Content

Bitwa o Coruscant

[Bitwa o Coruscant] Obrona Świątyni Jedi

Re: [Bitwa o Coruscant] Obrona Świątyni Jedi

Postprzez Nikh » 12 Kwi 2013, o 11:00

Nikh szybko zebrał myśli. Życie ocalałych Jedi spoczywało teraz w jego rękach, mimo iż nie był najbardziej doświadczonym z pośród tych co przeżyli w ruinach głównego holu. Mimo że przy życiu został Turog to właśnie jemu kazano wyprowadzić ocalałych Jedi.
-Niech ktoś mi pomoże przy torowaniu przejścia. -Zabrka stanął przy zagruzowanym przejściu. Nikh skupił się na mocy i zaczął ostrożnie odgruzowywać przejście. Mimo treningu nie minęło dużo czasu od momętu jego pierwszych zajęć z używania mocy, dla tego nie był w stanie wykonać tak dużej pracy jak nieznany mu z imienia Jedi który pomagał w tworzeniu przejścia. Pierwsze kilka kawałków gruzu które Nikh uniósł upadło na ziemię o mały włos nie powodując osunięcia. Zabrak poczuł napływającą rozpacz. Wtedy właśnie przypomniał sobie słowa które kiedyś powiedział któryś z Mistrzów Jedi. Rozmiar nie ma znaczenia. Młody Jedi ponownie skupił się na mocy i tym razem z większą pewnością zabrał się za wykonywaną pracę.

Równy rytm wybijany przez buty zbliżających się żołnierzy Imperium wcale nie pomagał w skupieniu się na wykonywanej czynności. Jednak świadomość że życie ocalałych jest w jego rękach sprawiała że Nikh z determinacją pracował przy torowaniu drogi. Z każdą chwilą byli coraz bliżej przebicia się na drugą stronę zapory.
Image

"Ludzie mówią że jestem złym człowiekiem, ale to nieprawda. Ja mam serce małego chłopca... W słoiku na biurku..."
Awatar użytkownika
Nikh
Gracz
 
Posty: 607
Rejestracja: 8 Gru 2009, o 22:42

Re: [Bitwa o Coruscant] Obrona Świątyni Jedi

Postprzez Lilith Blindshoter » 13 Kwi 2013, o 01:32

Słyszała słowa Mistrza Turouga. Słyszała i czuła zbliżających się żołnierzy. A jednak Nim podążyła za pozostałymi w stronę lądowiska zatrzymała się i spojrzała na Mistrza którego chwilę wcześniej ocaliła. Wiedziała, że zostaje z tyłu by ich chronić, ale… Nie po to go ocaliła, by zginął ledwie chwilę później. Nie po to umarła Feng. „NIE, to nie wina Mistrza, tylko moja, moja, moja… To ja zawiodłam… To moja wina” Powtarzała wciąż w myślach. Stała tak chwilę, sekundę, może dwie… A potem podbiegła do Mistrza chwyciła jego dłoń i błagalnym dziecięcym trzęsącym się głosikiem powiedziała błagalnie
- Proszę. Niech Mistrz nie zginie.
A potem odwróciła się i choć cała dusza i mózg wciąż ja bolały, ruszyła za pozostałymi, by w miarę swoich nadwątlonych sił służyć im pomocą. Gdy Nikh i jakiś inny Jedi odgruzowywali przejście, mała Shiris, zrobiła jedyne co mogła, szła tyłem mocno ściskając w dłoniach rękojeść miecza który dostał od Mistrza Manten’a. Była małym, załamanym i bardzo zmęczonym dzieckiem, ale i tak była w najlepszym stanie, ze wszystkich w około, oczywistym więc było, że za wszelka cenę chciała chronić pozostałych. Jeszcze tylko chwilę… Wiedziała że pomoc nadciąga, że będzie tu niebawem… Na pewno. Czuła to. Po prostu, tak jak tysiące innych rzeczy, myśli , odczuć, jak wszystko, w około. Nie była już do końca pewna, czy wszystko co odczuwa to świat zewnętrzny, czy ona sama… Zaczęła zatracać poczucie własnej odrębności od tego całego chaosu.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Bitwa o Coruscant] Obrona Świątyni Jedi

Postprzez Caleb Quade » 20 Kwi 2013, o 21:26

Benjamin White, Oto'reekh oraz Khaylia Vuusem przybywają z: [Bitwa o Coruscant]Budynek Senatu

Lot z okolic Galaktycznego Senatu przebiegał w miarę spokojnie - jeśli tak można było nazwać przelot nad powierzchnią planety-miasta, na której toczyła się właśnie bitwa. Obrazy z kamer przekazywały dokładny obraz tego co działo się kilkaset metrów niżej. Nie były to niestety obrazy pozytywne. Republika broniła się rozpaczliwie przed wojskami Imperium. Ben co rusz walczył z ochotą przyciągnięcia do siebie sterów i wystrzelenia świecą w przestworza. Wiedział jednak, że szansa ucieczki z planety została już bezpowrotnie zatracona. Mógł uciec już dawno temu, kiedy nie rozpętało się jeszcze na i ponad Coruscant takie piekło. Jednak obrał inną drogę, został i ruszył przed siebie. Przeczucie mówiło mu wyraźnie, że tak właśnie trzeba. Hazardzista już dawno zawierzył swoim przeczuciom i chociaż tym razem czyn ten graniczył z głupotą, ruszył ślepo ku temu co wydało mu się właściwe. A teraz nie było już odwrotu.
Pilot spojrzał na siedzącego w fotelu obok Gandyjczyka. Już otwierał usta aby coś powiedzieć, kiedy z przeraźliwym wyciem śilników, na "Idiot's Array' spadły dla myśliwce TIE. Syreny zawyły, jacht zachwiał się, jednak laserowe lance ze sprzężonych działek rozbiły się bez szkody na tarczach. Komputer pokładowy odpowiedział ogniem. Krwistoczerwone laserowe bolty pomknęły za oddalającymi się napastnikami, zaczepiając o jeden z paneli słonecznych TIE. Trafiony myśliwiec pociągnął za sobą pióropusz dymu i zniknął wraz z partnerem z pola widzenia. White odetchnął z ulgą - nie żałował ani jednego kredytu, który wpompował w swój jacht. Teraz kredyty te ratowały mu życie. Ben odchrząknął i powiedział:
- Powinniśmy dotrzeć do Świątyni za... - spojrzał na monitor:... góra dwie minuty. Za chwilę otrzymamy obraz z kamery...
I rzeczywiście, jak powiedział tak się stało. Na jednym z monitorów wyświetlony został obraz gmachu Świątyni. A raczej tego co z niej zostało, a zostało na prawdę nie wiele. Uszu mężczyzny dobiegł lewie słyszalny jęk wydany przez siedzącego obok obcego. Oto'reekh patrzył na rosnący z każdą chwilą obraz z nieskrywanym smutkiem.
- Zdaje się, że Imperialni chcą dokończyć to co zaczęli... - mruknął Ben wskazując na pojawiające się na ekranie sylwetki w białych pancerzach. Szturmowcy byli drugim po Niszczycielu Gwiezdnym, najbardziej rozpoznawalnym symbolem Imperium.
Hazardzista nie był zadowolony z obrotu spraw - strzelanie do najemników to jedno, strzelanie do imperialnych żołnierzy to podpisanie na siebie wyroku śmierci. Ale skoro tak trzeba było, Ben musiał podjąć grę. Była to po prostu kolejna partia Sabacca - w puli gry leżało życie jego oraz Jedi. Teraz trzeba czekać na dobre karty, zagrać vabank i popisać się jeszcze jednym przebłyskiem kunsztu, geniuszu oraz sprytu. To będzie najpoważniejsza partia w jego życiu. Być może ostatnia.
Gdy jacht zbliżył się do zrujnowanego budynku, pilot zmienił położenie kilku dźwigni, przełączył kila przycisków. Zaskutkowało to wytraceniem prędkości, obniżeniem pułapu, ograniczeniem mocy wyjściowej blasterów oraz namierzeniem postaci w białych zbrojach.
- Oto'reekh, komputer pokładowy namierza właśnie szturmowców, kiedy wejdziemy w zasięg rozpocznie ostrzał. Skoro są tu żołnierze imperium, nie mamy dużo czasu. Ograniczyłem moc blasterów żeby nie uszkodzić wejścia do budynku. I tak ledwo co stoi. Kiedy oczyścimy odrobinę teren wyląduję - trzeba będzie szybko zgarnąć Twoich przyjaciół Jedi.
Ruiny Świątyni Jedi zbliżały się nieubłagalnie, sekundy do rozpoczęcia ostrzału można było policzyć na palcach. Ben wstrzymał oddech - teraz nie było już odwrotu.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Bitwa o Coruscant] Obrona Świątyni Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 7 Maj 2013, o 11:14

David Turoug i Gyar-Than Hadyyk dotarli w końcu do trzeciego mistrza. Po drodze przesunęli jeden z elementów konstrukcji będący w danej chwili ścianą nośną. Świątynia zaprotestowała tym zmianom, a zrobiła to głośno i konkretnie: zawalając kolejne korytarze.
Peter Covell stał wśród gruzów niczym mityczny Atlas, dokładnie taki, jaki według wierzeń prymitywnych ludów podtrzymuje na barkach wszechświat. Żywy filar, którego usunięcie oznaczało katastrofę.
Podłoga wyższego piętra runęła ukośnie między Hadyyka i Turouga, oddzielając przyjaciół. Gyar-Than znalazł się po drugiej stronie. Miał wolną drogę do wolności. Była to największa z kar, jakie mogła nałożyć na niego Moc. Niedopełnienie obowiązku Jedi i pozwolenie Mantenowi na pogrążenie się w pragnieniu zemsty już zawsze towarzyszyły sumieniu mistrza. Podobnie jak świadomość bezradności wobec tego, co miało spotkać dwóch towarzyszy po przeciwnej stronie barykady. Hadyyk widział Covella i Turouga po raz ostatni. Nie było pożegnań.
Nic więcej nie można było zrobić.
Być może powinien pogrążyć się w rozpaczy. Ale przecież nie ma emocji, jest tylko spokój.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Benjamin White chwycił się za pierś. Niewidzialna nić szarpnęła nim niczym holograficzną kukłą; wydarła jedno, jedynie tchnienie.
Oto'reekh zdążył przejąć ster w ostatniej chwili, jacht zahaczył kadłubem o szpic świątynnej wieży. Tak oto akcja ratunkowa dobiegła końca. Jeśli Gand chciał uratować chociaż jednego Jedi, musiał uciekać.
Nie był zbyt dobry w pilotowaniu jednostek międzygwiezdnych. Nie poddawał się jednakże panice. Bitwa o Coruscant była równie dobrą okazją do nabycie umiejętności pilota jak każda inna.
Przecież nie ma ignorancji, jest tylko wiedza.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Nikh oczyścił drogę do ostatniej szansy ewakuacji. Za plecami poczuł wielką ulgę młodych uczniów oraz ciężko rannych rycerzy. Była ich ledwie garstka, ale zawsze to garstka więcej ocalałych Jedi, większa szansa na odbudowanie w przyszłości zakonu.
Zebrani kolejno wchodzili na pokład frachtowca, w tej jednej chwili wszystko wydawało się mieć znowu ku dobremu. Shiris Astaris stanęła koło zabrackiego ucznia. To, co przeszli tego dnia, miało zadecydować o całym ich życiu. Przekroczenie progu statku kosmicznego było jak wejście na nową drogę. Drogę pełną cierpienia, ale też wielkich czynów. Stawienie czoła największym okropieństwom wyzwala najszlachetniejsze cechy. Shiris odkryła talent, dzięki któremu będzie mogła przynieść chociaż szczątkowe ukojenie Znanej Galaktyce. Nikh okazał się być urodzonym przywódcą.
Emocje opadły, zniknęło też pragnienie walki. Teraz wszyscy chcieli jedynie odpocząć. Czekała ich jeszcze walka o wolność na orbicie, jednak zarówno Shiris jak i Nikh wiedzieli, że będzie dobrze. Moc im o tym mówiła. Po raz pierwszy od czasu, gdy rozpoczęło się piekło, mogli sobie pozwolić na nieco optymizmu.
Bo nie ma namiętności, jest tylko pogoda ducha.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Szturmowcy trafili wreszcie i do zapadłego tunelu. Ich kroki dudniły dokładnie tak samo, jak niecałe pół wieku wcześniej marsz sklonowanych żołnierzy republikańskich. Dobijali leżących strzałami kontrolnymi w tył głowy, niemal nie brali jeńców.
Próba zatrzymania przeciwnika była aktem odwagi. Ale także ostatecznym poświęceniem za wiarę w kodeks.
Nie ma śmierci, jest tylko Moc.
Ranny David Turoug zasłonił Petera Covella, padła pierwsza seria. Precyzyjna tak, jak zdolni są do tego tylko szturmowcy Imperium. Mistrz Turoug zakreślił świetlistą łunę w słynnej obronie Jedi. Padła więc druga seria. I trzecia, czwarta, piąta, aż wreszcie ilość pocisków była niemożliwa do odbicia.
David Turoug złączył się z Mocą.
Szturmowcy wolno postąpili do przodu, jakby z zaciekawieniem, dlaczego Covell nie wyjął broni. Wymierzyli karabiny.
W tym momencie ewakuowali się ostatni Jedi. Nie było potrzeby dłuższego trzymania stropu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Proces: restart systemu.
Prawdopodobna przyczyna awarii: uszkodzenie mechaniczne.
Rozwinięcie: konstrukcja budowlana zwana Świątynią Jedi straciła stabilność.
Sprawność? Pełna.
Ostatnio wykonywana czynność? Ochrona mistrza Jedi.
Status? Nieznany.
Zbieranie danych. Znaleziono obiekt organiczny. Odległość: 2 metry. Profil biometryczny: Kyle Katarn. Funkcje życiowe? Tak. Nikłe.
Aktualizacja statusu: Zadanie wykonane.
- Hej, co to do cholery jest? Widziałeś? Wygrzebało się z gruzów.
Znaleziono dwa obiekty organiczne: szturmowcy Imperium. Odległość: 8 oraz 9 metrów.
- Spokojnie. Patrz, to tylko droid.
- Lepiej wezwijmy posiłki.
Aktualizacja zadania...
...
Nowe zadanie określone.
Zemsta.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6055
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Bitwa o Coruscant