Content

Archiwum

[Naboo] Ruiny Pałacu

[Naboo] Ruiny Pałacu

Postprzez Mistrz Gry » 9 Sty 2016, o 10:14

Pośpieszne oględziny majątku wykazały totalną amatorkę włamywaczy, kimkolwiek byli kradli chaotycznie i bez głębszego zastanowienia. Młodszy z policjantów notował wymieniane przez Vestibora skradzione dobra notując w cyfronotesie. Z kolei starszy wyglądał na zmartwionego całą sytuacją.
- Na górze w części mieszkalnej jest znacznie gorzej, znaleźliśmy też symbole gangu. Nie sądzimy jednak aby gang sam z siebie uderzył na chronioną posiadłość. Proszę spojrzeć na to. Nie widziałem takich śladów od kilkudziesięciu lat. - Starszy z policjantów wskazał na dowód rzeczowy trzymany przez towarzysza. Było to ramie jednego z droidów ochrony, a raczej jego fragment. Metal miał stopioną i nadpaloną powłokę, zupełnie jakby ktoś je odciął. Tego typu zniszczenia są charakterystyczne dla pewnej antycznej i obecnie zakazanej broni.
- Wszelkie nagrania z kamer ochrony zniknęły.Zostały Skasowane, ktoś się zna na elektronice, i tu akurat stawiałbym na członków gangu.
- co wiadomo o tym gangu?
Chiss wtrącił się do rozmowy, znalezienie nogi nie było najwyraźniej końcem możliwości Geldana. Starszy z policjantów odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- To jest właśnie najdziwniejsze, to miejski gang, rozboje, napady wymuszenia. Handel igiełkami śmierci, czasem jakaś strzelanina, nigdy nie zapuszczali się poza miasto. To zaskakujące że znaleźli się akurat...

Wizg silników pracujących na najwyższych obrotach przerwał wypowiedź mężczyzny. Wszyscy odwrócili się patrząc przez wyjście z hangaru. W okolicach lądowiska uderzyły bolty z działek laserowych Zebr, para myśliwców chybiła haniebnie stojący na ziemi statek i z pewnymi trudnościami wykonała nawrót do kolejnego nalotu. Ze wzgórz zjeżdżały z pełna szybkością cztery Landspeedery wyładowane jakimiś istotami. Nie wyglądało na to, że są przyjaźnie nastawione.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Ruiny Pałacu.

Postprzez Vestibor Rothal » 10 Sty 2016, o 00:14

Wszystko to wyglądało podejrzanie. Co miejski gang z Naboo mógłby chcieć od Vestibora. Pieniądze szło przecież zdobyć łatwiejszymi sposobami. Możliwe, że chodziło tylko o sprowokowanie zabraka do przylecenia tutaj. Rozmyślania Vestibora przerwał głos w hełmie.
- Vest na radarze widzę dwa małe obiekty, zapewne to myśliwce, lecą w naszym kierunku bardzo szybko. Myślisz żeby startować?
- Lepiej dmuchać na zimne, ponowne lądowanie nic nas nie kosztuję, startuj Zemda.
- Zrozumiałam. - W głośnikach rozległ się charakterystyczny dżwięk towarzyszący zakończeniu transmisji. Ta jednak za chwilę znowu rozbrzmiała.
- Słuchaj, oni lecą w bojowym szyku i zniżają lot, podnoszę Dog- a w trybie przyspieszonym, ale i tak zdążą oddać salwę. - Jak na zawołanie, gdy Zemda przestała mówić, usłyszeć można było dżwięk zbliżających się myśliwców. Niedługo potem niebo przecięły lasery wycelowane we frachtowiec.
- Czy oni...? - Nie dokończył zdania Rothal.
- Tak, nie trafili w nas, nie wiem jak to możliwe, statek już się wzniósł ale chyba wy też tam macie kolegów.
- Co masz na my... - Pozostali nie słyszeli rozmowy Vestibora z pierwszym pilotem i dopiero odgłos strzałów i przyjazd pojazdów sprowadziły ich na ziemię.
- Ukryjcie się za jakimiś osłonami! - Wydarł się zabrak. - Zem walnij w nich torpedami, wszystkimi co mamy, jest ich od cholery. - Strzały z blasterów poczęły być wystrzeliwane w kierunku funkcjonariuszy. Ci dopadli do najbliższego statku i przykucnęli za nim wystawiając ręce i od czasu do czasu głowy w kierunku wejścia. Przeciwnicy na razie prowadzili ostrzał zza wrót, mając o wiele gorszą pozycję, będąc odsłonięci, gdy Vestibor i reszta kryli się w dalekich odległościach za osłonami. Nagle rozległ się straszliwy huk, to torpedy wystrzelone z frachtowca prosto w pojazdy bandytów, większość jeszcze z nich nie wysiadła. Zaraz po tym ze statku wyskoczył Kumbrahha i Geko, zajmując pozycję za skrzynkami na tyłach wroga. Frachtowiec poleciał do góry, czekając na drugą salwę z myśliwców już z włączonymi tarczami. Na statku zostało dwóch tradoshian, którzy już zasiedli do dział, czekając tylko jak statek znajdzie się w odpowiedniej pozycji do prowadzenia ostrzału. Vestibor wyciągnął zza pleców blaster i powiększył znacząco obraz w swoim celowniku, przykucnął za starym C-73 Trackerem i zaczął prowadzić ostrzał dokładnie celując w każdego z przeciwników. Chiss nie miał broni, Rothal rzucił mu jeden ze swych blasterów gdy ten przebiegł do niego i również skrył się za myśliwcem. Walka trwała w najlepsze.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: Ruiny Pałacu.

Postprzez Mistrz Gry » 12 Sty 2016, o 20:17

Karmazynowe wiązki energii nie miały większego problemu z namierzeniem celów. Obie zebry błyskawicznie zamieniły się w dwie kule ognia. A strzępy maszyn uderzyły niegroźnie w osłony Novy wywołując falę wyładowań. To było zdecydowanie zbyt proste, piloci wrogich maszyn musieli być amatorami. Albo... W bok kuriera uderzyły wiązki z autoblastera i ciężkich działek. Rozbłyski na osłonie były znacznie mocniejsze, mimo że deflektory wytrzymały, było pewne że kolejna salwa może je zdjąć a wtedy...

Na ziemi również nie wyglądało to różowo. Rakiety zniszczyły co prawda dwa z atakujących speederów, nadal pozostało dość przeciwników by napędzić kłopotów ukrytym w hangarze mężczyznom. Mimo to Vestibor i policjanci bronili się zażarcie. Ostrzał z wnętrza hangaru skutecznie przerzedził szeregi napastników. Bandyci na chwilę przypadli do ziemi, rozochoceni powodzeniem policjanci ruszyli do przodu. Przyczajony za myśliwcem zabrak celnymi strzałami osłaniał dwójkę zawodowców. Gdy nagle usłyszał ostrzegawczy krzyk Chissa, jego błękitnoskóry towarzysz rzucił się gwałtownie do tyłu. Vestibor nie miał pojęcia dlaczego ale zareagował identycznie. Ostatnią rzeczą jaką widział była seria eksplozji rozrywających pozostałe przykute do ziemi myśliwce i potężna fala uderzeniowa rzucająca nim o ścianę. Świat zwolnił a życie przemknęło przed oczami Vestibora.

Eksplozja nie miała większego wpływu na dwójkę policjantów którzy walczyli przy wyjściu jak i na dwuosobowy desant z Dog’a I. Wzięci w dwa ognie bandyci szybko się wykruszali. Niestety z góry otaczającej dolinę zjeżdżały dwa kolejne speedery z posiłkami. Walka o zrujnowany pałac trwała w najlepsze.

Dog I otrzymał kolejne trafienia jednak załoga zdołała zestrzelić jeszcze jeden z atakujących myśliwców. Drugi z napastników nie opanował maszyny i rozbił się o jednostkę należącą do Zabraka. Dymiąc z przebitej burty kurier ciężko osiadł na ziemi.
Nic nam nie jest, ale Dog nie czuje się najlepiej. A został jeszcze jeden skurwiel do stracenia. – głos twillekanki był rozemocjonowany, w końcu przed chwilą w jej statek wleciał myśliwiec razor.
Kihrax na 2 robi nawrót i zaraz nas rozwali. Wymyślcie coś chłopaki, - Kobieta wręcz wrzeszczała do komunikatora...

Ból mijał powoli a na wyświetlaczu hełmu pojawiały się kolejne informacje, Zabrak żył, ostrożnie poruszył kończynami i z radością stwierdził że posiada wszystkie, zbroja choć zmaltretowana w wybuchu ocaliła mu życie. Geldan nie miał zbroi. Systemy optyczne hełmu pozwalały na widzenie przez dym i Vestibor szybko zlokalizował ciało towarzysza. Chiss leżał bezwładnie pod ścianą o którą cisnął go podmuch wybuchu. Dookoła walały się szczątki myśliwców należących niegdyś do zabraka a wszędzie panoszyły się płomienie. Rykoszet uderzył tuż obok niego przypominając o trwającej walce. Płomienie, i kłęby dymu utrudniały celowanie i oddychanie. Starszy z policjantów leżał na ziemi, młodszy ostrzeliwał się ostatkiem sil znad ciała kolegi. Vestibor wyczuł ręką swój karabinek...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Ruiny Pałacu.

Postprzez Vestibor Rothal » 15 Sty 2016, o 23:18

Ostrzał trwał już na tyle długo, że przed wejściem nagromadził się już spory stos ciał, co śmielsi bandyci przeskakiwali nad swymi towarzyszami i zbiegali po schodach, tylko po to by zaraz paść rażeni czerwonym laserem wystrzeliwanym z karabinu snajperskiego Vestibora. Ten miał na prawdę wyśmienitą pozycję, ukląkł na jednym kolanie i oparł broń o skrzydło myśliwca, z prawego boku osłaniał go kokpit, a trafienie z takiej odległości w kryjącego się zabraka wymagało nie lada umiejętności i czasu do wycelowania, którego łowca nagród nikomu nie dawał. Walka od dłuższego czasu polegała na wychylaniu się bandytów, oddaniu salwy z blastera i schowaniu się za ścianę hangaru. Sporadycznie proces ten przerywał krzyk padającego nieprzyjaciela. Szeregi przeciwników zostały już ostro przerzedzone gdy nagle do akompaniamentu dżwięków dołączył jeszcze jeden, zdecydowanie najbardziej niepokojący. Coś zaczęło pikać, coraz głośniej i częściej, z letargu pierwszy wyrwał się Chiss który rzucił się jak najdalej od myśliwca, Vestibor postąpił podobnie. Pikanie zamienilo się w jeden denerwujący dżwięk i nagle świat zabraka wybuchł. Na chwilę stał się biały, by tą biel zaraz spowiła zaraz warstwa nieprzeniknionej ciemności.
Ciemność, ciemność i pustka. Nagle świat znowu stał się biały. Zmieniał się, zabrak zaczynał dostrzegać niewyrażne kształty i odróżniać kolory, usiadł. Ostrożnie zaczął ruszać wszystkim, czym mógł poruszać jeszcze przed chwilą, wszystko wydawało się na miejscu. Dopiero po chwili wrócił słuch i reszta kolorów. Znowu słychać strzały, krzyki i odbijające się od ścian lasery. Wymacał obok siebie jakiś przedmiot, podniósł go, był to jego karabin.
Te chujki zniszczyły moje myśliwce, tak to musiało być to. Racjonalne myślenie dopiero docierało do Vestibora, ten podniósł się na obie nogi, lekko mu zesztywniały, ale już po kilku krokach czuł się jak przed wybuchem. Wreszcie rozejrzał się po pobojowisku, z przodu jeden policjant darł się, trzymając w jednej ręce konającego towarzysza, a w drugiej blaster bez przerwy strzelający do ludzi, którzy schodzili coraz bliżej, walczył tylko on. Geldan. Jedno słowo, jedno imię a wywołało tak silny ucisk w żołądku Zabraka. Wypatrzył go, niewiele myśląc podbiegł i dwoma odzianymi w materiał palcami dotknął szyi. Wyczuł puls i odetchnął, nie miał teraz czasu na sentyment. Jego stare stanowisko zostało zniszczone, nie było za czym się skryć, zaczął więc iść przed siebie. Początkowy entuzjazm napastników szybko minął gdy zobaczyli idącego ku nim Vestibora. Ten trzymał przy oku karabin, celował i strzelał do dobrze odłoniętych celów na schodach. Nagłym ruchem wyciągnął do przodu rękę i wystrzelił w ich kierunku rakietą, dwóch z nich spadło z wysokich schodów, zostawiając po sobie martwą plamę. Morale pozostałych zostało już dostatecznie nadszarpnięte i ponownie wycofali się do wyjścia. Łowca nagród nie miał jednak ani chwili by odczuwać satysfakcję, w komunikatorze usłyszał głos pani pilot, kompletnie o nich zapomniał. Była wstrząśnięta, a to rzadkie w jej wypadku, mówiła szybko ale Zabrak wytężając swe zmysły by prowadzić ogień i słuchać, zrozumiał sens tego co mówiła.
- Spokojnie, nie zdąży nawrócić. - Starał się mówić najspokojniej jak potrafił, ale i tak poskutkowało to tylko wydobyciem z siebie ochrypłego krzyku. - Zemda mamy przecież łącznie..., czekaj. - Vestibor nigdy nie był dobry w te klocki. Cztery po sześć, czyli 24.
- 24 rakiety i jeszcze jedną wyrzutnię torped. Wystrzel w niego trzy rakiety dla pewności, mają przecież funkcję auto namierzenia. A jak nie tak, to powiedz chłopakom, mamy przecież przenośną wyrzutnie rakiet namierzających cel na pokładzie, niech wybiegną i walną w niego. -
Musiała na prawdę przeżyć niezły szok skoro zapomniała o tym wszystkim.
Tym czasem na dole nie robiło się wcale lepiej. Żołnierze cofnęli się co prawda na chwilę, ale nie minęła jeszcze minutę a dwa kolejne speedery podjechały przed hangar, w tym momencie sytuacja stała się krytyczna. Vestibor schował blaster w kaburę i wyznaczył dwóm mini - granatom trajetorie lotu, by spadły dokładnie tam gdzie chciał.
- Granaty dymne, jeden na punkt A1, drugi ma się odbić od pojazdu w punkcie A4. -
Granaty po chwili upadły w wyznaczonych miejscach i wydobył się z nich gęsty, czarny dym przesłaniający wszystko zarówno tym na zewnątrz jak i w środku hangaru. Wszystkim poza Vestiborem oczywiście, który włączył widzenie przez mgłę w swym hełmie. Widział, że ludzie zaczęli miotać się wpadajac na siebie, nie mogąc dostrzec niczego poza obrębem dwóch metrów, natomiast granaty objęły promień 10 - krotnie większy. Po chwili zaczęli pocierać oczy, nowo dodany składnik owych granatów powodował pieczenie oczu, co doprowadziło co poniektórych do płaczu. Vestibor miał 5 minut nim dym się ulotni, czas aż nadto. Podbiegł do jednego z funkcjonariuszy, który ściskał ciało towarzysza, tamten też jeszcze oddychał, ale jego stan wyglądał na prawdę fatalnie. Wzięli go za obie ręce i pociągnęli w kierunku ściany obok schodów. Vestibor uczynił dwa szybkie kroki w kierunku schodów i wzniósł się w powietrze by zdobyć jak najlepszą pozycję. Na zewnątrz nadal panował chaos.
- Granat z gazem uśmiercającym, obszar 20m.
Mini - granat wyleciał i obracając się w powietrzu przeciął mgłę wpadając w środek zawieruchy.
- To za moje myśliwce skurwysyny. Rozpocząć dyspersję gazu. -
W hełmie Rothala rozbrzmiał mealiczny, ale jakże przyjemny dla jego uszu głos:
- Dyspersja gazu rozpoczęta.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: Ruiny Pałacu.

Postprzez Mistrz Gry » 20 Sty 2016, o 19:51

Dzięki systemom wspomagającym Vestibor widział jak napastnicy padają w straszliwych męczarniach wijąc się z bólu. Niektórzy próbowali uciekać, tych wyłapywały jednak celne strzały zabraka i jego towarzyszy. W kilka chwil sytuacja została niemal całkowicie opanowana. Pozostał ostatni rażący problem. Ranny o ile nie martwy Gelen, oraz zabity funkcjonariusz sił porządkowych. Wzrok Vestibora skupił się na atakującym Doga pojeździe. Myśliwiec niezgrabnie zawrócił. Szykował się do kolejnego nalotu gdy w jego kierunku pomknęła rakieta z zestawu przeciwlotniczego znajdującego się na pokładzie statku kurierskiego. Najwyraźniej Twillekanka nie mogła obejść zabezpieczeń uniemożliwiających odpalenie rakiet tak blisko ziemi. Biorąc pod uwagę fakt że hangar znajdował się niemal dokładnie na wprost wyrzutni, mógł się cieszy że system zadziałał prawidłowo. Trafiony pociskiem myśliwiec otworzył ogień, lekko uszkadzając poszycie znajdującej się na ziemi jednostki, a następnie wpadł w niekontrolowany korkociąg rozbijając się u stóp wzgórza. Bitwa była zakończona.

Zabrak zabrał się za ocenę zniszczeń, prócz hangaru ucierpiało również lądowisko, a sądząc po wielkości dziury wybitej w burcie Doga I, latanie nim będzie nieco utrudnione. Za plus należało uznać to, że nikt z załogi nie zginął. Nawet chiss którego obrażenia były najpoważniejsze, wykazywał dobry humor radośnie pikając w medbay’u. Ciężkie zatrucie gazami, wstrząśnienie mózgu, liczne stłuczenia… Vestibor przestał słuchać w połowie wywodu droida medycznego kiedy to zorientował się, że jego towarzyszowi nie zagraża niebezpieczeństwo. Miał inne zajęcia jak chociażby dziwna postać, którą wypatrzył na szczycie wzgórza pod którym rozbił się ostatni z myśliwców. Ktokolwiek przyglądał się bitwie, zniknął wraz z jej zakończeniem. Tajemnicza istota skutecznie zepsuła samopoczucie mężczyzny.
Ostatni żywy policjant, gdy tylko wezwał wsparcie, udał się z Vestiborem na piętro pałacyku. Nad budynkiem z hukiem przeleciały policyjne patrolowce. Zdecydowanie spóźnione patrolowce. Nie zajmowali się jednak nimi, policjant pokazał ostatnią znalezioną wskazówkę. Na ścianie oprócz standardowych zniszczeń widniały wypalone na ścianie słowa.

„oddaj co ukradłeś”

- Wypalone jakimś palnikiem dużej mocy, i stosunkowo precyzyjnie -policjant podsumowywał widziany obraz. - Nick... miał zadać panu w związku z tym kilka pytań. Niestety nie ma go już z nami i na mnie spada ten przykry obowiązek. Co takiego mogło być powodem najazdu na pańską posiadłość. I kim może być zleceniodawca?
Stalowoszare oczy policjanta wpatrywały się uważnie w Zabraka. Nie trzeba było być detektywem, nawet amator zrozumiałby kogo młody obwinia za śmierć swojego mentora.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Ruiny Pałacu.

Postprzez Vestibor Rothal » 23 Sty 2016, o 21:40

Wszystko przeszło gładko, zadziwiająco wręcz gładko. Gdy ostatni z adwersaży dokonał żywota przyszedł czas na przeniesienie Galena, oszacowanie dokładnych strat i zdecydowanie najsmutniejsze wyniesienie zwłok martwego policjanta. Umysł łowcy nagród zdecydowanie nie był pozbawiony uczuć, wręcz przeciwnie i tak śmierć człowieka, który walczył z nim w ramie w ramie o sprawę z którą nie miał nic wspólnego.
Padł jak prawdziwy funkcjonariusz, jak bohater broniący cywilów, powinien zostać pośmiertnie odznaczony. Przez głowę Vestibora przeszła nawet myśl, by jego rodzinie dać jakieś środki pieniężne, ale szybko ją odrzucił, przecież mogli potraktować to jako zapłatę za śmierć, a człek żadnej ceny nie wart.
Galen miał się całkiem niezgorzej, jeśli spojrzeć na stan psychiczny Chissa, gorzej nieco było ze stanem fizycznym, ale żył i miał wszystkie kończyny, a więc mogło być gorzej. Wszystkie myśliwce to 1/4 hangaru uległy zniszczeniu, Zabrak jednak daleki był od chodzenia z grobową miną.
Wszakże zrobiły się miejsce dla nowych, a tamte modele i tak mam.

Przyszedł i czas na rozmowę z funkcjonariuszami po całym tym zamieszaniu. Rothal ucieszył się, że będzie mógł złożyć zeznania tutaj oraz przed akurat tą istotą. Z drugiej jednak strony wiedział, że tamten osobnik obwinia po części jego za śmierć swego towarzysza i trudno się dziwić. Widok wypalonego w hangarze napisu na żywo, wprowadził go ponury nastrój, zdecydowanie miał związek z tą postacią którą widział na wzgórzu. Przechadzał się aktualnie wybrukowaną ścieżką między ścianą pałacu a białymi, marmurowymi kolumnami. Młody funkcjonariusz zaczął w końcu pytać, ale nim Zabrak zaczął odpowiadać na postawione mu pytania powiedział coś, co według niego wypadało zrobić.
- Twój towarzysz był wielkim człowiekiem, wiedział na co się porywa, znał konsekwencję a jednak ani na chwilę nie zawahał się bronić obywateli gdy zaszła taka konieczność. Nie wiem czy byliście blisko, ale jeżeli znasz jego rodzinę przekaż im moje najszczersze kondolencję. - Vestibor westchnął kończąc zdanie. - No cóż jedni umierają, a nam pozostaje żyć dalej. Nie powiem, za młodu człowiek robił różne rzeczy, mógł podpaść wielu osobą, ale nigdy nie splamiłem swego honoru kradzieżą. - Zabrak przystanął, a za jego przykładem podążył młodzik, który starał się dotrzymać mu kroku i uważnie słuchać. Rothal oparł się o balustradę i patrzył w niebo ciągnąc swą historię. Jego ton ewidentnie się zmienił, był bardziej suchy, zawsze się taki robił gdy musiał opowiadać o młodości swego ojca.
- Natomiast mój ojciec do całkiem inna historia, nie wiem czy komuś coś ukradł ale jest to bardzo możliwe, mogę się zapytać czy nie zadarł z jakąś ważniejszą osobistością dawno temu. No dobrze, a teraz podsumujmy co wiem. Co mogło być przyczyną najazdu. - Vestibor począł mówić swym rzeczowym tonem, robiąc wpierw krótką przerwę.
- Zdecydowanie jest to ktoś mający wpływy i pieniądze, przecież tych najemników było od cholery, mieli pojazdy, ładunki wybuchowe i jakieś potężne palniki, to wszystko kosztuje, a przeprowadzenie takiej akcji wymaga kontaktów. Widziałem też na tamtym wzgórzu jakąś postać. - Rothal wyciągnął rękę w kierunku miejsca gdzie po raz ostatni widział tajemnicza istotę.
- Wiem, że nic wam to nie da, mógł z tamtą pojechać gdziekolwiek, ale nie chcę ukrywać niczego. Jeśli nie ma pan więcej pytań, udam się z załogą do najbliższego miasta by naprawić statek i zgłoszę się na komendę, gdy czegoś się dowiem od ojca. - Vestibor wpatrzył się w młodego funkcjonariusza, gotowy iść do swoich towarzyszy wreszcie z nimi porozmawiać, gdy już nic więcej od niego nie będzie chciał.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Naboo] Ruiny Pałacu

Postprzez Mistrz Gry » 25 Sty 2016, o 22:28

Siły porządkowe przybyłe na miejsce zabezpieczyły cały pałac, wraz z zawartością skarbca uznaną za "dowody rzeczowe" Vestibor miał je odzyskać jak tylko śledztwo ulegnie zakończeniu. Młody podoficer przyjął jeszcze kilka wyjaśnień, bardziej z poczucia obowiązku niż z przekonania. Obaj z Vestiborem doskonale wiedzieli, że żaden z nich nie zna prawdy. Zabrak został więc poproszony o opuszczenie miejsca przestępstwa i "umożliwienie działania zawodowcom" Cóż nie wiele można poradzić na takie postawienie sprawy. Vestibor wrócił na pokład swojego statku, krótko później w eskorcie dwóch myśliwców TIE udali się w stronę najbliższej stoczni remontowej.

- dwadzieścia cztery godziny jeśli zależy panu na czasie, możemy to oczywiście zrobić taniej, jednak wtedy czas naprawy wydłuży się. Technik był nieugięty, kredyty jednak nie były problemem dla członka rodziny Rothal. Oczekiwanie na naprawy, Vestibor mógł przeznaczyć na rozmowę z załogą, wcześniej jednak potrzebował porozmawiać z ojcem.

- leć na Taris, znajdź Vime. Poproszę mojego przyjaciela aby ci w tym pomógł. - Edwerd wyglądał na bardzo zmartwionego. Mam złe przeczucia co do tego.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Ruiny Pałacu

Postprzez Vestibor Rothal » 29 Sty 2016, o 22:37

Wreszcie załoga Dog-a ponownie usłyszała świst odpalanych silników swego ukochanego statku. Został naprawiony w 20 godzin, był to czas bardzo przyzwoity, co zresztą mechanikom zostało dobrze ukazane w postaci napiwków. Vestibor dokończył wszelkie regulacje, uścisnął dłoń starszego mężczyzny i zaczął wchodzić po trapie do statku.

- Dobrze jest znów w domu, co? - Zagadał na wejściu do pilotki. W jej przypadku statek ten rzeczywiście był domem, odkąd tylko poznała Vestibora, rzadko egzystencjonowała poza nim.
- Faktycznie. - Kobieta uśmiechnęła się do Zabraka i wesoło klepnęła w fotel obok niej, który był niezajęty. Statek powoli zaczął się unosić, w końcu wyleciał poza orbitę planety, aby zaraz znależć się w nadprzestrzeni. Rothal odpiął pasy. - Idę wreszcie porozmawiać z ojcem.
Już po chwili rosły przedstawiciel rasy, pochodzącej z Irodii był już we swym pokoju.

Hologram ojca migotał w kajucie kapitańskiej należącego do Vestibora statku.
- W młodości zadarłem z wieloma istotami, robiłem rzeczy z których nie dokońca jestem dumny. - Senior rodu skrzywił sie lekko - Z twojego opisu wnioskuję że nie miałeś do czynienia ze zwykłymi przeciwnikami

- Tak, to prawda, wyglądali na zwykłych rzezimieszków z pobliskiego miasta. Ale tylko na pozór, byli dobrze zorganizowani, mieli pojazdy oraz dość dobrą broń. Gdy pierwsza ich fala prawie legła pod naszymi wystrzałami, przybyło ich wsparcie. Ktoś musiał to wszystko koordynować.

zgadzam się to były tylko pionki, ale naprawdę zmartwiła mnie informacja o droidach i napisie. Obawiam się najgorszego - starszy mężczyzna potarł podbródek, Postaram się zorganizować ci wsparcie na Taris, jeżeli to ta sprawa o której myślę. Gwałtownie się odwrócił i zaczął przeglądać datapad. Kalstor Var’teen jest mi winien przysługę, a jego ręce są naprawdę długie. Z tego co wiem też szuka Vimy. On ci pomoże. Bądź jednak ostrożny. Niebezpieczeństwo z którym się mierzysz przerasta wszystko co do tej pory napotkałeś.

Vestibor przeklnął po cichu. Kolejne wyskoki z młodych lat ojca, ponownie odbijają się na nim. - A by Cie... .Rothal zawiesił się, starając się w tej chwili zachować resztki szacunku dla ojca. - Powiedz chociaż o co kogo chodzi, zostawiasz mi namiar na kogoś i nie mówisz mi nawet czego mogę się spodziewać. Vestibor zaczął chodzić po pokoju obserwując hologram ojca. - Czemu tak mówisz, wiesz z jakim gównem walczyłem, co to dla mnie boss jakiejś kolejne mafii, bo cóż by innego to mogło tu być.

Dobrze, masz prawo wiedzieć... Vima to Jedi. Ostatnia z tych których znam. Obawiam się że ściga cię jeden z Sithów. Kiedy zdobyliśmy Scimtiara, prócz statku wpadło nam w ręce wiele artefaktów. Może chodzić o którykolwiek z nich. Mężczyzna nie wyglądał na zadowolonego. nie miał jednak za dużego wyboru, chodziło o życie jego syna. - Zrobię co mogę aby ci pomóc, postaram się dowiedzieć więcej. Teraz jednak to wszystko co mogę dla ciebie zrobić. Uważaj na siebie Hologram zniknął pozostawiając młodego Rothala samego ze swoimi myślami.

Sithowie, Vestibor pamiętał tą nazwę, z dzieciństwa, jeden z tych... Sithów był chyba właścicielem okrętu. To był jakiś zakon, wybity przez Imperium za stwarzanie niebezpieczeństwa dla wszystkiego co prawe. Co może być tak cennego z przed wieków, żeby wynająć taką grupę bandytów. Ostatni z pomyleńców, a ja lecę do ich chyba wroga, świetnie.
Vestibor usiadł na fotelu i wyciągnął datapad, nalał sobie Aldeerańskiej brandy i powoli zaczął przeszukiwać różne znane mu żrodła informacji w poszukiwaniu danej frazy. Na legalnych stronach nie znalazł nic, tego się zresztą spodziewał. Na tych nielegalnych w sumie nie odnalazł niczego więcej, małą wzmiankę o istnieniu zakonu, jakiejś mocy i ich wrogach, niejakich Jedi. Jedyne co przykuło na dłuższą chwile uwagę Zabraka był jakiś artefakt, nie artefakt, to chyba broń, powiązana z hasłem ,,Sith" na jednej z akcji. Gdy Zabrak spojrzał na cenę o mało nie wypluł Brandy z wrażenia. Kurwa, o co chodzi, w co ten mój ojciec mnie wpakował. Resztę czasu spędził rozmawiając z członkami załogi, aż wreszcie metaliczny głos oznajmił, że wylatują z nadprzestrzeni i wchodzą zaraz na orbitę planety: Taria. Vestibor wrócił na mostek i zapiął pasy.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Naboo] Ruiny Pałacu

Postprzez Mistrz Gry » 29 Sty 2016, o 22:44

Naprawiony Dog I skierował się na orbitę by po chwili wejść w nadprzestrzeń. Jego załoga podążała w stronę Taris. Vestibor potrzebował sojuszników, zaś zgodnie z radą ojca tylko tam mógł znaleźć wsparcie i przede wszystkim wiedzę na temat prześladującej go istoty.

Akcja przenosi się na Taris - Gdy myśliwy jest zwierzyną
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Archiwum