Content

Opowiadania

Sejm Całościowy - Fabularne Opowiadanie historii z Stellaris

Image

Sejm Całościowy - Fabularne Opowiadanie historii z Stellaris

Postprzez Vestibor Rothal » 25 Lip 2017, o 22:41

Witam, przed tobą krótkie opowiadanie mojego autorstwa. Jest to moja pierwsza próba napisania czegoś dłuższego w konwencji SF, dlatego proszę o wyrozumiałość, ale i o konstruktywną krytykę. Jest to tekst opisujący wydarzenie jakim było zwołanie Sejmu Całościowego przez cesarza Valeriana, reprezentującego Imperium Ludzkie, które z kolei jest fikcyjną frakcją, stworzoną i zmodyfikowaną przeze mnie z gry Stellaris. Sam nazywam to roboczo: ,, Fabularnym opisywaniem akcji dziejącej się w Stellaris". Opisywane wydarzenia, frakcję oraz osobistości na prawdę pojawiły się w grze. Sam osobiście uważam to za coś fantastycznego, jeżeli opowiadanie to spotka się z jakimkolwiek przyjęciem (ktoś to przeczyta) jestem skłonny rozwijać historię, czy to kontynuując tą opowiedzianą, wracać do przeszłości, czy może rzucić okiem kosmity na wydarzenia. Jestem otwarty na propozycję, sam również mam ich bez liku. Starałem się skupić na aspekcie politycznym, następnym razem ,,uderze" na pewno z innej strony, uniwersum SF daje nieograniczone pole popisu, toteż mając bazę w postaci poczynań mojego imperium, jestem w stanie tworzyć przeróżne historie i technologie, takie małe SW. Zaznaczam też, że owo opowiadanie nie wyszło aż tak pompatycznie jak chciałem i nie jestem w pełni zadowolony ze swego dziecka, jednak zdecydowałem się je wypuścić na światło dzienne, od czegoś trzeba zacząć, mam nadzieję się rozwijać. Dzięki za przeczytanie tego wstępu i zapraszam do przeczytania oraz zostawienia komentarza. Ave!

Wersja w Goggle Document : https://docs.google.com/document/d/1XfA ... iWtEg/edit

Sejm Całościowy - Szlachetne stowarzyszenie wszelakich istot organicznych, genomu ludzkiego o stanie wojny zdolnym decydować.




Senat wstrzymał oddech, młody przywódca Świętego Imperium Ludzkiego powoli wspinał się ku najbardziej zaszczytnemu miejscu w całej stolicy cesarstwa. Stali zarówno senatorowie, jak i zarządcy poszczególnych systemów, stała również i admiralicja, prężąc swe dumne klatki piersiowe, na których poprzypinane były niezliczone medale zasług i odznaczenia wojenne, stali przedstawiciele zespołów badawczych, ramie w ramie w zespołami odpowiedzialnymi za zagospodarowanie przestrzeni imperium. Jedynie Rada Nadzwyczajna, przestrzegając wielowiekowej tradycji siedziała, smutno spoglądała, zza mahoniowych barierek, oddzielającą strefę najznamiennitszych przedstawicieli rodów arystokratycznych, na pomarszczonych twarzach sędziwych obywateli malował się frasunek. Powolne kroki młodego wodza miliardów istnień przepełnione był dostojeństwem i powagą urzędu, jeden schodek po drugim, przybliżał Imperatora Valeriana do masywnego, prymitywnego tronu. Jako jedyna w całej znanej galaktyce, owa konstrukcja, na której spoczywał władca jednego z międzygalaktycznych imperiów, wyglądała tak prymitywnie, tak barbarzyńsko, przypominając wszystkim o dawnych czasach Ziemi. Metalowa konstrukcja, odrestaurowana i nieustannie utrzymywana w niezmiennym stanie, od stuleci służyła jako symbol, niezachwianej potęgi Imperium, wzbudzając powszechny respekt wśród ludzi, strach wśród niewolników i niepewność w stosunku do innych cywilzacji. Kolejny krok imperatora został wykonany już na potężnej platformie, górującej nad całą izbą senacką. Imperator ominął tron i powolnym krokiem skierował się ku kolejnemu podwyższeniu w kopulastej sali. Trzy kroki, tyle wystarczyło, by Imperator zagórował nad zgromadzeniem w całej swej krasie. Ubrany był tradycyjnie, czerwony kontusz, obszyty żółtymi wstawkami i wszytymi bezcennymi minerałami i kryształami, zwieńczony był postawionym kołnierzem, od którego z kolei odchodził szkarłatny płaszcz, który okalał sylwetkę władcy niemal do ziemi. Imperator spojrzał po zebranych, obejmując całą sale swym biologicznym oraz mechanicznym okiem. Nikt nie śmiał spuścić głowy, większość wstrzymywała oddechy, nie z powodu kar, senatorowie byli niemal nietykalni nawet przez Imperatora, a z powodu powagi urzędu i powagi tego co się właśnie wydarzyło. Izba senatu nie była tak wypełniona od dekad, nieliczne puste miejsca, były koniecznością, gdy zbiera się Wielka Rada, ktoś musi starać zachować się chociaż pozory ładu. Ład bowiem upadł z wieścią o zwołaniu organu. Imperator usilnie myślał, widać było, że stara się zebrać myśli i zaraz rozpocznie swoją przemowę. Dokładne słowa jego Wielkości, zostaną zapamiętane tylko przez zgromadzonych oraz cesarski system SI, który na wieki zapisze jego słowa w kronikach Imperium.

- Szanowna Rado, organie który był niepowoływany od wielu lat, ponownie zgromadziłeś się na planecie Ziemia, na naszej stolicy, na stolicy Imperium Ludzkiego.


W trakcie rozpoczęcia przemowy głos wodza był silny i charyzmatyczny, wzmacniany i modulowany przez tysiące mikro urządzeń, rozmieszczonych na podwyższeniu. Wzmagał się wraz z kolejnymi zdaniami, zwiększając się jeszcze bardziej, gdy akcentował nasze pochodzenie i nasze braterstwo.

- Przez dziesiątki ostatnich lat Imperium koegzystowało w spokoju, ignorując liczne prowokacje i napaści ze strony kosmitów. Uginaliśmy karki pod wpływem medialnej, międzygalaktycznej nagonki, byle tylko nie stanąć ponownie na krawędzi wojny. I jak nam się za to odpłacono? Wojna przyszła do nas! Jak większość z was już wie, InterGalaktyczna Korporacja Vuskonów zestrzeliła nieuzbrojoną flotę okrętów w systemie Argus 18, skazując na śmierć załogę statku badawczego Einstein A2, statek dyplomatyczny King 1 oraz strzegącą ją przed piratami flotę, w skład której wchodziły dwa niszczyciele i cztery korwety. Następnie z bezlitosną siłą uderzyli na Port Kosmiczny w tym samym układzie, który zdołał wysłać sygnał SOS, na który z kolei błyskawicznie odpowiedziała nasza flota wewnętrzna - policyjna, strzegąca porządku w przestrzeni kosmicznej w owym sektorze. Również i po niej, niedługo po tym, jak wysunęła się z nadprzestrzeni, sygnał zaginął. Sytuacja była na tyle niepokojąca, że zarządca sektora wschodniego, postanowił zawiadomić o tym Najwyższą Radę Porządku, z kolei ta błyskawicznie, nakazała załodze specjalnej Tygrys 18, wykonującą misję w tym sektorze, dowiedzenie się co dzieje się w przestrzeni Arugsa. Sami uniknęli śmierci dzięki naszej, najnowszej, prototypowej technologii maskowania oraz nowemu napędowi nadświetlnemu. Widok jaki ich zastał był koszmarny, nawet ja nie znajduję odpowiednich słów, by opisać bestialstwo jakiego się dopuszczono na obywatelach naszego Imperium. Śmierć poniosło kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset tysięcy ludzi. A nie tylko same liczby, napawają grozą.

W tym momencie za Imperatorem wysunęło się niewielkie, kryształowe siedzenie, na którym spoczął, a nad tronem otworzyła się ogromna przestrzeń, z której na równie potężnym wysięgniku wysunęła się niemal przezroczysta płyta, która po chwili zaczęła mienić się przeróżnymi barwami, by wreszcie ukazać pożądany obraz.
Za przykładem imperatora postąpili i pozostali zgromadzeni, siadając zgodnie w porządku stopni i zasług, mimo iż nie było to rozpisane w protokole. Jednym z ostatnich siadających byłem ja.

Niebieskie smugi, tak znane i charakterystyczne dla napędu nadświetlnego szybko zniknęły, ukazując ogrom zniszczeń. Chwilami ciężko było dostrzec gwiazdę, poprzez wszędobylskie metalowe części oraz unoszące się trupy. Widok na wpół złamanych wraków niegdyś potężnych okrętów oraz ogromnej części, teraz bezwładnie latającej stacji bojowej załamał serca niektórych członków zgromadzenia. Mimo ogólnie przyjętych zasad, wielu z nich uniosło się, niektórzy wygrażali sprawcom, inni pytali Stwórcę, dlaczego, jeszcze inni wstrzymywali się od łez, a na ich twarzach, malowała się żałość, smutek i pytanie: za co? Większość jednak siedziała spokojnie, tłumiąc swe emocje w środku i zakładała na siebie niewidzialne maski, by nie pokazywać emocji przed innymi, mimo ogromu tragedii, nadal siedzieli pośród najznamiennitszych przedstawicieli Imperium, podobnie zachowywał się też cesarz, cichutko, wręcz skromnie rozglądając się po zgromadzeniu, swe boskie ręce ułożył jedna na drugiej, na swych równie boskich kolanach i przypominał sobie poszczególne obrazy, jakie niedawno właśnie sam nie miał przyjemności oglądać. W pewnym momencie, gdy sala zawrzała, z niezajętych części sali ozwały się mechaniczne głosy, nakazujące ciszę, on wtedy uniósł swą prawicę, nakazując z kolei ciszę SI. Niektóre chwile nie mogły być zakłócane przez pozbawione emocji komputerowy wytwór umysłów ludzkich. Obraz powoli toczył się dalej, a niewielki statek, z wykorzystaniem silników manewrowych, powolutku omijał przeszkody, powstałe na skutek masakry. Dość pamiętnym momentem, a przynajmniej dla mnie istotnym, była chwila, gdy zza sporego kawałka plastonoidu, powoli kręcąc się wokół własnej osi, wyleciało, ssiniałe ciało dziecka, na chwilę wpadając na czołową maskę kokpitu statku, który nie miał możliwości wyhamować. Jego młoda twarzyczka była wykrzywiona w wyrazie niewypowiedzianej grozy, nie zginął szybko, na początku masakry, zapewne ktoś starał się go uratować, a on sam, ostatnim uczuciem jakim obdarzył galaktykę był strach. Statek leciał dalej, ukazując spalone skorupy, niegdyś dumnych konstrukcji pracy rąk niezliczonych niewolników, koordynowanych przez najznamiennitsze umysły danego wieku. Stacja w tym sektorze była największą i najbardziej wysuniętą placówką wojskową całego Imperium, jej strata bolała też ze strategicznego punktu widzenia.

Jednak okręt leciał dalej, tym razem nieco szybciej, nieustanne, regularne pikanie na radarze i przekleństwa bezsilnej załogi, dosadnie wskazywały brak oznak życia. Statek przecisnął się przez ogromną wypaloną laserem dziurę i wyleciał na chwilę na otwartą przestrzeń. Nie było tam wraków, nie było mechanicznych części, nie było fragmentów statków, tutaj były tylko ofiary biologiczne... Wzrok zebranych nie był w stanie ogarnąć masy pokiereszowanych, poprzerywanych i zmasakrowanych ciał swych pobratymców. Niektóre z kobiet zgromadzonych na sali poprosiły o specjalne maski, zagłuszające dżwięk, by tam nie mącąc majestatu miejsca, wyć z bólu i płakać, na widok tysięcy zwłok ludzkich, które powykręcane w różnych pozycjach, często pozbawione kończyn leciały w tylko znanym sobie kierunku w kosmiczną i niezgłębioną pustkę kosmosu. W dali można było dostrzec ruiny stacji, jej dolna część, na swój sposób wciąż reprezentowała władztwo ludzkie, z jej wnętrza wydostawały się na powierzchnie niezliczone rzesze ludzkie o różnych obrażeniach, makabrycznie łącząc się z mechanicznymi częściami i wpadając na siebie nawzajem. Niektóre ciała w oddali wybuchały, rozerwane przez ciśnienie, widocznie nie zdążyły nawet przyswoić płynów stabilizujących. Ich rozrywane mięsiste części bryzgały przeróżne stopy metali, jakby symbolicznie podkreślając, zbrodnie jakie zostały dokonane na narodzie ludzkim.

Balansując miedzy swoistą rzeką ludzką, statek zbliżył się do pozostałości stacji bojowe. Próbował z nich buchnąć ogień, gaszony jednak przez beztlenową pustkę wszechświata. Pomniejsze wybuchy i ogromne skry, z poprzerywanych kabli energetycznych wciąż towarzyszył temu miejscu. Statek stanął w miejscu, tak, że można było wreszcie dostrzec okrężny ruch stacji. I stało się coś niespodziewanego, z jej drugiej strony, wyryty bowiem został napis:
,,Ludzie to zwierzęta, nie zasługujecie na istnienie. Wszyscy niedługo tak skończycie".
Który to ponownie wyrwał co młodszych i bardziej empatycznych przedstawicieli do wzmożonej aktywności i gestykulacji. Napis był o tyle przerażający, że wyryty w naszym ojczystym języku. Mi samemu zjeżyły się wszystkie włosy, a moje członki były tak napięte, że w każdej chwili mógłbym ruszyć na astariański maraton. Od silniejszej gestykulacji powstrzymywała mnie tylko obecność moich przełożonych i drogiego przyjaciela, senatora, któremu właściwie to zawdzięczam obecność tutaj.
Wszyscy skupieni byli na obrazie, toteż chwilowa konsternacja wymalowała się na twarzach zgromadzonych, gdy usłyszeli ciche i powolne pikanie. Ci, którzy na codzień mieli do czynienia z tą technologią, od razu rozpoznali co ona oznacza: z nadprzestrzeni właśnie za chwilę wyskoczą jednostki kosmiczne. Kadłub statku w jednej chwili znikł z oczu, za sprawą włączonej tarczy maskującej, a system skoku między galaktykami począł się usilnie rozgrzewać. Wroga flota wysunęła z nadprzestrzeni i natychmiast, po załadowaniu systemów energetycznych, poleciała w kierunku wraku stacji. Gdyby nie uprzednie poinformowanie, o tym, że okrętowi udało się uciec, byłbym w tym momencie przekonany, że załoga okrętu nie przeżyje tego spotkania. Ogromny krążownik powoli przecinał nieskończoną przestrzeń, nie bacząc na znajdujące się w przestrzeni odłamki, po prostu przez nie przelatując. Po jego bokach, znajdowały się dumne i znane opinii publicznej, niszczyciele rakietowe, z daleka można było rozpoznać charakterystyczne kształty najbardziej dających się w znaki statków Vuskonów . Szybko też przestrzeń kosmiczna wokół olbrzymich jednostek wypełniła się myśliwcami i dronami bojowymi. Nikt nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości, takie ilości dronów posiadali tylko oni. Po paru chwilach, jeden z niszczycieli od statku zwiadowczego dzieliło tylko kilkadziesiąt metrów. Wszyscy zgromadzeni mogli podziwiać wysublimowaną talię jednostki, której górne wypustki, sygnalizowały, jakiej broni używa ta jednostka - rakiety dalekiego zasięgu, niesione energią kinetyczną, podczas wystrzału.. Dopiero, gdy silniki ogromnego obiektu minęły tył statku, ten rozpoczął procedury skoku w nadprzestrzeń, wszyscy doskonale wiedzieli, że przez parę sekund będzie bezbronny, a jego powłoka pochłaniająca, umożliwająca mu maskowanie, zostanie zdezaktywowana. Na szczęście obyło się bez kolejnych ofiar i załoga doskonale wyczuła moment, nawet jeśli mignęli na radarze wrogiej flocie, ta nie zdążyła nawet wysłać odpowiednich rozkazów. Zniknęli, a wraz z ich skokiem, urwał się obraz. Ogromny ekran ukazywał teraz zapętlające się slajdy prezentujące cale strategiczne oraz dokładne dane służb wywiadowczych dotyczących zarówno infrastruktury korporacji, jak i dokładne opisy ich okrętów. Wywiad imperialny nie szczędził wysiłków, by zdobyć tak dokładne dane.

Cała izba wzburzona niedawnymi obrazami wstrzymywała swój okrzyk oburzenia i falę frustracji tylko ze wzgląd na to, by móc dobrze usłyszeć słowami jakimi zaraz przemówi młody władca, który właśnie powstał, rozkładając na boki, symetrycznie,swe obie ręce, jak mieli w zwyczaju czynić przedstawiciele królewskiego rodu.

- Jesteśmy narodem. Naród bowiem to nie terytoria, to nie miejsce pomiędzy granicami jednego, a drugiego narodu, ale to też nie sama odrębna cywilizacja. Naród to istoty, a w nich historia i tradycja. To stanowi podwaliny, a podbite narody i zasięg posterunków granicznych, gwarancje niepodległościowe, siła floty i armie zapewniają o istnieniu Imperium. Ten atak nie był atakiem na Imperium, bowiem Imperium to tylko nazwa, to zbiór traktatów o przynależnościach poszczególnych systemów, które przeklęci kosmici są w stanie zmienić w ułamkach sekund, jeśli tylko będzie to im się opłacać. My, czyli ludzkość to coś więcej. My jesteśmy jednością, mimo różnic interesów, różnic społecznych i ekonomicznych, różnic zamieszkania i poglądów, jesteśmy genetyczną jednością i narodem wybranym przez Stwórce do zagrania swojej roli w tym ogromnym teatrze galaktycznym. To nie był atak na Imperium! To był atak na nas wszystkich i zarazem każdego z osobna. To był atak na naszą przeszłość, na naszą historię i nasze galaktyczne dziedzictwo, na naszą kulturę i tradycje. A my nie pozwolimy, by to czym kierowali się nasi przodkowie zostali zaprzepaszczone!

Ostatnie wykrzyczane już słowa, wprawiły senatorów w stan głębokiego, duchowego uniesienia, które potęgowane coraz to nowymi odniesieniami do przeszłości narodu, wżynając się głęboko w umysł i dusze każdego na sali, prowadząc go do swoistego rachunku ze swoją przeszłością i przodkami, w końcu znalazło zewnętrzny upust, w postaci setek stojących istot, usilnie klaszczących na cześć tak pięknej i głębokiej mowy. Po chwili jednak Imperator wysublimowanym gestem ręki poprosił o cisze, co tylko jeszcze bardziej spotęgowało sympatie, szczególnie narybka szlachetnej krwi senatorów, Imperium pamiętało bowiem pyszałków, ignorujących poważne problemy, z którymi walczyły miliony obywateli albo ignorantów skupionych tylko na zgromadzonych wokół siebie pochlebcach. Nie pozostało to nie zauważone również wśród starszyzny, która zawsze nieufna, zaczęła w młodym Imperatorze, dostrzegać zalety, mające faktyczny wpływ na póżniejszą moc jego bezpośredniego stronnictwa.
- Nie wolno zaprzepaścić pracy pokoleń, ale nie wolno także przestać patrzeć w przyszłość. Galaktyka to nieskończenie piękne i niebezpieczne miejsce, którego granice są niezbadane i nieprzebyte. Zostaliśmy powołani do wyższych celów, jesteśmy władcami narodów, my których oskarża się o zbrodnie wojenne, o zbytnią frywolność, czy nieuzasadnione podboje, czynimy to dla dobra galaktyki. Nie ukrywajmy, że pomaga nam to się rozwijać, czy opływać w należne nam luksusy, jednak my potrafimy widzieć dalej, podbijamy ich, to prawda, ale czy za podbojem nie postępuje ład i porządek? Czyż na zajętych światach ludziom nie żyje się łatwiej? Dlaczego przestano mówić o ,,zbrodniczym ataku" na Unie Witaliańską sprzed setek lat, a ostatnio coraz częściej pomija się kwestie wojny na Url. Czyż znalazły się jakieś nowe informacje na temat tych wojen? Otóż nie, narodzie, zwyczajni obywatele tamtych światów powoli przestają się buntować. Nawet oni muszą zauważać korzyści płynące z koegzystencji z nami. Niech będzie mi dane, nim przejdę do najważniejszej części tego wystąpienia przywołać jeszcze jeden przykład. Czy w tej chwili istniałby jakikolwiek przedstawiciel Valarów, gdyby nie fakt, że wcześniej ich anektowaliśmy? Nikt nie zdołałby oprzeć się wielkiej koczowniczej flocie Tymurów, jednak my ich obroniliśmy i przybyliśmy z całą mocą, gdy pojawili się w ich sektorze. Nasze zobowiązania jakie składamy podbitym ludom są prawdziwe i właśnie to jest jednym z czynników, które odróżnia nas od tak wielu kosmitów.

Imperator na chwile zaczerpnął oddechu, chwilowemu odpoczynku towarzyszył dwie niewielkie strzykawki, które unosząc się wbił się w żyły na rękach władcy, pompując w niego niebieski płyn, pobudzające jego członki do wzmożonego wysiłku.
- Nasze oczy doświadczyły niewyobrażalnych mąk, przenosząc je również w każdy członek naszego ciała, a zatem i w mózg, w duszę każdego z nas, zatruwając je smutkiem i żądzą zemsty. Czyż można mieć do kogokolwiek pretensje o te przyziemne uczucia? Zbrodnie jakich dopuściła się Korporacja Vuskonów na naszym narodzie są niewybaczalne i niezmywalne. Teraz gdy już wiemy co można się po nich spodziewać, czas przystąpić do nieuchronnego procederu głosowań. Nie kierujcie się jednak ni sercem, ni wolą wyborców, nikt nie dowie się na kogo głosowaliście, nikt nie będzie pamiętał o wielkoduszności waszych dobrych serc. Myślcie mózgiem, myślcie przede wszystkim o przyszłości naszego narodu. Myślcie o naszej spuściżnie!
Tym razem owacje były dłuższe i ciągnęły się wraz z opadającym na poszczególne stopnie płaszczem imperatora, który dążył do swej małej jeszcze grupy popleczników w senacie.



Kilkuminutowa przerwa pozwoliła na powolne wysunięcie się środkowego rzędu pośrodku czegoś na kształt wielkiej mówniczej windy. Na mównicę wystąpił marszałek Ivar Numind, lider Partii Rozwoju Ekonomicznego, ubrany w naturalny dla tego stronnictwa niebieski płaszcz, z żółtymi przebarwieniami, od zwykłych członków odróżniał go czerwony kotylion, upięty w miejscu gdzie mieściło się serce senatora.
- Ja wybrany z woli ludi i szlachetnych warstw arystokracji oraz ciała senatorskiego ogłaszam rozpoczęcie drugiego nadzwyczajnego zebrania Rady Nadzwyczajnej. Będziemy postępować zgodnie z procedurami, by wyjawić błogosławionemu posłannikowi Stworzyciela wole wszystkich obywateli Imperium Ludzkiego. Decyzja ta w tym wypadku jest wiążąca, bowiem boski prosi nas o wyrażenie opinii na temat obcej genetycznie struktury myślącej, wypowiedzenia jej formalnej wojny oraz jej dalszego losu. Z tego też powodu, my jako organ pomocniczy Jego Wielkości jesteśmy zobligowani do dokładnego przeanalizowania opinii imperatora przed podjęciem sprzecznej z jego myślami decyzji.
Jako iż procedujemy w trybie nadzwyczajnym głos zabiorą tylko przedstawiciele ugrupowań partyjnych oraz wybrane delegatury admiralicji, zarządców, Rada Nadzwyczajna oraz korpus badawczy.
Tak też i w niedługim czasie się stało, w wyznaczonym porządku poszczególni przedstawiciele najważniejszych izb wychodzili na najniższy poziom podwyższeń, reprezentując poszczególne stanowiska dotyczące tak naglącej sprawy. Znamienne jednak było to, że w każdym głosie, nawet po najbardziej zaowalowanych sentencjach, brzmiał cichy pomruk: ,,zemsta i wojna". Nawet najbardziej, jak na ludzkie standardy, przedstawiciele, którzy praktycznie od pokoleń oponowali przeciwko jakimkolwiek formą agresji, tym razem zajęli neutralne stanowisko, kryjąc pod tą bezpieczną przykrywką, kipiącą w nich chęć, sprzeciwienia się ich kodeksowi partyjnemu i zagłosowaniem za wstrzymaniem machiny wojennej. W końcu nadszedł czas na przedstawiciela Rady Nadzwyczajnej, na swojego przedstawiciela sędziwi obywatele wybrali Hugo Kajtona, wybitnego rotora i weterana rebelii Riziańskich oraz utytułowanego zarządce, jednym słowem, człowieka obdarzonego wielkim szacunkiem, estymą, a często i podziwem nawet wśród przeciwników politycznych. Ten sędziwy starzec, powstając tylko na pozór wyglądał na zaschniętego w niezliczonych zmarszczkach dziadunia. Jego rysy wciąż emanowały werwą i chęcią przemawiania do tłumów, porywania ich, i u ich boku, przezwyciężania nowych wyzwań na tej nieskończonej galaktycznej układance. Delikatnie skłonił się do bijących brawo i stojących senatorów oraz do cesarza, który zachęcił go niemal przyjacielskim gestem ręki do zabrania głosu. W momencie znalazł się przy nim Kutang - malutki latający fotel, obdarzony sztuczną inteligencją i wykrywaczami ruchu, gdy senator już się na nim usadowił ten przetransportował go prosto przed obliczę ludzkiej elity na środkową platformę mówniczej windy. Stanął przed nimi w swej pełnej krasie, z daleka prezentując się nie zgorzej niż w jego najlepszych latach. Brązowa tunika dodawała dostojeństwa jego zaszczytnemu urzędowi, podobnie jak całej kaście tej arystokratycznej elity Ziemi.

- Walka to nasz obowiązek, nie tylko dla zemsty, ale również i do zmazania tej ogromnej plamy na honorze ludzkości, po tym jak nie zdołaliśmy obronić jej obywateli. Bestialstwo jakiego się dopuścili nie może i nie zostanie bez odpowiedzi. Ja, tak bardzo ceniąc czas strategów i wszystkich logistyków, nie chcę powtarzać, po moich szlachetnych przedmówcach, tego co zostało już powiedziane. Widzę zresztą po waszych zdeterminowanych twarzach, że nie muszę. Wojna jest oczywista, ja ze swojej strony wnoszę o całkowitą eksterminację rasy Vuskonów. To bydlęta bez własnej kultury i tożsamości, plugawiący wschodni kraniec znanej galaktyki od zbyt długie okresu czasu. Są niegodni bycia naszymi sługami, co wnoszę nie tylko po ostatnich wydarzeniach, a po całkoształcie ich dokonań galaktycznych, ich sposobu egzystencji, ich celów oraz postępowania z innymi gatunkami. Zresztą o tym lepiej opowie znacznie bieglejszy w tej kwestii przedstawiciel korpusy dyplomatycznego. Dziękuje.

Kutang powoli niósł zmęczonego starca w kierunku swego poprzedniego stanowiska wśród burzy oklasków, jakie wywołał swym wystąpieniem jeden z najwybitniejszych ludzi aktualnych czasów. Potężny barczysty, czarnoskóry mężczyzna o nieprzyjaznych rysach zaczął wyjaśniać, a raczej przypominać podstawy tyczące się biologii, etymologii, sposobu życia, wyznawanych wartości, ideologii i wszystkiego co dotyczyło Vuskonów, tylko podstawy były ważne w zadecydowaniu o dalszych losach tej rasy. Minuty dłużyły się, a powszechny entuzjazm nieco zmalał, co zaowocowało ponowieniem się rozmów między senatorami, a nawet oparciu przed imperatora głowę o ramię, co było poczytane za najwyższy czas rozpoczęcia głosowania. Po kilku kolejnych slajdach ostatni przedstawiciel w końcu zakończył swój wywód. Na mównicę ponownie wstąpił marszałek tym razem w mniej patetycznym stylu, pokonując nawet po kilka schodków jednym krokiem. Kilka formalnych słów i nad każdym senatorem otworzyły się niewielkie komory, z których zaczęły spadać datoidy, które w połowie drogi uruchomiły coś na kształt mini plecaków odrzutowych, zwalniając i upadając idealnie przed gotowymi na wszystko senatorami. W potężnych głośnikach, obejmujących całą salę po chwili zabrzmiał mechaniczny głos SI, przypominający procedury głosowania oraz przyjętą kolejność oddawania głosów. Ta nie była zbyt wymyślna, wpierw głosował imperator, za nim Rada Nadzwyczajna, póżniej przedstawiciele poszczególnych ugrupowań, następnie starsi senatorowie i wszyscy przedstawiciele nadzwyczajnych organów w sejmie, a na szarym końcu pozostali senatorowie, z czego kolejność głosowania tych dwóch ostatnich grup nie była formalna, jednak przestrzegano jej od wieków. Przyjemny kobiecy głos zabrzmiał ponownie, tym razem prosząc Imperatora na oddanie głosu na pierwsze z pytań. Ten siedział wygodnie w specjalnej loży, na ogromnym łożu, przybranym w niebieską tkaninę, jakiegoś wybitego już gatunku, legendarnego zwierza. ,,Czy Imperium Ludzkie wypowiada wojnę Międzygalakatycznej Korporacji Vuskonów". Cesarz nie zwlekał i od razu nacisnął niebieski guzik, wgniatając go niemal do oporu. Podobnie postąpiło RN oraz inni przedstawiciele zgromadzonych w sali obrad nadzwyczajnych organów. Jedynie głos imperatora i liderów partii był widoczny na wielkim ekranie, pozostałe głosy miały być na zawsze zapomniane,w celu zapobiegnięcia nadużyciu tych informacji, podczas głosowania, na sali nie przemawiały jednostki, na sali przemawiał głos całego, powszechnego ludu. Wśród senatorów nie było już jednomyślności, chociaż nikt nie ośmielił się zagłosować na nie. Już po paru minutach, cichy, acz stanowczy kobiecy głosik odezwał się ponownie: ,,4587 głosów na tak na tak, 35 jednostek organicznych wstrzymało się od głosowania. Imperium Ludzkie od tej chwili znajduje się w stanie wojny z Międzygalaktyczną Korporacją Vuskonów. Powszechny entuzjazm wywołany tą i tak z góry przesądzoną informacją kontrastował z słowami SI o wypowiedzeniu wojny. Tam gdzie inne rasy płakały, tam ludzkość często znajdywała radość. Zgodnie z tradycją, swe korzenie mającą jeszcze przed wynalezieniem napędu nadświetlnego, Imperator strącił wrogą flagę, wśród burzy oklasków, na podłogę. W tym samym momencie, centralnie nad nim i nad obaloną flagą wysunął się masywny drąg, na którym powiewała wspaniała flaga Imperium Ludzkiego a, w głośnikach zaczął lecieć hymn państwowy. Nim sytuacja ponownie się uspokoiła minęło dobre kilkanaście minut.

Obrady i głosowanie trwały w najlepsze pośród monumentalnego gmachu parlamentalnego. Nim ostatecznie ucichła burza ludzkich hormonów i zakończeniu uległy wszelkie formalności zdążyłem przypatrzeć się niektórym twarzom, moją szczególną uwagę skupili Ci mniej entuzjastyczni, jakby sfrasowani kolejnym konfliktem w jaki brnie ludzkość, której opinia na arenie międzynarodowej była tak zszargana, a samo Imperium było uznawane za najdoskonalszy przykład łamania wszelkich norm etycznych, tak przynajmniej głosili kosmici. Oczywiście z okazywaniem szczęścia szczególnie powściągliwi byli badacze i zarządcy, chociaż nie wszyscy, wielka machina wojenna ruszała, toteż trudno, by sektory nastawione na produkcje uzbrojenia, statków wojennych, czy też i wynalazcy nowych militarnych technologii nie cieszyli się w duchu, że znowu stoją na szczycie politycznego łańcucha pokarmowego. Nie dziwił więc też nikogo fakt gęstej zbieraniny uśmiechów i licznych uścisków rąk wśród admiralicji, która zazwyczaj wyważona, tym razem nie przebierała w wyszukanej gestykulacji i głośnych rozmowach. Głosowanie musiało jednak trwać dalej. Tym razem temat był o wiele bardziej kontrowersyjny. Poszczególne delegatury ponownie zabrały głos, tym razem jednak wyrażając niekiedy całkiem sprzeczne stanowiska. Powróciło tak znane dla sejmu ludzkiego zamieszanie, wyciąganie brudów i szykany w stosunku do opozycjonistów, wyglądało na to, że mechanizm kuli śnieżnej zadziała ponownie i wszyscy zaczną mieszać się z błotem, jednak naszą pozytywną cechą jest zjednoczenie w chwilach prawdziwej potrzeby, toteż poszczególni mówcy w trakcie swoich wypowiedzi tonowali się, a nawet przemilczywali zgromadzone już argumenty ku udaniu się w stronę bardziej merytorycznych argumentów, eksterminacja całej cywilizacji to bowiem nie taka błaha sprawa. Bo o to właśnie toczyła się debata: Zniewolnić czy Zniszczyć. Głosy podzieliły się mniej więcej po równo, prawicowa część senatorów, admiralicja oraz większość Rady Nadzwyczajnej była za całkowitym wybiciem gatunku, za bardziej humanitarnym potraktowaniem opowiadały się bardziej liberalne partie senackie, zarządcy oraz badacze, właściwie głosy były podzielone mniej więcej po połowie. Sam zresztą nie miałem wyrobione zdania, starając się wywiedzieć stanowiska w tej sprawie mojego mentora, jednak nie mogłem złapać z nim kontaktu wzrokowego, osobiście jednak skłaniałem się ku niewolnictwu. Decydujący głos i tak należał do Imperatora, jednak w innym przypadku, gdyby sejm zagłosował całkowicie przeciw jego decyzji miałby problemy w póżniejszym wprowadzeniem jego wizji w życie, jednak teraz los Vuskonów był zależny tylko od niego. Wbrew powszechnym oczekiwaniom zagłosował szybko, bez przeciągania, czy prośby o czas na naradę, już po chwili dżwięczny głos SI zakomunikował: ,,Jej Boski Majestat Imperator Imperium Ludzkiego Valerian IV zdecydował się, że Międzygalaktyczna Korporacja Vuskonów przejdzie pod bespośrednią kontrolę Imperium Ludzkiego." Tym samym przekonał niezdecydowanych oraz zmienił wiele opinii nastawionych na tą drugą opcję, wielu z nich, mimo iż głosowanie było tajne, chciało przybliżyć się do Imperatora, wyczuwając, że boski wiatr wieje teraz niczym huragan w jego plecy i szybko stanie się niezwykle popularny zarówno wśród ludu, któremu ogłosi decyzję o wojnie po długiej stagnacji i senatorów, którzy wyczują okazję do zwiększenia swych wpływów i zarzucenia nowych sieci intryg.
,,Za całkowitą eksterminacją zagłosowało 432, za przejęciem bezpośredniej kontroli 4194, wstrzymało się 5 posłów". To było najbardziej miarodajne potwierdzenie wpływu jaki podczas przemówienia wywarł młodziutki Imperator, jakie mogło mieć miejsce. Właściwie sprzeciwiła się mu tylko admiralicja i kilkoro osamotnionych senatorów, chcących zbliżyć się do admirałów, czy stać w betonowej opozycji do imperatora. Do przegłosowania została ostatnia kwestia, jednak tym razem zarządzona została formalna 10 minutowa przerwa. W tym czasie wielu senatorów skorzystało z zamontowanych po jednej stronie sali urządzeń, dodając sobie sił na końcową fazę zebrania i odmładzając swe zmęczone po posiedzeniu rysy, by dobrze wyglądać, czy padnie na nich wzrok setek prywatnych stacji telewizyjnych, a przede wszystkim imperialnej telewizji, która zarzuci ich pytaniami, już gdy wyjdą z sali.

Co zrobić z dziedzictwem kulturowym cywilzacji było wbrew pozorą rzeczą nad którą, jak się okazało, nie trzeba było długo debatować. Po wystąpieniu delegatury badaczy, zarządców oraz RN - u, odbyło się głosowanie, którego jedyną wyjątkową specyfikacją był fakt, że imperator wstrzymał się od głosu. Postanowiono, że zostatnie ona dodana do Wielkiego Zbioru Informacji Imperium, a użyteczne rzeczy zostaną przetworzone na potrzebę ludzkości. Obrady chyliły się ku końcowi i pozostało jedynie wysłuchanie orędzia imperialnego. To zresztą nie zajęło już dużo czasu. Nasz światły przywódca wpierw przywołał demony przeszłości, dziękował za jedność w chwilach najbardziej tej jedności potrzebujących oraz wydawał instrukcję na przyszłość. Wszystko to nie trwało dłużej niż 5 minut, po których oficjalne podwójne stuknięcie ogromnego młota, umieszczonego na środku sali, w stalową blasze oznajmiło koniec obrad, a potężne mosiężne drzwi otworzyły się, ukazując zebranym długi na kilkaset metrów szklany korytarz oraz dziesiątki stojących na nich kamer i reporterów, wytrawniejsze oko jednak mogło zauważyć ogromny tłum paparazzi, który przebił się przez pierwszy kordon porządkowy i okupował ogromne schody parlamentu. Powoli udałem się w tamtym kierunku, prosząc w duchu, by tylko mnie nie zauważyli, idącego w tłumie tylu znamiennitszych osób...




Tymaczasem Imperator oraz Rada Nadzwyczajna wyszła, mniejszymi, chociaż nie mniej zdobnymi drzwiami do sali gdzie zwykli wspólnie się naradzać, razem z nimi, w roli gościa wszedł również admirał Rackbar, niski azjatycki szatyn o nienagannej kulturze słowa i sporym, jak na jego wiek i doświadczenia, talentem przywódczym. Cichy stronnik Imperatora. Ci serdecznie uśmiechnięci, jakby niepomni niedawnych doniosłych wydarzeń i strasznych obrazów jakich byli światkiem, uścisnęli sobie prawice.
- Doskonała robota, sabotaż dokonany w stopniu tak mistrzowskim, że sam zacząłem się zastanawiać, czy to nie zaatakowano nas na prawdę. - Rzekł ciepłym basem młodziutki, ambitny władca.
- Dziękuje Jej Wielkości za te słowa uznania, jednak ja byłem tylko obserwatorem, to służby specjalne wywiązały się ze swojej roboty najlepiej jak można się było tego spodziewać. Nasze Imperium ponownie ożyje, fabryki ruszą pełną parą, a obywatele Cie pokochają, okres stagnacji po rządach twojego ojca wreszcie dobiega końca.
- A więc wypijmy za stare czasy, gdy ludzkość nie była obiektem szykan i nagonki, a jedyne co wzbudzał chabrowy sztandar to był strach i poczucie nieuniknionego przeznaczenia. Drodzy przyjaciele z Rady, którzyście to tak ochoczo poparli pomysł, niech pierwszy toast zostanie wypity właśnie za was, za ten fundament, za tą wiedzę, której nigdy nie może zabraknąć.
Starsi obywatele chętnie podchwycili koncepcję wzniesienia toastu na swoją cześć, pierwszego z wielu. Chór głosów zakrzyknął, a przodował w nim wiekowy starzec, który niedawno przemawiał na łamach galaktycznego senatu.
- Za Jego Wielkość i za wielkość naszego Imperium.
Po kilku podobnych toastach wybornego, wspaniałego trunku, prosto z winnic z kolonii w Andromedzie imperator szepnął do admirała.
- Już czas, parę słów, to parę słów, nie możesz dać twoim zacnym towarzyszą admirałom czekać. Dziś obraduj z nimi jak z równymi, bo jutro to oni będą obradować z tobą.

Olbrzymie drzwi wydały potężny huk, gdy ponownie wróciły do stanu sprzed wejścia do tego pomieszczenia. Za nimi bowiem impreza dopiero się zaczynała...
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: Sejm Całościowy - Fabularne Opowiadanie historii z Stell

Postprzez Quorn » 26 Lip 2017, o 10:40

:) Tekst jak dla mnie jest całkiem ok. Nie czepiam się warstwy stylistycznej; nie znam się. Znam grę i "czuję" to jakie jej elementy i mechanizmy zostały poukrywane w tekście. Nie powiem, ciekawą rzecz zrobiłeś.
Awatar użytkownika
Quorn
Mistrz Gry
 
Posty: 537
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50

Re: Sejm Całościowy - Fabularne Opowiadanie historii z Stell

Postprzez Vestibor Rothal » 27 Lip 2017, o 13:36

Dzięki za pozytywny odzew ;)
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22


Wróć do Opowiadania