Content

Questy Retrospekcyjne

Wojny Klonów: Na ratunek Bailowi Organie!

Image

Re: Wojny Klonów: Na ratunek Bailowi Organie!

Postprzez David Turoug » 8 Lis 2015, o 13:32

Mak Lotar nie przywykł do takiego zachowania klonów, jakim raczył go Alpha-17. Wszystko wskazywało na to, że to właśnie on całkowicie przejął stery, do momentu aż jedna z salw nie trafiła w okolice ich pozycji. Podmuch targnął kapitanem jak szmacianą lalką, przenosząc go o dobre kilka metrów dalej.
- Sir, co z dowódcą? - zapytał jeden z żołnierzy, patrząc ku padawanowi.
- Róbcie to co uważacie za słuszne. Chyba najlepiej będzie jak przeniesiecie go do senatora, tam pewnie jest jakiś medyk. - odparł bez emocji młody Jedi - Teraz najważniejszym zadaniem jakie mamy przed sobą to odparcie separatystów.
- Co proponujesz? Od wschodu w naszym kierunku ruszyły spore siły droidów. Będzie jakieś 2000 B1 i około 400, a może i 500 B2. - rzekła Kass Tod - Od północnego zachodu niebezpiecznie blisko podeszły droideki. Nieco lepiej jest na północy, bo tam póki co naszą obronę stanowią bagna.
- Hmm, o ile zwykłe blaszaki możemy odeprzeć tym co mamy, o tyle rzucanie resztek klonów na droidy bojowe to desperacja. - odparł mężczyzna, machinalnie przecierając czoło, choć gest ten był nieco pozbawiony sensu - Weźmiesz 35 klonów i 6 komandosów i powstrzymacie atak od wschodu.
- Ale... Co z tobą... - próbowała protestować Zabrakanka.
- Nie ma czasu na dyskusję, każda sekunda daje przewagę Separatystom. Powstrzymam droideki, wezmę ze sobą 2 komandosów, by mnie osłaniali i 2 zwykłych klonów. Pozostałych siedmiu żołnierzy obstawi pozycję senatora. - odparł twardo Mak, choć wiedział, że być może po raz ostatni widzi swoją towarzyszkę - Spokojnie, jeszcze dwie baterie przeciwpiechotne są sprawne, pomogą mi rozprawić się z tym złomem.
- Mak... Kocham cię. - rzekła słabo Kass, zbliżając się do padawana.
- Wiem. - odparł krótko Lotar, łącząc się w pocałunku z Tod. Chwila uniesienia trwała krótko, armia wroga zbliżała się. Padawan tak jak zaplanował wezwał do siebie dwóch ARC i dwóch zwykłych żołnierzy i ruszyli na przedpole. Już po kilkunastu metrach, widział jak w oddali zbliża się do nich armia droidek. Było ich aż pięćdziesiąt i żadna czołowa konfrontacja nie mogła przynieść siłom Jedi powodzenia. Młody członek Zakonu wydał dyspozycję współtowarzyszącym żołnierzom, by dobrali dogodne pozycje i osłaniali go. Sam jeszcze raz rzucił okiem na pole bitwy i zdał sobie sprawę, że atak droidów niszczycieli ma jeden słaby punkt. Z obu stron otaczały ich bagna, więc musiały iść w miarę zwartą grupą.
- Sir, co planujesz? - spytał przez komlink jeden z komandosów.
- Zobaczycie. Wydajcie rozkaz bateriom, by zaraz po moim działaniu rozpoczęły ostrzał na pozostałe jednostki nieprzyjaciela. - odparł Mak, słysząc jedynie potwierdzenie ze strony rozmówcy. Przez kilka sekund patrzył jeszcze na okolicę, by zamknąć oczy i skupić się na otaczającej go rzeczywistości. Mimo, iż był dopiero padawanem, posiadł niezwykły dar do ujarzmiania sił natury, szczególnie tej związanej z ziemią. Lotar wyrównał oddech, który teraz był głęboki i spokojny. Nic już się nie liczyło, była tylko wszechobecna Moc. O dziwo, zakazane przez Zakon Jedi uczucie do Kass Tod, jakby dodawało mu siły. Jego zmysły zaczęły odczuwać każdą kropelkę, kwaśnego deszczu oraz nieprzyjemne podmuchy wiatru.
Mężczyzna osiągnął nietypowy stan zespolenia z jabiimską glebą, sięgając kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu, gdzie stał. Droidek niebezpiecznie się zbliżały, a grozę zwiększyły wyładowania, bijące nieopodal miejsca, gdzie stał Mak. Osłaniające go klony, oddały pierwsze salwy, gdy przestrzeń przed nimi delikatnie zakołysała się. Było to jedynie preludium, gdyż po sekundzie doszedł do nich potworny huk, a ziemia na dobre zatrzęsła się, otwierając na pozycjach droideków jamy, sięgające kilkudziesięciu metrów. Lotar nie wiedział ile tak stał, jednak plan choć w połowie musiał być sukcesem. Oczywiście droidy niszczyciele mogły pierzchnąć na boki, jednak wtedy ugrzęzłyby na bagnach, stanowiąc łatwy cel dla baterii przeciwpiechotnych i pozostałej czwórki klonów. Przez kolejnych kilka sekund ziemia trzęsła się, a wibracje dosięgały najprawdopodobniej pozycji, gdzie przebywał sam generał Kenobi. Po chwili, która mogła trwać zarówno kilka sekund, jak i kilka minut, Mak Lotar runął na ziemie, a czoło jego zroszone było nie tylko ulewnym deszczem, ale także potem. Przekrwione oczy i chwilowy zanik świadomości stanowiły o wielkim wysiłku jaki podjął ten młody Jedi. Padawan uniósł się na ramionach, uchylając powieki, by dojrzeć efekt swojej decyzji...

***


W momencie, gdy Mak Lotar podjął ryzyko, wykorzystując swoje niezwykłe umiejętności. Kass Tod wraz z przydzielonymi jej klonami, rozpoczęła obronę wschodniego odcinka. Choć przyszło jej zmierzyć się, ze zdecydowaną większą ilością jednostek wroga, to naprzeciw niej stanęły droidy B1 i B2, których siła rażenia była zdecydowanie mniejsza od droideków. Gdy tylko rywale znaleźli się w zasięgu ostrzału, Zabrakanka wydała rozkaz.
- Ognia! Nie pozwólmy by kupa blachy, okazała się lepsza od nas! - krzyknęła wojowniczo, oddając strzały w kierunku przeciwnika. Uznała, że ruszył do bezpośredniego boju, w momencie gdy roboty będą jeszcze bliżej linii obronnych. W momencie gdy pierwsze wymiany, obie strony miały za sobą, ziemia zatrzęsła się, a jabiimska natura, jakby jeszcze bardziej postanowiła dać się we znaki zarówno siłom Republiki jak i Separatystom. Kobieta musiała użyć Mocy, by ustać równo na nogach, gdzieś w głębi duszy wiedziała, że ma to związek z Lotarem, jednak ona musiała skupić się na swoim zadaniu.
- Nie przestawajcie strzelać! Generał Kenobi jest już blisko! - zachęcała do walki klonów, licząc na celne strzały klonów i komandosów. Gdyby udało im się odeprzeć tą nawałnicę, widmo porażki na pewno byłoby mniejsze, tym bardziej, iż środkiem pola bitwy, niedługo miał zapanować Mistrz Obi-Wan.

:
4
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4997
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wojny Klonów: Na ratunek Bailowi Organie!

Postprzez BE3R » 18 Lis 2015, o 20:25

Sytuacja wyklarowała się, niestety nie do końca zgodnie z założeniami dowódcy republiki. Nieprzyjaciel rzucił do walki wszystkie swoje odwody i było jedynie kwestią czasu kiedy senator zostanie pojmany, a republikańskie siły rozbite. Obi Wan krótkim czystym cięciem, wykończył super battle droida, mimo świszczących wokół pocisków i hałasu pola walki przeanalizował dane przesłane mu przez klony. Pozostało jedno wyjście. Smutek ogarnął serce rycerza, oto bowiem wielu oddało swe życie w obronie republiki a on… on powiedzie na śmierć pozostałych.
– Crack, przejmujesz dowodzenie nad pierwsza i trzecią. Wykończcie droidy za wzgórzem i umocnijcie się jak tylko się da. Ściągnąć wszystkich rannych, do których zdołacie dotrzeć. Zabrać E-weby z uszkodzonych ścigaczy czy inny sprzęt jaki zdołacie pozyskać i umocnić się na wzgórzach. Czekajcie na senatora. Rozkaz utrzymać pozycje za wszelką cenę.
– Tak jest sir.
Obi Wan wskoczył do jednego z dwóch sprawnych jeszcze ścigaczy, jazda w strugach ulewnego deszczu nie była niczym przyjemnym ale Generał nie miał wyboru. Pośpiesznie wydawał rozkazy. Cały plan wziął w łeb w związku z niezadowalającymi postępami natarcia, teraz zaś trzeba było zapłacić za to wysoką cenę, cenę krwi.


– OGNIA!!
Granaty plazmowe wystrzeliwane z AT-XT pomknęły w stronę największej ciżby separatystycznych droidów. Niewielkie maszyny kroczące sunęły szybko do przodu wmieszane w piechotę i ścigacze mające na celu odebranie senatora. Główną uwagę przykuwało jednak coś innego.
AT-AT – ostatni pozostały na placu boju kolos, ruszył do szturmu. Prawie trzydziestometrowy olbrzym gnał z maksymalną prędkością w stronę największego zagęszczenia droidów przeciwnika tratując wszystko po drodze. Jego załoga zasypywała gradem laserowych boltow kłębiące się pod nimi droidy. Raz po raz z luku wylatywały granaty oczyszczając miejsce pod brzuchem bestii. Pozostałe maszyny także nie próżnowały. AT-TE nie tylko osłaniały ogniem swego większego towarzysza, ale i siały zniszczenie wśród atakujących droidów. Tuż za wyraźnie szybszymi maszynami podążały klony poderwane do ataku przez Obi Wana. Plan generała zakładał uderzenie wszystkim co ma i wybicie korytarza przez zgrupowanie separatystów. Tym korytarzem miał się przebić do senatora i ocalałych Jedi, a następnie wycofać na umacniane właśnie przez klony pozycje.

:
4

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1671
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Wojny Klonów: Na ratunek Bailowi Organie!

Postprzez Mistrz Ind'yk » 20 Lis 2015, o 15:35

Sirrusowi przyszła na myśl jedna, bardzo celna myśl, gdy Anakin i Durge wymieniali przechwałki: nie gadaj, tylko walcz. Trzymając się jej ściśle, Mistrz Jedi pozostał jednak cicho.
Pojedynek z łowcą nagród był jednym z najtrudniejszych, w jakich mistrz Jedi kiedykolwiek brał udział. Durge był silny, zwinny, szybki i miał dobre wyposażenie. Czas było przypomnieć mu, że Jedi to nie tylko miecz świetlny i niezwykłe zdolności szermierki. Jedi to coś więcej, Jedi miał Moc. I, od niedawna, klony pod swoim dowództwem.
Kratos przyglądał się walce, czekając na odpowiedni moment. Pojedynkujący się poruszali się zbyt szybko, by oddać bezpieczny strzał do wielkiego obcego. A już na pewno nie tak celny strzał, że mógłby mu cokolwiek zrobić. Z wnętrza zestrzelonej kanonierki odezwał się jeden z jego podkomendnych.
- Sir, znalazłem ciężką artylerię, za chwilę będziemy mieli więcej argumentów! - głos klona był przytłumiony, jakby dźwigał właśnie coś ciężkiego. To była dobra wiadomość, Kratos nie wiedział, czy ciężki sprzęt przyda się akurat w tym momencie, ale wierzył, że generał Sirrus znajdzie sposób, by był użyteczny. Po kilku chwilach we włazie kanonierki pojawił się ARC, który ciągnął za sobą wyrzutnię rakiet i ciężki blaster szybkostrzelny. Dodatkowo na plecach wisiały mu trzy pociski do wyrzutni.
- Szybko, rozstawić mi to. Pięściarz, łap za wyrzutnię, Piątki będzie ładował. Pelr, ty obsługujesz karabin, ja i Boni będziemy was osłaniać. Jeśli to może cokolwiek zmienić - Kratos wydawał rozkazy wskazując miejsca, w których klony miały rozstawić się ze sprzętem. Schronili się, na ile mogli, za wrakiem kanonierki i czekali.
Sirrus widział zbyt wolny ruch Anakina i zranienie młodego Jedi. Wiedział, że długo tego nie wytrzymają. Musieli coś zrobić, coś z niczego. A w takich sytuacjach zawsze Mistrzowi Jedi przydawał się Kratos. Sirrus spojrzał w stronę klonów i zobaczył, że rozstawiają się z ciężkim sprzętem we wraku kanonierki. Miał już dobrą kartę w ręce, teraz trzeba było zagrać ją w odpowiedniej chwili.
- Ja zacznę! - krzyknął głośno, gdy Durge akurat brał zamach do następnego ciosu. Wiedział, że klony go zrozumieją, miał tylko nadzieję, że Anakin mimo rany zachował tak czułe zmysły, że zrozumie jego działania.
Sirrus skoncentrował się całkowicie, prawie automatycznie parował ciosy wściekłego olbrzyma. Czuł gniew łowcy nagród, czuł jego szał i rządzę krwi. Z tych właśnie uczuć czerpał spokój, który pomagał mu w walce. W środku pola bitewnego, na zaminowanym bagnie, pośród trupów i rannych towarzyszy, odnalazły się dwie skrajności. Jedna wściekła, nieposkromiona, dzika i opanowana instynktami. Druga zrównoważona, cierpliwa, beznamiętna i, co najbardziej zaskakujące, rozluźniona. Tak właśnie skupiał się Sirrus, gdy oddawał się walce.
Mistrz Jedi wykorzystał siłę, którą dawała mu zebrana w umyśle i ciele Moc. Czuł całe ciało Durge'a, dziesiątki kilogramów mięśni, siłę zdolną rzucać skałami, zręczność pierwotnego drapieżnika. Objął to Mocą, a potem zatrzymał.
Łowca nagród był wyraźnie zdziwiony, być może nie spotkał się nigdy z tak wielką Mocą. Nie mógł się ruszyć, mimo natężenia mięśni tak wielkiego, że prawie zrywały ścięgna.
- Ty... - zaczął krzyczeć Durge, jednak Sirrus postanowił wykorzystać swoje skupienie, żeby uciszyć olbrzyma. Zamknął mu usta. To był pojedynek umiejętności walki, a nie przechwałek. W tym momencie Kratos zauważył zmianę pośród walczących, wydał szybki rozkaz ataku. Pięściarz posłał celną rakietę w korpus olbrzyma, a Pelr rozpoczął ostrzał punktu, który właśnie zniknął w eksplozji.
Sirrus podejmował straszliwy wysiłek, by utrzymać olbrzyma w miejscu, miał jednak nadzieję, że Anakin zrozumie jego działanie i mu pomoże. Działania klonów może nie pokonają niezwykłego łowcy nagród, ale na pewno uszkodzą część z jego ekwipunku, może spowolnią niepowstrzymaną górę mięśni.

:
2
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Wojny Klonów: Na ratunek Bailowi Organie!

Postprzez Rafael Rexwent » 20 Lis 2015, o 19:59

Anakin miał wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia. Posługiwał się formą V, a dokładnie Shienem. Atutami tego stylu jest łatwość w odbijaniu pocisków blasterowych oraz na celnych i potężnych ripostach. Tyle że nie było za bardzo jak odbijać energetycznych boltów, bo nikt nie strzelał, a kontrataki przeciwko Durge'owi nie wchodziły w grę. Zbyt szybko się poruszał. Zbyt dobrze walczył. Skywalker nieco się rozdrażnił, że nie może pokonać przeciwnika. Zaczął wkładać w ataki więcej siły, co odbiło się na jego kondycji oraz refleksie. Jego obrona zaczęła coraz bardziej słabnąć. Pojawiły się w niej luki, a to wykorzystał Łowca Nagród dosięgając w końcu Padawana jednym ze swoich ostrzy, trafiając w bark. Metal na szczęście nie zagłębił się zbyt głęboko w ciało, powodując postanie niewielkiej, płytkiej rany. Niestety nawet takie skaleczenie w połączeniu z rzęsistych Jabiińskim deszczem spowodowało grymas bólu na twarzy Anakina.
Durge jak na razie miał bardzo dobrą pozycję i stopniowo ją umacniał. Przynajmniej jemu mogło się tak wydawać. Skywalker zaczął się zastanawiać czy nie zaaranżować klonów do przeszukania kanonierki, jednak żołnierze sami się o to postarali. I znaleźli ciężki sprzęt, który niewątpliwie cieszył oczy w takich trudnych chwilach. Słowa mistrza Sirrusa dotarły do jego uszu, ale kłębiły mu się głowie, tracąc sens. Właśnie miał znów zaatakować Durge'a, gdy zobaczył, że ten nale znieruchomiał. W lot zrozumiał co się stało, a jego umysłowi, przynajmniej chwilowo wróciło trzeźwe myślenie. Musiał pomóc, bez tego Mistrz będzie w opałach. sam długo nie wytrzyma tego obciążenia. Trzeba go wesprzeć.
Anakin przymknął oczy, czując jak otaczają go prądy nieokreślonej energii. Wiją się, są potężne, nieujarzmione. Zmusić te siły do posłuszeństwa mogą tylko wytrenowani w używaniu Mocy. Padawan podobnie jak Mistrz Sirrus poczuł nagle na sobie siłę Łowcy, potęgę, ale nie tak ogromną. Z sekundy na sekundę będzie zapewne rosnąć, powodując, że Jedi nie będą mogli jej powstrzymać i ulegną. A wtedy zapewne nastąpi koniec...

:
5
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Poprzednia

Wróć do Questy Retrospekcyjne