Content

Archiwum

[Kashyyyk] Rwookrrorro

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2015, o 11:06

- Chrzanić tego małego skurczybyka!

Donośny wrzask doleciał także na piętro. Usłyszawszy te słowa z ust Tytusa Imis poczuł, jak gdyby ktoś wbił mu długi, zimny wibrosztylet prosto w serce, a następnie przekręcił ostrze. Ostatnie resztki nadziei przestały podtrzymywać Jawę na duchu, a świadomość, że najlepszy przyjaciel postanowił zostawić go w ostatniej godzinie samego, była wręcz nie do zniesienia. Wydał z siebie stłumiony okrzyk, a dwie ciężkie łzy spłynęły strużką z błyszczących oczu i potoczyły po policzkach. Drobna dłoń ścisnęła metalowy błękitno-czarny wisiorek, pamiątkę po dawnych dobrych czasach. Stało się to, czego najbardziej się obawiał.
Został sam.
Widząc gwałtowną reakcję mężczyzny, barman już sięgał po przyczepioną do paska pałkę ogłuszającą. W ostatniej chwili poniechał zamiaru. Jeszcze będzie z tego jakaś większa awantura, lepiej zostawić wariata w spokoju, pomyślał. Zresztą po chwili Tytus sam opuścił lokal.

Przygotowania do wyprawy nie trwały zbyt długo. Dziadek najwyraźniej aż dobrze wiedział, co może okazać się przydatne w czasie pobytu w nieprzebytej kniei. Zapakowawszy niezbędny ekwipunek, wręczył mężczyznom poręczne plecaki, sam zaś przewiesił przez ramię niewielką torbę. W ręce trzymał może i starą, ale za to słusznego kalibru niezawodną strzelbę blasterową. Czas naglił, nie było ani chwili do stracenia. Informacje, które pozyskał od spotkanych w kantynie łowców podziałały na niego w niesamowity sposób i sprawiły, że sam nie mógł już się doczekać momentu, kiedy wreszcie postawi swoją nogę w Krainie Cieni.


Ryan Dexon i Tytus Lotar Polkay przenoszą się do [Kashyyyk] Kraina Cieni
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 27 Sty 2015, o 16:06

Akcja przenosi się z [Taris] W tajnej służbie...

Niebieskie smugi za szybami kokpitu ustąpiły miejsca milionom punktów gwiazd, gdy YZ-775 wyszedł z nadświetlnej. Ostap Bender będący już prawie głęboko wierzącym wyznawcą siły wyższej, wycieńczony opadł na oparcie fotela. Czuł się, jakby sam ciągnął transportowiec przez ostatnie trzy dni. Maszyna zgodnie z zapewnieniami Sparka dostarczyła ich na miejsce, choć jej wygląd ani przez moment na to nie wskazywał. Przed nimi, w bezkresnej pustce galaktyki zawisł pogrążony w nocnym mroku Kashyyyk. Przemytnik zaczął zastanawiać się, dlaczego nigdy nie jest dane mu lądować w środku dnia, w promieniach popołudniowego słońca. W przeciwieństwie do Taris, planeta Wookiech nie mieniła się nocą miliardami świateł. Skryta w ciemnościach powierzchnia sprawiała raczej nieprzyjemne wrażenie, co w tym wypadki zgodne było z faktycznym stanem rzeczy.
Przykrywka stworzona przez Starka i jego ludzi musiała być naprawdę niezła, gdyż praktycznie uniknęli kontroli celnej i bez przeszkód posadzili transportowiec na lądowisku pogrążonej we śnie stolicy planety. Brak oddziału imperialnego w formie komitetu powitalnego był dla Bendera miłą odmianą po ostatnich wydarzeniach.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 28 Sty 2015, o 18:42

Od momentu oderwania się od płyt hangaru coś zdawało się dręczyć Quade'a. Nie do końca wiedział jaka jest tego przyczyna - nie były nią na pewno dźwięki trzeszczącego poszycia. YZ był rozklekotanym ale sprawnym statkiem. Tego był pewien. Uczucie niepokoju pogłębiło się gdy nad Taris ujrzeli Imperialny Gwiezdny Niszczyciel będący częścią systemowej floty. Nie niepokojeni jednak przemytnik i pirat opuścili system Taris by rozpocząć trzy dniowy lot do lesistego świata Wookiech.
Podróż sama w sobie przebiegała spokojnie. Quade wykonywał swoje obowiązki monitorując parametry lotu, niepokój jednak nie go nie opuszczał. Mężczyzna zdwoił uwagę, jednakże nic szczególnego się nie wydarzyło. Caleb miał to do siebie, że nie był zbyt rozmownym towarzyszem podróży, toteż Bender musiał się śmiertelnie nudzić. Zdawał się być dodatkowo spięty raz po raz odzywającym się to tym czy innym elementem statku. Pirat nie miał zamiaru po raz kolejny upewniać go, że YZ dowiezie ich bezpiecznie do celu. W założeniu, że przemytnik nie postanowi się rozbić przy lądowaniu.
Trzy doby minęły zadziwiająco szybko, jak na lot takim antykiem. "Smok Krayt" pokonał by ten dystans zdecydowanie szybciej, "Gwiazda Poranna" Bendera pewnie też. Cóż jednak poradzić, jeśli do dyspozycji ma się tylko wysłużony statek transportowy? Nic. Siedem Siedem piątka wyskoczyła w bezpiecznej odległości od pogrążonej w ciemnościach Kashyyyk. Po podaniu odpowiednich danych, przemytnik wraz z asystującym mu piratem posadzili maszynę na wyznaczonym lądowisku w największym mieście Wookiech - Rwookrrorro. Gdy procedury zostały zakończone, a Bender wreszcie mógł odetchnąć z ulgą, Quade postanowił zapytać o sprawę, która czekała już zdecydowanie zbyt długo.
- Milai... - zaczął -Młoda Twi'lek'anka, którą miałeś dowieźć na Taris. Opowiedz mi co się z nią stało. Co z robiłeś z ciałem i jej rzeczami? - mężczyzna mówił spokojnym głosem, ale rozmówca mógł wyczuć, że lepiej dlań jeśli opisze wszystko drobiazgowo i zgodnie z prawdą.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 29 Sty 2015, o 00:24

Bender z przykrością i kującym bólem serca musiał stwierdzić, że była to prawdopodobnie jedna z najgorszych podróży w jego życiu, a może nawet właśnie ta najgorsza. Nie chodziło mu jednak o niedogodności związane z obecnym stanem technicznym statku, którym miał nieszczęście podróżować wraz z Calebem, ale o małomówność tego przymusowego towarzysza. Ostap, jako człowiek niezwykle marudny, potrafiący narzekać praktycznie na wszystko i w każdym przypadku, tym razem nie miał do kogo wylewać swych gorzkich żali. Siedział więc, przygarbiony i pognębiony, usiłując z całych sił stłumić w sobie narastającą, nieznośną chęć skomentowania swojej obecnej sytuacji.
Trzy doby. Tylko tyle, i aż tyle, trwało cierpienie starego Bendera. W końcu jego oczom ukazała się zielona planeta. Szczerze mówiąc, po raz pierwszy wizytował Kashyyk. Jakoś nigdy nie było mu po drodze, aby odwiedzić ojczyznę Wookieech, nie rozbił też z nimi żadnych interesów.
Podczas podchodzenia do lądowania, Bender przez dłuższy czas śledził krajobraz. Jakby nie patrzeć, prezentował się on dość monotonnie, a Rwookrrorro wyglądało z góry jak brudnoszary liszaj na zielonym dywanie. Gęste i przez to ciemniejsze pośrodku, rozłaziło się odnogami drewnianych mostów we wszystkich kierunkach, przywierało naroślami domostw do pni ogromnych drzew wroshyr. Pozbawione jakiegokolwiek ładu, bezkształtne w swej żywiołowej zabudowie, stanowiło perełkę architektoniczną na miarę jego projektantów.

W rzeczy samej, brak imperialnej kontroli był miłą niespodzianką. Może i czarny ten Stark, ale sprawy urzędowe załatwia wzorcowo, pomyślał. Następnie wyjrzawszy przez główny iluminator, obrzucił przelotnym spojrzeniem znajdujące się przed nimi miasto. Z tej perspektywy wyglądające po prostu szaro i biednie. Jako że niczego ciekawego nie udało mu się dostrzec, obrócił głowę w kierunku Caleba, już miał coś powiedzieć, gdy nagle, wśród absolutnej ciszy usłyszał pianie jemiana.
- To chyba jedyna stolica – powiedział, wydając przy tym z siebie przeciągły rechot – w której w samym centrum pieją jemiany.
Nie słyszał ich bowiem w żadnej innej, ale pewnie się mylił, gdyż w Galaktyce pełno jest małych i biednych dziur, powszechnie określanych przez Bendera jako wiochy zabite dechami.

Jednakże już w następnej momencie dało się zauważyć, że mina odrobinę mu zrzedła. Usłyszawszy pytanie Caleba, całkowicie spoważniał.
- Słuchaj kolego, już raz się spowiadałem przed tą waszą bandą na Taris. - stwierdził ostro, włożywszy ręce do kieszeni i oparłszy się o ścianę. Zapanowała niezręczna cisza, ale po chwili zdecydował się kontynuować.
- Była praktycznie martwa w momencie, gdy wziąłem ją na statek. O, o taką dziurę miała... - wyginął palce prawej dłoni i przyłożył do brzucha, wszystko dla lepszego zobrazowania rany. - Mój statek to nie karawan, żebym woził zmarłe Twi'lekanki. Odprawiłem odpowiednią ceremonię i oddałem jej ciało przestrzeni kosmicznej, pewnie nadal orbituje nad Manaan, gdybyś chciał ją odwiedzić. Co do rzeczy... Cóż, są bezpieczne, choć obecnie dostęp do nich jest odrobinę utrudniony. Odzyskam „Gwiazdę Poranną”, odzyskam rzeczy twojej Milai. Coś jeszcze?
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 29 Sty 2015, o 14:15

Saine Kela przenoszi się z [Kashyyyk] Kraina Cieni

Przewodnik Jack, jego bratanek oraz przede wszystkim Saine Kela wjechali jedną z wind do drzewiastego miasta. Ich widok kojarzył się z typowymi, kilkudniowymi wyprawami na powierzchnię Krainy Cieni. Umorusani, zmęczeni i szczęśliwi, że i tym razem udało się przeżyć. Dla obserwatora pożganie Keli z dwójką przewodników było zimne, krótkie i formalne, wprawny obserwator wnet by pojął, że między nimi coś się wydarzyło. Saine miała kilka dni na przemyślenie swojej sytuacji, a właściwie tego co powinna robić dalej. Jej wyprawa archeologiczna okazała się porażką, w której niezbyt szczery partner nie przeżył. Na szczęście miała jeszcze własne pieniądze za które była w stanie wynieść się z tej przeklętej planety...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 29 Sty 2015, o 15:45

Wyraz twarzy Caleba był posępniejszy niż zwykle. To co usłyszał nie poprawiło mu humoru. Ciało Milai spoczywające w zimnej pustce kosmosu, bezwładne, pozbawione życia, było zbyt cenne. Chociaż szansa na odnalezienie zamarzniętych zwłok przez kogokolwiek była drastycznie niska, ryzyko mimo wszystko istniało. Jej rzeczy osobiste, które Bender ukrył na pokładzie swojego statku też stanowiły źródło zagrożenia. Nie tyle dla Caleba, bardziej dla właściciela YT. Quade westchnął cicho, zrezygnowany i dźwignął się z fotela drugiego pilota, który piastował przez ostatnie trzy doby.
-Mam nadzieję, że skrytki na twoim frachtowcu są dobrze zamaskowane - mruknął podchodząc do przemytnika -Niedobrze było by dla Ciebie gdyby przedmioty, które Milai zostawiła po sobie, znalazło Imperium. Nie dobrze dla Ciebie oczywiście - dodał i poklepał niemal przyjacielskim gestem Ostapa dłonią po ramieniu. Obdarzył brzuchastego przemytnika spojrzeniem piwnych oczu i ruszył wgłąb statku, ku rampie.
-Nie wiem jak ty, ale ja chętnie przespaceruję się po mieście po tak długim locie - rzucił i wdusił przycisk zwalniania trapu. Mechanizm zawył, rampa powoli opadła na płyty lądowiska. Quade poprawił płasz i kapelusz by chwilę później zejść z pokładu YZ-775. Świeże powietrze Kashyyyk uderzyło w nozdrza pirata, a uczucie, które nie opuszczało go od startu z Taris zdawało się przybrać na sile.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 29 Sty 2015, o 16:46

Zobaczywszy w jaki sposób te informacje podziałały na Caleba, przymknięte powieki Ostapa uchyliły się nieco, a wyraz szyderstwa natychmiastowo znikł z jego twarzy. Choć mogło wydawać się to dosyć dziwne, nastrój Bendera w tym momencie również uległ znacznemu pogorszeniu - wbrew pozorom, rozmowa o martwej Twi'lekance, na której Calebowi wyraźnie zależało, nie była dla przemytnika rzeczą ani łatwą, ani przyjemną. Aż za dobrze rozumiał, co musiał przeżywać w tej chwili jego biedny towarzysz. Wiele lat temu spotkało go przecież niemalże dokładnie to samo i, choć nie dawał tego po sobie poznać, szczerze mu współczuł. Biedny chłopina, pomyślał.
- Rozumiem, co czujesz. - wyszeptał te słowa całkowicie innym tonem, jednocześnie wymieniwszy z Calebem spojrzenie. Powiedział to jednakże tak, jak gdyby nie chciał dalszych pytań. Już po chwili humor na powrót zaczął dopisywać Benderowi.
- O skrytki możesz się nie martwić. Imperialni mogą rozkręcić statek na kawałki, a i tak nic nie znajdą. Niedobrze? A czemuż to niedobrze? - dość długo trwał w zamyśleniu, jakby próbując sobie przypomnieć, które z rzeczy Milai mogłyby mieć dla Imperium jakiekolwiek znaczenie. Następnie stwierdził z miną uczonego mędrca na twarzy. - Raczej nie widziałem tam nic cennego, sam szmelc.

- A pewnie. Chętnie rozprostuję kości. - odezwał sięz zadowoleniem w głosie, wykonując przy tym nieokreślony gest ręką. - Ileż można siedzieć w tej puszce, chętnie się dotlenię.
Wyjście na zewnątrz rzeczywiście podziałało na niego energetyzująco. Rozłożył szeroko ręce i zachłannie zaciągnął się orzeźwiającym, leśnym powietrzem. Ruszyli razem wąskim podestem łączącym lądowisko z pozostałymi dzielnicami miasta. Mijane domy, stojące jedne przy drugich, obnażały bez wstydu swoją starość i nędze.
- Potrzebujemy planu, panie kolego. Będziemy szukać tej dziewczyny aktywnie, czy pasywnie? W sensie schodzimy do lasu i szukamy, łazimy po mieście i szukamy? Czy czekamy przy lądowisku i cap ją do wora, gdy tylko się pojawi?
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Saine Kela » 29 Sty 2015, o 16:59

Wreszcie wydostali się z Krainy Cieni. W prawdzie jej stosunki z przewodnikiem na szczęście się poprawiły i ten zdecydował się jej ani nie zabijać, ani nie odstawiać imperialnym, ale doskonale rozumiała jego zachowanie i doceniała, że nie skończyło się gorzej. Rozstali się więc w pokoju, a teraz musiała sobie jakoś poradzić. Wyprawa rzeczywiście skończyła się totalną porażką, a nawet gorzej niż porażką, gdyż to, czego była świadkiem było trudne do pojęcia. Musiała jeszcze ochłonąć i co ważniejsze, znaleźć środek transportu z powrotem na Coruscant.
Na całe szczęście nie była bez grosza przy duszy i nie skazywała siebie na łaskę i niełaskę innych. Najpierw jednak musiała doprowadzić się do porządku i wtedy ruszyć do portu w poszukiwaniu statku, który ją zabierze. Musiała się więc pokręcić wokół portu i znaleźć coś bardziej sensownego. Gdy więc wreszcie doprowadziła się do ładu, wyszła ponownie na miasto. Musiała kupić parę rzeczy, no i oczywiście załatwić środek transportu. Może i Rwookrrorro nie było dużym miastem, ale z pewnością ruch statków nie był tez taki mały i nie powinna mieć z tym problemów.
Rozprostowując kości i zabierając swój cały, dość skromny dobytek i skierowała swoje kroki w stronę lądowisk statków. Była teraz zdana na siebie, ale nie stanowiło to dla niej problemu, było lekką niedogodnością, bo nie tak to wszystko planowała, trudno. Zamiast zarobić, to jeszcze straci, jednak w swoim zawodzie musi się z tym liczyć, nie każda wyprawa kończy się sukcesem, choć poniekąd nie wyszła z tego z całkiem pustymi rękami.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 29 Sty 2015, o 17:16

Ze słów przemytnika tym razem nie płynęła jawnie kpina. Wyczuć można było szczere współczucie. Caleb w milczeniu kiwnął głową, niemo dziękując Ostapowi. Mężczyzna żywił nadzieję, że statek jest rzeczywiście dobrze zabezpieczony.
-Niektórzy nawet w szmelcu mogą odnaleźć prawdziwy skarb. Wystarczy tylko odpowiednio spojrzeć - mruknął w odpowiedzi i rozejrzał się po okolicy. Po uprzednim zabezpieczeniu YZ przed wizytą niechcianych gości, Caleb ruszył przed siebie z Ostapem u boku. Mężczyźni powoli opuszczali lądowiska, Quade nie zamierzał jednak oddalać się od nich zbytnio.
Każda z metod odszukania dziewczyny zaproponowana przez Bendera miała swoje plusy i minusy. Kela była archeologiem toteż na Kashyyyk zagnać ją mogło nic innego niż wykopaliska czy też poszukiwanie artefaktów. Lesisty dom Wookiech skrywał wiele tajemnic, toteż dla rządnych przygód, sławy, pieniędzy czy wiedzy istot coś znalazło by się na pewno. Podróż wgłąb lasów wymagała by przygotowania i wynajęcia przewodnika, a rozminięcie się z dziewczyną na szlaku było bardzo możliwe. Oczekiwanie na lądowiskach na cud też najlepszym wyjściem w mniemaniu Caleba nie było. Najsensowniejszą opcją na chwilę obecną było pokręcenie się po mieście, popytanie tu czy tam. W kantynach zawsze można było zdobyć informacje, jeśli wiedziało się kogo pytać i ile za informacje zapłacić.
-Najsensowniej będzie pochodzić po tej mieścinie. Popytać ludzi. Kela to archeolog, jeśli planuje, bądź planowała podróż w głąb lasów potrzebny był jej odpowiedni sprzęt. No i przewodnik. - Jego słowa stanowiły jakiś punkt wyjścia. Quade dyskretnie rozglądał się wokół. Szanse na spotkanie na środku ulicy nieuchwytnej jak dotąd pani archeolog były w prawdzie nikłe, jednakże należało się i z taką możliwością liczyć.
-Co ty na to, partnerze?
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 30 Sty 2015, o 00:08

- Najwyraźniej nie jestem ekspertem w tym temacie. - przemytnik krótkim stwierdzeniem uciął dyskusję o rzeczach należących do Twi'lekanki, choć dobrze wiedział, że gdyby imperialni nie przyłapali go na Taris, to z pewnością już dawno opchnąłby te trefne fanty u pasera za jakąś zacną sumkę.
Również rozejrzał się po najbliższej okolicy, popatrując przez cały czas na Caleba. Wsłuchał się też w zawodzenie wiatru, w szum liści drzew wroshyr, z których drobne kropelki wilgoci skapywały mu prosto na twarz. Ku swemu zdumieniu złowił także zupełnie inny odgłos, przypominający cichy krzyk jakiegoś ptaka, ale zdecydowanie głębszy, bardziej rezonujący. Nastawił ucha i już w następnym momencie krzyk rozbrzmiał ponownie. Wszystko to przypominało mu to nieco dźwięki z jego rodzinnej planety. Na krótką chwilę się zamyślił, po czym skinął głową. Zupełnie podobnie skrzeczy, przeleciało mu przez myśl.
Przy jednym z pobliskich budynków, najwyraźniej imperialnej placówce, stało kilku szturmowców w zielonych zbrojach. Bender, idąc od prawej strony, widział ich z bliska i czuł na sobie ich wzrok. Głowy żołnierzy, zakute w śmieszne oliwkowe hełmy obracały się za nimi bardzo powoli, jak słoneczniki za słońcem, ale najwyraźniej nie byli zainteresowani bliższym sprawdzeniem dwójki mężczyzn. Słychać było jedynie monotonny warkot silnika pojazdu, który naprawiali i tylko czasami głośniejszy krzyk ptaków z gęstwiny. Po drugiej stronie placu siedzieli Wookiee, stłoczeni obok siebie, czerpiąc widać z bliskości pobratymców większe poczucie pewności. Byli nieruchomi i szarzy jak kamienne figury. Swoimi smętnymi postaciami potwierdzali przynależność do tych niegościnnych, nieprzychylnych życiu, mrocznych lasów.

W głowie Bendera zawrzało, a następnie poczuł zakłopotanie. Caleb mówił coś o podróżach w głąb lasu, przewodnikach. Co prawda nie słuchał go zbyt uważnie, chłonąc otaczającą ich przyrodę, a tamten nie proponował jeszcze pościgu za tą nieszczęsną panią archeolog, ale sama koncepcja przedzierania się przez ogromną, gęstą puszczę i to w poszukiwaniu jednej osoby, wydała mu się niedorzeczna. Przecież cała ta planeta jest jednym wielkim lasem, a szukanie w nim jednej osoby, to jak szukanie złotej igły w stogu zwykłych igieł, pomyślał.
Z tych pełnych dramatyzmu rozmyślań dość szybko wyrwało go na szczęście pytanie zadanie przez Caleba. Partnerze. Na dźwięk tego słowa nie mógł zareagować inaczej, jak tylko uśmiechem. Skoro pyta, to znaczy, że moja opinia jest najważniejsza, pomyślał. Uśmiechał się doń najdłużej jak mógł, lub najdłużej jak mu się zdawało, że może, a potem obrócił się i wbił wzrok w lądowisko.
- Popytać można. Popytać zawsze można. - odezwał się w końcu. - Ale nie oddalałbym się zbytnio od lądowisk. Ostatecznie ta panienka na pewno będzie chciała wydostać się z tej planety. Jak na moje, to albo jeden pyta, a drugi czeka i pilnuje. Albo... Albo obaj pytamy, ale mając w zasięgu wzroku stojące tam statki. Jak ci się to widzi, partnerze?
Bender wlepił w Caleba pytające spojrzenie, jednakże nie miał zamiaru czekać na jego odpowiedź - w tym momencie dało o sobie znać wrodzone lenistwo przemytnika. Oparłszy się o drewnianą barierkę i założywszy ręce, stwierdził dobitnie.
- Nie słyszę sprzeciwu, więc postanowione. Ja zostaję tutaj, a ty możesz iść rozpytać miejscowych. Będę miał oczy szeroko otwarte, w razie czego.
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 4 Lut 2015, o 15:40

Istnieją w galaktyce zbiegi okoliczności tak absurdalne, że mogłyby posłużyć za materiał dla holofilmu klasy B. Podczas gdy mężczyźni skupieni byli na rozmowie, na pustym o tej godzinie chodniku pojawiła się samotna osoba. Szczupła, raczej niska kobieta z workiem podróżnym przewieszonym przez ramię, niezauważona przez nowoprzybyłych skierowała się w stronę budynku zajmowanego przez zarząd kosmoportu – o ile można było w stosunku do lądowisk na Rwookrrorro użyć takiego określenia. Po pewnym czasie ponownie pojawiła się na tym samym chodniku, niezadowolona zmierzając w stronę wciąż znajdujących się w tym samym miejscu mężczyzn i znajdujących się za nimi kolejnych lądowisk. Przez najbliższe dwa dni na Coruscant nie odlatywał żaden statek i wyglądało na to, że jest uziemiona na planecie Wookiech dłużej niż miała na to ochotę. Nie było nawet gdzie się zaszyć na drinka po tym, jak jakiś szaleniec postanowił ostrzelać jedyną przyzwoitą kantynę w mieście. Zła na cały świat nie była w najmniejszym stopniu świadoma, że jej osoba wzbudza ostatnimi czasy wzmożone zainteresowanie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 4 Lut 2015, o 21:18

Caleb przez moment rozważał propozycję Bendera. Rozdzielenie się oznaczało dotarcie do większej ilości istot, które mogły coś wiedzieć na temat poszukiwanej przez nich pani archeolog. Rozdzielenie się oznaczało też, że spuścił by przemytnika z oczu. Ryzykowne. Zbyt ryzykowne. Przemytnicy byli przewrotni, czasami przypominali w tym piratów. Zaufasz takiemu za bardzo a odleci twoim statkiem szybciej niż zdążysz pomyśleć 'Jabba'. Quade automatycznie odrzucił temat osobnego obchodzenia Rwookrrorro.
-Na razie będziemy trzymać się razem. Imperialnych tu nie brakuje, a nie sądzę, że ucieszyli by się na mój widok gdyby poznali moją prawdziwą tożsamość. Ruszamy? - powiedział ściszonym głosem. Raz jeszcze rozejrzał się uważnie po okolicach lądowisk, szukając wzrokiem twarzy Saine Keli. Zakrawało by to o kpinę gdyby ją dostrzegł, jednakże, nigdy nic nie wiadomo.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 4 Lut 2015, o 22:34

- Strasznie słaby z ciebie taktyk, kolego. Gdybyś choć przez chwilę pomyślał logicznie, to byś mnie posłuchał. A tak, to nam zejdzie co najmniej dwa razy dłużej. - stwierdził, cmokając z wyraźną dezaprobatą. - Osobno byśmy obskoczyli.. - w tym momencie błyskawicznie uciszył się.
- ...szybciej. - dokończył poprzednie zdanie, ale dopiero po krótkiej chwili wahania. Właśnie teraz przyszło mu bowiem do głowy, iż prawdziwy powód odmowy mógł być zgoła inny – powiatowi rebelianci nadal pilnowali, żeby Bender przypadkiem się po cichu nie ulotnił. Zaklął coś pod nosem, a następnie splunął tak energicznie, że wydzielina wyleciała daleko poza drewnianą kładkę. Działając pod wpływem emocji nie pomyślał nawet o tym, że spadająca z takiej wysokości ślina mogłaby spać na czoło komuś zwiedzającemu właśnie dolne partie planety. Cóż, ktoś taki z pewnością, bez najmniejszych wątpliwości, powinien zostać uznanym za jednego z większych pechowców na Kashyyyk.
- Taaakk. - sapnął przeciągle, zassawszy wcześniej do płuc ogromną ilość powietrza. Mało brakowało, żeby Bender się zapowietrzył. W sumie nie dziwił się wcale swoim zleceniodawcom, zaś będąc na ich miejscu prawdopodobnie postępowałby w podobny, jeśli nawet nie identyczny, sposób. Chciał czy nie chciał, ostatecznie musiał na obecną chwilę współpracować z tą niedojdą Calebem. Wszystko dla dobra Gwiazdy Porannej.
- No to chodź, ruszaj się.
Z torbą przewieszoną przez ramię Ostap ruszył w kierunku budynku, który w największym stopniu przykuwał uwagę nowoprzybyłych. Zwłaszcza, że nazwa tego przybytku była tyleż chwytliwa, co zagadkowa. „Tajemnica Lasu”. Po przebyciu kilkunastu kroków stanął jednak jak wryty, ponownie obdarzył Caleba swym niepowtarzalnie uroczym, pytającym spojrzeniem, a następnie zaczął potrząsać nerwową łepetyną, jakby chciał wskazać kierunek.
- Ty, to nie przypadkiem ta nasza pani profesorka archeolożka od siedmiu boleści? Weź no zerknij z łaski swojej, bo pewno masz lepszy wzrok ode mnie.
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Saine Kela » 5 Lut 2015, o 09:46

Nic nie szło po jej myśli. Od momentu decyzji o odłączeniu się od Hunta wszystko zmierzało nie w tym kierunku, z którym powinno. Miała najwidoczniej pecha. Najpierw ta nieszczęsna wyprawa, a teraz fakt, że przez najbliższe dwa dni, całe dwa dni nie będzie w stanie opuścić Kashyyyk. Nie miała nic do tej planety, przez wielu nazywaną dziurą, ale po tylu niezbyt przyjemnych przejściach wolałaby już wrócić do swojego mieszkania na Coruscant i wrócić do pracy, by nadrobić ten czas. Nie był on do końca zmarnowany, bo jednak wielu rzeczy zdołała się dowiedzieć, ale mimo wszystko zdecydowanie nienajlepszy.
Opuściła zarząd kosmoportu mocno niezadowolona, z powodu utknięcia, ale jako że nie mogła nic z tym zrobić, po prostu będzie musiała przewarować te dwa dni. Wydać kolejne kredyty na wynajem pokoju i jakoś dotrwać. Będzie miała przynajmniej czas na dokładne poukładanie swoich myśli i notatek z tej wyprawy. Najpierw jednak musi znaleźć odpowiednie miejsce. Zatrzymała się na moment rozglądając po okolicy. Było praktycznie pusto nie licząc pojedynczych jednostek ludzkich. Nic dziś już nie załatwi, więc ruszyła ponownie, kierując się w stronę najbliższego zajazdu, gdzie mogłaby wynająć pokój na te przeklęte dwa dni.
Nie była jakoś bardzo zła, takie wyprawy się zdarzały, wyprawy, które kończyły się fiaskiem, jednak tym razem było nieco inaczej. Kiepsko, ale jednak coś... W zamyśleniu i dźwigając swój skromny dobytek szła, by nieco odpocząć i wszystko poukładać i przede wszystkim zająć się czymś pożytecznym przez ten czas, skoro nawet nie będzie mogła napić się porządnie, gdyż jak się okazało, kantyna, w której kilka dni wcześniej załatwiali sobie przewodnika, została zniszczona w jakimś ataku. Nic tylko rozłożyć ręce w bezradności.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 5 Lut 2015, o 16:21

Ktoś inny niż Quade mógł by pomyśleć, że mają szczęście. Oto tu, po kilkunastu minutach pobytu na Kashyyyk, osoba, którą mieli odnaleźć pirat i przemytnik, jak gdyby nigdy nic materializuje się tutaj prosto przed nimi. Caleb prychnął cicho pod nosem i przyjrzał się dziewczynie. Tak, nie było wątpliwości, Saine Kela była w zasięgu ręki. Nie było mowy o pomyłce. Zajęta swoimi myślami, niczego nie świadoma pani archeolog szła przed siebie mijając Quade'a i Bendera. Nie było sensu się ociągać, jednakże pojmanie jej tutaj, na środku ulicy nie było by najmądrzejszym posunięciem. Przyciąganie uwagi imperialnych czy też rodowitych mieszkańców leśnego świata było niepożądane. Przynajmniej nie teraz. Pirat kiwnął swojemu towarzyszowi i mruknął:
- Bez pudła, to ona... Kto by uwierzył, że to będzie takie proste...- zrobił krótką pauzę i ruszył za dziewczyną niespiesznym krokiem, dostosowując się do tempa jej marszu. Utrzymywał dyskretną odległość i nie spuszczał jej z oka.
- Sprawdźmy gdzież wybiera się nasza pani archeolog. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o drugiej części zadania - Kela ma zniknąć w sposób niebudzący wątpliwości co do jej dalszego losu... - ponownie odezwał się do trzymającego się blisko niego przemytnika.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 13 Lut 2015, o 21:35

Bender przyglądał się idącej przed nimi pani archeolog z niekłamanym rozbawieniem, zaś na jego twarzy bez trudu można było dostrzec błogi uśmiech. Nagłe pojawienie się kobiety, i to niemalże tuż przed ich nosem, ogromnie go rozweseliło – najwyraźniej uznał, że szczęście na powrót zaczęło się do niego uśmiechać. A przecież jeszcze dosłownie przed kilkoma chwilami był w stanie dostrzec oczyma swej bujnej wyobraźni te mozolne, długotrwałe poszukiwania, dni spędzone na snuciu się pod najciemniejszych zakamarkach tej planety. Najzwyczajniej w świecie przygotowywał się na najgorsze, nie spodziewając się nawet, iż już w następnym momencie los zgotuje mu taką niezwykle miłą niespodziankę.
- Musimy częściej działać wspólnie, kolego. Wygląda na to, że tworzymy szczęśliwy duet. - stwierdził, po czym parsknął krótkim śmiechem. Albo się zakrztusił. W sumie ciężko stwierdzić.
- Bez żadnych pedalskich podtekstów, rzecz jasna.

Zgodziwszy się z sugestią Caleba, przemytnik kiwnął porozumiewawczo łepetyną. Zresztą sam miał zaproponować śledzenie kobiety, jako że i w jego umyśle zakiełkował niemalże identyczny pomysł, jednak kapelusznikowi udało się go ubiec. W efekcie Ostap skrzywił się nieco, ale już w następnym momencie grymas przypominający uśmiech powrócił na jego usta.
- Tak, tak, pamiętam o zadaniu, spokojnie. Aż tak słabej pamięci jeszcze nie mam. - rzekł cichutko, dostosowując się do konspiracyjnego tonu Caleba.
- Ale wygląda mi na to, że paniusia rozgląda się za jakimś pokojem, albo transportem. Czemu by nie zaproponować jej obu tych rzeczy naraz? Zaprośmy ją kulturalnie na nasz piękny stateczek. Przecież wyglądamy na uczciwych przewoźników, co kursują na jakiejś chwytliwej trasie, czyż nie? Gdzie takie archeolożki mogą lubić sobie latać? Na Nar Shaddaa, Coruscant, Taris? Sam nie wiem. Ale jakby co, to ja się kłaniam, a ty zagadujesz. Co prawda jestem przystojniejszy, ale ciebie zdobi ten profesjonalny kapelusz.
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Saine Kela » 16 Lut 2015, o 19:57

Nie zwróciła uwagę na dwójkę mężczyzn, których mijała, a którzy najwyraźniej zainteresowali się jej osobą. Miała, jak sądziła, istotniejsze rzeczy na głowie. Jako że utknęła na planecie, musiała znaleźć sobie miejsce noclegowe, a co za tym idzie, swoje pierwsze kroki skierowała do najbliższego hotelu, albo coś, co mogłoby za ten hotel uchodzić, nie była nawet w stanie odczytać jego nazwy. Nie miała zbyt wielkich wymagań, po prostu chciała to przetrwać i się wyrwać stąd jak najszybciej. Dźwigając ze sobą swój tobołek zaszła do czegoś, co od biedy można by nazwać hotelem, choć raczej byłaby to mocno naciągana nazwa, ważne było jedno, miała miejsce do spania i dach nad głową na najbliższe dni. Lepszy rydz niż nic.
Gdy ustaliła już wszystko w recepcji i znalazła się w pokoju, rzuciła swoją torbę na łóżko i sama również po chwili się tam uwaliła, przez kilka chwil wgapiając się w sufit. Natłok myśli wciąż krążył po jej głowie, podobnie jak obrazy wspomnień sprzed paru zaledwie dni. Potrząsnęła głową i zwlekła się z łóżka idąc do łazienki, by się odświeżyć, a potem zdecydowała się na małą drzemkę. W tej chwili było to jej chyba najbardziej potrzebne do szczęścia. Straciła możliwość zarobku, zdobycia nowej wiedzy, towarzysza i transport, musiała odespać ten natłok niezbyt pomyślnych zdarzeń.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 653
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 2 Mar 2015, o 13:48

Caleb Quade z niedowierzaniem wpatrywał się w widniejącą nad wejściem do hotelu nazwę przybytku; niemy dowód braku wyobraźni osób odpowiedzialnych za działalność marketingową oraz zmian, jakie zaszły w galaktyce w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Oklepana i pojawiająca się w galaktyce zdecydowanie zbyt często nazwa, tutaj brzmiała wyjątkowo groteskowo. Co tu dużo mówić - "Imperial" pasowało do drewnianego przybytku na Kashyyyk równie mocno, co zbroja szturmowca do Jawy. Budynek w doskonale prowincjonalny sposób komponował się z resztą okolicy.
Mężczyźni obserwowali jak ich cel znika w środku, a po jakimś czasie światła w jednym z nielicznych pokoi zapalają się, by wkrótce ponownie pogrążyć lokal w całkowitej ciemności.
- Naturalnie możemy zaproponować jej podrzucenie gdziekolwiek zechce dotrzeć - odpowiedział Quade nie odrywając wzroku od budynku - Nie załatwi to jednak kwestii oficjalnego zniknięcia Keli ze sceny żywych. Jeśli po zabraniu na pokład zostawimy ślady świadczące o jej śmierci, za nasze głowy zostanie wystawiona tłusta sumka. W tym wypadku miano mordercy samotnych i bezbronnych kobiet, byłoby zresztą jedynie wisienką na twoim torcie przygotowanym już przez imperialnych.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6553
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Ostap Bender » 5 Mar 2015, o 23:56

Bender skrzywił swą piękną mordę w grymasie niekłamanego zdziwienia. Co też ten pajac w kapeluszu wygaduje, pomyślał. Najwyraźniej ich mózgi musiały pracować na zgoła odmiennych częstotliwościach, bo przemytnik widział całą tę sytuację kompletnie inaczej. Oczywiście istniało również dość spore prawdopodobieństwo, że Ostap po prostu jest zwyczajnym debilem. Tej opcji nigdy nie można wykluczyć.
- Hola, panie kolego w kapeluszu. Czy to nie my jesteśmy tutaj tymi dobrymi? Odegrajmy role proimperialnych łowców nagród. List gończy przecież jest wystawiony przez imperialnych, co prawda chcą ją żywą, ale jednak odwalamy za nich brudną robotę. Jeszcze powinni nam dziękować za to, że chcemy się pozbyć ich kłopotu...
Dłuższą chwilę trwał w zamyśleniu, gładzą jednocześnie swą sztuczną brodę. I chociaż z początku był względem niej nieco sceptyczny, to teraz, wraz z biegiem czasu, coraz bardziej się do niej przekonywał. Do tego stopnia, że rozważał nawet zapuszczenie prawdziwej brody – oczywiście po zakończeniu całej tej szopki.
- Ciekawe czy tutejsi sklepikarze posiadają coś mocniejszego, coś takiego, co sprzedaje się tylko spod lady. Ostatecznie cała ta planeta to wielki las, więc powinni mieć jakieś ziółka. Może mają i takie, które powodują tymczasowe zatrzymanie funkcji życiowych, taką „niby-śmierć”. - Bender kontynuował swój uczony wywód, jako że głaskanie syntetycznego owłosienia najwyraźniej rzeczywiście pomagało mu w myśleniu.
- Gdybyśmy uzyskali taką trutkę, złapali tę archelożkę z piekła rodem, zaaplikowali jej tę trutkę, obwieścili wszem i wobec, że mamy poszukiwaną, a następnie ona padłaby na niby nieżywa w trakcie prowadzenia jej na statek w symbolicznych kajdanach - i to najlepiej tuż pod imperialną remizą... Brzmi ładnie?
Przemytnik w końcu przestał gadać, jako że powoli zaczynał zanudzać samego siebie. Następnie wlepił pytające spojrzenie w Caleba i czekał na jego opinię - w razie pozytywnej odpowiedzi, gotów był czym prędzej przetrząsnąć okoliczne stragany w poszukiwaniu szemranego sprzedawcy. Zmrużył oczy, nie spuszczając wzroku ze swego towarzysza. W sumie wyglądał on mu takiego, który powinien mieć doświadczenie w mordowaniu młodych panienek. Swego czasu mama uczyła Bendera, że człowiek w kapeluszu to człowiek podejrzany.
- A zresztą, zróbmy tak. Ty idź szukać tej trutki, a ja pójdę pilnować, żeby archeolożka nam nie zwiała.

Ostatecznie Bender uznał nagabywanie lokalnych kupców za zadanie na tyle nudne i proste zarazem, że nawet taki ktoś jak Caleb powinien z nim sobie bezproblemowo poradzić. Nie czekając nawet na reakcję kompana, zadziwiająco szybko skierował swoje kroki w kierunku hotelu „Imperial”. Po wejściu do przybytku standardowo, niemalże z automatu, zasiadł przy barze. Zamówiwszy sobie najtańszego drinka, zaczął uważnie lustrować otoczenie.
Image
GG: 52637894
Awatar użytkownika
Ostap Bender
Gracz
 
Posty: 106
Rejestracja: 6 Paź 2014, o 10:48

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 10 Mar 2015, o 16:12

Rad nie rad na Caleba spadł obowiązek przeszukania miasta w poszukiwaniu odpowiedniego sklepu. Pirat słyszał o opisanym przez przemytnika środku - w innych częściach galaktyki był na pewno łatwiej dostępny niż na zapyziałym Kashyyyk. No ale, skoro szczęście im dziś dopisało w takim stopniu, że Kela znalazła się sama, to i może tym razem los im będzie sprzyjał. I tak nie mieli innego, lepszego planu. Nim pirat oddalił się spod "Imperiala" postał jeszcze chwilę wpatrując się w drzwi, w których zniknął przed momentem Bender. Nie mógł się nadziwić jak taki grubas może poruszać się tak szybko. Pod dużym znakiem zapytania Caleb stawiał też rzekomą inteligencję swojego 'towarzysza'. Skoro Kela wynajęła pokój raczej nie planowała się z niego ruszać, przynajmniej dzisiejszej nocy. No ale może lepiej, że został na miejscu. Jeśli się nie zachleje, jest szansa, że dopilnuje pani archeolog. No i nie będzie przeszkadzał w dobijaniu targu. Niech nie myśli jednak, że jego rola ograniczy się do wygodnego siedzenia na tyłku.
Opisana przez Ostapa substancja pewnie miała jakąś oficjalną nazwę, ale potocznie można było ją określić spowalniaczem czy też tłumikiem funkcji życiowych. Spowalniała oddech i metabolizm to takiego stopnia, że osoba, będąca pod jego działaniem mogła uchodzić za trupa. Żywego trupa, rzecz jasna co piratowi i przemytnikowi odpowiadało. Akt zgonu, który pewnie uda się wystawić tudzież sfałszować powinien skutecznie odwrócić uwagę rządu Almanii od panny Keli.
Nie tracąc więcej czasu Caleb odetchnął głęboko świeżym powietrzem lesistej planety i ruszył przed siebie. Szedł zwolna ulicą przyglądając się budynkom przy niej umiejscowionym. Jeśli żaden z nich nie okaże się być być miejscem gdzie potencjalnie mógł by nabyć substancję, poszuka informacji tam gdzie zwykle się je otrzymuje - w kantynie.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

PoprzedniaNastępna

Wróć do Archiwum

cron