Content

Questy Retrospekcyjne

Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Image

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 4 Paź 2013, o 23:49

Tal widział, że 15-letnia Nautolaninka jest w niemałym szoku. Przez Moc przesłał jej pokłady zdecydowania i spokoju. Po chwili wyczuł, jak dziewczynka opanowuje swoje nerwy. Ostatecznie jej zadanie było jednym z najważniejszych jeżeli chodzi o przetrwanie istot związanych z dawnym Zakonem Jedi.
- Akali skup się. Proszę zabierz mojego astromecha R9. Reaguje na imię "Hope". - przypomniał po raz drugi dziewczynie Mistrz - Spiesz się. Niech Moc będzie z Tobą.
Chcąc nie chcąc adeptka musiała wysłuchać mentora. Na całe szczęście jej szkolenie przebiegało sprawnie i szybko. Choć była jedną z młodszych uczennic, u jej pasa wisiał ciemno-szary cylinder. Miecz świetlny, którego klinga miała kolor żółty, został skonstruowany jeszcze przez Roberta Duine'a, który zginął podczas ataku na Coruscant w 27ABY. Przez lata służył z większym lub mniejszym szczęściem innym Jedi, którzy uchowali się na "Nostalgii".
Nagle w korytarzu pojawił się Tray, który przed kilkunastoma minutami wszczął małą scysję z dowódcą statku. Tym jednak razem w jego aurze dominowało zdecydowanie i chęć działania. Najwidoczniej cierpliwość nie była główną cechą 28-latka.
- Sadorze jeżeli nie zauważyłeś, to właśnie dzięki nam, ewakuacja przebiega tak sprawnie. Jednakże masz rację. - rzekł spokojnie Tal, gdy fregata typu Corona zatrzęsła się po raz kolejny, tym razem jeszcze silniejszy - Silniki podprzestrzenne padły. Nie unikniemy abordażu. Jeżeli chcesz możesz się ratować i wyruszyć na planetę albo podążyć ku jednej ze śluz, gdzie kilku śmiałków będzie próbować opóźnić atak Imperium...

***


Grupa Drexa Aneka szybko wychwyciła dziesięć X-Wingów, lecących w kierunku planety. Myśliwce, kilkukrotnie nawracały by osłonić pierwsze kapsuły ratunkowe jakie wystrzelono z "Nostalgii" w kierunku planety. Jak do tej pory Imperium nie udało się zestrzelić ani jednej z nich. W końcu bitwa rozgorzała na dobre, choć przewaga floty imperialnej nie podlegała dyskusji. Nie mniej w każdej z dziesięciu maszyn, jakie wyleciały z fregaty Jedi, za sterami siedział Jedi.
- Drex... Chorąży Anek, zmasakrowali Jacka i Sama. Do diaska są piekielnie precyzyjni. - zameldował jeden ze skrzydłowych dowódcy eskadry - Ha, mam jednego!
W tym momencie pierwszy X-Wing stanął w ogniu i zniknął, w niezbyt widowiskowym wybuchu. W międzyczasie Sai Yan-Jin trafił kolejne trzy myśliwce Imperium. Dobra passa albo korzystny nurt Mocy jednak się skończył, gdyż sam oberwał w silniki i w oparach dymu skierował się ku atmosferze planety. Nieco mniej szczęścia miała Alexis Sky, uczennica Yan-Jin i przy okazji jego życiowa towarzyszka.
- Sai kocham cię... - rzekła przez komunikator - Uciekaj jak najprędzej. Moc jest z tobą.
W tym momencie dokładnie na celowniku Aneka pojawiła się Sky. Drex miał dwa wyjścia, albo momentalnie pociągnąć za spust albo poczekać na dogodniejszą szansę, która jednak mogła nie nadejść...

***


Rey Varun, wraz z Twi'lekańką dziewczyną ruszyli korytarzami ku hangarom. Od czasu do czasu musieli przystanąć, by złapać równowagę. "Nostalgia" raz po raz była dotykana przez turbolasery Gwiezdnego Niszczyciela klasy Imperial III oraz jego myśliwców.
Gdy dwójka była już przy wejściu do pomieszczenia, ogromny wybuch wyrwał z zawiasów drzwi, które w błyskawicznym tempie zmierzały ku parze. Nawet Jedi nie mógłby uniknąć takiego ciosu, a co dopiero zwykły człowiek.
Varun obudził się z ogromnym bólem głowy oraz klatki piersiowej. Oczy miał zalane ciepłą cieczą, którą okazała się być jego własna krew. Awaryjne oświetlenie działo jedynie w na końcu korytarza. Pancerz spełnił swoją rolę, choć nie zdawał się już do większego użytku. Gdy mężczyzna przetarł oczy, pierwszym widokiem jaki ujrzał, było zmasakrowane ciało Twi'lekanki oraz wnętrzności sięgające jego nogawek. Widok był iście makabryczny. Szczęście w nieszczęściu, wystarczyło użyć niewiele siły, by zrzucić z siebie kawałek durastali.
Niestety dla Rey'a każdy oddech był teraz dla niego udręką. Złamane żebro musiało przebić płuco albo było tego bliskie. Kolejna seria z turbolaserów wstrząsnęła fregatą, choć nie była już tak silna. Widocznie Imperium było już bliskie abordażu. Varun miał parę wyjść. Mógł zostać tu gdzie był i czekać jak rozwinie się sytuacja. Mógł ruszyć ku śluzom by wesprzeć pozostałych na statku Jedi i popleczników dawnej Republiki bądź też poszukać w hangarze jakiś środek transportu, który umożliwiłby mu ucieczkę z patowej sytuacji. Mężczyzna musiał jednak pamiętać, że każdy wybór niósł za sobą określone konsekwencje.

***


Spora część z nieco ponad 200 osobowej załogi, znajdowała się już w przestrzeni kosmicznej bądź wchodziła do pozostałych kapsuł ratunkowych. Przy jednej ze śluz zostali m.in Rycerz Jedi Van Oness, Roger Meeadows, 68-letni koordynator nawigacyjny oraz Squuas, sullustański technik. Choć mieli wybór, postanowili bronić "Nostalgii" do końca.
Możliwość wyboru miała jeszcze Quellin Sall, która najpierw postanowiła potrenować, potem przerwał jej jakiś nastoletni chłopak, który okazał się być kłamcą, a chwilę po tym Imperium rozpoczęło ostrzał. Nie mniej, Miralukanka znalazłaby dla siebie jakaś wolną kapsułę ratunkową. Nagle rozbrzmiał jej komunikator.
- Quellin? Jesteś tu jeszcze? Niestety nie mam możliwości wysłania grupowej wiadomości. Padła większość systemów. - rzekł głos, należący do nikogo innego jak do Tala Vapora - Ewakuacja już się kończy. Możesz spokojnie się ratować, nie wymagam od nikogo poświęcenia. Więcej zrobisz żywa, ratując się na owej planecie. Nie możemy pozwolić by pamięć o Zakonie została całkowicie zdeptana. Sły** ...
Wypowiedź urwała się. Sall mogła przekazać z powrotem najwyżej trzy słowa, jednak nim to nastąpiło, "Nostalgia" zatrzęsła się po raz wtóry. Tym jednak razem nie od strzałów, a od dokujących statków abordażowych...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4981
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 10 Paź 2013, o 16:19

Panowie, jednego Jedi mniej! - krzyknął Drex ciągnąc mocno za spust, ze świadomością że zlikwidował jednego z tak bardzo znienawidzonych Jedi, którzy właśnie pozabijali tylu jego towarzyszy.
W euforii po wystrzeleniu pewnego śmiertelnego dla Jedi pocisku, powiedział:
-Czas uderzyć na ich statek, cel prosto do tej fregaty, w miarę blisko innych statków abordażowych!
Sam Chorąży wysłał wiadomość o ich dołączeniu do grup abordażowych do kilku ważniejszych osób, a następnie udał się do zbrojowni, gdzie inni Szturmowcy już się szykowali do ataku na Coronę.
Jego pancerz z oznaczeniami nowej funkcji, wraz z całym uzbrojeniem czekał na niego w zbrojowni, gdzie podekscytowani Szturmowcy rozmawiali o awansach i innych nagrodach za zgładzenie Jedi. Jeden z nich odezwał się do dowódcy:
- Szefie, a co robimy po abordażu? Lecimy na planetę?
- Pewnie tak, w końcu poleciała tam duża część tego ścierwa - odpowiedział zamyślony Chorąży, który bał się o to czy uda im się pokonać Jedi, w końcu od lat skutecznie uciekają przed Imperium, więc muszą być zaprawieni w boju. Z tymi mieszanymi uczuciami, usiadł chcąc poczekać do ich przybycia do zgrupowania innych oddziałów abordażowych.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Jerry O'Connor » 11 Paź 2013, o 00:57

Życie na Nostalgii nie było łatwe. W miejsce jednego dobrego wydarzenia pojawiały się dwa złe. Na odkrycie planety zdatnej do zamieszkania odpowiedziało przybycie chłopca, który skłamał na temat swojej matki. Quellin nie za bardzo wiedziała, czy powinna wykryć ten podstęp. Nie szkolono jej do takich rzeczy, ale mimo to nie mogła przestać się winić. Przeczuwała, że z tego wynikną jeszcze jakieś kłopoty.
Tymczasem Sador zaproponował jej, co prawda nie w sposób werbalny czy nawet bezpośredni, walkę. Uznała to za niezły pomysł na trening oraz sposób na odrzucenie trosk. Chwyciła za rękojeść i włączyła swoją broń. Towarzyszył temu charakterystyczny dźwięk.
Ale na jedno dobre wydarzenie, zawsze przypadają dwa złe. Starcie przerwał dźwięk komunikatora. Nie trzeba było długo czekać, aby wiadomość potwierdził wstrząs, a niedługo po nim następny. Dziewczyna straciła równowagę i zderzyła się ze ścianą. Straciła orientację i na chwilę odpłynęła myślami. Z oszołomienia wyrwał ją dopiero głos mistrza. Zrozumiała dosyć dokładnie, że powinna uciekać. Zaczęła walczyć z niepewnością. Może powinna zostać, opóźnić imperium i dać tym ludziom czas na ucieczkę. Z drugiej strony zmniejszało to szanse na przetrwanie wiedzy o zakonie. Poza tym, ktoś musiał bronić i prowadzić ludzi na planecie, której praktycznie nie znali.
Przeraziła ją ta myśl. Jeżeli żaden z Jedi by nie uciekł, zapewne musiałaby przejąć dowództwo. Oczywiście, jeżeli wylądowaliby przynajmniej w tej samej okolicy.
Kobietę martwił jej brak pewności siebie, charyzmy oraz ogólnych umiejętności. Nie potrafiła wykryć kłamstwa. Ktoś jednak musiał bronić tych ludzi.
Uświadomiła sobie, że dalsza zwłoka może ją dużo kosztować. Rozejrzała się po pomieszczeniu, było puste. Wszyscy już uciekli. Rzuciła się biegiem w kierunku kapsuł ratunkowych, pełna nadziei. Nadziei, że ocalali wylądują w jednym miejscu oraz, że wśród nich znajdzie się chociaż jeden rycerz Jedi. Na obcej planecie liczyła się jedność i tej tezy musieli się trzymać.
Ale najpierw, trzeba było wydostać się ze statku. Miraluka biegła dalej, starając się ignorować wstrząsy.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Nathir » 11 Paź 2013, o 14:45

"O nie! O nie! O nie! Tylko nie to!", pomyślała dziewczyna czując panikę w sercu. Ta zaś wkradła się tam niespodziewanie, jakby tylnymi drzwiami, by rozsiąść się wygodnie i dopiero wtedy dać o sobie znać z pełnią sił. Impet uderzenia, który poruszył statkiem zjednał się z jej strachem. Na krótką chwilę, dziewczyna przymknęła swe wielkie oczy, co też stanowiło rzadkość dla jej gatunku, i pewnie nie ośmieliłaby się ich otworzyć, gdyby nie równie nagłe co panika uczucie ciepła, rozlało się w jej wnętrzu. Odwaga, która weń napłynęła pozwoliła nie tylko otworzyć oczy ale również zrozumieć, że nie była to jej własna inicjatywa, nie jej własna siła ducha ani nawet tajemnicza wola Mocy, a wielkoduszność mistrza, jego dobroć i przewidywanie.
-Tak mistrzu - wykrzyknęła z nadmiernym entuzjazmem po czym skierowała głowę w stronę robota, małego Hope'a. Oto tych kilka elementów poszycia, śrubek, i układów scalonych stanowiło jej misję, nadaną przez samego mistrza. - Chodźmy Hope. Musimy dotrzeć do kapsuły!
Krzyknęła ponownie, jakby w obawie, że droid nie zarejestruje jej prośby. Zanim jednak odeszła, wejrzała na mistrza, po części szukając aprobaty jej własnych rozkazów, a po części żegnając się z nim, mając niejasne przeczucie, że mistrza lub nie spotka. Nie bała się, nie tak jak przed chwilą, ale ogarnął ją smutek. Do porządku przywołał ją świdrujący pisk droida i kolejny wybuch. Ruszyła biegiem, starając się nie zabłądzić i trafić, jak pewnie wszyscy inni, na wolną kapsułę ratowniczą.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 13 Paź 2013, o 23:09

Bitwa rozgorzała na dobre. W początkowej jej fazie prawdopodobnie ostatni Republikanie pozostali jeszcze przy życiu, wierni swoim ideałom, starli się z przeważającą liczbą Imperialnych agresorów. Zwykli ludzie, zwykli żołnierze mogli czuć strach. Sai jednak przepełniony był spokojem. Moc była z nim. Czuł ją wokół siebie jak i w sobie. Płynęła nieprzerwanym potokiem, pomagając dowódcy eskadry w każdym przeprowadzanym przezeń manewrów. Czasem to była tylko sugestia, delikatna korekta kursu, drobne muśnięcie sterów. Czasami jednak Moc ratowała mu życie, gdy nagle bez pozornie żadnego powodu schodził z kursu, który chwilę później przecinały jadowicie zielone smugi laserowych promieni. Nie wszystkie takie manewry kończyły się sukcesem. Kiedy jeden z X-Skrzydłówców "Zapomnianych Rycerzy" eksplodował Yan-Jin zdecydował, że jego piloci wykonali zadanie. Nadszedł czas odwołać ich i skierować się ku planecie. Jednak czy miało to sens? Zdawać by się mogło, że to przedłużenie agonii, ucieczka przed nieuniknionym. Uruchomił komunikator by przesłać wiadomość:
- "Zapomniani Rycerze", tu dowódca. Podzielić się na pary i ruszyć w kierunku planety. Rozdzielcie się i nie dajcie złapać. Niech Moc będzie z nami wszystkimi.
Jedi już miał nawiązać kontakt ze swoją skrzydłową gdy usłyszał jej łamiący się ton głosu. Strach momentalnie ścisnął go za gardło. Spojrzał na monitory w momencie gdy myśliwiec jego ukochanej został zniszczony. Jej słowa kołatały się mu w głowie jeszcze przez długi czas. "Kocham cię Sai. Moc jest z tobą" skutecznie zagłuszały wyjący alarm i wrzaski jednostki R2. Łzy napłynęły do oczu, patrzył lecz nie widział. Ona nie żyła. Już jej nie było. Nie było nic.
"Jestem cały czas z Tobą Sai..." usłyszał. Mrugnął dwa razy odzyskując powoli ostrość widzenia. Do jego uszu zaczęły napływać dźwięki. Myśliwiec płonął. Oberwał. Nawet nie wiedział kiedy.
"Jeśli teraz zginiesz, moja śmierć pójdzie na marne ukochany..."
Nie zginie, nie teraz, jeszcze nie teraz. Powróciła władza w kończynach. Powróciło myślenie. Pilot szybko zorientował się w sytuacji. Nie była ona dobra. Dostał w silniki. Na szczęście nie we wszystkie. Był pewien, że posadzi maszynę na powierzchni planety. Wiedział, że to zrobi. Jednym ruchem przerzucił rezerwy mocy do tarcz i ciągnąc za sobą pióropusz ognia i dymu skierował się ku bezimiennej planecie. Wiedział, że na niej wyląduje.
Wiedział, że odnajdzie zabójcę Alexis.
Wiedział, że go zabije.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Vrath Ravage » 14 Paź 2013, o 17:11

Walczyć za padający pod naciskiem imperium, stary i zdezelowany okręt lub wyrwać się raz na zawsze z tej kupy złomu. Cóż, Sador nie zamierzał walczyć za coś, co uważał za klatkę. To okazja na wydostanie się, na którą tak długo czekał.
- Widzimy się na planecie ... - uśmiechnął się złośliwie i pędem ruszył do strefy ewakuacji. Tak, to wyczekana chwila. Pozostawi tu przeszłość, którą w drobny pył zniszczy imperium. Już dawno nie byłoby tu nic, co mogłoby go zatrzymać. To koniec tej farsy, a cokolwiek by nie było na tej planecie, na pewno będzie lepsze niż tu.
Coraz częstsze wstrząsy rzucały " Nostalgią ". Przemieszczając się do kapsuł ratowniczych Tray mijał wielu członków załogi, a z ich krzyków wywnioskował, że imperium już zdobywa statek. To już go nie obchodzi.
Dobiegł do pomieszczeń z kapsułami i zajął miejsce w jednej z nich.
- Niech cię ciemność pochłonie " Nostalgio ".
Właz kapsuły uszczelnił się z cichym świstem...
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 14 Paź 2013, o 20:02

Wszystko dookoła wydawało się dziwnie nierealne. Varun rozejrzał się dookoła i ostatkami sił zrzucił z siebie pancerz. Powoli wstał i lekko wyprostował się spluwając krwią, aby po chwili znaleźć się na kolanach. Każdy oddech wymagał od niego niespotykanych nakładów energii. Kiedy w końcu podniósł się, chwycił swoją broń leżącą obok zmasakrowanego ciała kobiety.
- Szkoda, że tak to się skończyło. - pokręcił przecząco głową i otarł rękawem wargę z krwi. Fregata zatrzęsła się kolejny raz, a światła awaryjne zaczęły lekko migotać.
Rey czuł, że zaraz nastąpi abordaż, nie miał szans na ucieczkę, nie w tym stanie.
Oparł się o ścianę, rozglądając się w każdą stronę z palcem na cynglu, czekając jak rozwinie się sytuacja.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 10 Lis 2013, o 01:38

Tal Vapor wiedział, że na "Nostalgii" pozostały maksymalnie dwie kapsuły ratunkowe. Wiedział też, iż większość z ponad 200-osobowej załogi spokojnie doleci do najbliższej planety, gdzie znajdzie choć na chwilę schronienie przed Imperium. Mistrz Jedi liczył też na doświadczenie kilku osób, które nie dopuszczą do skupienia się większości członków załogi fregaty typu Corona, ponieważ wtedy będą łatwi do ujęcia. Ostatecznie nie wiadomo jak będzie nastawiona lokalna ludność. Największe nadzieje, ale także obawy wiązały się z nastoletnią Akali oraz astromechem R9 "Hope", zawierającym terabajty danych dotyczących Zakonu, Mocy, a także historii "Nostalgii".
59-letni dowódca statku porzucił jednak te myśli. U jego boku, przy jednej ze śluz stał Van Oness jeden z jego podopiecznych, a także Roger Meeadows, 68-letni koordynator nawigacyjny oraz Squuas, sullustański technik. Tal miał też świadomość, że przy paru innych śluzach zostało kilka innych osób, stawiających sobie za punkt honoru obronę statku, a w rzeczywistości opóźnienie lądowania imperialców na planecie...

***


Quellin Sall przez krótką chwilę, spoglądając w niewielkie okienko kapsuły, widziała jak imperialny niszczyciel ISD III zbliżył się do "Nostalgii", a mniejsze jednostki rozpoczęły działania abordażowe. Następnie iluminator wypełnił się brązowo-piaskową barwą planety, do której zbliżała się Miraluka. Tylko gdzie nie gdzie widać było zielone wysepki oraz niewielkie akweny.
Kilkanaście minut później maszyna przeszyła atmosferę i zmierzała na spotkanie z ziemią. Na szczęście komputer kapsuły działał całkowicie poprawnie, w porę uruchamiając silniki manewrowe. Mimo to lądowanie było nadzwyczaj twarde i nawet techniki Jedi, nie pozwoliły Sall na dostateczne zamortyzowanie zderzenia. Kobieta mocno uderzyła o jedną z durastalowych części i nim straciła przytomność, usłyszała jeszcze syk rozszczelnionego włazu.
Okolica w jakiej obecnie się znajdowała była stosunkowo bezpieczna. Co prawda do najbliższej osady było dobrych 20-kilometrów, jednakże kanion otoczony z trzech stron stosunkowo wysokimi ścianami skalnymi, pozwalał jej na tymczasową ochronę przed wścibskimi oczyma Imperium. Nie mniej skanerów oszukać nie mogła. Quelinn musiała zacząć działać, tylko jak odzyskała przytomność.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Kapsuła z 15-letnią Nautolanką wystrzeliła kilka minut przed nieco starszą Miraluką. Jej lot szybko by się skończył, gdyby nie szybka interwencja szalejących wokół X-Wingów. To właśnie Sai Yan-Jin, tuż przed wydaniem rozkazu by wziąć "na cel" planetę, zestrzelił dwa myśliwce, które były blisko by zaprzepaścić misję Akali Simu i R9 "Hope'a".
Niestety nie wszyscy mieli tyle szczęścia, a dziewczynka była świadkiem jak kilka kapsuł pada łupem bezwzględnej floty Imperium. Nim się zorientowała, iż wewnątrz rozbrzmiał alarmowy sygnał było za późno. Maszyną zatrzęsła się niczym bantha w febrze, a powodem całej sytuacji były resztki po jakimiś myśliwcu. Na szczęście z każdą chwilą droid i Nautolanka zbliżały się do planety.
- Beeep biip booop! - ostro zaćwierkał "Hope", chociaż dziewczynka w ogóle go nie zrozumiała - Beeeeeeeeeeep!.
Choć seria R9 miała wbudowany system umożliwiający im rozmowę w basicku, to owy model miał usterkę właśnie w tym sektorze danych i mógł porozumiewać się, jedynie w klasycznym dialekcie astromechów. Przestraszona Akali wzruszyła jedynie ramionami, a dzielny robot podłączył się do terminala by skorygować lot kapsuły ratunkowej. W odróżnieniu od Quellin Sall, lądowanie Simu było zdecydowanie przyjemniejsze. Właz z charakterystycznym sykiem wpuścił powietrze nieznanego świata.
"Hope" jako pierwszy postawił serwomotory na ziemi. Okazało się, że oboje wylądowali na skraju jednego z nielicznych lasów. Teraz przyszedł czas by podjąć decyzję "co dalej".
- Beep dep bop? - zaćwierkał pytająco astromech, ku swej nowej opiekunce.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Z dziesięciu X-Wingów jakimi dysponowała "Nostalgia", jedynie połowa przeszyła atmosferę nieznanej planety. Wśród nich, był dowódca eskadry Sai Yan-Jin. Jego umysłem targały różne emocje, tak niepodobne do Rycerza Jedi. Stracił swą ukochaną i zarazem uczennicę Alexis Sky, a także czterech innych pilotów, jednakże z drugiej strony ocalił życie 15-letniej Nautolance Akali Simu, choć najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy jak ważna była ta interwencja.
- Tu Greg. Mam uszkodzony silnik, szefie jakie są rozkazy? - spytał jeden ze skrzydłowych grupy "Zapomnianych Rycerzy" - Zostało nas pięcioro. Lądujemy na jakimś równym terenie czy rozdzielamy się? Na północy, jakieś 400 kilometrów stąd mój skaner wykrył osadę.
Sai mimo osobistej tragedii, dalej był dowódcą i musiał podjąć decyzję co dalej. Na pewno Tal Vapor odradzałby skupianie się w większe grupy, jednak dopóki Imperium nie pojawi się na planecie, niewielki zespół na pewno sprzyjał rozpoznaniu terenu i zastanowieniu się nad dalszą działalnością. Przed Yan-Jinem był też inny wybór, co zrobić z myśliwcami. Z piątki, jedynie trzy (w tym jego) były w pełni sprawne. Czy zniszczyć je na powierzchni, czy może spróbować je ukryć. Ta druga opcja wydawała się wręcz niemożliwa, na ciągnącym się setkami kilometrów stepie...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry


***


Lot Sadora w kapsule, był jednym ze spokojniejszych. Nie był niepokojony przez myśliwce Imperium, a lądowanie należało zdecydowanie do tych łagodniejszych. Co więcej los czy też Moc uśmiechnęła się do 28-latka, gdyż maszyna osiadła niespełna pięć kilometrów od jednej z większych mieścin na planecie. Mimo to przed Trayem było kilka znaków zapytania.
Po pierwsze Jedi miał towarzysza w postaci 40-letniego mechanika Uta Groma, którego sporym zaufaniem darzył Tal Vapor. Był on wiernie oddany ideom, nie istniejącej od dziesiątek lat, Republiki i zapewne obcowanie dla niego z kimś, kto należał do resztek Zakonu Jedi, czy też tego co z niego zostało, było dla niego podporą. Oczywiście dla samego Sadora mogło być zupełnie odwrotnie, a mężczyzna mógł stać się jedynie balastem.
Po drugie bliskość osady niosła za sobą duże prawdopodobieństwo, że lokalna ludność albo przynajmniej osoby odpowiedzialne za jej bezpieczeństwo będą chciały zorientować się w sytuacji. Nikomu raczej nie mogło umknąć ponad 100 kapsuł lecących ku planecie czy widoczne strzały z turbolaserów w przestrzeni kosmicznej. Tray nie mógł w żaden sposób zorientować się, jakie zamiary będą mieli tubylcy.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Rey Varun czekał na rozwój sytuacji. Praktycznie nie miał już szans na skorzystanie z kapsuły ratunkowej, a nawet jeżeli by to uczynił, zostałby szybko zestrzelony przez siły Imperium. Na swoje szczęście lub nie, kilkadziesiat metrów od niego musiała zakotwiczyć jedna z grup abordażowych. Po krótkiej wymianie ognia, równomierne stukanie ciężkich butów zbliżało się ku niemu.
Choć przejście było zawalone, szturmowcy wyłonili się niespodziewanie z jednej ze ścian, w której kilka minut wcześniej powstała wyrwa. Mężczyzna z palcem na cynglu blastera stanowił dla nich mierne zagrożenie, choć w świetle regulaminów jak najbardziej zaliczał się w grupę potencjalnych zagrożeń. Musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy co robić. Czy pozbyć się broni czy może jedynie schować ją do kabury. Na jego nieszczęście nie trafił na "znajome twarze", które dokonywały abordażu kilka śluz dalej...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Po szybkiej reorganizacji, chorąży Anex wchodził w skład jednego z plutonów abordażowych. Co więcej był dowódcą owego związku taktycznego. Rękaw ich statku ściśle przyległ do "Nostalgii" i z sykiem zapewnił przepływ powietrza. Nadeszła chwila, na którą tak długo czekali. Jedne z pierwszych imperialnych kroków zostały postawione na statku, bluźnierczych Jedi.
- Tu szeregowych Blunt. Jakie rozkazy? Rozwalamy wszystkich? - spytał najmłodszy z plutonu Drexa.
- Kretynie, mamy eliminować tych którzy walczą. Reszta musi zostać najpierw przesłuchana. - odparł z irytacją kapral Wozsz, uprzedzając szefa - Eee, wybaczcie chorąży Anex, ale nie mogę już słuchać tych kretyńskich pytań...
Kilka sekund później w kierunku żołnierzy Imperium padły pierwsze strzały. Choć nie było ich zbyt dużo, to wystarczyły by pierwszą ofiarą stał się Blunt. Troje desperatów broniło korytarza prowadzącego ze śluzy nr 12...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Tal Vapor wraz z pozostałą trójką kompanów zaciekle bronił głównej śluzy. Niestety po chwilowym sukcesie, przyszła gorycz porażki. Zmasowany ostrzał w końcu musiał przebić się przez zasłonę, dwóch tańczących mieczy świetlnych. Trzy bolty trafiły prosto w pierś Rogera Meeadowsa. Staruszek po raz ostatni wciągnął życiodajny tlen, by skonać na jednym z wielu korytarzy "Nostalgii".
- Wycofujemy się! - krzyknął Mistrz Jedi ku Rycerzowi Onessowi oraz Sullustaninowi Squuasowi. Vapor miał świadomość, że uciekając ktoś musi przez chwilę ich osłaniać, więc postanowił zrobić to sam. Mimo wyraźnego sygnał, przed nim stanął Van.
- Ja to zrobię. Lepiej przydasz się na innych barykadach Mistrzu. - rzekł mężczyzna - Chyba nigdy nie byłem tak blisko Mocy...
Tal jedynie skinął głową, po czym szybko wytłumaczył plan Squuasowi. Na trzy oboje puścili się wzdłuż korytarza, by zniknąć za zakrętem. Oness odbił pierwszą salwę imperialców, stawił opór także drugiej, trzeciej i czwartej kanonadzie, jednak piąta przedarła się przez jego nienaganne Soresu. Miecz świetlny wypadł mu z dłoni, a on sam osunął się na kolana. Rzeczywiście, nigdy wcześniej nie był tak blisko Mocy jak teraz.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4981
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 10 Lis 2013, o 20:50

W głowie Rey’a rozbrzmiewał ciągły pisk nie pozwalający się skupić. Każdy kolejny wdech powietrza był dla żołnierza niezwykłym wyzwaniem, a dźwięk nadchodzących szturmowców stawał się coraz lepiej słyszalny. Kiedy wyłonili się z wyrwy, Varunn poczuł na sobie celowniki blasterów i spojrzenia Imperialnych przeszywające go na wylot.
Uśmiechnął się smutno,zablokował broń i odrzucił ją parę metrów przed siebie, wiedząc że nie ma innego wyjścia, aby przeżyć. Będąc dalej opartym o ścianę uniósł ręce i założył je za głowę. Nie sądził, że spotka go taki marny los.
- Poddaje się! – krzyknął ostatkami sił w stronę czarnych wizjerów.
W tej samej chwili przez jego głowę przemknęła myśl, jaki los spotkał innych pasażerów „Nostalgii”?
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Jerry O'Connor » 11 Lis 2013, o 00:11

Dla Miraluki widok ten był pewnym głębszym doznaniem. Mimo braku oczu widziała więcej niż wiele osób opuszczających w pośpiechu statek. Widziała zanikające aury każdej osoby, poprzez półprzeźroczyste ściany mogła śledzić desperacką walkę. Wszystko to było niepowtarzalne, majestatyczne i sentymentalne. I Quellin miała nadzieję, że już nigdy czegoś podobnego nie ujrzy.
Wkrótce umierających ludzi zastąpił widok kapsuł, które ocalały przed ostrzałem imperium. Strach na chwilę ustąpił nadziei na przetrwanie. A potem była już tylko cisza i lot ku nieznanemu.
*
Kobieta ocknęła się i zamrugała. Poczuła straszliwy, pulsujący ból głowy w miejscu uderzenia. Z trudem wyczołgała się na zewnątrz i opierając się o kapsułę zdołała wstać. Zadrżały pod nią nogi, w żołądku zaczęło się dać coś niedobrego. Niemal po chwili Jedi zwymiotowała. Nie była w stanie powiedzieć, czy było to wynikiem stresu czy może wypadku. W każdym razie przyniosło jej dużą ulgę. Kobieta rozejrzała się i metr dalej dostrzegła swój miecz świetlny. Podniosła go i, jakby chcąc sprawdzić czy działa, odpaliła go. Niebieskie ostrze wysunęło się z charakterystycznym sykiem. Wszystko działo sprawnie. Od razu wyłączyła swą broń i rozejrzała się po okolicy. Skały, wszędzie skały. Natomiast patrząc przed siebie dojrzała jedynie bezkresne pustkowie. Sytuacja stała się więc ciężka. Była kompletnie sama, bez zapasów. Tułaczka przez pustkowie zdawała się być samobójstwem. Szanse przeżycia jakieś posiadała, upolowanie czegoś na stepie było całkiem możliwe. Mimo wszystko - na stepie ścigające ich imperium z pewnością by ją wypatrzyło. Kanion zapewniał jedynie tymczasowe zabezpieczenie. Jeżeli imperialni wykryliby kapsułę to bez wątpienia zaczęliby poszukiwania w okolicy.
-To będzie polowanie. Każdy będzie chciał pozbyć się przeciwnika - pomyślała - Żałuję, że nie rozbiłam się w lesie. Byłoby łatwiej - nie było jednak odwrotu. Sytuacja była niekorzystna, a więc trzeba było działać. Quellin przeszukała więc kapsułę, sprawdzając czy nie znajduje się tam nic przydatnego, a następnie ruszyła przed siebie, w kierunku wyjścia z kanionu, przyglądając się uważnie terenowi wokół w poszukiwaniu jakiegoś schronienia na noc.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 13 Lis 2013, o 01:59

- Panowie, ognia! Załatwić ich wszystkich! - krzyknął chorąży samemu strzelając serię w stronę przeciwników.
Po pokonaniu wrogów Drex sprawdził czy nikt nie odniósł żadnych ran i kiwnął ręką w stronę korytarza prowadzącego do jednej ze śluz, gdzie wylądował inny odział abordażowy i powiedział:
- Za mną chłopaki, czas powybijać trochę ścierwa Jedi!
Idąc korytarzem zarządził sprawdzania wszelkich pomieszczeń w poszukiwaniu wrogów, lub jakichś cennych rzeczy. Samemu wysłał wiadomość komunikatorem do dowódców innych oddziałów, prosząc o zebranie się w jednym miejscu na statku, proponując miejsce znajdujące się blisko niego, a także do jednego z towarzyszy, chcąc dowiedzieć się gdzie on jest.
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Vrath Ravage » 15 Lis 2013, o 16:36

Sador przyglądał się przez iluminator zaciekłej walce imperialnych z tym co zostało z " Nostalgii ". Co prawda dziwił się sam sobie, ale ten widok był dla niego dość przyjemny i nie wiedzieć czemu jedynym tego powodem nie było to, że skończyła się historia tego statku. Na przeciwko niego siedział jakiś mężczyzna. Tray nie mógł sobie dokładnie przypomnieć jego imienia, ale kojarzył go dość dobrze. To mechanik, jeżeli pamięć nie zawodziła chłopaka nazywał się Grom i był jednym z ulubieńców Vapora. Traktował też Jedi jak najwyższą świętość. Krótko mówiąc śmieszny idealista zaślepiony wiarą. Przez cały lot Sador go ignorował, nawet nie spoglądając na niego. Zamknął oczy i oddał się medytacji oczekując na dotarcie na powierzchnie.

Z rozmyślań wyrwał Traya syk otwieranych drzwi i lekkie zakołysanie się kapsuły, gdy ta dotykała gruntu. Młody Jedi otworzył oczy i dopiero spojrzał na mechanika, który najwyraźniej mimo tego, że przed chwilą uciekł z piekła jest całkiem spokojny dzięki obecności Jedi. Sador podniósł się z miejsca, wyszedł z kapsuły i rozejrzał po okolicy. Daleko na horyzoncie widać było jakieś budowle, co najmniej godzina szybkim marszem. Cóż, może warto tam spróbować stanąć na nogi, choć może być to ryzykowne. Nie wiadomo kto zamieszkuje tą planetę, a co istotniejsze jak usposobieni są na przyjezdnych. Sadorowi przyszedł do głowy lepszy pomysł. Jego kapsuła nie była jedyną, która rozbiła się w okolicy. Mniej więcej każda, która opuściła " Nostalgię " musiała gdzieś tu być. Warto by przeszukać pozostałe w poszukiwaniu reszty Jedi. Mimo, że Tray nie darzył sympatią reszty, to w tej chwili mogą być dość przydatni. Lepiej stawić czoła miejscowej ludności w kilka mieczy, a nie samotnie. Cóż, w każdy bądź razie trzeba się pośpieszyć. Imperium na pewno znajdzie na skanerze resztki kapsuły i będzie chciało przeczesać teren. Sador zarzucił na głowę kaptur i już miał ruszać w drogę gdy usłyszał głos mechanika.
- Mistrzu Tray co teraz zrobimy..? - pytanie lekko rozbawiło chłopaka. " Mistrzu " ...tak ten zwrot podoba się Sadorowi. Cóż, zależało mu na czasie, a mechanik nawet sprintem nie mógłby dogonić wspomaganego mocą biegu Jedi. Był zbędnym balastem. Tray mógłby go tu zostawić, ale było to ryzykowne. Grom mógłby silnymi staraniami znaleźć resztę i wtedy przekazać jak został bestialsko porzucony przez Jedi lub co gorsza trafić w ręce imperialnych, a ci doskonale wiedzieliby co z nim zrobić. Cóż, Sador musiał coś z tym zrobić, a skoro mechanik jest zbędnym balastem należy się go pozbyć. Tray odpiął od pasa miecz świetlny i przyjrzał się czy jest z nim wszystko w porządku.
- Niedaleko stąd musiały rozbić się pozostałe kapsuły. Muszę się szybko do nich dostać. W większej grupie mamy na samym początku większe szansę przeżycia. Imperium będzie tu lada moment, więc trzeba bardzo się śpieszyć. - Tray mówił bardzo spokojnym i równym głosem. Niebieska klinga z sykiem wysunęła się z rękojeści miecza. Dopiero teraz odwrócił się w stronę mechanika, który widocznie bardzo chciał wierzyć w dobroć Jedi, ale wszystkie jego zmysły dawały mu złe przeczucia. - Ty będziesz tylko balastem ! - Tray wspomagając się mocną doskoczył do mechanika, który wciąż stał przy kapsule. W powietrzu wykonał salto i lądując pół kroku od Groma machnął mieczem na wysokości jego szyi. Niebieska klinga z gracją ścięła głowę z ramion mechanika, a Sador pchnięciem mocy wrzucił ciało nieszczęśnika do wnętrza kapsuły. Jedna sprawa załatwiona. Chłopak wyłączył miecz i przyczepił go do pasa. Na niebie pojawiła się właśnie kolejna kapsuła, która już szykowała się do lądowania. Tray ruszył pędem w jej stronę, nie zastanawiając się więcej nad losem mechanika...
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 17 Lis 2013, o 19:11

Yan-Jin nie odpowiedział od razu. Nie odczuwał takiej potrzeby. Stracił Alexis. Nic innego się teraz nie liczyło. Głowa do góry, ukochany... usłyszał w głowie, głos kobiety, którą kochał.
- Eskadra, trzymamy się razem. Kurs na wykryte skupisko ludzkie. Postaramy się dotrzeć na obrzeża i wylądować w miarę możliwości niewykryci. Na powierzchni zastanowimy się co dalej - powiedział wreszcie Sai i skupił na pilotowaniu maszyny. Tak, był dowódcą eskadry i teraz jeszcze odpowiadał za jej poczynania. Na powierzchni jednak eskadra przestanie istnieć i każdy będzie mógł wybrać co począć ze swoim losem. Trzy maszyny były w pełni sprawne. Po uzupełnieniu paliwa trójka rycerzy mogła by spróbować przedostać się na drugą stronę planety, a potem uciec przed Imperium. Pytanie tylko gdzie? Na to pytanie kapitan nie znał już odpowiedzi. Wiedział jednak, że sam nie będzie uciekał. Westchnął ciężko próbując nie poddać się złym uczuciom, które wokół krążyły. Śmierć Alexis, śmierć członków jego eskadry, śmierć pasażerów "Nostalgii". Było ich zbyt wiele, a wszystkie niebezpiecznie zbliżały do Ciemnej Strony Mocy.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez David Turoug » 29 Lis 2013, o 02:02

Quellin Sall przeszukawszy swoją kapsułę, znalazła podstawowy pakiet pierwszej pomocy, żelazną rację żywnościową wystarczającym na trzy dni, a przy naprawdę oszczędnym żywieniu mógł starczać nawet na pięć dób oraz zwykły cyfronotes z wyczyszczoną pamięcią, a jedyną informację jaką zawierał, to to iż pochodził z kapsuły ratunkowej nr 37, z fregaty typu Corona "Nostalgia". Tylko tyle, a więc nic co mogłoby pomóc w tym momencie Miraluce.
Kanion stanowił rzeczywistą osłonę przed wścibskimi oczyma, wysokie skały zasłoniły nawet tumany kurzu, które wznieciło stosunkowo twarde lądowanie Jedi. Sądząc po położeniu lokalnej gwiazdy, na nieznanej planecie musiało być wczesne południe. Nim Imperium wyląduje na tym świecie minie maksymalnie parę godzin, jednak komuś szkolonemu przez Tala Vapora powinno to wystarczyć.
Quelin stanęła u wyjścia z kanionu i na pewno przez moment się zmartwiła. Przed nią rozciągał się step, porośnięty gdzieniegdzie niską, rzadką trawą, a na horyzoncie było widać trzy, może cztery rosłe drzewa, które na pewno nie dawały możliwości skrycia. Co więcej, Jedi nie wyczuwała w pobliżu nikogo z załogi "Nostalgii", ani także mieszkańców planety. Do najbliższego skupiska ludzi miała dobre kilkadziesiąt kilometrów.
Kobieta miała kilka wyjść. Mogła pozostać w kanionie, gdzie prędzej czy później zostałaby odnaleziona. Mogła także ruszyć przed siebie, przemierzając step, choć w zasięgu jej charakterystycznego, miralukańskiego wzroku nie było ludzkich sadyb. Alternatywą było obejście kanionu i zorientowanie się jak wyglądałaby próba wyruszenia w przeciwnym kierunku. Jeszcze innym rozwiązanie było wspięcie się na skałę i spenetrowanie całej okolicy. Oczywiście Quellin musiała postawić sobie pytanie, czy w obecnej chwili skały aż tak ograniczały jej postrzeganie, by nie mogła poznać okolicy z miejsca, w którym teraz stała. Na pewno jednak wymagałoby to dużych nakładów umiejętności wykorzystania Mocy.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Eskadra Sai Yan-Jina w ekspresowym tempie znalazła się w pobliżu osady. Niestety w najbliższym otoczeniu sadyb, nie znajdował się żaden w miarę równy teren, gdzie bez problemu mogłyby wylądować myśliwce, z których dwa były mocno uszkodzone. Najbliższy, odpowiednio duży i płaski, teren znajdował się około pięciu kilometrów na zachód od skupiska miejscowej ludności.
- Lądujemy tam? - przerwał ciszę Greg Tua - Hmm może być problem byśmy pozostali niezauważeni, jednak inne tak dogodne miejsce jest poza zasięgiem moich skanerów.
- Sai, co robimy? - dopytała togrutanka Lura Mocca - Nie jestem pewna czy mój "wing" wytrzyma długo w powietrzu, tym bardziej że mój R4 miał przypięcie.
Piątka pilotów z eskadry "Zapomnianych Rycerzy" musiała szybko podjąć decyzję co dalej. Wskazany teren wydawał się dogodny, nie było na nim ani głazów, ani wysokiej roślinności, a i osada był wręcz na wyciągniecie ręki. Jedyny problem jaki zaistniał, był taki, że po lądowaniu wszyscy w ekspresowym tempie musieliby ruszyć ku osiedlu, gdyż okolica prezentowała się wręcz nago, a wioska mieszkańców wydawała się jedynym schronieniem.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Sekundę przed utratą życia, na twarzy Uta Groma pojawiło się ogromne zdziwienie i uczucie strachu. Nieszczęsny mechanik z "Nostalgii" miał przynajmniej bezbolesną i szybką śmierć, aczkolwiek w najgorszych snach nie spodziewałby się, że zostanie zdekapitowany przez Rycerza Jedi.
Sador ruszył ku lądującej kapsule ratunkowej, choć musiał zadać sobie pytanie czy mądrze postępuje. Do maszyny miał jakieś dziesięć może jakieś dwanaście kilometrów, natomiast do osady, które tak naprawdę było największym miastem nieznanej planety było nie więcej niż pięć tysięcy metrów. Mimo to każda opcja niosła za sobą plusy i minusy. Obie miały tą wadę, że Tray musiał maszerować przez otwarty teren. Poza tym udając się do jedynego kosmoportu (o czym jeszcze nie wiedział) na owym świecie nie miał pewności jak i przez kogo zostanie przyjęty, choć zapewne znajdzie tam kryjówkę. Za to pędząc do kapsuły, mógł trafić na kogoś znajomego, z kim łatwiej będzie przeżyć pierwsze dni na obcej ziemi, z imperialnym wojskiem na ogonie...

***


Tymczasem na "Nostalgii" walka rozgorzała na dobre. Choć Imperium miało ogromną przewagę liczebną, to kilkudziesięciu obrońców fregaty typu Corona toczyło heroiczny bój o to by dać jak najwięcej czasu tym, którzy skorzystali z kapsuł ratunkowych. Chorąży Drex Anek musiał wpaść w jakiś bitewny szał, gdyż kazał swym podwładnym mordować wszystkich jak leci, łamiąc przy tym rozkaz, by w miarę możliwości wziąć jak najwięcej osób do przesłuchania. Jeżeli uda mu się przeżyć abordaż i powrócić na macierzystą jednostkę, zapewne stanie przed poważną rozmową z głównodowodzącym na niszczycielu ISD III a być może nawet przed sądem polowym. Na razie jednak znajdował się na rebelianckiej łajbie...
Po kilku minutach pluton Aneka dotarł do niestandardowego przejścia, które musiało być wykonane przez żołnierzy Imperium. Grupa chorążego ruszyła przez nie, a na końcu drogi spotkała inny zespół abordażowy. O dziwo, mieli na muszce jakiegoś rannego, który kogoś przypominał Drexowi.
- Chorąży Anek, melduję drużynę zielonych. Teren czysty. Mamy jednego pirata. Trochę pokiereszowany, ale nadaje się do zabrania na czułe rozmówki. - rzekł szturmowiec. Owym jeńcem był nie kto inny jak Rey Varun. Pojmany musiał jednak ciągle uważać, gdyż odniesiony rany musiały nieco utrudnić znajomemu, imperialnemu wojakowi rozpoznanie najemnego konspiratora. Jeden gwałtowny ruch i dawny posiadacz beskarowej zbroi mógł przenieść się na tamten świat.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

***


Tal Vapor pewnym krokiem zmierzał na mostek. Idąc korytarzami próbował wysondować sytuację na "Nostalgii". Niestety prócz niego przy życiu zostało dwóch Jedi. Jeden znajdował się po przeciwnej stronie statku, natomiast drugi chyba także maszerował do sterowni.
Wychodząc za róg, Jedi natknął się na drużynę szturmowców ostrzeliwującą ambulatorium. Imperium jak zwykle nie przebierało w środkach, ani nie stosowało się do żadnych konwencji. Gdy od strony lecznicy odpowiedziało kilka boltów, Mistrz jak grom spadł na pięciu żołnierzy i w ciągu trzech sekund rozprawił się z nimi. Nie oglądając się wszedł do królewstwa doktor Annie Fro.
- Spokojnie, to ja Vapor. - rzekł głośno, odbijając dwa strzały w sufit. Na szczęście nikomu nie wyrządziły krzywdy - Dlaczego nie udała się pani wraz z pacjentami do kapsuł?
- Jestem tu potrzebna. Do końca. - odparła blisko 60-letnia kobieta. Prócz niej w pomieszczeniu było trzech rannych mężczyzn, uzbrojonych w blastery.
- Dzielna z pani kobieta. Może udamy się na mostek, tam też... - zaczął Tal, jednak lekarka przerwała mu gestem.
- Pan dowodzi tam, ja tutaj. - odparła szczerze i zdecydowanie - Mówię to z pełną odpowiedzialnością i świadomością naszej sytuacji.
- Niech Moc będzie z Wami. - tylko tyle i aż tyle mruknął na pożegnanie Vapor, rozumiejąc iż Annie Fro doskonale wie, że "Nostalgię" czeka zagłada.

***


15-letnia Nautolanka była najwyraźniej oszołomiona wszystkim, co wydarzyło się w ostatnich kilku godzinach. Natłok myśli oraz świergot R9 przyprawiły ją o ból głowy. Dziewczynka jakby na moment zamarłą w kapsule, próbując odnaleźć się w trudnej sytuacji. Choć mogła pozwolić sobie na chwilę rozmyślań, to w końcu będzie musiała podjąć kluczowe decyzje, co dalej. Tym bardziej, że na działanie nalegał, natrętny "Hope".

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4981
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Drex Aurelian » 30 Lis 2013, o 00:22

O kurwa, Rey! - krzyknął Drex kiedy przypomniał sobie kim jest przyprowadzony więzień - Medyk, zbadaj go i wylecz! Reszta czekać na rozkazy!
Anek starał się uspokoić rozbiegane myśli, które szalały po jego głowie. Varun pewnie wie wszystko o statku, więc będzie można łatwiej znaleźć strategiczne punkty na nim. Kiedy jego podkomendny zajął się Reyem, chorąży podszedł do nich i zaczął przepytywać przyjaciela chcąc zdobyć jak największą wiedzę na temat statku. Ilu ich tam jest? Jak wielu znajduje się wśród nich Jedi? Jaki jest stan techniczny okrętu?
Image
Awatar użytkownika
Drex Aurelian
Gracz
 
Posty: 81
Rejestracja: 28 Mar 2013, o 13:06
Miejscowość: Łódź, kraina dresiarzy i wojen klubów

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Nathir » 7 Gru 2013, o 12:12

Akali zaczęła płakać. Nie był to wprawdzie histeryczny płacz nastolatki, nie było szlochania i wycia, ale z jej ogromnych oczu zaczęły ściekać łzy. Nie starała się ich powstrzymać, nie walczyła z tym, tak jak nie miała zamiaru poddać się w walce z Imperium. Rozejrzała się dookoła, upewniając się, że droid jest cały, a ona nie wpakowała się w jeszcze gorsze tarapaty. Widocznie była w większym szoku niż mogła zdawać sobie z tego sprawę, bo zaczęła mówić do droida, żaląc się, że chłopak ze statku ją ignoruje, a przecież tak jej się podoba.
Bez większego zastanowienia ruszyła w stronę lasu. Trudno było stwierdzić czy jest to realna decyzja czy po prostu instynkt, ale wejście na step, wielką otwartą przestrzeń nie mogło być dobrym postanowieniem. Siła rzeczy, młoda padawanka po chwili znalazła się w cieniu drzew, z droidem u boku, którego miała za wszelką cenę chronić. Mimowolnie sięgnęła do miecza i potarła go palcem, uspakajając się na moment.
- Hope, wiesz coś o tej planecie – spytała w końcu, siląc się na otarcie łez.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Jerry O'Connor » 7 Gru 2013, o 22:32

Sytuacja była gorsza niż Quellin myślała. Żadnej kryjówki w zasięgu wzroku. Jedyną logiczną opcją zdawało się okrążenie kanionu, ale wysokie ściany utrudniały widoczność. Nie mogła mieć pewności, czy tam nie jest jeszcze gorzej. Nie miała czasu na rozmyślania. Pierwsza decyzja musiała być dobrą. Dziewczyna usiadła na ziemi. Nadszedł odpowiedni czas, aby użyć swego specyficznego wzroku. Spojrzała w dal. Skały blokowały jej widoczność. Liczyła, że odpowiednie skupienie zmieni ten stan rzeczy.
Miralukanka wzięła głęboki oddech. Odrzuciła wszystkie większe kamienie, które ją irytowały. Całe życie szkoliła się w mocy. Nie była wybitną liderką ani szermierką, nie potrafiła rozwiązywać problemów lub rozmawiać z ludźmi. Tylko jedna zaleta przypadała na tak wiele wad. Mówi się jednak, że należy eksponować swoje silne strony, natomiast te słabe ukryć w głębi siebie.
Moc była jej atutem, potrafiła z niej korzystać. Pozostała tylko ona i skalne ściany. Delikatnie zsunęła opaskę ze swych oczu, licząc, że to w czymś pomoże. W tamtej sytuacji, zważając na zagrożenie ze strony imperium oraz nieznaną jej planetę, większego poziomu skupienia nie była w stanie osiągnąć. Skupiła w sobie Moc aby spotęgować swój wzrok i dostrzec co się znajduje z drugiej strony kanionu. Pozostało jej mieć nadzieję, ze Moc jest w niej silna, a umiejętności wystarczające.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Blaze Corr » 12 Gru 2013, o 23:01

Przeszywający ból w klatce powodował oszołomienie, z którym Rey nie potrafił walczyć. Resztkami energii wysilił się na szyderczy uśmieszek, gdy zobaczył swojego przyjaciela rozpychającego szturmowców na boki.
- Witaj druhu. - powiedział i splunął krwią. Po chwili medyk podbiegł do leżącego żołnierza i wstrzyknął mu jakąś substancję w lewę ramie. Rey czuł rozchodzące się ciepło po ciele i stopniowe zanikanie bólu.
- Nie mogę zrobić wiele. - rzekł lekarz do Chorążego - Musimy zabrać go na krążownik inaczej długo nie pociągnie. Dowódca szybko przeanalizował informacje i zaczął zalewać Reya lawiną pytań.
- Promień ściągający nie działa, cały statek to teraz dryfująca kupa złomu, za waszą sprawą. Ważnych Jedi było niewielu podejrzewam, że uciekli na planetę. Dobijcie tych, którym nie udało się zwiać. - zakaszlał i oparł głowę o durastalową ścianę.
Miał wielką ochotę pomóc oddziałowi Drexa, lecz zrządzenie losu zdecydowało inaczej.
Dwóch medyków przybyło z noszami, czekali tylko na rozkaz.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Vrath Ravage » 14 Gru 2013, o 21:13

Sador biegł wspomagając się mocą. Kapsuła była coraz bliżej ziemi. Dużo szybciej niż się spodziewał i o wiele dalej niż ocenił. Nawet jeżeli ktoś tam był i przeżyje lądowanie, to istnieje małe prawdopodobieństwo na to, że będzie siedział z założonymi rękami. Zakładając, że będzie to Jedi, to prawdopodobnie nie będzie czekał na ratunek, a tak jak Tray spróbuje się ukryć lub dostać do pozostałych ocalałych, a jeżeli to ktokolwiek inny to nie przedstawiał dla Sadora żadnej wartości. Poza tym na dobrą sprawę grupa staroświeckich Jedi może być tylko utrudnieniem. Tray wiedział, że by przeżyć trzeba uciec się do nawet najgorszych sztuczek. Czas zmienić plan. Na szczęście nie minęło wiele czasu, więc osada była nie wiele dalej niż przed chwilą. Póki co to będzie najlepsze rozwiązanie. Tam będzie mógł się ukryć i spróbować jakoś wmieszać w tłum do czasu gdy sytuacja nie wyjdzie na prostą.
RIP:
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Vrath Ravage
Gracz
 
Posty: 387
Rejestracja: 23 Paź 2012, o 20:13
Miejscowość: Wrocław

Re: Wieczni bohaterowie - 59 ABY

Postprzez Caleb Quade » 18 Gru 2013, o 00:35

Lądowanie na otwartym terenie było samobójstwem. Ale może to i lepiej dla nich? Czy ktoś by się tego spodziewał? Sai miał nadzieję, że nie.
- Lądujemy tutaj. Zabieramy wszystko co ma jakąkolwiek wartość i może się przydać. Po wylądowaniu kasujemy pamięć naszych astromechów i wszelkie informacje z pamięci komputerów pokładowych.
Jak powiedział, tak zrobili. Maszyny usiadły na płaskim, otwartym terenie. Ich piloci w milczeniu zabrali się za kasowanie pamięci wiernych robotów astromechanicznych, które niejednokrotnie ratowały im w przestrzeni życie. Dla niektórych musiał być to przykry proces. Nikt jednak nie protestował. Wiedzieli, że muszą zatrzeć za sobą ślady. Sai jako pierwszy zakończył procedury i wyszedł z kokpitu. Rozejrzał się uważnie po okolicy, jednakże nie dostrzegł niczego podejrzanego. Płaski teren miał swoje wady i zalety - byli widoczni jak na dłoni, ale też mieli możliwość dostrzeżenia wrogów dostatecznie wcześniej. Były dowódca eskadry rozebrał się z kombinezonu i założył szybko swoje zwyczajowe odzienie.
- Wszyscy gotowi? - zapytał patrząc jak pozostali powoli kończą przygotowania. Wszyscy zebrali się wokół niego w niespełna trzy minuty później.
- Dobrze więc, ruszajmy do miasta. Trzymamy się razem, spróbujemy poszukać jakiegoś miejsca gdzie można by się zaszyć na jakiś czas. Potem pomyślimy co robić dalej.
Grupa Jedi ruszyła ku miastu mając się cały czas na baczności.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

PoprzedniaNastępna

Wróć do Questy Retrospekcyjne

cron