Content

Archiwum

[Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 2 Sty 2016, o 13:42

Astarith szybko odkryła, że ciężko parać się jakimkolwiek zawodem spod ciemnej gwiazdy i jednocześnie próbować rzucić, a przynajmniej skrajnie ograniczyć picie. Gdzie zawsze chcieli spotykać się zleceniodawcy, informatorzy, kumple po fachu? No właśnie - w byle obskurnej spelunie. Tam, pomimo nędznych okoliczności przyrody, leczyli kompleksy i udawali, że indywiduami są nieprzyzwoicie wręcz wyrafinowanymi, zamawiając kolorowe, cuchnące na cały stolik specyfików o nazwach takich jaki Wookie-wango, Zabity Jedi, Fotonowe Misterium Mocy i tak dalej, i tym podobne. Nie do wytrzymania.
Ona zawsze, bez wyjątku, kazała polewać sobie gin z tonikiem, sullustański, którego najbardziej ze wszystkich alkoholi nie cierpiała; takie zagranie eliminowało ryzyko, że łowczyni powróci do starych nawyków i spije się pod stół, jak to onegdaj często bywało. Kazałaby podawać sobie wodę, lecz, niestety, czyniąc tak, zapewne w tempie ekspresowym straciłaby wszelki szacunek przestępczego podziemia. Takie były zasady. Niesprawiedliwe, tym niemniej - zasady.
Ariel's Breath przynajmniej dawało radę przeboleć. Porządnych burd rozpoczynało się tutaj co prawda niewiele, ale za to było głośno, kolorowo i, nie licząc okazyjnej kałuży wymiocin, naprawdę czysto. Muzyka wspaniale tłukła po uszach, a jak ktoś znudził się gapieniem na tańczących w jej rytm imprezowiczów, mógł poobserwować wyginające się w przeźroczystych boksach modelki. Kobiety starannie wyselekcjonowali lokalni łowców talentów, i to bynajmniej nie ze względu na olśniewające cechy ich charakterów.
Tyłki, sformułowała myśl po dłuższej zadumie Rith. Przez te fascynujące tyłki je najpewniej wybrano.
Rauss ewentualnie wyrwała się z transu i zasiadła przy zarezerwowanym wcześniej stoliku, przy trzecim z barów, w możliwie najcichszym zakątku lokalu. Wyciągnęła cyfronotes, zerknęła na wskaźnik czasu. Do pojawienia się kontaktu miała jeszcze dziesięć minut. Spojrzała na gin, skrzywiła się. Odsunęła go wraz z podstawką na środek blatu.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Mistrz Gry » 4 Sty 2016, o 20:35

Ciężko być kobietą, zwłaszcza w miarę atrakcyjną kobietą w spelunie pełnej gości o inteligencji nieznacznie przewyższającej Mynocka. Astarith wytarła rękę w podsuniętą jej przez usłużnego kelnera ściereczkę, wycierając ślinę, krew i jakieś bliżej nieokreślone obrzydlistwo, które wypadło z ust gościa przystawiającego się do niej nieco zbyt nachalnie. Obsługa stosunkowo szybko zebrała zakrwawionego i nieprzytomnego amanta na zewnątrz, umożliwiając mu zwiedzanie rynsztoka czy tam zsypu na śmieci. Kobiecie ciężko było określić miejsce upadku gościa po samym odgłosie plusku. Spojrzała niedbale na chronometr. Kontakt się spóźniał, widocznie coś było nie tak. Sprawa zaczęła śmierdzieć rybą. Rith wciągnęła powietrze w nozdrza. Rzeczywiście śmierdziało rybą. Obejrzała się i spojrzała prosto w wielkie rybie oczy, w zasadzie to jedno, drugie bowiem łypało gdzieś w bok.
—Jestem Olina Kal, miło mi cię poznać. — z pyszczka Calamarianki też jechało rybą. Niewielka istota miała góra metr czterdzieści wzrostu, zeza i coś, co zapewne u rybostworów było wyzywającym ubraniem. Podreptała do wolnego krzesła i nieproszona wdrapała się na nie.
— Słuchaj mnie uważnie bowiem sprawa jest delikatnej natury i nie chodzi tu o uwodzenie. — Olina najwyraźniej uważała że jest urocza. — Musisz odnaleźć jednego gościa dla innego gościa i zgarnąć kasę za dostarczenie tego pierwszego gościa do trzeciego gościa. Nadążasz, nie? Więc ten gościu musi być nietknięty i w całości, bo mojemu mocodawcy zależy żeby obaj goście się spotkali cali i zdrowi. Proste, nie?
Przed Kal pojawił się zielony drink o woni gnijących wodorostów, w którym zanurzyła swoją słomkę, umożliwiło to łowczyni na zadanie pytania, bez konieczności użycia przemocy fizycznej, choć ta druga opcja była równie kusząca.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 4 Sty 2016, o 22:07

Rauss przysunęła swój drink z powrotem bliżej ku sobie, jednocześnie prowadząc nierówną walkę z poczuciem dogłębnego obrzydzenia powoli przejmującym kontrolę nad jej mimiką. Calamarianka ssała swoje wodorosty tak zapalczywie, że perspektywa jednego z nich wyskakującego ze szklanki i lądującego w sullustańskim specyfiku wydawała się coraz bardziej realna. Gin był co prawda w smaku okropny, ale przecież poza tym niewinny; nie zasługiwał na nieodwracalne zaflegmienie jakimś podejrzanym zielskiem.
- Znaczy, tak, ale, hm, poczekaj - odezwała się, by zagłuszyć siorbanie. - Mam znaleźć kolegę Iks i, yyym, zleca mi to pan Igrek, ale Iks nie idzie do Igreka, tylko do istoty Zet i Iks plus Zet wtedy...
Chwila autorefleksji sprawiła, że łowczyni przerwała wywód i spojrzała na swoje dłonie. Nieświadomie zaczęła używać palców, własnych palców, do wyliczania relacji między trzema jak na razie hipotetycznymi dżentelistotami, którym ona sama nadała pseudonimy po ostatnich literach alfabetu. Jak jakieś głupie dziecko w podstawówce. To nie była nawet niekompetencja czy brak profesjonalizmu. To był idiotyzm. Czy Mon Calamari potrafią wpływać na umysły innych? Do bólu ścisnęła zębami dolną wargę, by przestać się krzywić, i poczekała, aż klientka skończy pić. Nozdrza, na szczęście, szybko przyzwyczajały się do intensywnego zapachu świeżych owoców morza.
- Inaczej. - pokręciła głową. - Potrzebuję danych osobowych, imion, nazwisk, ras, aktualnych bądź niedawnych miejsc pobytu. Krótkiej charakterystyki poszukiwanego, zarysu sytuacji, czego nieprzyjemnego mogę się spodziewać. No wiesz, faktów. Konkretów. Niewiele wcześniej omówiłyśmy - zawahała się. Zrezygnowała. Imię w ostatniej chwili i z trudem przeszło jej przez gardło. - Olina.
Otworzyła nowy plik tekstowy w cyfronotesie.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Mistrz Gry » 5 Sty 2016, o 22:01

William Hunt przenosi się z pokładu Nadziei do sesji dołącza Axis.

Coen z uznaniem pokiwał głową na widok krótkiego prostego wyprowadzonego przez samotną kobietę siedzącą kilka stolików dalej. Jego wytatuowana towarzyszka nie podzielała jednak entuzjazmu mężczyzny. Przywlókł ją tu pod pozorem przedstawienia jej starego znajomego, który wraz z kumplami potrzebuje podwózki, a że akurat mają po drodze, wiec czemu nie mieliby pomóc człowiekowi. Zwłaszcza za drobną opłatą? Para przez chwilę obserwowała zbieranie niedoszłego amanta, jednak szybko powrócili do swoich zajęć, gdy do kobiety przysiadła się kurduplowata Calamarianka.
— Wybacz, takie uroki tego przybytku. — mężczyzna z rozbrajającym uśmiechem spojrzał na młodszą od siebie kobietę. – Nie bądź taka sztywna, życie jest za krótkie.
Pociągnął spory łyk ze szklanki wypełnionej żółtawym trunkiem, jad żółcioplwacza zdecydowanie wart był swojej ceny. Uwagę mężczyzny przykuł znajomy widok. Niewysoki krępy mężczyzna przeciskał się do ich stolika.
— Witaj Coen, a to zapewne sławna Lady. Jestem Telemachus, dla znajomych Tel. — krótko ostrzyżony facet wyglądał na świeżo wyciągniętego z koszar. Fryzura, ruchy, styl wypowiadania się, wszystko zdradzało w nim zawodowego wojskowego. Uścisnął wyciągnięte ku niemu dłonie.
— Przepraszam za opóźnienie, mieliśmy drobne problemy z transportem. A właśnie, czy przedstawiłeś już swojej towarzyszce cel naszej wizyty?
Spojrzenie kobiety zdecydowanie temu przeczyło. Wiec przybysz szybko przeszedł do rzeczy.
— Macie najszybszy statek po tej stronie Zewnętrznych Rubieży i najlepszą pilotkę, a my potrzebujemy szybko dostać się na ich drugi koniec. Ja i jeszcze trzech mężczyzn oraz niewielki ładunek, oczywiście zapłacimy za przelot, powiedzmy dwa tysiące kredytów… za osobę... — mężczyzna od razu przeszedł do rzeczy spoglądając prosto w oczy Lady.


Tymczasem w dokach, Hunt wraz z dwójką rebeliantów ustawiał skrzynię z artefaktami na wózku repulsorowym. Twarz mężczyzny była praktycznie na każdym holoekranie dla łowców nagród, wraz z okrągłą sumką pod spodem. Opuszczenie promu było zbyt dużym ryzykiem, zwłaszcza w siedzibie wszelkiej maści zbirów i łotrów, dlatego też archeolog musiał zgodzić się na warunki Telemachusa. Odnalezienie celu misji nie będzie proste, jednak prócz pieniędzy mogą zyskać sojusznika, który będzie znacznym wzmocnieniem w walce z Imperium. Do tego ta kobieta, podobno kiedyś wykonywała tatuaż dla syna MacManamana i cieszy się sporym zaufaniem w półświatku. Pytanie brzmiało czy żołnierz okaże się wystarczająco przekonujący. Lady miała opinię wybrednej przy dobieraniu zleceń.
— Will, pośpieszcie się z tym, jacyś goście tu idą. – głos Jasmine dobiegł z wnętrza promu. Krótko potem kobieta zeszła na dół zamykając rampę ładunkową promu. — Gotowi?
— Jasne

Komunikator Hunta zadźwięczał, mężczyzna odruchowo odebrał połączenie.
— Synu – głos ojca był dziwnie zmieniony, jednak nadal rozpoznawalny. – Nie masz pojęcia z kim zadarłeś, oni są u nas… Wiem, że nie było między nami najlepiej… ale błagam cię… w cokolwiek wierzysz oddaj się w ręce sprawiedliwości. Oni nie żartują, Zabija mnie jeśli tego nie zrobisz. To…
— Dość tych pieszczot, masz dwadzieścia cztery godziny żeby się stawić z artefaktami na Korelii, albo staruszka spotkasz dopiero w zaświatach. Zrozumiałeś gnojku? – głos z silnym akcentem należał do istoty, dla której basic z pewnością nie był pierwszym językiem, tym nie mniej Hunt nie miał czasu na zastanawianie się kto i w jaki sposób namierzył jego komunikator ani jak dotarł do jego ojca. Nie wyglądało to dobrze. Ktoś po drugiej stronie oczekiwał na jego odpowiedź.
— Rozłącz się kretynie. — Jasmine ruszyła w jego kierunku z zamiarem wyrwania komunikatora z ręki mężczyzny.

*******
Gracz Renno Tresta

Zielone obrzydlistwo skończyło się nadspodziewanie szybko i łowczyni odzyskała pełną uwagę swej rozmówczyni, o ile można tak określić łypanie jednym okiem znad rozlanych resztek drinka. Widząc najwyraźniej gotowość do przyjęcia zlecenia, Calamarianka nabrała powietrza i wyrzuciła z siebie jednym tchem z szybkością autoblastera.
— To jest całkiem proste, wystarczy że zapamiętasz, że masz znaleźć Kelena Starbringera. I zawieźć go do Ikleiwa Owipa Polza na asteroidzie drugiej Pi, takie jest życzenie twojego zleceniodawcy, wiesz, bo on chce zostać anonimowy i nie mogę powiedzieć kim jest, żeby nikt go nie poznał. – ryboidowi skończyło się powietrze, a Astarith jeszcze notowała z zaciekłością godnej sprawy tłukąc palcami w cyfronotes. Niestety Olina Kal szybko uzupełniła braki powietrza.
— Więc jak tylko znajdziesz Starbringera to zaprowadzisz go do Polza, a on cię sowicie wynagrodzi. Znaczy przelew na konto dostaniesz od nieznajomego pracodawcy, nie że od Polza rzecz jasna. A i pamiętaj, że masz gościa sprowadzić po dobroci w miarę, bo on teraz chla gdzieś na Korelli, ale nie będzie trudno go znaleźć, bo podobno jesteś zawodowcem. I powiem ci w sekrecie.
Rybie ciałko wydłużyło się, a zapach jakby się zintensyfikował, gdy Olina przybliżyła się przez stół w stronę najemniczki.
— On ma słabość do kobiet, masz przewagę już na starcie.
Oko łypnęło w kierunku dekoltu Astarith.
— Ja w sumie też, nie masz ochoty na trochę sushi? — Kal mrugnęła znacząco...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez David Turoug » 5 Sty 2016, o 22:52

Nar Shaddaa, słynny Księżyc Przemytników, aż kipiał łąjdactwem i szumowinami. Gdyby Hunt kiedykolwiek miał zdefiniować kolejny podrodzaj planet tlenowych, zapewne mógłby wprowadzić do katalogu osobną definicję dla owego świata. W przeszłości dwukrotnie tutaj gościł, na dodatek niezbyt długo, gdyż negocjował cenę pewnych dzieł sztuki. Jeszcze standardowy miesiąc temu mógł śmiało powiedzieć, że jest tutaj kimś anonimowym, jedną z wielu dziesiątek milionów istot. Obecnie sytuacja zmieniła się o 180 stopni, jednakże Korellianin nie o takiej sławie marzył.
Sto tysięcy kredytów robiło wrażenie, nawet na doświadczonych łowcach nagród. Drugie tyle można było zdobyć za Mai'fach, a suma pozwalała już na zakup sprawnego frachtowca niewielkich rozmiarów. W duchu Will pocieszał się, że są i tacy, którzy wsparliby jego i ziomków, ale na razie ta grupa była w mniejszości. Oprócz zagrażających mu najemników, na Nar Shaddaa na pewno przebywali zakamuflowani agenci Imperium, gotowi przyskrzynić Liama, co stanowiłoby windę dla ich kariery. Hunt z żalem zapakował ostatnie artefakty i kosztowności, jednak rozumiał o jaką stawkę toczy się gra. Teraz musieli tylko zdobyć szybką i w miarę nieznaną krypę, która dostarczy ich na granicę Dzikiej Przestrzeni i Zewnętrznych Rubieży.
Steven McManaman na pewno był osobą, która wraz z Jainą Solą, mogłaby tchnąć ducha rebelii na większym obszarze niż kilka systemów. William zastanawiał się ile to jeszcze znamienitości może zadeklarować chęć wsparcia dla potencjalnego powstania zbrojnego. Na pewno razem, zjednoczeni mieli szansę coś ugrać.
W końcu mężczyzna zakończył załadunek i oczekiwał na dalszy rozwój sytuacji. Jego myśli znowu powędrowały do holozdjęć, przedstawiających jego facjatę i podpis "poszukiwany" wraz z kwotą nagrody. Było w tym coś zabawnego, on, zwykły doktor archeologii, pasjonat przedmiotów związanych z Mocą, stał się jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi galaktyki. Zaraz przypomniał się mu artykuł przedstawiający Top7 najniebezpieczniejszych zbrodniarzy. Po krótkiej analizie z dumą mógł przyznać, że w Top10 mógłby się znaleźć w parze z Mai. Jego rozmyślenia zostały niespodziewane przerwane przez komunikator. Połączenie nadchodziło od kogoś, kogo zupełnie się nie spodziewał.
Mijały sekundy, a głos ojca, a potem nieznajomego dźwięczał mu w głowie. Sytuacja była dziwna, gdyż jego rodziciel był zdecydowanym poplecznikiem Imperium i bardzo dobrym znajomym gubernatora Korelii. Często działania Hunta Juniora były potępiane przez tatę oraz matkę, jednak koneksje seniora, pozwalały na posiadanie cennych zbiorów, przede wszystkim tych związanych z Jedi, w domku na obrzeżach Koronetu. Po wydarzeniach związanych z imperialnym galeonem "Black Hole", Liam nie miał żadnej wiadomości od ojca, a po raz ostatni rozmawiali jakieś pół standardowego roku temu, jeszcze przed nieplanowaną wyprawą na Concord Dawn.
Niespodziewanie Will cisnął komunikatorem o podłogę, a gdy ten nieruchomo upadł, został potraktowany krótką, aczkolwiek celną serią z blastera. Naukowiec doskonale wiedział, że dla odbudowania swojej reputacji i dobrego nazwiska, ojciec jest w stanie sprzedać go Imperium, nawet jeżeli synowi groziłaby kara śmierci. Swoją drogą, już dawno spodziewał się wydziedziczenia z tego rodu.
- Coś kurewsko zakłóca z tej Korelii. Zawsze mówiłem ojcu, że inwestuje w zły sprzęt. - rzekł z typową dla siebie dawką humoru Liam - Jedno co mnie martwi, to fakt jak namierzyli moją obecną częstotliwość. Nie marnujmy tutaj więcej czasu, chyba, że zmiana planów i decydujemy się na upłynnienie środków u Lothara Gallia, z Zordo's Haven. W sumie jesteśmy niedaleko.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5104
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Axis » 5 Sty 2016, o 23:03

Lady oparła się na krześle i założyła ręce na piersi. Widziała w swoim życiu wiele podrzędnych spelun, a ta była wyjątkowa. Nie interesowało jej, co dzieje się wokół, skupiła swoją uwagę na towarzyszu. Zachowywał się nieco dziwnie, chciał tu przylecieć mimo, że robota była mało atrakcyjna. Zagłębiając się w swoich myślach sięgnęła po szklankę stojącą przed nią. Podniosła ją i powąchała, zapach gorszej jakości alkoholu wypełnij jej nozdrza. Z wstrętem odsunęła od siebie napój. Coen wzruszył tylko ramionami i wychylił drugiego drinka.
Mężczyzna, który się przysiadł był... normalny. Nie tego się spodziewała, gdy Coen wreszcie powiedział jej o kursie. Postanowiła dać temu szansę i uścisnęła wyciągniętą rękę. Słuchając słów Telemachusa gładziła linie tatuaży zdobiących jej lewe przedramię. Zagryzła dolną wargę i delikatnie kiwała głową, budując sobie obraz sytuacji. Podniosła wreszcie spojrzenie na gościa i wpatrywała się w niego przez kilka sekund.
- Iskra jest moja, nie nasza, Coen to wie, tylko zapomina czasami. W razie problemów to ja ponoszę szkodę - wykonała szybki ruch ręką podnosząc ją i wystawiając wnętrze dłoni w kierunku towarzysza, oznaczało to, że ma się nie wtrącać. - Znam Coena szmat czasu, więc jeśli za ciebie ręczy, to mogę się nad tym zastanowić. Jest tylko jeden problem - urwała na chwilę - poszukujesz szybkiego statku i zdolnego pilota. Oznacza to, że albo ci się spieszy, albo towar jest trefny, albo was szukają. Jestem miła, więc zakładam, że gonią was terminy i zapewne szef was zwolni, jak nie dostarczycie tego sprzętu w miejsce docelowe - podniosła na Tala palec wskazujący - będę tak twierdzić, choćby na torturach, do których nie dojdzie, bo wszystko jest cacy, prawda? - Nie dała mu nawet odpowiedzieć. - Dobrze, wezmę czterech po 2 tysiące za głowę, ale bez ładunku. Jeśli chcesz go wnieść na pokład musisz również go opłacić, powiedzmy 3 tysiące. Co ty na to Telemachusie?
Image
GG: 8232072
Awatar użytkownika
Axis
Gracz
 
Posty: 209
Rejestracja: 2 Gru 2011, o 11:33

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 6 Sty 2016, o 02:30

"Ad. 1 Pan Igrek i istota Zet = <IOPolz>? Hipoteza. Źródło: <OKal> powiedziała za dużo, może zwykłe przejęzyczenie. Zbadać, ew. potwierdzić".
Przerwała wstukiwanie kolejnych linijek tekstu, schowała datapad i podniosła głowę. Spełniły się jej najgorsze obawy. Calamarianka była w rui.
Łeb ryba miała zbyt obły, Rith chwyciła więc brutalnie za smuklejszą, bardziej podłużną szyję; z masywnym samczym karkiem nie miałaby tak łatwo. Prawą dłoń zacisnęła natomiast na swojej szklance, z której szarpnięciem nadgarstka na podłogę wylała gin. Następnie, przystawiła nieprzyjemną krawędź kwadratowego naczynia do tejże ogromnej gałki ocznej, która to miała czelność przeprowadzić inspekcję jej starannie naciągniętego wycięcia w podkoszulce. Finalnie, łowczyni również nachyliła się nad stolikiem - dwa czy trzy centymetry bliżej i mogłyby się stuknąć z Kal czołami. Albo pocałować. Rauss liczyła, że takie właśnie przygodne cmokanie, zamiast aktu przemocy, mylnie dostrzegą gapie i nikt nie ruszy Olinie na pomoc, myśląc: ach, klubowe amory.
- Mam nadzieję, że z tym Starbringerem będzie trudniej. - szepnęła, patrząc jednocześnie, czy Calamarianka posłusznie trzyma pazurzaste łapska na odległość. - Się wystawiłaś, a wystarczyło tylko trochę na wierzchu. Wiem, że tutaj wszystko jest fajne i jędrne, ja wiem. Nie masz co szukać po galaktyce milszych cycków, bo ostrzegam, nie znajdziesz, ale mimo to nie możesz się tak od razu beztrosko do nich przystawiać. Suka ze mnie przecież straszna. Do interesów świetna, jak z cyckami, lepszej nigdzie nie ma, tym niemniej - suka straszna. Trzeba pamiętać, że nie ma. Sobie. Co. Pozwalać.
Puściła ofiarę. Po takiej dawce ekscytacji poczuła się zupełnie jak swobodna Astarith z dawnych lat. Kto wie, może jeszcze trochę takich interakcji i w końcu wyciągnie się z dołka, w który ją ostatnio wkopali ludzie Tiraki.
Dała Kal odetchnąć, przerzuciła rudy warkoczyk z obojczyka na plecy.
- Przekaż mocodawcy, że akceptuję zlecenie.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Mistrz Gry » 6 Sty 2016, o 13:01

Mężczyzna spojrzał na Coena, który bezradnie wzruszył ramionami, forsa sama się nie zarobi, jak to mawiają, a pozycja negocjacyjna Telemachusa była zdecydowanie gówniana. Lady najwyraźniej zdawała sobie z tego sprawę, nie wiedziała tylko, że mężczyzna ma w zanadrzu niespodziankę. Uśmiechnął się tylko i spokojnie wyciągnął rękę do kobiety.
— Dobiliśmy targu. A teraz jeśli można, opuśćmy to miłe miejsce i udajmy się na lądowiska. CJ przewidział, że się zgodzisz, nie przewidział tylko, że będzie nas to tyle kosztować. — Telemachus spojrzał w stronę jednego z sąsiednich stolików, gdzie kurduplowata Calamarianka właśnie zaliczała przyspieszony kurs z uwodzenia. Wprawne oko mężczyzny dostrzegło jednak przyczynę nietypowego zachowania obcej.
[i]— Lepiej się stąd zbierajmy zanim dojdzie do awantury. Nie potrzebujemy więcej uwagi prawda?
Para w milczeniu zgodziła się z nim i rzuciwszy kilka kredytów na stolik wstali udając się w kierunku lądowisk.

akcja przenosi się na [Nar Shaddaa] Port kosmiczny

Tresta

Skóra Oliny była stosunkowo śliska, jednak pewny chwyt i paznokcie robiły swoje. Kiedy w końcu Rauss ją puściła, Rybiooka klapnęła bezwładnie szepcąc coś w stylu "przeplaszam" i bez zbędnego komentarza przekazując trzymany w płetwiastej łapce niewielki datakryształ. Najemniczka wzięła przedmiot i pozostawiła roztrzęsioną Kal na pastwę barowych bywalców, z pewnością znajdzie się ktoś chętny na surowe rybie mięsko i pocieszenie.
Datakryształ zawierał dokładny rysopis poszukiwanego mężczyzny oraz przypałowe zdjęcie z okresu młodości, najpewniej w imperialnym wojsku sądząc po fryzurze na trepa. Z bardziej interesujących informacji, jego statek zajmował prywatny dok w Coronet City, a on sam był widziany z lokalną pięknością Amandą Dart. Wschodząca gwiazdka kina znalazła sobie odpowiednio wyglądającego i uroczego partnera. Co prawda spotykali się już całe trzy dni, więc zgodnie ze statystykami trwania stałych związków Kelena, zapisanymi w danych kryształu, Astarith miała niespełna cztery dni. O ile twórca wyliczeń się nie pomylił.

Akcja przenosi się na Korelię.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry[/quote]
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 27 Lip 2016, o 16:26

Partnerzy z przypadku GRACZE: Astarith Rauss, Kelen Starbringer

Akcja przenosi się z [Nar Shaddaa] Port kosmiczny

Niebieskoskóra Twi’lekanka wyprężyła swe idealne ciało, a z jej ust wydobył się przeciągły jęk rozkoszy. Kropelki potu spływały po jej obu, unoszących się w rytm przyśpieszonego oddechu powodach do dumy, by podążyć dalej, na płaski brzuch.
- Nira jednak nie przesadzała – wymruczała cicho. – Oh Kel…
- Mia – odpowiedział leżący pod nią mężczyzna.
Kobieta uroczo zmarszczyła nosek/
- Jestem Seela.
- Jak tylko zechcesz – wymamrotał Starbringer już spomiędzy warg zjawiskowej szatynki.
- Teraz moja kolej – szepnęła mu do ucha głosem zawierającym obietnicę niesamowitej rozkoszy. Nira zmieniła Twi’lekankę, nie szczędząc jej przy okazji czułości. Okrakiem usiadła na mężczyźnie, a jej ciemne włosy spłynęły na plecy i pełne piersi. Tym razem to Kelen głęboko wciągnął powietrze. Energetycznie poruszyła biodrami, zachęcając do odpowiedzi. Odpowiedział.


Głuche uderzenia do drzwi przeszkodziły mu w chwili, w której nie powinno się przeszkadzać żadnemu mężczyźnie. Próbował zignorować natarczywy odgłos, lecz walenie w drzwi zamiast ustać, przybrało na sile, tym razem poparte męskim głosem, zapalczywie coś wykrzykującym. Początkowo łowcy trudno było zrozumieć wygłaszane z pasją słowa, lecz w końcu pomiędzy uderzeniami usłyszał coś, co brzmiało jak Zamorduję cię, sukinsynu!. Twi’lekanka z przerażeniem zerwała się z łóżka.
- To Boolu!
- Ten Boolu? – moment uniesienia prysnął niczym bańka mydlana. - Kim ty w ogóle jesteś?
W pewnych środowiskach masywny Nautolanin był znany ze swej bezkompromisowości w kontaktach z konkurencją. Fakt, że w Pionowym Mieście odpowiadał za sporą część dystrybucji ciężkich narkotyków, nie działał na jego korzyść.
- Boolu to mój facet – odpowiedziała nieco speszona Twi’lekanka. – Znaczy… tak oficjalnie.
- Oficjalnie? Kurwa jego nagła mać. Trójkąt z kobietą Boolu – wysapał najemnik, panicznie poszukując fragmentów garderoby. – Następnym razem uważniej dobieraj koleżanki Nira.
Nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż zza drzwi dobiegły odgłosy bieganiny i znajomy męski głos, krzyczący Wysadzić to gówno! Postanowił nie czekać na rezultaty. Samotna konfrontacja z Boolu i jego gorylami nie należała do pomysłów, które powinny nawet przemykać przez myśl zdrowej na umyśle istoty. Z naciągniętymi naprędce spodniami oraz kurtką i resztą garderoby w ręce dopadł do okna. Gzyms był mocno umowny, jednak prowadził do biegnącej pionowo rury niewiadomego przeznaczenia. Najemnik pospiesznie zawinął cały swój dobytek w skórzanej kurce i z prowizorycznym tobołkiem wydostał się na zewnątrz budynku. Przylgnął plecami do zimnej, durastalowej ściany budynku i spojrzał w dół. Przestrzeń rozciągająca się pod jego stopami jasno dawała do zrozumienia, że jakikolwiek błąd, będzie jego ostatnim. Sprawnie dotarł do rury i zaczął opuszczać się na dół. Próba utrzymania części garderoby nie była w tym procesie pomocna. W końcu, przypłacając operację pozdzieraną na rękach skórą, znalazł się już obok pokoju znajdującego się piętro niżej, gdy odgłos cichej eksplozji dał mu znać, że Boolu sforsował wreszcie drzwi. Gdzieś nad jego głową rozległ się krzyk Gdzie on, kurwa jest?! Starbringer nie miał zamiaru czekać, aż komuś przyjdzie do głowy wyglądnięcie na zewnątrz i dostrzeżenie go półnagiego na gzymsie piętro niżej. Barkiem naparł na znajdującą się obok szybę, która o dziwo ustąpiła bez problemu. Wskoczył do środka i zamarł momentalnie, widząc zajętą sobą parę. W sylwetce kobiety było coś dziwnie znajomego. Gdy odwróciła się, by sprawdzić skąd zaczął nagle dobiegać hałas ruchu powietrznego, jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem Starbringera. Jej oczy rozszerzyły się w niemym zaskoczeniu. Z łóżka podniósł się również barczysty Nikto, który podobnie jak jego towarzyszka, zdezorientowany wlepił oczy w intruza.
- Siemacie – przerwał niezręczną ciszę Kelen. – Nie zwracajcie na mnie uwagi, serio. Ja już wychodzę.
- Znajdę się matkojebco! – rozległ się za oknem przepełniony furią głos Boolu. – Nie uciekniesz mi.
Starbringer jedynie uśmiechnął się niezręcznie.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 28 Lip 2016, o 16:01

Z początku cała ta sytuacja przypominała próbę scalenia ze sobą dwóch bliźniaczych fragmentów tej samej plastikowej układanki. Wiadomo, jak zazwyczaj kończą się takie bezsensowne z założenia eksperymenty - zgrzytem odpowiadających sobie wypustek i głuchym, pozbawionym porozumienia klikaniem równych obwodami otworów. Frustrującą kakofonią, bez choćby cienia szansy na nawiązanie łatwego, obopólnie satysfakcjonującego połączenia. Chaosem.
Następnie, żeby już tak bez niedomówień czytelnik/czka mógł/ogła pojąć, jak skrajnie niezdarna była kontynuacja tejże poprzedniej sceny, konieczne byłoby wyobrażenie sobie drewnianego, kilkucentymetrowej wysokości statku, przewleczonego przypominającymi żagle skrawkami płótna i z premedytacją uwięzionego w przeźroczystej szklanej butelce (rafandynka). Oprócz takiej marynistycznej ciekawostki, pan czy pani powinni jeszcze dodać do swojej wizji element w postaci wścibskiego, żwawego palucha, wciskającego się prosto w szyjkę owego wspomnianego wyżej naczynia (z ciekawości, chcąc poskrobać mikrego trójmasztowca). A potem - palucha desperacko próbującego się z owej szyjki wydostać. I tak w kółko. Do przodu, żeby poluzować, mocno do siebie, żeby wyślizgnąć - indexa z pułapki, oczywiście. Do przodu, do siebie. W przód i w tył, w przód i w tył. Aż się nie znudzi. Aż się para nie skończy.
Nikto skończyła się w końcu para. Astarith była pod wrażeniem. Niby tylko siedem i pół minuty, ale za to jakże solidnego rzemiosła. Żyć nie umierać.
W każdym razie, spocony Esral'sa opadł na swoją część materaca i sięgnął po paczkę papierosów leżącą na komodzie obok łóżka.
– Nie powiem... że nie było... w porządku. - odezwała się Rauss, posapując ciężko. - Hej, a w ogóle... Jak masz w końcu na im--
– Nie przypominam sobie, żeby ktoś mi zapłacił za gadanie.
– O. Okej.
Łowczyni zrobiło się co prawda trochę głupio, ale, z drugiej strony, niełatwo było ją chamstwem zrazić.
– Skoro już zapłaciłam z góry za godzinę, to kiedy...
– Dziesięć minut.
Dziesięć minut później, kobieta wysunęła się spod lekkiej kołdry i wdrapała na cuchnącego dymem żigolaka. Wbite w jego tors paznokcie, hojnie zaprezentowana do wglądu para młodych piersi, smukły, wyprężony w oczekiwaniu na rozkosz brzuch, otwarte w ekstazie usta, wściekła burza rudych kłaków...
Nie. Nic, absolutnie nic nie dało rady rozruszać martwego libida mężczyzny. Nawet zamiast karmić oczy widokiem zachęcających, sztywnych w oczekiwaniu sutków, wzrokiem szukał wyświetlacza elektronicznego zegara. A do końca umówionej godziny przecież i tak wiedział, że daleko.
No tak. Wypalenie zawodowe było straszną chorobą.
Piekarz, uciekał w swoje myśli Nikto, podczas gdy jego niechętne dłonie z obowiązku zaciskały się na perfekcyjnych pośladkach partnerki. Może powinienem zostać piekarzem. Jak mój papa.
Wtem, Rith poczuła na swoich rozedrganych łopatkach powiew zimnego wiatru. Odwróciwszy się w kierunku zamkniętego jak jej się wydawało okna, zobaczyła...
– Siemacie. Nie zwracajcie na mnie uwagi, serio. Ja już wychodzę.
– Starbringer? Myśmy się już nie pożegnali przypadkiem? Nie, ty się nie waż teraz przerywać! - lekko ugodziła kochanka w policzek. - Nie będę nawet zgadywać, więc się lepiej tłumacz, żołnierzu.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 30 Lip 2016, o 10:57

Dzięki otwartym oknom, głosy z piętra wyżej słychać było nad wyraz dobrze.
- Szefie, może wyszedł oknem? – zasugerował jakiś męski głos. Sądząc po głośności, jego posiadacz wyglądał właśnie na zewnątrz, w poszukiwaniu drogi ucieczki zbiega.
- To za nim, kurwa zapierdalaj! – głos Boolu stał się dla Starbringera rozpoznawalny.
- Ja… co…?
- Już!!!
Krzycząc z przerażenia i machając kończynami, przed oknem pokoju Rauss przeleciał mężczyzna. Jego głos z każdym ułamkiem sekundy cichł, aż w końcu całkowicie zanikł.
- Na co się, kurwa gapicie?! Do roboty! Łapać tego gnoja! Może być piętro niżej!
Kelen raz jeszcze uśmiechnął się przepraszająco, teraz powoli przesuwając się w stronę drzwi pokoju i starając włożyć na siebie wszystkie brakujące fragmenty garderoby.
- Nie ma o czym mówić – jakby dla potwierdzenia słów, lekceważąco machnął ręką. – Zwykłe nieporozumienie, jednak wolałbym nie wyjaśniać tego osobiście temu jegomościowi. Naprawdę, muszę lecieć, bo zaraz tu będą. Jeszcze raz najmocniej przepraszam.
Posłał swej byłem partnerce jeden ze swych czarujących uśmiechów. Równocześnie dostrzegł wzrok Nikto mimo niecodzienności sytuacji, błądzący pomiędzy oknem, a znajdującym się obok łóżka czasomierzem. Widać było, że obcy marzył o opuszczeniu tymczasowego lokum. Starbringer udał, że tego nie zauważa i jakby nigdy nic, zwrócił się ponownie do Astarith.
- A tak w ogóle, to bez tych ciuchów wyglądasz naprawdę dosko… kurwa! Nie mam drugiego buta!
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 1 Sie 2016, o 23:41

- Łeee, to teraz będziesz kuśtykał.
Błyskotliwie wybeczana przez Astarith riposta przelała czarę goryczy. Nikto wziął i kompletnie sflaczał. Z jednej strony - ulżyło mu, z drugiej jednakże - była to trochę przecież taka profesjonalna kompromitacja. Ale co poradzić? Szło mu ostatnio jak szło. Cudów nie potrafił odprawiać.
Tymczasem, zdegustowana tego rodzaju zachowaniem łowczyni - której to pokłady wspaniałomyślności mocno naruszyły już wcześniejsze fanaberie smętnego lowelasa - zareagowała gwałtownie; wręcz wywierzgała z siebie absztyfikanta i z zatrważającym impetem zeskoczyła z łóżka, zagarniając jednocześnie z podłogi swoje różowożółte gacie.
- To jest jakaś żenada. Wcale nie wykorzystałam tej pieprzonej godziny. Będę się kłócić o zwrot, żebyście wiedzieli. A ciebie to w ogóle nie rozumiem, kolego. Mnie powinieneś dopłacać. No naprawdę.
Zakończywszy zakrywanie tyłka, kobieta przeszła do następnego etapu redukowania golizny: mianowicie, zakleszczania na sobie biustonosza. Nie umknęło to uwadze Starbringera. Rith łatwo wychwyciła jego lawirujące tu i ówdzie spojrzenie.
- A, twoja afera, no tak. Jednak mnie zmuszasz do zgadywania. Jak tak posłuchać... Laska gangstera, nie? Wiedziałam. Zadziwiająco powszechny problem. Mogliby tych swoich dup lepiej pilnować, tak sobie myślę.
Ważką konstatację najemniczka skwitowała kilkoma energicznymi podskokami, umotywowanymi chęcią wciśnięcia się w szorujące po jej udach w sposób nieszczególnie kooperatywny nogawki od spodni.
- To co? Mordy im we dwójkę klepiemy? Bo solo przecież wiesz, nie dasz rady, a uciec to też raczej wątpię, że ci pójdzie incognito. Wybij sobie z głowy. Na bank już zaczęli pokój po pokoju przetrząsać piętro.
W tempach niemal symultanicznych, Esral'sa począł zanurzać się pod pseudo-bezpieczną osłonę w postaci szarej kołdry, a Rauss - chować twarz za średnio atrakcyjnym, bawełnianym woalem, potocznie zwanym: wciąganą na rudy łeb koszulką.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 10 Sie 2016, o 13:51

Z korytarza dały się słyszeć podniesione, męskie glosy i krzyki zaskoczonych w nieodpowiednim momencie kobiet. Zamieszanie po drugiej stronie drzwi stawało się coraz lepiej słyszalne. Mięśniacy Boolu nie tracili czasu.
- Przynajmniej nie będę miał wyrzutów sumienia, że oderwałem cię od czegoś interesującego – Kelen wskazał brodą, nad okrytego szczelnie kołdrą Nikto. Podrzucił w dłoni samotnego buta, zbliżając sie do konsoli kontrolującej drzwi. – Nie pozwólmy naszym przyjaciołom czekać.
Drzwi rozsunęły się, ukazując zaskoczone oblicze, stojącego na korytarzu Grana. Obcy wytrzeszczył na Kelena troje swoich oczu i było to jedyne, co zdążył zrobić, nim pięść najemnika potężnie nie grzmotnęła go w szczękę. Pod wpływem ciosu, Gran aż zatoczył się do tyłu. Starbringer nie dał mu jednak szansy na dojście do siebie, doskakując do napastnika i lewym sierpowym posyłając go na posadzkę. Drugi z podwładnych Boolu – potężny mężczyzna o twarzy mocno oszpeconej bliznami po jakiejś chorobie– nie dał się zaskoczyć. Widząc, co stało się z jego towarzyszem, zaatakował pierwszy. Z krzykiem na ustach wziął potężny zamach, jakby chciał urwać przeciwnikowi głowę. Zdziwił się, gdy jego pięść zamiast w twarz najemnika, przecięła jedynie powietrze. Zdziwiła go też dłoń, która zacisnęła się znikąd na jego przedramieniu, wykręcając sprawnym, wyuczonym ruchem. Zdziwił go też odgłos łamanej kości i eksplozja bólu, jaka rozsadziła jego ramię. Drąc się zaskakująco nieswoim glosem, mięśniak zwalił się na ziemię, ze zgrozą spoglądając na wykrzywiony nienaturalnie łokieć.
Starbringer klaszcząc nagimi stopami po zimnej posadzce, ruszył w kierunku windy, a jego tropem ruszyła Astarith.
- Poważnie zapłaciłaś tamtemu Nikto za godzinę? – rzucił przez ramię Kelan. – Cholera, gdybym wiedział, że byłaś aż tak zdesperowana...
Nie dokończył zdania, gdyż zza rogu korytarza wyszło kolejnych trzech podopiecznych Boolu.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 11 Sie 2016, o 19:16

– … to byś się zesrał. Tak swoją drogą, to miałam się wysikać. Ech, człowiek zapomina.
Trójka zbirów bez skrępowania ruszyła korytarzem. Na ścianach wokół nich - fiolet. Kusząca barwa.
Palce łowczyni na moment zawisły nad uchwytem DC-15s.
Z drugiej strony, e. Może jednak lepiej rzezi nie wszczynać. I to przez ledwie kilku podnieconych karków.
Dobra. Na pięści.
Pierwszy do boju skoczył czarnoskóry łysol; lider grupy, a pozycja przecież zobowiązywała. Gwałtownie, by nadać sobie impetu, machnął łapami, wygiął plecy w tył i potraktował najemniczkę końskiej siły kopniakiem. Kobieta skrzywiła się żałośnie, odczuwając na napiętym brzuchu i obitych dłoniach wcale nieśmieszną prędkość uderzenia. Tym niemniej, udało jej się wytrwać i uwięzić stopę dryblasa w żelaznym niemal uścisku.
Kwestią już pochodną było położenie odpowiedniego nacisku na bezbronne więzadła delikwenta. Wykręcona do granic swoich fizycznych możliwości kostka poddała się bezgłośnie, ale za to zamiast niej odezwała się umiejscowiona nieco wyżej jadaczka nieszczęśnika; gangster zawył przeciągle i łupnął w purpurową posadzkę.
Tuż obok, Starbringer siłował się z innym wytatuowanym dżentelmenem. Albo dżentelmenką. Ciężko było na pierwszy rzut oka stwierdzić płeć napastliwego humanoida. Pysk miał/a co najmniej niejednoznaczny. Nos taki jakby bardziej żeński, ale łuk brwiowy na przykład... Łuk brwiowy przeciwnie, falował wrogo, bardziej... testosteronowo? Klatka piersiowa, prawda, wypukła, tym niemniej
Łup.

Wazon. Wazon był tym, co skutecznie odwróciło uwagę Astarith od chyba-obojniaka. Kilka dni wytężonej pracy garncarza z hukiem pękło na twarzy rudowłosej, zamraczając ją na garść cennych sekund i, sukcesywnie, wystawiając na kolejny atak kreatywnego napastnika.
Twi'lek iście potężnie wyrżnął w podbródek Rauss, zakolebawszy ją tym śmiałym ciosem tak mocno, że prawie od razu runęła do parteru. Następnie, brutal przyklęknął nad ofiarą i przystąpił do wściekłego młócenia pięściami. Młócenie to skoncentrowane było głównie na buchających siniakami przedramionach wyżej wspomnianej ofiary. Brzmiało strasznie.
Dziewczyna szybko domyśliła się, że nie może, a przede wszystkim – nie da rady blokować gradu natarć ani nawet kilka sekund dłużej. Miała jednakże przy sobie pewien as. W rękawie? W dłoni.
Poderwała do góry biodra i szarpniętym na ślepo kolanem trafiła Rylothanina w dupę. Precyzyjniej – w miejsce tuż nad dupą, bo kość ogonową. Facet zaklął szczerze i przerwał młócenie, co z kolei umożliwiło Rith rozoranie jego uda dzierżonym w garści odłamkiem wazonu. Krew pociekła obficie, zwilżając i przebarwiając spodnie Twi'leka; on sam osunął się na podłogę obok jęczącego już od dłuższego czasu mulata. Głowo-ogoniasty wyglądał blado, półmartwo. Poszła tętnica?
Łowczyni zebrała cielsko do pionu i odruchowo otrzepała się z wyimaginowanych paprochów. W tym samym czasie i w tym samym ciasnym korytarzu, Kelen kończył test obciążeniowy żeber niezidentyfikowanego płciowo agresora. Wynik przyszedł negatywny.
– Się porobiło. - mruknęła w końcu Astarith, maczając palec w rozciętym fachowo policzku. - To przez to nasze całe interplanetarne popierdalanie. Asteroidy-srasteroidy, lasery, kurwa mać, co tam jeszcze. Już zapomniałam, jak się ogarnąć na ulicy. No. Ale następnym razem pójdzie lepiej, nie ma siły. A jest apteczka?
W plecaku nie miała. Rozejrzała się.
– Hej, a w ogóle, to kto cię tak konkretnie ściga?
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 18 Sie 2016, o 18:36

Kelen solidnym kopniakiem odtrącił od siebie jednego z napastników, który z poziomu gruntu próbował wczepić mu się w spodnie. Mężczyzna momentalnie odpuścił. Starbringer powiódł wzrokiem po rozłożonych na posadzce mężczyznach w różnych stopniach naruszenia. Ludzi, Twi'leków i jednego Rodianina łączyła ich jednak cecha - skutecznie zostali zniechęceni do podejmowania jakichkolwiek czynności fizycznych z wyłączeniem jęczenia i uciskania różnorakich miejsc. Najemnik z zadowoleniem dostrzegł, że jeden z mężczyzn nosi zbliżony rozmiar butów, co bezzwłocznie wykorzystał. Zbir krzyknął z bólu, gdy Kelen pociągnął jego krwawiącą kończynę, lecz Starbringer nie przejmował się detalami. Buty pasowały prawie idealnie i choć krój nie odpowiadał nazbyt byłemu żołnierzowi, nie zdążyły nasiąknąć krwią poprzedniego właściciela, więc nie można było narzekać.
- Jakiś Boolu. Nie znam gościa, ale słyszałem opowieści, ponoć niezbyt przyjemny typ. Zresztą widać - znacząco powiódł oczami wokół. - Chodźmy stąd, póki nie staniemy się obiektem niezdrowej sensacji.
- Staniemy? To co robiliśmy do tej pory?
- Skąd ja mogłem wiedzieć, że to jego dziewczyna? - obruszył się najemnik. - Nira nie przedstawiła koleżanki, nie moja wina.
Stanęli przed drzwiami windy i wcisnęli przycisk. Nie czekali zbyt długo, gdy drzwi rozsunęły się, ukazując dwie kobiety - niebieskoskórą Twi'lekankę i ludzką szatynkę - w towarzystwie uzbrojonego w blaster Rodinina i masywnego Nautolanina. Niezręczną ciszę, która zapadła, przerwał jęk jednego z zalegających na posadzce korytarza zbirów. Rodianin odruchowo uniósł broń, lecz jego nadgarstek momentalnie znalazł się w żelaznym uścisku najemnika. Starbringer szarpnął napastnika ku sobie, kompletnie wytrącając go z równowagi i wolną ręką zakładając gardę wokół szyi. Boolu nie zdążył nawet zareagować, a już spoglądał w wylot lufy blastera swojego współpracownika. Głęboki wdech był jego ostatnią czynnością, zanim wiązka energii nie wypaliła mu dziury w czole. Seela zaczęła krzyczeć, Nira jedynie spoglądała z przerażeniem, na masywne ciało osuwające się obok niej na podłogę.
- Coś Ty zrobił? - wycharczał przyduszany przez Kelena najemnik. - Boolu to największy gangster Nar Shaddaa.
Naturalnie wyolbrzymiał, choć być może pracownicy Nautolanina faktycznie tak sądzili. Nie miało to jednak większego znaczenia.
- Cholera... - westchnął Starbringer. - A ja nie wiedziałem, że największy. Autentycznie mi przykro.
Mocniej zacisnął chwyt na gardle Rodianina, aż ten zwiotczał mu w ramionach i pozbawiony przytomności usunął się na ziemię. Kelen czarująco uśmiechnął się do swych niedawnych towarzyszek.
- Przepraszam was najmocniej, ale możecie się lekko odsunąć? Boolu chyba nie będzie nam towarzyszył w drodze na dół.
Chwycił zwłoki "największego gangstera Nar Shaddaa" i dysząc z wysiłku, z trudem wyciągnął je na korytarz, gdzie spoczęły obok nieprzytomnego zielonoskórego. Finalnie wraz z Astarith, Kelen zajął miejsce w windzie, obok dwóch będących wciąż w szoku kobiet.
- To on mnie ścigał - wyjaśnił Starbringer, gdy całe nieprzytomno - martwe towarzystwo zniknęło za zasuwającymi się drzwiami windy.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 20 Sie 2016, o 21:14

W związku z pojawieniem się na piętrze elewatora Rith przeżyła prawdziwy emocjonalny ostrzał.
Najpierw rąbnęła ją uciecha - to wtedy, kiedy zza rozsuniętych podwoi wychynęły się dwie zdyszane kurtyzany; miła dla oczu odmiana po chropowatym Nikto.
Później, rozczarowanie - przemiłe panie szybko zasłonięte zostały przez dwóch brzydko wykrzywionych oprychów. Łowczyni, scaliwszy fakty, domyśliła się, że jeden z kaprawych dupków musiał być tym "jakimś Boolu". A jeśli tak, to to z kolei znaczyło, iż któraś z lasek składających się na windową parę była personą wcale że ważną, bo aktualną partnerką gangstera i, jednocześnie, przelotną znajomą Starbringera. Ho ho. Akcja się zagęszczała.
Ale wróćmy do emocji - zażenowanie. Żołdak, oczywiście, pierwszy musiał skoczyć do przodu, w paszczę lwa, żeby jak najpokaźniej zamachać pióropuszem przed samiczkami. Wykręcanie nadgarstków, branie żywych tarcz, filuterne uśmiechy, cały ten kram. Przecież je już przeleciał, po co się więcej popisywać? Ech, gieroje. Kto ich zrozumie.
I wreszcie irytacja. Nautolanin legł martwy po celnym strzale w czaszkę. Rauss uparcie nie ruszyła się z miejsca, nie chcąc pomagać Starbringerowi w sprzątaniu lekkomyślnie spreparowanych przez niego zwłok. Nieco naburmuszona wsiadła do odtrupionej klitki.
- Głupota. Bez sensu mu wentylowałeś łeb. - fuknęła, gdy ucichło efemeryczne "ping!" sygnalizujące start windy. - Teraz mamy... ilu? Sześciu. Sześciu napierdalaczy gotowych mścić się za szefa. Znaczy, mamy. One - skinęła ku kobietom. - widziały, kto pociągnął za spust. Kamery pewnie też. Facet mógł mieć koneksje, Keli. Trzeba było zaryzykować i się z nim dogadać. Teraz co?
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 31 Sie 2016, o 18:19

Kelen na uwagi Astarith zareagował jedynie wzruszeniem ramion.
- Nie wiem jak Tobie, ale mnie wyglądał raczej na istotę czynu. Jego ludzie nie powinni nam sprawiać problemów. Będą zbyt pochłonięci wybieraniem nowej głowy organizacji, a w tej sytuacji Boolu nie był ostatnim trupem, jakiego uświadczą w dość krótkim czasie. Mimo wszystko osobiście wolę zniknąć z Shaddaa, póki sprawy nieco się nie uspokoją. Dobrze by było, – zwrócił się ni to do obiektu komentarza, ni to do towarzyszącej jej szatynki. - by Zoola też zniknęła.
- Seela – kolejny raz poprawiła go Twi’lekanka, która powoli zdawała się wracać do otaczającego ją świata.
Nira po chwili zawahania skinęła głową. Starbringer nie musiał wyjaśniać jej nic więcej. Słyszała o Boolu i gdyby Seela wcześniej podzieliła się z nią sekretem, kim jest jej tajemniczy facet, prawdopodobnie nie zaprosiłaby jej na upojną noc we troje. Winda wytrwale zmierzała w dół, a każda sekunda wydawała się jej pasażerom całą wiecznością. Wyczekiwane „ping” rozległo się w końcu głośno i wyraźnie, niczym uderzenie dzwonu. Oczom zebranych ukazał się hall Ariel’s Breath, wypełniony wszelkiego rodzaju istotami w różnorakich stadiach trzeźwości. Cała czwórka sprawnie przecisnęła się do wyjścia, aż w końcu owiał ich przyjemny podmuch świeżego powietrza.
- Fajnie było, choć nieco krótko – uśmiechnął się Starbringer. – Do następnego razu Nira.
Kobieta nie odpowiedziała. Przyciągnęła mężczyznę ku sobie i krótko, acz intensywnie pocałowała. Spoglądał przez chwilę jej śladem, gdy wraz z niebieskoskórą towarzyszką znikała w tłumie przemierzającym chodniki Nar Shaddaa, aż łokieć Astarith przywrócił go do porządku.
- Racja. Trzeba się ruszyć. Oby tylko zakończono już tankowanie i przegląd Kruka. Zostajesz, czy gdzieś cię podrzucić?
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Renno Tresta » 2 Wrz 2016, o 13:58

Choć z początku strasznie przygnębiała ją myśl, że będzie zmuszona zakończyć nieźle prosperującą kooperację z eksimperialnym wszetecznikiem i jego pocieszną maskotką, to teraz, po awanturze w burdelu i lekceważącym, protekcjonalnym podejściu Spedytora Gwiazd do tejże, perspektywa rychłego rozstania wydała jej się być perspektywą nader rozsądną.
- Zakładam, że masz na pokładzie zestaw pierwszej pomocy, więc, owszem, jeszcze trochę cię pośledzę. - wymamrotała, dociskając do rany przesiąkającą szkarłatem chusteczkę. - A potem... Nie wiem gdzie. Coś wymyślę. Jakieś współrzędne na pewno ode mnie dostaniesz. We właściwym czasie.
Wrzuciła zwilgotniałą, krwawą kulkę do najbliższego kosza. Trzy punkty.
Sterczenie na widoku przed jednym z najpopularniejszych lokali na księżycu zaczynało ją wyraźnie irytować, nawet pomimo sukcesów koszykarskich, więc bez zbędnych ceregieli przystąpiła do przepychania się drogą powrotną do kosmoportu. Chciała w tempie ekspresowym oddalić się od miejsca aktualnego spoczynku nautolańskiego narkobossa, zanim ktoś, w jakiś sposób, jakimś cudem zdoła powiązać ją ze świeżym mordem. Na takie atrakcje się nie pisała.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Klub "Ariel's Breath"

Postprzez Kelan Navarr » 4 Wrz 2016, o 18:18

- Dasz sobie radę? – spytał Starbringer odprowadzając wzrokiem rzuconą do kosza zakrwawioną chusteczkę.
Znająca go dobrze osoba – a tych w galaktyce było ledwie kilka – mogłaby przysiąc, że z jego głosu przebijała autentyczna troska. Astarith tylko prychnęła.
- Piękniejsza i tak nie będę. Skończ smędzić i ruszajmy, zanim zostaniemy tu rozdeptani, albo rozpoznani.
Kelen nieznacznie skinął głową i torując drogę przez płynący tłum, ruszył w stronę lądowiska i oczekującego na nim Kruka. Co jakiś czas oglądał się na kobietę, która z nową chusteczką przy policzku dziarsko podążała jego śladem.
- A miały być, kurwa, wakacje – westchnął Starbringer ni to do siebie, ni to w przestrzeń Pionowego Miasta.

Akcja przenosi się do [Nar Shaddaa] Port kosmiczny
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2280
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13


Wróć do Archiwum