Content

Opowiadania

Mglista strona duszy

Image

Mglista strona duszy

Postprzez Kelan Navarr » 4 Lut 2014, o 08:03

Od dłuższego już czasu chciałem napisać opowiadanie osadzone w mglistej rzeczywistości Silent Hill, wciąż brakowało jednak odpowiedniego bodźca. Gdy przyjechałem do zamglonego i typowo jesiennego Yichang, wiedziałem już że jest to odpowiedni moment, by położyć palce na klawiaturze. Jeśli tekst kogoś zainteresuje, dalszy ciąg wrzucał będę starą i sprawdzoną metodą odcinkową. Jeśli nie - napiszę może do szuflady :) Tymczasem (dość krótka) część pierwsza. Mile widziane wszelkie uwagi.


MGLISTA STRONA DUSZY

Reflektory czarnego Chevroleta Impala toczyły zaciekłą walkę z mrokiem. Pogrążona w ciemności droga w stanie Maine lśniła w świetle halogenowych świateł pojazdu. Zdawała się być żywym organizmem, wprawianym w ruch nieustającym bombardowaniem ciężkich kropli deszczu. Wycieraczki pracowały z najwyższą szybkością, bezskutecznie próbując pozbyć się strumieni wody zalewających przednią szybę
- Przy takiej pogodzie nie zdążymy do Bostonu przed północą – stwierdziła kobieta zajmująca fotel pasażera – Jak długo może padać ten przeklęty deszcz?
Niebo nad Nową Anglią było bezlitosne. Szczelnie otulające je chmury wisiały tak nisko, że zdawały się dotykać koron drzew.
- Gdybyśmy wyjechali trzy godziny wcześniej, bylibyśmy już na miejscu – odparł mężczyzna kierujący pojazdem.
- To były wspaniałe trzy godziny Steve – szepnęła mu do ucha, kładąc dłoń na jego udzie – Warto było zostać dłużej.
Pocałowała go w policzek i sięgnęła do panelu dotykowego pojazdu, by włączyć jakąś muzykę. Mężczyzna oderwał na chwilę wzrok od śliskiej od deszczu drogi i spojrzał na pasażerkę. Blondynka o hipnotyzującym spojrzeniu zielonych oczu uśmiechnęła się natrafiając na jego wzrok. Jej uroda wydawała się wręcz przytłaczająca.

Dancing alone again, again the rain falling
Only the scent of you remains to dance with me
Nobody showed me how to return the love you give to me


Muzyka stłumiła odgłos kanonady kropli rozbryzgujących się na dachu i miarowy pomruk dwustukonnego silnika. Od dobrej godziny nie napotkali żadnego pojazdu. Steven zaczął się zastanawiać, czy sprawcą tego dość niecodziennego zjawiska jest późna pora, parszywa aura, czy droga którą wybrali.

I never wanted to ever bring you down
All that I need are some simple loving words


Nagle zza ściany drzew skrywających najbliższy zakręt wyłoniły się potężne reflektory ciężarówki, zalewając przestrzeń oślepiającym blaskiem. Pojazd jechał wyraźnie zbyt szybko.
- Co to za idiota? – rzucił Stephen mrużąc oczy.
Ciężarówka niebezpiecznie zatańczyła na drodze, wjeżdżając częściowo na przeciwległy pas ruchu. Rozległ się donośny dźwięk klaksonu, podobny do tego montowanego na okrętach oceanicznych. Stephen odruchowo szarpnął kierownicą w prawo. Dziesięciokołowy potwór przemknął z hukiem tuż obok bocznych drzwi Chevroleta i w tym samym momencie muzyka wypełniająca wnętrze pojazdu ucichła. Kobieta powoli wypuściła powietrze z płuc, wciąż z lekkim przerażeniem wpatrując się w przestrzeń przed sobą.
- Było blisko – słabo uśmiechnął się Stephen. Wtem jego wzrok przyciągnęła płonąca czerwonym blaskiem ikonka, sygnalizująca niski stan paliwa – Co jest do cholery? Przecież tankowałem niecałe dwieście mil temu.
Po prawej stronie drogi z ciemności wyłonił się znak drogowy z symbolem dystrybutora paliwowego, podpisany cyfrą dziewięć. Wskazywał na drogę odchodzącą w lewo.
- Mamy chyba szczęście – uśmiechnęła się kobieta – Dziewięć mil to nie tragedia.
- Chyba i tak nie mamy wyboru.
Lewy kierunkowskaz samochodu zamrugał kilka razy i pojazd skręcił w boczną drogę, mijając tablicę głoszącą: Brahms 24, Silent Hill 9.


Okolicę spowijała mgła, która zdawała się gęstnieć z każdą minutą. Światła przeciwmgielne Chevroleta rozbłysły jasnym blaskiem, zawzięcie wżerając się w szarawą otulinę.
- Spójrz – kobieta wskazała na spory, zielony znak, na którym widniał napis „Witamy w Silent Hill”.
Złote litery były miejscami mocno wyblakłe i wyraźnie przegrywały walkę z warunkami atmosferycznymi. W dodatku ktoś w miejsce litery „i” w słowie „hill” narysował czerwoną farbą pokraczne „e”
– Ktoś ma dość upiorne poczucie humoru – oglądnęła się przez ramię.
Znak zniknął za nimi, wzięty ponownie w objęcia mgły.
- Może to zabrzmi niemądrze, ale czuję się tu jakoś nieswojo – odezwała się po dłuższej chwili.
- To przez ten znak skarbie – uspokoił ją Stephen – Silent Hill to z pewnością po prostu kolejne senne miasteczko w hrabstwie Toluca. Tylko zatankujemy i wracamy na główną drogę.
Przytaknęła w milczeniu, kuląc się swoim fotelu.

Stacja ukazała się ich oczom po kilku minutach. W wilgotnych objęciach mgły przycupnęła nienachalnie tuż obok drogi. Była to niewielka placówka o dwóch dystrybutorach, skrytych pod płaskim zadaszeniem. Samochód zwolnił i majestatycznie podjechał do bliższego z urządzeń.
- Zaraz wracam – uśmiechnął się Steve – Nigdzie się nie ruszaj, dobra?
Dźwięk zatrzaskiwanych drzwiczek zabrzmiał nienaturalnie wśród spowijającej wszystko absolutnej ciszy. Miejsce sprawiało wrażenie całkowicie opuszczonego. Samotna lampa nieznacznie rozświetlała dwa obłażące z farby dystrybutory, zaś wnętrze budynku spowijała ciemność. Stephen podszedł do bliższego z urządzeń, jednak natychmiast stwierdził, że nie posiada ono węża paliwowego. Drugie zdawało się być kompletne. Z nadzieją uniósł pistolet i nacisnął na spust. Jedyną reakcją był cichy syk z wnętrza maszyny.
- Cholera – mruknął pod nosem. Jego wzrok powędrował ku budynkowi stacji.
„Otwarte 24/7” głosił znak po wewnętrznej stronie brudnych, przeszklonych drzwi. Stephen pchnął je delikatnie, jakby obawiając się, że każdy bardziej zdecydowany ruch może odesłać je w niebyt. Uchyliły się zadziwiająco cicho, jakby bojąc się zmącić idealną ciszę.
- Halo! Jest tu kto? – krzyknął mężczyzna.
Ciemność panująca w sklepie jedynie częściowo była rozpraszana przez samotną lampę na zewnątrz. Podłoga zasłana była warstwą śmieci. Panowało tu całkowite równouprawnienie. Obok pustych opakowań leżały produkty jeszcze zapakowane, obok żywności - stare gazety w towarzystwie zapasowych żarówek samochodowych. Wszystko to przykryte całkiem słuszną warstwą kurzu. Gdy Stephen zrobił kilka kroków, jego uszu dobiegł cichy, jednostajny szum zdający się dobiegać z zaplecza. Podświadomie ulegając nastrojowi miejsca i starając się zachować ciszę, ruszył w stronę źródła dźwięku. Miał rację. Blada poświata wypełniała skryte za przymkniętymi drzwiami pomieszczenie .
- Jest tu kto? – powtórzył pytanie, jednak ponownie nie otrzymał odpowiedzi.
Zajrzał do pomieszczenia znajdującego się za drzwiami z plakietką „Tylko dla personelu”. Niewielki telewizor wyświetlający jedynie zakłócenia, oświetlał zagracony pokój. Steven wszedł do środka i rozejrzał się uważnie. Podobnie jak cała reszta budynku, to pomieszczenie również sprawiało wrażenie nieużywanego od wielu lat. Na stoliku obok telewizora stało kilka szklanek, które już dawno utraciły swą przezroczystość. Róg pokoju zawalony był różnego rodzaju rupieciami, zaczynając od kilku krzeseł, a kończąc na tablicach reklamowych. Nagle z zewnątrz dobiegł kobiecy krzyk, w którym Stephen rozpoznał głos Rachel. Rzucił się w stronę wyjścia. Poślizgnął się na bliżej niezidentyfikowanym obiekcie i całym ciężarem ciała z hukiem runął na najbliższy regał. Poderwał się jednak natychmiast i dopadł drzwi wyjściowych. Samochód cierpliwie czekał w tym samym miejscu, lecz drobny szczegół uległ zmianie. Drzwi pasażera były otwarte.
- Rachel? – krzyknął Stephen doskakując do wozu.
Zajrzał do wnętrza i poczuł jak krew odpływa mu z twarzy. Z fotelu pasażera spoglądały na niego beznamiętnie martwe, niebieskie oczy manekina. Blond włosy peruki opadały miękko na poszarzałe, plastikowe ramiona, czasy nowości mające bardzo dawno za sobą. Usta kukły pociągnięte zostały znajomą szminką wiśniowego koloru, którą tak lubił.
- Rachel! – ryknął z całych sił, lecz mgła wchłonęła jego krzyk.
Wyszarpnął z kieszeni telefon i wybrał numer żony. Odpowiedział mu jedynie pojedynczy sygnał i miły kobiecy głos informujący, że znajduje się poza zasięgiem. Spojrzał na wyświetlacz. Pasek zasięgu faktycznie bezlitośnie wskazywał 0%.
- Cholera jasna – warknął wciskając urządzenie na powrót do kieszeni – Rachel! -podjął jeszcze jedną próbę. Odpowiedzią była jedynie cisza.
Przez głowę przebiegła mu desperacka myśl, że może w sklepie znajduje się działający telefon. Powiadomić policję – kołatało się mu w umyśle. Bieganie na oślep wśród ciemności i dodatkowo ograniczającej pole widzenia do kilkunastu metrów mgle, wydawało mu się szaleństwem. Wbiegł do sklepu, zmierzając w stronę zaplecza. Jeśli jakimś cudem znajdował się tu działający telefon, musiał znajdować się właśnie tam.
- Witamy w programie „Prawda, czy fałsz”! – męski głos wyraźnie dobiegł z pomieszczenia przed nim – Po raz kolejny nasz uczestnik zagra o milion dolarów! Dziś jest z nami Stephen! Nagródźmy go brawami!
Sklep wypełniły wiwaty rozentuzjazmowanego tłumu. Zbliżył się do odbiornika, który zdawał się emitować jedynie dźwięk. Wizję wciąż stanowiły jedynie zakłócenia. W tym momencie uwagę mężczyzny zwrócił nietypowy szczegół. Pochylił się nad stolikiem i ujął palcami przerwany kabel zasilający. Jedyny wychodzący z telewizora.
- Co jest grane? – szepnął do siebie rozglądając się wokół w poszukiwaniu ukrytej kamery – To jakiś żart? Kolejna z tych nędznych zabaw telewizyjnych zabaw z cyklu „zostałeś wkręcony”?! – krzyknął czując jak narasta w nim gniew.
- Przykro mi Steve, ale to zła odpowiedź – ku zaskoczeniu mężczyzny zaskrzeczał głos w odbiorniku.
W tym samym momencie na zewnątrz rozległ się donośny głos syreny alarmowej, przeciągłym, tępym dźwiękiem wypełniając całą okolicę. Ekran telewizora rozbłysnął na ułamek sekundy, prezentując półnagą kobietę, po czym skonał permanentną ciemnością . Pomieszczenie wypełnił mrok. Steven sięgnął do kieszeni, wyjmując telefon komórkowy. Coś dziwnego działo się z pokojem. W słabym świetle wyświetlacza zobaczył jak farba i tynk odpadają ze ścian, odsłaniając równą płaszczyznę zardzewiałego metalu, poplamionego tu i ówdzie ciemną cieszą. Kafelki, którymi wyłożona była podłoga, w jednej chwili zmieniły się w piasek i zniknęły gdzieś w bezkresnej pustce, zionącej teraz pod pełniącą funkcję podłogi sztywną, metalową siatką. Mężczyzna odwrócił się w kierunku drzwi, lecz w ich miejscu widniała teraz odrażająco wilgotna, metalowa powierzchnia. Przez moment wydawało mu się, że dostrzegł pod stopami jakiś ruch, lecz nie był w stanie powiedzieć, czy to wyobraźnia nie płata mu figla. Tak! To tylko cholerny, popieprzony sen – pomyślał – Muszę się jedynie obudzić. Dalej Steve! Z całej siły zacisnął oczy i otworzył je po chwili. Rdzawe, metalowe ściany nadal niewzruszenie trwały wokół niego. Powietrze wypełniał delikatny zapach spalenizny zmieszany z inną wonią, której Stephen nie był w stanie zidentyfikować. Włączył lampę błyskową w telefonie. Mocniejsze światło ukazało jego oczom całe pomieszczenie. W rogu zawalonym wcześniej rupieciami, dostrzegł ciemny wylot korytarza. Zbliżył się powoli i stając w progu wyciągnął przed siebie telefon. Wąskie schody stromo opadały w dół, niknąc w ciemności. Wyglądało na to, że to jedyne wyjście. Jeszcze raz obejrzał się za siebie i zrobił pierwszy krok. Na myśl przyszedł mu znak, na który Rachel zwróciła uwagę, gdy wjeżdżali na obszar miasteczka. Faktycznie nie mógł odegnać od siebie wrażenia, że zstępuje do samego piekła.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2241
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Peter Covell » 6 Lut 2014, o 23:44

Z uwag - zmień tytuł, bo ten się z glistą kojarzy.
Numer GG: 8933348
Nie pisz, jak nie masz po co. Nie pisz, żeby przypomnieć o odpisie Mistrza Gry. Nie pisz, jeśli chcesz pogadać o pogodzie.
I, na Boga, nie zawracaj dupy pytaniami "Co u Ciebie?"
Awatar użytkownika
Peter Covell
Gracz
 
Posty: 4202
Rejestracja: 27 Wrz 2008, o 15:56

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Vrath Ravage » 8 Lut 2014, o 00:56

A ja bym poczytał więcej :)
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Tzim A'Utapau » 8 Lut 2014, o 02:00

1. Za krótko ;)

2. Imo próbujesz za dużo informacji przekazywać jednym zdaniem. Nie chodzi o ich objętość, ale o ładunek semantyczny (ilość treści), jaki ze sobą niosą. Zbyt szczegółowo tam, gdzie to nie jest konieczne, gdzie nie zmienia to znacząco odbioru. Bez stresu, to bolączka chyba dosłownie każdego, kto w ogóle pisze. Dlatego paradoksalnie debiutującym łatwiej przychodzi powieść, niż opowiadanie.

Przykład:

Reflektory czarnego Chevroleta Impala toczyły zaciekłą walkę z mrokiem spowijającym jedną z dróg w stanie Maine.


lepiej:

W stanie Maine mrok spowił drogę. Reflektory chevroleta toczyły z nim zaciekłą walkę.


Nie interesuje czytelnika fakt, że to była "jedna z" dróg. Dawanie modelu samochodu jest cholernie ryzykownym zabiegiem - jeśli nie jest to marka rozpoznawalna, to czytelnik ni cholery nie wie, z czym ma do czynienia. Jak na przykład nie wiedziałem, co to jest "impala". Czy to jest na tyle ważna informacja, że nie można impali zastąpić peryfrazą?

można też tak:

Reflektory luksusowego chevroleta toczyły zaciekłą walkę z mrokiem spowijającym drogę. Droga leżała w stanie Maine, a chevrolet po niej pędzący był czarny. Czarny, jak i ona sama.


3. Stylistyka - do grozy/thrillera/detektywistycznych tekstów rozbijaj zdania przy opisach statycznych tła (tutaj pogody), by wprowadzić pointę. Niech te zdania się uzupełniają, jedno rozwija drugie. Nie narzucisz czytelnikowi deszczowego nastroju jednym, rozbudowanym zdaniem. Zrobisz to pięcioma, z czego najlepiej, by część odnosiła się do szczegółów. Do wyobraźni po prostu. Stwierdzenie, że pada deszcz, mnie nie zmoczy, bo siedzę w ciepłym domu i trzymam w ręku suchą książkę. Zmoczy mnie dopowiedzenie, że asfalt jest śliski, dach chevroleta wygrywa jękliwą kanonadę, szyby zaparowały jakby w środku ktoś gotował dietetyczne warzywa. Deszcz to szczegóły, im bliższe czytelnikowi, tym bardziej wiarygodny deszcz.

Szczelnie otulone nisko wiszącymi chmurami, zdającymi się dotykać czubków drzew, niebo nad Nową Anglią było bezlitosne.


Zdanie powyżej jest poprawne, ale zgrzyta w zębach, jak długo cały tekst nie jest utrzymany w podobnej stylistyce opisowej. A nie jest.

W tekstach fabularnych nie trzeba się panicznie bać powtórzeń, zapomnij, co wpajano w szkole. Czytelnik przy dobrze skonstruowanym zdaniu nie zauważy, że jakieś słowo poszło dwukrotnie w dwóch następujących po sobie zdaniach.

Niebo nad Nową Anglią, szczelnie otulone chmurami, było bezlitosne. Chmury wisiały nisko, tak nisko, że zdawały się dotykać koron drzew.


Szukaj synonimów. Czubek (zwłaszcza w formie "czubków") drzewa nie brzmi dobrze, nie w języku pisanym. Korona - tak.

4. Daj mi wyciągać wnioski.

Od dobrej godziny nie napotkali żadnego pojazdu, choć biorąc pod uwagę pogodę i porę nie było to nic nadzwyczajnego.



Ja nie chcę wiedzieć, że to coś nadzwyczajnego nie jest, bo się domyślam, że mnie robisz w konia. Lubię być robiony w konia tak, że o tym nie wiem. Nie pisz, dlaczego nikogo nie spotkali. Daj domysły, wątpliwości samych bohaterów. Niech narrator za nich się zastanowi, czy to wina pogody, pory, czy faktycznie zbieg okoliczności lub droga, mimo położenia, nie bywa zbyt uczęszczana.

------------------------------

Zalecam wziąć na warsztat jakiegoś pisarza detektywistycznego; w tego typu literaturze dobrze widać, jak powinno wyglądać następstwo zdań budujących konkretne - np. deszczowo-mglisty - odczucia czytelnika.

No i czekam na dalsza część ;)
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Kelan Navarr » 8 Lut 2014, o 06:30

Jednak ktoś czyta :) Dzięki Tau za rady i wskazówki. Postaram się zastosować w kolejnej części, a finalnie pewnie i tę pierwszą postaram się poprawić. Co do rozbijania zdań obawiam się po prostu, że w nadmiernej ilości takowych skondensowanych, zacznie to wyglądać mocno telegraficznie :)
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2241
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Tzim A'Utapau » 8 Lut 2014, o 18:28

Co do rozbijania zdań obawiam się po prostu, że w nadmiernej ilości takowych skondensowanych, zacznie to wyglądać mocno telegraficznie


Możesz użyć 5 orzeczeń, a zdanie wciąż będzie czytelne, jeśli nie przesadzisz z dopełnieniami i okolicznikami. Nie chodzi o długość zdania (choć to oczywista konsekwencja), tylko o jego naładowanie. ;)
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Kelan Navarr » 11 Lut 2014, o 11:10

Starałem się nanieść poprawki w części pierwszej i dorzuciłem ciąg dalszy. Niech to będzie coś w rodzaju "wersji reżyserskiej", a nie standardowa część druga :) (choć zwiększyła swoją objętość dwukrotnie :D ). Jak zawsze, wszelkie komentarze i uwagi jak najbardziej mile widziane :)

PS: Model samochodu jest istotny z pewnej przyczyny.
PPS: Nie lubię czcionki na MM. 4 strony A4 wyglądają tu jak jedna :D
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2241
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Mglista strona duszy

Postprzez Ainslie Iristov » 22 Maj 2015, o 14:22

Czytamy, czytamy. Bardzo klimatyczne opowiadanie. Po pierwsze: sam wybór tematu, genialnie, Silent Hill daje dużo możliwości. A po drugie: no nie... Żeby w takim kulminacyjnym momencie przerwać. (Pewnie o to chodziło :D)
Czy istnieje ciąg dalszy?^^
Image
- Znakomicie. Pierwszy łup.
Awatar użytkownika
Ainslie Iristov
Gracz
 
Posty: 22
Rejestracja: 28 Lis 2014, o 14:32
Miejscowość: Radom


Wróć do Opowiadania

cron