Content

Kashyyyk

[Kashyyyk] Rwookrrorro

Image

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 17 Lut 2016, o 00:33

Quade potarł skronie, chwilę później twarz, która domagała się już od jakiegoś porządnego golenia. Absolutnie nie uśmiechało mu się pakowanie po raz kolejny na lądowiska. Kolejne spotkanie ze szturmowacami mogło skończyć się jeszcze bardziej drastycznie niż to, którego świadkiem był nie dawno. Z dwojga złego wolał spróbować swoich sił za sterami zdezelowanego frachtowca, czy co tam Har miał chciał mu zaoferować. Koniec końców, Sokół Millenium też był zdezelowanym frachtowcem, a swego czasu zyskał miano najsłynniejszej i najszybszej kupy złomu w galaktyce. Może i tym razem szczęście dopisze - chociaż świętej pamięci Obi Wan Kenobi, powiedział by, że nie ma czegoś takiego jak łut szczęścia. Stary pierdziel.
- Dobra, spróbuję z tym złomem. Przygotuję się do lotu - a Ty przyjacielu przygotuj dla mnie ten statek - burknął i zostawił Grana samego. Udał się czym prędzej do swojej skromnej, prywatnej kwatery. Po szybkim prysznicu - być może ostatnim w życiu - porzucił brudny uniform mechanika-złomiarza i przyodział swój normalny strój. Sprawdził jeszcze broń, tą widoczną i ukrytą, dopełnił całość garderoby swoim ulubionym kapeluszem z rondem. Pozwoli sobie jeszcze na kilka chwil medytacji, aby oczyścić umysł z niepotrzebnych uczuć i skupić na celu - przeżyciu.
Kwadrans później wrócił do biura Hara:
- Dobra kolego, co dla mnie masz? - zapytał.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lut 2016, o 19:41

Oby Obi-Wan Kenobi mylił się tylko w tej jednej kwestii, bo łut szczęścia przyda się Calebowi bardziej niżby się tego spodziewał.
- Myślę, że przygotować się już tego statku nie da. - Har uśmiechnął się z politowaniem - Jeśli jakimś cudem uda Ci się opuścić Kashykkk, to kieruj się na najbliższą planetę. - pokręcił gwałtownie i przecząco głową - Więcej ten frachtowiec nie wytrzyma.
Kiedy Caleb stanął przed statkiem zrozumiał pełną politowania minę i ostrzeżenia, których nigdy aż tylu nie słyszał od przyjaciela. Miał on rdzawy kolor, który co jakiś czas łamały czarne zabrudzenia. Nie pomalował go żaden mechanik, ani wykwalifikowany lakiernik, lecz największy artysta znany wszystkim... czas.
Był to koreliański YT-2400, który wiele przeszedł i brał udział w niejednej potyczce oraz pościgu, co w razie problemów Quade dawało nadzieję na odkopanie drzemiącego potencjału starego emeryta.
- Teraz nawet wyglądasz jak człowiek! - Zarechotał i poklepał krzepiąco Caleba po plecach, tak mocno, że ten stracił na chwilę równowagę - Niech Moc będzie z Tobą.
Pogoda jakby z litości chciała pomóc w ucieczce byłemu Kapitanowi, chowając słońce i spowijając planetę chmurami i gęstą mgłą. Były to wręcz idealne warunki na ciche wymknięcie się i ukrycie w czasie lotu, przynajmniej wizualne.
Zanim przycisk zapłonu został wciśnięty, trzy patrolowe myśliwce typu Tie zakłóciły spokój w okolicy, niosąc za sobą niemiłosierny huk, świadczący o niskim pułapie jaki utrzymywały. Warunki zdecydowanie utrudniały pilotom rutynowe czynności, lecz dla osoby władającej mocą nie powinno stanowić to najmniejszego problemu... w teorii.
Po kilku gwizdnięciach, rzężeniu i dźwięku trącego metalu o metal frachtowiec odżył i z niemałym wysiłkiem wzbił się w powietrze.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 3 Mar 2016, o 16:56

Warunki trudne, statek w opłakanym stanie, Imperium nad głową... Lepszych warunków nie można było sobie wymarzyć. Quade pożegnał się z granem i wszedł na pokład wiekowego YT-2400. Trap zamknął się za byłym piratem ze zgrzytem protestu. Mężczyzna przeszedł korytarzem do sterówki by chwilę później zasiąść w fotelu pilota. Sprawnie wykonywał procedury przedstartowe, przestawiając pozycje niektórych przełączników, tudzież wciskając odpowiednie przyciski na pulpicie sterowniczym. Pięć minut później - chociaż kokpit mienił się bardziej na pomarańczowo i czerwono, zamiast na zielono - leciwy frachtowiec był gotów do być może swego ostatniego lotu. Jako że miał być to cichy start, Quade zawczasu wyłączył transponder - jeśli ten w ogóle działał - i uniósł koreliański transportowiec na repulsorach. Latający dysk uniósł się z powierzchni złomowiska i ledwo słyszalnym mruczeniem powoli zaczął oddalać od stolicy Kashyyyk. Caleb pilotował z wprawą, lecąc tuż nad koronami drzew wroshyr. Raz po raz słychać było jak konary obijają się o dolny pancerz - lub to co kiedyś nim było. Statek choć w opłakanym stanie, z uporem, ale zawsze, słuchał rozkazów pilota. Dopóki ten nie próbował wyczyniać żadnych karkołomnych manewrów, YT-2400 leciał tam gdzie chciał pilot.
Caleb nie skupiał całej uwagi na pilotażu. Odkąd zasiadł w fotelu, całym sobą otworzył się na Moc. Od dawna nie pozwalał sobie na tak głębokie połączenie z tą mistyczną więzią spajającą cały wszechświat. Ignoranci mogli wypierać się istnienia tego nurty, mogli prześladować tych, którzy mieli szczęście legitymować się wystarczająco wysokim poziomem midichlorianów we krwi. O tak, nie wiedzieli, nie czuli jak wielką siłę daje Moc. A Quade... czuł to teraz całym sobą. Czuł tętniące pod nim życie, kryjące się pod osłoną pradawnych lasów Kashyyyk. Drapieżniki polowały, roślinożercy skrywali się w mroku przed oczami mięsożerców. Teraz Caleb był roślinożercą, a Imperium drapieżnikami. Za pośrednictwem Mocy, pilot rozszerzał swoje postrzeganie i zmysły. Szukał bezpiecznej ścieżki wiodącej przez planetę, ku wolności i za wszelką cenę starał się unikać Imperialnych drapieżników.
Mężczyzna starał się jak najbardziej oddalić od Rwookrrorro, by gdy tylko nadarzy się ku temu bezpieczna okazja - to jest - gdy w pobliżu nie będzie żadnych Imperialnych myśliwców, uruchomić wreszcie silniki główne i wzbić się w przestrzeń.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 15 Mar 2016, o 00:44

Cud? Szczęście? Przypadek? Czy zrządzenie mocy, że akurat z lotniska na Rwookrrorro bez autoryzacji wzbił się w powietrze niezidentyfikowany statek? Wszystkie imperialne myśliwce z okolice zostały postawione w stan najwyższej gotowości i skierowane do przechwycenia pilota, który wykazał się niezwykłą głupotą rozpoczynając lot z głównego lądowiska bez jakiejkolwiek zgody. Słowo przechwycenie w Imperialnym słowniku funkcjonowało bardzo rzadko i tak samo w tym przypadku mimo, że padło to nie znaczyło tego, co miało znaczyć. Myśliwce otrzymały rozkaz zestrzelenia niezidentyfikowanego statku, bez zbędnych pytań i postępowań, z całkowitym pominięciem procedur. Pominięcie ich zdarzało się sporadycznie i przeważnie było spowodowane bezpośrednim zagrożeniem dla ludności cywilnej. Nikt nie mógł wiedzieć, że na pokładzie statku znajduje się dwójka młodych osób, która postanowiła uciec z zabitej dziury i poszukać lepszego życia na innej planecie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie emanująca aura mocy jednego z pasażerów pechowego statku, tak silna, że nawet oddalony na dużą odległość Caleb wyczuł ją. Była niezwykle silna, jak na przeciętnego, nieświadomego użytkownika mocy. Wyczuł również paniczny strach, który zwiastował rychły koniec dwóch niewinnych istnień.
Dla byłego kapitana był to idealny moment na ucieczkę, gdyż w pobliżu nie znajdował się ani jeden myśliwiec wroga. Wszelkie oczy kontroli radarowej jak i patroli, zwróciły się teraz w kierunku niecodziennego zdarzenia, o którym wiedziało tylko Imperium… i Caleb.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 31 Mar 2016, o 10:05

Nagłe, tak duże nagromadzenie istot wrażliwych na Moc, na tak rzadko uczęszczanej przez ludzi planecie jak Kashyyyk, było nie małym zaskoczeniem. Nie tak dużym jednak, że ci idioci próbowali uciekać z lesistego świata z włączonym transponderem. Ich los zdawał się być przesądzony, każdy myśliwiec Imperium mający ich w zasięgu swoich radarów, już gnał im na spotkanie, chcąc zaliczyć strącenie. Lata temu, gdy Caleb był praworządnym rycerzem Jedi, na pewno pognał by nieszczęśnikom na pomoc. Pognał by i teraz gdyby leciał swoim "Smokiem" lub X-skrzydłowcem, a nie rozpadającą się kupą złomu. Na chwilę obecną, jedynym rozsądnym rozwiązaniem było wykorzystanie okazji i salwowanie się ucieczką. Tak też miał zamiar zrobić. Przestawił kilka przełączników by uruchomić silniki główne. Zmiana pozycji przycisków, nie dała oczekiwanych efektów, ale trzy kopniaki wymierzone pulpitowi sterowniczemu już tak. Silniki obudziły się z rykiem, którego nie powstydził by się smok krayt i popchnęły YT naprzód. Gdy prędkość była już odpowiednia, pilot pociągnął steru ku sobie, stawiając maszynę niemal w pionie. Silniki od czasu do czasu przerywały i wyły z wysiłku ale pchały leciwy frachtowiec ku przestworzom. Caleb nie tracił czasu - komputer nawigacyjny już wyliczał koordynaty skoku w nadprzestrzeń. Były pirat wiedział, że prędzej czy później zwróci na siebie uwagę Imperium, toteż jak najprędzej chciał umknąć w bezpieczną nadprzestrzeń. Jego celem był sektor Arkaniański - jeśli YT-2400 zdoła się tam dociągnąć. Pilot obserwował cały czas skanery, przygotowany do uruchomienia tarcz i systemów uzbrojenia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie niepokojony miał zamiar umknąć z przestrzeni Kashyyyk, niepokojony walczyć o życie.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 14 Kwi 2016, o 21:05

Coreliańska maszyna prowadzona wprawną ręką pilota gładko sunęła przez złowrogą przestrzeń. Mężczyzna był pewien, że podczas startu coś odpadło nie czuł jednak potrzeby sprawdzania co. Nie niepokojony przez nikogo zaczął wprowadzać koordynaty skoku mającego go wynieść do sektora Arkanianskiego gdy nagle poczuł coś dziwnego. Naprawdę potężny impuls mocy działający jak radiolatarnia. Jedi. Potężny Jedi wzywał go wskazując mu dokąd ma się udać. Nie był to sektor arkaniański a System Leritor. Tam znajdował się cel jego podróży. Jaina sporo ryzykowała epatujac tak swoją obecnością z drugiej jednak strony, imperium skutecznie pozbyło się wrażliwych na moc sług. Pilot YT zastanowił się przez chwilę jednak czasu do namysłu nie było dużo. Samobójczy jedi który kupił mu czas do wyjśćia na orbitę już nie żył. Odczyty skanerów wskazywały że Imperialna jednostka szybko zbliża się w jego kierunku.
Jedną z nielicznych działających rzeczy na pokładzie frachtowca był komunikator.
- Proszę wyłączyć silniki i przygotować się do kontroli. Tu imperialna korweta celna KAC-435 Proszę wyłączyć silniki i...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 20 Kwi 2016, o 20:08

Quade nie potrzebował czasu do namysłu. Obecność Jainy Solo w Mocy była niemal tak namacalna jak jej cycki. Sektor Leritor był dobry jak każdym inny - w założeniu, że statek, którym podróżujesz da radę tam dolecieć. Wprawną ręką, były pirat, a może nadal aktywny, zmienił punkt docelowy być może ostatniego lotu leciwego frachtowca. Komputer zajął się wyliczaniem nowych koordynatów, a Quade naprał na stery. Zmienił kierunek lotu w taki sposób ażeby korweta celna, która chciała go zatrzymać, znalazła się za rufą. Otworzył jeszcze bardziej przepustnicę, starając się wycisnąć z silników jeszcze trochę mocy, a następnie przełączył prawie całą dostępną moc na tylne tarcze. Rzucił też okiem na wyposażenie ofensywne statku - żywił nadzieję, że YT takowe posiadał i to nie ono odpadło podczas startu. Jako, że komunikator działał, żal było by go nie wykorzystać. Pilot uruchomi nadawanie i wyrzucił z siebie kilka podbarwianych Mocą, ochrypłych słów:
- Korweta Celna Imperium, tu uciekający frachtowiec... nie trzeba kontrolować tego frachtowca... - mruknął i machnął dłonią. Ktoś o wiele starszy, będący przypadkiem, pewnego słonecznego dnia na Tatooine, kilkadziesiąt lat temu, rozpoznał by gest Obi Wana Kenobiego. Ktoś inny pomyślał by, że Quade postradał zmysły, gdy podczas ucieczki przed pogonią macha w powietrzu ręką. Ehh, ci Jedi i ich durne sztuczki. Mężczyzna rzucił okiem na czujniki i wskazania komputera nawigacyjnego. Czas najwyższy byłby się zbierać z tej części kosmosu.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 20 Kwi 2016, o 21:11

- to nie jest frachtowiec którego szukamy sir.
- Skretyniałeś?
- ...
- Dobra tam jest jedi. Ognia.
- Nie jestem przekonany, ale i tak go zatrzymajcie. Zniszczyć silniki celu.

Baterie turbolaserów imperialnej jednostki obrały za cel silniki frachtowca. Pierwsza salwa tradycyjnie trafiła w przestrzeń kosmosu śmiertelnie ją przerażając. Słynni artylerzyści imperium szybko jednak nanosili poprawkę. Kolejne bolty przemknęły tuż nad kabiną ściganego frachtowca. Siedzący w jego jakże wątłej skorupie Caleb z nadzieją patrzył na cyfry odliczające czas do skoku.
3...2...1...1...1....1...1
Gwiazdy zupełnie nie zmieniły się w smugi a Frachtowcem zatrzęsło po trafieniu z turbolaserów. Wraz z drżeniem pojawił się niezbyt radosny komunikat informujący o zniszczeniu rufowego deflektora. Było by to naprawdę smutne gdyby nie fakt że silniki również zdechły. Imperialna fregata szybko zbliżała się do celu który w ramach oporu zasypał ją gradem odpadających z trafionego silnika części.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 20 Kwi 2016, o 21:33

Bum, łup, wizg, zgrzyt, błyski świateł. Syrena alarmowa zawyła by donośnie, ale po wydaniu agonalnego wizgu zdechła tak jak silniki i tarcze. Życie to dziwka, powiadali i mieli rację. Kapitan skazanej na zagładę jednostki zakrył twarz dłonią. Gdyby ktoś strzelił by Calebowi teraz fotkę, galaktyka zapamiętała by go nie ze względu na spektakularne czyny, lecz za najlepszy w galaktyce jak długiej i szerokiej facepalmo. Skok nie wypalił, uciekać w kapsule sensu nie było. Imperialni zniszczyli by go szybciej niż osiada kurz na Tatooine. Z braku laku Quade pozwolił sobie na chwilę zadumy. YT sunął dalej siłą rozpędu, ciągnąc za sobą pióropusz dymu i iskier, a imperialna korweta celna zbliżała się z każdą chwilą.
Z czystym już umysłem Quade rozpiął ochronne pasy i wstał z fotela pilota. Znał korwety celne - ileż to razu uciekał czy też walczył na pokładzie "Smoka" z takimi. Teraz mogło stać się tylko jedno - abordaż. A Caleb wiedział na pewno, że Szturmowcy nie wejdą na pokład z blasterami nastawionymi na ogłuszanie. Ruszył z wolna kierując się ku śluzom. Sprawdził swoje blastery - były w pełni naładowane i gotowe, chociaż tym razem nie miał zamiaru na nich polegać. Umieścił oba na powrót w kaburach. Tym razem życie uratować mogły mu zakurzone umiejętności i dwa podłużne kawałki chłodnego metalu, które znalazły się jego dłoniach w iście magiczny sposób. Chłodne rękojeści uspokajały i przywoływały wspomnienia. Lisa. ie myślał o niej od dawna. Czyżby tego dnia miał znów połączyć się ze swoją dawną partnerką? Zostawił to pod osąd Mocy. Moc. Z każdym krokiem otwierał się na nią bardziej. Kroki stawały się jakby lżejsze. Wzrok się wyostrzał. Stęchlizna pokładu była jeszcze bardziej dokuczliwa, a uszy wychwytywały najdrobniejsze nawet zgrzyty płyt pokładu. Pirat Jedi wziął głęboki oddech. Moc była z nim, oby nie ostatni raz. Światła na statku zgasły - zdaje się, że i generator zaczął odmawiać posłuszeństwa. Korytarz wypełniła ciemność, rozświetlana od czasu do czasu błyskiem lampek awaryjnych. Ciemność nie była dla Quade przeszkodą. Po części dzięki Mocy, po części dzięki genom.
Krótka podróż z kokpitu dobiegła końca. Caleb klęczał przy śluzie, poświęcając ostatnie chwile na medytację. Nie waż mi się ginąć - usłyszał, a może mu się wydawało...
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 21 Kwi 2016, o 20:59

Sytuacja na mostku imperialnego okrętu stała się nieco napięta. Oficerowie spoglądali na dryfujący okaleczony kształt frachtowca. Wyglądał na solidnie uszkodzony.
- Zniszczyć go?
- Tam był jedi.
- Nie mamy pewności ani dowodu.
- Przejął nad tobą kontrolę. Jesteśmy pewni. Nie tylko ja to widziałem.
- Znasz procedurę, nie ma krwi, nie ma badania, nie ma premii za jedi.
- Dobra, miejmy nadzieję że zginął od ostrzału.
- Dokujemy, Oddział abordażowy do śluzy.


Imperialny okręt objął ramionami wrak który miał być przepustką do wolności uwięzionego na nim Jedi. Ze zgrzytem metalu wsporniki i stabilizatory chwyciły łup a jedna ze śluz zasygnalizowała połączenie. Caleb czekał w półmroku. Szczęknął otwierany właz a do środka wpadły dwa granaty ogłuszające, huk eksplozji zlał się w jedno z odgłosem ognia blasterowego oraz tupotem wpadających do środka szturmowcow. Wszystko trwało ułamki sekundy, a chwile później z toczącego się po ziemi zakrwawionego hełmu dobiegł cichy zniekształcony głos.
- Co z wami? Potrzebujecie wsparcia?
Odpowiedziała mu cisza, W lekkiej poświacie dwóch aktywnych mieczy świetlnych słychać było tylko kroki ciężkich buciorów. Z zaatakowanego frachtowca wyszła śmierć zostawiając za sobą ciała sześciu szturmowców.
-Wszystkie siły do włazu 2!!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 22 Kwi 2016, o 22:07

Sekundy upływały. Jedna za drugą tworzył ciąg. Ciąg ten był oczekiwaniem, które już za kilka chwil miało się zakończyć. Wdech, wydech, wdech, wydech. Caleb Quade klęczał i czekał. Umysł miał czysty i spokojny jak jezioro na Naboo podczas bezwietrznego, słonecznego dnia. Umierający YT-2400 bez ostrzeżenia zakołysał się z boku na bok - to Imperialna Korweta Celna pochwyciła go pomiędzy wystające ramiona. Tępy odgłos metalu uderzającego o metal nie zburzył spokoju Pirata Jedi. Nic nie mogło go zburzyć, dopóki mężczyzna niech chciał na to pozwolić. Wrakiem zatrzęsło jeszcze raz gdy dokowanie dobiegło końca. Zostały tylko sekundy.
Lampa nad włazem zmieniła kolor z czerwonego na zielony. Quade nie patrzył - jednak widział. Syk rozszczelnienia i odsuwania rozległ się w ciemności, wraz z dwoma głuchymi uderzeniami. Quade trwał w miejscu gdy wybuchały granaty ogłuszające - pochylił jedynie głowę w dół, osłaniając rondem kapelusza oczy przed błyskiem. Huk i świstające blasterowe bolty pojawiły się jakby znikąd. Laserowa kanonada zwiastować mogła zagładę mężczyzny. Jednak nie Quade'a. Żaden ze szturmowców nie usłyszał cichego syku aktywowanych ostrzy mieczy świetlnych. Lodowo błękitne i szmaragdowo zielone ostrza obudził się na powrót do życia. Ożywiły się niosąc ze sobą tylko śmierć. W mroku i ciasnym korytarzu tworzył tylko rozmazane niebiesko-zielone tornado. Caleb z wprawą i dokładnością wywijał rękojeściami mieczy, odbijał i posyłał kilowaty krwistoczerwonej energii, tam skąd została uwolniona. Dwóch pierwszych członków drużyny abordażowej padło w trzy sekundy po wejściu na pokład YT. Obaj wystrzelili po trzy razy - każdy bolt wrócił tak skąd przyszedł. Lekka zmiana kąta natarcia skutkowała odbiciem wiązki energii po odrobinę innej trajektorii. Odziani w śnieżnobiałe pancerze żołnierze Imperium padli na pokład, każdy z trzema dymiącymi dziurami wypalonymi w napierśnikach. Nim towarzysze nieszczęśników zorientowali się co przed chwilą się wydarzyło, kolejnych dwóch oddało życie w imię Imperium. Quade zatańczył wokół własnej osi trzymając lewą rękę wyżej niż prawą - ostrza cięły płasko i płytko - na tyle jednak głęboko ażeby rozorać jednemu hełm na wysokości oczu, drugiemu zaś na piersi. Życie uciekło z ich ciał nim padli na pokład. Pirat kontynuował obrót by bez ostrzeżenia cisnąć przed siebie jeden z mieczy - precyzyjnie wycelowana i prowadzona dodatkowo ręką Mocy szmaragdowa klinga zatopiła się po samą rękojeść w pancerzu, dokładnie na wysokości serca. Nim ciało runęło na płyty pokładu, Quade skoczył przed siebie, gładko tnąc pomiędzy napierśnikiem a hełmem. Lodowe ostrze nie napotykając oporu przeszło przez ciało, oddzielając głowę od szyi. Hełm z zaklinowaną wewnątrz głową potoczył się aż do wnętrza Korwety, by w tym samym czasie szmaragdowy miecz powrócił posłusznie do ręki właściciela.
- Co z wami? Potrzebujecie wsparcia? - usłyszał jeszcze przechodząc na hełmem. Kolejnymi słowami również się nie przejął. Szedł spokojnie przed siebie nie dezaktywując mieczy.
Rytmiczny stukot ciężkich butów uderzających od pokład korwety rozlegał się po korytarzu. Mężczyzna widział, że za chwilę zaatakuje go kolejna grupa szturmowa. A może grupa obrońców? Nie wiedział, czy imperialni zdają sobie sprawę, że role się odwróciły. Zdobywany został zdobywcą. Caleb rozszerzył swoje postrzeganie w Mocy i parł dalej, ku mostkowi jednostki. Droga nań prowadziła po linii prostej toteż przewidzenie kierunku, z którego nadejdzie atak było oczywiste. Pirat Jedi wyczuł przyspieszone tętna i oddechy na długo nim zobaczył zagrożenie. Kolejna grupa odzianych na biało, mężów imperium wyskoczyła z załomu, próbując go zaskoczyć. Taktyka nie uległa zmianie - dwa granaty ogłuszające i kanonada blasterowego ognia. Quade prychnął jedynie i bez najmniejszego ruchu dłonią, odepchnął ogłuszacze z powrotem ku właścicielom. Te eksplodowały pod samymi nogami zdezorientowanych szturmowców, wprowadzając chaos w ich szeregach. Kapitan zaś szedł przed siebie otulony Mocą, niczym całunem. Huk eksplozji spotęgowany przez ograniczoną przestrzeń dotarł doń jakby z odległości wielu mil, dwa rozbłyski nie były jaśniejsze niż ostatnie promyki zachodzącego słońca. Zamaszystym ruchem Caleb wyrzucił przed siebie obie dłonie, uwalniając przy tym silny impuls Mocy. Szóstka osławionych szturmowców została odrzucona w tym z ogromnym impetem. Uderzali jeden w drugiego, odbijali od sklepienia, walili w ściany. Potrzaskane kości i karki, wraz z gasnącymi iskierkami życia widocznymi w Mocy upewniły pirata, że ta grupa nie stanowić będzie już zagrożenia.
Cichy syk i rytmiczny stukot wypełniały opustoszały korytarz. Jedi wyczuwał załogę, jednak nie licząc poprzedniej grupy żołnierzy, nikt nie wchodził mu w paradę. I dobrze - nie zależało mu na nie potrzebnym uśmiercaniu kogokolwiek. Szturmowcy atakowali - stanowili zagrożenie - ginęli. Proste.
Ostatnia grupa szturmowców - najliczniejsza bo ośmioosobowa wiedziała już, że role się odwróciły. Wiedzieli jaki jest cel Quade'a. Był nim oczywiście mostek, i tam też na niego czekami. Prowizoryczna barykada zatarasowała przejście - machnięcie ręki wystarczyło aby usunąć blokadę. Mężczyzna nawet nie zwolnił kroku. Zatrzymał się jednak kilka chwil później, Widząc już kolejną barykadę obsadzoną żołnierzami. Miecze świetlne mruczały niczym togoriańskie kociaki - szturmowcy ściskali swoje E-11. Tym razem Quade zamierzał spróbować techniki bliższej Jedi:
- Możemy zrobić to na dwa sposoby - po dobroci, lub po złości... Rzućcie broń i odblokujcie wejście na mostek, a nic się wam nie stanie - rzucił ku dowódcy oddziału, chociaż wiedział jaką odpowiedź usłyszy. Szturmowcy walczyli do końca. Tak zostali stworzeni i wyszkoleni. W odpowiedzi usłyszał jedynie:
- Giń psie Jedi! - by sekundę później powietrze wypełniły laserowe bolty. Zieleń i błękit na powrót zaczęły zlewać się w jedno odbijając śmiercionośne wiązki, Quade zaś, ponowił swój marsz na mostek. Bang! Pierwszy szutmowiec padł trupem. Bang, bang - kolejnych dwóch zginęło od własnych strzałów. Napór zmalał, jednak nie ustał. Nadszedł czas aby przejąć inicjatywę. I jak nagły poryw wiatru przetaczający się po tafli jeziora, burzy jej spokój i wznieca fale, tak i pirat Jedi wlał się niczym fala w ostrzeliwujących go żołnierzy Imperium. Kolejnych dwóch straciło głowy, szósty wzniósł się nad pokład i gruchnął w towarzysza po przeciwnej stronie, a dowódca, który najdłużej stawiał opór, wyzionął ducha z sercem przebitym jadowicie zielonym ostrzem. Główny opór został zdławiony.
Równie szybko jak cichnie wiatr po nagłym podmuch, tak też do aury mężczyzny powrócił spokój. Była tylko Moc, on i mostek, który pozostało zdobyć.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 22 Kwi 2016, o 22:53

Zgromadzeni na mostku oficerowie i marynarze imperialnej floty zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Zrozumieli ją w momencie gdy z mostka zbiegł dowódca szturmowców nerwowo zakładając hełm i każąc zabarykadować drzwi. Łącznościowiec wezwał pomoc, jednak najbliższa jednostka mogła dotrzeć za jakieś piętnaście minut. Musieli wytrzymać jeszcze osiem minut. Krzyki i strzały za wrotami prowadzącymi na mostek ucichły.
- Desant zgłoś się.
- <skrrrr>
- Dowódco zgłoś się.
- <skrrrr>
- Sir straciliśmy kontakt ze szturmowcami, posiłki przybędą za siedem minut, nie wiemy ja długo...
- łącznościowiec umilkł. Gdy tylko odwrócił się od konsoli usłyszał ciche buczenie a chwilę później. We wrotach pojawił się czerwony ślad, który po chwili rozszerzył się przybierając krwisoczerwoną barwę i... Śluza rozsunęła się a w jej prześwicie pojawiła się postawna sylwetka mężczyzny z dwoma aktywowanymi mieczami. Załoga miała na koncie wielu wyeliminowanych "jedi" nigdy jednak nie spotkali się z czymś takim. Zazwyczaj wrażliwi na moc błagali o życie. Ten zaś.
Dwie karmazynowe błyskawice pomknęły w kierunku mężczyzny. W ułamku sekundy postać ożyła. Niemal nieuchwytnym dla oka ruchem. Dowódca okrętu upadł na ziemię trafiony dwoma boltami.
Jego zastępca zastygł nieruchomo z ręką wyciągniętą w kierunku blastera.
- Jesteśmy imperialnymi oficerami możesz nas wybić, ale nie złamiesz naszego ducha. - wykrzyczał jednak dłoń nawet o milimetr nie zbliżyła się do broni.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 22 Kwi 2016, o 23:50

Lodowa klinga zatopiła się po samą rękojeść w centralnej części grodzi. Metal rozgrzewał się do czerwoności, ustępując pod naporem energii. Sforsowanie drzwi było kwestią czasu. Rozciągnięte zmysły Quade'a wychwyciły wymianę zdań łącznościowca i dowódcy - czas naglił. Jak na zawołanie zabezpieczenie puściło i droga na mostek stanęła otworem. Dezorientacja, którą można było wyczytać z twarzy zgromadzonych była jeszcze bardziej odczuwalna w aurach oficerów. Pierwszy, jak można było się domyśleć, otrząsnął się dowódca. Wyszarpał broń z kabury i posłał dwie szybkie wiązki energii, celując w serce pirata. Jak gdyby od niechcenia, Caleb odbił obie z powrotem, kończąc tym samym żywot głównodowodzącego. Co za strata.
- Możecie sobie być nawet synami Imperatora, a ja nie mam ani czasu, ani ochoty łamać wam ducha, czy czegokolwiek innego. To wy mnie zaatakowaliście, a że lubię swoje życie to też będę go bronił - odpowiedział wciskając jednocześnie przyciski dezaktywujące energetyczne klingi. Ostrza schowały się w rękojeściach z cichym sykiem, a Quade ponownie ruszył przed siebie. Naparł myślą i wyszarpał z kabury blaster pierwszego oficera, łapiąc go w locie i chowając za pasek. Bezpardonowo stanął przed dumnym oficerem, będącym jednocześnie tymczasowym dowódcą okrętu i jeszcze bardziej bezpardonowym prawym sierpowym posłał go do krainy snów. Mężczyzna padł na pokład z głuchym łoskotem, jednak jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. 5 minut.
- Jestem kapitan Caleb Quade i przejmuję dowództwo nad tą jednostką. - powiedział głośno i nim ktokolwiek zdążył zareagować przeszedł do wydawania rozkazów:
- Stanowisko łączności - odwołać wsparcie - przekażcie, że sytuacja została opanowana, Jedi zabity - wydał pierwsze polecenie siedzącemu po prawej stronie operatorowi łączności. Wrócił do typowego władczego tonu z lat służby, wywarł również nacisk Mocą - Pilot, odłączyć wrak YT i wyprowadzić okręt ze studni grawitacyjnej Kashyyyk, nawigacja, przygotować koordynaty skoku w nadprzestrzeń, cel: sektor Leritor. Gdy będziemy gotowi do skoku, uruchomić hipernapęd.
Skończył mówić i usiadł na fotelu dowodzenia. Wywierał nacisk na obecnych tu ludzi, toteż nie spodziewał się z ich strony oporu. Zamknął oczy i zaczął skanować umysły pozostałym na korwecie załogantów. Potrzebnych zostawiał na stanowiskach, tym, którzy byli zbędni, podszeptami Mocy sugerował ucieczkę w kapsułach ratunkowych. Oprócz obsady mostka potrzebował jeszcze 14 osób do wyprowadzenia jednostki z systemu. Mogło się to wydawać zabawne, ale badanie po kolei ponad pięćdziesięciu umysłów było wysiłkiem większym niż zdobycie mostka korwety. Pot, którego wcześniej nie uświadczyło się na czole pirata, perlił się nań teraz i spływał stróżkami po plecach.
- Koordynaty gotowe... sir. - zameldował nawigator, choć wyczuwalnie, ciężko przeszło mu to przez gardło. Quade zmarszczył brwi z wysiłku i kiwnął głową. Już prawie kończył.
Dwie minuty...
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 23 Kwi 2016, o 17:59

Na wyświetlaczu taktycznym Caleb widział zbliżające się szybko punkty, to imperialne myśliwce gnały ile sił w ich silnikach by sprawdzić czym spowodowane jest dziwne zachowanie korwety celnej. Załoga mostka wydawała się wykonywać polecenia Mistrza, do czasu. Ktoś z ewakuujących się znalazł porąbane mieczem zwłoki szturmowców. Ostre dźwięki alarmu przeraźliwie przeszyły ciszę mostka.
- Opuścić okręt! Opuścić okręt! -głos w komunikatorze wydawał jednoznaczne polecenie, od jednostki zaczęły odrywać się pierwsze kapsuły. Jedi spojrzał na odliczanie do skoku.
15..14..13.. załoga mostka była pod jego wpływem jednak czuł że reszta Imperialnych porzuciła stanowiska i ruszyła do kapsuł. Okręt sunął nadal przez przestrzeń ale w razie jakiejkolwiek awarii...

Para TIE przemknęła za iluminatorami mostka z charakterystycznym wizgiem. Ich piloci mieli za zadanie zaraportować o sytuacji. Z komunikatora łączności dalekiego zasięgu odezwał się zniekształcony głos.
- ISD Gniewny do korwety CC-342 Podajcie powód opuszczenia okrętu, wyłączcie silniki i przygotujcie się na przyjecie grupy abordażowej. Powtarzam ISD Gniewny...
Łącznościowiec szybko odpowiedział.
- Okręt został przejęty przez Caleba Quade, naszym cel... Odgłos strzału z blastera zakończył nadawanie przekazu. Caleb mógł być jednak pewny, że imperialni namierzą cel jego skoku.

5...4...3..

Pierwsze trafienia działek TIE jak wstrząsnęły okrętem. Załoga nie podniosła tarcz. Kapitan nie miał jednak czasu na martwienie się tym. Załoga mostka ruszyła do gwałtownej ucieczki w kierunku jednej z kapsuł.

2..1... Korweta zniknęła.

***

-Melduje porwanie okrętu CC-342 Imperialnej Floty, zbieramy rozbitków, jeden z nich zeznał że na pokładzie widział pocięte ciała. Prawdopodobnie udział wrażliwej na moc istoty. Zbieramy dane przekazane nam przez Sierżanta Maritne Hur. <skrr> Okręt został przejęty przez Caleba Quade, naszym cel... Odgłos strzału z blastera <skrr> Zginął jak bohater i zostanie przedstawiony do odznaczenia. Na chwilę obecną nie wiemy wiele więcej, TIE nie zdołały powstrzymać skoku.
Adiutant komandora stał wyprostowany, skończył czytać dane z datapada i spoglądał na swojego przełożonego.
- Hur miał dzieci?
- Dwójkę,
- Adiutant kliknął kilka razy w klawisze.
- Zajmiemy się nimi, przekazać informację do Departamentu Propagandy. Niech coś przygotują.
- Tak jest -
Adiutant służbiście stuknął obcasami.
- Dorwiemy sukinsyna.
Obrotowy fotel obrócił się skywając wąsatą twarz Komandora. Zawiódł i pozwolił na spektakularną ucieczkę jednego z Jedi. Jego kariera była skończona, zadba jednak o to aby o nim nie zapomniano.
- Wysłać oddziały szturmowców na planetę. Badamy każdego. Za dużo tych pcheł kryje się między futrzakami.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Caleb Quade » 23 Kwi 2016, o 23:05

Improwizacje miały to do siebie, że podczas ich wykonywania mogło zdarzyć się wszystko. I to się właśnie działo. Mimo nacisku Mocą, łącznościowiec powiedział o dwa słowa za dużo. Istniało ogromne ryzyko, że Imperialni wyśledzą dokąd ich były okręt skoczył. Cóż, tym zacznie przejmować się później. WESTAR jęknął w typowym dla siebie stylu uwalniając mieszankę gazu blasterowego i energii z ogniwa. Nim oficer skończył przemawiać, dosięgnął go krwisty promień z blastera. Quade jęknął cicho. Nie chciał ich zabijać, na prawdę. Ale oni sami robią wszystko żeby odebrać sobie życie. Szkoda tylko, że głównie ręką Caleba. Jednakże nie było sensu zawracać sobie teraz głowy rozterkami moralnymi. Kapitan porwanej korwety błyskawicznie wstał z fotela dowodzenia i obrócił się w miejscu. Nim pilot i nawigator zdążyli zbiec z mostka, okręt wyrwał do przodu - gwizdy rozciągnęły się, skoczyli w nadprzestrzeń. Równie szybko uciekinierów dosięgnęły promienie ogłuszające. Dwa nieprzytomne ciała gruchnęły głucho o pokład. Bez zbędnych ceregieli skrępował obu oficerów, jeden obok drugiego i opuścił mostek. Wyczuwał jeszcze osiem żywych osób na pokładzie. Wiedział, że mogą być uzbrojeni i zdesperowani - koniec końców, nie zdołali uciec w kapsułach ratunkowych. Ogarnięcie 180 metrowego okrętu w pojedynkę będzie nie lada wyzwaniem, ale na pewno nie większym, niż samotna naprawa po ataku zdesperowanych sabotażystów, gdzieś pośrodku pustki kosmosu.
Tym razem pirat Jedi odpuścił sobie spokojny, miarowy krok na rzecz biegu. Ciężkie buciory uderzały o pokład zwiastując jego przybycie. Biegł co tchu wyczuwając przed sobą dwóch pierwszych pechowców. I oni wiedzieli, że ktoś się zbliża - tylko głuchy by go nie usłyszał. Quade wypadł na pełnej prędkości z korytarza i skręcił w kolejny. Tam czaili się już dwaj załoganci - strach i desperacja wymalowane na ich twarzach ustąpiły miejsca bólowi na kilkach chwil. Obaj oberwali ogłuszaczami nim zdążyli choćby unieść E-11 poległych szturmowców. Padli jeden obok drugiego a Quade poświęcił pełne dziesięć sekund aby skrępować nieprzytomne istoty. Po chwili pędził znów przed siebie. Kolejne trzy osoby odnalazł w okolicach kwater załogantów - widać próbowali schować się w jednym z pokoi i zamknąć od środka. Biedni głupcy. Z racji tego, że celów było trzy, a do dyspozycji tylko dwa WESTAR-y, tym razem udało im się wystrzelić. Celność ich jednak pozostawiała wiele do życzenia to też Jedi miał ułatwione zadanie. Oddał jeden strzał, potem drugi, przetoczył się po pokładzie unikając laserowej wiązki, by sekundę później posłać do krainy snów ostatniego napastnika. I tutaj poświęcił kilka chwil na skrępowanie marynarzy. Nie miał zamiaru drugi raz ganiać w te i wewte szukając sabotażystów-pechowców.
Ostatnią grupę wyczuwał w okolicach maszynowni - ci niestety stanowili niestety największe zagrożenie. Wyłączenie lub co gorsza uszkodzenie silników hipernapędu mogło okazać się opłakane w skutkach. Wspomagając się Mocą pognał ku maszynowni, długimi susami szybko pokonując dystans. Przed samą maszynownią jednak zwolnił do zwykłego biegu, potem do truchtu, by wreszcie zacząć się skradać. Wyczuwał trzy istoty za zamkniętą grodzią siłowni. Zatrzymał się, rozszerzył swoje postrzeganie w Mocy i usłyszał rozmowę, która toczyła się w pomieszczeniu.
- Za chwilę rozwalę bezpieczniki hipernapędu, okręt awaryjnie wyskoczy z nadprzestrzeni a my biegniemy do najbliższej kapsuły i spieprzymy jak najdalej od tego mordercy Jedi - człowiek mówił szybko i z wyczuwalnym strachem w głosie. Był mechanikiem, wiedział jak zatrzymać okręt. Dwaj pozostali zdawali się być zwykłym personelem pomocniczym. Nie było czasu do stracenia. Mężczyzna uniósł wysoko ciężki hydroklucz, gotowy wykonać swój plan. Jednak zamiast w bezpiecznik, zdzielił stojącego obok towarzysza. Człowiek padł na pokład, jego towarzysz zdążył tylko wykrzyknąć:
- Co ty do stu piekieł wyczyniasz?! - strach był niemal namacalny.
- To... nie... ja... - zdołał wykrztusić mechanik i obezwładnił drugiego towarzysza. Nim pojął co się stało, gródź rozsunęła się z sykiem. Zanim poczucie winy zdążyło wymieszać się z zaskoczeniem, mechanik padł bez zmysłów rażony błękitnym okręgiem promienia ogłuszającego.

***


Kilkanaście godzin później pogrążony w zadumie Quade siedział na mostu. Z zamyślenia, czy też medytacji, nie były w stanie wyrwać go stłumione pojękiwania i protesty pojmanych członków załogi korwety CC-342. Podczas stosunkowo długiego lotu udało mu się ogarnąć jako tako sytuację. Ciała poległych szturmowców spoczywały w jednej sali, żywa załoga skrępowana została przeniesiona na mostek, a okręt przygotowany do wyjścia z nadprzestrzeni. W ograniczonym stopniu, chociaż zawsze zaprogramował automatyczne procedury, które uaktywnić się powinny po powrocie do normalnej przestrzeni. Do wyjścia z nadprzestrzennego tunelu pozostały jedynie minuty. Quade wiedział, że pojawienie się w przestworzach Leritor imperialnej jednostki mogło zasiać nie mały zamęt w systemie, ale był przygotowany do wysłania mentalnej wiadomości Jaine Solo.
Licznik odliczał już sekundy. 5...4...3...2...1... i Korweta Celna znalazła się w systemie. Jaina, słońce, wróciłem. I przydała by mi się mała pomoc.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 334
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Rafael Rexwent » 1 Kwi 2017, o 15:46

Ból, straszny i przeszywający ból. To ostatnie co pamiętał. Później mózg odciął wszelkie impulsy, które nieustannie go bombardowały i osunął się w omdlenie. Jasnozielone oczy nie musiały już patrzeć na owłosione istoty, które z gniewem w oczach dokonywały samosądu. Mężczyzna niczym szmaciana lalka został z dziecinną łatwością pozbawiony kończyn. Z rozerwanych naczyń krwionośnych wylały się fontanny krwi, a poszarpane mięśnie wysyłały niezliczone ilości impulsów o bólu. Ale szybsza była ciemność i jej czarna otchłań.
Powieki powoli się rozwarły. Od razu dostrzegły zieloną ciecz która go otaczała. Zgniła woda? Nie. Mężczyzna poczuł na twarzy ucisk aparatury tlenowej. A więc zbiornik z bactą. Tylko jak się tu znalazł? Chciał podnieść prawą dłoń, lecz jakiś opór na wysokości barku nie pozwolił mu na planowany ruch. Pewnie stłuczona albo coś. Jednak lewa ręka również odmówiła posłuszeństwa, podobnie jak obie nogi. Nagle umysł zalała fala wspomnień. Ciało wygięło się jakby w ostatnim spaźmie, po czym znieruchomiało. Nie. To nie mogła być prawda.
Rafael usilnie myślał, ale przychodziło mu to z ogromnym trudem. Mózg działał na bardzo niskich obrotach i nie był skory do współpracy. Za to doskonale pamiętał, iż włochate istoty pozbawiły go kończyn. Ale dlaczego nie życia? Rexwent chciał się odezwać, ale nie mógł nawet poruszyć wargami. Chciał przypomnieć sobie swój własny głos, bo zapomniał. Zapomniał o wszystkim, oprócz dwóch rzeczy – stracił ręce i nogi, oraz że miał złapać jakąś poszukiwaną listem gończym archeolożkę. Jakby mógł, to pewnie by się rozpłakał, bo był niczym dziecko we mgle. Samotny i bez żadnej wiedzy. Nawet jak się tutaj znalazł. Ale dziwne, że nie rozpłakał się nad swoją głupotą, która to zapewniła mu "rozerwanie" się z Wookiemi.

Arima Pprilis
Image

"- Ja już nie mogę na to patrzeć.
- Nie. Nie możesz tak mówić.
- Jak to?
- Oni walczą do kresu swoich sił. Nie wolno nam odwrócić się i zostawić ich samych sobie."
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Kashyyyk] Rwookrrorro

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2017, o 16:46

Kto? Jak? Dlaczego? Pytania bez odpowiedzi nurtowały umysł umęczonego najemnika. Jego zmysły były przytłumione przez zbiornik, rany i otaczającą ciecz dlatego późno dojrzał poruszające się cienie. do jego uszu doszły dziwne dźwięki..

Jak one te ludzie brudzą..
To opadają ręce..
Jak pracują brudzą.
Jak nocują brudzą.
Jak się nudzą, brudzą najwięcej!

Jak one te ludzie wstydu nie mają?
Że też na mnie oglądać to padło..
Po hotelach się gżdżą, pornografie uprawiają.
Ja wiem wszystko, do mnie idzie każde jedne prześcieradło!

Jak one te ludzie, kiedy robią ze sobą koniec.
Te ludzie różne nie pomyślą nawet.
Tylko żyły sobie ciach!
I zadowolone!
A to potem wszystko musi być na mokro szorowane.
Na sucho nie pójdzie.

Ja wszystko robię i teraz powiem.
Że wszystko złe, co na świecie jest, to jest dlatego, że ludzie nie sprzątają po sobie.

Jak one te ludzie chcą mieć wygodnie.
Najbardziej konsumpcyjna jest młodzież!
Do tego nawet doszło, że się relaksują w spodnie!
Ja wiem wszystko, do mnie idzie każda jedna odzież!

Jak one te ludzie, co chcą zrobić lepiej..
Nie pomyślą nawet, ile przy tym się nabrudzi!
Tylko w książkach czytają. Bidę taki klepie!
Ja tam w ogóle nie rozumiem takich ludzi!

Ja jestem człowiek i teraz powiem.
Że wszystko złe, co na świecie jest, to jest dlatego, że ludzie nie sprzątają po sobie!

Ja też jestem człowiek i teraz powiem - a róbżesz jeden z drugim rewolucję, rób!
Tylko potem posprzątaj po sobie!

Dźwięki ucichły a cień opuścił pomieszczenie wyłączająć światło.
Cichy jednostajny pisk wrażliwej na wilgoć aparatury był jedyną reakcją na brutalne umycie.
____|\________|\_______________________________________________________________________________

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Kashyyyk