Content

Opowiadania

Bez tytułu

Image

Bez tytułu

Postprzez Lilith Blindshoter » 28 Sty 2013, o 23:09

O tym, co Statystyka zrobiła z moim mózgiem...






Biegnąc pośród niebytu, w agonalnym wrzasku ciszy. Czuła, że jej stopy przywierają do podłoża. Przyklejają się do niego jak do nadtopionej smoły. Gorzej niż owad schwytany w pajęczynę, więzła w upiornej lepkiej ciemności której jedyna granicą były krwawe łuny obłędu.
Zapadała się w maź czarniejszą on nieprzeniknionej nocy. Czuła jak mrok wlewa się w jej istnienie każdą możliwą drogą, zalepia oczy i uszy aż jedynym dosłyszalnym dźwiękiem, jest łomot serca i wrzask słyszany jednie przez Moc. Parząca maź wlewająca się do ust i nosa, wdzierająca się płonąca falą do płuc i wypełniająca żyły.
I nagle jakby ciemność zwróciła ją winną przestrzeń. Niczym plugawe jajo złożyła ją w gnieździe monstra. Szarpiąc otaczają ją membranę utworzona z zastygłej mazi wyrwała się wreszcie z jej objęć. Powietrze wdarło sie do jej płuc, jednak zamiast ulgi, przyniosło jeszcze większy ból. Chciała wstać, ale wydało jej się, że nogi ma skrępowane. Choć wokoło niebyło żadnego światła które mogłoby rozjaśniać ciemności widziała doskonale. Jej nogi wtopiły się w posadzkę, choć w jakiś sposób wciąż były częścią jej samej. Czuła jak kości w jej wnętrzu płoną rozgrzewając i topiąc pozostałe tkanki. Ręce zmieniły się w nadtopione bryły ciała,. Kapały z nich krople, czarno czerwonej masy, ni krwi ni tkanki, przypominające krople roztopionego wosku. Każda z tych kropel uderzając w grunt z ohydnym plaśnięciem, wtapiała się niego niemal od razu. A jednak Ona je czuła, wciąż połączone z jej bytem, w ciąż cierpiące i żywe.
Czuła jak wypadają włosy i jak topnieje skóra na jej czaszce. Chciała wrzeszczeć z bólu, ale roztopione tkanki gardła z kleiły się ze sobą. Mięknący język przyklejał się do wypadających zębów. I gdy juz miał nadzieję, że po prostu w wiecznej agonii stopi się z tym miejscem, On się zjawił. Kim lub czym był pozostanie tajemnicą, dla niej był obłędem w najczystszej postaci. Śmiejąc się , przed nią, pośród innych podobnych jej bytów. Poczuła jak zanurzył ręce wiej topniejącym istnieniu, przesuwał je w gotującej się mazi, i nagle zacisnęła na jej sercu. A potem wyrwał je z jej piersi, jakby w ogóle do niej nie należało i śmiała się, a jej serce wciąż biło w jego dłoniach.
Nie dostrzegła co zrobił z nim potem. A potem istota ta pocałowała ją. Smakowała jej roztopiona skórę i mięśnie, pozwoliła by materia ich bytów się wymieszała i stopiła. Czuła ból i wstręt, nie… Tego co czuła nie dało się nazwać, ani bólem, ani wstrętem , nie… już dawno to co odczuwała przekroczyło jaką kolwiek znaną skalę męczarni. Swymi piekącymi i pęczniejącymi od wewnętrznego żaru oczami, widziała jak, części jej tkanki w pozostają na jego skórze. Chciała wrzeszczeć i siła swej woli rozerwać materię, poskładać swe molekuły choćby i od samego początku, by żadna cząstka będąca tą plugawa istotą już nigdy do niej nie przywarła.

Ocknęła się gwałtownie, na własnym posłaniu. Usiadła dysząc ciężko w chłodnym powietrzu nocy. Wciąż czoła cierpienie, które dotknęło ją w sennym koszmarze. Coś wilgotnego zaczęło kapać na jej twarz. Czyżby namiot przeciekał? Jednak to nie było jak woda, i cuchnęło … krwią…
Spojrzała w górę, zamiast dachu zobaczyła krwawa masę przetopionych bytów. Dostrzegła w niej zdeformowane twarze tak przyjaciół jak i wrogów, zlane razem. Byty te poruszały się wyciągały do niej ręce, niektóre wrzeszczały błagając zmiłowania. W ich wydętych oczach widziała swoje odbicie.
I jedynie wrzask mógł ją wyrwać z tego piekła

Gwałtownie powróciła do rzeczywistości. Na środek zalanej światłem księżyca polany, po środku ciemnej puszczy. Jej gwałtowne poderwanie się z ziemi, zaalarmowało pozostałych.
Niektórzy zerwali się na nogi, kilku chwyciło za broń. Tylko Sev siedzący na ziemi obok jej pozostał całkowicie spokojny.
- Koszmary żołnierza? –zapytał
- Nie, raczej sny szaleńca…
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Wróć do Opowiadania