Jednak mimo, iż unikali imperium jak zarazy, zawsze mogło się zdarzyć z znajdą się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie.
Na autoreklamę Iana zareagowała niepewnym uśmiechem. „Dobrze mieć na statku pilota z prawdziwego zdarzenia” pomyślała. Nie to, żeby miała niską samo ocenę, wręcz przeciwnie, sądziła że jest dobra, ale do miana najlepszej sporo jej jeszcze brakowało. Od Kirka mogła co najwyżej nauczyć się pospiesznego odwrotu, lub ładowania się w tarapaty, ale Ian… Był doświadczonym pilotem, jak się domyślała miał dużą wiedzę tak teoretyczna jak i praktyczną. Jeśli jest tak dobry jak twierdzi będzie mogła się naprawdę dużo od niego nauczyć.
- Kolorowych snów- rzuciła na pożegnanie Ianowi i sama udała się powrotem na mostek, zabrała torbę z bronią i zaniosła ja do kabiny. Ian miał racje powinni się wyspać. Problem był w tym, ze jej jeszcze nie chciało się spać.
Wyjęła z torby krótki miecz. Cóż jej nauczyciel zmył sie z tego padołu łez zanim zdążył dać jej choćby jedną lekcję, ale to nie przeszkadzało jej trochę sobie pomachać. Wyszła z założenia, że pewne rzeczy są instynktowne. Choć bez Virgila, na pewno nie nauczy się władać bronią po mistrzowsku, może wykombinuje chociaż jak sobie samej nie zrobić nią krzywdy. W końcu nie była głupia.
Szybko wykombinowała iż nie należy trzymać broni zbyt sztywno, ani zbyt mocno, bo bolały ją ręce. Wspominając jak obserwowała ćwiczącego mistrza broni, postanowiła na własną rękę nauczyć się robienia wypadów, ale jakoś jej to niezło. Cały czas chwiała się na nogach, po jakiś dwóch godzinach, prób i błędów, zrezygnowana odłożyła broń i padła na posłanie. Nie sądziła, że zaśnie, postanowiła pooglądać jeszcze sztylet z mandaloriańskiej stali i porozmyślać. Mysłała o Virgilu i o Ianie, od obydwu mogła się wiele nauczyć, ale jeden wychwalał Imperium, drugi nei wspominało dobrze. Imperium… W sumie ich nie lubiła. Zawsze ciarki ją przechodziły na widok szturmowców. Wszyscy tacy jednakowi w tych hełmach. Jak bezduszne maszyny. Na szczęście rzadko ich widywała, ale czasem się zdarzało. Znów myśli powróciły do sztyletu. Co by zrobiła gdyby jej świat został spopielony tak jak świat Mandalorian?
Sen przyszedł szybko.
Biegły przez ciemność ścigane przez czerwone błyskawice. Metalowa kładka drżała pod stopami uciekinierek. Nie chciała już biec, bolał ją brzuszek i nóżki, w płucach brakło powietrza. Ktoś ciągnął je za rękę. Kolejne czerwone błyski przecięły powietrze. Puściła jej rękę. I z nieznoszącym sprzeciwu „biegnij” popchnęła ja do przodu. Ma? Po kilku krokach zwolniła. Obejrzała się przez ramię. MA? ”UCIEKAJ!” Światła tańczące we mgle… Kilka czerwonych błysków znów przeleciało koło niej. I kolejny raz popchnięto ją do biegu i tak biegłą ścigana przez czerwone światła. Ścigały ja gdy biegła i potem, gdy spadała i spadała
Obudziła się może 3 może 2 godziny przed wyjściem z nad przestrzeni. Miała zakwasy w rekach i w nogach. Te ćwiczenia przed snem to był błąd…
Zwlekła się z posłania , ogarnęła i ruszyła do messy Byli tam już Ian i Terradon.
- Smacznego – rzuciła idąc po swoje „śniadanie”
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Farin Vex » 9 Lut 2014, o 16:06

Vex przez większość czasu przesiedziała w Stacji Medycznej, gdzie zajęła się standardowymi procedurami, od czasu do czasu pozwalając sobie na drobne doświadczenia. Wydarzenie ze Stacji oraz poznanie nowych członków załogi nie należały do najprzyjemniejszych dla kobiety. Zdążyła przyzwyczaić się do charakteru Virgila i jego wielkiego gada, który zawsze kręcił się gdzieś w pobliżu. Można było śmiało powiedzieć, że teraz na statku panowała spora pustka i to nie tylko przez to, że Raas-Abd-Loon zajmował sporo miejsca, które się teraz zwolniło. Może i był to statek piracki, jednakże mimo wszystko Smok łączył ich w coś, co można byłoby nazwać rodziną. Nowym zajmie sporo czasu, zanim uwiją tu swoje gniazda i w pełni dołączą do grona załogi. Dlatego też kobieta postanowiła zająć czymś umysł, by nie musieć rozpamiętywać sytuacji z areny, którą miała nieprzyjemność oglądać. Widok był przykry, jednakże chyba bardziej bolał ją fakt, że reszta załogi, z nią włącznie, nie mogła nic zrobić, aby im pomóc.
Minęło dobre kilka godzin nim Farin poczuła zmęczenie pracą oraz utrzymywaniem ludzkiej formy. Postanowiła odpocząć i biorąc lekkie środki nasenne, wróciła do swojego prawdziwego wyglądu, dając tym samym czas i możliwość ciału na odpoczynek.
Od wielu miesięcy kobieta nie miała żadnych snów i teraz też nic nie zapowiadało, że coś miałoby się zmienić. Jedna wielka i wszechogarniająca ciemność, pusta jak studnia bez dna. Bez światła, bez dźwięku. Vex w gruncie rzeczy lubiła ten stan, jakby letargu, w którym nie robiła nic poza odpoczynkiem. I chociaż trwało to zaledwie kilka godzin, to jednak pani doktor obudziła się nad wyraz wypoczęta, gotowa do dalszej pracy, ale także i głodna.
Jako, że podczas odpoczynku wróciła do swojej prawdziwej postaci, teraz zmuszona była użyć nową warstwę serum, gdyż poprzednie wypaczyło się podczas zmiany wyglądu. Jest to jeden z drobniejszych efektów ubocznych, jednakże strasznie irytujący, ponieważ może zadziałać nieprzewidywalnie i na przykład w pewnym momencie zmienić kolor tęczówek Farin na inny lub znacznie zmniejszyć długość włosów. Oczywiście nie jest to regułą i może działać jak należy przez cały czas, jednakże lepiej dmuchać na zimne. Co ciekawe efekt ten nie ma racji bytu podczas zmieniania wyglądu na innego człowieka lub przedstawiciela innej rasy. Pojawia się losowo tylko, gdy Farin postanowi wrócić do swojej postaci.
Gdy kobieta była gotowa do wyjścia, nie zastanawiała się nad tym długo i równym krokiem ruszyła w stronę messy, gdzie dołączyła do reszty.
- Czołem załogo. - rzuciła całkiem wesołym tonem, machając przy tym nieznacznie ręką. - Przez te wszystkie testy i probówki robię się taka głodna.
Doktor Vex zajęła się przygotowywaniem dla siebie prostego, jednakże w pełni sycącego posiłku. - Jak pierwsze wrażenia? - pytanie skierowała do nowego nabytku na statku, który lada moment powinien wyskoczyć z nadprzestrzeni.
Image
Awatar użytkownika
Farin Vex
Gracz
 
Posty: 30
Rejestracja: 22 Lis 2012, o 15:41

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 12 Lut 2014, o 01:53

- Cześć Farin!- Lil radośnie powitała wchodzącą – Wypoczęta? Zwarta i gotowa do akcji? - zapytała rudowłosa kobietę gdzieś pomiędzy kolejnymi kęsami batona energetycznego. Gdy jednak Farin zwróciła się prosto do Iana również Lil, wcześniej całkowicie pochłonięta napełnianiem żołądka, poczuła nagłą potrzebę zadania mu jakiegoś pytania. – Racja. Wypróbowałeś symulator? Nie pilotowałeś wcześniej A-Winga prawda? Albo coś podobnego? – zrobiła przerwę w salwie pytań i wzięła kolejny kęs posiłku. Dało jej to chwilę na zastanowienie się nad dalszą częścią wypowiedzi - Właściwie nie mówiłeś na czym do tej pory latałeś.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 13 Lut 2014, o 02:22

Ian powitał wchodzącą Lilith lekkim skinieniem głowy i uśmiechem. Dziewczyna przygotowywała sobie posiłek, to też nie było sensu jej zagadywać. Dopiero pojawienie się pokładowej pani doktor wzbudziło wzmożone zainteresowanie Rockwella. Wcześniej nie przyglądał się jej zbytnio, teraz jednak musiał przyznać, że jest zniewalająco piękną istotą. W zasadzie było w tym coś dziwnego. Piękna pani doktor na statku pełnym piratów... Cóż, albo Quade miał dobry gust albo jego kompania była jedną z dziwniejszych z jakimi się do tej pory miał styczność Ian. W sumie skoro ledwo 18 latka była pierwszym pilotem Smoka i jego skrzydłową to nie powinien być zaskoczony. Lilith na pojawienie się rudowłosej kobiety również zareagowała nad wyraz ciepło. Wyglądało na to, że piraci Quade'a traktowali się jak... jedna, wielka - a przy tym - specyficzna rodzina. Pilot zastanowił się w duchu czy i on zostanie tu na tyle długo ażeby traktowano go podobnie. Gdy tak sobie rozmyślał, doktor Vex postanowiła zadać mu pytanie. Ian nie musiał długo zastanawiać się nad odpowiedzią:
- Życie na pirackim statku to dla mnie nie pierwszyzna - przyznał otwarcie - kwestia przyzwyczajenia do nowego miejsca.
Nie było sensu rozwodzić się nad tematem, przynajmniej na razie. Rockwell musiał wybadać jakie relacje panują na linii płomiennowłosa pani doktor - gburowaty kapitan. Dopiero potem mógł zacząć bliższe poznanie jej osoby. Białowłosa Lilith za to, nie krępowała się i już zaczęła rzucać kolejnymi pytaniami. Cóż, ktoś inny mógł by uznać to za niegrzeczne, ale na pewno nie Ian. Dostał darmową szansę na odkrycie kilku faktów ze swojego życia, no i może uda się przy tym zrobić wrażenie na Vex?
- Tak Lilith, wypróbowałem. Wylatałem dużą część scenariuszy i poprawiłem kilka twoich rekordów - odpowiedział lekko kpiącym tonem, chcąc podpuścić młodą. Wiedział, że mimochodem rzucone wyzwanie może zachęcić ją do jeszcze cięższej pracy nad swoimi umiejętnościami.
- Z A-wingami nie miałem do czynienia, z resztą jak większość pilotów w galaktyce. To narowiste maszyny, trudne do opanowania i niebezpieczne. Ale dla kogoś kto latał na 'Skosach' to żadne wyzwanie - powiedział. Celowo użył slangu, ciekaw czy mała Lil wiedziała coś niecoś na temat galaktycznej historii. Swego czasu Interceptory i A-skrzydłowce były najszybszymi maszynami jakimi dysponowały Imperium i nieistniejąca już Republika.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lut 2014, o 16:27

Zbliżał się moment wyjścia " Smoka Krayta " z nadprzestrzeni. Jako, że kapitan nie zarządził żadnego konkretnego celu statku, prawdopodobnie będzie to tylko moment " przesiadkowy " przed następnym skokiem.
Trzy, dwa i jeden... Caleb, siedzący za sterami pilota pociągnął wajchę. Krayt zwolnił, a smugi gwiazd ustąpiły mroku kosmosu. Statek bez problemowo leciał teraz z normalną prędkością. Jednak nie był osamotniony w tej części kosmosu.
Skaner zapiszczał głośno, a na ekranie pojawiła się informacja o wykryciu innego pojazdu. Oceniając informacje z przyrządów, Caleb mógł stwierdzić, że jednostka jest niezwykle duża. Prawdopodobnie to transportowiec, a jego sygnatury wskazywały na to, że jest to frachtowiec Action V. W swoich olbrzymich ładowniach mógł przewozić naprawdę dużo towaru, być może nawet cennego. Pytaniem pozostaje, co takich rozmiarów jednostka robi samotna w przestrzeni. Nie od dziś wiadomo, że tego rodzaju statki kiepsko dają sobie radę w walce, więc pytaniem jest, gdzie znajduje się jej eskorta, bądź czy ma ją w ogóle. Może jej kapitan specjalnie zrezygnował z towarzystwa, by mniej rzucać się w oczy.

- Mamy...<shhhhhhh>..hutt oczekuje...<shhhhh> jest żywy towar...<shhhhh>...zgodnie z życzeniem...< shhhhh > - w głośnikach kokpitu rozbrzmiał dźwięk przesyłanego komunikatu. Jednostka transportowa najwyraźniej nie zawracała sobie głowy szyfrowaniem transmisji, pewni tego, że są zupełnie samotni w tej części galaktyki, dlatego trafiła też na " Smoka Krayta ". Cóż, choć krótka i niezwykle zakłócona wiadomość, mogła powiedzieć dość sporo o tym, co znajduje się na pokładzie i gdzie to zmierza.
Poza tym, nie trzeba być mistrzem dedukcji, by połączyć " żywy towar " i fascynacje Huttów do szemranych interesów.
Do Caleba i jego załogi należała decyzja co zrobić. Mimo, że Action V był słabo uzbrojony, załoga pracująca dla jednego z Huttów nie łatwo odda statek, a na pewno nie bez walki. Z drugiej jednak strony, żywy towar dla gangsterów mógł być naprawdę cenny. Przed kapitanem szykuje się ciężka decyzja.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5654
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 13 Lut 2014, o 23:27

Quade większość podróży w nadprzestrzeni spędził w swojej kajucie. Utrata trzech członków załogi i to za jednym zamachem mimo wszystko ciążyła mu. Zawsze starał się minimalizować ryzyko i być niejaką ochroną dla swoich piratów, ale jak widać nie zawsze się to udawało. Tym razem nie był w stanie wyciągnąć ich z tarapatów. A może po prostu, nie dał rady ich upilnować? Sam nie był pewien. Postanowił dać upór swojej irytacji poprzez krótki acz intensywny trening. Zaczął od lekkich ćwiczeń rozciągających, powoli rozgrzewając kolejne partie mięśniowe. W kajucie nie miał profesjonalnego sprzętu treningowego, jednakże nie było to dlań żadną przeszkodą. Ćwiczenia bez nich były większym wyzwaniem i większym wysiłkiem za razem, co doskonale odpowiadało kapitanowi. Z każdą kolejną pompką, kolejną kroplą wylanego potu, wyrzucał z siebie frustrację, która nie opuszczała go od czasu startu. Dopiero po ostrym, dwugodzinnym treningu poczuł wewnętrzny spokój. Umysł miał znów jasny i spokojny. Mógł teraz odświeżyć się i przespać.
[tab]20[tab]Na jakieś cztery godziny przed wyjściem z nadprzestrzeni po uprzednim posiłku kapitan Quade siedział samotnie w sterowni. Rozmyślał nad dalszymi posunięciami swojej grupy. Pewnym było, że w przestrzeni Huttów na jakiś czas są spaleni. Był to nie mały problem dla interesów, ale w zasadzie można było na tym zarobić. Okazja prędzej czy później sama się nadarzy.

***

Quade wciąż siedział sam w kokpicie. Do zakończenia sekwencji skoku zostało tylko 5 minut. Nie spodziewał się spotkać nikogo w tej części galaktyki, ale nie zamierzał ryzykować. Wcisnął jeden z przycisków na pulpicie, odpowiedzialny za uruchomienie alarmu bojowego. Nacisnął kolejny aktywując interkom:
- Uwaga, wychodzimy z nadprzestrzeni za niecałe 5 minut. Wszyscy mają być na stanowiskach. Terradon i Rockwell - obsadzacie działa jonowe, Lilith, Vaazan i Rayn do mnie do kokpitu. Vex, bądź w pogotowiu - Caleb nie rozwodził się nad tematem, z resztą tak jak miał to w zwyczaju. Gdy kilka minut później wychodzili z nadprzestrzeni mógł pogratulować sobie w duchu swojej przezorności. W miejscu gdzie miało nie być nikogo czekał na nich samotny Action V. Bez żadnej osłony wisiał sobie w pewnej odległości od "Smoka Krayt" i nadawał na otwartym kanale. Słowa "żywy towar" i "hutt" od razu trafiły do świadomości kapitana. Transport niewolników. Doskonale. Niczego więcej teraz nie potrzebował, niż kilkunastu niewolników, których można by uwolnić. No i zarobić na sprzedaży frachtowca. Action V był co prawda starą konstrukcją, wciąż chętnie wykorzystywaną i lubianą za dużą przestrzeń ładunkową. I w zasadzie na tym kończyły się ich zalety. Brak uzbrojenia, kiepskie osłony, słaba zwrotność i niska prędkość. W porównaniu ze "Smokiem", który był rasowym drapieżcą, wypadał na prawdę blado. Nadszedł czas ażeby zarobić kilka kredytów.
- Uwaga wszyscy, pełna gotowość bojowa. Obsadzić stanowiska strzelnicze i przygotować się do walki. Mamy na radarze samotny frachtowiec Action V, prawdopodobnie z transportem niewolników na pokładzie. Wiecie co to znaczy.
Quade wydał kolejne polecenia i rozpoczął pełne skanowanie nieprzyjacielskiej jednostki. Czekał na powrót Lilith do kokpitu - miała ona zająć swoje miejsce na fotelu pilota zwalniając z tego obowiązku kapitana.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 19 Lut 2014, o 16:57

Fakt że Ian osiągnął na symulatorze lepsze wyniki wprawił ją w lekkie zakłopotanie, pamiętała jak długo zajęło jej oswojenie się z A-wingiem i ile czasu musiała poświęcić by nie rozbijać się o wszystko. Oczywiście dla niej były to pierwsze kroki, a on był już doświadczonym pilotem.
- Skosy? – zdziwiła się dziewczyna, nie znała tej nazwy, ale do opisu pasował tylko jeden rodzaj myśliwców – Chodzi Ci o te imperialn...e …
Zdziwienie odmalowało się jej na twarzy.
- Latałeś dla Imperium!?
W sumie Virgil też zaciągnął się do floty, ale go wywalili nim zdążył wymówić „Imperium Kontratakuje”. Ale Ian był raczej dobrym pilotem, cóż był piratem od dłuższego czasu i nadal żył więc musiał być dobry. Na pewno by go nie wyrzucili… Chciała właśnie zapytać jak doszło do tego, że zamienił życie żołnierza na życie pirata, ale nie zdążyła.
Gdy z głośników rozległ się głos Kapitana jako pierwsza poderwała się od stołu. Gdy Caleb kończył wypowiadać ostatnie słowa Lilith wpadła do kokpitu.
- Jestem!- poinformował go krótko, a gdy ustąpił jej miejsca od razu znalazła się w fotelu pilota – No to zaczynamy zabawę.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 20 Lut 2014, o 03:13

Ian można rzecz napawał się lekkim szokiem malującym się na twarzy Lilith. Schlebiało mu, że zaskoczył dziewczynę swoim kunsztem i umiejętnościami, chociaż musiał przyznać, że aby poprawić jej wyniki nie raz musiał nieźle się napocić. Lilith miała potencjał - brakowało jej tylko doświadczenia. Rockwell był pewien, że da radę podszkolić nieco przybraną córkę kapitana - oszlifować ten surowy diament. Szok białowłosej na wieść, że kiedyś latał dla Impierum nie był niczym specjalnym. Ci którym się do tego przyznał reagowali podobnie, a czasami nawet gorzej. Cóż, Quade o tym wiedział, więc utrzymywanie tej informacji w tajemnicy nie miało sensu. Wzruszył tylko ramionami i skończył śniadanie. Gdy z głośników rozległ się głos kapitana, Lilith już nie było - pognała do kokpitu. Widać kroiła się akcja. Mężczyzna wstał od stołu i spojrzał na rosłego Togorianina, który już był gotów do wyjścia. Skinął na Iana i ruszył przed siebie kierując się ku wieżyczkom dział jonowych. Ich użycie wskazywało, że zapolują na jakiś większy cel. Cóż, dobre i to na początek. Togorianin wgramolił się do do jednej z wieżyczek - miejsce w drugiej zajął Ian. Założył słuchawki, uruchomił sprzęt i sprawdził szybkość reakcji działka. Zadowolony zameldował gotowość:
- Rockwell na pozycji - mruknął i wbił spojrzenie w ekran celowniczy wyczekując na wyświetlenie się na nim celu.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Mistrz Gry » 26 Lut 2014, o 18:02

Kapitan Caleb nie mógł narzekać na jakąkolwiek niesubordynację. Załoga wykonała jego rozkazy szybko i dokładnie, a wszyscy zajęli odpowiednie pozycje. Patrząc na wydane polecenie, można dojść do wniosku, że załoga " Smoka " planuje poważną walkę. Choć Action był uzbrojony, a załoga nie chętnie pozbędzie się pojazdu, to czy do walki przeciwko gizce wystawia się całą armię żołnierzy ? Jednak to już kwestia, na kiedy indziej.
Kapitan wrogiego transportowca musiał już zauważyć piratów, o czym najlepiej świadczył fakt, że zaczął obracać statek, jakby przygotowywał się do skoku w nadprzestrzeń. Do kapitana piratów należała szybka decyzja. Nie ostrożny ostrzał może spowodować zniszczenie całej jednostki i jej zawartości, a za słaby bądź brak jakiegokolwiek działania sprawić, że transportowiec ucieknie bez trudu.
Z głośników załogę, dobiegł kolejny sygnał informujący o przekazie, ale tym razem skierowanym prosto do " Smoka ".
- Jesteśmy jednostką cywilną, nie szukamy zwady i problemów. Apeluję o całkowity spokój, a my się już stąd ulatniamy. - to kapitan Actiona najwyraźniej próbował nawiązać jakieś przyjacielskie rozmowy, a przypuszczenia sprawdziły się - jednostka próbuje skoczyć w nadprzestrzeń.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5654
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Lilith Blindshoter » 19 Mar 2014, o 12:23

Dziewczyna omiotła spojrzeniem ich cel, duży frachtowiec. Statek był uzbrojony, ale takie statki są raczej powolne i na pewno Action za długo nie dotrzymałby pola ich zwrotnemu Smokowi. Kapitan transportowca chyba najwyraźniej też zdawał sobie z tego sprawę, gdyż zaczął przygotowywać się do ucieczki w bezpieczna nadprzestrzeń. Dziewczyna spojrzała na Caleba.
- Kapitanie co robimy? – zapytała jednak nie odszywała odpowiedzi - Kapitanie, oni zaraz nam uciekną. Atakujemy ich czy nie?
Spojrzała napo wrót ku celowi. Jeśli chcieli działać mieli najwyżej minutę na decyzję.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Caleb Quade » 20 Mar 2014, o 18:31

Quade stał na mostu i wpatrywał się w transportowiec. Nadszedł czas działania. Kapitan aktywował interkom i powiedział:
- Przyspieszamy do prędkości bojowej, kurs na sterburtę Actiona. Ostrzał jonowy - dezaktywujemy tarcze i unieruchamiamy trasportowiec. Następnie dokowanie i przejmujemy tę krypę - rzekł krótko i zasiadł obok Lilith przy konsolecie. Sprawdził gotowość statku i czekał na wykonanie rozkazu przez białowłosą. Nie spodziewał się większych problemów - no chyba, że nagle z nadprzestrzeni wyskoczy Imperialny Niszczyciel Gwiezdny, wtedy mieli by problem i to duży. Atak na transportowiec będzie dobrą okazją do przetestowania nowych członków załogi, jak i do rozruszania starych. Pierwsza wspólna bitwa powinna zacieśnić ich więzi - a przynajmniej na to kapitan liczył. Jak być miało na prawdę okazać się miało już za kilka chwil.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Statek piracki "Smok Krayt"

Postprzez Mistrz Gry » 25 Mar 2014, o 14:00

Kapitan Actiona mimo tego, że zarządzał o wiele bardziej leniwym i słabszym statkiem okazał się dużo sprytniejszy i mądrzejszy od Caleba. Dowodzący "Smoka" zwlekał zbyt długo, co wystarczyło by jego ofiara zdążyła uruchomić silniki nadświetle i skoczyć w bliżej nie określonym kierunku. Z przekazu wynikało, że Action wraz z cenny ładunkiem zmierza na Tatooine, jednak pościg był co najmniej bezsensowny. Nawet gdyby cel się zgadzał, kapitan transportowca zapewne zdążył już wezwać pomoc i ochronę.
No cóż, załoga " Krayta" była zbyt kiepska do przejęcia nawet wolnego i nieuzbrojonego transportowca...może to czas zająć się rolnictwem czy rękodziełem, zamiast życiem pirackim ?
Pozostawiony sobie " Smok Krayt " skoczył w nadprzestrzeń w bliżej nie określonym kierunku.

Caleb Quade, Lilith Blinshoter oraz Ian Rockwell opuszczają temat.

Farin Vex/Zora Marrov
Kiedy statek wyszedł z nadprzestrzeni, Farin wciąż zajmowała się przygotowaniem posiłku. Jajecznice już prawie była gotowa, gdy na statku rozległ się alarm i głos kapitana wzywającego na pozycje bojowe, jednak kobieta nie sprawiała zbytnio przejętej tym faktem. Chwilę później statkiem mocno wstrząsnęło. " Krayt " znów skoczył w nadprzestrzeń. Wszyscy wiedzą, że w trakcie skoku należy być przypiętym pasami do statku, jednak Farin zignorowała to zupełnie.
Wstrząs wytrącił z jej ręki patelnie i widelec, a ona sama upadła na podłogę, twarzą skierowaną ku górze. Tuż przed nią coś zabłysnęło. To widelec spadał prosto na nią. Potworny ból przeszył całe ciało kobiety, gdy metalowe narzędzie wbiło się jej idealnie w prawą gałkę oczną. Z oczodoły zaczęła tryskać krew zalewając całą kuchnie. Kobieta szamotała się wiedziona spazmami bólu, jednak na chwilę zamarła gdy zobaczyła w powietrzu coś jeszcze. To patelnia z resztkami jajecznicy leciała na jej twarz. Siła uderzenia wepchnęła widelec jeszcze głębiej. Ciało Farin zamarło bez ruchu, gdy ząbki widelca przebiły jej mózg. Tak kończą ci, którzy zamiast słuchać ostrzeżeń myślą żołądkiem.

Rayn Maraan Jalab Diin Maz

Rayn leżał w jednej z kajut na pustej pryczy. Wciąż walczył z odurzeniem alkoholowym. Z głośnika wydobył się alarm, niemożliwie ryczący z głośników.
- Pieprzyć to, wyłącznie ten dźwięk ! - mężczyzna rzucił się na łóżku. W galaktyce ogólnie wiadomo, że kac i głośne dźwięki, czy jasne światła nie są najlepszym połączeniem. Rayn rzucał się na łóżku walcząc z bodźcami gdy statkiem rzuciło. " Smok " wszedł w nadprzestrzeń, a wstrząs zrzucił mężczyznę z łóżka. Maz nieszczęśliwym zrządzeniem losu uderzył głową o kant pryczy i spadł twarzą na chłodną podłogę. Z tyłu jego czaszki wypływała póki co wąska, ale szybka strużka krwi zalewając mu twarz. W galaktyce wiadomo też, że kac w połączeniu ze wstrząsami powoduje cofnięcie się zawartości żołądka. Biednemu mężczyźni przydarzyło się również i to. Jego twarz zalewała się krwią połączoną z wymiocinami skutecznie uniemożliwiając mu złapanie oddechu. Był jednak za słaby by walczyć o życie. Bo kilku naprawdę długich sekundach utopił się kończąc swoje pijackie życie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5654
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Statki i okręty