Content

Archiwum

[Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

[Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 12 Sty 2015, o 21:11

Akcja przenosi się z [Korriban] Orbita planety

Eskadra wyszła z nadprzestrzeni znacznie poza zasięgiem ewentualnej tarczy planetarnej czy też stacji bojowych - o ile takie znajdowały się nad zieloną planetą. Nie minęło kilka minut a już z przestronnych trzewi "slotha" wyleciały dwie szóstki imperialnych myśliwców formując patrole krążące dookoła niewielkiej grupy bojowej. Niespodziewane pojawienie się floty w pobliżu planety nie pozostało bez echa. W stronę ISD wyruszyły skromnie wyglądające siły obrony planetarnej.
Zbliża się do nas pięć jednostek nieprzyjaciela, żadna z nich nie przekracza 600 metrów długości. Odczyty wskazują brak tarcz. To jakieś… piramidy?... Sir. - raport ze stanowiska skanerów dalekiego zasięgu dawał pewne wyobrażenie o potencjale obronnym planety.
Piramidy sformowały szyk defensywny i zatrzymały się między połyskującą na zielono planetą a Imperialną flotyllą, pozostając zdecydowanie poza zasięgiem Turbolaserów ISD. od dwóch największych jednostek oderwały się mniejsze piramidalne obiekty.
- Myśliwce wroga kierunek 012 dwie grupy po sześć maszyn zbliżają się szybko. Brak tarcz nie znane są ich zamiary.
Brak odpowiedzi ze strony jednostek obrony planetarnej, przechwytujemy jednak intensywną łączność radiową z planetą, wysyłają także sygnały z planety.
- czy mamy je zagłuszyć sir?
- młoda operatorka sprzętu łączności zwróciła swą twarz w kierunku dowódcy.

W tym czasie do czujników ISD dotarła odpowiedź. Nie była ona zbyt dobrej jakości ale za to w basicu, W języku którym się posługiwano można było wyczuć pewne błędy tym niemniej dała się z łatwością zrozumieć.
- Wasze przybycie nie jest mile widziana, odlećcie tam skąd przybyliście. Nasza cywilizacja radzi sobie wystarczająco dobrze bez ingerencji imperium. Nie podejmujcie wrogich kroków a unikniecie zniszczenia.
Zaskoczona obsada mostka jeszcze raz odtworzyła nagranie przesłane jedynie jako fonia. Z jednej strony lecące ku nim myśliwce wyglądały na zaawansowane, z drugiej zaś komunikacja na poziomie prymitywnej cywilizacji.
Komandor Massimo pierwszy zabrał głos, jego autorytet z pewnością był równie wielki jak jego doświadczenie.
- Grają na zwłokę. Prawdopodobnie wezwali posiłki z kolonii. Jeżeli uderzymy teraz z łatwością ich zmiażdżymy. Z drugiej strony nie po to przylecieliśmy czyż nie? Spojrzał znacząco na Tzima oczekując na decyzję Arcydiuka.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 13 Sty 2015, o 23:49

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Górne pokłady. 10 minut do wyjścia z Hiperprzestrzeni.

Ellmer'eede'thaiana żywym krokiem weszła do sali ochrony. Znalazła poszukiwanego. Wysoki, barczysty blondyn stał wyprężony przed ekranami monitoringu.
- Co ty robisz? Dlaczego cię nie ma na mostku? Za chwilę wyjdziemy z nadprzestrzeni.
- "Poruczniku" - poprawił szef ochrony. Nawet nie spojrzał na Chissankę. - "Dlaczego cię nie ma na mostku, panie poruczniku Wor-Wutt". Nagły awans nie zwalnia z obowiązku przestrzegania protokołu, pani podporucznik.
- Te same procedury, które zawsze miałeś w poważaniu, a z których teraz żartujesz, każą ci w tej chwili być przy dowódcy. Panie poruczniku.
Chissanka nie wydawała się rozbawiona słowami znajomego oficera. Wor-Wutt za to był całkowicie rozluźniony. Przełączył widok z holokamery na pokładzie wspólnym do obrazu z receptorów droida naprawczego serii MSE-6, małej jednostki charakterystycznej dla gwiezdnych niszczycieli. Droid przejechał za nogami szturmowca w koszarach.
- Nie gorączkuj się tak, to do ciebie zupełnie nie pasuje. Otrzymałem od Arcydiuka rozkaz, by nie opuszczać tego stanowiska. Wszystko jest w porządku. Właściwie to mi całkiem odpowiada. Mogę się trzymać z dala od tego konusa.
- Nie przepadasz za Arcydiukiem?
- Może nie podoba mi się fakt, że odmówił oddania osobistej broni. Nawet komandor Massimo nie chodzi z blasterem przy pasie. Może jeszcze bardziej nie podoba mi się to, że gdyby naszemu ważniakowi nagle odbiło i zaczął strzelać do załogantów jak do kaczek, nie mógłbym z tym nic zrobić, bo ma immunitet od samego Imperatora.
- Przesadzasz.
- Niewiele. Słyszałaś kiedykolwiek o Sithach?
- Nie jestem pewna. Raczej nie.
- Religijna sekta, sukinsyny jakich mało. Prawdziwe Peedunky.
- No i? W galaktyce ich nie brakuje.
- Ta. A mimo tego Sithowie byli uważani za najgorszych z najgorszych. Zabijali bez wahania, słynęli z brutalności, kultywowali przemoc i śmierć. Wiesz, jak skończyli?
- Pewnie zajęła się nimi Inkwizycja. Do czego zmierzasz?
- By zabić diabła, wysyła się jeszcze gorszego diabła. Nie daj się zwieść Arcydiukowi. To niebezpieczny człowiek. Nie jest jednym z nas, co najwyżej taką osobę udaje. Jest Inkwizytorem, kłamstwo to jego natura. Nie zapominaj o tym.
Meredeth popatrzyła przeciągle na szefa ochrony.
- Nie doniosę na ciebie Arcydiukowi. Ten jeden raz. Następnym doradzam uważnie dobierać słowa.
- Mówisz poważnie? Więc to teraz należy do twoich obowiązków? Donoszenie na towarzyszy?
- To, noszenie rękawiczek, podawanie datapadów - powiedziała bez nuty wstydu Meredeth.
- Uważaj na niego, Ellmero.
- Nazywam się Meredeth - powiedziała sucho Chissanka. - Doradczyni Meredeth. Proszę się skupić na obowiązkach, poruczniku.
Chissanka wyszła z sali kontrolnej, zostawiając Wor-Wutta z szeroko otwartymi oczyma.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Mostek.

Jadeitowa barwa planety odbijała się w tęczówkach Tzima.
Wysoki Inkwizytor zakończył przyswajanie komunikatu obcych. Teraz w głowie krążyło mu tylko jedno słowo: negocjator.
Negocjator.
Negocjator.
Imperator chciał negocjatora. Galaktyka byłaby lepszym miejscem, gdyby ograniczano się do rozwiązań siłowych. A przynajmniej prostszym.
- Przekazaliśmy, że przybywamy w pokoju. Chyba do nich nie dotarło.
- Nie zniszczymy całej cywilizacji, panie komandorze, z powodu kiepskiego pierwszego wrażenia. To by było kuriozalne. - Tzim wskazał palcem oficer łączności. - Proszę nie zagłuszać ich sygnału. Niech się porozumiewają. Niech się konsultują. Może dzięki temu dojdą do jedynych słusznych wniosków; opór jest niewskazany.
Załoga wpatrywała się w dziwaczne jednostki w kształcie czworokątnych ostrosłupów.
- Nie wiem, czy zauważyliście - podjął po chwili Tzim śmiertelnie poważnie - ale oni zagrozili, że nas zniszczą. Osobliwa groźba, jak na okoliczności. Wątpię, panie komandorze, by spodziewali się posiłków z powierzchni planety. Bo niby jakich? Kolejnych myśliwców? Okręty liniowe nie zwykły być ozdobą kolonii. Nie, prędzej wezwą siły z zewnątrz, spoza układu. Analiza taktyczna?
- Strzał ostrzegawczy.
- Nie mają osłon - Tzim nie patrzył na rozmówców. Nie spuszczał oczu z kosmoobrazu za transparastalową szybą. - Nie zgadzam się. Doradczyni Meredeth, analiza behawioralna?
- Zachowują się tak, jak można było przewidzieć. Stawiają opór w obliczu najeźdźcy.
A'Utapau poczuł się rozczarowany. Wstał z fotela.
- Najeźdźcy? Imperium ma wszelkie prawa, by tu być - powiedział wyjątkowo ostro. - Po pierwsze, mamy prawo odzyskać szczątki straconej przed dekadami korwety.
Arcydiuk Utapau kolejno odginał palce dłoni w czarnej, połyskującej rękawiczce.
- Po drugie, mamy powody by sądzić, że świat nazywany w archiwach Zieloną Planetą jest miejscem dzikiego kosmoportu, może dawać schronienie piratom. Po trzecie w tym rejonie zaginęła nasza misja badawcza. Po czwarte, wysłaliśmy tu także sondy, one również powinny zostać nam zwrócone.
- I wreszcie po piąte: Fen Dala, Galaktyczny Imperator, władca ponad dwustu tysięcy gwiezdnych układów, ma życzenie zwiększyć swoją kolekcję światów. Kiedy już wszyscy obecni przyswoją sobie ten tok myślenia, spróbujemy narady po raz wtóry. Już? Świetnie. Analiza taktyczna? Analiza behawioralna?

***


Tzim zapytał o opinię lingwistę. Wiadomość obcych była wprawdzie bardzo krótka, ale dawała jakieś podstawy do analizy. Obcy nie porozumiewali się w Basicu między sobą, co mogło oznaczać, że ich narządy mowy temu nie sprzyjały.
Obcy byli... obcy.
- Ależ oni nas znają - myślał na głos A'Utapau. - Bez problemu nas rozpoznali. Wiedzą o nas więcej, niż my o nich. Skoro wiedzą, kim jesteśmy, wiedzą też, jakie są nasze możliwości. A mimo tego nam grożą.
- Dlatego nie powinniśmy okazywać słabości - stwierdził Massimo. - Powtarzam, obcy grają na zwłokę.
- Nie potrafi pan się przestawić z myślenia taktycznego do myślenia strategicznego, komandorze. I co im da ta zwłoka? - zapytał retorycznie Arcydiuk. - Posiłki? My też je możemy wezwać. Pełnoskalowa wojna z Imperium to koniec ich cywilizacji. Obcy mają nad nami tylko jedną przewagę. Wiedzę. Im dłużej jesteśmy w tym układzie, tym więcej się o nich dowiemy. Czas nie działa na ich korzyść, ale na naszą.
- Proszę wydać rozkazy. - Komandor był już zniecierpliwiony.
- Oto i one...

***


Eskadra Zeyd zwolniła do minimalnej prędkości podświetlnej i rozciągnęła szyk. By nie dryfować bezczynnie, obrała kurs po szerokim łuku względem sił obronnych kolonii, demonstracyjnie utrzymując dystans, a jednocześnie mając w planach oblecenie dookoła planety. Tzim chciał w ten sposób zmusić obcych do ciągłego zajmowania nowej pozycji - między planetą, a flotyllą Imperium. Pozycji przewidywalnej.
Ruch pozwalał także na dokładniejsze skanowanie układu i na uniknięcie sytuacji, by ktoś zaskoczył grupę z nadprzestrzeni od rufy. Nie można zwabić w pułapkę rekina, jak długo krąży.
Liczba wypuszczonych myśliwców została zwiększona o kolejne trzydzieści sześć jednostek, tym razem z niszczyciela oraz o jedną eskadrę bombową. Piloci otrzymali polecenie, by co godzinę wracać do hangarów, wtedy zastępowali ich kolejni. Nie było sensu ich przemęczać. Pełna gotowość bojowa nie była jeszcze konieczna. Na rekonesans poleciały cztery GAT-12, w cztery strony. Szturmowcy otrzymali rozkaz gotowości do załadunku na pokłady jednostek abordażowych.
- Proszę przeprowadzić symulację bojową - nakazał Tzim komandorowi. - Proszę w niej uwzględnić czynnik zmienny - posiłki obcych - i wskazać najbardziej prawdopodobny wektor ich przybycia. Rozstawienie taktyczne naszej grupy zostawiam w pana rękach, komandorze. Myśliwce, które się do nas zbliżą na niebezpieczną odległość należy zestrzelić.
- Bez ostrzeżenia?
- Jesteśmy pokojowi, ale stanowczy. Meredeth, przygotujcie komunikat. Kiedy będzie czysty, wyślijcie go do obcych.
- Co im pan powie, sir? - zapytała adiutantka.
- Prawdę.

Gdybyśmy mieli jakąś mapę, to bym powiedział, że ISD przesuwa się na K8, z kursem na D18. Reszta analogicznie o tyleż samo. Zmiana szyku: transportowce i krążownik modularny do środka, Nebulony do tyłu, Lancer zostawia Slotha, dołącza do Nebulonów.


***


Jestem Arcydiuk Tzim z planety Utapau. Nasza grupa to ekspedycja konsularna. Przybywamy z misją dyplomatyczną.

W tym układzie gwiezdnym zaginęła nasza misja badawcza. Mamy powody, by sądzić, że została zaatakowana. Chcemy wiedzieć, jaki los ją spotkał.

Czy wam się to podoba, czy nie, nawiązaliśmy z wami kontakt i oczekujemy komunikacji na poziomie standardu galaktycznego społeczeństwa. Do czasu skutecznego przeprowadzenia negocjacji zakazane jest opuszczanie spornego terenu. Od teraz aż do odwołania nikt nie opuści ani nie przyleci do tego systemu. Tylko od was zależy, ile czasu to potrwa.

Przybycie do tego gwiezdnego układu jednostek bojowych uznamy za akt agresji. Chcę być dobrze zrozumianym - akt agresji jest równoznaczny z wypowiedzeniem wojny Galaktycznemu Imperium. Wrogie działania zakończą się blokadą planety oraz przybyciem do układu naszej armady. Powtórzę, jesteśmy misją dyplomatyczną. Nie chcemy walki. Chcemy omówić warunki traktatu z korzyścią dla obu stron. Z chęcią przyjmiemy waszych delegatów na pokład naszej jednostki. Zapewniamy im nietykalność i godne traktowanie.

Macie dwie standardowe godziny na konsultację i odpowiedź. Nie blokujemy waszego sygnału. Kolejne cztery standardowe godziny to czas, by przekazać nam szczątki z katastrofy naszej jednostki międzygwiezdnej oraz udostępnić wszystkie informacje na temat zaginionej misji badawczej. Wierzymy w wasz rozsądek, dżentelistoty.


***


Tzim mówił bardzo powoli, bez żadnego akcentu, by ewentualne maszyny translatorskie nie miały kłopotów z jego słowami. Kiedy skończył, ponownie zasiadł w fotelu.
- Skoro mamy trochę czasu w oczekiwaniu na delegatów lub rozpoczęcie wojny, wykorzystajmy go - Inkwizytor zarówno pierwszy jak i drugi człon zdania wypowiedział z równą wesołością. - Oficer naukowy; co nam wiadomo o diatium?
- Bezwonny, kowalny pierwiastek z elektronami swobodnymi w sieci krystalicznej...
- Czyli po prostu metal - Tzim uniósł z drwiną brwi. - Chciałbym, żeby wszyscy zrozumieli pana wypowiedź. Bez pokrętnego żargonu.
- Tak, sir. Zatem: diatium, metal, dobry przewodnik cieplny, jeden z niewielu konkurentów dla hiperbarydów takich jak metal frasium.
- Diatium jest tanim zamiennikiem dla frasium? - zdziwiła się Meredeth.
- Nie, nie zamiennikiem - zirytował się oficer naukowy. - Hiperbarydy z natury nie mają zamienników, właśnie to je charakteryzuje. Diatium nie nadaje się do wszystkich zastosowań hiperbarydów, nie sprawdzi się w protetycznych kończynach, nie zniesie odpowiedniego ciśnienia, ma mniejsze przewodnictwo cieplne, nie wymaga specjalistycznego sprzętu. I istotnie jest o wiele tańsze. Obecnie regulowana przez centrum imperialne cena frasium wynosi tysiąc standardowych kredytów za gram metalu. Cena diatium wynosi o wiele mniej, nie jest ponadto regulowana przez rząd, nie ma takiej potrzeby.
- Tysiąc kredytów za gram? - zdziwiła się Chissanka. - Aż tyle?
- Hiperbarydy są rzadkie, trudne w wydobyciu i obróbce, silnie toksyczne, wytwarzają śmiertelne promieniowanie. Frasium jest najdroższym z nich.
- Wróćmy do tematu diatium. Występowanie? - podjął Tzim.
- Dawniej powszechny. Używany w Znanej Galaktyce od tysięcy lat.
- Zastosowanie?
- Akumulatory, komórki energetyczne. Ekstremalnie dobra wydajność. Dystynktywną cechą takich komórek jest właściwość autoładowania. Diatium stosuje się w dwurzędowych akumulatorach mobilnych urządzeń wymagających dużej energii.
- Na planecie występuje taki metal - domyśliła się Meredeth. - Paradiatium.
- Tak. Wysondowaliśmy złoża rudy, która może być efektywniejsza od diatium. Jeśli potwierdzimy ten skan, zyskamy cenny minerał. To potencjalny nowy hiperbaryd.
Tzim znał jeszcze jedno zastosowanie diatium. Baterie świetlnych mieczy.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 14 Sty 2015, o 19:55

Przestrzeń - okolice planety Glassraghey

Przestrzeń kosmiczna, ta śmiercionośna mroczna pustka stanowiąca ostateczne wyzwanie dla każdej z milionów myślących i rozwijających się ras zamieszkujących wszechświat. To ona otulała swym mroźnym dotykiem dwie zawieszone w pustce grupy bojowe. Dzialającą jak tryby jednej maszyny imperialną flotyllę oraz nieznaną obcą rasę. Istoty, które wyewulowały na lśniacej w oddali zielonej planecie. Osiągneły świadomoś i umiejętności pozwalające im na opuszczenie swojego świata. Kim były? Jak wyglądały? Takie myśli przemykały przez głowy oficerów i szeregowców no może nie wszystkich.

Pokład hangarowy "Sloth"

- Ciekawe czy zobaczymy nasze maleństwa w akcji.
jasne że zobaczymy -
zganił młodego umorusany w smarze weteran - mam tylko nadzieję, że nie wrócą całe postrzelane. Możemy wtedy zapomnieć o kanapkach i odpoczynku.
Młody zaczął intensywniej mocować się z zaciętym zaworem hydraulicznym, należacym do mechanizmu podwozia jednego z Bombowców. Z głosnym skrzekiem zawór puścił strzykając w nowego przepracowanym olejem.
A niech to! - Terry odskoczył spoglądając na zalany czanrą cieczą nowiutki żółty kombinezon. W tym czasie jego towarzysz wykazał się niezwykłym refleksem ratując od zalania pojemnik z kanapkami.
- Nie ma lekko- powiedział patrząc jak olej spływa po żółtym kombinezonie na podłogę. Chwilę później zaimpregnowany kombinezon sam się oczyścił. Po całym brudzie zostało nieco oleju w załamaniach kombinezonu, zaś podłogą zajął się sprzątający droid.
-Ech, szczęście początkującego, mogli by ich już rozwalić.
- nie martw się o nas Inkwizytorzy to twardzi gracze
- Mężczyzna zamyślił się na chwilę jakby wspominając dawne czasy - olej to, a czekaj już to olaleś. To teraz uważaj żebyś nagle nie zapłonął, zapału masz jak widzę nadmiar.
Daj mi spokój to już nie jest zabawne,
- młody starł z twarzy krople oleju. - przyszłość pokaże...

Mostek ISD Wraith - narada


...pokaże czy podjął pan słuszną decyzję. Osobiście uważam że powinniśmy zademonstrować tym zacofańcom potęge imperium - Słowa komandora były niezwykle charakterystyczne dla dowódców gwiezdnych niszczycieli. Wyraźnie widać było że długo już służy w imperialnej flocie. - Jeżeli będziemy kontynuować te podchody może się okazać, że posiłki wyjdą na naszych tyłach. Nie boję się oskrzydlenia ale teraz istnieje ryzyko utraty transportowców. Możemy zakładać, że w jakiś sposób strącili Imperialną korwete. Możemy rozciągnąć nasze siły co w sumie już robimy, nie wiadomo jednak jak walczy przeciwnik. Ich jednostki wyglądają na stworzone do taranowania. Obiekt tych rozmiarów mógłby uszkodzić ISD, o ile miałby tarcze i zdołał zbliżyć sie na tyle żeby dokonać taranowania. Dopóki zachowują bezpieczną odległość jesteśmy bezpieczni. Starszy oficer umilkł. Przeczesał dłonią wąsy. I zasępił się nieco.

Zasępiony komandor wraz z Arcydiukiem i towarzyszącymi im osobami przyglądał się trójwymiarowej mapie wycinka przestrzeni na której odwzorowane było wzajemne położenie eskadr. Sunący w przestrzeni zespół gwiezdnego niszczyciela zbliżył się nieco do formacji przeciwnika. Umożliwiło to wrzucenie na ekran dziwnie wyglądających jednostek. Dwie największe nie były piramidami, a bardziej przypominały ośmiościany foremne. Poruszały się powoli ustawiając się przodem w kierunku imperialnych okrętów. Znacznie lepiej można było obejrzeć myśliwce wroga. Były to piramidy o około 10 metrowej długości boku, poruszające się dzięki jakiemuś konwencjonalnemu napędowi. Wrogie eskadry podzieliły się na klucze liczące po 3 maszyny zajmując pozycję uniemożliwiającą szybki rajd imperialnych bombowców w kierunku zielonej planety. Osłaniając równocześnie największe jednostki myśliwce manewrowały dostosowując się do ruchów wypuszczonych z ISD eskadr patrolowych. Wyglądało na to że sytuacja jest patowa. Dało to czas zespołowi towarzyszącemu Tzimowi na przedstawienie, mniej inwazyjnych metod, nawiązania kontaktu z obcymi.

- Arcydiuku, wygląda że używają oni jakiegoś antycznego sprzętu komunikacyjnego. Te błędy, jak i jakość transmisji wskazuje na stary translator. Gdyby użyli translatorów z zaginionego statku badawczego nie mielibyśmy problemów z odbiorem. Albo ta cywilizacja ma jakiś poważny problem z balansem technologicznym. Z jednej strony podróże w kosmosie z drugiej zaś komunikacja radiowa. - Doradca ds. kontaktów między rasowych zamilkł na chwilę. - być może jeśmy w stanie zademonstrować swoją potęgę nie tylko przez działania militarne.
Na te słowa wtrącił się jego asystent a w zasadzie współpracownik, doktor Mart Wong.
- Jeżeli to prawda, to obawiam się, że w takim przypadku, nasza analiza językowa jest błędna. Wiadomość miała drobny problem ze składnią, trafnie pan zauważył, że ich narządy mowy mogą być nie dostosowane do basica. Albo chcą żebyśmy tak myśleli. Błędy są zbyt chaotyczne, a wiadomość za krótka.
Próbują zwabić nas w pułapke? To niedorzeczne,
- Meredeth spojrzała swoimi krwistoczerwonymi oczami na wyświetlone trójkąciki symbolizujące wrogie jednostki. - zobaczymy jak zareagują na pańską wiadomość Arcydiuku.
Cały czas zwracam na to uwagę
- Massimo pokręcił głową, - myślę że to ich jedyna szansa na nawiązanie walki.

Sir! sensory wykryły wielki obiekt na orbicie planety nie wiemy co to jest, jesteśmy jeszcze zbyt daleko. Czy możemy wystrzelić sondę? - Oficer zwiadu elektronicznego zwrócił się do Komandora z dość naiwnym pytaniem
- Nie, obcy mogliby to uznać za, akt agresji. Poczekamy, niedługo znajdziemy się na nieco korzystniejszej pozycji. Jak odszyfrowywanie ich łączności?
- Pracujemy nad tym Sir, ich kod nie jest zbyt zaawansowany a jego złamanie zajmie nam jeszcze kilka minut.
-Informować nas na bieżąco
Tak jest sir.


Tymczasem inkwizytor poczuł coś czego od dawna nie doświadczył, to wrażenie, które towarzyszy tancerzowi słyszącemu po latach swój ulubiony kawałek. Delikatne ledwie wyczuwalne drżenie przemknęło przez zmysły Tzima i zniknęło równie szybko jak się pojawiło. Ale przecież jedi zostali wybici, czyżby ktoś? Odwrócił się w samą porę by spostrzec wstającą nagle od konsoli operatorkę łączności.
-Odpowiadają! to znaczy sir odpowiadają! -dziewczyna zarumieniła się puszczając równocześnie odpowiedź dochodzącą od strony planety i broniących jej statków.

Kod: Zaznacz wszystko
<skrr> Asze przybycie jest znakiem którego oczekiwał... <skkkr> ...idziane. Okręt <skrrr> zniszczenia na powierzchi <skrrsk> przekaz się urwał.

- Dziwne, ilość komunikatów znacząco spadła, chyba stracili nadajnik. - dziewczyna zaczęła kręcić pokrętłami - niestety sir to wszystko.

Kontakt!!! jakiś nowy statek zbliża się od strony planety! Mała jednostka wielkości promu, Sir Leci kursem przechwytującym do ISD, będzie w zasięgu artylerii za 5 minut, jeżeli utrzyma kurs.
- Mostek zawrzał od raportów a na holoekranie pojawił się cylindryczny pojazd sunący w stronę Wraitha.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 15 Sty 2015, o 00:25

Może nie mamy do czynienia z jedną cywilizacją, myślał Tzim. To by wyjaśniało dwa poziomy technologiczne. Może są dwie grupy obcych. Jedna, zaawansowana, to władcy. Druga, poddani lub niewolnicy. Władcy oferują ochronę w zamian za pracę - wydobycie surowca - jak w systemie feudalnym. Podobnie do relacji Imperium z wieloma obcymi gatunkami.
Pomysł specjalistów dotyczący alternatywnych metod demonstracji imperialnej potęgi bardzo się spodobał Arcydiukowi. Teraz musiał jeszcze wprowadzić go w życie.

***


- Popuśćmy wodze fantazji... - zaproponował Tzim.
- Sir? Wodze?
- Wodze służą do kierowania wierzchowcem... Na mojej planecie... Zresztą nieważne. Burza mózgów. Odtwórzcie komunikat.
- Rozkaz.

Kod: Zaznacz wszystko
 <skrr> Asze przybycie jest znakiem którego oczekiwał... <skkkr> ...idziane. Okręt <skrrr> zniszczenia na powierzchi <skrrsk> przekaz się urwał.


- [W]asze przybycie jest znakiem - powtórzył Tzim. - [N]asze, czy [w]asze? To my przybyliśmy do układu, więc pewnie "Wasze".
- Czyli nasze - Meredeth uśmiechnęła się po raz pierwszy, od kiedy Tzim ją poznał. Chissowie mieli specyficzny uśmiech. Białe zęby i granatowa cera tworzyły mocny kontrast.
- Tak. Wasze, czyli nasze.
- To jakiś bełkot... - mruknął ktoś na mostku, gdy Inkwizytor i adiutantka dobrze się bawili.
- Znakiem, którego oczekiwał... Jeśli to poprawny Basic, to może chodzić albo o pierwszą osobę, albo o trzecią. On oczekiwał lub ja oczekiwałem. Meredeth?
- Raczej to pierwsze.
- Tak czy inaczej chodzi o jedną osobę. Domniemany przywódca obcych się nas spodziewał. Dość niepokojące, że ktokolwiek się nas tu spodziewał. Ja sam nie wiedziałem, że zostanie mi powierzona podobna misja. Co mamy dalej: widziane? Imperium nie jest mile widziane? To już nam powiedzieli w poprzednim komunikacie.
- Sir? Może "przewidziane"?
- Pasowałoby. Ostatnie zdanie wydaje się łatwe. Okręt spowodował zniszczenia na planecie. Pewnie chodzi o naszą jednostkę sprzed lat. W wyniku katastrofy ucierpiała kolonia. Takie coś tłumaczy nastawienie obcych. Wiesz co, Meredeth?
- Tak, sir?
- Nuży mnie to już. Zbombardujmy ich.
Podporucznik Ellmer'eede'thaiana i komandor Massimo spojrzeli po sobie.
- Tylko żartowałem - Tzim wstał, uniósł ręce w obronnym geście. - Dlaczego wszyscy w galaktyce sądzą, że Inkwizycja nie ma poczucia humoru?

***


- Idea pułapki faktycznie jest niedorzeczna - Tzim kiwnął głową adiutantce. - Pod warunkiem, że w grę nie wchodzą animozje personalne. Może im nie chodzi wcale o Imperium jako takie. Może chcą wciągnąć w pułapkę konkretną osobę? Mnie? Komandora? A właśnie, panie komandorze.
- Sir?
- Jeśli uważa pan, że obecny szyk naraża na niebezpieczeństwo jednostki MOD-17, proszę go po prostu zmienić. W każdym wypadku jednak chcę utrzymać luźny układ, nawet bardziej rozciągnięty niż obecnie, i kurs. Niezwykle mnie ciekawi, czym jest ta duża plama na orbicie. I czy po drugiej stronie planety nie czeka nas więcej niespodzianek.

***


Wysoki Inkwizytor wlepił oczy w operator łączności. Nie jest aby za młoda na podobne stanowisko? Twarz mu nie drgnęła, gdy dziewczyna pozwoliła, by emocje wzięły nad nią górę.
Wolno, bardzo wolno podszedł do jej stanowiska. Udał, że spogląda na konsolę zza jej pleców. A następnie równie wolno położył siedzącej dłonie na ramionach. Delikatnie, później bardziej stanowczo. Nachylił się nieznacznie.
- Zimna krew - szepnął przyjacielsko, zaciskając palce. Czarne rękawiczki wbiły się w szary mundur jak szpony. - Proszę zachowywać zimną krew. Nie pozwalać, by uderzała w policzki falą gorąca. To psuje pani cerę. Blady oficer, to wydajny oficer, że tak sobie zażartuję.
Tzim odjął ręce i poczuł, jak naprężone ciało drgnęło. W istocie, pani operator teraz była blada.
- Nie strzelać do promu. - Tzim A'Utapau wrócił na stanowisko. - Wylećcie mu naprzeciw. Promień ściągający, dokładny skan w poszukiwaniu materiałów wybuchowych lub broni biologicznej. Wciągnijcie go na pokład i otwórzcie.
Inkwizytor zasiadł i zamyślił się. Tym razem nie nad obcymi, a nad silnym wrażeniem. Dekady doświadczenia, a mimo tego czuł się nieswojo. By zmniejszyć napięcie, polecił puścić w tle muzykę na mostku. Była to kalamariańska opera z czasów Wojen Klonów. Unikat z prywatnej kolekcji Arcydiuka, którą sprezentowała mu rada ministrów Pau'an. W takim oto nastroju pracowali łącznościowcy, łamacze szyfru i diagnostycy skanerów.
Duży obiekt na orbicie, dziwaczne myśliwce, enigmatyczni obcy, prom i jeszcze to. Impuls. Od kobiety, czy od promu? Zdalniak otrzymał polecenie, by dyskretnie obserwować panią operator.
Robiło się coraz ciekawiej.
- Właściwie... - wpadł na pomysł Tzim. - Dlaczego nie mielibyśmy się podzielić naszym dorobkiem? Pozwólcie obcym również posłuchać opery.

Terry i Pratch rządzą!
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 15 Sty 2015, o 18:45

Przestrzeń - okolice planety Glassraghey

Naprzeciw zbliżającemu się cylindrycznemu statkowi obcych, niezwlocznie po otrzymaniu rozkazu, wystartował Imperialny prom gamma. Wyładowany drużyną szturmowców leciał kursem przechwytującym w kierunku wyglądającej na cywilną jednostkę. Za promem niemal natychmiast ruszyła eskorta w postaci sześciu Tie interceptorów. Nie były one jednak potrzebne. Żaden z czekających w przestrzeni trójkątów nie ruszył w ślad za cylindryczną jednostką. Wyglądający na cywilny prom zancznie zwolnił powoli zmierzając w obranym wczesniej kierunku. Nadal nie można było nawiązać z nim łaczności radiowej.
- Wchodzimy, wyciągamy wychodzimy. Tak jak na treningu. - Sierżant dowodzący drużyną desantową przeprowadzał niejedną taką operację. Podobnie jak jego podwładni. Lekka nerwowość przed nieznanym wyostrzała jedynie zmysły i umiejętności. Wszystko wskazywało na to, że walki uda się uniknąć.
- Odczyty wskazują na dwie istoty żywe na pokładzie, mamy tam wysokie stężenie CO2. Jest też tlen, azot i hel nie jesteśmy w stanie oddychać tą mieszanką więc upewnijcie się czy zbroje sa szczelne. -Dowódca promu monitorował odczyty skanerów - Na pokładzie wykryto niewielkie ilości znanych nam materiałów wybuchowych. Brak znanych zagrożeń biologicznych. Nie znaczy to że macie mieć w dupie zasady bezpieczeństwa. I sprawdzić czy blastery są na ogłuszanie. Trzy razy!.
Promy zbliżyły się do siebie i szturmowcy zajeli pozycję przy śluzie. Obca jednostka wyłaczyła napęd i oczekiwała na podłączenie śluzy przez imperialny prom. Śluza pasowała…
- Nie wydaje ci się dziwne, że ich statek jest dostosowany do imperialnych standardów?
- Zamknij się, mamy przejebane, czuje to w kościach -
drugi pilot promu odwrócił się do wnętrza jednostki. - Przybiliśmy wasza kolej.
Śluza oworzyła się z sykiem witając żołnierzy wysoką przeszło 30 stopniową temperaturą oraz dużą wilgotnością powietrza. Wizjery Szturmomwców, którzy ostrożnie celowali w kierunku włazu czekając na rozkaz do szturmu, pokryła delikatna rosa. Z drugiej strony sporych rozmiarów włazu pojawił się jakiś ruch.
Na moją komendę…
Witajcie
- z wnętrza śluzy zabrzmiał łagodny kobiecy głos, po chwili pojawiła się jego właścicielka. Niewysoka brunetka o oliwkowozielonej skórze, ubrana w przewiewną powiewającą szatę przedostała sięsię przez śluzę. Twardo stawiając stopy na pokładzie imperialnej jednostki. - Pozwólcie odlecieć mojemu transportowi. Jego misja jest już zakończona. Mówiąc to odwróciła się i jedną ręką zatrzasnęła śluzę promu którym przybyła.
Nie ruszaj się!! rece nad głowę! - komendy wykrzykiwane przez głośniki pancerzy szturmowców najwyraźniej były doskonale rozumiane przez przybyszkę. Wykonywała wszystkie polecenia. W tym czasie śluza ponownie się zamknęła a jej statek odłączył się od Imperialnej jednostki.
okrążona przez znacznie od niej większych mężczyzn w białych pancerzach kobieta, nie wydawała się być przerażoną, raczej zaciekawioną, jak ktoś kto pozna wreszcie osobę znaną jedynie z opowiadań.
- Przybywam w pokoju, zaprowadźcie mnie do waszego przywódcy. - Sierżant miał okazję wysłuchać jednego z najbardziej oklepanych tekstów w galaktyce. Mógł również lepiej przyjrzeć się przybyszce. Miała góra metr sześćdziesiąt wzrostu i była niezwykle proporcjonalnie zbudowana. Z całą pewnością nie nazwałby jej brzydką, tym niemniej coś mu nie grało.
- TK5354 przeszukaj ją
Szturmowiec przesunął czujnikiem wzdłuż ciała kobiety, żadnych zakazanych substancji czy broni.
Czysta.
- Łowca jeden do mostka, cel zostawił pasażera i pragnie odlecieć. Mamy na to pozwolić?
- czekać na rozkazy


Szturmowcy odeskortowali przybyszkę w głąb imperialnego promu. Nie mogli odlecieć bez rozkazu, mogli za to do woli podziwiać swoją pasażerkę. Sierżant zrozumiał co mu nie grało w wyglądzie kobiety. Jej kształtna figura była dość mocno umięśniona. Nie żeby to ją jakoś oszpecało, raczej dodawało uroku, jej jasnooliwkowa skóra wyglądała niemal idealnie. Żołnierz widział już nie jedno ale, takiej sztuki jeszcze nie. Kult ciała? Rozejrzał się po swoich ludziach. Znał ich dobrze, za dobrze. Kanał wewnętrzny drużyny zabuczał.
- Matoły, dobrze że macie hełmy bo babka padła by ze śmiechu patrząc na wasze zaślinione ryje. Skupić się na czymś innym niż na cyckach. Zaraz będziemy wracać.
Otoczona przez mierzących do niej z broni szturmowców kobieta siedziała spokojnie z rękoma na kolanach. Wszyscy czekali na rozkazy z góry.
- Szefie ona jedną ręką zamknęła właz. Ile on mógł ważyć, 100- 200 kg?
- nie pierdol na pewno było tam jakieś wspomaganie.

Brunetka uśmiechała się

Mostek ISD Wraith

Piękna i melodyczna muzyka przelewała się po mostku ISD i płynęła w przestrzeń radując swym istnieniem serca wszelkich istot. Z wyjątkiem jednej zastraszonej duszy. Przerażona dziewczyna ciężko oddychała, słyszała wiele o inkwizycji i o sithach. A ten cały Tzim napawał ją przerażeniem. Może faktycznie była nieprofesjonalna ale… Spojrzala przelotnie na Inkwizytora najwyraźniej świetnie się bawił. Dobrze, będzie robić co do niej należy w końcu od tego tu jest.
- SIR!! Rozszyfrowaliśmy część tych komunikatów - Kryptografem okazał się mężczyzna w słusznym wieku z równie słusznym brzuchem - oni nadawali w basicu, to zaszyfrowane prostym kodem binarnym wiadomości z imperialnej jednostki. Nie mamy pojęcia czemu je wysyłali w przestrzeń. Prosze posłuchać
<skrr> Opuśćcie tarcze i wyłaczcie silniki, <skrr> Albo zostaniecie <skrr> ostanie ostrzeżenie <Skrr>
… moje wielkie włochate dupsko Impie <skrr> ty <skrrr>
<skrr> Otwieramy ogień
<skkrr> ..komendy i rozkazy towarzyszące zwykle bitwie, przerywane usterkami i zakłuceniami…
Wygląda na to że emitowali jakiś archiwalny zapis. Ale po co?


Ellmer'eede'thaiana parsknęła - to zmyłka, od początku udawali przygłupów. Tak bardzo skupiliście się na fałszywych transmisjach, że przeoczyliście prawdziwe wiadomości. - Chisska spojrzała na kredowobiałą operatorkę, - to niekompetencja.
To się zdarza
-Massimo był opanowany jak zwykle w tego typu sytuacjach. Zimna krew weterana, to było źródło jego największej siły - Jednak nie sądzę żeby moi ludzie coś przegapili pani podporucznik. Radzę się zastanowić zanim zarzuci pani komuś niekompetencję. Zapowiadające się ciekawie starcie przerwał kolejny meldunek.
- Raport z promu. Przechwycili cel, mają na pokładzie pasażera. To kobieta Sir. - Lekko drżącym głosem oznajmiła niedoszła ofiara Tzima. - Prosiła abyśmy pozwolili odlecieć jej promowi. Jaką decyzję mam przekazać?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 16 Sty 2015, o 01:49

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Mostek.

Arcydiuk dość nieoczekiwanie wziął stronę komandora.
- Jest pani zbyt surowa w ocenie, Meredeth. Nikt nie mógł przewidzieć tego, co się stało. Ja, pani i komandor, wszyscy daliśmy się nabrać tak samo jak operatorzy łączności. Nie popełniono błędu. Po prostu obcy byli sprytniejsi. Przyznajmy to.
- Podziwia pan to, sir?
- A ty nie? Powinniśmy być zadowoleni. To cenna lekcja. Czasami od przewagi technologicznej bardziej liczy się zwykła pomysłowość. Obcy będą albo godnymi przeciwnikami, albo cennymi sojusznikami.
- Jaki pożytek z nowego wroga? - zapytał Massimo.
- O sile Imperium świadczą właśnie jego pokonani wrogowie. Rebelianci, Mandalorianie, Killikowie. Mon Calamari też kiedyś byli buńczuczni.
Massimo skrzywił się do Meredeth.
- A Chissowie nadal są.
- Mimo wszystko - Tzim zignorował ostatnią uwagę - swoim małym podstępem obcy powiedzieli nam więcej, niż chcieli. Teraz wiemy, że mają w posiadaniu nagrania transmisji między piratami a naszą jednostką. Wiemy też, że udają głupszych, niż są. Znają nasze metody komunikacji, hah, potrafią je przechytrzyć. Zwiększa się prawdopodobieństwo ich złych zamiarów. Zwiększymy czujność.
Tzim poprosił dowódcę Wraitha na stronę. Ruganie byle oficera to jedno. Poniżenie dowódcy na oczach całego zespołu jednak nie mogło przynieść niczego dobrego. Nie chodziło o to, by podważyć autorytet komandora, to by mogło się przełożyć na mniejsza wydajność. Tzim nie miałby oporów, by dosłownie udusić gołymi rękami dowolną osobę na mostku. Ale Massimo był niezastąpiony w obecnej kadrze. I odwalał kawał dobrej roboty.
- Komandorze, daliśmy się nabrać raz. - Tzim pokazał palec wskazujący. - Jesteśmy tylko ludźmi. Pozwolić, by nas oszukano raz, to bardzo ludzkie. Ale drugi raz, to już głupota. Nie będę tolerował głupoty na mostku podczas tak ważnego przedsięwzięcia. Proszę zmotywować załogę tak, jak pan uzna za stosowne. Ma pan ku temu świetną okazję, bowiem właśnie udaję się do swojej kajuty. Pana ludzie dobrze się spisują. Ale jeśli nie wyciśnie pan z nich stu dwudziestu procent klasyczną drogą, ja to zrobię w sposób, który się im nie spodoba. Od teraz żadnych pomyłek. Meldować na bieżąco.


***


Tzim szedł szybkim krokiem, Chissanka tuż za nim. Zdalniak został na mostku.
- Skoro prom delegata chce odlecieć, to niech leci, nie będziemy go trzymać na siłę, gdy obiecaliśmy status poselski. Czemu jednak to robi? Czyżby delegat nie planował powrotu do swoich?
Kto normalny oddaje się w całkowicie obce ręce i nie chce czuć bezpieczeństwa wynikającego z możliwej drogi powrotu? Czemu w ogóle delegat przybył sam? A'Utapau liczył na obstawę. Gdyby to obcy zaprosili jego, o ile w ogóle takie zaproszenie by przyjął, zabrałby ze sobą pluton szturmowców.
Kolejna cholerna zagadka, pomyślał Tzim. Pora zacząć je rozwiązywać.
- Osobiście odbierzesz naszego gościa, Meredeth. Później spotkam się z nim w sali konferencyjnej. Możemy trochę pograć na zwłokę, by czekać na dalsze wyniki skanerów. Do tego czasu ma zostać zbadany. Powiedz mu...
- Nasz gość to ona, sir. Bardzo podejrzana.
- Prawda, to kobieta. Więc powiedz jej, że to rutynowe badania. DNA, biometryka i test psycholingwistyczny podczas rozmowy. Stały nadzór kamer i drużyna szturmowców w obstawie. Traktujcie ją dobrze, ale stanowczo.
Tzim A'Utapau czuł, iż mimo wszystko wzbiera w nim gniew.
- Kobieta czy mężczyzna, ssak, roślina, droid-replikator albo myślący grzyb, czymkolwiek jest, odpowie nam na parę pytań.

Krążownik uderzeniowy Sloth. Hangary.

Eskadra wylądowała w hangarze tuż po tym, gdy wystartowała druga tura. Piloci opuścili jednostki. Pracownicy techniczni mieli godzinę na reakcję.
- Co cię tak gryzie, Terry? - zapytał starszy mechanik, Pratch.
- Te raporty pilotów. Wydają się nieco wydumane.
- Nieco wydumane? - zdziwił się Pratch.
- No wiesz, jeden TIE ma kłopoty z przyśpieszeniem. Zrobiłem diagnostykę trzy razy, nic. W końcu odesłałem go na krążownik modułowy, tam mają lepszy sprzęt, może oni coś stwierdzą. Drugi pilot narzekał na szum radiowy. I tak dalej. Oni są chyba nieco przeczuleni. Jak sądzisz?

Starszy mechanik zerknął na swój datapad z raportami i opiniami diagnostycznymi, które wystawił.

Raport pilota: Przycisk wyrzutni torped nie działa.
Odpowiedź mechanika: Myśliwiec przechwytujący nie posiada wyrzutni torped.

Raport pilota: Brakuje mi osłon.
Odpowiedź mechanika: Wiem.

Raport pilota: Maszyna jest zbyt szybka, by dało się nią bezpiecznie wykonywać manewry. Zły stosunek przyśpieszenia do manewrowości.
Odpowiedź mechanika: To nie wada. To ustawienie fabryczne TIE.

Raport pilota: Nie mogłem się obrócić do góry nogami.
Odpowiedź mechanika: TIE nie posiadają nóg.
Dopisek #1: Ach, już rozumiem. Jeśli chce się pan obrócić do góry nogami, proszę odpiąć pasy i spróbować jeszcze raz.

Raport pilota: W akademii drążek reagował z mniejszą czułością.
Odpowiedź mechanika: Sytuacja nie do odtworzenia. Nigdy nie byłem kadetem w akademii.

Raport pilota: Prawie się porzygałem podczas startu.
Odpowiedź mechanika: Prawie wezwałem droida sprzątającego.

Raport pilota: Mam kiepski kąt widzenia.
Odpowiedź mechanika: Proszę poprawnie założyć hełm.

Raport pilota: W symulatorze latało się bezpieczniej.
Odpowiedź mechanika: Możemy zamontować dodatkowo symulator w kokpicie, jeśli zwiększy to poczucie bezpieczeństwa podczas lotu.

Raport pilota: Czy można zmienić rozstaw skrzydeł?
Odpowiedź mechanika: Można. W X-wingu.


- Hej, Pratch. Pytałem, co sądzisz?
- Sądzę, młody, że musisz się jeszcze wiele nauczyć w tym fachu.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Kajuta A'Utapau.

Meredeth odczekała stosowne sześć sekund i pomimo braku zaproszenia otworzyła automatyczne drzwi. Przywitał ją mrok.
- Sir?
Brak odpowiedzi. Chissanka ostrożnie minęła zarzucony raportami stół, rozejrzała się.
- Sir, jest pan tu?
Wystrój był surowy i schematyczny. Uniformy, wszystkie jednakowe, zlewały się z tłem. Holoprojektor, datapad, standardowy imperialny chronometr z cyfrowym wyświetlaczem. Coś jednak przykuwało wzrok.
Na drugim, mniejszym stoliku, znajdowała się repulsorowa podstawka unosząca sferyczny obiekt wielkości pięści. Meredeth czuła silne pole magnetyczne. Włosy zaczęły się jej elektryzować, wargi mrowić.
- Co to jest? - szepnęła niemo.
Sfera nie mogła być tylko ozdobą. Arcydiuk nie personalizował kajuty, nie miał tu żadnych osobistych rzeczy. Poza tą jedną. Meredeth dostrzegła, że coś się w niej znajduje. Co początkowo wzięła za pustkę, było w istocie... czymś. Czarnym tak, jak to tylko możliwe. Czarnym jak sam brak światła. Wydawało się ruszać, reagować na obecność, hipnotyzowało głębią. Trzeba było tylko stanąć bliżej.
Bliżej, jeszcze bliżej.
- Szuka pani czegoś, doradczyni Meredeth?
- Sir!?
Z wrażenia potrąciła stolik. Sfera zachybotała na podstawie, ale szczęściem nie spadła.
Chissanka nie mogła pojąć, w jaki sposób Inkwizytor pojawił się w zacienionym kącie za jej plecami, nie mijając jej po drodze i nie wydając przy tym żadnego dźwięku. W końcu zrozumiała... Od początku był w pomieszczeniu. Wszystko widział. Zabawił się jej kosztem.
- Nowe doniesienia. Pana obecność na mostku jest obligatoryjna.
- Mam zepsuty komunikator? - zdziwił się Tzim.
- Nie. Byłam w korytarzu, gdy przyjęłam meldunek. Słyszałam głos, więc weszłam; pomyślałam, że wszystko sama panu opowiem...
- ... w drodze na mostek - dokończył Inkwizytor. - Dobrze. Proszę wyjść, za chwilę będę gotowy.
- Rozmawiał pan z kimś, sir? Nikogo tu nie ma.
- Meredeth, wydałem ci polecenie.
- Tak jest.
Tzim odprowadził adiutantkę pustym, bezemocjonalnym wzrokiem. Podszedł do stolika, wziął sferę, ta skurczyła się w jego dłoni, zatrzeszczała wyładowaniem przypominającym jęk bólu. Inkwizytor spojrzał w jej głębię, na miniaturową czarną gwiazdę z wirującą żywo energią.
- Apetyczna - powiedział podnieconym głosem Derriphan.
- Nawet o tym nie myśl.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 16 Sty 2015, o 19:30

Mostek ISD Wraith

Komandor Massimo nie był zadowolony uwagą Arcydiuka, docenił jednak gest mężczyzny. Obaj dobrze wiedzieli kto tu rządzi. I zdawali sobie sprawę z konsekwencji naruszenia delikatnej równowagi. Komandor znał siebię, nie był jednak w stanie przewidzieć ruchów arcydiuka. Mężczyzna zarówno imponował mu jak i napawał odrażeniem, z pewnością jednak był piekielnie skuteczny w tym co robił.
- Połaczyć mnie z dowódcami jednostek, informacja ma dotrzeć na każdy okręt eskadry. Zrozumiano?
- Tak jest sir.
- operatorka kliknęła kilka przełączników. - Przekaz jest szyfrowany, będzie pana słychać na każdej imperialnej jednostce.
Weteran wyprostował się i spokojnym głosem przemówił.
- Znaleźliśmy się w obcej przestrzeni, w obliczu nieznanego przeciwnika. Niebawem jeden z przedstawicieli obcej rasy znajdzie się na pokładzie Imperialnego okrętu. Sytuacja zmusza nas do zachowania nadzwyczajnej ostrożności. Pozyskaliśmy informację które pozwalają myśleć że obcy są inteligentni i bardzo przebiegli. Nie doceniają jednak Imperium i jego żołnierzy. Wy jesteście imperium. To wasza postawa, będzie rzutować na odbiór całej naszej cywilizacji. Proszę was, - Massimo położył szczególny nacisk na pierwsze słowo - musicie dać z siebie wszystko. Nie możemy sobie pozwolić na żadne niedociągnięcia. Rutynowe błędy czy ignorowanie zagrożeń. Każdy przejaw defetyzmu, lenistwa czy zaniedbania obowiązków będzie karany zgodnie z prawem wojennym. Obecny na pokładzie Wraitha Arcydiuk Tzim A'Utapau ma wszekie uprawnienia, które pozwolą nam utrzymać dyscyplinę. Nie zawiedźcie mnie więc.
Groźba w głosie oficera była aż nadto widoczna. Nikt nie mógł mieć wątpliwości co do tego, że stary nie okaże miłosierdzia za spartaczoną robotę. I o to właśnie chodziło.
Massimo umilkł, powoli odwracając się w kierunku pozostawionego przez Tzima droida. Siedząca przy konsolecie dziewczyna musiała słyszeć zmierzające do niej kroki. Komandor zatrzymał się za nią.
- Porucznik Smanters pani zmiana dobiegła końca, proszę udać się do swojej kajuty i odpocząć, zastąpi panią porucznik Anderson.
Tak jest sir
- dziewczyna z całych sił walczyła żeby się nie rozpłakać. - Nie było żadnego innego przekazu sir.
Wiem.
- Massimo westchnął. - wysyłali sygnały w inny sposób.To oczywiste,ich odkręty od dłuższego czasu wykonują zgrane manewry zachowując ciszę radiową. A teraz idź odpocząć.
Zasalutowała i ruszyła w stronę swojej kajuty, czarny cień remota towarzyszył jej poruszając się za plecami. Massimo rozejrzał się po mostku.
- Do roboty, mamy cywilizację do podbicia.
Mostek ponownie rozgorzał gwarem towarzyszącym zwykle operacją bojowym grupy. Imperialne okręty drgnęły i rozpoczęły zmianę formacji. Sloth zajął się osłoną tyłów grupy, zarówno krążownik modularny jak i Transportowce znalazły się w jej centrum. Towarzyszyła im para lancerów zaś ISD wyszedł na front formacji, ustawiając się dziobem do przeciwników i planety.

Hangar - ISD Wraith

Prom gamma uwolnił z promienia ściągającego należącą do przybyłej kobiety jednostkę i reaktywowawszy silniki wyruszył w kierunku ISD. Nie minęła minuta a cylindryczna jednostka odpaliła silnik i po chwili skryła się za ochraniającym planetę kordonem. Prom dotarł do ISD i Oczekująca na przybysza Meredeth mogła ponowie spotkać Porucznika Wor-Wutt'a. Barczysty blondyn czekał w towarzystwie szóstki szturmowców na odbiór "delegatki" Z cichym sykiem rozszczelniła się śluza i po wysuniętej z promu rampie zeszło dwóch szturmowców w pełnym uzbrojeniu. Pomiędzy nimi szła sięgająca im mniej więcej do ramion czarnowłosa kobieta. Chisska szybko oceniła ją wzrokiem. Od razu zwróciła uwagę na ponadnormatywne umięśnienie jak i na dość swobodny styl ubierania się. Oprócz wspomnianej wcześniej lekko ażurowej szaty, kobieta miala tylko krótką sięgająca nieco nad kolana tunikę wykonaną z białego materiału. Jej obuwie stanowiły delikatne buty, zdecydowanie nadające się na spacer po mieszkaniu, a nie na międzygwiezdną wyprawę. Kobieta nie posiadała żadnego makijażu, a przynajmniej nie dało się go dostrzec na pierwszy rzut oka. Wyglądała bardziej na damę zerwaną z łóżka niż na negocjatora obcej rasy. Porucznik Wor-Wutt również poczynił swoje obserwacje. Niezłe cycki i twarz, trochę niska ale ujdzie. Zdecydowanie za dużo ćwiczyła, no i jak tak wygląda w piżamie, to jak by wyglądała w pełnym rynsztunku. Oficer uśmiechnął się do swoich myśli po czym wrócił do pracy. Nie podobało mu się to, bardzo. Była sama, nie uzbrojona i praktycznie naga. Po co ją tu przysłali?

- Oni są genialni. Przysłali ją bez niczego, jak mamy się dowiedzieć czegoś o ich kulturze, broni czy okrętach? - Doktor Mart Wong miał zaszczyt być przy pojawieniu się przedstawicielki obcej cywilizacji. I w przeciwieństwie do swoich towarzyszy nie był żołnierzem tylko naukowcem. - zrobili wszystko żebyśmy nie mieli materiału do badań. Wszystko. - Dodał już smutnym tonem zgromiony spojrzeniem Porucznika Wor-Wutt'a. Tymczasem na trapie pojawiła się kolejna trójka szturmowców, z gotową do strzału bronią mierzących w plecy wyprowadzanej z promu kobiety. Pokonanie kilku metrów dzielących prom od czekających na gościa oficerów było formalnością.
Witamy na Imperialnym Gwiezdnym Niszczycielu "Wraith" flagowym okręcie naszej niewielkiej eskadry - Ellmer'eede'thaiana skłoniła delikatnie głowę, kładąc nacisk na w trakcie - jestem Ellmer'eede'thaiana, a to Porucznik Wor - Wutt. Będziemy pani towarzyszyć do czasu aż możliwe będzie spotkanie z naszymi przełożonymi.
Kobieta spojrzała w górę patrząc z ciekawością na niebieskoskórą Chisskę. Po chwili jej wzrok przemknął po towarzyszących jej mężczyznach.
- Witam jestem Caayn, przybywam w pokoju spotkać się z waszym przywódcą, moim zadaniem jest pośrednictwo w negocjacjach. - Kobieta przemówiła łagodnym miękkim głosem, zwracając się do Meredith zapytała - Czemu nie jest możliwe spotkanie się z waszymi przywódcami?
Dr Wong, uważnie przysłuchiwał się każdemu wypowiadanemu przez kobietę słowu. Znała bardzo dobrze Basic, i z pewnością nie była osobą, która wysyłała wcześniejszy komunikat. Jej akcent był w jakiś sposób znajomy, lingwista był pewien że już go słyszał, ale gdzie?
- Pozwoli pani że się wtrącę, Jestem doktor Wong. Mart Wong. - Powiedział szybko ściągając na siebie gniew asystentki Tzima. - musimy poddać panią standardowym badaniom, dzięki temu unikniemy wzajemnych zarażeń i innych nieprzyjemnych sytuacji.
- Rozumiem, będę musiała poczekać.
To nie potrwa długo -
Meredith wskazała ręką kierunek. - proszę z nami.
Brunetka zwróciła się w kierunku wyjścia, a szóstka kolejnych sturmowców, przejęła niemal natychmiast pozycje po swoich poprzednikach.
Chwileczkę. - Meredith zwróciła uwagę na pewien detal, który dopiero teraz przyciągnął jego uwagę. Kobieta przez caly czas trzymała ręce z tyłu. Gdy się odwróciła oficer dostrzegła kajdanki będące przyczyną tego stanu rzeczy. -Pani wybaczy moim ludziom tą niedogodność. Proszę ją rozkuć. Wystarczyło jedno skinienie głowy a dłonie kobiety znów były wolne.
Dziękuję - Czarnowłosa zwróciła się do blondyna, - myślałam, że to niezbędne. Uśmiechnęła się po czym posłusznie pomaszerowała w stronę laboratoriów.
Jest źle, bardzo źle. Ona wie doskonale co robi. - Porucznik spojrzał na kajdanki. - Wpuściliśmy na pokład szpiega a ja właśnie go uwolniłem. Pozostaje więc dopilnować żeby go nie opuścił. Westchnął ciężko i wręczywszy kajdanki sierżantowi, ruszył w ślad za gościem.

Przeszło godzinna przerwa została efektywnie wykorzystana przez załogę Imperialnych jednostek. Oprócz zmiany formacji zdołano przeanalizować nie tylko dane zebrane przez nasłuch radiowy ale i informację ze skanerów dalekiego zasięgu zamontowanych na zwiadowczych Skipray'ach. Maszyna, która podeszła najbliżej planety wysłała raport na kilka chwil przed tym jak zainteresował się nią jeden z piramidalnych statków i zmusił do odwrotu w kierunku sił głównych eskadry Zeyd. Pozostałe maszyny nie raportowały niczego niezwykłego. Raportem zajęli się teraz naukowcy przerabiając dane na nadającą się do zrozumienia wiedzę.

Również badania wykonywane na obcej zostały zakończone sukcesem. Brak chorób, idealne wręcz zdrowie i kondycja. Ba kobieta nie posiadała problemów z łupieżem czy wypryskami, a jej odporność na bodźce fizyczne wydawała się ponadprzeciętna. Skan układu kostnoszkieletowego wskazywał na istotę żyjącą w warunkach podwyższonej grawitacji. Oryginalne zabarwienie skóry było efektem ubocznym niesamowitych zdolności skóry kobiety. Skóra obcej umożliwiała jej fotosyntezę. Naukowcy nie byli zaskoczeni tym faktem, ot potraktowali go jako efekt wieloletniej ewolucji. Znacznie bardziej niepokojący wydaje się być brak jakichkolwiek chorób, i wad. Kobieta wydaje się cieszyć doskonałym zdrowiem i ma idealne wyniki wszelkich testów.

Meredith stała za szybą przyglądając się ostatnim skanom którym poddawano przybyszkę. Wor -Wutt i jego szturmowcy nie opuszczali jej na krok. Porucznik osobiście dbał o to żeby Caayn widziała jak najmniej. Nadal jednak widziała wystarczająco dużo. Jej szeroko otwarte oczy omiatały czujnym wzrokiem niemal każdy kąt, Kobieta sprawiała wrażenie bardzo pokojowo nastawionej i gotowej do współpracy, a równocześnie bardzo efektywnie przeczesywała wszystkie pomieszczenia statku, często pytając o przeprowadzane na niej operacje.
- Nic dobrego…
- Wiem nie musisz tego powtarzać
- Dobrze, przekaż przynajmniej swojemu panu moje podejrzenia co do tej kobiety.
- Ja nie mam pana.
- oczywiście. -
Komunikator porucznika zapikał, <skrr>skończyliśmy badania <skrr>
- Przygotuj ją, ja idę po Arcydiuka.
- Jak sobie życzysz pani.
- porucznik ukłonił się złośliwie opuszczając pomieszczenie.
Zapraszam panią, badania zakończone - Porucznik pomógł obcej opuścić kapsułę skanującą. Niewielki orszak w znanym już delegatce szyku wyruszył w kierunku sali konferencyjnej.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 17 Sty 2015, o 01:26

Arcydiuk znał kłamstwa Derriphana na pamięć. Skoro kreatura twierdziła z całą stanowczością, że niczego nie wyczuła, to znaczy, że było dokładnie na odwrót.
Gdyby nie zaistniało zakłócenie w Mocy, Derriphan udzieliłby niejednoznacznej odpowiedzi, starałby się wprowadzić w błąd. Był inteligentny, ale lata w zamknięciu odebrały mu zdolność do uknucia wiarygodnej intrygi. Tzim i Derriphan byli jak stare małżeństwo.
Kiedyś kontrolowanie istoty było niemal niemożliwe. Tzim spędził wiele godzin na rozmowach z więźniem, by zrozumieć jego sposób myślenia. Pyskaty, złośliwy i z przerośniętym ego, Derriphan sam nie zauważył, kiedy stał się maskotką Inkwizytora. Miał proste potrzeby, wystarczyło od czasu do czasu pozwolić mu się pożywić na Jedi.
Derriphan był jak płomień. Tzim mógł go z łatwością zgasić. Ale mógł też się poparzyć. Płomienie należało traktować z szacunkiem i na odległość.
Wyniki Midichlorianów potwierdziły przypuszczenie. Inkwizytor, dość osobliwe w tym przypadku, uważał Midichloriany za mit. Za próbę racjonalizacji czegoś, czego się zracjonalizować i zbadać nie dało. Moc nie podlegała naukowym regułom. Liczniki Midichlorianów były świetnym narzędziem terroru, ale by im wierzyć - nie. To by było zbyt proste. Mogły co najwyżej pokazywać pewne tendencje. Siedem do ośmiu tysięcy, wynik dobry dla potencjalnego Jedi.
Dwa z trzech warunków spełnione. Tzim miał jeszcze trzecią, najbardziej wiarygodną metodę wykrywania władców Mocy.
Musiał im spojrzeć w oczy.

***


Obca była zdolna do fotosyntezy. To wyjaśniało wysokie stężenie dwutlenku węgla w promie, którym przybyła. Tzim hodował na Utapau Ostrokwiat z Dromund Kaas, ale jego wiedza na temat roślin czy gatunków roślinopodobnych nie była znacząco większa od zwykłego obywatela Imperium.
Nakazał, by w sali konferencyjnej nie było ani jednej fali naturalnego światła z gwiazdy, ani jednego fotonu spoza lamp. Domyślał się, że to nie zaszkodzi delegatce, ale może sprawi, że poczuje się mniej komfortowo. Każda przewaga powinna być wykorzystaną. W efekcie sala została skąpana w delikatnej, niebieskiej aurze, według oficera naukowego było to widmo światła najmniej przyjazne roślinom. Tzim wyglądał w tym świetle dosyć upiornie. Z kolei Meredeth przypominała przezroczystego ducha z czerwonymi, zawieszonymi w powietrzu oczami.
Oprócz siedzących naprzeciwko Inkwizytora i delegatki, w pomieszczeniu znalazł się także droid protokolarny rejestrujący spotkanie oraz dwaj szturmowcy przy wejściu. Chissanka stała dwa kroki za plecami Arcydiuka.
Szef ochrony Wor-Wutt i kolejni szturmowcy czekali na zewnątrz, z kolei komandor Massimo pozostał na mostku. Oficerowie naukowi i specjaliści zostali wyproszeni, mogli podziwiać przedstawicielkę obcych jedynie na ekranie. A'Utapau szanował ich zdanie oraz wiedzę, jednak w kwestii dyplomacji ufał tylko sobie, własnemu opanowaniu, doświadczeniu w przesłuchaniach. Tylko tak mógł kontrolować to, co usłyszy Caayn. Entuzjazm osób takich jak Doktor Mart Wong mógł wszystko popsuć. Ludzie nauki uwielbiali dzielić swoimi uwagami, jeśli tylko ktoś chciał ich słuchać. Teraz byli wygodniejsi z zamkniętymi ustami. Słowa powiedziane w sali konferencyjnej nabierały właśnie wagi hiperbarydów.
Warunki były raczej surowe, na stole pojawiły się jedynie dwie szklanki z wodą. Meredeth zapewniła delegatkę, że wszelkie jej życzenia co do trunków, posiłków lub w innych kwestiach zostaną spełnione w ramach protokołu. Tzim nie oczekiwał jednak w tym względzie kooperacji. Jak zauważył Doktor Wong, obcy nie chcieli się niczym podzielić.
Wysoki Inkwizytor zastukał czterema palcami o blat. Nie zrobił tego z nerwów czy przez brak pomysłu na to, jak się zachować. Zrobił to, ponieważ ludzie zwykle to robili, a naśladowanie naturalnych zachowań było częścią rytuału. A'Utapau mógłby siedzieć nieruchomo niczym robot i nie poczułby dyskomfortu. Czasami się zastanawiał, czy w ogóle ma jakiekolwiek emocje, czy też pozostała mu tylko pamięć o nich. Nawet Derriphan nie znajdywał w Tzimie niczego, czym mógłby się pożywić.
A'Utapau umiał rozmawiać nawet z telepatami, choć akurat w tym przypadku nie spodziewał się, by obca miała zdolności psioniczne. Jego mowa ciała była wypracowana, obrobiona jak szlachetne tworzywo. I szalenie przyjazna. Myśli z kolei brutalne i natarczywe, ukierunkowane na sprzeczność z ciałem. Niektórzy polujący na Jedi zajmowali myśli automatycznymi sekwencjami, by się obronić przed sztuczkami Mocy. Układanie kart, obliczenia, wyliczenia słów na jedną literę. Tzim nie zwykł się bronić, zamiast tego jego myśli atakowały jak wściekłe psy, by wyczerpać psychicznie telepatę i sprowadzić go na uczciwszy poziom konwersacji.
Obcy nie chcieli się dzielić...
Trzeba było ich do tego zmusić.

***


Tzim A'Utapau zaczął dialog po swojemu, w stylu Inkwizycji. Bez formalności, bez konkretów; prywatną, pochlebną uwagą mającą skrócić dystans do rozmówcy. Podczas gdy wszyscy dotychczas natrętnie sondowali Caayn oczami, Arcydiuk zrazu okazywał jej wzrokiem jedynie niewielkie zainteresowanie, a następnie jeszcze mniejsze. Nie robił tego demonstracyjnie, a właśnie naturalnie; ot, kolejna dżentelistota, której towarzystwo musiał znosić. Obca wyraźnie czuła się swobodnie jako centrum uwagi, była na to przygotowana, zrobiła z tego układu barierę. By coś się w niej ruszyło, należało jej tę uwagę odebrać. Tzim mógłby ją dosłownie rozebrać - z pewnością by się nie przejęła i swobodnie odgrywała swoją rolę. Bo była na to psychicznie przygotowana.
- Zaskoczyliście mnie. Byłem pewny, że nie przyjmiecie zaproszenia, że odwrócicie sytuację i zmusicie nas, abyśmy wysłali własnych delegatów. Teraz rozumiem, że wasza animozja do Imperium jest tak wielka, iż wolicie zaryzykować oddanie zakładnika niż pozwolić nam choćby wejść na wasz statek. Skoro wytypowano cię do negocjacji, musisz być kimś ważnym.
Arcydiuk zrobił przerwę. Uniósł przepraszająco brwi.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, twoja skóra pachnie chlorofilem. Mam do ciebie dziesiątki, setki pytań.
Kim jesteś? Dlaczego tak alergicznie reagujecie na Imperium? Skąd przybyliście? Jak wiele światów liczy wasza cywilizacja? Ile o nas wiecie?
- Ale to nie jest przesłuchanie, Caayn. Będę ci mówić "Caayn", ponieważ podoba mi się to imię. Sprawia mi przyjemność, kiedy je słyszę - uśmiechnął się Tzim. - Więc, to nie przesłuchanie, to negocjacje. Dlatego zawrzyjmy układ: jedno pytanie, jedna odpowiedź. Ze swojej strony zobowiązuję się być szczery i tego samego oczekuję od ciebie. Jeśli nie będę chciał na coś odpowiedzieć, uczciwie to przyznam, choć postaram się zarazem udzielić wyczerpujących informacji w tym zakresie, w którym będę mógł. Oszczędzimy sobie mnóstwa czasu. Tylko tak do czegoś dojdziemy i być może unikniemy wojny. Pozwolę sobie zacząć.
- Moje pytanie...
Nie boisz się nas? Dlaczego oddelegowałaś prom? Dlaczego masz takie dziwne wyniki badań? Jesteś efektem inżynierii genetycznej? Umiesz czytać w myślach? A jeśli tak, to czy dasz radę tego nie zdradzić przy mojej następnej myśli? Jakbyś się czuła, gdybym cię zgwałcił na tym stole?
Sam ustalił tę zasadę, nie mógł jej złamać. Jedno pytanie na głos, tysiąc w myślach. Jedno musiało zawierać w sobie tysiąc.
- Dlaczego przybyłaś sama?
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sty 2015, o 16:38

Wraith - Pokój konferencyjny

Naukowcy przetworzyli wreszcie zebrane przez skanery dalekiego zasięgu dane. Na datapadzie Tzima pojawił się sygnał przychodzącej wiadomości. [raport skanerów]

Planeta typu tropikalnego
Grawitacja na poziomie 1,8 grawitacji standardowej.
powierzchnia w 90% pokryta przez gęstą roślinność
Teren zróżnicowany, wykryto góry lasy i zbiorniki wodne
Na badanym terenie nie stwierdzono występowania skupisk ludzkich, które można określić mianem miast. Wykryliśmy za to znaczne skupiska energii.
Wysoka temperatura i atmosfera planety utrudniają detekcję termiczną.
Atmosfera planety jest zbliżona do atmosfery lądownika. Zabójcze stężenie CO2 w atmosferze. Jej skład to 23% CO2 około 15% tlenu, 36% azot i 20% hel. 5% to Ozon Pozostałe 1% to inne gazy, których nie można jeszcze zidentyfikować. Planeta posiada bardzo bogate złoża metali, głównie hiperbarydów, są one na tyle duże, że wykryliśmy je pobieżnym skanem z orbity.
Udało się zidentyfikować obiekt znajdujący się na orbicie. Jest to stacja kosmiczna, połączona windą z planetą. Jej rozmiary wskazują na duża przepustowość.



Wprowadzona do pomieszczenia konferencyjnego obca rozejrzała się po nim ciekawie. Jej oczy nie były nawykłe do nienaturalnego oświetlenia, szybko jednak przezwyciężyła swoje zawahanie i usiadła na wskazanym miejscu. Jej skóra nabrała dość upiornego wyglądu w niebieskim świetle. Nie tylko Tzim dążył do rozproszenia oponenta, organizm kobiety zareagował w naturalny sposób na niższą od zwyczajowej temperaturę. Obserwujący sytuację na holoekranie Wor-Wutt wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Wongiem. Ten ostatni kończył studiowanie raportu nie do końca rozumiejąc o co oficerowi chodzi.


Kod: Zaznacz wszystko
...Skany i badania ubrania naszego gościa wskazują na prymitywną technologię, wygląda to na ręczną robotę. Nie jest możliwe, żeby cywilizacja miała tak różne poziomy technologiczne.


Znacznie lepiej rozumieli to czekający szturmowcy.
<skrr> Przesłuchiwał bym<skrr>
<skrr> Zamknij się, kanał może być monitorowany <skrr>
<skrr> Stary zlituj się, pała nie sługa <skrr>
<skrr> Matt ma dodatkowy wentylator w zbroi hehehehe <skrr>
<skrr> [zdławiony śmiech] Milczeć jesteście szturmowcami, elitą imperium <skrr>


Stojące pod drzwiami białe postacie zadrżały delikatnie, porucznik z niepokojem zerknął na dowódcę szturmowców.
- Wszystko w porządku?
- Tak jest sir, w najlepszym.


Arcydiuk nie dał się jednak zbić z tropu. Jego słowa wywarły na przybyszce wrażenie, chyba pierwszy raz odkąd się pojawiła. Być może wyczuła, że człowiek, który siedzi przed nią ma władzę absolutną, a może wreszcie osiągnęła cel. Wystarczyło wypuścić z siebie chmurę toksycznych bakterii czy zwyczajnie skręcić mężczyźnie kark. Z jej siłą nie powinno stanowić to większego problemu. Mężczyzna jednak ignorował ją. Albo się nie bał, albo… Caayn po raz pierwszy poczuła strach. Wiedziała na co się pisze wyruszając w tą misję. Wiedziała też, co Imperium potrafiło robić z jej rodaczkami. Żadne wyszkolenie nie było w stanie powstrzymać jej przed delikatnym drżeniem. Mężczyzna skończył już mówić i uważnie ją obserwował, była pewna, że drżenie nie uszło jego uwagi. Oblizała wargi po czym położyła dłonie płasko na stole. Usłyszała lekki szmer kiedy jeden z Białych wycelował w nią blaster. Docisnęła dłonie do stołu tak, jak podczas szkoleń, ukrywając ich drżenie.
- Witam jestem Caayn, przybywam w pokoju, by spotkać się z waszym przywódcą, moim zadaniem jest pośrednictwo w negocjacjach. – wypowiedzenie formułki najwidoczniej pomogło jej wejść na właściwe tory. – Jestem Przedstawicielką Glassraghey. Nie stanowię dla was zagrożenia ani nie posiadam wartościowych informacji. – w głosie kobiety można było wyraźnie wyczuć wielokrotne treningi. – Proszę o chwile cierpliwości.
Kobieta zamknęła oczy. Tzim nie musiał się specjalnie skupiać, aby wyczuć potężne drżenie mocy. Kobieta stanowiła swoisty przekaźnik. Obcy wysłali im pierdolone radio. I właśnie nawiązywali połączenie. Cywilizacja kontaktująca się za pośrednictwem mocy, to wyjaśniało fałszywe transmisje i brak skuteczności sensorów. Co więcej, Caayn mogła nadawać podczas całej wędrówki po okręcie, zbierając i przekazując dane. Była nikim, a równocześnie…
Zielone oczy patrzyły na Arcydiuka, kiedy kobieta ponownie się odezwała.
- Jestem Taitnyssagh rein-voir, Matka. Na początek chcę podkreślić, że doceniam fakt powstrzymania waszych żądzy i godnego potraktowania Caayn. To nasza najstarsza specjalistka zajmująca się kontaktami z Imperium. Jej utrata napełni moje serce smutkiem.
Tzim czuł przez moc emocje i pragnienia kobiety. Obce najwyraźniej nie zdawały sobie sprawy z jego umiejętności, albo nie potrafiły zabezpieczyć przekazu. Wystarczyła chwila skupienia, by delikatnie sprawdzić, że łączność działała w obie strony.

Stolica planety Glassraghey

Starsza kobieta siedziała na wygodnym fotelu skąpanym w promieniach słońca. Jej szaty podkreślały zgrabną figurę, podobne do Caayn rozbudowane mięśnie i mieniącą się na złoto skórę. Za nią Inkwizytor wypatrzył półokrąg innych kobiet, nie miał jednak czasu przyjrzeć się im dokładnie bowiem Matka przemówiła. Nie mówiła w basicu, a jej głos był śpiewny i melodyjny, dopiero po jakimś czasie do jego uszu dotarły jej słowa, wymawiane przez siedzącą bez ruchu Caayn.
- Wasze przybycie jest znakiem, którego oczekiwałyśmy od dawna. Zostało przewidziane. Okręt, którego zwrotu żądacie wyrządził znaczne zniszczenia na powierzchni naszej planety. Wasze ultimatum nie jest rozsądnym posunięciem. Zdajemy sobie sprawę z potęgi Imperium, ale nie jesteśmy już bezbronne. Będziemy bronić naszej niezależności do końca. Jeżeli jednak przybywacie w pokoju, zgodzimy się na rozmowy i wymianę kulturalną i naukową przynoszącą korzyści obu stronom. Każdy…

Wraith - Pokój konferencyjny

Kobieta nagle urwała, w tle inkwizytor usłyszał jakieś okrzyki… Caayn ocknęła się niczym z głębokiego snu spoglądając prosto w oczy Arcydiuka, jej twarz przez chwilę wyrażała przerażenie, jednak szybko się opanowała. – Cokolwiek ze mną zrobicie, eskalacja konfliktu nie była naszym zamiarem. Blat stołu ugiął się pod naciskiem kobiety. Z cichym odgłosem zrywanych wiązań pojawiło się drobne pęknięcie.

<skrr> Alarm dla wszystkich jednostek. Tu jednostka zwiadowcza SD-425, wykryliśmy około 12 okrętów przeciwnika, są na kursie 90 i lecą z prędkością podświetlną, dotrą na orbitę za 6 godzin. Przygotowujemy się do… czy oni strzelają? Są za daleko… <skrr> Na imperatora!! <skrr>
- Kontakt zerwany, komandorze?
- Powiadomić niezwłocznie Inkwizytora. Nie robić nic ponad to. Nie mogą wiedzieć, że otrzymaliśmy przekaz, mamy dużo czasu.


Zanim Tzim zdołał zareagować na zerwanie połączenia do pomieszczenia wszedł Adiutant Komandora Massimo. Podszedł do inkwizytora i wyszeptał mu do ucha.
- Sir zostaliśmy zaatakowani, obcy zestrzelili Skipray’a.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 17 Sty 2015, o 19:08

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Sala konferencyjna.

W jednej chwili obecność Tzima w układzie, żądanie Imperatora, cała misja - wszystko nabrało sensu. Podstawowym zadaniem Inkwizycji była pacyfikacja użytkowników Mocy. Trudno wyobrazić sobie lepsze ku temu miejsce, niż planeta, na której wszyscy z niej korzystają.
Wszyscy? Czy faktycznie obcy wykorzystywali Moc tak, jak Znana Galaktyka technologię?
"Jej utrata napełni moje serce smutkiem". Więc Caayn nie była delegatką. Była szpiegiem i przekaźnikiem. A być może i zabójcą. Jeśli tak, jej celem oczywiście miałby być Arcydiuk.
Była nikim, a jednocześnie najlepszym szpiegiem, jakiego można wysłać. Żywą sondą. Imperium zrobiłoby doskonały użytek z takich istot.
Caayn miała już okazję, by się pozbyć Tzima. Obcy jednak nie byli zdecydowani, sama też nie wykazywała prawdziwej wrogości. W pewnym sensie mieszkańcy Zielonej Planety poruszali się po omacku.
Powiedzieli, że chcą pokoju. Tzim im wierzył.
A'Utapau wysłuchał meldunku i z powagą spojrzał na dłonie obcej oraz na popękany blat. Czy byłby zdolny się obronić, gdyby te dłonie wystrzeliły w kierunku jego gardła? Prawdopodobnie nie.
- Mówicie, że jesteście gotowi na rozmowy pokojowe, a dopuściliście się ataku na naszą jednostkę. Włączcie normalne światła, to zaczyna mnie drażnić.
Tzim wstał bez pośpiechu i gestem nakazał delegatce pozostać na miejscu. Wyszedł z sali konferencyjnej z adiutantem komandora, by nie wydawać rozkazów w obecności organicznej kamery wroga. Wyciągnął do niego rękę, ale ruch, który początkowo miał być nerwowym chwytem za ramię, w ostatniej chwili zmienił się w spokojne wygładzenie munduru oficera.
- Gotowość bojowa. Za dwie godziny wszystkie eskadry z hangarów. Podświetlna w kierunku linii obronnej okrętów.
- Atakujemy, sir?
- Nie atakujemy, dopóki się nie upewnimy, że jednostka zwiadowcza została zniszczona przez siły Zielonej Planety, nazywanej przez lokalnych Glassraghey, a nie przez kogoś innego. Potwierdźcie specyfikację nowych okrętów. Sprawdźcie, czy się pokrywa ze specyfikacją okrętów Glassraghey. Wyślijcie sondę. Chcę znać ich uzbrojenie.

***


Wysoki Inkwizytor wrócił do pomieszczenia z miną człowieka, który okazał dziecku serce, a następnie został kopnięty w kostkę. Usiadł dokładnie w tym samym miejscu, w którym siedział wcześniej, nie próbował zwiększyć dystansu do obcej.
- To wy zniszczyliście naszą jednostkę? Zademonstruję ci coś, Caayn. Ta szklanka to nasza eskadra.
Inkwizytor płynnym ruchem przesunął rękę po blacie, wierzchem dłoni strącił szklankę z wodą. Szklanka spadła na podłogę, rozbiła się głucho. Tzim cały czas patrzył na delegatkę.
Do sali wjechał miniaturowy droid sprzątający. Nim skończył pracę, Meredeth napełniła nową szklankę i postawiła ją po prawej stronie Arcydiuka.
- Spróbujmy jeszcze raz.
Tzim trącił szklankę. Droid sprzątnął szkło, Meredeth postawiła nową.
- Meredeth, co się stanie, jeśli stłukę w ten sposób sto szklanek?
- Podam panu sto pierwszą, sir.
- Cokolwiek sądzicie, Caayn, nie dysponujecie siłami zdolnymi do obrony przed Imperium. Jeśli dziś odlecimy, wrócimy za tydzień, za miesiąc, z armadą tak wielką, że zakryje waszą gwiazdę. Czekaliśmy na kontakt z wami ponad sto lat, Caayn. Wytrzymamy jeszcze trochę. Przekaż moje słowa rein-voir, czy jakkolwiek się nazywa wasza "Matka". Jeśli chcecie wojny, będziecie ją mieli. Jeśli jednak faktycznie nie chcecie eskalacji konfliktu, odpowiedz na pytania: czy to wy zniszczyliście naszego Skipraya? Wykryliśmy dwanaście okrętów. Należą do Glassraghey? Co właściwie chcecie osiągnąć? Mieliśmy negocjować. Wyraźnie powiedziałem, że wezwanie posiłków uznamy za akt agresji.
A'Utapau pomasował kciukiem skroń.
- Czekam na gest dobrej woli, Caayn.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 18 Sty 2015, o 09:55

Mostek ISD Wraith
Przewidywany czas dotarcia przeciwnika 5 godzin 20 minut

Komandor Massimo ze spokojem wydawał rozkazy.
- Ogłosić alarm bojowy, wszyscy na stanowiska.
Mostek Wraitha rozgorzał po raz kolejny komunikatami i meldunkami Eskadra nieznacznie przyspieszyła ściągając równocześnie część myśliwców i bombowców i zastępując je nowymi. Z ISD wystrzelono sondę, niewielki obiekt z dużą prędkością oddalił się od okrętu. Dowódca eskadry nieznacznie zmienił kurs i rozesłał kolejne sondy zwiadowcze. Dane ze zwiadu elektronicznego powinny być dostępne w ciągu najbliższych minut. Pozostało czekać i liczyć na to, że zniszczenie Skipraya było nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. Massimo doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaką przewagę daje przeciwnikowi zasięg broni. Wierzył w Imperium i był zawodowym oficerem.
- pół naprzód.
Okręt drgnął a przez jego pokład przeszło delikatne drżenie. Eskadra Zeyd szła na spotkanie z przeznaczeniem.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Sala konferencyjna.

Caayn w naturalnym świetle prezentowała się znacznie lepiej. Nadal jednak było można dostrzec jej zdenerwowanie. Meredeth przyglądała się uważnie przybyszce, zdecydowanie coś poszło nie tak. Zielonoskóra była dobrą aktorką lecz analityczny umysł Chisski wyłapywał nawet najdrobniejsze sygnały niepewności. Powrót Tzima obie kobiety powitały z pewną ulgą. Caayn nie wyglądała na szczęśliwą, imperialni musieli odcisnąć niezłe piętno na planecie, a może to nie Imperium się bała. Wiedziała jedno. Nie może pozwolić na to żeby fer caggee starły się z imperialną flotyllą.
- zaraz połączę się z rein-voir, wtedy uzyskasz odpowiedź. - Kobieta ponownie zamknęła oczy i otworzyła kanał łączący Wraith'a z planetą. Matka siedziała już na swoim miejscu.
- Wasze istnienie jest zagrożone, nie chcieliśmy tego ale stało się. Fer caggee zostały wezwane, nie mamy wiele czasu. - kobieta mówiła znacznie szybciej. - Jeżeli nie osiągniemy porozumienia zanim Siostry dotrą na orbitę, rozmowy pokojowe zostaną zerwane. Fer caggee to nasze wojowniczki. Chronią naszą planetę i nic nie jest w stanie ich powstrzymać nawet wy. Chcemy jednak uniknąć rozlewu krwi. Proponuje waszą kapitulację i pozwolenie na wkroczenie naszych sił na pokład. W zamian zagwarantujemy ci nietykalność. - Kobieta mówiła z estymą i przekonaniem. Kimkolwiek były siostry, wglądało na to że nawet mieszkanki planety się ich bały. Tzim odniósł wrażenie, że Matka nie jest w stanie do końca ich kontrolować.

Stolica planety Glassraghey

Nagle Jego zmysły zostały wchłonięte. Stał teraz w tym samym pomieszczeniu które widział wcześniej. Czuł miłe ciepło, zapach oliwkowego ciała, a tuż przed nim stała Taitnyssagh rein-voir. Kobieta przewyższała go o głowę, a raczej odpowiedniczkę Caayn znajdującą się na planecie. Była zaiste posągowej urody, piękna i majestatyczna z oliwkowozłotą skórą i burzą blond włosów spływającą na plecy i piersi. Górowała nad nim w każdym aspekcie.
Mężczyzna chciał się rozejrzeć, ale nie był w stanie zrealizować tego pragnienia. Czuł się jak więzień w cudzym ciele. Matka nie pozwoliła mu jednak na długie oczekiwanie.

- Twoje imperium może wysyłać dowolną liczbę okrętów, nie boimy się was. Nie jesteśmy cywilizacją wojny i wasze ataki są dla nas nużące. Przybywasz na nasz świat i śmiesz dyktować warunki. Może się pomyliłyśmy, może jesteś taki sam jak wszyscy poprzedni. Przemyśl nasze słowa -głos kobiety był jak grzmot, dudnił echem w całym pomieszczeniu, atakował z każdej strony i przytłaczał - Fer caggee wykryły i zniszczyły wasz statek. Okręty które wykryliście należą do naszego Matriarchatu. Ich zadaniem jest ochrona naszej cywilizacji. Tym razem to my dajemy wam ostatnią szansę. Macie godzinę na odpowiedź i przekazanie jakiej gwarancji z naszej strony oczekujecie. A teraz odejdź.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Sala konferencyjna.

Caayn zaczerpnęła powietrza, jej skóra była pokryta potem a ona sama wyglądała jak ktoś kto przebiegł maraton. Najwyraźniej ten rodzaj aktywności wymagał od niej dużego wysiłku. Tzim stał bez ruchu dokładnie tam gdzie wcześniej. Meredeth przyglądała mu się z niepokojem.
- Sir, wszystko w porządku? - odważyła się wreszcie zadać pytanie. - Ona zamilkła a pan nie rusza się od dobrych kilkunastu sekund. Oczy obcej patrzyły to na Tzima, to na Caayn.
Tymczasem oliwkowoskóra podniosła się powoli ciężko opierając się na blacie. Uniosła głowę i spojrzała na Tzima i zaniepokojoną Chisskę.
- Przepraszam, - powiedziała. Jej mięśnie zagrały z wysiłku, dłonie pobielały wczepiając się w plastelowy blat który z głośnym trzaskiem pękł. Przy akompaniamencie strzałów z blasterów szturmowców i latających drzazg. Do środka pomieszczenia wpadł Wor-Wutt wraz z czwórką szturmowców. kolejne strzały były już zbędne. Porucznik sprawdził czynności życiowe delegatki.
- żyje, wygląda na to, że jednak blastery nastawione na ogłuszanie działają.
Spojrzał na dwa droidy sprzątające które niezdarnie zgarnęły rozbite śmieci i strzępy pozostałe po zniszczeniu stołu po czym zaczęły wzywać pomocy.
Meredeth spojrzała na Arcdiuka - nie mamy stu jeden stołów, prawda?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 20 Sty 2015, o 02:36

- Poruczniku Wor-Wutt...
Ty idioto.
- ... gratuluję czasu reakcji...
Ty kretynie.
Nerwowość udzieliła się wszystkim w sali. Nawet Meredeth stanęła w rozkroku, by przenieść ciężar do przodu i wykonać chwyt Echanich. A'Utapau był pełen podziwu zarówno dla tej pozy jak i poczucia humoru adiutantki.
- Następnym razem jednakże proszę nie ogłuszać gościa, panie poruczniku, dopóki nie wydam takiego rozkazu. Tym bardziej gościa ze statusem poselskim.
Albo skręcę ci kark.
A'Utapau nie był naprawdę zły, nie na Wor-Wutta. Szef ochrony wykonał po prostu swój obowiązek. Uznał, że Caayn stanowi zagrożenie i postąpił tak, jak powinien każdy imperialny oficer. W normalnych okolicznościach dostałby pochwałę. Nie był nawet odpowiedzialny za zajście personalnie, to szturmowcy otworzyli ogień.
Przynajmniej jej nie zabili.
- Zabierzcie delegatkę do ambulatorium - rozkazał Arcydiuk z przekąsem. - Dajcie środek trzeźwiący. I tym razem bez przemocy. Bez kajdanek, bez walenia po głowie wiązką ogłuszającą, bez agresji słownej. Nieważne, jak bardzo jest silna. To nasz gość. Jeśli ma ochotę wyładować się na meblach, to niech to robi.
- Sir, nie jestem pewna, czy ruszanie jej stąd to dobry pomysł - wtrąciła adiutantka. - Gdy się obudzi, będzie w szoku. Nowe otoczenie i nowe twarze pogorszą sprawę.
- Słusznie. Sprowadźcie pokładowego medyka tutaj. Bądź przy niej, gdy odzyska przytomność.


***


Arcydiuk wyszedł na korytarz i sztywnym krokiem ruszył do turbowindy. Zastanawiał się, czy reakcja Caayn wynikała z wysiłku, czy z próby sabotażu. A może to wina umysłu Inkwizytora? Był szkolony, by nie pozwalać telepatom i użytkownikom Mocy wchodzić do swojej głowy. Mógł nieświadomie zrobić delegatce krzywdę. Czy cała ta historia w ogóle była prawdziwa?
Fer caggee, czym były? Kastą wojowników? Jeśli Matka nie potrafiła ich kontrolować, można spróbować to wykorzystać. Niejedna cywilizacji została podbita dzięki podjudzeniu wewnętrznych sporów.
Może Caayn nie trzymała z Matką, a właśnie z wojowniczkami. Za to przepraszała? Wyraźnie powiedziała "przepraszam". Tzim nie zamierzał za nic przepraszać. Jeśli delegatka z nim pogrywała, będzie miała okazję, by przeprosić za to szczerze. Podczas wiwisekcji.
- Zawsze mogę się nią pożywić… - zaproponował nagle Derriphan. Inkwizytor niemal zapomniał, że ma stworzenie przy sobie, u pasa na magnetycznym zaczepie.
- Ucisz się albo wrócisz do kajuty jako ozdoba na stolik.
- Mógłbym ją opętać, wrócić na powierzchnię planety. No wiesz, podwójny agent. Cała planeta czułych na Moc! To jak wpuszczenie Nexu do zagrody Banth. Jestem stworzony do tej roli.
- Roli zdrajcy i kłamcy? Nie wątpię. Zorientują się. Zaraz, czy ja zacząłem z tobą dyskutować?
- Obaj jesteśmy w tym świetni, Tzim. Inkwizycja nie zna słowa "zdrada". Pamiętasz zagranie z tym młodym nadgorliwcem w Przestrzeni Huttów? Tym nieco szalonym. Ach, to były czasy, sialiśmy destrukcję. Jak się nazywał? Miał jakieś śmieszne imię.
- Marcelus - szepnął Tzim. - Miał na imię Marcelus.


Dawno, dawno temu w odległej galaktyce (jakieś dwadzieścia pięć lat wcześniej, Przestrzeń Huttów)

- Zdradzieckie psy! Obiecaliście nam azyl. Zabijaliśmy dla was Jedi!
Troje Sithów przylgnęło do siebie ramionami, wystawili świetlne miecze w obronie. Tzim przestąpił nad trupem czwartego, wycierając fragmentem płaszcza klingę miecza z kortozjum.
- Kogo nazywasz zdrajcą? - zaciekawił się Tzim. Zwyzywanie od psów mu nie przeszkadzało. Z jakiegoś punktu widzenia był przecież ogarem Imperatora. - To wy jesteście oskarżeni o zdradę.
Tzim przystanął i przyjrzał się pozycjom Sithów. Rozpoznawał otwartą stancję techniki zwanej Soresu. Nie podobało mu się to konkretne wykonanie. Zawsze wolał obserwować w niej Jedi, ponieważ mieli w sobie więcej elegancji.
Tuż obok A'Utapau kroczył jego partner, Marcelus. Młody Oficer Prawdy, świeżo przydzielony do komórki. Zdążył wyrobić sobie opinię wyjątkowo brutalnego i o ciętym języku. Inkwizytorów wspierała drużyna komandosów.
- Oszukiwaliście nas - warknęła wytatuowana Twi'lekkanka.
- Od początku tak to miało wyglądać. Wrobiliście nas - załkał drugi Sith. Nie był człowiekiem. Tzim nie potrafił rozpoznać, jaki gatunek reprezentuje. Przez te tatuaże wszyscy wyglądali tak samo.
- A wy daliście się wrobić - warknął Marcelus. - Co tylko dowodzi, że nie jesteście prawdziwymi Sithami.
Tzim wzruszył ramionami. Nie było sensu dalej z nimi dyskutować. Dał znak eskorcie.
Komandosi byli uzbrojeni w karabiny soniczne. Wycelowali w pierwszą ofiarę, fala dźwiękowa rozsadziła bębenki oraz organy wewnętrzne, z nosa i uszu Twi'lekkanki popłynęła krew. Padła na ziemię z przerażeniem w oczach, świetlny miecz był w tej sytuacji bezużyteczny.
Sithowie zostali przyparci do ściany. Tzim wiedział, co się teraz stanie. Dlatego się odsunął i pozwolił, by ostatni, desperacki atak, trafił w jednego z żołnierzy. Kolejny zryw już nie nastąpił. Komandosi oddali salwę, a Marcelus dorwał trzeciego Sitha. Tego, którego gatunek był nierozpoznawalny. Nie dało się go zidentyfikować nawet po rozczłonkowaniu.
- I to by było na tyle - uśmiechnął się Marcelus, wywijając świetlistą klingą.
- Nie, jeszcze nie - mruknął Tzim, wycelowawszy w plecy partnera lufę morelliańskiego miotacza. W ślad za nim poszli komandosi.
- Co?
- Rozkazano nam pozbyć się wszystkich użytkowników Mocy w tym sektorze. Ty też nim jesteś, Marcelusie. W dodatku zżera cię Ciemna Strona.
- Tzim... powiedz mi, czy wyglądam jak zeltrońska dziwka? - zapytał Marcelus z szaleństwem w oczach.
- Nie - odpowiedział Wysoki Inkwizytor z pełną powagą. - Nie wyglądasz.
- To dlaczego próbujesz mnie wydymać? Ciemna Strona? O czym ty mówisz? Jesteśmy...
- Wiem, kim jestem, Marcelusie. I widzę, kim ty jesteś. Chcesz coś powiedzieć na koniec?
- Tak. Na czarne kości imperatora, chcę! Żądam procesu!
- Skoro nalegasz. - Tzim opuścił miotacz i uśmiechnął się przyjacielsko, Marcelus odetchnął z ulgą. Komandosi spojrzeli po sobie. Myśleli, że widzieli już wszystko, co tajne służby mają do zaoferowania.
- Jaja sobie zrobiłeś. Na wszystkie Światy Jądra, napędziłeś mi...
- Inkwizytorze Marcelusie - zaczął szybko recytować Tzim - oskarżam cię o zdradę. Na mocy przydzielonych uprawnień, w imieniu Imperatora uznaję cię winnym. Kara: śmierć.
Tzim wskazał Marcelusa palcem. Derriphan wyleciał z magnetycznego więzienia i z dzikim, radosnym okrzykiem wgryzł się w młodszego Inkwizytora.
Przez parę sekund panowała cisza, kreatura wżerała się w umysł ofiary. Później ziemia zadrżała od wrzasku; nieludzkiego wycia. Pisku przypominającego zwierzę katowane przez sadystę.
- Słyszycie? - zapytał Tzim komandosów.
Nie słyszeli, wyłączyli odbiorniki w hełmach. Krzyki agonii człowieka torturowanego przez Derriphana nie były znośne dla żadnej istoty myślącej. Nie bez urazu na psychice.
Tzim słuchał i czyścił rękawice z krwi.
- To jak pieśń na cześć Galaktycznego Imperium.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith

Adiutantka dosłownie wybiegła z sali konferencyjnej za Inkwizytorem. Tzim się nie obejrzał, aby nie wprawić jej w zakłopotanie. Zwolnił i pozwolił, by go dogoniła z godnością imperialnego oficera.
- Meredeth? Prosiłem, byś została z delegatką.
- Lekarz będzie dopiero za parę minut. Sir, czy się pan dobrze czuje? Nie okazuje pan tego, ale wyczuwam gniew.
- Na Jedi to się nie nadajesz. Gniew? Przybyliśmy do obcego systemu z przekonaniem, że w razie jakichkolwiek komplikacji możemy użyć siły. Obcy grożą, że nas zniszczą, coraz więcej wskazuje na to, że nie blefują. Właśnie omal nie posłaliśmy na tamten świat ich delegatki. Sama delegatka to całkiem atrakcyjna kobieta o sile pięciu mężczyzn, w dodatku najwyraźniej z problemami emocjonalnymi. Imperator chce, żebyśmy załatwili sprawę pokojowo. Nie, Meredeth, to nie gniew, nie jestem zły. Tylko nieco skonfundowany.
- Może coś mocniejszego, sir?
- To nic nie da, Meredeth.
- Spróbować nie zaszkodzi. A może pomóc.
- Nie rozumiesz. Mój organizm rozkłada alkohol. Możesz mi załatwić szklankę ithoriańskiej herbaty.
- Denerwuje pana, że nie wie pan, jak dojść z obcymi do porozumienia?
- Już nie wiem, czy porozumienie w ogóle jest możliwe, Meredeth. Choć starają się izolować, obcy są w sumie do nas podobni. Nie chcą ustąpić, są przekonani o przewadze i wielkodusznie oferują pokój, zaznaczając przy tym, że nie do końca im na pokoju zależy.
- Pan ustąpił, sir.
- Tak uważasz?
- Zniszczyli naszą jednostkę.
- A my strzeliliśmy ich delegatce w łeb, chociaż gwarantowaliśmy jej bezpieczeństwo i dobre traktowanie. W dodatku mówili coś o szkodach, jakie wyrządziliśmy w przeszłości.
- Zginęło troje ludzi. Będzie trzeba powiadomić ich rodziny.
- Nie przejmowałbym się tym tak wcześnie. Jeśli czegoś nie zrobimy, zginą dziesiątki lub setki tysięcy. Przygotuj zasobny datapad.
- Jest coś, o czym pan nie mówi.
Żeby jedno, pomyślał Tzim.
- Caayn jest telepatką - podjął po chwili Arcydiuk. - Ale nasze połączenie jakimś sposobem zadziałało w dwie strony. Byłem na ich planecie, Meredeth. Myślami.
- Sir, mam sugestię. Właściwie scenariusz. Ale nie jest optymistyczny.
- Tym chętniej go poznam.
- Obcy nie są zainteresowani kontaktami z Imperium. Wykorzystują fakt, że staramy się utrzymać pokojowe stosunki. Najpierw grają na zwłokę, by przegrupować siły, dwanaście okrętów po drugiej stronie planety. Wysyłamy im zaproszenie, więc delegują szpiega, niepozorną kobietę, seksualnie atrakcyjną według naszych standardów. Szpieg jest telepatą, jego zadaniem jest namieszanie dowódcy w głowie, przekazanie fałszywych obrazów planety i jej tajemniczych mieszkańców, która nie jest dla nich w rzeczywistości niczym więcej, a źródłem surowców. Cel szpiega to zebranie informacji i odebranie zdolności taktycznej analizy. Nadal mamy przewagę. A gdy przybędą posiłki, po prostu nas zniszczą.
- Faktycznie to smutny scenariusz - stwierdził Arcydiuk. - Zakłada, że jestem idiotą.
- Przepraszam, sir.
- Nie przepraszaj, Meredeth. Czas pokaże. Może faktycznie nim jestem. A może jednak "jestem inny, niż moi poprzednicy".

***


Chissanka zasalutowała, odmaszerowała w kierunku sali konferencyjnej. Tzim ruszył na mostek. Meredeth zatrzymała się, przypomniała sobie o czymś nagle, odwróciła na pięcie i postawiła dwa kroki.
- Sir?
- Tak? - Arcydiuk zatrzymał drzwi turbowindy.
- Zapomniałam o czymś. Nie mamy ithoriańskiej herbaty.
- A to dlaczego?
- Na pokładach międzygwiezdnych okrętów nie wolno jej spożywać. Mamy tylko standardową herbatę imperialną.
- Skąd taki zakaz?
- Inkwizycja wprowadziła go prawie dziesięć lat temu.
Tzim A’Utapau wciąż nie był zły. Jeszcze nie. Zachichotał pod nosem, a szczerze zdarzało mu się to wyjątkowo rzadko. Mniej więcej raz na kilka lat.

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Mostek.

- Dowódca na mostku - poinformował donośnie komandor Massimo. Oficerowie stanęli na baczność.
Tzim przywołał zdalniaka. Popatrzył na urządzenia pokładowe, na oblicza przydzielonych mu ludzi. O ileż prościej jest zabijać, niż dowodzić.
- I jak negocjacje? - zapytał Massimo.
- Nie jest źle. - Twarz Arcydiuka nie drgnęła. Mówił swobodnie. - Najpierw poczekamy na wyniki sondy. A później kapitulujemy.
Ktoś z wrażenia upuścił kubek z kafeiną na konsolę.

Tzim ma własne warunki kapitulacji, ale wiele zależy od sondy
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 21 Sty 2015, o 18:53

Przewidywany czas dotarcia przeciwnika 4 godziny 50 minut

Hangar Strike Cruisera Sloth.

Zlatujące na pokład strike carriera myśliwce nie zwiastowały niczego dobrego, pracy była masa. Regulacje, kontrole drobne bieżące naprawy i bóg wie co jeszcze zamieniły spokojną zmianę mechaników w kanapkę nadziewaną zapierdolem. Znużeni Terry i Pratch kończyli zmianę. Pełznąc powoli w kierunku pryszniców. Zostało jeszcze umyć się i wypełnić papierki. I właśnie wypełniając dokumentację Pratch postanowił uświadomić nieco młodego pomocnika.
- Widzisz twoje problemy biorą się z braku doświadczenia i dyplomacji. Pokażę ci zaraz jak piszą raporty zawodowcy. Co my tu mamy. Starszy mechanik wyciągnięty z brudnego kombinezonu wyglądał znacznie mniej godnie, można by rzec że tatusiowato.
Co my tu mamy – powtórzył pochylając się nad konsolą, Terry ciekawie zerkał mu przez ramię. – przegląd bombowca scimtiar, problemy z podwoziem. – Uśmiechnął się lekko wspominając przygodę młodego z zaworem. – Zdiagnozowano awarię zawora, uszkodzony mechanizm wymieniono.
- „dziwne odczyty wskaźnika przyspieszenia”
- Napisz że wskaźnik również jest zdziwiony zachowaniem pilota.
– Starszy mechanik zgromił młodego wzrokiem, - ucz się hydromłotku, - Wskaźnik został dostrojony do preferencji pilota.
-No dobra nieźle, a co powiesz na to. „dziwne skrzypienie w kokpicie”
- „nasmarowano kokpit, skrzypienia nie stwierdzono” No dobra, -A z tym debilem co zrobimy?- Palec Terrego wskazywał na zgłoszenie o treści „nic nie działa poprawnie w tym złomie”
- Zresetowano ustawienia, skalibrowano systemy i przebadano wszystkie mechanizmy myśliwca. Stan Ok.
- Przecież nic nie zrobiliśmy,
- jak nie pracowałem przy nim.
- odpaliłeś skan i to nawet nie pełny a potem żarłeś i patrzyłeś jak się męczę z tym pieprzonym zaworem.
- ucz się młody bo całe życie będziesz z zaworami walczył No i uratowałem twoje kanapki niewdzięczniku.
- ale…

Wycie syren alarmowych, przerwało kreatywna działalność mechaników. Grupa Zeyd postawiona została w stan alarmu bojowego a to automatycznie oznaczało problemy. Starszy z mechaników błyskawicznie uzupełnił pozostałe raporty. Zwijaj się do wyra młody. Zanim zacznie się bitwa i ściągną wszystkich złap chwilę snu. Kiedy się zacznie nie będziemy mieli tego komfortu…


Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Sala konferencyjna.

<skrr> Nie musieliście od razu jej rozwalać, mały chyba się wkurwił.,<skrr>
<skrr> Wkurwił by się bardziej jak by oberwał w ryj stołem <skrr>
<skrr> nie można liczyć na wdzięczność, zwłaszcza od inkwizycji <skrr>
<skrr> dobra zbieramy się, następnym razem strzelać tylko na rozkaz, nawet jak będzie wam wyrywać nogi <skrr>
<skrr> Tak jest sir <skrr>


Szturmowcy stali niczym białe posągi, i nic nie wskazywało na ożywioną rozmowę na wewnętrznym kanale, Porucznik Wor-Wutt uniósł lekko głowę kobiety, umożliwiając uprzątnięcie spod niej resztek stołu. Nie wyglądała na taką twardą, a padła dopiero po czterech trafieniach. Mężczyzna odgarnął czarne włosy odsłaniając poparzenia na barku. W miejscu w którym trafił ją promień. Jej zielonkawa skóra pokryła się bąblami i solidnym zaczerwienieniem. Również jej ubranie znacznie ucierpiało w skutek trafień blasterów. Delikatna tkanina, była poprzepalana i zniszczona.
- Dawać tego medyka i jakieś ubranie, nie może tak chodzić po pokładzie. – porucznik wstał spoglądając na miejsce po zniszczonym stole. Musiał przyznać, że pokaz siły był widowiskowy. Meredith wyszła niezwłocznie po Arcydiuku, pozostawiając kobietę pod opieką doktora Wonga, mężczyzna może i miał tytuł ale na pewno nie z medycyny.
- Budzi się, szybko budzi się. - Caayn drgnęła i powoli otworzyła oczy. Na widok pochylającego się nad nią mężczyzny w mundurze ochrony zamknęła je ponownie.
- Wszystko w porządku, medyk zaraz tu będzie. Jest pani bezpieczna.
– Wong mówił powoli acz z dziwnym akcentem - doszło do niewielkiego nieporozumienia…
Do sali konferencyjnej wpadła Meredeth rozpychając mężczyzn pochyliła się nad Caayn.
- Miejsce dla medyka powiedziała - podnosząc omdlałą kobietę, ta ostatnia pod wpływem dotyku Chisski, jęknęła z bólu otwierając ponownie oczy.
- Nic wam nie powiem – wyszeptała Caayn, po czym ponownie zemdlała.
- wiesz może nie powinnaś uciskać oparzenia?
– Delikatnie jak na swoje możliwości zasugerował Wor-Wutt, rzeczywiście Meredeth podniosła ranną na tyle pechowo iż cała siła uchwytu skupiła się na poparzonym barku przybyszki. Chisska nieco mniej delikatnie puściła nieprzytomną na podłogę robiąc miejsce dla droida medycznego.
- Może powinieneś pilnować swoich spraw. Gdyby nie wasz błąd nie było by tej sytuacji. – kobieta zdecydowanie nie potrafiła sobie zdobywać przyjaciół wśród personelu, a jej reakcja wskazywała, że uchwyt mógł nie być przypadkowy. – Inkwizytor jest zły z powodu zranienia delegatki. Nie widzę powodu dla którego powinna zajmować się nią pańska grupa poruczniku. Proszę wymienić strażników na żołnierzy z garnizonu.
- Moi ludzie są lepiej przygotowani do tego typu zadań
– Wor-Wutt zaprotestował.
- Jak widać nie są, To rozkaz. – Chisska odwróciła się ostentacyjnie do blondyna i pochyliła nad nieprzytomną pacjentką. – co z nią?
- czynności życiowe w normie. Niedługo powinna się obudzić.
– maszyna beznamiętnie aplikowała piankę z hydrokortyzonem na oparzenia po trafieniach. Z blastera. Po czym sprawnie mocowała opatrunki. Kobieta została uniesiona i przebrana w imperialny strój zakrywający znacznie więcej niż poprzednie ubranie. Chisska przyglądała się całej procedurze. Delegatka była niemal idealna. Wiele ze znanych jej kobiet zrobiłoby wszystko żeby tak wyglądać.

Miejsce szturmowców, zajęła dwójka żołnierzy, bez białych pancerzy i z ręcznymi blasterami w kaburach wyglądali znacznie mniej przerażająco. Otoczona opieką kobieta dochodziła do siebie. Błękitnoskóra stała przy ustawionym tymczasowo łóżku, Arcydiuk odesłał ją do niańczenia zielonej babki tym samym odcinając Meredeth od informacji. Nie lubiła nie wiedzieć co się dzieje. Zwłaszcza, że ostatnia rozmowa z przełożonym nie przebiegła najlepiej.
- Możesz ją już wybudzić? – Spokojnym głosem zwróciła się do droida medycznego
- to powolna procedura. Związana z… - droid urwał wypowiedź. Jego system rozpoznawania ludzkich emocji nie był doskonały ale z pewnością dawał radę.
- możemy to nieco przyspieszyć.- Manipulator maszyny wbił igłę w ramię Caayn. Ellmer'eede'thaiana uśmiechnęła się sygnalizując to jedynie delikatnym drgnięciem kącika ust.

Mostek ISD Wraith

Twarz komandora była niczym kamienna maska kiedy zwrócił się do Tzima z prośbą o powtórzenie ostatniego zdania. Mostek był tak cichy że można było wręcz usłyszeć jak krople płynu skapują i uderzają o podłogę. Sekundę ciszy przerwał cichy dźwięk serwomotorów droida sprzątającego mknącego w kierunku plamy kafeiny. Tzim spokojnie powtórzył ostatnie zdanie. Tym razem nie było mowy o jakimkolwiek braku zrozumienia rozkazu. Weteran wielu bitew stał na swoim miejscu czując kupione na sobie oczy całej obsady. Wystarczył jeden rozkaz a ten rządzący się na jego okręcie wypierdek inkwizycji przestanie być problemem. Massimo nie był jednak politykiem był żołnierzem. I nie był głupi.
- zmniejszyć prędkość do manewrowej.
- Tak jest sir.
- słowa Arcydiuka mają pozostać na mostku, do momentu ogłoszenia lub odwołania decyzji. Zrozumiano?
- Tak jest sir.

Massimo podszedł do inkwizytora, postawny mężczyzna górował zdecydowanie nad Ardydiukiem. Mimo wszystko był oficerem i przestrzegał rozkazów. Pochylił się lekko nad Tzimem i cichym głosem zaproponował.
- Porozmawiajmy w mojej kajucie, na osobności. Jeżeli pański plan ma się udać wzajemne zaufanie może okazać się kluczowe.
Oficer ruszył w kierunku śluzy, mijając wyprężonych na baczność szturmowców.
- Pierwszy przejmujesz dowodzenie do mojego powrotu, informować mnie na bieżąco o zmianach sytuacji.
Wyszedł pozostawiając Tzima sam na sam z ciszą przerywaną nielicznymi informacjami przekazywanymi sobie przez obsadę mostka.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 26 Sty 2015, o 01:03

Gwiezdny Niszczyciel Typu Imperial II Wraith. Kajuta komandora Massimo.


Tzim odczekał stosowną chwilę i udał się za komandorem. Może i byłby zniesmaczony zachowaniem oficera, który pozwolił sobie zdecydowanie na zbyt wiele, ale zarazem kierowała nim ciekawość. Nie miał najmniejszego zamiaru tłumaczyć się ze swoich decyzji, a już na pewno jej zmieniać z przyczyn innych, niż drastyczna zmiana oceny sytuacji. Wysłuchanie Massimo jednak nic nie kosztowało. W Inkwizycji funkcjonowała obiegowa mądrość, w skrócie zalecająca dużo słuchać i dopiero później przeprowadzać egzekucje.
- Oszczędzę panu pytań - zaczął A'Utapau, gdy znaleźli się sam na sam. - W świetle nowych faktów dotyczących obcej cywilizacji chcę się zgodzić na zaproponowany przez nich... przez nie... układ. Przynajmniej w pewnej części.
Tzim obserwował reakcje komandora i szukał w nich gestu, miny, zmarszczki, westchnięcia, czegokolwiek, co mogłoby zostać odczytane jako sprzeciw.
- Dobrze się złożyło, że mamy okazję porozmawiać na osobności. Otrzyma pan ode mnie tajne rozkazy. Proszę uważnie nadstawić uszu.

***


Tzim prawie się zawahał.
- Nie będę zanudzał pana niepotrzebnymi szczegółami. Zgadzamy się na kapitulację - wypowiedział te słowa i sam się dziwił temu, jak brzmią. Zdarzało mu się w przeszłości udawać kapitulację, a nawet uciec z pola walki, jednak ta sytuacja była wyjątkowa. - Ale zaproponowane przez obcych warunki nie są do przyjęcia. Gwarancja nietykalności dla dowódcy to za mało, jestem odpowiedzialny za załogantów wszystkich międzygwiezdnych jednostek grupy, a obcy nie są w stanie zagwarantować ich bezpieczeństwa. Nie ufamy im wystarczająco. Nie poddamy im okrętów. Zamiast tego wycofa się pan, komandorze, na skraj układu do czasu osiągnięcia porozumienia, na dystans uniemożliwiający działania zaczepne żadnej ze stron.
- W ramach kapitulacji Arcydiuk Tzim, dowódca misji, to jest moja skromna osoba, zostanie przekazany ze statusem jeńca na powierzchnię planety. Tam zacznę rokowania.
Tzim uważał, że Fer caggee powinny przyjąć takie rozwiązanie. Pojmanie dowódcy inwazji to chyba wystarczający dowód, że Matka opanowała sytuację i nie trzeba zbrojnej interwencji.
- Przekazany zostanę ja, podporucznik Meredeth, doktor Wong i pani porucznik Smanters... Dlaczego ona? Bo mam taki kaprys.
I jeszcze dlatego, że czasem czynnik losowy potrafi być użyteczny. Ponieważ Zielona Planeta wyraźnie miała system matriarchalny, kolejna kobieta w grupie mogła być atutem.
- Delegatka Caayn również z nami pójdzie - dodał po chwili. - Chętnie wysłucham sugestii, o kogo uzupełnić grupę. Zna pan swoich ludzi.
W pierwszej myśli Arcydiuk chciał zachować delegatkę na pokładzie jako gwarant swojego bezpieczeństwa. W najgorszym razie Caayn mogłaby posłużyć do wymiany jeńców. Jednak wziąwszy pod uwagę słowa Matki, Caayn była spisana na straty od początku, jej wartość nie była współmierna do uwięzienia Tzima. Przetrzymanie jej na pokładzie było wliczone w bilans Glassraghey, przewidziane i przemyślane. Z kolei oddanie jej bez słowa, bezinteresownie - to mogło zaskoczyć. A zaskoczenie było dokładnie tym, co chciał osiągnąć Inkwizytor.
- Wiem, że moja decyzja wydaje się kontrowersyjna. Nie zależy mi na poparciu i nie oczekuję, że zostanie zrozumiana. Jeśli jest pan jednak ciekaw uzasadnienia; jest nim chłodna logika. Moją misją jest nawiązanie relacji z obcą cywilizacją. Gdyby doszło do walki, jako dowódca taktyczny sprawdzi się pan, Massimo, równie dobrze co ja, a pewnie lepiej. Na powierzchni planety z kolei mogę coś zdziałać. Innymi słowy, rozdzielając się, zwiększamy możliwości. W ciemno, ale jednak.
Tzim właściwie nie widział jeszcze, czym może być to "coś", ale generalnie nie skłamał. Jeśli miał jakkolwiek się wykazać, musiał do tego stworzyć sobie warunki.
- Weźmiemy ze sobą szerokopasmowy komunikator i pozostaniemy w kontakcie. A teraz najważniejsze: jeśli stracimy łączność, a obcy nie będą odpowiadać na wezwania, przeprowadzi pan atak dokładnie po trzydziestu sześciu godzinach od momentu, gdy opuścimy pokład. Zostawiam w pana rękach całą eskadrę, komandorze. I wiem, że pan sobie poradzi.
Arcydiuk nie ufał komandorowi. Nikomu nie ufał. Może poza pewnym zwariowanym Morellianinem, który aktualnie przebywał na Taris. W tej chwili przydałby się jako towarzysz bardziej niż kiedykolwiek.
- Zanim się pan zdziwi, zdenerwuje, czy cokolwiek panu w duszy gra, obcy jeszcze się nie zgodzili. Nie uprzedzajmy faktów. Odczytajmy wyniki sondy i poczekajmy, aż nasz żywy transmiter się obudzi. A teraz słucham opinii.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2015, o 19:32

ISD Wraith - Kwatera Komandora Massimo

Massimo siedział spokojnie za swoim biurkiem, podczas gdy inkwizytor wyjawiał mu szczegóły swojego ambitnego panu. Z szuflady wyciągnął podłużny przedmiot, przez chwilę manipulował nim ostrożnie przycinając jeden z jego końców.
- Wyłączyć czujniki przeciwpożarowe.
- Czujniki wyłączone. –
odparł mechaniczny głos z głośnika umieszczonego w biurku.
- Wor-Wutt, dopilnuj żeby nie przeszkadzano nam w rozmowie.
- Tak jest.

Komandor uśmiechnął się lekko i odpalił cygaro. Zaciągnął się białym dymem, roztaczając wokół siebie miły lecz drażniący nieco zapach.
-Wybaczy pan, że nie częstuje ale trzymam je na specjalną okazję, - Komandor wstał z fotela patrząc na ścianę za plecami Tzima. Ścianę zdobiły zdjęcia z przebiegu kariery admirała. Uściski dłoni, mostki, modele okrętów na których mężczyzna służył, układały się w zgrabnie złożoną historię kariery. Weteran skupił się jednak na swoim gościu i przedstawionej przez niego opcji działań.
- Wybaczy pan,- powtórzył - ale za 36 godzin przeciwnik będzie miał przynajmniej trzykrotną przewagę a pański rozkaz jest de facto wyrokiem śmierci dla mnie i moich ludzi. Pan siedzi w niewoli i gra niewiniątko a my giniemy – Massimo uśmiechnął się delikatnie. – Oczywiście mógłbym powiedzieć „Tak jest” i zostawić tam pana na pastwę naszych wojowniczych zielonoskórych. Nie jest to jednak w moim interesie. Dlatego jeżeli nie uda się panu rozwiązać sytuacji dyplomatycznie sugeruję odwrót i powrócenie tu z większymi siłami.
Komandor zaciągnął się po raz kolejny cygarem, siadając naprzeciw Arcydiuka. Pochylił się lekko w jego stronę
- Szanuję pańską szczerość, przynajmniej na tyle na ile może pan sobie na nią pozwolić, nie jest pan głupcem. Zakładam zatem że nie… - głośny sygnał komunikatora przerwał w pół słowa, zirytowany lekko oficer aktywował holoekran. Na nim znajdowała się śmiertelnie poważna twarz Wor–Wutta. Blondyn zaraportował nieco grobowym głosem. – Proszę wybaczyć komandorze, straciliśmy kolejnego Skipray’a. Jednak… musi pan to zobaczyć.


Przestrzeń po drugiej stronie planety

-Duch jeden do Cmentarza – łącznościowiec skipraya, najwyraźniej nie był służbistą. – Kate zgłoś się?
-CSV1, zgłaszam się, przestań nabijać się z Wraitha,
- kobiecy głos był znacznie bardziej profesjonalny – Żarty się skończyły, straciliśmy trójkę. Macie wracać do bazy zaraz zastąpią was sondy.
-Fiefrek!!
– głos mężczyzny wskazywał, że nastrój żartownisia przysnął – Przyjąłem zaraz…
W tle rozległ się zduszony okrzyk operatora sensorów a chwilę później dołączyły do niego podekscytowane głosy reszty załogi. Podsłuchująca kobieta zdała sobie sprawę że coś jest bardzo nie tak.
- Mike, odezwij się co się dzieje, Mike!! CSV1 wywołuje GR1 zgłoście się – głos kobiety lekko drżał mimo zachowywania pozorów, można w nim było wyczuć zmartwienie – Mike!! Przestań się wygłupiać.
- Tu GR1, odkryliśmy pole zniszczeń, przesyłamy koordynaty i odczyty ze skanerów. Ktoś tu stoczył konkretną bitwę. Podlatujemy bliżej te okręty wyglądają na imperialne.
- Wracajcie, wyślemy tam sondę słyszycie.
- za późno, wykryli nas. Dwa obiekty godzina 1.

GR1, nadal nadawał a kobieta mogła tylko bezsilnie przysłuchiwać się temu co działo się w przestrzeni. Załoga tymczasem przygotowywała się do starcia z nadlatującymi od strony pola zniszczeń pojazdami obcych. Były to dwa piramidalne statki poruszające się z dużą prędkością w stronę imperialnej jednostki. Obiekty szybko rozdzieliły się zmierzając do oskrzydlenia Imperialnej kanonierki. Jej dowódca podjął decyzję o aktywacji uzbrojenia.
- Kurs przechwytujący, zbliżamy się do bandyty 1. Pełna moc tarcz. Nie dostaną nas bez walki.
- Drugi obiekt zbliża się godzina 4 zaraz będziemy mieli go na ogonie.
- Jest szybki
- Nie mogę go namierzyć, dobra jest.
- przygotować się do otwarcia ognia.
- Ognia!!!

Kate usłyszała jak działka kanonierki bluzgnęły ogniem, długa seria boltów z pewnością trafiła w przeciwnika. Kate nie słyszała jednak niczego więcej
- Achuta!! - krzyk w słuchawkach dziewczyny nie napawał optymizmem - skurwysyn.
- Zbliżają się, Dawaj wszystko co mamy
- namierzam!!!
- Strzelają, Ognia!!!
- Dostał!! Haha!! –
Kate westchnęła z ulgą czując spływające po policzku łzy, nagle trzask i wszystko ucichło.
- CSV1 do GR1, zgłoś się! GR1… Mike… zgłoś się… GR1 odbiór… słyszycie mnie. – przepełniony łzami głos operatorki wybrzmiał po raz ostatni… nagranie skończyło się.

Z głośnika dobiegł znajomy głos.
- Nasza kanonierka ostrzelała i uszkodziła jeden z tych piramidalnych statków, wygląda że tym razem to my zaczęliśmy strzelać. – Wor-wutt, był rzeczowy, można rzec że bezduszny – Skany z kanonierki.
Dalszą część transmisji pozostawił bez komentarza.

W przestrzeni unosiły się wraki kilkunastu jednostek, pierwsze co rzucało się w oczy to wielki wypalony wrak Imperialnego gwiezdnego niszczyciela… zaraz za nim unosił się w przestrzeni charakterystyczny mostek Victroy oraz fragmenty kadłuba nebulona. Tzim był całkiem pewien że w głębi pola zniszczeń znajdowały się jeszcze dwa charakterystyczne klinowate kształty. W jednej z mniejszych zniszczonych jednostek rozpoznał kształt Lancera. Massimo, który również oglądał przekaz uważnie obserwował twarz Arcydiuka. Przekaz skończył się w momencie gdy w kierunku kanonierki ruszyły dwa obiekty wyłaniając się z pola zniszczeń. Załoga przekierowała zasilanie z sensorów do systemów bojowych urywając tym samym transmisję. Hologram wyłączył się a Massimo pociągnął kolejny raz porcję dymu ze swojego cygara.

ISD Wraith - Kwatera Komandora Massimo

- Wygląda na to że musimy zagrać w otwarte karty. Arcydiuku. Oto powód dla którego cię zaprosiłem
Komandor przełączył dwa przyciski, holoekran zamigotał i oczom Tzima ukazała się olbrzymia imperialna flota. Co najmniej dwadzieścia ISD z pełnym wsparciem otoczonych dziesiątkami jak nie setkami mniejszych okrętów. Obraz zatrzymał się a Massimo spoglądając poprzez migoczący holoekran na swojego rozmówcę stwierdził krótko.
– Flota Sektorowa, admirała Borsera. Cała pieprzona flota sektorowa, w odległości 10 minut świetlnych od nas. Nie wiem jak pan ale ja mam pewność, że jesteśmy przynętą. Komandor wstał świdrując wzrokiem siedzącego Inkwizytora.
- Nie sądzę żeby ktoś zlecił panu pozbycie się mnie Arcydiuku. – Oficer wyglądał śmiertelnie poważnie, kiedy wypowiadał ostatnie słowa. – Lecz jeżeli jest choć cień szansy że moja śmierć wyciągnęłaby z tego bagna moich ludzi… - mężczyzna zawiesił na chwilę głos, po czym otworzył szufladę biurka i wyjął z niej niewielki blaster. Patrząc prosto w oczy Tzima - Z pańskiej miny wnioskuję, że jest pan doskonałym aktorem... albo nie jestem celem tego spisku.Co nieco komplikuje sprawę Massimo westchnął. Obawiam się, że obaj mamy ten sam problem Arcydiuku. Czegoś mocniejszego? Oficer pozostawił blaster na stole i ostentacyjnie odwrócił się plecami do Tzima sięgając do niewielkiej szafeczki i przygotowując sobie drinka.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 8 Wrz 2015, o 16:38

Tzim był pod wrażeniem. Komandor Massimo okazał się człowiekiem honoru. Na rodzimej planecie Tzima mawiało się o takich, że "mają jaja". Massimo miał jaja jak dwa generatory gwiezdnego niszczyciela. Gotów był poświęcić życie, byle tylko zapewnić bezpieczeństwo własnej załodze.
- Nie, dziękuję. Nie piję.
Inkwizytor bez słowa podniósł blaster, kątem oka obserwując reakcję komandora. Żałował, że sytuacja nie jest aż tak prosta. Z wielkim żalem, ale jednak, gdyby faktycznie chodziło o pozbycie się komandora, strzeliłby mu teraz w plecy.
Odłożył blaster na stół.
A'Utapau postanowił, że jeśli wyjdą z tego cało, popchnie komandora na sam szczyt. Da mu narzędzia, o których każdy karierowicz mógłby pomarzyć; informacje, wsparcie z Potrójnego Zera i środki finansowe. Massimo zdeklasyfikuje konkurencję i zajdzie naprawdę wysoko. Kto wie, może nawet zostanie Wielkim Admirałem. Zajmie to zapewne długie lata, będzie kosztowało karierę parę innych osób, w tle pojawią się szantaże, być może fałszywe procesy, zapewne skrytobójstwo. Z cienia A'Utapau zarzuci pajęczą sieć, ledwie widoczną, jak lalkarze poruszający kukiełkami i zdalnie przesteruje drogę komandora na szczyt.
Oczywiście Arcydiuk nie zrobi tego wszystkiego bezinteresownie. Dobrze będzie mieć wśród przyjaciół kolejnego wysokiego oficera. A później jego syna i wnuka. Tak, zrobi to dla Massimo i dla siebie. Ale przede wszystkim - zrobi to dla Imperium.
- Wygląda na to, że obaj zostaliśmy oszukani.
Arcydiuk nie musiał mówić nic więcej. Zrazu po ujrzeniu floty sektorowej admirała w umyśle Tzima zarysowały się scenariusze możliwych intryg, lecz później wszystkie myśli zbiegły się ku jednej, jak drogi w antycznym państwie zawsze prowadziły do stolicy.
Nie chodziło o komandora Massimo. Zresztą była setka prostszych sposobów, by się go pozbyć.
Nie chodziło też raczej o samego Arcydiuka. Intryga zakładająca zaangażowanie całej floty sektorowej, by zlikwidować Inkwizytora pod pretekstem manewrów przy Glassraghey wielce mu schlebiała, jednakże nie była wystarczająco prawdopodobna. Minęły już czasy podobnych podchodów i rozdzielania władzy. Ci, którzy byli wystarczająco potężni w imperialnej hierarchii, mogli zlikwidować Tzima poprzez Imperatora. Ci, którzy nie mieli odpowiedniej pozycji, nie ryzykowaliby konfrontacji z Inkwizytorem. Oczywiście zawsze zostawała pewna doza prawdopodobieństwa - chęć zemsty przez pokrzywdzonego przed laty lub brak racjonalizmu przeciwnika.
Jeśli nawet ktoś chciał się pozbyć Arcydiuka Utapau, nie wykorzystywał w tym celu komandora, czego najlepszy dowód dawał blaster leżący na stole. To była ważna informacja.
Nie, raczej nie chodziło Tzima. Więc o co?
Najprostsza odpowiedź?
O pieniądze.
O hiperbarydy i potencjał Zielonej Planety. Wygląda na to, że gra toczyła się o dużą stawkę w skali galaktycznej, większą zapewne, niż rola Inkwizycji. Arcydiuk Tzim A'Utapau został wysłany na Glassraghey, ponieważ jej mieszkańcy byli zdolni do posługiwania się Mocą, ale to w sile ognia pokładano faktyczne nadzieje. To nie była misja Tzima. Jak powiedział komandor...
- Tak, wszystko wskazuje na to, że jesteśmy przynętą. Odkryte wraki sugerują, że nie jest to pierwsza nasza próba podbicia planety.
Tzim widział tylko jedno sensowne rozwiązanie.
- W świetle naszej misji niczego to nie zmienia, komandorze. Cokolwiek ta flota robi w pogotowiu, z jakiegoś powodu nie zostaliśmy o niej poinformowani. Oni mają swoje rozkazy, a my swoje. Pan, komandorze... również otrzymał rozkazy. Wykonać.
Tzim opuścił kajutę kapitana, by wraz z podporucznik Meredeth, Caayn, doktor Wong i panią porucznik Smanters udać się na powierzchnię Zielonej Planety.

Sorry za opóźnienie :roll:
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 8 Wrz 2015, o 22:32

4 godziny do dotarcia posiłków przeciwnika.

Inkwizytor wyszedł zaś Massimo zaciągnął się dymem. Mężczyzna zdał test, z pewnością nie był jednym z tych pieprzonych psychopatów mordujących wszystkich w koło. Kim zatem był jego tajemniczy pasażer. Zgasił powoli cygaro i wydał kilka poleceń zgodnych z wytycznymi Tzima. Eskadra powoli przeszła na szyk defensywny ściągając większość patroli zaś w kierunku hangaru zostali wysłani szturmowcy eskorty mający towarzyszyć Arcydiukowi i jego niewielkiej świcie.

Pokład Hangarowy ISD Wraith.

Caayn Stała w swej zwiewnej szacie w pobliżu włazu do statku którym przyleciała. Maszyna była sprawna zaś kobieta usilnie nalegała by polecieć właśnie jej transportowcem. Massimo zgodził się, nie było sensu wysyłać przeciwnikowi kolejnych jednostek przeznaczonych na zniszczenie, zwłaszcza w sytuacji w której jego technicy zbadali co mogli bez rozkładania obcej jednostki na czynniki pierwsze. Sam pojazd był nienaruszony i z pewnością mógł wrócić tam skąd przybył. W niespełna pół godziny od ostatniego starcia Imperialnej kanonierki z Piramidalnymi statkami naprzeciwko pięknej obcej stanął sam Arcydiuk ze swoja świtą. Dumnie wyprostowaną zimną błękitnoskórą Chisską. Uśmiechniętym od ucha do ucha doktorem, oraz skrytą za jego plecami i przerażoną młodą porucznik. z tyłu stała zaś dwójka szturmowców w cywilnych ciuchach. Mierząca prawie dwa metry wzrostu Herga Hummel i równie rosły Greg Frund. Massimo nie wybrał ich przypadkowo, może nie byli najbystrzejszymi osobnikami w stadzie, z pewnością jednak mogli się pochwalić imponującym dorobkiem tytułów i zwycięstw w walce wręcz. Solidnie umięśniona para zdecydowanie górowała nad resztą zespołu, nie budząc raczej wątpliwości co do swej roli.

- Zapraszam wszystkich na pokład, na Glassraghey jest dość ciepło dlatego nie musicie brać bagaży. Zapewnimy naszym gościom wszystko co niezbędne Kobieta zachęciła Arcydiuka do wejścia na pokład, a w ślad za nim podążyła reszta jego orszaku. Rzeczywiście Caayn nie kłamała. Jak tylko uruchomiła pojazd temperatura w jego wnętrzu podniosła się co zaowocowało ewidentnym dyskomfortem u Meredeth. Zimnoluba chisska najgorzej ze wszystkich znosiła wysoką temperaturę. Podróż trwała jednak niezwykle krótko, a może zwyczajnie nie byli w stanie ocenić jak długo z racji całkowitego braku okien i pozostawania w stosunkowo wąskiej części pasażerskiej.

Mostek ISD Wraith

-Myśliwce eskortujące wycofały się zgodnie z rozkazem Prom obcych zbliża się do konstrukcji po drugiej stronie planety.
-Wycofać nasze pozostałe maszyny
-tak jest sir
-chciał negocjować, niech negocjuje. W tym szaleństwie może być metoda.

Stojący na mostku Gwiezdnego niszczyciela starszy już Oficer zastanawiał się nad swoją rolą w tym przedstawieniu. Był tylko małym nic nie znaczącym pionkiem w rozgrywce znacznie większych graczy. I mógł czekać. Spojrzał na bezlitosny chronometr. Jeszcze cztery godziny.

Instalacja Obcych

Latający walec prowadzony przez Caayn zadokował a ambasadorka opuściła kokpit. Mijając swych spoconych pasażerów doszła do śluzy która otworzyła się z lekkim sykiem. Wyrównanie ciśnień zmusiło Porucznik Smanters do głośnego przełknięcia śliny. Było jej gorąco a mundur lepił się do ciała w strategicznych miejscach. Z pewnością zniosła podróż lepiej niż Chisska którą właśnie wynosiła z pojazdu szeregowa Herga. Również Arcydiuk raczył opuścić transportowiec a jego oczom ukazała się...

... Szeroka i dobrze oświetlona aula wypełniona roślinami i dziwnymi dziełami sztuki, przypominającymi nieco twórczość ludów pierwotnych. Jednak nie to przykuło uwagę wychodzących członków delegacji. Na środku stały w dwuszeregu dziewczynki, na oko dwunastoletnie, każda z nich ubrana była w obcisły kombinezon i ściskała w dłoniach dziwnie wyglądający karabin. Broń znajdowała się co prawda w pozycji "prezentuj broń" a jej właścicielki nie wyglądały na groźne. Za szpalerem sześciu dziewczynek, znajdowała się niewielka altana w której siedziała kolejna, tym razem wyglądająca na znacznie starszą, kobieta. To do niej podeszła Caayn kłaniając się z szacunkiem.
-Witam na naszej stacji, Jestem Shaanli, zarządzam tą instalacją Głos starszej kobiety był znacznie donośniejszy niż się mogło wydawać. Wybaczcie eskortę, ale wolimy uniknąć incydentów, oczywiście jesteście naszymi gośćmi i zostaniecie przetransportowani na powierzchnię tak szybko jak będzie to możliwe. Tymczasem jednak muszę was prosić o udanie się za Caayn, wskaże wam miejsca spoczynku w którym będziecie mogli się przebrać i umyć. Czy wasza towarzyszka potrzebuje pomocy? Widok słaniającej się na nogach Chsski podtrzymywanej przez wielką kobietę z pewnością zaniepokoił zarządzającą. Mimo swojej "gwardii" wydawała się być lekko zaniepokojona.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 9 Wrz 2015, o 16:24

- Czytaliście wyniki ze skanu - powiedział Tzim jeszcze w promie do reszty grupy. - Doktorze Wong, proszę przypomnieć najistotniejsze fakty.
- Glassraghey ma zabójcze dla ludzkiego układu oddechowego stężenie dwutlenku węgla - wyrecytował naukowiec. - Przydadzą się maski. Z powodu prawie dwukrotnie zwiększonej grawitacji będziemy odczuwać silne zmęczenie. Przede wszystkim jednak organy wewnętrzne mogą reagować nieprawidłowo. Najbezpieczniej i najzdrowiej będzie niczego nie spożywać. Żołądek i jelita, przemieszczone w wyniku ciążenia, mogą się dodatkowo zbuntować. W połączeniu z temperaturą niewykluczone są omdlenia.
W praktyce oznaczało to, że przyzwyczajeni do standardowego, sztucznego ciążenia dochodzącego niecałych 10 metrów na sekundę kwadrat dżentelistoty są bezbronne na Zielonej Planecie. Gwałtowne ruchy w tych okolicznościach mogłoby być zabójcze, nie wspominając o walce. Standardowo w podobnych warunkach korzystano z egzoszkieletów. Tzim bywał na światach o różnym przyśpieszeniu, ale nawet z bagażem doświadczeń nie mógł przeskoczyć zwykłej fizyki. Szturmowcy również. Obecność dwojga z nich dawała jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa. A'Utapau nie miał złudzeń, że jego drużyna miałaby jakiekolwiek szanse obrony w przypadku agresji obcych. Nie. Byli skazani na łaskę gospodarzy.
Spojrzał na Caayn.
To dziwne, że środowisko Glassraghey stworzyło podobną istotę - na logikę spodziewać się raczej można było ludzi niskich i krępych. Być może mieszkańcy Zielonej Planety nie byli autochtonami. Skolonizowali ją w niesprecyzowanej przeszłości i dostosowali się jedynie masą mięśniową. Sama Caayn też nie była wiarygodnym archetypem Glassragheyanki.
- Co z tobą, Meredeth? Będziesz wymiotować? Jeśli tak, to z dala ode mnie. Weź się w garść. Jesteś oficerem Imperium.
Po tych ciepłych słowach Tzim opuścił transportowiec.

***


Arcydiuk zbył kiepskie samopoczucie doradczyni uśmiechem.
- Pospolite dolegliwości środowiskowe. Nic, co nie przejdzie z czasem. Chętnie skorzystamy z gościny, choć zaznaczam też, że zależy nam na czasie. Rozumiesz chyba, administratorko Shaanli - Tzim nie był pewny, czy prawidłowo wymawia imię obcej - nasi towarzysze są dość zaniepokojeni dotychczasowym przebiegiem kontaktu między naszymi cywilizacjami. Im szybciej uda nam się porozumieć, tym lepiej.
Tzim miał na końcu języka niedbałe stwierdzenie, że ostatnim, czego potrzebuje, jest mycie się w wodzie (wodzie!), która zawiera nieznane minerały. Minutowa wizyta w standardowym odświeżaczu na niszczycielu zostawiłaby go sterylnie czystym. Nie wypowiedział jednak swych myśli. Dla niektórych kultur higiena była elementem etykiety. Na pewnej pustynnej planecie brak umycia rąk podczas pobytu w gościnie był obrazą.
Tzim długo, zdecydowanie dłużej, niż było to w dobrym tonie, przyglądał się dziewczynkom.
- Czy nie są zbyt młode na wartowniczki?
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Mistrz Gry » 10 Wrz 2015, o 17:55

Pytanie inkwizytora zostało skwitowane delikatnym uśmiechem.
– Proszę się nie martwić, poradzą sobie. Caayn zostanie z wami, zaś strażniczki odprowadzą was do pomieszczeń.
Starsza kobieta zastygła w bezruchu, zaś niewielkie acz uzbrojone wojowniczki zajęły miejsca przy członkach delegacji. Tzim wykorzystał tą okazję, jak i krótki spacer korytarzami stacji, na dokładniejsze przyjrzenie się dziewczynkom. Fizycznie i na pierwszy rzut oka nie odbiegały od ludzkich dzieci, jednak dokładniejsza obserwacja wykryła parę istotnych różnic. Oczy były nieco większe niż by to wynikało z proporcji, podobnie zaburzona była proporcja uszu oraz rzucające się w oczy spore nosy. Oprócz tego dziewczynki miały dziwnie rozwinięty układ mięśniowy. Arcydiuk nie był ekspertem od biologii, jednak szybkie spojrzenie na Wonga, również bacznie przyglądającego się eskorcie upewniło go, że nie tylko on dostrzegł różnice. Wędrówka nie trwała długo i już po kilku minutach znaleźli się przed śluza, za którą znajdowało się pomieszczenie gościnne.
Pierwsze co rzuciło się w oczy to wygląd umeblowania. Zarówno stół, łóżka jak i krzesła były organiczne i wyglądały na żywe. Podobnie jak wielkie podobne do kwiatów świecące lekką poświatą struktury znajdujące się przy ścianie pomieszczenia. Caayn śmiało przekroczyła próg, a za nią reszta przybyszów. Strażniczki tym razem zostały pod drzwiami. Ledwie przekroczyli śluzę, a temperatura w pomieszczeniu gwałtownie spadła do akceptowalnego poziomu. Chisska przyjęła tą zmianę z wyraźną radością, nie zawahała się jednak ani chwili siadając na organicznym krześle, które z mruczeniem dopasowało się do jej kształtów pozwalając na przyjęcie najwygodniejszej pozycji. Oboje szturmowcy stali wyprostowani patrząc przed siebie, zaś Wong i jego młoda towarzyszka rozglądali się zaciekawieni.
– To tymczasowe pomieszczenie, w którym zostaniecie dostosowani do warunków panujących na powierzchni. – Caayn uśmiechnęła się wskazując dłoniom na kielichopodobne struktury stojące przy ścianie. – Procedura jest nieco nieprzyjemna, jednak to jedyny znany nam sposób na umożliwienie wam przeżycia na powierzchni Glassraghey. Wasza anatomia jest niekompatybilna. Nie obawiajcie się jednak. Przystosowanie jest całkowicie bezpieczne i nie zagraża życiu lub zdrowiu. Aby tego dowieść pójdę pierwsza.
Kobieta podeszła do jednego z kielichów i rozebrała się do naga. Dotknęła kwiatu dłonią, a jego płatki rozstąpiły się wpuszczając ją do wnętrza i zamykając się bezszelestnie. Reszta zebranych patrzyła z niedowierzaniem na pozostałą na ziemi szatę kobiety, jak i na kielich. Kwiat zaczął drżeć lekko, a w jego lekko przejrzystym wnętrzu najwyraźniej zachodził jakiś proces. Kilka minut później Kielich poszarzał i ponownie rozsunął się wypuszczając swoją zawartość. Na podłogę wyszła niewysoka postać nie przypominająca jednak zbytnio dawnej Caayn.
Obleczona w brązową skórę istota miała wielkie czarne oczy i znacznie powiększone mięśnie. Kończyny były zakończone czterema chwytnymi przeciwstawnymi palcami zaś stopy nieco przypominały korzenie drzewa. Otwór gębowy nie przypominał ust w standardowym ich znaczeniu. Był raczej systemem filtrów przypominających skrzela z wijącymi się witkami wyrastającymi w miejscu nosa. Chwilowy szok na widok nowego wcielenia Caayn został przerwany w momencie, gdy stworzenie się odezwało.
– Nie wygląda zbyt estetycznie, ale to najlepszy z dotychczas wychodowanych symbiontów, jestem absolutnie pewna, że poczujecie się w nim jak we własnej skórze. Chroni całkowicie przed klimatem planety, jak i przed innymi niebezpieczeństwami. Pamiętajcie tylko o zdjęciu ubrania, materiał i syntetyczne tworzywa wywołują reakcję alergiczną i wtedy połączenie może nie dojść do skutku. Zapraszam.
Łapa Caayn wykonała zachęcający gest w kierunku pozostałych komór. Twarze zgromadzonych wyrażały najprzeróżniejsze emocje od „Chyba was popierdoliło”, przez rezygnację, aż po kamienne oblicze Inkwizytora.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zewnętrzne Rubieże] Glassraghey

Postprzez Tzim A'Utapau » 23 Wrz 2015, o 12:05

Tzim zdjął rękawiczki. A później całą resztę.
- Nie wiem, na co czekacie? - Uniósł brwi, gdy pozostali członkowie grupy wyraźnie się ociągali. Oczywiście też mu się nie podobała perspektywa połączenia z obcym organizmem, ale nie widział żadnego innego logicznego rozwiązania. Nie mogli się wycofać. Czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na umysł? A może wejdzie do środka jako Inkwizytor Imperium, a wyjdzie jako agent Glassraghey? Z wypranym mózgiem, zmodyfikowany genetycznie, roślinka na usługach Matki. Chyba jedyną osobą, która wydawała się zadowolona, podniecona w pozytywny sposób i szczerze zaciekawiona był doktor Wong.
- Mam dać się zgwałcić temu czemuś... - powiedział jeden ze szturmowców.
- Nie wygląda na to, by dochodziło do procesu kopulacji - odparł doktor, pośpiesznie rozpinając fartuch, nie zrozumiawszy humoru żołnierzy.
Arcydiuk nagi stanął przed kielichem kwiatu, a mimo wieku prezentował się jak ludzki mężczyzna w najlepszych latach. Gdyby był wyższy, spełniałby warunki na standardowego człowieka Wysokiej Kultury z okresu Palpatine'a.
Teraz już nie oglądał się na pozostałych, szczególnie na porucznik Smanters i Meredeth. Doradczyni była atrakcyjną kobietą, chętnie zlustrowałby jej ciało, ale była także oficerem Imperium, dumnym i zdyscyplinowanym; Tzim nie widział powodu, by odbierać jej godność, w dodatku w tak wulgarny, prostacki sposób. Zresztą pożądanie przychodziło mu coraz rzadziej. Słyszał szelest munduru za sobą i oczyma wyobraźni zobaczył niebieską skórę utrzymanego w doskonałej kondycji ciała, czerwone oczy, być może fioletowo-sine rumieńce na policzkach.

Należało dać przykład reszcie.
Wszedł do kolorowego kielicha, nie obejrzawszy się za siebie.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Następna

Wróć do Archiwum