Content

Archiwum

[Taris] Dolne Miasto

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 14 Gru 2014, o 13:47

Siedziała na łóżku i oddychała ciężko. Kolejny koszmar, kolejne gwałtowne przebudzenie, kolejna fala strachu. Coraz częściej ją to nawiedzało i powoli zaczynało ją to męczyć. Coś musiało być na rzeczy, tylko nie wiedziała co dokładnie. Ostrzeżenie? A może zwykłe odzwierciedlenie jej strachu, które nie mając do niej dostępu za dnia, dręczy ją w czasie snu? Przetarła dłońmi twarz, starając się odgonić resztki snu i wygramoliła się z łóżka. Musiała wziąć się w garść, czekała na nią praca, kolejny dzień... a może noc, poczucie czasu nie było ostatnio jej mocną stroną, poza tym byłą lekarzem i pracowała właściwie o każdej możliwej porze, nie raz ją przecież budzono, bo trzeba było się zająć rannym czy chorym.
Ogarnęła się i narzuciła na ramiona fartuch. Nie wychodziła jeszcze do głównego pomieszczenia, chcąc jak najdłużej pobyć sama, pomyśleć, uspokoić się i przygotować. Nie mogła sobie pozwolić na dekoncentrację w czasie pracy. Przejrzała się w lusterku. Wyraźne cienie pod oczami świadczyły o wyczerpaniu, jednak to nie brak snu ją wykańczał, bo wbrew pozorom miała go wiele, to te sny, które początkowo zdarzały się tylko czasami, teraz męczyły ją niemal ciągle. To musiało być ostrzeżenie, bardzo wyraźne i bardzo nachalne. Nie wiedziała tylko czy to co widzi w snach rzeczywiście będzie miało miejsce, czy raczej jest to ogólny zarys jakiegoś mniej określonego niebezpieczeństwa, które jej mózg nie potrafi odtworzyć inaczej.
Przeciągnęła się i odsunęła od lustra. Nie miała czasu na rozmyślania, czekała na nią praca. Wyszła z pomieszczenia, przechodząc obok ochroniarza. Czy rzeczywiście byłby w stanie ją ochronić w razie realnego niebezpieczeństwa? Czy gdyby pojawiły się kłopoty, nie zwialiby wszyscy podkulając ogony? Zasiadła przy blacie przeglądając teraz kartoteki, a także zaglądając do narzędzi, będzie musiała też przejrzeć zapasy leków czy czegoś nie brakuje. Póki co było pusto, ale mogło się to w każdej chwili zmienić. Mirax musiała jednak coś robić, dlatego niewiele myśląc zajęła się swoimi sprawami, ignorując obecność najemników. Miała mieć dziś parę wizyt zwykłych mieszkańców, ale nie ma się co czarować, większość jej pacjentów stanowiły typy mało przyjemne. Wolała się więc cieszyć tymi niezbyt częstymi chwilami spokoju.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Ind'yk » 16 Gru 2014, o 19:54

Działanie incognito. Badanie poziomu midichlorianów jako inwazyjne badanie. Brutalny oficer, któremu zachciało się podchodów. To wszystko było całkiem niezwykłe, co oznaczało, że za całą sprawą może kryć się coś większego. Albo mała lekarka naprawdę zaszła za skórę lokalnym władzom. I musiała być silna Mocą, co zaintrygowało Mistrza.
Postanowił przyjąć tę sprawę, nie zastanawiając się nawet, czy miał inną możliwość. Wciąż pamiętał misję na Korriban, którą jego przyjacielowi zlecił sam Imperator. Tutaj było podobnie, mimo całej władzy i legionów żołnierzy, wtedy Tzim i Ind'yk musieli podjąć się działań bezpośrednio, tak teraz on sam musiał wcielać się w szpiega czy łowcę nagród. Otoczenie administratora Utapau zaczęło składać się z samych niezwykłych zdarzeń. Mistrz Ind'yk zaczął się zastanawiać, czy istnieje dla niego życie poza tym otoczeniem. W oczach Imperatora i w jego własnych.
Tymczasem trzeba było zacząć działać, na Korriban się udało. Przynajmniej na tyle, że mało się zmieniło w sytuacji Mistrza i Tzima. Trzeba było utrzymać ten stan. Systematycznie i w imperialnym stylu.
- Jest lekarką pod opieką mafii, czyli nie jest ich typowym pracownikiem. Leczy także innych? Dajcie mi także szczegółową kartotekę jej, jej rodziny, szczegółowy opis wszystkich kontaktów z celem. Dane prześlijcie mi na prywatny interfejs za piętnaście minut, za trzy godziny chcę porozmawiać - tutaj położył dokładny akcent na ostatnie słowo, które zabrzmiało prawie tak złowieszczo jak "przesłuchać". - z waszymi ludźmi, którzy mieli z nią kontakt. Złapaliście kogoś z jej otoczenia?
Ind'yk nie miał zamiaru tracić czasu ani się powtarzać. Miał nadzieję, że jego krótkie polecenia i pytania dotrą z łatwością do oficera. Imperialna etykieta nigdzie nie nakazywała nadużywać słów, więc Mistrz Ind'yk miał zamiar je oszczędzać. Przynajmniej przez jakiś czas, bo już niedługo będzie musiał wrócić do nawyków ze swojego awanturniczego życia.
A potem kto wie, może w końcu nadejdzie czas na wprowadzanie w życie planów snutych od dawna przez Mistrza i Tzima A'Utapau. Coś zaczęło zmieniać się w Imperium, a oni nie mogli tego opuścić.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 17 Gru 2014, o 19:56

Mirax Eygan przyjmowała kolejnych pacjentów w swojej niewielkiej klinice. Zajęta pracą zapomniała o zmartwieniach i nocnych koszmarach. A właśnie przyprowadzili całkiem ciekawy przypadek mężczyzny z pasożytem bliżej nie znanego pochodzenia. W końcu jakaś odmiana od ran postrzałowych, dźgnięć i urazów. Z drugiej strony gość ugryziony w tyłek, rzekomo przez dziwkę, był całkiem zabawny. Zwłaszcza jak dotarło do niego że Mirax jest kobietą. Wracając jednak do pasożyta. Prześwietlenie wykazało że jakaś robakopodobna istota zadomowiła się w układzie pokarmowym ofiary i najwyraźniej dobrze jej tam. Cóż najpewniej trzeba będzie operować.

Mistrz Ind’yk spoglądał na stojącego przed nim niewysokiego Verpina, który w charakterystyczny sposób ruszał swoimi antenami. Insektoid był jednym z agentów pracujących pod przykryciem. Znał i pracował z Mirax co prawda głównie jako ochroniarz mafijnej przychodni, doskonale jednak orientował się w istniejących realiach. Czekał teraz na pytania of byłego jedi z lekkim zaciekawieniem spoglądając na tajemniczego mężczyznę swoimi owadzimi oczami.
Wysłane wcześniej informacje wywiadowcze były nad wyraz ciekawe. Jeśli to była prawda... Mistrz Ind'yk jeszcze raz spojrzał na datapad.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 18 Gru 2014, o 10:23

Spokój nie trwał długo i rutyna dnia bardzo szybko przywróciła ją do równowagi. Pacjenci zaczęli napływać falą i choć najczęściej były to dość rutynowe wizyty, często ograniczające się do opatrywania ran lub leczenia drobnych infekcji. nic ciekawego, ale z drugiej strony było to bardzo pomocne dla Mirax, która mogła zapomnieć o nocnych koszmarach i zająć myśli czym innym, czymś, co jak sądziła jest znacznie bardziej istotne. Najczęściej było dość nudno, ale i zdarzali się czasem dość zabawni pacjenci, tak samo jak i ci bardziej kłopotliwi, ale od czego miała ochronę, by radzić sobie w takich sytuacjach.
Rutyna przypadków, jakie do niej trafiały została w pewnym momencie przerwana przez pojawienie się mężczyzny z pasożytem. Musiała więc odłożyć na razie wszystko inne i zająć się nim. Oglądała teraz prześwietlenia, jakie zostało wykonane, oglądała stworzenie zadomowione w ciele, a potem zerknęła na mężczyznę.
- Jak się pan tego nabawił? Będzie konieczna operacja, nie wiadomo jak się to dalej może rozwinąć, lepiej więc jak najszybciej usunąć niechcianego gościa.
Odłożyła prześwietlenia i miała nadzieje, że pacjent będzie na tyle rozsądny by dokonać odpowiedniego wyboru i nie opierać się. Ona sama nie rozpoznawała tego pasożyta, ale nie miała też tak dużej wiedzy ani doświadczenia w tym zakresie, nadal się uczyła. Poprosiła pomocnika o przygotowanie sali operacyjnej i sama również wzięła się do przygotowań, nie będzie wiedziała z czym ma do czynienia, póki nie zajrzy do środka. Nie miała czasu do stracenia.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Ind'yk » 27 Gru 2014, o 18:33

Nad wyraz ciekawe, tak, to było dobre określenie tego, co znajdowało się w dostarczonym datapadzie. Sekelu był członkiem Zakonu Jedi, którego Mistrz Ind'yk pamiętał dość wyraźnie z lat spędzonych pod skrzydłami Luke'a Skywalkera. Co prawda brał z nim udział tylko w jednej misji, do tego bardzo dużej, przez co nie mieli bezpośredniego kontaktu, ale czuł dziwne skupienie Mocy wokół tego Jedi. Nie był specjalnie wybitny ani silny Mocą, ale miał w sobie coś. Jeśli to coś przeszło na jego wnuczkę, to była warta bliższego przyjrzenia się. Co prawda oznaczało to także, że polowanie nie będzie łatwe.
- A więc, oficerze Dlix, - odezwał się do stojącego przed nim Verpina, używając danych przekazanych mu przed rozmową. - czy może mi pan opowiedzieć o zwyczajnym dniu w... - spojrzał jeszcze raz do datapadu, gdzie wyświetlał się teraz raport agenta. - mafijnej przychodni Mirax Eygan? Nie chodzi tylko o spojrzenie czysto wywiadowcze, choć od niego może pan zacząć. - uśmiech wykrzywił smukłą twarz. - Czasem wysłuchanie raportu na żywo otwiera nowe interpretacje. Potem chciałbym, żeby opisał pan to samo zwykłymi słowami, nie przesyconymi szkołą wywiadu, jak spojrzałby na najzwyklejszy dzień panny Eygan szary obywatel? Wiem, że może być to trudne, szkolenie dużo zmienia w człowieku, ale sądzę, że imperialni agenci powinni potrafić wszy... bardzo wiele.
Skończył wypowiedź dalej uśmiechając się swym najzimniejszym uśmiechem. Nie czuł potrzeby zastraszania agenta, ale chciał szybkich informacji, które wykraczałyby poza raport. Dziadka Mirax Eygan zapamiętał głównie z jego determinacji, a jeśli cechę tę odziedziczyła po nim wnuczka, nie miał prawa do błędu.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 29 Gru 2014, o 18:26

- żebym to ja wiedział, - mężczyzna zawahał się nieco, nie trzeba było mocy, żeby przejrzeć jego kłamstwo. - pewnie zjadłem coś zatrutego, skąd mam wiedzieć.
Niewielu jej pacjentów mówiło prawdę, zwłaszcza ci którzy zostali postrzeleni czy ranni w walce potrafili opowiadać niestworzone historie o potyczkach z setkami imperialnych szturmowców. W sumie powinna się już do tego przyzwyczaić. Uśpienie i znieczulenie pacjenta poszło nad wyraz gładko. Teraz przed nią najciekawsza część operacji. Asystując droid cicho zabuczał spryskując brzuch pacjenta środkiem antyseptycznym. Wszystko było gotowe do pierwszego cięcia.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***

Dlix poruszał chwilę antenami sondując dziwnego przybysza, szybko jednak skoncentrował się na zadaniu z którym tu przybył. Anteny Verpina znieruchomiały a z niewielkiego translatora leżącego na biurku przed byłym jedi popłynęły słowa.
- Jej przychodnia jest mała i schludna. Technicznie ona tam rządzi, praktycznie niewiele ma do powiedzenia. Wszędzie pałętają się uzbrojeni mafiozi. Mafia pozwala jej leczyć cywilów i inne przybłędy i nawet daje na to kasę, w zamian pani doktor wykonuje usługi dla mafijnych bossów i o nic nie pyta. Taka symbioza.Miałem tam dwie zmiany jako wartownik, lekka robota, jedyne zagrożenie dla przychodni to jacyś szaleńcy i ćpuny. Żaden z poważnych graczy nie myśli nawet o tym żeby ją skrzywdzić. Dziewczyna uratowała życie co najmniej kilkudziesięciu żołnierzom. Ba ponoć pozszywała nawet jakiegoś Vigo. Nie wiem czy to prawda ale nikt przy zdrowych zmysłach jej nie ruszy. Obecny władca sektora, toleruje ją tak długo jak ona składa mu ludzi do kupy.
Insekt skończył na chwilę po czym poruszał nieco antenami. Podjął jednak najwyraźniej decyzję
- Ona może być jedi. Wielokrotnie budziła się z krzykiem, ba czasami zachowywała się irracjonalnie. To wszystko można łatwo potwierdzić jednym badaniem. Jeśli mogę doradzam ostrożność. Tam na dolnych poziomach wszystko działa nieco inaczej. Jeżeli Imperium zainterweniuje rozpętamy zamieszki i wszyscy na tym stracą. Najlepiej dla gubernatora byłoby zamieść sprawę pod dywan. Wasza opinia może być dla niego... niewygodna...

Insektoid umilkł i skłonił się lekko.
-Czy ma pan jeszcze jakieś pytania czy mogę już odejść?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 31 Gru 2014, o 23:37

Musiała zadać to pytanie, należało ono do standardów, a dobrze by było, gdyby wiedziała coś więcej na temat danej przypadłości. Wywiad był więc konieczny, ale jak można było się spodziewać, nie dowiedziała się zbyt wiele. Pacjent najwyraźniej nie chciał powiedzieć co się stało, a Mirax nie naciskała. Zdążyła już przywyknąć do zatajania prawdy, a gdyby za każdym razem miała ciągnąć każdego za język prędzej czy później mogłoby się to źle skończyć. Może i mogła się powoływać na tajemnicę medyczną, ale nie każdemu to pasowało. Posłała mu tylko dość sceptyczne spojrzenie i przystąpiła do przygotowań.
Gdy było już wszystko na swoim miejscu, a pacjent leżał na stole pod narkozą, przystąpiła do swojej pracy, przy czym wspomagał ją robot. Podając jej kolejne przyrządy, dobrała się do wnętrzności mężczyzny w poszukiwaniu nieznośnego pasożyta. Cały czas monitorowała również stan pacjenta, bo nigdy nie wiadomo, co może się stać.
W końcu odnalazła źródło dolegliwości, niewielkich rozmiarów robala, którego chwyciła w szczypce i ostrożnie, starając się nie naruszyć żadnych narządów, usunąć z ciała nosiciela. Zaraz potem nastąpiło krwawienie narządów, najwyraźniej przy usuwaniu pasożyta musiało dojść do przerwania tkanek. Przemieściła pasożyta do specjalnego pojemnika, który został szczelnie zamknięty, wcześniej zauważając, że ten jej się dziwnie przygląda. Usunięcie pasożyta wywołało krwotok i to nim teraz musiała się zająć. Mirax szybko się tym zajęła, tamując krwawienie i gdy już wszystko było w porządku, a pacjent stabilny, zamknęła rozcięcie, odłożyła narzędzia oraz ściągnęła rękawiczki. Musiała jeszcze umyć i zdezynfekować dłonie.
- Przewieź go. - zwróciła się do robota.
Pacjent został przewieziony do innego pomieszczenia, gdzie miał odzyskać za parę godzin przytomność, a ona w tym czasie zajęła się pasożytem. Był trochę dziwny, ale to może ona sama była przewrażliwiona... nie, on naprawdę się jej przyglądał.
- Skąd się wziąłeś mały, co?
Zabieg nie trwał zbyt długo, jednakże przymus silnego skupienia się na jednej czynności był wykańczający. Musiała chwilę odsapnąć, nim zostanie zalana przez kolejnych pacjentów, mając nadzieje, że reszta dnia będzie spokojniejsza. Będzie musiała jeszcze zajść do swojego pacjenta, by sprawdzić jak się miewa, ale to dopiero jak się przebudzi.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Ind'yk » 3 Sty 2015, o 02:39

Mistrz pominął ostatnią uwagę raportu milczeniem. W czasach świetności Imperium za taką sugestię oficer mógłby stracić bardzo wiele, niestety era ta dawno już minęła. Z drugiej strony, Ind'yk coraz bardziej czuł irracjonalność sytuacji, w której się znalazł. Poruszał się po grząskim gruncie, a jedyną pewną rzeczą, która widniała na horyzoncie, była pewna młoda, biedna dziewczyna, która także zaplątała się w sieć, w której nie miała wiele do powiedzenia.
Coś wyraźnie ich łączyło w tej wielkiej i dzikiej Galaktyce.
Na tę ostatnią myśl Mistrz prawie szeroko się uśmiechnął, ale udało mu się zachować powagę i dalej rozmawiać z agentem.
- Rozumiem - powiedział powoli. - I nie, nie może pan jeszcze odejść, panie Dlix. Musi mi pan jeszcze rozwinąć jedną rzecz z tego szybkiego raportu. Co to za cywile i przybłędy, którzy trafiają do przychodni Eygan, skąd się biorą, na co zwykle chorują i kto ich tam przynosi? Drugie pytanie dotyczy tego, czy lekarka opiekuje się chorującymi na choroby przewlekłe? Jeśli tak, to gdzie znajdują się jej pacjenci i, ponownie, na co najczęściej chorują? - tutaj zrobił dłuższą przerwę, pozwalając przyswoić pytania agentowi. - Oczekuję wyczerpujących odpowiedzi i żadnych pytań. Uwagi własne... Nadal mnie ciekawią. Potem będzie mógł pan odejść.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 4 Sty 2015, o 22:00

Operacja powiodła się niewielki insektoid znajdował się bezpiecznie zamknięty w szklanym pojemniku. Wodząc za przemieszczającą się kobietą czymś co zapewne było jego odpowiednikiem oczu. Próba komunikacji jednak nie wyszła zachęcająco a pasożyt pozostał w pojemniku. Zwinął się w niewielką kulkę i już po chwili wyglądał jak niepozorny kamyk około dwucentymetrowej średnicy. Leżący na stole pojemnik został zebrany przez droida sprzątającego po operacji i wyrzucony do śmietnika na odpady medyczne, wraz z innymi pozostałościami po operacji.
Pacjent za to czuł się nadzwyczaj dobrze, wszelkie odczyty były w normie, co prawda jego operacja nie do końca przebiegła zgodnie z planem, ale delikatny krwotok nie mógł zagrozić jego życiu prawda? Nie wiedziała dokładnie kiedy się wybudzi, spokojnie jednak mogła go pozostawić pod opieką droida.
- Panna Erit na badanie kontrolne - jeden z jej ochroniarzy zapowiedział przybycie stałej pacjentki. Młoda Jarda Erit Rodianka z przewlekłym zapaleniem śluzówek. Przychodziła do Mirax przynajmniej raz w miesiącu. W zasadzie nie musiała tego robić. Badanie i tak nic nie zmieniło w jej chorobie. Z pewnością jednak potrzebowała towarzystwa. Jej choroba znacznie ograniczała możliwości opuszczania domu a dłuższe przebywanie poza kombinezonem ochronnym kończyło się podrażnieniami i pieczeniem.
- Ma wejść?


***

Verpin bardzo uważnie obserwował reakcje człowieka na swoje słowa. Jego źrenice skupiały się na twarzy byłego Jedi wychwytując każde drgnienie mięśni czy podświadome ruchy kącików ust. Nie przeszkodziło mu to jednak przesłać kolejnej porcji danych do translatora.
- Do przychodni trafiają głównie żołnierze aktualnie kontrolującego sektor gangu. Rany postrzałowe, cięte, szarpane, do wyboru. Cywili jest naprawdę niewielu a jeżeli się trafiają to musieli zapłacić okrągłą sumkę strażnikom. Oczywiście doktor o tym nie wie, albo dobrze udaje że nie wie. Wizyta kosztuje od kilkuset do tysiąca kredytów, zależnie od tego na kogo trafisz. Ja brałem po 500. - Verpin wzruszył ramionami w tak bardzo charakterystyczny dla ludzi sposób. - Stali pacjenci to głównie bogaci handlarze lub ich rodziny. Jarda Erit, rodianka, Chodzi w kombinezonie ochronnym i zdejmuje go tylko w przychodni. Ma trzech albo czterech ochroniarzy. Osstatnio widziałem też starego MGrora, były wojskowy, teraz handluje bronią, przyłazi zwykle z problemami, nabytymi od prostytutek. Jest też kilka rodzin które starają się tam w miarę normalnie żyć, zalicza się do nich stara Britta, z jakiegoś powodu nikt nie bierze od niej pieniędzy, oraz dzieciaki Thergora, to Togorianin więc też nie biorą od niego kasy, jak słusznie można się domyśleć, od jego dzieciaków też.
Nagle komunikator agenta zapikał. Insektoid przerwał i przez chwilę zastygł w bezruchu.
-Wybaczy pan wzywają mnie obowiązki - Dlix wstał i skinął głową byłemu jedi po czym odwrócił się ruszając w kierunku wyjścia już był przy śluzie gdy nagle zatrzymał się jakby przypomniał sobie coś ważnego.
- Nie znam się na poszczególnych chorobach, ale dziewczyna jest naprawdę dobra w składaniu ludzi do kupy. Z leczeniem jest nieco gorzej. Może to jakoś pomoże. I życzę podjęcia dobrej decyzji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 5 Sty 2015, o 16:16

Mirax zajęła się swoimi sprawami. Przede wszystkim uprzątnięciem sali oraz narzędzi, a gdy było już wszystko na swoim miejscu i ponownie panował porządek, mogła się zająć sobą. Pasożyt nie był jej do niczego potrzebny, w końcu nie zajmowała się badaniami naukowymi. Zrobiła swoje, a jej pacjent nadal żył i dochodził do siebie. Gdy tylko się obudzi, albo gdyby coś się działo niepokojącego, zostanie o tym zawiadomiona. Zostaną jej jeszcze tylko podstawowe badania, sprawdzenie stanu zdrowia pacjenta i wypuszczenie go z przychodni, w końcu nie prowadziła szpitala. Nie mogła pozwolić na zbyt długie przebywanie tu pacjentów, nie miała do tego warunków.
Pozostawiła mężczyznę pod opieką droida, a sama umiejscowiła się w niewielkim gabinecie, gdzie mogła przez chwile pobyć sama, choć doskonale wiedziała, że w budynku jest co najmniej kilku najemników. Nie lubiła być na okrągło obserwowana, więc cieszyła się w tych nielicznych momentów prywatności. Nie cieszyła się jednak spokojem zbyt długo, gdyż po chwili pojawił się jeden z ochroniarzy oznajmiając pojawienie się jeden ze stałych bywalczyń przychodni.
- Niech wejdzie. - odpowiedziała po krótkiej pauzie.
Zebrała papiery oraz liczne porozrzucane przyrządu i odepchnęła je na bok, robiąc więcej miejsca na stoliku. Zebrała jeszcze włosy i przewiązała je gumką z kitkę, by jej nie przeszkadzały i była już gotowa na wizytę. Szkoda, że nie mogła pomóc tej Rodiance, nie miała niestety wystarczających umiejętności, choć starała się uczyć na bieżąco i zdobywać nową wiedzę. Niestety wszystko musiała testować w praktyce, a nie chciała ryzykować życiem swoich pacjentów.
- Witam Pani Erit, miło znów Panią widzieć. Jak się Pani miewa?
Uśmiechnęła się ciepło w stronę wchodzącej Rodianki, wcześniej jeszcze odsuwając krzesło oraz odgarniając z zasięgu ręki resztę nagromadzonych gratów. Tak to jest, gdy nie skończy się robić porządków, a Mirax była dziś wystarczająco zmęczona i niektóre sprawy wydawały się jej umykać. Wszystko było winą tych koszmarów, a i dzisiejszy niewielki zabieg miał również w tym swój udział. Młoda kobieta mimo wszystko starała się jak najlepiej pełnić swoje obowiązki, poniekąd dzięki pracy zapomina o trapiących ją obawach, było jej to po prostu potrzebne, a wizyra Pani Erit nie była taka zła. To jedna z tych lekkich, niewiele wymagających wizyt skupiająca się bardziej na zwykłej rozmowie, niż na relacji lekarz-pacjent. Nieczęsto sobie na to pozwalała, w końcu odkąd pojawiła się na Taris, nie miała właściwie żadnych znajomych, rozmawiała tylko z pacjentami o ich zdrowiu, ewentualnie wymieniała zdanie czy dwa z którymś z ochroniarzy. Żyła niemalże jak pustelnik.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Ind'yk » 8 Sty 2015, o 20:08

Po tym dość szybkim zakończeniu rozmowy, Mistrz Ind'yk siedział przez dłuższy czas w milczeniu. Sytuacja wyglądała bardzo dziwnie i czuł, że jego pozycja w tutejszej imperialnej hierarchii nie była zbyt mocna. Zaczął zastanawiać się nad zadaniem, które otrzymał. Przez jego myśli często przeplatało się Korriban i misja, która została zlecona niedawno arcydiukowi A'Utapau. Tamto zadanie także wyglądało niezwykle. I tak samo jak teraz, wymagało pilnej i koniecznej osobistej obecności urzędników wyższego stopnia, jakim niewątpliwie był Tzim, a dzięki niemu także Ind'yk. Niestety ostatnio nikt się tym już nie przejmował.
Zaczął myśleć o swoim celu, młodej lekarce, która miała wielką szansę na bycie silną Mocą. Może nie powinien przejmować się wszystkim innym, a skupić się na niej. Może to właśnie jest jego szansa na kolejny krok ku znalezieniu swojego miejsca w Galaktyce. Albo stworzenia własnej Galaktyki, razem z Tzimem A'Utapau. W końcu przydała by się im odpowiednio wyszkolona osoba, którą Mistrz z pewnością doskonale mógłby wyszkolić.
- Wezwać dowódcę oddziałów z Dolnego Miasta - powiedział do interkomu i wygodnie rozsiadł się w fotelu. Przyszedł czas działania. Gwałtownego działania, którego nie znał już od dłuższego czasu. Przez chwilę uznał, że mógł nawet za tym tęsknić. Gwałtowne działania miały natychmiastowe wyniki.
Gdy wezwany oficer pojawił się w pokoju, Mistrz odezwał się do niego zimnym tonem.
- Potrzebuję przykrywki, jakiejś przeszłości, którą będę mógł się legitymować w dolnych partiach miasta. Nie potrzebuję dokumentów, będę uchodźcą, ale muszę mieć swoje zdjęcie w dość odpowiedniej przeszłości jakiejś osoby, może być z innej części Galaktyki. Zróbcie to tak, żeby nie waszej ingerencji nie znaleźli tamtejsi gangsterzy, na pewno będą przeszukiwali te pliki. Za trzy dni spróbujecie przeszukać, które przed wyruszeniem wam wskażę. Z jakiegoś powodu macie rozpocząć tam strzelaninę. Jak na razie wszystko zrozumiałe?
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 10 Sty 2015, o 11:33

Lądowisko gangu

Podróż Mora przebiegła bez żadnych problemów, cicho wygodnie i spokojnie. Trzeba było przyznać że w Imperium działalność piratów na głównych szlakach nadprzestrzennych została ograniczona praktycznie do zera. Również odprawa celna została przeprowadzona nad wyraz pobieżnie. Pasażerowie małego promu zostali ledwie zarejestrowani przez imperialne służby celne. Żadnego skanowania, nic... Towarzysze podróży nie wyglądali na zaskoczonych tym faktem. Zarówno postawny czarnoskóry mężczyzna jak i dwójka rodian zdawali się doskonale znać cel wizyty. Wysiadająca za Kavarem Catharka wyglądała na dziecko przy prawie dwumetrowym najemniku. Z lekkością i swobodą przemknęła do przodu ocierając się o rękę mężczyzny i zatrzymała tuż przy czekającym na nią komitecie powitalnym. Należał do niego znany już Morowi Trandoshanin o bliznowatym pysku.
-ssswierze mięsssko, podobno jesssteśce dobrzy. - jedyne oko gada świdrowało po kolei przybyszów, jaszczur z pewnością był weteranem i najwidoczniej powierzono mu zadanie rekrutowania nowych żołnierzy.- Ładujcie sssie na ssscigacz. Będziecie pracować dla gangu Ghuli. Dolne miasssto jest jesssszcze sssspokojne. Ja jessstem wassssszym sssszefem. Podpadnijcie i sssskończycie w kanałach podmiasta.
Catharka cicho fuknęła wymijając gada i zwinnymi kocimi ruchami zajmując miejsce w ścigaczu.
- Będziecie tak stać i czekać czy możemy już jechać?
-jej głos zdecydowanie był mniej przyjemny od aparycji. Zbierajmy się w drogę.

Przychodnia Mirax

W gabinecie znajdowała się tylko młoda rodianka i Mirax. Przybyszka odwzajemniła powitanie i zdjęła hełm chroniący jej głowę przed zarazkami.
- tak się cieszę że cię widzę, myślałam że oszaleję w domu. - dziewczynka wyglądała jak by chciała objąć lekarkę jednak powstrzymała się w ostatniej chwili.
- Również się cieszę. Rzadko mam z kim porozmawiać tak po prostu. Jak się ostatnio czujesz? - uśmiechnęła się do niej lekko, okazując szczerą troskę - Potrzebujesz czegoś? Miło będzie mi też usłyszeć, co ostatnio dzieje się na mieście, co chwile muszę zajmować się przypadkami postrzeleń... to trochę męczące.
- Ojej to nic nie wiesz? Podobno ktoś przywlekł zarazę rakghuli z podmiasta. I teraz strzelają do każdego podejrzanego przybysza. To by było straszne. Wiesz jak kogoś takiego leczyć? Bo ja się nie boję. I tak chodzę w tej cholernej bańce. Tato nawet nie pozwala mi wychodzić bez niej z pokoju, bo zaraz mi cieknie.. oj..
.
Rzeczywiście nawet krótkie przebywanie w niesterylnym środowisku powodowało nadprodukcję śluzu u młodej rodianki. Śluzu który właśnie zaczął się pokazywać ściekając po pyszczku Jardy. Mogła to być naturalna reakcja obronna organizmu, który chciał przerwać nieustanne trajkotanie dziewczyny.
- przekleństwo...
- Naprawdę? Niestety nie mam tak czystego przepływu informacji, wiele dociera do mnie z opóźnieniem. To niedobrze...
- westchnęła cicho. - Będę musiała się na to przygotować.
Niestety wiedza Mirax była w wielu kwestiach mocno niewystarczająca, musiała wziąć się douczać i zaraz jest jedną z nich. Miała jednak nadzieje, że ta nie trafi do jej lecznicy.
- Trzymaj - podała Rodiance chusteczki. - I załóż hełm. - ponownie się uśmiechnęła. Żal jej było dziewczyny i naprawdę chciała jej pomóc. Niestety w wielu przypadkach czuje się bezsilna.
Pacjentka wytarła się i założyła swój hełm. Naturalnym odruchem ruszyła w kierunku kosza na śmieci z zamiarem wyrzucenia upaćkanego w śluzie kawałka materiału...
<dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa Mirax a świat zwolnił>
Widziała siebie siedzącą przy biurku oraz Erin pochylającą się nad koszem, jej zmysły przenikały przez metal pojemnika i ujrzała w nim ucztujące na szczątkach stworzenie które niedawno wycięła z pacjenta. Nie było już tak malutkie i bezbronne. I widziało ją. Erin otworzyła kosz a z wnętrza wyskoczyło owo stworzenie uderzając ją w szybkę od hełmu. Rodianka wrzasnęła a mierzący już ładne kilka centymetrów stwór rzucił się w kierunku Mirax. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia. Pasożyt skoczył w kierunku jej ust...
<głęboki wdech>
Lekarka ocknęła się, patrzyła przez uderzenie serca jak Erin uśmiecha się do niej i odwraca idąc w stronę kosza...

Kwatera Mistrza Ind'yka.

Oficer wydawał się być zaskoczony prośbą. Imperialny wywiad często wykorzystywał fałszywe tożsamości do infiltracji gangów. Zwykle jednak robił to poza jego plecami. I nie informując o tym służb policyjnych. Jego sieć informatorów była jednak wystarczająco efektywna, i umożliwiała manewry o których wywiadowi się nawet nie śniło, a przynajmniej tak mu się wydawało. Mile połechtanie ego oficera zaprocentowało niemal natychmiast.
- oczywiście jesteśmy w stanie zapewnić kilka różnych tożsamości.Mamy całkiem okazałą kartotekę -Oficer wyprężył się z dumą - Co do reszty osobiście dołożę starań aby nikt niepowołany nie dowiedział się o pańskiej misji. Muszę jednak uprzedzić, że zakończenie rozpoczętej przez nas strzelaniny może trochę potrwać. Doradzał bym jakieś mniej konfliktowe rozwiązanie. Zwłaszcza na terenie opanowanym prze Ghule.
Oficer zmieszał się na chwilę, szybko jednak się otrząsnął. Kontynuował już z nieco mniejszym entuzjazmem.Wspomnienie gangu wywoływało w nim złe wspomnienia, a może chodziło o coś innego? Mistrz Ind'yk nie był w stanie jednoznacznie ocenić przyczyny zmieszania.
- chodziło mi o nazwę gangu, pogłoski o tym że zaraza Rakghuli została zawleczona do dolnego miasta są przesadzone. Jeśli mogę zaproponować swą skromną pomoc to doradzam udanie się w teren w towarzystwie któregoś z moich wywiadowców. To zdecydowanie zwiększy pańskie szanse przeżycia.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez David Turoug » 10 Sty 2015, o 12:20

Podróż rzeczywiście odbyła się w warunkach cywilizowanych, a odprawa przeszła nadzwyczaj sprawnie, szczególnie jak na standardy imperialne. Kavar nie reagował na standardowe zaczepki ze strony jaszczurowatego szefa, choć można było się domyślić, że jest on kimś w rodzaju sierżanta w regularnej armii. Ot dowódca plutonu, który sam również bierze udział w akcji. Mor zawsze uważał, że właśnie poprzez aktywne działanie zdobywa się autorytet, nie natomiast przez głośne wydawanie rozkazów i chowanie się za plecami swoich podwładnych.
W duchu nieco rozbawiła go ta cała zgraja. Rodianie, człowiek, Catharka i jeszcze Trandoshanin. Jedynie czarnoskóry mężczyzna był prawie tak wysoki jak on, choć wydawało się, że przyszły kolega jest bardziej barczysty. O "ryjowatych obcych" Mor miał raczej sceptyczną opinię, którą postanowił zachować dla siebie, natomiast jedyna kobieta w tym towarzystwie, wydawała się nadrabiać swoje marna warunki fizyczne, dobrą miną. To zapewne zostanie zweryfikowane niebawem. Epicanthix gdy był jeszcze nastolatkiem, lubił czytać holonewsy na temat gangów, choć zastanawiało go, jak takie zbieraniny różnych charakterów mogą ze sobą sprawnie współpracować. Późniejsze doświadczenia, pobyt w więzieniu, a przede wszystkim katorżnicza praca na Kessel dobitnie pokazały mu, że w odpowiednich warunkach, nawet Chistori może okazać się duszą towarzystwa i kompanem do planowania ucieczki.
Zdecydowanym krokiem, Mor wsiadł do ścigacza zajmując miejsce obok Catharki. Z tego co pamiętał, na Taris funkcjonowała spora liczba uchodźców tej rasy, zmuszony do ucieczki z rodzinnej planety, przez Mandalorian, przed czterema tysiącami lat. Do tej pory planeta stanowiła drugą ojczyznę dla przedstawicieli tego gatunku, co stanowiło atut dla nowej członkini gangu. Rozmyślania Epicanthixa, przerwała charakterystyczna, sykliwa komenda nakazująca wyruszenie w drogę.
- Musicie mieć dobrze ugruntowaną pozycję albo dobre układy z Imperium, że nie utrudniają wam otwartego witania świeżej krwi, choć stawiam na tą pierwszą opcję. - rzekł do Trandoshanina Kavar - Swoją drogą, w holo co raz więcej informacji o raghoulach, może to odstrasza szturmowców przed penetrowaniem podmiasta. Przy okazji, kto oprócz panującego w Galaktyce reżimu jest głównym rywalem Ghuli? Chyba nie Czarni Vulkarzy?
Rosły najemnik znowu uśmiechnął się w duchu. Swego czasu interesował się historią, a raczej najważniejszymi wydarzeniami w Galaktyce, które na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat wpłynęły na jej kształt. Niemało usłyszał od swojego mentora oraz zleceniodawcy Umbara Chachy. O Taris też nie brakowało opowieści, chociaż Morhen po raz pierwszy w swoim życiu przyleciał na ten świat. Widocznie nadszedł czas napisać kolejny rozdział w karierze najemnika.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4959
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 11 Sty 2015, o 13:49

Spotkanie i rozmowa z rodianką z pewnością może zostać zaliczona, do tych nielicznych przyjemnych momentów, jakie ją spotykają w pracy. Niezobowiązująca, spokojna, bez wykrzykiwania, złości oraz innych mało przyjemnych rzeczy, które często ją tu spotykają. Mogła po prostu ot tak pogadać, dowiedzieć się co się dzieje na mieście i czy nie powinna się na coś przygotować, na przykład na grupę rannych w postrzałach, które są w tym rejonie tak częste. Sama informacja o szerzącej się zarazie wcale jej nie ucieszyła, niestety nie miała wystarczającej wiedzy do leczenia tej choroby, podobnie jak innych, przez co często była podirytowana. Chciała pomagać, a wielokrotnie była bezsilna, tak jak w przypadku Erit.
Podała dziewczynie chusteczki, by się otarła i nakazała jej założyć hełm, by ta nie narażała się zbytnio przy swojej przypadłości i w tym momencie ją zamgliło, poczuła się dziwnie, zaczynając wyczuwać jakby mocniej całe pomieszczenie. Znów to samo, znów pojawiły się te obrazy i tym razem w najmniej spodziewanym momencie. Ujrzała z przerażeniem wyskakującego pasożyta i w tym momencie się ocknęła, dostrzegając rodiankę, zmierzającą do kosza.
- Nie! - wykrzyknęła i nie zauważyła nawet kiedy wstała z fotela. - Nie tam. - dodała pospiesznie i odrobinę spokojniej.
Chyba zaczynała wariować.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sty 2015, o 17:16

Taris ulice dolnego miasta

Speeder mknął szybko zmierzając do celu. Prowadzony wprawną ręką jaszczura. Nie uniemożliwiało mu to jednak konwersacji. Na pytania Mora syknął pogardliwie.
- Oni udają że rządzą planetą my im nie przessszkadzamy. Dopóki biznessss sssię kręci jesssst dobrze. - Obcy był niezwykle pewien siebie. śmigając między innymi pojazdami. Nie odlecieli jednak daleko. Pojazd zwolnił i zawisł nad jednym z budynków a potem powoli opuścił się wlatując do wnętrza budynku. Trandoshanin wyłączył pojazd i zwrócił się do najemników.
- Wysssiadać, jessteśmy na miejssscu. - Poczekał chwilę zanim powrócił do tematu poruszonego przez Epicanthixa. - Panie gadatliwy, wspominanie Vulkarów może ssssię źle ssssskończyć. Bardzo źle. A zaraza to plotka. Pozwala trzymać Sssszturmowców z dala od nasszych interesssów.
Nakazał im ręką aby szli za nim. Szybko dotarli do prowizorycznych koszar. W pomieszczeniu znajdowały się ustawione równo łóżka i szafki. Część z nich najwyraźniej była już zajęta. Ghule nie przejmowały się segregacją płciową i grupka najemników dołączyła do zbieraniny najróżniejszych ras i płci. Ledwie zdążyli zrzucić swoje rzeczy, a już wpadł nieciekawie wyglądający mężczyzna informując że pora wyruszać na patrole.
Rawarr na róg 13 i 45
- a wy, ech. - no tak. Będziecie osłaniać przejęcie towaru okolicach ruin dawnej kantyny Javara. Znane miejsce. Macie proste zadanie, odebrać paczkę i przekazać kasę.


Ruiny kantyny Javara.

Odebrać paczkę i przekazać kasę -prychnęła Catharka ostrzeliwując się z blastera - Łatwe jak zniszczenie gwiazdy śmierci.
Stojący obok ostatni z żywych rodian pisnął żałośnie. Posyłając kolejną serię w kierunku atakujących sylwetek. Wrogi gang postanowił nieco przeszkodzić w wymianie zgarniając i towar i kredyty. Co znacznie utrudniło przeprowadzenie wymiany.
Mor leżał ze swoim karabinem pięć metrów od martwego bandziora i jego walizki z kredytami. W jego kierunku biegło trzech. łagodnie nacisnął spust, dwóch ludzi w czarnych skórach. Sytuacja można powiedzieć rozwijała się pomyślnie.

***
Gabinet Mirax

Erit zatrzymała się w pół kroku zaskoczona gwałtowną reakcją przyjaciółki. SPojrzała na nią z zaskoczeniem po czym odłożyła chusteczkę na pojemnik.
- Zawsze tam wyrzucamy śmieci. Nie wiedziałam że się coś zmieniło. Przepraszam - powiedziała wyraźnie urażonym tonem. Chyba powinnam już iść.

Rodianka ruszyła w kierunku wyjścia pozostawiając za sobą nieco zdezorientowaną Mirax.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 18 Sty 2015, o 18:31

Zareagowała nagle i gwałtownie, nawet nie zastanawiając się ani nad słowami, ani nad tym jak zareaguje Rodianka. Nie chciała jej przecież urazić, kierowała się przeczuciem, wizją, jaka się pojawiła przed jej oczami i nie myślała nawet o tym czy to co widziała jest prawdziwe, czy nie. Wolała dmuchać na zimne, byłą po prostu przewrażliwiona.
- Erit, przepraszam. - zawołała za dziewczyną, która najwyraźniej była urażona reakcją Mirax. - Nie chciałam na ciebie nakrzyczeć, naprawdę.
Żałowała, że tak wyszło, ale wiedziała również, że nie może jej powiedzieć prawdy. Nie ważne jak bardzo by chciała normalnie funkcjonować, nie może nikogo do siebie dopuścić, ani powiedzieć całej prawdy. Lepiej więc, aby Erit nie wiedziała, gdyż mogłoby się to źle skończyć zarówno dla Mirax, jak i dla Rodianki.
- Po prostu jestem zmęczona. I przepracowana... kiepsko sypiam. - jak sądziła, było to całkiem wiarygodne wytłumaczenie, niestety na więcej liczyć Erit nie mogła z jej strony.
Poszła za dziewczyną do wyjścia z gabinetu, po drodze zerkając na kosz. Będzie musiała poprosić o jego wywalenie, a najlepiej to spalenie, tak dla pewności. Była zdezorientowana, nie wiedziała, co się z nią dzieje, nie potrafiła zrozumieć swoich reakcji, wizji i przeczuć, a nie potrafiła się od tego odciąć. Co więcej była z tym sama. Niestety musiała jakoś z tym żyć i liczyć, że da radę nad tym zapanować.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez David Turoug » 18 Sty 2015, o 21:24

Siedziba gangu Ghuli zapewne pamiętała lepsze czasy. Można było zaryzykować stwierdzenie, że w wielu miejscach na Zewnętrznych Rubieżach zakwaterowanie było o wiele lepsze. Nie mniej, jak przystało na profesjonalistę, Kavar nie pytał nawet czy mają dostęp do ciepłej wody. Wybrał pierwszą lepszą pryczę i zostawił na niej torbę z kilkoma prywatnymi rzeczami. Nie zdążył dobrze rozejrzeć się po sali, gdy wszyscy otrzymali dyspozycje. Część istot przyjęła informacje zupełnie obojętnie, część wydawała się znużona, a jeszcze inni okazywali jawne niezadowolenie. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie wyższego rangą Ghula, by wszyscy podporządkowali się rozkazom. Morhen szybko wybrał najpotrzebniejszy ekwipunek, ruszając na miejsce zbiórki.

***

Kilkadziesiąt minut później, nieopodal ruin kantyny Javara, Kavar jako jeden z nielicznych świażaków Ghuli, był jeszcze przy życiu. Chwilę wcześniej zlikwidował jakiegoś Weequaya, po czym przeładował ogniwa energetyczne. Parę metrów od niego ostrzeliwała się harda Catharka, która okazała się niezłą kompanką i na pewno, na chwilę obecną zdawała swój pierwszy egzamin, jakiemu zostali poddani.
W kierunku Epicanthixa zmierzała kolejna fala wrogów. Choć sytuacja wydawała się prosta, gdyż adwersarze zdecydowali się na otwarty szturm, Mor nie miał zamiaru tracić koncentracji, a tym bardziej nie mógł pozwolić sobie na zlekceważenie rywali. Oczywiście szybkość w działaniu była równie ważna, wstrzymał oddech, oddając precyzyjną serię ku nadbiegającym członkom obcego gangu. Jakże komicznie wyglądało trzech agresorów bezwładnie upadających jeden po drugim, w odstępie sekundy. Morhen Kavar nie był głupi, napawanie zwycięstwem zostawił na później. Szybko zlustrował najbliższy perymetr, odnajdując kolejny cel. Jakieś dwadzieścia metrów na lewo, do strzału składał się rodiański snajper. Na szczęście robił to tak nieporadnie, iż pierwszy strzał przeleciał jakiś metr nad głową Catharki. Drugiej okazji na poprawienie nie miał, ponieważ rosły najemnik posłał kolejne, dwa celne bolty, eliminując zagrożenie. Następni wrogowie padli po strzałach obcej kobiety, sytuacja wydawała się być opanowana.
- Krzyknij przez komunikator, że napotkaliśmy pewne problemy. - rzekł Epicanthix, przejmując walizkę od denata, zachowując czujność - Musimy się zwijać, cholera wie czy ta banda obkurwieńców się przegrupuje i ponowi atak, czy może sobie odpuścili. Wycofajmy się za róg, tutaj mamy za mało osłon. Idziesz pierwsza, głowa nisko!
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4959
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Ind'yk » 22 Sty 2015, o 04:59

Reakcja oficera potwierdziła starą prawdę o tym, jak kiepsko układa się wywiadowi w relacjach z innymi służbami. Indrangrad miał nadzieję, że pełne entuzjazmu zapewnienia oficjela znajdą choć trochę potwierdzenia w rzeczywistości i prosta przykrywka nie wyjdzie na jaw... zbyt szybko. Niepewność, którą wzbudzał w mężczyźnie miejscowy gang mogła brać się z jego brutalnych metod, ale równie dobrze mogły być one przykrywką dla całkiem niezłej organizacji. A to oznaczało dobry dostęp do informacji.
Wysłuchawszy ostrzeżeń oficera, Mistrz Ind'yk uśmiechnął się lodowatym uśmiechem i ostudził zapędy swojego rozmówcy.
- Rozumiem w pełni pański entuzjazm, - zaczął powoli. - jednak wydaje mi się, że poradzę sobie lepiej niż każda z osób, które mógłby mi pan powierzyć. Nie mam także zamiaru działać mniej... konfliktowo, jak raczył pan to ująć, mój plan wymaga takiego działania. Dodatkowo strzelanina, która wywiąże się w konkretnym miejscu ma pozostawić rannych, którzy zostaną na miejscu. - Kto wie, pomyślał Mistrz, może mówię właśnie o sobie. - Macie się wycofać albo przenieść walki w inne miejsce. Co nie powinno sprawić trudności, patrząc na agresywność gangu, o której pan mówi.
Indrangrad odwrócił się plecami do oficera i spojrzał w okno. Po chwili odezwał się po raz ostatni.
- Proszę dostarczyć mi listę piętnastu wyselekcjonowanych tożsamości, a także mapę terenu, na którym działa gang Ghuli, razem z komentarzami pańskich wywiadowców. Dziękuję.


**************



Po kilku godzinach Mistrz Ind'yk wciąż przebywał w tym samym pokoju i kończył właśnie uważne studiowanie życiorysów, które mu dostarczono. Znalazł już jeden najbardziej pasujący do jego planu i przyswajał jego treść, dostosowując do niego swoje wspomnienia i przygody.
Miał zostać Jerrym Conolenem, starym awanturnikiem z Korellii, który za młodu odleciał z rodzimej planety, żeby wieść życie wolnej dżentelistory. Co zabawne, przez dłuższy czas żył jako idealny obraz stereotypu Korellianina, który krąży po Galaktyce. Imał się różnych prac i robót, był piratem, złodziejaszkiem, przemytnikiem, a nawet dilerem. Za wszystkie te zbrodnie także odsiadywał krótsze i dłuższe wyroki. Potem niezwykłym łutem szczęścia udało mu się zdobyć dużą ilość pieniędzy i wrócić do domu. Niestety i tam dosięgnął go wieczny pech, a władze planety w zamian za wygnanie bez pozbawienia wolności wzięły sobie cały jego majątek. Od tego czasu Jerry tułał się po Galaktyce, aż nie trafił w ręce Imperialnych agentów, którzy wyciągnęli z niego całą tę historię.
Mistrz Ind'yk uśmiechnął się szeroko, czytając po raz kolejny ten życiorys. Szczęście i pech na miarę Galaktycznej gwiazdy zebrały się w jednej osobie, którą teraz przyszło mu odgrywać. Przypominając sobie swoje lata pośród piratów i awanturników, czy to te przehulane w młodości, czy te podczas ostatnich ucieczek, Indrangrad zaczął dopasowywać szczegóły i opowiastki, które mógł snuć jako stary, poczciwy Jerry Colonel.
Do informacji na temat wybranej biografii, którą wysłał oficerowi, Ind'yk dołączył także nazwę i opis miejsca, które miało zostać zaatakowane za trzy dni przez Imperialne siły. Była to ruchliwa ulica, właściwie bardziej targ niż droga dla pojazdów, która leżała niedaleko w głąb terenów gangu Ghuli. Co najważniejsze, była miejscem porównywalnym do słynnej kantyny w Mos Eisley w zbieraniu przeróżnych szumowin i awanturników.
Nadal uśmiechający się Indrangrad ruszył w stronę innej sekcji budynku, gdzie miał odebrać swoją przykrywkę i odpowiednie ubrania. Okrycie to miał zamiar wyrzucić zaraz przy pierwszej okazji, przebierając się w coś naprawdę odpowiedniego dla dolnych rejonów miasta. Coś śmierdzącego dolnymi poziomami miasta. Pomyślał, że jako wieloletni, korelliański awanturnik na pewno przywykł do czegoś takiego.
Przypominając sobie jeszcze raz biografię Jerry'ego Colonela, Mistrz Ind'yk uśmiechnął się nieznacznie. To życie było tak piękne i tragiczne, że aż szkoda byłoby mu, gdyby gang Ghuli nie dostał się do tych informacji. Miał zamiar opowiadać im tyle przygód, żeby ich nieprawdopodobieństwo zmusiło ich do przeszukania danych w poszukiwaniu potwierdzenia.
Tak, już był Jerrym Colonelem.

Dzięki Chudy, żeś mi podarował taka szansa ;) .
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sty 2015, o 19:25

Przychodnia Mirax

Lekarka odprowadziła Erit do wyjścia, dziewczyna chyba się wyluzowała, pożegnanie było już całkiem wylewne i zwyczajowe. Mirax minęła poczekalnię zaskakująco pustą poczekalnię i udała się w kierunku swojego gabinetu. Po drodze przechwycił ją jednak droid medyczny. Poinformował panią doktor, że pacjent po operacji usunięcia pasożyta, właśnie się wybudził i chce z nią rozmawiać. Zaintrygowana takim zachowaniem Eygan udała się w stronę ambulatorium. W łóżku podłączonym do aparatury medycznej leżał niedawno operowany mężczyzna. Młoda kobieta podeszła do łóżka zapoznając się z kartą wyników. Wyglądało to nieźle, nie było żadnych niepokojących objawów czy powikłań. Mężczyzna musiał ją usłyszeć, poruszył się niespokojnie a chwilę później otworzył oczy. Poruszając ustami próbował coś powiedzieć. Mirax pochyliła głowę tylko po to by usłyszeć cichy szept.
- On kazał mi tu przyjść, po ciebie. Uci…. – mężczyźnie zabrakło tchu a jego odczyty znacznie się pogorszyły, silny stres lub inny czynnik wewnętrzny, zaowocowały przeciążeniem układu nerwowego i zapaścią. Droid medyczny podleciał niemal natychmiast zaalarmowany alarmowym dzwonkiem systemu podtrzymywania życia...

Okolice kantyny Javara – jeden z ocalałych budynków.

- udało się! - Mor odwrócił się i spojrzał prosto w lufę trzymanego przez Catharkę blastera. Po przeżyciu potyczki i wymknięciu się do w miarę bezpiecznego budynku, dzikiej strzelaninie w której omal nie stracił życia. Miał zginąć zdradzony przez swoją towarzyszkę. Z całej grupy przeżyli tylko oni. Rodianin upadł kilka metrów przed dotarciem do schronienia. Na zewnątrz rozległy się salwy działek blasterowych. Imperialni chyba mieli dość strzelaniny o czym świadczył ryk silnika jakiegoś pojazdu szturmowego. Dla dwójki najemników to co było na zewnątrz stanowiło drugorzędną kwestię. Liczyło się tu i teraz.
- Uratowałeś mi życie, teraz ja daruję ci twoje. Oddaj walizkę. Proszę. – kobieta mówiła mruczącym aksamitnym głosem nie spuszczając oczu z najemnika i jego karabinu – nie jesteś aż tak szybki, naprawdę. Mogę cię postrzelić jeśli chcesz. Ghule nic ci nie zrobią, a ta kasa, to moja szansa. Na normalność. Rzuć mi walizkę. – powiedziała bardziej stanowczym tonem.- Naprawdę nie chce cię zabić. – Lojalność i kwestie wdzięczności były dla Catharów niezwykle istotne. Zapewne kobieta toczyła teraz ciężką walkę wewnętrzną. Nadal jednak mierzyła z blastera w Mora. Strzelanina za ścianą zdała się przybierać na sile. Ziemią wstrząsnęły eksplozje pocisków. Najwyraźniej potyczka gangów przerodziła się w coś większego.

Okolice kantyny Javara

Jerry Colonel siedział w dość ciasnym kokpicie ścigacza i gwałtownie ściągał sterty, przyczyną manewru była spora grupa uzbrojonych w blastery obcych naparzająca do wszystkiego co się rusza. Niewielka maszyna wykonała gwałtowny zwrot unikając ostrzału w który wpadł jeden z goniących Jerrego imperialnych ścigaczy. Opancerzona maszyna zatrzęsła się od trafień, które na tyle zirytowały jej załogę, że ta zdecydowała się posłać obcym rakietę przyjaźni. Głowica wstrząsowa wywołała lokalne trzęsienie ziemi. Na spowolnieniu pościgu skorzystał Corelianin oddalając się nieco od ścigającej go jednostki policyjnej. W ostatniej chwili dostrzegł nadlatujący niemal na czołowo ścigacz z szaloną pilotką w wielkich goglach i nie mniej szalonym Dugiem na pace w jeszcze większych goglach. Dug przyczepiony był do E weba, jak wiemy tego typu broń nie stanowiła podstawowego wyposażenia ścigaczy, a sposób jej zamontowania załamałby niejednego speca od BHP. Szaleńcy w goglach raczej nie przejmowali się zasadami bezpieczeństwa. Jery gwałtownie zanurkował a jego ścigacz wyrżnął w ziemię kończąc ucieczkę efektowną kraksą.

45 minut wcześniej. Tairs górne miasto.

Nieoznakowany hangar w jednej z najgorszych dzielnic górnego miasta kontrolowanych jeszcze przez Imperium był miejscem, z którego wyruszyć miał na łowy Jerry Colonel. Szef imperialnych oddziałów osobiście zjawił się na miejscu aby wszystko przebiegło bez żadnych przeszkód. Czekał już na przebranego w cywilne łachy Ind’yka przyglądając się ruchowi i masie pojazdów przelatujących przez pobliską magistrale. Gdy tylko Ind’yk się pojawił oficer przywitał się i szybko przeszedł do rzeczy.
- Wezwałem pana nieco wcześniej, gdyż nadarza się niezła okazja. – mówił prowadząc gościa do hangaru i lawirując pomiędzy pakunkami. -Ma pan szczęście, Ghule właśnie starły się z Vulkarami, poszło o jakiś transport. W każdym razie, transport spłonął a w okolicach ruin po kantynie Javara trwa regularna strzelanina. Normalnie pozwolilibyśmy im się wybijać do woli. Ale skoro nadarza się okazja – Oficer zaprowadził Ind’yka do stojącego w pobliżu ścigacza w krwistoczerwonym kolorze. W środku znajdowały się dwa kontenery z oznaczeniami medycznymi imperium. – To bardzo chodliwy w dolnym mieście towar, i gorący. Ktoś taki jak Jerry z pewnością zająłby się jego przewozem. Jeden lot, i ma kasę na kilka miesięcy. Pańskie zadanie jest proste. Przelecieć z punktu a do punktu b. Na dole będzie pan zdany sam na siebie. Jeżeli konieczna będzie ewakuacja proszę nadać komunikat „Imperialny wywiad ssie jak Verpińskie dziwki” to nie powinno wzbudzić niczyich podejrzeń. Grupa ewakuacyjna odnajdzie pana w ciągu góra 10 minut. Proszę się postarać aby nie być wtedy uzbrojonym. Acha i jeszcze jedno, życzę szczęścia. Mężczyzna klepnął w owiewkę startującego ścigacza. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem.

Gdy tylko czerwony ścigacz zniknął w ruchu oficer udał się w kierunku hangaru. Znikając w jego ciemnych czeluściach rozejrzał się ostrożnie.
- Zrobiłem wszystko co pan kazał. – mężczyzna zwrócił się w kierunku niewysokiego cienia. - Proszę ją uwolnić.
- oczywiście, pańska córka cała i zdrowa czeka na pana w mieszkaniu.
– głos dochodzący z cienia był cichy i zmieniony przez jakieś urządzenie maskujące. – szkoda.
Dwa ciche plaśnięcia, i odgłos upadającego ciała zostały zagłuszone przez przelatujący nieopodal prom. Mężczyzna pochylił się nad ciałem policjanta i strzelił jeszcze raz, w głowę. Upewnił się jeszcze raz czy nikt go nie widział i naciągając kaptur na głowę zniknął w jednej z sąsiednich uliczek. Po chwili nieoznakowany ścigacz wzbił się w powietrze. Na dole szkliste i martwe oczy oficera wpatrywały się w hologram jego kilkuletniej córeczki. Jedna trzecia z osób znających prawdziwą tożsamość Jerrego Colonela nie żyła.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5704
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Dolne Miasto

Postprzez Saine Kela » 23 Sty 2015, o 19:41

Jakoś się tym razem udało i na całe szczęście nie rozstały się z Erit w nieprzyjemnych stosunkach. To dobrze, bo Mirax naprawdę nie chciała urazić dziewczyny, tak po prostu wyszło i nie miała złych zamiarów. Będzie musiała zacząć bardziej uważać i znacznie bardziej skupić się na otoczeniu, by znów nie zostać zaskoczoną. Póki co jednak miała inne sprawy na głowie, bowiem jej pacjent, ten z pasożytem w brzuchu właśnie odzyskał przytomność. Zaraz po pożegnaniu rodianki udała się więc do ambulatorium, gdzie leżał mężczyzna.
Podeszła do łóżka z uśmiechem na twarzy, od razu sięgając również po wyniki badań, które na bieżąco rejestrowały stan pacjenta. Wszystko wyglądało dobrze i jak sądziła, w ciągu paru następnych godzin będzie on mógł opuścić klinikę. Pacjent obudził się i najwyraźniej chciał jej coś powiedzieć, choć szło mu to ciężko, przez co musiała się nachylić nad łóżkiem, by cokolwiek zrozumieć.
- Co...? - nie rozumiała o co może mu chodzić... kto? Co? Dlaczego?
Te pytania, jak równie szybko się pojawiły w jej głowie, tak równie szybko odeszły na bok, mianowicie mężczyzna nagle stracił stabilność, a jego wyniki stały się tragiczne. Innymi słowy, właśnie go traciła. Szlag! Okrążyła szybko łóżko i odsunęła z ciała pacjenta narzutę.
- Szybko! Defibrylator! - zawołała do robota medycznego. Skąd w ogóle ta zapaść? Wyniki były doskonałe! Teraz jednak najważniejsze było ratowanie pacjenta i ponowne jego ustabilizowanie. Wznowienie pracy akcji serca, a potem podłączenie do aparatury wspomagającej, aż do całkowitego uspokojenia sytuacji.
Gdy tylko poradziła sobie z zapaścią, a pacjent został odpowiednio zabezpieczony i podłączony, Mirax wiedziała, że następne godziny będą decydujące o jego życiu, nie mówiąc już o jej własnym, gdyż to, co powiedział było mocno niepokojące, tym bardziej, że nie mogła tak po prostu uciekać, bo o to musiało mu chodzić. Przed czym miała uciekać? Przed Imperium? Nikt inny nie przychodził jej do głowy. Poprosiła ochraniających klinikę najemników, by mieli oczy szeroko otwarte, bo jak przypuszcza istnieje realne zagrożenie, choć nie jest w stanie sprecyzować jakie. Sama udała się do swojego pokoju, gdzie przejrzała swój skromny dobytek, zawsze gotowy w razie czego do drogi, na razie jednak nie mogła się nigdzie ruszyć, choćby bardzo tego chciała. Kim był ten mężczyzna, dlaczego twierdził, że został tu przysłany i przez kogo przysłany. No i dlaczego kazał jej uciekać? Mnóstwo pytać i żadnej odpowiedzi. Pozostaje więc czekać.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 579
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

PoprzedniaNastępna

Wróć do Archiwum