Content

Inne

Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Image

Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Kirył » 28 Kwi 2015, o 23:20

Ogólne tło fabularne stolika. Po ustaleniu ostatecznej liczby chętnych dodam dalszą część.

**************************************************************
Transmisja przychodząca od: Dowództwo USCM
Odbiorca: Głównodowodzący na pokładzie USS „Defender”, Major K. Wolsky
Temat: Placówka badawcza Weyland-Yutani na stacji badawczej Juno, orbita planety RX676
Parametry Misji: Zbadać przyczynę braku kontaktu, zabezpieczyć dane Wey-Yu, przygotować ewentualną ewakuację personelu badawczego
Potwierdzić przyjęcie rozkazu? Y/N
Potwierdzono. Koniec Transmisji
**************************************************************
Raporty wstępny z operacji, autor: Android serii Hyperdine Systems 341-B

Dzień pierwszy: USS Defender dotarł w okolice stacji Juno dnia 28.2.2189. Stacja składa się z trzech wielopiętrowych segmentów połączonych pierścieniem o średnicy nieco ponad półtorej kilometra oraz swoistego jądra, które mieści reaktor i generatory atmosfery, w centrum pierścienia połączonego ze wszystkimi segmentami.

Dzień drugi: Wszelkie próby skontaktowania się ze stacją nie dały rezultatu. Major Wolsky wysłał dwie z trzech podlegających mu drużyn by zabezpieczyły perymetr, zostawiając sobie jedynie dziesięciu ludzi na pokładzie „Defendera”. Lądowanie w hangarze segmentu technicznego przebiegło bez problemów.

Dzień trzeci: Otrzymujemy regularne raporty od drużyn na pokładzie Juno. Segment techniczny zdaje się być opustoszały, wszystkie promy krótkiego zasięgu znajdują się w hangarze jednak wydają się być uszkodzone przez nieznany rodzaj kwasu. Grodzie w kierunku segmentu centralnego i badawczego zostały zaspawane, korytarz do kompleksu mieszkalnego otwarty. Perymetr w hangarze zabezpieczony, wszystko gotowe do poszukiwań.

Dzień czwarty: Znaleziono zaschnięte ślady krwi na podłodze w korytarzu prowadzącym do segmentu mieszkalnego. Major Wolsky zarządza powrót drużyn wypadowych na statek, celem dozbrojenia żołnierzy.

Dzień piąty: Major Wolsky zabiera wszystkich podległych mu żołnierzy na pokład stacji. Jeden ze statków desantowych Cheyenne po rozładowaniu zostaje odesłany na pokład USS”Defender”. Major ustanawia centrum operacyjne w głównym warsztacie przy hangarze. Wykrywacze ruchu milczą, żadnych śladów życia. Major prowadzi żołnierzy korytarze w stronę centrum mieszkalnego.

Dzień szósty: Odebrano nowe dyrektywy. Rozkaz bezpośredni dla androida serii Hyperdine Systems 341-B. Cel nadrzędny uległ zmianie. Chronić obiekt badań ze stacji Juno za wszelką cenę. Zdalnie zablokować statek desantowy typu „Cheyenne”, ograniczyć kontakt marines z USS „Defender”. Czekać na przybycie posiłków Weyland-Yutani.
Koniec raportu.


Raport polowy Majora Wolsky’ego z początku misji na pokładzie stacji Juno.

Dzień 1. Posuwamy się żółwim tempem wzdłuż korytarza do sektora mieszkalnego, zostawiłem kilku ludzi w sektorze technicznym, by przeszukali pomieszczenia na wyższych piętrach. Nie wiem czy coś znajdziemy. Wykrywacze ruchu cały czas milczą, mimo, że ustawiliśmy je na maksymalny zasięg. Wydaje się, że nie ma tutaj dosłownie nikogo. A jednak wszystkie promy nadal znajdują się w hangarze.
Ślady krwi urywają się przy szybie wentylacyjnym, nie możemy kontynuować poszukiwań. Wracamy, by zabezpieczyć perymetr i zastanowić się co dalej. Po dotarciu na miejsce wydałem rozkaz, by zabezpieczyć szyby wentylacyjne, na wszelki wypadek. Ustanowiłem wartę przy grodzi do sektora mieszkalnego i wraz z resztą ludzi kontynuuję przeszukiwanie wyższych pięter sektora technicznego.

Dzień 2. Odnaleziono ciała kilku ludzi, dwóch kobiet i trzech mężczyzn, w stanie zaawansowanego rozkładu. Plakietki z imionami sugerują, że wszyscy poza jedną kobietą w lekarskim uniformie byli inżynierami z sektora technicznego. Kobieta nosząca uniform nazywała się Hanna Kingsley, była ksenobiolożką Weyland-Yutani – jedną z tych osób, które nakazano nam ewakuować ze stacji. Wszystkie ciała mają jeden typ ran – postrzał w ciemię, prawdopodobnie zbiorowe samobójstwo, przyczyny jednak nie jestem w stanie się domyślić. Może dziennik znaleziony przy ciele pani doktor wyjaśni? Potrzebne będzie jednak do tego źródło zasilania i deszyfracja, ponieważ całość zabezpieczona jest hasłem. Zarządzam koniec poszukiwań, jutro należy wrócić na pokład „Defendera” i rozszyfrować dane z dziennika. Nie wolno też zaniedbać warty.

Dzień 3. W nocy usłyszeliśmy jakieś dziwne dźwięki, dochodzące zza zablokowanej grodzi do sektora badawczego. Niepokojące, część oddziału nie mogła zmrużyć oka. Co gorsza, jesteśmy uwięzieni, powinienem był się domyślić, że androidom nie wolno ufać – dostęp do systemów naszego desantowca został zdalnie zablokowany z pokładu „Defendera”. Próbujemy złamać kody, ale nie jest możliwe bez odpowiedniego sprzętu. Podwajam warty, nie możemy opuścić tego statku więc tym bardziej nie mogę ryzykować życiem swoich ludzi.

Dzień 4. Jednemu z naszych udało się złamać szyfr w dzienniku doktor Kingsley. Nie wiem dokładnie w jakie gówno wdepnęliśmy, ale obawiam się, że niedługo dowiemy się z pierwszej ręki. Zaspawaliśmy wszystkie szyby wentylacyjne w sektorze technicznym i, Boże błogosław naszą przezorność!, rozstawiliśmy dwa działka automatyczne w korytarzu do sektora mieszkalnego. Poniżej zamieszczam kopię danych z dziennika Hanny Kingsley, to samo mają zrobić wszyscy z mojego oddziału. Skurwielom z Weylan-Yutani nie ujdzie to płazem.

Dziennik dr H. Kinsley, ksenobiolog Weyland-Yutani
11.06.2188 – Instalacja stacji kosmicznej na orbicie RX676 zakończona sukcesem. Pomieszczenia badawcze wyposażone w najwyżej jakości sprzęty oraz zabezpieczenia. Nie do końca wiem, po co to wszystko, zostałam oddelegowana jako kierowniczka projektu, którym nie mam żadnych informacji. Naczelnik We-Yu stwierdził, że „Wszystkiego dowie się pani na miejscu”.
15.06.2188 – Cały zespół jest podekscytowany, ja chyba najbardziej ze wszystkich. Nadal nie wiem co będziemy badać, poza tym, że z przygotowanych dla okazów pomieszczeń można wnioskować, że stworzenia są bardzo niebezpieczne. Mające po kilka metrów wysokości pomieszczenia, znajdujące się na najniższym poziomie segmentu badawczego, których wnętrze oglądaliśmy przez kamery lub przez pancerną szybę mającą prawie dwa metry grubości! Każda „cela” bo chyba tak należy to (czyżbyśmy mieli badać jakieś humanoidy?) wyposażona w pancerne (kwasoodporne?!) ściany i sufit pod napięciem oraz drzwi z takiego samego materiału, niewiarygodne!
20.06.2188 – Oczekiwanie się przeciąga, ale ma to pozytywy, wszyscy członkowie ekipy poznają się, zawiązują się przyjaźnie, wszyscy jesteśmy specjalistami od ksenobiologii. Wyjątkiem jest pewien cichym młodzieniec, Welsh, który twierdzi, że jego specjalizacja nabierze znaczenia w dalszych fazach projektu, ale nie chce powiedzieć nic więcej. Wydaje się, że wie o wiele więcej niż ktokolwiek inny. Póki co integrujemy się, wymieniamy wiedzą, ale już niedługo… Podobno do końca tygodnia mają dostarczyć istotę, którą mamy badać.
30.06.2188 – Dopiero co wróciłam do pokoju, trzy dni w laboratorium bez przerwy na energetykach i kawie. Ale mój Boże, cóż to były za trzy dni! Skąd oni wzięli tą istotę?! Welsh twierdzi, że znaleźli ją w przestrzeni kosmicznej w układzie Zeta Reticuli, niedaleko miejsca, gdzie 50 lat wcześniej orbitował Sewastopol, stacja, która zniknęła krótko po wykupieniu jej przez Wey-Yu. Przez trzy dni prowadziliśmy badania na zamrożonym w pustce obiekcie, który pomimo iż spędził w kosmosie bez żadnych zabezpieczeń 50 lat, wydaje się być w nienaruszonym stanie. Szczegółowy raport z badań umieszczono w bazie danych stacji Juno.
15.07.2188 - Istota żyje! Rozumiem teraz dlaczego Welsh i „cywilny” pracownik Wey-Yu nalegali, by badania prowadzić w zabezpieczonym pomieszczeniu... Czemu nikt nas nie poinformował, że to coś może nagle obudzić się na stole podczas badań? Kto wie do czego jest zdolne. „Cywilni” pracownicy Weyland-Yutani pokazali nam co należy zrobić, by stworzyć w pomieszczeniu warunki próżni, które wyraźnie otępiają stworzenie. Po kilku godzinach bez tlenu i w ekstremalnej temperaturze istota znów zapadła w stan hibernacji. Przetransportowano ją do jednej (wydaje się, że największej) z przygotowanych izolatek. Welsh ogłosił, że projekt przechodzi na „drugi poziom”. Co to do cholery ma znaczyć? Nikt z ekipy badawczej nie ma pojęcia co to znaczy.
12.08.2188 – Badania nad istotą stoją w miejscu, wszystkie badania zewnętrzne wykonaliśmy już dwukrotnie, wciąż nie możemy wyjść z podziwu nad zdolnościami tego czegoś. Obiekt 0, tak nazywa go Welsh, tak jakby miało być ich więcej, ale skąd? Nikt nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego, nie wydaje się też zdolne do reprodukcji. Większość ekipy była skłonna „otworzyć” stwora, by przeprowadzić kolejne badania, jednak Welsh (z moim poparciem) powstrzymał ich. Żadne narzędzie medyczne dostępne na stacji nie jest w stanie przeciąć pancerza istoty, natomiast próbując narzędziami technicznymi moglibyśmy uszkodzić, lub zabić Obiekt. Do tego nie można dopuścić.
17.09.2188 – Weyland-Yutani przysłało nowy sprzęt badawczy. Nic nie pomaga, nie jesteśmy w stanie sprawdzić jak ten stwór funkcjonuje, jak jego anatomia sprawia, że wytrzymuje w kosmosie.
20.09.2188 – Welsh otrzymał nową dyrektywę. Ogłosił „poziom trzeci”. Na piętro placówki badawczej, na którym znajduje się Obiekt 0, nie ma wstępu nikt, kto nie posiada uprawnień dostępu poziomu 5, co zawęża ilość badaczy do mnie, Welsha, dwóch innych naukowców i kilkunastu „cywilnych”. Są jeszcze oczywiście androidy pomocnicze do wykonywania podstawowych prac.
25.09.2188 – Poziom trzeci najwyraźniej dotyczył swobody Obiektu 0. Wyłączono podtrzymywanie warunków próżni w pomieszczeniu istoty. Wydaje się być nad wyraz spokojna. Jakby na coś czekała. Nie, jakby czegoś nasłuchiwała!

30.09.2188 – Z potulnej istoty Obiekt 0 w ciągu kilku dni stał się prawdziwą furią, próbującą wydostać się z pomieszczenia. Tak jakby coś czego nasłuchiwało, nagle zgasło. Welsh wyjaśnił nam, że były to nagrania z jakieś planety górniczej, o której żaden członek ekipy badawczej nie słyszał. Co dokładnie zawierały te nagrania – nie mam pojęcia, pomieszczenie jest dźwiękoszczelne, natomiast kamery wewnątrz izolatki nie wychwyciły absolutnie nic poza swojego rodzaju syczeniem.
05.10.2188 – Stworzenie uspokoiło się. Przestało walczyć i teraz „siedzi” na środku pomieszczenia izolacyjnego. Wciąż prowadzimy obserwację, jednak wydaje się ona bezcelowa. Czego więcej możemy się dowiedzieć bez autopsji? Jednak Welsh nadal na to nie pozwala, tak jakby na coś czekał.
10.10.2188 – Mój Boże. Gdy wydaje nam się, że wiemy już wszystko, kiedy coś nowego wydaje się niemożliwym, nasza wiara i poglądy zostają wystawione na próbę. To coś… Obiekt 0… to się zmienia, rośnie. Oblepił część ścian jakąś wydzieliną, która zdaje się powstawać z jego śliny. Chyba buduje gniazdo.
20.10.2188 – Obiekt 0 osiągnął nowe stadium rozwoju. Nie jestem pewna, co to za stadium, ale jest teraz o wiele większy(a może większa?). Dostęp do jego izolatki mam tylko ja i Welsh. Inni naukowcy nie są nawet dopuszczani na ten poziom kompleksu badawczego.
01.11.2188 – Stworzenie nadal rośnie… Zaczynam się obawiać konsekwencji. Myślę, że trzymanie tej istoty przy życiu było błędem. Podłoga jej izolatki cała pokryta jest wydzieliną, jednak sama istota przestała już ją produkować, przez co wciąż mamy widok z kamer i wciąż możemy stworzyć tam warunki próżni, zaczynam poważnie zastanawiać się, czy nie jest to najlepsza opcja.
21.11.2188 – To coś zaczęło składać jaja… Boże jedyny, to dlatego było kilka pomieszczeń… To stworzenie jest jednocześnie fascynujące i przerażające. To stworzenie wydaje się być w pełni zdolne do odtworzenia swojego gatunku z jednego tylko osobnika, to niewiarygodne.
01.12.2188 – Póki co jest nieco ponad dwadzieścia jaj, jednak żadne póki co nie wykazuje żadnych oznak rozwoju. Nie mam pojęcia dlaczego. Welsh zapowiada, że niedługo się tego dowiem. Ponownie otwarto laboratorium dla części personelu. „Cywilni” z Wey-Yu wspominają o „specjalnej dostawie” w mającej nadejść przed końcem roku. Nie wiem czy chcę wiedzieć co to dokładnie będzie, coraz mniej podoba mi się ten projekt.

03.12.2188 – Wczoraj i dziś laboratorium było szczelnie zamknięci „prace konserwacyjne” wykonywane przez androidy. Nie wiem czemu boję się tam wracać, czuję, że coś jest nie tak.
05.12.2188 – Dopiero dzisiaj pozwolono wrócić komukolwiek do laboratorium. Okazało się, że androidy znów wywołały sztuczną próżnię w pomieszczeniu Obiektu 0. Jednak według rejestrów z kamer nawet 48 godzin w próżni tym razem wprawiło istotę jedynie w stan mocnego otępienia, nie zapadł w hibernację, ale zignorował androidy. W laboratorium zaś czekała nas niespodzianka. Na stole w szczelnym pojemniku stało jedno z jaj. Co więcej dostaliśmy pozwolenie, by przeprowadzić na nim wszystkie możliwe testy, w tym te wymagające zabicie tego, co mogło znajdować się w środku. Welsh stwierdził z uśmiechem na ustach, że teraz mamy wystarczająco obiektów do testowania, by pozwolić sobie na utratę jednego jaja.
07.12.2188 – Kolejne dwa dni energetykach i kawie spędzone w laboratorium, jajo jest równie fascynujące co Obiekt 0. Póki co woleliśmy obserwować je bez ryzykowania chociażby otwierania pojemnika, nie wiadomo co może czyhać we wnętrzu jaja. Jednak z samych oględzin wynika, że Obiekt 1 jak zaczęliśmy je określać, nie przypomina niczym jaj żadnej innej istoty, z którą ludzkość miała kiedykolwiek do czynienia. Wydaje się samo w sobie być organizmem żywym, bez żadnej twardszej warstwy ochronnej. Ponadto, samo jajo wydaje się być nie do końca szczelne, na szczycie da się dostrzec coś, co wygląda jak nacięcia. Nie dowiemy się więcej, dopóki nie zbadamy wnętrza.
12.12.2188 – Po długich naradach zdecydowaliśmy się w końcu zaryzykować kolejne badania. Androidy przeniosły jajo do szczelnej komory, w której syntetyk miał prowadzić badania – wciąż boimy się narazić na bezpośredni kontakt z Obiektem. Przed sekcją wykonywaną przez syntetyka Obiekt 1, jako kolejne zabezpieczenie, został porażony prądem o wysokim napięciu – nikt ani nic nie przeżyłoby czegoś takiego.
13.12.2188 – Wyniki sekcji są niesamowite. Wewnątrz jaja znaleziono stworzenie przypominające pająka z długimi kostnymi odnóżami i „ogonem”, które pomimo potraktowania prądem nadal się ruszało – prawdopodobnie osłoniło je powłoka jaja. Okazało się jednak, że kwasoodporne ściany pomieszczeń badawczych były dobrym pomysłem, krew Obiektu 1 (a prawdopodobnie też Obiektu 0) okazała się silnie żrąca jeszcze przez kilka sekund po śmierci Obiektu (Android zmuszony był przebić je skalpelem). W środku istoty znaleziono jakiś rodzaj embrionu, również już martwy. Wydaje się, że istota ma swojego rodzaju płuca więc nie wiadomo jak zareagowałaby na próżnię, można to zbadać na jednym z pozostałych obiektów. Ponadto, pomimo faktu, iż pająkopodobne stworzenie wydawało się w pełni przygotowane do życia, pozostawało w jaju, jakby na coś czekają.
24.12.2188 – Wciąż zastanawiam się czy powinniśmy kontynuować te badania. Jest w tym coś nienaturalnego. Dzisiaj przybyła „specjalna dostawa” z Weyland-Yutani – komory hibernacyjne z ludźmi w środku. Nie wiem czemu to ma służyć, ale laboratorium jest zamknięte na kilka najbliższych dni. Chcą „dać nam czas na odpoczynek”. Faktycznie większość zespołu pracującego nad jajem i Obiektem 2 jak nazwano pająka jest przemęczona, przez dwa tygodnie niemal bez przerwy prowadziliśmy badania nad tym okazem.
30.12.2188 – Wpuszczono nas do laboratorium, jak się okazało izolatki nie były już puste. W każdej z nich umieszczono jedną z kapsuł hibernacyjnych Weyland-Yutani. Welsh powitał nas i powiedział, że zdążyliśmy w samą porę. „Poziom 5” tak to określił. Chwilę później dowiedzieliśmy się o co dokładnie chodzi. Do każdej z pięciu izolatek wkroczył android niosący… jajo złożone przez Obiekt 0. Przed opuszczeniem izolatek każdy z androidów otwierał komory hibernacyjne. Ludzie po kolei wychodzili ze śpiączki tylko po to, by obudzić się w ciasnej komorze wołając o pomoc. Wydaje się, że ruch i dźwięk są bodźcami dla jaj. Po kolei płaty wzdłuż „nacięć” otwierają się. Przez chwilę widać strach w oczach skazańców. Część ekipy badawczej mdleje, ja ledwo trzymam się na nogach zaś Welsh patrzy zachwycony na to co się dzieje, jak jakiś psychopata. Widać, że się cieszy, nie wiem, czy chcę wiedzieć, co się stanie za chwilę. Ale nie da się tego uniknąć, nie da się uciec. Po kolei z jaj wyskakują pająkopodobne istoty i łapią swoje ofiary, owijają swoje ogony wokół szyi i przyciskają się do twarzy. Wymiotuję na podłogę. Nie chcę już brać w tym udziału.
12.01.2189 – Chcę stąd uciec… Nie chcę już brać w tym udziału, to jest złe. Nie obchodzi mnie, że ci ludzie to skazańcy (przynajmniej tak powiedział Welsh). To nadal byli ludzie, nie zasługiwali na coś takiego. Te istoty… ksenomorfy, one rozwijają się wewnątrz ludzi, pająki jedynie przenoszą embriony, które muszą rozwinąć się wewnątrz innego organizmu. To jest przerażające. Nie chcę tego opisywać, ale muszę to zrobić, dla nauki, dla ludzi, żeby nikt nie popełnił już więcej tego błędu. Nie miałam siły wracać nad tamte pomieszczenia, oglądać tych ludzi jak błagają o litość. Jednak obejrzałam nagrania z kamer. „Facehugger” jak zaczęto nazywać pajęczaki odpadał z twarzy swojej ofiary po kilku godzinach. To jednak nie było najgorsze. Ci ludzie nadal żyli, przez kolejne godziny błagając o wypuszczenie, o litość, żyli tylko po to, by umrzeć w agonii gdy coś, prawdopodobnie kolejne stadium rozwoju ksenomorfa wyrywało się na wolność rozrywając przy tym klatkę piersiową ofiary.
14.01.2189 – Welsh ogłosił sukces eksperymentu, zrobił to z uśmiechem na ustach. Mam ochotę rzygać, kiedy widzę jego uśmiech i przypominam sobie śmierć tych ludzi. Jutro przylatuje transporter, złożę rezygnację i wracam na Ziemię. Nie wytrzymam tu ani dnia dłużej.
15.01.2189 – Nie udało mi się dostać na pokład transportera. Jakaś awaria systemów w hangarze sprawiła, że załadunek i rozładunek przeprowadzały androidy. Następny prom przylatuje za miesiąc. Kolejny miesiąc pracy przy tych… istotach. Muszę wytrzymać.

16.01.2189 – Zniknęła część jaj z pomieszczenia królowej. To Welsh. To dlatego ten zwyrodnialec zarządził, że to androidy rozładują transporter i zablokował ludziom dostęp do hangaru. Przewiózł część jaj, Bóg wie gdzie i po co. Zaczynam coraz bardziej bać się tego wszystkiego. Nie jestem w stanie zmrużyć oka, po nocach widzę tych ludzi, umierających w izolatkach.
17.01.2189 – Nie mogę pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak. Zwierzyłam się ze swych lęków doktorowi Lopezowi, który pomógł mi sprawdzić listy załadunkowe transportera oraz nagrania z kamer w ośrodku badawczym. Na pokład transportera załadowano 20 nieoznakowanych kontenerów, rozmiarami pasujących do jaj składanych przez Obiekt 0. Jednak zgodnie z nagraniami z kamer androidy wyniosły 21 jaj. Oglądaliśmy nagranie cztery razy, zanim dotarło do nas to, że na pokładzie Juno znajduje się jajo, na które może trafić każdy. Poszłam porozmawiać z Welshem. Nie miał o niczym pojęcia. Wiedział o transporcie jaj poza stację, nie miał jednak pojęcia o dodatkowym jaju. Jego przerażenie było szczere i nie mniejsze niż nasze, w końcu wiedział o wiele więcej o tych istotach niż ktokolwiek z nas. Wyłączono androidy i zarządzono poszukiwania na całej stacji. Zablokowano wszystkie wejścia do sektora mieszkalnego i reaktora. To może być ostatni wpis w moim dzienniku. Z każdą godziną rosną szanse na to, że ktoś został już zainfekowany, że ksenomorf zacznie zabijać ludzi.
21.01.2189 – Wszyscy żyją w strachu, odcięliśmy sektor badawczy i reaktor od reszty stacji. Jedyne przejście, które pozostało otwarte to to w stronę segmentu technicznego, w którym również zablokowaliśmy grodzie. Jednak mimo to ludzie zaczęli znikać, nie damy rady odciąć wszystkich dróg, nie wiemy skąd istota nadchodzi. Wydaje się, że korzysta z szybów wentylacyjnych.
31.01.2189 – One wracają… To... to już mój ostatni wpis. Przenieśliśmy się do sektora technicznego, nie mamy jak zaspawać grodzi do mieszkalnego, została nas garstka, czekamy na koniec z nadzieją na ocalenie przez jakiś transport. Welsh miał pistolet, chyba jedyny na całej stacji, ochrona nie wydawała się nam potrzebna… próbował się bronić, strzelać do jednego z nich zanim zabrały go do szybu wentylacyjnego… Zostało jeszcze kilka kul. Przepraszam za to, co muszę zrobić. Nie stanę się kolejną ofiarą tych stworzeń, kolejnym inkubatorem dla ksenomorfa.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Kirył » 5 Maj 2015, o 00:01

Dzień 5. Z prywatnego dziennika Majora Wolsky’ego:
Jeżeli dorwę tego androida w swoje ręce, to jak mi Bóg miły, pożałuje dnia, w którym go stworzono. Gdyby nie żart Kazansky’ego, żeby na wszelki wyrzucić butelkę z przymocowanym identyfikatorem IFF przed nasze działka automatyczne w tunelu, część oddziału byłaby już podziurawiona jak ser szwajcarski. Nie mam pojęcia jak ten syntetyk to zrobił, ale blokując nasz transporter z pokładu „Defendera” zmienił również nasze kody IFF. Oba UA 571-C otworzyły ogień do butelki. Chyba jednak nie jesteśmy tak przygotowani jak byśmy chcieli. Koniec wpisu.

Konieczny jest zwiad sektora mieszkalnego, ponieważ, ktoś mógł tam przeżyć chociaż to bardzo wątpliwe. Poza tym, kapral Kazansky wierzy, że jeżeli uda nam się włamać do głównego komputera stacji, będziemy w stanie zablokować nadawanie z „Defendera”. Wtedy Harper i Machnik mogliby spróbować manualnie odblokować Cheyenne i zabrać nas z tej cholernej stacji.

Dzień 6. Racje żywnościowe i amunicja zostały rozdzielone pomiędzy członków oddziału. Pięciu żołnierzy, na czele z sierżant Mendez zostaje w hangarze w pobliżu Cheyenne, by pilnować działek automatycznych. Na umówiony sygnał – zapalona flara rzucona zza załomu korytarza – Mendez ma wyłączyć działka, byśmy mogli bezpiecznie wyjść z tunelu.

Gdy oddział zbliżył się na odległość 100 metrów od sektora mieszkalnego, wykrywacze ruchu wciąż milczały. Wydawało się, jakby cała stacja była opustoszała. Jednakże gdy Kazansky i "Farciarz" idący na czele grupy zbliżyli się na 20 metrów do grodzi oddzielającej pierścień od sektora mieszkalnego, cały oddział niemalże podskoczył słysząc ciche pikanie na wykrywaczu ruchu szeregowego Revana.
- Panie Majorze, coś przed nami, 80 metrów, na granicy pola wykrywania! - zameldował rekrut, dla którego była to pierwsza misja w tak dużym oddziale. - Ucichło, tak jakby się zatrzymało.
- No, chłopaki, broń w pogotowiu! Rubio, Mason, Kazansky, Machnik, Harper, Shey, Owip, MacQueen, Revan i O'Sullivan. Zgodnie z planem stacji, który dostałem razem z rozkazem z góry, po lewej zaraz za grodzią są schody, lecicie na dół do serwerowni. Revan i Machnik, działajcie tam swoje cuda, zbierzcie dane i odblokujcie ten cholery transporter! Reszta - za mną, przeszukujemy pomieszczenia, nie mniejsze grupy niż trójki, sprawdzajcie narożniki. Nie mamy komunikacji, więc gdy ktoś oczyści sektor wraca tutaj i czeka na resztę. - donośnym głosem rozkazał major Wolsky. - Nie wiemy co na nas może czekać. Według dziennika doktor Kingsley to jakiś rodzaj cholernie niebezpiecznych robali. Ale my nie jesteśmy jakimiś doktorzynami w białych kitlach! Jesteśmy Colonial Marines, jesteśmy dumą USCM! Dokopmy tym kosmicznym skurwysynom!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Ryan Dexon » 5 Maj 2015, o 09:57



Nigdy nie ufaj syntetykom. Często te słowa Bull słyszał od swoich kumpli z poprzedniego oddziału. Oj gdyby oni wszyscy żyli i dowiedzieli się, w jakie gówno ponownie wdepnął Harper, prawdopodobnie szybciej strzeliliby sobie w łeb niż wyruszyli na kolejną tego typu misję.
Mimo, że Victor wyparł ostatnie wydarzenia ze swojego życia to koszmar pozostał. Nie do końca było wiadomo, czy mieli do czynienia z Xenomporhami czy też z innym przedstawicielem obcej rasy. Lepiej było na ten moment pozostawić swoją wiedzę w tajemnicy.
Nie było innego wyjścia niż iść naprzód. Odnaleźć sposób na to by uruchomić Cheyenne i wrócić by dokopać androidowi za to, że wkopał cały oddział marines w pułapkę.

Bull podniósł swoje potężne cielsko łapiąc za rączkę od tej ogromnej machiny, która potrafiła zrobić z ludzkiego ciała porządną sałatkę. Sprawdził jeszcze raz stan swojej broni, oraz ładowność. Poruszał parę razy tak by ramię broni przypięte do pasa nie stanowiło żadnego problemu. Okular przypięty do hełmu rzucał wspaniały obraz siatki na obecną sytuację. Jeśli coś wejdzie w obszar M56 od razu zostanie namierzone i ładnie mówiąc podziurawione. Latarka w hełmie działała, wszystkie systemy sprawne. Pora brać się do roboty.
Bull wyciągnął swoje cygaro po czym odpalił je, zaciągając się porządnie. Ten zapach kubańskiego cacka było tym czego Harper potrzebował. Potrafił nieźle odstresować. Wziął jeszcze jeden głęboki oddech po czym ruszył za swoim oddziałem.

Ten jednostajny, powtarzający się co sekundę dźwięk na detektorze ruchu przypomniał czym jest dreszcz na ciele. To mogło być wszystko. Od zaginionych badaczy po turlającą się puszkę. Trzeba było to sprawdzić. Mieli misję do wykonania, to było ich priorytetem.
- Obiecuję jak dorwę tego sztucznego skurwysyna to wepcham mu lufę dziecinki wprost w jego syntetyczną mordę po czym wypruję cały magazynek – zaciągnął się ponownie, trzymając cały czas cygaro w ustach. Dziecinka byłą jego giwerą. Wręcz dużymi literami było napisane na smartgunie „Little baby”.
Victor ustawił się parę metrów przed grodzią po czym wycelował dziecinką wprost w miejsce, gdzie łączyły się drzwi. Prosta żołnierska taktyka. Jeden otwiera drzwi, drugi czeka w pogotowiu. Najlepszym na tego typu rzeczy był gość z „ciężkim ekwipunkiem”.
- Otwieraj to dziadostwo – przełożył cygaro z jednego kącika ust w drugi.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Quinlan Prees » 5 Maj 2015, o 11:27

MacQueen siedział oparty o ścianę, skrobiąc coś w dzienniku. Rzadko dzielił się swymi emocjami, ale jeśli już to robił, to właśnie tam, gdzie i tak mało kto mógł to przeczytać.
Teraz właśnie kończył swój ostatni wpis...

Szlag... Wszystko coraz bardziej się komplikuje. To dosyć specyficzna misja. Pierwszy raz nie mam pojęcia, co możemy spotkać i szczerze mówiąc- CHOLERNIE SIĘ TEGO BOJĘ...Miejmy nadzieję, że wszystko się jakoś wyjaśni. Przyda mi się po tym kilka dni wolnego.

Świetnie się złożyło, bo akurat gdy John skończył swoje wypociny, drużyna otrzymała wytyczne.
John uważnie wysłuchał wszystkich rozkazów. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nie jest żadna byle jaka misja. W każdej chwili może zrobić się nieciekawie, i chociaż był specjalistą w znajdowaniu wyjścia z sytuacji tragicznych, tutaj naprawdę czuł przerażenie, chociaż starał się to przed innymi ukryć. Nie lubił pokazywać swoich słabości. Z ludźmi z oddziału znał się z grubsza. Choć jest to raczej typ zamkniętego w sobie żołnierza, który zwykle nie ma zbyt wiele do powiedzenia, to jednak koledzy kilka razy służyli z nim i do tej pory wszyscy pozostawali przy życiu. Do tej pory, bo Ghost nigdy jeszcze nie miał do czynienia z "kosmicznymi istotami"
Teraz MacQueen podniósł swój nieco już odciśnięty od siedzenia tyłek, po czym złapał za broń i przygotował się. Dźwięk wykrywacza ruchu, pokazujący, że coś ewidentnie znajduje się w pobliżu, sprawiał, że na jego rękach włosy podniosły się do góry, co nie było niczym przyjemnym w obecnej sytuacji.
-Ruszajmy więc...- mruknął.
Image
Awatar użytkownika
Quinlan Prees
Gracz
 
Posty: 20
Rejestracja: 30 Kwi 2015, o 20:20

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Boztuna Vao » 5 Maj 2015, o 15:25

Rex rozglądał się po otoczeniu, zupełnie jak by szukając jakichś śladów życia - nie koniecznie ludzkiego. Atmosferę, jaka zapadła wśród nowo dobranej formacji można było określić jako bardzo "sztywną". Specyfika ludzi, jacy otaczali sierżanta powodowała w nim lekkie poczucie "normalności". Jednak...są na tej stacji, aby uratować kogo się tylko da. O ile kogokolwiek jeszcze tutaj uratować można. W głowie Rexa migotało wiele obrazów z poprzednich misji ratowniczych, starał się skojarzyć fakty, jednak chyba nic nie mogło się równać z beznadziejną sytuacją w jakiej się teraz znaleźli. A to dopiero początek.

Jason spojrzał na Ghosta, który skrobał coś na wzór pamiętnika. Widział już kilku żołnierzy, mających podobne zwyczaje i za każdym razem śmieszyło go to tak samo. Wnet na radarze szeregowego Revana pojawił się sygnał jakiegoś życia, wszelkie szmery wśród członków drużyny nagle zamilkły, akcja delikatnie nabrała tempa. Major wydał jasne rozkazy, dzięki którym klimat grozy przerodził się...w klimat narastającej grozy. Sierżant podszedł wówczas do szeregowego MacQuenna, po czym skinął lufą swojego M41A na jego notatki po czym sucho dodał - Oni - skinął głową w stronę z której dochodziły odczyty z radarów - I tak nie potrafią czytać. Nie chciał jednak straszyć szeregowego, jedynie przerwać moment ciszy jakimś chociaż pół śmiesznym komentarzem, co istotnie mu się udało. W sumie miał dość dobry humor, po jakimś czasie chęć przeżycia gaśnie i zamienia się w oddanie sprawy wyższym siłom. "Są tutaj, czuję to..." - myślał w międzyczasie sierżant Mason, obmyślając strategię jaki rodzaj pułapki przyda się na ten rodzaj architektury budynku w jakim obecnie przebywają.
Awatar użytkownika
Boztuna Vao
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 24 Kwi 2015, o 19:48
Miejscowość: Szczecin

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Ayle Dara » 5 Maj 2015, o 20:16

Diego obrócił szczęśliwego asa parę razy w ręku, po czym schował go do kieszeni, tam gdzie było jego miejsce. Sprawdził gotowość swojego sprzętu i poprawił uniform. Obrócony był cały czas w kierunku mówiącego majora, uważnie słuchając rozkazów. Przy każdym rzuconym przez niego nazwisku przeczesywał grupę wzrokiem, poszukując kolejno wymienionych członków grupy. Czuł jak serce zaczęło walić mu coraz mocniej. Całą ta bezczynność nie należała do najprzyjemniejszych. Dobijała go ta ciągła niepewność. Przez większość czasu miał problem, żeby chociażby zmrużyć oko. Dziwne odgłosy, dziwne historie, do tego jeszcze ta akcja z androidem - Rubio tak samo mocno jak wszyscy chciał rozpieprzyć tą kupę złomu. Udawał przed sobą jak i przed całym oddziałem, że to go nie rusza. Czasem rzucił jakimś głupim żartem czy pocieszną historyjką. Rozluźnianie atmosfery było jednak trudne, jeśli nie niemożliwe, w ich sytuacji.
Ostatni głęboki oddech i ruszył w kierunku grodzi. Gdzieś głęboko w duchu, jakaś mała cząstka cieszyła się, że w końcu ruszają. Siedząc w miejscu nie mieli szans niczego osiągnąć. Odczuwał lęk, przed tym, co czekało ich na zewnątrz, ale prędzej czy później dopadło by ich to wewnątrz... to, albo głód. Każdy dzień oczekiwań zmniejszał ich szanse. Ograniczona komunikacja, na posiłki nie mieli nawet co liczyć. Same ponure myśli kołatały się po głowie mężczyzny. Nie było jednak czasu na myślenie o takich sprawach. Trzeba było zająć się oddziałem.
-Revan, machaj tym swoim urządzeniem i otwieraj nam drzwi. Harper... - spojrzał w kierunku rosłego faceta i kiwnął głową - ty wiesz co robić. MacQueen, łapy na wykrywacz i obserwuj, dopóki Revan nie otworzy tego cholerstwa - machnął ręką w jego kierunku - tylko odsuń się od drzwi, bo cię jeszcze ktoś podziurawi. Ruchy! - popędził go dla pewności - Shey, Kazansky, do drzwi. Po jednym z każdej strony. Jeżeli nic nie wyskoczy, wchodzicie. Tylko nigdzie nie leźć, jak jest czysto wchodzimy wszyscy - rzucił - Reszta osłaniać. Machnik i... - rozejrzał się, wyszukując wzrokiem jedynej kobiety w przydzielonej mu grupie - ty Śnieżynko, ostrożnie z ogniem. Nie chcemy żadnego Marines z grilla - obrócił się w kierunku grodzi, czekając aż wszyscy zajmą swoje pozycje, po czym dał znak Farciarzowi aby rozpoczął hackowanie.
-Panowie i Śnieżynko, oczy szeroko otwarte. Poruszamy się w zwartej formacji, w wąskim korytarzu kolumną, w szerokim dwoma. Widzicie wielkiego robala, ładujecie bez rozkazu. Oszczędnie jednak z tą amunicją. Trzeba coś zostawić na skurwionego syntetyka - uśmiechnął się słabo i jeszcze raz rozejrzał po wszystkich, czy aby na pewno zajęli swoje pozycje.
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 137
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez BE3R » 5 Maj 2015, o 21:11

Zrobiło się niewesoło, chłopaki zdecydowanie za mocno się stresują. Przy takim poziomie adrenaliny po kilku godzinach będą leżeć plackiem i robić za karmę dla robali czy co tam zeżarło kolonistów. Zdecydowanie muszą zadbać o poprawienie równowagi hormonalnej jeżeli zamierzają dłużej walczyć. Porucznik tradycyjnie darł japę wyszczekując rozkazy, Harper podobno był weteranem o czym świadczyła jego paskudna gęba, jak na weterana stanowczo za dużo gadał. A może robił to by dodać otuchy takim żółtodziobom jak Szeregowy Nehrit? Kto to wie. W każdym razie wyglądał groźnie ze swoją wielką giwerą. Owip stwierdził że sensownie jest trzymać się w miarę blisko olbrzyma, po pierwsze jest wtedy znacznie mniejszym celem a po drugie, gość może wiedzieć co robi.

Zajął więc pozycję przy ścianie unikając przy tym przebywania w okolicy wszelkich kanałów wentylacyjnych. Z zapisków dziennika wynikało, że to coś zapierdzielało kanałami. Szybko przeprowadził przegląd jakiego uczyli go na unitarce. Zdjął i założył magazynek, ostukując nim wcześniej hełm aby uniknąć zablokowania pocisków. Sprawdził, czy ogień jest ustawiony na czteropociskową serię. Kilka chwil później trzymał palec w okolicach spustu i pocił się spoglądając po towarzyszach. Przypadkowa zbieranina, bóg jeden wie dlaczego ich tutaj wysłali. Nehrit zastanowił się chwilę. Byli zbędni, łatwi do zastąpienia. Cóż trzeba sprawić żeby ta zbieranina wróciła do bazy, a przynajmniej większa jej część, i nie koniecznie w workach.
- gotowy Sir! - szczeknął służbiście przyjmując pozycje strzelecką zwrócony w kierunku drzwi. Czekał na uroczyste otwarcie.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1586
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Rafael Rexwent » 6 Maj 2015, o 17:29

Gregor miał minę dosyć mierną. To dopiero jego druga misja a już został rzucony na głęboką wodę. Albo wręcz bagno, skoro ma walczyć z robalo-podobnym czymść. Kiedy jego wykrywacz ruchu, wykrył ruch Revan szybko i głośno to oznajmił, po czym wysłuchał gadaniny dowódcy.
-Tak jest!- zapowiedział, słysząc, że ma otworzyć gródź- Masz, trzymaj uważnie. To nasz ważny punkt obrony przed tymi robalami- rzekł do Ghosta i klepiąc go przyjacielsko po ramieniu szepnął mu do ucha- Będzie dobrze. Swój karabin M41A/2 umieścił na plecach, a w ręce ujął swoje niezawodne narzędzie do hakowania. W milczeniu podszedł do drzwi.
-No to zaczynamy- mruknął. Starał się skupić na rozkazie, ale wiele myśli przychodziło mu do głowy. Wiedział z dziennika pani doktor, że to z czym mają się zmierzyć ma niezwykle twardą skórę i żrącą krew, czyli walka wręcz całkowicie odpada. To coś potrafi się przyzwyczajać, ciekawe- szepnął, kiedy przypomniał mu się fragment dziennika mówiący o zachowaniu obiektu w próżni kosmicznej, że za pierwszym razem był w hibernacji, a za drugim "tylko" w otępieniu.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 282
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Kirył » 8 Maj 2015, o 00:02

W tym samym czasie, kiedy oddział udający się do serwerowni rozpoczął wykonywanie rozkazów porucznika Rubio, major Wolsky dzielił swoich ludzi na trójki, którymi mieli przeczesywać pomieszczenia. Szeregowy Revan niespokojnie majstrował przy panelu sterującym grodzią, widać było, że to wszystko było dla niego nowe. Wszyscy byli poruszeni informacjami z dziennika pani doktor, jednakże to „Farciarzowi” dały najmocniej do myślenia. W czasie, gdy główny haker oddziału zmierzającego do serwerowni męczył się spoconymi dłońmi podpinając kable swojego urządzenia hakującego do obwodów grodzi, reszta oddziału zajmowała wyznaczone im przez porucznika pozycje, „Śnieżynka” i „Cichy” ustawili się po przeciwstawnych stronach drzwi, kucając przy Kazanskym i Sheyu i celując ze swoich miotaczy płomieni tak, by nie zagrażając ani sobie wzajemnie, ani innym marines, móc plunąć ogniem we wszystko, co mogło czekać za grodzią. Harper tymczasem usiłował nie zwracać uwagi na „Małego”, który krzątał mu się pod nogami i ustawił swoją dziecinkę tak, by nie trafić dupołatacza w głowę, gdyby coś miało się wydarzyć. Nagle rozległ się syk przypalanych przewodów i na chwilę wszelkie dźwięki poza tym, który wydawała otwierająca się gródź umilkły.
Kiedy tylko drzwi uchyliły się tak, by zdołał przez nie przejść człowiek kapral Kazansky i szeregowy Shey zbliżyli się do wąskiego przejścia i spojrzeli na „Ghosta”, który nie spuszczał oczu z wykrywacza ruchu. 60 metrów, czysto.” – mruknął. Bez zbędnego ociągania się, szpica weszła do segmentu mieszkalnego. Tuż za nimi, gotowymi już trójkami przebiegli żołnierze Wolsky’ego. Część ruszyła w górę schodów na wyższe poziomy, część zaś ruszyła trzymając broń w gotowości w stronę źródła ruchu wychwyconego przez wykrywacz „Farciarza”.Gdy ostatni z ludzi z oddziału majora przebiegli przez już w pełni otwartą gródź, Rubio lekko skinął ręką. „Śnieżynka” i „Cichy” przeskoczyli przez próg, tuż za nimi wszedł Revan i odebrawszy od MacQueena swój wykrywacz ruchu trzymał go cały czas przed sobą. Sam „Spades” wraz z Masonem poczekali, aż Harper z podążającym tuż za nim szeregowym Owipem znajdą się na schodach prowadzących do serwerowni, po czym przeszli zamykając pochód.
Niestety jak wiadomo, plan jest pierwszą ofiarą bitwy. Pech lub los, chciał, że schodząc z ostatniej kondygnacji schodów, szeregowy Shey zahaczył nogą o przebiegające przez ostatni podest przewody energetyczne. Kapral Kazansky, gdy tylko zauważył, że kolega z oddziału ma problem, próbował złapać go za kołnierz munduru wystający spod pancerza, ale było już za późno. „Czacha” z hukiem zleciał ze schodów, dało się również słyszeć cichy jęk, gdy uderzył o drzwi do serwerowni na poziomie -3 segmentu mieszkalnego, które następnie zaczęły się otwierać wykrywając ruch.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Ayle Dara » 8 Maj 2015, o 23:00

Tak pechowego startu jeszcze nie pamiętał. Nie wpadli w żadną pułapkę, nie wdali się w bezsensowne starcie... krótko mówiąc, obyło się nawet bez walki. W kłopoty wprowadziły ich schody, a konkretniej jakiś losowy przewód. Wystarczył jeden kabel aby unieszkodliwić profesjonalnego marines. Rubio skrzywił się na samą myśl. Cholernie żenujący i ironiczny sposób na utrudnienie misji.
-Kurwa...- mruknął-Na dół, tylko patrzeć pod nogi- rzucił krótko. Na całe ich szczęście zejście obyło się bez dodatkowych ofiar. Trzeba było się jednak zająć szeregowym.
-Owip...rób swoje. Potrzebujemy go sprawnego - rozejrzał się po pomieszczeniu. Od razu w oczy wpadł mu szyb wentylacyjny. Jeden punkt więcej do zabezpieczenia. Do tego dochodziła spora przestrzeń, zapchana komputerami. Dzienniki pani doktor, które wcześniej dane im było zobaczyć, podziałały na jego wyobraźnię. Ostrożności jednak nigdy nie za wiele, zwłaszcza że na szczęście nie mogli już liczyć.
Po raz pierwszy ucieszył się, że jest w oddziale ktoś nad nim. Major musiał nieść na swych barkach cały ten ciężar. Sytuacja nie była łatwa, wręcz opłakana. Diego sam miał trudności aby panować nad sobą. Bezsenne noce spowodowały, wyczerpanie... o głupi rozkaz nie było trudno. Ręka nie opuszczała spustu prawie nigdy. Czasami miewał ochotę by usmażyć miotaczem ognia własny cień. Każdy kolejny szyb wywoływał u niego paranoję. Nieregularny oddech, przyspieszone bicie serca, lecz na zewnątrz kamienny wyraz twarzy, skupione oczy. Nie mógł dać po sobie poznać. Morale i tak było niskie, jego stany lękowe kompletnie by sytuację położyły. Cieszył się, że został przydzielony mu tak mały oddział. Mniejsza odpowiedzialność, a dużo łatwiej było nim zarządzać.
-Revan, Machnik. Zgodnie z rozkazami majora, wiecie co robić. Najpierw jednak... trzeba sprawdzić pomieszczenie. Mason i Śnieżynka, bierzecie lewą stronę, Revan z Machnikiem środek, ja i MacQueen prawą. Harper, pilnuj drzwi. Kazansky, pilnujesz szybu. Jeżeli coś się tam pojawi, rozpierdol - rzucił, rozglądając się po pomieszczeniu -Jeżeli coś pojawi się na radarze, zobaczycie jakiś inny szyb... drzeć mordę. Innego sposobu bez komunikatorów nie ma- dodał po kilku sekundach
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 137
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Rafael Rexwent » 9 Maj 2015, o 12:18

Gregor rozejrzał się po serwerowni, szerokie pomieszczenie wypełnione komputerami. Revan poczuł, że jest w swoim żywiole. Co prawda zasmucił go nieco wypadek "Czachy", ale walka wymaga ofiar. Szczerze chciał od razu zająć się babraniem w "elektronicznej kałuży", ale rozkaz to rozkaz.
Przełożył więc wykrywacz w lewą dłoń, prawą ujmując swoją broń podręczną. Aby się upewnić na wstępie zrobił dwa powolne obroty o 360 stopni. Inni tego nie czuli, ale on w tym miejscu, w serwerowni, poczuł przypływ odwagi i radości. Tego nie zrozumie nikt poza doświadczonymi informatykami.
-Panie kapralu, ruszamy?- spytał "Cichego". chciał jak najszybciej się upewnić, aby móc w końcu zanurzyć w interfejsowym morzu. Po udanym otworzeniu grodzi trauma ustąpiła, a zastąpiło ją uczucie pewności siebie. Nie przesadnej, ale jednak pewności. Nie przeszkadzało mu to jednak lustrować przez kolimator swojej broni wszelkich zakamarków czy obszarów zaciemnionych.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 282
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Ryan Dexon » 9 Maj 2015, o 13:36

Victor trzymał w silnym uścisku rękę od swojego M56. Czekał tylko kiedy ten charakterystyczny dźwięk rozejdzie się po ścianach placówki a drzwi rozsuną się powoli dając obraz na to co będzie przed nimi się znajdowało
Bull ustawił się w pozycji gotowej do strzału. Upewnił się, czy nikt nie stoi mu na drodze rozrzutu a gdy grodź się rozsunęła złapał za spust by być gotowym na wszystko. Na szczęście wykrywacz ruchu tylko wskazał ruch rozsuwających się drzwi. Wyglądało na to, że droga wolna.

Harper ustawił smartguna w pozycji pionowej gdyż długość broni nie pozwalała za bardzo poruszać się w takich wąskich korytarzach jakim była klatka schodowa. Pech chciał, że już na pierwszej akcji od momentu kiedy utknęli na tej placówce, jednemu z nieuważnych ciamajd musiało się coś stać.
- Jak tak dalej pójdzie to sami się powybijają – mruknął pod nosem zaciągając się dymkiem z cygara. Oj jak on uwielbiał ten zapach.

Gdy znaleźli się na dolnym segmentach, każdy z żołnierzy zajął swoje miejsce. Bull słysząc rozkaz zrobił tak jak porucznik kazał. Stanął w odpowiednim miejscu tak by raczej nic go nie zaskoczyło z tyłu. Musiał mieć wgląd na kolejne drzwi gdyby te ktoś otworzył. Mimo, że ktoś inny pilnował szyb wentylacyjny, również miał to miejsce na uwadze. Jeśli faktycznie mają do czynienia z tym co miał wczesniej Bull, to dobrze pamiętał jak te stwory uwielbiały poruszać się właśnie w tych miejscach.

- Ej Farciarz, może jego też poklep po ramieniu – wskazał głową na połamanego żołnierza, który już był pod opieką małego. Dobrze, że chociaż ten niepozornie wyglądający chłoptaś potrafi łatać żołnierzy. Po takim upadku będzie miał co do roboty.
Bull rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu tak by mieć wgląd na to, gdzie każdy marines zajął pozycję. Musiał być pewien kto kryje jego dupsko. Po za tym musiał wiedzieć jak manewrować M56 tak by nie zranić kolegów z oddziału.
Image
Awatar użytkownika
Ryan Dexon
Gracz
 
Posty: 72
Rejestracja: 9 Sty 2015, o 16:48

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez BE3R » 9 Maj 2015, o 17:05

Idąc tuż za Harperem Nehrit starał się być najmniej oczywistym celem w stadzie, I nawet mu się to udawało do momentu w którym to Czacha się potknął. Mimowolnie liczył odbicia i towarzyszące im jęki, mniej więcej trzy odbicia przed końcem jęki ucichły znaczy spadający stracił przytomność. Oddział szybko i znacznie ostrożniej zszedł na dół. Szeregowy leżał u stóp schodów z fantazyjnie wygiętą nogą. Zaklinowana między karabinem a barierką ręka też nie wyglądała najlepiej.Rozkazy dowódcy były dość oczywiste, miał się zająć rannym i w sumie nic innego go w tej chwili nie obchodziło. Nehrit przez chwilę miał nadzieję, że ktoś przy nim zostanie i będzie osłaniał. Szybko jednak stwierdził że najlepiej liczyć na siebie. Strzelba naładowana na przemiennie R1 i B15 więc medyk czuł się w miarę pewnie mając pod ręką niezawodnego przyjaciela. Ostrożnie odłożył swój karabin i upewniwszy się że jest w zasięgu ręki rozpoczął badanie chwilowo nieprzytomnego towarzysza.
Kręgosłup ok, z resztą jak go połamał to i tak po gościu. Ręka wykręcona pod nienaturalnym kątem mogła być złamana. Przejechał palcami po mundurze. Nie wyczuł żadnych wybrzuszeń. Zatem to nie to, dotknął okolic obojczyka, no tak jak nic wybita, Trudno nastawi ją później. Szybko rozejrzał się dookoła, stwierdzając że aktualnie nic go nie chce zabić, a jego towarzysze są w zasięgu wzroku. Wrócił więc do oględzin, pacan skręcił sobie nogę, zajebiście.kostka wykręcona pod nienaturalnym kątem, szybki test wykazał uszkodzenie torebki stawowej i pewnie inne wewnętrzne obrażenia. W każdym razie noga spuchła jak balon. Przejebane, mamrotał Owip, bandażując stopę, Zignorował przy tym całkowicie stróżkę krwi ściekającą z rozwalonego nosa, Czacha słynął z Twardej głowy więc to obrażenie nie mogło być śmiertelne. Noga unieruchomiona, zostało jeszcze tylko jedno. Spozycjonował swojego pacjenta po czym jednym szybkom szarpnięciem nastawił bark. Jeżeli to go nie ocuci to chyba jednak trzeba będzie zająć się głową.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1586
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Boztuna Vao » 9 Maj 2015, o 19:49

Wedle rozkazów przełożonego, Rex ruszył wzdłuż lewej ściany pomieszczenia. Jako starszy stopniem prowadził, gdy zauważył buta, wskazał Śnieżynce ruchem ręki, aby na chwilę przystaneła. Na własną rękę, sierżant postawił pierwsze trzy kroki wewnątrz pomieszczenia, które bardzo przypominało swego rodzaju salę komputerową, może to swego rodzaju centrum statystyczne? Gdy sierżant Mason zorientował się o bezpieczeństwie przebywania wewnątrz lokum, wskazał ruchem ręki, że można spokojnie wejść. Uważnie obserwował każdy kąt, szukał jakiegoś znaku szczególnego, być może jakiegoś punktu odniesienia, aby jak najlepiej poznać rywala oddziału. Gdy już chciał krzyknąć, że jest absolutnie czysto spostrzegł ślady krwi na posadzce.
- Czekaj! Są jakieś ślady krwi... - rzucił w kierunku Śnieżynki. Istotnie, Mason znalazł ślady jakiejś ofiary, jednak nie były one pierwszej świeżości. Sierżant klęknął na jedno kolano i palcami przejechał po posadzce. Krew była sucha, minęło trochę czasu zanim ktoś jej upuścił. Mężczyzna cały czas miał wrażenie, że rywal nadchodzi - to mogła być gra psychologiczna jakiegoś silnie rozwiniętego stworzenia.
- Dobrze, że zauważyłem. Zawsze mogłem się poślizgnąć i skończyć jak ten szeregowy, prawda? - zaśmiał się szyderczo, po czym wstał na nogi i pewnym siebie tonem rzucił do Śnieżynki:
- To tylko krew...zawsze mogło być gorzej, zawsze mogliśmy spotkać jakiegoś syntetyka czającego się pod stołem. - po czym uśmiechnął się delikatnie do kobiety chcąc troszkę rozładować napiętą atmosferę.
Awatar użytkownika
Boztuna Vao
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 24 Kwi 2015, o 19:48
Miejscowość: Szczecin

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Lilith Blindshoter » 10 Maj 2015, o 00:20

Viktoria lubiła swoją pracę. Lubiła też swój oddział, choć była z nim bardzo krótko. A nade wszystko lubiła gdy nazywali ją „Śnieżynką”, nie byłą pewna skąd się wzięło to przezwisko, czy dotyczyło jej bladej cery czy pojedynczego pasma białych włosów, które zdobiło jej głowę, wyraźnie odcinając się od reszty jej kruczo czarnej czupryny, jedno było pewne, nie tyczyło się jej wzrostu i to już był plus. Dlatego też za każdym razem gdy wołano ją tym „imieniem” na jej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech. Nawet teraz. Gdy ustawiała się przy pierwszych drzwiach z miotaczem ognie gotowa w każdej chwili wystrzelić śmiercionośną falę płomieni i tak na jej twarzy malował sie piękny radosny uśmiech. Byłą w swoim żywiole.
W sumie musiała przyznać iż od samego początku dość dobrze znosiła zaistniałą sytuację. Nawet odszyfrowanie pamiętnika pani doktor nie wywarło na niej takiego piętna jak na pozostałych. Może po prostu za mało jeszcze w życiu widziała, ale po prostu nie umiał sobie wyobrazić niczego co mogłoby ją doprowadzić do bezsenności czy obłędu. Lubiła wyzwania i lubiła ryzyko. Lubiła czuć w swych żyłach uderzenie adrenaliny. Ponadto była pewna, że dopóki nie jest sama to wszystko tak czy inaczej skończy się dobrze. Nie oznaczało to bynajmniej, iż nie podskoczyła gdy „Czacha” z łoskotem zwalił się ze schodów. „Biedaczysko.” pomyślała „Nie dość, że się poobijał to jeszcze wszyscy będą się z niego nabijać, do stłuczeń i połamanych kości na pewno dołączy urażona duma.”
Gdy Rex ruszył w lewo , pobiegła za nim. Lubiła Sierżanta, choć większość szeregowców w oddziale, zwłaszcza tych nowych, uznawała go za chama. Dla niej nie był taki zły.
Musiała przyznać iż widok krwi nieco ją zaniepokoił wiec zaczęła się uważnie rozglądać, kilka krotnie spojrzała za siebie w kierunku w którym gdzieś za nimi znajdował się strzeżony szyb wentylacyjny. - Nie lubię maszyn – odpowiedział na żart sierżanta dotyczący androidów – nie rozumiem ich - oddała po chwili poczym spojrzała na pomijany przez większość istot ludzkich sufit.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 300
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Blaze Corr » 10 Maj 2015, o 15:32

Shey czuł się dość pewnie i miał wrażenie, że ma pod kontrolą i uwagą wszystko co dzieje się dookoła. Skupił się na obserwowaniu szybów wentylacyjnych, kiedy odniósł wrażenie, że przeniosły one ciche dźwięki dziwnego postukiwania. Pewność siebie i niewystarczające skupienie szybko sprowadziły Czachę do parteru... a nawet niżej. Nie wiedział, kiedy przewody wyrosły mu pod nogami i mając już świadomość w jak wielkie gówno się wpakował zdążył pomyśleć: "Shey idioto...". Przy pierwszym spotkaniu z lodowatymi stopniami, jego pole widzenia zaczęło w jednej chwili ciemnieć, aż przestał czuć ból i słyszeć odgłosy skręcanych stawów.
Jeden ruch medyka nastawiającego bark wystarczył, aby Czacha ocucił się i zerwał, sprawną ręką chwytając odruchowo pistolet i celując w swojego "oprawcę". Wszystkiemu towarzyszyło ciche, lecz siarczyste "kurwa".
- Arghhh - opuścił, broń po czym zacisnął mocno szczękę rozglądając się dookoła, aby zatrzymać wzrok na koledze z drużyny.
- Źle? - spytał krótko, próbując ruszyć niesprawną ręką.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Quinlan Prees » 11 Maj 2015, o 17:09

MacQueen posłusznie oddał wykrywacz ruchu, po czym skoncentrował się na słuchaniu kolejnych wytycznych, dotyczących misji. W międzyczasie przejrzał swoją broń, czy aby wszystko jest z nią w porządku. Jego wzrok zatrzymał się na moment na wyświetlaczu, który pokazywał ilość amunicji. Nie oddał jeszcze żadnego strzału, ale wiedział, że do wszystkiego trzeba mieć ograniczone zaufanie, włączając w to nawet własną broń. W zasadzie Ghost starał się ufać jedynie swoim towarzyszom, choć zdarzało się, że czasem go irytowali. Mimo to stanowili poważną siłę jedynie wtedy, gdy współpracowali. Misja do tej pory nie wydawała się być wyjątkowo absorbująca i ciężka, ale z własnego doświadczenia MacQueen wiedział, że może się to zmienić w przeciągu paru sekund, dlatego też starał się być w pełnej gotowości bez przerwy. Teraz Ghost podniósł gwałtownie głowę. Usłyszał swoje nazwisko, to też skupił się bardziej, niż wcześniej. Okazało się, że idzie ze Spadesem.
-Taa jest..- mruknął i ruszył w prawo, tam gdzie miał się udać.
Image
Awatar użytkownika
Quinlan Prees
Gracz
 
Posty: 20
Rejestracja: 30 Kwi 2015, o 20:20

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Kirył » 11 Maj 2015, o 18:09

Rutynowe sprawdzenie pomieszczenia nie było niczym trudnym dla wyszkolonych Marines, więc zabezpieczenie serwerowni przebiegło szybko i sprawnie. Porucznik Rubio i MacQueen nie zauważyli niczego podejrzanego w prawej części pomieszczenia, Śnieżynka i Mason natomiast idąc za śladami krwi na podłodze, znaleźli drugi szyb wentylacyjny z lewej strony za jednym z wielkich komputerów, który po bliższych oględzinach okazał się być odłączony, a raczej oderwany, od ściany a następnie lekko do niej przysunięty tak, że z większej odległości nie było widać różnicy. Szeregowy Revan wciąż patrzył na swój wykrywacz ruchu, który jednak cały czas milczał. Lekko uspokojny haker oddał swój wykrywacz ruchu kapralowi Machnikowi, który kontynuował obserwację perymetru, sam natomiast zabrał się do tego, na czym znał się najlepiej. Komputery z początku odrzucały wszelkie jego próby logowania się, jednakże po kilku minutach udało mu się złamać kody i uzyskać pełny dostęp do danych.

Lekką ulgę przyniosło wszystkim zasłyszane spod drzwi przekleństwo i głośny jęk bólu. "Czacha" okazało się miał głowę twardszą niż resztę kości, i szeregowemu Owipowi udało się go docucić. Jednakże radość drużyny nie trwała zbyt długo. Huk spadającego ze schodów Sheya musiał coś obudzić, lub ściągnąć z innych części Stacji Badawczej, ponieważ w ciszy jaka zapadła na klatce schodowej, dały się słyszeć dobiegające z górnych poziomów serie wystrzałów charakterystyczne dla karabinów M41A2. Po chwili, ku zgrozie wszystkich zgromadzonych w serwerowni, dało się słyszeć głośne, narastające pikanie z wykrywacza ruchu, trzymanego przez kaprala Machnika. Coś się zbliżało.
- Cholera. Ściany ograniczyły zasięg wykrywania. 5 sygnałów, 40 metrów i zbliżają się! - rzucił Machnik w stronę porucznika.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Rafael Rexwent » 11 Maj 2015, o 19:03

Oho, Czacha wraca do życia, czyli o kolejny jeszcze chodzący inkubator dla małego ksenomorfa. Ale to mniej ważne, bo Revan musiał zająć się swoją pracą.
-Szlag, łącz się kupo złomu- skomentował sobie pod nosem brak próby kontaktu z połączeniem. Skłonienie tych blach metalu do współpracy kosztowało go sporo nerwów. Jednak wysiłek zaowocował dostępem do bazy danych. Gregor ucieszył się, każdy by się cieszył z dobrze wykonanej roboty. Ale to był dopiero początek, teraz Farciarz stanął przed większym dylematem. Właśnie się namyślał, gdy z góry dobiegł głos serii z broni palnej, a Machnik przekazał niezbyt optymistyczny meldunek. Ręce zaczęły mu lekko drżeć, ale udało mu się je opanować. Zaczął się denerwować, jednak wydzielony sam przez siebie plaskacz przywrócił mu jasność umysłu. Podjął w końcu decyzję.
-Dajcie mi niecałą minutę, ściągnę plan ten dziwnej stacji- krzyknął grzebiąc w elektronice. Nic mu tutaj nie pasowało, a bliskość zagrożenia dodatkowo dodawało sporej dawki stresu.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 282
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Koszmar na stacji badawczej Weyland-Yutani "Juno"

Postprzez Ayle Dara » 11 Maj 2015, o 21:43

Porucznik odetchnął w duchu. Prawdopodobnie zbyt wcześnie. Jednakże brak wszelakich dziwnych rzeczy w pomieszczeniu cieszył. Kiwnął ręką w kierunku MacQueena i zawrócił w kierunku wejścia. Zaczął powoli rozplanowywać odpowiednie rozmieszczenie żołnierzy, gdy dotarł do niego meldunek o kolejnym szybie. To nie były najlepsze wieści. Najgorsze miało dopiero nadejść. Pikanie radaru spowodowało u Diego niekontrolowane drgnięcie powieki. Z jego ust padło ciche przekleństwo. Mógł się tego spodziewać. Upadek ze schodów był cholernie głośny. Serce zamarło mu, gdy uświadomił sobie, że dwóch żołnierzy wciąż było za drzwiami. Pozwolili sobie na ryzyko, na które nie było ich stać. Mężczyzna nabrał powietrza w płuca, otworzył szeroko usta i zaczął wykrzykiwać rozkazy.
-MacQueen, pomóż Owipowi wnieść połamanego. Biegiem kurwa! Harper, osłaniaj im dupy! -on i szeregowy znajdowali się prawdopodobnie najbliżej drzwi. Harpera nie uwzględniał. On potrzebny był do kompletnie innych celów.
-Kazansky, O'Sullivan, macie po jednym szybie! - pozwolił, aby jego donośny głos rozszedł się po pomieszczeniu. Nie było już sensu zachowywać się cicho. Zostali usłyszani. Niefortunny upadek mógł sprowadzić na nich przerażające nieszczęście-Mason, zostań gdzie jesteś. Pomagaj przy szybach, jeśli będzie potrzeba!- sam przykucnął kilka kroków po prawej stronie "Bulla", zostawiając mu wystarczająco miejsca na manewry. Nie przestawał jednak krzyczeć.
-Revan, wyciągaj co się da! Plany, nagrania, wszystko co kurwa możesz! Machnik, pozycja! - wskazał pozycję analogiczną do jego, tym razem na lewo od Harpera -Sheya jebnijcie poza linią ognia, dajcie mu jego gnata i do formacji. Owip, moje prawo, MacQueen lewo od sierżanta. Krok w tył, żebyśmy was nie usmażyli! - wziął głęboki oddech. Poczuł jak pojedyncza strużka potu ścieka mu po czole. Nie wiedział, czy to stres czy może temperatura tak nagle wzrosła. Nie ruszył jednak ręki aby ją otrzeć, wpatrywał się w drzwi skupiony.
- A teraz mordy w kubeł! I słuchać! - wykrzyknął po kilku sekundach. Wydał już wszystkie rozkazy. Starał się wychwycić każdy dziwny dźwięk, zwłaszcza ten pochodzący z szybów wentylacyjnych.
Image
Awatar użytkownika
Ayle Dara
Gracz
 
Posty: 137
Rejestracja: 3 Sty 2015, o 19:48

Następna

Wróć do Inne