Content

Archiwum

[Esfandia] Negocjując w mroku.

[Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2016, o 20:41

Akcja przenosi się z Jachtu Iskra

Wyszli z jachtu wprost na czekający na nich komitet powitalny, kilku uzbrojonych mężczyzn oraz kobieta. To ona wydawała się przewodzić całej grupie. Na widok schodzących z pokładu mężczyzn jej twarz przybrała obojętny wyraz. Podczas gdy dwójka ludzi Telemachusa zabezpieczała palety repulsorowe, sam żołnierz ruszył w kierunku kobiety. Hunt trzymał się jego boku wraz z małą paletą zawierającą trunki.
Lady nie zostaje?
Bezpardonowe pytanie kobiety wybiło nieco z rytmu sierżanta. Zupełnie go zignorowała. Szybko jednak odzyskał rezon.
Nie wiem , jej umowa obejmowała jedynie dostarczenie nas tutaj.
Byłoby miło, liczyłam że przedstawię ją ojcu. Jest genialną artystką.

Dopiero po tych słowach mężczyzna dostrzegł że kobieta nie ma rękawów przy swojej dość eleganckiej sukience, a jej ramiona zdobi wspaniały wielobarwny tatuaż.
Wydoroślałaś
Jak każdy, jej zielone oczy skoncentrowały się na Telemachusie.
Skoro już tu jesteś, podobnie jak twój sławny towarzysz. Zapewne macie interes do mojego ojca. – Wypowiedź przerwały pracujące silniki odlatującego Jachtu, Piękny czerwony statek zniknął błyskawicznie z oczu. – Będziecie mogli się z nim spotkać dzisiaj wieczorem. Najwyraźniej nie została... Twarz kobiety wyrażała rozczarowanie. Zapraszam za mną, zakwaterujemy was w pomieszczeniach dla gości. Jeśli będzie pan czegoś potrzebował sierżancie, proszę poinformować obsługę.
Kobieta odwróciła się i kręcąc skądinąd zgrabnym tyłkiem oddaliła się w eskorcie dwójki mężczyzn, pozostali strażniczy zaoferowali pomoc, a gdy Tel grzecznie odmówił ruszyli wraz z bohaterami w kierunku pomieszczeń mieszkalnych.

Kilkanaście minut później stali w sporych rozmiarów pokoju z fantami na środku.
- to nie było zbyt ciepłe powitanie...
- Lepiej żebyś przekonał tego McManamana, obawiam się że gdyby to od niej zależało skończylibyśmy w workach.
-Lisa nie lubi mężczyzn. Ktoś ją kiedyś skrzywdził, jednak jej obecność tutaj jest mi nie na rękę. Za dużo bolesnych wspomnień.
- Twarz Telemachusa zasępiła się. - Obawiam się, że lepiej będzie gdy usunę się w cień.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6586
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 26 Sty 2016, o 21:40

Esfandia byłą jedna z nielicznych planet Dzikiej Przestrzeni, do której docierały HoloNetowe wiadomości. Oczywiście z odpowiednim opóźnieniem. Sam świat, jaki McManaman obrał na swoją bazę, miał krajobraz wręcz jałowy. Zapewne najwybitniejsi geolodzy nie znaleźliby tutaj solidnych podstaw, dla których planetka mogłaby stać się atrakcyjna. Surowców naturalnych było na tyle, by zapewnić podstawowe potrzeby społeczności, której poglądy można było określić krótko - antyimperialne. To czego brakowało zapewne sprowadzano z sektora Gradilis bądź nieco bardziej odległego Adumaru. Mimo tych wszystkich niedogodności Steven McManaman uznał, że Esfandia świetnie będzie nadawała się na jedną z bazy rebelianckich. Nieco wydumane plotki głosiły, że miliarder utrzymuje potajemne kontakty z Chissami, którzy w ramach swoich możliwości wspierają go, jednocześnie nie wchodząc w paradę imperialnym. Byli i tacy, szukający taniej sensacji, a być może i zarobku za opowiedzenie lokalnej historyjki, głoszący o spotkaniach Steve'a z... Yuuzhan Vongami, o których w Galaktyce nikt nie słyszał od dziesiątków lat, kiedy zostali z niej przegonieni.
Samo przywitanie rzeczywiście nie należało do najprzyjemniejszych. Jednak nie to najbardziej zaskoczyło Hunta. Bardziej zainteresowało go to, skąd Telemachus zna kobietę wychodzącą im naprzeciw. Sierżant musiał być zaiste niezwykłą osobą, która w życiu widziała nie jedno. Telemach zaczynał przypominać mu kogoś w rodzaju szarej eminencji, żołnierza o niezbyt wysokim stopniu, jednak pociągającego za sznurki i zasłaniającego się kimś takim jak Korellianin-archeolog. Naukowca zaskoczył też fakt, że nawet na odległej Esfandii kojarzono jego twarz. Twarz pzywódcy jednej z komórek rebelii.
- Specyficzny z ciebie gość Telemachusie. Choć nie ściga Cię 3/4 Galaktyki, to ty znasz ludzi w każdym jej zakątku, nawet tutaj. Po co była ta szopka z wyborem potencjalnych nabywców artefaktów, skoro znasz córkę McManamana? Sprawdzacie mnie? Czy na galeonie nie bardzo się wykazałem? A może prowokacja z połączeniem od ojca to też wasza sprawka, mająca na celu potwierdzenie mojej lojalności? Trzeba było być bardziej uważnym, gdy dopuszczaliście do współpracy tego mandalorianina, dwukrotnie próbował mnie odstrzelić. - odparł Hunt nieco nerwowo, jednak nie podnosił głosu, by po chwili kontynuować - Sukces ma wielu ojców, a porażka jednego i obawiam się, że ta zasada świetnie będzie pasowała do mnie, jeżeli coś pójdzie nie tak. Nie gracie ze mną fair Telemachusie. Tak było przed "Black Holem", tak jest teraz.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2016, o 22:26

Zimne spojrzenie Telemachusa wystarczyło, chłopaki pilnujący skrzynek zniknęli zrobić sobie coś jadalnego. Dwójka mężczyzn została sama. Starszy z nich przez chwilę milczał. W końcu zaczął mówić spokojnym głosem.
- Znamy McManamana i to całkiem nieźle. W swoim czasie On i Mai'fach byli przyjaciółmi. Dawno temu. Dodał widząc pytające spojrzenie Hunta,
- Jesteśmy trochę starsi niż wyglądamy mężczyzna uśmiechnął się.
- Służyłem wtedy..., nieważne... W każdym razie córka McManamana została napadnięta i brutalnie zgwałcona, miała wtedy piętnaście lat. Znalazłem ją po wszystkim... Mai poskładała ją do kupy, nie była w stanie wyleczyć umysłu. My z kolei znaleźliśmy sprawcę, zanim zginął zaczął błagać żeby go nie zabijać... powiedział, że zrobił co chcieliśmy. Sprawa była szyta zbyt grubymi nićmi by Steven się nie zorientował. Wściekł się, zabrał rodzinę i zniknął. Od tego czasu słyszeliśmy tylko o kolejnych akcjach wymierzonych w imperium. Plotki, pogłoski. W sumie przyleciałem żeby się przekonać czy żyje. Nie spodziewałem się spotkać Lisy na tej zapomnianej przez wszystkich skale. Gdyby był tu sam Steven, moja osoba mogłaby pomóc w negocjacjach. Teraz jednak obawiam się, że tylko pogorszę sprawę.
- Mężczyzna skończył. Przysiadł na skraju stołu przepijając wspomnienia podrzędna brandy znalezioną w barku - Tak wiec znasz całą prawdę, jakieś pytania?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6586
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 27 Sty 2016, o 00:14

Hunt nie był w ciemię bity i doskonale wiedział, że Telemachus mówi mu tylko tyle ile może, a raczej jedynie tyle ile chce. Sierżant odpowiedzią na jedno pytanie chciał zamknąć cały temat, nie poruszając innych kwestii, jakie interesowały archeologa. Milczenie w sprawie sprawdzania Willa oraz jego ojca było zbyt wymowne, by naukowiec pytał o to jeszcze raz. Skoro inni nie darzyli go zaufaniem, on też postanowił stosować zasadę bardzo ograniczonego zaufania wobec Telemachusa i całej jego świty. Tym bardziej plan pozostanie u McManamana wydawał się Korellianinowi rozsądny.
- Rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem, więc nie ma sensu w tym momencie kontynuować tematu dalszej kooperacji i lojalności. - rzucił lekko Liam, przechodząc do innego zagadnienia - Na paletach, łącznie z alkoholem, mamy blisko 100 milionów kredytów, według wartości rynkowej. Pytanie ile chcemy z tego uzyskać? Czy mam się zgodzić na kwotę niższą o 20% czy wręcz przeciwnie? Chciałbym zaznaczyć, że Steven jest koneserem sztuki, ale przy tym mocno stąpa po ziemi. Nie przylecieliśmy go naciągać, bo koniec końców jesteśmy po tej samej stronie barykady. A przynajmniej ja jestem, bo nie dotyczą mnie twoje konotacje z jego córką Lisą. Przy okazji ile mogę powiedzieć naszemu gospodarzowi? Cel? Współpracownicy - Mai'fach, Jaina?
Archeolog wiedział, że negocjacje nie będą łatwe. Hunt liczył na to, że córka zarządcy Esfandii nie będzie miała nic przeciwko niemu. Ostatnio miał pecha, gdyż trafiał na kobiety wyjątkowo krnąbrne i niezależne, a ostatnia z którą współpraca układała się bardzo dobrze, była Saine Kela, podczas wyprawy na Almanię, jeszcze w 70ABY.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Mistrz Gry » 31 Sty 2016, o 19:54

Telemahus zbył milczeniem uwagę Archeologa, ten koleś dostanie kiedyś po ryju, ale nie od niego. Znacznie większą uwagę przywiązał do pozostałych słów mężczyzny.
- potrzebujemy minimum 50 milionów na uzbrojenie Nadziei i działalność operacyjną, Jednak sojusz z McManamanem jest znacznie ważniejszy. Fanty mogliśmy sprzedać każdemu. Powód dla którego tu jesteśmy jest dość oczywisty. Sojusz i pieniądze pozwolą nam na rozwinięcie skrzydeł. Co do reszty. - Mężczyzna zasępił się nieco,- możesz powiedzieć mu wszystko co wiesz, nie jest tego dużo. On mnie zna wystarczająco dobrze. Żeby wiedzieć że nie zdradziliśmy ci wszystkiego. Tak jest bezpieczniej.

Dwójka żołnierzy wróciła z kuchni spokojnie popijając Kaf. Nie mieli zbyt wiele do robienia, od odpocząć nieco po czym dać się zaprosić na kolację. Telemachus i dwójka ochroniarzy pozostali z artefaktami, zaś archeolog ruszył na wystawną kolację.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6586
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 31 Sty 2016, o 23:40

Hunt choć preferował luźny strój, typowy dla korelliańskich pilotów i zawadiaków, nie chciał wyjść na kompletnego ignoranta i gbura. Znając styl McManaman ubrał idealnie skrojony garnitur, ale wzorem gospodarza nie zakładał krawata, ani tym bardziej muszki. Na datapad zgrał najważniejsze i najbardziej potrzebne dane, ponadto do ładnej skrzyneczki zapakował jedną butelczynę alderaańskiej brandy, z dobrego rocznika 29BBY. Oznaczało to, że trunek był już stuletni, a jego smak musiał być zapewne wyborny.
Gdy archeolog uznał, że jest dostatecznie przygotowany, wraz z wysłannikiem, ruszył do miejsca gdzie miała odbyć się kolacja. Dla Williama najlepiej by było, gdyby Steve był sam, wtedy wszelka wiedza trafiłaby do konkretnych uszu i ewentualnie sam miliarder mógłby decydować z kim dzielić się informacjami. Liam przepadał za pięknymi kobietami, jednak w tym wypadku bardzo chciał, by córka zarządcy Esfandii zajęła się sobą i po części konsumpcyjnej opuściła pomieszczenie.
Mimo, iż kilkadziesiąt minut wcześniej Telemachus dosyć oszczędnie odpowiedział na jego pytania, a co więcej po raz kolejny podkreślił, że Hunt jest jedynie małym trybem w całej maszynie, znajdującym się na dole całego systemu, to naukowiec był profesjonalistą. Musiał odrzucić prywatne sprawy oraz własne ego na bok, by w jak najkorzystniejszej formie, doprowadzić do rozwiązania negocjacji.
W końcu wraz ze swym przewodnikiem stanęli przed szykownymi, śnieżnobiałymi drzwiami. Korellianin musiał przyznać, że były kosztowne, ale zarazem piękne i budzące podziw. McManaman miał ciekawy styl, który nie kipiał aurodium czy innymi, drogimi kamieniami. Łączył on naturalne walory wystroju, jego estetykę oraz funkcjonalność. Najkrócej mówiąc Steven miał klasę i trzeba było liczyć na to, że skorzysta z niej, by wesprzeć finansowo komórkę Jainy Solo.
Tak jak spodziewał się William, Steve ubrany był w szykowany, popielaty garnitur i białą koszulę, bez krawata. W pomieszczeniu oprócz niego, znajdowała się jego córka Lisa oraz ochroniarz. O dziwo, gospodarz stosunkowo szybko go odesłał, a trójka została sama w salonie.
- Dzień dobry Panie Hunt, miło pana widzieć. - rzekł dziarsko około 45-letni mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu, niebieskich oczu - Gratuluję udanego wypadu na Black Hole'a, utarliście nosa tej bandzie imperialnych obkurwieńców.
- Witam pana, panie McManaman, to dla mnie zaszczyt i dziękuję za gratulację, nie spodziewałem się, że tak szybko wieści dojdą do Dzikiej Przestrzeni. - odparł kurtuazyjnie Liam, wręczając gospodarzowi skrzyneczkę z drogim alkoholem. Dopiero teraz archeolog zdał sobie sprawę, że nie przygotował nic dla Lisy, jednak kobieta sama wybrnęła z sytuacji wyciągając doń dłoń. Po kilku uwagach, zasiedli do stołu, na którym znajdowały się znamienite potrawy. Nie mniej to co zwróciło uwagę Hunta, był fakt, że gospodarzowi nikt nie usługiwał, tylko sam nakładał sobie strawy i nalewał wino do pucharów.
- Nie wiem, czy pan pamięta, ale na Korelii... - zaczął William, parę chwil po skończeniu posiłku, ale nie dane mu było skończyc.
- Spotkaliśmy się już, tak pamiętam. Na konferencji dotyczącej zaginionych dóbr o niezwykłej wartości. To było 3 lata temu, a ja wystąpiłem pod nazwiskiem Johna Levina. Nawet wymieniliśmy kilka zdań. Tak z moją pamięcią nie jest tak źle. - podjął z uśmiechem na twarzy gospodarz przeglądając otrzymany podarek - Cenna sprawa. Miałem już okazję pić alderaańskie wino, ale stuletnia brandy. Zobacz Liz, co nasz zdolny archeolog przywiózł.
Kobieta była mniej więcej w wieku Hunta, jednak w odróżnieniu od ojca, nie była tak pozytywnie nastawiona. Telemachus wspominał o tym, iż dziewczyna nie przepada za osobnikami płci przeciwnej. Mimo przeciwności, naukowiec niczym jej nie podpadł i miał nadzieję, że zachowa życzliwą neutralność. Gdy potomkini McManamana wzięła alkohol do rąk by go obejrzeć, dalszą dyskusję podjął administrator planety.
- Przejdźmy do konkretów. Co pan dla mnie ma, panie Williamie?
- Proszę, wszystko co możemy zaoferować. Trzy palety rzeźb, obrazów, artefaktów oraz jedna mniejszy wózek z trunkami. - odpowiedział równie rzeczowo Korellianin, nie czarując gospodarza. McManaman przez dłuższą chwilę wertował kolejne strony na urządzeniu, przeglądając listę dobytku, jaki przywiózł Telemachus i spółka. Część z nich miała nawet imperialne certyfikaty, choć Steven ufał przybyszom i wątpił by ci chcieli go wystawić. Stawka była zbyt wysoka, tym bardziej że nie chodziło o czysty zarobek i pławienie się w luksusach.
- Ile?
- 50 milionów. - rzekł Hunt, przełykając ślinę...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lut 2016, o 19:20

Mężczyzna siedzący przy stole zaśmiał się radośnie, nawet siedząca obok Lisa pozwoliła sobie na cień uśmiechu na jej smutnej i poważnej twarzy. Hunt był nieco zaskoczony, z pewnością szykował się na wiele jednak takiego obrotu sprawy się nie spodziewał.
- Hahahahaha, wybacz to nieprofesjonalne zachowanie, Hahahahaha, ale obawiam się, że pogłoski o moim majątku są znacznie przesadzone. Uff – Mężczyzna powoli się uspokajał ze skruchą patrząc na zmieszanego gościa. – Proszę o wybaczenie panie Hunt, obawiam się jednak, że nie dobijemy targu. – Twarz mężczyzny spoważniała, a jego oczy uważnie skupiły się na obliczu Hunta, - Rozumiem, że desperacko pragniecie gotówki, jednak większość z tego co tu widzisz należy do, hmm kogoś innego. Spojrzenie mężczyzny powędrowało w bok a z cienia powoli wyłoniła się czerwonooka postać. Wysoki przystojny mężczyzna niewątpliwie był Chissem, starannie upięte włosy, nienaganny strój i sztywna sylwetka zdradzały jego arystokratyczne pochodzenie. Powoli podszedł do stolika, postukując obcasami wysokich czarnych butów. Lisa przesunęła się delikatnie robiąc przybyszowi miejsce. Chiss skłonił się jej lekko po czym zwrócił się bezpośrednio do Williama Hunta.
- Jestem Rrdest'ires'lattiz z rodu Csapla lecz proszę się do mnie zwracać Rdest. Zdaję sobie sprawę z trudności jaką sprawiają wam nasze imiona, a ich okaleczone wersje nie sprawiają mi przyjemności. Pan McManaman, którego gościem jestem, przedstawił mi waszą sytuację oraz cel wizyty. Wasz cel wydaje się być szczytny, jednak nawet ze specjalistami tej klasy co Telemachus nie zdołacie go osiągnąć.
-Uwolniliśmy Jainę Solo
Nawet jeżeli ta informacja zaskoczyła chissa nie dał tego po sobie poznać. Przysiadł się kładąc delikatnie dłoń na dłoni Lisy, Hunt zauważył że kobieta nie wzdrygnęła się przed dotykiem. Tych dwoje musiało łączyć coś więcej niż wspólny biznes ojca.
Załóżmy że to prawda, pięćdziesiąt milionów to bardzo dużo kredytów, oczywiście nie wątpię że pańskie artefakty są tego warte. chiss dostrzegł lekkie wzburzenie Hunta, i postanowił je zgasić w zarodku. –przybycie tutaj praktycznie bez szans na powrót świadczy o waszej desperacji, a fakt że Telemachus oddał się w ręce Stevena… cóż. Nie sposób odmówić mu odwagi. Rdest wiedział zdecydowanie więcej niż Telemachus powiedział Huntowi. - Pewnie dalej wyznaje zasadę że cel uświęca środki. przez twarz Lisy przemknął wyraz bólu a jej dłoń ścisnęła rękę mężczyzny. Ten zreflektował się lekko. Jego czerwone oczy skupiły się na kieliszku w którym znajdowała się przyniesiona przez gościa brandy. Mężczyzna przez chwilę delektował się jej aromatem i smakiem, pozwalając Huntowi przetrawić swoje słowa. W końcu odezwał się przedstawiając kontrpropozycję.
Zapłacę pięćdziesiąt milionów za wasze artefakty, i dołożę kolejne dziesięć jeśli otrzymam gwarancję że wszelkie poczynania tak zwanej Rebelii będą konsultowane z panem McManamanem, pozostawicie tu łącznika, który będzie odpowiadał za przekazywanie informacji, zakładam że jest to akceptowalne Sierżancie.
Hunt spojrzał zaskoczony na Chissa, jednak Lisa szybko rozwiała jego zaskoczenie.
Telemachus nie jest człowiekiem który pozostawi cokolwiek przypadkowi, jesteśmy pewni że ma pan na sobie podsłuch panie Hunt. Powiedziała z rozbrajającym uśmiechem Lisa.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6586
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 16 Lut 2016, o 22:30

Hunt wiedział, że McManaman nie jest sztywniakiem, jednak nie spodziewał się takiej reakcji, gdy Korellianin rzucił kwotą 50 milionów kredytów. Mina Williama po chwili przybrała wyraz jeszcze większego zaskoczenia, gdy z cienia wyszedł dobrze zbudowany Chiss, z charakterystycznymi czerwonymi oczami i w nienagannym uniformie. Powoli wszystko zaczęło się wyjaśniać dlaczego Steven obrał granicę Zewnętrznych Rubieży i Dzikiej Przestrzeni na swoją siedzibę. W końcu znajdowali się w pobliżu Przestrzeni Chissów, a może właśnie w niej samej. Will nie do końca był pewien, czy ta zacna rasa uważała Esfandię i okoliczne układy za rejony podległe im. Koniec końców McManaman miał tutaj jeszcze coś do powiedzenia.
- William Hunt. - odparł archeolog gdy Chiss przedstawił swą godność. Słysząc ród czy też dynastię z jakiej wywodził się Rrdest'ires'lattiz, Liam sięgnął pamięcią do wykładów omawiających sytuację polityczną tej rasy. Z tego co pamiętał, ród Csapla zajmował wysokie miejsce w całej koligacji chissańskiej, jednak nie był bezpośrednio powiązany za armię czy sfery militarne i bezpieczeństwo. Jego ród sprawował pieczę nad zasobami naturalnymi, kwestiami agrarnymi i surowcami. Dzięki temu McManaman na pewno zyskiwał potężnego sojusznika, dysponującymi odpowiednimi środkami do budowy statków, a dzięki zbyciu surowców na pewno nie brakowało też funduszy.
Po chwili wyszła jeszcze jednak kwestia, która ewidentnie wskazywała, że opanowanie jest po stronie Rdesta. Ten słysząc imię Jainy Solo nawet nie wzruszył brwią, przechodząc do dalszych konkretów. Natomiast po kilku kolejnych minutach i informacji o rzekomym podsłuchu, Hunt po raz wtóry przybrał idiotyczny wyraz twarzy. Ledwo się z tego otrząsnął, gdy drzwi sali otworzyły się i wszedł do niej, nie kto inny, a Telemachus.
- Przysięgam, że nie miałem z tym nic wspólnego. Widzę, że moja rola ogranicza się tutaj do bycia błaznem. - burknął zniesmaczony i nieco upokorzony Korellianin. Tym razem nie miał przygotowanej żadnej ciętej odpowiedzi, w charakterystycznym dla siebie stylu.
- Możemy się na to zgodzić i nawet mógłbym zaproponować łącznika. - rzekł zdecydowanym tonem Sierżant, który stalowym wzrokiem mierzył Chissa. Jego spojrzenie ani na moment nie skręciło ku Lisie, trzymającej dłoń niebieskoskórego arystokraty - Aha, Will wybacz ale pewne rzeczy wymagają poświęceń.
- Nic mnie już nie zdziwi. - odpowiedział naukowiec, choć tak naprawdę, nie mógł być pewny niczego. Wystarczyło, że w negocjacje między nim a Stevenem, włączył się przedstawiciel Chissów, a następnie okazało się, że jest chodzącym podsłuchem. Co mogło być dalej?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Mistrz Gry » 4 Mar 2016, o 20:40

Dobry humor Corelianina był rzeczą drugorzędną. Najważniejsze było nawiązanie sojuszu między dwoma frakcjami walczącymi z Imperium. Co prawda rola Chissów w tym wszystkim była co najmniej nie jasna, jednak nie było to zmartwienie na chwilę obecną. Telemachus został delikatnie poproszony o opuszczenie spotkania zaś podsłuch wylądował na podłodze. Sam MacManaman zaprosił ponownie do stołu, jednak nastrój bezpowrotnie prysnął. Kilka dni później Sierżant wraz z dwójką ludzi Opuścił Estfalję, bez skrzyni za to z pokaźnym przelewem na koncie. Odprowadzający go Hunt nie wyglądał na szczególnie zmartwionego. Rrdest'ires'lattiz okazał się być zagorzałym kolekcjonerem a jego zbiory zawstydziłyby niejedno muzeum. Co prawda kolekcja głównie skupiała się na wszelkich artefaktach i ekspozycjach związanych z użytkownikami mocy. Hunt mógłby stamtąd nie wychodzić miesiącami a i tak nie udałoby mu się zbadać wszystkich eksponatów. Tak czy inaczej wyglądało na to, że współpraca archeologa i Chissa ułoży się pomyślnie.

Tymczasem Telemachus wrócił na Nadzieję i pojawiły się pierwsze problemy. Jasmin zaginęła wraz z promem. Załoga początkowo sądziła, że kobieta zostaje pod rozkazami sierżanta i stąd nie szukano jej ani statku. Teraz jednak okazało się, że przyczyna jej zniknięcia była z goła inna. Do wszystkich komórek sympatyzujących z Rebelią rozesłane zostały wici informujące o poszukiwaniach Jasmine jak i promu Svelte. W tym samym czasie Jednostka Mod-17 zawinęła do jednej z niezależnych stoczni celem przeprowadzenia drobnych modyfikacji. Dziwnym zbiegiem okoliczności nieopodal zadokował srebrny jach NUBIAN należący do pewnego niezbyt empatycznego osobnika.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6586
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 28 Mar 2016, o 15:01

Ostatnie tygodnie Hunt spędził niezwykle intensywnie, choć wydawało się, że pobyt na Esdanfii będzie pewną formą zesłania. Nie mniej, Williamowi odpowiadało to, że może odpocząć od całego zgiełku wokół swojej osoby, gdzieś na granicy Zewnętrznych Rubieży i Dzikiej Przestrzeni. Tutaj nikt nie nękał go i nie kazał opowiadać o tym jak kierował napadem na gwiezdny galeon "Black Hole". Korellianin początkowo śmiał się z takiego przedstawiania sprawy, jednak po pewnym czasie i szczególnie reakcji niejakiej Deandry Shelley, zaczęło irytować go stawianie w pierwszym rzędzie tuż obok Jainy Solo czy innych przodowników Rebelii. Niestety ziarno galaktycznej propagandy Imperium zostało zasiane i w tysiącach systemów kontrolowanych przez reżim, rozesłany został list gończy opiewający na kwotę 100 tysięcy kredytów.
Praca na Esfandii miała dla Liam praktycznie same plusy. Mógł obracać się w inteligenckim towarzystwie, miał dostęp do wielu galaktycznych cudów i artefaktów, o których w dużej mierze zapomniano bądź uznano za zniszczone. Co jakiś czas spotykał się ze Stevenem McManamanem choć przywódca tej komórki rebelianckiej, był niezwykle zabieganym człowiekiem. Do tego dochodziły regularne mitingi z Rrdest'ires'lattizem, a także innymi przedstawicielami rasy Chissów. Dzięki temu poznał nieco zwyczaje i podejście niebieskoskórych istot z Csilli, a nawet nauczył się wymawiać pełne imiona osób, z którymi miał najczęściej do czynienia.
Podczas jednego z luźniejszych wieczorów, gospodarz McManaman zorganizował kameralną kolację, w której uczestniczył on sam, Rdest wraz z partnerką i zarazem córką Steve'a Lisa, a takżę Hunt. Gdyby spojrzeć na spotkanie, ze strony imperialnej, przy stole siedzieli ludzie warci być może 300 tysięcy kredytów, choć gdyby była taka potrzeba, Imperator wypłaciłby i pół miliona, gdyby ktoś dostarczył mu zarówno McManamana, jak i Williama, a na deser wysoko postawionego Rrdest'ires'lattiza.
- Ciekawi mnie, czy zakładaliście kontakt z kimś innym poza mną? - spytał Steven.
- Cóż Telemachus... - zaczął Korellianin, jednak na dźwięk tego imienia, Lisa nazbyt głośno odstawiła sztućce, nieomal przewracając kielich z winem.
- Sierżant poprosił mnie o sporządzenie najbardziej wiarygodnych osób. - dokończył mężczyzna.
- Wiarygodnych przede wszystkim finansowo? - wtrącił pewnym tonem Chiss.
- Nie ukrywam, że tak było. Prócz pana McManamana, zaproponowałem Lothara Sebastiana Gallię, syna Sebastiana legendy Zordo's Haven oraz Ud Som-Urlam koreliańskiego biznesmena i mafiozy w jednym. - zakończył archeolog, popijając nalewkę, której podstawowym składnikiem były liście wroshyra.
- Haha, proszę wybaczyć. O ile Urla jestem w stanie przełknąć na tej liście, o tyle Gallia mnie dziwi. Dla restauratorów Republiki to niebezpieczny człowiek. Gdyby tylko Imperium zaproponowało mu lepszy układ sprzedałby nas wszystkich, poza tym jego ojciec miał kontakty z Sithami i jestem tego więcej niż pewny. - odparł w charakterystyczny dla siebie sposób gospodarz i nieformalny gubernator Esfandii - Skąd u licha ja się tam wziąłem? Połączenie plotek, szczęśliwego trafu i coś w rodzaju "tonący brzytwy się chwyta"?
- Nie ukrywam, że ustalenie pańskiej lokalizacji było kłopotliwe. Esfandia jest nawet za subsektorem Gradilis, gdzie rzekomo utrzymuje pan swoją flotę... - podjął Will, choć na wzmiankę o okrętach, Steve po raz kolejny życzliwie się roześmiał - Jednak mój asystent i bliski przyjaciel Greg Ratua miał okazję zetknąć się z pańskimi ludźmi. Interesy na Nar Shaddaa i w Przestrzeni Huttów.
- Tak, coś kojarzę. Całe szczęście, że to wszystko nie spadło tylko na mnie. Gdyby nie wsparcie naszych wspólnych przyjaciół, plan spaliłby na panewce.
- Byłbym stonowanym optymistą, poza tym dzieła, które pan Hunt sprowadził są zaiste interesujące i wzbogaciły kolekcję. A'propos co sądzi pan o kryształach z Lehonu? - spytał już luźniejszym tonem Chiss.
- Ciężko opisać ich wartość. Nie znam nikogo z żyjących, kto odwiedziłby Rakata Prime, nie mówiąc już o przywiezieniu stamtąd jakichkolwiek artefaktów. W skali ludzkiej mogę jedynie powiedzieć, że są piękne. Tylko tyle i aż tyle. Ciekawi mnie jak trafiło to do pańskiej kolekcji. - odparł widocznie podniecony Hunt, licząc, że rozmówca zdradzi choć rąbek tajemnicy.
- Myślę, że kiedyś będzie okazja porozmawiać o tym dłużej. - odpowiedział z uśmiechem Rrdest, dając jednoznacznie Williamowi, że nie zamierza podejmować tego tematu. Przez chwilę zebrani zabrali się za posiłek, okraszony kolejną porcją wina z Alderaanu, którego McManaman nie żałował na takie okazje.
- Jak na pana wiek, sporo pan już osiągnął. Tym bardziej, że pański rodziciel, Richard Wilhelm zdaje się ma inne poglądy polityczne. - zagaił po przerwie na konsumpcję, McManaman.
- Tak się jakoś złożyło. Szczególnie ostatnie lata, to seria wielu odkryć i przygód. Na Almanii znalazłem ślady Opiekunów Nieba, gdyby nie Imperium być może udałoby się wyciągnąć z tego coś więcej.
- Organizacja Mocy, o której mało kto wie, a w tych czasach to i o Jedi ludzie zapomnieli. Sam pan był na Almanii? Sektor Mortex jak mniemam? - dopytywał gospodarz.
- Wyprawa prywatna, finansowana z moich środków. Prócz mnie, pieczę nad odkryciami sprawowała Saine Kela. Młoda, zdolna i ambitna archeolog. Część znalezisk udało mi się przemycić na Korelię. Był to bardzo stary holoprojektor wraz trzema datakryształami. Niestety nie zdążyłem ich dokładnie sprawdzić. Tuż po przylocie do domu, zostałem napadnięty przez zbirów niejakiego Johnsona. Zostałem zmuszony do współpracy i poleciałem na Concord Dawn, gdzie znalazłem się w bardzo, bardzo starym ośrodku badawczy czy też laboratorium. Miało to związek z Mandalorianami i Strażą Śmierci.
- Strażą Śmierci? - zainteresował się Chiss.
- Nie jestem ekspertem w kwestiach Mandalorian. To pewnego rodzaju ich wewnętrzna frakcja. Niezwykle tajemnicza, każdy jej członek, który wpadł w obce ręce miał obowiązek popełnić samobójstwo by nie przekazać żadnych informacji czy nie zdradzić tajemnic bractwa. Jak się państwo domyślają i tam nie dane mi było dokończyć działań. Zostałem ogłuszony i obudziłem się w kosmoporcie. - dokończył Hunt, płucząc gardło winem - Standardowy tydzień później dostałem intratną ofertę, jaką okazała się misja na gwiezdny galeon. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałem o odbiciu Jainy Solo.
- Scenariusz na dobry holofilm. Późno się zrobiło, a rano obowiązki wzywają. Swoją drogą, Saine Kela. Osoba godna zaufania?
- Zdecydowanie tak, choć istnieje jeden problem.
- Jaki?
- Nie miałem z nią kontaktu blisko od standardowego roku...
Po kilku minutach wspólna kolacja była zakończona. Każdy z uczestników udał się ku swojej kwaterze, by w kolejnych dniach stawiać czoła swoim obowiązkom. W najbliższym czasie, Hunt spodziewał się kontaktu ze strony Telemachusa, bądź wyznaczonej przez niego osoby. Choć Rebelia w połączonej formie, byłą dopiero w fazie embrionalnej, to stały przepływ informacji między komórką McManamana a formacją skupioną wokół Jainy, przynosił wymierne korzyści, które w przyszłości mogły zaowocować obaleniem obecnie panującego reżymu.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Saine Kela » 28 Mar 2016, o 17:56

Ile czasu minęło? Straciła rachubę. DeepWater o wiele lepiej sprawował się jako łódź podwodna, niż statek kosmiczny, do tego najprawdopodobniej był przygotowany tylko na ich wyprawę w jedną i drugą stronę, dlatego Saine z czasem stwierdziła, że najprawdopodobniej daleko nim nie zaleci. Do tego kończyły się jej zapasy i jedzenia i leków. Ból był otępiający. Bolała ją złamana ręka, obite żebra, bok, nogi... łatwiej byłoby wymienić części ciała, które jej nie bolały. Do tego był jeszcze jeden problem. Kilka godzin po tym, jak opuściła martwą skałę, dostała drgawek, zaczęła się pocić i było jej zimno i gorąco na przemian. Kąpiel w lodowatej wodzie zrobiła swoje. Bardzo szybko wzrosła jej gorączka.
Była półprzytomna. Siedziała za sterami statku nie wiedząc nawet gdzie leci. Nie mogła mieć pewności, że w ogóle gdzieś poleci. Trzęsącymi się rękami odpaliła wiadomość SOS, na najbardziej znane jej częstotliwości, zaraz po tym jak wyskoczyła z nadprzestrzeni. Nawet nie mogła stwierdzić, gdzie jest bo wszystko skakało jej przed oczami. Miała tylko nadzieje, że nie jest całkowicie sama w tej pustce kosmicznej, a jeżeli już ktoś tu jest, to jest to ktoś, kto jej pomoże.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 28 Mar 2016, o 20:20

Granica między Zewnętrznymi Rubieżami a Dziką Przestrzenią była niezwykle płynna. Nie rzadko bywało, że każdy podchodził do niej indywidualnie, w zależności od doświadczenia oraz penetracji danego regionu. Pojawienie się samotnej jednostki, typu DeepWater zapewne było wydarzeniem niespodziewanym i zarazem dziwnym. Sygnał pomocy został odebrany przez jeden z patroli Chissów, który właściwie nawracał nieopodal planety Aeten.
- Sir, skanery wskazują na jedną istotę biologiczną. Nie wygląda to na pułapkę. - rzekł Erd'wan'dresr, pełniący funkcję I oficera krążownika typu Chaf Envoy.
- Posłać Szponostatki do osłony, niech wykonają bezpośredni rekonesans. Pełna sprawność bojowa, na wypadek "w". - zakomenderował dowódca, kapitan Erg'viss'than II, wywodzący się z arystokratycznego rodu Csaplar.
Kilkanaście minut później, eskadra myśliwców osłaniała nieco ponad 200 metrowy krążownik, który sprowadził frachtowiec DeepWater do hangaru. Choć samotna jednostka stanowiła prawie 1/4 wielkości chissańskiego krążownika, to technicy doskonale przygotowali pokład do przejęcia jednostki Saine Keli.

***


William Hunt przygotowywał kolejne zestawienie komórek kontaktowych w Światach Jądra. Jego pochodzenie (Korellia), zdecydowanie sprzyjało tworzeniu sieci kontaktów na światach takich jak Coruscant czy właśnie rodzimy świat archeologa. Oczywiście on sam nie mógł spokojnie udać się ku centrum galaktyki, jednak wskazane osoby, mogły zostać odwiedzone, przez "czystych" popleczników McManamana. W kuluarach mówiło się, że nieoficjalny gubernator Esfandii, w swej gwardii ma ludzi, którzy w swej przeszłości jawnie popierali Imperium i dzięki temu, swobodnie mogli poruszać się po systemach zarządzanych przez reżym.
- Panie Hunt, mamy coś co może pana zainteresować. A raczej kogoś. - rzekł jeden z pracowników kompleksu.
- Czy to pilne, Josh?
- W innym wypadku nie niepokoiłbym pana. - odparł Coverdale - Musimy udać się do kosmoportu. Ostatni patrol Chissów przejął, dwie godziny temu, frachtowiec typu Deep Water. Przeglądając profile zaufanych osób jakie pan stworzył, być może traf, przysłał nam jedną z nich.
- Kogo?
- Niech pan lepiej sam się przekona...

***


Po standardowej procedurze i weryfikacji, na DeepWater wkroczył oddział bezpieczeństwa, który przejął ranną kobietę. Saine Kela nie stawiała oporu, co więcej okazała się być ranna. Gdyby tego było mało tuż po próbie kontaktu z nią i próbie poznania jej celu w tym regionie, istota zemdlała.
Gdy otworzyła oczy, poraziła ją charakterystyczna biel. Wokół krzątało się parę osób, ale tylko jedna wyróżniała się z otoczenia, gdyż jej skóra była... niebieska. Dopiero po kilku minutach, pani archeolog wyczuła brak wibracji, co oznaczało, że albo przetransportowaną ją do jakiejś planetarnej kliniki albo okręt, na którym się znajdowała dryfował.
- Proszę się nie denerwować. Jest pani w szpitalu na... - rzekł lekarz rasy ludzkiej, jednak przerwał na chwilę, widząc karcący wzrok Chissa.
-...na granicy Zewnętrznych Rubieży. Podaliśmy pani elektrolity oraz środki przeciwbólowe, a także opatrzyliśmy rany. Była pani nieprzytomna przez blisko 3 godziny. Pan oficer chciałby zadać pani kilka pytań, choć mając na uwadze stan zdrowia, dopilnuję by nie był zbyt natarczywy. - dokończył medyk, dopuszczając do niej czerwonooką istotę.
- Dzień dobry. Nazywam się Urr'lewr'dnises, choć przedstawiciele pani rasy zwracają się do mnie Lewr. Wybaczy pani, ale muszę zapytać jaki jest cel wizyty, skąd pani przybywa i co spowodowało, że jest pani ranna? Czy ktoś, ze znanych pani osób kontaktował się z panią? - Chiss przybrał ton formalny, choć pozbawiony natarczywości. Prócz chęci uzyskania odpowiedzi na standardowe pytania, nie wykazywał wrogich chęci. Przede wszystkim miał na uwadze zapewnienie bezpieczeństwa placówce, w której znalazła się Saine Kela.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Saine Kela » 28 Mar 2016, o 20:47

Zakres zasięgu wezwania pomocy był dosyć krótki, musiała więc liczyć na łut szczęścia, żeby ktoś ją znalazł i najwyraźniej udało się. Minęło trochę czasu, a kobieta zdążyła kilka razy odpłynąć. Ból i gorączka nie pozwalały jej na trzeźwą ocenę sytuacji, więc gdy w końcu wkroczono na jej statek całkowicie się poddała, a potem ponownie straciła przytomność. Uratowana?
Obudziła się, jak sądziła w sali szpitalnej. Była nadal otumaniona, ale z ulgą odkrywał, że nie odczuwa bólu. Nadal czuła się fatalnie, ale było to nic, w porównaniu z tym, czego doświadczyła wcześniej. Dostrzegła lekarzy rasy ludzkiej oraz jednego... chissa. Na chwilę skupiła wzrok właśnie na nim, ponieważ był to dość nietypowy widok. Ta rasa raczej nie opuszczała swoich terytoriów i nieczęsto można było ich spotkać w innych częściach galaktyki.
Rozkaszlała się, ale po chwili doszła do siebie. Granica Zewnętrznych Rubieży? Gdzie ona zaleciała?
- Ja... nie wiem. - próbowała się unieść lekko, ale zaraz tego pożałowała i opadła ciężko głową na poduszkę. Nie cierpiała czuć się tak bezsilna. - Leciałam... gdziekolwiek... uciekałam. Byłam zaatakowana... wcześniej, na jakiejś planecie pod wodą... przez droida. Szalonego droida. - zamknęła oczy starając się pozbierać myśli. - Nie... nikt się ze mną nie kontaktował... Nawet nie wiem, że wyskoczyłam na granicy Zewnętrznych Rubieży, wprowadziłam pierwsze lepsze koordynaty.
Ponownie się rozkaszlała. Mogła zrozumieć skąd te pytania, choć w normalnych warunkach pewnie by ją to irytowało, teraz jednak cieszyła się, że wreszcie może odpocząć, a jej rany zostały opatrzone. Co będzie dalej, to już inna sprawa, wszystko jakoś się załatwi.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 28 Mar 2016, o 21:10

Choć rozmowa z Chissem polegała, na wymianie raptem kilku zdań, to tak zmęczyła Saine, że znowu straciła świadomość. Niebieskoskóry nie naciskał i pozwolił lekarzom przystąpić do dalszych działań. Medycy podali kobiecie środki nasenne i zwiększyli dawkę elektrolitów. Erg'viss'than II opuścił pomieszczenie, mijając w przedsionku Hunta. Wymienił z nim kilka zdań, po czym obaj panowie uścisnęli sobie dłonie. Chiss powrócił do swych obowiązków, a Korellianin wkroczył do sali, gdzie leżała Kela.
William przyjrzał się pacjentce i po kilku chwilach był pewny, że ma do czynienia z tą samą osobą, z którą był razem na Almanii. Saine spała i nic nie wskazywało na to że ma się zaraz obudzić. Holoekran nad jej głową wskazywał na stan stabilny, co ucieszyło archeologa.
- Doktorze Marooned, co z nią?
- Parę zadrapań i płytkich ran, odwodnienie i ogólne osłabienie organizmu. W przestrzeni byłoby to groźne, jednak u nas dojdzie do siebie po paru dniach. Nie wiem jak stan psychiczny, ale raczej dobry. W miarę rzeczowo odpowiedziała Gvisstowi II. Jutro się wybudzi. - odparł ordynator placówki leczniczej na Esfandii.
- Czy...
- Pan McManaman został już poinformowany. W końcu naruszyła sektor, choć z jej relacji wynika że to przypadek. Swoją drogą, Erg'viss'than zastanawiał się czy ktoś od nas się z nią nie kontaktował bądź nie podawał koordynatów. Bezpieczeństwo to podstawa. - odparł machinalnie lekarz, uprzedzając pytanie Korellianina.
- Jeżeli o mnie chodzi to nie kontaktowałem się z nikim, poza krótkimi holołączeniami z Telemachusem i jego ludźmi. Steve zresztą przy tym był. Dajcie mi znać, gdy się obudzi.

***


Dwanaście standardowych godzin później, Saine obudziła się, tym razem bardziej świadoma niż poprzednio. Mimo to jej receptory wzroku i tak zostały zaatakowane przez nieskazitelną biel. Kilka chwil później, zjawił się u niej ten sam doktor, nazwiskiem Marooned. Dokonał odczytu monitorów, rejestrujących stan kobiety i wszystko wskazywało na to, że z każdą godziną jest lepiej.
- Dzień dobry. Jak samopoczucie? Dzisiaj będzie pani mogła coś zjeść, chociaż czekamy na wyniki krwi i reakcji alergicznych chyba, że sama pani powie czy nie może czegoś spożywać. - rzekł przyjemnym tonem lekarz - Swoją drogą ma pani gościa, jednak jeśli nie jest pani na siłach, wizytę można przełożyć. Rozwiewając niepewność, nie jest to nikt ze służby bezpieczeństwa. Proszę się nie denerwować, czas na przesłuchania na pewno jeszcze przyjdzie.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Saine Kela » 29 Mar 2016, o 16:22

Sen był jej teraz zdecydowanie bardzo potrzebny. To, gdzie trafiła i jak bardzo ma przerąbane zajmie się potem, gdy przestanie co chwile tracić przytomność i będzie w stanie przetrwać dłużej bez wypluwania sobie płuc. Póki co oddała się w błogie objęcia snu i to było najlepsze, co ją spotkało od wielu dni. Nie miała pojęcia, że zrządzeniem losu, albo zwykłym fartem przyjdzie się jej ponownie spotkać z Willem. Na razie jednak powoli dochodziła do siebie. Jedynie w śnie powracała do wydarzeń z zatopionego statku starożytnej rasy, a przed jej oczami przewijały się tuby z zanurzonymi z nich martwymi ciałami.
W końcu ponownie się obudziła i niemal z radością stwierdziła, że czuje się o wiele lepiej. Poruszyła palcami w złamanej ręce. Bolało, ale tylko nieznacznie, co uznała za plus. Spojrzała lekko przytępionym wzrokiem na lekarza.
- Chyba dobre... a przynajmniej zdecydowanie lepsze niż... hmm... - zamyśliła się. Nie bardzo chciała rozmawiać o tym, co się stało, a przynajmniej na razie i nie z lekarzem. - Co? - spytała, ponieważ fragment wypowiedzi mężczyzny jej uleciał.
- Pytałem, czy jest pani na coś uczulona i czy chce pani przyjąć gościa - powtórzył cierpliwie lekarz.
- Tak... znaczy nie, znaczy nie jestem na nic uczulona, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, a co do gościa, może wejść i tak nic lepszego nie mam do roboty.
Uniosła się na łokciach. Spodziewała się eksplozji bólu, ale poczuła jedynie delikatny dyskomfort. Było dobrze i miała nadzieje, że będzie lepiej. Jeżeli dobrze skojarzyła, musiała naruszyć granicę Chissów, a to mogło przynieść kłopoty, nawet jeżeli zrobiła to całkowicie nieświadomie. Teraz jednak ciekawiło ją, kto chce ją odwiedzić i w jakim celu.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 29 Mar 2016, o 16:52

Lekarz pokrzątał się jeszcze chwilę w sali, pobierając dane o stanie Saine, z aparatury na swój datapad. W przedsionku poinformował Hunta, że ten może odwiedzić kobietę, jednak ma jej nie męczyć i po około 10 minutach opuścić pomieszczenie. Zachowując wszelkie zasady higieny, nałożył na siebie zielonkawy kitel i ruszył na spotkanie z Kelą.
- Proszę, proszę, kto by się spodziewał, że po takim czasie wpadniesz do mnie w odwiedziny na krańcu Galaktyki. Swoją drogą to nie tak do końca "do mnie". Nieco karkołomna podróż. Włóczyć się w tym rejonie i to w takiej łupinie jaką jest DeepWater. Musiałaś sporo przejść przez ostatni rok. - rzekł William, nie dręcząc swojej znajomej setką pytań, gdyż miał świadomość, że i na to przyjdzie czas, gdy kobieta dojdzie do siebie - W sumie też trochę pozwiedzałem świat w ostatnich miesiącach. Od naszej wyprawy na Almanię minęło szmat czasu, choć ciągle pamiętam o naszym znalezisku siedziby Opiekunów Nieba.
Liam podszedł do pierwszego spotkania bardzo luźno, choć z tyłu głowy na pewno miał świadomość, iż Saine na pewno widziała imperialny list gończy za Huntem, który rzekomo poprowadził atak na gwiezdny galeon "Black Hole". Chcąc nie chcąc Korellianin stał się jedną z czołowych postaci formującej się rebelii, choć media unikały tego sformułowania, tytułując go, po prostu groźnym przestępcą.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Saine Kela » 29 Mar 2016, o 18:16

Cierpliwie czekała i pozwalała na wszystkie te badania. Była traktowana dobrze i dostała porządną opiekę medyczną. Po tak długim czasie spędzonym na całkowitym zadupiu, to było dopiero coś. Jednak to widok Williama zaskoczył ją i to mocno. Mężczyzna mógł dojrzeć szok na jej twarzy, a zaraz potem kobieta się roześmiała. Galaktyka była naprawdę mała.
- Will, nigdy bym się nie spodziewała zastać ciebie tutaj. Co za miła niespodzianka. - uśmiechała się szeroko, ale po chwili dostała ataku kaszlu. Czuła się już lepiej, ale do pełnego wyzdrowienia było jeszcze daleko. Wyziębiony w lodowatej wodzie organizm walczył z wirusami. Spojrzała na mężczyznę.
- Lepiej nie podchodź za bardzo, bo cie zarażę grypą albo innym paskudztwem. - westchnęła i poprawiła głowę na poduszce. Miło było widzieć kogoś znajomego. - Tak, trochę czasu minęło. Byłam trochę poza zasięgiem i szczerze mówiąc straciłam rachubę czasu i nie tylko. Brak dostępu do najnowszych informacji i w ogóle wszystkiego. Chyba dopiero będę musiała wracać do życia.
Rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Naprawdę cieszę się, że cię widzę, to najmilsza niespodzianka jaka mnie spotyka od... dawna... nieważne zresztą, powiedz mi lepiej, jeżeli możesz, gdzie ja jestem i co ty tu robisz? No i czym mam kłopoty? Jakiś Chiss mnie przepytywał.
Hunt może powstrzymywał się przed pytaniami, ale Saine nie miała takich oporów, a znajoma twarz tylko ją ośmielała. Nie miała pojęcia o ostatnich wydarzeniach oraz "sławie" jaką zyskał William. Przebywała z dala od jakichkolwiek wiadomości z Imperium, więc nie była na bieżąco z aktualną sytuacją.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 30 Mar 2016, o 00:20

Widok mężczyzny, ucieszył Saine, w końcu którzy by się nie radował, gdyby na końcu świata spotkał swego znajomego. Choć Kela spędziła w placówce leczniczej niespełna, standardową dobę, to jej kondycja psychofizyczna zdecydowanie uległa poprawie. Hunt sam nie spodziewał się, że jego była współpracowniczka od razu przejdzie do rzeczy, zadając rzeczowe pytania.
- Zaczynając od najważniejszego. Jeżeli sama ze sobą nie przywiozłaś kłopotów to ich nie masz. Oczywiście ktoś z lokalnej służby bezpieczeństwa w stosownym momencie przeprowadzi z tobą rozmowę i będziesz musiała udzielić odpowiedzi na parę pytań, ale to standardowa procedura. Było nie było pojawiłaś się tutaj bez żadnej zapowiedzi, na dodatek w stanie oznaczającym... problemy. - odparł Korellianin, zerkając na chronometr, w końcu miał tylko dziesięć minut, zanim wygoni go doktor - Jesteś na granicy Zewnętrznych Rubieży i Dzikiej Przestrzeni, na razie tyle mogę powiedzieć. Uprzedzając dociekania nie jesteś w strefie władzy Imperium. Więcej informacji będę mógł ci udzielić po wspomnianej weryfikacji. Niestety moje polecenie nie wystarczyło, więc tylko jak będziesz na siłach zostaniesz umówiona na spotkanie. nie obawiaj się, nie masz statusu więźnia. Swoją drogą twój statek nie miał żadnych pluskiew, a to dużo znaczy dla tutejszej społeczności.
- Panie Hunt, czy aby pan nazbyt nie męczył naszej pacjentki? - spytał nerwowo lekarz.
- Jeszcze parę minut, zdaje się, że pańskie metody leczenia są niezwykle skuteczne.
- Kurtuazja jest zbędna. Trzy minuty, pani Saine musi odpoczywać. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jutro opuści placówkę.
- Ekhem, sama widzisz. Zorganizuje ci kwaterę, a skoro jutro może wyjdziesz, to i wszystko się wyjaśni. Otrzymasz odpowiedzi na nurtujące ciebie pytania.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez Saine Kela » 30 Mar 2016, o 17:10

Czuła się nie najgorzej, choć zdecydowanie mogłoby być lepiej. Nic jej jednak nie groziło, nie musiała przed nikim uciekać, a to zdecydowanie poprawiało jej samopoczucie, choć wciąż w głębi świadomości miała wszystkie przeszłe zdarzenia, o których wolałaby zapomnieć.
Położyła głowę na poduszkę i wpatrywała się z Hunta, słuchając jego słów. Właściwie to niewiele jej powiedział, ale z jego słów wywnioskowała, że nie trafiła źle, a fakt, że Imperium nie miało tu władzy możliwe, że był na plus, choć nie miała pewności. Mimo wszystko był tu też Hunt, więc musiało być dobrze.
- Rozumiem. - na razie nie mógł jej wiele powiedzieć, ale miała nadzieje, że za niedługo wszystko się wyjaśni. - Nie jestem wrogiem i naprawdę trafiłam tu przypadkowo, ale rozumiem ich obawy, moje nagłe pojawienie rzeczywiście mogło być niepokojące.
Spojrzała na lekarza, gdy ten zaczął wyrzucać Willa. Lekarz oddany swoim pacjentom.
- Nic mi nie jest, czuje się całkiem dobrze... - mimo zapewnień ponownie się rozkaszlała, aż zabolało ją pod żebrami. Ręka również ją zabolała, nią potrząsnęła. Trudno. - Dobrze, to pogadamy jutro. - odparła, gdy już mogła coś powiedzieć.
Pożegnała się Willem, a potem wygodnie położyła. Lekarz spojrzał na nią i pokręcił głową niezadowolony z faktu, że jego pacjentka zbytnio się forsuje. Kobieta przytuliła głowę do poduszki i bardzo szybko zasnęła.

Następnego dnia czuła się jeszcze lepiej niż kilka godzin wcześniej. Zgodnie z obietnicą lekarza mogła wstać z łóżka i zostać wypisana. Z małą pomocą udało jej się ubrać w swoje ubrania, choć były dość mocno zniszczone, poszarpane i poplamione krwią, niestety niczego innego nie miała. Siedziała teraz na łóżku, walcząc z lekkimi zawrotami głowy z powodu zbyt długiego leżenia. Na razie i tak nie mogła nigdzie wyjść, a choć więźniem nie była, nikt tak po prostu jej nie wypuści, musiała liczyć się z obstawą.
- Musi pani jeszcze uważać, nie ma już powodu, żeby panią tutaj trzymać, bo stan jest dobry, ale przez najbliższe kilka dni lepiej się nie forsować, w szczególności radzę uważać na rękę. - lekarz dawał jej ostatnie rady i przygotował nawet leki, które miała brać przez najbliższe dni. Kiwała tylko głową, choć jak sądziła mężczyzna niespecjalnie zwracał uwagę na to czy pacjentka go słucha, czy nie.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Postprzez David Turoug » 30 Mar 2016, o 21:27

Gdy Hunt wszedł do placówki, a następnie sali Saine, kobieta była już gotowa do wyjścia. O dziwo William przybył sam bez obstawy kogokolwiek ze służby bezpieczeństwa. Pod ręką miał sporą paczuszkę owiniętą w brązowy papier.
- Już na nogach? Wypis? Ach ten nasz doktor, punktualniejszy niż linia repulsorowa na Korelli. Tutaj masz trochę ubrań od... zresztą sama poznasz. W gruncie rzeczy populacja damska jest tutaj niezwykle mała. - rzekł z humorem archeolog - Odbiorę wypis, załatwię formalności i ruszamy do innej placówki.
Chociaż początkowo na to nie wyglądało, to po krótkich obserwacjach można było wywnioskować, iż Hunt nie jest tutaj osobą anonimową i jest w stanie coś niecoś zorganizować. Sama Saine, mając chwilę dla siebie mogła spokojnie rozpakować paczuszkę, w której było kilka bluzek, dwie pary spodni oraz parę sukienek. O dziwo wszystko było mniej więcej w jej rozmiarze.
- I jak gotowa? Lecimy na jakiś normalny obiad, a potem niestety będziesz musiała poświęcić godzinę, panom od bezpieczeństwa. Ale bez obaw, to rutynowa rozmowa, a nie przesłuchanie. - rzekł Hunt, otwierając przed kobietą drzwi na zewnątrz.
Esfandia nie była przyjemną planetą. Krajobraz był szary, z niewielką ilością roślinności, zwierząt, a samo powietrze miało charakterystyczny, nie do końca przyjemny posmak. Nie mniej atmosfera nadawała się dla istot tlenowych do oddychania bez żadnej aparatury. Na dodatek temperatura, mimo lokalnej gwiazdy znajdującej się wysoko na horyzoncie, nie była zbyt wysoka.
- Jeszcze raz witam na Esfnadii. Tutaj uwierzysz, że są miejsca bardziej pasujące na kryjówkę niż speluny na Tatooine, podmiasto na Taris czy aglomeracja Nar Shaddaa. - zagaił Hunt wskazując na ich taksówkę.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Następna

Wróć do Archiwum