Content

Muunilinst

[Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Image

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Larisa Rayne » 22 Gru 2011, o 13:10

Rayne myślała, że pozostała już sama na pastwę losu, kiedy w tym samym momencie Clark używając swojego Anihilatora zaczął szerzyć żniwo śmierci w całym hangarze. Kobieta rzadko miała okazję zobaczyć do czego zdolna jest broń należąca do mechanika Zephyra, tym razem ta siła aż ją zaskoczyła. Jeden strzał a rozrywał ciało na części. Na twarzy Duch pojawił się uśmiech na myśl o tym, że Clark nie poddawał się i walczył do końca pomimo swej bolesnej rany.
Przez komunikator odezwał się głos Petera, który zaproponował by drużyna wycofała się na pokład statku. Na samą myśl o tym, aż z uglą odetchnęła kobieta po czym ruszyła w stronę statku. Nie mogła jednak pozostawić swojego towarzysza, tak więc po drodze złapała Clarka pod ręce i zaczęła ciągnąc po ziemi w stronę rampy statku. Złapała go w staki sposób by móc umożliwić mu atakowanie najemników. Kiedy zaciągnęła go do środka, oparła o ścianę tak by miał wgląd na wejście do statku.
- Siedź tutaj i zabij każdego kto Ci się nie spodoba.... nie oszczędzaj ich ! - mrugnęła okiem do niego i ruszyła w stronę jednego z działek pokładowych.
- Dobra, pora wreszcie sprawdzić do czego tak na prawdę jest zdolne to cacko - po czym usiadła na wolnym miejscu, złapała za dwie rączki i z uśmiechem na twarzy wycelowała w stronę najemników.
- zaczynamy zabawę - powiedziała naciskając guziki odpowiedzialne za wystrzał z działka....
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Avien Matiias » 27 Sty 2012, o 16:09

- ŁAŁ! Naprawdę?! mogę ich pozabijać?- Wycedził przez zaciśnięte zęby mechanik nie szczędząc sarkazmu. Powoli z bólu zaczął tracić zmysły. Jedyne na czym się mógł skupić to celownik w swej broni i nadchodzące sylwetki przeciwników. Cel - pal, Cel - pal. Powtarzał tę czynność aż do przeładowania. Powolnymi i niezdarnymi ruchami wymieniał zbiorniki w strzelbie. Miał nadzieję, że w tym momencie nikt do niego nie podejdzie. Krwi ubywało z niego w zastraszającym tempie. Jego wzrok się pogarszał z sekundy na sekundę, aż upuścił broń i stracił przytomność. Clark był o włos o śmieci, jeśli za chwilę nie otrzyma opieki medycznej, może się skończyć gorzej niż na utracie stopy.
Postać Główna:
Image
Postaci Poboczne:
Image
Image

Violence isn't the answer, Violence is the question. The answer is YES
Awatar użytkownika
Avien Matiias
New One
 
Posty: 830
Rejestracja: 30 Cze 2009, o 22:53

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Mistrz Gry » 5 Mar 2012, o 14:02

Curse powoli odzyskiwał przytomność. Zazwyczaj świdrujące uszy, wizgi blasterowych boltów, brzmiały głucho i z trudem przebijały się przez dźwięk dzwonów bijących wewnątrz czaszki zabraka. Najemnik z trudem otworzył oczy, które momentalnie wypełniły się łzami, gdy dostał się do nich gryzący dym.
-Wynosimy się stąd! - usłyszał nad sobą w momencie, gdy czyjeś silne ręce chwyciły go pod ramiona. Curse nie rozpoznał głosu Roostera, jednak wciąż był zbyt otumaniony, by próbować zrozumieć co się dzieje wokół niego.
Mattowi udało się odciągnąć na wpółprzytomnego zabraka do trapu "Zephyra" i nie zostać przy tym ani razu trafionym, co w niesłabnącej kanonadzie ognia zdawało się nie lada wyczynem. Jedno spojrzenie na nieustannie powiększającą się kałużę krwi wokół Clarka wystarczyło mu, by zrozumieć, że niedługo urwana stopa nie będzie zmartwieniem mechanika. Tak właściwie, niedługo nie będzie miał on żadnych zmartwień...
Rooster przyklęknął na jedno kolano i podrzucił do ramienia kolbę karabinu. Nie musiał długo czekać na okazję do oddania strzału, bowiem już po kilku sekundach z chmury dymu wyłonił się szarżujący na nich rodianin. Matt załatwił go trzyboltową serią i natychmiast przesunął lufę broni, by strzelić do kolejnego nieprzyjaciela.
W tym momencie odezwały się działka "Zephyra" i wszyscy przebywający na trapie prowadzącym na pokład praktycznie ogłuchli w uszach słysząc jedynie głośny, powtarzający się pisk.
-Zwijajcie się do środka! krzyknął Peter, który za plecami Roostera pojawił się niemal znikąd. - Weź Curse'a, ja pomogę Clarkowi!
Pilot przerzucił sobie przez ramię rękę mechanika i i pomógł mu stanąć na jednej nodze. Chwilowo byli bezpieczni, bowiem Larisa oraz Alice skutecznie ostrzeliwały wszystko, co żywe i znajdujące się w hangarze, zapewniając pozostałym członkom zespołu możliwość bezpiecznego wejścia na pokład statku. MacLeod usadził Clarka pod ścianą naprzeciwko zamykającego się trapu i nakazał Mattowi zabranie go do ambulatorium. Podobne polecenie rzucił do mikrofonu pod adresem Larisy, sam zaś rzucił się do sterów pragnąc jak najszybciej zabrać ich z gorącej strefy. Nie miał wątpliwości, że cała ta akcja była jedną wielką porażką.
-Awaria wieżyczek laserowych jeden i dwa - spokojnym głosem zakomunikowała Alice w chwili, gdy hałas czyniony przez pokładowe działka wyraźnie zmalał. - Zlokalizowano Butlera.
Peter rzucił okiem na ekran po jego lewej stronie i zdał sobie sprawę z tego, że ich główny przeciwnik stoi przy wielkich zbiornikach z paliwem. Gdyby otworzyć do niego ogień z działającej wieżyczki laserowej, hangar wyparowałby razem ze znajdującym się wewnątrz "Zephyrem". Ponowne posadzenie statku na lądowisku i zdjęcie Butlera w bezpośredniej walce mijało się z celem, bo przecież tyle co stamtąd uciekli. Poza tym, strzelec musiał znajdować się ponad byłym Jedi, by mieć czystą linię strzału...
-Larisa! - krzyknął Peter niemal podskakując we fotelu. - Larisa, sprintem do trapu! Otwieram go w tej chwili! Butler na linii strzału z karabinu!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Larisa Rayne » 5 Mar 2012, o 23:27

Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. To słowo chyba najlepiej odzwierciedlało to w jakiej sytuacji znajdowali się wszyscy w hangarze. Najemnicy oraz załoga The Eye wymieniali się tylko pociskami, mając nadzieję, że chociaż jeden z nich trafi przeciwnika, tylko po to by przenieść ostrzał na kolejną osobe. Atutem a wręcz asem w rękawie dla załogi były wieżyczki, które wspaniale spisywały się na medal.
Kiedy załoga znalazła się na pokładzie musieli szybko uciekać. Imperialni na bank już zmierzali w ich stronę. Mając na karku jeszcze szturmowców oraz krążowniki na pewno by sobie nie poradzili. Niestety wszystko wychodziło na to, że misja nie powiodła się. Już od dłuższego czasu Rayne nie popełnila żadnych błędów. A ten strzał na lądowisku był pierwszym od momentu ucieczki z sił republiki. Wtedy jeszcze jako kadet zdarzało się jej popełniać różne błędy, jednak wciąż nie poddawała się i starała wszystko naprawić, krok po kroku. Nie bez powodu poświęcała jak najwięcej swojego czasu by trenować swoje umiejętności strzeleckie jak i sztuki walki. Chciała być jak najlepszym komandosem, działającym w jednostce 'Ghost'.
Nagle pojawiła się nadzieja na zmiane biegu wydarzeń. Wtedy, kiedy do hangaru wszedł Butler by móc rozprawić się z bandą łowców nagród, którzy mieli za zadanie zabicie byłego Jedi. Była to szansa by zabić go raz a dobrze. Wszystko to jednak ładnie brzmiało...a inaczej wyglądało. Wieżyczki Zephyra wysiadly w najmniej odpowiednim momencie. Statek już się unosił by móc opuścić hangar planety Muunilist i uciec nad orbitę.
To w tym momencie Rayne uslyszała krzyk Petera, który otworzył dla niej rampę by ta mogła oddać strzał by naprawić swój błąd. Bez zawahania kobieta ruszyła w stronę włązu, na szczeście zatrzymała się o mały włos od pocisku blasterowego, który uderzył prosto w ścianę pokładu. Teraz jej umiejętności przejdą test ostateczny. Przeciwnik stojący w pobliżu zbiorników z paliwem, ciągłe ataki ze strony jego ludzi oraz ruchomy statek nie ułatwiały jej zadania. Z każdą sekudną jej szanse nikły, gdyż statek oddalał się od celu. Mogła strzelić, bądź zrezygnować z misji.
- Raz się żyję, tym razem nie pozwolę byś mi uciekł kochaniutki. - powiedziała i wychyliła się celując w stronę byłego Jedi. Złapała głęboki oddech by ułatwiło jej to strzał. Po paru sekundach udało się jej namierzyć Butlera przez swój celownik, który oddaliła na ile się dało by łatwiej było jej celować. W tym momencie już chciała naciskac za spust, jednak mały wstrząs, zabujał statkiem co przeszkodziło w zabiciu Jedi. Rayne zachwiała się, starając się szybko odzyskać równowagę. Nie zastanawiając się nad tym co było tego przyczyną, kucnęła, ponownie wycelowała w jego korpus, włączyła system namierzający by określił automatycznie odległość wroga, oraz ruch statku i wyczekała na odpowiedni moment. Kiedy światełko wokół celownika zmieniło kolor na zielony wiedziała, że jest to jedyny moment...że jest to ta chwila. Przełknęła ślinę, wciągnęła powierze, by zatrzymać ruch klatki piersiowej i nacisnęła za spust....
:
16, 8
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Avien Matiias » 8 Mar 2012, o 11:56

Z niesamowitą trudnością docierały do Clarka jakiekolwiek słowa. Bardzo się starał nie utracić przytomności. Nie wiedział nawet kto go niósł, majaczył coś, lecz maska skutecznie utrudniła zrozumienie jakichkolwiek słów. Usadowiony na przeciwko trapu, mimowolnie sięgnął po strzelbę. Chwiejnie celując w drzwi czekał, aż ktoś wejdzie, co było niemożliwe bo znajdowali się już w powietrzu. Ciągnięty przez Matt'a mamrotał coś w stylu "Zostaw mnie! muszę bronić trapu!". Będąc już ambulatorium, Borenaux nie miał już siły nawet w protezie aby utrzymać broń. Annihilator uderzył o podłogę, a mechanik stracił przytomność. Jeśli to potrwa dłużej to kolejna proteza będzie najmniejszym zmartwieniem.
W sumie to już nie będzie, miał zmartwień.
Postać Główna:
Image
Postaci Poboczne:
Image
Image

Violence isn't the answer, Violence is the question. The answer is YES
Awatar użytkownika
Avien Matiias
New One
 
Posty: 830
Rejestracja: 30 Cze 2009, o 22:53

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Mistrz Gry » 15 Mar 2012, o 13:03

Larisa poczuła szarpnięcie, gdy blasterowy bolt opuścił lufę jej karabinu. Luneta podskoczyła i kobieta na moment straciła z oczu cel, lecz doświadczenie snajpera pozwoliło jej natychmiast przesunąć krzyżak celownika w miejsce, gdzie przed chwilą stał Butler. Nie dojrzawszy nigdzie stojącego mężczyzny, chciała zbadać podłogę, lecz w tym momencie eksplozja szarpnęła "Zephyrem" i Rayne wylądowała na plecach.
Zatrzęsło całym statkiem. Larisa poczuła, że "Zephyr" przechyla się na bok, zaś podłoga ucieka jej spod pleców. Wypuściła karabin chcąc się złapać, by nie wypaść przez otwarty trap. Wyciągnęła prawą rękę, by złapać krawędź śluzy i uchronić się przed upadkiem, lecz było już za późno - doświadczona żołnierz zdała sobie sprawę z tego, że za sekundę wyląduje z powrotem w hangarze.
Jej otwartą dłoń, o centymetry mijającą się ze ścianą, w ostatnim momencie złapał Matt Rooster. Mężczyzna szurając brzuchem po podłodze ślizgnął się ostatnie kilka metrów, by nie pozwolić towarzyszce broni wypaść na zewnątrz.
-Peter, zabierz nas stąd! - krzyknął do mikrofonu komunikatora, po czym naprężając mięśnie podciągnął Larisę na pokład. - Mało brakowało. Trafiłaś go?
-Nie widziałam, chyba tak...
-Potwierdzam trafienie - w rozmowę wtrąciła się Alice. - Według wskazań czujników "Zephyra", pani Rayne strzeliła w lewą stronę klatki piersiowej celu. Szanse na przeżycie szacuję na mniej niż dwa procent.

Droid ambulatoryjny podawał Clarkowi dużą dawkę środków uspokajających i znieczulających, jednocześnie próbując zatamować krwawienie. Pomimo doskonałego oprogramowania medycznego, całe pomieszczenie było w szkarłatnych smugach.
-Pacjent wymaga natychmiastowej hospitalizacji. Nie mam środków, by uratować mu życie - powiedział robot. - W czasie walki utracił zbyt wiele krwi i mogę jedynie utrzymać go przez kilka godzin. Potrzebuję pani pomocy przy powstrzymywaniu krwawienia. Druga jednostka medyczna została uszkodzona, gdy statek został trafiony ostatnim razem.
-Larisa! - ledwo droid zamilkł, usłyszeć dał się głos pilota. - Leć do wieżyczki! Mamy na ogonie kilka "gał" i Matt sam sobie z nimi nie poradzi!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Larisa Rayne » 15 Mar 2012, o 18:54

O mały włos, gdyby nie to że Matt ją złapał dawno by spadła i została pozostawiona na pastwę tych którzy przeżyli, a nawet jakby przeżyła to i tak później imperium szybko sobie z nią poradziło. Chociaz Rayne zawsze miała jakiegoś asa w rękawie którego mogła wykorzystać w najgorszej stytuacji.
Na wieść o tym, że jej cel dostał prosto w lewą część klatki piersiowej oznaczało to, że jej strzał był bezbłędny i napewno śmiertelny. Poczuła w głębi duszy radość i zadowolenie z własnej roboty. Jednak nie była to pora by teraz zbierać laury za wykonanie głównego zlecenia. Pozostawało jeszcze tylko wydostać się z tego całego motłochu.
- Dzięki Matt, dalej sobie poradze..leć zajmij się czymś pożyteczniejszym - powiedziała do niego, po czym mężczyzna pobiegł do jednej z wieżyczek obronnych. Sytuacja była coraz gorsza. Nagle nie wiadomo skąd pojawiły się myśliwce typu TIE. Najwyraźniej Imperium nie dawało za wygraną i nie pozwalało na ucieczke tym, którzy narobili tyle chaosu na Muunilist. Innym problemem był fakt utrzymania mechanika pokładowego przy życiu. Clark umierał a nie wystarczało już droidów medycznych by utrzymać go przy życiu. Wpierw Duch usłyszała wezwanie do pomocy w ambulatorium, gdyż sytuacja mechanika pogarszała się z powodu zniszczenia jednej z jednostek medycznych. Automatycznie po tym ogłoszeniu, zagłuszyło je drugie kiedy Peter wzywał do obrony statku, gdyż nadciągały myśliwce TIE.
Rayne stała po środku pokładu Zephyra, od czasu to próbując zachować równowagę. Miała przed sobą dwa korytarze, jeden prowadził do systemów obronnych Zephyra, zaś drugi do ambulatorium w którym przytrzymywany był przy życiu Clark. Stała jak wryta. Wszystko w okół niej wydawało się tak jakby zostało puszczone w zwolnionym tempie. Musiała decydować i to szybko...gdyż czasu było mału a niebezpieczeństwo zbliżało się w niesamowitym tempie. Przypomniała sobie to jak służyła w służbie Republiki, to jak była traktowana i to w jaki sposób potraktowała swój oddział wysadzając ich wszystkich w powietrze. Była bezlitosna, Łowczyni nagród bez uczuć, polegająca tylko na własnych zdolnościach i dbająca tylko o swój własny tyłek.
Jej kroki ruszyły w stronę systemów obronnych Zephyra. Szła powoli, tak jakby była cząstką zwolnionego czasu, który ją otaczał. Coś ją trapiło...coś dziwnego. Od dawien dawna, nie czuła się tak dobrze pracując w grupie..od kiedy została przydzielona do zespołu The Eye. Tutaj była inaczej traktowana. Jako nie popychadło postawionego nad nią oficera. Tutaj była zachowana ta równość i dostrzegane były jej umiejętności i talent jaki posiadała w swoim fachu. To było co innego...i strasznie Rayne to gryzło w sobie, myśląc o tym czy podjęła faktycznie dobrą decyzję.......

....Stanęła po paru krokach i wzięła głęboki oddech nachylając głowę w dół. Potrząsnęła ją na prawo i lewo, Spojrzała przed siebie, słysząc jak Matt wystrzeliwuje kolejne pociski w stronę myśliwców typu TIE.
- Jesteś głupia Rayne... - powiedziała - Poradzisz sobie i to dobrze, w końcu należych do dobrych strzelców...Rooster...- po tych słowach, zrobiła coś w co by nigdy nikt nie uwierzył. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu, postanowiła, że zrobi inaczej niż do tej pory. Odwróciła się i z całych sił pobiegła do ambulatorium. Nie wiedziała czy robi dobrze, nie wiedziała co wyniknie z tego. Nie myślała już...teraz polegała na swoim instynkcie. Wbiegła z całym impetem do środka i odrazu rzuciła się do pomocy w utrzymaniu Clarka przy życiu. Krew tryskała na różne strony, ochlapując jej twarz i kombinezon. Była tutaj chociaż sama w to nie wierzyła. Po jej policzku spłynęła łza...widząc to jak jej kompan cierpi, przypomniała sobie nauki ojca i to jak cierpiała z powodu jego utraty. Obwiniała siebie, pomimo tego, że była jeszcze dzieckiem. Szybko ją otarła by nie było widać jakiejkolwiek oznaky skruchy, bądź słabości. Od zawsze tak robiła i najwyraźniej w tej kwestii nic się nie zmieniło. Clark nie miał zbyt dużo czasu...tak samo jak reszta załogi. Oby teraz każdy wykazał się swoimi zdolnościami i przeżył ten cały horror.....
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Muunilinst] Trudniejsze niż się wydaje

Postprzez Mistrz Gry » 19 Mar 2012, o 20:27

Peter wierzchem dłoni starł krople potu, jakie wystąpiły mu na czole i rzucił nerwowe spojrzenie na ekrany panelu kontrolnego. Na ogonie mieli sześć myśliwców TIE - choć maszyny te w atmosferze były równie zwrotne, co rzucony kamień, MacLeod spodziewał się, że niedługo pojawi się ich więcej i Zephyr, wraz z załogą, znajdzie się w naprawdę poważnych tarapatach.
-Larisa Rayne powróciła do ambulatorium, by pomóc droidowi medycznemu w utrzymaniu przy życiu Clarka Borenaux - oznajmiła Alice wypranym z wszelkich uczuć, generowanym komputerowo głosem. - Przekierowuję moc obliczeniową na objęcie kontroli nad pokładowym uzbrojeniem.
-Rozwal sukinsynów!
Na potwierdzenie polecenia Petera, odezwały się laserowe wieżyczki Zephyra. Żadna żywa istota, jeśli nie jest wspierana przez Moc, nie może równać się szybkością reakcji i dokładnością celowania z komputerem, który bezbłędnie wyliczy trajektorię lotu myśliwca i odda strzał z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie minęły nawet cztery sekundy, gdy dwa z sześciu ścigających ich myśliwców zamieniły się w płonące kule ognia, które w widowiskowy sposób rozbiły się o błyszczące w promieniach słońca budynki mieszkalne.
-Władze planety właśnie wydały rozkaz poderwania w powietrze eskadry myśliwców przechwytujących - poinformowała Petera Alice, nieustannie monitorująca sieci komunikacyjne Imperium. - Wydano też rozkaz zestrzelenia nas bez względu na koszty.
-Chyba kogoś wkurzyliśmy... - mruknął MacLeod skupiony na sterach i próbach uniknięcia nieprzyjacielskiego ognia oraz zderzenia z budynkami, które tworzyły prawdziwy labirynt. - Co na orbicie?
-Rozpoczęto operację zablokowania planety, jednak Imperium nie dysponuje w tym systemie wystarczającymi siłami, by uniemożliwić nam przedarcie się przez ich sieć. Poza tym, jeśli odlecimy stąd w czasie krótszym niż trzydzieści minut, nie uda im się odpowiednio rozlokować floty.

Larisa starała się zatrzymać krwawienie, lecz szkarłatna ciecz nieustannie wypływała jej przez palce, a sprawy nie ułatwiały gwałtowne zmiany prędkości i zwroty, których kompensatory nie nadążały niwelować. Rayne nie wiedziała czy gorszy jest widok lejącej się wszędzie krwi jej towarzysza czy ekran ze słabnącymi oznakami jego życia. Kilka sekund później, do całego bałaganu doszedł jeszcze jeden dość nieprzyjemny widok - robot medyczny ściągnął Clarkowi maskę przeciwgazową, by ułatwić mu oddychanie.
-Teraz będę kauteryzow... - droid nie skończył, gdyż Zephyrem porządnie rzuciło i maszyna, nie zdoławszy utrzymać równowagi, przewróciła się na ziemię. Larisa zamachała w powietrzu rękoma, lecz nie udało jej się osiągnąć jedynie tyle, że zrzuciła na podłogę narzędzia chirurgiczne...

-Co to było!?
Peter z niedowierzaniem spoglądał na stan osłon - ich moc po zaledwie jednym trafieniu spadła do poziomu dwudziestu procent. Jakby tego było mało, na żółto zaczęły świecić się kontrolki głównego kompensatora przyspieszenia oraz filtra powietrza. Strzelano do nich z czegoś zdecydowanie większego niż zwykłe działka TIE.
-Ustalam źródło strzału... W otoczeniu brak sygnatur broni zdolnej do strzału o tak dużej sile - oznajmiła Alice. - Zwiększam obszar skanowania... Namierzono źródło.
-Co to było!? - powtórzył przestraszony Peter
-Strzelano do nas z działa laserowego gwiezdnego niszczyciela.
-Że co!? Przecież tu nie ma niszczycieli!
-Strzał padł z orbity.
Peter nie wierzył własnym uszom - ścigała ich eskadra myśliwców przechwytujących, zarządzono blokadę planety, a do tego strzelano do jednego, małego statku z orbity? To nie były procedury przyjęte przez Imperium w ramach próby pochwycenia zwykłego bandyty, który rozpętał strzelaninę w hangarze kosmoportu. Czymś takim powinny zająć się siły policyjne, a nie flota - i to na taką skalę.
Chyba, że władze planety wiedziały do kogo należy Zephyr.
Co znaczyło, że ktoś z The Eye im o tym powiedział.
-Rozpoczynam procedury zwalczania zagrożenia elektronicznego.
-Raport!
-Komputery Zephyra stały się celem ataku elektronicznego. Ktoś zdalnie próbuje dostać się do pokładowych baz danych. Możliwe, że celem jest wewnętrznych systemów takich jak kontrola uzbrojenia, lecz po strukturze ataku przewiduję próbę skopiowania całej pamięci.
-Co to znaczy?
-Ktoś próbuje wykraść kody komunikacyjne, szyfry, współrzędne odwiedzonych miejsc i dane załogi - Peter przysiągłby, że bezuczuciowa Alice na moment zawiesiła głos - a także moje oprogramowanie.
-Słucham!? Chcą cię... uprowadzić!?
-Przekierowuję całą moc obliczeniową do procesów wojny elektronicznej - to była jedyna odpowiedź, jaka padła.

W chwili, gdy Alice całą moc obliczeniową przeniosła do procesów odpowiedzialnych za odpieranie prób włamania się do pokładowego komputera, zamilkły wszystkie wieżyczki laserowe - z wyjątkiem tej sterowanej przez Matta Roostera. Ściana ognia, jaką postawiły systemy uzbrojenia Zephyra przestała istnieć w tej samej chwili i jedynie jeden strzelec mógł chronić statek przed chmarą nadciągających myśliwców.
To było za mało.
Rooster dwoił się i troił, na zmianę prosił towarzyszy o pomoc i ich przeklinał, lecz nie ściągał palca ze spustu, nieustannie posyłając w stronę nieprzyjacielskich maszyn czerwone wiązki laserowe. Udało mu się zniszczyć ostatnią z "gał" jeszcze zanim TIE Interceptory znalazły się w zasięgu strzału. Chwilę później strącił też jeden z myśliwców przechwytujących. Było jednak oczywiste, że nie zdoła zniszczyć pozostałych maszyn zanim te przebiją się przez kadłub Zephyra.

Larisa kątem oka dostrzegła astromecha przejeżdżającego korytarzem, lecz nie miała czasu, ani ochoty, by zastanawiać się do której z awarii mały droid zmierza. Biorąc pod uwagę nieustanne wycie alarmu i czerwone mrugające światła, cudem było, że Zephyr jeszcze się trzymał w całości.
Spojrzała na pustą koję, na której przed chwilą jeszcze leżał nieprzytomny Zabrak. Na skutek działania podanych mu środków, Curse wrócił do rzeczywistości i, pomimo odniesionych ran, czym prędzej pobiegł do wieżyczki strzeleckiej, by pomóc Roosterowi w odpieraniu ataku. Uchroniło to Zephyra przed zniszczeniem, jednak na pokładzie zaczynały już szaleć pożary, zaś połowa systemów nie działała.
W ogniu walki, stojąc przed obliczem śmierci, Larisie udało się zatamować krwawienie, zabezpieczyć ranę i uchronić Clarka przed natychmiastowym opuszczeniem tego świata. Do ustabilizowania jego stanu nie była potrzebna, więc czym prędzej ruszyła w kierunku trzeciej wieżyczki laserowej.

Wstrząs był tak silny, że powalił ją na ziemię - i tylko dzięki temu udało jej się uniknąć fali ognia, która przemknęła nad jej głową. Przez ułamek sekundy widziała wielką dziurę w kadłubie, lecz gródź oddzielającą korytarz od stanowiska strzelca została natychmiast zamknięta, by uniemożliwić dekompresję pokładu. Zdążyła jeszcze pożałować, że nie ma sobie hermetycznego skafandra, który uchroniłby ją przed ewentualnymi skutkami działania próżni, gdy dotarło do niej, że na stanowisku, które przed chwilą przestało istnieć, przebywał Curse...
-Larisa, rusz się, kurwa, do tego działka! - wrzasnął Peter przywołując ją do rzeczywistości.

Trójkątna sylwetka imperialnego gwiezdnego niszczyciela była doskonale widoczna na tle czarnej pustki kosmosu. Zephyr ostatkiem sił, jedynie dzięki potężnym silnikom oraz wytrzymałym osłonom energetycznym, mknął w kierunku pozwalającym na wydostanie się ze studni grawitacyjnej Muunilinst. Peterowi udało się wyprowadzić statek poza obszar działania komputerów próbujących przełamać firewalle i zabezpieczenia Alice, dzięki czemu ta mogła ponownie przenieść moc obliczeniową na kierowanie systemami uzbrojenia.
MacLeod pustym wzrokiem rozejrzał się po zdewastowanym mostku, na który wpadli Matt i Larisa - niepotrzebni już na stanowiskach strzelców. Kokpit zaliczył jedno bezpośrednie trafienie i jedynie resztki osłon i mocny pancerz uchroniły to miejsce przed wyparowaniem.
-Rozpoczynam procedurę awaryjnego wejścia w nadświetlną - oznajmiła Alice. - Wejście za dwadzieścia sekund...
-Co z... Clarkiem? - spytał Peter
-Ma szanse - odparła Larisa. - Jednak Curse... nie przeżył.
-Kurwa... Ktoś nas sprzedał. Niemożliwe, by zaangażowano... takie siły w pościg za... zwykłymi bandziorami...
-Piętnaście sekund do skoku.
-Peter? Wszystko w porządku? - na twarzy Matta pojawił się niepokój. Pilot miał wyraźne problemy z utrzymaniem głowy w pionie oraz mówieniem. Rooster podszedł do MacLeoda i gdy stanął obok, zauważył, że jego mundur pokryty jest krwią.
-Jesteś ranny!
-Wyrzuciło mnie... z fotela i... nadziałem się... nadzia...
-Do skoku pozostało: dziesięć sekund.
-Peter! - Matt złapał MacLeoda nim ten zdążył spaść z fotela pilota na ziemię. - Larisa, pomóż mi!
-...cztery, trzy, dwie, jedna. Skok.
Rooster i Rayne poczuli znajome szarpnięcie, gdy Zephyr skoczył w nadprzestrzeń pozostawiając za sobą Muunilinst i imperialną flotę, a także niewyjaśnioną zagadkę zaangażowania tak wielkich sił w próbie uniemożliwienia im ucieczki z planety. Dwoje najemników położyło nieprzytomnego Petera na ziemi, a Matt rozerwał jego koszulę, by obejrzeć ranę. Na moment znieruchomiał, gdy zobaczył wielką dziurę w brzuchu, przez którą lała się krew zabarwiona na czarno.
-Jaki bajzel - jęknął próbując zatrzymać gwałtowny upływ krwi. Larisa miała wrażenie dziwnego deja vu, gdy przez palce Roostera uciekało zdecydowanie zbyt wiele szkarłatnej cieczy.
-Duch, leć po apteczkę! Peter, zostań ze mną, do cholery!
Larisa ruszyła się nim Matt zdążył dokończyć polecenie. Nie zwracając najmniejszej uwagi na krzątające się po statku astrodroidy, biegła do ambulatorium. Po drodze zahaczyła stopą o walające się na ziemi kable i runęła na podłogę nim zdołała odzyskać równowagę. Uderzenie wypompowało jej całe powietrze z płuc, lecz natychmiast poderwała się i, nie zważając na rwący ból w kolanie, pomknęła do pomieszczenia medycznego.
Wbiegając do środka wpadła na droida medycznego i niemal ponownie wylądowała na ziemi. Podparła się ręką o ścianę i przeskakując nad zrzuconymi przedtem narzędziami chirurgicznymi, złapała apteczkę.
-Zanotowano zatrzymanie funkcji życiowych pilota - głos Alice zdawał się docierać do Rayne z bardzo daleka. - Po wyjściu z nadprzestrzeni przejmę stery, chyba że pan Rooster zdecyduje inaczej...

Akcja przenosi się do: [The Eye] Stacja kosmiczna Feros
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Muunilinst