Content

Opowiadania

Do ostatniej kropli krwi - część I.

Image

Do ostatniej kropli krwi - część I.

Postprzez Rafael Rexwent » 15 Sie 2016, o 11:46

Akcja opowiadania dzieje się w czasach Wojen Mandaloriańskich, a dokładniej pod ich koniec. Ta część obejmuje bitwę kosmiczną, stanowiącą niejako wstęp do wielkiej bitwy naziemnej (będą miliony żołnierzy. I tak wiem, to niekanoniczne, ale olać to. Ma być dramaturgia, mają być emocje, ma być obraz wojny, a nie jakieś pfiu-pfiu setki klonów z tysiącem droidów).
Uwaga! Niewielki spoiler, dlatego radzę go przeczytać po zapoznaniu się z opowiadaniem, aby wyjaśnił pewno niedomówienie.
Pierwszą salwę rakiet Republika zdjęła dzięki ogromnemu szczęściu. Gorzej z kolejnymi :D

Opowiadanie jest też na Wattpadzie, ale tam by przeczytać je w całości należy się zarejestrować, a nie każdy się do tego pali. A teraz zapraszam do czytania, oceniania i komentowania.



Do ostatniej kropli krwi - część I



Republikański admirał Ivis Kratos wpatrywał się w świetliste pasy nadprzestrzeni przez iluminator flagowego okrętu Siódmej Floty Sektorowej, ogromnego krążownika typu Centurion. Te ponad kilometrowe jednostki były dla Republiki niezwykle cennymi nabytkami. Stworzone jako uniwersalna alternatywa dla okrętów Inexpugnable, potężnie uzbrojone i opancerzone, oraz zdolne do transportu ośmiu eskadr myśliwców, zostały wyprodukowane, by przeciwstawić się ciężkim drednotom Kandosii.

Pozostałymi jednostkami Siódmej Floty, skierowanymi do obrony Malastare były krążowniki typu Interdictor i Hammerhead, fregaty Praetorian i korwety Foray razem z kontyngentem myśliwskim. Wszystkie okręty aktualnie leciały Drogą Hydiańską, trasą nadprzestrzenną łączącą planetę z Światami Jądra.

- Za ile dotrzemy do celu? - odezwał się spokojnym, ciepłym tonem Kratos, cały czas wpatrując się przed siebie.

- Za standardową godzinę, sir –odpowiedział mu pierwszy oficer, wysoki Cereanin z długimi,kasztanowymi włosami. Na jego twarzy można było dostrzec oznaki zamyślenia i niepokoju, a właśnie odwracający się admirał je zauważył.

- O co chodzi, Akk-Lai? - serdecznie spytał się sędziwy Arkanianin, lekko poklepując dwusercowego obcego po ramieniu, gdy się do niego zbliżył.

- Mandalorianie są niezwykle waleczni,ale zarazem pomysłowi i mądrzy. Ich okręty są potężne i ciężko uzbrojone. To będzie bardzo trudna walka, a jej wynik to zagadka –wypowiedział grobowym tonem pierwszy oficer, głośno po tym wzdychając.

- Każda ważna bitwa nie jest z góry rozstrzygnięta, a przecież miliardy istot bez wahania oddaje swojeżycia w imię własnych ideałów i przekonań . My walczymy, bo bronimy wolności i demokracji. Mandalorianie walczą, ponieważ spełniają przez to swoje wartości – Kratos lekko się uśmiechnął i zbliżył do stołu operacyjnego, co oznaczało, że rozmowa na ten temat została zakończona.

- Plan został przedstawiony i zaakceptowany na naradzie. Teraz niż nic nie możemy zrobić, oprócz oczekiwania – rzucił tylko na koniec Arkanianin i wygodnie rozsiadł się na fotelu kapitańskim. Białe oczy wpatrywały się przed siebie, a ciało było niczym posąg z marmuru – nieruchome i majestatyczne. Teraz mogli tylko czekać...





3 godziny później...






Na tle zielonkawego globu rysowały się sylwetki okrętów Republiki. Każdy z nich miał swoje miejsce w formacji, swoje zadanie. Środek formacji liniowej Siódmej Floty stanowił krążownik typu Centurion „Obrońca", trójka Interdictorów ustawiona symetrycznie wokół okrętu flagowego,piętnaście Hammerheadów, oraz czwórka fregat Praetorian. To właśnie te jednostki miały przyjąć na siebie główny ciężarbitwy, odciążając skrzydła i straż tylną. Po obu flankach środkowej formacji były równomiernie rozmieszczone nieliczne Praetoriany, oraz krążowniki Hammerhead i korwety Foray. Odwody i zabezpieczenie tyłów stanowiła para fregat Rendili Hyperworks,wraz z szóstką stu pięćdziesięciu metrowych „łamaczy blokad".

Ivis Kratos znów przyglądał się przez iluminator na czarną otchłań kosmosu, ozdobioną setkami niewielkich, świetlistych punkcików. Uwielbiał patrzeć się na potęgę natury, która ukształtowała Galaktykę i zmieniła ją w niezwykle zróżnicowany byt. Każda z miliardów planet jest wyjątkowa, każdy z jej mieszkańców również. Lecz nagle dostrzegł dziesiątki punkcików, które zakłóciły dotychczasową harmonię. Nie miał wątpliwości co się właśnie stało, a nawet gdyby takie posiadał, to i tak rozwiałyby je słowa pierwszego oficera:

- Sir, wroga flota wyszła z nadprzestrzeni!

Wśród załogi mostka „Defendera"zaczął szerzyć się niepokój, bo nawet na oko przeciwnik miał przewagę liczebną. Zaś prawdziwy szum wzbudził raport oficera sekcji skanerów:

- Wykryliśmy trzydzieści pancerników Kyramud, dwadzieścia kanonierek Jehavey'ir, czterdzieści transportowców Shaadlar, taką samą ilość kanonierek Teroch, oraz dwa drednoty Kandosii. Do tego mają zapewne wsparcie myśliwców i Bazy... Sir! Rakiety! Mnóstwo rakiet! - wydarło się zrozpaczonemu mężczyźnie, który z bladą twarzą odczytywał kolejne wiadomości– 444 pociski! - po policzku oficera poleciała łza. Ta informacja była bardzo niepomyślna, a wręcz tragiczna. Co gorsza to był dopiero początek.

- Postawić zaporę ogniową! -spokojnym, choć doniosłym tonem odezwał się admirał, zachowując całkowity spokój. W przeciwieństwie do młodszego personelu był o wiele bardziej doświadczony i zahartowany. Rozumiał jednak obawy oficera, chociaż nie zaprzątał sobie nimi głowy. Nie w takim momencie, gdzie los całej floty wisi na włosku.

Rozkaz w ekspresowym tempie poszedł dalej, do wykwalifikowanej załogi kierowania ogniem. Po chwili można było usłyszeć ich rozdygotane głosy.

- Lewa flanka bierze sektory I-9 i K-8

- Prawa strona – sektory H-7 i G-9

- Centrum – H-9 i K-10

Na kilka chwil zapanowała absolutna cisza, gdy wieżyczki laserowe i turbolaserowe nakierowywały się na cele. Z każdą chwilą lecące rakiety zbliżały się do okrętów Republiki, stając się coraz lepiej widoczne. Jeszcze moment i odezwą się działa. Jeszcze chwila. Niektórzy wstrzymali oddech,inni trzymali się za łomoczące serca. Ale wszyscy połączyli się zmową milczenia, coraz bardziej rozszerzającymi się oczyma obserwując wrogie pociski.

Nagle rozległa się salwa Siódmej Floty, a przestrzeń kosmiczna zaroiła się od zielonkawych boltów energetycznych, które pomknęły na spotkanie rakietom wstrząsowym.Każdy z nich miał ogromne znaczenie. Margines błędu był minimalny. Z ogromną prędkością kolorowe smugi dotarły do swoich celów, a w próżni zaroiło się od eksplozji i błysków.

-Sir! Dwanaście się przebiło! - pomostku rozległ się doniosły głos, któremu towarzyszyły westchnięcia ulgi i nerwowe pokasływania.

Pierwsza z ogromnych rakiet wstrząsowych mknęła po bezmiarze czarnej pustki, nic sobie nie robiąc z panicznego ostrzału małokalibrowymi działkami laserowymi. W końcu dotarła do kresu swojej drogi, z impetem wbijając się w jedną z korwet Foray. Najpierw samą siłą uderzenia wgniotła część kadłuba, a potem doszło do eksplozji przenoszonego przez pocisk ładunku. Wybuch pochłonął całą jednostkę momentalnie zamieniając ją w kosmiczny pył. Cała jej załoga dosłownie wyparowała w ułamku sekundy, nie mając nawet czasu na ucieczkę w kapsułach ratunkowych. Ogrom detonacji był tak wielki, że lekko uszkodzona została nawet bliźniacza korweta,będąca najbliżej ten zniszczonej.

Kolejne pociski minęły swoje cele i pomknęły dalej, natomiast dwa ostatnie upatrzyły sobie jeden z krążowników obrońców. Pierwsza rakieta wstrząsowa trafiła Hammerheada centralnie w mostek, aby w ułamku sekundy doprowadzić do jego całkowitej anihilacji. Ocalała część rufowa została natomiast zmieciona przez drugi pocisk.

Republikanie nie mieli jednak czasu na opłakiwanie strat, ponieważ Mandalorianie wykorzystując chwilę,gdy działa okrętów Siódmej Floty ostrzeliwały nadlatujące pociski, rozpoczęli atak. Z hangarów jednostek wystrzeliło sto jedenaście eskadr myśliwców typu Davaab, oraz masa Bazyliszków.Do tego skupiska maszyn dołączyły także kanonierki Teroch, które zapewne przenosiły pierwszy rzut desantu. Okręty również nie próżnowały i z pełną mocą silników ruszyły na republikańskie jednostki. Jedynym pocieszeniem dla obrońców mógł być fakt, że mieli jeszcze trochę czasu zanim Mandalorianie wystrzelą drugą salwę rakiet.

- Wypuścić myśliwce. Zawiadomcie siły planetarne o inwazji, oraz wyślijcie prośbę o wsparcie do dowództwa – Ivis wydał podstawowe rozkazy, widząc manewry oponenta. Teraz na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za los całej Siódmej Floty. Nie mógł ich zawieść.

- Odpalić torpedy protonowe, wycelować tak by mieć jak największą pewność trafienia – dodał po chwili, chociaż i tak wiedział, że ich pociski zostaną zestrzelone przez wroga. Ale wiedział także o istnieniu czegoś takiego jak los i postanowił mu w tej kwestii zaufać.

Nie upłynęło pół minuty, gdy Centurionem zatrzęsło, kiedy ciężkie torpedy protonowe opuszczały wyrzutnie. Osiem podłużnych pocisków wyrzuconych siłą pchnięcia,uruchomiło swoje silniki i ruszyło w stronę przeciwnika. Wszyscy na mostku w milczeniu czekali na raport.

- Pierwsza – zniszczona, druga –tak samo... piąta! - trafienie! - rozległ się rozemocjonowany głos jednego z oficerów, aby po chwili już z zawodem dodać – tylko paręnaście myśliwców, szósta – zniszczona... siódma –pudło! - ktoś głośno zajęczał – ósma! Bezpośrednie trafienie! Sir, wroga kanonierka Jehavey'ir została uszkodzona! -poinformowano admirała.

Obie strony odniosły już pierwsze straty i uszkodzenia, a chwila gdy zaczną ostrzeliwać się z broni energetycznej nieustannie się zbliżała. Lecz zanim do tego doszło kosmos stał się areną walki myśliwców. Niemalże osiemset maszyn Republiki starło się z wrogimi myśliwcami. Przewaga liczebna stała po stronie Mandalorian, podobnie jak indywidualne umiejętności pilotów oraz wytrzymałość opancerzenia. Natomiast jednostki obrońców były lepiej uzbrojone, szybsze i zwrotniejsze.Republikanie także znacznie lepiej współpracowali i mieli doświadczenie w kooperacji z korwetami Foray.

Pędzące na czele eskadry Aureków i Davaabów wbiły się w siebie nawzajem, rozświetlając monotonną czerń próżni jaskrawymi kolorami energetycznych boltów i eksplozji. Przestrzeń kosmiczna zamieniła się w arenę zmagań setek walk kołowych. Co chwila któryś z myśliwców kończył jako kula ognia w spektakularnym wybuchu, czy to zestrzelony serią szmaragdowych lub szkarłatnych boltów, czy też od trafienia torpedą protonową lub rakietą wstrząsową. Zdarzały się także przypadki, gdy dwie maszyny przypadkowo zderzały się ze sobą. Po minucie szaleńczej walki kołowej w to mrowie zwinnych myśliwców wbiły się cięższe i wolniejsze maszyny szturmowe S-250 Chela oraz mandaloriańskie Bazyliszki i kanonierki Teroch, rozsiewając dookoła siebie chaos.
Na niewielkiej przestrzeni stłoczyło się ponad dwa tysiące myśliwców, ale ich liczba cały czas się zmniejszała.Desperackie pojedynki jeden na jednego momentalnie zmieniały się w potyczkę całych eskadr, a próba zorganizowanego ataku na większe jednostki wroga kończyła się pod zmasowanym ostrzałem z działek.W takich chwilach okazuje się, że pozornie mało ważne niuanse stają się przyczyną zwycięstwa lub porażki. Davaaby dzięki dwuosobowej załodze i specjalnym serwomotorom pozwalającym na obrót działa laserowego o sto osiemdziesiąt stopni, oraz lżejszemu,bardziej szybkostrzelnemu uzbrojeniu mogły lepiej rozdysponowywać ogniem, co ułatwiało im trafienie słabo opancerzonych myśliwców Republiki. Natomiast Aureki poświęcając szybkostrzelność na rzecz siły zmagazynowanej w pojedynczym bolcie, nie miały problemu z przebiciem się przez poszycie mandaloriańskich maszyn, a lepsza zwrotność i szybkość dawały możliwość znalezienia się na ogonie przeciwnika w sposób niesprawiający trudności.

Jednak piloci myśliwców przechwytujących obu nacji największy problem mieli z cięższymi jednostkami. Dla Mandalorian zmorą były ciężko opancerzone i uzbrojone Chele, natomiast Republikanie mieli problemy ze zwinnymi, trudnymi do nadgryzienia i wyposażonymi w dwa sprężone działa laserowe kanonierkami Teroch. O ile piloci i strzelcy wszyskich maszyn biorących udział w walce myśliwskiej czuli się w tym momencie jak ryby w wodzie, o tyle dosiadający Bazyliszków Mandalorianie byli w trudnym położeniu. Uzbrojenie ich tradycyjnych wierzchowców bojowych było zbyt słabe, by poważnie zagrozić nieprzyjacielskim myśliwcom, a i opancerzenie nie imponowało w kosmosie wytrzymałością. Dlatego też, gdy droidy bojowe spadkobierców Taungów znalazły się w środku potyczki, mało który wychodził cało z pojedynku jeden na jeden. To nie było ich naturalne środowisko, dlatego też przebiwszy się przy sporych stratach przez wrogie szwadrony ruszyły w stronę powierzchni planety. Za nimi ruszyły także kanonierki Teroch, oraz kilkanaście eskadr Davaabów, które odskoczyły od walki.
Każdy Aurek, który chciał ich powstrzymać znikał w niemej eksplozji, podobnie jak zuchwała eskadra S-250 Chel, jaka samotnie ruszyła na zbitą kupkę maszyn Mandalorian, chcąc rozbić ją salwami rakiet. Lecz załogi Davaabów nie były żółtodziobami i szybko uporały się z harcownikami. Część zrobiła koło i zaatakowała republikańskie myśliwce szturmowe od tyłu, szybko przerzedzając ich formację, a niedobitki wpadły prosto pod ostrzał odwróconych o sto osiemdziesiąt stopni działek mandaloriańskich maszyn, które zostały przy Bazyliszkach, które nieubłaganie zbliżały się do okrętów obrońców. I tutaj ukazał się niepodważalny atut Republikanów. Kilka eskadr Aureków umiejętnie zepchnęło wrogie myśliwce prosto pod ogień wieżyczek przeciwlotniczych korwet Foray, które z łatwością uporały się z częścią maszyn nieprzyjaciela. Mandalorianie widząc swoje położenie odpalili wszystkie pociski jakie mieli w stronę korwet, po czym korzystając z tego, że te zajęły się zestrzeliwaniem nadlatujących rakiet wstrząsowych, ruszyli w stronę powierzchni Malastare. Ale tu czekała ich przykra niespodzianka w postaci tylnej straży floty Republiki, która natychmiastowo zasypała ich laserowym i turbolaserowym ogniem. Kolejne Davaaby, Terochy i Bazyliszki kończyły jako wraki lub kosmiczny pył, ale upór i waleczność Mandaloriannie pozwalała im zrezygnować. Pozbawione rakiet maszyny nie mogły zrobić zbyt wiele, a gdy w końcu atakujący osiągnęli pułap atmosfery okazało się, iż do tego momentu przetrwały tylko dwadzieścia cztery Terochy, dziewiętnaście Davaabów oraz trzydzieści Bazyliszków.

W międzyczasie bitwa myśliwców weszła w swoją najzagorzalszą fazę, a straty po obu stronach sięgały już trzydziestu procent. Teraz pilot który wygrywał jeden pojedynek, natychmiastowo musiał stawać do drugiego, bo inaczej kończył szybko i boleśnie. Powoli większym zagrożeniem dla Aureków, Chel i Davaabów stawała się rosnąca liczba wraków i szczątek. Nadal niezwykle trudno było stwierdzić po czyjej stronie jest aktualnie przewaga, ponieważ i Republikanie i Mandalorianie nie zamierzali ustępować i dokonywali niemożliwych czynów za sterami swoich maszyn.

I nagle rozpętało się piekło. Setki turbolaserowych boltów zaczęło śmigać niebezpiecznie blisko myśliwców, gdy okręty rozpoczęły wzajemny ostrzał z broni energetycznej. Teraz do zadań pilotów doszło jeszcze unikanie kolorowych smug lub proszenie w duchu o to, by żadna z nich w nich nie trafiła. Nie przeszkadzało to jednak temu, że co chwila jakiś Aurek lub inna maszyna dosłownie wyparowywała otrzymując trafienie boltem energetycznym z ciężkiego turbolasera. Co gorsza często z turbolasera zamieszczonego na sojuszniczym okręcie.



- Sir, przeciwnik skupił ostrzał na naszej prawej flance! - meldunek ten znalazł potwierdzenie w eksplozji jednego z krążowników Republiki, który nie wytrzymał zmasowanego ostrzału. Natychmiast jego miniaturka na stole operacyjnym zamieniła się w holofigurkę przedstawiającą wrak.

- A więc my ostrzelamy ich najbardziej wysunięte okręty – cicho powiedział Arkanianin, aby po chwili już znacznie głośniej sprecyzować rozkaz – lewe skrzydło bierze Kyramuda w sektorze C-14, prawe skrzydło ostrzela Kyramuda w sektorze D-2, natomiast centrum weźmie się za kanonierkę Jehavey'ir w punkcie C-17.

Ci sami ludzie, którzy wcześniej przyczynili się do zestrzelenia większości wrogich ciężkich rakiet, teraz zajęli się obliczeniami i szacunkami nad tym, by jak najwięcej boltów energetycznych trafiło we wskazane cele. Palce zaczęły szybko stukać w klawiatury, oczy poczęły zbierać wszystkie wyświetlane informacje, a mózgi starać się je ogarnąć i przetworzyć. Niezwykle stresujące i nerwowe sekundy, w których emocje sięgają zenitu, a to wszystko po to, by po wciśnięciu guzika działa wystrzeliły zgodnie z twoimi obliczeniami. Nie inaczej było i tutaj, a gdy główny oficer sekcji uzbrojenia osobiście wcisnął odpowiedni przycisk, z dział Republiki wystrzeliła niezwykle potężna salwa. Po chwili setki boltów energetycznych sięgnęły celu, szybko drenując ich tarcze energetyczne i doprowadzając do ich wyłączenia. Spora część szmaragdowych i szkarłatnych smug dotarła także do kadłubów mandaloriańskich okrętów i nadwyrężając ich potężne opancerzenie. O ile Kyramudy jakoś przetrwały salwę i dalej funkcjonowały, to ostrzelana przez najpotężniejsze okręty Republiki kanonierka Jehavey'ir odmówiła załodze współpracy, gdy na jej poszatkowanym kadłubie zaczęły pojawiać się ogniste rozbłyski, które zaraz ginęły z braku tlenu. Łańcuch eksplozji rozrywał kolejne partie jednostki, aż dotarł do generatora i jednym, ostatecznym wybuchem zakończył agonię kanonierki. Kolejne salwy okrętów Siódmej Floty zmiotły uszkodzone wcześniej pancerniki Mandalorian, ale ci nie pozostali dłużni i zmasowanym ostrzałem zniszczyli jedną z fregat Praetorian, oraz kolejne dwa Hammerheady. Opór Republiki powoli słabnął, a nieubłagalnie zbliżało się najgorsze. Spadkobiercy Taungów czując, że zaczynają przeważać, ruszyli do natarcia, chcąc jak najszybciej zakończyć tą bitwę. Transportowce Shaadlar trzymały się z tyłu w bezpiecznej odległości, czekając na sposobny moment do przerwania kordonu obrońców i rozpoczęcia pełnoprawnego desantu.

- Sir, przeciwnik skoncentrował swój ogień na Praetorianach! - meldunek był do przewidzenia, bo oponent wolał wykluczyć starsze jednostki, ponieważ były one łatwiejsze do uszkodzenia, a ich utrata pozbawiała Republikanów sprawnej obrony przeciwlotniczej. Na potwierdzenie tej informacji znajdującą się po prawej stronie „Obrońcy" fregatą wstrząsnęła seria eksplozji, a od kadłuba oderwały się kapsuły ratunkowe.Opuszczona przez załogę jednostka po kolejnej salwie skończyła jako kula ognia, zalewając mostek Centuriona kaskadą jasnego światła. Ale nie to było najgorsze, bo okręt flagowy Siódmej Floty nagle dostał się pod zmasowany ostrzał turbolaserowego ognia. Bolty energetyczne z dział obu drednotów Kandosii wściekle rozbłyskiwały na tarczach energetycznych krążownika Republiki, co chwila rażąc w oczy załogę jego mostka. Lecz admirał Ivis Kratos nie stracił spokoju, mimo że dobrze zdawał sobie sprawę z tragicznej sytuacji.

- Skupić ostrzał na lewym drednocie.Działa jonowe niech celują w stanowiska artyleryjskie i wyrzutnie rakiet – odezwał się w końcu niezwykle zimnym, ale i opanowanym tonem – korwety Foray z prawej i lewej flanki mają wykonać manewr oskrzydlający, wspierane przez jednostki z rezerw. Także obie fregaty mają znaleźć się obok nas, aby wspomóc nas swoimi działami – oficerowie pokiwali tylko głowami na znak, że zrozumieli i przystąpili do ich wykonywania.

- Jak wygląda sytuacja naszych sił myśliwskich? - zwrócił się do jednego z załogantów Arkanianin,lecz zanim otrzymał odpowiedź został zmuszony do przytrzymania się stołu operacyjnego, gdy okrętem wstrząsnęło.

- Jakiś Davaab wbił się w nasz kadłub! - wykrzyknął jakiś mężczyzna, by po chwili doprecyzować– doszło do uszkodzenia poszycia i dekompresji w przedziałach 21-24, oprócz tego żadnych innych zniszczeń.

- Straciliśmy ponad sześćdziesiąt procent sił myśliwskich i nadal nie możemy przebić się przez Mandalorian, mimo że ich straty są zbliżone do naszych.

- Przekażcie pilotom, by nieco oddali pola i podciągnęli wroga pod nasze wieżyczki przeciwlotnicze –polecił Kratos.

- To może być utrudnione – zwrócił mu uwagę któryś z oficerów.

- Wiem o tym, ale nie ma innego wyjścia– uciął dyskusję Ivis.

Republikańskie jednostki, które uzyskały w końcu możliwość wykorzystania swojego głównego atutu – zwrotności, nie traciły czasu i zaczęły flankować przeciwnika. Zbyt powolne, ciężko opancerzone okręty Mandalorian nie miały za bardzo jak na to zareagować i doszło do tego, że kilkadziesiąt korwet zaczęło mocno wdawać się we znaki flocie agresorów. Ich turbolasery wgryzały się w burty i rufy Kyramudów i kanonierek Jehavey'ir, zmuszając je do przeniesienia części mocy dziobowych tarcz energetycznych na ostrzeliwane rejony. Przewaga napastników zaczęła powoli topnieć, ale ten stan nie trwał zbyt długo. Nieoczekiwanie do walki dołączyły się, bierne dotychczas,transportowce Shaadlar. Korwety Foray, które miały oflankować nieprzyjaciela, same zostały otoczone. Kolejne „łamacze blokad"załamywały się pod ostrzałem, ale ich załogi nie zamierzały tanio sprzedawać skór i walczyły do końca. Wtedy też admirał Republiki wpadł na pewien pomysł i nagle jeden z najbliżej znajdujących się koło Centuriona pancernik, drgnął i przyciągany potężnymi emiterami promieni ściągających zbliżał się do floty obrońców. Odsłonięty na ataki od strony burt został bardzo szybko zniszczony przez salwy republikanów, w których serca wstąpiła nadzieja na zwycięstwo.

Lecz w tym momencie nastąpiło to co musiało. Na radarach okrętów Siódmej Floty pojawiły się setki czerwonych punkcików lecących w ich stronę. Twarze oficerów obsługujących skanery zbielały, a ciała zamarły. Tylko jeden z nich, ten na „Obrońcy"zdołał wypowiedzieć to jedno słowo:

- Rakiety...

Na mostku zamarł dotychczasowy gwar, a nikt nie śmiał się nawet ruszyć. Każdy z otwartymi ze strachu i niepewności oczami wpatrywał się w iluminatory. Ręce zaczęły niepokojąco drżeć, a mózg wręcz rozsadzał czaszkę, gdy nadchodził koniec. Ivis Kratos pomyślał o swoim rodzinnym domu, o żonie, o dzieciach, o swoich podwładnych, o Republice. A gdy dostrzegł nadlatujące pociski zamknął oczy, skrywając swoje białe oczy pod powiekami. Nie chciał na to patrzeć. Nie chciał nawet tutaj być. W ułamku sekundy zrozumiał, że nie oni powinni tutaj być i że Republika wysłała ich na pewną śmierć. Poczuł do niej żal w sercu. Do władzy, której tak zażarcie bronił, tak wiernie jej służył. Wiedział już. To koniec jego kariery. Nie będzie tak, jak sobie czasami go wyobrażał. Nie będzie honorów.Nie będzie uroczystego obiadu rodzinnego. Nie będzie spokojnej emerytury. Tylko śmierć. Admirał usłyszał niezwykle głośny huk, który wibrował mu w uszach, oraz poczuł jak jego ciało leci w powietrzu. Po chwili ostry ból w plecach uświadomił mu, że uderzył nimi o coś twardego i wtedy zapadła ciemność...


***



Akk-Lai nie mógł stwierdzić ile czasu był nieprzytomny, ale zapewne niezbyt długo, bo bitwa wciąż trwała. Gdy uniósł obolałą głowę, zobaczył żywo gestykulującą postać. Wtedy też z tyłu czaszki poczuł nieznośny ból, a gdy chcąc ją pomasować, przesunął po niej ręką, zobaczył na swojej dłoni krew. Nie przeszkodziło mu to jednak w podniesieniu się na równe nogi. Jego niezbyt dyskretny manewr dostrzegła dowodząca postać, która odwróciła się w stronę Cereanina. Dopiero wtedy pierwszy oficer rozpoznał twarz dowodzącego, a okazał się nim drugi oficer. Zapewne z powodu straty obu wyższych rangą oficerów, mężczyzna przejął kontrolę nad resztkami Siódmej Floty, chcąc do końca walczyć z napastnikami.

- Sir, jak dobrze pana widzieć –zwróciła się do Akk-Laia postać.

- Żyjemy? - zdziwiony Cereanin nie do końca jeszcze wierzył w to co widzi.

- My tak, lecz admirał Kratos oraz większość naszych okrętów już zakończyła służbę dla Republiki. Ale spokojnie, zaraz my również pójdziemy w ich ślady– rzucił z przekąsem drugi oficer.

- Będziemy walczyć. Do końca –wychrypiał Akk-Lai, którym mocno wstrząsnęła informacja o śmierci Arkanianina. Ivis był dla niego mentorem i dobrym przyjacielem.Dlatego jego strata była dla Cereanina szczególnie bolesna.

Mężczyzna tylko pokiwał głową,chociaż dobrze wiedział jak to się skończy. Wystarczyło rozejrzeć się po samym mostku „Obrońcy" by dostrzec ogromne uszkodzenia. Część stanowisk zamieniła się w kupy poskręcanego metalu, oraz porozrywanych i iskrzących przewodów. Dookoła było kilkanaście ciał leżących w kałużach krwi, lub wygiętych w nienaturalnych pozycjach. Z oświetlenia ostało się ledwie parę świateł, a reszta było porozbijana, uszkodzona, albo zniszczona.

Znacznie gorzej od mostka wyglądał kadłub Centuriona. W wielu miejscach dziury w poszyciu sięgały kilku pokładów w głąb, odsłaniając wnętrze krążownika. W sporej ilości sekcji odcięta została sztuczna grawitacja i systemy podtrzymywania życia, a rozhermetyzowane korytarze były pozbawione tlenu, który całkowicie wyssała próżnia. Po generatorach tarcz energetycznych nie pozostało nawet śladu, a połowa reaktorów mocy została uszkodzona. Energii nie wystarczało dla wszystkiego, więc zostały wyłączone wszystkie zbędne podsystemy. Najwięcej mocy szło do uzbrojenia, które pozostało. „Obrońca" prowadził jeszcze zażarty ostrzał z nadal funkcjonujących dziesięciu poczwórnych baterii turbolaserowych i siedmiu podwójnych ciężkich dział jonowych. Nawet ocalałe dziewiętnaście laserowych wieżyczek przeciwlotniczych strzelało w stronę wroga.

Oprócz ciężko uszkodzonego Centuriona z Siódmej Floty pozostał jeszcze w pełni sprawny krążownik Interdictor wspomagający „Obrońcę" w ostrzale,oraz cztery Hammerheady. A naprzeciwko nim znajdowała się armada Mandalorian na której czele stały nadal oba drednoty Kandosii,prowadzące do boju dwadzieścia jeden pancerników Kyramud,dwanaście kanonierek Jehavey'ir i trzydzieści osiem transportowców Shaadlar. Agresorzy nic sobie nie robili ze słabego już ostrzału ze strony obrońców tylko skrupulatnie dobijali pozostałe jednostki. Pod ostrzałem Kyramudów kolejny z Hammerheadów stracił tarcze, a po przyjęciu paru energetycznych boltów jego kadłub zalśnił od eksplozji. Z każdym kolejną trafioną turbolaserową smugą na poszyciu krążownika Republiki powstawał kolejny wybuch,aż w końcu kolejne segmenty kadłuba zaczęły odpadać. Hammerhead rozpadł się na części, które zostały zamienione w kosmiczny pył przez dalszy ostrzał Mandalorian.

- Sir, długo już nie damy rady. Nasz kadłub ledwo wytrzymuje, dwa z krążowników odniosły obrażenia,a Interdictorowi wysiadł hipernapęd. Tylko „Ayaris" ma pełną sprawność bojową! - meldunek dobitnie dał znać Akk-Laiowi, że Siódma Flota jest na skraju zagłady.

- Straciliśmy „Pentaliona"! -zakrzyknął jeden z oficerów. A więc kolejny Hammerhead został zniszczony przez agresorów, uszczuplając już i tak bardzo małe siły obrońców.

Cereanin poważnie się nad czymś zamyślił. Rasa z jakiej pochodził była znana z niezwykłego intelektu, który pozwalał im na niezwykle sprawne rozwiązywanie problemów. Tylko sęk w tym, że tego problemu nie dało się rozwiązać. Można było tylko walczyć. Ale i w takiej sytuacji Akk-Lai dostrzegł szansę na uratowanie choć kilkuset żołnierzy.

- Niech „Ayaris" przygotuje się doskoku w nadprzestrzeń w takie miejsce, byśmy mogli go jak najdłużej osłaniać! - rozkazał w końcu donośnym i nieznoszącym sprzeciwu tonem.

- Sir, ale znajduje się on w polu rażenia jednego z drednotów Kandosii!

- Przekażcie rozkaz załodze „Ayaris"- w głosie Cereanina można było usłyszeć gniew.

- Tak jest – nieco wystraszony oficer nie zamierzał się sprzeciwiać, widząc narastającą złość u dowódcy.

- Do „Virtona" i „Krayta":ostrzelać lewego drednota całym uzbrojeniem. Nakażcie także ocalałym myśliwcom zrobić to samo.

Z niemalże ośmiuset myśliwców Republiki do tego momentu przetrwało zaledwie kilka eskadr Aurekówi trzy S-250 Chel. Po stronie Mandaloriańskiej natomiast pozostało ponad dwieście Davaabów. Ale po otrzymaniu rozkazu republikańscy piloci postanowili wykonać niemalże samobójczą misję i zorganizowali ostatni w swoim życiu skoordynowany nalot. Aureki przetrzebiły pobliskie zgrupowanie Davaabów, pozwalając cięższym Chelom przebić się przez kordon mandaloriańskich maszyn i ruszyć w stronę ogromnego okrętu. Szara, masywna sylwetka niemalże tysiąc czterystu metrowego okrętu majaczyła przed oczyma republikańskich pilotów. Im bardziej się do niej zbliżali, tym większa się wydawała. Nagle do akcji wkroczyła artyleria przeciwlotnicza zamontowana na drednocie. Czerwone bolty śmigały w kosmosie, chcąc zestrzelić nadlatujące maszyny. Jedna z Chel otrzymała bezpośrednie trzy trafienia i zniknęła w kuli ognia. Kolejna została podziurawiona przez krótką serię jednej z wieżyczek laserowych. Jakiemuś Aurekowi od ostrzału zapalił się silnik,lecz płomienie bardzo szybko zniknęły z powodu braku tlenu.Niemniej myśliwiec znacznie zwolnił, a wtedy dopadły go ścigające Republikanów mandaloriańskie Davaaby. Kolejne maszyny kończyły w kwiecistych eksplozjach, gdy w końcu padł rozkaz rozpoczęcia bombardowania.
Zasobne wyrzutnie rakiet S-250 Chel zaczęły opróżniać zawartość. Podobnie uczyniły również Aureki. Kadłub drednota Kandosii został ostrzelany pociskami rakietowymi, które docierając do poszycia wbijały się w głąb. Wtedy dochodziło do detonacji ładunku wybuchowego, co skutkowało potężną eksplozją.Fragmenty durastalowego opancerzenia wylatywały w kosmos, podobnie jak wyssane przez próżnię ciała Mandalorian. Seria wybuchów wstrząsnęła okrętem i spowodowała znaczne uszkodzenia. Już ostatnie maszyny Republiki wystrzeliwały swoje pociski, gdy kadłub drednota zaczął pękać. Piloci zrozumieli, że swoim nalotem nadwyrężyli strukturę ogromnej jednostki. W sercach Republikanów rozgorzała nadzieja na zniszczenie statku, ale powodzenie całego nalotu wisiało na włosku. Została tylko ostatnia Chela, gotowa odpalić wszystkie rakiety wstrząsowe i przypieczętować los mandaloriańskiego drednota Kandosii. Okazja na krwawą zemstę Republiki nie mogła się powtórzyć. Trzeba było zrobić to tu i teraz. Lecz los nie sprzyjał najwyraźniej pilotom Siódmej Floty,ponieważ ta ostatnia maszyna szturmowa, symbol nadziei i zemsty,dostała serią szkarłatnych boltów energetycznych, która zniszczyła jej statecznik. S-250 Chela wpadła w niekontrolowany korkociąg i po krótkim upadku rozbiła się na powierzchni kadłuba okrętu Mandalorian, powodując na niej kolejne pęknięcie. A więc jeszcze była szansa na zniszczenie drednota. Pozostawało pytanie,czy wytrzyma. Wyrwa poszerzała się coraz bardziej. Zbliżała się już do punktu krytycznego. A wtedy... przestała się powiększać.Drednot Kandosii przetrwał, a na zrozpaczone resztki eskadr Republiki wpadły Davaaby. Po kilku minutach rozpaczliwej walki kołowej z pola walki zniknęły wszystkie maszyny obrońców,chociaż Mandalorianie zapłacili za tę dominację w przestrzeni ogromnymi stratami.

- Nasze myśliwce zostały doszczętnie zniszczone, a wrogi okręt ledwo utrzymuje się w całości –zakomunikował oficer Cereaninowi.

- Załoga „Virtona" dziękuje za możliwość służenia pod pańskimi rozkazami – zwrócił się inny, a po jego policzku spłynęła łza. Ich też czeka ten sam los. Zginą w bitwie, a po kilkuset latach już nikt nie będzie o nich pamiętał.

A więc na placu boju pozostał już tylko „Obrońca", „Krayt", „Ayaris", oraz cała armada Mandalorian. Z racji tego, że Hammerhead zaczął się przygotowywać do skoku w nadprzestrzeń, Interdictor osłaniał go samym sobą.Dlatego też teraz to sześciuset metrowy okręty Republic Sienar Systems znalazł się pod ostrzałem agresorów. Jego tarcze absorbowały kolejne energetyczne bolty, broniąc im dostępu do kadłuba krążownika. Lecz wytrzymałość osłon energetycznych niebyła nieskończona i w końcu ich generatory wysiadły, co poskutkowało zanikiem błękitnej, obronnej otoczki dookoła Interdictora. Wiązki turbolaserowe zaczęły wbijać się w kadłub,powodując pożary i uszkodzenia. „Krayt" walczył, lecz cóż znaczyło jego uzbrojenie przeciwko setkom dział Mandalorian? Po zaledwie trzech minutach rozpoczęła się rozpaczliwa ewakuacja, ale ledwie pierwsze kapsuły oderwały się od kadłuba Interdictora, ten zniknął w eksplozji głównego reaktora.

- Sir, drednot ma „Ayaris" jak na widelcu!

- Wyłączyć napęd, systemy filtrujące i sztuczną grawitację, a całą energię przesłać do dział turbolaserowych. Naładować ich kondensatory do maksymalnego możliwego limitu – twarz Cereanina wyrażała niezwykłą pewność i wolę walki. Gdy obcy z Cerei są w sytuacji zagrażającej życiu,stają się nieustraszeni i gotowi walczyć do końca.

- Ale sir... to spowoduje ich eksplozję po wystrzale...

- Naszej sytuacji i tak to zbytnio nie zmieni, a jest szansa, że „Ayaris" się uratuje – odparł Akk-Lai cedząc słowa przez zaciśnięte zęby.

- Zrozumiałem, sir – oficer jak najszybciej pobiegł przekazać rozkazy, nie chcąc jeszcze bardziej rozjątrzać dowódcy.

Działa turbolaserowe zaczęły buczeć tym bardziej, im więcej energii było w nich kumulowane. Spoceni ze strachu kanonierzy niepewnie spoglądali na wskaźnik mocy. Słupki niebezpiecznie zbliżały się do czerwonej kreski, a wtedy pobór dalszych ilości energii został zatrzymany. Mieli tylko jeden strzał. Jeden, ale jakże miażdżący. W końcu nadeszły dokładne koordynaty celu, a niedługo później rozkaz otwarcia ognia. Głośne buczenie zaczęło narastać, a gdy wiązki zostawały skupione przez cewki galwenowe i opuszczały lufę, słychać było tylko ciche trzaski, a po chwili działa turbolaserowe zostały strawione przez eksplozje kondensatorów. Lecz nie to było teraz ważne, bo niemalże białe od nadmiaru energii bolty mknęły przez próżnię ku swojemu celu. To była ostatnia nadzieja Republiki na uratowanie choćby jednego okrętu Siódmej Floty. „Ayaris" potrzebował jeszcze czasu, który miał mu zapewnić „Obrońca" swoją ostatnią salwą. Sytuacja wisiała na włosku, a wszyscy załoganci obu okrętów obrońców czekali w napięciu na rezultat ostrzału. W grę wchodziło tylko zniszczenie drednota.

Bolty były już bardzo blisko okrętu Mandalorian i wtedy stała się tragedia dla Republikanów. Ostatnia,desperacka salwa chybiła celu, mknąc gdzieś dalej w otchłań kosmosu. Ocalony drednot Kandosii natychmiast otworzył ogień do Hammerheada, gotującego się do skoku w nadprzestrzeń.

Akk-Lai mógł tylko patrzeć jak„Ayaris" gnie się pod szkarłatnymi turbolaserowymi wiązkami, a jego kadłub zamienia się w durszlak. Każdy trafiony bolt energetyczny wyrywał kawałki poszycia krążownika, a z dziur wylatywały ciała załogantów. Niegdyś jeden z majestatycznych okrętów w służbie Floty Republiki zmienił się teraz we wrak, podobnie jak „Obrońca". Cereanin odwrócił wzrok. Nie musiał patrzeć na Hammerheada, by wiedzieć jak skończył.

- To koniec – mruknął jeszcze pod nosem, zanim kolejna salwa rakiet Mandalorian uderzyła w kadłub ostatniego okrętu Siódmej Floty Sektorowej, ostatecznie niszcząc wszystkie jednostki obrońców. Planeta Malastare stała otworem i już nic nie chroniło jej przed desantem. Armada Mandalorian okupiła swój atak znacznymi stratami, lecz ocalał jej trzon, czyli dwadzieścia jeden pancerników Kyramud i dwa drednoty Kandosii. Najwięcej zostało zniszczonych kanonierek, bo aż czterdzieści procent Jehavey'ir i Terochów. Lecz zdecydowanie najgorzej oberwały myśliwce, których na polu walki ostało się raptem kilkanaście eskadr. Do tego jeden z drednotów był bardzo ciężko uszkodzony.Co najciekawsze i bardzo pomyślne dla Mandalorian, to niezwykle niskie straty wśród transportowców.


***



[tab][/tab]A więc Siódma Flota Sektorowa została doszczętnie rozbita, zginęli jej dowódcy, a także wszystkie myśliwce. Malastare została otoczona przez kordon okrętów spadkobierców Taungów, gotowych do odparcia ewentualnego kontruderzenia Republiki. Natomiast ponad setka Shaadlarów wchodziła już w obręb atmosfery planety z zamiarem wyładowania przenoszonych żołnierzy. Już niedługo dojdzie do bitwy na powierzchni, gdzie pozbawione wsparcia siły Republiki stawią opór najeźdźcom.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 270
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Do ostatniej kropli krwi - część I.

Postprzez Quorn » 23 Sie 2016, o 13:55

Na minus.
- za dużo skupienia na liczbach. Przez co całość zaczyna wypadać sztucznie. Dla mnie nie ma znaczenia czy w bitwie bierze udział 30 czy 40 hamerhedów. Czy walczy 700 czy 800 myśliwców. Odnoszę wrażenie że jara Cię to. Ta liczbowość. Ogrom starcia wcale
na tym nie zyskuje. Nie jest też bardziej epicko czy dramatycznie. Wręcz przeciwnie odnosi sie wrażenie, że oppwiadanie powstawało tylko po to by powstało. Mało tego. Odniosłem wrażenie, że powstało żeby zaspokoić bitewną rządzę autora.
- drętwota w dialogach. Nie jest źle, są dobre momenty ale całościowo odniosłem wrażenie że coś jest nie tak znimi. Są sztuczne i niepodpasowały mi. 444 rakiety?Serio? Taka liczba podana przez operatora wydaje mi sie byc sztuczna. - Panie Admirale, mandalorianie posłali w nas rakiety! Pełno ich! Z trzy setki! Radar ciągle liczy! - jakoś tak taka wersja wydaje mi sie lepsza. Ale co ja tam sie znam:)

Plusy
- niezły warsztat językowy. Sprawnie stylistycznie. Przemyślana budowa zdań i opisów. Są drobne błędy w stylu powtórzeń czy koślawej składni, ale hej nie czepiam się. Zwłaszcza, że sam często kulawo piszę.

-calkiem przyjemny przebieg wydarzeń. Nawet miło. Się to czytało i do końca nie mogło się być pewnym zakończenia.

Ode mnie 4-/6
Awatar użytkownika
Quorn
Mistrz Gry
 
Posty: 653
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50


Wróć do Opowiadania