Content

Opowiadania

[Belsavis] Cienie przeszłości

Image

[Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 11 Wrz 2018, o 22:32

Image


Belsavis, planeta na której zderzają się dwie jakże odmienne warunki naturalne. Większą powierzchnię zajmują pola lodowców, z wiecznie panującymi na nich niskimi temperaturami, przeszywającym zimnem, szalejącymi zamieciami i górskimi pasmami pokrytymi śniegami. Z drugiej strony zaś spotkać tu też można doliny z tropikalnymi wręcz warunkami, umożliwiającymi w miarę normalne funkcjonowanie oraz gdzie mogło rozwinąć się życie. A jest to możliwe dzięki wysokiej aktywności geotermalnej i wulkanicznej. Dzięki temu nad większymi dolinami powstały przezroczyste kopuły paru korporacji zajmującej się płodami rolnymi, gdzie uprawia się tutaj niezwykle rzadką kawę winną.
Image

Aktualnie planeta nie ma zbyt dużej liczby mieszkańców, nie licząc rolników pod butem tutejszego dyrektora korporacji Exogenetic - Osmunda Rayaca, który zgarnia całą śmietankę z tutejszych upraw.

Belsavis posiada również swoją mroczną stronę z dawnych czasów. W paru regionach znajdowały się bowiem silnie strzeżone więzienia, w których przetrzymywano najgorszych osobników. Wedle podań antyczna rasa Rakata stworzyła całe kompleksy, które potem w czasie walk między Jedi a Sith zostały częściowo zniszczone a więźniowie uwolnieni. Nikt nie wie do końca, czy budowle są puste czy też ciągle zawierają w sobie jakieś aktywne cele, choć biorąc pod uwagę ponad 3500 lat upływu czasu wątpliwe aby coś tam się uchowało. Nie brak jednak ciekawskich, którzy wybierają się w tamte rejony w poszukiwaniu starożytnych technologii, wiedzy i skarbów...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6132
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 14 Wrz 2018, o 15:54

1.
Rozległ się zgrzyt i zabezpieczenia w końcu puściły, natomiast stare wrota z chrzęstem zaczęły się otwierać, uwalniając zatęchłe powietrze ze środka kompleksu. Dwójka przybyszów czekała chwilę aż świeży powiew odnowi choć trochę dawno nie odwiedzane miejsce, nim w końcu ruszą do środka.

Image
- Jesteś pewna że to właściwy kompleks? Tutaj pełno było więziennych placówek, a plany nie pokazują co dokładnie w tym mogło być przechowywane. - odezwał się starszy twi'lek z karabinem blasterowym w dłoniach lustrujący okolicę. Jego pancerz nosił ślady wielokrotnego użytkowania, a przy pasie znajdowały się różnego rodzaju zasobniki bardziej pasujące do eksploracji niż wojaczki. Do tego modułowy plecak i oto miało się przed sobą typowego podróżnika, zwiadowcę i złodzieja grobów w jednym.
Krin'an dał się namówić na tą wyprawę kiedy przed tygodniem jego siostra zdobyła stare holodyski z mapami i przez to też dała im nadzieję na wyrwanie się z tej planety, gdyby udało się im zdobyć cenny sprzęt z tych starych kompleksów.

Image
- Ejże braciszku, czyżbyś się bał duchów? Od wieków nikt tutaj nie zaglądał i mogę ci zagwarantować, że poza paroma szkieletami tylko my będziemy buszować. - głos niebieskoskórej twi'lenki był zabarwiony humorem. Amek'tihu była młodą dziewczyną o przyciągającej oko urodzie charakteryzującej się u członków jej rasy. Smukła, wysportowana sylwetka z zaokrąglonymi piersiami skrytymi pod ubraniem, leku ozdobiona czarnymi tatuażami, lekki makijaż na twarzy. Gdyby nie blaster przy boku można by ją uznać za niewinną osobę. - Nie traćmy czasu i ruszajmy. Cały kompleks czeka przed nami otworem. - nie wspomniała jednak przy okazji, że do tego akurat kompleksu coś ją przyciągało od kilku dni. Jakieś wewnętrzne przeczucie do odkrycia czegoś naprawdę interesującego. A wszystko po tym, jak uruchomiła ten holodysk odnaleziony w innej części zrujnowanych budynków, które kiedyś musiały być siedzibą administracyjną.

Podążali wgłąb szerokim na jakieś pięć metrów korytarzem, oświetlając sobie drogę z małego latającego droida-latarki, który dawał dość światła by zorientować się w najbliższych paru metrach przed nimi i po bokach. Kurz grubą warstwą pokrywał podłoże, ale nie ujrzeli po drodze nic niepokojącego. Po przejściu około stu metrów natknęli się na pierwsze rozgałęzienie.
"Tutaj" - usłyszała cichy szept Amek'tihu i rozejrzała się odruchowo spoglądając na brata. Ten jednak obserwował ściany i nie mógł być źródłem głosu, który zdawał się dochodzić z lewej odnogi. W tą też stronę skierowała swe kroki, przez co weszli do części kompleksu już korytarzem mniejszym. Z większą ilością małych odnóg i drzwi. Twi'lenka podpięła się do najbliższego panelu, by zgrać dane z komputera dotyczące rozkładu pomieszczeń.
-Hmmm... - wydała z siebie długie zamyślone westchnienie.
- Co jest? Zgubiliśmy się czy też miałem rację i nic tutaj nie będzie?
- Nie do końca... - odpowiedziała ostrożnie, ciągle analizując informacje - Według tego co tutaj widzę, to ten kompleks funkcjonuje jeszcze w ograniczonym stopniu do dzisiaj. Energia której użyłam do jego otwarcia zasila w rezerwie parę pomieszczeń, choć zostało jej już niewiele.
- Chcesz mi powiedzieć, że tutaj ciągle ktoś może być zamknięty??
- To że systemy działały nie znaczy że ktoś jeszcze żyje. Pomyśl, jaki osobnik przetrwałby tyle wieków w zamknięciu? - zripostowała pewnym głosem. W głowie jednak inne myśli zaczęły jej się pojawiać.
Krin'an przyglądał się uważnie siostrze w bladym świetle latającej sondy. Nie mógł jednak dostrzec w jej zaciętym wyrazie twarzy nic, coby dało mu podstawę do zabrania jej stąd. Z drugiej strony mogła mieć rację i najgorsze co tu mogliby spotkać to stare szkielety oraz parę niesprawnych droidów strażniczych.

Ruszyli dalej, a dziewczyna znów usłyszała w myślach ten głos - "Pomóż mi..."- delikatny, błagalny, hipnotyzujący. Szept, który kusił i kierował jednocześnie jej poczynaniami. - Tędy. - odezwała się do brata spoglądając na mapę, choć bardziej już słuchała głosu...
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 14 Wrz 2018, o 21:47

2.
*** Hoth, 3652 BBY ***

Nie spodziewała się zasadzki na tym lodowym pustkowiu i może dlatego dała się zaskoczyć. Zapomniała tej jednej lekcji swego dawnego mistrza, opuściła swą czujność zdając się na swych podwładnych którzy mieli pilnować okolicy - dwójkę akolitów, trzech żołnierzy oraz droida bojowego. Całą jej uwagę pochłonęło znalezisko odkryte w starym wraku republikańskiego statku, na wpół zakopanego w lodzie.
- Wykryto zagrożenie...- te słowa były jedynym ostrzeżeniem jakie padło ze strony droida tuż przed eksplozją granatu jonowego, który wyłączył go z dalszej akcji. Chwilę po tym zawyły blastery i okolica wypełniła się smugami laserowych strzałów i wybuchami pocisków.
Daemora odskoczyła w bok dobywając swój miecz świetlny a karmazynowa klinga rozbłysła z charakterystycznym dźwiękiem. Wręcz pogardliwie odbiła kolejne dwa wymierzone w nią strzały i posłała błyskawicę mocy w jednego przeciwników, którym okazali się republikańscy żołnierze. Tuż po tym odruchowo odsunęła się w bok zasłaniając się mieczem przed kolejnym wrogiem. Srebrzysta klinga miecza świetlnego jasno wskazała z kim przyszło jej walczyć. Rycerz Jedi.

Image
- Miło z twojej strony, że dałaś się złapać na naszą przynętę. - odezwała spokojnie wykonując kolejne cięcia od dołu na biodro, a potem od lewej na wysokości żeber. Daemora odbiła oba i odskoczyła w tył tylko po to, by wybić się w górę przewrotem unikając rzuconej Mocą Jedi bryły lodu. Wylądowała też zręcznie i przybrała pozycję, uważnie przyglądając się swojej przeciwniczce.
- Nie powinnaś była stawać przeciw mnie Jedi, a teraz już za późno. - sith uśmiechnęła się złowieszczo i obróciwszy lekko rękojeść swojego miecza aktywowała drugie ostrze. Natychmiast też runęła do ataku wyprowadzając zabójcze podwójne ciosy, zamiennie z dwóch kierunków nigdy jednak nie powtarzające się. Lewa noga, głowa, biodro, prawe ramię, szyja. Jedi była nagle zmuszona do defensywy, rozpaczliwie unikając i blokując ciosy karmazynowej klingi swoją błękitną, tylko z rzadka próbując ataków.
Obie walczące były tak skupione na swym pojedynku, że nie zwracały uwagi na walkę swych towarzyszy. A ta wyglądała zupełnie inaczej niż w przypadku użytkowniczek Mocy. Droid padł na samym początku, a wkrótce dołączyli do niego obaj akolici którzy dostali się w krzyżowy ogień napastników. Zaciętą walkę toczyli żołnierze, sprawnie się ostrzeliwując i zmuszając wrogów do krycia się wśród zasp. Impas trwał do chwili włączenia się kolejnego gracza. Seria małych rakiet wystrzelonych z podręcznej wyrzutni definitywnie zlikwidowała okopanych imperialnych, kończąc jedną walkę.
Tymczasem kolejny cios Daemory przebił się przez obronę Jedi znacząc głęboką raną jej biodro i powalając ją na zlodowaciały kadłub wraku. Nie zdołała jednak zadać ostatecznego ciosu. Nagłe ukłucie w ramieniu przeszyło ją krótkim bólem, po którym jej ciało nagle zdrętwiało sparaliżowane działaniem trucizny. Z trudem zdołała jeszcze obrócić głowę by ujrzeć stojącego za nią łowcę nagród. Miecz świetlny wypadł z jej dłoni gasnąc, a ona sama opadła na kolana podstępnie pokonana.

- Ściągnąć medyka! Mistrzyni Nimetri potrzebuje pomocy! I zabierzcie więźnia. Czeka na nią karbonitowa cela. - dał się słyszeć męski głos spod mandaloriańskiego hełmu. Daemora zaklęła nie mogąc się ruszyć, zabierana przez dwójkę żołnierzy i zaciągana na pokład ukrytego promu. Obezwładnioną i skutą przetransportowali ją na Belsavis. Na próżno jednak tam wyczekiwała ewentualnego ratunku i wyciągnięcia z niewoli. Łowca nagród wespół z Jedi dobrze się zabezpieczyli podczas całej podróży i nikt nie wiedział kogo wiozą. Daemora nie była jednak byle sithem, lecz Lordem. I nie miała zamiaru się poddać tak łatwo, nawet pomimo swojej sytuacji. Milczała całą drogę do komory, skupiając się na swojej mocy. Była pod celownikiem kilku blasterów, a walka w tej chwili by się uwolnić byłaby skazana na porażkę i jej śmierć. A póki żyła miała ciągle szansę.
- Jakieś ostatnie słowa nic zapadniesz w wieczny sen? - usłyszała gdy wprowadzono ją do komory. Uniosła głowę i uśmiechnęła się przekrzywiając lekko głowę, spoglądając na swych oprawców.
- Nie zatrzymacie mnie w tym na długo. Moje kajdany zostaną zerwane, Moc mnie uwolni. - odpowiedziała im, po czym zamknęła oczy i otworzyła się na przepływ Mocy. Chwilę po tym zapadła w ciemność otulona karbonitem...
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 15 Wrz 2018, o 14:40

3.
Ile to już czasu minęło od kiedy zamknęli ją w tym grobowcu? Lata? Wieki? Uwolnienie swego ducha od ciała zabrało jej więcej czasu niż się spodziewała. Rytuał jednak się powiódł, ale nie spodziewała się że świat tak zmieni się podczas jej snu. Placówka wyglądała na opustoszałą, wymarłą. Błądziła po korytarzach szukając żywych, ale nie natknęła się na nikogo. Sporo sił kosztowało ją opuszczenie kompleksu i wyjście poza mury. Odnalezienie kogoś, kto byłby podatny na jej osłabione w tej chwili wpływy i podszepty. Szczęście jej sprzyjało i Moc poprowadziła Daemorę ku twi'lance, w której zdawał się drzemać pewien potencjał. Wizja bogactw na początek wystarczyła, by dziewczyna zainteresowała się opuszczonymi ruinami. Tuż po tym jednak sithka musiała powrócić do swego ciała. Zbyt długie przebywanie poza nim mogło doprowadzić do całkowitego zerwania więzi, zwłaszcza po tak długim czasie przebywania w carbonicie. Znów zapadła w sen.
Przebudzenie było gwałtowne, gdy jej ciało zderzyło się z podłogą po upadku. Nic nie widziała i po omacku błądziła dłońmi dookoła. Dopiero po chwili doznała olśnienia - była wolna! Zasilanie w carbonitowej kapsule zostało wyłączone przez co automatycznie uwięziona w niej osoba została przebudzona i uwolniona, by uniknąć jej śmierci. Daemora próbowała wstać ale opadła z powrotem na kolana, osłabiona tak długim pobytem w lodowej celi. Nie miała sił by gdziekolwiek iść, dlatego położyła się na podłodze i zamknęła oczy by zorientować się w swej sytuacji. Zasilanie mogło paść tylko z dwóch powodów, albo wyczerpały się źródła energii albo ktoś je wyłączył. W tym drugim przypadku oznaczało to, że ktoś wszedł do kompleksu. Wyczuliła się na Moc i wkrótce też odnalazła tą, którą nawiedziła wcześniej w snach. Była tutaj, wraz z towarzyszem i eksplorowali więzienie. Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła delikatnymi podszeptami kierować jej krokami. Teraz wystarczyło tylko odegrać odpowiednio swoją rolę...

Amek'tihu podążała korytarzem w kierunku, który zdawał się być jak najbardziej właściwym. Po drodze minęli parę pomieszczeń, skąd udało im się wyciągnąć trochę technologicznych rzeczy a nawet dwie sztuki broni. To już wskazywało, że nie była to podróż na darmo. Oczywiście nie zbadali jeszcze nawet trzeciej części kompleksu zatem sporo też mogli jeszcze odkryć. A potem dotarli do większego pomieszczenia, gdzie pod ścianą w świetle rzucanym przez sondę ujrzeli to, czego się nie spodziewali.

Image
Togrutanka poruszała się powoli, z jękiem a nad nią widoczna była carbonitowa cela, w której zapewne przebywała jeszcze nie tak dawno. Rodzeństwo przez dłuższą chwilę przyglądało się leżącej zaskoczone widokiem, a potem Amek'tihu ruszyła czym prędzej do przodu. Przyklękła obok i wyciągnęła skaner by sprawdzić w jakim jest stanie niedawny więzień. Krin'an podszedł również, z podejrzliwością spoglądając na to wszystko.

- Jesteś pewna że to dobry pomysł? Tutaj chyba nie więziono za byle przestępstwa...- odezwał się do swojej siostry przyglądając się togrutance. Jej ciemny strój był prosty ale sporo odsłaniający, dekolt poniżej piersi włącznie z brzuchem. Może dlatego też trzęsła się z zimna, choć równie dobrze mógł to być efekt opuszczenia carbonitu. Złota biżuteria ozdabiała jej głowę i leku, ale poza tym nie zauważał żadnych niepokojących znaków czy blizn.
- Nie stój tak i pomóż mi. Jest wycieńczona i przemarznięta, trzeba jej pomóc. Poza tym to więzienie ma ponad 3000 lat, to cud że ona w ogóle przetrwała tyle czasu.- twi'lenka była zirytowana tak chłodnym zachowaniem brata. I poczuła gwałtowny chwyt na swym ramieniu.
- Pomóż... mi... - szept Daemory wydobył się z jej gardła, po czym togrutanka straciła przytomność.
-Zabieramy ją z powrotem. Tutaj zawsze możemy wrócić później a jej potrzebna jest pomoc.
- A co powiesz w osadzie? Z pewnością będą bardzo zadowoleni że sprowadziłaś uwolnionego z carbonitu więźnia...
- Dlatego nie wspomnimy o tym szczególe. Powiemy że odnaleźliśmy ją w lesie porzuconą. - przerwała mu w pół zdania ściągając z siebie kurtkę i okrywając nią togrutankę. - Dalej, pomóż mi ją przenieść.
Przez chwilę wydawało się że Krin'an waha się jeszcze, ale w końcu przerzucił karabin przez ramię by zabrać nieprzytomną na ręce. Czekała ich długa droga do domu.
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 26 Wrz 2018, o 20:42

4.
Daemora siedziała przy stole posilając się z dwójką swych wybawicieli podczas śniadania. Minęły trzy dni od kiedy wrócili do osady z opowieścią o odnalezieniu nieprzytomnej dziewczyny w lesie. Togrutanka sama również dołożyła parę słów od siebie gdy była już w stanie, zrozumiawszy że twilenka okłamuje swych pobratymców. O niewoli u bandytów, desperackiej ucieczce, zabłądzeniu, braku wody i jedzenia. O tym jak będąc niewolnicą musiała usługiwać oprawcom, jak w końcu zdołała uśpić czujność strażnika i zbiegła. Togrutanka miała dar przekonywania, bowiem nie potrzeba było zbyt dużych starań by uwierzyli w jej słowa biednej dziewczyny. W duszy jednak panował u niej niepokój, z powodu tego czego dowiedziała się od Amek'tihu...
Ponad 3500 lat minęło podczas jej snu. Jej wojna dawno przeminęła, przez galaktykę przetoczyło się wiele zmian które wstrząsnęły dawnym Sithem. Imperium władało galaktyką... ale nie było to jej Imperium. Ten dziwny twór nie był pod kontrolą Sithów, co gorsza dokonał czystki mocowładnych po obu stronach Mocy. I dalej byli oni ścigani. A Daemora nie miała nic i nie miała nikogo kto by służył jej za wsparcie i pomoc. Była z niczym... uniosła wzrok i spojrzała na Twi'lenkę. Dziewczyna była zafascynowana przeszłością i opowieściami z dawnych czasów. Mogła być dobrym sługą, jedynym problemem był jej podejrzliwy brat.

- Dlaczego uwięziono cię w karbonicie na tej planecie? Taka kara nie jest raczej stosowana dla zwykłych osobników, przestępców. Co takiego zrobiłaś? - padło pytanie z ust Krin'ana, który wyprostował się na krześle i skrzyżowawszy ramiona na piersiach spoglądał na togrutankę. Ta wytrzymała spojrzenie i odsunęła pusty talerz.
- Stałam się niewygodna dla paru osób ze względu na moje zainteresowania i wiedzę. Zwłaszcza dla pewnego osobnika, który zwał się Lordem Phananem. Dla sitha ktoś, kto interesuje się dawnymi reliktami i ich poszukuje dla kolekcjonerów jest zagrożeniem. - odezwała się odpowiedzi zgodnie z prawdą Daemora. Phanan był jej dawnym mistrzem, a togrutanka ze swoimi zainteresowaniami stawała się coraz bardziej niebezpieczna. To że padł z jej ręki było akurat małym szczegółem, niewartym wzmianki. - Dopadł mnie i moich towarzyszy na Hoth. Oni zginęli a mnie złapał żywcem, bym jak to ujął dołączyła do kolekcji jego trofeów. Zamroził mnie na tamtej lodowej planecie, umieszczając w karbonicie. Nie wiem jak trafiłam na tą planetę. A biorąc pod uwagę upływ czasu dawne zatargi i przewinienia nie mają już znaczenia, prawda?
Krin'an pokręcił głową i wstawszy od stołu przeszedł się po pokoju.
- I mamy w to uwierzyć? - odezwał się w końcu a togrutanka wyczuła w nim drzemiący gniew i strach. Które to mogły go pchnąć do czegoś nieodpowiedniego - A skąd mamy wiedzieć że mówisz prawdę. Że nie byłaś czasem kimś innym?
- Możesz uwierzyć lub nie, dla mnie to już bez znaczenia. A jeśli ci to przeszkadza to mogę was opuścić i odejść. Choć nie mam nic poza ubraniem danym mi przez was. - Daemora podejrzewała że będzie musiała zabić mężczyznę, choć to mogło być w tej chwili trudne... Zwłaszcza po odkryciu jakiego dokonała poprzedniego wieczoru. Chciała wtedy w ramach treningu oraz medytacji unieść Mocą krzesło a przedmiot ledwo oderwał się od podłoża. Zrozumiała że rytuał i spędzony w uwięzieniu czas osłabił ją znacznie, przez co odzyskanie swej siły wymagało czegoś więcej niż zwykłych treningów. Ciągle posiadała swoje umiejętności, wiedzę ale by w pełni korzystać z Ciemnej Strony musiała odwiedzić parę miejsc... o ile jeszcze istnieją po tak długim czasie. Ale w tym celu potrzebowała pomocy Amek'tihu, dlatego grała swą rolę biednej ofiary póki co.
- Daj spokój Krin'an. Naprawdę chcesz ją wygonić? Przecież ona straciła wszystko i wszystkich których znała. - dziewczyna naskoczyła na swego brata agresywnie, a ten zdawał się nie robić sobie nic z tego.
- Nie chcę jej wyganiać, ale nie chce też by z nami została. Gdy nabierze sił dam jej trochę zapasów i niech idzie gdzie chce. To moje ostatnie słowo. - rzucił i wyszedł z pokoju zostawiając obie dziewczyny same, a swoją siostrę zszokowaną tą decyzją.
- Nie martw się. Nie zostawię cię samej na poniewierkę. - odezwała się w końcu twi'lenka do togrutanki pocieszająco, na co Daemora skinęła lekko głową. W duchu zaś radowała się, bowiem odpadało jej morderstwo skoro i tak za parę dni miała opuścić to miejsce. A z pomocą swej towarzyszki mogła zacząć swą podróż na nowo...
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 1 Paź 2018, o 20:57

5.
- Dlaczego właśnie Nar Shaddaa wybrałaś na cel naszej podróży? - Amek'tihu zadała kolejne pytanie Daemorze. W ciągu ostatniego tygodnia od kiedy opuścili Belsavis było ich naprawdę sporo. Opuścili planetę bez żalu, zabierając to co mogło być im przydatne w ich podróży. Ubranie, kredyty, broń... o to ostatnie musieli się bardziej postarać, ale Daemorze udało się przekonać miejscowego kupca do sprzedania im niemal za bezcen paru egzemplarzy. Słabym umysłem łatwo było manipulować, dzięki czemu odlatywały mając ze sobą dwa blastery oraz po wibronożu. Nie było to może wiele, ale powinno wystarczyć na początek jak stwierdziła togrutanka. Potem jeśli im się poszczęści nie powinni mieć problemów z napastnikami.
Młoda twi'lenka od początku zasypywała Daemorę pytaniami dotyczącymi jej przeszłości jak i tego jak wyglądała galaktyka za jej czasów. A ona odpowiadała jej, umiejętnie kierując całą rozmową w stronę artefaktów, antycznych skarbów, wiedzy. Przy okazji również sama wypytywała o to jak się mają w tej chwili sprawy w galaktyce. Stąd też wiedziała, że chwilowo mogła zapomnieć o podróży na Korriban, Dromund Kaas czy Voss. Obecne Imperium nie było tym jakie znała kiedyś. Odrzucanie Mocy i ściganie jej użytkowników było abominacją, czymś niepojętym i złym. Ci którzy rządzili tym tworem zwącym się Imperium nie byli godni swego miana. W tej chwili jednak nie mogła nic z tym zrobić, ukrywanie się i nie wychylanie, zbieranie na nowo funduszy, odzyskanie dawnej siły było dla Daemory w tej chwili ważniejsze. Musiała zadbać o siebie, a reszta niech sobie sama radzi.
- Ten księżyc zawsze chyba był miejscem, gdzie prawo nie istnieje a służby trzymają się z daleka. Tutaj można było wiele zrobić, a przede wszystkim spotkać najlepszych w swoim fachu osobników. - Daemora uśmiechnęła się i poklepała twi'lenkę po ramieniu gdy schodziły z pokładu statku na lądowisko. - Trzymajmy się razem a wszystko się ułoży.
"Amika" skinęła głową. Dała się wciągnąć w tą wariacką podróż skuszona wizją przygód oraz głodna wiedzy na temat dawnych czasów. A togrutanka była jedyną osobą, która zdawała się zapewniać obie te rzeczy. W pewien sposób obie poszukiwały nowego początku dla siebie, nowego życia. A siedzenie na Belsavis i praca przy farmach nie była sposobem na to.

- No proszę, co my tu mamy... - usłyszały gdy weszły w jedną z uliczek dzielnic koło lądowiska. Drogę zablokowało im trzech ludzkich obwiesi o mordach zdecydowanie należących do tych w rodzaju zakazanych. Uśmiechali się złowieszczo, a jeden oblizał wargi spoglądając na obie dziewczyny.
- Trafiła nam się niezła gratka szefie. - odezwał się jeden ze bliznami po oparzeniach na policzku - Dwie biedne laski zabłądziły i potrzebują pomocy.
Daemora zmrużyła lekko oczy wyczuwając strach twi'lenki i gniew napastników, którzy zarechotali na słowa swego kompana.
- Z pewnością potrzebny wam przewodnik. Niebezpiecznie jest chodzić po tej okolicy bez obstawy. I jak słusznie padła uwaga wyglądacie jakbyście potrzebowały pomocy. - rzekł gość z zarostem na twarzy, tym samym dając się poznać jako szef całej trójki. - Wyskakujcie z kredytów i całego dobytku. A potem pójdziecie z nami.
- Odpuść sobie, albo pożałujesz że z nami zadarłeś. - warknęła w odpowiedzi togrutanka na co tamci zaśmiali się jeszcze głośniej, a jeden z nich wyciągnął blaster z kabury i podszedł do niej. Poczuła jak wbija jej lufę broni w brzuch.
- Chyba nie wiesz z kim zadarłaś suko. Powinnaś posłu... - zaczął swoją tyradę obwieś, ale nie dokończył. Daemora obróciła nadgarstkiem i do jej prawej dłoni z rękawa zsunął się wibronóż. Gdy tamten jeszcze mówił lekko obróciła się do niego lewym bokiem zbijając jednocześnie blaster prawo. Ręka z wibronożem z paskudnym mlaśnięciem wbiła się w gardło zaskoczonego bandyty. Pozostała dwójka nie zareagowała w porę z niedowierzaniem spoglądając na to co się właśnie stało. Daemora nie dała im czasu na otrząśnięcie się. Dobyty blaster zawył podczas strzelania i po chwili zapadła cisza.
- Daemora... jak... kim ty... jesteś... - twi'lenka spoglądała na swą towarzyszkę zszokowana. Jeszcze przed chwilą była pewna że zostaną obrabowane i porwane gdzieś, a teraz stały w uliczce nad trzema trupami. Szczęśliwie nikt jeszcze nie zainteresował się całym zamieszaniem, co było normalne na Nar Shaddaa.
- Zapomniałaś co ci opowiadałam na początku? Musiałam potrafić się obronić przed bandytami podczas mych podróży i miałam dobrego nauczyciela. - odparła togrutanka chowając broń, a następnie sprawnie przeszukując trupy. Parę chipów kredytowych, trzy blastery, zapasowe ogniwa, talia do sabaka, standardowy komunikator i chonometr. Na przylot tutaj Amek'tihu wydała całe swoje oszczędności, a teraz przynajmniej miały za co zjeść i przespać się. - Choć, musimy się stąd zabrać zanim ktoś zainteresuje się tym zamieszaniem. - rzekła schowawszy łup do plecaka, po czym wzięła twi'lenkę pod rękę i ruszyły wgłąb dzielnicy. Czuła jej strach i emocje związane z całą sytuacją. Dziewczyna musiała się jeszcze wiele nauczyć, jeśli miała się do czegoś przydać w przyszłości.
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój

Re: [Belsavis] Cienie przeszłości

Postprzez Quinlan Rasjuall » 14 Lis 2018, o 15:09

6.
Daemora otworzyła oczy i usiadła na łóżku pozwalając by pościel zsunęła się z jej nagiego ciała. Leżąca obok twi'lenka dalej spała w najlepsze, nie rozbudzona delikatnymi dźwiękami muzyki dobiegającej z odtwarzacza. Togrutanka uśmiechnęła się po czym przeciągnąwszy się leniwie wstała i przeszła stolika, by sprawdzić wiadomości na datapadzie. Czuła wibracje w Mocy, coś wydarzyło się znacznego co rozbudziło ją ze snu. Usiadła na dywanie, jednej z nielicznych luksusowych rzeczy jaką udało się umieścić w kajucie statku, po czym skrzyżowawszy nogi przymknęła oczy wyciszając umysł i koncentrując się na Mocy. Ostatnie cztery miesiące były dla niej wyjątkowo wyczerpujące, gdy wracała do podstaw swego szkolenia i krok po kroku odzyskiwała dawną siłę. Dowodem na to, że nie marnowała swych wysiłków było zmanipulowanie i użycie sztuczek umysłu na kapitanie tego frachtowca typu YZ-775. Carmancel Diaz, dowódca "Ortello" natknął się na obie kobiety w jednym z barów, gdzie akurat opijał udany lot. Zagadnięty przez nie, po krótkiej rozmowie z chęcią przyjął obie na pokład jako nowych członków załogi, a Daemora "przekonała" go by otrzymały pojedynczą kabinę pasażerską tylko dla siebie. Od tamtej pory podróżowały jako dodatkowy mechanik oraz specjalistka od ochrony. Trzy miesiące gnieżdżenia się w kajucie w przerwach od pracy. Ale przynajmniej nie był to czas stracony dla Deamory, zwłaszcza gdy jednocześnie małymi kroczkami przekazywała swą wiedzę Amek'tihu. Twi'lenka okazywała się być pojętną uczennicą i długo nie trzeba było czekać na efekty - stała się bardziej pewna siebie jak też spragniona czegoś więcej niż tylko wiedzy sprzed wieków...
- Znów medytujesz? - głos twi'lenki do spółki obejmującymi togrutankę od tyłu ramionami wyrwał ją z medytacji. - Chyba nie zapomniałaś że dziś po wylądowaniu odbieramy naszą przesyłkę od dostawcy.
Daemora chwyciła dziewczynę za rękę i szybkim ruchem przerzuciła ją przez ramię sprowadzając ją do parteru przed sobą, przygniatając przy okazji swoim ciałem. - Nie zapomniałam, za to ty opuściłaś swoją czujność. - mruknęła i zbliżyła swe usta do jej ust. Niemal przegapiły późniejsze wezwanie na stanowiska.

- I jak? Zgodnie z zamówieniem? - odezwał się przemytnik do togrutanki. Człowiek był w towarzystwie trandoshianina i teraz czekali na wynik oględzin jakich dokonywała Daemora. W skrzyni znajdowały się wywiezione z Vos artefakty, które przebyły długą i krętą drogę nim trafiły na Nal Hutta. "Ortello" dostarczał tutaj swój ładunek a togrutanka postanowiła przy okazji załatwić również swoją sprawę. Teraz za maską obojętności kryła radość na widok tego co otrzymała. Kilka starych figurek i tablic oraz broń biała w końcu trafiły do właściwej osoby.
- Tak, mój pan będzie zadowolony. - odezwała się zamykając skrzynię. Sięgnęła do zasobnika i wyciągnęła małą sakiewkę, którą rzuciła przemytnikowi. - Zgodnie z umową wasza zapłata.
- Spora sumka jak za parę staroci. No ale kolekcjonerzy to zawsze dziwacy i nieźle płacą. - człowiek uśmiechnął się złapawszy sakiewkę i sprawdzając jej zawartość. - Gdyby twój pan znów miał jakieś zlecenie, daj znać.
Togrutanka zmierzyła go wzrokiem i skinęła tylko głową w odpowiedzi. Wynajmowanie kogoś więcej niż raz do jakieś roboty było zbyt ryzykowne. Teraz jednak mając pierwsze elementy swojego zbioru mogła rozpocząć kolejny etap swej wędrówki.
"Ci których oczy są ślepe widzą nieraz więcej, niż ci którzy wzrok posiadają"
Dharkosis, Lord Sith, Miraluka
Awatar użytkownika
Quinlan Rasjuall
Mistrz Gry
 
Posty: 153
Rejestracja: 26 Sie 2017, o 21:45
Miejscowość: Busko-Zdrój


Wróć do Opowiadania