Content

Inne

Prince Charming - historia prawdziwa

Image

Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 31 Paź 2011, o 19:29

Witam, z racji braku interakcji i ogólnego podniecenia projektem X zamierzam nieco posiedzieć przy stoliku.

Akcja dzieje się 10 ABY w czasie zawieruchy zwanej Imperialną Wojną Domową. Tam gdzie ścierają się potężne siły bardzo łatwo dorobić się fortuny. Równie łatwo ją stracić.

Do gry może dołączyć praktycznie każdy nie jest to w żaden sposób ograniczane wiekiem waszych postaci etc. W obecnym momencie możliwy jest udział maksymalnie 4 graczy, przy czym uprzedzam można zginąć.

Preferowani łowcy nagród czy też osoby na przepustkach. Żadnych ISD, MC80 i tego typu wynalazków.

Piszemy klasycznie po kolei moje posty są raz na tydzień w weekend. Jeżeli przez ten czas nie będzie informacji o poczynaniach gracza podejmuję decyzję za niego do następnej kolejki.

formalności związane z dołączeniem do stolika.
Proszę wysyłać na PW
- Imię postaci:
- Klasa postaci:
- Ekwipunek:

Piszemy w 3 osobie w miarę możliwości i w książkowym stylu, z góry dziękuję za współpracę.

W przypadku braku chętnych najwyżej będzie opowiadanko :)

************ROZDZIAŁ 1 *************


Kantyna w jednym z ważniejszych światów jądra galaktyki, który czasy swej świetności miał zdecydowanie za sobą. W jednej z luksusowych kantyn znajdujących się w pięknym wiszącym nad chmurami mieście siedział przy stoliku bogato odziany Neimoidianin. Samotny mężczyzna nie był niczym niezwykłym. W tej okolicy ciężko było o klientów. Zarówno lokale jak i ceny były wyjątkowe. Przybywali tu jedynie bogacze pragnący ukoić zszargane interesami nerwy lub elita społeczna planety. Gdyby kantyna nie była niemal pusta ktoś mógłby usłyszeć o czym Neimoidianin rozmawia. Obsługa znała jednak swoje obowiązki i potrafiła trzymać się z daleka.

Samotnym mężczyzną był Dan Howuuk przedstawiciel jednej z najpotężniejszych kompanii dostarczających filtry do masek wykorzystywanych przez imperialnych szturmowców. Mimo że w ostatnim okresie interes nieco podupadał to Howuuk nadal był jedną z najbogatszych osób w sektorze. Niewielki projektor nad którym pochylał się Neimodianin wyświetlał obraz zakapturzonej postaci. Nie sposób było nie tylko rozpoznać rasy rozmówcy ale nawet jego płci czy wzrostu. Mimo to Dan wydawał się doskonale wiedzieć z kim ma do czynienia.
- Zatem Thiren, twierdzisz, że dziewczyna jest przetrzymywana na Boz Pity. To nie jest pozbawione sensu, planeta całkiem niedawno została wyzwolona z pod wpływów Teradoc'a i Huttowie zapewne zechcą odzyskać na niej swoje wpływy.
- Więzienie było tam cały czas, ten ośrodek był nie tylko dobrze ukryty ale i chroniony. Gdyby nie podrzucenie przynęty nie zorientowałbym się że tam cokolwiek jest.
- Zatem obaliłeś kolejny mit nawet Handar popełnia błędy.
- Ten błąd może go wiele kosztować, odnalazłem sekretne więzienie Huttów. Jeśli to prawda to na nagrodach za uwolnienie więźniów możemy zarobić miliony kredytów.
- co jest jedynie ułamkiem kwoty którą zapłacą Huttowie za ich zwrot. Zorganizuj grupę zwiadowczą i przygotuj się do infiltracji bazy. Jeżeli otrzymam potwierdzenie lokalizacji celów moi komandosi uderzą i przejmą bazę. Jeżeli to możliwe zadbaj o to żeby mój siostrzeniec przeżył, w sumie dobrze się nam przysłużył.
- Daj mi tydzień na przygotowanie akcji, podstawą jest synchronizacja działań, rozumiem że konto jest aktywne.
- oczywiście, koszty nie grają roli, tak długo jak długo przynosisz mi dochody, -
Neimoidianin zaśmiał się bezgłośnie na widok nagłego przerwania przekazu. Zdawał sobie doskonale sprawę jak bardzo denerwuje jego agenta przedmiotowe traktowanie. Operacja była ryzykowna, jednak zarobek mógł być znacznie większy. Zgodnie z jego danymi w tajnym więzieniu Huttów byli uwięzieni senatorowie, dzieci bogatych przedsiębiorców czy zwykli zakładnicy. Ten ściśle chroniony ośrodek był jednym z najtajniejszych miejsc w galaktyce, a teraz dzięki przypadkowi Handar sam wystawił się na tacy. Howuuk z radością zatarł ręce. Nie dość, że zarobi miliony kredytów to jeszcze pokaże że nie warto z nim zadzierać. Nikt nie będzie bezkarnie porywał mu członków rodziny. Nawet jeżeli zostali wystawieni jako przynęta.

***


Tymczasem w ładowni jednego z frachtowców na orbicie Bimmisaari jego rozmówca również skończył rozmowę i zajął się organizowaniem grupy zwiadowczej. W wypełnionej różnorakimi dobrami ładowni panował chłód, nie przeszkadzało to jednak ukrytej pomiędzy innymi Pit Droidami jednostce przeprowadzić serię krótkich rozmów z najemnikami i przemytnikami. Żaden z jego kontrahentów nie miał pojęcia, że rozmawiał z droidem, wszyscy widzieli zamaskowaną postać o bliżej nieokreślonej płci i rasie. Po raz kolejny droid zdał sobie sprawę jak łatwo jest manipulować ludźmi.Zanim jeszcze BE3R zakończył ostatnią rozmowę na wezwanie odpowiedziała nadprogramowa liczba kandydatów, będzie miał w czym przebierać. Droid rozpoczął analizowanie możliwych podejść do planety, potrzebnego sprzętu i legendy którą będzie musiał nakarmić swoich najemników. Procesor droida przeglądał dane wykradzione z cybernotesu Handara w czasie kiedy ten zajmował się zabawami z Zeltrońską niewolnicą. Zadziwiające jakie dane przechowywali przestępcy w swoich podręcznych urządzeniach. Jedno ze zdjęć przykuło uwagę droida, szybko porównał je z danymi zleceniodawcy, tak to ta dziewczyna. Musiał tylko odpowiednio skorygować dane, zamienić podpisy pod zdjęciami i oto księżniczka pełną gębą. Analityczny umysł maszyny zastanawiał się przez chwilę po czym nawiązał jeszcze jedno połączenie.
Droid ujrzał przed sobą nieco zdenerwowanego ciemnoskórego mężczyznę, Vahlańczyk wyglądał na weterana niejednej potyczki i z całą pewnością groźnego człowieka.
- Znalazłeś moją córkę? - w głosie czuć było wyraźny niepokój. - nic jej nie zrobił ten...
- Oczywiście że znalazłem, zgodnie z umową. I jest cała
- Zakapturzona postać z bezlitosnym spokojem przerwała Vahlańczykowi - Informuję tylko że wszystko idzie zgodnie z umową, Twoja córka jest na razie bezpieczna, istnieje duże prawdopodobieństwo uratowania jej zanim Handar położy na niej swoje łapy. Kiedy Lil zostanie uwolniona będziesz miał dzień na dotrzymanie swej części umowy. Ciesz się życiem.
- Bez odbioru
- twarz mężczyzny znikła a droid przysiągłby że czuł lekki niesmak. Dziwne zwłaszcza, iż uczucia były dla niego zupełnie niezrozumiałe, czyżby konfederaccy naukowcy zaimplementowali mu jakieś nie uruchomione do tej pory funkcje? Procesor droida zepchnął dziwnie rozwijającą się operację w tło powracając do przetwarzania istotnych z punktu widzenia misji danych. Zanim frachtowiec wylądował na platformie w kosmodromie plan był gotów.
Teraz trzeba tylko zejść z pokładu i dopilnować żeby wszyscy byli na miejscu we właściwym czasie. I upewnić się że Jiim Kabor będzie na miejscu razem ze swoim transportowcem. Rozpoczynała się kolejna rozgrywka tym razem stawka była naprawdę wysoka.

***
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 7 Lis 2011, o 22:34

****


Kantyna Thurabaads Ale nie należała do ekskluzywnych, w zasadzie była to jedna z licznych spelun położonych na obrzeżach stolicy Bimmisaari. Niedaleko kosmoportu i sektora przemysłowego stanowiła doskonałe miejsce spotkań szumowin wszelkiego autoramentu. Serwowane w niej alkohole niewiele miały wspólnego z nazwą knajpy a żarcie potrafiło wymknąć się z talerza. Właśnie w tym miejscu BE3R ustawił punkt zbiorczy. Droid spotkał się już z pilotem który zobowiązał się przewieść grupę zwiadowczą na Boz Pity. Niewielki droid musiał wysoko zadzierać głowę by spojrzeć w twarz Verpińskiego pilota. Izdazr Owip był jednym z najlepszych mechaników jakich droid kiedykolwiek spotkał, a jego zdolności pilotażu niewiele ustępowały zdolnościom technicznym. Teraz ciemnozielony insektoid przywitał się z BE3Rem. Przywykł już zapewne do różnych zleceń gdyż nie okazał najmniejszego zdziwienia widokiem Pit Droida.
- Rozzzumiem że zzzzleceniodawca pragnie pozzzzzostać anonimowym - Basic verpina był zadziwiająco wyraźny zwłaszcza jak na insekta - Nie zzzzamierzam zzzzadawać pytań.
- To bardzo rozsądne, i znacznie ułatwi współpracę.-
Syntetyczny głos droida był znacznie poprawniejszy od mowy Izdazra. - Twoim zadaniem będzie przewiezienie grupy 6 najemników i mnie na wskazane koordynaty na planecie Boz Pity, oraz odebranie tych którzy przeżyją po wykonaniu misji. Maksymalnie 7 osób. Żadnych pytań, żadnego ryzyka.
- Zzzzapewne będą do nas strzelać. Zzzzniszczenia statku i naprawy pokrywa zzzzleceniodawca.
- Jeżeli misja się powiedzie nie będziesz narzekał na brak kredytów. Po zakończeniu misji otrzymasz 80000 kredytów, teraz 20 000 jako zaliczkę.
- Zzzgoda.

Anteny na głowie Verpina drgnęły lekko na widok niewielkiej sterty kredytów którą BE3R przesunął w jego kierunku po ustaleniu szczegółów. Zaś chwilę później kredyty zniknęły w schowku przy pasie Owipa. Kelnerka przywołana przez Droida przyjęła zamówienie, lecz zanim zdążyła odejść od stolika pojawił się pierwszy z wyselekcjonowanych przez Droida najemników.
Trandoshanin Grumsh był wysoki nawet jak na standardy swojego gatunku. Obwieszony bronią i w bojowym nastroju samym pojawieniem się uciszył gwar w Kantynie. Bywalcy szybko jednak wrócili do swoich spraw wychodząc ze słusznego założenia że czasami nie warto się interesować. Jaszczur szybko wypatrzył siedzącego pod ścianą droida i przysiadł się do stolika rzucając jedynie swe imię. BE3R nie czuł specjalnej potrzeby podtrzymywania konwersacji. W ciągu następnej godziny do stolika dołączyło jeszcze czterech najemników. Specjalizujących się w różnych dziedzinach wojaczki. Począwszy od infiltratora a na strzelcu wyborowym skończywszy. Jako ostatni przybył Goro Bragićc najemnik którego BE3R wynajął jako wsparcie ogniowe i uzupełnienie dla zdolności Grumsha. Kolejny z typów których nie chce się spotkać w ciemnej alejce.

Gdy wszyscy byli już zgromadzeni BE3R wyświetlił z holoprojektora znaną już zakapturzoną postać.
- Witam. Jestem Thirr a droid jest moimi oczami i uszami. Zatem sugeruję zgromadzonym dbanie o jego sprawność w przeciwnym wypadku mogą nastąpić problemy z wypłatą wynagrodzenia. Misja jest prosta. Trzeba zwiedzić pewien ośrodek odosobniania, wyciągnąć z niego dzieciaka i wrócić. Jesteście istotami wielu talentów i bez problemu powinniście sobie poradzić z tą misją. Oczywiście zapłatę otrzymacie po wykonaniu zadania. Dokładny cel i miejsce akcji poznacie w bardziej odosobnionym miejscu. Tymczasem sugeruję trochę się zabawić. Na mój koszt.

Hologram zgasł a droid zapytał czy są jakieś pytania.
-Czy zabawa obejmuje panienki? Widziałem tu całkiem ładną Twillekankę. - Jabimczyk Adra, specjalista od infiltracji już wypatrzył okazję do miłego spędzenia popołudnia.
- oczywiście o ile uda Ci się zmieścić w 1000 kredytów. - Droid wydawał się wykonywać dosłownie polecenia właściciela.
- Wooo Ha!! Panowie ten ddroid jest bezcenny

Grumsh i reszta nie wydawali się podzielać optymizmu Adry. Nie zmieniało to jednak faktu że do wylotu zostało parę godzin. Improwizowana drużyna rozeszła się po całym Glastro zaopatrzona w otrzymane od BE3Ra 1000 kredytów kieszonkowego.


***
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez Mistrz Ind'yk » 11 Lis 2011, o 16:50

Goro Bragićc, usłyszawszy informacje, tylko kiwnął głową. Czas pozostały do wylotu miał wykorzystać na kupienie towaru, potrzebnego do wyrobu naboi do jego miotacza ognia. Sam skonstruował śmiercionośną broń i sam wyrabiał do niej specjalne magazynki, niestety nie potrafił sam sikać benzyną. Po usłyszeniu godziny odlotu, ponownie kiwnął głową i ruszył w miasto. Zaliczkę postanowił wpłacić dodatkowo na konto, gdyż noszenie zbyt wielkiej gotówki przy sobie nigdy go nie zadowalało. - Wszystko jest łatwopalne przy odpowiedniej temperaturze - te słowa były jego główną ideą życia, więc postanowił ograniczyć możliwe straty do maksimum.
Idąc ulicą dyskretnie rozglądał się dookoła, próbując zapamiętać ważne punkty, jeśli musiałby kiedykolwiek wracać do tej dziury. Szybko odwiedził bank, gdzie wpłacił zaliczkę i resztę swojej gotówki na konto założone pod fałszywym nazwiskiem i ruszył na poszukiwanie odpowiedniego sklepu. W końcu zobaczył odpowiednią fałszywą reklamę, która doprowadziła go do małej i wąskiej uliczki. Goro nie lubił ładować się w zasadzki, jedna czuł na ramieniu ciężar swej ciężkiej torby. To w niej miał swoje własne niespodzianki dla każdego, kto chciałby mu przeszkadzać. Wyciągnął z torby blaster, zostawiając ją otwartą w pogotowiu.
Wszedł w zaułek, mając napięte wszelkie mięśnie, co jednak nie zmieniło wyrazu jego nadpalonej twarzy. Po dłuższej chwili doszedł przed mały sklepik, którego szyld także nie wskazywał prawdziwego towaru, sprzedawanego w środku. Bragićc dostał się do małego pomieszczenia przez główne drzwi, które uruchomiły cichy dzwonek.
- Ah... Nowy klient! - zaczął szyderczym głosem niski sprzedawca, który wyszedł z zaplecza. - Czy widział pan już może...
- Cicho! - powiedział twardo Goro. Wyciągnął cyfronotes z zapisaną krótką listą. - Przyszedłem po specjalny towar, wiem, że go masz. Dostałem cynk. Tu masz listę, byle szybko - po czym odwrócił się, udając, że ogląda fałszywy towar sprzedawcy.
Niski mężczyzna wyraźnie przycichł i szybko wyszedł razem z cyfronotesem. Po kilku chwilach wrócił, przynosząc ze sobą pokaźną paczkę.
- To wszystko z listy, choć zbiorników miałem tylko cztery - powiedział niepewnym tonem. - Znalazłem jednak nowszą wersję jednego z urządzeń, które pan tu wspomniał...
- Żadnych nowinek, tu masz kartę, wypłać i dawaj ten towar - przerwał mu kolejny raz najemnik, tym razem podając kartę. Po chwili wyszedł ze sklepu, tym razem z dodatkową paczką pod pachą. Szybko zaczął kierować się w stronę wskazanego lądowiska i pojawił się tam prawie dwie godziny przed czasem. Mógł go spokojnie wykorzystać na złożenie do kupy towaru, który niedawno zakupił.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 13 Lis 2011, o 18:36

***

Ładownia na pokładzie Drizzta, niewielkiego frachtowca Hawk-290 była niemal pusta, na jej środku stało kilku mężczyzn otaczając niewielkiego Pit Droida. Hologram emitowany przez robota przedstawiał po kolei miejsce i zarysy misji oraz jej główny cel.
- Zadanie jest niezwykle proste. Znajdujemy wejście do kompleksu, odnajdujemy więźnia i znikamy zanim ktokolwiek nas zauważy. Sam kompleks umieszczony jest na Boyz Pity, w tej okolicy. Nie mamy dokładnych planów, wiemy tylko że więźniów jest niewielu i że są świetnie strzeżeni. Strażnicy nie są jednak naszym głównym zmartwieniem, jest nim zautomatyzowany system wieżyczek. System można wyłączyć i właśnie po to bierzecie ze sobą droida. Kiedy już podłączy się do sieci dostaniecie pełny podgląd i będziecie mogli wyciągnąć naszego więźnia. Więźniem jest Księżniczka Tinian Quee -
Na holoprojektorze pojawił się obraz Image pięknej dziewczyny o rudych włosach i uwodzicielskim spojrzeniu. Nie sugerować się wyglądem to jeszcze dzieciak, nie ma nawet 16 lat więc jak któryś coś jej zrobi to strażnicy będą jego najmniejszym problemem.
- Nie jest w moim typie, zzzzza gruba - Zażartował Izdazr Owip, pilot i właściciel statku na którym się znajdowali.
- Dla was Verpinów każda jest za gruba - podtrzymał Adra bawiąc się równocześnie swoim sztyletem.
Obaj jednak zamilkli pod ponurym spojrzeniem Grumsha. Droid kontynuował więc odprawę. Po wykonaniu misji wracamy zanim ktokolwiek spostrzeże brak więźnia i odbieramy słusznie zarobione pieniądze. Jeżeli dziewczyna wróci cała i zdrowa możecie liczyć na ekstra premię. Powiedzmy 10 000 na głowę. Byłbym też zadowolony ze zwrotu droida w stanie nieuszkodzonym.

Odprawa skończyła się stosunkowo szybko. Sam zleceniodawca nie wiedział za wiele a niemal wszystko zależało od tego co zastaną na miejscu. Najemnicy nie wyglądali na szczęśliwych z takiego obrotu sprawy. Pieniądze były naprawdę duże, ale ryzyko podczas walki na obcym terenie było znacznie większe. Szansa na oberwanie z blastera też.
Owip odczekał chwilę po czym poinformował o jeszcze jednym detalu.
- Te skrzynie zzzzzawierają zzzzaopatrzenie które sponsoruje pracodawca, dobierzcie sobie coś odpowiedniego a ja zzzzajmę się naszym transportem.
Jeszcze zanim Verpin wyszedł najemnicy zdążyli otworzyć plastelowe kontenery i zaczęli zabawę. Maski z filtrami, półpancerze, makrolornetki i znaczna ilość nielegalnej i zapewne drogiej broni szybko znalazła nowych właścicieli.

Lot minął bardzo spokojnie. Izdazr był nie tylko świetnym pilotem ale i nawigatorem. Zanim się zorientowali podchodzili do lądowania po przeciwnej stronie planety. Resztę trasy pokonali tuż nad ziemią często lecąc między skałami czy przemykając wąskimi kanionami. Frachtowiec wylądował ładne kilka kilometrów od wejścia do kompleksu.
Niewielki ścigacz mógł spokojnie przewieźć 8 osób, i to właśnie w nim siedział teraz droid. Za sterami maszyny usiadł Ever specjalista od transportu pochodzący z Rodii. Kiedy wszyscy zajęli już miejsca maszyna ruszyła odprowadzona wzrokiem Owipa, który został przy frachtowcu.

Grupa szybko dotarła do celu, ostatni kawałek drogi pokonując pieszo. Obserwacja przez makrolornetkę dostarczyła podstawowych wiadomości o położeniu obiektu. Droid po raz kolejny okazał się przydatny generując na żywo mapę więzienia na postawie obrazu z makrolornetek. Adra opracował plan dostania się do jednej z narożnych i najbardziej wysuniętych wieżyczek a następnie włamania się do sieci przy pomocy droida. Do tego jednak potrzebna była mała dywersja. Goro, wraz z Everem i małomównym snajperem wsiedli do ścigacza celem odwrócenia uwagi patrolujących okoliczny teren strażników. Kiedy maszyna zniknęła reszta zespołu czekała na sygnał obserwując kręcący się w okolicy trzyosobowy patrol.

***
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez Mistrz Ind'yk » 19 Lis 2011, o 01:53

Trzyosobowy oddział odłączył się od grupy robota i zaczął zbliżać się w stronę patrolu. Even doskonale doprowadził ich w pobliże strażników, jednak oczywiście tak, by ci nic nie zauważyli. Zaparkowawszy ścigacz, pilot podkradł się ostrożnie do pobliskiego wzniesienia i wczołgał na sam szczyt. Pozostała dwójka zrobiła to samo i po chwili wszyscy obserwowali z ukrycia swój cel. Niedługo później Even pokazał ręką całej grupce, by zeszli na dół do pojazdu. Tam zaczął przedstawiać im swój plan.
- Mamy zrobić dywersję, im więcej jak najdłuższego hałasu, tym lepiej. Musimy też zadbać o nasze przeżycie...
- To chyba oczywiste - wszedł mu w słowo snajper, odzywając się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Natomiast Goro obserwował tylko uważnie ich otoczenie, cały czas ściskając swoją torbę.
- Bardzo śmieszne - rzucił spec od pilotażu i kontynuował, wskazując na snajpera. - Ty zostaniesz na tym wzgórzu i będziesz osłaniał nasze ruchy. Masz postrzelić pierwszą dwójkę strażników, najlepiej wtedy, gdy ja będę strzelał. Lepiej, żebyś nie pokazał zbyt szybko swojej pozycji.
- Strzelam tylko po to, by zabić. Nie jestem jakimś humanitarystą pieprzonym - rzucił mężczyzna.
- Zrobisz to, co ci mówię, bo tak bardziej skupimy ich uwagę - odpowiedział mu twardo przywódca grupy. - Później będziesz tylko pilnował i strzelał do tych, którzy będą mogli nam zagrozić. My skupimy ich uwagę tam - wskazał na widoczne niedaleko głazy. Po tych słowach spojrzał na Bragićca. - Rozumiem, że od ciebie żadnych uwag?
- Tak - mówiąc to, Goro wstał już i ruszył w stronę skał. - Zwab ich tam.
Po tych słowach nie odezwał się już w ogóle, idąc równomiernym krokiem do celu. Będąc pomiędzy skałami, wydobył z torby swój miotacz płomieni i prawie czule obejrzał. Uznał, że broń jest gotowa do użycia, więc ustawił się niedaleko wejścia od tyłu do formacji skał, która miała służyć im za kryjówkę. Tymczasem Even, gdy już obudził się po zaskoczeniu wywołanym zachowaniem wspólnika, włączył swoją maszynę. Gdy snajper zajął odpowiednią pozycję, ruszył na pas równej ziemi, który dzielił ich od patrolu. Gdy ci tylko zauważyli pędzący w ich stronę ścigacz, zaczęli wysyłać meldunki do bazy.
Przy pierwszych strzałach Evena wydawali się jeszcze zaskoczeni, przy następnych zajęli pozycje obronne i otworzyli ogień do przybysza. Widząc to, pilot szybko zawrócił maszynę i pognał w stronę skał. Brawurowy manewr przerwał mu jednak przeraźliwie celny strzał, który trafił go prosto w plecy.
- Plan nam się wali - szepnął snajper do komunikatora, informując robiącego zasadzkę Goro.
- Strzelaj - to była jedyna odpowiedź, której doczekał się mężczyzna. Otworzył więc ogień do zbliżającego się do ciała patrolu. Dwa strzały dotarły do pierwszego celu, zabijając go na miejscu. Następne uderzyły w nogę i rękę kolejnego strażnika. Ostatni zdążył jednak schować się w jakiejś prowizorycznej kryjówce. Nie był zbyt chętny do wychylana się, szczególnie zważając na strzały z blastera, które rozbijały się o głaz za jego plecami.
Tymczasem Goro zastanawiał się co dalej. Wiedział już, że kiepski i tak plan Evena zupełnie nie wypalił. Zostali tylko w dwójkę, do tego bez transportu. Jedyne co udało im się do tej pory z pewnością, to odwrócenie uwagi patrolu. Po chwili, Bragićc usłyszał ledwie słyszalny hałas. Rozpoznał w nim szum silników lekkich skuterów, które najwyraźniej chciały okrążyć snajpera. Szybko podbiegł pomiędzy następne skały, ledwo zdążając podnieść broń.
Zmotoryzowana część patrolu znajdowała się praktycznie już na ich pozycji i tylko straszliwy sposób działania broni Goro uratował najemnika przed śmiercią. Płomienie objęły skuter lecący na przedzie, oślepiając kierowcę. Jego maszyna rozbiła się o ścianę, wywołując głośny wybuch. Drugi pilot zauważył już, że coś dzieje się nie tak i wyraźnie zwolnił. Wtedy dopadły go płomienie. Wiedziony odruchem, zeskoczył z maszyny, która spokojnie zawisła kilka metrów dalej. Strażnik nie zdołał znaleźć jednak żadnego ukrycia i został spalony żywcem przez Bragićca, który przestał naciskać spust dopiero, gdy ciało przestało się ruszać.
- Rusz się do tyłu - rzucił w komunikator. - Szybko!
Gdy snajper nadbiegł po chwili, zatrzymał się przerażony widokiem, który zastał. Goro nie miał zamiaru na niego czekać, więc krzyknął tylko, siedząc już na skuterze.
- Rusz dupę, mamy mało czasu. Trzeba spierdalać! - słowa te obudziły mężczyznę. Szybko dosiadł się na tylne siodełko i oboje najemników ruszyło między skały.
Goro miał tylko nadzieję, że zrobili dość szumu, by reszcie udało się przejść.


BE3R przepraszam najmocniej za takie długie zwlekanie. Przez to prawko zupełnie zapomniałem o połowie rzeczy. Mam nadzieję, że nie przesadziłem, jak coś, to pisz PW ;) .
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 20 Lis 2011, o 23:01

***

Strzały płomienie i dwa następujące po sobie wybuchy z pewnością zwróciły uwagę nie tylko obsady kompleksu ale i całej okolicy. Grupa droida znalazła się w pobliżu wieżyczki na krótko przed kolejną eksplozją. Even najwidoczniej nie próżnował. BE3R miał czystą pozycję, skierował swoje sensory na czujniki wieży i uruchomił przekaz. Zabezpieczenia które z wizualizowały się w postaci ciągów cyfr były stosunkowo proste. Droidowi wydało się to nieco dziwne. Chwilę później wiedział już dlaczego. O mały włos wpadłby w pułapkę przygotowaną przez podstępnego programistę. Cyfry znacznie przyspieszyły kiedy procesor droida zaatakował prawdziwe zabezpieczenia.
- Echuta!! bierz się do roboty robocie zanim zginiemy - Grumsh nie należał do najcierpliwszych przedstawicieli swojego gatunku. -Zaraz będzie tu kolejna porcja strażników.
- Raczej nie,
- Adra obserwował przez makrolornetkę wejście do kompleksu z którego właśnie wybiegała dziesiątka ciężko uzbrojonych i opancerzonych postaci. - Myślę że możemy pożegnać się z grupą dywersyjną.
- Nie uważam żeby było to potrzebne. Mam dostęp
. - Droid pewnym krokiem podbiegł do wieżyczki i złożył się. W formie skompresowanej stanowił zdecydowanie trudniejszy cel.
Grumsh patrzył na droida z pewnym zdziwieniem jednak dwójka pozostałych mężczyzn z uśmiechami patrzyła na podręczny holodek który wyświetlał w trójwymiarze plan bazy i po chwili zaznaczył na nim lokalizację celu. Hologram obracał się a za komentarz służył im znany już głos Thirra.
- Teraz wasza misja jest już banalnie prosta, wystarczy że dotrzecie do oznaczonego punktu i przyprowadzicie dziewczynę. Droid będzie zdalnie oczyszczał wam drogę i informował o zagrożeniach przez komunikatory. Jedynym zagrożeniem są strażnicy którzy aktualnie tropią waszych towarzyszy.
- Niech tropią, teraz będzie więcej kredytów do podziału.
- Grumsh nie przejął się losem towarzyszy, w sumie pozostała dwójka również nie. - Idziemy.

Przemykając chyłkiem ekipa ratunkowa dotarła do ściany budynku a po chwili uchyliły się przed nimi tajne wrota. Droid rzeczywiście miał dostęp do wszystkich tajemnic bazy. gdy tylko weszli wejście zamknęło się z cichym sykiem. Znaleźli się w dyskretnie oświetlonym korytarzu ewakuacyjnym. W okolicy nie było żywego ducha. Nie zauważyli żeby włączył się jakiś alarm lub coś podobnego. Komunikator zaskrzeczał i usłyszeli cichy syntetyczny głos droida.
- Musicie iść do końca tym korytarzem a następnie skręcić w lewo. Dotrzecie do głównego ciągu komunikacyjnego. Chodzi nim jeden dwuosobowy patrol, kiedy już sobie z nim poradzicie skręćcie w trzeci korytarz po prawej i cały czas prosto. Cel jest w ostatniej celi po lewej stronie. Będę informował o wszelkich zmianach.
-Zrozumiałem, bez odbioru. Straszny z niego służbista
- stwierdził Adra gdy tylko droid się rozłączył. Nikt się nie zaśmiał więc tylko wzruszył ramionami i poszedł w ślady towarzyszy.
Droid tym czasem nie tylko koordynował podkładanie obrazu w sieci kamer uniemożliwiając wykrycie najemników. Kontrolował również komunikację kompleksu przechwytując wysłany komunikat o ataku. Niedobrze, BE3R zablokował możliwość odbierania informacji i rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu grupy dywersyjnej. W zasięgu sensorów wieżyczek nie było nikogo.

***


Zdobyczny pojazd minął płonący radośnie ścigacz który po śmierci pilota uderzył w skały kawałek dalej. Skuter dawał im sporą przewagę nad przeciwnikami i z pewnością Goro zdołałby się wykaraskać z kłopotów gdyby nie mały detal na który zwrócił uwagę jego towarzysz.
- Goro z całą pewnością tu nic nie powinno migać, myślę że mamy problem. - rzeczywiście mieli. Skuter był wyposażony w niezwykle skuteczny i wybuchowy system antykradzieżowy. Pikanie przybrało na sile a obaj mężczyźni woleli nie czekać na dalszy rozwój wypadków. -Skaczemy!!

Ziemia okazała się miękką w przeciwieństwie do kamieni wystającej z niej tu i ówdzie Snajper jęknął głucho uderzając nerkami o jeden z nich. Bragićc również nie miał powodów do radości. Kontakt z ziemią masywnego mężczyzny był niezwykle bolesny i brutalny. Z pewnością był znacznie milszy od eksplozji skutera która nastąpiła ułamek sekundy po tym jak obaj mężczyźni znaleźli się na ziemi. Gorące odłamki fruwały we wszystkich kierunkach nie wyrządzając jednak większej szkody najemnikom. Bomba była tak skonstruowana aby zabić kierowcę pozostawiając otoczenie nieuszkodzone.
- żyjesz? Co za pech. - narzekaniom snajpera popartym przekleństwami w kilkunastu znanych językach odpowiedziało bolesne jęknięcie Goro.
Miotacz wyglądał na nieuszkodzony, podobnie jak i kości mężczyzny. Karabin snajperski nie miał tyle szczęścia. Podobnie jak i jego kulejący właściciel.
- nadchodzą, kilkunastu ludzi z kierunku obozu. Mają ciężki sprzęt i wrogie zamiary. Uciekajcie w kierunku bazy. Jeżeli znajdziecie się w zasięgu wieżyczek będę w stanie zapewnić wam osłonę. - Komunikator ożył w najlepszym możliwym momencie. Metaliczny głos droida wydawał się śpiewem Twillekańskich dziewic.
- Spełniliście już swoje zadanie. Bez odbioru.
- Dalej, pomóż mi i idziemy, nie zostawisz mnie chyba.
- snajper wyciągnął dłoń w kierunku wstającego z ziemi Bragićcia równocześnie przesuwając drugą w okolice kabury z blasterem. - szybciej nie mamy wiele czasu.

Kątem oka najemnik dostrzegł odblask słońca. Pomiędzy skałami skokami poruszali się strażnicy należący do ochrony kompleksu. Opancerzone sylwetki były poza zasięgiem skutecznego ognia, jednak stanowczo zbyt blisko. Trzeba było szybko się stąd wynosić.
***
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez Mistrz Ind'yk » 26 Lis 2011, o 15:25

Rozglądającego się pomiędzy skałami Goro niezbyt pocieszył widok biegnących w oddali strażników. Zauważył jednak, że byli ubrani w ciężkie zbroje i uzbrojeni w karabiny, które z pewnością nie były najlżejsze. To dawało szansę najemnikom na ucieczkę, którą musieli wykorzystać natychmiast. Mieli dość dystansu do pościgu by bez problemu uciec, lecz problemem była skręcona noga snajpera.
- Widzę ich - rzucił krótko Goro do towarzysza. - Razem nie damy rady, nie zwiejemy ich utykając - w tym momencie zauważył przerażenie na twarzy snajpera. - Nie, nie zostawię cię. Po prostu musimy się rozdzielić, bez gadania. Bierzesz krótszą drogę do bazy, ja pójdę na około.
Po czym Bragićc jeszcze raz spojrzał w stronę zbliżającego się powolnego pościgu i ruszył między skały. Jego towarzysz, rozglądając się odrobinę dłużej, doszedł do wniosku, że jego zdanie nie ma jakiejkolwiek racji bytu. Ruszył w przeciwnym kierunku, obierając za cel wieżyczki, o których mówił robot.
Straciwszy z oczy snajpera, Goro zaczął poruszać się uważniej, choć cały czas biegnąc. Wiedział, że żółwiowaci strażnicy nie mają szans go dogonić. Chyba, że w okolicy mieli jeszcze jakiś oddział na skuterach. Najemnik zaczął wsłuchiwać się w otoczenie w każdym momencie, kiedy jego krok nie zagłuszał mu otoczenia. Podziękował sobie za to chwilę później, gdy usłyszał szum silników, wydawany przez maszyny strażników.
Szybko schował się w jakiejś wnęce w kamieniu. Ledwo co wciągnął do niej swoją broń, zaraz obok przeleciał patrol.
- Intruzi poruszają się w stronę bazy zaraz obok was. Z tyłu jest czysto, właśnie sprawdzamy teren i lecimy wam pomóc - usłyszał komunikat jednego z kierowców Goro. Nie myśląc nawet o snajperze i jego sytuacji, wyszedł ze swojej kryjówki, gdy tylko przestało rozbrzmiewać szumienie silników. Szybko odnalazł właściwy kierunek i pobiegł dalej. Niedługo później znalazł się przy równinie otaczającej kompleks, lecz z zupełnie innej strony niż poprzednim razem, gdy wywoływali dywersję.
Rozejrzał się dookoła i nie zauważając żadnych strażników, myślał cały czas nad jakimś pewnym planem. W tym momencie zbyt długo pozostał w jednym miejscu. Usłyszał tylko znajomy dźwięk granatnika wypluwającego pocisk i skała obok niego wybuchła, rozsiewając dookoła odłamki. Zaraz po tym znów rozległ się odgłos silnika skutera, gdy jedna z maszyn podlatywała w kierunku Goro.
Ten próbował pozbierać się z ziemi, lekko ogłuszony przez pocisk. Nie mogąc umiejscowić swojej broni, zaczął macać ziemię naokoło siebie, próbując szybko odnaleźć swoją zgubę. Po chwili poczuł pod rękoma pasek miotacza, jednak w tym momencie nadleciał skuter. Salwa laserowych pocisków przeorała ziemię tuż obok wyciągniętej ręki Bragićcia, co zachęciło go do jej natychmiastowego schowania. Gdy jednak pilot zawrócił, by przelecieć nad najemnikiem kolejny raz, Goro był już uzbrojony.
Chmura ognia, która nagle wyleciała spomiędzy skał wywołała taką samą reakcję kierowcy, jak u jego poprzedników. Zeskoczył na ziemię, jednak szybko skoczył na nogi i stanął w pozycji obronnej. Błyskawicznym atakiem wytrącił Bragićcowi broń z rąk i zaczął okładać ciosami.
Zaskoczony najemnik z początku próbował się zaledwie bronić. Uwieszona na jednym barku broń także nie pomagała mu w walce, która nagle stawała się coraz mniej przyjemna dla jego osoby. W końcu, gdy uwolnił się z ciężaru miotacza, przeszedł do ofensywy. Przez kilka chwili pojedynek pozostawał nierozstrzygnięty, lecz Goro zdobywał w nim coraz większą przewagę. Mocnym ciosem uderzył oponenta w szyję, pozbawiając go tchu i możliwości oddychania. Zaskoczonego przeciwnika rzucił na ziemię i butem z całej siły przygniótł to samo miejsce. Oczy strażnika wprost wychodził z oczodołów, gdy najemnik coraz mocniej dociskał stopę.
Po chwili, odwróciwszy się od zwłok, Bragićc postanowił ruszyć przez równinę. Skoro droid przejął wieżyczki, to powinien być bezpieczny, kiedy znajdzie się po drugiej stronie. Złapawszy swoją broń, zaczął biec. Trasa nie była krótka, więc gdy dobiegł szczęśliwie do jednej z metalowych wieżyczek, Goro oparł dłonie na kolana i ciężko oddychał.
Tymczasem przez równinę zaczął kulać snajper, który nie wiadomo jakim sposobem wyprowadził w pole strażników. Niestety zaraz za nim zmierzała w kierunku bazy grupa pościgowa, szybko zmniejszając dystans do swojej ofiary.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 27 Lis 2011, o 16:43

***


Najemnicy nie mieli łatwego zadania, Goro porzucił swojego towarzysza, nie zwracając uwagi na jego stan, i przypadkowy bolt z blastera który śmignął tuż koło głowy najemnika. Widząc oddalające się plecy Bragićcza mężczyzna podjął szybką decyzję, dwa cele to więcej szans na przeżycie. Improwizował przerabiając na kulę swój karabin i oddalając się dokładnie w przeciwnym do Goro kierunku. Błyski wystrzałów dodały mu motywacji do działania. Szybko zanurkował pomiędzy skały przekradając się w kierunku najdalszej wieżyczki. Z pewną dozą satysfakcji zauważył że ocalałe dwa skutery skierowały się w kierunku w którym oddalił się Goro, nie trwała ona jednak długo. W ekipie idącej w jego stronę zauważył charakterystyczny hełm Mandalorian. Jest źle bardzo źle myślał czołgając się między skalnymi blokami. Szybko jednak zmęczenie wzięło górę. Oddech stał się krótki i urywany a noga bolała jak cholera. Ostrożnie wyjrzał zza skały. Prześladowcy szli szeroką tyralierą przeszukując powoli skałki. Wyraźnie szli jego tropem. Spojrzał w niebo i z cichym przekleństwem stwierdził że pogoda nie jest jego sprzymierzeńcem. Snajper przypomniał sobie szkolenie i na zimno zaczął analizować sytuację. W walce był bez szans, mógł zdjąć jednego góra dwóch zanim pozostali zwyczajnie go rozstrzelają. Szansa na ucieczkę jest niemal żadna, jedyna nadzieja w tym że coś odwróci ich uwagę.
Fiefrek, Goro przeklęty zdrajco - Wymamrotał pod nosem. Ponownie padł na ziemię i z wysiłkiem zaczął czołgać się w kierunku niewielkiego jaru. Zostało jeszcze tylko parę metrów. Zatrzymał się ponownie dysząc tuż przed otwartą przestrzenią którą musiał przebyć by dotrzeć do bezpiecznego zagłębienia w ziemi. Szybkie spojrzenie na okolicę musiało przynieść przygnębiające wnioski. Do zagłębienia było dobre pięć metrów. Najbliższy ze ścigających znajdował się nie dalej niż sto metrów. Z tej odległości nawet białas by trafił a co dopiero wyszkolony najemnik. Musiał zaryzykować, odpiął od pasa jeden z granatów jonowych, był całkowicie niegroźny dla ścigających go najemników, ale mógł zakłócić pracę sensorów, dając kilka cennych sekund. Snajper zebrał się w sobie czekając na dogodny moment. Opancerzone postacie był coraz bliżej

Głośny acz stłumiony odległością wybuch, dobitnie świadczył o odnalezieniu Goro przez ścigających, Snajper postanowił wykorzystać efekt zaskoczenia. Cisnął granatem w kierunku najbliższego przeciwnika i nie oglądając się pokuśtykał co sił w kierunku parowu. Najemni ochroniarze zareagowali z opóźnieniem jednak wystarczająco szybko. Bolty z Blasterów przeorały ziemię wokół kuśtykającego co sił mężczyzny. Jeden z nich trafił w karabin wytrącając go z rąk. Kolejny z Boltów rozbił kawałek skały centymetry od twarzy uciekiniera. Odłamki poparzyły policzek i czoło mężczyzny. Kolejne blizny do kolekcji, pomyślał wpadając w głąb bezpiecznego parowu i przewracając się na plecy. W samą porę gdyż na krawędzi zamajaczyła sylwetka w pancerzu. Snajper odruchowo strzelił dwa razy, Bolty trafiły w pierś przeciwnika, rykoszetując na pancerzu ostudziły nieco zapał pościgu. Nie zniechęciły jednak ochroniarzy. Ledwie zaczął się czołgać a jego motywacja drastycznie wzrosła. Termodetonator wpadł do parowu kilka metrów od jego obecnej pozycji. Snajper desperacko rzucił się w kierunku najbliższego zakrętu w złudnej nadziei uniknięcia obrażeń.
Eksplozja wstrząsnęła parowem jak i okolicznymi skałami. Tam gdzie jeszcze niedawno się ukrywał znajdował się teraz głęboki lej. Żył i to było najważniejsze, zanim najemnicy zorientują się że przeżył powinien wypracować sporą przewagę odległości. Parów prowadził dość bezpiecznie do szerokiej równiny na której dostrzegł wieżyczkę wyszedł z jaru kierując się w jej stronę. Był mniej więcej w połowie drogi kiedy dostrzegł klęczącego w pobliżu Bragićcza skierował się w jego stronę. Kuśtykał i potykał się prąc naprzód. Gdy pierwsze bolty wystrzelone przez pościg pomknęły w jego stronę pokonał już dwie trzecie odległości. Nie był to jednak wystarczający dystans. piekący ból przeszył ramię Snajpera. Dostał, wiedział że nie może się teraz poddać. Zaczął się czołgać w kierunku schronienia, był przecież tak blisko. Na tle nieba wyraźnie widział jak działko zamontowane na wieży obraca się w jego stronę, lufa pochyliła się pod sporym kątem. Na sczerniałe kości imperatora przecież droid przejął kontrolę. Błysk i ciemność...

BE3R widział jak snajper próbuje dotrzeć do jednej z wież. Pościg był tuż za nim, nie znaleźli się jednak wystarczająco blisko by ryzykować atak. Ukryty w cieniu budowli Goro był świetnym zabezpieczeniem. Droid wycelował i pozwolił programowi wykonać operację eliminacji zagrożenia. W ułamku sekundy wynajęty snajper zamienił się w wypalony kawał mięsa. Usłyszał w komunikatorze soczyste przekleństwo Bragićcza,
- straty są nieuniknione, Przygotuj się do ataku jeżeli nie chcesz skończyć jak on. Głos w komunikatorze był beznamiętny.
Dołącz jak tylko otworzę ogień.

Patrol wracający w kierunku bazy nie wykrył jeszcze ostatniego członka grupy dywersyjnej, zbliżył się za to do zwłok Snajpera. Kiedy dowódca ochroniarzy pochylił się nad zwłokami, działko laserowe ożyło...

Obaj infiltratorzy sprawnie radzili sobie z przemieszczaniem się po niemal opuszczonym kompleksie. Wiedzieli że dywersja wywabiła z wnętrza większość strażników. Adra szybko wyjrzał na korytarz i chwilę później cofnął głowę.
- Dwójka strażników, obaj uzbrojeni w paralizatory i pałki. Nie stanowią zagrożenia ale mogą podnieść alarm. Jak wygląda sytuacja z kamer?
- korytarze w okolicy czyste, oprócz tych strażników jest jeszcze jedna para na wschód od was i ośmiu kolejnych w pomieszczeniu socjalnym. Z grafiku wynika że będą mieli zmianę za 30 minut sugestia: Pośpieszcie się.
- Dobra w takim razie zdejmujemy ich tylko po cichu, jak by to zorganizować....

Adra nie zdołał dokończyć myśli. Grumsh odpiął od jednego z pasów dwa dziwnie wyglądające noże i wychylił się zza węgła. Zanim strażnicy zdążyli się odwrócić potężny Trandoshanin rzucił oba pociski. Po czym spokojnie poszedł w kierunku zwłok.
Adra spojrzał na swojego towarzysza który wzruszył ramionami.
- On jest jakiś dziwny, chodźmy lepiej zanim krew zababrze całą podłogę. Może uda się choć trochę zatrzeć ślady.

Zostawiając niewielką kałużę krwi na skrzyżowaniu i dwa Ciała w schowku na Mouse Droida, grupa dotarła do wyznaczonej sekcji. Idąc wśród cel znajdujących się po obu stronach korytarza widzieli dziwnie znajomo wyglądające istoty. Infiltrator idący obok Adry zaczął się gorączkowo nad czymś zastanawiać. Po chwili jednak dotarli do pomieszczenia oznaczonego dużym czerwonym napisem który brzmiał "Sala Kar"
- Proszę o potwierdzenie lokalizacji celu
- Potwierdzam znajdujecie się dokładnie przed pomieszczeniem w którym jest dziewczyna.
- Zrozumiałem, wchodzimy.
- Śluza odblokowana otworzy się na żądanie.

Zgodnie z obietnicą droida śluza otworzyła się niemal natychmiast po aktywacji, trójka istot wpadła do środka. Mierząc we wszystkich kierunkach ze zdziwieniem spostrzegli że znajdują się w stosunkowo niewielkim pomieszczeniu, pełne ono było przeróżnych kratownic, uchwytów i zwisających z sufitu łańcuchów. Nigdzie jednak nie widzieli ani śladu swojego celu. Adra został przy drzwiach pilnując by nikt ich nie zaskoczył, Trandoshanin ruszył zaś w kierunku przeciwległego końca sali oddzielonego od głównej części zasłoną. Mężczyzna szybko przemknął pod zasłoną i po chwili dało się usłyszeć w komunikatorze jego przytłumiony jęk.
- Znalazłem dziewczynę możemy mieć problem. Grumsh który również przeszedł pod zasłoną był znacznie bardziej optymistyczny. Dziewczyna znajdowała się na środku niewielkiej maty, w zasadzie stwierdzenie znajdowała się było nieco na wyrost. Prawa ręka była przykuta do krótkiego łańcucha zwisającego spod sufitu pomieszczenia na takiej wysokości by ofiara ledwie dotykała palcami ziemi. Każdej normalnie zbudowanej istocie takie skręcenie tułowia musiało sprawiać niewypowiedziany ból. Inflirtator podszedł i odchylił lekko głowę dziewczyny. Zamiast burzy rudych włosów miała krótką grzywkę, najwidoczniej regularnie golono jej głowę maszynką. Kiedy dotknął jej Twarzy otworzyła i wlepiła w niego swoje stalowe oczy.
- Potwierdzam rozpoznanie celu. To ona.
- Ewakuować i wycofać się z budynku, grupa dywersyjna właśnie zwabiła strażników z powrotem. Musicie natychmiast opuścić budynek.
-Zrozumiałem, Grumsh?
Wielki jaszczur już przymierzał się do uwolnienia dziewczyny przez odstrzelenie łańcucha kiedy ta niespodziewanie wyślizgnęła się z kajdan lądując na podłodze. Przed zaskoczonym najemnikiem.
- Jestem Tinian Quee, mój ojciec was przysłał?
- Nie interesuje mnie kto mi płaci, dopóki płaci. Możesz iść?
- Przydałyby się jej jakieś buty. -
drugi z najemników ocenił sensownie sytuacje.
- Nie wolno nam nosić butów. Podobnie jak usuwać tego - dziewczyna odwróciła się i zsunęła górną część kombinezonu więziennego ukazując poznaczone śladami razów plecy - mam wszczepiony implant tuż pod łopatką, jeżeli go nie wyjmiecie będą wiedzieć gdzie jesteśmy. Wytnij go.
-Potwierdzam,
- Droid przysłuchiwał się rozmowie monitorując równocześnie otoczenie - Ekstrakcja implantu nie zaszkodzi, w pomieszczeniu są opatrunki z Bactą, Pośpieszcie się.
Mężczyzna ostrożnie dotknął pleców dziewczyny, nie był wysoki a mimo to przewyższał ją o głowę. Ostry nóż przeciął skórę w miejscu w którym wskazywała nienaturalnie wygięta ręka Tinian. Chwilę później implant leżał na podłodze a Infiltrator kończył zakładać opatrunek. Grumsh czekał aż mężczyzna skończy po czym bezceremonialnie wziął dziewczynę pod pachę i ruszył w kierunku wyjścia.
- Możecie uwolnić wszystkich, przecież nie trzeba ich zabierać. Uwolnijcie choć Uri. Proszę.
- Milcz albo Cie ogłuszę -
Jaszczur nie był w altruistycznym nastroju. - Idziemy.
- Zaraz ona ma rację, już wiem kim są więźniowie, to grube szychy każdy z nich jest wart sekti tysięcy kredytów, widziałem w Holo....

Nóż wystający z krtani był zaskoczeniem nie tylko dla zabitego mężczyzny ale i dla ratowanej zakładniczki. Tinian zamierzała krzyknąć, jednak nie zdążyła. Dłoń jaszczura zatkała jej usta a chwilę później środek usypiający zaczął działać.
Adra uwinął się szybko i zwinnie, jak tylko dziewczyna straciła przytomność powrócił do martwego ciała towarzysza. Pochylając się i wyciągając ze zwłok sztylet rzucił beznamiętnie.
- Nie musiałeś ginąć, chciwość zabija.
- Idziemy, będziesz się wywyższał później. Całkiem lekka jest.

Z bezwładną dziewczyną pod pachą i zwłokami za plecami, obaj najemnicy rozpoczęli drogę powrotną.
- Mamy przesyłkę, wychodzimy.
- Grupy szturmowe uderzą za 10 minut. Zaraz rozpęta się tu prawdziwa bitwa. Zbierajcie się.
- Przyjąłem.

Szybkim truchtem acz ostrożnie obaj najemnicy dotarli do miejsca w którym weszli do kompleksu. Kiedy wyjście się otworzyło na zewnątrz trwała już regularna strzelanina pomiędzy niedobitkami strażników a dziwnie opancerzonymi ludźmi. W oddali majaczyła samotna wieżyczka do której podpięty był droid.


***
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez Mistrz Ind'yk » 6 Gru 2011, o 00:08

Goro patrzył na jaskrawy koniec życia snajpera i zaczął myśleć nad sposobem przeżycia. Wiedział już, że droid ma równie mało skrupułów co on sam, więc chciał jak najszybciej zniknąć chociaż ze strefy podwójnego zagrożenia. Nadbiegający, ciężko opancerzeni w zbroje mandaloriańskie strażnicy wydawali mu się jeszcze mniej sympatyczni od szalonego robota, więc zaczął szukać trasy pomiędzy najbliższymi wieżami obrony, na której nie byłby zupełnie odsłonięty.
Niestety, takiej możliwości nie udało mu się znaleźć. Postanowił więc poczekać na najbliższą dwójkę zbrojnych i po ich pokonaniu ruszyć w stronę robota. Jeden z dwójki strażników nagle stał się celem systemu obronnego bazy. Szybko rzucił się na ziemię, starając się uniknąć zabójczych promieni. Pierwsze z nich przeleciały mu nad głową, lecz następne zaczęły zmniejszać kąt i coraz bardziej zbliżać się do swojej ofiary.
Płaski teren, przystosowany do obrony placówki, po przejęciu systemu przez droida stał się równie śmiercionośny dla właściwych strażników. Goro patrzył, jak w rozbłysku światła Mandalorianin wprost wyparował, pozostawiając po sobie czarny lej w ziemi. Jego towarzysz wykazał się jednak większą przytomnością umysłu. Ruszył biegiem w stronę wieżyczki, a ostatnie metry pokonał długim skokiem.
Ciężkie uzbrojenie nie pozwoliło mu wykonać manewru do końca z najwyższą prędkością. Gdy podnosił się z trawy, zza metalowej podstawy zaatakował Bragićc. Znów wybuchły płomienie, ogarniając ofiarę miotacza. Ciężka zbroja, choć nieporęczna i ograniczająca ruchy, tym razem wykonała swoje zadanie. Pozwoliła strażnikowi przejść do kontrataku, choć wykorzystał do tego tylko lekki blaster, który znajdował się najbliżej jego ręki.
Po pierwszych, niecelnych strzałach które oddał Mandalorianin, Goro zwiększył moc miotacza. Szybko udało mu się pokonać przeciwnika, jednak jeden z ostatnich pocisków, wystrzelony już zupełnie na ślepo, trafił najemnika w ramię. Przestrzelił pasek od ciężkiej broni Bragićca, a także poharatał część ręki.
Goro zaklął szpetnie i złapał się odruchowo za ranę. Nie była zbyt groźna, zaledwie ograniczała ruchy kończyny. Poważniejsza wydawała się awaria paska. Teraz Bragićc nie mógł już używać broni, jeśli nie stanął w stabilnej pozycji i nie oparł miotacza o udo.
Postanowił przestać się bawić z kolejnymi strażnikami i przyjrzał się polu walki. Strzelające wieże spowalniały szturm Mandalorian, co dawało mu szansę na dotarcie do celu. Trzymając oburącz swoją broń, rzucił się w szaleńczym biegu do robota.
Gdy dotarł do następnej wieżyczki, nad jego głową zaczęły przelatywać strzały. Rozpędził się jeszcze mocniej, gdy zauważył niedaleko od siebie strażnika, który przedarł się przez linię ognia pierwszej z wież. Postanowił wykonać ten sam manewr, który niedawno zgubił jego przeciwnika. Będąc trzy metry od upragnionej konstrukcji, przy której widać już było droida, rzucił się do przodu, wybijając najmocniej jak potrafił. Przetoczył się po ziemi, ignorując ból z rannego ramienia, co znacznie zmieniło sytuację goniącego go strażnika.
Teraz pomiędzy lufą działa, a Mando'ade nie znajdowało się nic, prócz kilkunastu metrów powietrza.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 20 Sty 2012, o 21:41

Laser usmażył kolejnego strażnika na chwilę przed nagłą i niespodziewaną eksplozją. Na niebie pojawiły się małe kształty które błyskawicznie rosły w oczach przybierając kształt promów szturmowych Gamma prowadzonych przez kanonierkę Skipray. Bragic gnał tuż za robotem który zygzakami zmierzał w kierunku skraju lasu. Po drodze natknęli się na zwłoki kolejnych dwóch strażników. Bragić usłyszał gwizd, a chwilę później zobaczył ruch. Adra machał ręką w ich kierunku stojąc dumnie na burcie świeżo skradzionego ścigacza. Za sterami maszyny siedział Grumsh, najwyraźniej czekali na nich. Ledwie zdołali dotrzeć do pojazdu gdy za nimi ucichła strzelanina, niedobitki strażników zginęły pod naporem nieznanych przybyszów. Sam BE3R nie wydawał się być zainteresowany bliższym kontaktem z przybyszami. Sprawdził tylko tożsamość nieprzytomnej dziewczyny i szybko rozkazał ruszać. Grumsh bez słowa posłuchał polecenia droida. Niestety któryś z nowo przybyłych musiał dostrzec ruch, w mgnieniu oka za ich plecami rozpętało się małe piekło. Adra odpowiedział ogniem, podobnie jak i Bragić była to jednak bardziej zasłona niż coś poważnego. Przeciwnicy byli zbyt daleko.
- Izdazr grzej silniki za chwilę będziemy, i z pewnością będziemy mieli towarzystwo. - Droid odrzucił głowę starając się dostrzec kto ich ściga. Wyglądało jednak na to, że chwilowo zgubili pościg.
Transportowiec stał na polanie z włączonymi silnikami i otwartą klapą ładowni. Grumsh zatrzymał się nieopodal niej niemal natychmiast wskakując z pojazdu. Adra podał mu nieprzytomną dziewczynę a Droid był już w połowie drogi do transportowca. Szybki załadunek był jedynym rozsądnym wyjściem. Właz jeszcze się zamykał gdy pilot poderwał maszynę w górę. Pasażerowie z desperacją przedzierali się do sekcji pasażerskiej frachtowca starając się utrzymać równowagę.
- Skipray na 10, trzzzzymajcie się będzzzie rzzzzucało. - W maszynie coś zgrzytnęło, furknęło i w kierunku nadlatującej kanonierki poleciały z nieuzbrojonego transportowca dwa pociski wstrząsowe oraz seria boltów z dwóch autoblasterów. Pilot Kanonierki najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Eksplozje zostały rozproszone przez tarcze jednak sama maszyna zboczyła nieco z toru pozwalając Verpinowi na przedarcie się obok niej z olbrzymią prędkością. Hawk szybko zaczął nabierać wysokości i po chwili ustabilizował lot na orbicie. W jego kierunku mknęły myśliwce, nie miało to jednak większego znaczenia, frachtowiec Verpina był zdecydowanie za szybką jednostką jak na możliwości przeciwnika. W krótkim czasie maszyna zaczęła zwiększać odległość między ścigającymi go maszynami by po chwili zniknąć w hiperprzestrzeni.

***


Dziewczyna była wciąż nieprzytomna, pilnował jej Grumsh, natomiast Adra zaoferował pomoc medyczną rannemu Goro. Droid gdzieś zniknął, podobnie jak reszta z towarzyszy. Wyglądało na to, że przeżyło ich tylko trzech.
- Nie wygląda to groźnie, za parę dni powinieneś odzyskać dawną sprawność. Jeszcze niejedna dziewczyna poleci na te blizny. - Infiltrator był w dobrym nastroju. - Zrzucimy zaraz towar i będziemy mogli cieszyć się zarobionymi kredytami.


Tymczasem BE3R nawiązał kontakt z ojcem Tinian Quee podając mu koordynaty spotkania, Vahlańczyk potwierdził tylko lokalizację. Obyło się bez zbędnych negocjacji. Kolejną rozmowę BE3R musiał odbyć z Neimodianinem. Dan Howuuk nie wyglądał na szczęśliwego.
- Z bazy ktoś uciekł, nie doliczyłem się jednego z więźniów, czy możesz mi to jakoś wytłumaczyć?
Hologram zakapturzonej postaci który widział rozmówca droida lekko się wzdrygnął.
- cóż, w trakcie zwiadu nieco narozrabialiśmy, widziałem jedną Vahlankę zwiewającą w kierunku lasu, jeśli tak bardzo Ci na niej zależy sprowadzę ją z powrotem za niewielką opłatą rzecz jasna.
- Nie będzie to konieczne, oczywiście pieniądze zostaną przelane na konto...
- Jest ich mniej niż się umawialiśmy
- Nie powinieneś był uszkadzać mojego skipraya, poniosłem koszty. I ta zbiegła dziewczyna.

Hologram przedstawiający Neimodianina uśmiechnął się szeroko. Najwidoczniej humor mężczyzny się poprawił. Wprost przeciwnie miało się samopoczucie BE3Ra jeśli można mówić o samopoczuciu w przypadku droida.
- Oznacza to, że nie zrealizowałeś swej części umowy, - w dłoni zakapturzonej postaci pojawił się niewielki detonator, - zabezpieczyłem się na taką ewentualność
- Haha nic się nie stało
. - Chwilowy strach na twarzy Dana ustąpił miejsca radości i pogardzie by po chwili przerodzić się we wściekłość. - Jak śmiałeś wysadzić mój apartament!! Wyznaczę za twój parszywy łeb taką nagrodę...
- doceń że nie wysadziłem apartamentu z tobą w środku. Masz pięć minut na dokonanie przelewu pełnej kwoty. Reperkusje odmowy mogą być bardzo kosztowne.

Z plugawym przekleństwem obcy się rozłączył, na minutę przed końcem ultimatum na koncie droida znalazła się umówiona kwota przelewu. Thiren chyba zyskał kolejnego wroga.

****


Gdzieś na powierzchni Bimmisaari naprzeciwko frachtowca Owipa wylądował niewielki myśliwiec Z-95. Z kabiny wysiadł wysoki ciemnoskóry mężczyzna, jego naznaczona bliznami twarz oraz ubiór wskazywały na najemnika.
Grumsh stał przed pojazdem trzymając nieco miotającą się Tinian, po jego bokach stali Bragić i Ardo, Verpński pilot skrywał się na pokładzie jednostki, przybysz obrzucił wzrokiem stojących przed nim ludzi.

- Thiren, jestem. Zgodnie z umową.
- Tato!! - Dziewczyna prawie wyrwała się z objęć Thrandoshanina, fakt, zginała się w najmniej spodziewanych miejscach.
- Uwolnij Lil!
Z pokładu zszedł droid, wyglądał jakoś inaczej, można by rzec, że złowrogo. Stanął naprzeciw mężczyzny.
- Wypuśćcie ją,
Grumsh rozluźnił chwyt a Tinian Quee podbiegła do ojca rzucając się w jego ramiona. Mężczyzna przytulił córkę i szepnął jej coś do ucha. Posłusznie pobiegła do myśliwca.
- Tato ale tu jest tylko jedno miejsce?
- Nie ma znaczenia,Lil. - Mężczyzna uśmiechnął się i zwrócił do droida - postanowiłeś osobiście dokończyć sprawę? Dam 20 000 kredytów za ścierwo tej maszyny. Każdemu z was zwrócił się do najemników...
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez Mistrz Ind'yk » 5 Lut 2012, o 23:18

Dla Goro końcówka akcji nie była zbyt udana, bo opierała się na strasznie dużej ilości biegania. Ucieczka przed ochroną zapadła mu źle w pamięć o tyle, że musiał nieść w objęciach swoją broń, nie mając już odpowiednich do tego uchwytów. Poobijało to mocno i ciało, i dumę najemnika, lecz w końcu udało się mu i droidowi odnaleźć pozostałych z ich grupy i uciec z pechowego miejsca akcji.
Podczas lotu Bragićc dał się obejrzeć Adrze. W kilka dłuższych chwil został zabandażowany, a później zapewniony, że przeżyje. W zupełności wystarczało mu to do szczęścia, więc bez zbędnego gadania postanowił zająć się swoją bronią. Jak się okazało miotacz ognia doznał znacznie poważniejszych obrażeń niż tylko pęknięty uchwyt. Śmiercionośne urządzenie było teraz bardziej niebezpieczne dla użytkownika niż dla potencjalnych celów, gdyż groziło niespodziewanym wybuchem, czego Goro nie spodziewał się raczej przeżyć.
Zdegustowany tym faktem najemnik dowiedział się, że dolecieli do swojego celu. Wziął z torby stary blaster, który trzymał na wypadek podobnych okoliczności. Bragićc zawsze uważał podobny sprzęt za zwykłe barbarzyństwo, lecz nie chciał iść w dość niepewne miejsce uzbrojonym w samą zapalniczkę.
Zszedł z pokładu frachtowca razem z innymi, ubezpieczając ich cel. Dziewczyna wydawała się jednak spokojna i nie wykazywała zamiarów ucieczki. Po chwili wielki najemnik zrozumiał jej zachowanie, gdy zdradziła swoje pokrewieństwo ze zleceniodawcą całej akcji. Goro wycofał się na szczyt rampy, by mieć lepszy przegląd sytuacji i być w pobliżu jakiejkolwiek osłony. Jak się szybko okazało, działanie to znalazło pełne uzasadnienie po słowach mężczyzny, któremu mieli przekazać dziewczynę.
Gdy pozostali najemnicy myśleli zapewne jak zdobyć pieniądze z najnowszej oferty, Goro stał bez ruchu. Nie miał zamiaru sam pchać się w walkę, gdy jego miotacz leżał uszkodzony w magazynie. W końcu co to za zabawa zabijać bez płomieni i zapachu pieczonego ciała...
Postanowił bronić się tylko przed atakami, które mogłyby być skierowane w jego stronę. Odpiął pas od kabury, nie chcąc łatwo oddawać życia istotom, które nie rozumiały w ogóle płomieni.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Prince Charming - historia prawdziwa

Postprzez BE3R » 28 Gru 2012, o 18:22

Żaden z najemników nie rozważał na poważnie kwestii zaatakowania droida. Zniszczenie maszyny mogło wkurzyć zleceniodawcę, a sam blaszak wyglądał na twardziela… Upadek kabur z blasterami odpiętych przez Goro dopełnił jedynie obrazu… Mężczyzna splunął na ziemię z pogardą.
- Załatwmy to jak wojownicy. Blaszaku…
- nie taki był układ –
syntezator mowy droida zapiszczał cicho – ale byłeś godnym przeciwnikiem i zasługujesz na śmierć w walce.
Maszyna wyskoczyła do przodu z niespotykaną jak na swój typ prędkością. Uderzając w miejsce w którym jeszcze ułamek sekundy temu znajdowała się pierś potężnego wojownika. Z niezwykłą jak na swoje wymiary gibkością ciemnoskóry mężczyzna odskoczył wyciągając ukrywany do tej pory za plecami elektrostaff. Broń rozsunęła się z charakterystycznym szczękiem a na obu jej końcach pojawiły się niewielkie wyładowania. Droid odwrócił się powoli odsłaniając wgniecenia w pancerzu myśliwca będące pozostałością jego chybionego ataku. Sensory maszyny namierzały cel, tym razem atak był znacznie wolniejszy i przewidywalny. W powietrzu zafurkotał elektrostaff. Cios z nienaturalnego konta przeszedł pod stopami maszyny, była to jednak sprytna finta mająca na celu zmuszenie droida do skoku. W powietrzu był znacznie łatwiejszym i bardziej przewidywalnym celem. Błyskawiczny atak zapewne zabiłby człowieka bądź obcego. Maszyna była jednak w stanie zamortyzować uderzenie manipulatorami. W snopie iskier błękitny pit droid odbił się od piaszczystej gleby i błyskawicznie się przeturlał unikając kolejnego trafienia. Osmalone od wyładowania manipulatory zesztywniały a maszyna przeszła do kontrataku. Seria szybkich i potencjalnie śmiertelnych ciosów zmusiła Vahlaańczyka do przejścia w postawę defensywną. Kolejny snop iskier świadczył o krótkim zetknięciu się broni z korpusem maszyny. Obaj przeciwnicy odskoczyli od siebie. Mężczyzna dyszał ciężko starając się uspokoić szalejące od adrenaliny ciało. Procesor maszyny szacował uszkodzenia poszycia i przepalone systemy, ora z ich wpływ na wynik walki. Zgodnie z wyliczeniami szanse przeciwnika wzrosły do 10%. Była to wartość której droid nie mógł lekceważyć. Przedłużanie egzekucji nie miało większego sensu. Przeciwnik i tak był już zmęczony. Z całkowitego bezruchu maszyna przeszła do gwałtownego sprintu. Spod metalowych stóp bryzgnęły kamienie i drobiny ziemi. Manipulatory wyciągnęły się na boki niczym skrzydła szybującego ptaka. Wojownik zareagował błyskawicznie, rzucił się do przodu w ostatniej chwili skręcając tułw i schodząc z drogi ataku droida. Maszyna jednak przewidziała to nurkując pod szybującą w jej kierunku głowicą elektrostaffa i odbijając się pod kontem niemal dziewięćdziesięciu stopni w kierunku przeciwnika. Prawy manipulator wreszcie dosięgnął celu. Krótki kontakt trwający ułamek sekundy, zakończył się poważnym złamaniem otwartym i niekontrolowanym upadkiem przeciwnika. Tinian krzyknęła przeraźliwie widząc bryzgającą z nogi jej ojca krew. Maszyna skoczyła dokończyć dzieła. Dwa błyskawiczne ciosy przełamały gardę i pancerz na piersiach mężczyzny. Z ust vahlaańczyka bryzgnęła krew, wprost na droida, który kontynuował egzekucję. Pod potężnymi ciosami niewielkiej maszyny klatka piersiowa przeciwnika zapadła się miażdżąc organy wewnętrzne. Wojownik umarł jeszcze zanim jego ciało uderzyło o powierzchnie lądowiska. Przeraźliwy krzyk dziewczyny przerwał dźwięk strzału z blastera. To Adra trafił ją wiązką ogłuszającą. Bezwładne ciało opadło na siedzenie headhuntera…

***


Goro Bragic liczył kredyty które pojawiły się na jego koncie siedząc w jednej z podmiejskich spelunek Bimmisari. Przed nim stała flaszka alkoholu która zapijał ostatnie zlecenie. Nie rozumiał czemu droid nie zabił dziewczyny. Oddanie jej owadopodbnemu Verpinowi wydawało się być nieuzasadnionym okrucieństwem. Niewielka maszyna z którą przyszło mu współpracować, okazał się być świetnie zaprogramowanym droidem zabójcą. A dziwny team pozostałych przy życiu najemników kierował się sobie tylko znanymi celami. Skołowany piroman potrząsnął głową dopijając resztkę złotego trunku. Nikt nie płacił za myślenie, wszyscy oczekiwali działania.

***


Tinian Quee siedziała w fotelu drugiego pilota, patrząc przed siebie pustym spojrzeniem. Nawet okres niewoli nie był w stanie dokonać takich spustoszeń jak widok śmierci ojca. Niewysoki insektoid przesunął się cicho wychodząc zza konsoli pilota.
- Zzzgodnie zzzz życzzzeniem zzza chwilę będzzzziemy na miejscu, czzzemu wybrałaś, akurat Dathomirę?
- On wie że się będę mścić prawda?
– dziewczyna zignorowała pytanie obcego, -dlaczego pozwolił mi żyć… dlaczego?
- Obiecał to Twojemu ojcu, to taki zzzzwyczaj jego rasy. Może kaprys, nie wiem.
- Pewnego dnia znajdę go i zabiję, przysięgam, mój ojciec nie był zwykłym człowiekiem, był królem. A ja byłam jego księżniczką. I, i pomszczę go bo my nigdy nie wybaczamy –
oczy dziewczyny zapłonęły wściekłym blaskiem. – jestem jego księżniczką, - zaszlochała cicho…
- A ja jestem księciem, 23 w kolejce do tronu mojego roju. –
verpin ze zdegustowaniem pokręcił antenkami – Zzzemsta nie przzzystoi szzzlachetnie urodzzzzonym. Zzzemsta zzzaabija duszzze.
- Ja już nie mam duszy…


Samotna dziewczyna stojąca w otoczeniu kilku skrzynek patrzyła za odlatującym fachtowcem. Książe zniknął niebawem wśród nisko wiszących chmur a Tinian Quee spojrzała na swój nowy dom. Od momentu śmierci ojca wiedziała że musi tu przylecieć, oferta obcego tylko ułatwiła jej sprawę. W wyciągniętej przed siebie dłoni nastolatki pojawiła się niewielka chmurka która po chwili przekształciła się w malutki fioletowy płomyk. Musi się jeszcze dużo nauczyć, ale kiedy skończy, znajdzie go i będzie napawać się śmiercią nędznika który odważył się zabić jej ojca.
- Kimkolwiek jesteś wiedz że mściciel już się narodził. – fioletowy płomień buchnął nagłą eksplozją po czym znikł.

KONIEC
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1585
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów


Wróć do Inne