Content

Questy Retrospekcyjne

69 ABY - Poszukiwana

Image

69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 31 Lip 2016, o 15:51

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce...

https://youtu.be/JG5OsfOuEy0








GWIEZDNE WOJNY









69 ABY

POSZUKIWANA


Na samym skraju galaktyki... W dawno zapomnianym układzie Kallea wybuchła pandemia. Liczba ofiar powiększała się z dnia na dzień, mierząc ofiary w tysiącach. Każda planeta w układzie została objęta kwarantanną a część Zewnętrznych Rubieży została oficjalnie odcięta od reszty galaktyki.

Na planecie Terminus, ponoć pierwszej dotkniętej zarazą, trwały badania nad nieznanym wirusem. Imperialni naukowcy w mieście Ilidum zwanym także Pyłowiskiem odkryli, że główną przyczyną epidemii, jest popularny narkotyk zwany muratyną. Według nich narkotyk został zmodyfikowany do stopnia śmiercionośnego i jest zaraźliwy, a głównym powodem wybuchu epidemii była obecność narkotyku w głównych zbiornikach z wodą.

Gdy gangi i kartele dowiedziały się o tym, toczyły krwawą walkę o nawet najmniejsze zasoby czystej wody. Sprzedając ją za horrendalną cenę, lub zachowując ją dla siebie. Mieszkańcy posuwali się do brutalnych czynów, byle zdobyć pieniądze na wodę i lekarstwa. A Imperium, mimo poszukiwania remedium na śmiercionośny narkotyk szukali głównej dystrybutorki muratyny Lady Muratine. Jednak wysoka nagroda za jej głowę nikogo nie zachęciła w obliczu śmierci z tak wielu stron.

Nad losem układu Kallea widniała zasłona niepewności...


Image


Tiarnian Arcavius

Imperium miało związane ręce jeśli chodzi wirus, zarazę czy cokolwiek to było. Już w pierwszym tygodniu Imperium posłało po pomoc lekarzy i naukowców z Imperialnej Służby Zdrowia. Oczywiście pomoc została wysłana, ale to nie pomogło zapobiec rozpowszechnieniu choroby na dalsze rejony, a nawet planety.

Profesor Viktoria Strauss, pracująca kiedyś w siłach zbrojnych imperium wysłała wiadomość do swoich kolegów by pomogli jej zwalczyć ten problem. Niestety, podczas ataku haktywistów na serwery głównej kliniki Terminusa. Doszło do przecieku danych a w tym usunięcie pozwoleń na lądowanie. Znaczna część zdążyła dotrzeć na czas. Inni, oficjalnie nie proszeni goście byli praktycznie skazani na łaskę imperium. W tym Tiarnian Arcavius, który właśnie podchodził do lądowania w dokach Pyłowiska. Na jego przybycie czekał cały oddział szturmowców mający rozkaz pojmać pilota nieproszonego statku… Dla Tiarnana, był to dziwny komitet powitalny…


BZHYDACK

Dantan miewał lepsze dni, szczególnie podczas epidemii. Pomijając strzelaninę na ulicach i jego fundusz inwestycyjny, który właśnie szlag trafił, miewał się aż za dobrze. Miał własne zapasy wody i prowiant wystarczający na miesiące. Przywileje gubernatora Isalfdum były ogromne. Szczególnie kiedy się mieszka w ogromnym wieżowcu z dala od wszelkiej biedoty, strzelanin, i niewygodnych pytań. Tak, bycie namiestnikiem Imperium i do tego skorumpowanym gubernatorem przynosiło korzyści jak nikomu innemu. Ale, mimo luksusów nadal wisiała groźba śmierci nad jego głową. Wiedział, że w końcu ktoś po niego przyjdzie, z chęcią odebrania mu tego co ma, a wolał do tego nie dopuścić.

Zatrudnił mała armię najemników akurat stacjonujących po drugiej stronie Terminusa, w tym mandalorian i paręnaście droidów. Osobiście im nie ufał, ale maszyna jest zaprogramowana. To droidami się otaczał a resztę wysyłał do pilnowania porządku w jego wieży i w pobliżu niej. Zasiadając na swoim fotelu, biorąc łyk z szkła co rusz spoglądał na szarego droida naprzeciw niego. Nie spuszczał z niego oka, i za to mu płacił. Płacić droidowi… Nie do pomyślenia w tych czasach.
Nagle posiadłość zatrzęsła się, a w zza wytłumionymi oknami wzbił się dym.

- Co się tam dzieje do cholery? - Dantan wdusił przycisk komunikatora ale nikt nie odpowiedział.
- Sprawdźcie korytarz! – krzyknął do swoich droidów. Dwa z nich o kolorze czarnej stali wyszły pierwsze a ostatni szary nadal spoglądał w stronę Dantana.



Ahri Sann

Togrutanka miała ostatnio szczęście. Trzy zlecenia w ciągu jednego miesiąca i wszystkie na terenie Zewnętrznych Rubieży. Praktycznie dwa tygodnie jej zajęło na podróży i eliminacji celów, a wypłata była zadawalająca. Oczywiście, jej statek jak i załoga musiała odpocząć, a Terminus wydawał się być najlepszym miejscem by spędzić trochę czasu na wydawaniu pieniędzy na towary, niedostępnych nigdzie indziej. Lecz tutaj… na Terminusie, szczęście Togrutanki się skończyło. Nim zdążyła opuścić planetę wszystkie doki zostały zamknięte na czas kwarantanny. Mogła przebywać na swoim statku jak i jej załoga, ale sam statek został uziemiony przez imperium, a każdy ruch w dokach jest obserwowany.

Praktycznie, doki stały się wielkim bazarem, każdy kapitan frachtowca próbował sprzedać tyle towaru ile mógł, byle przeżyć kwarantannę. Togrutanka, miała pieniądze, ale obnoszenie się nimi mogło przynieść niepożądane skutki. Jednakże, nagroda za tak zwaną Lady Muratine przemówiła do Ahri Sann.

Szczególnie, że nagroda dziesięciokrotnie przewyższała to co aktualnie posiadała. Chociaż, musiała się liczyć z tym, że będąc poza statkiem, jego bezpieczeństwo może być niepewne. Imperium skutecznie poskramia wszelkie próby kradzieży statków i ucieczki mieszkańców z planety, ale nigdy nie wiadomo…
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Rafael Rexwent » 31 Lip 2016, o 16:57

- Naprawdę dobre – rzuciła Ahri, mieląc w ustach jedną z pieczonych pianek. Smak i konsystencja były wręcz idealne, ale Togrutance nasuwało się pytanie skąd Luupa mógł wytrzasnąć takie jedzenie. Przecież na kuchence tak dobrze by się nie upiekły.
- A tak właściwie to gdzie ty to przygotowałeś? - podejrzliwie spojrzała na puchatą kulkę, połykając porcję, którą do tej pory miała w buzi.
- Ucha umga. Gam lapu kuss tap – odparł w swoim języku Ewok, a po chwili podręczny tłumacz szybko wypowiedział te słowa w basicu.

- Jaki palący się kabel?! - krzyknęła Sann, biegnąc w stronę maszynowni. Nieco zaniepokojony wzrok istoty z Endoru odprowadził Togrutankę do wyjścia, po czym przeniósł się na pozostawione pianki. Puchata kulka bezceremionialnie spoczęła na zadku i zaczęła wpychać do ust kolejne białe bryłki. W krótkim czasie niemal wszystkie zniknęły w żołądku Luupy, a ten nadal puszczający koło uszu złorzeczenia Ahri, właśnie szykował się do pożarcia ostatniej słodkiej pianki.

Jednak już zmierzająca ku misce włochata łapka zatrzymała się w połowie drogi, po czym razem z całym ciałem Ewoka pomknęła w stronę twardej, durastalowej ściany. Uderzenie za bardzo nie bolało, ale wystarczająco ogłuszyło łakomczucha. Na tyle, by ostatnia pieczona pianka wylądowała w ustach Ahri.
- Następnym razem będzie mocniej – pogroziła Luupie, który powoli zbierał się z podłogi. Puchaty misiek rozcierał obolałe czoło, mamrocząc coś pod nosem w swoim języku. Podręczny tłumacz odmówił tłumaczenia, ze względu na „nadmiar niecenzuralnych słów”.
- Masz szczęście, że był to tylko przewód od automatycznej spłuczki w toalecie – rzuciła na odchodne Togrutanka, zostawiając Ewoka samego w pomieszczeniu.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Sey Ivett » 31 Lip 2016, o 22:00

Tiarnan jeszcze raz wyświetlił tajemniczą wiadomość. Wyglądała na spisaną przez astromecha, nie żywą istotę, a co dopiero przez nadpobudliwą profesor Viktorię Strauss. Jednak nagłówek adresu, szyfrowanie i zaszyty kod tożsamości bezsprzecznie identyfikowały ją jako nadawczynię. Wiedział o tym, bo sprawdził to wielokrotnie. Nie, nie było to mowy o pomyłce, tylko o jakiś cichociemnych działaniach. Wcale nie podobało się to Tiarnanowi. Ten brak jakichkolwiek informacji, ta specyficzna forma wiadomości kojarzyły mu się tylko z jednym. Dawnym okres w przeszłości, który miał nadzieję na zawsze porzucić.

- Sir, właśnie wylądowaliśmy - poinformował posłusznie pilot statku, wyrywając mężczyznę z kontemplacji. Tiarnan zamknął pozostałe otwarte okna wyświetlone na holomonoklu. Na nic mu się teraz zdadzą. Trzeba będzie działać na oślep, krok po kroczku rozwiązując zagadkę. Technicznie i tak nie miał nic lepszego do roboty, a ta przygoda mogła wyrwać go z rutyny, w którą zaczynał wpadać. Kto wie? Może odnajdzie wenę lub inspiracje do swojej pracy?
- Wychodzimy. - rzucił sucho do siedzącego obok droida. Maszyna posłusznie wstała, podążając jak cień za swoim właścicielem. Nie wydawała przy tym żadnego dźwięku poza szelestem płaszczu. Wspólnie ruszyli do otwartej rampy, prowadzącej na zewnątrz promu klasy-Svelte.

Gdy tylko wyjrzeli z statku zatrzymali się w miejscu. Przed nimi stał pełen oddziału szturmowców mierzących do nich z karabinów. Tiarnan mimowolnie się skrzywił. Ciekawy początek. Dalej pewnie tylko lepiej. Droid jedynie zlustrował groźnym spojrzeniem obecnych, wracając następnie do idealnego bezruchu. Zebrana grupa rozdzieliła się na dwie połowy. Spośród białych pancerzy żołnierzy wyłonił się szary mundur oficera.
- Stać! Zostajesz niniejszym aresztowany za nieupoważnione przekroczenie strefy izolowanej. - przemówił wyraźnie niezadowolony dowódca. Noszone na prawej piersi beretki wskazywały wysoką rangę, jednak nie tak wysoką by ich posiadacz mógł bezpiecznie siedzieć w bunkrze. Prawdopodobnie temu dawał upust. W końcu kto chce "być w polu" w trakcie masowej epidemii?
- Uważaj do kogo zwracasz się w ten sposób. - warknął Tiarnan. Też nie ukrywał swojego niezadowolenia. Wyciągnął z kieszeni kurtki kilka datakart. Jednoznacznie reprezentowały go jako wysoko postawioną osobę, daleko poza sferą zebranych tu żołdaków. Wśród nich znajdowały się między innymi uzyskane pozwolenia oraz potwierdzenie członkostwa w Imperialnym Dziale R&D. Zaprezentował je teatralnie wszystkim przed przekazaniem ich dowódcy do weryfikacji.
- Wezwała mnie profesor Viktoria Strauss w sprawie panującej epidemii. - poinformował zajętego skanowaniem dokumentów oficjela.

Rezultat sytuacji go nie martwił. Jeśli komitet powitalny stanowił by zagrożenie, od dawna wiedziałby o tym od swojego towarzysza. Teraz tylko chciał uniknąć marnowania baterii oraz związanych z tym problemów w postaci papierkowej roboty.
Image
Człowiek, poświęciwszy swoje życie na dobre uczynki i czynienie dobra, umrze zapomniany i bez słowa podzięki. Jeśli wykorzysta swój geniusz niosąc niedolę i śmierć miliardom, jego imię echem rozbrzmiewać będzie przez milenia.
Awatar użytkownika
Sey Ivett
Gracz
 
Posty: 38
Rejestracja: 6 Lip 2016, o 18:25

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 1 Sie 2016, o 00:13

Trafienie na Kalleę nie było tym, do czego przywykł Bzhydack, który niegdyś ochraniał senatorów i gubernatorów ważnych planet. Ale droid się nie przejmuje. Kontrakt był kontraktem, a gubernator Dantan zrobił sobie tylu wrogów, że odszukał jednego z najlepszych. W całej karierze Bzhydacka tylko jeden z ochranianych przez niego oficjeli zginął - a i to tylko dlatego, że miał pecha być senatorem w czasie zdobywania Coruscant a Bzhydacka wysłał wcześniej z misją.
Bzhydack, jak zawsze, czuwał nad gubernatorem. Nie był jedynym droidem w ochronie - a choć pozostałe były mocno zaawansowane, Bzhydack miał 86% pewności że sam mógłby je zniszczyć.
Nagle cały budynek zatrząsł się w posadach, zupełnie jakby ktoś zdetonował ładunek wybuchowy u jego podstawy. Czyżby wrogowie gubernatora postanowili wykorzystać szalejącą epidemię i go dosięgnąć? Bzhydack zastanawiał się, jak dobrze przystosowanych zabójców wyślą.
Droid skontaktował się z EV 7B14, swoim partnerem. Bzhydack wcześniej zażądał dostępu do całej sieci komputerowej i wszystkich zabezpieczeń pałacu. EV, o umiejętnościach większych niż najlepsze astromechy, czuwał nad całym systemem.
- Sprawdź przyczyny tego wstrząsu. Pełny skan całego otoczenia i wszystkich pomieszczeń. Oznacz wszystkie żywe istoty. Ciągły monitoring. Potrzebuję stałego dopływu informacji o wydarzeniach.
Bzhydack widział, że prawdopodobnie EV już się tym zajął, ale mimo to wysłał wiadomość. Oczywiście, nie musiał używać głosu, i cała wiadomość trwała ułamki sekund. Następnie Bzhydack nakazał sondzie opuścić plecak i wysłał ją korytarzem i dalej, na zewnątrz budynku. Sam również przeskanował teren i wyczulił wszystkie zmysły. Wyczuwał prąd płynący w przewodach, słyszał kroki pozostałych droidów i ludzi, rozpoznawał oddech gubernatora.
Podszedł do swojego pracodawcy i rozejrzał się z tego miejsca, sprawdzając jeszcze raz kierunki skąd mogło nadejść zagrożenie. Wyjął z rąk gubernatora szklankę i sprawdził skład chemiczny spożywanej cieczy za pomocą próbnika, który nosił przy sobie. Nic groźnego - jeśli nie liczyć alkoholu etylowego.
- Proszę wstać, gubernatorze. Siedząc, nie może pan zareagować wystarczająco szybko na zagrożenie, i mi krzesło też utrudnia pracę. Zaraz będę miał dane o tym wstrząsie.
Bzhydack przeprowadził gubernatora w miejsce, gdzie nie był widoczny przez okna ani drzwi, a równocześnie był blisko jednego i drugiego. Zdjął karabin i sprawdził go, przygotował też termodetonator.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 1 Sie 2016, o 14:06

Ahri Sann

Kolacja z pianek była niezbyt wystarczająca dla Ahri Sann. Opuściła Ewoka by coś zjeść, a ten został sam na podłodze, nudząc się.

Chwilę później ktoś zaczął walić w drzwi włazu Tęczowego Kucyka.
- Otwierać! Mamy rozkaz przeszukania statku! - ktoś krzyczał zza durastalowych drzwi.
Luupa wstał z podłogi i się śmiesznym krokiem udał się do kontrolki. Miał problem z dosięgnięciem zielonego przycisku, ale w końcu udało mu się. Drzwi rozsunęły się a do statku wbiegło pięciu mężczyzn ubranych w podniszczone kurtki i brudne spodnie. Byli uzbrojeni w blastery.

Jeden z nich na widok Ewoka przestraszył się i go postrzelił w ramię. Luupa wydał z siebie kwiknięcie i upadł na podłogę.
- Bierzcie wszystko co dacie udźwignąć!


Tiarnan Arcavius

Oficer otrzymał dokumenty od Tiarnana, wyglądały mu na prawdziwe, ale... musiał się upewnić.
- Będę musiał potwierdzić te informacje. Niestety musi Pan zostać pod aresztem, nie mogę pozwolić by ktokolwiek chodził po okolicy bez mojej wiedzy - oficer zakręcił dłonią w górze, a ludzie odpowiedzialni za doglądanie doków, przynosili odpowiedni sprzęt by uziemić statek. Oficer zerknął na groźnie wyglądającego droida i wrócił wzrokiem na Tiarnana.

- Droid musi zostać wyłączony na czas oficjalnego potwierdzenia informacji jakie mi Pan przekazał. Rozumiem, że nie będzie to dla Pana problem?

W oczekiwaniu na odpowiedź, oddział szturmowców wycelował w Tiarnana, w razie jego negatywnej odpowiedzi.


BZHYDACK

Wszystkie światła w wieży zgasły w mgnieniu oka, zostawiając za sobą krótki wyciszający się odgłos przepływu prądu w kablach. Komunikacja siadła także, gdzieś na korytarzu padły pierwsze strzały. Z kolejnym pociskiem odgłosy walki stawały się coraz bliższe. Zza drzwi wydostał się krzyk mężczyzny i odgłos upadku. W korytarzu nastała cisza, a po chwili drzwi otwarły się a w nich stanął znany BZHYDACK'owi droid ochroniarz. Miał nadpalony tors, a jego ręka szwankowała i się iskrzyła.
- Zagrożenie. Wyeliminowane - stwierdził i wszedł do środka. Za jego plecami leżał mężczyzna z karabinem. BZHYDACK'owi wydał się bardzo znajomy.
- Posiłki. Są. W drodze. Proszę-ę-ę-ę Czekać.

W wieży uruchomiło się zasilanie awaryjne, wypełniając pomieszczenie czerwonym światłem.
Droid stał wpatrzony w gubernatora, czasami puszczając z siebie serię iskier. Nagle odwrócił głowę w stronę drzwi a później swój tors.
- Posiłki. Przyzzzzzzbyły. Proszę. Za mną - droid ruszył przed siebie, a czerwone światło zdążyło się rozjaśnić.

Na podłodze leżał jeden z ochroniarzy.
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 1 Sie 2016, o 22:30

Bzhydack błyskawicznie zareagował na strzały i krzyki, stając między gubernatorem a zagrożeniem. Łączność z sondą i z EV nagle się urwała, Bzhydack rozpoznał odbiornikiem charakterystyczne szumy zagłuszania. Po chwili do środka wszedł droid ochroniarz, który był wyraźnie uszkodzony. Tuż za nim wleciała sonda Bzhydacka. Mały zdalniak nawiązał ze swoim panem łączność laserową, jednak nie było go na korytarzu w momencie strzelaniny. Po chwili w budynku zaskoczyło zasilanie awaryjne, zagłuszanie jednak nadal trwało. Bzhydack wyciągnął drugą sondę, otwarł okno i wysłał obie na zewnątrz, jedna z nich poleciała na poziom centrali. Dzięki temu mógł się porozumieć z EV za pomocą wiązek laserowych
- Sprawdziłem wstrząsy, prawdopodobieństwo 78% wywołania ich przez ładunki wybuchowe. Zagłuszanie jest z zewnątrz, ale rozpracowałem wystarczająco dobrą częstotliwość. Kodowanie 12K.
Bzhydack wezwał sondy z powrotem i wszedł na tę częstotliwość.
- Opuść centralę. Zabierz sprzęt. Mogę potrzebować wsparcia. Zmierzamy do 4 szybu turbowind.
Całość trwała raptem kilkanaście sekund, tyle czasu by drugi droid zakomunikował o przybyciu wsparcia. Bzhydack stał się podejrzliwy - w końcu łączność nie działała. Poza tym zabity mężczyzna okazał się być członkiem ochrony. Bzhydack miał teraz dwie możliwości - albo to ludzie zdradzili gubernatora i postanowili go sprzątnąć, albo ktoś przeprogramował droida. Zwłaszcza że nigdzie nie widział drugiej czarnej maszyny.
- Idź pierwszy. - powiedział do czarnego droida. Czarną maszynę poprzedzała tylko jedna z sond Bzhydacka.
Ruszyli razem korytarzem w kierunku wind. Gdy przechodzili nad zabitym ochroniarzem, Bzhydack podniósł jego karabinek i wcisnął w ręce gubernatorowi bez słowa. Gubernator zacisnął ręce na broni kurczowo. I niepoprawnie.
Przeszli korytarz i doszli nieniepokojeni do wind i schodów. Drzwi windy 4 otwarły się, i wyszedł z nich EV 7B14.
- Co to za jeden? - krzyknął gubernator i spróbował wycelować broń. Bzhydack chwycił jego blaster za lufę.
- To mój partner.
Wysoki, przygarbiony droid techniczno-medyczny w plecach nosił mały magazyn części, narzędzi i leków. Tak samo wiele miał wmontowane w sześć rąk. W dwóch pozostałych trzymał działko Z6, przy pasie miał miotacz soniczny. Zielona sfera pola siłowego migotała wokół niego. Czworo oczu przyglądało się otoczeniu z typowej dla serii EV czaszki.
- Sprawdź go - Bzhydack zwrócił się do partnera za pomocą komunikatora, bezgłośnie, wskazując EV czarnego droida. EV bez słowa podszedł do czarnej maszyny i sprawnie zajął się załataniem jej boku i reperacją ręki. Oraz włamał się do jej cybernetycznego mózgu i wgrał program podporządkowania Bzhydackowi.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Rafael Rexwent » 2 Sie 2016, o 13:44

Togrutanka usłyszała odgłos grzmocenia w drzwi włazu statku, oraz wykrzykiwane słowa. Od razu stwierdziła, że coś tu nie pasuje. Nie mógł to być imperialny patrol, bo głosy były zupełnie inne. Jak się przez spory okres życia służyło w armii Imperium, to niemalże automatycznie zapamiętuje się ten beznamiętny, zimny ton wydobywający się z głośników hełmów. Ale ten fakt Sann mogła przemilczeć, bo istniało podejrzenie, iż to siły porządkowe planety, lub prywatny oddziałek jakieś osobistości. Natomiast nie zamierzała lekceważyć swoich przeczuć, które natychmiast zaczęły ostrzegawczo pulsować w jej głowie. Tyle razy ten „szósty zmysł” ocalił jej życie podczas misji, że niezaufanie mu w tym przypadku było dla kobiety niepojęte.

Miała zawołać do Ewoka, by nie otwierał drzwi, ale najwyraźniej jego mały móżdżek nie pomyślał o zagrożeniu, a gdy się zorientował było już za późno. Luupa dostrzegł tylko lecącą szkarłatną smugę, a po chwili po całym puchatym ciele rozlała się fala bólu. Rana nie była śmiertelna, lecz pochodzący z Endoru kosmita i tak zapiszczał. Potem rozdarł się drugi raz, gdy znów wywrócił się na twardą podłogę, a obolałe od ostatniego uderzenia czoło ponownie zaliczyło bliskie spotkanie z durastalową ścianą.

Z tych odgłosów Ahri wywnioskowała tyle, że to jest napaść na jej statek. A na to nie mogła sobie pozwolić. Wyzywała w myślach głupotę Luupy, który sam otwierając właz, automatycznie wyłączył pułapki. I teraz zamiast zostać spopielonymi przez miotacz ognia, czy też poszatkowani przez ukrytą wyrzutnię ostrzy, napastnicy cali i zdrowi zaczęli panoszyć się na frachtowcu. Można to było z łatwością zauważyć, ponieważ uzbrojone szumowiny nie siliły się na dyskretność i wydawały sporo odgłosów podczas grabieży.

Oba odbezpieczone blastery znalazły się w dłoniach Togrutanki, która jak najciszej zbliżała się w stronę źródła odgłosów. Jej niemal bezgłośny chód dawał jej gwarancję, że nie zostanie usłyszana. Większym problemem był natomiast fakt, że ciężko być niezauważonym na korytarzu statku i prędzej czy później, nawet na oślep, któryś z wrogów na nią wpadnie.

Skulona i czujna właśnie weszła w poprzeczny korytarz, gdy dostrzegła jednego z napastników. Ubrany w podniszczone ubranie i dzierżący blaster, najwyraźniej szukał czegoś do zrabowania. Nie dostrzegł jej, ponieważ zaglądał właśnie do jednego z pomieszczeń, niezbyt zainteresowany tym co dzieje się dookoła niego. Takiej sytuacji Ahri nie mogła przepuścić i niemalże bezgłośnie zbliżyła się do napastnika. Blastery już wcześniej spoczęły w kaburach, a w dłoniach kobiety znalazł się wibronóż. Uruchomiony po uchwyceniu rękojeści malutki silniczek wprowadził ostrze broni w drgania, znacznie zwiększając morderczy potencjał wibronoża.

Niczym jastrzębionietoperz Sann rzuciła się na swoją ofiarę, przejeżdżając po jej szyi trzymaną bronią. Z rozwartej tętnicy buchnęła krew, barwiąc jasnoczerwonym, niemalże różowym kolorem najbliższą okolicę. A razem z tym drogocennym płynem z ciała mężczyzny uchodziło życie. Nie mógł nawet wydobyć dźwięku, a jedynie patrzeć jak fontanna posoki zalewa jego twarz, klatkę piersiową i ręce. Śmierć przyszła szybko i zabrała ze sobą żywot niedoszłego złodziejaszka.

Ahri nie czekała jednak aż ofiara wyzionie ducha, tylko ruszyła dalej. Dobrze wiedziała, że cios był śmiertelny i nie miała czasu na podziwianie jego skutków. Nie dana jej jednak była chwila wytchnienia, bo po chwili na ten sam korytarz wpadła dwójka szumowin. Tym razem dostrzegła ich twarze, ale i oni dostrzegli ją. Trzymane przez nich blastery rzygnęły laserowymi boltami, które natychmiast pomknęły w jej stronę. Lecz, czy to wina zaskoczenia napastników, czy też zasługa szczęścia, faktem było to, że energetyczne smugi minęły Togrutankę, z sykiem uderzając w ścianę. Po pomieszczeniu rozniósł się zapach ozonu i swąd palonego metalu, ale żadna z trójki istot nawet nie odnotowała tego faktu. Kolejne pociski pomknęły już mniej więcej tam gdzie była Ahri, aczkolwiek kobieta wykonała szybki przewrót w tył i laserowe bolty zasyczały przy kontakcie z podłogą, w miejscu w jakim Sann znajdowała się chwilę temu.
Tuż po zmianie pozycji Togrutanka trzymała już oba blastery, które cicho pyknęły przy wystrzałach. Dwie szmaragdowe wiązki opuściły lufy broni, mknąc w kierunku obu napastników. Ułamek sekundy później mężczyźni mieli dodatkowe otwory wentylacyjne na czołach, a do poprzednich „aromatów” dołączył odór palonego mięsa. Łoskot upadających ciał rozległ się po statku, co nie mogło pozostać bez reakcji kompanów zabitych.

Do uszu Ahri dotarł tylko dźwięk stukotu wydawany przez ciężkie buty następujące na durastalową podłogę, a gdy odwróciła się w kierunku skąd dobiegały, zobaczyła lufę DL-44 wymierzoną prosto w nią. Mężczyzna nie odezwał się, tylko wykrzywił usta w kwaśnym uśmieszku i pociągnął za spust. I tutaj Sann mogła tylko dziękować wieloletniemu treningowi i wrodzonej zręczności, bo pocisk energetyczny zamiast śmiertelnie ranić, zaledwie lekko drasnął ją w lewe ramię, po czym nieszkodliwie rozpłynął się na ścianie. Napastnik od razu chciał wystrzelić kolejne bolty, lecz przeszkodził mu niewielki, metalowy przedmiot, który wbił mu boleśnie w ramię i spodował wypuszczenie przez niego broni. Po chwili drugi, podobny pocisk trafił w szyję mężczyzny. Shuriken bez problemu swoimi ostrzami przebił się przez skórę, mięśnie i naczynia krwionośne, docierając do rdzenia kręgowego i zahaczając o niego, doprowadził do jego przerwania. Czwarty szubrawiec padł martwy w kałuży własnej krwi powoli sączącej się z ran.
Jego zabójca właśnie wyszedł na korytarz, prezentując się w całej swej okazałości. Sześćdziesięcio centymetrowy, królikopodobny obcy podszedł do nieruchomego ciała i wyszarpał oba shurikeny, po czym wytarł je o niezakrwawione rejony ubrania martwego mężczyzny i przypiął do bandoliery. Wykonawszy te czynności odwrócił głowę i spojrzał się na Ahri. Jego futerko zmieniło odcień z krwistoczerwonego na karmelowy, a tęczówki wpatrzone w Togrutankę przybrały kolor jej oczu.

Kushiban wesoło pomachał jej łapką i stanął koło niej bezgłośnie dając znak, że należy się pośpieszyć. Sann skinęła głową i razem z królikopodobnym obcym ruszyła tam, skąd dobiegł pisk Luupy. Ostatni z napastników zapewne zaniepokojony brakiem znaków życia od swoich kompanów, musiał czujnie wypatrywać niebezpieczeństwa. Chyba, że już uciekł.

Ostrożnie wychodząc zza kolejnego zaułka Togrutanka zauważyła stojącego bokiem szubrawcę. Zdawał się on lekko poddenerwowany całą sytuacją, a dwójki załogantów nie dostrzegł, ponieważ lustrował drugi prowadzący do pomieszczenia korytarz. Nie tracąc czasu Ahri wymierzyła jeden z DD6 w jego kierunku i pociągnęła za spust. Bolt energetyczny trafił go w bok, co postrzelony skwitował okrzykiem bólu i wiązanką przekleństw. Mężczyzna wijąc się niczym piskorz na podłodze statku, był zdany na łaskę jego właścicielki. Natomiast na ten widok pobudził się leżący do tej pory cichutko Luupa. Najpierw wstał i ze zdziwieniem w oczach przyglądał się rannemu, ale ujrzawszy wchodzącą Togrutankę i Kushibana odzyskał odwagę i wstał, lekko popiskując z powodu postrzelonego ramienia.

Kobieta cały czas trzymała napastnika na muszce, gdy Ewok po chwili wrócił z drewnianą włócznią, prawdopodobnie swoją pamiątką z rodzimego księżyca. Jego oczy płonęły, a puchate łapki drżały z podniecenia. Ten sam stan musieli czuć jego pobratyńcy, gdy wybijali szturmowców w pamiętnej bitwie o Endor. Usta wykrzywiły się w złowrogim uśmiechu, a ból ramienia na chwilę zaniknął.
- La kunaa Endora! - zakrzyknął na całe gardło Luupa i wkładając w to całą swoją siłę zadał śmiertelny cios swoją bronią. Grot wbił się w klatkę piersiową mężczyzny i przebił się do serca. Fontanna krwi trysnęła dookoła, a Ewokowi to pasowało. Ahri z niesmakiem przyglądała się aktowi zemsty. Zawsze przypuszczała, że miśki z leśnego księżyca są nie do końca normalne, a słowa Luupy, które przełożył na wspólny tłumacz tylko to potwierdziły:
- To jest Endor!

Kushiban znów spojrzał na kobietę, nie zwracając uwagi na Ewoka. Niezbyt kręciło go takie psychopatyczne zachowanie.
- Może przeszukaj ich kieszenie? Istnieje prawdopodobieństwo, że znajdziesz tam ciekawe rzeczy – rzuciła Sann do obcego o karmelowym futerku i długich uszach – no i zbierz ich broń. Zawsze będzie można to sprzedać – dodała po chwili, po czym lekko pacnęła go w ucho. Ten tylko pokiwał głową i ruszył wykonać zadanie.
- A ty posprzątaj – rzuciła na odchodne do Luupy i udała się w stronę jednej z ładowni. Ewok był niezbyt zachwycony poleceniem, ale gdy adrenalina nieco opadła ruszył w stronę schowka na droidy i uruchomił jednego z nich. Robot czyszczący zabuczał cicho i zabrał się do sprzątania krwi z całego pokładu frachtowca.

Sama Togrutanka podeszła do zapasów medykamentów i chwyciła jeden z małych opatrunków. Wprawnym ruchem założyła go sobie na niewielką rankę na ramieniu, nie chcąc aby pozostała tam szpecąca blizna. Wtedy przypomniała sobie o czymś, bo chwyciła medzestaw i ruszyła z powrotem do pomieszczenia gdzie zostawiła Luupę. Widząc siedzącego na zadku Ewoka, przyglądającego się pracy droida czyszczącego, rzuciła w jego stronę pakunek, podeszła do konsoli i znów zamknęła właz „Tęczowego kucyka”. Skontrolowała jeszcze, czy misiek dobrze założył sobie opatrunek, po czym ruszyła do kokpitu. Teraz czekała tylko na wyniki przeszukania prowadzonego przez Kushibana.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Sey Ivett » 2 Sie 2016, o 16:49

- Będzie. - krótko odpowiedział wyrywając dokumenty z ręki oficera. Najpierw enigmatyczna wiadomość z prośbą o pomoc, teraz kordon pacyfikacyjny. Dowódca nawet nie sprawdził danych czytnikiem, nalegał jedynie zatrzymaniu Tiarnana. Coś to śmierdziało. Wedle Imperialnych protokołów pojazd przekraczający teren objęty kwarantanną należało ostrzec, a w razie gdy ten się nie wycofał zestrzelić następnie zabezpieczając wrak. Mentalnie uruchomił generator osłon. Delikatna czerwonawa otoczka pokryła sylwetką Arcaviusa oraz jego towarszysza.
- Twoja licencja. - zawołał to ubranego w szary mundur mężczyzny. Ten przez chwilę nie odpowiadał, zdziwiony obrotem sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni. Szturmowcy mimowolnie spojrzeli na siebie nawzajem. Też raczej nie spodziewali się podważania autorytetu przydzielonego dowódcy. Tiarnan agresywnie ponowił swoje pytanie.
- Gdzie jest twoja licencja? - zanim spanikowany oficer odpowiedział, Arcanvius zdążył przejrzeć bazę danych tutejszego personelu. Tak jak się spodziewał, brak zgodności. Lekko się uśmiechnął. Bawiła go reakcja nieprzygotowanego pozoranta. Plus może przybliżyć go on choć o krok do rozwikłania zagadki. Odłożył datakardy pod kurtkę, jednocześnie chwytając coś innego.
- Na podstawie nadanych mi uprawnień zostajesz oskarżony o podszywanie się pod Imperialnego Oficera, wydawania nieautoryzowanych rozkazów Kolonialnym Siłą Obronnym oraz próbę porwania pracownika naukowego Sił Zbrojnych. - oskarżył oszusta, jednocześnie mierząc do niego z odbezpieczonego pistoletu. Wyjął go szybciej niż ktokolwiek z zebranych zdążył zareagować.
- Strzelać! - krzyknął hochsztapler. Jeden spróbował. Zanim zdążył wyciągnąć blaster, jego broń rozpłynęła się w żółtym świetle zamieniając w błyszczący piasek rozwiany wiatrem. Żołnierz złapał się za nadgarstek z przerażeniem obserwując jeszcze dymiącą rękawicę w której jeszcze przechwalą znajdowała się karabinek.
- Nie zalecam. - ostrzegł dotąd milczący droid. Stał spokojnie w neutralnej postawie, w jego dłoniach widniał rozłożony karabin dezintegracyjny. Nikt nawet nie zdążył zanotować momentu jak maszyna wyszarpnęła z grubego płaszcza broni, wycelowała i strzeliła. Robot grzecznie czekał na dalszy rozwój wydarzeń, nie przykładając większej wagi do wywołanego osłupienia.
- Gdzie chciałeś mnie zabrać oraz kto cię najął? - Tiarnan zdzielił mocno kolbą oszusta po głowie, obalając mężczyznę z ciężkim hukiem na metalową posadzkę, następnie nadepnął butem pomiędzy łopatki, nie pozwalając pozorantowi podnieść się. Powietrze wypełnił wysoki pisk ładowanych kondensatorów. Lufa pistolety wskazywała bezpośrednio na potylicę leżącego.
- Jedna szansa.
Image
Człowiek, poświęciwszy swoje życie na dobre uczynki i czynienie dobra, umrze zapomniany i bez słowa podzięki. Jeśli wykorzysta swój geniusz niosąc niedolę i śmierć miliardom, jego imię echem rozbrzmiewać będzie przez milenia.
Awatar użytkownika
Sey Ivett
Gracz
 
Posty: 38
Rejestracja: 6 Lip 2016, o 18:25

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 3 Sie 2016, o 13:03

BZHYDACK

Program został wgrany pomyślnie, nie minęło dziesięć sekund nim cały proces został przetworzony.

- Błąd. Systemu. Pamięć. Zmodyfikowana - Droid zachrobotał w środku. Odwrócił głowę w stronę BZHYDACKA.
- Ostatni skan wykrył dużą ilość droidów. Piętro niżej. - jego mowa się znacznie poprawiła, a iskry już dawno przestały lecieć z jego ramienia. - Przeskanowałem swój system. Komunikacja jest zakłócona. Nie mogę się połączyć z żadną siecią. Zostaje komunikacja werbalna - Nagle odwrócił głowę w stronę schodów. Dobiegał z nich metaliczny odgłos kroków.
Dantan właśnie pożałował decyzji o większej ilości droidów. Przerażały go niczym opowieści o rakghulach za młodu. A metaliczne kroki jakie dochodziły ze strony schodów zbliżały się.

Gubernator zza pleców BZHYDACK'a wyglądał by zobaczyć co się dokładnie dzieje.
Od strony schodów wyszły dwa droidy, stare modele c-21, jednak zadbane i uzbrojone w dwa blastery E-11. Stanęły w korytarzu zagradzając drogę BZHYDACK'owi.

- Transport czeka. Imperium przygotował prom na flotę. Proszę za nami.
W pierwszym odruchu gubernator postawił krok w przód, jednak zdał sobie z czegoś sprawę, gdy tylko wyszedł naprzeciw wysokim droidom.
- Nie zamawiałem takich droidów! - krzyknął.


Ahri Sann

Unoszący się nieprzyjemny zapach krwi złodziei zaczynał się nasilać. Szczególnie kiedy krew zaczęła spływać do kratek i wyrw między panelami gdzie droid czyszczący nie miał zbyt wielkiego dostępu. Kushiban nie znalazł niczego przydatnego prócz broni. Dokumenty i na wpół zjedzone batoniki, które Luupa pewnie zarekwiruje.

Mężczyźni, mimo spuszczającej się z nich krwi byli odwodnieni, a ich uzbrojenie było kradzione. Szczególnie karabin, który mógł należeć do któregoś z szturmowców.
Jednak, wszyscy z nich mieli na karku znamiona. Niebieskawe żyłki losowo rozchodzące się na boki. Jeden z nich beż rękawów miał takie same znamiona na długości całych rąk.
Byli zarażeni, a ich próba kradzieży była usprawiedliwiona desperacją przed śmiercią z odwodnienia lub braku lekarstw. A teraz... ich skażona krew wsiąkała w statek jak woda w gąbkę.


Tiarnan Arcavius

Dwadzieścia minut przed przybyciem Tiarnana...

Kapitanie? wykryliśmy zbliżający się prom do naszego portu - poinformował jeden z pracowników wieży w dokach.
- Gdzie zamierza wylądować? - zapytał się go Kapitan opierając się dłońmi o konsolę.
- Kurs wskazuje na dok B44 Sir.
- Wywołaj go.
- Tak jest - zasalutował i chwycił za mikrofon. - Tutaj wieża, zidentyfikuj się Svelt- puścił guzik a odpowiedzi było brak. Po chwili ponowił wiadomość. Także bez odpowiedzi.
- Zestrzelić - Rozkazał Kapitan bezzwłocznie.
- Kapitanie. Komunikacja nie działa.
- Jak nie działa?
- Nie możemy się z nikim połączyć. Poza komunikacją sprzęt działa, radary i skanery także. Posiadamy także problemy z bazą danych, ale być może jest to także awaria.
Kapitan ugryzł się w wargę i spojrzał na jednego z swoich oficerów towarzyszących mu. Udaj się tam z oddziałem i aresztuj wszystkich na pokładzie. Przynajmniej na czas awarii.
Oficer skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Kapitan zaś udał się do wschodniej części wieży, by mieć widok na dok B44.

Teraźniejszość...

- Co się tam do cholery dzieje - warknął kapitan patrząc przez okno wieży na scenę,gdzie jego oficer leżał pod butem nieznajomego cyborga. - Działa ta komunikacja?!
- Jeszcze nie Sir!
Kapitan uderzył pięścią o stół i momentalnie zwrócił się w kierunku wyjścia.
- Gdy tylko wróci, macie zamknąć wszystkie wyjścia z doku B44!
Kapitan wyszedł z wieży a personel odetchnął z ulgą. Kapitan nie był zwykłym człowiekiem, który dostał awans za wyżywanie się na swoich podwładnych. Posiadał umiejętności... wykraczające poza szkolenie imperialne. I coś wszystkim mówiło, że opowieści o nim zostaną urzeczywistnione w ciągu kilkunastu minut...

- Zginiesz przez to dupku. Imperium sprawi, że nic z ciebie nie zostanie! - krzyczał oficer wiercąc się na podłodze.
Szturmowcy nadal celowali w droida i w mężczyznę, który miał broń przy skroni ich oficera. Jednak czekali na oficjalny rozkaz. Oficer jednak nie spieszył się umrzeć, więc wolał nie wydawać żadnych rozkazów. Na razie.
- Snajperzy już w ciebie mierzą... - mruknął pod nosem, gdy poczuł większy ucisk na swoich plecach.
I faktycznie, na różnych punktach byli umieszczeni Snajperzy. Na ciele Tiarnana pojawiło się paręnaście czerwonych kropek...

*Kapitan wróci w moim następnym poście*
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 6 Sie 2016, o 21:52

Podejrzenia Bzhydacka zdawały się potwierdzać. Droidy, które teraz wyszły po schodach, zostały zidentyfikowane przez Gubernatora jako nieznane, zresztą Bzhydack miał w bazie danych cały system ochrony i nie było w wykazie droidów model C-21. Skanery czarnego droida wykazały na dolnym piętrze dużą ilość droidów, co skanery Bzhydacka również potwierdziły. Ogólnej komunikacji nadal nie było - choć Bzhydack i EV znaleźli kanał na którym zagłuszanie było słabe i można było się porozumiewać.
Dwa droidy stanęły przed Bzhydackiem i zażądały przejęcia gubernatora. Po tym, co BX widział, zdecydowanie nie powinien im na to pozwolić. Dwa C-21 mierzyły w niego.
- W porządku. Przejmijcie eskortowanego.
Po tych słowach Bzhydack schował karabin i podniósł prawą rękę. Dwa C-21 podeszły bliżej.
I w tym momencie Bzhydack doskoczył do jednego, wyciągając wibromiecz i uruchamiając emiter wyładowań. Uderzył płazem w metalowy korpus, pancerz spowił się fioletowymi błyskawicami i droid padł bez zmysłów. Równocześnie Bzhydack z lewego ramienia wystrzelił linkę, która trafiła w głowę drugiego C-21. Droid próbował wycelować, ale Bzhydack szarpnięciem go przewrócił i wywołał kontrolowane przebicie w swoim aktywnym pancerzu. Prąd popłynął po beskarowej lince, przesilając systemy wrogiego droida.
Trwało to kilka sekund. Dwa C-21 leżały na ziemi bez zmysłów.
- Zajmij się nimi - Zwrócił się do EV.
EV podszedł do obu, z czeluści korpusu wydobył ograniczniki i umocował do obydwu C-21. Podłączył się najpierw do jednego, a potem do drugiego.
- Skopiowałem i wyczyściłem im pamięć. I wgrałem system podporządkowania.
EV wysłał Bzhydackowi pliki. Bzhydack przejrzał pamięci tamtych droidów szukając danych na temat ich właściciela.
Obydwa C-21 wstały i stanęły przed zejściem. Spojrzały na Bzhydacka.
- Oczekujemy rozkazów.
Bzhydack przeanalizował sytuację. Gubernator powinien wydostać się z budynku, ale na górnych poziomach nie było możliwości transportu, gdy planeta była strefą zamkniętą i nie było komunikacji. Jedyną możliwością było w dół. Schodami albo szybem windy, która nie działała. Bzhydack podjął decyzję.
- Idźcie przodem. - rozkazał dwóm C-21. Sam ruszył trochę za nimi po schodach, przygotowując karabin i granat jonowy. EV pozostał przy gubernatorze, razem z czarnym droidem ruszyli bardziej z tyłu.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Sey Ivett » 9 Sie 2016, o 20:40

- I kto to mówi? - zwrócił się do leżącego. Dyskretnie rozejrzał się po otoczeniu, bardziej polegając na sensorach droida. Nadal nie wierzył w autorytet obalonego mężczyzny, ale zaistniała sytuacja zmusiła Tiarnana do zrewidowania swojego pochopnego zachowania. Zdecydowania zbyt pochopnego. Osłony potrafiły wytrzymać tylko tyle przed przeładowaniem.

- Zróbmy tak... - zszedł z leżącego oficera, pomagając mu z powrotem wstać. Nie spuszczał broni.
- Mamy pat. Może się to zamienić w zbędną wszystkim strzelaninę. Lub może zakończyć w inny sposób. Ja proponuję, że odeskortujesz mnie z swoim oddziałem tam gdzie chciałeś. - Arcavius gorzko się skrzywił. Nie wierzył w to co mówi. Nienawidził się poddawać, szczególnie komuś gorszemu.
- Oczywiście ponieważ nikt nikomu nie ufa, będziecie dalej do mnie celować, a ja do was. Uczciwy warunek, prawda? - zapytał retorycznie. Nastało ciszę przerwał cichy, acz bardzo natarczywy i groźny pomruk.

- Ach tak. I żadnej dezaktywacji, bezwarunkowo - dorzucił Tiarnan przytakując głową droidowi. Czasem mimo wszystko trzeba umieć skapitulować. Byleby nie okazało się to gorsze od pierwotnej alternatywy.

Przepraszam za SMSowy odpis, ale wcześniej nie miałem czasu napisać pełnego, a teraz migrena rozrywa nu głowę.
Image
Człowiek, poświęciwszy swoje życie na dobre uczynki i czynienie dobra, umrze zapomniany i bez słowa podzięki. Jeśli wykorzysta swój geniusz niosąc niedolę i śmierć miliardom, jego imię echem rozbrzmiewać będzie przez milenia.
Awatar użytkownika
Sey Ivett
Gracz
 
Posty: 38
Rejestracja: 6 Lip 2016, o 18:25

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 10 Sie 2016, o 12:44

BZHYDACK

Dwa droidy prowadziły w dół schodów. Nic się nie działo. Zejście po schodach było łatwe. Jednak do czasu kiedy się okazało, że kolejny poziom schodów jest zasypany. Musiało być to spowodowane wcześniejszym wybuchem. Logicznym wyjściem byłoby przejść przez długi korytarz na drugi koniec budynku. i skorzystać z schodów po tamtej stronie. O ile te też nie są zawalone. Droid C-21 zerknął na stertę gruzu a jego drugi odpowiednik odwrócił się w stronę drzwi na piętro obok. Otworzył je. A za nimi ciągnął się długi korytarz. Czarny niczym najczarniejsza noc. Ale, po otwarciu drzwi, zaczęły się pojawiać czerwone punkty. Pulsujące światełka rozmieszczone równo na długości korytarza. Wyglądało to jak wąski pas lotniczy widziany z ziemi.

Pierwszy droid C-21 za wibrował i elektronicznie chrząknął w środku. Odwrócił się w stronę BZHYDACK'a i powiedział:
- Droid. Bomba. Winda. Dantan. Firma IDS. - Coś tu się działo dziwnego, szczególnie, że EV dopiero co przeprogramował C-21. Chwilę później upadł na ziemię przeżywając konwulsje, tak jakby wrzucono stary model droida do wody.
Gdy się to stało, z otwartego korytarza wysypał się grad czerwonych pocisków, które momentalnie zniszczyły drugiego C-21 na miejscu. Strzały nie ustawały, zamieniając korytarz jak i klatkę schodową na wielką imprezę, od której można było dostać epilepsji.


Tiarnan Arcavius

Oficer wstał z ziemi i spojrzał gniewnie na cyborga. Miał tak dużą chęć wydania rozkazu ''strzelać'', że aż zaciskał zęby by tego nie robić. Tym się zajmie Kapitan - pomyślał pokazując cień zadowolenia na twarzy.
- Nie masz żadnych praw by robić ze mną układy! Nie będę twoim zakładnikiem. więc opuść broń natychmiast! - krzyczał grożąc palcem cyborgowi. Gołym okiem można było zobaczyć jak próbuje wykorzystać swój autorytet.

- Masz ostatnią szan... - z dala dobiegł dźwięk strzału, a głowa oficera zamieniła się w czerwoną kulę z dziurą po środku. Syczenie przypalającego się ciała i wyparowującej krwi było dźwięczne tak jak jego upadek. Niecałą chwilę później z nieba spadła postać w szarej zbroi. Miał na sobie zbroję przypominającą mandaloriańską w barwach imperium. Szum z silników jego plecaka odrzutowego stopniowo ucichł, a on sam wyprostował się i wolnym krokiem zmierzał w stroną Tiarnana.
- Opuścić broń! - krzyknął mężczyzna niskim i zmienionym przez hełm głosem. Oddział szturmowców opuścili broń i stanęli na baczność. Tiarnan mógł się przyjrzeć człowiekowi z broi.
Był o głowę wyższy, szerszy w barkach i zdecydowanie silniejszy patrząc na masywność jego zbroi.

- Albo masz jaja ze stali, albo jesteś idiotą - stwierdził podchodząc bliżej do Tiarnana.
Był prawie przy samej lufie jego blastera, a jednak sprawiał wrażenie, tak go to w ogóle nie obchodziło. Chyba, że był pewny, że nawet strzał takiego bliska nic mu nie zrobi.
- Oficer Gorda miał rację co do jednej sprawy. Nie będzie zakładnikiem - spojrzał na zwłoki oficera i poklepał swoją kaburę. Tiarnan zauważył, że unosi się z niej mały dym. - Teraz nie masz, żadnej karty przetargowej. A takich jak on idzie zastąpić - Unósł swoją dłoń i nacisnął przycisk na rękawicy, po chwili pojawił się mini hologram osoby w imperialnym uniformie.
- Tak Kapitanie?
- Chorąży Anders. Został Pan awansowany na Oficera. Gratuluję.
Nim chorąży, czy też nowy oficer zdołał odpowiedzieć ''Mandalorianin'' zamknął hologram.
- Opuść broń. ''Arcaviusie''. Czeka nas rozmowa.
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Rafael Rexwent » 10 Sie 2016, o 15:31

Z dokumentów wynikało, że byli to zwyczajni obywatele planety Terminus. Rzecz jasna mogły to być tylko pozory, ale dosyć łatwo było zauważyć, iż do czynu który wykonali musiała popchnąć ich desperacja. Na ich nieszczęście wybrali zły statek do rabunku.
Znacznie bardziej od dokumentów Ahri zaniepokoiły widoczne na ciałach mężczyzn oznaki zarażenia wirusem. Krew trójki z nich zawierająca zapewne niebezpieczne związki zaczęła spływać do niedostępnych miejsc, grożąc zarażeniem i załogi „Tęczowego Kucyka”. Trzeba było się ewakuować, a Togrutanka wiedziała to już, zanim panel kontrolny frachtowca zalał kokpit ostrzegawczą czerwienią, wyświetlając informację o zalecanym opuszczeniu statku. Mieli pięć minut, a potem w YT-1980 włączy się tryb kwarantanny.
Cztery minuty później na zewnątrz była już cała trójka załogantów, z czego oboje puchaci obcy nie byli zbyt zachwyceni. Sann też średnio się spodobał bieg wydarzeń, ale nie mogła go zmienić. Ze statku zabrała to co niezbędne, czyli rzecz jasna swoje dokumenty, pieniądze i datapad, oraz w czarnej torbie przewieszonej przez ramię kilka zapasowych części ubioru, lornetka elektroniczna, trochę żywności i czystej wody w hermetycznych pojemnikach, no i udało się jej złapać swój strój bojowy, siatkę kamuflażową oraz jeden z granatów dymnych. Jednak najbardziej w oczy rzucały się jej dwa pistolety blasterowe, wibronóż w pochwie i przewieszony przez plecy karabin snajperski. Nie miała zamiaru rezygnować z polowania na Lady Muratine.
Gdy właz do statku zamknął się, Ahri rozejrzała się dookoła. Była spokojna o los „Tęczowego Kucyka”, bo po zamknięciu wejścia aktywowały się pułapki, które można było zdezaktywować tylko poprzez trzystopniowy system identyfikacyjny. Najpierw trzeba by wpisać pięciocyfrowy kod, potem przejść identyfikację odcisku palca i tęczówki oka.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 18 Sie 2016, o 00:57

Dwa droidy C-21 zeszły na niższy poziom, a Bzhydack za nimi. Dalsza droga na dół okazała się być jednak zablokowana przez zawalone szczątki. Teoretycznie jedyną ścieżką, która pozostała był korytarz na drugą stronę budynku. Da C-21 właśnie zaczęły go sprawdzać, gdy jeden z nich nagle wypowiedział enigmatyczne słowa i padł, jak gdyby uderzony kierunkowym impulsem EMP. Bzhydanic nic nie poczuł, ale mimo to nastawił się na obronę przed atakami na jego układ elektroniczny. Ułamek sekundy później drugi C-21 padł, rozniesiony na strzępy przez blasterowe błyskawice.
Bzhydack zareagował błyskawicznie, odskakując w bok. Z prędkością dostępną jedynie maszynom lewą ręką zdjął z pleców karabin a prawą schwycił wydany przez plecak granat jonowy.
- Osłaniaj mnie! - bezgłośnie powiedział do EV.
Chudy droid techniczny zrobił kilka kroków, by mieć w polu widzenia korytarz. Jego osłona błysnęła kilka razy przechwytując blasterowe pociski, zaś on sam nie pozostał dłużny. Korytarz wypełnił się błękitnymi smugami w ilości, jaką można wystrzelić tylko z działka Z6. Za nim czarny droid również włączył się do walki. Bzhydack zaś wrzucił w głąb korytarza granat jonowy, po czym przetoczył się i pochylony wbiegł dalej. Fala jonów przetoczyła się po ciasnym pomieszczeniu, dezaktywując wszelką elektronikę. BX był poza zasięgiem, choć nieco odczuł uderzenie granatu - ale nie było to nic, co by mu zaszkodziło. Sześć wrogich droidów również znalazło się poza polem rażenia granatu - szybko zareagowały, jednak Bzhydack był gotowy jeszcze zanim wstał. Głowy dwóch z nich zamieniły się w nadtopione skorupy, gdy trafiły w nie pociski z karabinu, trzeci zarobił dziurę w korpusie. Bzhydack nie zatrzymał się, strzelając, zatem trzeciego wroga zniszczył już z odległości kilku kroków. Dwa kolejne droidy stały blisko siebie, równocześnie wystrzeliły w atakującego Bzhydacka. BX przyjął trafienia na pancerz - wrogie maszyny nie dysponowały bronią mogącą przebić beskar - i odpowiedział. Karabinem wytrącił broń z ręki jednego, równocześnie kopniakiem odrzucając drugiego. Odstrzelił głowę maszynie której wytrącił broń, równocześnie ustawiając się tak, by jej korpus zasłonił go przed ogniem trzeciego droida. Kopnął w niego wypaloną skorupę, po czym zestrzelił tego wcześniej odrzuconego kopniakiem. Ostatni droid odrzucił korpus wcześniejszego towarzysza, jednak nie zdążył unieść broni - Bzhydack precyzyjnym strzałem oddzielił mu głowę od korpusu.
Ochroniarz gubernatora rozejrzał się po korytarzu, szukając przeciwników. Jego skanery obserwowały wrogie maszyny powalone eksplozją granatu jonowego. Mogły się one ocknąć w każdej chwili - Bzhydack nie wiedział, czy mają jakieś systemy zabezpieczające. I nie zamierzał się o tym przekonywać - metodycznie zaczął niszczyć niesprawnym droidom ich ośrodki decyzyjne. EV po chwili dołączył do niego.
- Nie przeprogramować ich?
- Nie ma czasu. Zresztą nie wiadomo, czy nie mają dodatkowych oprogramowań. Sprawdź je tylko.
- Zabiorę też z nich parę rzeczy.
- Jak skończysz, przeskanuj cały budynek jeszcze raz, metodycznie, pod kątem droidów, istot żywych i materiałów wybuchowych. I sprawdź, czy uda ci się połączyć z Holo i pobrać dane na temat Firmy IDS.
Choć skanery Bzhydacka były znakomite,to skanery EV były jeszcze lepsze. Bzhydack wysłał korytarzem jedną ze swoich sond, by miała oko na wejście, po czym wrócił do gubernatora. Dantan dygotał wręcz, przerażony. Stał nad korpusem czarnego droida, który widocznie został trafiony.
- Panie gubernatorze, proszę udzielić mi informacji na temat firmy IDS, jeśli pan takowe posiada.
Równocześnie Bzhydack rozważał następne posunięcia. Dokładnie przewertował pamięć dwóch droidów C-21 zgraną jeszcze wcześniej, Wiedział też że EV zrobi to samo z pamięcią droidów teraz zniszczonych. Decyzje podejmie w zależności od tego, co wykażą skanery i jakie dane uzyska z pamięci wrogich maszyn.

Informacje, informacje! Informacji potrzebuję.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Sey Ivett » 21 Sie 2016, o 02:24

Tiarnan założył ramię na ramię, splatając je w awanturniczy sposób. Wsunął dłonie pod płaszcz, chwytając ukryty tam drugi pistolet, zamiast odłożyć broń zgodnie z poleceniem nieznajomego. Na razie nie wyjmował ich dalej. Nie żeby miało to większe znaczenie. Z broni sonicznej szczęściem było by połaskotać kogoś w takie zbroi, nie wspominając o skrzywdzeniu.

- To co było to było. Skup się na teraz. - Arcavious musiał lekko zadrzeć głowę by przemówić do wyższego od siebie kolosa w pancerzu. Druga pochopnie idiotyczna decyzja mogła nie skończyć się tak dobrze, ale nie potrafił inaczej. Nie cierpiał musieć patrzyć z dołu na innych, a teraz nie miał innego wyjścia. Olbrzym wyprężył się. Podświadomie próbował stłamsić buńczuczną reakcję przez zastraszenie rozmiarami. A może zdawał sobie sprawę co znajduje trzyma były naukowiec.
- Nie zaatakowałeś mnie jeszcze, więc chcesz coś ode mnie. - Tiarnan wskazał kiwnięciem głowy ciemną sylwetką w poszerzającej się karmazynowej aureoli. Droid zaszczycił byłego członka Imperialnej Armii wyłącznie mikrosekundowym spojrzeniem. Potem wrócił do wiercenia dziury fotoreceptorami w pancerzu olbrzyma. Arcavious w międzyczasie sprawdzał dalej dostępne bazy danych. Lekko się skrzywił. Faktycznie jego też nie było w bazie danych. W takim wypadku świeży nieboszczyk nie dokonał błędu. Jakby to miało teraz znaczenie.
- W takim razie mów. - Tiarnan podsumowywał wszystko w głowie. Wymazane banki informacji, kwarantanna systemu, dziwna zaraza i tajemnicza wiadomość, a teraz pseudo-mandalorianiń w Imperialnych barwach. Coś anomalnie dziwnego miało tu miejsce. Antyczne powiedzenie mówi: po nitce do kłębka. Oby w takim razie dialog z nieznajomym pozwolił dokonać kilku wyjaśnień.

Pisałaś, że wolisz takie posty. Jeśli za krótki to poprawię.
Image
Człowiek, poświęciwszy swoje życie na dobre uczynki i czynienie dobra, umrze zapomniany i bez słowa podzięki. Jeśli wykorzysta swój geniusz niosąc niedolę i śmierć miliardom, jego imię echem rozbrzmiewać będzie przez milenia.
Awatar użytkownika
Sey Ivett
Gracz
 
Posty: 38
Rejestracja: 6 Lip 2016, o 18:25

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 21 Sie 2016, o 19:07

Ahri Sann

Będąc poza statkiem Ahri odetchnęła świeżym powietrzem, jej mali towarzysze o coś się spierali ze sobą a gdzieś w pobliżu padł strzał. Zauważyła, że szturmowcy byli całkowicie nieobecni w doku, w którym się znajdowała. Chwilę później, paręnaście cieni przemknęło po ścianie obok. Imperialni jednak byli obecni, w postaci snajperów. Jednak, nie przejmowali się togrutanką a pobiegli trochę dalej, aż znikli jej z oczu.

Nagle futrzasty przyjaciel Ahri Luupa padł na ziemię. Ewok był nieprzytomny a z jego ust zaczynała lecieć piana. Musiała się wdać infekcja. Po tak krwawej łaźni, jaka miała miejsce na Tęczowym Kucyku, trudno było nie zarazić się tym świństwem.

- Ty tam, obszar zostaje odcięty - ktoś krzyknął.

Jak się okazało, był to mały oddział szturmowców składający się z pięciu żołnierzy. Z czego jeden był wyższą rangą od pozostałych. Mówił o tym jego czerwony naramiennik.

- Wracaj na swój statek albo zostaniesz aresztowana - poinformował Ahri ten z naramiennikiem.
- Patrz! Ma objawy! - krzyknął najdalej wysunięty szturmowiec celując bronią w Luupę.
- Proszę się odsunąć od... tego - odezwał się raz jeszcze ten z naramiennikiem.

I w tej chwili jeden z nich zrobił coś, co było niesamowicie nietaktowne jak na szturmowców, z którymi można było się spotkać. Szturmowiec z pistoletem, podbiegł do Ahri, z mowy ciała nie wynikało, że miał złe zamiary, odsunął Ahri od Luupy i zaoferował pomoc. Ale nie dla Luupy.
- Nie możemy pozwolić by ten sektor został objęty kwarantanną. Nie może Pani tutaj zostać ani chwili dłużej, musimy Panią zabrać do pokoju dekontaminacji i zamknąć ten dok - powiedział szturmowiec odsuwając Ahri od ewoka. Na jego plecach był zestaw medyczny a na jego ramieniu zielona wstęga. Lekarz, lub ktoś w tym rodzaju.

Przed Ahri stał wybór.



BZHYDACK

Hałas był nie do zniesienia, strzały, wybuchy, ciągłe elektroniczne głosy i brak poczucia istoty ludzkiej w pobliżu przytłaczały gubernatora. Usiadł na ziemi, oparł się o ścianę i zatykał uszy.
Przeklinał swój los, miał tyle myśli, że nawet nie zauważył kiedy walka dobiegła końca. Z zamysłu wyrwał go BZHYDACK, pytając się o firmę IDS. Dantan spojrzał na niego zmieszany, wiedział o czym mowa, próbował odpowiedzieć na to pytanie, ale zbyt się jąkał z stresu.

Kolejny wybuch miał miejsce, tym razem o wiele silniejszy. Cała konstrukcja zatrzęsła się. Po nim kolejny i kolejny. Droidy najwyraźniej dały sobie spokój z przejęciem gubernatora a teraz bardziej dbał o to by nie opuścił tego miejsca żywy.

Dantan oprzytomniał w chwilę i chwycił za ramiona BZHYDACK'a:
- To stara firma ochroniarska składająca się z samych droidów do wynajęcia - odpowiedział na pytanie słowotokiem. - A teraz proszę zabierz mnie stąd!
Nagle, w korytarzu zapaliło się jedne światełko, nad drzwiami, które zostały samoczynnie się otwarły. Prowadziły do pomieszczenia przypominające biuro. W środku, oprócz chaotycznie rozrzuconych boksów znajdowało się wybite okno i tyrolka wbita w ścianę. W dodatku na suficie były idealnie utworzone dziury prowadzące w piętra na piętro i długa lina zwisająca z nich. Ktoś bawił się w kreta przez wieżowiec. W wieżowcu znów doszło do wybuchu, tym razem bliżej niż ostatnio, a konstrukcja zauważalnie się przechyliła. Tyrolka w pomieszczeniu nie wyglądała na bezpieczną, szczególnie, że cały budynek się walił i nie wiadomo było czy wytrzyma. Droid C-21 wcześniej wspomniał też coś o windzie, z drugiej strony zostały też schody.

Słońce powoli zachodziło za linią budynków, niosąc ze sobą czarną opokę nocy. Szanse na przeżycie w wieżowcu, nikły.

Jedna z dróg jest felerna, jedna najbezpieczniejsza i ostatnia pół na pół, jak wybierzesz którąś z nich to opisz akcję do połowy. :)


Tiarnan Arcavius

Wysoki mężczyzna w mandaloriańskiej zbroi szybko odwrócił głowę. Spojrzał za Tiarnana, na jego droida, który w jednej chwili wyciągnął broń i zaczął mierzyć w szturmowców. Tiarnan nawet nie zdążył się odwrócić a usłyszał serię pocisków wystrzelonych z broni droida. Oddział szturmowców nie był na to przygotowany. W kilka sekund dołączyli do martwego oficera z dziurą w głowie.
Nagle, niewyobrażalny ból w okolicach skroni przeszył Tiarnana. Całkowicie stracił kontrolę nad swoim droidem, a do tego utracił z nim łączność.

Mandalorian wyciągnął swój blaster i posłał parę strzałów w stronę droida, trafił go za każdym razem, zdołał nawet uszkodzić mu część torsu, jednak droid odwdzięczył się tym samym.
Żółta wiązka trafiła w tors mandalorianina po trzecim strzale, upadł na ziemię od uderzenia a droid, momentalnie uciekł w nieznane. Tiarnan nadal odczuwał ból z powodu implantów. Czuł, jakby mu bomba żarowa wybuchła w środku czaszki. Upadł na kolana, a później gdy podniósł wzrok zobaczył jak Mandalorianin się podnosi jak zmartwychwstały. Chwilę później Tiarnan upadł na ziemię nieprzytomny...

Tiarnan obudził się w celi energetycznej, z bólem głowy i bez swojego ekwipunku. Obok niego stały kolejne cele z innymi osobami.
- Lepiej nie dotykaj ścian - ktoś powiedział. - W ten sposób straciłem dłoń.
Tiarnan zauważył niewysokiego, starego mężczyznę z brunatną brodą i z kikutem sięgającym prawie do łokcia u prawej ręki.

Tiarnan miał problem, i to duży. Szczególnie, że jego implanty przestały działać...
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 30 Sie 2016, o 20:51

Adaari, Jak znowu nie napiszesz mi, co wykazało skanowanie, to się zdenerwuję i sam będę decydował, czy i gdzie są przeciwnicy lub słabe punkty. No i jak przeglądam jakieś pamięci czy dokumenty to też napisz co w nich jest (czy chociaż że nic w nich nie ma).


Bzhydack błyskawicznie rozejrzał się po otoczeniu. Za drzwiami, które same się otwarły , była drabinka, oraz lina przeciągnięta przez szereg otworów w sufitach. Droga, która się ukazała, wydała się droidowi podejrzana. Jakoś zbyt dogodnie ten ktoś wydrążył otwory właśnie tędy. Pozostawała jeszcze winda i schody. Tyle że schody zajęły by zbyt dużo czasu, a budynek się walił.
Bzhydack ze swoją maszynową prędkością pociągnął gubernatora, tak by go nie uszkodzić, i dopadł szybów windy. Otworzył wszystkie pięć, sprawdził je kolejno, po czym do trzeciego wpuścił jedną sondę w górę, drugą w dół, poczekał na sygnały od nich, po czym chwycił swojego pracodawcę i wskoczył. Spadając, skanował cały budynek, wyczulonymi zmysłami badał również podejrzane odgłosy - nad sobą słyszał jetpack, który miał wmontowany EV. Gubernator krzyczał przerażony, ale droida to nie obchodziło. By wyhamować, wystrzelił linkę z przedramienia, a gdy się zamocowała, rozwijał ją w zmniejszającym się tempie, wytracając prędkość.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 31 Sie 2016, o 12:37

BZHYDACK

Budynek zatrząsł się w posadach, cały szyb windy wypełnił metaliczny pomruk wyginających się części wieży. Dantan przeklinał całą swoją karierę. Będąc na skraju płaczu, wyznał, że mógł zostać piekarzem.

Kilka sekund później linka się skończyła. Na szczęście BZHYDACK'a i Dantana podłoże było nie wiele niżej. Gdy Dantan spojrzał w dół, uścisnął droida jeszcze mocniej, obawiając się upadku z wysoka.

Zejście nie było takie trudne, chociaż Dantan nie ułatwiał niczego. BZHYDACK mógł swobodnie zeskoczyć na metalową posadzkę. Zauważył, że nieopodal jest właz odgrodzony kratą. Coś na wzór szyby na śmieci. EV wylądował tuż obok Dantan'a.

- Skan zakończony, połączenie zostało przywrócone - poinformował.
BZHYDACK odczuwał słabe połączenie, ale będąc tak nisko, połączenie z siecią nie było trudne, a bardziej wolne w skutkach.
EV przysłał serię informacji na temat budynku, Dantana, firmy IDS i ogólnej sytuacji na terminusie.
\\\\
Według informacji, pobranych przez EV Dantan został Gubernatorem tylko z powodu nagłego zaginięcia swojego poprzednika. Wcześniej był tylko jego asystentem. Sam budynek kiedyś był hotelem, dopiero gdy Dantan doszedł do władzy, przywłaszczył go sobie i z penthousu uczynił osobiste biuro. Tysiące ludzi wtedy straciło pracę a zyskało niewielu.
////
Zapiski o firmie IDS były o wiele ciekawsze. Dantan powiedział, że to była firma ochroniarska składająca się z droidów. Jednak było to ogólne streszczenie. Sama Firma parała się jeszcze badaniem nowych technologii i tworzeniem nowych prototypów. Pochłaniała ogromną ilość pieniędzy, więc Dantan ją zamknął. Ciekawostką jest, że wszelkie ubezpieczenia i wypłaty pracowników zniknęły po wiadomości o bezrobociu.
\\\\
EV podesłał ostatnie informacje. Według planów, hotel w którym się znajdują powinien sześćset metrów. A znajdują się o sto metrów niżej, w podziemiach, które nie istnieją w planach.
Skan dodatkowych pięter poniżej parteru wykazał dużą ilość sylwetek odpowiadającym ludzkim. Wyglądało na to, że byłe żywe.
////
Głośne grzmoty dochodziły z góry szybu. Tak jakby ktoś uderzał kilkutonowym młotem o konstrukcję średnio co sekundę. Dantan się zląkł a grzmoty stawały się coraz głośniejsze. Patrząc w górę, można było dostrzec spadające iskry... i windę obijającą się o każdą zawadzającą belkę.

Masz informacje :)
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez BZHYDACK » 13 Wrz 2016, o 00:00

Bzhydack nie miał problemów z przebyciem całej wysokości, nawet pomimo uwieszonego kurczowo gubernatora. Gdy wylądował, błyskawicznie przeanalizował pobrane dane. EV z szumem opadł obok niego.
- Nie przerywaj skanowania. - zwrócił się BX do kompana. Sam zaś wezwał swoje obie sondy - jedna była w pobliżu, druga jednak nagle przestała odpowiadać. Bzhydack wysłał pierwszą w dziwny szyb, między prętami kraty. Sonda pokazała, że szyb był długi i o gładkich ścianach.
Chwilę później do czułych uszu bzhydacka doszedł hałas. To winda spadała szybem. Droid nie zastanawiał się długo, jednym szarpnięciem wyrwał kratę i wskoczył do szybu ciągnąć za sobą gubernatora. EV wsunął się za nimi. Przebyli może dwadzieścia metrów, gdy winda spadła na sam dół z trzaskiem, wzniecając przy tym tumany pyłu które wypełniły wąski szyb. Gubernator zaniósł się kaszlem, ale EV nasunął mu na twarz maskę tlenową, będącą w jego medycznym ekwipunku. Bzhydack poczekał, aż Dantan się nieco uspokoi, po czym zapytał:
- Jesteśmy dobre 100m poniżej poziomu gruntu. Czy wie pan, czym są te podziemia, których nie ma na planach?
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 220
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: 69 ABY - Poszukiwana

Postprzez Adaari Khepri » 10 Mar 2017, o 15:10

Pifor Secyzn

Pobyt Pifora na Terminusie nie należał do zbyt przyjemnych. Popijanie trunków w kantynie i nocleg w jednym z ciaśniejszych klitek właściciela, było luksusem wobec tego co się stało później. Znikąd wybuchła pandemia na cały system. Ludzie skakali sobie do gardeł a imperium zacisnęło pięść tak mocno jak się tylko dało. Jednak Pifor był sprytny na tyle by uniknąć najgorszego i uciekł do lasu daleko za Pyłowiskiem.
Niestety, monotonia zabawy w pustelnika dała o sobie szybko znać i spryt Pifora Secyzna przerodził się w głupotę, kiedy postanowił wrócić do cywilizacji.

Błąkając się po opuszczonych domostwach pech chciał by natrafił na imperialny oddział. Zachowując spokój, próbował wyjaśnić, że właśnie wrócił do cywilizacji, jednak wyjaśnienie było mało prawdopodobne. Nikt nie chciał przebywać w piekle, a zadaniem imperium było pilnowanie by nikt nie uciekł. Więc zwątpili w słowa Pifora i aresztowali go za próbę ucieczki z kwarantanny.

Kilka dni później, po licznych badaniach stwierdzono, że Pifor nie jest zarażony, jednak nadal nie wiedzieli co z nim zrobić. Udzielili mu azylu w postaci aresztu, w celi energetycznej. Nie mógł narzekać na niewygodę, imperium mimo surowego postępowania, potrafili docenić kooperację łowcy nagród i traktowali go przyzwoicie... do granic możliwości.

Zza czerwonych energetycznych ścian celi widział dwóch szturmowców siedzących przy stole, jedli coś na zasadzie kanapek. Z pomieszczenia było tylko jedno wyjście, które mieściło się na końcu korytarza z innymi celami i więźniami. Najbliżej Pifora, w sąsiedniej celi siedział stary, wychudzony brodaty mężczyzna, pozbawiony prawej ręki. Dalej, chociaż ledwo Pifor go widział, siedział nieco młodszy mężczyzna. Cyborg, który wyglądał jakby został dopiero co poturbowany.
- Hej Ty! - odezwał się stary mężczyzna z kikutem. - Słyszałem, że prawie udało ci się wydostać z miasta. Jak udało ci się uniknąć Muru? - zapytał trochę ciszej, mając na myśli oddziały imperium rozstawione dookoła miasta.


Jon Antilles

Pokój był przepełniony kaszlem, cherlaniem i warczeniem z bólu. Ludzie leżący na materacach, kocach i workach wypełnionych czymś miękkim, kulili się lub siedzieli zaciskając zęby z bólu. Gdzieś w kącie, ktoś coś mówił przez sen. Płacz kobiet i dzieci dobiegał z pokoju obok.
Nie licząc ludzi i posłań, mieszkanie było puste, nadające się na remont. Jedynym oświetleniem były kradzione z pobliskiej budowy stojące lampy rozstawione po kątach. Rzucały brudne żółte światło, co tylko potęgowało poczucie nudności i nędzy. Najciekawszym elementem były drewniane drzwi, zza których wydobywało się jaskrawe światło. Za nimi był mężczyzna, którego nie pytano o imię, ale nazywano znachorem. Podobno leczył samymi rękoma, a jego asystenci mu pomagali w bardziej klasyczny sposób. Normalnie wszyscy by się pchali do niego jak do bożka, jednak odpowiednia reprymenda zachowała spokój.

W tej chwili na stole leżała kobieta, w negliżu i oświetlona światłem z góry, jak na stole operacyjnym. Jej ciało pokrywały niebieskie żyłki i sińce, była nieprzytomna i poturbowana. Znachor dowiedział się, że została pobita przez rodzinę, kiedy ukrywała swoje skażenie. Znachor robił to co mógł, ale za każdym razem jak stosował swoje ''czary'' i żyłki nikły, po jakimś czasie wracały. Nie mógł nic zrobić, poza ofiarowaniem komuś parę godzin bez objawów zarazy. Zaczynało go to dobijać, męczyć, jak tylko skończył z jednym ''pacjentem'' następny już wchodził. Nawet został mu dany mały zakrwawiony ewok z tymi samymi symptomami. Jednak było dla niego za późno. Jego przyjaciółka togrutanka, która go przyniosła na rękach źle zniosła wieści o jego śmierci. Wściekła opuściła budynek i tyle ją widział. Chęć jego pomocy nie wystarczała, tu było potrzebne coś więcej.

Niech Moc dopomoże.

Nagle rozległ się wybuch, a płacz i stękanie przerodził się w piekielny krzyk dziesiątki osób. Swąd palonego mięsa wydobył się zza drewnianych drzwi. Stało się to tak szybko, asystentka otwarła drzwi samoczynnie gdy się to zaczęło. Znachor nie zdążył jej powstrzymać, ani uratować. Stanęła w płomieniach sekundę później i zniknęła w objęciach płomieni.
Jedynym wyjściem było wejście objęte ogniem i okno na końcu pokoju, ale nie posiadało one schodów. Znajdywał się wysoko, upadek z tej wysokości był śmiertelny. Gdy znachor odwrócił wzrok zza ognia wyłonił się szturmowiec, miał w ręku miotacz ognia, a jego pancerz był gruby i osmolony. Było widać na nim rozmazane ślady rąk.

Znachor musiał coś zrobić, nim wszystko strawi ogień.
Image
Awatar użytkownika
Adaari Khepri
Gracz
 
Posty: 97
Rejestracja: 31 Maj 2016, o 10:47
Miejscowość: Legowisko Psów i Drewniaka Kosmytty.

Następna

Wróć do Questy Retrospekcyjne