Content

Statki i okręty

[YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Image

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 5 Lis 2017, o 23:17

-Pojebało cie? Jakie znowu zoo...
- Boris dość dobitnie wyraził swoją opinię jednak umilkł po chwili. Rzeczywiście coś było słychać, las nagle i dość niespodziewanie ożył dźwiękami ptaków, szumem liści i całą tą otoczką której do tej pory nie zauważyli. Na niebie pojawiły się chmurki a na polanie pojawiły się jakieś jelenie czy sarny przyglądając się uważnie trójce intruzów. Xarss w przeciwieństwie do reszty nie zwrócił uwagi na zmiany i nagłe pojawienie się zwierząt, od pewnego czasu był zajęty wpatrywaniem się w cycki Alery. Prioretyzacja celów, jak to określał pozwalała mu ignorować otoczenie kiedy skupiał się na czymś ważnym. Boris zauważył zawiechę kompana i bardziej z chęci odreagowania niż obrony czci niewieściej strzelił obcego w łeb aż klasnęło.

Tortuganka swoimi czujnymi zmysłami bez problemu zlokalizowała przynajmniej kilka innych stworzeń poruszających się w promieniu kilkudziesięciu metrów od polany. Głośne klaśnięcie dłoni w łeb sullustiania wypłoszyło kilka z nich. Z ruchem trawy prysnął przed siebie młody zając. Z drzew zerwały się ptaki zaś Sarny czy tez jelenie w pięknych podskokach opuściły polankę. Zostali sami. Znowu. Trójka nagich istot stojąca na środku niewielkiej polany otoczonej lasem, Wokół toczyło się normalne życie, chmury przepływały po niebie, świeciło słońce i śpiewały ptaki. Dziewczyna nie była pewna czy wcześniejsza cisza była faktem czy też wytworem jej wyobraźni. Spojrzała w górę, chmury które pojawiły się na niebie niechybnie zwiastowały deszcz. A oni nie mieli ubrań, o schronieniu nawet nie wspominając.
- To była zbyteczna przemoc,
- dobrze ci zrobi jak od czasu do czasu dostaniesz w łeb, krew wróci do mózgu.
- Spierdalaj.
- Walnąć ci jeszcze raz?

Boris już nie raz wykorzystywał swoją przewagę fizyczną do gnębienia słabszych, i wyglądało na to że póki co to obcy jest jego celem. Z drugiej strony Xarss zdrowo sobie nagrabił a jego zachowanie nadal pozostawiało dużo do życzenia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 6 Lis 2017, o 20:01

Westchnęła i to tonem sugerującym coś o podwójnym morderstwie albo o ciężkim pobiciu i palnęła się w twarz.
-Idiota jedne z drugim... - powiedziała bez żadnego cienia wahania i pokazała im na niebo.
-Będzie padać, ja to wiem... - po czym dodała bez chwili wahania.
-A jak ktoś będzie się patrzył na moje cycki, to oberwie kopa w jaja, rozumiemy się? - po czym zaczęła o drzewo opierać podstawy przyszłego schronienia.
-Nie wiem jak wy... Al ja bym zaczęłą szukać czegoś na podłogę... No iecie, by zaizolować... - po czym zaczęła myśleć... To wszystko wyglądało na jakieś... Sztuczne... Jakby ktoś dopiero teraz zauważył błąd...
-A jak ktoś będzie się znowu kłócił... Gałęzią też można zabić. - i lekko zaczęła rozglądać się za czymś na ruszt... Takim świeżym, krwistym...
Image
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 94
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lis 2017, o 20:38

Zgodnie z życzeniem kobiety mężczyźni starali się nie patrzyć więcej na cycki kobiety, skoncentrowali się na jej tyłku. Szybko przeszła im jednak ochota na podziwianie widoków. Pogoda zaczęła się pogarszać zaś ich prowizoryczne schronienie pozostawiało wiele do życzenia, nie mieli narzędzi, sprzętu niczego, Boris może i dysponował siłą, lecz zręczność nie była jego mocną stroną. Z kolei Sullustanin świetnie czul się na świeżym powietrzu i niespecjalnie był zainteresowany wspólną pracą. Rozglądająca się za pożywieniem Tortuganka z łatwością spostrzegła biegające po okolicy smakowite kąski, króliki, sarny czy drobne i większe ptactwo pojawiło się stosunkowo nagle. Stworzenia te nie były zbyt ufne i nie pozwalały się zbliżyć nikomu. Rzucając się do szaleńczej ucieczki na pierwszy sygnał niebezpieczeństwa. Niebo tymczasem zmieniło barwę na siną. Coś było nie tak lecz nie byli w stanie dostrzec co. Z góry spadły pierwsze krople deszczu zaś pogoda jeszcze się pogorszyła. Prowizoryczne przyczepione do drzewa schronienie dawało osłonę porównywalną z koroną drzewa. Zagrzechotał grom, noc zbliżała się szybkimi krokami spowijając w nagłych ciemnościach trójkę rozbitków.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 19 Lis 2017, o 10:57

- Ja nie jestem zła na was... Jestem zła na siebie - powiedziała raczej jakby do siebie i wpatrując się w granatowe niebo, pełne chmur burzowych. A raczej patrzyła się tylko w tamtym kierunku. W tej sytuacji w sumie jako jedyna miała pojęcie przestrzennne. Jako że od dawien dawna w takich sytuacjach członkowie jej plemienia zawsze siedzieli razem, ale... No litości! Czuła trzy łokcie w swoich żebrach, dwie ręce na swoich udach, a także jedną rękę na swoich... No cóż... No tego tak nie może być! Swoje ręce miała jakoś z boku, a czasem kropla deszczu spadła na nią zwiększając jej irytację. A mogła zrobić dla 5 osób...
W końcu nie wytrzymała, zamachnęła się głową i trafiła zębami... Nie no, coś się jej nie zgadza... Czemu czuje... Chwila... I jak nie ryknęła!!! A Borys się tylko zaśmiał.
-Ha, durna baba! Nawet w rękę trafić nie potrafi! Jak ona chłopa znajdzie! - i ryknął śmiechem, a jego towarzysz mu wtórował. Ale Aleraa miała już ripostę.
-W naszej kulturze mężów się łowi, jeśli masz korzenie jako ja! Ale ja bym Cię wypuściła, bo nawet na przynętę się nie nadajesz! - I zapadła martwa cisza... A sama poczuła coś łuskowatego ocierającego się o jej nogę. Przez chwilę zamarła w przerażeniu, aż zobaczyła... Ale coś jej się nie zgadzało... Jakby to był jadowity wąż, już by dostała... Ale... Postanowiła sprawdzić to dokładnie ręką... Coś dziwnie znajomy kształt... Podniosła to delikatnie... Jak bum, wąż czarnego drzewa... Bardzo lubi towarzystwo innych istot... Jedzący padlinę... I piekielnie nieagresywny... Delikatnie go pogłaskała, a ten zasyczał przyjaźnie... Zdecydowanie przyzwyczajony do obecności innych osobników... Ale jak... Wyraźnie poczuł się bezpiecznie.
-Nie jesteśmy tutaj pierwsi. -Zawyrokowała do reszty, ale oni już spali kamiennym snem. Jej chyba nie pozostało nic innego, jak skulić się i zasnąć. Wyjątkowo jej coś nie grało, a sama miała jakieś dziwne podświadome wrażenie, że gdzieś już to spotkała... Wzrok może mylić, ale nie słuch... Zwłaszcza że oczy same się je kleiły... Tymczasowe schronienie jest tymczasowe... Jedna noc... I rusza dalej...
Image
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 94
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 3 Gru 2017, o 23:44

Poranek zastał ich zmęczonych i niewyspanych, deszcz przestał padać a na niebie bardzo szybko pojawiło się jasne słońce, Ziemia parowała i wypełniała powietrze przyjemnym zapachem. Towarzysze Tortuganki nie wyglądali najlepiej, nie żeby Xarss wyglądał kiedykolwiek dobrze, z pewnością noc dała mu się mocno we znaki. Boris nie odczuł jej tak źle jak jego towarzysz głośne burczenie dało znać o tym że olbrzym jest głodny. Z głębi lasu dochodziły dogłosy zwierzyny, cóż z tego, polowanie na zwierzęta nie należało do ulubionych czynności obu samców, zresztą bez blasterów nie mieli najmniejszej szansy na upolowanie czegokolwiek. Człowiek ulżył potrzebom fizjologicznym odchodząc w najbliższe krzaki, Sullustanin tymczasem tarzał się w mokrej trawie zapewniając swej skórze należyte nawilżenie. Po tych czynnościach nadszedł czas na krótką rozmowę na temat przyszłości. Zaczął Boris
- Te dzikuska, opowiadałaś jaka to jesteś łowczyni. Myślę że będzie uczciwie jeśli przytargasz nam jakiegoś jelonka a my zajmiemy się naprawą szałasu. Jest ciasny i przecieka.
Zdecydowanie przecieka...

Żaden z nich nie miał zamiaru ganiać po lesie zresztą stan ich schronienia pozostawiał wiele do życzenia. W dodatku chciało im się pić.
-Coraz bardziej nie podoba mi się ta rajska dolina..
-czemu..
-słońce
-…?
- Nie przesuwa się. Przecież już od dłuższego czasu się tu kręcimy.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 5 Gru 2017, o 21:14

- I tak to robiłam na tyle tylko, by nam nic za bardzo w nocy nic na łeb nie spadło. - Powiedziała tylko tyle i wzruszyła ramionami. Ale chwila, coś jej nie grało... No tak, zasychało jej lekko w gardle, ale cóż poradzić... Chwila, gdzie tu jest mech... Zaczęła się za nim uważnie rozglądać, czego nie trzeba było długo robić. Rósł praktycznie wszędzie. Wzięła jedną kąpę do ust i wycisnęła, a sporo wody wlało się jej do ust. Ah, jak cudownie... Teraz tylko skombinowqę jakąś broń, ale skąd ma ją wytrzasnąć... A no tak... Wzięła płaski kamień i zaczęła ociosywać innym kamieniem. Xarss tylko dziwnie się jej przyglądał, ale nic nie mówił, i dobrze. Ona się mu nie wtrynia do budowy silników nadświetlnych, to on też niech nie wtrynia się do budowy włóczni czy coś. Przez trzy godziny wyrabiała i gładziła groty to włóczni i do strzał, nóż wykonany z gładzonego kamienia, a następnie osadziła je na drewnii, ale w tej chwilii podszedł do niej Boris i jak nie ryknął:
-Co ty kurwa sobie myślisz!!! Co to niby ma być!!! Ja kurwa myślałem, że teraz będę jadł jeleninę, a nie!!! - Ale ona nie zwracała na niego uwagi, tylko z trawy i rzeźbionego drewna, dosyć giętkiego drewna, wykonywała łuk oraz axlatl*, niezbędny do jej dalszego polowania. A wiadomo, że z takim drącym sią nad uchem niewiele zdziała. Po jakiejś kolejnej godzinie udało się jej wykonać cały ekwipunek, oprócz kołczanu. Pas wykonała ze skóry.
***
Tak, polowanie zawsze jest największym sprawdzianem wytrzymałości, umiejętności i woli przetrwania, a ona teraz była szczególnie wzburzona u Alery. Nie planowała ona tutaj umierać, ani tym bardziej gnić. Pogoda na polowanie na wszelakie zwierze było idealne - brak wiatru i słońce. A no właśnie... Słońce... To nie poruszyło się nawet o odrobinę od kilku godzin... A no właśnie... Co ją podgryza od jakiś dziesięciu minut? Podniosła prawą nogę... Nie no, szop? Co znowu? Jak szop? Szopy się trzymaję zwykle daleko... A ten sukinkot, jak się zorientował, podniósł jakąś pozostałośkamienia i zaczął ją obserwować. No tak, jak zawsze... - pomyślała i odeszła w kierunku polowania, ona sama zaczęła się skradać...
***
Oczywiście... Tak jak podejrzewała, coś było niehalo... Te zwierzęta zachowywały się jakoś... Dziwnie... Nie potrafiła powiedzieć, dlaczego, ale... To nie było to. Dziwne, nawet bardzo... Napięła łuk, odliczyła do trzech... Strzała poszybowała z przerażającym świstem, przebiła rdzeń kręgowy... Łania padła, a reszta się oddaliła. Przybliżyła się i wzięła nóż. Jednym szybkim ruchem przecięła jej szyję, a krew wylała się na ziemię. Wzięła ją na swoje barki i zaniosła do obozowiska, które zaczęło nabierać kształtów. Nawet miało już ognisko, trzy oddzielne szałasy, zbiór drewna do ognia... Tylko się uśmiechnęła i położyła zwierzę na jakimś większym kamieniu obskórowany z mchu i zaczęła ją skórować. Nawet nieźle jej wyszło.
-Dzięki dziewczyny za obozowisko! - Zaśmiała się i zaczęła porcjować mięso i je piec oraz suszyć. Organy wykorzystała do natychmiastowego zagotowania i spożycia w dalszym czasie. Kości i ścięgna odłożyła na bok.
-Z żadnego zwierza się nic nie może się zmarnować. Nawet szpik. Który jest pożywny i smaczny. - Powiedziała wysysając szpik z kości udowej. Ale smaczny.
Image
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 94
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 10 Gru 2017, o 20:42

Obiadośniadanie poprawiło morale całej trójki, upolowana przez łowczynię łania nie tylko zaspokoiła głód ale i poprawiła jej reputację w oczach pozostałej dwójki. Oczywiście szałas który dla niej zbudowali składał się z patyków połączonych zielskiem i na bank przemięknie podczas kolejnych opadów. Na pocieszenie schronienie Borisa nie wyglądało wiele lepiej. Sullustanin w zasadzie nie używał dachu. Jego schronienie stanowił swoistego rodzaju płotek ochraniający od wiatru. Czego miała się spodziewać po gościu który rozpoczął dzień od wytarzania się w błocie.
Jedzenia mieli na najbliższy dzień, a nawet i dłużej, pozostało więc tylko uzyskać odpowiedź na pytanie: Co dalej?

Rozwiązanie problemu z pewnością nie nastąpi samo, ktokolwiek ich tu ściągnął miał do dyspozycji potężną technologię. Z pewnością nie rozbili się przypadkiem, zaś obecna sytuacja nie mogła trwać w nieskończoność. „Słońce” poczęło słabnąć i powoli cienie zaczęły się wydłużać, dla wychowanych na statkach istot mogło to być całkiem normalne dla Alery z pewnością takie nie było.

Mężczyźni zaczęli przymierzać się do skóry łani, celem zrobienia z niej przepasek na biodra, oczywiście musiała wyniknąć z tego awantura. Każdy z samców chciał górną część łani jako „bardziej reprezentacyjną” nie zamierzali się przy tym dzielić z łowczynią twierdząc że „jutro coś sobie upoluje” Być może zakończyłoby się to mordobiciem gdyby nie znacząca przewaga fizyczna Borisa. Wkrótce obaj paradowali w majtach z łani wiązanych na plecach. Cóż przynajmniej była to jakaś odmiana od biegania nago.

Ogień strzelił iskrami kiedy czarnoskóry wrzucił do ogniska kolejną gałąź
- Zdaje się że utknęliśmy tu na dobre. Co myślicie o ogarnięciu jakichś ubrań i rozejrzeniu się po tym „rezerwacie”
- Nie jesst to najlepssszy pomyssssł. A co jak tam ssssą drapiezniki?
- To przyjdą i tutaj.
- Ktośś powinien pilnować obozu.
- Aleraa może ty pójdziesz na zwiady?
- A jeśśśli zginie?
- Da sobie radę.

Mimo słów z tonu Borisa wynikało coś zupełnie innego, zdawał sobie doskonale że gdyby nie zdolności łowczyni, głodowaliby kolejny dzień. Z drugiej stronie jak bardzo by nie rozbudowali obozowiska nie przybliży ich to do cywilizacji. Musieli coś zrobić. I to raczej szybko. Na niebie pojawił się księżyc i jak na zamówienie noc rozbrzmiała odgłosami owadów i szmerami zwierząt. Gdzieś z oddali rozległo się nawet wycie.


***

Tymczasem gdzieś indziej w tym samym czasie.
- Mieli już dosyć czasu.
- Szanse na przetrwanie mają marne, jak oglądalność?
- Niska, i spada
- Potrzebujemy nieco emocji.
- Może zrobimy sondę?
- Nieee, musimy być kreatywni i zaskoczyć widzów.
- Czym?
- Mam pewien pomysł, pamiętasz tamten frachtowiec z...


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 12 Gru 2017, o 19:37

- Nie wiem jak wy, ale ja bym na waszym miejscu nie zakładała jeszcze tej bielizny. - powiedziała Aleraa i lekko się zaśmiała nawet, ale jej towarzysze najwyraźniej nie podzielali jej dobrego humoru.
-A ty z czego rżysz Aleraa? - Boris zerwał się wyraźnie oburzony i skierował się w kierunku Aleryy by zrobić coś złego, ale się w porę opanował i tylko spojrzał się na nią groźnie.
-Z tego powodu, że skóra jeszcze nie obeschła z krwii i jak zaschnie na was, to trzeba ją będzie zdierać. Boleśnie - odpowiedziała pewna siebie piekąc serce łanii. Jeśli miała zrobić nocny zwiad, musiała miec energię, a to daje zawsze najwięcej energii. Skubiąc kawałki mchu obserwowała z pewną dozą dobrego humoru, jak faceci zdejmowali z siebie te ubrania i mówiąc szczerze to jej nieco opłacało po całodziennym stresie.
-Nie wiem jak wy, ale ja bym to mięso zawiesiła gdzieś wysoko. Drapieżniki. - Powiedziała jakby od niechcenia i lekko zwinąwszy się w kulkę zasnęła przy ognisku. Co jak co, ale to jej się przyda, zwłaszcza że polowania zawsze ją wykańczały...
***
Sny... Część rzeczywistości, której wiele osób zaprzecza, by cokolwiek takiego istniało, ale jednak. Aleraa nie ocknęła się z świadomości, tylko przeszła do jej innego stanu. Była w wielki, olbrzymim więc lesie z gigantycznymi drzewami. Gdyby jej wioska stanęła jeden na drugim, to mało prawdopodobne byłoby, by dosięgli do korony chociaż najniższych drzew. Aleraa leżała na ściółce tego lasu, zapatrzona w korony tych drzew. W pewnej chwili przemknęło jej w polu widzenia jakiś szybko poruszający się jaskrawy obiekt. Natychmiast wstałaby,gdyby nie to, że nie mogła. Spojrzałaby się, ale ni mogła. Jakaś wielka siła uniemożliwiała jej wstanie. Gdy była aż tak mocno skrępowana jakąś siła, nagle uderzyła w nią ogrmna siła połączona z ogromną światłością i...
***
Gdy wyrwała się z tego okropnego snu, była pełna noc. Więcej rzeczy słyszała niż widziała w ogniu dogasającego ogniska. Powiesili jednak mięso na drzewie, nie są głupi. Chwilę, jednakże naprawdę krótką zajęło jej wyprostowanie się, a potem się rozejrzała się, a ognisko przysypała piaskiem. Obaj juź smacznie spali.
- Idioci. - powiedziała cicho pod nosem w swoim rodowitym narzeczu, a sama wzięła włócznię oraz noż i udała się wgłąb lasu, jakkolwiek by to nie brzmiało.
***
Las. O tej porze dzieje się wiele ważnych i ciekawych rzeczy. To o tej porze wychodzą największe ofiary i drapieżniki. Oraz wariaci w stylu pisarzy, którzy niewiele właściwie robiś jak lunatykują. Ale w tej ciszy było coś niezwykłego. Nie słyszała niczego praktycznie... Poza cichym powarkiwaniem czegoś. Natychmiastowo się odwróciła gotowa do ataku. A, tylko szop, który natychmiast czmychnął gdzieś w zarośla. Ale dalej jej coś nie dawało spokoju. Było cicho, zbyt cicho... I nagle... Poczuła krew... Krew wilka. Natychmiast zaczęła wąchać okolicę. Wyczuła świeże krople krwi. Poszła, a raczej pobiegła tym tropem. Jakoś w okolicach pierwszej-drugiej w nocy zauważyła już, co się działo. Wilk, najprawdopodobniej samiec odtrącony od stada, zaatakował samotną wilczycę. Aleraa przypatrywała się okolicy i już wiedziała, że nie jest sama. Broniła szczenięcia, conajmniej jednego. No jasne, zabije a potem zgwałci, faceci... Już miała się nie wtrącać, gdy udrzuciwszy samicę łapą samiec ją zauważył.
***
Przez chwilę patrzyli na siebie, żaden nie miał zamiaru ustąpić, ani ona, ani on. Patrzyli na siebie starając się zdominować przeciwnika. Po chwili wilk zaczął biec i skoczył na Alerę w celu wykończenia jej. Odruchowo wyciągnęła włócznię w jego kierunku i... Nabił się. Włócznia przebiła jego serce pięknie wchodząc od obojczyków. Wystarczyło zaledwie kilka sekund, aby przestał się rzucać. Odrzuciła go. Nie ruszał się, a włócznia, co dziwne w idealnym stanie, powróciła do rąk właścicielki. Spojrzała się na wilka i nagle poczuła ogromną ochotę... By wypić jego krew. Natychmiast do niego przybiegła i z jego rany zaczęła wysysać krew. Słodka, lekko kwaśna, ale odżywcza krew... Gdy wyssała dosyć zawyła, ale nie jak małe dziecko. To był prawdziwy wilczy zew. Po chwili dało się słyszeć kolejne wycia kolejnych watah.
***
Po chwili takiego wycia usłyszała piski i jak coś skubie ją za tyłek. Odwróciła się zła, ale zaraz jej ta złość przeszła jak ręką odjął. Była to ta wilczyca, którą przed chwilą obroniła, a dokładnie obroniła ją broniąc siebie. Chciała coś od niej. Kiedy próbowała się oddalić w jakimkolwiek innym kierunku niż od jej szczeniąt natychmiast reagowała warczeniem. Zdziwiła się, ale co jej tam. Szła wraz z nią, ale gdy tylko próbowała odejść, natychmiast słyszała warczenie. No to co mogła robić? Gdy doszła do tej norki wilczyła szczeknęła i z norki wyjrzały dwie mordki na oko dwumiesięcznych wilczych szczeniąt. Jakie były słodkie... Ale nie rozumiała po co to jest... Po kilku minutach odeszła zabierając ze sobą truchło ubitego przez nią wilka i wróciła do obozu. Ale to nie był zwykły, powolny marsz pod obciążeniem. Była o wiele energiczniejsza oraz szybszy, wręcz biegła. Gdy dotarła do obozu powoli jednak odczuwała coraz większe zmęczenie. Słońce zaczynało świtać, a ona czuła się, jakby nie spała całą noc. W swojej chacie tylko rzuciła truchło na ziemię i opierając się o nie zasnęła... Ostatnie co czuła to trzy łby, które z niewiadomych przeczyn poczuła przy sobie...
Image
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 94
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Poprzednia

Wróć do Statki i okręty