Content

Statki i okręty

[SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Image

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Zulrok » 4 Maj 2019, o 18:46

Tygodnie przerodziły się w miesiące, a zarzewia umiejętności przerodziły się w coś bardziej konkretnego. Wraz z upływem czasu zmniejszała się liczba adeptów w grupie, w której był Zulrok. Nieoczekiwanie katorżnicze treningi przybrały nieco lżejszą formę, choć wciąż wymagającą. Skończyły się dni bez jedzenia czy wody. Wychodziło, że na tym etapie nie trzeba było już aż tak hartować uczniów, a doszkalać ich umiejętności. Phoebe zaczynając rozmowę w kantynie, musiała mieć rację w swoich domysłach.

Organizacja musiała mieć dobrze zaprawionych i zdolnych uczniów, ale nie mogła być to jedna istota z całej licznej grupy. Uczestnicy tego etapu szkolenia musieli już coś więcej znaczyć na Marooned. Nikto zdziwił się, gdy Twi’lekanka usiadła tuż przy nim. Może i łączyła ich jakaś nić sympatii, ale według łowcy nagród siadanie naprzeciwko siebie też by wystarczyło. Słowa Phoebe miały swoje pokrycie w rzeczywistości, bo ogłoszenie o dobraniu się w pary było prawdziwe. Najemnik oprócz posiłku przyszedł też do kantyny, by nad tym faktem się zastanowić. Kolejnym zaskoczeniem w tej sytuacji była więc bezpośredniość pytania Twi’lekanki. Zdania wypowiadane przez Phoebe to było jedno, a jej gesty jeszcze bardziej dziwiły byłego gladiatora. Nie miał do czynienia z kobietami ani podobnym zachowaniem. Nie miał pojęcia czy znajoma gra swoją rolę, czy naprawdę dwudziestopięciolatek jest w centrum jej zainteresowania. Co do jednego kobieta miała rację: losowość i narzucenie grup przez organizacje mogło skończyć się bardzo źle. Mieszkanie przez kolejne tygodnie z kimś, kogo ma się ochotę zabić albo podejrzewa się, że ta druga osoba zrobi to Tobie, to nie była kusząca perspektywa. Phoebe w pewien sposób była sojusznikiem zielonoskórego i opcja mieszkania z nią wydawała się najrozsądniejszą z możliwych. Nie mógł mimo wszystko całkowicie jej zaufać, zawsze polegał na sobie i to nie mogło tak łatwo ulec zmianie.

— Tak — pierwsza odpowiedź na pytanie Twi’lekanki, nie była najinteligentniejsza w tej sytuacji. Zulrok musiał jednak dobrze przemyśleć swoją decyzję. Zdecydował się, by to kobieta wprowadziła się do niego z jednego względu. Był nim droid
R-5, który teoretycznie, gdy współlokatorka zacznie coś kombinować, to przestrzeże Nikto przed tym. Po przeprowadzce znajomej najemnik i tak chciał mieć ją na oku i być czujnym wobec jej zachowań. Obdarzył ją garścią zaufania, ale nie mógł sobie pozwolić na głupi błąd braku zachowania ostrożności. Swoją decyzję postanowił przekazać Twi’lekance:
— Znaczy, Ty do mnie. Dokładnie do nas, bo jest też droid R-5. W kupie raźniej i bezpieczniej.
Awatar użytkownika
Zulrok
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Mistrz Gry » 5 Maj 2019, o 11:22

Do wieczora Phoebe przeniosła swoje rzeczy do pokoju Zulroka, choć cała przeprowadzka nie była zbyt wymagająca. W końcu na "Marooned" nikt nie posiadał zbyt wielu prywatnych rzeczy. Twi'lekanka była zadowolona z takiego obrotu sprawy, gdyż podobnie jak Nikto uważała, że lepiej współpracować z kimś z kim się dogaduje, niż z przeciwnikiem, który dla zyskania prestiżu może sięgnąć po ostateczne rozwiązanie.
Już pierwszej nocy, nim R5 zdołał zareagować, zielonoskóra piękność wślizgnęła się do łóżka Zulrokowi, sięgając dłonią nieco poniżej pasa mężczyzny. Łowca raczej nie był zaskoczony, gdyż dziewczyna już od dłuższego czasu wysyłała mu sygnały dotyczące bliższego poznania.
- Mięśniaku nie bądź taki spięty. To nie związek, ale każdemu należy się tu trochę przyjemności. Od kilku tygodni trzymają nas na tym okręcie. Nie mamy żadnych rozrywek, to choć rozerwijmy się sami. - odparła Phoebe, choć irytował ją milczący styl bycia najemnika.
R5 nie do końca wiedział co ma zrobić, gdyż wydał jedynie serię niezrozumiałych piśnięć i postukał się chwytakiem po kopule. Ostatecznie uznał, iż jego pan panuje nad sytuacją, samemu decydując jak wszystko się zakończy.

***


Niestety kolejne tygodnie znowu polegały na treningach, a jedynym urozmaiceniem było to, że na korytarzu mogli spotkać nowoprzybyłych adeptów, przed którymi był najbardziej intensywny etap treningów.
Na szczęście w ostatnich 2-3 dniach zaczęły pojawiać się plotki, jakoby najlepsi podopieczni zostali wybrani do pierwszej misji, na jednej z planet Zewnętrznych Rubieży. Nikto należał do grupy zdolnych uczniów, podobnie jak Phoebe, choć ich umiejętności diametralnie się różniły. Oboje mogli stanowić śmiertelnie niebezpieczny duet, ona jako skrytobójczyni kusząca swymi wdziękami i on silny jak smok krayt, potrafiący stłumić każdy opór.
- Zulrok za mną. - Nikto przebywający w sali ćwiczeń odwrócił się ku wyjściu, gdzie czekał na niego strażnik - Szybciej!
Zielonoskóry przez chwilę myślał, że po raz trzeci dane będzie mu uczestniczyć w audiencji u tajemniczego władcy. Jednak okazało się iż został zaprowadzony do sporej sali odpraw gdzie czekało już kilkunastu adeptów, o dziwo części z nich nie znał nawet z widzenia.
- Czas na wasz chrzest bojowy. Przez te miesiące poznaliście swoje mocne i słabe strony, choć moim zdaniem niewiele w was dobrego, jeszcze nie. - mówił oficer, stawiając na negatywną motywację - Dlatego zaraz określicie gdzie najlepiej się widzicie. Czy jako piechota na pierwszej linii czy oddział dywersyjny, a może odwód wsparcia. Nie mniej żadnego nie ominie chwała walki dla przywódcy.
- Jaki jest nasz cel? - spytał jeden z adeptów, ale chwilę później otrzymał potężne uderzenie w twarz, zalewając się krwią.
- Milczeć! Ja tutaj jestem od zadawania pytań, nie wy, jeszcze nie! - zrugał ucznia porucznik, wściekle przeszywając go spojrzeniem, a następnie przeniósł wzrok na Zulroka - Ty. Jesteś za duży do myśliwca, więc zostają ci działania naziemne. Wyglądasz na względnie inteligentnego zostaniesz dowódcą drużynki, 5-6 osób. Mimo gabarytów umiesz cicho poruszać się po terenie? Czy może zachowujesz się jak Bantha w Anchorhead - każdy ją widzi, czuje i słyszy? Masz dwie godziny, żeby skompletować sobie minimum 4, maksium 5 osób do zespołu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Zulrok » 7 Maj 2019, o 22:30

Przeprowadzka Phoebe przebiegła błyskawicznie i już pierwszej nocy zakończyła się dla Zulroka przyjemnością i zdziwieniem. Mimo swojej specyficznej urody i małomówności po raz pierwszy wylądował z kobietą w łóżku. Nikto widział oznaki sympatii Twi’lekanki, jednak miał obawy, że to tylko jakaś zasłona dymna, albo towarzyszka go w jakiś sposób wykorzysta. Mimo wszystko łowca nagród i tak chciał mieć ją na oku, choć zaczynał ją darzyć coraz większym zaufaniem i sympatią, co przy jego charakterze było dość niezwykłe. Zasady wyłożone przez współlokatorkę odpowiadały najemnikowi, bo nie widział się w związku i nie potrafił się angażować. Taka znajomość z profitami była dość korzystnym układem i dawała trochę luzu i przyjemności wśród zabiegania między treningami.

Mimo tego, że trochę się na statku zmieniło, to wciąż adeptów czekały ciężkie treningi. Widok nowoprzybyłych, z których część zginie na tym okręcie z racji czekających ich ćwiczeń, wlewała w umysł myśli, że już przeżyło się najtrudniejszą część i jest się wśród najlepszych. I właśnie na wybranych z tych najlepszych miała podobno czekać pierwsza misja, pierwsze opuszczenie niszczyciela od czasu rozpoczęcia szkolenia. Mimo tego, że były to tylko plotki, wydawały się sensowne, patrząc na ilość osób, która pozostała po pierwszych etapach treningów. Drugą kwestią było to, że czego nie sprawdziły ćwiczenia i kogo nie wyeliminowały, to w bardzo prosty sposób zweryfikuje misja. Nieoczekiwania na sali ćwiczeń został wywołany zielonoskóry, spodziewając się prędzej kolejnej audiencji u władcy niż czegoś innego. Rzeczywistość okazała się inna, gdyż znalazł się w sporej sali odpraw wśród kilkunastu uczniów, często nieznanych nawet z widzenia.

Plotki okazały się prawdziwe i miały swoje odzwierciedlenie w słowach porucznika. Adeptów czekała misja, terenowe sprawdzenie się i możliwość wykazania, albo niechybnej śmierci. Ze wszystkich wymienionych rodzajów walki były gladiator nie widział się w żadnej. Był mistrzem mając do dyspozycji Helgę, czuł się dobrze z inną wibrobronią, ale to nie pasowało do piechoty, wsparcia czy dywersji. Strzelanie z blastera już uratowało życie mężczyźnie, ale na pewno byli w tym lepsi. Dwudziestopięciolatek został wyrwany z zamyśleń, widząc jak po zadanym pytaniu przez jednego z uczniów, ten dostaje po twarzy. W tym samym momencie Zulrok uświadomił sobie, że sam zadałby takie pytanie i serię kolejnych, by móc jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie. Zaduma i brak szybkiego reagowania słowami na wydarzenia w tym wypadku uratowały Nikto przed ciosem.

Niespodziewanie wzrok oficera wylądował na łowcy nagród, stawiając go w dość stresowej sytuacji, choć on sam miał nadzieję, że może właśnie dostanie szansę wykazania się. Tego, w jaki sposób miał się zaprezentować, najemnik się nie spodziewał. Wizja bycia dowódcy nawet tak małego oddziału to było coś całkowicie nowego. Zdarzało mu się współpracować w grupie, ale on nigdy nie dowodził, wykonywał swoje zadanie, ale reszta drużyny miała mniejszy priorytet. Teraz wykonanie misji zależało od tego, kogo były gladiator wybierze i jak pokieruje grupę istot, by wykonać misję, której nawet jeszcze nie zna. Musiał otrząsnąć się z szoku i zacząć działać, bo pozostałe dwie godziny na skompletowanie drużyny wydawały się tylko chwilą. Oficer znów podnosił rękę by tym razem uderzyć zielonoskórego za zbyt długą ciszę i brak odpowiedzi, jednak małomówny mężczyzna przemówił:
— Jak Bantha. — Taka odpowiedź musiała wystarczyć porucznikowi, bo ostatecznie cios nie padł w stronę dwudziestopięciolatka.

Zulrok otrząsnął się i musiał przywyknąć do roli i zadania, jakie były mu powierzone. Myśląc o skompletowaniu drużyny, pierwsza myśl skierowała się ku Phoebe. Taka Twi’lekańska skrytobójczyni i uwodzicielka może nie sprawdziłaby się na każdej misji i nie była najważniejszą częścią uniwersalnej drużyny. Argument przydatności nie działał tu na korzyść kobiety, choć wspominała, że dobrze orientuje się w terenie. Nikto widział we współlokatorce swoją prawą ręką i osobę, która pomoże mu zdobyć członków zespołu. Po zlokalizowaniu kobiety, ta nie odmówiła i zgodziła się na współpracę i na to, że to ona, a nie Nikto zajmie się rekrutacją chętnych do drużyny. Z całą pewnością w kontaktach interpersonalnych, to Phoebe się sprawdzi, a nie łowca nagród. Skład grupy miał jednak zależeć od najemnika.

Były gladiator był pewien jednego: żadna drużyna nie przetrwa bez medyka. Lazaret na miejscu zbiórki zdawał w innych zadaniach egzamin, ale niektórym nie udałoby się dojść do niego, gdyby nie lekarz w oddziale. Drużyna musiała przedstawiać też jakąś siłę bojową, a wyspecjalizowanie zielonoskórego w walce wręcz tu nie wystarczało. Potrzebny był więc ktoś w typie regularnego żołnierza. Pozostały tylko maksimum dwa wolne miejsca w grupie uderzeniowej więc wybór był coraz trudniejszy. Potrzebny był też specjalista od spraw technicznych bądź taki z pomocą, którego wszędzie da się wejść niezależnie czy włamie się, czy wysadzi drzwi. Jeden żołnierz to też była niewielka siła ognia. Po przemyśleniach dwudziestopięciolatek zdecydował się, że potrzebny mu będzie mechanik od wszystkiego, przysłowiowa złota rączka, która może obejdzie jakiś prosty system zabezpieczeń, ale i naprawi jakiś uszkodzony sprzęt. Dodatkową siłę ognia miała zapewnić osoba w stylu komandosa, przygotowana na wszystko, która mogła mieć też czasem do czynienia z granatami. Oczywiście trzeba było mieć nadzieję, że pożądany skład drużyny znajdzie się wśród zgromadzonych.

— Phoebe, potrzebujemy medyka, bo ktoś musi nas poskładać. Ty jako moja prawa ręka i z tobą się nie zgubimy. Jeszcze jakiś typowy żołnierz ze swoją siłą ognia. Dalej jakiś komandos, istota, która wykona to, co z pozoru niemożliwe. Najlepiej z granatami. Na końcu człowiek od wszelkiej mechaniki: wszystko naprawi, wszystko rozkręci, może i się włamie. Proszę, znajdź mi takich. — Cała wypowiedź standardowo nie była płynna i co zdanie była przerywana na kilka wdechów i zebranie słów.

Czas mijał i w końcu Twi’lekanka wróciła z czwórką istot, które miały stanowić wraz z Phoebe drużynę dowodzoną przez Zulroka. Medyczką była blondwłosa, ludzka kobieta, mianem Noela Titwo, którą wyróżniała to, że jej prawa górna część twarzy miała ślady poparzenia. Zabrak imieniem Pesa spełniał funkcję żołnierza. Komandosem oddziału miał zostać postawny Shistavanen przedstawiający się jako Mugrut Bon. Ostatnim członkiem zespołu z rolą złotej rączki był Krar Oscu z rasy Mon Calamari. Taka pięcioosobowa czekała na polecenia Nikto, a ten czekał na konkrety od dowodzących.

Jak mam ich jakoś bardziej opisać, to to zrobię. Podsumowując:
1. Zulrok - dowódca/spec od walki wręcz - Nikto
2. Phoebe - prawa ręka dowódcy/skrytobójczyni/przewodnik - Twi'lekanka
3. Noela Titwo - medyczka - ludzka kobieta
4. Pesa - regularny żołnierz - Zabrak
5. Mugrut Bon - komandos - Shistavanen
6. Krar Oscu - złota rączka - Mon Calamari
Awatar użytkownika
Zulrok
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Mistrz Gry » 9 Maj 2019, o 10:55

Zulrok zebrał swoją ekipę, przedstawiając ją jednemu z dowódców tuż przed upływem dwóch godzin. Mężczyzna zatwierdził wybór Nikto, a następnie skopiował skład drużyny do swojego datapadu, by przygotować dla nich odpowiedni ekwipunek, umundurowanie oraz broń.
Istniał tylko jeden zasadniczy znak zapytania. Nikt w dalszym ciągu nie wiedział gdzie zostaną wysłani adepci. Kilka następnych dni upłynęło w miarę spokojnie, najemnik dowiedział się, iż jego zespół nie jest jedynym jaki kazano uformować. Prawdopodobnie organizacja, do której przynależeli, przygotowywała większą akcję dywersyjną, wymagającą koordynacji kilku teamów. Nauczyciele przykładali teraz więcej uwagi na ćwiczenia w mniejszych podgrupach, by dotrzeć i zgrać ich ze sobą.
W wolnych chwilach podkomendni Zulroka spędzali wspólnie czas w sali odpraw by lepiej się poznać i określić zadania w warunkach polowych. Choć na razie nikt nie zawarł specjalnych przyjaźni, to wszyscy zdawali sobie sprawę, iż w pewnym stopniu muszą sobie zaufać. W najbliższych dniach, a może nawet godzinach od współpracy wyselekcjonowanej szóstki zależało ich życie.
- Ciekawe gdzie nas wyślą. Nikt nic nie wie. To jest albo cholernie top secret albo organizacja tutaj leży i kwiczy. - mówiła Noela Titwo spoglądając to na Zulroka to na pogrążonego w datapadzie Krara.
- Kto miałby tutaj puścić farbę skoro od miesięcy nie widzieliśmy nic innego niż szare ściany tej krypy. - odparł Shistavanin, a jego głos był niczym warknięcia, gardłowy i nieprzyjemny - Swoją drogą gdzie Phoebe i ten młodzian Zabrak... jak mu tam?
- Pesa. - odpowiedziała medyczka, ale sytuacja chwilę później się wyjaśniła, gdyż ponętna Twi'lekanka wraz z żołnierzem wyszli z toalety. Kobieta była szczególnie zadowolona, a biedny i niedoświadczonych w pewnych sprawach Pesa zapomniał zapiąć rozporek. Nie umknęło to uwadze dowódcy drużyny, Zulrok mógł poczuć ukłucie zazdrości, choć tak jak umawiał się z Phoebe, łączył ich tylko seks. Widocznie zielonoskóra lubiła dobrą zabawę i także miała w dupie głębsze relacje. Mimo to przez Nikto przeszła fala złości, która notabene dodała mu tylko sił. Tak działała ciemna strona mocy.
- O czym rozprawiacie? - zagadnęła zastępczyni dowódcy.
- O tym co wyprawiacie. - odparł Shistavanin, śmiejąc się w specyficzny sposób - Jak tam młodzik, zaliczyłeś?
- A co, zazdrościsz mu? - odpowiedziała za Pesę, Phoebe, siadając niespodziewanie przy Zulroku i gładząc go po udzie - Zazdrosny?
- My tu gadu gadu, a dalej nic nie wiemy. Szefie nic ci nie mówili? Któryś z tych strażników nie uronił choć rąbka tajemnicy? Ciężko jest się przygotować do akcji, jak nie wiadomo o co chodzi. - kontynuowała dyskusję medyczka - A może to tylko taki pic? Chcąc nas sprawdzić czy potrafimy działać w zespołach i nawzajem się nie pozarzynać?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Zulrok » 11 Maj 2019, o 21:07

Drużyna wraz z dowódcą byli w gotowości, jednak nikt z członków ekipy nie wiedział, co czeka ich dalej. Misja nie została przydzielona im od razu, czego spodziewał się Zulrok. Organizacja dała czas na lepsze zgranie się między sobą i umiejętność współpracy. Nikto musiał się zmierzyć ze swoim egoizmem i problemami z komunikacją interpersonalną, by jego oddział mógł w przyszłości jak najlepiej wypaść. Tygodnie na statku miały jednak wpływ na łowcę nagród, którego z pozoru nie zauważał. Cały czas przecież był wśród obcych i jakoś przywyknął do tak dużego zgromadzenia wokół siebie. Ta sytuacja z dowodzeniem była nowa, ale mimo że bał się odpowiedzialności, to nie przerodziło się to w przerażenie.

Najemnik przebywając ze swoimi podkomendnymi w sali odpraw mógł wytłumaczyć zadania jakie czekają poszczególne istoty z drużyny, jak dojdzie do misji. Miał okazję patrzeć na rozwijające się pomału znajomości i sam bardzo pomału i ostrożnie dogrywać się ze swoim oddziałem. Noela wydawała się najbardziej rozgadaną członkinią zespołu, jakby każda myśl, która wpadła jej do głowy, musiała przenieść na wypowiadane słowa. Ciekawość związana z tym, co ich czeka, dręczyła jednak i zielonoskórego. Od skompletowania oddziału minęło kilka dni, a nawet nie dało się usłyszeć choćby plotki na temat zadania, jakie może czekać ten i inne drużyny. Były gladiator w myślach zgadzał się z Mugrutem, bo wszystko, co działo się na niszczycielu, to było owiane ogromną tajemnicą i dlaczego ta sytuacja miała się czymś różnić.

Z przemyśleń został wyrwany przez widok Zabraka oraz Phoebe, którzy wychodzili z łazienki i dość łatwo można było zrozumieć, co tam robili. Dwudziestopięciolatek wiedział, że z kobietą łączy go tylko seks, ale liczył, że będzie łączył tylko ją z nim. Złość spowodowana tym widokiem, dodała mu jednak sił. A to pozwoliło mu dość szybko wyrazić swoje przemyślenie i przekazać to swojej ekipie.

— Nic. Na odprawie za pytania, jeden uczeń dostał w pysk. — Zulrok przytrzymał rękę Twi’lekanki, by ta nie przestawała trzymać dłoni na jego udzie. — Mają swój cel. Najpierw pojedynczo, potem w parach, teraz ćwiczymy drużyną. — Nikto zrobił krótką pauzę, by kontynuować. — Nie pozarzynamy się. Niedługo to musi się wyjaśnić. Mugrut ma rację, bo nikt nic nie powie. — Wzrok najemnika skupił się na włochatym członku drużyny. — Dowiemy się pewnie na miejscu. A tam musimy działać jak drużyna. — Łowca nagród sam się zdziwił, że wyszła mu wręcz motywacyjna mowa, dzięki której utrzyma oddział wierny przy sobie.

Teraz dalej należało dalej ćwiczyć drużynowo, umieć dogadać się między sobą, znać swoje słabe i mocne strony i potrafić sobie wzajemnie zaufać. Byłego gladiatora czekało sporo wyzwań, ale dla powierzonego zadania musiał być silny i wytrwały, nawet jeżeli zmieni to jego charakter.
Awatar użytkownika
Zulrok
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Mistrz Gry » 13 Maj 2019, o 11:30

Kolejne trzy dni nie różniły się niczym od poprzednich. Drużyny ćwiczyły oraz zacieśniały relacje między sobą. Dwa razy kazano im także podjąć współpracę z innymi plutonami, w celu koordynacji działań. Zulrok był zadowolonych z postępów swoich podkomendnych, a także z faktu iż nieco bardziej się otworzył. Praca w zespole nie mogła polegać na milczeniu, więc siłą rzeczy musiał ograniczyć milczenie. Co więcej każda z nocy była spędzona u boku ponętnej Phoebe, która odrzuciła ostatecznie amory młodego Pesy, stawiając na Nikto.
Niespodziewanie, czwarty dzień przyniósł odmianę. O godzinie 4:00 czasu pokładowego zawył przenikliwy alarm. Wszyscy zostali postawieni w stan gotowości i na 4:20 nakazano zebranie dowódców drużyn w jednej z większych sal konferencyjnych. Odprawę rozpoczął jeden z generałów, jednak to nie na nim skupiali się zebrani. W kącie sali, na wspaniałym krześle siedział on - Władca. Tajemniczy jegomość, którego twarz skrywał kaptur. Nie odzywał się, nie podnosił głowy, a mimo to z jego strony emanowała energia wyczuwalna nawet przez tych, którym nie dane było być czułymi na Moc. Wielu czuło niepokój, inni zaś karmili się jego aurą podsycając ciemną stronę. Do tej drugiej grupy należał Zulrok, wspinając się powoli po kolejnych szczeblach hierarchii na "Marooned". Już teraz w kuluarach padały słowa, iż jest to jeden z najzdolniejszych dowódców i nie chodziło tu o zmysł taktyczny, ale potencjał Mocy jaki posiadał.
- Niebawem wychodzimy z nadprzestrzeni i z marszu ruszamy do boju. Działania prowadzone będą na planecie Konkiv. To świat pokryty dżunglą, z atmosferą tlenową czyli większość z was nie musi korzystać z aparatów. W głębi lasu swoją redutę zorganizował ktoś taki jak wy. Zbuntowany uczeń, który zginął a może zaginął przed lat. Niestety ostatnio zaktywizował swoją działalność czym wszedł nam w szkodę. - mówił monotonnym tonem wysokiej rangi oficer - Nasze siły są przeważające lecz nie lekceważcie go, zdołał zorganizować kilkudziesięciu renegatów, najemników i łowców, przy pomocny których grabi okoliczne systemy. Cel jest prosty - nie brać jeńców, ale jednocześnie pozostawić siedzibę buntownika w całości. Mamy podejrzenie, że ukrywa tam coś co należy do naszego, najwyższego Przywódcy.
- Taaak. Jeśli spiszecie się i wykonacie zadanie, nie ominie was nagroda. Ten jednak kto zawiedzie, zostanie odesłany w niebyt, czeka na niego coś gorszego niż śmierć. Wieczne męki, aż po kres galaktyki. - większość z zebranych usłyszała niewypowiedziane myśli, a ich źródłem mógł być siedzący w czarnym ubraniu Władca - Służcie dobrze, już czas.
- Idźcie przekazać informację swoim kolegom z drużyn, a następnie udajcie się do doków. Tam barkami desantowymi zostaniecie przetransportowani na powierzchnię planety. Pytania?
- Jak nazywa się w ogóle gość, którego szukamy?
- Gnost Ka-Doon, jest Kel Dorem. - odparł generał - Z naszych informacji wynika, że jest świetnym szermierzem, ale nie gorzej radzi sobie z bronią dystansową. Osiągał też bardzo dobre wyniki w... hmm... hmm... Był pojętnym uczniem jeśli chodzi o Moc.
- A co z redutą? Nie warto byłoby jej zbombardować? - spytał ktoś z drugiego końca sali.
- Jak już mówiłem, ten mini-zamek obronny ma być względnie nieporuszony.
- A czego szukamy? - zapytała nieco otyła Zeltronka, której feromony trafiły do wszystkich mężczyzn w sali, również do Zulroka, który mimowolnie spojrzał w jej kierunku. Mimo kilku zbędnych kilogramów, bladoróżowa kobieta, przez moment stała się obiektem jego pożądania. Na pewno ją zapamięta...
- O to się nie martwcie. Waszym zadaniem jest eliminacja podkomendnych Ka-Doona, a jak wam się poszczęści może i samego herszta. Wtedy pomyślimy o medalu. - odpowiedział generał - Jeśli to wszystko, to szykujcie się do boju!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

1. Zulrok - dowódca/spec od walki wręcz - Nikto
2. Phoebe - prawa ręka dowódcy/skrytobójczyni/przewodnik - Twi'lekanka
3. Noela Titwo - medyczka - ludzka kobieta
4. Pesa - regularny żołnierz - Zabrak
5. Mugrut Bon - komandos - Shistavanen
6. Krar Oscu - złota rączka - Mon Calamari
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Zulrok » 13 Maj 2019, o 21:32

Ćwiczenia zespołowe przynosiły wymierne efekty. Więzi w drużynie się zacieśniły, a Zulrok powoli się otwierał, zmieniając po trochu swój charakter. Minęły intensywne trzy dni pełne treningów, współpracy w grupie i z innymi grupami. Wciąż jednak każdy oczekiwał prawdziwego celu tych działań. Cała sprawa wyjaśniła się dnia czwartego. Nikto na dźwięk alarmu czym prędzej ruszył w stronę sali konferencyjnej, by poznać zadanie. Z pewnym ukłuciem opuszczał Phoebe, z którą spędził ostatnie noce. Kobieta pozostała wierna najemnikowi, co bardzo mu odpowiadało i dodawało sił. Podczas odprawy łowca nagród zdziwił się tym, kogo poczuł Mocą i zobaczył swoimi oczami. Widok władcy w tej sali zaskakiwał, gdyż wydawało się, że ten nie opuszcza sali tronowej. Nieznana jeszcze misja od razu zyskała o wiele większy priorytet w oczach byłego gladiatora. Po tygodniach szkoleń jedna rzecz się jednak zmieniła, teraz w obecności potęgi tajemniczej istoty nie był nią przygnieciony, a brał z tego siłę, która pchała zielonoskórego dalej. Uwaga zebranych musiała jednak skupić się na generale przeprowadzającym odprawę, bo po to przybyli tu wszyscy.

Dwudziestopięciolatek chciał zapamiętać wszystko, co powie oficer, bo każdy szczegół mógł być istotny w zadaniu. Przeliczył się jednak, bo, mimo że właściwa część misji była za pasem, szczegółów wciąż było jak na lekarstwo. Nazwa planety nie mówiła nic, ale za to rodzaj terenu był już dość istotny. W dżungli łatwo było się schować i tu Zulrok widział przydatność Phoebe w zespole. Nalot na mini-zamek i frontalny atak potwierdzał, że wybór medyka, żołnierza i komandosa do oddziału, to również trafne decyzje. Nikto z pozoru nie wiedział, co w czasie walki może robić Krar, gdyż raczej nic w otwartej walce nie będzie wymagało jego umiejętności. Lepszym wyborem byłby snajper czy ktoś z granatami, ale szczegóły zostały podane teraz i trzeba było żyć z podjętymi wcześniej decyzjami. Sam cel wydawał się wyjątkowy, bo uczeń renegat wraz z innymi podobnymi mającymi pod sobą najemników i typy spod ciemnej gwiazdy stanowił wyzwanie i usprawiedliwiał tak duże zmobilizowanie wśród organizacji. Generał wciąż miał sekrety przed zebranymi, bo to, co mógł zabrać, musiało być naprawdę wyjątkowe. Wypowiedź oficera została przerwana przez przekaz w myślach od samego władcy. Najemnik nie wątpił, że za wykonanie misji dostanie nagrodę, jednak słowa o karze za niepowodzenie zmartwiły go. Łowca nagród nie mógł zawieść i postawił sobie to za punkt honoru.

— Czego mamy się spodziewać we wnętrzu tej reduty? — Zielonoskóry nie chciał ryzykować zadaniem większej ilości pytań, które nasuwały mu się na myśl. Liczył, że może w odpowiedzi na to jedno, dostanie też informacje czy znane są jakieś plany budynku albo inne szczegóły tego miejsca.

Gdy poznał już odpowiedź, były gladiator był gotowy, by powiadomić swój oddział i przygotować go do misji. Zebrał swoich podkomendnych w jednym miejscu i zaczął najtrudniejszą dla niego część, czyli wyłuszczenie szczegółów czekającego wszystkich zadania.

— Miejsce: planeta Konkiv, pokryta dżunglą, ma tlen. — Pierwsze informacje padły z ust dwudziestopięciolatka. — Cel: Gnost Ka-Doon, jest Kel Dorem i zbuntowanym uczniem… Ma tam swoją siedzibę, mini-zamek... Tam ma innych renegatów, najemników i łowców nagród… Podobno mamy przewagę liczebną… Siedziba ma pozostać w całości, w środku może być coś należącego do władcy… Mamy zabić ludzi Ka-Doona, a najlepiej i jego… Ta reduta jest w środku dżungli… Gnost strzela, jest szermierzem i umie wykorzystać Moc… Nie powiedziano, czego szukamy… Zabić jego podwładnych, nie brać jeńców… — Zulrok w pourywanej wypowiedzi chciał też dodać informacje, które poznał w odpowiedzi, na zadane przez niego pytanie. — Przy odprawie był władca, więc misja ma wysoki priorytet… Mówił o nagrodzie za sukces i przeraźliwej karze za porażkę… Nie możemy zawieść. — Nikto na chwilę przerwał wypowiedź, kończąc przekazywanie szczegółów misji. W ostateczności mógł coś jeszcze doprecyzować przy barkach transportowych.

— Mugrut i Pesa robicie za siłę ognia. Noela nas poskładasz. Phoebe możesz się skradać, zrobić zwiad i prowadzić przez gąszcz... Krar, po prostu nie zgiń. Mam nadzieję, że będziesz mógł swoje umiejętności wykorzystać… Bierzcie sprzęt i do boju! —Najemnik wydał ostatnie polecenia swojej drużynie, po czym sam ruszył do przygotowań.

Były gladiator musiał mieć swój sprzęt bądź jeśli był przydzielany jakiś z organizacji to najbardziej zbliżony do niego. Liczył, że członkowie drużyny również dobrze się wyposażą. Przygotowania dobiegły końca, więc łowca nagród z gotową ekipą ruszył do doków, by znaleźć się przy jednej z barek desantowych. Misja zaraz miała się zacząć.
Awatar użytkownika
Zulrok
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 30 Cze 2012, o 18:46
Miejscowość: Studia w Lublinie

Re: [SD Victory I "Marooned"] Nowy rozdział

Postprzez Mistrz Gry » 29 Maj 2019, o 12:14

- Wewnątrz możecie spodziewać się wszystkiego. Ka-Doon jest przebiegły, prócz fizycznych rywali możecie spotkać się z atakiem na wasze umysły. Ten Kel-Dor zna się na sztuce iluzji. - odparł odprawiający - Chcę was jednak przestrzec, byście nie wybiegali myślami do reduty, gdyż najpierw będziecie musieli przejść przez dżunglę. Nasze barki podprowadzą was najbliżej jak się da, jednak bezpośredni nalot nad cel jest niemożliwy ze względu na silną obronę przeciwlotniczą. Jeśli to wszystko, odmaszerować!

***


Gdzieś w oddali majaczyła lesista planeta Konkiv. Kilkadziesiąt drużyn złożonych z 5-6 osób czekało już w barkach desantowych, na rozpoczęcie akcji. Gwiezdny Niszczyciel "Marooned" majestatycznie przecinał przestrzeń kosmiczną, nie napotykając na większy opór. W końcu, w hangarach zabrzmiał sygnał startowy. Pierwsza misja Zulroka właśnie się rozpoczęła.

Zulrok przenosi się do: [Konkiv] Chrzest bojowy
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Statki i okręty

cron