Content

Archiwum

[Tatooine] Anchorhead

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 7 Mar 2016, o 13:24

Podczas wyświetlenia po raz pierwszy holorelacji z miejsca masakry jego oko było skupione bardziej na szlaczkach i robaczkach, niż na obrazie. Czasem myślał, że to lepiej mieć jedno oko, a nie dwa. Nie wszystko co rejestrował jedynym ślipiem trafiało do mózgu, a część informacji bezpowrotnie uciekała. Nie miało to dlań różnicy czy zobaczy więcej szczegółów czy mniej, bo i tak łepetyna ma swoją maksymalną przepustowość dla bodźców. Im więcej do niego ich docierało, musiał wybierać które są istotne, a które nie.
Spoglądając na coś po raz drugi, pod kopułą zapaliła mu się czerwona, ostrzegawcza lampka. Gdzieś to miejsce już widział. Był tam. Na miejscu MASAKRY. Zanim pokapował do reszty, przeszedł go zimny dreszcz, o ile to możliwe na tak ciepłej planecie.
Przysłuchując się jęczącemu i pokrzykującemu Dude'owi postanowił go przysłowiowo "olać" jak to mawiały dżentelistoty. Sikiem prostym, w dodatku ciepłym. Wiedział, co to przenośnia i skupił spiczaste uszy na drugim rozmówcy. Strach nieco go obleciał.
Słuchając pierwszej z opcji popukał się po łbie pięścią - Kwik, to boleć! - niefortunnie uderzył dłonią w jeden z rogów. Ten pomysł był słaby. Nawet dla takiego przygłupa jak on - pozostawanie w jednym miejscu, na dodatek tak blisko "centrum wydarzeń" było pierwszym miejscem, gdzie mogli się skryć prowodyrzy całego zamieszania.
Możliwość druga była całkiem znośna. Zmiana miejsca pobytu na tej kupie piachu odroczyłaby na jakiś czas zagrożenie. Pokiwał energicznie głową, że się zgadza.
- Taaa a. Bastine bydzie dobre na tyra. - rzucił szybko między zdaniami Dance'a, wystawiając jęzor w pełnej okazałości. Akcentował słowa na różne sylaby. - Chrumbota nie świnia. nie ucieknie. Hłe hłe - zaśmiał się gardłowo przy tym pokwikując. Ciekawe czy inni zrozumieli rzuconego suchara dla rozluźnienia sytuacji. Słyszał o Stolicy Tatooine wystarczająco wiele od wszelkiej maści bywalców kantyn i "bałaganów". Stamtąd można by dać racicę w inne miejsce.
Zapytany wprost co o tym myśli, z trudem wyjąkał - Nie-ee. Tu pić od prosiaka. To zawsze tu mieć robotu. - jego bełkot widocznie John'owi mocno dawał w kość skoro zaproponował kupno maszyny. - Dobre, dobre. Kupić Tumacza, Robotu, Blaszaka. - poklepał się po sakiewce na tyle mocno, aż chipy kredytowe zabrzęczały, a tak lekko by ich nie zniszczyć. Puszka z kablami zdawała się zdominować wszystkie myśli i tak nie było ich dużo. Ucieczka zeszła na 2gi plan w tej chwili. Priorytetem stał się zdalniak. Mniejszy i poręczniejszy niż klasyczny robot, mógł go wnieść do każdej kantyny, a nawet sławetnej w Mos Eisley. Droid tam wstępu nie miał.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 8 Mar 2016, o 19:03

Po krótkiej naradzie, trójka pseudo najemników, a raczej podróżników z przypadku, zadecydowała, że udadzą się do Bestine. Choć pomysł został zaproponowany przez Johna Dance'a to ostatecznie nie był do końca przemyślany. W końcu co Twi'lek, Rodianin i Gammoreanini mieliby robić w stolicy Tatooine? Tam jeżeli ktoś potrzebował specjalistów to ich znajdował, natomiast żaden z trójki znajomych nie był ekspertem praktycznie w żadnej dziedzinie, poza wydawaniem pieniędzy na alkohol niskiej jakości.
- Ruszamy do Bestine. Moja tam nigdy nie być, ale może stamtąd my udać się do gwiazd... - rozmarzył się zielonoskóry Dude, wędrując oczami wyobraźni po Galaktyce - Tylko ja podejrzewać, że tam też mają HoloNet...
- No jasne... - odparł Dance, jakby wybudzony z transu - Czasem miewasz przebłyski koleżko. Na szczęscie Bestine jest dużo większe od Anchorhead, łatwiej będzie się ukryć.
- A co z tłumacz dla Gweek? Robot przydać się. - dodał rozanielony pochwałą Rodianin.
- Nie pozostaje nam nic innego jak udać się do jedynego sklepu z częściami. Z tego co wiem, prowadzą go tutaj Jawowie wespół z jakimś Ithorianinem. Nawet nie chcę wiedzieć jak się dogadują. Młot i kurduple. - rzekł zdecydowanie Dance - Gweek ile zostało ci oszczędność... Zaraz, zaraz musimy jeszcze zapłacić rachunek...
- A ten gbur ma do uregulowania paragon za usługę. - dodała trójoka Granka, wskazując na Gammoreanina.
- Dokładnie. - burknął barman, a z zaplecza wyszło trzech, stosunkowo rosłych Weequayów, stanowiących ochronę - Za wszystko 400 kredytów.
Właściciel kantyny zdecydowanie przegiął, podając oczekiwaną kwotę, która miałaby uregulować rachunek za alkohole, jadło i stosunek Pitoogga. Oceniając jakość jadła, trunków i czas seksu z Granką, wszystko nie było warte więcej niż 200 chipów kredytowych. Nie mniej wszczynanie burdy, w jedynej kantynie Anchorhead było niezwykle ryzykowne, tym bardziej, że trójce towarzyszów szczęście ostatnio nie sprzyjało. Nie mieli też pewności, czy do mieściny niedługo nie wkroczą wynajęte zbiry, szukające zemsty na Gweeku i jego znajomych.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 9 Mar 2016, o 17:07

Wiedzial, że coś zaradzą na zaistniałą sytuację - wyjechać czym prędzej. Takich dwóch, jak ich trzech - nie ma ani jednego.
Pierw zmienić miejsce pobytu, dopiero później sprawdzić jakie możliwości się przed nimi klarują lecz zanim plan wcielą w źycie, wypadałoby uregulować rachunki z barmanem. Zastanawiał się, ile skasują go za chwile przyjemności, pewnie nie mało.
Gdy była mowa o pieniądzach, siedział, cicho pokwikując. Gbur? Gweek gbur? No nie... spojrzał nieco rozzłoszczony na Grankę. Zrobil jej "dobrze", a teraz od gburów wyzywa?
- Nu nu nu... -----> wyszeptał i pokręcił głową widząc trzech pomarszczonych jegomości. Wstał powoli, podszedł do baru. Pomajstrował coś przy sakiewce głośno mlaszcząc. Rzucił na blat trzysta kredytów - Uczciwa cenu. - dorzucił 30 kredytów tipa, wskazując kiwnięiem głowy na Cycolinę.
Obrócił się bokiem do barmana, przodem do trójki ochroniarzy. Splunął w dłonie, jedną rękę oparł o blat, a drugą na drzewcu broni.
- To dobra cenu. Idziemy. - powtórzył powoli, wskazując kompanom pyskiem wyjście. Nie zamierzał negocjować. Oby pewność siebie i broń gotowa niemalże do użycia wystarczyła. Weequayowie nie byli wybitnie inteligentni tak, jak i Gamorreanie. Walka w zamkniętym pomieszczeniu mogła prziestoczyć się w krwawą jatkę. W sumie to lubił małe, zamknięte przestrzenie. Miał sporo doświadczenia, pijany jak świnia też nie był. Szybko przeanalizował sytuację - trzech na trzech, człowieka miał na oku no i granka... Może i arg'garokiem człeka nie sięgnie, ale rzucić sztyletem mógł. Z trójką łysych z warkoczami z tyłu głowy będzie ciut gorzej.

Chwila ciszy się przyciągała w nieskończoność. Wszystko zależało od barmana. Dał mu z siebie zedrzeć kasiorę, a teraz umozliwił wyjście z twarzą przed pracownikami.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 9 Mar 2016, o 17:55

Barman kiwnął głową na swoich zbirów, a ci schowali się na zapleczu. Widocznie 330 kredytów, w tym 30 dla Granki, było ceną, którą mógł przełknąć, choć tak naprawdę sporo na tym zarobił. Gammoreanin z dwójką swych przyjaciół opuścili lokal, choć nie mogli mieć pewności, że w niedalekiej przyszłości spotkają bandę, nasłaną przez właściciela mordowni.
- Gweek dobry! Ty mieć łeb i dobre argumenty! - rzekł Rodianin - Co my teraz robić?
- Raczej nie zabawimy tu długo. Trzeba iść do sklepu po jakiegoś tłumacza. Nie wiem czy w takiej dziurze znajdziemy coś co nas zadowoli, ale lepsze korzonki wroshyru, niż banthcie gówno. - dodał Twi'lek, cytując znane przysłowie - Jawowie potrafią zaskoczyć swym asortymentem. Tym bardziej, że pieczę nad wszystkim trzyma Ithorianin.
- W takim razie my mieć plana! A jak z piniądzmi? Mnie zostać 1800 kredytów. - kontynuował dyskusję Dude - A tobie Gweek? Jak z twą sakwą? Dno widać?
- Mnie też zostało 1800, więc nie jest tak źle. - wtrącił się John Dance - Za rogiem jest sklep z droidami i częściami. Wchodzimy. Gweek rozejrzyj się za czymś co będzie odpowiednie dla ciebie.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 10 Mar 2016, o 20:09

Na gest barmana odetchnął głęboko, powoli wypuszczając powietrze z płuc. Strumień "wyziewów" opłynął kły, zmieniając się w ciche pogwizdywanie. Poluźnił uchwyt trzonka, rzucił okiem na łysych, pomarszczonych Weequayach. Przez chwilę zahipnotyzowały go warkocze kołyszące się na boki. Szansa na pierwsze skalpy bezpowrotnie się oddalała. Może innym razem - obrócił się na pięcie, zamykając trzyosobowy pochód.
Słysząc pochwałę, wykrzywił pysk w uśmiechu, merdając jednocześnie jęzorem na boki.
- Chr chru mmm. Ta-aaa. Gweek lubić zakupu. Wtrącił się enigmatycznie do rozmowy ni to na serio ni to na żarty. Podrapał się po zadku, otworzył i zajrzał do sakwy. Kredyty były na swoim miejscu, tylko nie tyle co przed wejściem do czegoś co nazywali umownie kantyną. Zaczął liczyć na głos:
Szto, dwiecze, czyszta, czeryszta, pisiont, tysionc. Kwik, cuś żem pojebał.. Zaklął w duchu, ponownie zajrzał do sakwy i wznowił liczenie, tym razem po cichu. Prawie łosiencet. Gaworzenie w basicu szło mu coraz lepiej - stwierdził słysząc sam siebie. Może za miesiąc lub dwa sprzeda droida robiąc takie postępy.
Podniósł łeb chrumkając, wzrokiem i nogami powłóczył za róg, za osobnikiem, którego lekku oplatało bok szyi i zwisało bezwiednie.

Skręcając, wyłoniła się przed nimi typowa chata spotykana niemal w każdej części cywilizowanej Tatooine. Kopuła zamiast dachu, kilka ścian, wykonanych zapewne z gliny i piasku, choć może był to jakiś kamień, ciężko stwierdzić. Bezlitosne bliźniacze słońca potrafiły nawet z wypolerowanego bloku skanlego wycisnąć życie, robiąc z niego zerodowaną bryłę. Zdecydowanie większa część budowli znajdowała się pod ziemią, a to co ponad nią się znajdowało to dobrze zabezpieczone wejście - metalowymi "wrotami" - przed piaskiem w czasie burzy. Służyło jako wąski przedsionek ze schodami, wgłąb budowli.
Przekraczając próg, głośno zawył ostrzegawczy, elektroniczny gong - oznaczający klientów. Ciało opływał przyjemny chłód, skóra lepiła się do ubrania od różnicy temperatur. Zatęchłe powietrze wdzierało się do nozdrzy, unosząc charakterystyczny zapach przepalonego oleju. - Utinni! Uuttiinnnnnnnnniiii. Pierwsze kilka kroków robiło wrażenie przez duże W. Rodianin aż zapiał z zachwytu. Na wejściu, w przedsionku znajdowały się wypolerowane części tak, by odbijały od swej powierzchni światło. O dziwo, od progu wnętrze było dobrze oświetlone. Wchodząc do centralnego pomieszczenia, na wprost, pod ścianą, znajdowała się lada. Na niej kilka kwiatów, leżały też rozłożone na części jakieś urządzenia, porzucone w chwili odezwania się "kuranta". Majstrowała przy nich trójka Jawów wykłócając się o to, która część gdzie ma iść. Za ladą była kotara osłaniająca wejście, pewnie na zaplecze. Z tyłu budynku, ogrodzone wysokim murem znajdowało się podwórze, niewątpliwie połączone z "magazynem". Kurtyna skrywała część mieszkalno-warsztatową. Pod sklepieniem wisiały podwieszone części do pojazdów, małe silniki, serwomotory, stateczniki, przeskalowanych kilka modelów swoopów, speederów i statków. Tu i ówdzie jakaś roślina oplatała ściany i kawałek sklepienia niczym pasożyt. Na środku pomieszczenia walały się sterty zespołów napędowych, turbin i innego szmelcu poprzetykane donicami z roślinnością. Po bokach znajdowały się łukowate sklepienia prowadzące do kolejnych pomieszczeń. Za plecami i wzdłuż ścian ustawiono fotele pilotów, holostoły do dejarika i innych gier, w tym osławionego króla hazardu - sabaka.
Pierwszy, piskliwy wrzask Jawy, spowodował wylanie się mikrusów z bocznych naw kompleksu. Około tuzina postaci, każda okryta brunatnym strójem z kapturem, spod którego nie widać było twarzy, a jedynie świecące na pomarańczowo lub żólto oczy. Powstały gwar, zamęt, wręcz chaos tak szybko ucichł, jak powstał, ustępując miejsca zalewowi pytań w Jawaese. Mali śmierdziele przytłumili aurę nostalgicznie oddalającego się zapachu smarów, utworzyły półokrąg przed trójką potencjalnych klientów.
- Utinni! Utto nye usabia atoonyoba? Eyeta, Keeza? Tando? Reve? Kurruzza? Ratapa? Speeda? - istoty wrzeszczały i wykrzykiwały jedna przez drugą. Potok słów przerwał Ithorianin - Omu`sata!!!! powoli wysuwając pierw głowę, a dopiero później resztę ciała równie brązową - co ubrania jawów. Młotkogłowy sprawiał wrażenie przygarbionego, co potęgowało efekt gigantyzmu ponad dwumetrowej istoty. Majestatycznie i z godnością górował nawet nad Gweekiem. Zdawać by się mogło, że to on zarządza bądź jest właścicielem sklepu.
- Witajcie podróżnicy. Czym mogę służyć? Czegoś potrzebujecie? - melodyjny głos wydobył się z dwóch ust jednocześnie.
- Droida-tłumacza lub zdalniaka. - najszybciej z letargu odezwał się John i wskazał ręką na grubasa obok siebie, który przemówił zaraz za nim
- Duuidaa! Kupić doida.
Tylko zielonoskóry z trąbką nic się nie odzywał zauroczony widokiem "małego królestwa" Jawów.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 10 Mar 2016, o 20:29

Ithorianin przyjrzał się specyficznym klientom. Mimo to doskonale rozumiał, dlaczego chcieli zaopatrzyć się w droida, którego główną funkcją było tłumaczenie języków innych ras. Gammoreanin niezbyt dobrze posługiwał się basikiem, co musiało być irytujące zarówno dla Twi'leka jak i dla kogoś kto musiał obcować z Pitooggiem.
- Dobrze trafiliście. W Amchorhead nigdzie nie znajdziecie takiego asortymentu jak u mnie. Mamy droidy protokolarne przeznaczone właśnie do kontaktów między osobami humanoidalnymi, a nawet idąc dalej rozumnymi! - rzekł właściciel sklepu, mówiąc niskim, powolnym tonem - Jaki przedział cenowy was interesuje? Macie 5000 kredytów? Zaproponuje G3-Zee! Zna 10 tysięcy języków, które są najpopularniejsze w Galaktyce. Oczywiście rozumiem, że w świecie jest kilkanaście milionów form komunikacji, ale chyba niestety na całym Tatooine raczej takiej oferty nie znajdziecie.
- Utinni! - zawyrokował jeden z Jawów, przyglądając się rozmowie.
- Jeżeli jednak panowie chcą coś skromniejszego to za 3000 kredytów mogę zaproponować oryginalny astromech, z wmontowanym wokabulatorem. Zna wszystkie podstawowe języki Przestrzeni Huttów. - odezwał się znowu Ithorianin, jednak druga oferta była co najmniej dziwna. Szczególnie, że zostało użyte sformułowanie "wszystkie podstawowe". Równie dobrze robot, mógł znać mowę wspólną oraz huttyjski. Co gorsza, obcy jak na razie proponował towary z górnej półki, na które trójki przyjaciół nie było stać. Nie mniej propozycje zostały przedstawione.
- Gweek, my nie mieć 5 tysięcy ani 3 tysiące! Co robić? - w końcu wybudził się z letargu Rodianin.
- Jeżeli o mnie chodzi to musimy zejść na niższy poziom. Za duże kwoty. - dodał John Dance - Gweek może jednak wolałbyś się bardziej przyłożyć do nauki basika? Czas nagli. Musimy zdecydować czy szukamy czegoś tańszego czy wydajemy nasze wszystkie oszczędności, wcześniej jednak dorabiając jakieś 500-600 kredytów i spłukując się do cna.
- Gweek, jakie twoje zdanie? My chyba nie mieć czasu na kolejny zarobek i praca tutaj?! - zastanowił się Dude, choć jego wzrok ciągle uciekał ku licznym, świecącym eksponatom, w sklepie z droidami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 10 Mar 2016, o 21:35

Ithorianin oprowadzając ich po pomieszczeniu znajdującym się po jego prawej, (ich lewej), opowiadał i zachwalał im swoje oferty, pokazując kolejne robociki i mówiąc ceny. Gamorreanin raz za razem dodawał swoje- Ehę. , - Kwik. i Chrum. - słuchając monotonnego głosu olbrzyma. Zanim dotarło do niego, o jakiego rzędu kwotach była mowa, zakrztusił się własną śliną. Herlał na całe gardło wystrzeliwując dookoła krople zielonej, gardłowej wydzieliny. Nikt z obecnych nie wiedział jak mu pomóc. Czekali, zastanawiając się - udusi się? - a może mu przejdzie? - Czo? Ile? wychrypiał i wybałuszył oko. Rodianin zaśmiał się głośno widząc i słysząc duszącego się świniaka.
Droid to chyba nie był najlepszy pomysł. Czas zmienić taktykę. Przerwał dyskusję z towarzyszami, obracając się do gromadki Jawów i pacyfisty.
- Kwikacza. Tfu - splunął siarczyście na posadzkę. - Tumacza mi cza, nie robotu. Zdolniak? Ekhm - rękami pokazał coś w stylu kalamburów. - Mały - próbował wytłumaczyć, aby mieściło się pod ubraniem, było małe, tanie no i przede wszystkim działało jak należy.
- Gweek mundry!!! - wrzasnął, a jego głos rozszedł się echem po budynku. Jawowie podskoczyli ze strachu i schowali się za "młotkiem", który przybrał obronną postawę. Muh obmacał się po cielsku, intensywnie myśląc i poszukując zabawki nieżyjącego już Gozz'a. Wjął głęboko skitrany za pasem blaster, celując po kolei we właściciela i Jawów. Pierw było to straszne, a później śmieszne, gdy obecni spostrzegli, że pulchne paluchy nie wlezą mu w "oczko" spustu. Dłoń obejmowała niemal całą kolbę. Ostrożnie przekazał broń jednemu z kurdupli czując ich intensywny,skumulowany smród. Zawtórował serią chrząknięć, sprawdzając co potrafi ten oryginalny astromech.
- Jawa śmierdzi jakby się usrał ze strachu. - z wokabulatora wydobył się syntetycznie spreparowany głos, a Pitoogg ryknął tubalnym, gardłowym śmiechem.
- Tyko tumacz. Nic wincyj.
Może zaoszczędzi trochę grosza kupując zdalniaka, albo chociaż sam wokabulator tłumaczący mowę. Jak się poszczęści i broń spodoba się zakapturzonym, to kto wie. Może wymieni blaster na droida. Pamiętał dobrze, że wolą oni handlować na zasadzie wymiany coś za coś. Ewentualnie dopłaci do tego interesu. Póki co, czeka na kontrofertę.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 11 Mar 2016, o 14:24

Choć Gweek przez moment wydawał się trzymać w garści całe towarzystwo, to ostatecznie sytuacja wyszła iście komicznie, a Ithorianin nie był zwolennikiem barteru. Wolał twardą walutę, a nie transakcję na zasadzie wymiany. Właściciel wzrokiem skarcił swych pracowników, po czym wraz z Gammoreaninem i Twi'lekiem przeszli do drugiej części sklepu, podczas gdy Rodianin ciągle oglądał kolorowe elementy astromechów.
- Pewnie chodzi wam o coś takiego. - rzekł rosły osobnik, nie tracąc do klientów cierpliwości. Wcisnął odpowiedni guzik, a nad zebranymi uniósł się niewielki zdalniak, który mógłby pomieścić się w dwóch złączonych, ludzkich dłoniach mężczyzny. Choć ciężko byłoby schować go za pazuchę, to Gweek, z racji tego że był Gammoreaninem mógłby wcisnąć maszynę za pazuchę.
- Jeden szkopuł w tym, że nie jest on przeznaczony do tłumaczenia. Dacie mi 600 kredytów, a ja dla was go przerobię, w powiedzmy... 3 standardowe godziny o ile nie będę miał tłoku na sklepie. - zapowiedział Ithorianin, przedstawiając, prawdopodobnie najlepszą ofertę dla Świniaka.
- Co Ty na to Gweek? Chyba nic lepszego nie wykombinujemy, a w tym czasie możemy poszukać transportu do Bestine? - dopytał John Dance, licząc na to, że Chrumek nie będzie oponował i zgodzi się na ofertę właściciela sklepu.
- Przy okazji, gdy będę modyfikował oprogramowanie, powiedzcie mi jakie języki ma tłumaczyć? Jego pamięć jest ograniczona, także powiedzmy 10 innych dialektów, poza oczywiście basickiem. - dodał pospiesznie młotkogłowy, by nie pozostawić złudzeń, że prowizoryczny tłumacz, będzie miał ograniczone funkcje.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 11 Mar 2016, o 17:54

Cały misterny plan wziął w łeb, który miał ochotę odrąbać od korpusu Ithorianina. Odebrał pospiesznie od maluchów swoją własność i podążył za najwyższym osobnikiem. Mały tłumek mijał eksponaty najprzeróżniejszych modeli astromechów. Liczne jednostki z rodziny R, w tym osławiony R-2 lub Q7, nawet P2, jednostki starsze, sprzed Wojen Klonów jak naprawczy Pit Droid, z samego konfliktu też - elementy zakrzywionego korpusu Droideki, anteny i plecaki droidów B-1, nawet IG-Magna Guard rozczłonkowany i poupychany po kątach, maszyny protokolarne takie jak C1-9, 5DS, 5YQ, medyczne 2-1B, FX, GH-7, IM-6, DD-13.
Przystanęli na chwilkę, przed nimi uniosła się okrągły kształt, niczym jakiś owad wypłoszony ze swej kryjówki. Zawisnął na wysokości metra w powietrzu - nieruchomiejąc. Propozycja "młotka"wydawała się korzystna.
- Pincet i bydę póśniej. Próbował się targować. Mógł trafić na twardego przeciwnika i jeśli będzie trzeba to pójdzie na pierwotną ofertę. Wyciągnął ustaloną kwotę, spojrzał na Dance'a i pokiwał mu głową, zgadzając się z nim. Nareszcie będą mogli się dogadać jak należy. Jak nie, to wróci i uczyni znacznie niższym Ithorianina, natnie na drzewcu kolejną kreskę, a krew wytrze w szmatę, którą ma na sobie.
- John'y mieć łeb na szyi. Miał nadzieję, że to tylko pretekst, by oddalić się pospiesznie ze sklepu, nim właściciel się rozmyśli i nie zażąda innej kwoty.
- Gamorrese, Huttański, Jawaese - podał trzy nazwy języków, które go interesowały, poczekał, aż pozostali zrobią podobnie.
Nie zostanie mu za wiele gotówki, ale zyska coś cenniejszego niż "twarda waluta". Pospiesznie chciał opuścić podziemia, co kilka kroków podskakując do góry. - Hop, chrum, Hop.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 11 Mar 2016, o 18:09

Ithorianin swym przenikliwym spojrzeniem, przyglądnął się Gweekowi. Choć w sklepie zjawiali się różni klienci, to nie mógł każdemu przybyszowi opuszczać cenę o 100 kredytów, tym bardziej, że droida należało jeszcze przystosować do warunków. Ten typ zdalniaka miał zupełnie inne przeznaczenie niż tłumaczenie rozmów.
- 550 kredytów i ani jednego chipa kredytowego mniej! - zawyrokował młotkogłowy - Trzy języki odnotowałem jakieś jeszcze?
- Rodese, język wooekieech, nie pamiętam jak się nazywa, Iktotchese, Tuskeński i Twi'leki. - dodał John Dance, szybko licząc ile im wyszło - W sumie 8 języków, akurat tyle, byś właśnie upuścił tą cenę do 550 cr. Gweek przystajesz na taką kwotę?
- W takim razie jesteśmy dogadani. Możecie zapłacić teraz 300, a pozostałe 250 jak stawicie się po odbiór. Trzy godziny standardowe i będzie gotów. - odparł Ithorianin.
- Utinni! - krzyknął Jawa, słysząc, że kolejna transakcja została praktycznie dogadana.
- Teraz musimy poszukać kogoś kto nas przetransportuje do Bestine. Sami śmigaczami tam się nie dostaniemy, a na pewno nie przed zmrokiem, a na tym właśnie nam zależy. - wtrącił raz jeszcze Twi'lek, kierując swe słowa do Gammoreanina.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 12 Mar 2016, o 09:38

Tłuścioch zastanawiał się nad tym, dlaczego go kroją na każdym kroku. Gdzie by nie poszedł i co by nie zrobił, to biorą go za debila. Postanowił sobie, że następnym razem zmieni taktykę.
Nie znał się na elektronice i na droidach też nie. W sumie na niczym się nie znał. Ten fakt zabolał dotkliwie.
Zadowolony z przebiegu negocjacji, nie zamierzał nic dodawać ani się odzywać. - Pasi. - Nie spieszył się z wyciąganiem mamony, chipy trzy razy przeliczył, myląc się dwukrotnie. I te skurwiałe utini... wybiło go z rytmu. Brązowoskóry pochwycił chipy, które wręcz rozpłynęły się w powietrzu, materializując w jednym z licznych schowków w ubraniu. Popatrzył na mózga ich " szajki ", przytakując. - Taaa. Idziem dalej. - skinął głową w kierunku domniemanego wyjścia z budynku. Popatrzył tęsknym wzrokiem na armię mechanicznych pomocników.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 13 Mar 2016, o 17:59

Grupa znajomych ruszyła ku niewielkiemu kosmoportowi w Anchorhead, by znaleźć tam kogoś, kto wybiera się w wewnątrzplanetarną podróż ku Bestine. Niestety nie odnaleźli tam nikogo o takim celu. Wszyscy podróżni szykowali się przede wszystkim do opuszczenia piaszczystej planety.
- Idziemy pod biuro Czerki. Stamtąd czasem ruszają karawany śmigaczy transportowych. Może uda nam się wyżebrać podwózkę. - zarządził Twi'lek, mając świadomość, że w kosmoporcie niczego nie wskórają.
- Twoja dobry pomysł! My mieć jeszcze chwila, do odebrania zdalniak. - dodał Dude.
Jak się okazało spod budynku podupadłego przedsiębiorstwa, rzeczywiście wychodziła, a raczej wylatywała karawana. Dwa tradycyjne, kryte śmigacze czteroosbowe, dodatkowo uzbrojone w przednie lasery oraz jeden, średniej wielkości truck repulsorowy. Negocjacji podjął się nie kto inny jak John Dance i po piętnastu minutach wrócił z informacją.
- Ja i Dude wylatujemy niezwłocznie. Nie mogą dłużej czekać. Następny konwój będzie tu za tydzień, ale ktoś musi odebrać teraz zdalniaka. Trzymaj się, a może żegnaj Gweek. Dobry był z ciebie Gammoreanin. - rzekł Twi'lek wdrapując się na i tak zapchaną pakę ciężarówki.
- Jak to? My zostawić Gweek? Dlaczego? - jednak Rodianin nie uzyskał odpowiedzi. Chcąc nie chcąc też wsiadł do trucka, żegnając zdezorientowanego Pitoogga, któremu pozostał powrót do sklepu z częściami, by odebrać zdalniaka-tłumacza.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 13 Mar 2016, o 21:04

Ponad trzy godziny włóczenia się od statku do statku, noga za nogą, po wysepce cywilizacji w galaktyce mikroskopijnych skał, wciskających się w każdą szczelinę - na nic. Nic, tylko strzępienie języków po próżnicy. Mało kto normalny wybierał Tatooine jako miejsce do życia no chyba, że musiał. Z jakim rozczarowaniem musiały się spotykać te wszystkie istoty, skoro nawet i tu nie znalazły dla siebie miejsca, albo co gorsze - domu.
Nawet nie protestował, gdy ich jaśnie oświecony, Twi'lecki przywódca zarządził poszukiwania środka transportu pod biurem Korporacji Czerki, ciągnącej na finansowych oparach. Ileż to szczęścia miała trójka rządnych przygód istot. Przyspieszyli kroku dobijając do krzątających się w pośpiechu mieszaninę istot. Oddelegowany i zaprawiony w boju negocjator John, podjął się wyzwania, jakim było namówienie właściwej osoby do zabrania dodatkowych dwóch luf i jednego topora. Łącznie trzy pary rąk do pracy, całkiem za darmoszkę.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Stali w cieniu, pod ścianą budynku. Wietrzyk delikatnie muskał skórę dłoni i twarzy dając odbój żarowi słońc, które powoli zmierzały ku horyzontowi, przynosząc lekkie ochłodzenie.
Uczucia zmieniały się na twarzy Dance'a tak, jak mieszało się potrawkę z Nerfa. Szybko i często. Słowa, które usłyszał, o dziwo brzmiały stanowczo, niemal tak jak zwykle podczas podejmowania decyzji. Niby wszystko poszło gładko, ale zanim pokapował o naprawdę chodzi, było już za późno.
Dwójka w sumie nie znajomych mu istot, trzymała się razem. Gweek ciut na uboczu, ale zawsze w pobliżu. Widząc wdrapujących się kompanów chciał uczynić to samo. Zatrzymał się w półkroku i cofnął, tam gdzie stał. Zgłupiał do reszty. Nic nie trzymało się kupy.
Jak to odjeżdżają bez niego? Sami? Przecież mieli zabrać go za sobą... A może to jakiś podstęp i poczekają za bramą, aż zapłaci za zdalniaka i ich dogoni.
Widywał karawany i wiedział, że nie mogą czekać, ale nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, że zostawią go samego. Długo stał i patrzył jak pojazdy unoszą się nad ziemią. Podniósł topór w geście szacunku, skinął głową na znak, że ich umowa została zerwana. Zastanawiał się, tak jak Rodianin - dlaczego? Dlaczego akurat on?
Oddalające się pojazdy wzniecały tumany kurzu, z każdą sekundą obraz malał i oddalał się w nieznane. Gdy kompletnie stracił ich z oka, ocknął się jak ze złego snu i ruszył żwawym krokiem po swojego robocika - kuleczkę.

Rozżalony i po części zawiedziony, coś sobie postanowił.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 17 Mar 2016, o 20:53

Piach chrzęścił przy każdym stawianym kroku, a chmury kurzu i drobinek wzbijały się w powietrze. Szybko pokonał niewielką odległość dzielącą Biuro Czerki od warsztatu Ithorianina. Wparował do środka jak rozjuszony rankor. Tłumek Jawów rozpierzchł się we wszystkie możliwe strony i kierunki. Zasłona zasłaniająca wejście na zaplecze rozsunęła się. Niespiesznie wyłonił się brązowoskóry jegomość, a za nim zdalniak okrąglutki i lśniący i błyszczący niemal jak nowy .
- Kumpli gdzie zgubiłeś świniaku? – Spojrzał z góry pogardliwym wzrokiem na Gamorreanina.
- Mam nadzieję, że masz dla mnie kredyty. – kontynuował dalej tym swoim irytującym, monotonnym tonem.
Seria kwiknięć i chrząknięć brzmiąca niczym pijany Gotal miała na celu sprawdzenie umiejętności Puszki. Ze środka zdalniaka wydobył się skrzekliwy głos lektora:
- Silny mówi, że chce sprzedać dwa swoopy. – Całkiem nieźle sobie poradził z translacją, co go bardzo zadziwiło, ale nie bardziej niż to, że w pośpiechu Rodianin i Twi’lek pozostawili kradzione maszyny tam, gdzie je pozostawili. Słysząc te słowa wysoka istota się nagle ożywiła zwietrzając interes.

Wyszli zrobić szybkie oględziny obu maszyn. W drodze powrotnej obgadując szczegóły transakcji. Oprócz gotówki za łojony sprzęt, wytargował dodatkowe oprogramowanie do swojej nowej zabawki, plecak wojskowy, medpak i manierkę z durastali wypełnioną po brzegi jakimś mocnym trunkiem. Instalacja dodatkowego pakietu danych potrwała kolejne trzy godziny, z tą różnicą, że przycupnął w piwnicach nieruchomości. Siedział i czekał w kącie jednego z pomieszczeń zawierających stertę części nie do końca niesprecyzowanego przeznaczenia.
Znudzony przysnął na moment. Obudziło go dobieranie się jednego z Jawów do jego sakiewki. Z łapał drobne kończyny obiema rękami, zerwał się na nogi unosząc lekkie ciałko. W pierwszej chwili chciał skręcić kark brunatnemu śmierdzielowi, ale uznał, że zabawniejszym widokiem będzie rzucenie nim o podłogę z pełną siłą. Uniósł wrzeszczącego i piszczącego Jawę i niemal dokonał mordu, ale powstrzymał go stanowczy głos
- Zostaw go.
Niechętnie odstawił na posadzkę przykurcza, a niezwykle gęsta mgiełka smrodu rozprzestrzeniała się po pomieszczeniu z prędkością supernowej.
- Chodź Oczko, idziemy. Śmierdzi tu gównem jak z namiotu Tuskena. – rzekł w gamorrese i ruszył korytarzami skrywającymi tony szmelcu. Chciał coś po drodze sobie przywłaszczyć, ale uznał, że nie warto. Znajomości w tym miejscu mogą się jeszcze na coś przydać. Dzień chylił się ku końcowi, a jak miewał w zwyczaju, wieczory spędzał w kantynie. Dzisiejszą noc zamierzał spędzić nieco inaczej niż zwykle. Najął pokój u barmana, ten sam co ostatnio, z tą różnicą, że tym razem na całą noc, a nie na godziny jak miało to miejsce. Zdawał sobie sprawę, że przyciągał uwagę stałych bywalców tego miejsca. Dobrze zrobił, chowając do plecaka Oczko – bo tak nazwał zdalniaka i każąc się nie odzywać. Zamówił sobie wieczerzę składającą się z podwójnej pieczeni z banthy – chyba jedynego rodzaju mięsa w tym lokalu i trzech piw chrzczonych wodą oczywiście. Nie zwrócił na to uwagi, pochłaniając posiłek. Co jakiś czas spoglądał na Grankę wspominając przyjemne chwile z nią spędzone. Choć kręciła i prężyła się koło niego licząc na powtórkę z rozrywki, uznał, że to, póki co za drogi „interes” na jego sakiewkę. Wszedł na piętro lokalu, wszedł do klitki, zamknął drzwi i je prowizorycznie zabarykadował meblami.

[u]Dzień pierwszy.[/u]

Dodatkowe oprogramowanie zainstalowane w zdalniaku, tuż po upłynnieniu trefnych swoopów jak się okazało u Ithorianina – pasera, uczyniło z droida pierw tłumacza i później nauczyciela. Pacyfista miał fach w ręku, jeśli chodzi o przeprogramowywania droidów i upłynnianie podejrzanych przedmiotów. Jedno jednak można było mu zarzucić – lektor o skrzekliwo-piskliwym głosie, na pewno nie był człowiekiem. Wyraźny, obcy akcent dawał się słyszeć niemal w każdym zdaniu. Gweek nie mógł zidentyfikować rasy, jaka mogłaby takie dźwięki wydawać.

Widok porzucających go przyjaciół – bo tak pomyślał o dwójce kompanów, rozbił mu system wartości. Myślał, że wiążąc się „krwawą umową”, odbije się z finansowego dna. Wiedział też, że może być wykorzystywany do różnych celów przez wiążący go pakt. Widocznie dwójka, teraz mu obcych istot nie zdawała sobie sprawy z wagi kontraktu, jaki zawarli. Postanowił sobie, że pewnego dnia odnajdzie Twi’leka Johny’ego Dance’a i Rodianina Dude. O ile dożyje tego czasu i wyrwie z tej dziury. Tatooine zwano końcem Wszechświata, ale widocznie Anchorhead nim było. Banthy tu dupami ryczały, a chujami wodę piły. Ponoć, jak bantha zdechła, to łańcuch przez dwa tygodnie ryczał.
Dlatego musiał nauczyć się czytać, a na pewno liczyć i to w pierwszej kolejności. Chciał poznać się na cenach różnych rzeczy. Zawsze przyjmował „z góry”, że coś tyle kosztuje, choć czasem się targował z różnym skutkiem.
Wyjął zdalniaka i rozkazał mu włączyć coś na kształt holoprojektora rzucającego obraz na jedną ze ścian. Obraz ukazywał dwie litery ”a” – duża i mała. „Oczko” kazało mu po sobie powtarzać, a później palcem po podłodze przepisywać znaki ze ściany. Powtarzał na głos
„A” jak … yyy, kwik ...no chrum… eeee… ALKOHOL!!! Tak… „a” jak alkohol. Wpadając na ten genialny pomysł w podskokach wyjął manierkę i pociągnął sobie dużego gula. Chwytał powietrze przez klika długich chwil, walcząc z palącym gardłem i przełykiem jak topiący się o haust powietrza.
- Mmmmocne. Takie jak lubię. – rzekł sam do siebie. Teraz już wiedział, jak utrwalić tę literkę w pamięci. Nauka szła mu topornie, co jakiś czas biorąc małego grzdyla spirytusu niezwykle podłej jakości.
- A jak alfabet. - co jakiś czas powtarzał za zdalniakiem, czasem dorzucając coś od siebie.
- „A” jak jak… srak. – wkurzył się sam na siebie. - A jak… anal….. analogowy miernik. - nie wiedział co to słowo znaczy, gdzieś je usłyszał i w alkoholickim ciągu słowa same przychodziły mu na wargi.
Tym sposobem zakończył pierwszy dzień edukacji, padając „zabity” alkoholem i nadmiarem wiedzy.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Gweek » 18 Mar 2016, o 19:32

Syrena wyła przeciągle i monotonnie. Dźwięk rozpruwał twardą, gamorreańską czaszkę na dwoje. Ten dźwięk już kilka razy słyszał. Nie znosił go – zazwyczaj oznaczał kłopoty i szybką ewakuację z miejsca, w którym się znajdował. Syrena policyjna.
Ociężały na umyśle Gweek otworzył oko, rozejrzał się po pokoju. Ujrzał zdalniaka rozjarzonego światłami imitujące barwy policji. Po dobrej chwili stwierdził, że syrena jest bardzo podobna. Dłuższe przysłuchiwanie ujawniało rozdźwięk między tym oryginalnym wyciem, a droidzim. W sumie to był dźwięk inny, niż wszystko co do tej pory usłyszał. Zwlekając się z wyra, hałas ucichł. Pozbierał swoje fanty, niespiesznie chwycił za manierkę. Wystawił łapczywie jęzor, by zwilżyć wary, ale na jego nieszczęście, okazała się pusta. W głowie mu huczało tak mocno, jak o północy w dniu rocznicy deklaracji Imperium.
Zszedł powoli na dół, schody zatrzeszczały pod ciężarem dżentelistoty. Nie miał sił się dobrze rozejrzeć dookoła ani nawet ochoty. Zjadł coś lekkiego, zapijając kaca browarem. Nie lubił szybkiego trzeźwienia. Preferował długofalowe schodzenie z „bomby”, ciało miało wtedy więcej ikry, mózg sprawniej pracował. W jego przypadku powinno być musk – wypalony przez wczorajsze „paliwo rakietowe”. Pół dnia szlajał się po okolicy, drugie pół siedział i rozmyślał w czymś pokroju kosmoportu przez małe „k”. Nie znalazł statku ani karawany lecącej do Bastine, nawet dorywczej roboty dla niego tu nie było. Zadupie, ot co. Jedynym plusem z dzisiejszego dnia było to, że uzupełnił zapas płynu w manierce, u Ithorianina.
Wieczór spędził jak dnia poprzedniego. Sprawił sobie ucztę, suto zapitą lurą o smaku piwa. Najął pokój i podjął edukację. Dziś na warsztat zdalniak wrzucił mu literkę „B”. Pierwszym i najprostszym słowem napisanym przez Pitoogga była „baba”. Wyraz ten był najlepszy wśród tych, jakie przyszły mu do głowy. Nie było ich dużo.
„B”jak bitwa, biba, balanga ---- - > BROWAR!!! ----- - > ryknął uradowany łącząc dwa słowa – browar i baba. Tak. Przy tych dwóch słowach spędził wieczór. Wprowadził słowa w czyn, chlejąc i później kopulując z Granką. Tak zakończył dzień drugi edukacji.

Chudszy o kolejne kredyty znów został obudzony przez ten dźwięk. Coś chyba nawywijał po pijaku, że maszyna mści się na nim, budząc bladym świtem, choć było grubo po południu… Kolejny dzień zmarnował na próbie znalezienia transportu. Dziś trochę rozpytywał i nie zapowiadało się na jakieś przełomowe wydarzenia w tej mieścinie. Dopiero za 6 dni ruszała kolejna karawana.
Przez 4 dni były kolejno literki – „c” było proste… c jak cycki i cipa…(Granka znów była główną aktorką trzeciego dnia edukacji), doszły też ważne słowa jak ceny i cennik.
„D” oczywiście jak dupczasta Granka, dragi i najważniejsze słowo – drogo… w czwartym dniu edukacji.
„E” … tu był problem. Jedyne co znał to słowo Eopie… Do łez doprowadził go „Oczko” tłumacząc co znaczy słowo eunuch. On nim nie był i postanowił to udowodnić piątego dnia nie komu innemu, jak jego kochanej cycolinie.
Ta cała nauka zaczynała mu się podobać. Łączył przyjemne z pożytecznym. Za dnia krzątał się z miejsca na miejsce, cały czas szukając sposobu na wyrwanie się z tego kurwidołka. Literka „F” jak jego duży fiut oczywiście nie pomagała. Do tego zdał sobie sprawę, że jest frajerem. Szczątkowa inteligencja latającej maszyny nie miała najlepszego mniemania o swoim panu. W szóstym dniu robił szybsze postępy niż najtęższe umysły całej galaktyki.

„G” jak Gweek. Słowo to przetłumaczone z gamorrese na basic znaczyło „silny”. Był silny i krzepki. Ruchliwy, ruchawy też, jak mógł zauważyć właściciel jedynego przybytku rozrywki, jadłodajni i jaskini rozkoszy. Kobieta z trzema piersiami spijała śmietankę i piankę ze strumienia kredytów, wylewającego się z sakiewki Gamorreanina. Cenne i użyteczne było odkrycie znaczenia swojego imienia. Siódmego dnia zastanawiał się długo nad sensem swojego przydomka.

Nareszcie nadszedł ten dzień. Dzień odlotu i może wreszcie wytrzeźwienia do końca. Jak sobie przypomniał, to do kaca nie dopuścił przez ten czas. Spakowany i gotowy, spokojnym krokiem opuścił swoją tymczasową kwaterę. Udał się pod „Czerkę” i czekał, aż pojawią się pojazdy. Przez zdalniaka wypytał o szczegóły odlotu i jego w nim udziału. Dogrywając wszystkie aspekty podróży poszedł ostatni raz do kantyny.

Zamówił sobie trunek i czekał, aż jeden z Weequayów pójdzie do odświeżacza. Niespiesznym krokiem wstał i poszedł w to samo miejsce. Gdy tylko zamknęły się prowizoryczne drzwi, uderzył pomarszczonego brzydala w tył głowy i okładał ile sił w rękach. Wjebał mu niemiłosiernie do nieprzytomności i na koniec postanowił zrobić to, co chciał. Wyjął arg’garoka i odciął warkocz od głowy „zdobywając skalp” Weequaya. Schował go za pazuchę aby nie było go widać. Wyszedł jak gdyby nigdy nic, wypił resztkę piwa jednym haustem i wyszedł.

Jak tydzień temu, karawana na nikogo nie czekała. Ruszyła z miejsca wzbijając tumany kurzu. Z tą różnicą, że Gweek był jej częścią. Siedział na skrzyni i bawił się nową zabawką. Będzie musiał ją jakoś zaimpregnować bądź inaczej zabezpieczyć.

Dzięki David Turoug za wspólną grę. Mam nadzieję, że będziesz dumny z moich wyczynów i poczynań. Jak pożyje wystarczająco długo, to kiedyś spotkamy się w grze.


Gweek przenosi się do Bestine
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 283
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 17 Kwi 2016, o 12:41

Bena obudził mechaniczny głos starego rozlatującego się droida protokolarnego.
- Panie Cross. Ktoś chce się z Panem widzieć. Co mam jej odpowiedzieć? Wydaje się być bardzo natrętna.
Leniwie uniósł głowę z posłania by spojrzeć na droidycznego pracownika kantyny. Ten chyba uznał, że milczące spojrzenie Bena było jakąś odpowiedzią bo zaczął się odwracać i wychodzić z małego pomieszczenia w którym Cross spał.

***

Benowi powodziło się w życiu lepiej. I nawet wtedy gdy było źle nie wyglądało to tak fatalnie jak podczas jego pobytu na Tatooine. Był praktycznie bez szans na jakąś poważniejszą pracę; musiał się zadawalać serwisowaniem skrapalczy wilgoci i złomowatych droidów. Zarobki nie pozwalały mu na rozrzutny i wygodny tryb życia jednak głodny soać nie chodził. Trwał w błędnym kole. Zarabiał akurat tyle by móc egzystować na tej nieznośnej planecie ale nie natyle by się z niej wyrwać.
Czasem w monotonnyn pustynnym życiu Bena pojawiały się jakieś lepsze zlecenia i być może właśnie takie na niego czekało w tym momencie.
witaj z powrotem:)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Ben Cross » 17 Kwi 2016, o 17:19

Obudź się, zjedz coś, szlajaj się po okolicy za pracą, naprawiaj zdezelowane droidy i skraplacze, zjedz coś, idź spać. O, i przy okazji nie umrzyj z pragnienia. Tak mniej więcej wyglądał harmonogram Crossa.
Dobrze przynajmniej, że nie musiał zajmować jakichś pustostanów, żeby nagle go nie okradli. Miło ze strony tamtego właściciela kantyny, że pozwolił mu pomieszkać w swoim lokalu. Czy raczej na tyłach. To miała być zapłata za naprawę droida. A że ten dość często wymagał renowacji, kontrakt trzeba było odnowić.
Tak się wolno żyje na tej pustyni.

----

Ben zastękał w irytacji, słysząc przez sen głos pożeranego przez rdzę droida. Powoli, z gracją pijaka, podniósł się z posłania, przetarł oczy i spojrzał na odchodzącego mechanicznego kelnera.
Chwila. O czym on tam gadał? Jaka ona? Pewnie nowe zlecenie. Wstał chwiejnie. Zapiąwszy pas z narzędziami i przewiesiwszy przez ramię karabin (nigdzie się bezeń nie ruszał, a zwłaszcza a tej planecie), ruszył ku potencjalnej klientce.
Image
Awatar użytkownika
Ben Cross
New One
 
Posty: 115
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 21:05

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 17 Kwi 2016, o 22:23

Lokal w którym przebywał Ben Cross sprawiał, że słowo "Kantyna" zaczynało nabierać luksusowego znaczenia. Jakim cudem ta buda zbudowana ze złomu, za złomowiskiem, bez dostępu z głównej ulicy wciąż funkcjonowała tego Cross nie wiedział. Jednak pomimo odpychającego wyglądu lokal przyciągał dość liczną klientele, a właścicielka - Starucha Meg - notowała stały dochód i stać ją było na utrzymanie dwóch starych droidów protokolarnych i kilku wybrakowanych pitów do obsługi kuchni. Naprawdę, ciężko było ustalić dlaczego ten lokal istniej, choć Ben miał swój typ.
Chodziło o piwo. Starucha serwowała naprawdę dobre piwo - ponoć robione przez nią - i pewnie ten właśnie trunek stanowił o istnieniu kantyny.

Wszedł do głównej sali - wyglądającej tak jakby ktoś poustawiał najrozmaitsze rodzaje siedzeń i stołów wśród wraków i części różnych większych i mniejszych pojazdów - i od razu wiedział o jaką "ją" chodziło droidowi. Pomimo, że w lokalu przesiadywało już kilku innych klientów nie miał wątpliwości, że to ona była, tą która go poszukiwała.
Przy jednym z centralnych stołów siedziała samotnie kobieta rasy Fallen. Egzotyczna zielonoskóra piękność z włosami upiętymi wysoko w ogon. Czarowała swą urodą. Piła piwo i wpatrywała się w kufel stukając o naczynie długimi palcami. Chyba wyczuła pojawienie się Bena bo podniosła wzrok na niego i posłała mu uśmiech. Ben zauważył jak jej usta poruszają się mówiąc coś do niego. I choć nie stał bezpośrednio przy niej a gwar kantyny zagłuszał większość dźwięków jej głos usłyszał szczególnie dobrze.
- Zapraszam bliżej. Nie gryzę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Ben Cross » 17 Kwi 2016, o 23:03

Czasem Ben zastanawiał się, dlaczego jeszcze tutaj pracuje i w ogóle przebywa w tej... chyba ambasadzie Jakku, sądząc po "wystroju" (o ile kawałki złomu ustawione chaotycznie jeden na drugim mógł tak nazwać)... Ale potem brał łyka piwa i mu przechodziło. Lokal lokalem, ale jaki towar! Dlatego nawet lubił Meg, którą pieszczotliwie nazywał w myślach "Babunią".

Mechaniczne oko mechanika namierzyło jego "cel". A była nim jedyna w spelunie kobieta rasy Falleen. Bardzo ładna, swoją drogą, na widok której serce mężczyzny zabiło kilkukrotnie szybciej. Dla takiej damy chętnie pracowałby za darmo. No, prawie. Zniżka około 60% to prawie darmo.
Spotkały się ich spojrzenia. Lewy kącik ust Crossa powędrował lekko ku górze, gdy do jego uszu dotarło zaproszenie do stolika. Bezzwłocznie zatem usiadł naprzeciwko Falleenki.

- Witam. - przywitał się lakonicznie, jak na niego przystało. - Podobno mnie wzywałaś.
Image
Awatar użytkownika
Ben Cross
New One
 
Posty: 115
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 21:05

Re: [Tatooine] Anchorhead

Postprzez Mistrz Gry » 18 Kwi 2016, o 10:25

Gdy usiadł na przeciwko niej zauważył jeden istotny szczegół, który umknął jego uwadze wcześniej. Fallenka miała opatrunek na udzie i wyraźnie odczuwała dyskomfort gdy musiała tą nogą poruszyć. Ben dostrzegł też, kilka świeżo wygojonych blizn na skroni nieznajomej.
- Witaj. Od razu przejdę do rzeczy - chłodny ton głosu dziwnie kontrastował z przyjemną i uwodzicielką aparycją kobiety. - Mam na imię Nissia i słyszałam, że jesteś zdolnym człowiekiem potrafiącym naprawiać różne rzeczy. Czy podjął byś się próby naprawy frachtowca? W mało przyjemnych warunkach? I dyskretnych? Dobrze zapłacę po robocie.
Podniosła kufel do ust i wlała w siebie sporą porcję napitku.
- Achh... DObre to.. aż będę za tym tęsknić. To jak zainteresowany? Może masz jakieś pytania?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

PoprzedniaNastępna

Wróć do Archiwum

cron