Content

Inne

"Zagubiona droga" - sesja

Image

"Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Quorn » 8 Maj 2017, o 14:36

ZAGUBIONA DROGA

Image


Przedgórze mahakamu to nie jest bezpieczne miejsce. Bo ani to Temeria ani też Mahakam. Każdy kto może i choć trochę pomyślunku ma w głowie, stara się tak ustawić podróż by o zmroku znaleźć się za bramą którejś z większych osad. Albo przynajmniej jakiegoś zajazdu. I nie o bandytów chodzi. Co to to nie. Nie oni najgorsi, choć bez wątpienia wiele krzywd wyrządzili. Gorsze rzeczy na tej ziemi po zmroku swe leża opuszczają i na żer wyruszają. Znacznie, znacznie gorsze.
Awatar użytkownika
Quorn
Mistrz Gry
 
Posty: 670
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50

Re: "Zagubiona droga"

Postprzez Quorn » 9 Maj 2017, o 21:54

3 dni po Velen roku 1260, Mahakam, dzień drogi od Carreras.

Cecil Drozdeck dorzucił drwa do paleniska i odsunął się od niego by nie przypalić sobie brody od trzaskających iskier. Pomimo ciągłego wkładania kolejnych szczap nie mógł dogrzać głównej izby swojej gospody; frustrowało go to bowiem nie chciał sięgać po zapasy mahakamskiego węgla, który zmagazynował na przetrwanie zimy. Było na to za wcześnie. Nie trzy dni po Velen. Z drugiej jednak strony krasnolud nie pamiętał kiedy ostatnio na jesieni miał tak fatalne warunki.
Pogoda na górskiej przełęczy od kilku dni była sparszywiona do granic przyzwoitości; lało jak z cebra i dął silny wiatr niosąc ze sobą zimne powietrze z górskich szczytów. Było zimno, mokro i ciemno. Jesienne słońce za dnia z trudem dawało radę przebić się przez ciężką powałę sinych i kłębiastych chumr, a noce i bez tego był ciemne jak smoła.
- Psia jucha! - warknął wyciągając ręce w stronę ognia. - Zimno jakby umarce za progiem stały. Aż w półrzytach czuję.
- Wyngla dej panie krasnolud. Zomb zemba nie tyka, aż się picia odechciewo. Mom ja Ci trochę jeszcze... Sprzedom.
Cecil rzucił okiem na stolik okupowany przez węglarzy idących z targu z Carreras. Drugi dzień już tu siedzieli przepijając to co zyskali ze sprzedaży zebranego przez sezon węgla drzewnego. Stąd do swoich sadyb nie mieli daleko ale widać chłopom nie spieszyło się do powrotu do swoich bab. Cecil im się dziwił bo na ich miejscu bałby się, że pod jego nieobecność jego ślubną ktoś by zbałamucił i dobrego imienia pozbawił. Tego u ludzi nigdy zrozumieć nie podołał. Nie lubił też węglarzy bo zwyczajnie łatwo burdy robili, pili dużo a płacić chcieli swoim gównianym węglem drzewnym. I przykro ich się słuchało, bo ich jedynym tematem był "wyngiel" we wszelkich możliwych konfiguracjach. Węgiel a pogoda, a robienie dzieci, a ryb łowienie. Cecil czuł, że gdyby mu nagle w lesie żyć przyszło to kopiec do wypalania ułożyłby szybciej niż coś do żarcia znalazł.
- No, Panie Cecil, dorzuć no Pan wyngla. Coś Pan taki niemrawy? - Dołączył się drugi czując potencjalny zysk.
- A idźcie mnie z Tym waszym gównem. Nie potrzeba mi tu tego. Gówniato się pali i komin smołą a sadzą zatyka. I wogóle ile razy mam Wam powtarzać, że nie chcę i już. A wy ciągle swoje. Ech...
- Niemożliwe Panie krasnolud. Nasze się dobrze pali. To te wasze kamyki czarne z gór to tak smrodzą.
- Cicho mówię! Nie i koniec tematu.
Chłopy wrócili do swoich rozmów, wiedząc, że dalsza rozmowa z gospodarzem mija się z celem.

Sala była dość rozległa choć nisko sklepiona wyraźnie nie na ludzki wzrost mierzona. Podobnie jak cała gospoda zbudowana była z mocnego - teraz już zciemniałego - dębowego drewna i przez krasnoludzkich cieśli na krasnoludzką modłe stawiana. Przeciętnego wzrostu człowiek ręką do sufitu dotknął. Na środku ustawiony był duży kamienno-gliniany piec którego komin, wyprowadzony ponad dach gospody, przyozdobiony był zwierzęcymi trofeami, toporami i klanowymi symbolami. Z paleniska na podłogę i ściany przybytku wylewało się ciepłe pomarańczowe światło ognia rozpraszając mrok i przydając wszystkiemu długie i roztańczone cienie.
Cecil wrócił na swoje zwyczajowe miejsce za szynkwasem.
- Grzańca będę robił! - zawołał donośnie na całą salę - Komuś? Pogoda taka że aż nawet sam się napiję. I za pół ceny dam. Co tam. Może to nas rozgrzeje?
Krasnolud rozejrzał się po gościach zgromadzonych w głównej sali. Liczył na to, że któryś się skusi. Rozmowy się gospodarzowi chciało. Takiej innej. Lepszej. Nie o węglu.
David, BE3R, Brzydal i Nicci wskakujecie do gry. Wasze postaci z różnych przyczyn trafiły do tej gospody. Oprócz węglarzy i kilku myśliwych jesteście jej jedynymi gośćmi. Wasze zachowanie, stroje mowa wyróżniają Was. Jest mi obojętnie czy dotarliście do gospody dziś rano, godzinę temu, czy spędziliście tutaj Velen. To jest Wasz czas. Przedstawcie się, opiszcie i zobaczymy jak to pójdzie. Pozdrawiam. PS Brzydak Szwagier się spóźnia.
Awatar użytkownika
Quorn
Mistrz Gry
 
Posty: 670
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez David Turoug » 10 Maj 2017, o 11:38

Jeździec nadjechał z kierunku Moën, gdzie przebywał kilka dni temu. Poruszał się nie głównym traktem, a bocznymi, często mocno zatartymi ścieżkami, nocując na szlaku bądź w małych wioskach, którym nikt nawet nie nadał nazwy Dupowołów czy Pisawólka. Niestety pogoda nie sprzyjała, a chłopi prócz jadła, które i tak suto wyprawili podczas święta Velen, nie mieli złamanego temerskiego grosza, aby zapłacić mu za sąd nad złodziejską bandą, grasującą po okolicy.
W końcu trafił do oberży na mahakamskim przedgórzu, jakiś jeden dzień drogi do Carreras. Przywiązał karego konia do drewnianej obręczy, wyglądając stajennego, choć nigdzie takowego nie zastał. Nie zdziwił się tym, w końcu lało jak z cebra, a przenikliwy, dudniący wiatr, wciskał wilgoć w każdy zakamarek ubrania. Przekroczył próg karczmy, a mimo to nie poczuł ogarniającego go ciepła, ba nawet ogniki trzaskające w kominku nie były tak żywe i wesołe jak to zwykle ma miejsce. Podszedł do szynkwasu, za którym stał krasnolud, zapewne prowadzący interes.
- Witajcie panie krasnoludzie! Pachołka zakomenderujcie, żeby mi konia do stajni wprowadził. Paskudną pogodę macie, jakby wasi bracia słabo palili w mahakamskich hutach. - zagaił rozmowę przybysz, mając nadzieję, że humor gospodarza będzie lepszy niż atmosfera na zewnątrz - Słyszałem, że częstujecie grzańcem, a i ja skorzystam. Przyszykujcie też strawę, może być ta słynna krasnoludzka zupa, tylko ięsmiwa nie żałujcie, bom głodny jak te wilki co w Zavadzie zagryzły pięciu chłopów.
Strehlen Farst zajął stolik nieopodal szynku, siedząc plecami do kominka. Zdjął przemoczoną do cna kurtę i łypnął po sali, w której było paru gości. Uwagę zwracała szczególnie grupa węglarzy, którzy niejedną gorzałkę mieli za sobą, jednak nawet po pijaku rozmawiali tylko o jednym. Prócz nich w sali było kilku innych jegomościów, z grupą myśliwych na czele.
- Mości krasnoludzie, jak tam interes się kręci? Na szlaku mówią, że ten wiatr nic dobrego nie przyniesie, choć nie jestem przesądny, ot po prostu zima wcześniej zejdzie z gór... - podjął dalszą dyskusję Farst, choć w międzyczasie w szyk wszedł mu jeden z węglarzy.
- Wielmożny, zarobek przyniesie ta pogoda, ot co! Wyngla ci u nas dostatek, a i Jaśniepanu odstąpimy za dobrą cenę, hrabinie będzie ciepło jak pod pierzynką!
- Bodajbyś pękł z tym swoim opałem. - burknął Farst, wyczekując na strawę.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4911
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BE3R » 10 Maj 2017, o 20:23

Zdecydowanie za wysoki do krasnoludzkiego budownictwa, potężnie zbudowany mężczyzna siedział na krześle, a i tak niemal sięgał głową do sufitu. Jego okrągła lekko nalana twarz, skierowana była na palenisko. Oczy spoglądały w ogień spod delikatnych jakby opalonych brwi mieniąc się blaskiem tysiąca świec. Sama twarz, nie bije intelektem, ot kolejny krótko ścięty (a może raczej opalony) wielkolud, z łapami jak bochny i aparycją myślą nie skalaną gapił się w ogień. Obok niego w zasięgu ręki, który to po prawdzie obejmował połowę lokalu, leżał sporych rozmiarów plecak i niewielkie drzewko, które po krótkich oględzinach okazało się laską podróżną. Mężczyzna Śmierdzący spalenizną, ubrany w grubą skórę wyglądającą bardziej na jakiś dziwaczny strój ochronny czy też skórzaną szatę mnicha, lub kowalski fartuch. Szata nosi ślady licznych przypaleń, zaś bliższe spojrzenie na okrywające dłonie rękawice, zdradza że mają za zadanie ukryć blizny po oparzeniach. Dłonie aktualnie spoczywały na podołku i jedynie ich delikatne drganie zdradzało jakieś bliżej nieznane napięcie dręczące właściciela.

Przeklęta pogoda i chroniczny brak zajęcia, przywiodły Thiraca de Brugge do tej zapomnianej przez bogów karczmy na przedmurzu Mahakamu. Pieprzona zamokła kraina. Nawet teraz mając przed oczami ożywczy ogień czuł czający się za oknami ziąb i wilgoć. Węglarze zajmujący sporą część izby stanowili tępe jak węgiel acz pożyteczne towarzystwo. Właśnie zastanawiał się jak zdobyć za darmo trochę węgla drzewnego, gdy karczmarz ogłosił że grzańca robić będzie. Czarodziej przeliczył w pamięci posiadane zapasy gotówki. Raz się żyje póki co mu pieniędzy starczy a później, jakoś to będzie. Obrócił swą gębę zakapiora i czystym tenorem z nieskazitelną dykcją zwrócił się do karczmarza.
- Raczcie podać garniec dobrodzieju, w taką pogodę grzaniec na wszelkie utrapienia dobry.
- O waćpan może wyngla nie chce?
- Co ty mi z kmiocie z węglem, widzisz że z na pielgrzymce jestem i jedynie z plecakiem idę i kosturem, mnich pobożny jestem.
Mężczyzna zgromił wzrokiem chłopa, a że nawet siedząc przytłaczał wyglądem tedy chłop się speszył strasznie, ale widać trunek we łbie już szumiał i na spryt się postanowił wziąć. Okazja nadarzała się sama.
- A nie łod Świntego łognia czasem? Bo jak tak to wyngiel. Nasz wyngiel dla łognia to najlepsze paliwo.
- Święty Ogień, owszem płonie ale na świętej oliwie. Z resztą wasz węgiel pewnie niegodny błogosławieństwa to i palić się nie chce należycie. Za to jakby go pobłogosławić. A z resztą co mi tu gadacie, zaraz grzaniec będzie.

Mężczyzna mówił cicho ale jego głos był dobrze słyszalny w całej izbie i dla każdych chętnych uszu. Węglarze jak jeden zwrócili głowy w kierunku wielkoluda patrząc z zadziwieniem.
- Nie może być
- pokaż no grudkę. Albo i dwie najlepiej.

Nie trzeba było długo czekać, w dłoni węglarza pojawiły się dwa niemal identyczne kawałki węgla drzewnego. Mnich popatrzył na nie od niechcenia po czym jeden wrzucił na sam brzeg paleniska. Węgiel poskwierczał chwilę podymił i zaczął powoli się żarzyć by na koniec buchnąć jasnym płomieniem.
- Widzicie krasnoludzie, nijak nie dymi, dobry wungiel jest.
- Patrzcie kmioty.

Olbrzym wziął w rękę drugą bryłkę węgla, mamrocąc coś nad nią. W Starej Mowie po czym wrzucił delikatnie do paleniska celując w pobliże poprzedniej. Węgiel niemal natychmiast zapłonął jasnym płomieniem. Delikatne muśnięcie magii było ledwie wyczuwalne. Fakt, musiał się powstrzymać od podpalenia, jedynie delikatnie rozgrzewając bryłkę w dłoniach na sam skraj podpalenia. Kiedy lądowała w palenisku, była rozpalona jak dziewka na Belleteyn, wystarczyła iskra by wybuchła czystym płomieniem. Opadnięte szczęki wieśniaków świadczyły, o tym że blef wszedł dobrze. Wystarczyło teraz dokończyć rozdanie i zebrać całą pulę. Garniec węgla, i kilkadziesiąt orenów za błogosławieństwo reszty towaru nie będą wygórowaną ceną, zwłaszcza gdy grzaniec zaszumi w głowach.
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1546
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BZHYDACK » 10 Maj 2017, o 22:22

Fergus spóźniał się już dwa dni.
Jak co dwa lata, Targer Skaggs wraz z przyszłym szwagrem Fergusem i dwoma gnomimi przyjaciółmi z pracy, Percivalem i Garethem, wybrali się do Mahakaamu odwiedzić rodzinę. Na Targera czekał ojciec, stary Kardon Skaggs, a na Fergusa bracia, dostarczający paliwo i stal do zakładu płatnerskiego ojca w Novigradzie. W kopalniach zawsze czekali spragnieni wieści krewni, ciotki i babki próbujące swatać oraz, co najważniejsze dla Targera, windy, pompy i maszyny, które trzeba było naprawić lub usprawnić. Wizyta zakończyła się i teraz Targer wracał do Novigradu, do zakładu gnoma Hildebarda, zamków, sejfów, zegarów, mechanizmów spustowych i innych ukochanych mechanizmów. Oraz, oczywiście, do Fergi, bliźniaczej siostry Fergusa.
Ponieważ rodziny Targera i Fergusa nie mieszkały w tej samej części Mahakamu, krasnoludy musiały rozdzielić się na Pogórzu, by nie nadkładać drogi. Dlatego umówiły się w tej karczmie na dzień po Velen. I Fergus się spóźniał. Nie było w zasadzie powodu do niepokoju, zważywszy na warunki pogodowe, ale mimo wszystko nie było to w stylu szwagra. Codziennie więc Targer przesiadywał w głównej izbie, by nie przegapić przybycia Fergusa. Przesiadywał i zajmował się tym, co robił najchętniej - pracował. Choć zazwyczaj nie rozpraszały go hałasy, teraz jego uwagę zwrócił karczmarz mówiący o grzańcu oraz dwójka nowych podróżnych - rozgadany wagabunda oraz potężny człowiek wyglądający na mnicha. Targer podniósł wzrok znad mechanizmu zamka, schował monokl do kieszonki kamizelki a narzędzia do pasa i podszedł do karczmarza.
- Poproszę garniec.
- Oczywiście, panie Targer. Szwagier nadal się spóźnia?
- Jak widać.
- Taki czas, drogi trudno przejezdne, a i przejścia w górach niebezpieczne.
Karczmarz podał garniec Targerowi, pokręcił trochę chochlą.
- Wiecie co, panie Targer, miałbym sprawę... Bo powiadają, że z pana złota rączka i spec od mechaniki.
- Słucham.
Karczmarz nachylił się i zagadał szeptem.
- Dobrze wiecie, że okolica bywa niespokojna, różni tu się kręcą. A mnie się zamek w skrzyni popsuł.
- Dobrze. Popatrzę.
Odrzekł Targer, po czym jego uwagę zwróciło zachowanie potężnego człeka. Krasnolud nie słyszał słów, które "mnich" wymamrotał nad węglem, ale nie sądził by to było błogosławieństwo. Wyglądało raczej na czystą magię w wydaniu czarodziejów, zwłaszcza że mamrotanie było chyba Starszą Mową. Targer nie miał wiele do czynienia z magami, choć oczywiście spotykał ich na co dzień w Novigradzie, a nawet zdarzyło mu się wykonywać zlecenia dla kilku. Magowie często potrzebowali precyzyjnych mechanizmów. Dzięki temu zdarzało się mu widywać ich przy manipulacji mocą. A ogólny wygląd potężnego mężczyzny zdradzał bliską znajomość z ogniem. Właściwie zbyt bliską.
Targer dzierżąc garniec zwrócił się do poparzonego mężczyzny:
- Katalizowanie zapłonu mocą o niedużym natężeniu. Waszmość wykształcony.
Wygląd bywa mylny i stereotypy bywają przekleństwem - potężny człowiek wyglądał na tępego osiłka, a znał Starszą Mowę i manipulował mocą. Był intrygujący.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 171
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Quorn » 11 Maj 2017, o 09:16

Cecil postawił na szynku niewielki kociołek i zaczął wsypywać do niego jakiejś wonnej przyprawy. Nie było jej wcale dużo ale najbliżej siedzący poczuli kręcący w nosie zapach suszonego pieprzu. Potem zlał do niego sporą ilość ciemnego i gęstego Ale i wstawił na palenisko stając przy nim z chochlą jakoby strażnik na warcie.
Nie trzeba było długo by napitek nabrał mocy i by zaczął krążyć po sali za pół ceny.

***

- A dokąd to Panie zmierzacie? Temeria czy Aedirn? W siodle długo? - Cecil Drozdeck postawił przed Strehlenem ciężki gliniany kufel wypełniony rozgrzanym i parującym napojem; drugi trzymał on sam. Temerczyk zauważył, że krasnolud ani razu nie dolewał sobie świeżej porcji. - I koniem Waszym się nie przejmujcie, jużci kuzyn go do stajni wprowadzi. Podkuć Ci go czasem aby nie trzeba? Słowo, a każę choćby po nocy robić. Płatne będzie ćwierć tego co zwyczajowo biorę, hę? Kazać? Zastanowi się Pan ze spokojem. Czego jak czego, ale czasu to mamy dzisiaj pod dostatkiem. I ten... Pytał Pan jak interes się kręci, to Panu powiem. Źle nie jest, ale sezon się kończy, a ruch zamiera jeno w tym roku jakby szybciej. Przez pogodę. Zawsze się trochę jeszcze do pierwszych śniegów dorobiło ale teraz? Coś w kościach czuję, że ciężko mi będzie na przełęczy posiedzieć i chyba z zimowników w tym roku zrezygnuje. Pieniądz niewielki a zawsze to dodatkowa gęba przy stole.
Awatar użytkownika
Quorn
Mistrz Gry
 
Posty: 670
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Nicciterra » 11 Maj 2017, o 14:07

Siedziała już tu od kilku godzin. I najgorsze było to, że nie mogła ruszyć dalej. Wszystko przez tego spasionego posłannika co podążał wraz z karawaną. Był to przyjaciel właściciela całego interesu kupca Johanasa, to i wszyscy się godzili na jego zachcianki. Swoimi manierami i guścikami zdążył już spowolnić karawanę o kilka dni, a Magneta przy okazji miała za to cierpieć. Musiała się śpieszyć z rekonesansem terenu i ostatecznie czekać na spóźnialskich, aż w końcu czynić go ponownie następnego dnia i dojechać do karawany w drodze.

Po prostu nie zdążyłaby na czas wrócić do karawany, która zatrzymała się o pół dnia drogi wcześniej, w obawie przed nocą. Wystarczy, że ten grubas spowolni wyjazd o trzy godziny i karawana opóźnia się o pół dnia drogi, a Magi traci te pół dnia siedząc w kolejnym to zajeździe, gdzie każdy to patrzy na nią podejrzliwym okiem, czy nawet wrogo.

Płacili jej bardzo mało, ale dawali jeść. No i pracowała oficjalnie. Miała glejt kupiecki, że czyni interesy zamożnego mościa Johanasa var Ceirsviel. Mogła zgodnie z prawem żyć pośród ludzi, bez obawy, że ją stracą za podejrzenia. Jednak nie nazwała by tego życiem. Gdy zobaczyła zamożną postać śmiało wchodzącą do gospody, odruchowo złapała się za uszy, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie są za długie i nie wystają za bardzo. Nie były długie jak u pełnokrwistych elfów, ale jak na złość i tak wystawały minimalnie z blond włosów.

Siedziała samotnie w samym kącie lokalu z dala od kogokolwiek, licząc na to, że nikt jej nie zaczepi. Była dobrze ubrana w czarny płaszcz z kapturem, zaś pod nim znajdował się świetnego rzemiosła skórzany pancerz z małym emblematem na piersi, wyrażającym przynależność do służby odpowiedniego dworu szlacheckiego. Z twarzy ludzie dawali jej dwadzieścia lat, a w rzeczywistości miała trzydzieści trzy.

Pobyt nie byłby taki zły, gdyby nie fakt, że burczało jej w brzuchu i nie miała pieniędzy by coś kupić. Nie zamierzała zużywać swoich ostatnich racji suszonego mięsa, ani wydawać resztek swoich pieniędzy, jednak chciała bardzo coś zjeść. Wizja zdarzeń, że musi czekać do rana i dotrzeć do karawany by coś przekąsić, była dołująca.

Do tego jeszcze ta lewa ręka. Cały czas swędziała i zrobiła się czerwona. Jakieś cholerstwo musiało ją użreć, czy roślina pokłóć, że taka reakcja nastąpiła. Za pewnie dwa dni temu w lesie, jak przedzierała się przez gąszcz, sprawdzając tropy zwierzyny, spłoszonej przez prawdopodobnie migrujących w okolicy bandytów. Od wtedy znamię poparzenia zaczęło się poszerzać. Magneta liczyła na to, że to wkrótce ustąpi i wróci do normy.

W gospodzie do tej pory było cholernie nudno. Ożywiła się atmosfera w końcu, kiedy to gospodarz okrzyknął przecenę grzańca. Magneta wyciągnęła pieniądze z sakiewki na stolik i policzyła. Może się napije, zakoleguje i oskubie komuś sakiewkę i wtedy coś zje. Sytuację polepszył wielki tajemniczy człowiek, który skupił na sobie uwagę to większości handlarzy węglem. Przypominał jej z twarzy bandytę, ale jakoś miał w sobie uroku. Widać to było po tym z jakimi oczami patrzyli węglarze.

Magneta postanowiła zaryzykować. Zdjęła kaptur i ruszyła niepewnym krokiem w stronę krasnoluda za ladą. Jej oczy zaczęły ukradkowo mierzyć potencjalne miejsca występowania sakiewek u innych gości. Spostrzegła paru węglarzy jako łatwy cel. Lekko wstawieni, wciąż gadali o tym samym. Uśmiechnęła się delikatnie czując jakie to będzie proste. Proste i przyjemne. "Dziś się i napiję i najem" pomyślała.

- Panie krasnoludzie. Nalej pan grzańca -
powiedziała ciepłym tonem i nieśmiało położyła swoje pieniądze na blacie. Była nieopodal innego krasnoluda, który najwidoczniej znał gospodarza, jednakże to obecność prawdopodobnie szlachcica, czy urzędnika wzbudzała w niej niepokój. Widziała tak ubranych jak wieszają to bandytów to elfów.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez David Turoug » 11 Maj 2017, o 15:46

Farst przyjął z rąk krasnoluda parujący napar, a w międzyczasie jeden z gości oberży, mieniący się jako pielgrzym, zabawił się magią, pokazując ciekawą sztuczkę z ogniem. Strehlen niejedno widział już w życiu i nie jednego czarodzieja napotkał na swej drodze, na szczęście nigdy nie znalazł z takimi zwady. Niestety wszystko nieco traciło na uroku przez nudne komentarze węglarzy.
- Mości panie Cecil, do Carreras zmierzam, na zaproszenie hrabiego Garesta, co ślub wyprawie swej córce. Owy szlachcic dumny jest ze swej pannicy, gdyż wydaje ją za kogoś z dworu samego króla Foltesta. Tedy i jak skorzystam, może wpadając w jakąś ciekawą konfidencję. - odparł szczerze mężczyzna z uznaniem wznosząc kufel grzańca - Dobre to panie krasnoludzie, wprawnie skład dobieracie, niczym cyrulik czy inny zielarz.
Mężczyzna przerwał na chwilę, gdyż do szynku podszedł nie kto inny jak elf, a raczej elfia pani. W tych czasach zdjęcie kaptura z głowy było z jej strony albo aktem odwagi albo głupoty, choć sam nigdy nie podejrzewał Starszej Rasy o to drugie. Nigdy nic nie miał do nieludzi i szanował ich. Niestety w większości przypadków to ludzie wpłynęli na niezdrowe relacje między oboma liniami. Cóż to jednak było dla elfów, ludzkie życie niczym parę tchnień, gdy sami żyli lat setki. Nie mniej w spojrzeniu kobiety, ze spiczastymi uszami, dostrzegł nieprzyjazny cień, jakoby wobec wroga.
- Konia kuć nie trzeba, doglądał je godny polecenia pana ziomek z Wyzimy Klasztornej, acz schlebiacie mi waszym dobrodziejstwem, tedy wiedz mości krasnoludzie, że grosza dzisiejszego wieczoru wam nie poskąpie. - dodał Strehlen, gdy gospodarza począł szykować napar dla elficy - Panna tak na mnie nie patrzy, krzywdy ode mnie żadnej nie zazna. Szanuję twój lud, nie jestem żaden tam skurwesyn co miecz podnosi na każdego kto nie człowiek, a wiedz, że nie raz stawałem w obronie nieludzi.
W zajeździe na moment gwar nieco zwiększył swą intensywność, gdy jeden z węglarzy pierdnął soczyście, zbierając gromkie brawa i salwy śmiechu od swych kompanów. Frast wzruszył jedynie ramionami, kończąc szybko swoją napitkę.
- Panie Cecil jak z tą strawą? Krasnoludzką zupę macie? Jeżeli tak to nalejcie mnie i tej oto pannie, a proszę tego nie traktować jako jałmużnę, a gest dobrej woli. - rzekł to zarówno do oberżysty jak i do przedstawicielki starszej rasy - Jeno bacznie patrzmy, bo pan magik uraczy nas jeszcze jakąś miłą sztuczką, co nas przy okazji rozgrzeje.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4911
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Nicciterra » 11 Maj 2017, o 18:20

Miała kilka sprawdzonych metod jak coś ukraść. Było parę prostych zasad by to uczynić i nie zostać posądzonym, złapanym i w końcu zabitym. Jedną z zasad było to, że najbardziej schowany jest najbardziej widoczny. A tylko ona siedziała samotnie wciśnięta w koniec sali, to też musiała się nieco pokazać. Kompletnie nie spodziewała się jednak, że tak zareaguje szlachcic. Spotkała już wielu, szczególnie od czasu kiedy pracuje dla Johanasa, ale nikt jeszcze jej nie zaproponował posiłku i był taki otwarty.

Miała już wyciągać zwinięty papier i mówić utarte wyrażenia jakich nauczył ją pan. Nieraz wrogość była tak jasno określona, że uciekała z zajazdów w podskokach, ale potem właściciele żałowali tego, jak przyjeżdżała karawana. Tym razem to jej lazurowe oczy znieruchomiały podobnie jak usta i cienkie brwi. Zaniemówiła. Dopiero po chwili się odezwała.

- Jaśniepan szlachetny. Dobre słowo od Johanasa var Ceirsviel przekazuję - jej głos nieco drżał, bała się, że powie coś nieodpowiedniego i już by były problemy. Pochyliła czoło w ramach podziękowania i przywitania, po czym znów zwróciła się do rozmówcy, mówiąc możliwie cicho by nie usłyszał kto niepowołany.
- Mnie zwą Magi. Od lat zwiady to robię dla kupca wielkiego. I złe wieści muszę przekazać - mówiła to również i do gospodarza, skoro był blisko - Okolice zrobiły się parszywe bardziej niż to zwykle. Zwierzyna spłoszona, jakoby bandyci chodzili, to aż wierzyć się nie chce. Zimno szybko nadciąga to i nerwowi mogą się zrobić i desperacji uczynić. Trzeba bardzo uważać. Znalazłam nawet w okolicach to pośpiesznie zostawione paleniska i ślady, że kto uciekał przed kimś - wyjaśniła, po czym wyciągnęła spod płaszcza mapę Temerii i Aedirn, położyła ją na blat i zaczęła pokazywać palcami różne miejsca przy głównym szlaku. Przy okazji, nie obyło się bez podrapania czerwonej ciągle swędzącej ręki.
- tu i ówdzie zwierzyna uciekła, a tutaj spokojnie przeszła. Tu znalazłam paleniska uciekinierów, a tutaj po bandytach. Jest tutaj w okolicy grupa dwunastu zbójów, na pewno. - powiedziała ściszając głos i pochylając się ku rozmówcom.

Magneta zauważyła w międzyczasie parę miejsc gdzie mogłyby udać się jej szybkie paluszki na poszukiwanie orenów, jednakże skarciła się w myślach. Lepiej mniej, a pewniej. Dostanie swój posiłek, po co ryzykować, jeśli nie trzeba, no i poza tym spotkała kogoś kto nie chciał ją powiesić, wręcz odwrotnie, wspomniał coś o ochronie. Lepiej takiego się trzymać, a nie mu dołki kopać.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BE3R » 11 Maj 2017, o 21:56

Wyprostował się na zydlu i spojrzał prosto w oczy natręta, brodaty krasnolud z kuflem, pewnie lekko podchmielony. Palny. Thirac dzielił wszelkie istoty i rzeczy na dwie kategorie. Te które się palą - lubił je, wiedział jak się z nimi obchodzić i radzić, oraz Niepalne - znienawidzone, bezużyteczne i wrogie. Lekko wytłuszczony krasnolud z brodą, w łatwopalnym ubiorze zdecydowanie zaliczał się do pierwszej kategorii. Ręce mężczyzny zadrżały, wystarczyło go lekko dotknąć. Przez myśl przemknął wyraźny widok płonącego krasnoluda podpalającego wszystko wokół. Łatwo przewidywalnym rezultatem było moknięcie na zewnątrz. Cóż, trzeba poradzić sobie inaczej.
- Widzę że mamy do czynienia ze znawcą, - teatralny szept zabrzmiał w całej izbie. - wszak krasnoludcy czarodzieje w całym świecie słyną.
- Hyhyhy krasnoludzkie czarodzieje, HYHYHY.
Węglarze ubawieni przednim żartem na poziomie krasnoludzkich kolan, chichotali radośnie acz nieco ukradkiem by nie podpaść zbytnio gospodarzowi, który wszak z tej samej nacji pochodził. Olbrzym uśmiechnął się lekko.
- Siadaj panie znawco, może się czegoś jeszcze nauczysz.
Zydel przy stole znajdował się po lewicy mężczyzny, w sam raz w odległości do sierpowego, na wypadek gdyby pokurcz nie miał jednak poczucia humoru. Nie martwiło to jednak zbytnio obieżyświata, wszak miał do ubicia biznes z węglarzami.
- To ja wam resztę węgla pobłogosławię za powiedzmy pięćdziesiąt orenów i garniec węgla na własne potrzeby.
- Pińdziesiąt to je cała masa orenów, straśnie drogo.
- No jak dla was, opuszczę o połowę, ale tylko jak jeszcze po garncu grzańca wypijecie, i jaką strawę do tego.
- Dyć nam jeno pół wozu zostało, to będzie w sam raz na wiosce najlepsiejszy wyngiel sprzedać.

Idioci, baby wam dadzą popalić jak się dowiedzą że najlepszy wyngiel do wioski nazad zwieźliście - pomyślał zaś głośno dodał.
- Co zrobicie to zrobicie, pół wozu za pół ceny, a jak widać z przykładu naszego szanownego gościa, błogosławieństwo dobrze zrobi.
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1546
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BZHYDACK » 12 Maj 2017, o 01:47

Magik nie raczył podjąć rozmowy, jeszcze zakpił sobie z krasnoludów i ich talentu do widowiskowej magii, a raczej jego braku. A węglarze, głupi wieśniacy, jeszcze mu przyklasnęli, nie orientując się, że magik ich bezczelnie naciąga. Targer nie poczuł się urażony, ludziom trudno jest uwierzyć, że krasnolud może znać się na czymś innym niż walenie młotem czy kilofem. Widywał to wiele razy. Tyle że spojrzenie, jakim obdarzył go mag było... łakome?
- A owszem, przysiądę się. Nauka zawsze się przyda. A tam nudno. - wskazał na miejsce w rogu, gdzie wcześniej siedział. Stwierdzenie, że w kącie jest nudno, nie do końca było prawdą z jego punktu widzenia, ale teraz ciekawił go ten potężny człowiek. Targer przeszedł do swojego starego miejsca i zebrał swoje rzeczy do worka, po czym usiadł obok magika i przysłuchiwał się jego targom z węglarzami, a raczej temu, jak mag próbuje wydusić z chłopów jak najwięcej za nic. Usadowiwszy się, krasnolud nałożył na oko monokl, wyciągnął kuszę i zaczął regulować naciąg. Choć pozornie pochłonięty pracą, obserwował przy tym nie tylko potężnego "pielgrzyma" ale też resztę towarzystwa. W oczy rzuciła się przede wszystkim kobieta, elfka lub półelfka. Była w izbie już wcześniej, ale siedziała sama otulona płaszczem w drugim kącie sali, a teraz wyszła i nawiązała konwersację z wagabundą w stroju szlachcica który niedawno wszedł do sali.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 171
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez David Turoug » 12 Maj 2017, o 13:57

Mężczyzna nie wiedział kim jest owy jaśnie wielmożny Johanasa var Ceirsviel, acz przyjął pozdrowienia od niego skinieniem głowy. Słuchał elfki i jeno się dziwował, że dziewczyna wypowiada się w stylu iście nieelfickim. Za dużo było wśród jej słów prostoty i ludzkiego żargonu. Dziwne to czasy nastały, pomyślał dawny szlachcic.
- Panie, my tu całkiem niedaleko jezioro mamy. Ryb Ci tam trochę jest. Te akurat z wczoraj są. Dlatego zupa. Ale zapraiona mocno, sraki nie będzie. - wtrącił się gospodarz, dodając - Prócz rybnej, mam ja gulasz krasnoludzki, a dobry, pikantny i pożywny, to jak?
- Wezmę ten wasz gulasz mości krasnoludzie, dwa razy, dla mnie i tej oto pani. Wybaczcie me chamstwo, jam jest Strehlen Farst z Mariboru, a właściwie tam zrodzonym. - odpowiedział, a właściciel oberży w mig począł szykować zamówioną strawę. W międzyczasie inny karsnolud, dosiadł się do wędrownego magika czy to pielgrzyma, by zapewne bliżej przyjrzeć się jemu kuglarstwu. Przez moment spojrzenia Targera i temerczyka spotkały się, a nie chcąc uchodzić za pozbawionego manier chłopka, Farst uniósł kufel w geście przywitania i szacunku. Niestety na dnie zostało parę kropel, więc trzeba było coś na to zaradzić.
- Piwo gospodarzu, piwo dajcie! Mnie i tej pani, a ciemne jak macie. - poprosił, kładąc na ladzie nieco większą niźli trzeba było sumę orenów - Mówicie pani Magi, że po szlaku banda zbójów grasuje? Możliwe to, sam dwa dni temu ukróciłem o głowy dwóch obdartusów próbujących sięgnąć do mojej sakiewki. Ha, jeszczem na tym zarobił, bo to we wsi Szczawinek było, sołtys był rad z mojego postępku. Hmm, mówicie, że Johanasa var Ceirsviel kupcem jest?
- Tak, tak. Jak mówiłam zwiady dla niego robię. Lepiej wiedzieć czego się spodziewać na trakcie. - odpowiedziała skrzętnie elfa, świecąc oczami w kierunku Cecila, który niósł misę z gulaszem.
- Na zdrowie waszmości i pannie. - rzekł dobrodusznie oberżysta, stawiając strawę wraz z piwem i zgarniając zapłatę.
- Mięsiwa nie żałowaliście, waszą gospodę chwalił będę w całej Temerii. - odparł Farst, przełykając treściwe kęsy, po czym niespodziewanie zwrócił się do magika - Panie czarodzieju, wybaczcie że przeszkodzę, ale pytaniem. Czy aby nie podróżujecie do Carreras? Jutro zamiar mam wyruszać, a kompaniją raźniej będzie i bezpieczniej. Jeżeli dołączyłby do tego czcigodny towarzysz krasnolud byłbym rad, a i miejsce dla elfa będzie, co oko ma bystre i niebezpieczeństwo wypatrzy w mgnieniu oka.
Strehlen czekając na odpowiedź, wziął się za zupę oraz swój chmielowy napój. Lubił bardzo tą karczmarską atmosferę, w której nie musiał ważyć na słowa i zastanawiać się czy aby dany wyraz odpowiedni był dla arystokraty. Nawet mniej mu zaczęli przeszkadzać prości węglarze, choć zastanawiał się także nad nieco milczącymi myśliwymi, którzy jako jedynie jakby odgrodzili się od gwaru, pamiętając pewnie o deszczowej i zimnej pogodzie na zewnątrz.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4911
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Nicciterra » 12 Maj 2017, o 16:23

Magi schowała mapę i ze zniecierpliwieniem wypatrywała posiłku, który wdzięcznie znalazł się przed jej nosem. Zaczęła go jeść łapczywie, jakby nie jadła przez cały dzień, a taka też prawda była. Zauważyła, że nie tego się spodziewał szlachcic po dobrze ubranej urodziwej elfce, ale co ona wiedziała o manierach. Wychowana przez bandytów, żyła będąc jedną z nich przez większość swojego życia, dopiero potem, gdy banda się rozpadła, żyła pośród biedaków w getcie. Tam i ludzie i elfy za nią nie przepadali. Na szczęście bandyci nauczyli ją jak sobie radzić, jednakże nie były to metody dyplomatyczne, z reguły. Wszystko się zmieniło kiedy zdołała ukraść wystarczająco pieniędzy na swój rynsztunek i najęła się do ochrony karawan.

Teraz jak na ironię losu, robiła wszystko by napady bandytów się nie udawały. Idealnym celem byłby jegomość Strehlen Farst, a Magi wiedziała jak bandyci działają. Z pewnością byli zdesperowani. Z pewnością mieli kogoś kto obserwował zajazd lub nawet ktoś w środku był jednym z nich. Magi wątpiła by jegomość potraktował jej uwagę poważnie, ale to była już jego sprawa.

To i dobrze mają łatwiejszy cel, to zrezygnują z karawany. Może w związku z tym sama go oskubie zanim tamci to zrobią? Skoro i tak go kropną? A może go ostrzec bardziej doraźnie? Dobry to człowiek. A czy to nie pomyśli, że ona jedna z nich wtedy? Powie, że ma wszystko kradzione i papier oszukany. Cała sala by się na nią rzuciła i już by musiała spać na dworze i po cichu konia uprowadzać swojego. A zimno okrutnie.

Z tymi przemyśleniami w milczeniu jadła dalej gulasz i popiła grzańcem. Ciepło przyjemnie rozeszło się po całym ciele. Jednak nieco skrzywiła się jak szlachcic nazwał tajemniczego człowieka czarodziejem. Słyszała o nich wiele i nic dobrego, choć z żadnym nie miała okazji rozmawiać. Tym razem też miała nadzieję, że nie będzie musiała z takim mówić. To też przypatrywała się kątem oka rozwojowi wydarzeń.

Od razu zmartwił ją widok wyciągniętej kuszy i rozejrzała się odruchowo jakby tu stąd uciec. Widziała drogę ucieczki, jednak póki co jadła dalej w napięciu.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BE3R » 12 Maj 2017, o 20:57

Krasnolud o dziwo klapnął dupą na zydlu wyciągając znienacka całkiem sprawną kusze. Nienacka było sporych rozmiarów workiem, który długobrody z jakichś powodów ze sobą targał. Przez chwilę Mag zastanawiał się czy w worku zmieściła się też tarcza i dwuręczny topór. Gdy krasnolud zaczął gmerać przy broni popijając grogiem, towarzystwo uspokoiło się nieco. Ponoć nienabita kusza raz do roku sama strzela, ta wyglądała jakby ta tradycję już miała za sobą. Towarzystwo przy stole odetchnęło z ulgą, mordobicia nie będzie. Olbrzymi prawie mnich, dalej bratał się z chłopstwem zwracając baczniejszą uwagę na otoczenie. Szybko wyszło że z przekrętu nici. Chłopki większość kasy już zdążyły przepić.
- Jo mam pińć
- łosiem groszy i oren
- ja mom dużo groszy.
- razem będziem mieli.
- Kolo dziesięciu orenów, -
podsumował Thirac patrząc na kupkę drobnych. I nieco zakłopotane gęby węglarzy. Kurwa, pomyślał w duchu, znowu bogu ducha winne gołodupce. Głośno zaś dodał w starej mowie- "Zaw­sze miło jest wiedzieć, że ktoś ma gorzej od nas. Ktoś przecież mu­si być tyłkiem te­go świata".
- Tako rzecze święta księga.
- dokończył już w języku krain północy, uśmiechając się od ucha do ucha, i łypiąc na krasnoluda.
- Yyyy
- Eee
- No i?
- Pobłogosławię wam węgiel za garniec węgla i jednego orena, żeby nikt mi tu potem nie zarzucił że bez ofiary modły odprawiam. Dopijem i załatwiamy sprawę.


Chłopy się rozweseliły, kufle raźno brzęknęły, gardła popracowały. Dobry nastrój nie dotyczył jeno wieśniaków. Jedzący dotąd w towarzystwie jakiejś blondynki szlachcic, wtrącił swoje trzy grosze. Znów go czarodziejem nazwano, co on kuźwa magią na kilometr śmierdzi. Tym niemniej oferta była godna przemyślenia. Samemu po przedgórzu biegać niezbyt bezpiecznie, a i pogoda spod znaku prącia. Tedy rozważywszy za i przeciw, Thirac, głową skinął.
- W tak niecodziennej Kompaniji to i mogę być czarodziejem, mimo że wędrowiec ze mnie prosty. Jeno teraz panie wybaczcie obietnicę spełnić muszę, ino mig wrócę to szczegóły omówimy.
Zwróć no uwagę na mój bagaż, a nie tykej bo nogi raz z rzyci wyrwane nie odrosną. -
rzucił grzecznie do jednego z chłopów, pozostałych trzech do wyjścia na zewnątrz zapraszając. Zgiety w pół wyszedł szybko w kapturze, jedynie siedzący najbliżej ognia wyczuli gwałtowne ochłodzenie, kiedy piec nagle przygasł jakby. Chwilę później chłopów i olbrzyma już nie było a ogien trzaskał w kominku jakby nigdy nic.

Wyszli na dwór w ulewę, ściany wody ganiały się po okolicy niczym przy oberwaniu chmury, nic dziwnego że chłopi nie chcieli nigdzie jechać. Przebrnęli przez bajoro będące niegdyś podwórzem. Uważny obserwator spostrzegł by lekką aurę pary i bulgotanie wody w miejscach gdzie olbrzym stawiał stopy. Nabrał całkiem solidnie mocy, oczy mu płonęły, w żyłach czuł gorąco. Deszcz i przeklęta woda studziły jego ogień. Gdyby tylko na chwilę móc się zapomnieć. Strzelić kulami ognia w niebo, wysuszyć pieprzone błoto, rozbić w pył chmury. Zagrzechotał grom. hałas przywrócił go do świadomości. Wóz był tuż tuż.
- Odwiążcie z tyłu płachtę,
Tak jak przewidywał płótno nie było dostateczną ochroną, cały węgiel był zamoknięty sięgnął po jukowy worek, wyciągnięty wcześniej z plecaka i ukrył go za pazuchą. Poluzował sznury z drugiej strony wozu i pouczył chłopów.
- Jak wam powiem szybko wszystko obwiązać musicie. Burza taka że jak nic wam węgiel zabierze.
Gdyby nie tubalny głos, jego słowa znikły by w falach deszczu. Chłopi pokiwali głowami, z ciekawością i lekką niecierpliwością bo woda poczęła już wdzierać się im do butów. Czekali.
On też czekał, Zagrzechotał grom.
- BŁOGOSŁAW TO PALIWO NIECHAJ PŁONIE WIECZNIE!!
Zaryczał potężnie znacznie ciszej dodając słowa zaklęcia.
Wypuścił z dłoni energię w prostym czarze pirokinezy. Fala iskier przemknęła po mokrym węglu wzniecając kłęby pary. Wieśniacy odskoczyli od wozu na widok białego dymu bijącego zarówno od Czarodzieja jak i z każdego możliwego otworu wozu. Przez bardzo krótką chwilę wszystko było zasnute białą mgłą.
- Zawiązujcie. A rychło, bo dość już zmokliśmy.
Olbrzym pakował wielką łapą węgiel do jutowego worka, widział też że węglarze zabrali parę bryłek do kieszeni przy okazji poprawiania mocowania plandeki. Ruszyli szybko do środka, a Thirac, wyprowadzał resztkę mocy przez ciało, dzięki czemu jako jedyny wrócił suchy do karczmy. Węglarze jak jeden pobiegli do paleniska, i wiercącego się towarzysza pozostawionego do pilnowania dobytku
"kapłana". on sam zaś podrzuciwszy worek przy swoich rzeczach, udał się mocno zgięty w kierunku szlachcica.
- Witam waszą miłość. Jestem Thirac de Brugge. Obieżyświat.
Skłonił się jeszcze niżej, co jedynie pogłębiło komizm sytuacji.
- Waszmość wybaczy, że siądę, ale nie na moje gabaryty krasnoludzkie izby. Kiedy waść chce wyruszyć?
Klapnął na zydel nieopodal blond piękności spoglądając swoją zakazaną gębą w szlachetne oblicze mężczyzny.
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1546
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BZHYDACK » 12 Maj 2017, o 22:41

Pierwsza, druga i trzecia listwa łęczyska całe, nie ruszone. Targer nieco się bał, że od powszechnej wilgoci te metalowe listwy pordzewieją, ale na szczęście nic im nie było. W końcu Fergus wykonał je ze stopów nierdzewnych. Cięciwa nieco wystrzępiona, ale uszy całe ale owijkę trzeba wymienić. Krasnolud nasmarował wszystkie części, poprawił położenie cięciwy, sprawdził mechanizm spustowy i dźwignię ładowania. Nie umknęło mu przy tym, że wyciągnięcie kuszy z worka wpłynęło uspokajająco na nastrój panujący w knajpie, a co ciekawe, wagabunda ubrany jak szlachcic kiwnął mu kuflem. W tym czasie chłopi liczyli pieniądze, które chcieli zainwestować w pobłogosławienie węgla. Rychło okazało się, że węglarze nie mają ilości orenów, które czarodziej zaproponował. Łącznie uzbierało się zaledwie coś koło dziesięciu. Mag, rzecz jasna, niespecjalnie się ucieszył, wyglądało jednak na to, że przywyknął do takiego rozwoju sytuacji. Wypowiedział jakieś zdanie w Starszej Mowie, Targer zrozumiał trzy słowa: "wiedzieć", "nas" i "tyłkiem", ale sens wypowiedzi był dość jasny, zważywszy jej ton, i ostatecznie ugodził się na jednego orena.

Targer kończył już konserwację kuszy, gdy wyglądający na szlachcica jegomość zwrócił się do nich z propozycją wspólnej wędrówki. Mag wydał się być zainteresowany, szlachcic zagadnął też do niego. Mag zaś wybrał się "pobłogosławić" węgiel.
- Targer Skaggs jestem. Do Novigradu zmierzam, ale na szwagra tu czekam na razie. Wybaczcie, rzucę okiem na przedstawienie.

Po tych słowach Targer schował z powrotem kuszę do worka, nałożył na głowę kaptur swojego krasnoludzkiego płaszcza i wyszedł przed drzwi, by móc oglądać popisy magika. Oczywiście zalał go deszcz, ale taka odrobina wody nie jest w stanie przeniknąć przez krasnoludzkie okrycie. Nie zwracając uwagi na strugi wody, Targer przyglądał się "mnichowi" ale właściwie nie było wiele do oglądania, czarodziej wypuścił tylko trochę mocy, co sprawiło że woda na nim i przy nim zmieniła się w parę. Krasnolud odpuścił sobie patrzenie, jak odbywa się pakowanie zapłaty dla olbrzymiego mężczyzny, odwrócić się i wrócił do wnętrza karczmy, by wznowić rozmowę ze szlachcicem. Stanął opodal, biorąc drugi garniec grzańca od gospodarza.
- Jak mówiłem, na szwagra czekam. Dwa dni już się spóźnia. Nijak mi ruszać bez niego.
Wtedy też podszedł do nich czarodziej, zagadując o podróży.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 171
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez David Turoug » 12 Maj 2017, o 23:14

Strehlen nie skorzystał z możliwości zobaczenia kolejnych sztuczek ze strony magika, nad to wolał pozostać we względnie ciepłej oberży i skończyć swój gulasz. Choć często odcinał się od swojej przeszłości, to w porównaniu do elfiej pani, jadł wręcz po królewsku. Gdy skończył do izby wrócił zarówno sztukmistrz, krasnolud jak i banda węglarzy. O dziwo, ten pierwszy nie przemókł ani kroplą, ot cała magia.
- Witajcie mości dobrodzieju, witajcie. Widzę, że potraficie oczarować gawiedź, że się tak wyrażę. Strehlen Farst, pozwólcie, dosiądę się do stolika jego waszmości. - odparł nieco przesadnie kurtuazyjnie szlachic, zajmując miejsce po prawicy maga - Gospodarzu, piwa lejcie, jakżem mówił orenów nie pożałuję, stratni nie będziecie.
Po chwili do stolika oberżysta przyniósł pełne kufle trunku, dla każdego z gości. Arystokrata szczodrze sięgnął do sakiewki, jednak zrobił to czujnie, by nikomu nie połakomiło się sięgnąć złodziejską ręką po jego dobytek.
- Jutro planowałem ruszyć do Carreras, mam tam kilka spraw do załatwienia, a wiem, że trakt trudny, pogoda niesprzyjająca, niebezpieczna. Sami rozumiecie panie czarodzieju. Grupą bezpieczniej i raźniej. - rzekł Farst, mocno przechylając naczynie z piwem i choć była to jego czwarta kolejka, w ogóle nie odczuwał szumienia w głowie.
- Szkoda jaśnie krasnoludzie, że nie po drodze wam do Carreras, ale rozumiem sprawy rodzinne rzecz święta. Jeno dziwuję się, że wasz ziomek spóźnia się już tyle, krasnoludzka punktualność jest mi znana. Oby był w zdrowiu i za to się napijmy. - Strehlen wzniósł gliniane naczynie, w geście toastu za znajomka Targera Skaggsa.
- W ogóle, szlachetny Thiracu de Brugge pielgrzymujecie ku Carrera, czy wasze drogi prowadzą gdzie indziej? Wybaczcie, jeżeli zbyt wścibskie pytania zadaję, ciekaw tylko jestem czy na wasze towarzystwo liczyć mogę. - dodał Farst, po czym spojrzał na elfa - Co panna taka spłoszona, zapraszam do nas, a może i wy rozpoznacie szlak dla waszego miłościwego Johanasa var Ceirsviela.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 4911
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Nicciterra » 13 Maj 2017, o 06:47

Zjadła pośpiesznie sycąc głód do końca. Oj było już tak dobrze. Po co kraść i po co gadać więcej i problemów szukać. Może uda się w kąt z powrotem i to pomyśli coś o spaniu. Jutro za wczas musi pędzić koniem w stronę karawany co wyruszyć ma od strony Alderbergu. Pracy dużo było.

A tu przysiadł się olbrzym tuż obok. Sama jego postura była tak przytłaczająca, że przesunęła się na skraj siedzenia by nieco dystansu wytworzyć. Pachniał nieprzyjemnie jakby spaleniznę nosił ze sobą, a jego wygląd sprawiał, że czuła się malutka i bezbronna. Taki by ją złapał jedną ręką i udusił nie mrugając nawet. Przysłuchiwała się rozmowie, a tu szlachcic zwrócił na nią uwagę. A już miała odejść. Odezwać się wypadało.

- Em, tak. Ruszam bardzo wcześnie w stronę Alderbergu, przekazać wieści. Gdybyście czekali to mogłabym szlak rozpoznać, ale to następnego dnia byście ruszyć mogli - odparła pośpiesznie, popatrzyła nieufnie na zakapiora. Może i on był bandziorem, pasowałoby. Zaczęła przebierać rękami niespokojnie na stole, drapiąc tą cholerną czerwoną rękę - radzę jaśniepanu pozostać dzień dłużej i z karawaną ruszyć co nadejdzie. Karawana ma zbrojnych i odeprze każdy atak, jaśniepan będzie bezpieczny - Mówiąc to badała jak zachowuje się wielkolud, choćby nagły zamiar miał zrobić była gotów uciekać. Bała się go z pewnością. Jeśli to na prawdę czarodziej to ponoć wystarczy, że ją dotknie to i w kupkę popiołu zamieni, albo przeklnie na wieki i zamieni w chodzącego umrzyka. Nie wiedziała w końcu czy był bandziorem czy czarodziejem. Jedno gorsze od drugiego... A może jedno i drugie...
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BE3R » 13 Maj 2017, o 09:33

Resztka brwi zmarszczyła się nadając twarzy jeszcze bardziej odrażający wygląd. Energia jaka zwykle rozpierała po czerpaniu z ognia, pragnęła znaleźć ujście, nędzna sztuczka nie oczyściła organizmu, nie chciał się jej jednak pozbywać już teraz. Zaproszenie szlachcica wydawało się być korzystne dla wszystkich, jednak coś nie grało. W terenie trudnym żeby nie rzec, dzikim samotny, pieniędzmi się afiszujący kompanii szukał. Na nieświadomego ryzyka nie wyglądał, zatem coś w zanadrzu skrywać musiał. Mag zadumał się na chwilę. Niezbadane są ścieżki przeznaczenia, a teraz przeznaczenie patrzyło na niego albo ukradkiem drapało się w rękę. Jeśli Strehlen był zbójem, to zdecydowanie kiepsko wybrał sobie ofiary, zaś jeśli nie był, podróż w jego towarzystwie mogła być bardzo ciekawa i pouczająca. Jako że nie miał określonego celu przystał na propozycję.
- Rad będę waszmości towarzyszyć, zawsze to raźniej mieć do kogo gębę otworzyć. Uprzedzić jednak waszmości muszę że konia nie posiadam, choć przy obecnej pogodzie to raczej różnicy nie zrobi.

Kufel odnalazł usta, po wypowiedzi wyschnięte zatem i smarowania wymagające. Napił się zatem solidnie, czując że wciąż ciepłem emanuje. W obecnej sytuacji same plusy, i ciepło i sucho, po prostu pewnie. Rzucił okiem na blond elfkę, najwyraźniej solidnie spłoszoną. Albo gra zacnie, albo o raz za dużo powiesić ją chcieli. W ogóle nerwowo się zachowywała, jak ktoś niestabilny, jak ogień. To dobrze, posłał jej jeden ze swych uspokajających uśmiechów. Takiego co to obietnicę w sobie niesie. Tu w ramach dygresji trzeba wtrącić opis owego uśmiechu uspokajającego. Niewielu go miało okazję zobaczyć, a z tych co zobaczyli, większość jakoś tak sama z siebie do tyłu iść poczęła masę powodów do rozstania natychmiast wynajdując. Trzeba bowiem wiedzieć że twarz Thiraca chodź obrosła nieco sadłem nadal szpetną była, a białe błyskające zębiska i nieco szalone oczy sytuacji nie poprawiały. Niejeden wilk łagodniej wyglądał kiedy się na ofiarę rzucał, z pewnością zaś mniej niepokojąco. Nie dziw zatem że nerwowość panny nijak uspokojona nie została. Jeno ukradkiem rękę trzeć poczęła, tak skutecznie że nie sposób było na nią nie zwrócić uwagi.
- Mogę obejrzeć?
Awatar użytkownika
BE3R
Mistrz Gry
 
Posty: 1546
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez BZHYDACK » 13 Maj 2017, o 16:32

Dziwne. Strehlen Farst chyba zapomniał, jak mapa wygląda, bo droga do Novigradu wypada właśnie przez Carreras i dalej Vyzimę a następnie wodą do samego Novigradu. Ale może to przez piwo, którego pił już którąś kolejkę. Targer ostatecznie przysunął sobie stołek, na którym wcześniej siedział obok czarodzieja i siadł przy tej specyficznej grupce, tam gdzie było miejsce, czyli naprzeciw elfki, a między dwoma ludźmi.Strehlen uniósł toast za szczęśliwe przybycie Fergusa i to mu się chwaliło. Elfka zaś, do której zagadał czarodziej, była wyraźnie spięta, wręcz spanikowana. Teraz dopiero Targer uświadomił sobie, że wyraźnie spięła się, gdy wyjął kuszę, by ją poprawić. Jakby się bała.
Do stolika podszedł też Cecil Drozdeck, taszcząc gar z zupą i drugi z grzańcem, postawił na środku jedno i drugie, po czym rozłożył miski i również przysunął sobie krzesło, mówiąc:
- Zacnej kompani nie wypada skąpić. Złym byłbym gospodarzem. Za pół ceny dzisiaj. Rybnej zupy też spróbujcie, nalegam. Bo wywalić będę musiał. A jak kto grzańca chce to bierzcie sami se wlewajcie. Z rana kiszonych ogórków przyniosę.
- Dziękujemy, gospodarzu. Ja sam zaś, gdy towarzystwo się rozejdzie, zajmę się waszą prośbą. A wam, mości Strehlenie, wypada powiedzieć, że wypada mi droga przez Carreras, zatem jeśli by szwagier i dwóch przyjaciół zjawiło się do jutra, to można nasze kompanie połączyć.
Targer nałożył sobie miskę zupy i spróbował, po czym zjadł całą ze smakiem. Nie żeby był głodny, ale zupa była nad wyraz smaczna. Popił grzańcem i przeciągnął się. Atmosfera przy stoliku była znakomita, nie psuła jej nawet panikująca elfka. Naprawdę, zaszczyt ich kopnął niczym narowisty muł, węglarze patrzyli z zazdrością na ich stolik, bo nie zdarzało się, by gospodarz tak po prostu przysiadł się do gości i jeszcze dał im zniżkę. No chyba że ta zupa jest bardziej nieświeża niż się wydaje i czeka ich jutro ostra sraka. Ale Targer nie sądził, by Cecil umyślnie chciał ich narazić na żołądkowe rewolucje.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 171
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: "Zagubiona droga" - sesja

Postprzez Nicciterra » 13 Maj 2017, o 19:39

Magi, widząc twarz olbrzyma w grymasie uśmiechu, poczuła jak ją zamraża. Serce zaczęło jej walić jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi, kiedy to oddech niemalże zamarł. Kojarzył się jej ze strasznym Borosku Czyścicielem, który był liderem jej starej nie istniejącej już bandy. Robił podobną minę jak chciał ją brać. Tyle, że tym razem ta morda tegoż to była jakoś bardziej złowieszcza, tajemnicza i pół-elfka poczuła, że jak się nie uspokoi, czy nie zrobi czegoś to spanikuje na dobre, chwyci za noże i głupot narobi.

Wiedziała, że lepiej ustąpić, by osiłkowi na ambicję nie wejść, by ten jej potem siniaki pozostawił jak ją dorwie. To też wystawiła czerwoną rękę by mógł on ją objąć. Ręce przestały drżeć, ale serce nadal biło.
- coś uchlało mnie w gąszczy. Swędzi paskudnie - powiedziała nieśmiało i wymusiła uśmiech w stronę olbrzyma. Ten zaś dotknął badawczo jej ręki...

...poleciała do tyłu porażona cierpieniem, upadła plecami na podłogę z nogami w górze wrzeszcząc ile sił miała. Trzymała się drugą ręką za tą co ją paliła, jakby cała płonęła. Zaczęła tarzać się po podłodze jakby próbowała ugasić pożar panujący na bolącej ręce, ale bezskutecznie. Po jakimś czasie ból w końcu w swej intensywności powoli ustępował, jednak nadal pulsował, a Magi w przebłysku zorientowała się kto się temu przysłużył. Była jednak zszokowana i sparaliżowana strachem. Nie mogła skoordynować swego ciała sensownie. Leżąc odpychała się rękami i nogami próbując byle zwiększyć dystans od olbrzyma. W jej oczach i wyrazie twarzy widać było śmiertelne przerażenie.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Następna

Wróć do Inne