Content

Archiwum

[Taris] Elizjium

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 23 Maj 2017, o 20:08

Nadal tonęła i to ją zaczynało irytować, podobnie jak tysiące zawodzących głosów, a raczej ryków raghuli i ich potępieńczego wycia, skupiającego się na chęci mordu i śmierci. Była zrozpaczona. Próbowała się chwycić czegoś, co mogłoby jej pomóc wydostać się na powierzchnie, ale coraz trudniej przychodziło jej zbierać myśli w sensowną całość. Wszystko wirowało, ciemniało i jaśniało, feeria barw i dźwięków zlewała się w jedno. W jednej chwili stała, a w następne wiła się po w konwulsjach. Leżała, a potem biegła. Patrzyła spokojnie i atakowała rękami, rękami, nogami i zębami dając upust morderczym zapędom i pierwotnym instynktom. Atakowana przez ciszę i dobijana ze wszystkich stron przez hałas, który przyprawiał ją o potworny ból.
Mirax nie kontrolowała się, nie była w stanie opanować tego wszystkiego, co rozgrywało się w jej umyśle. Była na skraju obłędu, ale gdzieś tam, jak przez mgłę przebił się stłumiony głos. Nie było to nic szczególnego, a jednak miało to ogromne znaczenie. Było to jej imię. Mirax. Tak miała na imię? To było jej imię? Brzmiało znajomo, nawet bardzo, a przede wszystkim brzmiało kojąco.
Skupiła się na tym słowie. Gniew, wręcz zwierzęca wściekłość zaczęły ustępować ciekawości i chęci dotarcia do źródła głosu. Musiała dotrzeć. Jeżeli nie chciała całkowicie pogrążyć się w szaleństwie musiała to przerwać tu i teraz. Musiała się skupić, tylko na czym? Moc. Kolejne słowo, które coś znaczyło, ale nie wiedziała co. Moc miała ją prowadzić? Miała jej się zawierzyć? Skupiła się zebrała w sobie. Moc będzie ją prowadzić, odgrodzi się od wrzasków bestii, nie da się im pochłonąć. Zaczęła budować mur, musiała na nowo postawić na nogi swój umysł, przywrócić mu równowagę i pokazać, że jest silniejsza. Musi naprawić błąd. Zaczęła się przebijać, kładąc g za cegiełką.

Kobieta wyła, przytrzymywana do stołu przez silne ramiona. Rzucała się, starając się ugryźć trzymające ją ręce. Po chwili jednak zamarła, szeroko otwierając oczy, w których zaczęła tlić się świadomość. Znów wydobyła z siebie przeraźliwy krzyk, a zaraz potem opadła bez sił. Oddychała ciężko i chrapliwie.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 27 Maj 2017, o 18:47

Zobojętnieli na śmierć, na przemoc, na cierpienie. Walczyli już tylko o przeżycie, nie mieli czasu na człowieczeństwo. Brutalnie potraktowana Mirax szarpała się krótką chwilę. Gdyby nie umysły rakgouli zapewne nie mieli by szans. Czysto fizyczne starcie było zdecydowanie korzystniejsze dla jej przeciwników. Nie miała wyboru zawlekli ją do bunkra wraz z mistrzem. Gdy tylko zamknęli drzwi bestie ruszyły. Nie zatrzymywał ich już strach przed ciemną stroną, Nieprzerwany szereg, masy ciał gnał szeroko otwartą bramą. Gdy ta zaczęła się zamykać stworzenia nadal napierały. Szły górą, przedzierając się przez niebronione mury, Setki jeśli nie tysiące potworów przedarły się przez zabezpieczenia dolnego miasta. Sądząc po krzykach dobiegających z ulic, potwory bawiły się bardzo dobrze.

W bunkrze niewielka grupa inteligentnych istot, pochylała się nad Mirax. Mistrz robił co mógł by dostać się do umysłu swojej uczennicy. Kobieta otworzyła oczy, nie było w nich szaleństwa a jedynie ból i zmęczenie. Odzyskała zmysły.
Używając jasnej strony mocy zwabiła przebiegające w pobliżu bunkra rakghoule. Potężne uderzenie zatrzęsło drzwiami. Bestie zaczęły szarżować tymczasowe schronienie grupy czując coś co powinny za wszelką cenę zwalczać. Ind'yk cieszył się z odzyskania świadomości przez jego podopieczną, jego towarzysze byli zbyt wyczerpani by przejawiać jakieś entuzjastyczne zachowania. Mirax jako jedyna wiedziała dlaczego bestie atakują. Czuła że chcą ją pożreć i zabić. Jej głowa pulsowała bólem ciągle czuła w sobie jaźń bestii, jak dobrze je rozumiała.
- Musimy stąd uciec, drzwi długo nie wytrzymają.
- Jak stoimy z amunicją?
- Gorzej niż źle
- Jakieś pomysły?


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 29 Maj 2017, o 17:47

Mirax walczyła jak tylko mogła. Szukała sposobu na to, by nie zwariować i jakoś się wydostać. Uchwyciła się ostatniej nadziei, jaka w niej się pojawiła i... Szeroko otwarte oczy spoglądały w górę, a sama kobieta wydała z siebie trudny do określenia dźwięk, który był ni to westchnięciem, ni to zduszonym krzykiem. Zaraz potem opadła na stół, kompletnie wykończona. Czuła jak coś mocno, wręcz boleśnie przyciska ją do twardego podłoża, ale po chwili uścisk zelżał, dopiero po chwili dostrzegła nieznane jej twarze. Poderwała się do siadu, zaraz potem żałując tego ruchu. Zakręciło jej się w głowie i omal nie spadła ze stołu.
- Moja głowa... - przycisnęła dłonie do skroni, które pulsowały jej bólem, cieszyła się jednak, że nie było w niej już rakghuli. Jęknęła.
Zaczynała dochodzić do siebie, ale czuła ogromne wyczerpanie, jakby kilka chwil wcześniej podjęła bardzo wyczerpujący wysiłek. Jej szalone wrzaski oraz rzucanie się na wszystkie strony jak opętana z pewnością miało w tym swój czynny udział. Była też obolała, a szybko pojawiające się siniaki mówiły same za siebie.
- Chcą mnie dorwać. - spojrzała na mistrza. - Odepchnęłam rakghule i się wściekły... - jęknęła. - Zrobiły papkę z mojego mózgu. Te bestie to czysty gniew i najbardziej pierwotne z pierwotnych emocji i uczuć.
Wzdrygnęła się na samą myśl, a zaraz potem poderwała głowę do góry i zaczęła się gorączkowo rozglądać. Hałas na zewnątrz oraz uderzenia o drzwi świadczyły aż nadto o tym w jak fatalnej sytuacji się znajdowali. Część żołnierzy patrzyła na nią podejrzliwie, ale nie zamierzała się tłumaczyć.
- Trzeba stąd wiać i to szybko. Jest tu jakieś inne wyjście? Trzeba przedostać się wyżej. Nie poradzę sobie z nimi - ostatnie zdanie wypowiedziała w stronę Ind'yka.
Nawet nie chciała podejmować takiej próby, ostatnie doświadczenie było zdecydowanie wystarczające, teraz jednak nie wiedziała, co mogłaby zrobić.
- Nosz kurwa, niczego nowego nie odkryłaś! Zaraza jedna! - odezwał się jeden z mężczyzn.
Zignorowała jego słowa krzywiąc się i ponownie przykładając ręce do głowy. Uwolniła się, ale rakghule nadal były w pobliżu, nadal czuła z nimi więź, teraz jednak były na nią wściekłe, nie bały się jej jak wcześniej.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 4 Lip 2017, o 23:06

Sytuacja wydawała się być beznadziejna, byli oblężeni w bunkrze, który najwyraźniej nie był planowany do długiego oblężenia. Brakowało w nim dosłownie wszystkiego, prócz gołych durbetonowych ścian i otworów strzelniczych. Przez te otwory widzieli krążące po okolicy rakghoaule. Bestie stosunkowo szybko odpuściły szturmowanie bunkra i zajęły się dożynkami i ucztowaniem. Niewiele to zmieniało w sytuacji uwięzionych w środku istot. Mistrz Ind'yk zdecydowanie nie kwapił się do wychodzenia na zewnątrz, zaś sama Mirax nie czuła się na siłach by po raz kolejny przechodzić efekty używania ciemnej strony mocy. Dwa niewielkie kształty na plecach dały jej się solidnie we znaki. Teraz zaś leczona kojącym przepływem jasnej strony, nie chciała więcej bólu.
- Wyrzućmy ją może sobie pójdą
- Sama się wyrzuć,
- To co będziemy czekać na cud?
- Mam komunikator możemy wezwać imperium.
- I już widzę jak rzucą się nam na pomoc.
- Zobaczymy...

Do nabierającej temperatury dyskusji dołączył morelianin, spokojnie poprosił o komunikator a potem podszedł do jednego z okienek strzelniczych, Podobno po to by sygnał miał większą moc. Nie wiedzieli z kim rozmawiał, ani o czym, z pewnością jednak jego rozmowa przyniosła skutek. Kilka minut później na teren przy bramie spadły bomby odłamkowe zasypując wszystko deszczem śmiercionośnych pocisków. Rakghoule przy bramie zginęły nie wiedząc nawet co je zabiło, a z nieba, opadła Lambda wypełniona szturmowcami.
- To tak wygląda twoja pomoc - wściekły rodianin niemal rzucił się na mistrza, jednak jego towarzysze powstrzymali go.
- Przede wszystkim przeżyć, potem martwimy się co dalej. Chodź Mirax, obiecali, że nie zrobią Ci krzywdy.
Kobieta patrzyła na idących po nią szturmowców, i wiedziała że niezależnie od słów Ind'yka czeka ją los gorszy od śmierci. Imperialna niewola. Mirax podjęła decyzję.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 8 Lip 2017, o 21:49

Mirax była oszołomiona, ale powoli dochodziła do siebie. Bunkier. Rakghule. Zamknięcie. Mistrz. Nieznana grupa żołnierzy. Wrogowie czy sojusznicy? A może po prostu towarzysze w niedoli. Zerknęła na nich trochę niepewnie. Każdy z nich mógł widzieć, co się stało, co ona zrobiła, jak nienaturalnie się zachowała, a już samo to sprawiało, że Mirax miała obawy czy ci nie okażą jej wrogości. Tacy jak ona byli przecież tępieni.
Na zdenerwowane słowa wojaków wzdrygnęła się i spojrzała na nich lękliwie. Nie wyrzucą mnie, nie są źli, chcą tylko przetrwać. Ta myśl przeszła jej przez głowę i zaraz potem skupiła wzrok na mistrzu, który postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
- Mistrzu...?
Nie wiedziała do czego dążył, z kim się porozumiał i o co chodziło, ale nie minęło kilkanaście minut, gdy zza murów bunkru dobiegł wizg nadlatującego pojazdu, a potem głośne huki wystrzałów i wybuchów. Mirax przypadła do jednego z okienek i wyjrzała na zewnątrz. Ciężko było coś dostrzec, bo widok było ograniczony, ale to wystarczyło by wiedziała jedno - dokonała się masakra na rakghulach i właśnie w ich stronę zmierzał oddział w białych pancerzach. Gwałtownie odsunęła od okna i zrobiła krok w tył, spoglądając na mistrza z niedowierzaniem.
- Zdradziłeś mnie... od początku to planowałeś? Mówiłeś, że odszedłeś ze służby Imperium! Kłamałeś! Miałeś mnie zmamić! - głos jej się podłamał
To był cios w samo serce. Uwierzyła mu, nazywała mistrzem i chłonęła jego nauki i rady dotyczące Mocy, której nie pojmowała, a o której ona tyle wiedział. Okłamał ją, Króla i Królową.
- Nie! Nie ma mowy! Nie pójdę z nimi! Napadli na mój dom! Potraktowali moją rodzinę jak przestępców i ja mam im ufać? Mam ufać tobie?! wiesz, co ze mną zrobią!
Odetchnęła głęboko. Spokojnie, spokojnie, spokojnie, nie daj się ponieść emocjom. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Rozejrzała się. Bunkier nie był duży, do tego miał tylko jedno wyjście. Pułapka bez wyjścia. Nie, nie zamierzała iść do Imperium. Nie po tym, co ją spotkało, nie po tym, co widziała w swoich snach. Stół, laboratorium, imperialny oficer. Nie, zdecydowanie nie.
Spojrzała na wojaków, potem na mistrza i tak wędrowała wzrokiem z jednej strony na drugą. Znikąd nie widziała ratunku.
Odetchnęła. Ind'yk mimo wszystko sporo ją nauczył, szczególnie jeżeli chodzi o aspekty Mocy i panowanie nad nią. Robiła to teraz lepiej niż początkowo. Czuła ciężar orbalisków i nie zamierzała dawać im pożywki, lepiej rozróżniała pewne rzeczy, a poniekąd Mistrz otworzył jej oczy na pewne kwestie, a w tym momencie nawet bardziej niż dotychczas.
Nie mogła tu zostać. I nie mogła dać się złapać, ale jak miała uciec, skoro za drzwiami czekał na nią oddział żołnierzy? Jakie miała opcje? Jakie możliwości?
Zamknęła oczy i rozłożyła ręce. Sytuacja wydawała się być beznadziejna, ale pamiętała jedno, co wciąż powtarzał jej mistrz. Ma zawierzyć Mocy. Czuła ja, przepływała przez jej ciało, każdą komórkę i organ. Była wokół, otaczała to miejsce, była w środku i przechodziła przez każdą znajdującą się tu osobę. Chcieli ją wziąć? Będą musieli się zmierzyć z Mocą, a ta była potężniejsza niż mogli sądzić. Mirax była potężniejsza i zdawała sobie z tego sprawę, nie była już bezbronną i przerażoną dziewczyną. No, może to ostatnie nie do końca, ale i tak nie zamierzała po prostu nic nie robić, tak samo jak nie zamierzała rzucać się na wszystkich. Nie o to chodziło. Jasna strona delikatnie pulsowała, a kobieta postanowiła ją wykorzystać do własnych celów. Jakich konkretnie? nie wiedziała tego, stwierdziła, że pozwoli się zaskoczyć, choć zdecydowanie wolałaby po prostu stąd zniknąć i znaleźć się daleko. Tak łatwo jednak nie było. Może o niej zapomną? Albo przestaną ją dostrzegać? To byłoby coś. Dała się ponieść Mocy, popłynęła z falą.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lip 2017, o 15:35

Moc przepłynęła przez ciało dziewczyny, poczuła jej potęgę, rozkosz jaką dawała siłę i nieopisaną wolność. Biegnący w jej stronę szturmowcy nagle zwolnili, przez chwilę poruszali się niczym na zwolnionym filmie by na jej rozkaz zacząć umierać. Mirax nie chciała zabijać, chciała tylko uciec, z przerażeniem patrzyła na eksplodujące w krwawych strzępach ciała. Nie tego chciała nie o taką moc walczyła.
-Dość!
Stała na zasłanym zwłokami i strzępami ludzi placu patrząc na samą siebie, dziewczyna w sukience w kwiaty, w sandałach z wykrzywioną w lekkim złym uśmiechem twarzą patrzyła na dokonane zniszczenia. Nagle skierowała wzrok wprost na Mirax. Na sukience wykwitła czerwona plama, rana nie była śmiertelna lecz z pewnością bolesna.Twarz kobiety wykrzywiła się z wściekłości. Wykrzyczała w przestrzeń

- Jesteś tą cząstką mnie która nie chce podporządkować się mocy, przestań mnie ograniczać. Mam tego dość, Czemu mi to robisz!!!
- A dlaczego ty mi to robisz?! Nie chcę nikogo krzywdzić! A Moc to coś więcej! To synteza nie podporządkowanie! -
jęknęła przerażona patrząc na siebie samą i się nie poznając.
- Chcę żyć, nie widzisz że wszystko utrudniasz! Moc daje możliwość robienia tego co się chce, nigdy więcej ukrywania się, uciekania. Władza, bezpieczeństwo spokój. Zobacz, poradziłam sobie z tymi szturmowcami w kilka sekund, gdybyś mnie nie powstrzymywała nawet nie zdążyli by strzelić. Czemu nie pozwalasz nam osiągnąć zgody i pełni mocy!
Bo… -
zawahała się, rozmawianie samej ze sobą było dziwne. - Bo to złe. Niewłaściwe… Nie tego chciałam, gdy zaczęłam się uczyć, nie taki miałam cel! Wiem, że mamy… mam trudno i chcą nas dopaść, ale tak niczego się nie rozwiąże, będzie tylko gorzej...
Jak tu przekonać samą siebie? Ponoć najtrudniejszą walką jest ta toczona z samym sobą we własnym wnętrzu. Mirax nie spodziewała się, że jej walka przybierze taki kształt i będzie tak bardzo realistyczna. Wciąż się uczyła i zdobywała doświadczenie, ale jednocześnie ciągle zaskakiwało ją coś nowego. Patrzyła na samą siebie w otoczeniu trupów, krwi i tkanek i stwierdziła, że nie chce takiego życia. Od samego początku nie było to jej celem. Potęga potęgą, ale po co jej to, gdy będzie nieść tylko śmierć, rozpacz i strach? Tak działa Imperium, ona nie chciała tak działać.

- Znów się wahasz, nie wiesz czego chcesz, nie potrafisz podjąć decyzji. Od samego początku cię chronię i jak mi się odwdzięczasz!?
Mirax ruszyła w kierunku samej siebie, z grozą w oczach. Faktycznie w wielu opresjach działała instynktownie, wręcz podświadomie posługując się mocą i zawsze, ale to zawsze robiła wtedy złe rzeczy. Tym razem ukryta w mrokach jej umysłu bestia postanowiła się uwolnić. Zła mirax zaatakowała bez uprzedzenia waląc w zęby zaciśniętą pięścią. Dziewczyna zachwiała się i poczuła w ustach smak krwi.
- Poddaj się, nie możesz ze mną walczyć, twój opór jest bezcelowy, połącz się ze mną i zostańmy bogiem. Głos stał się uwodzicielski niemal przyjazny.
Zachwiała się na nogach, ale nie upadła, zamiast tego wyprostowała się i spojrzała na drugą siebie. Splunęła krwią, czując ból. Było to bardzo realistyczne.
- Bogiem? Nie chce być bogiem! Nie rozumiesz?! Ty mi nie pomagasz, ty wszystko komplikujesz! - wyciągnęła gwałtownie ręce przed siebie w geście obronnym i chcąc się odseparować, zdystansować od drugiej siebie. - Pomagałaś mi i szkodziłaś!
Szkodzę Ja? Ty… ty…

Mgła wściekłości przesłoniła oczy atakującej dziewczyny, gniew, ból, strach napędzały agresję. Pierwotne zło wyzwolone przez kontakt z rakghulami rzuciło się z furią na Mirax dziką furią, ciosy spadały raz za razem, ból i niedowierzanie szybko zostały zastąpione przez jedną myśl. “ona mnie zabije”.
Skuliła się starając zapobiegać ciosom, ale wiedziała, że nie na długo i nie na wiele się to zda. Musiała zacząć się bronić. To był jej umysł? To zło, to była ona sama, a przynajmniej pewna część jej duszy i umysłu. Musiała mieć tutaj coś do powiedzenia, musiała mieć jakąś władzę nad tą rzeczywistością. Czuła piekący ból, kolejne ciosy i swoją własną słabość i niemoc. Nie! Nie była słaba, miała potęgę i wcale nie była zależna od tej złej części samej siebie. Zaczęła się podnosić, choć miała wrażenie, że nie da rady. To nie była rzeczywistość, to był jej umysł.
- Przestań!!! - krzyknęła z mocą. - Tylko się pogrążasz! - cofnęła się o krok, a potem gwałtownie wysunęła na przód starając się odepchnąć drugą siebie.
Pchnięcie mocą odrzuciło je obie od siebie, pofrunęły w przeciwnych kierunkach, jednak to napastniczka powstała jako pierwsza. Dopiero teraz Mirax mogła zobaczyć efekt jej ciosów. Każde uderzenie pozostawiało ślad na obu z nich. Niczym na lustrzanych odbiciach. Zła Mirax przetarła rozbite i opuchnięte wargi.
- Nie powstrzymasz mnie w ten sposób, bo przecież nie stosujesz przemocy. Jesteś taaka dobra. Zdechnij wreszcie i pozwól mi dostać to co nam się należało od samego początku. Poddaj się, twoja porażka jest nieunikniona.
Zaczęła biec w stronę Mirax z otwartymi ustami i rozwianym włosem, wyglądała zupełnie jak szarżujący rakghul. Umysł wytworzył za plecami atakującej całą armię tych stworów, pragnęły tylko jednego, służyć swojej nowej pani. Co ona mogła zrobić w tym wypadku? Jej zła część miała niewątpliwą przewagę. Patrzyła przerażona, a widząc rany na sobie i na niej, wiedziała, że nie może jej zabić, bo to byłoby tak, jakby zabiła samą siebie. Czy więc tamta mogła zabić ją? Była o tym święcie przekonana, ale Mirax miała wątpliwości. Musiała zrobić co innego.
Musiała postawić barierę. Skoro nie ma szans w walce, skoro nie chce tej walki podejmować, to się odetnie od tej części samej siebie. Postawi mur i zamknię złą siebie po drugiej stronie. Kiepskie i być może tylko chwilowe rozwiązanie, ale na razie nie przyszło jej nic innego do głowy. Wyprostowała się, choć patrząc na szarżę miała ochotę zwiać. Skupiła się, wyobrażając sobie zamkniętą bryłę bez wejść i wyjść. Nie chciała podporządkowywać się ani Mocy, ani nikomu innemu, chciała działać po swojemu i w harmonii.
Bestia nie próżnowała. Nie miała zamiaru pozwolić się znów uwięzić przez tą miękką i płaczliwą kluchę, teraz wspierana przez Orbaliski, Rakghule i ból, była u szczytu swojej potęgi. Mirax zbyt późno zrozumiała że jej reakcja została odbita przez szarżujący gniew, to ona miała stać się ofiarą swojego własnego pomysłu. Zła Mirax zamierzała wykorzystać barierę do uwięzienia w niej Mirax i przejęcia pełnej kontroli nad ciałem, a wtedy. Świat będzie klęczał przed jej nieustającym gniewem. Wystarczy tylko uwięzić swoje sumienie. Uderzyła mocą z całych sił. Pętla muru zaczęła się zaciskać dookoła Mirax.
Było źle, nawet gorzej niż źle. Była zbyt pewna siebie, a może po prostu za słaba? Nie chciała i nie mogła dopuścić do tego, by jej zła cząstka przejęła kontrolę. To by była katastrofa. Cały czas próbowała się bronić, nie chcąc podejmować walki, ale tak się nie da. Prędzej czy później trzeba do niej stanąć, a Mirax nie miała już wyboru. Albo zawalczy, albo przepadnie. Tamta wspierała się Ciemną stroną i orbaliskami, ona miała do dyspozycji Jasną stronę i swoją własną wolę. Jak mogła walczyć z gniewem? Spokojem, opanowaniem, pewnością siebie, ale tego jej właśnie brakowało, a może nie? Stanęła mocniej wbijając nogi w podłoże, czując jak nieubłaganie czas jej się kończy.
Dość!!! - krzyknęła rozkładając ręce i stając w szerokim rozkroku. - Nie jestem taka słaba jak myślisz! Byłam, ale już nie jestem!!! Wynoś się!!!
Moc jest nieprzeniknioną tajemnicą. Mistrz Ind’yk pomimo całej swojej zdradzieckiej osoby, czegoś jednak ją nauczył o Mocy, jej potędze i możliwościach. Miała jej zawierzyć, wprawdzie nie bezgranicznie, ale jednak. Miała być jej częścią i współdziałać razem z nią i to właśnie zamierzała zrobić. Pozwoliła, by to Moc przez nią przemówiła. Moc czysta, jasna i oślepiająca. Bez gniewu, złości, bólu i cierpienia. Owszem to wszystko nadal będzie obecne, nie pozbędzie się tego i nie może. Może za to je zaakceptować i przekuć w coś lepszego. Nie będzie idealna, albo będzie sobą. Nie może zlikwidować swojej złej części, ale może ją ujarzmić i odbić. Nie są dwiema różnymi osobami, tylko jedną. Są jednością, tak samo jak ona jest jednością z Mocą. Było to trudne do pojęcia i nie rozumiała wszystkiego, ale nie o to teraz chodziło. Miała pokazać swoją siłę i zamierzała to zrobić.
Skupiła się na murze tym razem jednak opierając się nie na swojej sile woli i fizycznych możliwościach, ale na głębszych aspektach Mocy. Nie była tutaj sama. Nigdy nie była sama i zawsze to czuła, odkąd była dzieckiem, teraz tylko musiała nie tyle to sobie uświadomić, co po prostu ten stan rzeczy zaakceptować i pozwolić by zaczął działać tak, jak powinien. Zrobiło się oślepiająco jasno, a Mirax miała wrażenie, że krzyczy, choć nie słyszała żadnego dźwięku.

- Żyje ona żyje!!
Otworzyła powoli oczy, ból promieniował na całe ciało, chciała krzyczeć z bólu ale z jej ust wydobył się jedynie cichy jęk. Rozmazane sylwetki przed oczami, jakieś... dzieci... czuła że ją niosą, nie wiedziała gdzie ani dlaczego, coś było nie tak, lecz nie potrafiła tego określić. Zemdlała.

Czuła że znajduje się na pokładzie jakiegoś statku, zdecydowanie nie była na planecie, jej mięśnie działały inaczej, chciała wstać lecz nie potrafiła się poruszyć. Szeroko otwarte oczy spostrzegły młodą jasnowłosą dziewczynkę, pochylającą się z troską na twarzy nad leżącą Mirax. Kobieta chciała się uśmiechnąć, jednak ból nie pozwolił jej na to, miała wrażenie jakby jej ciało nie słuchało się wcale.
- Odpoczywaj, rakghule bardzo ciężko cie zraniły, tata mówi, że uratowałaś nam życie, i że teraz my uratujemy twoje i jesteśmy kwita. Mama potem bardzo płakała, bo wszyscy się martwiliśmy.
Dziewczynka mgła mieć z osiem lat, a jej oczy były pełne łez. Mirax nie rozumiała co się stało. Paplanie blondynki znużyło ją, oczy same się zamknęły, zasnęła.

Mężczyzna który siedział przy łóżku był już nieco szpakowaty, i zdecydowanie znajomy. Patrzył na Mirax z góry ze smutnym wyrazem twarzy.
- Przespałaś trzy dni, jesteśmy teraz gdzieś w przestrzeni Huttów, na pewno Imperium ściga nasz statek, podobnie jak inne z nadajnikami z Taris, - Jego głos był miły i spokojny, zaś twarz wyrażała bardziej zmartwienie niż smutek,
- zrobiliśmy co mogliśmy żeby cię uratować, byłem pewien że nie żyjesz po tym jak porąbałaś te raghule, ale Maria nie dała za wygraną, reanimowała cię cały czas, i nagle się ocknęłaś, nie jesteśmy złymi ludźmi, ale sama rozumiesz, nie wiedzieliśmy o tym kim jesteś...
Może, kiedyś w jakimś innym świecie...
Chcę powiedzieć... muszę cię wysadzić na najbliższej planecie, to Toydaria, rozmawiałem już z moim znajomym, obiecał przygarnąć cię do momentu wyleczenia. I... to twoje...

Mężczyzna podał jej niewielki przypominający gryzak w kształcie bambusa przedmiot, Mirax odruchowo wyciągnęła rękę, a raczej małą pokrytą futerkiem i bandażami łapkę. Spojrzała w dół, to nie było jej ciało. Mężczyzna był pewien że zachowanie Jedi jest efektem szoku, czekał więc cierpliwie z wyciągniętą ręką aż objęła rękojeść swojego miecza.

Wspomnienia uderzyły błyskawicznie, wiedziała jak walczyć, pamiętała jak stworzyła ta broń, jak nosiła ją ze sobą w pyszczku. Jak udawała... zaraz nie, to nie mogła być prawda. Mirax zamrugała oczami i wykrztusiła z siebie chrapliwe obco brzmiące słowa.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 10 Lip 2017, o 18:20

Walka, wściekłość, strach, determinacja. Światło, jasność, krzyk bez dźwięku, ciemność. Coś się skończyło i coś się zaczęło, choć początkowo Mirax nie wiedziała w ogóle co się dzieje. Była niesiona, leżała, czuła ból i nie była w stanie się ruszyć. widziała obce sobie twarze, które coś do niej mówiły i choć rozumiała słowa, to nie rozumiała o co w nich chodzi. co chwile odpływała w niebyt i za każdym razem obiecywała sobie, że jak tylko poczuje się lepie to wyjaśni sprawę i to co właściwie się wydarzyło w bunkrze. Czuła też, że coś jest nie tak, ale nie potrafiła tego wychwycić.
ponownie się obudziła. Wszystko ją bolało i choć czuła się dziwnie, to jednocześnie miała wrażenie, że sił jej przybywa i wraca powoli do świata żywych. Spojrzała na mężczyznę, choć nie rozumiała żadnego ze słów jakie mówił. Nie wiedziała o co chodzi. Potem wyciągnął w jej stronę jakiś przedmiot, a ona... i tu zaczęło się najdziwniejsze. Nagle zdała sobie sprawę z tego, co było nie tak. Ona sama była nie taka jak powinna. Jęknęła otępiała nic nie rozumiejąc z tego, co się stało i jak się stało. Wpadła w panikę, zaczynając gwałtownie oddychać. jej umysł został zalany wspomnieniami, które mieszały się ze sobą. Jak mogła być dwiema osobami na raz? Podźwignęła się, czując przeszywający ból. Było to trudne, ciało nie chciało jej słuchać, było inne, mniejsze, miało inny zakres ruchowy, do tego nie miała rąk tylko łapki, które nie do końca chciały ją słuchać.
- Co... co się stało...? Gdzie ja jestem...? - wychrypiała nieswoim głosem, a słowa przychodziły jej z trudem, ponieważ inna budowa krtani, sprawiała, że Mirax z początku nie wiedziała jak powinno się mówić.
Skuliła się kuląc po sobie długie uszy. Miała długie uszy! I nie tylko! Odwróciła głowę w stronę mężczyzny i spojrzała na niego mocno zdezorientowanym i nic nierozumiejącym wzrokiem. Jak to się stało? Jak mogło się stać? Była przecież człowiekiem, nie mogła być zwierzęciem! To niemożliwe! Do tego te wspomnienia. Miecz świetlny. Jego konstrukcja. Pamiętała jak się go budowało, jak ona... nie, nie ona, ktoś inny go budował. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Tamta walka, którą podjęła z samą sobą... coś musiało pójść bardzo nie tak. Bardzo, bardzo nie tak. Tylko jakim sposobem mogła zmienić ciało? A może umarła? Tak wiele pytań!
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 11 Lip 2017, o 14:04

- Co... co się stało...? Gdzie ja jestem...? - wychrypiała nieswoim głosem, a słowa przychodziły jej z trudem, ponieważ inna budowa krtani, sprawiała, że Mirax z początku nie wiedziała jak powinno się mówić.
Poczuła na swoim niewielkim ciele dotyk czyjejś dłoni. Ktoś ją głaskał i chyba coś do niej mówił. Młoda dziewczyna. Była ładna. Przypominała... Mirax. Momentalnie zaczęła odpływać w nieświadomość szybciej niż by tego chciała. Miała tyle pytań, które chciała zadać. Chciała odpowiedzi.
- Tato! Ona znowu to robi... - usłyszała jakiś kobiecy głos gdzieś z oddali choć była pewna, że jego źródło było znacznie bliżej.
- Szybciej... podaj jej... - Jakiś mężczyzna pojawił się w pobliżu. Nie zdążyła się dowiedzieć co miała podać.

***

Mirax Eygan umarła. We śnie. Wiele razy. Sen za każdym razem był ten sam. Widziała samą siebie padającą na kolana. Słyszała swój śmiech. Był zły i okrutny. Jednocześnie jej i nie jej. Odlatywała. Wznosiła się nad ziemią. Nabierała wysokości a Mirax padała w końcu i umierała. A może tylko zasypiała? Potem sen się powtarzał. I tak wiele razy. Za każdym, razem dostrzegała nowy szczegół coś co umykało jej wcześniej.
Mirax Eygan umarła.

***

Otworzyła oczy. Czuła się inaczej i lepiej. Była silniejsza. Nie taka oderwana od ciała jak za pierwszym razem. Jak podczas ostatnich, no własnie ilu dni? Nie potrafiła określić jak długo trwała w tym przeplatającym się ciągu majaków i rzeczywistości. Z pewnością było to wiele dni. Rozejrzała się.
Leżała na koi - dużo za dużej na potrzeby jej nowego ciała - w pomieszczeniu, które mogło być tylko niewielką sypialnią na jakimś frachtowcu. Nad sobą miała górną pryczę na której ktoś spał. Sądząc po cichym i spokojnym oddechu była to ta sama dziewczyna, która ją głaskała. A może nie wywnioskowała tego a wyczuła to? Zapach? Moc? Nie miało to większego znaczenia. Całe pomieszczeni tonęło w półmroku, które rozjaśniał tylko delikatny blask przypodłogowego oświetlenia.
Nie licząc delikatnych wibracji i mruczenia pracujących silników na statku było cicho. Choć nie było to łatwe do określenia coś jej mówiło, że cała załoga śpi a ona właśnie obudziła się podczas pokładowej nocy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 11 Lip 2017, o 19:44

Świadomość nie trwała długo i nie przyniosła żadnych odpowiedzi. Znów odleciała. Niepokojące sny ją nawiedzały, choć może to była jawa, a nie sen? Nie chciała umierać, za nic nie chciała umierać, nie tak to miało wyglądać. Działo się tak wiele i tak szybko, że nie wszystko pojmowała, wiele jej umykało i nie była w stanie rozeznać się w rzeczywistości. Była przerażona i zdezorientowana.
W końcu jednak znów się obudziła, gwałtownie otwierając oczy. Leżała czując, że jej ciało nie jest jej ciałem. Czyli to jednak nie był sen. Naprawdę się zmieniła, albo przeniosła, albo stało się coś, czego kompletnie nie pojmowała. Jej wiedza była zbyt mala.
Wszystko wokół spali. Słyszała to i czuła. Tylko ona jedna czuwała, leżąc na zdecydowanie zbyt dużym łóżku. Perspektywa z której patrzyła była dziwna. wszystko wokół wyglądało dziwacznie i duże. Mirax jako Mirax nie należała do wielkich, wręcz przeciwnie, była drobną kobietą, drobniejszą nić przeciętne, ale teraz? To było coś zupełnie innego. Poruszyła się niepewnie wypróbowując nowe ciało. Jedna łapa, druga lapa, trzecia łapa, czwarta łapa. Poruszyła ogonem. Odetchnęła zamykając oczy i czując że to wszystko zdecydowanie ją przerasta.
Co się stało? Jak to się stało? czy to możliwe? Jak...? Jak...?
Musiała odetchnąć kilka razy, żeby się uspokoić. w ten sposób niczego nie załatwi, niczego się nie dowie. Czuła się teraz silniejsza i bardziej pewna swego, postanowiła więc spróbować się podnieść, a potem wstać z łóżka. To ostatnie było trudniejsze, ponieważ podłoga znajdowała się niżej, niż sięgały jej łapki. Spadła niezgrabnie, ale nie czyniąc większego hałasu. Skrzywiła się i podniosła, zerkając w górę, na górną pryczę, gdzie leżała jakaś dziewczyna. Czuła jej spokój i ją samą też zalał spokój. Cokolwiek się stało, zawdzięczała im życie, a raczej to ciało zawdzięczało... chyba.
Odwróciła się stawiając niepewne kroki. Chodziło się dziwnie... miękko i chwiejnie, ale to chyba przez jej brak wprawy. I do tego ogon! Omal się o niego nie potknęła, zataczając się pod ścianę. To ciało było dziwne. Musiała sprawdzić, musiała się zobaczyć. Czuła rosnący niepokój, zaczęła się gorączkowo zastanawiać nad tym, w jakie szambo się wpakowała. A może została wpakowana? Ciężko było jej to teraz roztrząsać.
Nie czuła się zbyt pewnie na dwóch łapach, a przynajmniej jeszcze nie. Opadła na przednie od razu łapiąc lepszą równowagę. Ta pozycja wydawała się jej być irracjonalnie nienormalna, ale na tę chwilę nie miało to znaczenia. Musiała się w tym jakoś odnaleźć.
Wyszła cicho z kajuty, z zamiarem rozejrzenia się po statku.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lip 2017, o 14:22

Statek tonął w ciemności i osobliwej grze światła i cienia. Czuła atmosferę spokoju, ładu i harmonii, który bił z tej scenerii. Sen wręcz wylewał się na puste korytarze i ładownie. Zupełnie nie czuła zagrożenia i niebezpieczeństwa. Pomyślała, że może znowu śni; jeżeli jednak był to sen to pierwszy raz czuła się bezpieczna i niezagrożona. Pierwszy raz od bardzo dawna. Taris i wszystkie przeżycia z nią związane ledwo co zaznaczały swą obecność we wspomnieniach Mirax. Jawiły się w jej pamięci niczym odległe wspomnienia z dzieciństwa o czasach i ludziach które przeminęły. Znacznie gorsze były sny.
Ostrożnie ruszyła zwiedzać statek. Jej lekki i cichy chód był zaskoczeniem dla niej samej. Plastalowa podłoga korytarza nie reagowała na ciężar jej nowego ciała; nigdy nie sądziła, że będzie jej brakować odgłosu własnych kroków. Albo możliwości noszenia butów.
Statek był koreliańskiej konstrukcji i nie był "jajowaty". Tyle udało się jej ustalić. Nie potrafiła go rozpoznać z konkretnego modelu jednak pewne elementy, szczegóły i rozwiązania funkcjonalne dawały jej wyraźny sygnał: "Hej, pochodzę z Korelii".
Kolejną rzeczą jaką udało się jej ustalić to całkiem spora liczba pasażerów. Wyczuwała dwanaście osób. Część z nich była dziećmi. Wszyscy byli ludźmi. Rozlokowani byli na dolnym poziomie statku w ładowniach (w kabinach zabrakło miejsca dla wszystkich). Ładownie były zagracone do granic możliwości pospiesznie pakowanym dobytkiem; wyraźnie znać było, że na statku znajdowali się uchodźcy z Taris.
Ostatnią rzeczą - którą udało się jej ustalić - było to, że statek znajdował się w nadprzestrzeni. Ustalenie tego nie było trudne. Wystarczyło wejść do kokpitu i zobaczyć na zewnątrz świetliste smugi.
Mniej więcej w tym czasie poczuła wielkie uderzenie najzwyklejszego głodu. Czuła, że bez najmniejszego problemu wciągnęłaby dwa razy tyle co sama ważyła. Ruszyła w kierunku w którym według niej powinna być kuchnia.

Zimny pokład pod łapkami, wszystko znacznie większe i znacznie wyżej niż była przyzwyczajona, cichutki stukot pazurków był na swój sposób przyjemny. Mniej przyjemny był ból w poranionych łapkach i głowie. Nie wiedziała kim była. Chyba, jej ciało bardzo sprawnie poruszało się, jak tylko przestawała się nim interesować, naturalne odruchy, pamięć mięśniowa, czy może coś więcej. Zorientowała się że porusza ogonem a kolor jej futra dostosowuje się naturalnie do barwy korytarza, maskowała się, czemu? To i wiele pytań musiało jakiś czas pozostać bez odpowiedzi. Nagle bez ostrzeżenia przez jej umysł przebiła się wizja, iskra bólu i cierpienia. ONA.

Drobna kobieta w sukience w kwiaty szła przez szereg potężnych bestii. Rakghule najróżniejszych rozmiarów i kształtów. Cofały się ze strachem przed Śmiercią w sukience w kwiaty. Uważny obserwator mógłby spostrzec niewielkie wybrzuszenia na kształtnych skądinąd plecach, spostrzegł by pewnie błyskający z wcięcia w sukience popielaty pancerz jakiegoś stworzenia. Nie było jednak nikogo kto zwracał by baczną uwagę na idącą środkiem kobietę. Bestie, strzępy ciał i zapach strachu i śmierci. Dziewczyna w sukience w kwiaty podeszła do kordonu bestii, za ich plecami znajdowała się dwójka ludzi. Mistrz Indyk, z porwanym nieco ubraniem, oraz Twillekanka, na jej niebieskiej skórze widniały liczne sińce i zranienia. Oboje sztywno patrzyli w oczy nadchodzącej kobiety.
Stanęła niespełna metr przed nimi. Mężczyzna widział jakie zmiany zaszły w jego uczennicy, skóra pociemniała, delikatne ramiona do łokci pokrywała skorupa z zaschniętej krwi i strzępów ciała, również stopy i sukienka były ubrudzone krwią. Mistrz spojrzał na błyszczący na piersiach kobiety potężny złoty amulet. Nie musiał pytać, był pewien co nosiła Królowa.
- Przekażecie Imperium że Taris należy teraz do mnie, nie życzę sobie żadnych okrętów na orbicie. Wiesz dobrze co mogę z nimi zrobić. Mistrzu. – Głos dobiegał z ust kobiety która była kiedyś Mirax, lecz z całą pewnością nie należał do dziewczyny, był mroczny, przerażający, zły. Dochodził jakby z głębi z dziwnie modulowaną intonacją. Ostatnie słowo zabrzmiało wybitnie gorzko.
- Jeżeli Imperium spróbuje zaatakować mój dom, musi liczyć się z moją odpowiedzią. Przekaż swoim mocodawcom że jestem otwarta na negocjacje. A teraz precz.
-Nie udało ci się jej zniszczyć, ona wróci.

Odgłos ciosu, zlał się z wyciem bólu mężczyzny. Kobieta ledwo go dotknęła, a mimo to wił się wyjąc z bólu na ziemi.
- Jeśli wróci, będę na nią czekać, mam czas mnóstwo czasu powiedziała szeptem gładząc wiszący na szyi amulet. Wiedziała że wróci, i wiedziała że starcie które ją czeka będzie niezwykle trudne. Lecz miała czas. Mnóstwo czasu.
Bestie zabrały mężczyznę i kobietę prowadząc ich do niewielkiego promu, jednego z nielicznych pozostałych na powierzchni planety. Maszyna wzniosła się w przestworza, zmierzając w kierunku czekającego na orbicie Gwiezdnego Niszczyciela.
- Nie strzelajcie, mamy przesłanie z planety! Nie strzelajcie, mamy przesłanie z planety!
Nadawany ciągle komunikat najwyraźniej poskutkował, albowiem nikt nie aktywował baterii turbo. Misja w którą się udali i tak była samobójcza, Królowa zadbała o to by zostali zarażeni przed opuszczeniem planety. Mimo to Ind’yk pragnął ostrzec innych. Musieli wiedzieć.
Szturmowcy odprowadzili ich do pokoju przesłuchań, cały czas zachowując bezpieczną odległość, również przesłuchujący ich oficerowie znajdowali się za polem siłowym. Rozmowa nie trwała długo.
Nietykalność, zakaz lotów i całkowity brak ingerencji Imperium, Taris ma być pozostawione samemu sobie i wyjęte spod jurysdykcji imperium, wszystko co jest na powierzchni należy teraz do Królowej Rakghuli. Jakikolwiek atak będzie odparty z pełną mocą.
Mistrz spojrzał na bezduszne oko kamery. Był już zmęczony, bardzo zmęczony.
- Rozumiem że nie tylko wy oglądacie ten przekaz, zniszczenie tego okrętu będzie demonstracją mocy Królowej.
-Co?
-To jakiś żart…

Potworny zgrzyt przerwał słowa oficera, chwilę później dołączyły do niego przeraźliwe wrzaski załogi. Okręt ściśnięty niewidzialną siłą zaczął się powoli kruszyć. Miażdżony w bezlitosnym uścisku mocy. Z pokładu wystrzeliły setki kapsuł większość pomknęła w stronę planety, zaś uwięzieni w nich ludzie mogli tylko patrzyć na zagładę swojego okrętu. Ten zaś zamienił się w niekształtny zmiażdżony wrak z poskręcanej durastali tu i ówdzie targany wybuchami.

Daleko na powierzchni planety, dziewczyna w sukience w kwiaty ciężko oddychała, zniszczenie gwiezdnego niszczyciela wiele ja kosztowało. Demonstracja była jednak niezbędna, Królowa otarła krew cieknącą jej z nosa, głupa słabość. Pozbywała się ograniczeń, jednego po drugim. Już wkrótce będzie dysponować pełnią władzy. Patrzyła na spadające z góry kapsuły, niczym deszcz gwiazd, w środku byli jej nowi poddani, czy też niewolnicy jak zapewne będą się określać. Zły uśmiech wykrzywił ładną skądinąd twarz. Ona im pokarze.
- Na kolana przed Królową!!
Mężczyzna stojący na skraju podwyższenia nie szczędził płuc, widząc nadchodzącą kobietę. Zgromadzeni na placu ludzie otoczeni przez krwiożercze bestie natychmiast padli na ziemię, pamiętali jeszcze niedawny pokaz siły. Teraz widząc spadające niczym deszcz meteorytów kapsuły ze zniszczonego ISD wiedzieli już że Moc kobiety jest ogromna.
- Jestem waszym BOGIEM!

Mirax otrząsnęła się siedząc tyłkiem na podłodze frachtowca, ktoś stał przed nią,
Tu jesteś, właśnie cię szukałem pora chyba coś zjeść, zawsze z nami jadłaś Dziewczyna przykucnęła zniżając się do poziomu stworzenia. Spoglądała w spokojne i nieco zatroskane oczy. Ale główną uwagę przyciągnęła spora miseczka wypełniona czymś bardzo apetycznie pachnącym. Głowa i pyszczek same wędrowały za jedzeniem.
lepiej się już czujesz?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 12 Lip 2017, o 19:14

Z każdą chwilą coraz lepiej jej szło poruszanie się w nowym ciele. Chyba nowym. Mirax nie wiedziała co się dzieje, czuła się otumaniona i jakby wszystko wokół niej było jakimś dziwnym majakiem. A jeżeli to był sen, to inne obrazy musiały być koszmarami. Mimo wszystko była dziwnie spokojna, choć jednocześnie brak wiedzy, rozeznania oraz ogólne niezrozumienie sytuacji sprawiało, że czuła się zagubiona. Mimo wszystko wyczuwając statek, jego spokojny lot oraz równie spokojnych pasażerów, sama zaczynała tchnąć spokojem. Dawno czegoś podobnego nie czuła. Od dłuższego czasu był tylko strach, niepokój, ciągła gonitwa, a teraz...?
Musiała siebie zobaczyć. Nawet nie wiedziała kim jest, w czyim ciele się znalazła i co się stało z tym kimś, do kogo należało. To były tak surrealistyczne myśli, że miała ochotę się zaśmiać i pewnie by się zaśmiała gdyby nie było to tak przerażające.
Dziwny nienormalny dla niej spokój został przerwany nagle i bez ostrzeżenia. Wizja, która się przed nią roztoczyła sprawiła, że zachwiała się na łapkach i upadla. Zachłysnęła się powietrzem, widząc siebie, a właściwie swoją złą wersję, która triumfowała na Taris, przejmując władze nad rakghulami i siejąc chaos, strach i śmierć. Widziała swojego mistrza, człowieka, który ją zdradził, ale którego nigdy by nie skrzywdziła. Widziała jego ból i strach, a także determinację. Nawet teraz w nią wierzył. Ale czy ona wierzyła w siebie? Czy nie oczekiwał od niej zbyt wiele?
Otrząsnęła się po dłuższej chwili czując jak potężny ciężar zawiesza się na jej duszy. Na Taris rozegrała się tragedia i to większa niż sama plaga rakghuli. A ona do tego dopuściła. Była zbyt słaba by walczyć ze swoim mrocznym odbiciem. Musiała to zmienić. Podniosła łebek widząc kogoś przed sobą. To był ten sam mężczyzna co wcześniej. Po chwili dostrzegła miseczkę i jedzenie. Była strasznie głodna i nie namyślając się wiele zaczęła jeść. Zachowywała się jak zwierzę! Kim ona była? tak wiele pytań!
Dopiero po chwili podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę. Skinęła delikatnie.
- Tak. Dziękuję. Za ratunek, za jedzenie... za wszystko... tylko, że... - pokręciła łebkiem.
Nie wiedziała, co ma zrobić, co powiedzieć. Że nie jest tym, kim sądzi? Że nazywa się Mirax Eygan i jest człowiekiem, a nie kupą futra? Nie, żeby to ciało było jakoś szczególnie złe. Była mala, miała futro, które zmieniało barwę, najwyraźniej potrafiła posługiwać się basiciem, a do tego najwyraźniej miała wiele wspólnego z Mocą i posiadała miecz świetlny. Kto w obecnych czasach miał miecz świetlny? Albo jakimś sposobem ją zdobywał nielegalnie, albo, no właśnie, albo miał coś wspólnego z zakonem Jedi.
- Nie pamiętam... nic nie pamiętam... jak się nazywam? Kim jesteście? - spojrzała na niego wielkimi oczami, widząc w jego twarzy autentyczną troskę i czując bijące od niego dobro. Był dobrym człowiekiem, wszyscy na tym statku byli dobrzy i zasługiwali na lepszy los.
Postanowiła zagrać kartą amnezji, może dzięki temu dowie się czegoś więcej o swojej osobie, a raczej o osobie, której ciało obecnie zamieszkiwała. Może to jej pomoże, a może z czasem będzie mogła wyodrębnić więcej wspomnień i szczegółów z pamięci ciała. A przede wszystkim - musiała dowiedzieć się jak to odkręcić.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lip 2017, o 23:49

- Nazywam się Tori Rohlar, Ci wszyscy ludzie na statku to moja rodzina, a Ty do tej pory byłaś Panią Dziurką... Głupie imię wiem... Teraz pewnie się dowiem jak masz naprawdę na imię. - Powiedziała dziewczyna siadają w mesie przy niewielkim stoliku. Mirax siedziała na stole i miała przed sobą kubek czegoś co Tori nazywała "czekoladą na gorąco". - I rany... Nie dość, że umiesz mówić to masz jeszcze najprawdziwszy miecz świetlny! Ja cię nie mogę! Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że mój pupil będzie stawał w mojej obronie wyśmiałabym go. Dlaczego do tej pory się nie ujawniłaś co? Myśleliśmy wszyscy, że jesteś tylko zwierzęciem... Wybacz. Po prostu Twój wygląd nas wprowadził w błąd. To wszystko wydarzyło się tak szybko... Ja... Ja nie wiem. Nie wiele rozumiem. Tam zostali moi przyjaciele. - Dziewczyna momentalnie posmutniała i zmieniała temat.
Mirax wyczuła, że dziewczyna - choć spokojna - jest zagubiona nie bardziej niż ona sama. Szybko domyśliła się tego stanu rzeczy. Nie było to wcale trudne. Rodzina Rohlar właśnie straciła całe swoje dotychczasowe życie. Wraz z końcem Taris nastał początek licznych nieszczęść wielu milionów istnień. Nieszczęść przy których szybka śmierć była niczym błogosławieństwo. Eygan wyczuwała, też podświadomie, że jej obecność wpływa na dziewczynę i działa na nią uspokajająco. Postanowił nic z tym nie robić tylko obserwować i czekać.
Dziewczyna zaczęła szlochać.
Przestała po chwili i zaczęła cicho mówić.
- Byliśmy tacy szczęśliwi. Dlaczego to się musiało nam przytrafić? Niedawno wrócił do nas nasz Tata. Wszyscy myśleliśmy, że zginął z rąk jakichś piratów przed kilkoma laty, a tu się nagle okazało, że żyje! Przecież byłaś przy tym, prawda? Znasz całą naszą rodzinę co? Wiesz, że tata był niewolnikiem i udało mu się uciec?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 13 Lip 2017, o 14:08

Przenieśli się z korytarza do mesy. Mirax wylądowała na stole i przyglądała się ciekawie, choć ze spokojem, dziewczynie, która ją nakarmiła. Czuła żal, że w pewien sposób zawiodła ją i jej rodzinę, choć na dobrą sprawę to wcale nie była ona. Z drugiej strony gdyby nie Mirax i jej udział w wyzwoleniu zarazy, najprawdopodobniej nie widziałaby teraz ani ona, ani nikt inny.
Przysłuchiwała się ciekawie słowom dziewczyny starając się wydobyć z nich jak najwięcej informacji. Teraz wiedziała już, że to ciało, teraz jej ciało, funkcjonowało jako pupilek domowy... Najwyraźniej istotna... właściwie nie wiedziała jak miała ją, to... całą tą sytuację określać. Czuła się rozdarta - była i nie była sobą i to było kłopotliwe. A więc była pupilkiem rodziny, czyli owa Jedi tak przetrwała upadek zakonu, stała się zwierzątkiem, potulnym i dobrym. Mirax poczuła napływ ciepłych uczuć. Kimkolwiek była właścicielka ciała, nie przeszkadzała jej ta rola, a co więcej, kochała tych ludzi, skoro stanęła w ich obronie. Zrobiło jej się żal. Czy była godna takiego ciała? Z taką przeszłością i tak niezłomnym charakterem i czystą duszą? Teraz to ona była jego spuścizną.
- Nic się nie stało... to ja przepraszam. - powiedziała całkowicie szczerze.
Skuliła się, a po chwili przysunęła bliżej dziewczyny, chcąc jej dodać otuchy. Podobnie jak ona sama, była zagubiona i przerażona i najwyraźniej nie radziła sobie ze zmianami. Nie mogła jej powiedzieć, że nie jest "Panią Dziurką", że on odeszła, być może umarła, a jej miejsce zajęła Mirax Eygan. To by jej złamało serce. Przysunęła pyszczek do ręki dziewczyny.
- Nie płacz, wszystko się jakoś ułoży. Po deszczu, zawsze w końcu wychodzi słońce. A ja... przepraszam, ale nic nie pamiętam. Nie pamiętam jak się nazywam, jak naprawdę się nazywam, nie pamiętam, jak u was znalazłam... nic nie pamiętam...
Powiedziała cicho, słabo, jednocześnie wkładając w słowa spokój. Nie chciała ranić dziewczyny jeszcze bardziej, choć nie była jej rodziną, czuła, że się nią stanie, że musi się stać. Cokolwiek się wydarzyło, Mirax musiała jakoś się w tym odnaleźć. Nie zmieni póki co swojego losu i formy, czy tego chciała czy nie, musiała podjąć grę i odnaleźć własną drogę. Może dostała drugą szansę? Szansę na poprawę i naprawdę? Albo szansę na zapobieżenie najgorszemu.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lip 2017, o 21:52

- Och... to takie dziwne. - Powiedziała w końcu Tori gdy się uspokoiła. A trwało to chwilę. - Nigdy nie myśleliśmy, że możesz być kimś... W sensie świadomą osobą. A nie tylko zwierzakiem... No... Cóż przepraszamy Cię.
Tori uśmiechnęła się a jej napuchnięta od płaczu twarz rozpogodziła się na moment. Mirax poczuła się odrobinę dziwnie. To ją powinno się pocieszać. A może właśnie, nie? Może tak było lepiej? Różne pytania w jej głowie rodziły się i momentalnie gasły; sytuacja była zagmatwana.
- Powiedz... Bo... - Tori spoważniała a w jej oczach pojawiły się iskierki ciekawości i fascynacji. - Czy ty jesteś... Jedi? - Ostatnie słowo wypowiedziała wyraźnie ciszej. Tak jakby bała się, że ktoś ją może usłyszeć.

Z kokpitu dało się usłyszeć kilka sygnałów zapowiadających wyjście z nadprzestrzeni. Chwilę później, gdzieś na statku otworzyły się drzwi jakiejś kajuty.
- O... Tata chyba wstał. Na pewno też będzie chciał z Tobą porozmawiać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Saine Kela » 16 Lip 2017, o 12:18

Dziewczyna najwyraźniej nic nie rozumiała i drobne aluzje, które Mirax starała się przesłać niewiele dawały. Jak widać była ona załamana i nie dawała sobie rady z obecną sytuacją, ale i Eygan czuła się źle. W końcu z człowieka stała się futrzastym zwierzątkiem, czego nie planowała i nie chciała, a do tego nie wiedziała jak to się stało, co ma zrobić, jak odzyskać ciało i jak powstrzymać złą wersję siebie, która przejęła kontrolę nad jej ciałem. Dużo spraw jak na tak małego futrzaka, a choć nieco się dowiedziała, nadal nie miała pojęcia od czego zacząć, co ma zrobić i jak wybrnąć z tej sytuacji. No i wciąż nie czuła się pewnie w tym ciele, a przede wszystkim, czuła się dziwnie. To było mocno kłopotliwe i wytrącało ją z równowagi, ale mimo wszystko patrząc na tę dziewczynę, nie mogła powstrzymać się przed tym, by się do niej nie przesunąć, chociażby trochę pocieszyć, przez swoją obecność. Dlaczego to robiła? To nie było jej obowiązkiem i nie była tym stworzeniem, które dziewczyna tak dobrze znała.
- Nie masz za co przepraszać, nie doznałam od was żadnej krzywdy, wręcz przeciwnie. - na jej pyszczku pojawiło się coś na kształt uśmiechu.
Może i nie była tą samą istotą, ale to, co mówiła było prawdą. Zaopiekowali się nią, byli mili, dobrzy, troskliwi. Nie znała ich, ale nie wątpiła, że gdyby była tą znaną im "Panią Dziurką", z pewnością byłabym im tak samo wdzięczna jak obecnie ona sama, jako Mirax Eygan. Dotknęła pyszczkiem jej ręki ocierając się o nią lekko. Nie wiedziała dlaczego to robi, ale czuła, że tak powinna. Z kolei na pytanie dziewczyny nie odpowiedziała od razu. Było to dość kłopotliwe. Uniosła się i usiadła na zadku, przekrzywiając lekko łebek na bok, a po chwili spuściła głowę.
- Nie. Już nie. - odparła cicho.
I to było prawdą. Poprzednia właścicielka ciała może i była Jedi, było to praktycznie pewne, ale Mirax choć władała Mocą, z Jedi nie miała wiele wspólnego, poza swoim przodkiem. Nie wiedziała, co mogła ona sobie myśleć o tej kwestii po upadku Zakonu, jak siebie postrzegała, czy nadal uważała siebie za Jedi, choć Zakon już nie istniał, cokolwiek jednak było prawdą i rzeczywistym postrzeganiem tej istoty, przestało nim być z chwilę, gdy pojawiła się Mirax. Tak więc nie była już Jedi i nie zasługiwała na te miano.
Słysząc dźwięk dochodzący z kokpitu, Mirax nastawiła uszy i spojrzała na Tori. Skinęła jej głową, a następnie całkiem zgrabnie zeskoczyła ze stołu. Kontrolowanie tego ciała szło jej coraz lepiej, sprawniej i naturalniej. Przynajmniej nie będzie się potykać o własne łapy. Miała ochotę wyć z rozpaczy, ale nie mogła. Chciała zwinąć się w kulkę i udawać, że to się nie dzieje, ale nie mogła. Chciałaby wykrzyczeć na głos, że nie jest tym, kim sądzą, że jest, ale nie mogła, bo nic by to nie dało. Jedynie co mogła, to iść dalej i szukać rozwiązania na nurtujące ją pytania, nawet jeżeli miało to oznaczać, że będzie przemierzać galaktykę pod postacią puchatego zwierzątka.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 490
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Taris Podmiasto [Elizjium]

Postprzez Mistrz Gry » 17 Lip 2017, o 09:00

***

Statkiem zatrzęsło. Wszyscy zgromadzeni w kokpicie zamarli z przerażenia; wstrząsy przy wychodzeniu z nadprzestrzeni nie były czymś niespotykanym. Ogólnie lepiej by ich nie było w ogóle, jednak czasem się zdarzały, co było jasnym sygnałem do tego by wykonać przegląd napędu. Tym razem jednak było inaczej. Statkiem zaczęło trząść na pół minuty przed wyjściem z nadprzestrzeni.
- Tato... Czy to... Normalne? - Zapytała Tori. Mirax - która siedziała na kolanach dziewczyny - poczuła jak ta zaciska na jej futrze dłonie ciągnąc je nieprzyjemnie.
- Nie wiem, Ti. Nie powinno ich być. - Odezwał się mężczyzna pilotujący statek i sięgnął do konsolety nad jego głową i przestawił kilka przełączników.
Był w trudnym dla zidentyfikowania wieku. Wydawał się być albo bardzo mądrym i doświadczonym czterdziestolatkiem albo wyjątkowo dziarskim sześćdziesięciolatkiem. Mirax nie potrafiła tego jednoznacznie ocenić.
Drgania ustały co oznaczało, że działania pilota odniosły zamierzony skutek.
- Coś się dzieje... - Mruknął do siebie ojciec Tori.
- Wyjdziemy za dziesięć sekund. - Powiedział jakiś inny głos.
Atmosfera w kokpicie zrobiła się jeszcze gęstsza; ciężko się oddychało. Mirax to jednak pasowało bo przynajmniej nikt nie zwracał na nią uwagi. Przynajmniej na ten krótki czas miała trochę spokoju.
W końcu statek wyszedł z nadprzestrzeni. Wszyscy przysunęli się bliżej iluminatorów by przyjrzeć się planecie, która na nich czekała. Mirax nie widziała za wiele.
- YV929 "Miss Hole" tutaj Imperialny okręt patrolowy "Fist". Przygotujcie się na kontrolę pokładu. Prześlijcie manifest.
- Kurwa, mać... - Rzucił Tata Tori.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Mirax czeka niezłe trzepankoa na gamorrze
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5004
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Archiwum

cron