Content

Statki i okręty

[ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Image

[ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Postprzez Mistrz Gry » 13 Kwi 2018, o 23:05

Dzień zaczął się całkiem miło. Tak, to było dobre słowo. Właśnie kończył poranną jajecznicę siedząc sobie wygodnie w okrętowej kantynie. Zostali zakwaterowani na poziomie siedemnastym, całkiem niedaleko niej. Przy jego stole siedzieli pozostali członkowie oddziału. Właśnie zaczęli grę w pazaaka. Wczorajsze wyzwanie rzucone podczas ich przepustki, nie mogło zbyt długo czekać. CX-7611 zwany przez kolegów Kodexem nie mógł uwierzyć, że Neya, czyli NY-7748 - ich jedyna kobieta w zespole, zdobędzie pazaaka trzy razy pod rząd. Musieli się sprawdzić. A czasu wolnego, nawet na okręcie, mieli nadzwyczaj sporo.
Ta sytuacja była trochę dziwna. Niedawno ukończyli ostatnią misję i można było się spodziewać, że zostaną od razu przydzieleni do jakiejś kolejnej operacji. Zamiast tego kazano im się stawić u dowództwa na Coruscant i czekać. Dopiero wczoraj wysłano ich na imperialnego niszczyciela "Nova", który niedawno przybył do układu, ale i na nim dalej mieli czekać. Pozostawało więc rozkaz wykonać. Z drugiej strony trochę luzu było też miłą odmianą. Tak, to było dobre słowo.
Zerkając jednym okiem na grę przyjaciół, drugim spoglądał na ekran wyświetlacza, na którym leciała holonetowa transmisja. Przemówienie jakiegoś polityka, nowe farmy hydroponiczne, które jeden z rolniczych układów zamierzał wykorzystać, odsłonięcie jakiegoś pomnika. Jednym słowem zbiór codziennych wręcz wydarzeń i Gveir już miał odwrócić spojrzenie od ekranu, gdy pojawiła się na nim twarz jakiegoś poszukiwanego mężczyzny. Według relacji ten młodo wyglądający facet był terrorystą uciekającym z Naboo. Skrajnie niebezpieczny i zamieszany w aferę korupcyjną wśród tamtejszych władz i, co gorsza, oddziałów wojskowych. Zawsze ciężko było słuchać o tym, że kogoś w służbie Imperium pochłonęła rządza bogactwa albo władzy. Niestety, ale wszędzie się tacy trafiali.
Zostawił ten smutny temat i dokończył swoje śniadanie. Jego uwagę tym bardziej odwróciło zamieszanie przy wejściu. Dwóch żołnierzy wpadło właśnie do mesy spod pobliskich prysznicy i zaczęło okładać się ręcznikami. Całość była mało poważna, wywoływała wręcz salwy śmiechu, ale przyczyniała się do stworzenia pewnego swojskiego klimatu. Czuł się tu dobrze, niczym w domu. Jednak przy okazji zauważył też, że spora część z tutejszych ludzi nie pasowała zbytnio sylwetką do imperialnych standardów żołnierza. Byli za niscy, za chudzi albo nie przestrzegali któregoś z przepisów dotyczących fryzury czy ubioru. Było to dziwne, ale pewnie byli to przysłani z powierzchni rekruci, którzy dopiero zaczynali i jeszcze nie wiedzieli, co ich czeka za tego typu niesubordynację. A może i byli to jacyś technicy, których też z planety przysłano.
Te i podobne rozważania przerwało przybycie jakiegoś oficera. Niewysoki jak na wojskowego i, o dziwo z kolczykiem w uchu siwiejący już mężczyzna wszedł do kantyny i wyraźnie zaczął rozglądać się za kimś po pomieszczeniu. Ku zdziwieniu Gveira, skierował się w ich stronę.
- GV-3921 "Gveir", HE-9905 "Hex", CX-7611 "Kodex", GU-0284 "Guru", NY-7748 "Neya"? - na pytanie oficera cała piątka podniosła się i stanęła na baczność.
- Tak, sir!
- Wszyscy stawić się do dowódcy, ten poziom, sala 89 B. Skończyły się wam wakacje. Raz raz, tak jak stoicie. Pułkownik nie lubi czekać!



Cała ich piątka, ubrana jedynie w mundury, bez zbroi, bo i wcześniej nie dostali jeszcze przydziału, stała na baczność w małym pomieszczeniu. Na przeciw siebie mieli jedynie regał i proste biurko, za którym siedział niski mężczyzna w średnim wieku, ogolony na wojskową modłę. Ręce oparł na biurko i ułożył w piramidkę, przyglądając się każdemu z obecnych z osobna. Gveir miał wrażenie, że już gdzieś widział tego oficera. Rzeczywiście, po chwili przypomniał sobie, że bywał w ośrodku szkoleniowym. Po kilku standardowych minutach przedłużającej się ciszy pułkownik w końcu wstał i podszedł bliżej nich. Podniósł z blatu holonotes i przejrzał zebrane na nim dane. W międzyczasie tego całego oczekiwania, Gveir zauważył, że całe pomieszczenie miało dość surowe wyposażenie, poza biurkiem, krzesłem i regałem, durastalowych ścian niszczyciela nie zdobiło właściwie nic, a na biurku poza holonotesem leżał jedynie rulon jakiegoś starego papieru, który był właściwie najciekawszą i dość rzadką rzeczą. Regał zaś zawalony był książkami. Starymi, z papieru i skóry.
- Xavier Borgis. Obserwowałem was wszystkich już na szkoleniu. Nadajecie się - mężczyzna mówił bardzo szybko, wręcz słowo za słowem, co całą wypowiedź czyniło prawie niezrozumiałą - Pewnie jesteście zdziwieni trochę czekaniem. Formalności trwały... - ton głosu pułkownika sugerował, że nie był zadowolony z panującej w tej sprawie biurokracji - Niemniej byliście najlepszymi, jakich znalazłem w ośrodku szkoleniowym, a potrzebuję sprawnego oddziału szturmowego. Co wiecie o Inkwizycji?
Ostatnie pytanie wypalił niemal jednym tchem, a dźwięk słowa oznaczającego TĄ sekcję ISB zdawał się wydusić powietrze z pomieszczenia. Prawdopodobnie zostali przydzieleni do cieszącej się najgroźniejsza sławą części imperialnych sił.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Postprzez Gveir » 14 Kwi 2018, o 01:36

Jako komandos, elita pośród Szutrmowców, wiedział czym jest czekanie. Ba, sam odcinek czasu wypełniony bezruchem, oczekiwaniem i stanem uśpienia, niemal apatii, był stanem niemal pożądanym. Pozwalał zebrać myśli, ułożyć dalszy plan czy też jego odnogi. Skupić się na zadaniu.
Najgorsze było to, że zadanie nie przychodziło. Od powrotu na Coruscant, gdzie jako dowódca sekcji odebrał dalsze rozkazy, minęło trochę czasu. Na pewno minęło go więcej od ostatniej akcji. Kolejny wypad opatrzony wysoką klauzulą tajności. Szybki rajd, rutynowe zadanie, przy którym się nie spocili. Gorzej z tymi, którzy postanowili stanąć na drodze Storm Commando. Spocili się dość mocno, o ile zdołali przeżyć.

ISD Nova nie różniła się od tych niszczycieli, na których stacjonował do tej pory. Standardowe życie, w standardowym czasie, kończące dzień w standardowych kajutach, przy standardowym posiłku. Nawet jajecznica, całkiem niezła, była standardowa. Zapychała żołądek, dawała siły, ale nadal to coś normalnego w wojsku. I chyba za to kochał służbę, szczególnie w Korpusie Szturmowców, choć Ci częściej brali udział w walce, niż on i jego ludzie obecnie. To, że afiszowali się z tym, kim są, było normalne.
Mniej normalne było zachowanie dwójki rekrutów. Nie mógł inaczej ich określić. Rekruci albo ktoś spoza jednostek liniowych. Szturmowcy się tak nie zachowywali, nawet Ci do bólu przeciętni, zachowywali się nieco sztywno, niemal jak maszyny. Może to piloci ? Czy wuj zachowywał się podobnie, mając w sobie nieco więcej luzu ? No, chyba, że to leserzy z Armii Imperialnej - nigdy nie przepadał za okopowymi małpami, a ich oficerowie byli najgorszymi ścierwami w Imperium. Wolałbym wypić kawę do której naplułby mu funkcjonariusz ISB, niż zadawać się z oficerami Armii Imperialnej. Na całe szczęście, ten wózek pchała Marynarka oraz Korpus Szturmowców, inaczej dawno.. szkoda marnować myśli.
Nie mniej, jego ludzie dość aktywnie korzystali z wolnego czasu, zatapiając się w karciance. Szczerze powiedziawszy, miał w planie krótką sesję na siłowni, a potem obejrzenie kolejnych wyścigów ścigaczy, gdy w ich stronę ruszył oficer. Cała sekcja wystrzeliła w górę, do postawy zasadniczej. Jak się okazało, dni oczekiwania właśnie się skończyły.

****
Ascetyczny gabinet pułkownika, mile łechtał wewnętrzne uwielbienie do prostoty, jakie nosił w sobie Gveir. Nie było tu niczego, co zwracało zbytnią uwagę. Może poza autentycznym, papierowym dokumentem na biurku - rzeczą niesamowicie nietypową.
Wszyscy stali na baczność, w środku on - dowódca. Jego zastanawianie się nad tym, jak długo będzie trwała cisza, przerwała niemal tyrada oficera.
- Xavier Borgis. Obserwowałem was wszystkich już na szkoleniu. Nadajecie się - mężczyzna mówił bardzo szybko, wręcz słowo za słowem, co całą wypowiedź czyniło prawie niezrozumiałą - Pewnie jesteście zdziwieni trochę czekaniem. Formalności trwały... - ton głosu pułkownika sugerował, że nie był zadowolony z panującej w tej sprawie biurokracji - Niemniej byliście najlepszymi, jakich znalazłem w ośrodku szkoleniowym, a potrzebuję sprawnego oddziału szturmowego. Co wiecie o Inkwizycji?
Pułkownik wyrzucił z siebie słowa, niczym ciężki blaster wiązki w ogniu ciągłym. Może taki miał styl, a może chciał przytłoczyć rozmówców. Na GV-3921 nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Nie skomentował słów pochwały, kiwnął zaledwie głową na znak zrozumienia. Miał w poważaniu czy była to figura retoryczna, wazeliniarstwo czy autentyczny podziw.
- Niezbyt wiele, panie pułkowniku. Javelin 3-2 działa i działał tylko wewnątrz Korpusu Szturmowców. Mnie osobiście nigdy Inkwizycja nie interesowała. - odpowiedział spokojnie, w zdecydowanym kontraście do stylu pułkownika. Jego barytonowy głos był stonowany, zdradzała zdecydowanie i panowanie nad sytuacją. Nieliczni wiedzieli, że Gveir podczas walki wyrzucał z siebie komendy krótko, zwięźle, nie tak szybko jak oficer, ale nadal bardzo sprawnie. Niczym szczeknięcie, albo wyraźne warknięcie.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 24
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Postprzez Mistrz Gry » 15 Kwi 2018, o 17:22

Borgis z uwagą wysłuchał słów Gveira, po czym powtórzył pytanie do pozostałych obecnych komandosów. Każdy członek oddziału wyraził się podobnie do swojego dowódcy - niezbyt interesowali się wspomnianą sekcją ISB i tylko HE-9905 stwierdził, że kiedyś zapytał swojego przełożonego, czym się ta Inkwizycja zajmuje. Oczywiście dostał odpowiedź w stylu "Nie wiem i nie pytaj".
- Cóż... od dzisiaj zacznie was interesować, bo teraz do niej należycie. Potraktujcie to jako swego rodzaju wyróżnienie. Zanim jednak wyślę was z jakimkolwiek zadaniem, musicie wiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze... - w tym momencie pułkownik zrobił mała pauzę, jednocześnie zwalniając ze swoim szaleńczym tempem mówienia, które stało się teraz spokojne i opanowane. - Wykonujecie najtajniejsze operacje, o których nie może wiedzieć nikt poza nami. Po drugie, odpowiadacie tylko i wyłącznie przede mną i nikt inny nie wyda wam rozkazu, chyba że też będzie Inkwizytorem. Po trzecie, i to jest najważniejsze żebyście zostali przy życiu, musicie mieć świadomość, że my zajmujemy się sprawami rodem z koszmarów. Walczymy z tymi, który próbowali niszczyć całe planety, tymi, którzy potrafią namieszać w waszych umysłach. Moc i mocowładni istnieją i stanowią realne zagrożenie dla Imperium i jego obywateli.
W trakcie tego monologu cały czas patrzył się każdemu z nich w oczy, świdrując ich swoim spojrzeniem. Wyglądał, jakby chciał wybadać ich reakcję na swoje słowa. Mówił teraz powoli, pozwalając, by zrozumieli i skupili się na każdym wypowiadanym przez niego słowie. Kiedy zamilkł, dal im chwilę czasu na odpowiedź. Kiedy ta już padła, podjął dalej.
- Mieliście już czas, by zapoznać się z częścią ludzi, którzy pode mną służą. W tej części statku mamy swoje kwatery, więc spotkaliście już ich na korytarzach czy w mesie. Każdy z nich jest specjalistą w swojej dziedzinie. Każdy oddział, a poza wami są ich jeszcze trzy tutaj, ma swoje zadanie. Niech nie zmyli was ich wygląd. Co do waszej roli, to jako jedyni jesteście tu prawdziwymi komandosami, którzy przeszli przez szkolenie i sprawdzili się w boju. Dlatego wy będziecie pierwszą drużyną uderzeniową i to wy będziecie oczyszczać przedpole, zanim inni wkroczą do akcji, by rozprawić się z mocowładnymi i ich hmmm... pomysłami. Macie przewagę wyszkolenia, ale nie o Mocy.
Borgis sięgnął ponownie do holonotesu i wyświetlił na nim kolejne informacje. Następnie podał go Gveirowi.
- Wystarczy tego gadania. Musze mieć dzisiaj zły dzień... - ostatnie zdanie mruknął bardziej do siebie, a jego sposób mówienia ponownie stał się szybki i mało zrozumiały. - Pobierzecie nowy sprzęt ze zbrojowni. Korzystamy z najnowszego , a nie raz nawet eksperymentalnego sprzętu. Potem, sierżancie, zapoznasz siebie i swoich ludzi z wytycznymi naszego zadania. Lecimy na Hosnian Prime. Nasz profesor, Arado Shito, który rozpracowuje dla nas najróżniejsze artefakty, stał się celem ataków niezidentyfikowanej grupy. Ten jajogłowy jest naszym specjalistą od wszystkiego związanego z Mocą. Oficjalnie Shito jest specjalistą z zakresu wielu dziedzin, jak historia, języki, fizyka, biologia, psychologia i jeszcze coś i tak oficjalnie ma pozostać. Ma przeżyć. Jego ochroną, wywiadem i poszukiwaniami zagrożenia zajmą się pozostałe grupy. Wy będziecie od likwidacji. Resztę szczegółów macie w notatkach. Podróż do układu trochę zajmie. W tym czasie nauczycie się też chociaż podstaw, jak przeżyć w starciu z Mocą. Jakieś pytania?

W ekwipunku zmień sobie/dopisz do wyposażenia zbroje Storm Comando mk II i karabin blasterowy E-12b. Może być z tymi samymi modyfikacjami, co masz.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Postprzez Gveir » 16 Kwi 2018, o 16:17

Jeśli w jakiś sposób wiadomość o natychmiastowym, niemal bezprecedensowym przeniesieniu w szeregi ISB zrobiła na nim wrażenie, starannie ukrył to maską obojętności. Odkąd zaczął służyć, jego życie kręciło się wewnątrz Korpusu. Wykonywał zadania dla Korpusu, czasami dla służb specjalnych Marynarki Imperialnej, ale nigdy nie pomyślał, iż jego żołnierski honor zostanie splamiony w taki sposób. Nigdy nie rozumiał, jakim trzeba być człowiekiem, by pracować w organach bezpieczeństwa. Pracować, nie służyć, bowiem zadania, które wykonywało ISB, w opinii Gveira, nie należało nazywać służbą. On sam nie był święty, ale miał słuszne poczucie, iż każdy cel, który zlikwidował, każdy przeciwnik stający na jego drodze, został wyeliminowany słusznie - zasługiwał na to, swoją terrorystyczną działalnością. Co do ofiar ISB, nie był tego taki pewien.
Zasalutował tylko, bez słowa odwrócił się na pięcie i wyszedł, co jego ludzie powtórzyli bez zająknięcia. Szli przez korytarze w milczeniu, trawiąc wagę słów, które usłyszeli.
Miał dziwne przeczucie, iż czego go moralnie wątpliwa część jego kariery.

****

Po zjechaniu windą do zbrojowni, ogromnych hal znajdujących się pod pieczą logistyki, Gveir przedstawił odpowiednie upoważnienie podpisane przez pułkownika. Logistyk, w stopniu bosmana, bowiem nosił na sobie mundur Marynarki, kiwnął tylko głową. Poprowadził ich do osobnych drzwi, znajdujących się na jednej z ścian. Niemal pod sufit jednego z wielu pomieszczeń, stały skrzynie pełne różnych sprzętów - od zwykłego wyposażenia osobistego żołnierzy, po części do maszyn. Oni jednak, jako Storm Commando, mieli dostać coś znacznie ciekawszego.
W istocie, zbroje Storm Commando Mk. II były tematem plotek. Nie znał chyba kogokolwiek, kto dostąpił zaszczytu obejrzenia ich, a co dopiero noszenia. Ich pancerze, były ulepszonymi wersjami zbroi noszonej przez Zwiadowców. Lżejsze, wytrzymalsze, stanowiły obiekt pożądania. Dziś, miał wejść w posiadanie Mk. II

Jak wyjaśnił im logistyk, Mk. II była jeszcze bardziej zaawansowana. Pancerz wykonano z nowoczesnych kompozytów, zdolnych do jeszcze większych cudów w dziedzinie ochrony użytkownika. Strzały z blasterów lekkich były całkowicie odbijane, podobnie jak z średnich, choć tutaj zbroja miała swoje granice. Najciekawsze było to, iż potrafił zaabsorbować od dwóch do trzech bezpośrednich trafień z ciężkich blasterów. Oczami wyobraźni mogli sobie przypomnieć, jak jeden strzał potrafił posłać Szturmowca na ziemię, a jego biały pancerz absorbował tylko pojedynczy strzał. Trafienie kilkoma wiązkami, bądź też w gorzej opancerzone elementy, kończyły się śmiercią.
Technikalia były zbędne, plastydowy pancerz został wzmocniony specjalnymi włóknami oraz pokryty powłoką pozwalającą rozpraszać część wiązek. Dodatkowo był jeszcze lżejszy, nie krępował ruchów, zapewniając komfort w wielu środowiskach walki.
Hełm uległ zmianom. O ile Mk I przypominał tą część wyposażenia dzieloną z Zwiadowcami, ten był nieco inny. Charakterystyczne osłony, przypominając antyczne hełmy, zostały zmniejszone, odpowiednio wyprofilowane. Wizjer uległ poprawie kosmetycznej, zapewniając jeszcze lepszą widoczność, czemu przyczyniło się zmniejszenie wspomnianych osłon. Także przednia osłona twarzy nabrała surowszego, prostszego, ale budzącego więcej grozy, wyglądu. Jak im wyjaśniono, oprócz standardowych bajerów pokroju: macrobinokularów, filtrów emiterów energii w postaci noktowizji/termowizji czy podczerwieni, oraz zaawansowanego HUDu taktycznego, hełm posiadał wbudowane nadajniki do komunikacji wewnątrz drużyny, z podwójnie kodowanym przekazem. Hełm pozwalał na przetrwanie wybuchów granatów hukowo-oślepiających, czy nagłych skoków w oświetleniu, nie mówiąc o ogłuszeniu. Wyświetlacz wyposażono w system Swój-Wróg, co pozwalało w znaczącym stopniu działać.
Jak powiedziano Gveirowi, w przedramieniu posiadał ulepszony komunikator dalekiego zasięgu z holograficznym wyświetlaczem. Również standardowe zasobniki na pasie zostały lepiej rozplanowane pod względem ułożenia czy przydatności, wreszcie, Storm Commando mógł dopasowywać je indywidualnie, co większość drużyny powitała głośnym westchnieniem ulgi. Inną nowością była możliwość podpięcia niewielkich urządzeń, pozwalających na dokonanie skoków z pewnych wysokości.

Kolejną zabawką, wprost z łask Inkwizycji, był blaster E-12b.
Ulepszona wersja, posiadająca znacznie większy zasięg i pojemność magazynka starczając na 800 strzałów standardową wiązką. Już to, że standardowe wiązki wystrzeliwane z tego modelu były znacznie silniejsze niż w E-11 po modyfikacjach, czyniły z niej śmiercionośną broń. Moduł Omega pozwalał na skupienie jednej, diablo szybkiej i mocnej wiązki na znacznie dłuższe dystanse. Jak im wyjaśniono, pozwalało to razić cele na odległość 400 metrów, a siła była porównywalna do tej, jaką posiadały karabiny snajperskie. Na tą wiadomość oczy Codexa zaświeciły się niczym dziecku na wieść o prezencie. Dodatkowo, E-12b pozwalał na strzelanie nieco słabszymi, ale szybko wystrzeliwanymi wiązkami. Logistyk raczył im to zademonstrować na przykładzie ich dawnej, zmodyfikowanej broni, a E-12b. Owszem, stara broń potrafiła wygrzać bardzo szybko, ale tempo przegrzewania było wprost proporcjonalne do szybkostrzelności. E-12b nie dość, że strzelał szybciej, to nie przegrzewał się tak szybko.
Nowa jakość wśród żołnierzy Imperium.

Javelin 3-2 dokonał jeszcze kilku modyfikacji pancerzy, głównie pod specjalizacje członków, po czym poprosili, by ich nowe zabawki były dostarczone do statku desantowego, mającego dowieść ich na miejsce nowej misji.

Wychodząc z magazynów, Gveir rzucił jedno zdanie
- Za 20 minut w mojej kajucie, tam przedstawię wam rozkazy. Rozejść się ! - rzucił krótko, w swoim, warczącym, stylu. Komandosi kiwnęli głowami, rozchodząc się w różnych kierunkach. Z tego miejsca miał dość prostą drogę do kajuty, w której miał zamiar zapoznać się z rozkazami pod pułkownika.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 24
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [ISD "Nova"] To jest dobry dzień na przydział

Postprzez Mistrz Gry » 18 Kwi 2018, o 21:44

Stojąc przed swoimi ludźmi odczytywał im z holonotesu rozkazy, które chwilę temu przejrzał.
Celem jest ochrona życia i zdrowia Arado Shito. Naukowiec zajmujący się wieloma dziedzinami nauki w rzeczywistości był głównym specjalistą Inkwizycji od artefaktów i zjawisk związanych z Mocą. Współpracował z nimi już od kilku lat i jego utrata byłaby bardzo... niemile widziana. Dziewięć dni temu cudem przeżył nieudany zamach na swoje życie. Jedynie przez przypadek zmienił środek transportu, którym miał podróżować ze względu na nagłe spotkanie w innym budynku Akademii. Ścigacz wybuchł od podłożonych materiałów wybuchowych. Naukowiec miał być jedynym obecnym w pojeździe, który z resztą należał do niego, więc było jasne, że to on jest celem ataku. Samego zamachu dokonała na razie niezidentyfikowana grupa terrorystów. Z ustalonych na razie tropów mogą być powiązani z Rebelią niejakiej Jainy Solo i obecnymi w ich szeregach mocowładnymi, którzy chcieliby zmniejszenia skuteczności Inkwizycji w walce z Mocą. Zadaniem Borgisa i jego ludzi było wyśledzenie i eliminacja tej grupy z jednoczesną ochrona profesora.
Następna część rozkazów dotyczyła już oddziału Javelin i ich najbliższego zadania. Praktycznie od razu byli wysyłani do boju. Był to zawsze jakiś plus, kiedy pozostali będa się kisić z zadaniami przydzielonymi przez Borgisa, oni będą robić dokładnie to, do czego się szkolili.
Ich pierwsze zadanie na Hosnian Prime dotyczyło wybranej przez pułkownika jednej z głównych baz lokalnego gangu z sektora Akademii Drugmor. Bandyci nazywający siebie Mrozem Podziemia nie byli ani największa z grup, ani taką o największych wpływach. jednak atak i likwidacja ich głównej siedziby miał poruszyć cały półświatek na planecie. Ich główna baza znajdowała się na obrzeżach sektora. Według danych lokalnych sił porządkowych ich liczebność wynosiła od dwustu do około dwustu pięćdziesięciu istot. Nie byli wybredni i przyjmowali każdego, kto się nawinął, niezależnie od rasy i płci. Zyski czerpali głównie z handlu igiełkami śmierci, wymuszeń i haraczy, nie zajmowali się niczym poważniejszym. Według zrobionych zdjęć i danych z ulicy, posiadali ciężki sprzęt w postaci działek obrotowych Z-7, pamiętających jeszcze pierwsze Imperium oraz jednego prowizorycznie dozbrojonego ścigacza. Plotki głosiły też, że szef gangu ma u siebie cztery droidy bojowe niewiadomego typu. Ich siedziba znajdowała się oczywiście na trzecim, najniższym zamieszkałym poziomie planety. Składała się z trzech pieter, gdzie dwa następne schodziły w dół oraz nadbudówki, przy której były stanowiska działek Z-7. Bezpośrednio nie graniczyła z żadnymi zamieszkałymi zabudowaniami, jednak nad prawym skrzydłem budynku przechodził dość ważny węzeł ciepłowniczy, który w przypadku uszkodzenia mógł zalać sporą część sektora, w tym znajdujący się ulice dalej "targ". Owy "targ" był raczej zbieraniną bud i szmat, z których handlowano wszelakimi śmieciami. Był jednak największym skupiskiem istot w okolicy, wraz z otaczającymi go budami mieszkalnymi. Pozostawał także pod kontrolą Mrozu Podziemia. Takie położenie celu wykluczało ostrzał z broni transportowca, czy innych pojazdów wsparcia i wymuszało precyzyjną operację naziemną.

Mapka

Kiedy Gveir przedstawił rozkazy swoim ludziom, pozostała im jeszcze spora część dnia, zanim dotrą do celu. Mieli zatem dość celu, by przygotować się na to, co ich czeka oraz wykorzystać swój czas wolny.

Wyszli z nadprzestrzeni, czas było stanąć w gotowości.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Statki i okręty