Content

Questy Retrospekcyjne

Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Image

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 22 Gru 2013, o 13:42

Sytuacja na "Nostalgii" była krytyczna. Nie dość, że z każdą minutą akcja abordażowa nabierała impetu, to fregata typu Corona była otoczona przez dwa, z trzech gwiezdnych niszczycieli klasy Imperial III. Powoli na mostku zebrała się garstka walczących, która postanowiła jak najdłużej odwlec działania Imperium na nieznanej planecie, przez co dawała szansę istotom ewakuowanym dzięki kapsułom ratunkowym.
- Sir, wrota zostały zabezpieczone. Zanim je sforsują zajmie im to kilka może kilkanaście minut. - rzekł 50-letni Nautolanin - Będziemy bronić mostka do końca.
- Nie będzie takiej potrzeby... Zrobiliśmy już wszystko co mogliśmy, kto chciał mógł się ratować i chwała im za to. Oby pamięć Zakonu oraz wszystkich członków załogi "Nostalgii" przetrwała. - odparł niezwykle spokojnie Tal Vapor. Pięćdziesiąt dziewięć standardowych lat jakie dane było mu żyć w zgodzie z Mocą, właśnie dobiegało końca. Mężczyzna nie czuł strachu, co więcej w otaczającej go grupce ludzi, można było odnaleźć jedynie odwagę, dumę oraz pogodzenie z losem.
- Josh... - zaczął ponownie Mistrz Jedi.
- Tak sir?
- Użyj manewrowych silników by zbliżyć nas do jednego z okrętów nieprzyjaciela, a następnie rozpocznij procedurę autodestrukcji. - rzekł stanowczo Vapor - Pięć minut. Dziękuję wszystkim za lata, podczas których graliśmy na nosie Imperium. Nasze działania nie były bezsensowne. Moc jest z nami, do samego końca i jeszcze dłużej.
Szturmowcy nie mieli szans w ciągu pięciu minut sforsować wrót i wstrzymać sekwencję samozniszczenia. Tal stanął naprzeciw głównego iluminatora, wpatrując się w przestrzeń. Medytował...

***


Medyk nie mógł oczywiście wykonać rozkazu Drexa, w warunkach frontowych nie było takiej możliwości. Nie mniej zaaplikował mu dawkę leków przeciwbólowych oraz serię stymulantów wzmacniających, po których Rey Varun poczuł się zdecydowanie lepiej, a przynajmniej nie odczuwał ogromnego cierpienia.
- To wszystko co na tą chwilę mogę wykonać, sir. - odparł sanitariusz.
- Chorąży Anek jakie rozkazy? Do mostka mamy naprawdę niedaleko, prawda... ee Rey? - spytał szeregowiec- Tak w ogóle to kim jest ten człowiek, któremu pomagamy? Jeżeli można wiedzieć? Wszystko z nim w porządku? Może sam odpowiesz?
- Sir jakie rozkazy? - dopytał kolejny podwładny Drexa, gdy na korytarzu zgasły światła awaryjne o kolorze niebieskim, a w ich miejsce pojawiły się rozbłyski czerwonych diod.
- <wycie syreny> SEKWENCJA AUTODESTRUKCJI ROZPOCZĘTA. ODLICZANIE ROZPOCZĘTE. PIĘĆ MINUT DO SAMOZNISZCZENIA. <wycie syren>
- Co teraz...?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Moc była silna w Miralukance, nie tylko dzięki jej wrodzonym predyspozycjom ale także naukom Tala Vapora. W przeciwnym, do wyjścia z kanionu, kierunku ujrzała krótki odcinek stepu, gdzie była wystawiona na widok wścibskich oczu, jednak dalej rozciągał się niezbyt gęsty las. Co było za drzewam, niestety pozostało niewidoczne dla Sall. Nie mniej, poznała chyba najlepszą drogę, w jaką mogła się udać. Oczywiście decyzja należała do niej.
Oceniając czas, w jakim Imperium rozpocznie poszukiwania, Quellin nim wyruszyła w obraną drogę, mogła wrócić jeszcze do kapsuły, którą warto było przeszukać w celu odnalezienia choćby szczątków pakietu pierwszej pomocy czy żelaznej racji żywnościowej. Coś w końcu musiało bezpiecznie dolecieć na nieznany lad.


***


Sador był w szczytowym okresie swojej formy fizycznej, która z czasem powinna jeszcze rosnąć, gdy będzie doskonali się w sztuce użytkowania Mocy. Drogę do obrzeży miasteczka przebył w rekordowo szybkim tempie. Nie było szans, by ktoś z Imperium zdołał wylądować na planecie, nie mówiąc już o jakimkolwiek śledzeniu rozbitków z "Nostalgii".
Wchodząc na pierwsze, niebrukowane uliczki, Tray mógł skojarzyć ową mieścinę z lokacjami, z Tatooine. Chociaż tutaj nie było tyle wszędobylskiego piasku, a gdzieniegdzie przelatywał stosunkowo nowy śmigacz. Mieszkańcy już wiedzieli, że coś się święci, gdyż głowy niektórych z nich były zadarte ku niebu, by obserwować kosmiczny incydent przez lornetki.
- Halo, halo pani! - krzyknęła jakaś kobieta, będąca sprzedawczynią na straganie warzywnym - Ktoś pan? Może to jeden z rozbitków, w ostatnim czasie wylądowało tu sporo kapsuł. Co się tam na górze wyprawia?

***


Zgodnie z rozkazami Yan-Jina, wszyscy piloci wykasowali pamięci z pokładowych komputerów oraz wyczyścili z wszelkich danych astromechy. Sai dysponował obecnie najliczniejszą grupą, jaka wylądowała na nieznanej planecie. Co więcej był to zespół zgrany i mocno uzbrojony, gdyż cała piątka posiadała miecze świetlne, nie wspominając już o Mocy.
Zmierzając szybkim krokiem ku osadom, od czasu do czasu unosili głowy ku górze by spojrzeć co dzieje się w przestrzeni. Fregata typu "Corona" wciąż tkwiła na górze, choć jakby nieco zbliżyła się ku gwiezdnemu niszczycielowi Imperium. Gdzieś na północy jedna z ostatnich kapsuł przeszyła atmosferę i leciała na spotkanie z lądem. Mimo czynionych obserwacji, Jedi nie stracili czujności i doszli do pierwszych, stosunkowo niskich zabudowań. Im także budowle mogły skojarzyć się z budownictwem na Tatooine.
- Przybysze! Przybysze! - krzyknęło kilka istot rasy ludzkiej. Nie brakowało tam jednakże Twi'leków, Rodian, a nawet niewysokich, lecz charakterystycznych Jawów. - Przywleką nam Imperium na głowy.
- Zamknijcie się, bo od krzyku tylko głowa boli. - odparł rosły Duros, po czym zwrócił się do członków dawnej drużyny "Zapomnianych Rycerzy" - Jeżeli szukacie tu schronienia i jest was tylu ile kapsuł, nic z tego. Co jakiś czas imperialni kontrolują nas oraz ruch w przestrzeni. Z góry ostrzegam was, że wśród mieszkańców mieściny znajdują się poplecznicy tego ustroju.

***


Położenie nastolatki rzeczywiście mogło być dla niej tragiczne, choć było względnie bezpieczna, w porównaniu z dorosłymi rozbitkami "Nostalgii". Na pewno obecność "Hope'a" miała swoje wady i zalety. Astromech potrafił o siebie zadbać, choć z drugiej strony dziewczynka podróżująca z droidem mogła wzbudzać pewne podejrzenia.
- Bip beee bop... - zapiszczał droid, wstrzymując na chwilę pochód. Kilka sekund później, wyświetlił przed Nautolanką podstawowe dane jakie udało mu się zebrać. Wśród nich były informacje o składzie atmosfery, opis terenu w przestrzeni najbliższych 3-5 kilometrów i tym podobne. Niestety robot nie potrafił ustalić nazwy lokacji. Najważniejszą informacją było jednak to, iż za lasem znajduje się spore zamieszkałe osiedle.
- Deep bip bip boop! - burknął przeraźliwie R9 - Deeep bip bop! Bip boop!
Choć dziewczynka nie do końca rozumiała mowę astromecha, to po chwili zorientowała się, iż Hope chce już przed czymś ostrzec. Następnie sama poczuła, że ktoś zbliża się w jej stronę. Niestety Akali, nie była na tyle wyszkolona, by odgadnąć jakie zamiary ma idąca postać.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4963
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Nathir » 3 Sty 2014, o 13:51

Serce zabiło jej tak mocno, że poczuła jego pulsującą potęgę w gardle. Przez moment sparaliżowana strachem nie wiedziała co zrobić, ale szybko wskazała droidowi, choć zapewne i samej sobie, kępę krzaków i zarośli, w których miała zamiar się ukryć. Nie mogąc stąd wyczuć zamiarów przybysza, lepiej było pozostać w ukryciu, nie zwracać na siebie uwagi i możliwie jak najszybciej odnaleźć resztę żywych z Nadziei.
- No dalej - szepnęła tak cicho, iż dźwięk ten był na granicy słyszalności, jednocześnie pchając droida w kierunku, do którego zmierzała. Szybkim susem wskoczyła w miękkie runo, do którego przylgnęła ściśle, czując jak coś uwiera ją w bok, a coś innego kłuje w dłonie. Była przerażona, ale też pełna nadziei. Z cały sił wierzyła, że ten kto nadchodzi, może jej pomóc. Może i była padawnką, ale była również dzieckiem. Ze smutkiem stwierdziła, że dziecko jest w niej silniejsze.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 8 Sty 2014, o 01:14

- Więc niech lepiej nie wychylają nosów ze swoich nor - burknął Sai zaciskając mechaniczną dłoń w pięść. Skinął na pozostałych i ruszył przed siebie otwierając się na Moc. Szukał za jej pośrednictwem podpowiedzi, kto teoretycznie mógł by im pomóc a kto może stanowić potencjalne zagrożenie. Moc wyczuliła jego zmysły - widział dokładniej, słyszał wyraźniej, intensywniej wyczuwał zapachy. Wydawać się też mogło, że bardziej niż wcześniej odczuwał ból po stracie Alexis. Odsunął jednak te uczucia od siebie. Teraz priorytetem było odnalezienie bezpiecznej przystani dla jego rycerzy oraz próba wyrwania się z planety, której nazwy nawet nie znali. Tak więc brnął dalej starając się nie zwracać na siebie i towarzyszy więcej niepotrzebnej uwagi.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 8 Sty 2014, o 23:59

Dźwięk syreny obwieszczającej autodestrukcję wzbudził zamieszanie w oddziale Drexa. Sam chorąży wiedział, że ma dwie drogi wyjścia, albo uciekając, albo ginąc w chwale. Świadomość tego, że spieprzył misję ciążyła na nim. Nie zdobył żadnych jeńców, ani informacji co może się odbić na nim dosyć boleśnie, więc śmierć nie byłaby takim złym wyjściem. Jednocześnie wiedział, ze jest odpowiedzialny za swój oddział i nie ma zamiaru poświęcać go dla uratowania się od kary ze strony przełożonych. Podjął decyzję, czas na odwrót.
- Rey, na pewno znasz jakieś szybkie przejście do naszej śluzy! Oddział, wycofujemy się na statek, nie ma czasu na zebranie jakichkolwiek danych, czy zabicie Jedi. Za wszystko co się stanie, ja odpowiadam. A jeśli chodzi o to kim jest Rey, to informuję was, że to nasz człowiek, więc nie gadać, tylko spadamy!
Chorąży przyjrzał się swojemu oddziałowi, ale jak na doborowych żołnierzy przystało, ogarnęli się i bez gadania ruszyli w stronę śluzy, zgodnie ze wskazówkami Reya.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Jerry O'Connor » 2 Lut 2014, o 23:38

Kobieta nie miała zbyt wielu powodów do radości. Faktycznie, odnalazła najlepsza możliwą drogę, ale nie była ona idealna. Las dawał tylko poczucie bezpieczeństwa, ze względu na jego niską gęstość. Miralukanka nie miała zbyt dużego wyboru i czasu na rozmyślanie. Szybkim, zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku kapsuły. Po drodze zaczęła obmyślać plan.
Tutaj pojawiło się zaskakująco wiele alternatyw. Mogła po prostu iść i ukrywać się przed nadciągającymi wojskami imperium, licząc, że los się do niej uśmiechnie. Ewentualnie mogła desperacko zacząć poszukiwać ocalałych z Nostalgii lub jakiejś ludzkiej osady. Niestety, przebywanie w dużej grupie oznaczało ryzyko. Byli bezbronni, praktycznie rzecz biorąc jedyną bronią było zapewne kilka blasterów i miecze świetlne, jakie posiadali Jedi, jak zwykli siebie nazywać, chociaż tak naprawdę z legendarnymi rycerzami mieli mało wspólnego.
Mimo wszystko posiadali jakąś wiedzę. Wiedzę, którą mogli komuś przekazać. Dziewczynie zaświtał pewien pomysł. Zdała sobie sprawę, że odnalezienie kogokolwiek, bez posiadania jakiejś informacji o jego położeniu, graniczyło z cudem. Zostali rozrzuceni na obszarze rozległym na wiele kilometrów, na dodatek wciąż się przemieszczali. Quellin mogła wiec się gdzieś zaszyć, przeczekać wojska imperium. Zapewne nie zamierzali zostać na planecie dłużej niż miesiąc, może dwa. Dawało to nadzieję na przekazanie tej nikłej wiedzy Jedi jakiejś osobie.
Odrzuciła, przynajmniej na chwilę, tą myśl. Nie mogłaby żyć z myślą, że opuściła wszystkich bez chociażby próby ich odnalezienia. Odłożyła więc te plany na później. Musiała skoncentrować się na schowaniu się przed imperium. Zabrała więc wszystkie potrzebne przedmioty z kapsuły i wyruszyła w kierunku lasu, który wcześniej widziała.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 22 Cze 2014, o 11:32

Spokój i równowaga - były to główne emocje jakie zapanowały na mostku "Nostalgii". Tal Vapor, mistrz Jedi pamiętający odrodzenie się Zakonu Skywalkera, jego rozwój i gwałtowny upadek, usiadł w pozycji lotosu na durastalowej, zimnej podłodze medytując. Choć nigdy nie nazwałby siebie wybitnym, teraz znajdował się głęboko w Mocy. Czuł jakby był w sobie i poza sobą, jakby stanowił każdy składnik atmosfery okrętu, a nawet był samą "Nostalgią" i przestrzenią. Ludzie pozostali wraz z członkiem nieistniejącego formalnie zgrupowania, początkowo czuli lęk i strach przed śmiercią, jednak po chwili ich emocje, pod wpływem Jedi, diametralnie się zmieniły. Tych kilka osób spoczęło obok Vapora, by choć przez chwilę poczuć jak przepływa przez nich Moc.

***


Rey rzeczywiście wskazał dwa pierwsze korytarze, w drodze do śluzy. Żołnierze Imperium orientowali się mniej więcej gdzie są i w którą stronę pójść by opuścić fregatę typu "Corona". Nim jednak pokonali kolejny poziom, na podłogę ciężko upadł Rey. Był wyczerpany i ciężko ranny, a zabiegi medyka były zbyt pobieżne. Szturmowiec sprawdził czy agent żyje, klękając przy głowie Varuna.
- Sir, jeszcze oddycha ale puls ma słaby, co z nim? - spytał podwładny Drexa. W tym momencie dowódca oddziału abordażowego miał kilka wyjść. Mógł zarządzić ewakuację wszystkich, łącznie z nieprzytomnym Reyem, istniała też opcja pozostawienia kompana. Do śluzy było niespełna sto metrów, jednak czasu pozostawało co raz mniej. Ponadto w podjęciu decyzji przeszkadzała niezmordowana syrena oraz elektroniczny głos, informujący o sekwencji autodestrukcji.

***


Quellin Sall postąpiła niezwykle rozważnie powracają do kapsuł, gdyż zebrała z nich całkiem pokaźny zapas medykamentów oraz żelaznych racji żywnościowych. Wszystko spakowało do podręcznego, szmacianego plecaka, a mniejsze przedmioty włożyła do pasa ekwipunkowego. Tak zaopatrzona poczuła się zdecydowanie pewniej, choć jej sytuacja, podobnie jak innych rozbitków z "Nostalgii", nie była nawet dobra.
Miralukanka przekroczyła granicę lasu, dzięki czemu była niewidoczna przynajmniej dla nieuzbrojonego oka. Tal Vapor dobrze ją wyszkolił, gdyż kobieta wyczuła iż nie jest sama między drzewami. Wzmogła czujność i powoli ruszyła przed siebie, mając w pogotowiu miecz świetlny.

***


W tym samym czasie Akali zatrzymała się, rozglądając po okolicy. Również świergoczący do tej pory "Hope" zamilkł, obracając jedynie kopułą. Cisza jaka zapanowała była niepokojąca. Mała Nautolanka, choć od dziecka szkolona w sztuce Jedi, nie do końca potrafiła zapanować nad swoimi emocjami. Nagle za jej plecami usłyszała głośny szelest. Gwałtownie odwróciła się, by podjąć działanie, gdy przed jej oczami "wyrosła" wyrośnięta, rudo-brązowa wiewiórka. Zwierzak nic nie robiąc sobie z obecności istoty humanoidalnej, grzebała w ściółce w poszukiwaniu pożywienia. Adeptka mogła odetchnąć z ulgą, gdyby nie R9.
Astromech jak oparzony zaczął wydawać serię dźwięków i popędził ile sił w serwomotorach przed siebie. Tego było za dużo, dziewczynka mogła pozostać w ukryciu nieopodal wiewiórki dla własnego bezpieczeństwa, jednak wtedy pozostawiłaby "Hope'a", którego wedle polecenia Mistrza Vapora miała pilnować. Nieletnia Jedi stanęła przed nie lada problemem.

***


Quellin Sall zatrzymała swój marsz dosłownie sekundę przed "wybuchem" kakofonii dźwięków. Szybko skryła się, za rosłym drzewem, by obserwować rozwój sytuacji. Ni stąd, ni zowąd na leśnej ścieżce ukazał się astromech, z serii R9, niezwykle podobny do tego, jakiego miał Mistrz Tal Vapor. Oczywiście mogła to być także zasadzka Imperium, które mogło dotrzeć już na nieznaną planetę. Decyzja co uczynić z robotem należała teraz do Miralukanki.

***


Nim jednak Yan-Jin z czwórką pozostałych Jedi oddalił się od zbiorowiska, poczuł zagrożenie. Raptownie odwrócił głowę w kierunku Durosa, który ich ostrzegł. Jednak nie on stwarzał zagrożenie, gdyż właśnie osunął się na kolana i ciężko upadł na piaszczystą ziemię. W plecach, na wysokości serca tkwił głęboko wbity nóż.
- Właśnie to czeka wszystkich, którzy sprzeciwiają się Imperium! - krzyknął młody mężczyzna, a za nim kolejnych dwóch popleczników obecnego, galaktycznego ustroju - Niebawem przybędą tu żołnierze! Poddajcie się a czeka was sprawiedliwy proces!
- Rogue, to Rogue... - rozległy się szepty przestraszonego tłumu - I jego banda, biada nam.
- A więc jak będzie? - dopytywał rzezimieszek.
- To wy ściągnęliście na nas nieszczęście... Przez was przybędzie tu Imperium. - odparł starzec z drugiej strony. On nie był zwolennikiem imperializmu, choć wolał się z nim nie konfrontować. W tym momencie grupa Jedi została otoczona, z jednej strony przez bandę Rogue'a, a z drugiej przez biednych mieszkańców miasteczka, przestraszonych możliwością spotkania ze szturmowcami, jednak z drugiej strony zdeterminowanych by pozbyć się nieproszonych gości, ściągających na nich biedę.
Sai znalazł się w potrzasku, oczywiście mógł walczyć ze wszystkimi, ale na ile byłoby to zgodne z postępowaniem Rycerza Jedi? Yan-Jin zapewne rozumiał czym kierują się prości ludzie zamieszkujący te tereny, jednak postępowanie bandy niejakiego Rogue'a było niezgodne z jakimkolwiek prawem. Uczeń Vapora musiał być rozważny, gdyż podniesienie miecza na kogokolwiek zapewne wywoła adekwatne konsekwencje tłumu. Jak na członka zakonu przystało musiał wybrać czy kierować się dobrem wszystkich, czy może tylko swojej drużyny. Co więcej w jego pamięci ciągle żywy był ból po stracie Alexis, podtrzymywany przez pewność, iż jej oprawca ciągle jest żywy...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4963
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 22 Cze 2014, o 12:33

Drex widząc upadającego Varuna szybko powiedział:
- Wy dwaj, brać go i jak najszybciej do przodu, reszta biec już do śluzy, chyba że chcecie tu zginąć! Pierwsi przy śluzie otwierają ją i migiem do środka, informować o ciężko rannym!
Sam Anek jak przystało na prawdziwego dowódcę zamykał pochód, aby móc ponaglać szturmowców niosących Reya. Wiedział, że branie szpiega stwarzało zagrożenie, ale trzeba się odwdzięczać za dobrą pracę. Drex co jakiś czas zerkał za siebie, czy aby ktoś nie będzie chciał ich powstrzymać, choć i tak za wiele już to nie robiło osobom na statku, które zginą w autodestrukcji.
- Dowództwo, Corona zaraz ulegnie autodestrukcji, proponuję szykować się do odlotu - nadał przez komunikator Anek, do najbliższej jednostki dowodzenia - Zaraz będziemy.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 1 Lip 2014, o 21:48

Rey zmusił swój organizm do całkowitego posłuszeństwa i ostatkami sił biegł razem z żołnierzami mimo bólu, który nasilał się z każdym krokiem. W końcu stał się tak przenikliwy, że powalił Veruna na ziemię jak zwykłą, szmacianą lalkę. Szpieg przez chwilę był zdezorientowany i nie wiedział co do końca się stało. Obraz przed oczami z sekundy na sekundę ciemniał, lecz Rey zdołał ujrzeć szturmowca sprawdzającego jego czynności życiowe.
- To głupia śmierć... weź się w garść - pomyślał i starał się zachować przytomność, teraz już niesiony przez dwójkę ludzi z oddziału Drexa. Wszystko było dziwnie nierzeczywiste i inne...
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 25 Gru 2014, o 14:05

Sai otworzył się na Moc szukając za jej pośrednictwem odpowiedzi jak wydostać z tej sytuacji jego ludzi, nie krzywdząc przy tym tubylców. Pewnym było, że Imperium i tak ich ukarze pod byle pretekstem. Mimo wszystko nie chciał się do tego przyczyniać, chociaż dobro Jedi, którym przywodził było dla niego teraz priorytetem. Pojawienie się Rouge'a przysporzyło im tylko jeszcze większych kłopotów. Jin wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Odwrócę ich uwagę, a wy macie uciekać. Spotkamy się na obrzeżach osady. Postaracie się zdobyć chociaż trochę zapasów - przekazał tę krótką wiadomość za pośrednictwem Mocy swoim towarzyszom. Nim zdążyli zaprotestować skoczył na przód i uruchomił swój miecz świetlny. Jego celem był nie kto inny niż Rouge. Yan Jin miał zamiar przebić go klingą na wylot. Mieszkańcy obawiali się go nie mniej niż Imperium toteż pozbawienie go życia mogło wyjść wszystkim na dobre. Jedi liczył, że Moc która była z nim wspomoże szybkość jego ruchów na tyle, że nim ktokolwiek zorientuje się co się dzieje, będzie już po wszystkim
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 5 Sty 2015, o 00:21

Chorąży Anek oraz jego podkomendni, w wielkim pośpiechu zabrali rannego Reya Varuna, opuszczając fregatę typu Corona. Przemierzając korytarze wrogiej jednostki nie napotkali już żadnego oporu i spokojnie mogli powrócić na swojego, macierzystego Gwiezdnego Niszczyciela klasy Imperial III. Szczęście w nieszczęściu iż ich statek znajdował się najdalej od odliczającej ostatnie sekundy "Nostalgii".
- Drex meldujcie co tam się do cholery działo? I kto to jest? Czy to nasz kret? - spytał jeden z oficerów, który wyszedł naprzeciw abordażystom - W tym momencie zrelacjonujesz mi na szybko sytuację, co tam zastałeś, czy udało się pojmać jakiegoś jeńca? Ponadto do jutra chcę mieć obszerny raport, na papierze.
W tym czasie medycy zajęli się Varunem, odprowadzając go na repulsarowych noszach do ambulatorium. W okrętowych warunkach miał olbrzymie szansę, by jednak wykaraskać się z całego zamieszania.

***

Na nieznanej planecie, Miralukanka postanowiła zaufać swoim przeczuciom i wyszła naprzeciw robota R9. Jak się okazało był to "Hope", droid mistrza Tala Vapora. Kilkanaście metrów za nim szła Akali Simu, 15-letnia adeptka, jak widać jej też udało się opuścić "Nostalgię". Kobieta szybko podbiegła do nieco zagubionej dziewczynki.
- Myślałam, że może Imperium depcze mi po piętach. We dwie zawsze będzie raźniej. Co z droidem? Przecież należy do mentora. - rzekła Quellin Sall.
- Mi... Mist... Mistrz Vapor kazał zaopiekować się "Hopem". Mówił, mówił... On, to znaczy droid... Ma bardzo ważne informację o nas... O zakonie, o tym co działo się po Bitwie o Coruscant... - odparła bliska płaczu Nautolanka.
- Musimy się nim zaopiekować, przy okazji dbając także o siebie. Las jest za rzadki, byśmy miały tu spokojne schronienie. - odparła starsza z kobiet - Chcąc nie chcąc musimy ruszyć ku miasteczku. Hope.. Hope!
Astromech jakby ignorował wezwanie Rycerza, wydając z siebie serię niepokojących dźwięków. Swój główny receptor skierował ku niebu...

***

Gdy Yan-Jin stanął przed problemem Rogue'a oraz wątpliwościami ze strony innych mieszkańców, po drugiej stronie osady pojawił się Sador. Niewiele zostało w nim Rycerza Jedi. Od tygodniu staczał się ku mrokowi, choć mistrz Vapor starał się temu przeciwdziałać. Tray nie wytrzymał presji i ciągłej ucieczki oraz oczekiwania na lepsze czasy, chciał działać. W pewnym sensie przyznawał sobie rację, w końcu Imperium dopadło ich, gdzieś na skraju Zewnętrznych Rubieży i Dzikiej Przestrzeni. Teraz miał okazję rozładować swoje napięcie.
Nim straganiarka ponowiła swoje wezwanie, na jej twarzy odmalowało się zdziwienie. Sekundę później z oczu zniknął blask, a kobieta osunęła się na ziemię, przebita mieczem świetlnym.
- To się dzieje... Ale to dopiero początek. - rzekł cicho Mroczny Jedi.

***

Dzięki błyskawicznej decyzji oraz precyzji niejaki Rogue leżał bez życia na piaszczystej ziemi. Jego kompani widząc klingę miecza świetlnego pierzchli na wszystkie strony, nie ryzykując własnego życia. Wcześniej pozostali Jedi, rozbiegli się na wszystkie strony, mając za zadanie zdobyć pożywienie oraz przedmioty pierwszej potrzeby.
- Panie... Coś pan zrobił, jego zbiry wrócą tu i nas ukażą... - rzekł jeden z mędrców miasteczka.
- A Imperium jak zobaczy ślady po tym... Zabiją nas! Kobiety i dzieci, a mężczyzn wcielą do kompanii karnych... - dodała lamentująca kobieta.
Przed Yan-Jinem pojawił się kolejny problem. Czy pozostawić bez krzty współczucia mieszkańców i liczyć na łut szczęścia czy też Mocy, iż imperialni zostawią ich w spokoju czy może znaleźć jakiś złoty środek. Na domiar złego, Jedi wyczuł, że jeden z Gwiezdnych Niszczycieli klasy Imperial III wylądował już na planecie. Co gorsza, gdzieś po drugiej stronie miasteczka mężczyzna odebrał zakłócenie w polu mistycznej energii. By tego było mało w jego wnętrzu odezwało się niepokojące uczucie - zemsta na tym, który uśmiercił Alexis Sky. Życie jakby chciało zgnieść pod swoim obcasem Sai Yan-Jin, 32-letniego Rycerza Jedi. Cały świat jakby zawalił się na jego barki, gdyż zaczęło do niego dochodzić kolejny fakt. To on został teraz przywódcą pozostałych przy życiu członków Zakonu. Dopiero teraz mógł docenić jak wielkie brzemię nosił na sobie Tal Vapor. Mimowolnie wzniósł wzrok ku górze...

***

Wycie syren na nic zdało się jednemu z trzech okrętów Imperium. W jego stronę ze sporą prędkością zmierzałą fregata typu Corona i nic nie mogło sprawić, by nie doszło do kolizji między wrogą jednostką, a Imperialem III generacji.
Mistrz Tal Vapor był Mocą, a Moc była nim. Przez kilka sekund otworzył to pole energii na pozostałych przy nim członkach załogi. Elektroniczna informacja o procedurze autodestrukcji jakby zostało wyłączona, już nic nie miało znaczenia, w sensie fizycznym. Członek Zakonu, który pamiętał czasy przed Bitwą o Coruscant w 27ABY, po raz pierwszy od tamtej pory poczuł prawdziwy, niczym niezmącony spokój. Nikt nie poczuł już pierwszego uderzenia, jakim było wbicie się "Nostalgii" w spód jednostki wrogiego reżimu. Kilka sekund później nastąpił ostateczny finał...
Mieszkańcy nieznanej planety byli świadkami spektakularnego wybuchu na ich niebie. Jeszcze kilkanaście minut temu obserwowali jakieś fajerwerki, które były boltami z działek laserowych trzech gwiezdnych niszczycieli, a teraz zaobserwowali "piękną" eksplozję. Uciekinierzy "Nostalgii" doskonale wiedzieli co się stało i żadnym pocieszeniem nie był fakt, iż rezolutny Mistrz Vapor zabrał ze sobą jeden z okrętów Imperium. Choć 59-letniego mentora już nie było, Moc istniała dalej, a wraz z nią nadzieja.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4963
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 11 Sty 2015, o 22:33

Rey słyszał tylko przytłumiony hałas i głośne rozmowy, nie potrafiąc zrozumieć żadnej z nich. Nie do końca zdawał sobie sprawę co się dzieje dookoła. Jego pole widzenia malało, będąc zasłaniane od zewnątrz zwężającym się czarnym rozproszonym polem, lecz zanim odpłynął uspokoił się, zauważając znajome mu barwy ścian okrętu wojennego.
- Jak mnie nie uratujecie to Was zabije... - ledwo wypowiedział te słowa z lekkim uśmiechem zanim stracił przytomność.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 14 Sty 2015, o 12:56

- Jeśli zbiry Rouge'a dotkną choć jednego mieszkańca osobiście ich znajdę, a skończą gorzej niż ich szef - krzyknął dodatkowo wzmacniając Mocą głos ażeby poniósł się o wiele dalej. Liczył, że da to jako takie zabezpieczenie dla postronnych przed typami spod ciemnej gwiazdy.
- A tym tutaj - wskazał na trupa - możecie się zająć. To wasze miasto, na pewno wiecie co zrobić z ciałem tak żeby go nie odnaleźli - zwrócił się to mędrca. - Przed Imperium nie musicie nas ukrywać. Zdobędziemy tu to co nam potrzebne i znikniemy z waszego miasta - nie było sensu dłużej zostawać w miejscu. Imperialny okręt był już na tym świecie, czas grał na niekorzyść Jina i jego Jedi. Jego Jedi... Nagle poczuł się starszy niźli był. W pełni docenił teraz mądrość i siłę Vapora. Gdy na niebie dostrzegł rozbłysk dobitnie świadczący o końcu Nostalgii i zniszczeniu jednego z ISD, żal w jego duszy stał się jeszcze głębszy. W połączeniu z tęsknotą za Alexis był prawie nie do zniesienia. Chęć wymierzenia sprawiedliwości czy może zemsta? Gdzieś tu, na tym bezimiennym świecie był jej morderca. Jego Jedi... Ta jedna myśl jednak na nowo przyniosła spokój Rycerzowi. Musiał teraz się nimi zaopiekować. Przetrwanie. To cel nadrzędny. Rozejrzał się jeszcze raz po twarzach mieszkańców i ruszył przed siebie szukając w Mocy swoich Jedi...
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 18 Sty 2015, o 01:18

Po wylądowaniu na pokładzie macierzystego statku do Drexa dotarły wszystkie jego błędy popełnione podczas akcji, a co za tym idzie, także świadomość tego co może się z nim stać. Po słowach oficera chwilę się zastanowił, po czym rzekł:
- Tak sir, to jest nasz kret. Dostaliśmy się na pokład nieprzyjacielskiej fregaty, gdzie doszło do krótkiego starcia z oddziałem przeciwnika, a następnie znaleźliśmy tego tutaj. - powiedział Drex wskazując na rannego Reya - Kiedy zdążyliśmy go opatrzyć pojawiła się informacja o autodestrukcji fregaty, dlatego postaraliśmy się jak najszybciej stamtąd ewakuować.
Po udzieleniu odpowiedzi na ewentualne pytania Drex skierował się ku swojej kwaterze, chcąc odpocząć i napisać raport dla dowództwa, starając się uratować swoją kiepską sytuację.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 20 Kwi 2015, o 14:15

"Nostalgia", a wraz z nią Tim Vapor przeszli to historii. Czas miał pokazać czy była to opowieść zapomniana, czy może przekazywana kolejnym ludziom, którzy nie zgadzali się z Nowym Ładem. Zapewne mieszkańcy nieznanej planety na skraju Zewnętrznych Rubieży i Dzikiej Przestrzeni na długo zapamiętają kosmiczną bitwę oraz działania Jedi oraz Imperium na powierzchni, to ograniczony dostęp do innych światów mógł definitywnie wykreślić całe wydarzenie z annałów. Wciąż jednak istniała nadzieja. Na nienazwanym świecie przebywał Yan-Jin ze swoim czteroosobowym oddziałem, Miraluka Quellin Sall wraz z młodą, nautolańską padawanką Akali oraz astromechem R9 "Hope", a także buntownik Sador Tray, który sprzeniewierzył się naukom nieżyjącego już Mistrza Jedi.

***


Sall wraz z Akali jak zaczarowane posągi wpatrywały się w niebo. Obie wiedziały, że nastał koniec pewnej epoki. Utratę Vapora szczególnie odczuła Miralukanka, ze względu na większą czułość Mocy. Ona też jako pierwsza wyrwała się z odrętwienia. W tym momencie każda sekunda była na wagę złota, a obie straciły już ich aż nadto.
- Musimy iść Imperium jest bardzo blisko... - rzekła kobieta, gdy ułamek sekundy później nad jej głową przeleciały blasterowe bolty. Ona, Nautolanka i Hope ruszyli ku miasteczku by tam znaleźć tymczasowe schronienie. Sytuacja była beznadziejna, gdyż do pierwszych zabudowań było kilkaset metrów. Choć pierwsze serie były niecelne, to kolejna trafiła w łydkę młodej adeptki, wytrącając ją z równowagi. Dziewczynka mimo bólu zdążyła sięgnąć po miecz, dawniej należący do Roberta Duine'a. Na nic jednak się to zdało, gdyż następna seria przeszyła nieletnią, pozbawiając jej życia. Quellin nie zdążyła jej zasłonić, choć dzięki doświadczeniu odbiła kilka boltów, rewanżując się żołnierzom. Na moment straciła koncentrację w poszukiwaniu droida i to ją zgubiło. Oddział miał jednoznaczne rozkazy - eliminacja przeciwnika, żadnych świadków. Tak oto część nadziei została bezpowrotnie pogrzebana przez ludzi, ubranych w charakterystyczne, białe zbroje.

***


Gdy Yan-Jin rozprawił się z Roguem i tłumaczył lokalnej społeczności zaistniałą sytuację, jego pozostali czterej podkomendni, myszkowali w celu zdobycia przedmiotów pierwszej potrzeby oraz żywności. Nie można było tego nazwać inaczej niż kradzieżą, choć ile raz w historii Zakonu, jego członkowie postępowali w ten sposób, w ramach wyższej konieczności?
Ned Quirr był z siebie zadowolony, gdyż zwędził nieco owoców oraz dwa bochenki razowego chleba. Żeby tego było mało, na niepilnowanym straganie, przy końcu alejki, dostrzegł skórzane torby. Te mogły okazać się niezwykle przydatne, w celu transportu pożywienia. Całe zajście obserwował nastoletni chłopak, który miał nadzieję nakryć złodzieja na gorącym uczynku. Oczywiście sam nie dałby rady, nawet słabo wyszkolonemu Jedi, jednak wzniósłby raban, wzywając dorosłych. Nagle coś, a raczej ktoś powstrzymał malca. W zasięgu jego wzroku pojawiła się druga postać, jednak tej nie zauważył Quirr. Sekundę później, głowa Neda potoczyła się po piaszczystym gruncie, ścięta równo przy karku. Sador Tray kontynuował swoją bezrozumną vendettę, eliminując dawnych kompanów. Jaki miał w tym cel, nie wiadomo, należało jednak przyznać, że świetnie posługuje się umiejętnością ukrywania w Mocy.
Swoją kolejną ofiarę zastał przy jednej z kilku studni. Lean Orton napełniała manierki wodą. O dziwo żaden z tubylców ani jej nie obserwował, ani tym bardziej nie przeszkadzał. Widocznie ten towar nie był zbyt deficytowy, a być może mieszkańcy bali się przybyszów z ognistymi mieczami. Ogromne zdziwienie pojawiło się przez ułamek sekundy na twarzy kobiety, kiedy ta nachylała się nad wiadrem, gdy z jej piersi wyłoniła się niebieska klinga. Nim oddała ostatnie tchnienie, upadając spojrzała na swego oprawcę...

***


John Geady oraz Ban Trent czekali na swego przywódcę, najlepiej wyszkolonego Rycerza, w umówionym punkcie. Niepokoiło ich spóźnienie zarówno jego, jak i pozostałej dwójki - Lean oraz Neda. Na szczęście kilka chwil później zza rogu wyłonił się Sai. Widocznie w końcu udało mu się przekonać mieszkańców osady, by dali im spokój.
- Dobrze cię widzieć. Zdobyłem cztery koce i kilka owoców. - przywitał go Geady - Za to on wyłuskał kilka elektronicznych wytrychów i części. Nie wiem czy to nam potrzebne, ale kto wie. Co z resztą? Mieliby tu być dziesięć minut temu, według zsynchronizowanego czasu.
- Jaki mamy plan działania? Imperium na pewno przeczesuje okolicę. Jestem przekonany, iż pojmali już jakiś cywilów z "Nostalgii", w końcu na naszej fregacie żyło ponad dwieście osób. - mruknął drugi z podkomendnych, Eskadry Zapomnianych Rycerzy.

***


Cztery godziny po tym jak Anek udał się na spoczynek, dowódca wydał kolejny rozkaz. Zapewne żołnierz nie był tym zadowolony, w końcu nie tak dawno wrócił z misji abordażowej, dostał opieprz, a na dodatek praktycznie w ogóle się nie wyspał. Taki był jednak los żołnierzy niższych rangą, musieli wykonywać polecenia.
- Słuchajcie no. Weźmiesz dwa plutony, razem jakiś 28 ludzi i przeczeszesz teren wokół tej mieściny czy też osady. Pobliski las, dwa, trzy kilometry od niego jest jakiś skalisty kaniony oraz same zabudowania. Masz wystarczająco dużo ludzi żeby ich podzielić. - rzekł ostro dowódca, tonem nieznoszącym sprzeciwu - Żeby było jasne, żadnych jeńców! Jak lokalni będą się wtrącać, to pod mur! Żeby było szybciej weźcie swoopy! No na co czekasz, do roboty!
Pierwsza część akcji nie była stosunkowo wymagająca. Ot przeprowadzić odprawę kilkudziesięciu ludzi i przydzielić ich do czteroosobowych śmigaczy lekkoopancerzonych. Następnie chorąży musiał zdecydować ile jednostek przydzielić do danego obszaru - las, kanion i miasteczko. On sam musiał też podjąć decyzję gdzie się wybierze.

***


W tym samym czasie Ray Verun przebywał w ambulatorimu, ISD III, który osiadł na powierzchni nieznanej planety. Okrętowy medyk zdołał go połatać, a środki uśmierzające ból oraz stymulanty, spowodowały błogi stan mężczyzny, na skraju snu i jawy. Nic co dobre, nie trwa jednak wiecznie, gdy szpieg doszedł do siebie, w salce pojawił się oficer wywiadu wraz z niewielkim zdalniakiem.
- No, no Verun tyle miesięcy pracy i jednak na coś się przydałeś. Niektórzy już spisali cię na straty. Kto wie może dostaniesz medal. - zażartował średniego wzrostu mężczyzna, około 40 może 45 lat - Jestem kapitan Featherheart i mam za zadanie uzyskać od ciebie kilka odpowiedzi. Zacznijmy od tego, jak wyglądała struktura na tej fregacie typu Corona? Kto tam dowodził? Ilu było Jedi, a ile zwykłych wymoczków? I dlaczego kazałeś na siebie czekać ponad pół roku?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4963
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 1 Maj 2015, o 21:56

Wszystko wydawało się niezwykle przyjemnie nierealistyczne, błogie i przyjemne. Rey nie wiedział do końca co się dzieje. W tym stanie nie pamiętając wydarzeń ze zniszczenia Corony miał wrażenie, że cały czas tam się znajduję, będąc w swojej kajucie w trakcie przerwy od roboty. Z otępionego stanu wyrwał go głos mężczyzny, który skądś pamiętał. Powoli otwierając powieki, zdał sobie sprawę gdzie się znajduje i w jednym momencie przypomniał sobie wszystkie wydarzenia. Było to dość proste, gdyż jego mózg przez środki przeciwbólowe nie zaprzątał sobie głowy takimi błahostkami jak ból.
Podniósł się powoli do pozycji półleżącej i spojrzał na człowieka, który przedstawił się jako oficer.
- Gdzieś już to słyszałem - odparł z lekkim grymasem, oglądając swoje ciało i stwierdzając jak dużo miał szczęścia trafiając w ręce medyków w odpowiednim czasie.
- Wykonanie swoich zadań należycie zajmuje trochę czasu oficerze - rzekł z irytacją, która zanikała z każdym wypowiedzianym słowem - Coroną dowodził mistrz Jedi Tal Vapor w wieku tak na oko 60 lat. Posiada dość sporą wiedzą informatyczną a większość ludzi na statku była wpatrzona w niego jakby był ich ostatnią nadzieją na przetrwanie. - na te słowa uśmiechną się lekko, myśląc jak wiele osób po ataku Imperium na statek musiało zmienić ten punkt widzenia.
- Ciężko stwierdzić ile naprawdę osób na statku było wrażliwych na moc. Na pewno przeważała liczba Jedi nad zwykłymi pasażerami takimi jak - znowu się uśmiechnął - ja. Nie wszyscy byli dobrze wyszkoleni, dlatego ich schwytanie nie powinno stanowić dla Was... problemu?
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Poprzednia

Wróć do Questy Retrospekcyjne