Content

Archiwum

[Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 4 Mar 2017, o 14:56

Nadzorca Chen zacisnął wszystkich pięć serdelków swojej prawej dłoni na barku Rauss i przyciągnął kobietę bliżej siebie.
– Co to ma być, franca? Tak chcesz negocjować? Ślesz jakiegoś psychopatę, żeby mordował moich pracowników? Gości moich? Pieprzone dzikusy. Zbiry Kartelu! Dość...
Ooli, do tej pory trzymający się cicho i na uboczu, wyciągnął brzytwę. Piąstka Tatooińczyka śmignęła jak osa, rozpruwając ząbkowanym żądłem płat mięsa na zadzie Devaronianina. Mężczyzna ryknął, wrzasnął, puścił Astarith i przylgnął łapę do lejącego się obficie pośladka. Ucichł dopiero wtedy, gdy sprężystego wymachu łokieć łowczyni trafił go w gębę i z potwornym chrupnięciem posłał strumień sztucznozłotych zęboodłamków prosto w miękkie, tłumiące hałas krwawym gulgotem gardło. Gulgot rwał się i powracał, obrzydliwie, raz za ciągnącym się śliną i smarkami razem.
Ochroniarze nie zaaprobowali. W dłoniach obu z nich szybko pojawiły się gotowe do strzału, średniego kalibru blastery. Facet numer jeden wycelował w Rauss i oparł palec na spuście, jednak, zamiast ot tak uśmiercić babę, sam padł ofiarą wyprzedzającego morderstwa; zwisający z pleców faceta, gardłofobiczny jawaski berserker zadziałał ostrzem jak postmodernistyczny rzeźbiarz. Drugiego cwaniaka minął co prawda gniew konusa i dożył on szansy naciśnięcia na metalowy język swojej spluwy, ale popełnił przy tym podstawowy błąd – bo choć wypalił niby z mikrej, bezproblemowej odległości, to w cel nader ruchliwy: łepetynę wrogiej najemniczki. Rzeczona poczuła na rozciętym uprzednio policzku żar chybionego bolta i w ramach riposty wywlekła z nieposłusznej kabury przy lewej piersi DL-44. Wiedziała już, w co grzać, w duży, bezpieczny korpus przeciwnika. Celne gromnięcie z blasTechowej armaty niemal starło na proch i wydmuchnęło biedne serce goryla z jego nowo otwartej jamy piersiowej.
– Kurwa.
Karykaturalnie wręcz rozwarte oczy Astarith, wciąż nieźle wstrząśniętej po wymianie nieprzyjemności, z niejaką ulgą przykleiły się do jej kurduplowatego towarzysza broni.
– Przeżyliśmy. Tam przez moment myślałam...
– Ack! Utinni!
Po przeciwnej stronie hali, opróżnionej już zupełnie z gapiów, pozostali gwardziści sformowali swego rodzaju pluton egzekucyjny przed odsłoniętym Kelenem. Eks-imperialny nie miał nawet okazji zrektyfikować swojej sytuacji i uskoczyć za kolumnę, strzelcy zbyt dobrze go pilnowali. Rith, przeczuwając najgorsze, dobiegła do zataczającego się nieopodal nadzorcy, stanęła za jego plecami i wsunęła rozgrzaną lufę pistoletu pod trzeci z wiszących na gębie Devaronianina podbródków.
– Ej! Debile! Nie strzelamy do tamtego pana. Nie wolno. Nu nu.
Poskutkowało. Choć pod czerwonymi zbrojami kotłowała się żądza zemsty, żaden z zatrudnionych nie odważył się narazić życia pracodawcy na szwank. Niemniej, Starbringer nie opuścił mierzącego w oponentów Glie.
– Wspaniale, Chen. Wspaniale. - rudowłosa dyszała ciężko w ucho swojej karty przetargowej. - Twoi chłopcy się grzecznie odsuną, a ty pokażesz nam, gdzie Sireene. I wszyscy będą cholernie zadowoleni.
– Oa u e. Oa u e. O-aaa. Uuu. Weee.
Dociśnięty blaster przysmażył szyję zakładnika aż zasyczało.
– Co tam mamroczesz, baranku?
– Oa. Uzzz. Ie.
Mający problemy z przekazywaniem treści delikwent pacnął pięścią w komunikator przy pasie. Urządzenie migotało na czerwono.
Aaa. „Ona już wie”.
Na arenę wkroczyła trzecia frakcja. Cyngle Falleenki ustawili się za barierką odgradzającą wyższą część pomieszczenia, z której na przestrzeń wymiany handlowej prowadziły dwa przyścienne, biegnące kilka metrów w dół rzędy schodów. Rauss, nie chcąc być tyłkiem wystawioną do nowo przybyłych, obróciła się wraz z Chenem na pięcie; teraz wzrokiem omiotnąć mogła cały lokal, aczkolwiek kosztem drogi ucieczki - wycofać się dałaby radę ewentualnie w twardą kolekcję ściśle złączonych cegieł.
– Żałosne. - grupie kryminalistów przewodniczył rosły okaz Weequaya. - Tylko tych troje nas znalazło? I sprawiło wam takie problemy? Rozczarowałeś nas, Kostya.
– O maem zobi? Efli acy y o azu aeli czelać...
– Stul pysk. Niniejszym zrywam umowę. - humanoid skinął ku swojej trzymającej karabin wyborowy adiutantce. - Dokończ grubego, zasłania kobietę.
– Hejhejhej, bez przesady. - Astarith postarała się całkiem zniknąć za zakładnikiem. - Spokojnie. Niech nikt się nie ekscytuje.
Jeden z rynkowych ochroniarzy wycelował broń w Weequaya. Reszta podążyła śladem. Ich lojalność, co wzruszające, nie znała granic.
– Tylko spróbujcie, sukinsyny. Nie przeżyjecie sekundy.
Sriluurańczyk uśmiechnął się pod nosem. Nie miał w zwyczaju ulegać groźbom mężczyzn wyglądających jak psie kutasy (czerwoni, błyszczący, gdzieniegdzie - w okolicach ust, pod wizjerem hełmu - porośnięci włosiem).
Splunął z rozmachem, prawie pod nogi Ooliego.
– Teraz.
Adiutantka otworzyła ogień.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 570
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 6 Mar 2017, o 16:02

Jeszcze zanim zwłoki Chena padły na ziemię, odsłaniając czającą się za nimi Astarith, niezdolną do utrzymania martwego cielska w pozycji wertykalnej, powietrze zaiskrzyło kolorowymi wiązkami energii. Gwardziści skierowali całą swą uwagę na żołdaków Sireene, automatycznie zmuszając tychże do odwzajemnienia wzmożonej uwago. Obie strony zajęły strategiczne pozycje, zalewając kryjówki oponentów niesłabnącym strumieniem energii. W całym tym zamieszaniu trójka najemników została zapomniana. Załoga Kruka pozostała w obliczu nagłego konfliktu w pełni bezstronna; cała trójka swe serie blasterowe dzieliła uczciwie pomiędzy przedstawicieli obu frakcji, siejąc dzieło zniszczenia.
- Dlaczego już drugi raz w ciągu kilku godzin wpadamy w środek poważnej rozpierduchy? – Kelen przekrzyczał hałas strzelaniny, gdy oddychając głęboko, dołączył do przyjaciół, ukrytych za kilkoma, sprawiającymi wrażenie solidnych skrzyniami. – Masz jakieś… osz ty sukinsynu!
Samotny Gran – jeden z cyngli Falleenki – niespodziewanie pojawił się w zasięgu ich wzroku. Dostrzegłszy poszukiwaną trójkę, błyskawicznie uniósł broń do strzału, lecz Starbringer był szybszy. Obcy runął na durabetonową posadzkę z malowniczym otworem w miejscu środkowego oka.
- Czy co mam?
- Dar do rozpętywania chaosu – dokończył najemnik. – Wszędzie, gdzie pojawiamy się wspólnie, wydarzenia kończą się bezładem i wszechobecną jatką.
- Ocaliłam ci dupę i jeszcze narzekasz? – syknęła poirytowana Astarith. – Nie musimy kończyć w łóżku, ale od zwykłego dziękuję, męskość by ci nie uschła.
Ripostę Starbringera na temat ocalania tyłka i męskości, zakłócił cylindryczny przedmiot, który stuknął o podłoże kilka metrów dalej. Kelen chwycił kobietę za ramiona i odruchowo zasłaniając własnym ciałem, pociągnął ku ziemi. Czekał na morderczą eksplozję, lecz nic się nie wydarzyło. Obejrzał się za siebie. Migająca kontrolna na granacie zgasła, nie aktywując zapłonu. Niewybuch! Poziom szczęścia na kolejny rok został właśnie wyczerpany.
- To naprawdę nie jest odpowiednia chwila – z trudem wymamrotała Rith. – Złaź ze mnie, nie mogę oddychać.
Scenie z zaciekawieniem przypatrywał się Ooli. Świecąca para oczu przeskakiwała regularnie pomiędzy Starbringerem, a leżącą pod nim Rauss. Sprawy przybrały nieco krępujący obrót.
- Utini? – nieśmiało spytał Jawa, nieumyślnie zagęszczając atmosferę jeszcze bardziej.
Starbringer podniósł się z trudem na kolana, coraz bardziej odczuwając na całym ciele wszystkie dotychczasowe atrakcje dnia. Wokół trwała niesłabnąca kanonada, a targ całkowicie opustoszał.
- Musimy dorwać tę sukę, zanim znów da nogę.
- Kryje się pewnie tam na dole – Astarith brodą wskazała schody. – Zostało z nią pewnie dwóch, trzech ochroniarzy. To co? Kto pierwszy?
Ooliemu pomysł przypadł najwyraźniej do gustu. Nie czekając na ostateczną decyzję, skoczył we wskazanym kierunku, niezauważony eliminując kolejne, stojące na ich drodze istoty.
- Ten pokurcz jest pełen niespodzianek – kobieta z niedowierzaniem pokręciła głową. – Ale nie pozwolę, żeby taki kurdupel wypominał mi potem, że był szybszy ode mnie.
Ruszyła tropem Jawy, a ułamek sekundy później do biegu poderwał się Starbringer.
Image
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
 
Posty: 2169
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 12 Mar 2017, o 20:32

Duże, grube drzwi. Duże na dwa metry, grube na nie wiadomo ile, drzwi na sto procent. Żadnego panelu do zhakowania w pobliżu, tylko wyrastający z hartowanej płyty, manualny mechanizm wymagający zestawu narzędzi i wprawy profesjonalnego kasiarza.
Astarith podeszła bliżej zagwozdki i stuknęła w nią knykciem. Nie ruszyło.
- Muszą tu mieć coś do zezłomowania tego zamka. - Kelen skrzyżował przedramiona na piersi i rozejrzał się po rozmokłym loszku. - Szkoda tylko, że nie został nikt żywy, żeby zapytać... gdzie?
Pod czaszką łowczyni formował się już jednakże alternatywny pomysł. Spojrzała na Jawę z natchnieniem w oczach.
- Jesteśmy w kanałach. Jesteśmy w kanałach. Jesteś... w kanałach. - przygryzła opuszek kciuka, pogłębiając konsternację Tatooińczyka. - Ooli. Skocz po tamten niewybuch sprzed chwili.
- Niedibu? E?
- O, ty się nie martw szczegółami. Nie, nie, nie. Ja wszystko wiem. Ja. Wszystko. Wiem.

***


- Nie ma siły, żeby się tu dostali. Z piętnaście centymetrów dobrej, niezmąconej durastali między nami a nimi. Fachowy metal.
- Skąd wiesz?
- Mhmm... Zgaduję.
Podczas gdy Sireene podnosiła morale swoich zbrojnie stojących przy podwojach ludzi, coś śmierdzącego działo się w magazynowej toalecie. Pierwszy dziwnie brzmiącą i woniącą anomalię zaobserwował Sullustanin. Wychylił się na przykomputerowym krześle, zapuścił żurawia do szeroko otwartej łazienki i od razu odwrócił wzrok. Nie chciał, nie mógł uwierzyć w to, co zarejestrowały jego wyrodne gałki oczne.
- Hej. Szefowo?
- Co nie klikasz? - Falleenka przerwała nasłuchiwanie rozwoju wydarzeń po drugiej stronie świata. - Klikaj!
- Wydaje mi się, że... Że z muszli klozetowej wychodzi potwór.
Tak, Ooli wyzierał z ciągnącej fetorem otchłani już do połowy korpusu. Garść sekund później wypełzł kompletnie, pacnął w posadzkę z nieprzyjemnym chlupotem, zebrał się na równe nogi i podbiegł do grupy czarnych charakterów (sam również zupełnie czystym nie będąc). Wymachiwał nieaktywnym granatem i gestykulował żywiołowo w drzwi. Żądanie było klarowne.
Ku zdumieniu głównie Starbringera, ale trochę też Rauss, magazyn stanął otworem. Banda rozbrojonych oprychów, z zielonoskórą na czele, wylazła na zewnątrz, a za nimi - dreptał Jawa. Kiedy wrogowie znaleźli się w zasięgu blasterów najemnika i najemniczki, kurdupel cisnął bezużyteczny materiał (nie)wybuchowy w kąt. Blef się opłacił.
- Ach. - pokiwała głową poddająca się Sireene. - Czyli wszyscy przeżyliście Lacertila. Cholera. Co z Gorgo?
W powietrzu śmignęła precyzyjna seria boltów. Troje bezimiennych zdrajców klanu Tiraka padło trupem, Falleenka oberwała w bok. Sullustanina nawet nie drasnęło, choć i tak się rozpłaszczył.
- Dycha jeszcze i tak dalej. Większość jego kliki też. Niemniej, trącą desperacją. - Astarith przyklęknęła nad swoją nemezis. DL-44 buczał w jej dłoni po świeżym użyciu. - Nawet nas zaciągnęli do roboty, a niekoniecznie się kochamy. Co mu zwinęłaś, grubemu? Te pliki. Musi być w nich dużo dobrego. Hm?
– Jedno z wielu pytań, jakie można by w tej chwili zadać. – wtrącił Kelen. - Jasne, zacznijmy od tego.
Łysa mącicielka wyszczerzyła zęby i podparła się w pozycji półleżącej o ścianę, minąwszy resztę swoich martwych lub kapitulujących pracowników.
– Okej. Pogadajmy.
Skinęła głową w stronę niedawno zajmowanej nory.
– W środku pracuje maszyna deszyfrująca obszerny pakiet danych z prywatnych zasobów Tiraki. Dużo literek i cyferek, na razie bezsensownych. Ale dajcie procesowi parę godzin. Poczekajcie na wyniki, nie alarmujcie gównowatego. Pod żadnym pozorem.
– Fajnie. Niby czemu? - łowczyni zmarszczyła brwi.
– Trzy różne wiarygodne źródła. Stary kontakt z pirackich czasów, teraz pracujący dla Czarnego Słońca. Handlarz informacjami z Nal Hutta. Sekretarz z najbliższego otoczenia naszego znajomego kajidii, już na wieczność uciszony i zacementowany. Wszyscy potwierdzili, że Gorgo, ledwie siląc się na pseudonim, od co najmniej kilku miesięcy regularnie urządza sobie skoki w bok od Kartelu. Zbiera i kataloguje w prywatnych zasobach nawet byle strzępy pogłosek o posunięciach pozostałych klanów. Potem sprzedaje je dalej, między innymi właśnie Słońcu. A sam strzeże swoich sekretów jak lew. To dobrego jest w tych plikach. Twarde, eee, wirtualne dowody.
– I według twojej teorii... co? Gorgo orzyna resztę, żeby zostać pierwszym pośród równych? Żeby wykrwawić partnerów i przejść na czoło stada? Śmiałe oskarżenia.
– Owszem, Starfighter. - odparła Sireene. - I niebawem, kiedy program upiera się z zabezpieczeniami, zweryfikowane oskarżenia. O ile znowu wszystkiego nie spieprzycie. Kark... Nie powinnam była wpychać was na miejsce Boolu. Nautolanin i jego prymitywy posłusznie zdechliby w tym skarbcu, jak przyzwoitość nakazuje. Musieliście urządzić rzeźnię w Ariel's Breath? Pięknie by bez was poszło, tak...
Rauss wstała i cofnęła się o kilka kroków.
– Robot-socjopata! Dlatego odciął nam trasę ucieczki. Dlatego twoi ludzie roznieśli terytorium Tiraki! Tego chciałaś. Chaosu. Afer w kilku różnych miejscach, żeby odciągnąć ochronę od Gorgo i jego bazy danych. Nawet kosztem własnych podwładnych? Wrednie. Potem, podejrzewam, zaprezentowałabyś reszcie Kartelu głowę zdrajcy, plus dowody jego winy, i wyszłabyś na bohaterkę. Co w nagrodę? Tytuł honorowego Hutta?
– Coś w ten deseń, aha. Zdemaskować bossa zanim, dajmy na to, zorientuje się, że wiemy, wrobi nas w swoje machinacje i rzuci jako kozły ofiarne niezbyt litościwym sojusznikom. Następnie, pławić się w blasku huttyjskiej wdzięczności. Ale teraz to bez znaczenia. - zielona uniosła dłoń znad tlącej się paskudnie rany. Przez rozcapierzone palce spojrzała na zwłoki członków gangu i drżącego Sullustanina. - Skończyły mi się karty i nie mam nic w rękawie. Więc proszę bardzo. Ratujcie tłustemu jego tłustą dupę, skoro po to tu przyleźliście. Wygrał.
Astarith uśmiechnęła się, żwawo podkręcając po kabłąku pistolet.
– Tak między nami – szepnęła. - ja tu nie z sympatii czy respektu do Gorgo. Bardziej pognałam sprawdzić, jakiego haka na niego zdobyłaś. No bo wiesz, ja też bym chciała takiego haka. To teraz widzę, w czym rzecz. Nie bój się. Może i pierwsza trafisz na śmietnisko historii, ale Tiraka spadnie tam zaraz za tobą. Dane wcale nie pójdą w niwecz. Publika na Księżycu intymnie się z nim zapozna, obiecuję, jak tylko twój informatyk dokończy robotę. Jeśli chce przeżyć, oczywiście.
Rudowłosa zerknęła na Starbringera.
– Pasuje ci taki plan, nie? Nie będziemy się gniewać? W sumie. Masz ty Falleenkę do odstrzelenia, za Nirę. Obejdę się smakiem, co mi tam.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 570
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Kelan Navarr » 15 Mar 2017, o 16:45

Starbringer nie zastanawiał się długo.
- Istnieje spora szansa, że po doręczeniu spaślakowi danych, staniemy się niewygodnymi świadkami, których trzeba będzie się po cichu pozbyć. Jeśli Kartel permanentnie załatwi problem za nas, trzeba skorzystać z okazji.
Astarith uśmiechnęła się szeroko.
- Wiedziałam, że masz głowę do interesów.
- Nie zrozumiałaś Rith. My nie będziemy z tego nic mieli. Całość wysyłamy anonimowo i znikamy zacierając ślady. Nikt nigdy nie połączy nas z tymi wydarzeniami.
- Ale…
- Kupujemy spokój. Nikt nie wie, że coś wiemy, więc nie ma powodów próbować nas zabić. W galaktyce nie lubi mnie już wystarczająco wiele istot, by do listy ewentualnie dopisywać Huttów.
Przysłuchująca się rozmowie Falleenka najwyraźniej odzyskała nadzieję na ocalenie życia.
- To mądra decyzja – zgodziła się żarliwie. – Zapewniam, że mój człowiek wywiąże się z zadania.
- Oj, tak – uśmiechnął się Kelen i nie był to uśmiech z gatunku przyjemnych. – Jestem pewien, że odpowiednio go zmotywujesz.
Nim ktokolwiek z zebranych zdążył zareagować, Starbringer skierował broń w stronę zielonoskórej i dwukrotnie pociągnął za spust. Dziki ryk bólu i furii wypełnił pomieszczenie. Sullustanin nie wytrzymał. W idiotycznym odruchu rzucił się do ucieczki, lecz nie dobiegł nawet do wrót wyjściowych, gdy promień z karabinu Astarith zatrzymał go na zawsze.
- Ty… sukinsynu… - wysyczała przez zaciśnięte zęby Sireene, rozedrganymi dłońmi obejmując przestrzelone kolana. – Zapłacisz za to…
- Wątpię – mężczyzna obojętnie wzruszył ramionami. – Oszczędzaj siły, jeszcze nie skończyliśmy. Jaki jest kod do tych drzwi?
Ruchem głowy wskazał na drzwi prowadzące do pomieszczenia z urządzeniem deszyfrującym.
- Pier… aaaa!!!
Kolejny bolt wypalił otwór w udzie kobiety, a pomieszczenie wypełniła mocna woń, przywodząca na myśl smażalnię steków z banth. Falleenka wiła się na posadzce jęcząc z bólu.
- Kod – wypranym z emocji głosem przypomniał Starbringer.
- 5891347 – wydyszała z trudem zielonoskóra.
- No widzisz. Jak chcesz, to potrafisz.
Astarith doskoczyła do panelu i wklepała podany ciąg cyfr. Drzwi otworzyły się posłuszenie, ukazując niewielkie pomieszczenie wypełnione kablami i kilkoma urządzeniami o kształcie sześcianu, spiętymi z czymś wyglądającym jak nieprzenośny holonotes. Naprzeciw siedział spocony, łysy mężczyzna słusznych gabarytów. Wbił przerażony wzrok w intruzów.
- Siemasz, jestem Astarith i od teraz pracujesz dla mnie – przywitała go rudowłosa.
Mężczyzna przeniósł wzrok na wijącą się na posadzce poprzednią przełożoną, potem na Starbringera i stojącego obok Jawę.
- Nasz przyjaciel ma chyba jeszcze jakieś wątpliwości – mruknął Kelen w przestrzeń. – Ooli byłbyś tak dobry?
Wskazał na zielonoskórą, a Jawa bez wahania przystawił lufę blastera do jej potylicy i pociągnął za spust. Sireene znieruchomiała, z przepełnionymi nienawiścią wężowymi oczami, nieruchomo wpatrzonymi w przestrzeń.
- Nie przerywaj sobie – Kelen zachęcająco uśmiechnął się do hakera, który momentalnie rzucił się do klawiatury.
Pojedyncze uderzenia w klawisze, zlały się w jednolity dźwięk.

***


- Gotowe!
Radosny głos informatyka rozbrzmiał w wypełnionym ciszą pomieszczeniem z siłą gromu. Astarith otrząsnęła się z zadumy i podeszła do wyświetlacza. Chwilę wpatrywała się w dane, po czym zadowolona skinęła głową.
- Opublikowane. Gorgowi zostały ostatnie minuty życia. Kartel zareaguje błyskawicznie, nie dając mu żadnych szans na ucieczkę. Gnój dostanie wreszcie, na co zasłużył.
- Doskonale – Kelen podniósł się z zawalonej kablami podłogi. – W takim razie wreszcie możemy się zbierać. Nic tu po nas.

***


- Hunya? – zapiszczał Jawa, gdy znaleźli się na schodach prowadzących do schronu.
- Oczywiście, że nie zostawiamy świadków – odpowiedział Starbringer, wyciągając dłoń, na której spoczywał niewielki, podłużny przedmiot. – Pytasz, jakbyśmy znali się od dziś.
Na szczycie schodów najemnik wcisnął przycisk wieńczący walcowaty obiekt, a za ich plecami rozległa się głośna eksplozja. Ze schronu wystrzeliła chmura dymu i pyłu.
- Ha'mfoo! – ucieszył się Ooli.
Zatrzymali się, spoglądając w stronę wiecznego spoczynku Sireene, jej cyngli i zdobytych przez nich danych.
- Co teraz? – Astarith zerknęła na Starbringera, pierwsza przerywając milczenie.
Najemnik złowił jej wzrok. Było w nim coś wyzywającego.
- Do Ariel’s Breath w najbliższym okresie nas nie wpuszczą, zresztą lepiej byśmy opuścili Nar Shaddaa na jakiś czas. I tak nie mamy tu już nic do roboty.
Przytaknęła.
- Gdy czekaliśmy na deszyfrację tych plików, pomyślałem, że nasze wczorajsze spotkania towarzyskie zakończyły się spektakularnymi klapami. Nie patrz tak na mnie, widziałem stopień zaangażowanie twojego partnera i gdyby nie zerkał na czasomierz, pomyślałbym, że nie żyje. Można nagiąć trochę fakty i pomijając późniejsze wydarzenia powiedzieć, że wyciągając cię z tego pokoju, wyświadczyłem ci przysługę.
- Serio? – mruknęła. – Doszedłeś jeszcze do jakichś genialnych wniosków?
- Tak. Może wrócimy na Kruka i gdy poskładamy się już do kupy, wspólnie doprowadzimy do końca nasze wczorajsze plany? Nie masz pojęcia jak wygodne jest łóżko w kabinie kapitana.
Image
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
 
Posty: 2169
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Nar Shaddaa] Partnerzy z przypadku

Postprzez Renno Tresta » 18 Mar 2017, o 16:48

Gorgo Tiraka spróbował mlasnąć wysuszonymi z nerwów wargami. Niekoniecznie mu wyszło.
- Bardzo dużo... - odkaszlnął. - Bardzo dużo przyrządów.
Mistrz tortur zgodził się, lakonicznie pochrząkując, i przesunął palcem po brzegu jednego z ostrzy. Prawie tępe. Świetnie. Będzie bolało przy krojeniu, hoho. Się człowiek naszarpie na kości.
- Może raz jeszcze porozmawiam z moimi cnymi kompatriotami? Wyjaśnię, iż...
Kat warknął stanowczo i uniósł jedną z palniko-pił blisko ust, wymownie spoglądając na Hutta.
- Taka tragedia. - jęknął były boss, lewitujący w krępującym cielsko polu siłowym. - Wszystko by się udało, gdyby nie ci wścibscy najemnicy i ich głupia Jawa!
Oprawca przekrzywił pytająco głowę, jednakże Tiraka niewłaściwie zinterpretował sygnał.
- Masz w rzeczy samej rację. Jeszcze Sireene winna. I Noghri. I...
Ząbkowana maszyna do rozczłonkowywania ryknęła w rozruchu.

***


Astarith odpaliła komunikator i zabrała się za zapalczywe klikanie.
- Łeee, nie. Ile biednych nieboraczek przeleciałeś w tej galaktyce? Tysiące? Miliony? Na chuju to pewnie... twoje bąble mają bąble. Pooodzięku... ję?
Cokolwiek wyświetliło się na ekranie, musiało być nader fascynujące.
- Mhm. Widzę. Rozumię. - pomyślała na głos łowczyni. - Dobra. Skoro wystrzelaliśmy, wysadziliśmy i zdekonspirowaliśmy wszystkie demony mojej przeszłości, czas ruszyć do przodu. Tylko nie wiem, czy w tym, no... duecie. - przypomniała sobie o Oolim. - Trójkącie. Może rozsądnie będzie się rozdzielić. Skoro, hm, tak dobrze zapoznaliśmy z naszymi skromnymi osobami cały sektor Księżyca.
Kobieta wzruszyła ramionami.

***


Pożegnali się może nie aż tak czule, jak by sobie tego Starbringer życzył, ale przecież też nie oschle. Ooli nawet, toporna istota, poczuł drobny przypływ melancholii, machając odchodzącej od Kruka towarzyszce. Przygnębienie odstąpiło jednak miejsca irytacji, kiedy pojawił się Kelen z miotłą i skrobaczką, a Jawa przypomniał sobie, kto z załogi frachtowca odpowiada za odgruzowywanie okolicy i polerowanie szyb. Odbierając oba przedmioty przeklął, cicho i pod nosem.

A. Rauss wybywa do: [Zordo's Haven] Stacja kosmiczna
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 570
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Poprzednia

Wróć do Archiwum

cron