Content

Inne

Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Image

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 1 Lis 2011, o 21:14

Odwróciwszy głowę w stronę Obiektu 6, Twi'lek uśmiechnął się w trochę drapieżny sposób, pokazując idealne uzębienie. W tym momencie wszelkie próby uspokajania olbrzyma przez Beatrice spełzły na niczym, gdyż mężczyzna stał zaraz obok kobiety i mógł zobaczyć ten wyraz twarzy w pełnej okazałości.
- Tak, że to jedyna opcja, to akurat widzę. To jest jednak także jedyna pewna rzecz, jaką możemy o tym kimś powiedzieć. Jest mi naprawdę ciężko uwierzyć, że zdajemy się na łaskę takiej osobistości. Mówię to głośno i wyraźnie, i mogę powtarzać jeszcze wiele razy: Robię to tylko z przymusu i bez żadnego przekonania!
Tymczasem Twi'lek, zapewne słysząc chociaż koniec tego wywodu, stał dalej na swym miejscu, przyglądając się grupce. Po ucichnięciu grubasa, zwrócił się do wszystkich pasażerów, odpowiadając na pytanie czerwonowłosej:
- Panie, panowie i istoty nieokreślone, - powiedział donośnym głosem. - to oczywiste, że nic w tej umowie nie jest pewne, prócz tego, jak szybko zginiecie nie zgadzając się na moje warunki. Znamy jednak mniej więcej Wasze możliwości, nie oszukujmy się, mamy doświadczenie, więc nie mamy zamiaru sprawiać Wam trudności, prosząc o niewykonalne przysługi. Nie powinniście nam wierzyć pod żadnym pozorem, ale proszę Was - tutaj ściszył głos, sprowadzając na siebie całą uwagę grupy istot. - uwierzcie.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 4 Lis 2011, o 09:36

-Myślę, że większość uwierzy. Nie mamy żadnego innego wyjścia, chyba że rzucić się na was całą masą i zgnieść wasz opór, ponosząc sporo ofiar. Ale większość tego za mną się na to nie nadaje. Więc, bez zbędnego gadania, myślę że każdy się zgadza! - ostatnie zdanie Namtih aż wykrzyknął, patrząc nie na Twi'Leka, a na tłum. Dotąd niewidoczny, wybił się nagle, jak ptak z ułożonego szyku.
Kerestianin skrócił znacznie dystans między nim a Twi'lekiem i patrząc mu prosto w oczy, powiedział cicho:
-Nie zaufam ci, ba, nikt z tej grupy nie wierzy w twoje słowa. Po oczach widzę, że jesteś jednym wielkim skurwysynem, ale z tym, jak widać, nie mogę nic zrobić. Na razie. - ostatnie słowo mocno zaakcentował. Pięknie, cholera, pięknie!
Urr nienawidził być dłużnikiem. A teraz właśnie nim został, co doprowadzało go do niemalże szewskiej pasji. Sam sobie obiecał w duchu, że nie puści tego płazem, o co to, to nie. Pan głowoogon zapłaci za to, krwią albo kredytami. W sumie, Namtih nie odmówiłby czegokolwiek wartościowego.
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 5 Lis 2011, o 23:56

Obiekt 6 już milczała, uznając w tym momencie swoje słowa za zbędne. Namtih powiedział już to, co jej chodziło po głowie. Opatuliła się szczelniej, zakrywając twarz jeszcze przed zachodzącym słońcem.
- Po prostu już ruszajmy. Im szybciej stąd wyjdziemy tym lepiej.
Powiedziała cicho, chowając twarz za czerwoną szmatą uchodzącą za jej odzież.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 6 Lis 2011, o 00:13

Tresta zmartwił się. Jak na razie na Tatooine spotykał albo choleryków, albo osoby całkowicie wyzute z emocji. Do pierwszej kategorii zaliczali się pałający agresją z powodu swojej bezradności Namtih, pozbawiony języka Kerestianin, oraz grubas Djutew, czy jak tam było mu na imię. Ludzkimi robotami byli natomiast czarnowłosy anonim i mała dziewczynka, która z uporem maniaka twierdziła, że jest złowrogą maszyną do mordowania.
Najwyższy czas walnąć sobie łyczka. Albo dwa.
- Wywiąż się z umowy i sobie tam ostrożnie rzucaj prośbami, a nie będzie powodu, żeby ci nie ufać. I pokaż może jakieś dokumenty. - krzywiąc się po wódce rzekł do Twi'leka Renno. - Nasza mała zabójcza broń ma rację, zbierajmy się. Kończy mi się chlanie i bym sobie poruchał w jakimś cywilizowanym przybytku, za przeproszeniem szanownych dam i wszelakich dzieciątek. - najemnik uśmiechnął się promiennie do tłumu i schował piersiówkę.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 6 Lis 2011, o 15:11

Gdy Twi'lek uznał, że wystarczy już gadania kiwnął prawą ręką, układając palce w jakimś znaku. Spośród ruin i zza hangaru wynurzyli się pozostali bandyci. Była to zbieranina wszelkich ras, która mogła zaskakiwać nawet na Tatooine. Byli pasażerowie promu pośród wielu ludzkich istot, mogli zobaczyć kilku Rodian, uzbrojonych w półautomatyczne blastery, po prawej stała także trójka Zabraków, ze sztuczni naostrzonymi rogami, z dachu doku schodził właśnie pojedynczy Verpin, z karabinem snajperskim przewieszonym przez plecy, a szczególną uwagę zwracał ku sobie Wookie, który pojawił się za plecami Twi'leka. Ten ostatni głośno ryknął, co wywołało dźwięki włączanych silników. Przez dłuższą chwilę odgłos ten właściwie się nie zmieniał, co wywołało zniecierpliwienie u niektórych istot z tłumu stojącego przez lądowiskiem.
Po chwili zza wydmy wyleciała grupa maszyn i zbliżyła się do Twi'leka. Stojący mogli zauważyć, że skutery miały już dawno za sobą swoją młodość i przeszłość fabryczną. Złożona z wszelakich modeli flota bandytów wyglądała jak ponury żart wyobraźni kilkuletniego dziecka. Sklecone z różnokolorowych części pojazdy na pewno nie wzbudzały zaufania, lecz na twarzach stojącej dookoła bandy zauważyć można było zadowolenie na ich widok. Przywódca grupy obrócił się na swoim miejscu pomiędzy coraz niżej wiszącymi słońcami. Rozłożył szeroko ręce i wykonał zapraszający gest.
- Panie, panowie, istoty nieokreślone - lekko podniósł głos. - zapraszamy na pokłady. Nasza wycieczka zaczyna się za chwileczkę - po czym wsiadł na jedną z maszyn, która zaparkowała tuż obok niego. Ogromny Wookie zajął miejsce w kabinie pojazdu stojącego obok. Tymczasem reszta śmigaczy zbliżyły się do tłumu i przystanęły. Do każdego kierowcy podszedł jeden z bandytów pilnujących grupki pasażerów i wykonał zapraszające gesty w stronę obcych istot. Z początku nikt nie kwapił się, żeby ruszyć w ich stronę, lecz impas przełamał czarnowłosy nieznajomy.
Jak zwykle zapatrzony w jakieś odległe obrazy, nie zwracał jakby uwagi na słowa Twi'leka czy innych bandytów. Jednak, gdy śmigacze oczekiwały na pasażerów, ruszył w stronę jednego ze stojących w dalszych rzędach nadal pilnie obserwując ruiny i zachodzące słońca. Jego oczy cały czas prawie nieruchome wypatrywał w tych miejscach czegoś, co najwyraźniej umykało innym zebranym.
Skutery po załadowaniu pasażerów, ruszyły za pędzącym już przez pustynię Twi'lekiem. Przeleciawszy przez pierwszą wydmę, wszyscy mogli zobaczyć bezkres Morza Wydm. W promieniach zachodzącego słońca, nieskończona pustynia, miriady ziaren piasku wydawały się świecić ciemną czerwienią. Przez podróżnymi otwierał się olbrzymi płaski teren, równina ciągnąca się aż po sam horyzont, gdzie sprawniejsze oczy mogły zobaczyć pierwsze, delikatne zakrzywienia wydm. Cały ten teren błyszczał karminem, wprawiając zapewne wszystkich byłych pasażerów promu w dziwny nastrój.
- Krew... - szepnął stary mężczyzna, który siedział w śmigaczu razem z Renno. Rzeczywiście, wydawało się, że pod repulsorami ugina się zbiornik pełen szkarłatnej, ludzkiej krwi. Czarnowłosy, siedzący na skuterze jako jedyny przeworzony, oprócz bandyckiego kierowcy, pochylił się mocno w boku. Gdy wydawało się, że już wypadnie na piasek, zostając w tyle, udało mu się sięgnąć dłonią piasku. Delikatnym muśnięciem palców zakrzywił ziarna piasku mijające ich w zawrotnej prędkości. Później szybko wrócił na swoje miejsce za kierowcą, jakby uzyskał swoją odpowiedź.
Pozostali pasażerowie nie wyglądali na aż tak zauroczonych niesamowitym widokiem pustyni, lecz każdy z nich wpartywał się w nią. Nie mieli zresztą żadnego wyboru, gdyż niezliczone kilometry pustki rozciągały się wszędzie, tym bardziej gdy zostawili już ruiny miasta daleko za sobą. Piaski wydawały się wchodzić tak daleko w głowy pasażerów, że od widoku pustyni nie chroniło już ich nawet zamykanie oczu. Pędzili dalej, wśród bandytów, którzy wyglądali na tak samo zafascynowanych widokiem, których stworzył spektakl zachodzących słońc. Prowadzili jednak swą flotę pojazdów pewnie i co najważniejsze szybko, pokonując kolejne kilometry.
Czas mijał wręcz zupełnie odwrotnie do dystansu, dłużąc się i sprawiając wrażenie stania w miejscu. Monotomny krajobraz zmieniał się praktycznie tylko na linii horyzontu, gdyż widzialne tam wydmy zaczynały robić się coraz większe. Ich krzywizny były coraz bardziej widoczne aż w końcu pasażerowie śmigaczy i skuterów mogli zobaczyć ogrom tych hałd piasku. Choć z dala wydawały się być nie większe niż wysokość ludzkiego mężczyzny, to ich rozmiar po prostu gubił się w krajobrazie pustyni. W rzeczywistości, jak przekonali się podróżni dolatujący właśnie do nich, miały wysokość kilkudziesięciu metrów, przypominając wielkie budynki, naturalistycznego architekta.
Gdy bandycka flota pojazdów wlatywała pomiędzy nie, pasażerowie mogli usłyszeć i zauważyć, że każdy z przestępców melodwał się w kolejności do swojego przywódcy. Twi'lek przyjmował przez chwilę komunikaty, po czym znów przyspieszył do maksymalnej prędkości, oglądając się z ulgą za siebie. Kierowcy wybierali teraz ścieżkę, która prowadziła pomiędzy monumentalnymi wydmami. Wydawało się, że mijali je w powolnym tempie, lecz wykorzystywali maksymalne prędkości swoich maszyn. Po kilkudziesięciu minutach takiej jazdy, zza ostatniej wydmy wyłoniła się kolejna płaska przestrzeń. Tym razem nie tak wielka i ograniczona z lewej strony kolejnym pasem wzniesień, lecz co najważniejsze w niedalekiej odległości, jaśniały na niej światła. Wydawał się, że jest to osada, do której wszyscy zmierzali.
Kolejny ciąg meldunków widocznie zadowolił Twi'leka, gdyż znów przyspieszył, kierując się bezpośrednio w stronę miasta. Gdy byli już prawie w połowie drogi od ostatnich wydm do pierwszych domostw, teraz już wyraźnie widocznych, rozległ się przerażający dźwięk.
Ryk smoka Krayt, tak głośny, że usłyszeli go wszyscy nawet przez szum mijanego powietrza, spowodował, że wszyscy zaczęli rozglądać się dookoła. Tymczasem skuter prowadzącego przywódcy bandy został rozcięty na pół. Niewidoczna prawie żyłka, którą ktoś rozciągnął na drodze bandytów, przeszła przez przód pojazdu, rozcięła jego kierownicę, a także przepołowiła siedzącego dalej Twi'leka na poziomie ostatnich żeber. Podobne zdarzenia spotkały lecącego zaraz obok Wookiego, który zdążył jednak jeszcze głośno zaryczeć. Lecące z tyłu śmigacze wyciągnęły od razu przygotowane na taką sytuację nożyce, zamontowane w przednich częściach. Pasażerowie pozostałych pojazdów, które pozostały trochę w tyle, mogli zobaczyć dokładnie wszystkie następne zdarzenia. Upadające części skuterów i ciał, dotknęły ziemi i uruchomiły najwyraźniej jakiś mechanizm. Rozległy się głosne wybuchy i eksplodujące piaski, które szybko zbliżały się do kolumny pojazdów.
- Miny! - krzyknął ktoś przerażająco, po czym jego głos przeszedł w przerażający wrzask i został pochłonięty w wybuchu. Kierowcy próbowali wykonywać jakiekolwiek uniki, jednak okazały się one bezużyteczne. Zasadzka była wykonana wyśmienicie. Po kolei kolejne pojazdy pochłaniane były w eksplozjach. Śmigacz, w którym siedziała Obiekt 6 razem z Urrem, został wyrzucony w powietrze i dostał niesamowitej rotacji. Szczęśliwie, gdy spadł pierwszy raz na piasek, uderzył w ziemię podwoziem. Wyrzuceni w powietrze pasażerowie nie podzielili losu kierowcy, który został wprasowany w kierownicę, którą jeszcze trzymał. Kobieta doznała przy upadku tylko lekkich obrażeń, kilkunastu zadrapań, jednak jak poczuła po chwili poczuła ból w skręconej kostce. Kerestianin natomiast miał trochę mniej szczęścia, gdyż trafił w resztki innego pojazdu i boleśnie i głęboko rozciął sobie udo na wystającej z ziemi blasze.
Renno wraz ze swoim towarzyszem podróży doznali mniej bezpośrednich konsekwencji wybuchów. Ich śmigacz wleciał w tył innego pojazdu, akurat hamującego przed nimi. Ich maszyna gwałtownie opadła, tracąc szybko prędkość na piasku. Wlecieli jednak do leja powstałego po ukrytej minie, co jeszcze bardziej wzmogło przeciążenia ich atakujące. Pas starszego mężczyzny nie wytrzymał i człowiek poleciał do przodu łamiąc kark na pulpice kierowcy, którego siedzienie dawno już wyleciało. Najemnik natomiast mógł się tylko skarżyć na bolesne pręgi pozostawione po naciągniętych pasach. Zero krwawienia, ale wiele bólu przy poruszaniu ramionami. Tymczasem wokół dogorywały ostatnie eksplozje, wykańczając resztki pasażerów i bandytów.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 8 Lis 2011, o 20:32

Tresta wyrwał się z siedzenia, potknął o czyjąś przysmażoną rękę, pozostawioną tutaj po niedawnym wybuchu miny, i zarył twarzą w piaskową zaspę. Plując obficie i ocierając gwałtownie dłońmi twarz poderwał się na równe nogi, po czym doskoczył do staruszka ze skręconym karkiem. Przez ułamek sekundy przez myśl przemknęło mu, że szkoda typa, który musiał tłuc się na tę cholerną planetę statkiem trzeciorzędnego przewoźnika, a później stracił życie przez Twi'leka, usilnie wzbraniającego się przed pokazywaniem dokumentów tożsamości. Na dodatek ten niby-przewodnik nie wiedział nawet, przez jakie tereny zamierza przeprowadzić klientów. Ha.
Następnym ruchem najemnika było sięgnięcie po niezawodny w każdej sytuacji blaster, wdrapanie się na szczyt zaspy i... właściwie tylko obserwowanie wzbijających się w powietrze, dymiących szczątków śmigaczy i rozrzucanych po okolicy resztek ich kierowców/pasażerów. Wydawało mu się, że gdzieś dostrzegł Kerestianina, ale ciężko było mu zweryfikować to przekonanie w obliczu następujących po sobie kolejno wybuchów, pisków i jęków umierających.
A więc wracamy do punktu wyjścia, pomyślał Renno. Z DC-15s w dłoni, za osłoną w postaci piaskowego okopu czuł się bezpieczniej niż wszyscy inni, na dodatek doznał wyłącznie kilku lekkich, niemal nieznaczących obrażeń. Z fascynacją i szokiem obserwował koncert eksplozji, wypatrując tych, którzy umieścili wcześniej miny i teraz powinni przyjść i sprawdzić krwawe żniwo pułapkek. W głowie Tresty zaświtała nagle drobna hipoteza, która nieśmiało sugerowała, że cały ten wkopany w ziemię arsenał przygotowany był na Krayta, tego, który swoim rykiem całkiem niedawno wzbudził niepokój rzeszy podróżników. Ale kto zadawałby sobie tyle trudu, by dorwać smoka?
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 9 Lis 2011, o 15:28

To stało się nieco zbyt szybko. "Blask, dym, chwila cicho i huk jak stu gromów - zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów" - te słowa idealnie opisywały sytuację w której znalazła się czerwonowłosa dziewczyna. Wylądowała szczęśliwie na piasku, doznając nieszczególnie poważnych obrażeń. Skręcona kostka bolała, ale przecież już nie takie cierpienie przeżyła. Więc, gdy minął pierwszy szok, zamrugała szybko, zostając w bezruchu - oczywiście o ile nic w pobliżu niej akurat nie zamierzało wybuchnąć. Pole minowe to średnio dobre miejsce na spacerek, i tak z resztą mocno utrudniony przez skręconą kostkę. Dlatego też poruszała się na czworaka, bardzo powoli, sprawdzając uważnie każdy metr o który się posuwała co by nie zostać krwawą plamką na pustyni. Podążała do Urr'a, który najpewniej był w najmniejszej odległości od dziewczyny. Miała cichą nadzieję, że zginął. Wbrew powszechnej logice, trup bardziej by się jej przydał niż żywy.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 11 Lis 2011, o 09:43

Mimo wciąż trwających wybuchów, dało się słyszeć coś, co wybijało się nawet ponad cały ten harmider. Był to... głos Namtiha, który zaciskał właśnie rękę na ranie, żeby chociaż trochę przytamować krwawienie i puszczał wiązanki, i to takie, że nie powstydziłby się ich pijus z Nar Shaddaa. Dodatkowo we wściekłość wprawiał go widok skradającej się do niego dziewuchy. "Czego ona, kurwa, chce?! Hiena cmentarna, co?", pomyślawszy, zerwał się niemal od razu na nogi, wyciągając miecz, zakręcił nim nad głową i zawył:
-Podejdź tutaj tylko, hieno cmentarna! Obiecuję ci, że cię wypatroszę, flaki rozniosę po całej pustyni, a łeb zatknę na palu tak wysokim, że będzie go widziało całe Tatooine!
Kiedy dał upust swej wściekłości, zauważył stojącego nieopodal Renno z blasterem w dłoni. Potrząsnąwszy mieczem w kierunku dziewczyny, zaczął iść w jego stronę, wciąż na cały głos klnąc. Jednak, jego wiązanki przerwał niespodziewany gość.
Najpierw, widać było tylko jakiś niewyraźny kontur, gdzieś z tyłu. Namtih nie zwrócił na niego uwagi, co krok następując na jakieś palce, głowy, oczy czy śledziony. Jednak, kiedy ziemia zaczęła się trząść, a on stał już koło Renno, zauważył dlaczego najemnik pobladł - na pełnym gazie zbliżało się coś na czterech, wielkich łapach. Coś zajebiście długiego i o piaskowym odcieniu łuski. Pieprzone, wielkie smoczysko pod nazwą krayt.
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 11 Lis 2011, o 15:40

Katastrofa całej grupy ścigaczy wpłynęła mocno na wszystkich, teraz już byłych podróżników. Wśród cichnących już ostatnich wybuchów zaczęły podnosić się niedobitki, których nie pokonała dziwna zasadzka. Trójka rozmawiających wcześniej istot, dwoje ludzkich i mocno ranny Kerestianin zaskakująco szybko odnalazła się wśród szczątków. Renno, który oprzytomniał najszybciej z niewielkiej odległości mógł obserwować reakcję Namtiha na podchodzącą do niego Beatrice. Jeszcze bardziej zdziwić się musiał, gdy opancerzony obcy zaczął wpatrywać się w punkt ponad jego ramieniem. Jego spojrzenie, przebijające się przez wizjer, nie zachęcało do odwracania się za siebie. Po chwili ujrzeć je mogła także Obiekt 6.
Gdy jednak popatrzyli w tamtym kierunku, zobaczyli tylko piaski pustyni, mieniące się w czerwonych promieniach zachodzących słońc, delikatne wydmy, prawie nieporuszane przez wiatr. Nic bardziej spokojnego, nic mniej niebezpiecznego. Najwyraźniej przeżycie Urr'a było skrajnie indywidualne i na dodatek szybko się skończyło.
Tymczasem pośród pobojowiska rozległ się zgrzyt przesuwanego metalu i spod szczątków jednego ze śmigaczy wyłonił się czarnowłosy mężczyzna. Zaczął machać poznaną wcześniej grupkę, stojącą niedaleko wraku. Mocno szarpiąc kolejną blachę, próbował odciągnąć kolejne części na bok.
- Pomóżcie! - krzyknął, gdy jego wysiłki znów nic nie zdziałały. - On jest przygnieciony, jakiś pręt wbija mu się w ciało!e
Dopiero wtedy zauważyć można było ruch pod szczątkami. Czerwonoskóra, gruba ręka także próbowała przesunąć metal, choć targana była straszliwymi drgawkami. Tylko połowa Djutewa ahk Kolpera Gallaafi'ego wystawała poza nieszczęśliwy śmigacz, do tego leżała w ogromnej i wciąż powiększającej się kałuży krwi. Wielki człowiek potrzebował natychmiastowej pomocy, która już teraz wydawała się być mocno spóźniona.
Nieco dalej, pomiędzy wrakami odzyskał przytomność kolejny pasażer gangu, który na lądowisku zachowywał się wyjątkowo cicho i niepozornie. Krwistoczerwone niebo, było pierwszą rzeczą, jaką zobaczył Ezen, gdy otworzył oczy. Dopiero po chwili domyślił się, że jest on aż zbyt ciemne i poczuł krew spływającą ze zranionego łuku brwiowego. Do podnoszącego się mężczyzny dotarł także ból z prawdopodobnie złamanego lewego przedramienia.
Tatooine po raz kolejny szybko zaczęła pokazywać swoją gościnność.

Proszę serdecznie o nieopisywanie rezultatów działania podjętego w celu wyratowania i wyjmowania spod szczątków Grubasa, to już jest sugestywnie obmyślone ;) .
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Ezen Gyanda » 11 Lis 2011, o 16:21

Członek gangu jako z niewielu jej przedstawicieli był człowiekiem, mężczyzną, a raczej kilkunastoletnim chłopcem. Ubrany ów chłopiec był średniej budowy ciała przy wzroście około 1.80 cm. Ubrany był w tunikę, z raczej to co z niej zostało. Teraz to była brudna, podarta szmata z plamami krwi. Pierwsze co poczuł Ezen to przeszywający ból dochodzący z lewej ręki. Chłopiec próbował ciągle podnieść się, lecz było to bezskuteczne. W końcu za którąś próbą wstał, ale od razu runął na ziemie zanurzając głowę w zimny piach.
Nie ruszając lewym przedramieniem spróbował po raz kolejny i tym razem próba odniosła sukces. Krew z skroni powoli spływała po grzywce blondyna. Jego niegdyś jasne włosy tera były sklejone od krwi i ziarenek piasku. Ezen stojąc na wydmie rozejrzał się po okolicy. Wszędzie leżały kawałki rozbitych pojazdów, które się jeszcze paliły. Słońce, a raczej słońca powoli już zachodziły, gdy ocaleni próbowali uratować swoje życia. Chłopiec wiedział, ze tu nie jest bezpiecznie, więc miał zamiar jak najszybciej opuścić to miejsce.
Zanim jednak to zrobił, musiał zrobić prowizoryczny "gips" na złamaną rękę. W tym celu zszedł z wydmy do gróbki znajdujących się tam osób, wlekąc za sobą lewą kończynę i nic nie mówiąc do pozostałych ocalałych zaczął przeszukiwać złom w poszukiwaniu odpowiedniego materiału. Niestety nic nie znalazł, więc musiał zadowolić się kawałkiem swojego ubrania przewieszonego przez swoją głowę, na której zawiesił rękę.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image
Awatar użytkownika
Ezen Gyanda
New One
 
Posty: 18
Rejestracja: 7 Lis 2011, o 10:21

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 15 Lis 2011, o 20:44

Czy sensownym było ratować Djutewa? Czerwony grubas cechował się nadzwyczajnym nadęciem, obrażalstwem, zwałami tłuszczu, które spowalniały jego i tak ślamazarny chód, a teraz został także ciężko ranny - nic nadmiernie nie zachęcało Tresty, by spróbować wyciągnąć go spod sterty złomu. Ciężko było jednak pozostać obojętnym na rozpaczliwe nawoływania czarnowłosego i prezentowane przez niego raczej nieudolne wysiłki, a poza tym, nic lepszego nie było do roboty. W obecnej sytuacji pozostało jedynie w miarę możliwości pomóc rannym. A jeśli chętniej widziałoby się kogoś martwym, niż ocalonym... nikt nie mówił, że trzeba się jakoś bardzo starać.
Upewniwszy się, że żaden z organizatorów zasadzki nie przybył dokończyć dzieła, najemnik schował z powrotem broń i wyrwał się przed siebie żwawym truchtem. Stąpał lekko po skropionym krwią piasku, wymijając dymiące fragmenty speederów i różnokolorowe części brutalnie potraktowanych ciał. Żadna z min nie powinna się już aktywować, ale mimo to, łysola ogarniał strach przed gwałtowną śmiercią w kolejnym malowniczym wybuchu.
Już przy Gallaafim, Renno zaczął pomagać czarnowłosemu w odgarnianiu blach, prętów i reszty złomu. Pracochłonne zajęcie przerywał od czasu do czasu sam drgający konwulsyjnie grubas, który swoimi chaotycznymi ruchami przesuwał cały bajzel w dół, jakby uparcie chciał się pod nim pogrzebać.
- Gdzie jest ten cholerny Kerestianin? Rusz dupę i go tu przytrzymaj! - mobilizował otoczenie Tresta. - A mała morderczyni? Gdzie się pałętasz? Leź tu!
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 16 Lis 2011, o 19:06

Patrząc na stare powiedzenie, mówiące, że w grupie raźniej, szczęśliwym dla pasażerów trafem przeżyła jeszcze jedna istota. W dziwny sposób podczas wybuchu opancerzony Mandalorianin dostał się dość głęboko w pobliską wydmę. Kilka dobrych minut zajęło mu pozbieranie się z szoku po wypadku, a następne wykopanie się spod piasku. W końcu stanął na własnych nogach, prosto pomiędzy oboma czerwonymi tarczami. Były już tak nisko, że wyglądało to jakby spoczęły Thrakowi na ramionach, gdy wyprostował się. Czarny Beskar'gam wyglądał prawdziwie przerażająco w krwistym odcieniu rzucanym przez zachodzące słońca.
Skirata czuł się zupełnie nieźle, patrząc na to, co przed chwilą spotkało cała karawanę. Właściwie pancerz uchronił go przed większością obrażeń, lecz gdy łowca zobaczył swoją lewą rękę, zrozumiał, że ochrona ta nie była darmowa. Czarny metal na przedramieniu i wyżej był powyginany, mocno wgnieciony i utrudniał bardzo ruchy kończyny. Nie wiadomo było nawet, co działo się z podzespołami, które mogły się w nim mieścić.
Podsumowując diagnozę, Thrak mógł pomyśleć, że wyszedł zupełnie nieźle z całego incydentu. Znajdująca się niedaleko grupa istot dopiero się zbierała lub próbowała uratować ostatniego przygniecionego prze stertę złomu.W wydmie, z której wykopał się Mando'ade został jednak cały jego podręczny bagaż. Wszystko to, czego nie miał przyczepionego do zbroi, mogło teraz zostać obiektem prawie archeologicznych poszukiwań.
Cena za życie dość niska, choć na pewno uwierająca.

Kończymy tamtą kolejkę, więc czekam na odpisy Kamuro, Rewixta i Thraka*. Oczywiście Ezen i Renno też możecie się udzielić, tylko nadal bez opisów rezultatów ratowania Czerwonego ;) .
*w dowolnej kolejności :P
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 17 Lis 2011, o 12:55

- Och, jednak żyjesz. Trudno. Trupowi nie przydałaby się broń.
Podsumowała krótko osobnika. Z trudem podniosła się nogi, a gdy tylko ciężar ciała położyła na tą ze skręconą kostką, z jej ust wylał się potok przekleństw nie przystający takiej uroczej młodej dziewczynie.
- Wyluzuj się, Jakcitamjest. Skoro jesteś żywy, to nawet lepiej. Przecież gdybyś to ty zauważył trupa który ma masę przydatnych rzeczy, zrobiłbyś to samo. Liczy się przetrwanie.
Podsumowała krótko krzyki Kerestianina, po czym mocno kulejąc ruszyła w stronę przygniecionego przez złom.
- Hm, on może nie przeżyć. Może po prostu go dobijemy? Krew zawsze się przyda jakby trzeba było zwilżyć czymś gardło.
Popatrzyła po pozostałych, a widząc że nikt nie parsknął śmiechem, dodała ciszej.
- ... żartowałam.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Thrak Skirata » 17 Lis 2011, o 20:11

Thrak otrzepawszy się z piachu obejrzał okolicę. Jedynym elementem krajobrazu jaki uznał za godny uwagi było miejsce wypadku. Jego ekwipunek został ograniczony do blastera, jednego granatu i pakietu medycznego. Reszta została pogrzebana w wydmie. Całość dopełniał fakt, że uszkodzeniu uległ pancerz na lewym przedramieniu. Utrudniał ruchy ręką.
- Haar'chak. - Mruknął pod nosem kierując się w stronę ocalałych. Osoby z którymi podróżował, nie żyli. Logiczny posunięciem było zabezpieczenie miejsca wypadku i dołączenie do innych.
Image
Awatar użytkownika
Thrak Skirata
Gracz
 
Posty: 672
Rejestracja: 15 Cze 2011, o 18:57

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 21 Lis 2011, o 13:34

Nie dość że krwawi, to go jeszcze ganiają!
Nie robiąc sobie nic z krzyków Tresty, Kerestianin postanowił najpierw zająć się sobą. Zlokalizowawszy tuż koło siebie trupa, pochylił się nad niezidentyfikowanym osobnikiem i przekonawszy się, ze spodnie owego trupa wykonane są z jakiegoś mocniejszego materiału, oddarł spory kawał. Szybko obwiązał go wokół krwawiącej rany, zaciskając mocno, po czym ruszył w kierunku Tresty, czujnie rozglądając się wokół - mógł przysiąc, że ten krayt jest wciąż niedaleko. Pieprzony smok zsyłający dziwne wizje!
Nagle, tuż koło siebie, po prawej jego oczy zlokalizowały osobnika ubranego w zbroję mandalorianina. Kerestianin szybko zaczął sobie przypominać krótkie lekcje mando'a, aż w końcu powiedział, z niejaką trudnością:
-Su cuy'gar, verd! - po czym, jakby nigdy nic, ruszył dalej.
Stanąwszy tuż koło najemnika, oparł ręce o biodra i wzniosłym głosem powiedział:
-Oto więc przybyłem, odpowiadając na twe wołania! Cóż mam czynić, coż mam czynić, by twe oczekiwania spełnić, mieczu najemny?!
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 21 Lis 2011, o 17:45

Pustynia nie oszczędzała nikogo i choć wyjątkiem nie byli pasażerowie zebrani w okolicy przygniecionego Djutewa, to akurat oni mogli czuć się szczęściarzami. Szóstka istot ratowała. Niektórzy siebie, niektórzy już innych, w każdym razie każdy próbował uratować kogoś poszkodowanego w katastrofie.
Czarnowłosy mężczyzna otrzymał pomoc zaledwie od Renno i Urra, który nadszedł zresztą przed chwilą. Trójce istot zaczęło iść o wiele lepiej z podnoszeniem metalu przygniatającego prawie całego czerwonoskórego. Cal po calu, wrak śmigacza przesuwał się na bok, uwalniając przygwożdżonego. Im jednak bliżej znajdował się od uwolnienia, tym więcej życia wydawało się wypływać z arystokraty. Po kilku chwilach przestał już nawet pomagać ratującym go, a później jego ciało zaczęły ogarniać drgawki. W tym momencie, jakby wiedzeni ironią losu, mężczyźni wykonali ostatnie pchnięcie i odrzucili szczątki na bok.
Rozległo się ciche, ohydne plaśnięcie, gdy ciało Djutewa spadło na ziemię w prawdziwym jeziorze krwi. Djutewa ahk Kolpera Gallaafi'ego została już tylko połowa, która kończyła się mniej więcej równo z pępkiem. Dalej widać już było tylko zdruzgotane narządy wewnętrzne i sterczący z rany kręgosłup. Głowa mężczyzny opadła na piasek, a w jego martwych oczach odbiły się czerwone tarcze zachodzących słońc.
Tajemniczy, czarnowłosy mężczyzna długo wpatrywał się w ten obraz, jakby chciał wyczytać cokolwiek z ogarniętych czerwonymi płomieniami oczu. Djutew nie wydał już jednak żadnego dźwięku, żadne konwulsje nie wstrząsnęły jego ciałem, nie wydał już ostatniego tchnienia. Wyglądało to trochę, jakby został zaskoczony w połowie życia.
- Proszę, podobno chciałaś się napić - powiedział po chwili najcichszym szeptem czarnowłosy, jednak wśród panującej ciszy, jego głos wydawał się lecieć kilometrami przez pustynię.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Thrak Skirata » 22 Lis 2011, o 22:11

-Su cuy'gar - Odpowiedział Kerestianinowi. Rozejrzał się po okolicy. Dwóch osobników podnosiło wrak ale nie było sensu im pomagać. Za dobrze im szło. Postanowił pobuszować po miejscu wypadku by znaleźć narzędzia do naprawy pancerza. Jedyną rzeczą adekwatna do potrzeby był kawał metalowego pręta , będącego do niedawna częścią jakiegoś śmigacza. - Nie ma to jak naprawy polowe.- Mruknął. Ponownie zlustrował otoczenie. - Teraz przydały by się kombinerki. - Kontynuując swój monolog, Thrak przeszukiwał okolicę. Zebranie potrzebnego sprzętu miało nikłe szanse na powodzenie. Nie chodziło o całkowitą reperacje karwasza. Wystarczyło mu jedynie odzyskanie swobody ruchu.
Image
Awatar użytkownika
Thrak Skirata
Gracz
 
Posty: 672
Rejestracja: 15 Cze 2011, o 18:57

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 26 Lis 2011, o 14:37

Tresta zastanawiał się przez dłuższą chwilę nad jakąś sensowną ripostą dla czarnowłosego, ale widok imponującej kolekcji bebechów Djutewa i sterczący makabrycznie kręgosłup skutecznie rozpraszały wszelką uwagę. Krwawe zwłoki senatora, radnego, czy czymkolwiek gruby się parał, stanowiły wymarzoną ucztę dla padlinożerców i reszty podstępnej tatooińskiej fauny - żarcia starczyłoby może i na dwa dni z hakiem, przy oszczędnej eksploatacji, a jeśli zwierzaki zdołałyby odgrzebać drugą połowę trupa, to porządny bufecik gotowy. Niebawem zleci się pewnie cała chmara żarłoków.
A co ze smokiem Krayt? Tego pokroju bestia chyba momentalnie wyczuwa kuszący zapach posoki i kojarzy go z łatwą ofiarą. Zainteresowałaby się taką ilością zdechłego mięsa? Może. Czy jest w pobliżu? Może. Tyle niewiadomych.
- Podejrzewam, że w okolicy nie ma ani jednego działającego śmigacza. - rzekł donośnie Renno, zaprzestając inspekcji martwego tłuściocha. - Ale do tej pory udało nam się pokonać kawał drogi, to i może do miasta dotrzemy na piechotę. Okręcimy głowy jakimiś szmatami, żeby udaru nie dostać, ostrożnie będziemy gospodarować płynami i odstrzelimy tych, co będą zostawać w tyle. Gówniana sytuacja, fakt, ale patrzcie też na pozytywy: nikt już nie wisi przysługi Twi'lekowi... mam jeszcze trochę wódki i... no, to właściwie tyle.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 29 Lis 2011, o 20:33

Zza zaspy, która leżała poza widokiem ocalałych, wyszedł młody chłopak. Jego czarne włosy lśniły w promieniach zachodzących słońc, pozostawiając w cieniu młodą twarz. Z odległości wydawał się dużo starszy, niż rzeczywiście, co spowodowane było wysokim jak na ten wiek wzrostem człowieka.
Młody wydawał się być całkowicie zdrowy, jakby katastrofa nie wpłynęła na niego zupełnie. Nikt z podróżnych nie pamiętał go jednak z tłumu pasażerów wysiadających z promu, choć mogło być to spowodowane niepozornym wyglądem chłopaka i jego cichym usposobieniem. Wydawało się raczej, że to jego bystro patrzące oczy mogły zdobyć więcej informacji o kimkolwiek z grupy, niż wszyscy razem wzięci o młodym złodzieju.
Niemniej pojawienie chłopaka mogło oznaczać tylko jedno - kolejne pytania, żadnych odpowiedzi.

Jeszcze raz to samo, dochodzi nowy gracz, kolejka trwa. Czekam na odpisy Kamuro, Rewixta, Rivena i Ezena. W dowolnej kolejności, pozostała dwójka może się udzielać (nie liczę na to :P ).
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 10 Gru 2011, o 00:38

- Wygląda niezwykle apetycznie.
Zakpiła, ewidentnie nieszczególnie przejęta śmiercią grubasa.
- Miły był z ciebie gość, ale lepiej ty niż ja, panie Djutew.
Podsumowała krótko z sarkazmem w głosie. W Imperium widywała ciała w znacznie gorszym stanie i oglądała dużo straszniejsze zgony. Uodporniło ją to psychicznie - w pewnym sensie.
Wyjęła noszony przy sobie skalpel - jedyną pamiątkę po Doktorze Hill - po czym odcięła nim solidny fragment ubioru trupa, umoczyła go w jego własnej krwi.
- Mnie się to przyda bardziej niż Tobie.
Podsumowała krótko i bezczelnie zasłoniła sobie głowę materiałem. Krople krwi grubasa na tle blizn Beatrice i jej groźnego spojrzenia wyglądać mogły dość... upiornie. Jak to możliwe, że tak drobna, piękna, młoda kobieta mogła być zarazem tak nieczuła i zimna?
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

PoprzedniaNastępna

Wróć do Inne

cron