Content

Statki i okręty

[Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Image

[Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Zaahr Dromrahk » 24 Lip 2019, o 13:13

- Zaahr ty sukin… - Cheal nie dokończył. W tej samej chwili gdy bluzgał devaronianina, zbłąkana rakieta dosięgnęła jego wieżyczkę. Potem równie nagle pod wpływem wchodzenia w nadświetlną świat zaczął się rozmywać, a stare zagrożenie zniknęło z pola widzenia przypadkowej załogi. Teraz musieli zmierzyć się z innym przeciwnikiem. Był równie bezwzględny co Imperium – nie brał jeńców i właśnie trawił ich statek.
Zaahr do końca nie wierząc, że jeszcze żyje odezwał się przez komunikator:
- Zbiorę ocalałych i zajmiemy się pożarem! Niech ktoś sprawdzi awaryjny hipernapęd albo zaraz zostaniemy garstką atomów! - szybko wspiął się po drabinie i ruszył ciasnym korytarzem w stronę ładowni. Czuł, że póki ma łeb na karku warto byłoby zrobić z niego użytek. Ledwo widział w którą stronę idzie – jego widoczność zamazywały kłeby dymu i czerwone światło które alarmowało jak bardzo mają przechlapane. Temperatura też dawała w kość - jak w samo południe na Tatooine. Będąc na planecie sam nie zaznał tej udręki ponieważ pracując dla Korporacji sprytnie zaszywał sie w swoim biurze i kopulował z Dyrektorką bądź też innymi chętnymi samicami lub się alkoholizowal (albo jedno i drugie). Mimo to znał historie o upałach od swoich podwładnych. Devaronianin przedzierał się przez dym i leżące poparzone ciała niewolników gdy nagle dostrzegł pożar trawiący korytarz do drugiej wieżyczki – tej w której był Cheal. Sukinsyn z pewnością tego nie przeżył. No cóż – wyglądało na to, że przed śmiercią Chealowi udało się wygrać zakład z devaronianinem. Strącił ostatni myśliwiec z pierwszej eskadry. I tak jak inni, którym udało się wygrać zakład z rogaczem nie należał już do żywych. Zaahr wzruszyłby ramionami gdyby tylko miał na to czas. Ruszył dalej przed siebie biorąc ze ściany jedną z gaśnic i prostą maskę przeciwgazową, którą od razu założył.
- Halo! Ratunku! – usłyszał jakąś osobę w tle. Gdy pokonał kolejne przeszkody w postaci błyskających ze ścian kabli, ciał kilku niewolników i kolejnych kłębów dymu dostrzegł dwójkę niewolników, która wcześniej tak ochoczo im pomagała. Chudy wymiotował na podłogę podczas gdy Gruby klęcząc przy towarzyszu nawoływał w kierunku devaronianina. Ten podszedł do nich energicznie.
- Nic wam nie jest! Gruby, bierz moją gaśnicę i maskę i zajmij się tamtym pożarem przy drugim działku. Tym celujesz w ogień, a tu naciskasz! I ruszaj grubą dupę! – mówił ukazując mu działanie swojej gaśnicy po czym pokazał mu gdzie ma się kierować. Następnie złapał za kołnierz wymiotującego Chudego i brutalnie pomógł mu wstać. Ten trafił go żółtawym bełtem w kitel laboratoryjny – prosto w logo Scentix. O dziwo rogacz nie uznał tego za obrazę.
- Żyjesz i masz się dobrze! Ale to się może zmienić jak zaraz się nie pozbierasz! Za mną, do ładowni, tam powinno być więcej sprzętu gaśniczego! – musieli koniecznie zająć się pożarem który trawił ich napęd repulsorowy. Znalezienie go nie powinno być problemem. I to wcale nie była dobra informacja. Z pewnością zdążył już urosnąć w siłę i rozprzestrzeniać się korytarzami.
Zaahr ruszył dalej przez korytarz gdy ujrzał drzwi do ładowni. Terminal przy drzwiach informował, że za kawałem metalu znajdowała się próżnia kosmiczna. Czyżby „Najcenniejsza Skrzynka w Galaktyce” była stracona?
- Nie, cholera! – krzyknął po devaroniańsku i pełen czarnych myśli ruszył w kierunku drugiej ładowni. Tyle zaryzykował dla tej skrzynki. Nawet własną anonimowość. Gdyby się mylił w kwestii Erity to oznaczałoby, że Imperium znało jego personalia – arkanianie widzieli go nawet w jego płaszczu Korporacji. A tak cholernie chciał wkręcić dziewczynie syndrom porwania – mógł przysiąc że w dwa dni zaczęłaby na niego lecieć. I oczywiście na jego bezdyskusyjny urok osobisty. Gdyby mieli tydzień to siadałaby mu na kolanach przy każdej możliwej okazji – do tego stopnia, że chowałby się przed nią w kiblu. Gdyby jednak się mylił to oznaczałoby, że wkrótce będzie miał szansę testować swój wdzięk i sztuczki retoryczne na łowcach nagród. Pierdolonych łowcach nagród. Może jeszcze mandalorianach. Ci byli najgorsi, kazali sobie płacić podwójnie w zamian za jakieś pierdolenie o osobistym kodzie i honorze. Devaronianin nie lubił z nimi pracować. Z resztą jak każdym kto miał chociaż zalążek kręgosłupa moralnego. Dodatkowo mandalorianie psuli rynek, przez ich zawyżone ceny utworzył się stereotyp, że tylko oni są profesjonalistami. A przecież po zębach było widać że to w większości wszystkożercy więc nie mieli prawa się znać na czymkolwiek co nie było umieraniem. Jak te dwa murglaki na których Zaahr wpadł przed chwilą: jakieś śmieszne siekacze, trzonowce i coś co ma być imitacją kłów.
- Widziałeś jeszcze kogoś żywego? - Zaahr zaczął mówić do niewolnika gdy przedzierali się dalej w kierunku drugiej ładowni mijając kolejnych kilka ciał. Najemnik sprawdzał tylko butem reakcję istot. Była zerowa.
- Nie… większość była w tamtej ładowni… oprócz tych których minęliśmy… jeszcze jawa i...
- jawa nie żyje, spotkałem go z kilkoma innymi istotami przed wami. Usmażeni.
Zaahr wkrótce dostrzegł drzwi do drugiej ładowni. Tak! Była cała. Drzwi otworzyły się ze zgrzytem a devaronianin w pośpiechu zaczął badać pomieszczenie. Uzbrojenie, medykamenty, trochę sprzętu do napraw… niewolnica na noszach podłączona do kroplówki… JEST! Skrzynki! Były zabezpieczone do jednej ze ścian. Zaahr szybko podbiegł do nich i zaczął szukać tej swojej. Jedna skrzynka z jakimś alkoholem… chyba piwem… i… BYŁA! To ona! Cała i zdrowa! Pomarszczony weequay zadbał o nią, chyba jednak uwierzył w plan Szefa. Szkoda, że wypadł z hukiem z branży. Po sprawdzeniu stanu skrzynki z bakterią najemnik rozkazał Chudemu zabrać sprzęt przeciwpożarowy i szybko podbiegł do prowizorycznego łóżka na której była kolejna niewolnica. Wyglądała blado… wyjątkowo niesmacznie. Rozwiązał pasy po czym siłą wyrwał jej kroplówkę upuszczając jej krwi. To powinno zmusić jej układ współczulny do pracy (a ją do współpracy) i wtłoczenia do jej krwioobiegu adrenaliny potrzebnej do przeżycia. I do otworzenia oczu lub też wyszczerzenia gał.
- Co jest kurwa!? Koniec drzemki! Mamy pożar na statku, bierz gaśnice i maskę i za mną! - nie było czasu na wyjaśnienia. Pożary rozprzestrzeniające się od pomieszczeń technicznych musiały zostać zneutralizowane. Od tego zależało ich życie.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Riley » 24 Lip 2019, o 15:16

Riley wyszczerzyła gały. Koszmary przybrały rzeczywistą formę i ujrzała rogatą postać.
- Co? Kurwa, Diaboł? - spanikowała. Czuła się jakby jej sny zmaterializowały się tuż przed jej oczyma. W dodatku poczuła dym i spaleniznę. Spanikowała, zaczęła wierzgać się i spadła z głośnym plaskiem z noszy. Dopiero po chwili doszła do siebie i przeanalizowała systuację.

- Ktoś mi powie co tu się odpalpatine'a? - Podniosła się z podłogi i założyła maskę przeciwgazową. Chwyciła gaśnicę i ruszyła gasić pożar. Nie było czasu na zadawanie pytań. Nie była profesjonalistką. Robiła to pierwszy raz w życiu. Pierwszą gaśnicę opróżniła szybko, chciała uratować kogo się dało, więc wylała pienistą emulsję na wpół-zwęglone zwłoki byłych członków załogi.

Pryskające iskry i żar wypalał w jej skąpym stroju kolejne dziury. Pot zalewał jej oczy, kiedy skakała półnaga od ogniska do ogniska.
- Kto tu jest kapitanem? Nie pisałam się na wczasy na Mustafar! - przypadkowo trysnęła Zaahra w twarz, kiedy odbezpieczała drugą gaśnicę, ale Devaronianin był zbyt zajęty, aby zwrócić na to uwagę.

- Zaraza... nie mamy jak wyrzucić tych zwłok w próżnię. Zaczną gnić i dobije nas epidemia, więc bądź łaskaw zjeść je, póki są świeże i ciepłe! - Spojrzała na rogatego kosmitę. Jej złośliwy uśmiech zasłaniała maska. Riley pracowałą ciężko, aż jedna z iskier wypaliła jej dziurę w spódniczce, przebijając się przez bieliznę do skóry. Zawyła z bólu i rzuciłą się w podskokach, poszukiwaniu apteczki.

- Bakta, plastry z baktą, bandaże z baktą! Wszędzie ta jebana bakta! Czemu nikt mądry nie umieścił pigułek Dzień Po w apteczce! Jeszcze brakuję, żebym zaczęła jaja Camassich składać... - Nakleiła plaster na tyłek i chwyciła dwie gaśnice w ręce.
- Dość kurwa, przebrała się miarka. - wróciła w centrum pożaru i zaczęła gasić ogień, nie przejmując się za bardzo faktem, że na lini strzału miała członków załogi. Zaczęła tryskać strumieniem w palące się elementy. W eufori, spełnoego zawodowo strażaka, oderwała się od oddziału i zaczęła samotnie szwędać się po statku. Pożar powoli przestawał być zagrożeniem.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Trouble » 28 Lip 2019, o 22:48

Ostatnie sekundy ich lotu w kosmosie były niezwykle ekscytujące. Prawdę mówiąc Trouble nie wiedziała czy tym razem wyjdzie z tego w jednym kawałku, ale nie byłaby sobą, gdyby jej blond łeb nie pozostał na swoim miejscu i nie spierdoliła kolejnemu pościgowi w swoim życiu! Ha! To już jej druga ucieczka przed Imperium. Nabierała cholernej wprawy z robienia gości w białych zbrojach w wała. Fakty były jednak takie, że choć gdzieś tam była z siebie zadowolona jak cholera, bo i było z czego, to pomału docierało do niej co się właśnie stało, a stało się wiele mniej wesołych rzeczy. Jeśli do tej pory nie zginęli, to oznaczało to tylko jedno - mogą jeszcze zginąć.
- Żyjemy! - Powiedziała sama do siebie, jak gdyby upewniając się, że jest cała. - Żyjemy! - Poczęła się macać po całym ciele, jak gdyby sprawdzając czy rzeczywiście tu jest nie tylko duchem, ale i ciałem, a potem parsknęła śmiechem. - Ale ciamajdy z tych Imperialców. - Mina jej jednak zrzedła, gdy zaczęła się patrzeć na wskaźniki komputera i niebezpiecznie migające lampki w praktycznie każdym możliwym miejscu. - Kurwa.
- Przeprowadzam diagnostykę stat... - Dziewczyna usłyszała co rogaty kumpel z działka mówił o ogniu i pociągnęła nosem - Kurwa pali się! - Dziewczyna podskoczyła jak poparzona. - Szybko! Trzeba zabezpieczyć hipernapęd! - Trouble wypadła z kokpitu. - I przewody paliwoweeeee!
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 233
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Nyxi Vastreia » 28 Lip 2019, o 23:37

Mirialianka mimo spokoju który udało jej się przywrócić, czuła, że swoim nieopanowaniem doprowadziła - przynajmniej pośrednio - do śmierci kilku niewolników i swojego przyjaciela Vakkufa. W głębi przeżywała to, jednak musiała teraz skupić się na tych którzy jeszcze żyli i dla których mogła być jeszcze pożyteczna, w tym dla siebie.

Jako mechanik znała powagę sytuacji. Ogień na pokładzie statku który przebywa w próżni to najgorsze co może ich spotkać. To był priorytet którym trzeba było się zająć, drugim było ustabilizowanie hipernapędu. Jej wiedza na temat statków kosmicznych okazała się w tym przypadku przydatna.

Przy pomocy systemów statków które jeszcze jakoś zipały, obniżyła poziom tlenu w atmosferze statku aby zapobiec podtrzymywaniu płomieni, jednakże nie na tyle aby zagrozić załodze poprzez utratę przytomności. Złapała za awaryjną maskę z tlenem, w tym momencie to ona najbardziej potrzebowała jasności umysłu.

- Ja ustabilizuję hipernapęd a wy zadbajcie o ugaszenie pożarów. - powiedziała to na tyle głośno aby przekrzyczeć wszelkie dźwięki alarmów, jednak w jej zachowaniu widać było opanowanie i spokój.

Nie tracąc czasu ruszyła do maszynowni aby ustabilizować hipernapęd.

Na miejscu szybko zdiagnozowała największy problem, ograniczone chłodzenie silnika. Ten rozgrzany niemal do czerwoności wibrował jak antyczne silniki na Tatooine. Wiedziała, że jeśli czegoś nie wymyśli, za kilka minut zostanie z niej tylko kosmiczny pył. Podeszła do konsoli hipernapędu i czym prędzej zaczęła przeszukiwać instalację pod kontem przekierowania chłodziwa na inne, mniej istotne, podzespoły. Niestety, hipernapęd nie był małym komputerem który wytwarzał znikome ilości ciepła. Jedyne radiatory które mogły go schłodzić to te podpięte pod silniki główne. Nie miała wyboru, przekierowała chłodzenie na silniki główne, dzięki czemu hipernapęd w ciągu kilkudziesięciu sekund uspokoił się a temperatury ustabilizowały. Sęk w tym, iż po wyjściu z nadprzestrzeni będą potrzebowali dwóch do trzech minut nim będą mogli odpalić silniki główne. Będą łatwym celem ale jaka jest szansa, że po wyjściu z nadprzestrzeni spotkają przed dziobem statek imperium?

Podeszła do interkomu w maszynowni i wcisnęła nadawanie na cały statek.

- Hipernapęd ustabilizowany, jednak musiałam przekierować chłodzenie przez silniki główne. Tak więc po wyjściu z nadprzestrzeni nie uruchamiajcie ich, inaczej nasza sytuacja wróci do niedawnego stanu. Jak tam sytuacja z ogniem?
Image

Przyjmuję zamówienia na awatary, ale tylko poprzez PW.
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 77
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Zaahr Dromrahk » 29 Lip 2019, o 22:47

Zaahr szybko pożałował, że rozbudził niewolnicę. Po odzyskaniu przytomności ludzka samica przeturlała się na podłogę po czym z zamiarem spełnienia dziecięcych marzeń złapała za gaśnicę i pobiegła na korytarz opróżniajać zawartość butli na zwłoki, które tam leżały. Zignorowała rozkaz najemnika o podążaniu za nim najwyraźniej myśląc, że na statku jest osobne pomieszczenie gdzie są hodowane gaśnice. Gdy tylko dzielnie opróżniła gaśnicę na zwłoki które przestały mieć jakiś związek z ogniem jakieś pięć minut temu poleciała po kolejną i odbezpieczyła ją stojąc przy rogaczu. Zawartość gaśnicy pod ciśnieniem wystrzeliła w twarz devaronianina. Mimo że należał do istot nieczułych to jednak trzeba być wybitnym w tej kwestii żeby nie zauwayżyć pokrycia twarzy chemiczną substancją pod ciśnieniem. Ludzka suka była za to mistrzynią w niezauważaniu pewnych rzeczy i jak gdyby nigdy nic wróciła do gaszenia niepalących się ciał i od czasu do czasu płomieni. Zgryźliwie komentowała przy tym fakt, że "kosmita" którego zna od minuty jest mięsożercą, jednak całkowicie nie zauważyła faktu że jest uzbrojony po ostro zakończone zęby albo że ona jest jak najbardziej dla niego jadalna.
- Poodoo! - Zaahr zdążył tylko krzyknąć kiedy chemiczna substancja dostała się do jego oka. Oparł się o jedną ze ścian w ładowni i usiadł na czerwonych pośladkach trzymając się z twarz. Może to lepiej... nie widział jak dziewczyna nakleiła sobie plaster na tyłek sądząc zapewne, że zapasy medyczne są również wyrabiane na statku. Riley energicznie wzięła po jednej gaśnicy na rękę i ruszyła na walkę z ogniem na statku. Najwyraźniej załoga nie potrzebwowała zgranej ekipy walczącej razem z pożarem tylko jednej naćpanej niewolnicy. Przestraszony Chudy gdy zobaczył całe to przedtawienie zaczął szukać wody w części ładowni przeznaczonej na trzymania racji żywnościowych.
- Oczy trzeba natychmiast przemyć wodą! - krzyknął zaaferowany. To czego Chudy nie wiedział to fakt, że devaronianie byli odporniejsi na ból od innych istot. Gdy tylko szok minął receptory przekazujące ból u rogacza obniżyły siłę przekazywanych bodzców aby ten nie stracił na funkcjonalności. Gdy Chudy znalazł wodę i odwrócił się, zobaczył Zaahra celującego w niego z pistoletu blasterowego i stojącego kilka metrów przed nim. Wykorzystując odwrócenie uwagi Chudego musiał wstać błyskawicznie szybko nie robiąc przy tym prawie żadnego hałasu. Jego lewe oko było szeroko otwarte mimo wyraźnego przekrwienia i nadprodukcji łez które obficie spływały po jego policzku.
- To tylko woda... - przestraszony chłopak wskazał na dwulitrowy plastikowy bukłak, który trzymał w ręcę. Zaahr zdecywowanym krokiem podszedł do chłopaka, wyrwał mu bukłak i zaczął łapczywie z niego pić ciągle trzymając go na muszce. Po chwili zaczął:
- Co to kurwa za jedna? Widziałem jej łapy. Albo nie umiecie zakładać kroplówki albo suka jest pierdolonym ćpunem! Odpowiadaj!
- Sam nie wiem... to chyba była niewolnica caamasiego...
- Hipernapęd ustabilizowany, jednak musiałam przekierować chłodzenie przez silniki główne. Tak więc po wyjściu z nadprzestrzeni nie uruchamiajcie ich, inaczej nasza sytuacja wróci do niedawnego stanu. Jak tam sytuacja z ogniem? - kobiecy głos w komunikatorze poinformował właśnie o dobrych wieściach. Rozgniewany devaronianin jakby zapomniał o całym zajściu i uśmiechnął się chytrze. Ten uśmiech nigdy nie znaczył nic dobrego dla istot wokół. Zaahr zbliżył komunikator do twarzy i powiedział:
- Sytuacja jest pod kontrolą, uważajcie na jedną naćpaną niewolnicę z dwoma gaśnicami. Może być niebezpieczna - powiedział po czym wskazał na blaster w spodniach niewolnika. Niewypowiedziana komenda była jasna.
- Tylko żadnych sztuczek. Jestem w tej chwili o dwa ruchy przed tobą... - gdy niewolnik powoli położył blaster na podłodze zapytał:
- Co zamierzasz zrobić? Chcesz mnie zabić? - Zaahr roześmiał się głośno
- Ja? Zabić? A co to byłby za interes! Zamierzam cie zatrudnić! Jak widzisz jestem watażką grupy najemników, ale mamy pewne kłopoty kadrowe - powiedział oglądając się po ładowni jakby stało w niej conajmniej tuzin żołnierzy fortuny.
- Jestem ucziciwym devaronianinem więc proponuje ci prosty układ. Mamy na plecach Imperium, które nie chce odpuścić nam tej całej zadymy na Tatooine więc postanawiam wejść z tobą w spółkę: będziemy dbać o siebie nawzajem to znaczy będziesz wykonywać moje rozkazy a ja zadbam o to żebyś został odpowiednio nagrodzony. Podział łupów zależny od potrzeb. Gdy zgubimy Impów i któraś ze stron uzna, że przestaniemy być sobie potrzebni, możesz iść gdzie chcesz. Jesteś w końcu wolnym człowiekiem - Zaahr wiedział w jakie struny uderzyć. Przede wszystkim zaznaczyć że owy murglak nie jest już niewolnikiem i że łączy ich wspólny cel.
- Musisz wybaczyć mi wycelowany blaster ale już dzisiaj nie posłuchałem rad mojej babki co zaskutkowało, że już jeden murglak mnie wykiwał. Teraz pokażesz mi kajuty byłej załogi. Do boju!

***


Wentylacja szybko radziła sobię z kłębami dymu gdy pożar przygasał toteż dwójka istot poruszała się sprawniej. Chudy szedł przed najemnikiem, który ciągle miał wyciągnięty pistolet. Świeżo upieczony najemnik miał za zadanie plądrować kajuty członków załogi i powoli pokazywać wszystko swojemu nowemu pracodawcy. Zbliżali się do kajut gdy Szef zaczął:
- Ile to będzie... dwieście kredytów? Zatrzymaj to sobie. Na znak mojej dobrej woli
Na komendę devaronianina Chudy otworzył drzwiczki do małego schowka obok którego przechodzili. Wypadło z niego mocno obite truchło bitha z jednym okiem i rozwaloną głową. Zaahr aż podskoczył.
- Wyśmienicie! - Zaahr podszedł do ciała, złapał je za nogę i zaczął ciągnąć go za sobą.
- To jest kajuta kapitana... - Chudy wskazał na drzwi po ich prawej.
- Dawaj, wchodzimy.

***


Niewolnik plądrował szafki i schowki w kajucie o nieco lepszym standardzie od reszty kiedy to Zaahr jednym okiem go kontrolował a drugim sprawdzał datapad znaleziony w jednym z pokoi. Było na nim coś co niektóre istoty nazywały muzyką i sto sześćdziesiąt fotek bica robionych równo co dwanaście godzin. Z pewnością należał do tamtego zabraka. Zaahr roześmiał się i rzucił datapadem w kąt. Przypomniał mu się jego przygłupi brat.
Chudy wyciągnął z pod łóżka małą ozdabianą szkatułkę przeznaczoną do chowania biżuterii. Nie zdążył się dobrze jej przyjrzeć kiedy to nagle poczuł blaster przyciśnięty do swojej głowy.
- Otwórz to i pokaż zawartość - Chudy nie mając wyboru zrobił co Zaahr mu kazał. Szkatułka była wypełniona po brzegi biżuterią. Zaahr jedną ręką mieszał w niej żeby poznać orienatacyjną wartość znaleziska. Trzy tysiące kredytów lekko. Kapitanowi handlarzy niewolników trafił się niezły łup. Jeden wisiorek szczególnie przypomniał Zaahrowi o Dyrektorce. Miała dokładnie taki sam. Ciekawiło go jak dalej potoczyła się jej kariera. Zaahr na pewno napsuł jej krwi swoim wyciąganiem brudów na rozprawie. Na pewno nadwyrężyło do zaufanie góry do niej i Prezesa. Rogacz nie zdziwiłby się gdyby nowy szef ochrony zrobiłby z nią pożądek. W końcu Zaahr nie był pierwszym szefem ochrony którego załatwiła.
Rogacz zabrał szkatułkę Chudemu i kazał mu przeciągnąć truchło bitha do łazienki. Gdy chłopak wykonał swoje kolejne zadanie Zaahr w końcu schował broń i wyciągnął w jego kierunku rękę z perłowym kolczykiem. Chudy nieśmiało wziął kolczyk
- Na moje oko jest warty jakieś sto pięćdziesiąt kredytów. Opłacało się prawda? Trzymaj się ze mną i będziesz równie żywy co bogaty - powiedział po czym wyciągnał drugą rękę z takim samym kolczykiem. Gdy Chudy sięgał po niego Zaahr szybko cofnął dłoń.
- Nie tak szybko... pójdziesz teraz szukać swojego grubego kumpla i przekonasz go do współpracy ze mną. To wasza szansa żeby wyjść z tego cało... i całkiem bogato. Kolczyki sprzedawane razem będą warte znacznie więcej. Myślę, że mógłbym pomóc wam je opchnąć za mocno zawyżoną cenę jakiemuś murglakowi. Jeśli będziecie posłuszni. Jak się dogadacie to pójdzcie do ładowni i zmieńcie te ciuchy... mam nadzieję, że znajdzie się coś na grubego... weźcie potem dla siebie plecaki i spakujcie wszystkie potrzebne rzeczy: racje żywnościowe na kilka dni, medykamenty, ogniwa energetyczne. Uzbrójcie się w to co uważacie za stosowne. Jeżeli będziecie coś kombinować przeciwko mnie to przypomnijcie sobie o Imperium i o tym jak bardzo będziecie mnie potrzebować a zapewniam że wam przejdzie... - po tych słowach devaronianin przegonił Chudego i wszedł do łazienki. Spojrzał na ciało bitha. To udo wyglądało szczególnie smakowicie. Chyba mógł sobie na nie pozwolić...
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Riley » 30 Lip 2019, o 14:09

Riley się wściekła, gdyż wszycy oprócz niej najwyraniej olali fakt zagrożenia pożarem. Była jedyną osobą, która je zwalczała. Była świerzo po przebudzeniu i była zbyt roztargniona, aby na czas zauważyć co zrobiła kosmicie. Jednak sumienie ją nie gryzło. Powinien nosić maskę, a wtedy nic by się nie stało. Praca z gaśnicą była mozolna. Poparzyłą się kilka razy, a wściekł ją fakt, że reszta załogi pozostała na miejscu.

Blondyna walczyła dalej z pożarem, usiłując ekonomicznie rozlewać emulsję. Kątem oka fzerknęła na chudego mężczyznę w stroju niewolnika. Zdawało się, że Chudy zamiast przejmować się ogniem, podpisywał cyrograf. Kiedy ten powoli położył blaster na podłodzę, Riley nie wytrzymała. Była zmęczona samodzielnym gaszeniem pożaru i musiała wtrącić swoje trzy grosze.

- Broń nie będzie wam potrzeba do śmierci! Ruszcie te leniwe dupska, statek płonie! Dalej jazda do roboty, jebane nieroby! -
Coś burknęła, chwyciła ostatnią gaśnicę w ładowni i ruszyła samotnie ratować statek. Przypomniała sobie, że wiele staków miało systemy przeciwpożarowe. Pobiegła w dymie, kierując się po omacku do kokpitu. Znalazła go po dłuższej chwili. Usiadła obok pilota, przy komputerze pokładowym. Zdyszana rozłożyła się na fotelu, sapiąc ze zmęczenia. Zdjęła maskę przeciwpożarową i zaczęła oddychać zachłannie. Westchnęła z zażenowaniem, czując smród. Ryby, mocz i spalenizna. Nie mogła trafić gorzej. Założyła ponownie maskę i odetchnęła z ulgą.

- Hej, poszukaj czy komputer pokładowy może mieć system przeciwpożarowy! Podejrzewam, że jest, ale czujniki szlag trafił! - Riley usiadła i zaczęła napierdzielać w terminal z prędkością człowieka, który spędził pół życia przed podobną maszyną. Wystarczyła szybka enumeracja komend systemowych.
- Kurwa! - Dziewczyna nawalała w terminal jak pojebana, ale bez skutku. Najwyraźniej ostrzał doszczętnie zniszczył panele elektroniczne i układy scalone, odpowiedzilne za te funkcje. Byli głeboko w dupie.
- Trzymaj ster! Ja idę ogarnąć ten burdel! - opuściła pilota, szwędając się po statku i gasząc resztki ognisk.

***


Riley siedziała na podłodze w ładowni, z plecami opartymi o ścianę. Chwyciła apteczkę i naklejała plastry na swoje oparzenia. Było kilka małych ran drugiego stopnia, ale bakta szybko leczyła prawie każde rany. Dostrzegła, że dwójka byłych niewolników zaczęła plądować ładownię. Dziewczyna patrzyła na to wszystko spod byka, a na koniec jeden z wyzwolonych niewolników wyrwał jej z dłoni apteczkę.
- Co to ma znaczyć? Ryzykuję życie w walcę z pożarem! Tak mi się odwdzięczacie! Godzinę temu niewolnik, a dzisiaj Neimoidian! - krzyknęła pretensjonalnie, ale Gruby nie tracił czasu na rozmowę, tylko oczyszczał ładownię z cennych rzeczy. Większość cennych rzeczy szybko wyparowała z ładowni. Wyzwoleni niewolnicy znosili cenny sprzęt prawdopodobnie do jakiejś kajuty.


Zmęczona walką z pożarem, nie miała sił walczyć o apteczkę. Jedynie resztkami sił chwyciła opróżnioną gaśnicę i cisnęła nią w kierunku odchodzącego niewolnika. Nie trafiła, rzut był za słaby. Riley, pozbawiona apteczki zaczęła rozglądać się po ładowni. Nabrała za mało bakty i rany wciąż ją piekły. Doszła do wniosku, że zabezpieczona skrzynia, otagowana ostrzeżeniami bio-hazardu musi mieć w środku jakiś klimatyzator. Z datapadem i pomocą jakiegoś mechanika, a zwłaszcza specializującego się w termodynamice, mogłaby przeprogramować skrzynię na zamrażalnik. Rany ją piekły, a już bakty nie było... wzięła się do roboty. Riley zaczęła łazić po statku, szukając reszty ocalałych.
- Kto tutaj naprawił hipernapęd? Potrzebuję pomocy! Potrzebuję majstra i przydałby się datapad! - Łaziła, zwiedzając statek. Przy okazji wyjęła dwa piwka z ładowni i przyłożyła zimne, wilgotne szkło do szczypiącej skóry. Otworzyła jedno piwko, a kapsel zarysował wieko tajemniczej skrzynki. Ból od oparzeń był tak silny, że dziewczyna nie zwracała uwagi, że spory fragment jej spódniczki wciąż się kopcił. Szła, pozostawiając za sobą strugę dymu.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sie 2019, o 20:26

Załoga z przypadku poradziła sobie ze zmaganiami lecącego w nadprzestrzeni wraku. Początkowo pożar uczynił niemałe spustoszenia, ale interwencja zagorzałej wytatuowanej kobiety oraz nieco otyłego mężczyzny, uwolniła pokład od trawiącego go ognia. Mirialańska mechanik pilnowała hipernapędu, by ten awaryjnie ich nie wyrzucił ze skoku. Maszyna działała bardzo niestabilnie, parametry skakały to tu i tam, z różnych powodów. Uszkodzenia sterowników, czy realne obrażenia. Pot spływał gęsto z czoła kobiety, która walczyła o życie maszyny.
Blondynka w kokpicie potrzebowała chwili odpoczynku od ciągłego stresu i wysiłku. Jej niezłomny entuzjazm w końcu natrafił na granicę. Z pochyloną głową nad panelem sterowniczym trzymała głowę. Bolał ją łeb, bardzo. Niby miała chwilę wytchnienia, ale ciągły ten stres, strata statku, ból pleców od siedzenia w beczce, przyprawił ją o stan o krok do załamania nerwowego.
Każdy był zajęty w ten czy nie inny sposób. Łajdak Zaahr wiedział, że to dobry moment na szaber. Kajuty po kolei padały ofiarą jego przeszukiwań.

W końcu jednak Nyxi dostrzegła zależności, co trzeba było monitorować. Na przemian z Sathine zamieniały się wartami nad awaryjnym hipernapędem. Gdziekolwiek je wyrzuci z pewnością ponownie go nie uruchomią. Będą zdani na łaskę, kogokolwiek, kto ich znajdzie pierwszy. To mogło przygnębić.

I tak też się stało.

Sathine unikała kontaktu z resztą załogi. Tyle dobrze, że łazienka pokładowa funkcjonowała, to mogła w końcu doprowadzić się do porządku. Nie mogła jednak się odstresować. Nie ufała tym wszystkim istotom, które się tutaj zgromadziły. Zwykle, kiedy zmieniała wartę z Nyxi, odpoczywała w samotności i oczywiście gadała, tyle, że do samej siebie.
Riley, gdy sytuacja nieco się uspokoiła, szybko zaczęło brakować narkotyków. Bóle po ostrym melanżu były nie do zniesienia, a głód i chęć odparcia burej rzeczywistości wciąż zasiedlały jej umysł. Miała dziwne przeczucie, że jej matka umarła, że ten sen to było ich pożegnanie. Nie wiedziała skąd miała taką pewność. Całe szczęście, że znalazła tą skrzynię z piwem. Mogła chociaż w taki sposób nieco się oderwać. Nim się nie obejrzała, spiła się do nieprzytomności. Słabe ciało nie stawiało oporów alkoholowi. Jej stan skutecznie zniechęcił Sathine od podążania za przykładem.
Nyxi w wolnych chwilach szukała jedności z mocą. Wielu zginęło, jej starania właściwie spełzły na niczym. Właściwie skazała rodzinę Vakkufa na niedolę, możliwe, że przez to również i Illani jest teraz w zagrożeniu. Czy tak miało się stać? Czy tak to miało właśnie wyglądać? Czy mogła to inaczej zrobić? Gdzie popełniła błąd? Kontemplacja nad swoimi poczynaniami pochłonęła ją zupełnie. Mogła próbować pocieszyć Sathine, albo jakoś doprowadzić do porządku Riley, czy też rozpatrzeć prawdziwe intencje Zaahra, ale czy znowu nie popełni błędu? Co zrobić z tymi wrażliwymi na moc ludźmi? Matka słusznie ją ostrzegała, że będzie ciężko. Na dylematy zwykle miała gotowe odpowiedzi od swojego mentora. Teraz wiedziała, że jest w sytuacji, gdzie sama będzie musiała ich udzielać.
Zaahr natomiast był jedynym wygranym w tej sytuacji. Ostatecznie udało mu się nawiać z sytuacji pozornie bez wyjścia, ale czy na pewno? Musiał zrobić wszystko by z tego jakoś się wyrwać. Dwie kobiety widocznie źle znosiły stres. Trzecia była jednak jakaś dziwna. Nad wyraz spokojna, spędzała mnóstwo czasu w milczeniu z zamkniętymi oczyma. Dawało mu to dostatecznie dużo miejsca by kontynuować rekrutację dwóch nieco przygłupich ludzi. Z pomocą kilku butelek piwa, dowiedział się, że Chudy miał na imię Felix Frost, a gruby to Gergo Flatins. Felix był zwykłym ogrodnikiem na farmie hydroponicznej, zaś Gergo był kucharzem. Oboje się chwalili, że są na prawdę dobrzy w swoim fachu. Gergo opowiedział Zaahrowi nieco o handlarzach niewolników, jako że trzymali go jako kucharza od dłuższego czasu.
Okazało się, że grupa ta najwidoczniej współpracowała blisko zarówno z imperialnymi, jak i Tymem Rehalem. Gruby podejrzewał, że porywali niewygodnych ludzi na zlecenie, a imperialni im w tym pomagali. Chudy był tego przykładem. Otrzymał swego czasu propozycję nie do odrzucenia. Był on wtedy na swoim rodzimym księżycu Gall. Felix miał sabotować firmę w której pracował w zamian za pieniądze, uznał to za niegodne i tak oto skończył. Cała grupa handlarzy ponoć liczyła więcej statków i oficjalnie byli uznawani za ściganych przestępców. Chudy i Gruby nawet nie zorientowali się, kiedy to Zaahr owinął ich w okół własnego palca. Devaronian, dostrzegł jednak, że na przestępców nie nadawali się oni najlepiej. Mieli zbyt dobry charakter i na pewno stawią opór, jeśli ten będzie im kazał zrobić coś niegodziwego.

Kilka cykli dnia minęło tak w oka mgnieniu. Większość pogrążona we własnych problemach, kiedy to w pewnym momencie, podczas gdy to Nyxi nadzorowała działanie hipernapędu, dostrzegła że skok się skończył.
- jesteśmy na miejscu! - rzuciła przez intercom. Po tym jak wyskoczyli hipernapęd zawył i wyłączył się. Permanentnie.
- ...ale wygląda na to że tym to już nigdzie nie polecimy.
Załoga, oprócz upitej Riley, ożywiła się znacząco. System komunikacyjny w końcu działał bez zarzutów. Wszyscy z zaciekawieniem szybko zebrali się w kokpicie, by zorientować się gdzie się znajdują.

- Jesteśmy u mnie! To układ Zahr! Widzicie tam o - Chudy wskazał palcem na widok gazowego olbrzyma.
- To Zahr! Księżyc najwidoczniej jest po drugiej stronie, bo go teraz nie widać - widać było za to niedużą stację kosmiczną na orbicie gazowego olbrzyma. Jeśli chcieli tam dolecieć musieli wezwać pomoc, musieli też jednak pamiętać o ostatnich zdarzeniach.

Po jednym poście od każdego. Riley możesz już przestać pić, wszystko wypite. Możesz dołączyć do reszty, wstawiona. Decydujcie co dalej i jak odgrywacie komunikację ze stacją.
Trouble masz ode mnie punkt stresu
Nyxi masz ode mnie punkt traumy
Riley masz ode mnie dwa punkty traumy
Jak każdy z was zbierze trzy takie z danego rodzaju, to postać otrzyma nową cechę. Niekoniecznie chcianą.
X = 7
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Riley » 7 Sie 2019, o 21:20

Pijana, pogrążona w rozpaczy dziewczyna nie mogła oderwać się od alkoholu, aż nie opróżniła wszystkiego. Rzadko miała posępne takie sny, ale tego rodzaju wizje się spełniały. Szczególnie gdy traciła więź z bliskimi. Obudziła się w innym sektorze galaktyki, zadala od domu, pozbawiona datapada, środków płatniczych, a ubrana była jak ostatnia szmata. Większość podróży spędziła skulona, chlipiąc i pijąc alkohol.

- Najpierw Tata! Teraz Mama, a nawet Cryptuś!- dziewczyna rozbeczała się niczym nastolatka. Wypiła wszystko i pogrążyła się w żałobie, nie mogąc spać.
Wypiła stanowczo za dużo, co chwilę budził ją pełny pęcherz i regularnie musiała truchtać w panice do toalety. Niestety ta czynność powtarzała się często, a w okrętowej łaziencę zamknęła się pilotka. Riley grubo ponad kwadrans stała w kolejce, uderzając pięścią w grodzię. Cała walka z trzymaniem moczu doprowadziła ją do traumy.

Z letargu wyrwał ją intercom. Dopiero wtedy ogarnęła się. Podniosła się z ziemi. W splądrowanej ładowni nie pozostało wiele rzeczy. Ale jej uwagę zwrócił pancerz. Najwyraźniej Gruby nie mieścił się w te wdzianko, a chudy był zbyt chuderlawy, aby chodzić w tym wygodnie. Leżała długo na ziemi, w przypalonym stroju niewolnicy. Dlatego też odziała się w zbroję, aby zapobiedz przeziębieniu.

Zbroja trochę krępowała ruchy i była stanowczo za ciasna w klatce, ale dziewczynie było zbyt zimno, aby go zdejmować. Wszyscy zebrali się w kokpicie, ale ona pijana nie wiedziała co robić. Nie ufała nikomu. Powoli powlokła się w stronę kokpitu. Szukała komputera pokładowego, gdzie mogłaby zobaczyć jakikolwiek holo-nagrania na statku. Chciała widzieć jak się tu znalazła i połączyć układankę. Po narkotykach budziła się w bardziej upokarzających sytuacjach, ale nigdy nie opuściłą Nar Shadda. Poza tym, holo nagrania z reszty części statku mogły pokazać, czy ktoś przetrwał.
W pierwszej kolejności chciała znaleźć swoją celę.
- Hej... <chlip> Czy wy też widzicie wszędzie białe Gizki!? - ruszyła ślamazarnie, slalomem.

***


Ostatecznie dowlokła się do komputera i starała się odtwarzać wszelkie nagrania z ostatnich dwóch dni, z wszystkich możliwych miejsc. Alkohol utrudniał jej obsługę komputera, ale ostatecznie dostała się do folderu z nagraniami i odpaliła holoprojektor, oglądała kilka nagrań, ale było tego zbyt dużo, aby dokładnie przanalizowć danę. Stawiła się w kokpicie ostatnia, a jej chód zdradzał jej stan nietrzeźwości. Jej stan odurzeńia zwrócił na nią uwagę, to też wszyscy wlepili w nią gały. Wstawiona dziewczyna usadowiła swój tyłek wygodnie na fotelu pilota.
- Czy... czy... czy ktoś mie łaskawie powie, gdź.. gdzie my do jasnej kur... kur... kurwy jesteśmy i jak tu... tu się znalazłam?! Co się tu... tu działo przez ostatnie dni! - spojrzała na członków załogi i wzruszyła bezsilnie ramionami. Głos miała zdarty i jąkała się, przepełniona strachem i traumą. Dziś wyglądała wyjątkowo blado. Jej biała cera zdawała się przebijać nawet Nagai, czy Yuuzhan Vongów. Wyglądała jakby we śnie nawiedziła ją śmierć. Odziana była w pancerz bojowy i cała dygotała ze strachu, jakoby bała się obcych. Białe Gizki zdawały się biegać obok niej, a ona trzęsła się i wzrygała z obrzydenia, widząc wstrętne płazy. Nic nie dawało jej spokoju.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Zaahr Dromrahk » 21 Sie 2019, o 21:10

Jedna rzecz na którą nigdy nie poskąpił. Informacje. Dwójka przygłupów rzeczywiście była przygłupami. Jeden był nawet takim kretynem, że nie przyjął łapówki. Taki błąd którego Zaahr nigdy w swoim życiu nie popełnił. Wyglądało na to, że rzeczywiście będzie musiał niańczyć Chudego. Skoro już zainwestował w ten chamski festyn to spróbował chociaż zdobyć jakieś informacje. I instynkt drapieżnika go nie zawiódł. Dowiedział się na przykład, że na pierwszy ogień szedłby Gruby. Był kucharzem. I to do tego kucharzem wszystkożerców. Sam był z resztą ewidentnym wszystkożercą. Ale dowiedział się jeszcze czegoś. O tej miraliance. No bo co to za ubijanie biznesu gdy obie strony rzucają do siebie termalami! Do tego statki były sabotowane. I nagle pojawia się ona, uwalnia niewolników i naprawia statek. Potem naprawia hipernapęd. Gdy nazwisko Rehal zabrzęczało w jego uszach już wiedział że to będzie dobre. Skoro gruby rodianin pośredniczy w tym całym dilu z niewolnikami to jest pierwszą osobą która ma jakiś związek z odjebaniem tamtych impów. Całe szczęście, że Zaahr nie próżnował wieczorami na Tatooine. To było oczywiste że Rehal pracując dla Huttów ustawia wyścigi na Mos Espie. Przecież Zaahr też czasami wychodził z domu. Nawet do czterech dni w tygodniu. Do kantyn na przykład. Głównie dla przekrętów, plotek, alkoholu, hazardu, jizzu, i seksu. I widział w swoim życiu może tylko kilka miralianek. Ale nieczęsto słyszy się od barmana o zielonej dupie z darem do mechaniki która naprawia statki za połowę ceny. Ten klejnot pustyni z pewnością przyciągnął wzrok Tyma. Dla gościa do którego należało cała plotkowa Mos Espa mogłaby też je naprawiać. I robić inne rzeczy. I raczej nie uwalniać niewolników bo wśród tych tutaj był jawa, Gruby, Chudy i kilka innych murglaków. A w zeltronkę Zaahr już by uwierzył. Więc może chodziło o odjebanie tego całego towarzystwa. Zaahr mógłby przysiąc, że słyszał gdzieś jej imię…

Rogacz siedział na swojej skrzynce w ładowni i dopijał piwo. Na sobie miał czarny podkoszulek, granatową kamizelkę, granatowe wojskowe spodnie i czarne buty sięgające dwóch piątych piszczeli. Pod nogami leżał wojskowy plecak spakowany po brzegi. Ogniwa energetyczne, prowiant, wibronóż, i medykamenty. No i oczywiście biżuteria na dnie. Zaahr zamienił się również pistoletami blasterowymi z ładownią. Nie wyglądał przecież na impa, żeby chwalić się ich bronią. Odkładając pustą butelkę na ziemię i właśnie zauważył jakieś wdrapanie w swojej skrzynce kiedy nagle usłyszał przez interkom:
- jesteśmy na miejscu!....ale wygląda na to że tym to już nigdzie nie polecimy. – Zaahr stanął na równe nogi i ruszył w kierunku kokpitu.

***


- Jesteśmy u mnie! To układ Zahr! Widzicie tam o - Chudy wskazał palcem na widok gazowego olbrzyma.
- To Zahr! Księżyc najwidoczniej jest po drugiej stronie, bo go teraz nie widać - widać było za to niedużą stację kosmiczną na orbicie gazowego olbrzyma. Jeśli chcieli tam dolecieć musieli wezwać pomoc, musieli też jednak pamiętać o ostatnich zdarzeniach.
Zaahr stał drapiąc się po głowie i wpatrując się w planetę. Musiał myśleć i to szybko. Aby działać skutecznie dalej potrzebował najmocniejszej waluty na świecie - informacji. Po chwili wskazał palcem na Chudego i zaczął mówić:
- Chu...eee Felix? A ta stacja? Kto tam rządzi? Dużo tam Impów? -
- Zahr jest kontrolowany przez Imperium, oficjalnie i jak miałem się okazję przekonać, nawet skutecznie. Nie posiadają tu jednak dużych sił z tego co kojarzę. Niewielka flota patrolująca układ należy chyba do jakiejś korporacji co ma monopol na księżycu. Tak kiedyś wujek gadał. Szkoda, że go nie słuchałem to bym Ci powiedział więcej. Sama stacja jest własnością tej firmy. Nie pamiętam jednak jak się nazywa...
Rozważając wszystkie możliwości Zaahr szybko dopytał:
- A Gall?
- Jest tam garnizon i ogólnie gubernator nadzoruje prawo na planecie
- Masz tam kogoś komu ufasz? Potrzebujemy dyskretnego transportu albo schronienia dopóki nie wytrzaśniemy tego pierwszego.
-Myślę, że wujek mógłby nam pomóc... chętnie wróciłbym do rodziny, ale nie wiem czy to bezpieczne dla nich. On jest zaś właścicielem małej firmy transportowej i ma nieco kontaktów - na wieść o wujku Felixa Zaahr uśmiechnął się i poklepał Chudego po plecach.
- Nie martw się, coś wykombinuje i zrobimy tak żebyś mógł wrócić do rodziny. Ten wujek... jak się nazywa? A firma? Jakim transportem się zajmują? - Felix naiwnie wsłuchiwał się w obietnice devaronina, kiwając głową góra dół. Chętnie odpowiedział na kolejne pytania:
- Jon Tirgiv. Zajmuje się transportem zwierząt i żywności. Firma to GooFroox. Niezbyt duża. Z tego co pamiętam pod wujkiem jest może trzydzieści osób – Zaahr uśmiechnął się do siebie. Być może Chudy będzie jeszcze żył. Była jeszcze dla niego szansa. I dla jego rodziny. Jego rozmyślanie przerwała jebiąca piwskiem niewolnica która weszła do kokpitu po czym rozsiadła się na fotelu pilota i zaczęła zadawać pytania o swoją przeszłość:
- Czy... czy... czy ktoś śmie łaskawie powie, gdź.. gdzie my do jasnej kur... kur... kurwy jesteśmy i jak tu... tu się znalazłam?! Co się tu... tu działo przez ostatnie dni! – nie wyglądała za zdrowo. Bardziej jakby miała odpłynąć. I dodatkowo ubrała pancerz bojowy z symbolem poszukiwanej szajki handlarzy niewolników. Zaahr widząc stan kobiety ugryzł się w długi i niewyparzony język. Zamknął oczy i policzył do pięciu. Po czym delikatnie się nachylił i uśmiechnął się najszczerzej jak tylko mógł w tej chwili. Nie tak złośliwie jak zazwyczaj. No... przynajmniej się starał.
- Słuchaj lala, obiecuję że na wszystko ci odpowiem, ale muszę teraz usiąść na fotelu pilota. Jesteśmy obecnie w niezłej kaszanie i potrzebuję tego miejsca, które zagrzewasz - powiedział najmilej jak tylko mógł. Z drugiej strony mógłby ją zastrzelić na miejscu ale znowu wywołałby panikę, pewnie musiałby zastrzelić kilka innych istot. A po co jak można grzecznie poprosić. Riley skrzywiła się. Ta żałosna kompania kimkolwiek była, nie dawała jej nawet pięciu minut wytchnienia i spokoju.
- Wezwij pomoc, ja położę się w kajucie kapitana! Jedyne wyrko na jakie zasługuję! I nie próbuj żadnych sztuczek! Kiedyś już ugryzł mnie Devaronian! Biedaczek zgonował w kiblu, rzygając botoksem przez resztę imprezy! - uśmiechnęła się i przeciągnęła leniwie. Śmieszne wspomnienia polepszyły jej humor i przestała się jąkać. Opuściła kokpit swoim powolnym slalomem. Cóż, gładko poszło. Chyba jednak to nie był atak histerii ale… kobiece niezdecydowanie? Gdy tylko opuściła kajutę usiadł na fotelu i spokojnie powiedział do wszystkich:
- Teraz zaufajcie mi. Pomogą nam wylądować po czym pryskamy stąd zanim się impy połapią - nagle holokomunikator zaczął pikać. Stacja już ich miała na skanerach. poszukał holokamery. Zaahr powoli na oczach wszystkich zebranych wyjął z plecaka wibronóż po czym wbił go prosto w holokamerę. Następnie odebrał połączenie. Po drugiej strony odezwał się zmieszany acz stanowczy męski głos.
- YTX… podaj swoje kody identyfikacyjne… i włącz holokamerę…
- Wszystko fajnie, ale w obecnych okolicznościach moglibyśmy odpuścić ten biurokratyczny bełkot zanim się nie rozpadniemy! Moja firma pokryje wszystkie koszta tylko zacznijcie robić swoją robotę! – po drugiej stronie zapadła cisza kiedy to nagle załoga dryfującego statku usłyszała sukowaty kobiecy głos:
- Obcy! Wylegitymujcie się! Jesteście w stanie pyskować to znaczy że nie jest z wami tak najgorzej. I włączcie holokamerę.
- Sprawdźcie na skanerach! Mamy poważnie uszkodzone repulsory, hipernapęd i kadłub! Zapasowy hipernapęd ledwo wytrzymał. I holokamera też nie działa!
- Proszę pani oni mają rację… - dało się słyszeć w tle głos poprzedniego oficera.
- Nazywam się Sokhak T'vov. Transportuje żywność dla GooFroox. Mam kurwa dosyć Zewnętrznych Rubieży. Jacyś wariaci nas ostrzelali. – Zaahr się uśmiechnął. Sok hak t’vov z języka Devaronu znaczyło „chuj ci w dupę”.
- Kto!?
- A skąd ja mam wiedzieć! Pomóżcie nam dolecieć na stację, spróbuje skontaktować się z moim pracodawcą.
- Dobrze Panie T’vov. Wysyłam niezbędną pomoc. Zostańcie w kontakcie – gdy rozmowa się skończyła Zaahr energicznie wstał i odwrócił się w stronę czerwonego jak burak Felixa.
- Ogarniaj kontakt do Tigriva. Niech za nas poręczy. Tylko tak wrócisz do rodziny.
- Oni go wtedy skojarzą z martwymi impami!
- Najszybciej to skojarzą mnie i ciebie z martwymi impami. I uwierz mi że niewolnika który miał brać udział w eksperymentach Imperium nie będą nawet pytać o zdanie. Potrzebujemy alibi!. – po tych słowach spojrzał na zieloną dziewczynę.
- Nyxi… - wypowiedział do siebie jednak na tyle głośno żeby słyszała.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Nyxi Vastreia » 21 Sie 2019, o 21:51

Mirialianka mając w pamięci swoje ostatnie niekontrolowane wybuchy emocji, postanowiła tym razem zachować pełen spokój. Zrobiła swoje, bezpiecznie pozwoliła im wszystkim wyjść z nadprzestrzeni. Mimo kompletnego zamieszania w kokpicie postanowiła się nie wtrącać w negocjacje. Rogacz zdawał się radzić sobie z sytuacją, mimo odmiennego od Nyxi podejścia.

Nyxi odprowadziła wzrokiem naszprycowaną kobietę. Nie rozumiała jak można tak marnować sobie życie, każdy jednak sam wybiera swoją ścieżkę. Cierpliwie czekała na odpowiedź ze stacji, aż wreszcie ją usłyszała. Kącik jej ust delikatnie się uniósł, może jeszcze nie nadszedł jej czas na śmierć. Chwilę później usłyszała swoje imię z ust rogacza. Jemu się nie przedstawiała, ale widocznie ktoś inny to zrobił za nią. Spojrzała się ze spokojem na niego z pytającym wzrokiem. Czyżby potrzebował pomocy? Nie wypowiedziała jednak żadnego słowa, wolała nie komplikować teraz sytuacji.

Gdy jednak nowy "kolega" nie nawiązał żadnego dalszego kontaktu, postanowiła się zabezpieczyć przed pierwszym kontaktem z załogą stacji. Wyszła z kokpitu i ruszyła w kierunku kwater w poszukiwaniu czegoś czym mogłaby zakryć swoją twarz. Długo nie musiała szukać, wystarczyło kawałek jakiejś tkaniny, nawet zniszczonej. Przewiązała swoją twarz zostawiając tylko miejsce na oczy, głowę natomiast zakryła swoim kapturem. Obwiązała też swoje dłonie tworząc prowizoryczne rękawice. Prawie gotowe, został jeszcze jeden szczegół, ruszyła w kierunku maszynowni. Na miejscu znalazła jakiś stary smar i pokryła nim okolice odkrytych oczu, tak aby ukryć swój zielony kolor skóry. Teraz nikt nie mógłby określić wzrokowo do jakiej rasy należy Nyxi. Nie mogła dać się skojarzyć ze statkiem, którego najpewniej szukają imperialni. Gdy wyglądała już niemal jak przerośnięty Jawa, wróciła do kokpitu. Wśród całego jej odzienia jedyne co wyglądało na "żywą" tkankę to jej oczy.
Image

Przyjmuję zamówienia na awatary, ale tylko poprzez PW.
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 77
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Riley » 21 Sie 2019, o 23:12

Riley opuściła kokpit i ruszyła prosto do kajuty kapitana. Faktycznie jebała piwskiem i nie tylko piwsiem. W obliczu zagrożenia ze strony pożaru, leżących zwęglonych trupów i wszelakiej traumy potrzeba higieny została zapomniana. Dziewczyna położyła się w kajucie, ale pancerz nie pozwalał jej się zdrzemnąć. Waliła piwskiem, spalenizną i potem po jednej z większych życiowych przygód. Dlatego też ruszyła pod prysznic, pozostawiając ubrania i pancerz na łóżku kapitana. Od razu weszła do kabiny i wzięła się do roboty. Nie była kompletnie trzeźwa, a ciepła, parująca woda utworzyła szarą mgiełkę na szybie. Niestety nic nie trwało wiecznie i we wraku szybko skończyła się ciepła woda. Umyta i odświerzona zaczęłą się przyglądać nowym tatuażom.
- Kurcze pieczone! - pisnęła spoglądając na zwęglone zwłoki, Bith bez wątpienia zginął w od oparzeń, ale miał nienaturalnie obgryzioną nogę. Na podłodzę dostrzgła krew. Serce zabiło mocniej. Poczuła nudnośći gdy dostrzegła, że obgryzione z mięsa kości miały na sobie ślady ostrych zębów. Wyglądały znajomo i przypomniały jej o uśmiechu, którym przed chwilą została obdarzona. Zdegustowana świadectwem kanibalizmu, poczuła się niedobrze. Kolana same ugięły się pod nią, a dziewczyna jedynie pochyliła się nad muszlą klozetową...

***


Zamknęła łazienkę, starając się wymazać wspomnienia z pamięci. Czuła się zagrożona, a jej ruchy był nadpobudliwe. Pośpiesznie ubrała się ponownie. Znalazła znajomą używkę, ale apetyt miała chwilowo popsuty. Ubrała się ponownie w zbroję i w przeczuciu zagrożenia, wróciła się do ładowni po hełm. Nigdy nie czuła się tak zagrożona. Zdesperowana, zaczęła rozglądać się za czymkolwiek co mogło nadawać się do samoobrony. W ładowni znalazła kolejny wibronóż, który nie miał właściciela. Dziewczyna przełamała się, przeszukując zwłoki, ale początkowo ze słabym powodzeniem. Przy jednym ze zwęglonych ciał znalazła i podniosła blaster. Pierwszy raz chwyciła broń do ręki, dopięła do pasa i ruszyła w kiernku kokpitu. Ze spluwą czuła się bezpieczniej, pomimo faktu, że nie miała pojęcia jak ją odbezpieczyć i ile ma amunicji. Hełm z pancerza łowców niewolników, zakrywał jej twarz. Ukryła w ten sposób to co widziała. Z czasem powróciła do kokpitu i usiadła, przy ścianie. Starała się nie wzbudzać podejrzeń, ale jej ruchy był nerwowe. Nie wydała z siebie ani słowa. Co jakiś czas zerkała devaronianina kątem oka. Spojrzała posępnie na towarzyszkę niedoli, upapraną olejem i owiniętą w szmaty.
- Nie sądziłam, że przemycamy Tuskeńskich imigrantów?! - chciała poprawić nastrój odrobiną humoru.
Awatar użytkownika
Riley
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 19 Kwi 2019, o 17:35

Re: [Scisor YTX-1433] Żywi lub martwi

Postprzez Mistrz Gry » Wczoraj, o 01:33

*** Wieża kontroli lotów kosmicznych na stacji ***

Zdecydowanie za mało było tu miejsca. Garo czuł zapachy, aż zanadto. Stara Marie capiła z wolna zamierającym ciałem, choć jej wredny umysł zdawał się nie rozumieć, że trzeba się już pogodzić ze śmiercią. Na to wyglądało. Nie chciała iść na emeryturę, bo po co. Lepiej pisać papierki, ale czemu akurat tutaj i to na jego zmianie. Prezes nie chciał jej zwolnić bo koneksje... Do tego drugi członek zespołu młody młokos Juran był irytująco nieogarnięty.
- to mogą być terroryści?
- jak sobie ich narysujesz Juran, to może i będą. Widzisz ich stan? Natychmiast potwierdź wysłanie służb ratunkowych. Nie wiadomo, czy ten statek w ogóle można holować.
- najpierw wypisz na papierze oświadczenie panie Garo. Że bierze pan odpowiedzialność za ocenę zagrożenia terrorystycznego. Przypis 417 ze spraw ochrony i bezpieczeństwa, kiedy zostało rzucone podejrzenie, należy je rozpatrzyć - że też baba nie mogła zachorować na zanik pamięci czy coś. Cathar miał jej szczególnie dosyć. Wywrócił oczyma i zaczął mówić formułkę monotonnym głosem. Przez takich służbistów, jeszcze dojdzie do tragedii...

***

Riley pozornie znosiła kolejne to ciosy od losu. Jej pacyfistyczne poglądy zostały wyprowadzone na próbę, której nie mogła przetrwać. Ciągła seria nieprzychylności miała zostawić na niej piętno.
- Nie sądziłam, że przemycamy Tuskeńskich imigrantów?! - rzuciła żart, by jakoś rozwiać kłębiącą się w niej głęboko ciemność. Nikt nie zareagował. Potraktowano ją jak powietrze. Tak... była tylko głupią zabłąkaną owieczką. Nic nie znaczącą, czekającą na zaszlachtowanie. Stan upojenia alkoholowego nie pomógł jej w odparciu narastającego mrocznego nastroju. Po prostu wyszła z kokpitu, ale inna niż do tej pory. Coś w niej pękło tylko nie wiedziała co... emocje kłębiły się gęsto, nie mogąc się określić.

Tymczasem sytuacja wyglądała tak jakby rzeczywiście mieli ich uratować. Otrzymali zapewnienie, że zaraz ich uratują. Tak też się stało. Śluza jednak okazała się uszkodzona, musieli przebić się przez kadłub, jakby dokonywali abordażu. Wkrótce się przebili i zastali ocalałych.
Dwójka uzbrojonych w kombinezonach żołnierzy i dwójka medyków wyszła przez improwizowane połączenie między korwetą. Na piersiach mieli symbol korporacji i jej nazwę. Pięć czerwonych rombów w zielonym kole i podpis Cuhlrion Corporation. Trouble od razu zaczęła swoją gadkę
- dobrze, że zdążyliście. Ten statek zaraz się rozsypie... - żołnierz szybko jej przerwał ostrym tonem.
- kto zdolny, przechodzić przez rurę. Na miejscu oddać uzbrojenie eskorcie i słuchać poleceń - żołnierz wskazał karabinem kierunek. Ludzie byli w maskach, jakby się bali zagrożenia, czy może toksyn. Sathine ruszyła. Za nią nieco przygarbiona i zamaskowana Nyxi. Potem Gruby. Zaahr miał iść też, ale zauważył, że brakuje Riley i Chudego. Ten drugi akurat musiał się odlać. Pijaczkę pewnie znajdą, jak będą przeszukiwać statek. Poprawił nieco plecak i już miał iść wedle polecenia, kiedy to wszyscy usłyszeli krzyk. Nikt tego się nie spodziewał, nawet Nyxi, która dopiero teraz dostrzegła nową obecność na statku. Nie musieli udawać zdezorientowania.
- Szybko! - żołnierz ponaglił ocalałych, by przeszli na drugą stronę.

NYXI
Nyxi poczęła iść kuśtykając nieco i udając poturbowaną. Przywitało ich ośmiu żołnierzy i grupa oczekujących medyków, którzy dopatrywali się zachowania ocalałych. Trouble została rozbrojona i odprowadzona przez dwóch żołnierzy. Prawdopodobnie przesłuchanie. Dobrze, że postanowiła poudawać. Może uda jej się wymyślić, jak się wymknąć. Jeśli znajdą przy niej jej nieukończoną pikę, mogło się to źle skończyć. Na miejscu zaraz miała się nią zając kobieta. Widząc, że tej sprawia chodzenie problemy zapytała w trosce:
- co Cię boli? - Nyxi kiwnęła głową, mamrocząc coś w huttesse. Szukając w niej oparcia. Ta z pomocą swojego asystenta zabrała ją ze sobą w stronę ambulatorium.
- Rob, pamiętaj pierw procedury na zarazę z Taris. Ja się tym zajmę, spróbuj ogarnąć na szybko wokabulator z tłumaczeniem z hutesse na basic.

Zanim dotarli do ambulatorium, Nyxi przyglądała się zachowaniu i postawie lekarki. Czuła w niej wielką troskę i powołanie. Od początku, jak tylko dotarła do tego układu zdawała się czuć odległą moc ze strony księżyca Gall. Teraz była tego bardziej świadoma z każdą chwilą. Te przeczucie, że nie jest tutaj przypadkiem, świadczyło, że znów odzyskała więź z Mocą. Czyżby Moc ją tu wysłała? Dawno nie spotkała tak nieskazitelnej istoty w nastawieniu i myślach. I takiego jawnego zagrożenia, tlącego się gdzieś w tle zamieszkałego przez miliony istot księżyca.

Wiedziała, że czeka ją obowiązkowe badanie krwi i przy okazji wykryją u niej midichloriany. Gdy tylko znalazła się sama z lekarką w ambulatorium zdjęła kaptur i opaskę maskującą usta, kiedy to położyła się wedle zaleceń:
- czy boisz się jedi? - zapytała zielonoskóra. Lekarka obróciła się z nad stołu z narzędziemi, ku niej, nieco zaskoczona postawą pacjentki.
- jedi? Imperium mówi o nich same złe rzeczy. Ogólnie głoszą dużo rzeczy. Jedi nie spotkałam, czemu mam się bać jakichś bajek?
- jestem jednym z nich. Badanie krwi potwierdzi. Dwie pozostałe kobiety też mają to we krwi. Pomożesz nam? - lekarka od razu nie odpowiedziała, ale przyglądała się z pożałowaniem na Nyxi. Coś ją wewnątrz gryzło i... chciała pomóc. Bardzo.
- niby jak ma mi się to udać? Rob wróci zaraz i będzie asystował przy badaniu.
- możesz uszkodzić aparat, by zawsze dawał wynik fałszywy testu.
- postaram się zdążyć - kobieta miała w sobie więcej determinacji niż można było spostrzec. Nyxi czuła, że za jej zachowaniem kryje się coś więcej...


ZAAHR
Zaahr ruszył od razu, wyprzedzając Nyxi. Coś poszło nie tak. To Chudy krzyczał. Musiał ratować swoją skórę. Trzeba było na bieżąco kombinować. Jego plan mógł się nie powieść, jeśli Felixowi coś się stało. Gardłowy wrzask, oznaczał, że działo się coś na prawdę niedobrego.
- udawaj głupa, rozumiesz!? Musimy przeżyć! Ja ogarnę rozmowę! - syknął niepostrzeżenie do uszu Grubego. Ten kiwnął głową, zmieszany. Był przerażony odległym krzykiem Felixa. I tylko Zaahr dawał mu oparcie przez całą podróż od tamtego momentu. Wyczekiwał rozwoju sytuacji.
Gdy obie kobiety zostały odprowadzone Zaahr zaczął mówić, oddając plecak żołnierzowi
- na pokładzie jest broń biologiczna - powiedział cicho i nad wyraz spokojnie, co jednak wywołało nerwowe poprawienie chwytu na karabinie przez żołdaka, który to się na niego gapił
- zabezpieczona w ładowni. Zdobyłem ją dla naszych. Przechwyciłem ładunek Scentix. Połącz mnie z szefem.
- chwila
- nie ma chwili do stracenia żołnierzu. To tajna operacja. Czas nagli, a uszy są wszędzie - żołnierz to pokręcił głową na lewo i prawo, jakby się rozglądał.
- Tedd, choć. Tego odprowadzimy razem.

Gdy oddalili się od grupy, żołdak skręcił i na korytarzu wywołał holo-połączenie.
- Tedd, trzymaj na muszce tego tutaj - broń nieprzyjemnie została wymierzona w czerwonoskórego rogacza. Ten jednak grał nadal niewzruszonego. Wręcz tracącego cierpliwość.
Pojawiła się osoba w mundurze korporacji. Za pewnie arbiter akcji czy ktoś taki.
- szefie. Ten tutaj mówi, że na pokładzie jest broń biologiczna. W ładowni. Można sprawdzić?
- moment Clark. Doszło tam właśnie do próby morderstwa. Daj chwilę.

I tak czekali. Aż facet w niebieskim hologramie odezwał się znów.
- znaleźliśmy skrzynkę. Co tam jest?
- broń korporacji Scentix. Dokładnie co, to nie mam pojęcia. - wtrącił się Zaahr
- muszę gadać z nadrzędnym szefem ochrony. Mam dla niego raport - facet z hologramu tak na niego popatrzył, jakby ważył słowa jakich użyć.
- zostaniesz wysłany do niego. Z eskortą.
- w ten sposób traktujecie agenta? Macie pod nosem sekret Scentix. Robiłem brudy od miesięcy, by położyć łapę na tym, a teraz co? - Zaahr syknął
- po prostu się nie znamy panie Sokhak T'vov
- to chyba kryptonim, mądralo od procedur - Zaahr podkręcił swój cynizm, odgrywając niezadowolenie
- wyruszysz natychmiast. Jak Cię anonsować?
- Zaahr Dromhrahk - uśmiechnął się szczerząc ostre ząbki.
- W porządku. Panowie zajmijcie się gościem. A kim jest reszta załogi?
- Byli niewolnicy, obiekty do testów Scentix. Nie znam ich, radzę zachować ostrożność.


RILEY
Obudziła się w celi. Wypoczęta. Nic ją nie bolało. A straszne wspomnienia zdawały się być przeszłością. Izolatka. Nie mogła sobie przypomnieć jak tu się znalazła. Wiedziała, że mieli zostać uratowani, była pijana, ale dlaczego jest w więzieniu? I gdzie tak na prawdę jest?



Hej mości panowie. Dziękuję za wspólną sesję. Od tego momentu nie prowadzę już Riley, Nyxi i Trouble.

Zaahr. Otrzymasz drugi post w nowym temacie. Czekasz na post.

Riley, co do nowej choroby. Masz rozdwojenie jaźni. Nie masz żadnej kontroli nad drugą osobowością i nie wiesz jakie są jej poczynania, kiedy to ona ma swoją kolej. Nie pamiętasz z jej działań nic. Specyfikację drugiej osobowości zostawiam nowemu MG. Czekasz na post

Nyxi. Lekarka chce pomóc. Jak to się odbędzie pozostawiam nowemu MG. Czyli czekasz na post.

Trouble. Jako, że masz nieobecność nieograniczoną jesteś NPC do odwołania, aż wrócisz do grania i MG znajdziesz.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Statki i okręty