Content

Archiwum

[Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 2 Lip 2016, o 18:56

- Hm.
Milczący żałobnie Abednedo przeczłapał po opuszczonym trapie wejściowo-wyjściowym Kruka i skierował się do zajętego przez Astarith transportowca. Kobieta ze współczuciem poklepała rebelianta po plecach, starając się przy okazji nie odstrzelić mu łopatek uparcie dzierżonym w dłoni DL-44. Drugą, zbrojną w inny blaster łapą wskazała humanoidowi jeden z kilku foteli w kokpicie Mobqueta.
- W sumie mogę odłożyć gnaty. Już raczej nikt się nie zbierze, żeby nam dowalić. - jak powiedziała, tak zrobiła, po czym zdjęła też hełmową część skafandra i przetarła zroszone potem czoło. - Śmierć na polu bitwy nie jest taka zła. Na pewno lepsza niż rak, albo, na przykład, kiedy szafa na ciebie w domu spada, jak są wstrząsy. Wiesz, jak się zapomniało mebel do ściany przyczepić.
- Ktoś będzie musiał powiedzieć jego matce. Ch-chyba ja? Razem byliśmy od rekrut--
- Kelen! Wziąłeś te thermexy podpiąłeś na czas czy na detonator? W każdym razie, wypadałoby, żeby to pierdolnęło jakoś w tym momencie, akurat, jak będziemy odlatywać.
Najemniczka spojrzała na coraz bardziej szarzejącego z rozpaczy Azno. Jego oczy tryskały wręcz wyrzutami. Aż ciężko było się gapić na ten koślawy pysk.
- Nienienienienie, spoko, jednym uchem cię cały czas słucham. - pokazała, że, faktycznie, tylko w jednej małżowinie trzymała słuchawkę komunikatora. - Mów sobie, mów. Ja tu wszystko ogarniam.
- Znaczy, tylko się z-z-zastanawiałem, kto powin--
- A w zasadzie to gdzie teraz lecimy? Po wypłatę, w sensie. Nie to, żebym jakoś olewała twoją stratę i tak dalej, coś chciała się jak najszybciej nachapać kredytami, ale, swoją drogą, jako drugi pilot, moją powinnością jest wklepanie współrzędnych, no i wiesz... Skoro te całe wasze stocznie w Leritorze diabli wzięli...
Cierpliwie poczekała półtorej sekundy na odpowiedź kosmity.
- Gdzie po pieniądze?

Purrgile dryfowały. Na pozór - spokojnie. Wewnątrz jednakże, w głębi ich pulsujących energią serc, tliła się pewna ekscytacja.
Do tej pory bywało tak, że wystarczyła obecność zaledwie jednego śmiałka ze stada, by sprowokować do plucia ogniem rozłożone wokół krateru metalowe bestie. Ci wściekli, skąpi dręczyciele z nikim nie chcieli dzielić się pysznym surowcem. Woleli krzywdzić i straszyć.
Ale dziś było inaczej. Całe stado bez żadnych przeszkód zdołało zebrać się wokół asteroidy. Bez żadnych ataków. Bez żadnej przemocy.
Z przepływającą przez drżące macki radością, zwierzęta obserwowały rozdarte na strzępy truchła zazdrosnych strażników Clouzonu. Nie wiedziały, czemu akurat tego dnia zaczęła sprzyjać im fortuna, lecz tak naprawdę wcale ich to też nie obchodziło.
Liczyła się szansa na ucztę. Wreszcie. Po tylu tygodniach. Miesiącach. Po takim wielkim głodzie.
Tylko prawdziwe potwory mogłyby odebrać im tę nadzieję tuż sprzed ich ogromnych, fioletowo-żółtych nosów. Wysadzić to wszystko w jasną cholerę.
No cóż. Misja to misja.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 4 Lip 2016, o 13:52

Dysze wylotowe Kruka rozbłysły jasnoniebieskim światłem i maszyna uniosła się nad lądowisko. W sąsiedztwie ożyły również silniki Mobqueta i do pełna załadowane paliwem cielsko transportowca opuściło powierzchnię asteroidy. Na odchodnym, Ooli posłał w kierunku rafinerii dwie rakiety, które zupełnie przypadkowo trafiając w przewody paliwowe na lądowiskach, dopełniły zniszczenia. Jawa jęknął z zachwytem, obserwując jak kolejne eksplozje wysyłają w niebyt imperialne instalacje.
- Gdzie lecimy? - Kelen nawiązał połączenie z Mobquetem.
- A czy ja jestem jasnowidząca? - usłyszał głos Astarith. - Abednedo też nie wie. Według oryginalnego planu, mieliśmy wracać do stoczni, ale to raczej nieaktualne.
- Pieprzyć to. Skaczemy do najbliższego systemu, z którym Imperium nie ma nic wspólnego i próbujemy nawiązać łączność z naszymi zleceniodawcami. Za niecałe trzydzieści sekund to miejsce przestanie istnieć i zleci się tu sporo naszych ulubieńców. Wolałbym być wtedy daleko.
- To dokąd lecimy?
Starbringer pospiesznie rzucił okiem na mapę galaktyki, w ułamku sekundy wyławiając odpowiednie miejsce.
- System Thakwaa powinien się nadać. Jednostki wroga się tam raczej nie zapuszczają. Przeskanujcie przy okazji ten transportowiec i upewnijcie się, że nie działa w nim żaden nadajnik. Imperialni lubią zostawiać takie niespodzianki.
Czasomierz na przegubie najemnika wskazywał dziesięć sekund, gdy znajdowali się już na granicy pola asteroid.
- Zbieramy się. Do zobaczenia na miejscu.
- Nie tęsknij.
- Nie będę.
Statki prawie równocześnie wskoczyły w nadświetlną, gdy do wybuchu pozostały trzy sekundy.
***


Odliczanie na wszystkich siedmiu zapalnikach jednocześnie dobiegło końca. Ogniste inferno przetoczyło się po korytarzach rafinerii, dematerializując wszelkie żywe i martwe istoty. Wszystko to trwało mniej niż sekundę. Później gigantyczna eksplozja wstrząsnęła asteroidą, rozłupując gigantyczną skałę na kilka części. Stadko Purrgili niczym za dotknięciem iluzjonisty, po prostu przestało istnieć. Imperialne okręty, które dotarły na miejsce katastrofy, wezwane zgłoszeniem rafinerii, nie zastały najmniejszego dowodu na jej istnienie.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2301
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 9 Lip 2016, o 19:03

Gdy tylko Tragarz osiągnął cel swojej krótkiej podróży, a otaczająca go galaktyka przestała wyglądać jak rozmyty sen narkomana, Astarith wywlekła z wygniecionego skafandra resztę zwilżonej potem figury. Wygodniej, przewiewniej rozpostarła się też w fotelu współpilota. Zasłużyła przecież, że nie ma co, na luksusy.
Azno natomiast, choć wciąż sprawiający wrażenie mocno śniętego, można by rzec: rozbitego po utracie kompana, wcale tak nie mitrężył i bez chwili zwłoki zabrał się za wypełnianie rebelianckich obowiązków. Działał co prawda nieco bezmyślnie, jak automat, z uporem maniaka powtarzając wbite uprzednio w jego pamięć protokoły (te tyczące się metod nawiązania szyfrowanego kontaktu z wysokim sztabem Sojuszu w nie-leritorskich systemach), ale, przynajmniej, czymś udało mu się zaabsorbować zmaltretowany przez tragedię mózg. Jednocześnie, drżące palce Abednedo brudziły się grzebaniem, klikaniem i pstrykaniem przy rozmaitym sprzęcie komunikacyjnym: i tym statkowym, i takim specjalnym, przytarganym zawczasu ze stoczni również.
Była to niezwykle nudna robota. I nadto dość żałosna, może nie ze względu na sam jej charakter, lecz na pewno przez jej zmizerniałego, półobłąkanego wykonawcę. Rauss rychło przestała więc obserwować suchotnika przy pracy i miast uprawiania takiej aktywności - rekreacyjnie zadzwoniła na pokład Kruka.
– Jak tam życie?
– A jak myślisz? - wybrzmiała odpowiedź. - W ogóle, to musimy poroz--
– Nie ciebie pytałam, frajerze.
– Uba, taa baa!
– No. O to chodzi.
Mostek Mobqueta zaszumiał skrzekliwym koncertem uruchomionych nadajników-odbiorników. Starania Andripa wreszcie czymś zaowocowały.
– Dowództwo? M-melduje się szeregowy Andrip Azno. Zawiadamiam o zakończonej – nerwowo przełknął ślinę. - s-sukcesem operacji „Odcięcie źródła”. Ponieśliśmy j-jedną ofiarę, starszy sz-sz-szeregowy K-amu-Leeb... Zginął w boju, dzielnie opierając się siłom imperialnego--
– No bez przesady. Nie musisz już tyle o nim gadać, zrozumieliśmy aluzję. Jakby tylko on jeden cierpiał we wszechświecie, ojej, ho-ho-ho. Weź wyluzuj.
– ...Mhm, tak. - kontynuował przez łzy obcy. - W-w każdym razie, jesteśmy w posiadaniu transportowca pełnego zbiorników paliwa i prosimy o podanie lokalizacji z-z-zrzutu załadunku.
– I pieniądze! Pieniądze nie zapomnij!
– B-będa pamiętać. - szepnął Azno, chowając spuchniętą twarz w dłoniach.
– Oby, cholera. Ooo-by...
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 12 Lip 2016, o 15:05

- Przyjąłem Azno - komunikator zaskrzeczał na skraju zrozumiałości. - Przykro nam z powodu straty. Szeregowy Leeb był doskonałym żołnierzem.
- Dobra - wtrącił się Kelen z pokładu Kruka, przejmując inicjatywę w rozmowie. - Gdzie mamy dostarczyć towar? Jak wspomniał Asmo, zdobyliśmy imperialny transportowiec załadowany do pełna paliwem. O tyle cenniejszym, że ostatnim, jakie zostało wyprodukowane w tej rafinerii.
Dryfowali w pustce w systemie Thakwaa, miejscu w które praktycznie nikt się nie zapuszczał. Nie było zwyczajnie po co.
- Zaczekajcie, wyślę koordynaty spotkania. Przejmiemy okręt w przestrzeni. Po wydarzeniach w stoczni wolimy zachować zwiększoną ostrożność.
- Jest mi to absolutnie obojętne, do chwili, gdy otrzymam obiecaną kwotę.
- Pieniądze przekażą nasi ludzie odbierając łup. Oto koordynaty punktu przechwycenia.
Ekrany na pokładzie Mobqueta i Kruka rozbłysły ciągiem cyfr i liter. Starbringer westchnął ciężko.
- Dobra, czekajcie na nas z workiem kredytów.

***


Najemnik raz jeszcze zważył w dłoni pobrzękującą przy każdym ruchu sakiewkę. Po drugiej stronie stołu, w centralnym pomieszczeniu Kruka Astarith po raz kolejny przeliczała swoją działkę. Ooli, będący udziałowcem w utargu oryginalnej, dwuosobowej załogi statku, nie przeliczał i nie ważył niczego. Rozsiadł się pod ścianą, dłubiąc coś przy jakimś bliżej niezidentyfikowanym przedmiocie.
- Gładko poszło - skomentowała Astarith, upewniając się piętnasty raz, otrzymała odpowiednią sumę.
Faktycznie, cały proces przekazania Mobqueta wraz z ładunkiem przebiegł nad wyraz sprawnie, a wysokość nagrody co do kredyta pokrywała się z obiecaną kwotą. Delegacja Ruchu Oporu - czy jakkolwiek chcieli się obecnie nazywać - składająca się z dwójki niezbyt gadatliwych Rodian, uparcie milczącego Twi'leka i będącego najwyraźniej głosem grupy droida protokolarnego, złożyła głębokie podziękowania, wyraziła nadzieję przyszłej współpracy i wraz z transportem paliwa oddaliła się w nieznanym kierunku. Kelen nie zadawał pytań. Plany rebeliantów niewiele go obchodziłu, póki nie czerpał z nich korzyści majątkowych. Możliwość skopania tyłków kilku imperialnych była miłym dodatkiem.
- Co teraz? - zagadnął Rauss. - Osobiście potrzebuję kontaktu z cywilizacją i jakimś przybytkiem, gdzie alkohol podawany jest w czystych szklankach, a kobiety nie chadzają w uniformach uwalanych smarem, albo zeszłodniowym posiłkiem. A ty? Jakieś konkretne plany?
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2301
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 15 Lip 2016, o 12:14

- Nooo - Astarith z utęsknieniem spojrzała przed siebie, podrzucając w otwartej dłoni brzęczącą sakiewkę. - coś bym sobie przeleciała. Coś wysokiego. Z kutasem, najlepiej. I jakąś twardą skórą, łuskami może, żeby się można było czego uczepić. Na co wspiąć.
- Ooli?
- Przecież wysokiego powiedziałam, nie? No i między nogami to ci chyba nie kutas, tylko jonówka wystaje.
- Mmmm. - przytaknął Jawa. - Keeza uba.
Łowczyni wzruszyła ramionami i wrzuciła łup do plecaka. Wiążąc w przyklęku poszarpane rzemyki, lekko odwróciła prawy profil w stronę stojącego obok Starbringera.
- Ale rację to masz. Czas najwyższy zapuścić się gdzieś kulturalnie. Twardą walutę na konto zwirtualizować, spłacić czynsz i rachunki, uspokoić wierzycieli, trochę sobie pofolgować... I następnej roboty poszukać.
Kobieta zebrała się do pionu, prychnęła w grzywkę i zmierzyła eksżołnierza wzrokiem. (Chyba) Usatysfakcjonowana, najpierw oparła dłonie o przekrzywione w wygodnej pozie biodra, a potem wydęła ostentacyjnie usta.
- Jaja jeszcze ci chyba nie uciekły do brzucha, to możemy w trójkę poszukać jakiegoś większego i groźniejszego zajęcia. Skoro na razie Rebelia nie ma dla nas ani czasu, ani pieniędzy.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 21 Lip 2016, o 16:07

Akcja przenosi się do [Nar Shaddaa] Port kosmiczny
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2301
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Poprzednia

Wróć do Archiwum