Content

Tatooine

[Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Image

[Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lut 2013, o 22:29

Gracze Alice i Bolo MG Renno Tresta

Niewielki przysadzisty budynek nie wyróżniał się zbytnio od reszty podobnych okolicznych budynków. Położony przy samej granicy miasta, nieopodal kosmoportu i dzielnicy przemysłowej lokal, stał się miejscem spotkań bardzo szemranego towarzystwa. Nic dziwnego, prowadzący go Jon był szanownym w półświatku przedsiębiorcą posiadającym dobre zabezpieczenie dla swoich interesów. Od Pewnego czasu jego siedzibę stanowił właśnie bar Matomhot. Zwykła speluna z centralnie umieszczonym barem i lożami dla klientów przyklejonymi do zewnętrznych ścian budynku. Po tym jak Jonowi odstrzelono czwartego bramkarza wycofał się on całkowicie z zakazu wnoszenia do wnętrza broni. W środku panowała jednak zasada, że rzeczy odstrzelonego należą do właściciela lokalu. Jon dorobił się w ten sposób całkiem fajnej kolekcji egzotycznych broni, których nikt nie chciał kupić. W panującym w spelunie zaduchu i hałasie wyróżniał się podest dla tancerki. Od czasu do czasu występowała na nim striptizerka, czasami była to jedna z kelnerek, czasami jakaś niewolnica należąca do któregoś z gości.
Image

Jon dostarczał wszelkie potrzebne towary zaś jego pracownicy dbali o ich upłynnianie i wszyscy byli zadowoleni. Informacje, prochy, broń, niewolnicy, kupcy mogli dostać to czego akurat potrzebowali zaś sprzedający odpalali działkę Jonowi i interes się kręcił. Mężczyzna zaczął myśleć o ustatkowaniu się, podobno jego wybranką miała zostać córka poprzednich właścicieli lokalu Alice Ebeltron. Pewnie to poczucie bezpieczeństwa sprawiło, że Jon zdecydował się zrezygnować z "opieki" Zordo i zająć się bardziej intratną współpracą z konkurencją Hutta. Na wszelki wypadek zwiększył ilość wynajętych strażników w lokalu oraz starał się unikać otwartych przestrzeni, a tylne wejście do lokalu zyskało na znaczeniu. Matomhot nadal jednak funkcjonował a przez bar przewijały się setki gości.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Alice » 8 Lut 2013, o 16:56

Nienawidziła tego... Kolejny dzień w którym musi wstać i ponownie chodzić po kantynie. Usługiwać, sprzątać, podawać drinki i uważać, aby ten zjeb nie przywalił jej butelką czy też nie zechciał wciągnąć na zaplecze w wiadomym celu. Acz ostatnio, jak dziewczyna skarżyła się na nudności i o mało nie puściła pawia podczas stawiania laski, Jon zostawił ją w spokoju.
Sama Alice zaś zastanawiała się czemu od tygodnia, może trochę więcej czuje się jak pijany Ewok. Kręci się jej cały czas w głowie, co chwila ma nudności i torsje. Nie mogła robić za wiele, gdyż po kilku minutach czynności musiała sobie usiąść i odpocząć.
Ponadto sam humor pozostawiał wiele do życzenia. Choć dziewczyna przyzwyczaiła się do pomiatania sobą i bierności to ostatnimi czasy czułą niepokój. Czasem budziła się zlana potem, żeby potem wybuchnąć płaczem. Po bezgłośnych spazmach zaczynała śmiać się jak szalona. Śmiech bywał czasem tak niekontrolowany, że popadał chyba w chorobę.
Tak czy inaczej, stan Alice był dziwny zarówno jeśli chodzi o ciało jak i o duszę. Ona sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Na razie jakiejś jej domysły pozostały jedynie w sferze mentalnej, a ona sama musiała zająć się pracą w kantynie. Wykonywała to co do niej należało w zasadzie odkąd pamięta. Wcześniej z rodzicami, mamą szczególnie, której obraz do tej pory pielęgnowała pieczołowicie w pamięci. Po to aby wiedzieć, że jej już nie ma i kto jest za to odpowiedzialny.
W tym momencie dziewczyna jednak przestała myśleć o swojej mamie a także stanie swojego organizmu. Wzrokiem poszukała Jona. W zasadzie wolała wiedzieć, co obecny właściciel baru, ma jej do polecenia. Tak profilaktycznie, aby nie narazić się na jego gniew czy ciężką rękę.
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 376
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez BE3R » 8 Lut 2013, o 21:06

Po raz ostatni Bolo odwiedzał Matomhot, miał serdecznie dość tej cholernej gorącej planety z palącym słońcem i dzikim deficytem wody. Miął dość pieprzonego płaszcza chroniącego przed spiekotą. Chciał to jak najszybciej skończyć. Gunganin znowu siedział przy stoliku nr 3 opierając się o ścianę. Podczas wcześniejszych wizyt Bolo dowiedział się paru ciekawych rzeczy nie tylko polującym na smoka Krayt, bogaczu ale także o właścicielu kantyny. Jego dziwny związek z córką byłych właścicieli mógł się kwalifikować do galaktycznego Talk Show, Bolo nie był jednak zainteresowany romantyzmem. Dziewczyna którą obserwowały jego szypułkowate oczka, była wyraźnie nieszczęśliwa i wyglądała na chorą. Jeżeli informacje były prawdziwe, była niewolnicą Jona, a to z reguły oznaczało nienawiść. Pewnie dlatego Bolo wybrał stolik nr 3 obsługiwany właśnie przez Alice Ebeltron i zamówił lokalne piwo.
Czekał teraz na realizację zamówienia ubrany w nieodłączny płaszcz ze sztuczną lewą ręką (prawdziwa spoczywała zwykle na kolbie blastera) w kapeluszu i z nerwowo łypiącymi szypułkami. Prawą ręką bawił się zapalniczką, a na wardze zwisał nieodpalony pet. Gunganin nie mógł się wygodnie oprzeć, przeszkadzał mu w tym plecak ze sprzętem. Płynnym ruchem ręki pogonił kelnerkę...
- Messa splagniony, sypciej kopieto.. - Charakterystyczne dla gungan seplenienie było ledwo słyszalne w dzikim gwarze kantyny. Za to ruch ręki z pewnością przyciągnął uwagę kelnerki.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lut 2013, o 00:38

Jon rankiem wstał już potężnie rozdrażniony, a na dodatek całe przedpołudnie pogłębiał swoją irytację, doprawiając się solidnie kilkoma kieliszkami koreliańskiej, zagryzanej uwędzonymi fragmentami pustynnego szczura. Ostatnie, co było mu potrzebne do szczęścia, to więcej pytających spojrzeń jego stępiałej żony, która od jakiegoś czasu miała spore problemy ze znalezieniem swojego miejsca w szeregu.
Wybałuszywszy więc na dziewczynę przekrwione oczy, gniewnie machnął ku niej owłosioną łapą w ramach odpowiedzi i wskazał Gunganina ze stolika numer trzy, który w sposób typowy dla pozostałego bandyckiego prostactwa w barze domagał się obsługi.
Gdyby Alice chciało się dociekać przyczyn frustracji męża, mogłaby zastanowić się, czy nie miała ona nic wspólnego z faktem, że zaraz po wczesnej pobudce wysłał do miasta dwóch swoich doborowych goryli, a gdy na oczach żony tłumaczył im szczegółowo i po cicho co mają zrobić, jego nieestetycznie pobrużdżony zapasowy podbródek drżał o wiele bardziej niż zwykle. Nie słyszała, o czym mówił, ale pamiętała, że ten obrzydliwy, obwisły kawał tłuszczu praktycznie tańczył.

W TAK ZWANYM MIĘDZYCZASIE

Mucha, wesoło pobrzękując żwawymi skrzydełkami, podfrunęła do zielonej butelki i przylgnęła do niej chudymi odnóżami. Stosując pozornie nieskoordynowane, chaotyczne ruchy, błyskawicznie przeniosła się na wąską szyjkę i wślizgnęła do cuchnącego kwaśną stęchlizną środka. Była bardzo, bardzo zadowolona.
Jednakże dłoń trzymająca butelkę okazała swą kapryśną naturę i nagle cisnęła szkłem o piaszczystą ziemię, gwałtownie kończąc upragnioną idyllę. Resztki piwa rozlały się w szare smugi, a spłoszony owad musiał salwować się rychłą ucieczką.
- Owieczki - przyjemnie zabrzmiał głęboki, oratorski głos. - widzę, że ta wyjałowiona ziemia i jej zdeprawowani obywatele źle wpłynęli na wskazówki waszego moralnego kompasu, źle w rzeczy samej. Otoczenie zaprawdę wielki wywiera efekt na łatwo poddający się formowaniu budulec, jakim jest rozchwiana emocjonalnie istota myśląca, nieustannie dążąca do osiągnięcia ideału, a błądząca w trakcie krętej drogi.
Mężczyzna, który wyłonił się z lądowiska, przestąpił nad butelką i stanął naprzeciw ważących odpowiednio po sto pięćdziesiąt i sto sześćdziesiąt trzy kilogramy owieczek, miał ciepły, urzekający uśmiech. I dobrze, bo odwracał on uwagę od reszty szczurzego pyska, straszącego krzywym nosem, plątaniną zmierzwionych, przetłuszczonych włosów zarzuconych do tyłu tak, by mogły odsłonić karykaturalnie wysokie czoło i oczami, oboma w różnych odcieniach fekalnego brązu.
- Kapłan? - zapytała masywniejsza owieczka, marszcząc wygolone brwi.
- Kaznodzieja. - poprawił mówca, gładząc poły narzuconej na korpus peleryny. - Kaznodzieja. Owce moje, zanim wrócimy do zagrody i uściskamy stęsknionego pasterza, który popędził was do mnie, pozwolicie, że skorzystam z waszego towarzystwa, by zakończyć jeden naglący sprawunek. Obawiam się, że będzie mi potrzebna do tego wasza tężyzna, dobrze spleciony sznur, palnik i, dajmy na to, proste, dobre obcęgi. Ach, może lepiej dwa palniki. Azaliż lepiej jest więcej mieć, niż później żałować, kiedy w ferworze przedniej zabawy braknie przyrządów niezbędnych do nawracania wątpiących.
Owieczki nie mogły się nie zgodzić.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Alice » 10 Lut 2013, o 00:49

Spojrzała na swojego "pana". Jon, jak zwykle, nie był w dobrym humorze, a mina jego twarzy tylko to potwierdzała. Alice mimowolnie się spięła. Poczuła także niemiły uścisk w żołądku, a także uczucie wstrętu i nienawiści do tego człowieka. Dziewczynie z trudem udało się powstrzymać je i nie wsadzić tego pieczonego szczura prosto w jego gardziel i trzymać tak długo aż on się nie udusi. Stłumiła jednak to uczucie i poszła wykonywać swoje obowiązki.
Podeszła do stolika numer 3, gdzie znajdował Gunganin. Stwór przychodził od pewnego czasu do kantyny i Alice go kojarzyła. Jak widziała osobnik był dość zniecierpliwiony i machal do niej ręką. Kelnerka w pierwszej chwili nie wiedziała co mówi. Podeszła jednak żwawym krokiem do niego, na tyle ile pozwalał jej stan zdrowia.
Dopiero kiedy podeszła zrozumiała jakoś Gunganina. Choć charakterystyczne dla tej rasy seplenienie denerwowało dziewczynę i utrudniało zrozumienie tych dziwaków. Niemniej musiała być miła i obsłużyć klienta.
- Czego sobie pan życzy? - Alice zapytała całkiem uprzejmie. Choć znowu czuła, że zbiera się jej na torsje, próbowała je powstrzymać. Dziewczyna nieco zbladła, ale trzymała się nieźle i nie miała zamiaru puścić pawia na klienta. Choć ku temu było całkiem blisko ...
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 376
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez BE3R » 11 Lut 2013, o 23:16

Bolo wreszcie zdobył uwagę kelnerki, jego przekrwione oczka uważnie obserwowały kobietę. Jej ruchy i zachowanie zdawały się gunganinowi niezbyt płynne, urywane. Niczym soczysty motyl unikający trafienia językiem. Dziewczyna trzymała jednak pion, i mimo miny która sugerowała oddalenie się o jakieś dwie długości ręki od jej posiadaczki grzecznie zapytała co podać...
Starając się mówić wyraźnie i dobierając uważnie słowa Bolo zaczął składać standardowe zamówienie.
- Messa chce piwo impilowe i slimaka w skolupie, tylko nie zdechniętego jak ostatnio. Zywy ma pyć. - Gunganin uważnie patrzył na będącą coraz bliżej konkretnego pawia kobietę, Alice zdecydowanie nie wyglądała na okaz zdrowia. Po czym zdecydowanie dodał - Ty widzis zonę, ja widzę wdowę, moze pomozes to ja ci pomogę. Pzemysl i pzynies mi zamówienie.
Gunganin wyciągnął się wygodnie przytulając się do ściany i omiatając wzrokiem okolicę baru. Samotnie przelatująca mucha była zbyt dużą pokusą. Język wystrzelił instynktownie i wrócił do pyska z niewielką zdobyczą. Pieprzony instynkt...
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Mistrz Gry » 20 Lut 2013, o 23:58

Postawiwszy dziewczynę do pionu, Jon czuł się usprawiedliwionym, by uskutecznić trochę samoobsługi przy barze. Wyciągnął spod lady doskonale leżącą w dłoni butelkę rozwodnionego alkoholu ciemnozielonej barwy, ale nie tracił czasu na szklanki. Chciał jak najprędzej ulżyć skołatanym nerwom.
Im bardziej zaniepokojony był szef, tym bardziej znudzone robiły się jego draby, wycierające łokciami ladę i wargami o śliskie od słabych drinków szkło. Czekali na coś, i to coś się spóźniało. A testowanie cierpliwości tuzina uzbrojonych mężczyzn, z których żaden nie potrafił spokojnie spędzić dwóch minut bez nazwania kogoś skurwysynem, nie wydawało się całkiem sprytnym pomysłem.
- Fajna sztuczna ręka - odezwał się niespodziewanie do Gunganina bywalec przy najbliższym stoliku. Jego bezceremonialne wejście w konwersację wskazywało, że albo nie słyszał, co Bolo wyseplenił do Alice, albo po odpowiedniej ilości piw było mu już wszystko jedno. Był stary, chudy jak szczapa i w stosunku do jego twarzy można było zamiennie używać określeń "brzydka" i "ogorzała". - Muszę sobie taką sprawić. Odpierdolić komuś Hana Solo.

GDZIEŚ INDZIEJ

Iktotchi zadudnił wytrzymałym łbem o drzwi, zaplątawszy się we własne nogi padł na rozgrzaną ziemię, przejechał kolanami po piasku i, nie bez pomocy zaskoczonych przebiegiem akcji rąk, wrócił do pozycji względnie wertykalnej. Starczyły mu dwa rzuty przekrwionych gałek ocznych, by zlokalizować wyrwę w odgradzającym tylne podwórko murze, a następnie ułamek sekundy, ażeby przybrać pozycję sprinterską i wystartować w biegu o życie.
Kaznodzieja miał jednak inne plany. Wprawnym, mocnym chwytem zacisnął palce na pokaźnym rogu, szarpnął, obrócił ofiarę frontem do siebie i z przykro brzmiącym chrzęstem wcisnął ostrze noża spiczastym czubkiem w odsłonięte podbrzusze. Przekręcił kawał metalu, wyciągnął go, wbił jeszcze raz, kilka centymetrów wyżej, wyciągnął, puścił róg, strzepnął krew.
- Żal ogarnia mnie - przemówił, ostrożnie przypatrując się ostatnim podrygom gangstera. - kiedy plany moje palą się na panewce. Przyszykowaliśmy tyle narzędzi, tak się postaraliśmy, żeby zdobyć je jak najprędzej, a ta... ten baran wszystko zepsuł. Przedwcześnie zrezygnował z zabawy.
Owieczki wyszły na zewnątrz śladem człowieka wiary. Skrzyżowanymi na wysokości piersi przedramionami kurczowo przyciskały do tułowi palniki, sznury, obcęgi, pakiet innych anachronicznych gadżetów.
- Kurrrwa. - powiedziała jedna z nich, jakby zaskoczonym i zasmuconym tonem głosu naraz. - Zabiłeś. To był...
- Wiem! Wiem, kto to! - przerwał podekscytowany Kaznodzieja, chowając oczyszczone z płynów ustrojowych narzędzie mordu. I jednocześnie sięgając po następne, ale na to już nikt nie zwrócił uwagi. - To był Simee Ras. Jeden z poważniejszych konkurentów waszego pracodawcy. Inne pechowe barany były jego ochroniarzami, niezbyt efektywnymi, jeśli mogę być tak śmiałym i to wytknąć.
Nikt nie skomentował.
- W normalnych warunkach, obawiałbym się słusznego odwetu. Ale, skoro zaraz usunę wszystkie dowody mojej bytności tutaj i zostawię na miejscu okropnej zbrodni dodatkowo wasze zwłoki, mogę spać spokojnie. Nikt się mną, biedakiem, nie przejmie.
Nawet gdyby owieczki nie miały zajętych kopytek, nie zdążyłyby dopaść blasterów szybciej niż wyszczerzony krasomówca.
Był zdecydowanie lepszy.
Upozorował trupy tak, żeby nie zostawić nikomu wolnego pola do interpretacji zajścia.
Ciesząc się, że wszystko szło zgodnie z planem, Kaznodzieja udał się do Matomhota. Wreszcie mógł osobiście oznajmić, że przybył i przeprosić za nietaktowne spóźnienie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Alice » 24 Lut 2013, o 17:30

Na dźwięk o żywym ślimaku Alice zrobiło się niedobrze. Jej wnętrzności zaczęł się skręcać i to dość nieprzyjemnie. Na zewnątrz starała się nie pokazać swojego obrzydzenia w związku z zamawianą przez Gungana.
- Oczywiście tym razem ślimak będzie na pewno świeży i żywy - powiedziała do klienta, siląc się na uśmiech - Staramy się aby nasi goście wychodzili stąd zadowoleni i obsłużeni jak najlepiej - Ebeltronówna powiedziała utarty frazes, który nauczyła się na pamięć w ciągu swojej pracy jako kelnerka.
Zaraz potem Gungan dodał coś co zaciekawiło Alice. Wdowa, żona? Czyżby wiedział, że mała jest małżonką wielkiego i tłustego Jona, który obecnie znajdował się obok lady i wykazywał niemałe znudzenie tym co działo się w barze. Niemniej, gdy Ebeltronówna spojrzała kolejny raz na niego wydawać by się jej mogło, że jej pożal się Boże mąż, czeka na coś. Czy też na kogoś. Tego nie wiedziała, bo Jon nie wprowadzał jej w swoje interesy. Zwykle niezbyt czyste. Dziewczyna wiedziała tyle o nich co zdążyła podsłuchać. Niemniej musiała robić to umiejętnie, gdyż raz, przyłapana na tym że za długo stoi w jednym miejscu, dostała porządnie po głowie kolbą od blastera. Tak więc musiała być ostrożniejsza podczas nieopatrznych i dłuższych zatrzymywań się w momencie rozmawiania Jona czy to ze swoimi gorylami, czy to klientami albo kontrahentami.
Tym razem zachowanie jej męża wskazywało na to, że denerwuje się czymś. Po to zielone kurestwo sięgał zwykle kiedy czekał na coś ważnego albo był czymś zaniepokojony. Alice znała Jona na tyle aby poznać to po jego zachowaniu. Obserwacja znad stolika Gungana jedynie dała dziewczynie do myślenia. Jednocześnie instynkt nakazał jej nie zbliżać się do Jona. W złości i nerwach mógł nie zapanować nad sobą i uderzyć dziewczynę. Alice nie chciała dzisiaj zarobić żadnych kuksańców ani siniaków. Tak więc powróciła do stolika i do tego co wyseplenił jej Gungan. Zbudzona jakby ze snu, powiedziała do niego miło i z uśmiechem:
- Przepraszam, ale nie wiem o czym pan mówi. Zaraz realizuję zamówienie - po tym odeszła dość chwiejnym krokiem, kierując się w stronę lady. Omijała wzrokiem Jona, jego goryli, a także miejsca w którym się znajdowali.
Podeszła do baru. Wzrokiem szukała pomocnika droida lub kogokolwiek, kto mógłby jej przynieść wstrętnego i oślizgłego mięczaka. Ona sama brzydziła się dotykać takich rzeczy i je przygotowywać. Sama zaś postanowiła wziąć piwo z półki.
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 376
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez BE3R » 9 Kwi 2013, o 17:46

Gunganin zerknął jednym z osadzonych na szypułce oczu w kierunku stałego klienta baru. Odpowiednio zakazana morda tego ostatniego nie zwiastowała nadziei na konwersację na poziomie uniwersyteckim. Nie tego jednak Bolo oczekiwał od podpitego tambylca. Upewniwszy się że jego prawdziwa ręka dzierżąca rękojeść blastera jest niewidoczna dla oczu przybysza zwrócił się do niego z miłym i jakże użytecznym przy rozpoczynaniu konwersacji pytaniem.
- Messa chce postawic ci dlinka, o ile wiesz tyle na ile wyglądasz. Szukam pewnego gościa z Nabo. druga szypułka była zajęta śledzeniem poczynań kelnerki, nie wyglądała ona jednak na zagrożenie. Zagrożeniem była banda zbirów którzy kręcili się po całym barze. Na nich jednak nie był w stanie nic poradzić. Zwrócił się więc ponownie do przybłędy
- to jak pomożemy sobie nawzajem?
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Tantooine] Matomhot - Mos Eisley

Postprzez Alice » 11 Kwi 2013, o 00:12

Kelnereczka postawiła przed Gunganinem jego zamówienie, a więc surowego ślimaka. Alice na całe szczęście nie udało się zwymiotować do zamówienia, choć niewiele brakowało. Klient zamiast złożyć kolejne zamówienie albo uiścić opłatę za ślimaka. Ten jednak był dość natrętny tak można powiedzieć. Chciał zaproponować Alice drinka. Oczywiście to było niedopuszczalne w godzinach pracy. Nastolatka postanowiła jednak chwilę przystanąć i usłyszeć co miał do powiedzenia jej Gunganin.
- Gość z Naboo - dziewczyna powiedziała cicho i zamyśliła się chwilę. Spotykała tu na pewno wiele osób, ale nie pytała nikogo o pochodzenie. A tym bardziej nie wiedziała o kogo może chodzić Gunganinowi - A wiesz coś więcej? Jak wygląda, jak się nazywa? - mówiła szybko i półszeptem. Wszak niedobrze by było jakby Wujaszek zauważył, że rozmawia z kimś. Dlatego też dziewczyna musiała uważać.
- Teraz nie mogę rozmawiać - dodała po chwili pośpiesznie - Jestem w pracy, nie mogę też rozmawiać - tu Alice rzuciła znaczące spojrzenie w stronę lady, gdzie przebywał Wujaszek.
A samo czółko zakończone okiem, które lustrowało naszą bohaterkę wprawiało ją w uczucie zakłopotania, dziwnie czuła się, będąc obserwowaną.
Image
Awatar użytkownika
Alice
Gracz
 
Posty: 376
Rejestracja: 27 Lut 2012, o 14:43


Wróć do Tatooine

cron