Content

Inne

3650 BBY - Akt I

Image

3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 3 Maj 2020, o 18:43

WSTĘP HISTORYCZNY:
Imperium Sith dokonuje debiutu swojej ofensywnej kampanii wojennej. W 3681 BBY armada imperialnej floty niszczy konwój floty republiki ujawniając swoje istnienie i rozpoczynając Wielką Wojnę Galaktyczną, odbijają Korriban, dziedzictwo użytkowników ciemnej strony jak i rodzinną planetę Sith. Mandalorianie w rytm nakręconej wojennej machiny na nowo ożywają i dołączają do poczynań ekspansywnego Imperium w pierwszych swych zmaganiach, dokonując blokady głównego szlaku handlowego Rimma. Dopiero po roku siłom republiki udaje się znieść pierwszą, ale nieostatnią blokadę i pokonać siły mandalorian. Wnet ich legendarny Mandalore zostaje wskrzeszony i wyniesiony do roli wielkiego wodza, motywując wojowników z beskaru do tłumnego gromadzenia się i zjednoczenia w wojnie.
Republika zmaga się z ciosami w ekonomię i z błyskawicznie rozpoczętą wojną z przygotowanym do tego przeciwnikiem, który w kolejnych to krokach wydziera kolejne systemy spod kontroli. Pierwsza i druga bitwa o Bothawui stały się przełomowym momentem, od którego to siły Republiki zaczęły odnosić sukcesy w obronie i kontrofensywie, wydłużając konflikt na niekorzyść Imperium. Ochrzczeni pośmiertnie Bohaterowie Bothawui, stali się inspiracją zarówno dla żołnierzy jak i strategów Republiki.
Ostatecznie Republika przegrywa krytyczne starcie w Bitwie nad Hoth, gdzie obie floty ścierają się ze sobą w pełni sił w jednej z największych walk kosmicznych w historii galaktyki. Wnet siły Imperium Sith podstępem rujnują Courscant, stolicę Republiki oraz niszczy świątynię jedi. Po to by potem skłonić jedi i Republikę do zawarcia upokarzającego pokojowego traktatu. Rząd Republiki i jego moc polityczna wpada pod powątpiewanie. Zniszczenia i straty jednak odczuły obie strony, tymczasowo zmuszając Imperium do wylizania się z własnych ran.
Rozpoczyna się zimna wojna.


WSTĘP FABULARNY:
Nie wszyscy byli świadkami, czy uczestnikami rzezi urządzonej przez najeźdźców. Zakon opiekował się galaktyką jak ona duża i szeroka, starając się przyczyniać do rozkwitu pokoju, jak i prewencyjnie rozbrajać konflikty, powstrzymywać rozlew krwi, czy wspierać działania kanclerza.
Szczególnie w czasie wojny, spokojne niegdyś planety ożywiały w niepokoju, jak i niekiedy desperackich czynów ze strachu przed zagrożeniem. Jedi zmuszeni do zbrojnego wystąpienia przeciwko wskrzeszonemu Imperium Sithów nie byli w stanie wszystkich obowiązków dopełnić. Niektórzy podczas swoich misji byli tak zaabsorbowani, że nawet nie wiedzieli, że wojna się skończyła. Na pewien czas. W końcu każdy dowiedział się o wstrząsających wieściach ze stolicy.

Tak sytuacja miała się z dwójką rycerzy jedi wysłanych na Hoth w celu wspierania SIS w uzyskiwaniu danych ze swoich okrętów, jak i okrętów Imperium oraz uniemożliwienie imperialnemu wywiadowi osiągnięcia podobnego. Po czterech latach wytężonych zmagań z agentami Imperium oraz piracką zarazą, Shara Thezal i Daugl Umyyad powracają z wyprawy za szacowane linie wroga w otchłanie śnieżnych połaci, niestety z brakiem większego sukcesu. Przeciwnicy zdali się stanąć na wysokości zadania i choć Moc z pewnością była po stronie jedi, dając im zwycięstwa w kilku zaistniałych potyczkach, tak imperialny wywiad, w swej bezwzględności i za czym idzie skuteczności, również nie miał sobie równych. Z pewnością jednak w swych poczynaniach przyczynili się do ocalenia co najmniej kilku dobrze wyszkolonych agentów republiki oraz drużyn specjalistów technicznych. Tak potrzebnych w wymagających czasach zagrożenia terrorem ze strony bezwzględnych Sithów.
Powróciwszy do kryjówki SIS otrzymali wezwanie, jako ich umiejętności mogły się przyczynić większemu dobru, gdzie indziej. Tak też pozostawili Hoth w rękach SIS, dokonując podróży na sekretne koordynaty odkrytego niedawno świata - planety Tython. Miejsca gdzie miała powstać nowa akademia jedi. Dwójka dopiero w samej podróży dowiedziała się oficjalnie o zniszczeniu akademii na Courscant. Shara mogła jednak tamtego pamiętnego dnia odczuć szczególną sensację w Mocy, różniącą się nieznacznie od innych tragedii wojny odbywających się daleko od zamrożonego cmentarza gwiezdnych flot.


Gwiazdy ponownie z wydłużonych linii zatrzymały się w pojedyncze punkty pośród gdzieniegdzie widocznych mgławic zabarwionych czerwienią, żółcią i fioletem w wymyślne abstrakcyjne wzory, przypominające to egzotyczne kwiaty, albo i owady. A wszystko na tle nieprzebytej pustki ciemności. Przez iluminator rzucała się w oczy gwiazda układu Tythos i kolejno zarysy niektórych ciał niebieskich. Dostrzec było dwa gazowe olbrzymy Mawr i Obri, co ledwo się wyróżniały na tle ogromnego słońca, czy przestrzeni kosmicznej.
Wraz z postępowaniem lotu ku wymierzonemu celowi objawiły się co poniektóre ciała, będąc akuratnie w tym momencie na swej orbicie.
Świat oceaniczny Shikaakwa, swym błękitem rozpościerających się wód i bielą atmosfery, słusznie zachęcał do odwiedzin. Podobnie napotkana Kalimahr, która tu zaś barwą wydawała się być szmaragdem spośród napotkanych ciał niebieskich. Równie szybko jak zdążyli nacieszyć oko przywitał ich komitet powitalny w postaci kilku myśliwców. Po wymienieniu formalności i identyfikacji planowanej wizyty, odeskortowali ich bardziej w ramach dotrzymania towarzystwa i oddania honorów, niźli realnego obowiązku. Każdy z pilotów wykonał manewr, przelatując przed promem jedi, salutując do ich iluminatora.
W końcu i dotarli nad orbitę samej Tython. Dwa księżyce Ashla i Bogan, niby młodsi bracia towarzyszyli planecie, symbolizując mądrość pradawnych nauk o tajemnicach Mocy.
Napotkana stacja kosmiczna była w trakcie budowy, a i nieduży konwój republikańskiej floty zajmował też miejsce na orbicie w sąsiedztwie statków transportowych z potrzebnymi towarami do rozbudowy zarówno stacji, jak i za pewnie głównej świątyni na powierzchni planety.

Już przy samym pokonywaniu atmosfery błękitnozielonej planety Shara mogła wyczuć jak niezwykłe było to miejsce. Delikatny szmer w Mocy był niemalże namacalny. Łatwość z jaką można było z nim popłynąć w skupienie rzeczywiście była niezwykła. Pierwszy raz w życiu z czymś takim się spotkała. Nie dziw, że wybrano właśnie to miejsce na szkolenie nowych adeptów. Moc zdawała się być tutaj nie tylko tajemnicza i silna, ale jakby... wyrozumiała? Gościnna? Ciężko przypisać takie właściwości przenikającej wszystko energii, a jednak budziło to tutaj takie wrażenie.
Po przedarciu się przez pokaźne obłoki białych chmur objawił się im krajobraz co prosił się o nazwanie rajem. Dziewicze góry nie były pokryte żadnymi zabudowaniami sugerującymi prowadzenie wykopalisk, wszędzie niemalże były lasy, rozdzielane polanami, nielicznymi pustyniami, rzekami i innymi formacjami geograficznymi. Nigdzie jednak nie było widać choć krzty uprzemysłowienia. Roślinność zdawała się bić zdrowiem, gromada napotkanych białych ptaków z podłużnymi dziobami uciekła przed niespodziewanym się gościem z kosmosu, burząc swoją formację tylko na chwilę. Kilka bliżej nieokreślonych dużych istot ujawniło swoje zaniepokojenie pojawieniem się obcego, zdradzając swój ruch pośród przerzedzonych miejsc w napotkanej poniżej puszczy. Życie było tu bogate i kipiało zachęcająco.
W końcu ujawniła się wystająca nieco zza horyzontu zaczyn konstrukcji świątyni oraz duży plac w okół, domki robotników i tymczasowe konstrukcje. Droidy i sprzęt budowniczy, kontenery i kilka pomniejszych frachtowców. Sam wyrównany na potrzeby przyszłej akademii obszar był dostatecznie wielki, aby mogło tu jeszcze wylądować kilkanaście statków, to też z łatwością delikatnie wylądowali na świeżo wyrosłej trawie.
Rampa w ślad promu dotknęła ziemi, do wnętrza dostał się słodki zapach kwitnących kwiatów i nektaru, świeże i czyste powietrze jakby powodowało, że serce samo chciało pompować krew, przyodziewając futro kocicy o przyjemne dreszcze i pobudzając pierwotne instynkty. Delikatny detal w postaci pyłu wydobywającego się z robót budowlanych psuł jednak idealną kompozycję.
Pierwszy wyszedł rycerz jedi Daugl Umyyad. Przygarbiony nieco wiekiem czarnoskóry mężczyzna, o niskiej skromnej posturze. Jego łysina odbijała dzienne światło, a bujna w pełni siwa i nieposkromiona broda próbowała swą bielą dorównać odblaskowi. Odziany był w tradycyjny brązowy płaszcz jedi z długimi szerokimi rękawami, sięgającym do kostek materiale oraz obszernym kapturem. Licząc, że Shara wkrótce dorówna mu kroku, trzymając dłonie w rękawach ruszył swoim spokojnym tempem, pozornie wskazującym na niską sprawność mężczyzny.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 3 Maj 2020, o 19:32

Kilka lat spędzonych na Hoth w oderwaniu od zdarzeń globalnych sprawiło, że niemałym szokiem okazały wieści, jakie do nich dotarły. Shara, wraz ze swoim byłym mistrzem zostali wezwani do wciąż budującej się nowej siedziby Akademii Jedi, z racji tego, że poprzednia została brutalnie zniszczona przez Impierium. W pierwszym odruchu Catharska Jedi wkurzyła się, że nie mogła brać udziału w obronie, szybko jednak przyszła refleksja nad tym, że przecież ich obecność lub jej brak tak naprawdę nic by nie zmieniły, a przecież ich misja nie była mniej ważna niż walki w pierwszych szeregach frontu. Mimo wszystko żal jej było, że Impierium dopuściło się tak potwornej zbrodni i zmusiło Zakon do ucieczki i szukania nowego miejsca. Co więcej, miejsca, które pozostanie w ukryciu.
To, czego żałowała, to fakt, że nie walczyła, choć miała świadomość, że ich misja też była ważna. Dzięki ich działaniom, byli stanie nieco pokrzyżować plany Imperium miało istotny wkład w działania innych struktur Republiki, choć niestety i tak nie wszystko poszło tak, jak chcieli. Omawiała to zresztą z mistrzem Dauglem i jak to często bywało, ich zdania były podzielone, a że oboje mają dość gwałtowny charakter, przepychanki słowne są u nich na porządku dziennym. Szerokim tematem ich rozmów była także aktualna sytuacja galaktyki, rozegrana i przegrana bitwa na Coruscant, a także zdradziecki traktat, jaki podpisano. Tylko dzięki latom szkoleń, była w stanie powstrzymać swój dziki temperament.
Mimo wszystko, zarówno Shara, jak i mistrz Daugl potrafili się świetnie dogadywać, a kobieta na nikim tak nie polegała jak na nim, choć bawiło ją to, jak udawał nieporadnego staruszka. Lata padawańskie ma już jednak dawno za sobą, jest pełnoprawnym Rycerzem Jedi i ma świadomość tego, jak bardzo istotne będzie jej oddanie się sprawom Zakonu.
Gdy tylko wyszli z nadprzestrzeni, Shara pilnie obserwowała planetę. Była piękna i miała w sobie to coś. Po wylądowaniu pojawiła się na rampie, krótko po byłym nauczycielu, zeskakując z niej zwinnie i lekko. Na ramiona miała narzucony dość niedbale tradycyjny płaszcz Jedi. Zaczęła chłonąć zapachy i dźwięki, cieszą się nimi niemal jak dziecko, nie mówiąc już od tym niesamowitym, przepełnionym Mocą otoczeniu. Po latach spędzonych na zimnym i nieprzyjaznym Hoth to miejsce robiło prawdziwe wrażenie. Z przyjemnością chłonęła ciepłe promienie słońca i feerię barw. Stanęła na miękkiej glebie, rozglądając się wokół.
- Niezwykłe miejsce. Ciekawe kiedy skończą budowę? Szkoda tylko, że musiało dość do tego, do czego doszło. - ostatnie słowa pobrzmiewały niemal warkotem.
Nie mówiła nic o nowym zadaniu, bo temat ten omawiali już wcześniej. Nie zostali wprowadzeni w żadne szczegóły, więc siłą rzeczy dowiedzą się wszystkiego na miejscu. Zapatrzyła się przed siebie, na moment tracąc zadziorny wygląd, na rzecz bardziej zatroskanego. Zamyśliła się, czując, że nastały o wiele bardziej niepokojące czasy, a Zakon będzie musiał temu sprostać i będą potrzebna każda pomoc. Po to tu zresztą przybyli.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 3 Maj 2020, o 23:07

- Schowaj pazury, ja paznokcie obciąłem przed wyjściem - upomniał ją pogodnym, suchym od starości tonem, gdy to dosłyszał prawie warkot catharki. Pomimo domniemanego żartu czuć jednak było w tym ukrytą stanowczość, jakby nie wypadało w tym miejscu się unosić.
- Widzisz, wystraszyłaś niebieskie ślicznotki - rzekł z nutą bardziej rozbawienia niż upomnienia, czy pretensji. Widok takiego świata mógł odjąć lat, aniżeli ponura i bezlitosna pustynia lodowa, gdzie oprócz wroga zabić chciały wszelkie napotkane zwierzęta, albo zwyczajnie mróz i głód. Kiwnął głową, jakby wskazywał na przelatujące nad nimi, rzeczywiście o kolorach szafiru i pstrokatej żółci, dwa ptaki. Te ćwierkały przenikliwie i równie ostrzegawczo co barwy ich piór. Shara mogła być pewna, że nie ona była powodem ich lotu. Po prostu przelatywały, jak to ptaki, spłoszone czymkolwiek.

- Nowa Rada nas praktycznie nie zna. Nowa mistrzyni zakonu nas nie zna. Mistrz Ven Zallow zginął, a baza danych na Courscant została zniszczona. Tyle co SIS złożyło raport o naszej działalności z Hoth... - zaczął cedząc słowa niby ze zmęczenia. Shara jednak wiedziała, że wspomniany człowiek, Ven, był jego padawanem, pierwszym uczniem, który bardzo szybko przerósł ówczesnego mentora w umiejętnościach, a zginął podczas rzezi na Courscant.
Wyrównała jego kroku, nieznacznie nad nim górując wzrostem, a to tylko dlatego, że zwyczajnie był nieco pochylony do przodu. Jakby się wyprostował byli sobie równi łapiąc ten metr sześćdziesiąt. Daugl zaś stawiał kroki bez pośpiechu, jakby rozkoszował się okolicą i podziwiał swoimi zmęczonymi oczyma widoki pełne życia.
- Mistrz Jaric Kaedan będzie nas oczekiwał. To utalentowany użytkownik siódmej formy, podobnie jak ty, tylko że zwyczajnie lepszy - prawił jakby to była oczywistość i na chwilą popatrzył na nią swoimi czarnymi oczami, szukając zaczepki w ślepiach kotowatej. Tańcowały mu w źrenicach iskierki. Jak to on, wyszukiwał wciąż, czy ta da się sprowokować. Niby trening jedi nigdy nie dobiegał końca i od starszego zawsze można było się czegoś nauczyć, a Daugl lubił korzystać z tego pretekstu w częstych dysputach ze swoją byłą padawan. Choć tym razem zdecydowanie jej ułatwił sprawę, zdradzając spojrzeniem prawdziwą intencję.

- Dużo o nim dobrego słyszałem, zdarzyło mi się rozmawiać z Jarickiem może dwa razy. Brał udział w neutralizacji zabawek imperatora pod postacią sześciu lordów sithów. Nazywani byli wówczas jako Siewcy Grozy... Miałaś wtedy osiem lat i nie byłaś jeszcze taka pyskata. Pamiętam to, jakby to było wczoraj - wspominał po drodze, nieco zbaczając z tematu głównego, wypatrując to tym razem chmur na błękitnym niebie, niby pozwalając sobie jako jedi na odrobinę sentymentu. Na jego ustach schowanych pod gęstą siwizną zarysował się skromny uśmiech, pogłębiając siatkę zmarszczek na jego twarzy.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 4 Maj 2020, o 11:24

Rozejrzała się po malowniczej okolicy, wciąż chłonąć wszystkimi zmysłami to, co dawała im planeta. Shara, jako że miała mocniej wyostrzony wzrok, słuch i węch niż ludzie odczuwała to znacznie intensywniej, a Moc tylko to potęgowała.
- Miła odmiana po zimnym Hoth. Już mi tam zaczynały powoli uszy odmarzać. - jak na zawołanie zastrzygła uszami, których spiczaste końcówki wystawały spod włosów.
Poprawiła brązowy płaszcz, przywracają swojemu wyglądowi nieco bardziej godny jak na Jedi wizerunek i opasała się nim, zakrywając strój, jaki pod nim miała, a który nijak z godnością Jedi nie miał nic wspólnego. Zaczęła iść wolno obok byłego mistrza. Nikt nie czekał na ich przylot, a przynajmniej nie widziała nikogo w okolicy, poza maszynami budowlanymi i pracownikami tej budowy. Najwyraźniej nowa Rada miała sporo własnej pracy i przybycie dwójki Jedi nie było aż tak istotne, nawet pomimo rzezi i tego, jak wielu Rycerzy zginęło.
- Innymi słowy nic o nas nie wiedzą? Aż tyle osób zginęło, że nikt ze znanych nam mistrzów nie został? - westchnęła.
Innymi słowy nie wiedzą, co ich tak naprawdę czeka. Nowa Rada, w której składzie znajdowali się kompletnie nieznani im mistrzowie, mogła oznaczać wszystko i nic. Po pogromie stracili wielu dobrych Rycerzy, z pewnością więc ściągali teraz wszystkich, kto jeszcze przeżył i odbudowywali struktury Zakonu praktycznie od nowa. Mogło ich tu spotkać wszystko i nic. Nie lubiła takich niespodzianek, zwłaszcza że zarówno ona, jak i jej były mistrz byli dość specyficznymi osobami i już wcześniej wyróżniali się na tle innych członków zakonu. Teraz będzie to jeszcze bardziej widoczne i nie była pewna czy w tym wypadku jest to zaleta, czy wada.
Zerknęła w stronę drzew, przyglądając się przez moment znikającym powoli z oczy ptakom. Na słowa Daugla prychnęła.
- Aż tak nisko oceniasz moje umiejętności? To chyba źle by świadczyło o tobie jako nauczycielu. - odparowała.
Mimo wszystko ucieszył ją fakt, że jeszcze ktoś oprócz nich szkolił się w VII formie. Była ona dość kontrowersyjna i przez wielu Jedi uważana za ryzykowną, ze względu za wyjątkową bliskość Ciemnej Strony. Z tego też powodu każdy jego użytkownik był na cenzurowanym, a Jedi, którzy zdecydowali się na takie szkolenie, nie mogli liczyć na pochwałę i docenienie, nawet gdy byli całkowicie oddani Zakonowi. Może teraz coś w tym względzie się zmieni?
Na jego ostatnie słowa zaśmiała się szczerze.
- Daj spokój, zawsze byłam pyskata i nie mam już ośmiu lat, nie jestem już padawanką i zdecydowanie moje umiejętności są większe, niż mogłoby ci się zdawać. Ale wracając do tematu... sądzisz, że sytuacja w Zakonie jest obecnie aż tak zła. Czytałam raport... liczba poległych jest zatrważająca.
Przez ostatnie kilka lat spędzonych na Hoth, oprócz pracy wywiadowczej, Shara skupiała się też na treningach. Surowy i ciężki klimat planety, choć wystawiał jej cierpliwość na próbę, stanowił też doskonałe pole do treningów wytrzymałościowych, z czego skwapliwie korzystała.
- Gdzie my w ogóle mamy iść? Wszystko jest tak rozkopane i w powijakach, że ciężko się rozeznać. Nowej świątyni jeszcze nie ma, za to jest całe mnóstwo nieokreślonych budynków. I nikt po nas nie wyszedł.
Zaczęła przejawiać oznaki irytacji i zniecierpliwienia, choć starała się to ukryć i stłumić. Skupiła się za to otoczeniu, by wyczuć coś konkretnego.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 4 Maj 2020, o 15:09

- Z pewnością ktoś nam podobny powinien przeżyć. Może mistrz Zoltan, albo rycerz Xivik, których miałaś okazję poznać. Oni jednak podobnie jak my działali w oddalonych układach i pod przykrywką lub niejawnie. Kto wie jak ten chaos odbił się na ich poczynaniach. - Daugl wspomniał kolejno o baragwinie i givinie, którzy podobnie jak i Shara i Daugl nieco odstawali od białego świetlanego modelu jedi i zajmowali się sprawami głównie nieoficjalnymi, współpracując nierzadko z SIS w szarej strefie obowiązków wspierania Republiki podczas wojny.

- Ty już dłuższy czas temu mnie przerosłaś, Shar... Jest przecież jakiś powód dlaczego nadal nie zostałem mistrzem prawda? - skomentował ripostę kobiety, z lekkim rozbawieniem. Podobnie jak to lubił robić, umniejszając siebie jeszcze bardziej. Kobieta mogła zgadywać, że chyba specjalnie nie przyjął takiego stanowiska, wybierając cień. W końcu odkąd pamięta współpracowali z wywiadem Republiki i więcej wizyt składali wojskowym w cywilu, albo przeróżnym podejrzanym lub informatorom, aniżeli uczęszczali w Courscant oficjalnych wydarzeń, czy stawali w pierwszej linii frontu wśród żołnierzy regularnej armii.

- Dopóki Zakon buduje, a nie niszczy... - zrobił przerwę skupiając swój wzrok na nowo stawianych fundamentach budowli, a poniekąd i samego Zakonu.
- Dopóki żyje w nas nadzieja i wola jedi, to i Zakon mógłby się nawet i od nowa narodzić - dokończył w filozoficznym wydźwięku, ale Shara mogła być pewna, że sam w to głęboko wierzył.

- Spokojnie, upolujemy Jaricka - skomentował jej niecierpliwość, ponownie markując stanowczość, tyle że bardziej niż poprzednio.
- Mistrz Kaedan obiecał, że da się złapać i nie będzie się za bardzo przed nami chował - zaraz dodał po czym zaśmiał się krótko. Wnet wzniósł i wskazał osobę wyróżniającą się nieco na tle kilku ludzkich robotników, droidów oraz dźwigu. Niepotrzebnie, Shara już sama dostrzegła postać niskiego chłopca. Mirialan o krótkich włosach i nielicznych tatuażach w kształcie rombów na twarzy, trzymał drewniany kijek oburącz w nieco pokracznej postawie niby pierwszej formy. Ubrany w prostą lnianą koszulę i krótkie spodenki oraz drewniane chodaki, stawiał swoje pierwsze kroki w sparingu. Czyniąc jeszcze kilka kroków zza stojącego dźwigu wyłoniła się druga postać. Na przeciwko chłopca stał wysoki i dobrze zbudowany, krótko ostrzyżony blondyn. Ubrany w prostego kroju wiązany z przodu sznurkami skórzany kaftan, równie nieskomplikowane przewiewne spodnie, co to luźno na nim wisiały, jak i podobnie do dziecka miał drewniane chodaki na stopach. Prezentował właśnie poprawną postawę młodzikowi i wyprowadzał kroki z prostym cięciem drewnianego miecza znad głowy po skosie. Kilkoro innych dzieci również siedziało na trawie i przyglądało się uważnie prezentacji.
- Jesteś gotowa przyjąć padawana? - zapytał zupełnie poważnie, dając jej czas na odpowiedź czyniąc kolejne w kroki w jego zwyczajowym braku pośpiechu. W dalszym pochodzie przez ogromy plac, minęli robotników wymieniając pozdrowienia i w końcu zbliżyli się do sceny treningowej młodzików. Tym razem na przeciwko mistrzowi stanęła dziewczynka z opaską na oczach, która to szybko i sprawnie powtórzyła zadaną sekwencję. Niemalże bezbłędnie, ale wysoki blondyn zwrócił jej uwagę donośnym surowym tonem:
- Trzymaj miecz pełnym chwytem, uginaj kolana. Skup się - mistrz ponownie pokazał sekwencję, płynnym niczym woda ruchem, niby teatralnym, ale pełnym mocy. Było to schludne cięcie, a nie machnięcie kijem jak to uczyniła dziewczynka. Zwracał ponownie uwagę na detaliczne błędy, akcentując słowa dobitnie. Młoda miraluka miała właśnie przystąpić do powtórzenia, znosząc uwagę mentora.
Daugl zaś pozwolił im kontynuować zatrzymując się i czekając w milczeniu kilkanaście metrów od małego zgromadzenia. Jakby wciąż smakował danych mu widoków.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 4 Maj 2020, o 16:12

- Tak, pamiętam ich. Szkoda, że nie mamy lepszych informacji na temat ofiar i tego, kto przeżył, ale domyślam się, że obecnie dostęp do takich danych może być mocno utrudniony z racji tego, jak bardzo Zakon był rozproszony po Galaktyce.
Ich praca w wywiadzie miała jasne i ciemne strony i na pewno wymagała od nich większej elastyczności. Być może dlatego Shara tak odstawała od innych Jedi, była bardziej niezależna i jak to mówił Daugl "pyskata", przez co nie bardzo pasowała do spokojnych i dystyngowanych zachowań innych przedstawicieli Zakonu. Świadczyło o tym jej zachowanie i wygląd, który odzwierciedlał jej dość lekkie podejście do życia. Oczywiście ile to było wtoczoną postawą, ale ile prawdą wiedziała tylko ona - no i jej były mistrz. Potrafiła się zdyscyplinować, tylko uważała, że nie musi się zawsze do tego stosować i zachowywać się jakby połknęła kij.
Westchnęła.
- Może i nie masz tytułu mistrza, ale niewątpliwie jesteś Mistrzem skromności. Ale fakt, przerosłam cię i nie będę się silić na skromność jak ty. - mrugnęła okiem rozbawiona. Daleko było jej do pychy, ale lubiła te przepychanki słowne, choć ktoś z boku mógłby ich rozmowy opacznie zrozumieć.
Na kolejne słowa nic nie odpowiedziała, ale nie było też nic do dodania. Fakt - Zakon mocno oberwał, ale póki w Galaktyce był choć jeden Jedi, nie można było mówić o jego upadku. Już się odbudowują i nie wątpiła, że każdy dokłada swoją cegiełkę. Także oni po tu przybyli, żeby pomóc i udać się na kolejną misję.
- Może się chować do woli i tak go wytropię. - patrzyła przed siebie, dostrzegając grupkę dzieci, a po chwili także mentora, który dawał im lekcje. - Jest ci i on.
Zapatrzyła się na scenkę, przyglądając się nieporadnym pierwszym krokom uczniów. Mogłaby powiedzieć, że ona też tak zaczynała, ale nie było to prawdą - owszem miała w sobie trochę nieporadności, ale nigdy nie uczestniczyła w naukach grupowych. Takie uroki indywidualnego nauczania. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co powiedział Daugl. Jęknęła. Temat padawana wracał jak bumerang.
- Wiesz dobrze, co o tym myślę. Nie nadaję się na nauczyciela. Poza tym myślisz, że ktokolwiek powierzyłby mi jakiegoś dzieciaka? Wiesz dobrze, że nie jesteśmy najlepiej postrzegani, a ja nie mam tak wyrobionego nazwiska jak ty.
Niejednokrotnie wspominała byłemu mentorowi, że ona nie nadaje się na bycie mistrzem dla żadnego padawana i wcale nie chodziło o to, że była zbyt beztroska i niepoważna. Było wręcz przeciwnie, pod maską lekkości, kryło się wieloletnie doświadczenie na wielu różnych frontach działalności i być może właśnie dlatego nie chciała nikogo uczyć. Przeszła długą i krętą ścieżkę i obawiała się, że jej podejście może nie być właściwe dla młodego umysłu. Była zbyt dużą outsaiderką.
Stanęła obok byłego mentora, przybierając luźną postawę, opierając ręce na biodrach, przyglądała się treningowi. Czy gdyby pobierała nauki jak inni, byłaby teraz w innym miejscu niż obecnie? A może miała właśnie ogromne szczęście, mogąc w pełni rozwinąć skrzydła według swoich potrzeb? Każde z tych dzieci też znajdzie swoją drogę, trzeba im tylko na to pozwolić, bo potencjału im nie brakowało. Szkoda tylko, że muszą szkolić się w momencie, gdy Zakon znajduje się w tak złej sytuacji. Wojna nie wybiera, sama jest dzieckiem wojny.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 5 Maj 2020, o 16:22

- To prawda. Ja pamiętam jednak czasy sprzed wojny. Czas pokoju to cenna i najważniejsza lekcja, której niestety nie mogłem Tobie dać. Zabiliśmy wielu - rzekł smutno.
- Naszą misją przede wszystkim jest niesienie pomocy. Rozwiązywanie konfliktów bez sięgnięcia po miecz. Godzenia ze sobą skłócone strony. Ratowanie bezbronnych, dawanie drugiej szansy. Każdy na nią zasługuje - popatrzył na nią spode łba wymownie uśmiechnięty, jakby sama powinna dać sobie szansę w tym przypadku i to wiadomo w jakiej sprawie. W końcu sam przyjął ją pod swoje skrzydła. I może nadeszła na nią kolej. Nie naciskał jej jednak w tej kwestii, tylko ruszył w kierunku ćwiczących, kiedy to mistrz Kaedan w końcu również podjął kroki ku nim.
Tymczasem młodziki ustawiły się w równych odległościach od siebie i zaczęły ćwiczyć ruchy i cięcia formy pierwszej. Shara dopatrzyła się już, że młody mirialan z miejsca się poprawił, ale miraluka wciąż popełniała ten sam błąd, a w jej aurze namacalnie widoczna była frustracja.
- Mistrz Kaedan - Daugl skłonił się pierwszy na przywitanie - przedstawiam rycerz jedi Sharę Thezal - czarnoskóry nieco obrócił się w jej kierunku w ramach zaprezentowania - przybywamy na wezwanie
- Na prawdę dobrze Was widzieć - zaraz po krótkim energicznym kiwnięciu głową odpowiedział zwięźle i szczerze. W jego brązowych oczach można było dostrzec żar determinacji, który jakoś zwyczajnie nie gasnął. W ruchach miał pewność, ale jakimś sposobem jego rosła osoba i energia nie przytłaczała gości, biła od niego prawdziwa serdeczność i wbrew pozorom harmonia. Przyjrzał się im pokrótce i bezceremonialnym gestem dłoni zaprosił w stronę zarysu ścieżki do lasu na spacer i rozmowę.
- Pierw dziękuję Wam za wykonanie swojego trudnego zadania. Hoth nie jest planetą dla mięczaków. Pokonaliście wielu imperialnych agentów i ocaliliście naszych ilu się dało i to w takich warunkach. SIS złożyło szczególne wyróżnienie za Waszą służbę i wyrazili wielką chęć kontynuacji współpracy. Nie wyobrażacie sobie jak ważne jest teraz każde ocalone życie republikańskiego żołnierza. Imperium zadało nam cios prosto w serce, ale jest nas wystarczająco by się z tego podnieść - rzekł donośnie, niemalże jakby słyszała sierżanta komandosów, a nie mędrca jedi. Shara mogłaby podejrzewać, że z jakąś pasją w środku, ale najpewniej był to po prostu wynik wydźwięku jego silnej woli i zaangażowania, aniżeli otaczania się burzliwymi emocjami.
- Wybaczcie polowe warunki oraz to, że nie przywitała was mistrzyni Satele Shan. Wszyscy stają na głowach, aby przywrócić ład w organizacji. Jesteście zaproszeni na posiedzenie rady, ale o tym później.
- Uraczyliście nas gościnnością tej planety mistrzu Kaedan. Choć stary jestem, to piękna takiego widzieć mi nie było dane jeszcze - Daugl odparł serdecznie, idąc to po prawicy blondyna i narzucając swoje starcze tempo ku krawędzi równego placu na przeciw wysokim i rozłożystym drzewom.
- Tython nie jest jeszcze zbadana, właściwie to wiemy o niej szczątkowe informacje. Napotkaliśmy już agresywną prymitywną rasę. Nie jest tu bezpiecznie.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 5 Maj 2020, o 17:05

I właśnie o to chodziło. Od dziecka miała do czynienia z wojną i odróżnieniu od innych rówieśników, miała z nią bezpośredni kontakt bardzo wcześnie, wyrosła na tym i przesiąkła do szpiku kości. Byłą wojowniczką, owszem, ale nawet ona nie mogła wyjść z tego bez szwanku na psychice.
- Wojna się jeszcze nie skończyła, choć pewnie wielu tak sądzi. - powiedziała ponuro.
Jak miała nauczać pokoju, jak była w ciągłej walce? Owszem, brała udział w wielu misjach dyplomatycznych, gdzie umiejętność pokojowych negocjacji była ważniejsza od miecza i blastera, ale mimo wszystko, to nadal nie było to, czym być powinno. Westchnęła na wspomnienie przeszłych lat, ale nie zagłębiała się w to bardziej, niż było trzeba. Podeszła kilka kroków naprzód zaraz za Dauglem. Skinęła delikatnie głową na powitanie.
- Po prostu Shara - uśmiechnęła się słabo, wciąż będąc w lekko melancholijnym nastroju.
Podążyli wszyscy za gestem mistrza, a Shara jeszcze raz rzuciła przelotne spojrzenie młodzikom, którzy zawzięcie ćwiczyli.
- Nie myśl tyle, poczuj. - rzuciła w stronę dziewczynki, a następnie odwróciła się, podążając za dwójką mężczyzn.
Mistrz Kaedan był bardzo rozmowny i bił z niego taki żar, że czuła go aż w Mocy. Był mocno zaangażowany i choć brzmiał nieco nadwyraz górnolotnie, w jego ustach nie miało to żadnego negatywnego wydźwięku, a już na pewno nie można byłoby z tego kpić. Jego pasja była szczera i nawet podobało jej się to. Nie był takim sztywniakiem jak większość Jedi, a przynajmniej widać było, że wie, jak wygląda prawdziwe życie żołnierza. Mogła się z tym niemal utożsamiać. Na słowa Daugla zaśmiała się szczerze.
- Wybacz mistrzu, ale zmierzyliśmy całkiem spory kawałek galaktyki i sporo miejsc było równie pięknych. Ale fakt, ta planeta ma w sobie coś... niesamowitego. Poza tym po Hoth wszystko jest piękniejsze. - mrugnęła okiem nieco rozbawiona.
Szła w lewej strony mistrza Kaedena i rozglądała się ciekawie po okolicy, choć jego słowa zaraz przyciągnęły jej uwagę.
- Tubylcy? W sumie nie dziwie się temu, w końcu nikt nie lubi jak mu się nagle ktoś po domu panoszy. Poza tym, gdzie teraz jest bezpiecznie, mistrzu Kaeden? Jeżeli potrzebujecie pomocy, u nas ją znajdziecie, chętnie poznamy także nową Radę i zapoznamy się z aktualną sytuacją. Na Hoth byliśmy trochę odcięci od informacji z dalszych zakątków Galaktyki i jeszcze nadrabiamy.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 5 Maj 2020, o 22:19

Trenujące dzieci zatrzymały się by spojrzeć z ciekawością na źródło głosu, w tym sam Jaric również obrócił się głową do niej na chwilę, badawczo. Jedynie adresatka zawołania nie obróciła się zastygając w pozie. Daugl zaś szedł dalej, jakby nic, ciągle wodząc oczami po otoczeniu.
Zbliżali się do podnóża pierwszego drzewa z brzegu, jakaś jaszczurka spłoszyła się i szelestem w paprotkach uciekła. Zaś ważka śmiała przelecieć przed oczami Shary buzując niby lądujący transporter desantowy piechoty. Zapachy nabrały większej wilgoci i poczuła swąd jakiegoś większego zwierza, który musiał być niedaleko. Widocznie nie bał się sporadycznych hałasów budowy i obecności humanoidalnych obcych. Moc była jednak spokojna. Stwór prawdopodobnie był po prostu ciekaw i nie obawiał się zauważenia.
- Sharo - mistrz jedi zaczął łagodząc swój dynamiczny ton - właśnie robimy co możemy by przywrócić i utrzymać pokój, choćby w kilku miejscach. Twoja wola pomocy przynosi pokrzepienie. Nie ma miejsce w Republice, żeby nie było coś do zrobienia. Na radzie omówimy wszystkie detale i wprowadzimy was w zdobytą wiedzę. Nawet tutaj na Tython jest...
- W czym rzecz mistrzu Kaedan - uciął wypowiedź Daugl, nieco ostro i zdecydowanie stanowczo. Aby przejść do konkretów i zapomnieć o zbędnej kurtuazji. Zmiana tonu niepozornego staruszka nieco zdziwiła Jaricka, ale ten zaśmiał się krótko na całe zajście:
- Od razu do rzeczy. Sama Moc mi sprzyja, że pokrewne dusze mi było spotkać! Źle Cię zapamiętałem mistrzu Daugl.
- Wciąż rycerz, nie przyjąłem wyróżnienia.
- Tak. To ty odrzuciłeś tytuł. Pod tym względem nadal uparty - blondyn pokręcił głową z dezaprobatą. Takie zachowanie wobec rady było dalece niepoprawne. To był wielki zaszczyt, który niepoprawny jedi podeptał. Na to wygląda, że z poczucia winy.
- Moje ręce są splamione krwią - Daugl rzekł w pełni spokoju, jakby wciąż uznawał taką kolej rzeczy. Jaric nie od razu odpowiedział.
- Swoim życiem udowodniłeś, że można odkupić winy, że można pozostać jedi pomimo błędów. Patrz ile lat minęło. Twoje doświadczenie może być bezcenne dla młodszych. Sam ich wszystkich nie nauczę. Musimy odzyskać siły i dbać o czystość zakonu. Szkolenie nie wiele różni się od bitwy z wrogiem. Wymaga sprytu i niezłomności. Sithowie potrafią słabego jedi złamać nie aktywując nawet miecza, a tym sposobem zdobywając kolejny przeciwko nam. Spójrz, nawet po tym wszystkim udało Ci się wychować jedi z krwi i kości - Jaric tu uśmiechnął się niezobowiązująco do Shary. Daugl zaś milczał, wciąż niewzruszenie kosztując krajobrazów oczyma i drepcząc w pochyleniu wolno. Mentor catharki nigdy nie był wylewny na temat swojej przeszłości, wciąż skupiając uwagę jedi na tym co istotne w tamtym czasie - przetrwanie i wolność. Trójka kroczyła powoli bez słowa.

Catharka nagle zaś poczuła swąd jakiejś krwi, gdzieś z oddali. Zaszumiało jej lekko w głowie, tętno przyśpieszyło, sierść się zjeżyła. Zew łowów wzywał. Odruchowo żądne czynu pazury lewej dłoni wysunęły się.
Na Hoth przez ostatnie lata, taki zapach jasno oznaczał obecność świeżych kłopotów w okolicy, gdyż krew szybko zamarzała. Wampy, wielkie ponad dwumetrowe owłosione i brutalne stwory potrafiły zaskoczyć każdego. Ich zapach był prawie niemożliwy do wyczucia, gdy zasypywały się śniegiem, a zasadzki były postrachem każdego nowicjusza lodowego świata.
Moc tutaj wciąż była jednak spokojna.
- Trzeba dokonać rekonesansu okolic, takiego dokładniejszego. Sam muszę pilnować młodzików i nie spuszczać oczu z postępów budowy, nim część mentorów przybędzie tutaj i mnie zwolni z obowiązku. - w tym samym momencie co Shara wyczuła swąd, odezwał się, nakreślając sprawę.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 6 Maj 2020, o 16:05

Miała ochotę prychnąć, ale powstrzymała się przed tym. Rozumiała szczytne ideały i poniekąd sama się nimi kierowała, jednak ciężko być tak pozytywnie nastawionym, po tylu doświadczeniach, które niejedną osobę utrzymałoby w przeświadczeniu, że Galaktyka jest pełna bólu, śmierci i zła. Nie chciała uchodzić za zgorzkniałą, zwłaszcza że sama robiła co mogła, by było tylko lepiej. Może właśnie o to chodziło, by ktoś to powiedział na głos, jak mistrz Kaedan.
Reakcja Daugla ją zaskoczyła, dawno nie słyszała tak ostrego tonu, a w dzieciństwie towarzyszył jej niemal bez przerwy. I ewentualnie w dość krytycznych sytuacjach, zarówno w walce jak i przy negocjacjach. nic nie mówiła na razie, przysłuchując się rozmowie dwóch mężczyzn. Nadal też nie rozumiała, dlaczego jej były mentor nie przyjął nominacji, ale widać, tkwiła w nim zbyt duża zadra. Może w niej także i dlatego tak wzbrania się przed ewentualnym przyjęciem padawana? Czuła się niegodna? To jednak nie był czas na takie rozmyślania.
- Daugl im jest starszy, tym bardziej uparty, nic nie działasz, ja już dawno przestałam. Ale racja, robił co mógł, bym wyrosła na porządnego rycerza, godnego Zakonu. I nie było to łatwe zadanie, co nie mistrzu? - aż iskierki zadrgały jej w oczach.
Jakie przejścia miał z nią Daugl, gdy była jeszcze kociakiem, wiedział tylko on. I ewentualnie niektórzy nieszczęśnicy, którzy akurat pechowo się nawinęli. Była niesforna, nie słuchała się i ogólnie dawała popalić. Jednak były to dawne czasy i jak sądziła, z wielu rzeczy wyrosła, a jej mentor ostatecznie osiągnął swój szkoleniowy cel.
- Nas wszystkich czeka dużo pracy. Świątynia wciąż się buduje, a w Galaktyce wciąż są niepokoje i choć oficjalnie wojna się skończyła to... no cóż, jest napięcie. Nie mamy teraz łatwo.
Tym bardziej że choć Jedi dwoją się i troją, nie zawsze i nie wszędzie mogą liczyć na wdzięczność, ale to już chyba coś, do czego należałoby się przyzwyczaić. Nagle jednak spoważniała, pazury jej się wysunęły, a noc niespokojnie zadrgał. Krew? W Mocy nic nie wyczuwała, ale krew niewątpliwie była świeża. Być może zagrożenia nie było, może to po prostu jakiś drapieżnik upolował zwierzynę. Nawet jeżeli, to fakt, iż są one tak blisko, może stanowić zagrożenie dla niczego nieświadomych osadników. Wyciągnęła dłoń, z której sterczały ostre pazury, by zatrzymać idących mężczyzn.
- To możemy zrobić go teraz - wtrąciła się. - Czuję świeżą krew, jeżeli w pobliżu jest drapieżnik, może stanowić zagrożenie.
Patrząc na nią, Daugl już w lot musiał pojąć, co jest grane. Weszła gładko w tryb polowania, nie raz i nie dwa widział to na Hoth i nie tylko tam. Jako dziecko dawała się temu ponieść, teraz po latach panowała nad tym, a jej dodatkowe zmysły były doskonałym wsparciem dla jej umiejętności i zagłębienia w Mocy. Jedno i drugie było spójne.
Puściła się biegiem przed siebie, łapiąc trop, zaraz za nią na ziemię opadła brązowa szata, która w lesie tylko by przeszkadzała. Krótki szary top, przylegające brązowe spodnie, wysokie boty i pas na biodrach, do których przyczepiony był miecz świetlny oraz blaster. Tyle jej było trzeba. Zbiegła w zarośla, cicho, lekko i zwinnie. Warto sprawdzić, co się dzieje. Zwykłe zwierze, a może co innego? Wyostrzyła zmysły i wczuła się z Mocą.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 8 Maj 2020, o 12:05

I ruszyła. Mistrzowie odprowadzili ją wzrokiem, kiedy ta zniknęła między wysokimi paprociami. Shara ledwo dosłyszała ostatnie ich słowa. Daugl chyba się właśnie czymś chwalił i coś zapewniał.
Wyuczenie szybko stawiała kroki i przesmykiwała między bezgłoścnie szeleszczącymi liśćmi, niczym drapieżnik co zwęszył ofiarę. Oczami łakomie pochłaniała każdy napotkany nowo element, który się przed nią wyłaniał. Wąż co udawał, że go nie ma oplatał gałąź, kolejna jaszczurka uciekła jej spod nóg z między kamieni korzeni i traw. Ptak zerwał się z drzewa jej nagłym przybyciem. W końcu po pokonaniu około trzystu metrów dotarła do źródła zapachu, biegnąc chwilę pod górkę w lesie i dostrzegając z niej dystansu dwudziestu metrów brązowawego kotowatego pośród kolejnych paprotek, traw i pni drzew. Czy raczej przypominającego lwa stwora, co zajadał się jakimś truchłem. Miał wielkie wystające z dolnej szczęki cztery zakrzywione niebezpiecznie zęby, muskularną posturę, gdzieniegdzie grzywę i puchatą sierść. Ostre czarne pazury na przednich łapach. Był długi na jakieś ponad półtora metra. W pierwszej chwili zwierz nie dostrzegł jedi. Niczego świadomy właśnie przerwał posiłek i składał się do obrócenia głowy w jej kierunku.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 8 Maj 2020, o 17:11

Biegła przez las i zarośla, mijając po drodze faunę i florę planety. Zapach z każdym metrem był silniejszy, dotarcie do niego nie stanowiło dla Shary większego problemu. Nie wiedziała, co spotka, ale tego właśnie zamierzała się dowiedzieć. Z dużą dozą prawdopodobieństwa po prostu jeden z miejscowych drapieżników upolował sobie inne zwierzę. W normalnych warunkach nie byłoby w tym nic niepokojącego - tak działa przecież przyroda - problem polegał na tym, że wciąż trwała budowa świątyni. Wokół niej krzątały się nie tylko roboty, ale i istotny żywe, a jak zauważyła, nie było też żadnych szczególnych zabezpieczeń. Każdy drapieżnik mógł się podkraść, albo któryś z mało uważnych pracowników wejść nieopatrznie w las. To było ryzyko, któremu lepiej zapobiec.
W końcu dotarła w końcu na miejsce, zatrzymując się raptownie. Czuła dreszcz podniecenia przebiegający po plecach. Tak, polowania były czymś, co przychodziło jej z zadziwiającą łatwością. Miała to we krwi. Nie zwracała na razie uwagi na to, co podjadało dziwne zwierzę, skupiła się na samym drapieżniku, niespokojnie przebierając palcami z ostrymi pazurami. Nie sięgała jeszcze po miecz świetlny, na razie nie było takiej potrzeby. Sama była drapieżnikiem, ale nie mordercą, zabijała w ostateczności. Mimo wszystko dłoń miała blisko pasa i przyjęła postawę gotową do skoku.
Widziała, jak zwierze powoli odwraca łeb w jej stronę, być może usłyszał, jak podeszła, byż może zwęszył jej zapach. W każdym razie skupiła się na otoczeniu, czując jak lekkie powiewy Mocy ją otaczają. Plan? Zamierzała wpłynąć na istotę, by ta oddaliła się i nie wracała. Perswazja Mocy była jedną z najprostszych sztuczek, jakie wykorzystywali Jedi. Oczywiście są istoty odporne na to, ale w tym drugim przypadku miała do dyspozycji już nieco inne argumenty. Skupiła się, wyciągając jedną dłoń w kierunku drapieżnika, a jej spojrzenie zetknęło się z jego spojrzeniem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 8 Maj 2020, o 17:58

Zwierze zauważyło obcą postać. Zjeżyło się, parsknęło głośno, napięło grzbiet, obnażyło groźne zębiska, wbiło swoje świdrujące oczy w Sharę. Kobieta poczuła falę nieskomplikowanych odczuć istoty, ale za to bardzo silnych. Bestia ustawiła się przodem i kłapała paszczą chcąc przestraszyć jedi. Ta zaś mogła poczuć, że pokaźny przedstawiciel kotowatych po prostu się wystraszył i stawiał się, był chętny do ataku w samoobronie. Jego postawa sugerowała gotowość do walki na śmierć i życie.
Czując stanowczą Moc wysuniętą ku niemu zrobił krok do tyłu, ale zaczął głośniej warczeć i grzmieć znacznie groźniej niż przedtem. Zwierze poczęło czuć, że jest spychane do krawędzi, że może nie mieć wyboru. Oczy bestii świdrowały pewną siebie postać przed nią. Lada moment mógł stwór zaszarżować.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 8 Maj 2020, o 18:05

Tak, to było zwykłe zwierzę, zwykły miejscowy drapieżnik, który zapolował, bo był głodny. Nic nadzwyczajnego. Chciała wpłynąć na niego mocą, by go wystraszyć i odgonić. Bić może gdyby poczuł, że jest tu drapieżnik większy niż on, dwa razy by się zastanowił, zanim znów postanowiłby polować w tej okolicy. Dlatego wysłała do niego falę nacisku, aby to poczuł. Zwierzę wycofało się odrobinę i zjeżyło, ale nie uciekło. Warczało i Shara miała tak naprawdę dwa wyjścia. Nacisnąć mocniej licząc na to, że jednak odpuści, bo zadziała instynkt, albo ona sama by odpuściła. Istniało ryzyko, że zwierze w strachu po prostu zaatakuje, a nie zwieje z podkulonym ogonem.
Zdecydowała się odpuścić. Nacisk zelżał, ale nadal nie zmieniła postawy, która umożliwiała jej reakcję w każdej chwili. Gdyby drapieżnik jednak zdecydował się zaatakować, będzie w stanie odparować atak błyskawicznie, może jednak uda się tego uniknąć. Nadal stała w miejscu, nadal miała pozę drapieżcy, ale lekko się wycofała. Być może spasowanie będzie lepszym rozwiązaniem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 8 Maj 2020, o 18:27

Stwór w pierwszej chwili błędnie odczytał zamiary jedi. Ryknął raz jeszcze, aż w uszach zagrzmiało, a silne łapy rychło skłoniły ciało do pędu, wybijając drobiny ziemi w powietrze. Kotowaty szybko nabierał prędkości przebierając nogami. W mgnieniu oka zredukował dystans do połowy. Z obnażonymi lekko zakrwawionymi od poprzedniej ofiary zębiskami zwierz miał teraz jeden zamysł. Zabić.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 8 Maj 2020, o 18:36

Och, a więc nie chcesz po dobroci? - przemknęło jej przez myśl, gdy zwierze wpadło w szał i zdecydowało się zaszarżować na nią. Naprawdę chciała dobrze, rozstaliby się zgodzie i byłoby koniec przygody, ale nie, sierściuch postanowił inaczej. Popełnił błąd, choć jeszcze o tym nie wiedział. Obnażyła kły w drapieżnym uśmiechu, odbiła się od ziemi i wspomagana przez Moc przeleciała wyżej, omijając zwierzę i lądując na drzewie. Wyciągnęła przed siebie dłoń i uderzyła Mocą, odrzucając rozpędzonego drapieżnika prosto na drzewa, wytrącając go z biegu.
Zaczynało to trochę wyglądać jak zabawa, przy czym to ona była tu górą. Naprawdę nie chciała go zabijać, jeżeli nie będzie do tego bezwzględnie zmuszona, ale jej drapieżny zmysł wziął teraz górę. Nie chciał odpuścić po dobroci, to będzie zaskoczony. Shara zdecydowanie nie była łatwą zdobyczą.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 10 Maj 2020, o 20:20

Kotowaty stwór pędząc z zamiarem skoku zaczął ostro hamować przednimi łapami z trudem łapiąc równowagę, kiedy to postać jednym skokiem ominęła stwora. Zdziwiony odprowadził ją swoim obłędnym spojrzeniem na gałąź, której to lekko wylądowała. Ryknął niby z frustracji, by to popędzić w nowym kierunku. Tylko po to by oberwać z niezrozumiałego źródła i polecieć na nie to drzewo co trzeba. Rypiąc bokiem o pień zaskomlał z bólu. Ogłuszony zatrzepotał łbem. Chwilę odzyskiwał orientację tylko po to by podwinąć ogon i obrać kierunek ucieczki. Shara mogła być spokojna, że dała temu tutaj nauczkę.
Martwe truchło pod drzewem prezentowało paskudnie poszarpanego humanoida, jego trzewia były dookoła. Musiał zginąć jakiś dłuższy czas temu, krew zdążyła ostygnąć. Ubranego w przepaskę na pas i krocze tylko oraz sznurek przez plecy. Ciemno różowo brązowa skóra pokrywała muskularne pofałdowane ciało. Tęgie trójpalczaste ramiona zdawały się trzymać drewniany kij, ale widać było że wykrwawił się przez jakąś ranę na szyi. Obcy w żadnym przypadku nie przypominał człowieka. Jego prostokątna głowa imitowała rekina, a małe oczka znajdowały się w wystających kostnych po boku wypustkach głowy. Duża ilość ostrych zębów wystawała z rozwartej szeroko gęby martwego. Budowę miał twardego wojownika i agresywne oblicze, nawet w nieruchomej śmierci.
Shara mogła wyczuć zapach odchodów, czy kwiatów. Krew jednak mocno zasłaniała jakikolwiek inny subtelniejszy zapach. Oprócz odgłosów wiecznie żyjącego lasu dosłyszała też szmer. Odległy, niby spadającej wody ze strony wzniesień, ku którym w tropieniu rzekomo się kierowała. Była u podnóża skałek w dolince. Ta zaś zdawała się wytaczać łuk w okół wzniesień i skałek.
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 11 Maj 2020, o 15:25

Zabawa w kotka i myszkę nie trwała długo, a drapieżnik dość szybko postanowił skapitulować i ze skomleniem uciec w las. Pewnie następnym razem dwa razy zastanowi się, zanim zawędruje w te rejony i dobrze, choć Shara zdawała sobie sprawę z tego, że takich stworów jak ten było znacznie więcej. Rodziło to pewne zagrożenie dla osób będących w okolicach budowanej świątyni, ale wątpiła, gdy drapieżnicy ryzykowali wypady w takie skupisko. Trzeba będzie jedynie ostrzec innych, by nie wchodzili w las i powinno być w porządku.
Drapieżniki to jednak niejedyny problem, jaki się tutaj pojawiał. Siedząc na gałęzi, oderwała wzrok o miejsca, w którym zniknęło zwierze i przeniosła je w kierunku truchła, które zostało już na wpół zjedzone. Widok był mało przyjemny, dla niektórych może nawet obrzydliwy i choć i dla niej było to odrobinę drastyczne, było to częścią całkiem naturalnego cyklu. Nie schodziła jeszcze z drzewa, tylko zagłębiła się w Moc i zaczęła chłonąć okolicę. Teraz na spokojnie mogła podjąć trop i zbadać sytuację. Niewiele dało się wywnioskować z trupa, ale z dostrzegalnych szczegółów wywnioskowała, że prawdopodobnie to ktoś miejscowy, a nikt z osady założonej przez Jedi. Nigdy nie widziała jeszcze takiej istoty. Zaciągnęła się powietrzem. Obok zapachów miejscowej flory przebijał się także odór śmierci i rozkładu. Zeskoczyła lekko z gałęzi i wylądowała nieopodal nieszczęsnego trupa, by teraz przybliżyć nieco perspektywę.
Przykucnęła, by przyjrzeć się bliżej. Tak, zdecydowanie był to jakiś miejscowy. Dobrze zbudowany wojownik. Zwiadowca? Łowca, z której s tutejszych wiosek? Nie orientowała się w społeczeństwie Tythomu, ale ze słów mistrza Jaricka wywnioskowała, że byli dość prymitywni i do tego agresywni. To by się zgadzało z tym, co właśnie widziała. Albo zwyczajnie polował i trafił na silniejszego od siebie, albo próbował dostać się do osady i zbadać sytuację i niestety coś poszło nie tak.
Wstała, okrążając trupa. Początkowo skupiła się tylko na nim, chcąc dostrzec jak najwięcej szczegółów, zaraz potem zaczęła rozszerzać perspektywę, przyglądają się trawie wokół, a potem jeszcze dalej, by zbadać ślady i to skąd i dokąd zmierzały. Na podstawie szczegółowych obserwacji można całkiem sporo wywnioskować jeżeli chodzi o przebieg wydarzeń. Przy okazji wyostrzyła zmysły, słuch i węch, nie tylko po to, by wchłonąć wszystko, co się tu znajdowało, ale i by wychwycić czy przypadkiem w pobliżu nie ma więcej drapieżników. W oddali słyszała szum wody - gdzieś musiała być rzeka, możliwe z wodospadem. Zaczęła okrążać teren, kierując się zmysłami i mocą, w poszukiwaniu kolejnych tropów.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Nicciterra » 12 Maj 2020, o 22:20

Jej zmysły były już możliwie wyostrzone i to od jakiegoś czasu. Teraz czuła przede wszystkim swąd stygnącej juchy. Zapach intensywnie ziajał z obejrzanego powierzchownie trupa nieznanego obcego i uniemożliwiał w tym momencie poczuć coś więcej. To tak jakby intensywny pot przysłaniał zapach delikatnych perfum, albo jakby próbować poczuć zapach cytrusa na odległym drzewie, mając pod nosem łajno. Jak się oddali od tego miejsca z pewnością powinno jej to pomóc. Z poszukiwanych tropów szybko znalazła dwa ślady. Pierwszy należał do samego obcego, a drugi do zwierzęcia, które przegoniła. Rozbiegały się one w przeciwnych kierunkach. Wniosek nasuwał się taki, że ci musieli się nieplanowanie spotkać.
Inne, starsze ślady, były bardzo słabe lub urywały się szybko. Musiała wybrać, czy w tym momencie podąża tropami nieboszczyka, czy kotowatego. Drapieżnika mogła dalej śledzić, gdzie się udał w ucieczce lub skąd przybył.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 562
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: 3650 BBY - Akt I

Postprzez Saine Kela » 13 Maj 2020, o 20:49

Zapachy były niejednoznaczne. Te mniej istotne dominowały te, które mogłyby się na coś więcej przydać. Niestety w tym momencie niczego z tego nie wyciągnie, a co za tym idzie, musi podążyć innym tropem. Ślady na trawie i ziemi były nieco bardziej pomocne i uznała, że do spotkania nieszczęśnika z drapieżnikiem musiało dojść przypadkiem. To nie było polowanie. Rozejrzała się jeszcze wokół dla pewności, szukając śladów pułapek czy czegoś w rodzaju kryjówek, ale nie zauważyła. Czyli jednak jej hipoteza była wysoce prawdopodobna.
Następny krok. Miała do wyboru niewiele opcji - pierwsza z nich, podążenie śladem zwierza, druga - trupa, trzeba - odpuszczenie powrót do osady. Ostatnią odrzuciła niemalże od razu, ale rzecz jasna, w gwoli ścisłości musiała ją wziąć pod uwagę. Zwierz jak zwierz, uciekł i nie widziała sensu za nim gonić, inna sprawa to tubylec. Mógł, albo i nie stanowić zagrożenie, a raczej jego pobratymcy. Spojrzała w górę, a potem znów się rozejrzała, Szybka decyzja - pobiegła za śladami pozostawionymi przez obcego.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 706
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Następna

Wróć do Inne

cron