Content

Inne

Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Image

Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 26 Paź 2011, o 17:06

Patrząc w zachodzące słońca.



Pod kadłubem lądującego statku rozpętała się prawdziwa burza piaskowa. Tanie lotnisko, na którym właśnie siadała maszyna, nie posiadało właściwie żadnych standardów. Wśród szalejącego wszędzie piasku porozrzucane były stosy złomu i odpadów. Linie lotnicze "X", do których należał prom, miały wywiązać się tylko z jednego warunku, na który opiewała umowa. Dowieźć pasażerów do celu, a ten zbliżał się właśnie do wyciągniętego już podwozia statku. Stary pojazd ciężko osiadł na podłożu, co wstrząsnęło okolicznymi ścianami. Pośród opadającego piasku, z cichym sykiem otworzył się właz promu. Po wyciąganej dopiero rampie zszedł szybko jeden z członków załogi. Nie miał na sobie żadnego uniformu ani nawet znaku przypisującego go do firmy, dla której pracował.
Ludzki mężczyzna rozejrzał się szybko po lądowisku, nie potrafiąc ukryć swojego zdenerwowania. Gdy dostrzegł cień poruszający się za kontenerami naprzeciwko, błyskawicznie chwycił za blaster. W doku rozległ się trzask uderzenia o metal, gdy niechcący upuścił swoją broń. Zza sterty śmieci wypadł jednak tylko przerażony hałasem szczur, uciekając w stronę przeciwległej ściany. Człowiek obszedł statek dookoła, po czym wrócił na rampę i zameldował się kapitanowi.
W środku promu zapanowało poruszenie. Podróżni, popędzani przez załogę, zebrali się przy włazie i zaczęli wychodzić na zewnątrz. Mały tłum wszelakich osobistości i ras wylał się na lądowisko. Po chwili wszyscy zrozumieli, dlaczego obsługa statku tak wyganiała ich tak szybko. Wyciągnięty właz zaczął znikać, gdy tylko ostatni z pasażerów zszedł na żółty piasek. Syknął zamykany właz i ponownie rozpętało się piaskowe piekło, towarzyszące uruchamianym repulsorom. Grupa istot rozbiegła się za najbliższe śmieci, by chociaż trochę osłonić swe jestestwa. Po chwili mogli już tylko patrzeć, jak ich niedoszły środek transportu migocze pomiędzy dwoma czerwonymi kulami na nieboskłonie. Wszyscy patrzyli w zachodzące słońca Tatooine.
Powoli pierwsi zrezygnowani ruszyli do widocznych w jednej ze ścian drzwi doku. Jednym z pierwszych, którzy wyszli zza stert złomu był młody, ludzki mężczyzna. Wyglądał na mniej niż trzydzieści lat, lecz jego twarz zdradzała już oznaki życiowego doświadczenia. Miał krótko ścięte, czarne włosy, który mimo szalejącej przed chwilą wichury nadal leżały na jego głowie. Spojrzenie czarnych oczu niezbyt szybko omiatało całe pomieszczenie, jakby analizując otoczenie, w którym znalazł się ich właściciel. Choć nie muskularny ani wysoki człowiek ten wzbudzał dziwne uczucia w pasażerach, którzy podróżowali razem z nim. Gdy zatoczył wzrokiem pełne koło, spojrzał jeszcze raz w niebo. Wiedział, że szybko nie wydostanie się spod obu szalenie czerwonych tarcz, które kończyły właśnie swą podniebną wędrówkę tamtego dnia.

Stolik ten ma strukturę bardziej otwartą niż zazwyczaj. Postacie, które chcą się przyłączyć do gry nie muszą być aktywne na MM ani nawet nie musiały nigdy na niej istnieć. Do gry wejść może każdy, dowolną istotą, która przychodzi mu do głowy. Nie musi przesyłać mi ani tworzyć żadnej KP, po prostu proszę o przemyślenie konceptu i trzymanie się go w miarę możliwości. Postacie, które pogłębiać się będą wraz z historią spisywaną tutaj będą mam nadzieję niezwykle ciekawe i barwne. Oczywiście mile widziane będą także znane z MM osobistości. Wybór należy do Graczy.
Kilka innych informacji:
- stolik jest zawieszony pomiędzy czasem i przestrzenią; dzieje się w dowolnym momencie ostatnich kilkunastu lat, to Wy sami wybieracie czas, z którego pojawia się Wasza postać;
- stół stworzony jest w ramach eksperymentu wprowadzenia klimatu Franza Kafki do naszego stroytellingu, więc choć sam jeszcze układam to sobie w głowie, zaznaczam to od razu (wszelkie pomysły i sugestie teraz czy w trakcie gry podrzucajcie na bierząco ;) );
- historia jest niepołączona z MM, innymi słowy co się stało w Vegas, zostaje w Vegas;
- nie jestem mistrzem wiedzy na temat sytuacji na Tatooine w czasach tych ostatnich kilkunastu lat (zresztą wcześniejszych też nie), ale w miarę możliwości postaram się trzymać odpowiedniego realizmu świata, który Wy znacie pewnie lepiej ode mnie;
- na koniec zachęcam do przyłączania oczywiście, jeśli tylko przez to przebrnęliście :) ;
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 26 Paź 2011, o 18:05

- No to se polataliśmy. - odezwał się Tresta, przerywając ciszę, jaka zapanowała po odlocie statku. - Na koniec mogli nam darować te przepychanki, chodzić potrafię bez pomocy.
Najemnik usiłował prześledzić trasę znikającej maszyny, ale mrużenie powiek i układanie zapewniającego cień "daszku" z dłoni nie dawało pożądanych efektów. Słońca Tatooine postawiły sobie chyba za cel oślepienie każdej istoty w okolicy, bez względu na rasę, wiek, płeć czy przewinienia.
Był jeszcze piasek. Ten rzadki okaz drania wykazywał się jeszcze większą złośliwością, a ponadto był tuż przy swoich ofiarach, nie setki tysięcy kilometrów w oddali, jak te dwie nieszczęsne gwiazdy. Sposobów na uprzykrzanie życia innym opracował przez to o wiele, wiele więcej.
Wtem, Renno przypomniał sobie o goglach, które pewnego poranka znalazł w jednej z kieszeni, do których zresztą upychał wszystkie swoje własności. Patrzałki o grubych, przyciemnianych szkłach zdolne były do ochrony oczu zarówno przed wszędobylskich drobinek kwarcu, jak i zmasowanymi atakami promieni słonecznych. Przy okazji, łysol sięgnął po zaśniedziałą piersiówkę z ledwo widocznym, zatartym napisem w Aurebesh. Pociągnął zdrowego łyka, skrzywił się szpetnie i zbliżył dłoń z naczyniem do czarnowłosego obserwatora, który wydawał się być kilka lat od niego młodszy.
- Z Nar Shaddaa, pierwszej klasy siwucha. Proszę się częstować, póki daję. - wyraził hojną ofertę, uśmiechając się szeroko.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 26 Paź 2011, o 18:57

Czarnowłosy spojrzał rozejrzał się dookoła, jakby zupełnie rozkojarzony nie wiedział gdzie jest. W końcu skupił wzrok na Treście, który przed chwilą do niego podszedł. Przez dłuższą chwilę przyglądał się najemnikowi. Co dziwne, jego oczy cały czas spoglądały uważnie na twarz mężczyzny, ani razu nie zwracając się w stronę reszty jego osoby. Czarne oczy rozejrzały się jeszcze po przechodzących za Trestą podróżnych, zanim człowiek odpowiedział. Mówił spokojnym głosem, twardym, choć lekko nieobecnym:
- Z Nar Shaada? - mężczyzna dopiero teraz zauważył proponowany trunek. Powolnym gestem wziął od najemnika naczynie i podniósł do ust. Po raz kolejny jego wzrok skupił się na bliźniaczych słońcach planety. Ciemnoczerwone promienie odbiły się od jego niezamkniętych oczu, gdy pociągał łyk z piersiówki. Obcy nie skrzywił się nawet, jakby cały czas nie mogąc się skupić na rzeczywistości.
- Dziękuję Ci - powiedział dość oficjalnie. Po czym znów skupił wzrok na twarzy Renno. Ciszę przerwał po kolejnej ciszy, zadając pytanie, które równie dobrze mogło nie dotyczyć wcale Tresty. - Piękna czerwień, czyż nie?
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 26 Paź 2011, o 19:18

-Jeżeli nie masz nic przeciwko, ja też bym chętnie łyknął - głos należał do Kerestianina, który stał dosyć niedaleko najemnika i czarnowłosego. No, a raczej - do maski wokalizującej, która swą szarością kontrastowała z czernią zbroi. Tatooine nie było jego pierwotnym celem - ale, kiedy się należy do zorganizowanej siatki najemniczej, takie zadanie jakie właśnie dostał nasz Kerestianin - było wręcz marzeniem.
Co to za trudność, załatwić sobie lokal i zorganizować parę kontaktów tu i tam? Zbyt dobrze wiedział, że szykowana akcja jest naprawdę wielka. "Może przynajmniej w końcu dostanę coś więcej, niż tyle ile starcza mi na przeżycie... i wódkę", pomyślawszy, przypomniał sobie o swojej prośbie do człowieka, więc potrząsnął głową i popatrzył się na najemnika ciekawym okiem.
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 26 Paź 2011, o 20:02

- Czerwień jak czerwień, na dodatek po oczach daje. - odparł Tresta, ze skinieniem głowy podając piersiówkę Kerestianinowi. Ciekawym było, iż czarnowłosy swoją porcję przełknął bez mrugnięcia okiem, a Renno zamarzył przez moment o porządnej zagryzce. - Może się przemieścimy pod te kontenery, o tam? Głupio byłoby już na starcie dostać udaru.
Najemnik wskazał trzy rozklekotane pojemniki, mieszczące zwały śmieci przemieszanych ze szczurami, nad którymi górowała sterta długich, pordzewiałych blach, chwiejąca się przy podmuchach gorącego wiatru. Złom ów rzucał nieco cienia, który choć lichy, w tych okolicznościach przyrody był prawdziwym błogosławieństwem.
Dziwne zachowanie nowo poznanego osobnika nie umknęło uwadze Tresty - podobnie jak jego oryginalna fizjonomia. Oczy, które początkowo wydawały się być zupełnie normalnymi, w rzeczywistości były depresyjnie czarne, a twarz, choć zwyczajna, bez żadnych defektów i uszkodzeń, również nie promieniowała szczęściem. Była tak jakby... bez wyrazu.
Podsumowując, cholernie smutny człowiek, który raczej kiepsko kontaktuje z rzeczywistością. Baba go rzuciła?
- Renno Tresta. Moje imię i nazwisko. - przedstawił się najemnik. Gadał dla samego gadania, jednego z jego ulubionych zajęć. - Już razem piliśmy, a waszych godności jeszcze nie znam. Niezwykłe.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 26 Paź 2011, o 21:08

Nieznajomy dopiero po chwili dostrzegł kolejnego osobnika, który dołączył do małego grona konsumentów. Przed tym przyswajał odpowiedź Tresty, patrząc prawie prosto w zdobiące niebo słońca. Jego oczy zabłysły płomieniami czerwieni.
- Daje po oczach - mruknął do siebie. - Tak, pewnie rzeczywiście - to mówiąc, zwrócił się do nowo przybyłego, co zawiesiło uwagę między całą trójką. Przez chwilę przyglądał się pijącemu, nie zważając nawet na to, że Kerestianin z pewnością mógł to zauważyć.
Na propozycję Renno odwrócił wzrok, lecz w zupełnie odwrotnym kierunku niż ten wskazywał.
- Poczekajmy aż przejdą ci ludzie, te istoty, a później wyjdźmy stąd. Przecież czeka nas jeszcze długa trasa - powiedział enigmatycznie. Jego wzrok spoczął na dwójce towarzyszy, znowu jednak ograniczając się do spoglądania w twarze nowo poznanych. Wyglądał, jakby starał się wedrzeć przez oczy w ich dusze... które tak naprawdę zdawały się go nie obchodzić.
- Bardzo mi miło - rzekł znów zbyt oficjalnie nieznajomy, nie zważając na oczekiwanie najemnika.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 26 Paź 2011, o 23:08

Pośród wypchniętych z promu była także osoba która zdawała się kompletnie tutaj nie pasować, wmieszana pomiędzy Kerestianina, najemnika i trzeciego mężczyznę. Była to drobniutkiej, kruchej budowy młoda dziewczyna o szkarłatnych włosach i tej samej barwy oczach. Jej ubiór przynajmniej w miarę nadawał się na klimat Tatooine, bo złączone ze sobą kawałki szmat dawały odrobinę cienia na skórze, a przy tym nie zatrzymywały ciepła. Odetchnęła głęboko i zaraz kaszlnęła, gdy suche powietrze podrażniło jej delikatny układ oddechowy. Uniosła spojrzenie dużych oczu błyszczących niczym dwa rubiny na mężczyzn, nie odzywając się jednak zbytnio. Zdała się ich obserwować z zaciekawieniem.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 27 Paź 2011, o 18:49

Niemalże zabawny był widok Kerestianina szamocącego się z maską wokalizującą - się cholera jakby przylepiła. Kiedy ją zdjął i otworzył usta, wyraźnie widać było jeden istotny brak - brak języka. Namtih wziął siwuchę od najemnika, przechylił głowę i niemalże opróżnił manierkę. Alkohol, jak alkohol robił swoje - szczególnie w stosunku do Kerestianina, który mocną głową poszczycić się nie mógł.
Świat wydawał się jakby inny, trochę bardziej kolorowy, mniej ostry. Namtih znał to uczucie - zbyt często pił, żeby nie wiedzieć co się dzieje. Siwucha była porządna, paliła gardło, a Namtih już zaczął odczuwać jej działanie. Cóż.
Oddawszy manierkę, bezceremonialnie złapał za rękę najemnika i poruszył ustami - jednak jedyne co się z jego krtani wydobyło, to jakiś dziwny niby-jęk. Klepnął się otwartą dłonią w czoło, założył szybko maskę z powrotem na twarz po czym znowu złapał Renno za rękę, potrząsnął i powiedział:
-Namtih Urr, Kerestianin, jako widać. Jeżeli to nie wystarcza, mogę wymienić przodków, niechaj Wielka Ciemność będzie im ociupinkę jaśniejsza!
Uwadze młodego jeszcze, bo zaledwie dwudziestosześcioletniego najemnika, zwrócił sposób wypowiadania się człowieka o czarnych włosach - był, na swój sposób, ciekawy, oryginalny i niesamowity. Już wiedział, że konwersacja z owym nieznajomym będzie czymś, co utrwali mu się w pamięci.
Chwilę po tym, zwrócił uwagę na dosyć niską dziewczynę, która ot tak sobie stała tuż koło nich i obserwowała ich wielkimi oczyma. Była na swój sposób ładna, chociaż widać było że do prawdziwego rozkwitnięcia brakuje jej parę lat. Jak zawsze w obecności osoby o płci przeciwnej, nie wiedział co ma powiedzieć - więc nie powiedział nic, tylko trwał w milczeniu niczym głaz pośrodku oceanu.
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 27 Paź 2011, o 19:22

- Patrzcie, jakie małe się przyplątało! - rzekł najemnik, uśmiechnąwszy się szeroko i radośnie. - Nie widziałem cię na statku, mała. Pewnie dlatego, że całą trasę przekimałem. Byłaś na statku? Ktoś ją widział? Była tam? Nieważne. Chcesz się napić? Raczej nie powinnaś. Dorośnij.
Tresta swój słowotok przerwał samodzielnie, zalewając gardziel kolejnym haustem wódki. Po przełknięciu zakaszlał głośno i paskudnie, dłonią kilkukrotnie uderzając się w usianą piaskiem pierś. Piersiówkę potem zakręcił oraz schował, by nie kusić innych - oraz samego siebie - i zostawić jeszcze trochę płynu na czarną godzinę.
- Co z rodzinką, dzieciaku? Są gdzieś w tamtej bandzie? - wskazał palcem wskazującym grupkę pozostałych podróżników. - Lepiej do nich biegnij, jeszcze się przestraszą, że zginęłaś. Czy coś. - mówiąc to, podciągnął pas, do którego umocowana była, między innymi, kabura z blasterem.
Więc Kerestianin nie dość, że w oryginale dziwnie wygląda, to jeszcze stracił język i dlatego tak specyficznie gada, bo przez wokalizator... Ciekawe, ciekawe... Renno nie akceptował w ogóle myśli o utracie własnego jęzora, bo byłaby to dla niego aż nazbyt tragiczna strata. Swoimi wypowiedziami prowokował licznych typów, by go w ten sposób okaleczyli, ale zawsze udawało mu się uniknąć kary. Kerestianin widocznie miał mniej farta. Albo większego kalibru wrogów.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 27 Paź 2011, o 19:39

Czarnowłosy skupił wzrok na twarzy Kerestianina, gdy ten zdjął maskę. Nawet gdy na swe miejsce wróciła ochronna plastal, jego oczy nie odrywały się od głowy Namtiha. Urr mógł odnieść wrażenie jakoby czarne źrenice nic sobie nie robiły z hełmu i nadal oglądały jego nagą twarz. Po dłuższej chwili takiego kontaktu, czarnowłosy zwrócił się w stronę dziewczyny stojącej obok. Choć wydawała się niepozorna i zagubiona, ciężko było sądzić, że stanęła akurat obok nich zupełnie przypadkowo. Wyglądało jakby to właśnie przez moment krążyło po głowie mężczyzny, lecz szybko znów skupił się na czymś innym.
Tymczasem zza jednego z kontenerów wyłonił się spasiony mężczyzna, obficie zlany potem. Miał niesamowicie dziwną karnację, gdyż jego skóra wydawała się być zupełnie czerwona, co pogłębiało jeszcze karminowe światło padające z nieba. Przecierając łyse czoło chusteczką, podszedł do stojących w grupie podróżnych. Robił to powolnym, ociężałym krokiem, z każdym ruchem okazując niezadowolenie napotkanymi warunkami. Stanął niedaleko grupki istot i odezwał się do także stojącej obok dziewczyny.
- Cześć dziewczyno - powiedział, a jego twarz i trzy podbródki wykrzywił grymas mający imitować uśmiech. - Cóż tak piękna istotka jak ty robi na tak niebezpiecznej planecie? Nie uważasz, że w towarzystwie będzie ci o wiele bezpieczniej? - tutaj wyprostował się dumne, pokazując imponujący wzrost. - Proponuje ci to nie byle kto. Jam jest Djutew ahk Kolper Gallaafi, członek jednego z ważniejszych rodów zasiadających w radzie małej planety z Zewnętrznych Rubieży. Może jest to akurat dla ciebie niezbyt zachęcające, ale musisz wiedzieć, że masz przed sobą człowieka honoru i godności. Tak niewinna istotka jak ty nie musi się przy mnie niczego obawiać, niejedna już dama zadowoloną była przez to, że spotkała mnie na swej drodze. Tym bardziej tutaj, na planecie, którą niestety zmuszony jestem odwiedzać często, szczególnie ostatnimi czasy... - tutaj wziął teatralny oddech, rozglądając się krytycznym spojrzeniem po doku. - To nie to samo, co moja planeta. Tam nie zaznałabyś nigdy tak piekącego słońca, takich zwał piasku ani tak zdezelowanego lądowiska. Tęsknię już za wielkimi polanami i łąkami, które zdają się tworzyć krajobraz mojej rodzimej planety. Nie to co tutaj, o nie! Zamiast kilometrów piasku, soczysta trawa. Zamiast suchej i nieurodzajnej ziemi, piękne rośliny, tworzące niesamowite pejzaże. Zamiast pustości, bogactwo wszelakich istot. W końcu zamiast bandytów, przemytników, przestępców, błogi spokój, tak ułatwiający kontemplację - rozejrzał się rozmarzonym wzrokiem i przetarł spocone czoło chusteczką. - Pewnie dla ciebie brzmi to jakbym opowiadał o niebie, zaświatach, szczególnie tutaj. Nie musisz się jednak martwić, nie zatracę się w nieobecnych obrazach!
Po czym znów się wyprostował, co sprawiło, że zaczął wyraźnie górować nad pozostałymi. Wyglądało to jakby podczas rozmowy nie miał siły utrzymywać takiej pozycji, więc raz za razem zaskakiwał takimi właśnie nagłymi zmianami wzrostu. Obrzucił przy tym wzrokiem zebraną przy piersiówce Tresty grupkę. Zrobił to wyniośle, lecz nie widać było w jego oczach specjalnego krytycyzmu. Wrażenia wyższości temu gestowi dodawał po prostu niesamowity wzrost grubego człowieka.
Na jego spojrzenie odpowiedział pierwszy oczywiście czarnowłosy dziwak, który po raz kolejny uważnie obserwował twarz kolejnej istoty. Powoli opuszczał tylko wzrok, w miarę następnego opadania Djutewa z pozycji zupełnie wyprostowanej. Członek jednego z najważniejszych rodów zasiadających w radzie małej planety z Zewnętrznych Rubieży zmieszał się po chwili i z głośnym westchnięciem zwrócił się twarzą w stronę pozostałych zebranych, a szczególnie dziewczyny, do której przed chwilą zagadał.
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 27 Paź 2011, o 21:03

Tatooine. Gdzie podziały się czasy, gdy mieszkali tutaj wyłącznie hodowcy wilgoci, Jawowie i Jedi w różnych stadiach rozwoju?
- Słuchaj no, panie radca... - zaczął Tresta, kierując szkła gogli razem z resztą ciała w stronę czerwonego przybysza. - przychodzi pan tutaj i na starcie się przystawia do nieletniej. Rozumiem, różnych ludzi różne rzeczy podniecają, ale... niefajnie. Niefajnie. Pomijając to wszystko, miałby chociaż pan tyle przyzwoitości, żeby ją po prostu cukierkami zwabić jak porządny zboczeniec, a nie gadać o jakichś soczystych trawach i Zewnętrznych Rubieżach. Daj pan spokój z takimi metodami.
Pozostało tylko czekać na reakcję dziewczyny. Pozostali członkowie pijackiego grona również mogli zabrać którąś ze stron w dyskusji, ale jak na razie wydawało się, że są zbyt zajęci obserwowaniem otyłego arystokraty i fontanny potu, jaka się z niego wydzielała. Tak właściwie, to jak zdołał się upchać za kontenerem? Siedział tam cały czas, pospołu ze szczurami? Czatował już na inną młodzież? Renno nagle zaczął zadawać sobie multum pytań, na które czas było pozyskać odpowiedzi.
- Przyznaj się, dziadu, od ilu lat babrasz się w tym procederze? - zmienił ton i warknął niemal, wykrzywiając spierzchnięte usta w sposób, jaki podpatrzył u jednego Zabraka z Nar Shaddaa. - Za lżejsze przewinienia już ludzi kastrowali!
Wewnątrz jednak najemnik pękał ze śmiechu i oczekiwał reakcji grubasa, który będzie musiał się co najmniej zmieszać. Trzeba nadętego natręta załatwić jego własną bronią - zaskoczeniem i paplaniną, niech nie myśli, że jest jakiś wyjątkowy.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 28 Paź 2011, o 14:47

Szkarłatnowłosą najpierw zaczepił najemnik a zaraz po nim wielki jak dąb mężczyzna. Obydwaj zalali ją potokiem słów, że przez moment zdała się zagubiona, ale zaraz popatrzyła to po jednym to po drugim.
- Jesteście jakimiś przyjaciółmi? Wydaje mi się, że obaj troszkę nadużywacie swojego daru mowy. Po pierwsze: Jestem dorosła. Po drugie: Nie pijam alkoholu. Po trzecie: Nie mam rodziców.
Tutaj spojrzała nieco krytycznie na Renno. Nie miała wrednego czy zgryźliwego tonu, a jej słowa nie brzmiały jak obraza. Raczej jak stwierdzenie faktu.
Po chwili przeniosła wzrok na drugiego mężczyznę.
- Ty zaś masz niezwykły talent do spuszczania wodospadu słów nim przekonasz się w ogóle, że zainteresowałeś osobę do której się zwracasz. Na tej planecie niewiele spotkasz rzeczy niebezpieczniejszych niż ja, jeśli w ogóle. Nie wątpię, żeś człowiek honoru i godności i pochwalam to, ale coraz mniej warte są cnoty w tym spaczonym świecie. Ludzie honorowi krócej żyją. Nie wątpię również, że twoja planeta jest piękna. To jednak co ja lubię najbardziej, to pusta, cicha przestrzeń kosmiczna. Pozwala się odprężyć.
Na pytanie odnośnie tego, czy była na statku, spojrzała znów na Renno.
- Owszem, byłam na pokładzie. Znalazłam sobie przyjemne, chłodne miejsce skąd miałam widok na bezkres galaktyki. I faktycznie, przybyłam tu sama. Tak długo jak Tatooine nie jest pod kontrolą Imperium, nie mam powodu by tu nie przebywać. To miejsce jest równie dobre jak każde inne.
Wyprostowała się, unosząc lekko podbródek.
- I na niewielu planetach znajdziecie coś niebezpieczniejszego niż ja. Kilka lat temu utwierdziłam się w tym przekonaniu. Ale to inna historia, którą nie mam powodu się dzielić.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 28 Paź 2011, o 20:06

-Lepsze Imperium niż, tfu, Rebelia, mówię ci szczerze, młoda - ale obie to skurwysyńskie grupy, za wyrażenie młodą damę przepraszam. - głos Namtiha brzmiał dziwnie, trochę był zniekształcony - maska widocznie nie obsługiwała jednocześnie funkcji "duszenie szaleńczego śmiechu" i "poważna wypowiedź". Niebo ze swym żarzącym słońcem drżało, powietrze zakreślało fantazyjne fale, odpychając mimo swego uroku każdego od planety tej niemalże przeklętej.
Grubas wyglądał raczej na miejscowego żula, i widocznie przeszkadzał. Nie był interesujący, nie wyglądał na kogoś ciekawego - jedynie kolejny, nic nie znaczący człowiek w tej rozległej galaktyce, który myśli że swą żałosną egzystencją cokolwiek zmieni. Cóż, każdy tak poniekąd uważa, póki życie nie weźmie w swe szpony jego samego i nie ciśnie nim o ziemię z samego szczytu.
Patrząc na szkarłatnowłosą, nagle Kerestianinowi przypomniało się Kerest. Kerest, gdzie był jeden jedyny raz - zniszczone przez Mandalorian, rzadko zamieszkane, jak już to przez jego "współbraci" którzy za ochłap mięsa zdolni są by wyrżnąć całą wioskę pobratymców. Niegdyś - ośrodek cywilizacji, tętniąca życiem i technologią ciepła planeta. Teraz? Kawałek lodu na którym ledwo da się przeżyć z garstką ocalałych barbarzyńców. Wręcz świetnie rokowało to na przyszłość rasy Namtiha...
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 29 Paź 2011, o 00:09

Gruby mężczyzna po raz kolejny wyprostował się, lecz w górującej nad wszystkimi postaci nie widać było oburzenia. Wyglądał raczej na zdającego sobie sprawę z wyglądu całej sceny.
- Widzę, mój współpasażerze, - zaczął mówić w stronę Tresty. - że zostałem nazbyt opacznie zrozumiany, skoro wydajesz na mnie tak niesprawiedliwe wyroki! Nie skupiłeś się w mojej wypowiedzi na tym, co akurat miało być ważne, skupiając się raczej na tym, co pozwoliło ci trwać w twym błędnym mniemaniu. Gdzieżbym ja mógł ozwać się w stronę tej dziewczyny w tak niecnym celu, jaki zasugerowałeś. Nie wiem skąd się wzięło w tobie tyle negatywnych emocji, podczas gdy ja z czystego serca próbowałem pomóc w potrzebie. Nie wiem, czy w swym krótkim życiu zwiedziłeś już niegdyś tę planetę, lecz mówię ci od razu: tu jest niebezpiecznie. Szczególnie dla istot żeńskich. Jeśli jednak będziemy się wszyscy wzajemnie oskarżać, nigdy nie uda nam się rozwiązać jakiegokolwiek problemu. Nawet typy spod ciemnej gwiazdy lgną tutaj do siebie, maksymalizując swe szanse przetrwania. Chcesz by nas pochłonęli po kolei? Więc idź, próbuj.
Odpowiedź kobiety zaskoczyła go nie współmiernie. W młodym ciele zamieszkiwał odważny i bezpośredni duch, co potwierdzały jej kolejne słowa. Ogromna buta, która wypłynęła z niej w ostatnich słowach zdziwiłaby zresztą zapewne każdego, kto by je tylko usłyszał. Wysoki mężczyzna chciał wyrazić swe niedowierzanie słowami, lecz jego wypowiedź uprzedził czarnowłosy człowiek, stojący cały czas z grupą.
- Wydaje mi się, że powinniśmy już iść. Zostaliśmy sami - i rzeczywiście piątka istot była jedynymi z pozostałych w hangarze. Młody mężczyzna ruszył więc śladami reszty pasażerów. Cały czas uważnie aczkolwiek powoli obserwował otoczenie dookoła. Często zatrzymywał oczy na zbliżających się do siebie i horyzontu czerwonych tarczach. Po chwili stanął przed lądowiskiem, prowadząc za sobą ostatnich podróżnych.
Prawie wszyscy rozmówcy stanęli zdumieni tym, co zobaczyli po wyjściu na zewnątrz. Przed nimi widać było tylko rozgrzany piasek, ponuro przyjmujący promienie zachodzących słońc. Pustynia ciągnęła się aż po ginący pośród wydm horyzont. Po szybki rozejrzeniu się w okół, podróżni mogli zobaczyć ruiny domostw, piętrzące się po bokach. Stali wyraźnie na skraju porzuconego miasta, które rozpadało się pod wpływem pustyni. Jedynym nie zaskoczonym tym widokiem wydawał się być czarnowłosy nieznajomy. Spoglądał raczej ze smutkiem na stare, rozsypujące się domostwa.
Tymczasem przed grupą stanął wysoki Twi'lek, zajmując miejsce idealnie między dwoma czerwonymi tarczami na niebie. Uśmiechnął się drapieżnie, po czym rozłożył szeroko ręce.
- Witam nowych podróżnych! - powiedział niskim głosem. - Oto Tatooine, szczyt waszych marzeń lub desperacji, skoro zgodziliście się na lot tym promem. Chciałbym wam powiedzieć, że jesteście u celu... ale nie mogę. Stoicie niestety po środku pustyni, w miejscu gdzie niegdyś stało małe Gleahud. Dzisiaj pozostał tutaj już tylko ten dok, o który dbamy akurat my. Wśród ruin nie znajdziecie już kompletnie nic, więc nawet nie próbujcie się w nie zagłębiać. A mówię, o tym, że mogło by wam to przyjść na myśl, albowiem mam dla was propozycję, wręcz nie do odrzucenia. Zabierzemy was do miasta, takiego, które jeszcze nie wymarło - tutaj zaśmiał się krótko. - lecz musicie nam za to zapłacić!
W małym tłumie byłych pasażerów promu zawrzało. Twi'lek skinął jednak dłonią i zewsząd rozległy się dźwięki odbezpieczania broni. Grupa istot zrozumiała, że nie znalazła się na idealnym gruncie do równych negocjacji.
- Już zapłaciliśmy za lot, spadajcie stąd! - krzyknął spasły mężczyzna spod drzwi do hangaru.
Stojący przed nimi typ wyglądał na bardzo pewnego.
- Spadajcie? Naprawdę sądzisz, że chcesz się nas pozbyć? Mogę wam opowiedzieć co się będzie działo, to nawet ciekawa historia. Wy nam nie zapłacicie, więc wsiądziemy na swoje skutery i odlecimy nimi w stronę horyzontu. Oczywiście w taki sposób, żeby zmylić was jeszcze bardziej i jeszcze bardziej wydłużyć wam wspólną, odkrywczą podróż. Zostaniecie tutaj, sądząc, że nie ma co wyruszać na pustynię w nocy. Poszukacie schronienia w środku lądowiska i będziecie myśleli, że jesteście bezpieczni chociaż na noc. Jednak nie będziecie zdawać sobie sprawy z tego, co działo się nad waszymi głowami, a właściwie dzieje się teraz. Te dwie zajebiście czerwone koła na niebie oznaczają przesilenie. Niby nic, w końcu kto by się przejmował porami roku w waszej sytuacji. Chociaż ja na waszym miejscu bym to robił. Otóż siedząc w środku waszego bezpiecznego schronienia poczujecie chłód. Najpierw pomyślicie, że to tylko wychładza się wasz organizm nagrzany słońcami. Lecz będzie coraz zimniej i zimniej, temperatura się nie zatrzyma. Gdy inni mieszkańcy tej planety będą chować się głęboko w swoich norach, wy poczujecie mróz. Pomyślicie o nas, lecz my też będziemy już u celu swej podróży. Zimno, wyobrażacie sobie je w ogóle w tym skwarze? I właśnie ono dopadnie was w tej niewierze. Osłabi was, niektórych może na tyle, że rano zostaną. Tak - wskazał ręką na grubego mężczyznę, starającego się złapać trochę cienia. - myślę, że tego grubasa dopadnie to pierwszego. Zostanie tu i zgnije albo wyczerpany wpadnie w łapy jeźdźców Tusken. Reszta nie będzie już o tym jednak wiedziała. Ruszycie przecież z samego rana, starając się przebyć jak największą trasę w minimalnym słońcu. Lecz te dwie kulki dopadną was szybko, szybciej niż się będziecie spodziewać i o wiele szybciej niż będziecie chcieli. W podróży przez wydmy poczujecie wyczerpanie zimną nocą. Zatęsknicie wręcz za jej chłodem, za brakiem słońc. Idąc szczytami wydm powoli będziecie opadać z sił. Tym razem sądzę, że padną pierwsze te dwie Kupy, stojące pod ścianą - wskazał na czarnowłosego i jakiegoś Rodianina. - Sturlają się z wydmy, a wy na początku pomyślicie, że jakoś ich uratujecie. Po kilku chwilach bezproduktywnej walki, zostawicie go i pójdziecie dalej. Kolejni i kolejni odpadną. Nie patrz na mnie tak Cwaniaczku - rzucił do Renno. - Już widzę, jak toczysz się po piasku. Dla szczęśliwców nadejdą w końcu jeźdźcy Tusken. Ostatnio w przesileniu sporo się przemieszczają. Są też bardzo agresywni. Przywiążą was do swych zwierząt i poprowadzą w pustynię. Gdy upadniecie, będą was ciągnąć. W końcu rozbiją obozowisko. Poczujecie ulgę, ale bardzo bezpodstawną. Wtedy bowiem zaczną was torturować, aż w końcu zabiorą całą wodę z waszych ciał. Ah, byłbym zapomniał, robią to całkowicie na żywca. Podobno nawet budzą tych, którym udaje się zemdleć. Może czarna zbroja tego okutego pojawi się jeszcze kiedyś przed nami. W końcu czasem robimy targi z jeźdźcami Tusken- powiedział i zaczął się głośno śmiać.


Jeśli ktokolwiek chce jeszcze dołączyć, może się nadal wmieszać w grupę pasażerów bezproblemowo ;) .
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 29 Paź 2011, o 01:20

Renno przetarł gogle, by z większą dokładnością móc obserwować Twi'leka, który znikąd pojawił się w ruinach osady. Przy okazji próbował też dostrzec przeładowujących broń osobników, reagujących bez chwili zwłoki na sygnalizowane gestami polecenia swojego szefa. Żadnego uzbrojonego draba w okolicy jednak nie uświadczył. Musieli się więc kryć po rozklekotanych chatach. Albo byli... niewidzialni...
Tak czy inaczej, ciąg złowróżbnych proroctw potencjalnego zbawcy wywołał u Tresty raczej letnie uczucia. Być może w tym, co powiedział było dużo sensu, ale łysy najemnik z reguły nie akceptował żadnych negatywnych informacji, a szczególnie tych, które mogłyby mu podciąć skrzydła. Do sukcesu parł z potęgą lodołamacza, ewentualne przeszkody, pułapki i niedogodności gwałtownie zapoznając z podeszwą swojego buta. Proste i przyjemne. Kto się tam będzie przejmował jakimś megalomańskim Twi'lekiem?
- Panie radny, właśnie spadł pan na drugie miejsce w moim prywatnym top dwa najbardziej irytujących istot na tej planecie. Zwycięzca jest tuż przed nami, może mu pan pogratulować. - mruknął najemnik, zwracając się na chwilę do czerwonego grubasa, po czym zaadresował kolejne słowa do proroka. - Nie zrozumiałem wszystkiego co tam powiedziałeś, więc udam, że jednak pojąłem i powoli pokiwam głową jak kto mądry. - pokiwał powoli głową. - Dobra, koniec pierdolenia. Żałuję, że nie mam przy sobie termodetonatora, bo wtedy mógłbym ciebie i twoich odbezpieczaczy broni spopielić i ukraść wam skutery. Mówi się trudno i pyta o cenę odeskortowania do cywilizacji.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 29 Paź 2011, o 08:14

Obiekt 6 spojrzała na grubego mężczyznę który zareagował dość nerwowo na słowa Twi'leka odnośnie zapłaty, po czym odezwała się.
- Po prostu dbają o siebie, jak każdy. Nie ma powodu do takich emocji. Proponują nam pomoc. Co z tego, że chcą za nią zapłaty? To normalna rzecz w tym świecie. Każdy musi mieć za co wyżyć. Nie powiem, mam podobne odczucia do pana od alkoholu. Momentami rozważam po prostu pozabijanie was wszystkich, żeby mieć święty spokój. Ale nie mogę tego zrobić. Wiesz dlaczego? Bo wtedy popełniłabym samobójstwo, a życie to już ostatnie co mi pozostało. Nie dam go sobie odebrać z powodu paru nędznych kredytów.
Po naganie udzielonej panu radnemu przeniosła wzrok na Twi'leka.
- A więc? Zamierzacie nas zostawić w mieście na śmierć głodową, czy też ustalimy cenę która będzie satysfakcjonująca dla obydwu stron? Jeśli reszcie odechce się żyć, niech sobie umierają, ale mnie twoje argumenty przekonują. Zabieram się z wami. Spróbujcie mnie jednak oszukać, to nie uratują was blastery, zbroje czy czego tam jeszcze nie macie. Tuskeni nie są bardziej niebezpieczni niż ja, uwierzcie mi na słowo. Oni mają coś do stracenia. Mają rodziny, potomstwo, dbają o siebie wzajemnie. Na mnie nikomu nie zależy, ani mi nie zależy na nikim. Potrafię zadawać ból. Z własnego doświadczenia wiem, co boli najbardziej. Wiem, jak krzywdzić by nie zabić. Narażając mi się mógłbyś konać latami, tak jak ja kiedyś. A ja nie mam nic ciekawszego do roboty. Mam nadzieję, że się rozumiemy, tak? Pogroziliśmy już sobie wzajemnie, więc można przejść do interesów. Pokazałeś rękę groźby, teraz pokaż rękę oferty.
Pochyliła lekko głowę, a całun czerwonych włosów przysłonił jej twarz. Gdy mówiła o bólu i stracie, przez kobietę przemawiało doświadczenie. Mówiła suchym, beznamiętnym głosem niczym weteran wojenny opowiadający o zbrodniach swoich i wrogów dokonanych w czasie walki. Dało się odczuć, że ona nie blefuje. Skazałaby na śmierć każdego z nich bez mrugnięcia okiem.
Aczkolwiek zdaje się, że w tym konflikcie była głosem rozsądku.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Rewixt Otrrasnir » 29 Paź 2011, o 20:00

-No, panie radny - jakeś taki ważniak, to i garść kredytów znajdziesz - powiedział Namtih, a znikąd w jego ręku pojawił się miecz. Szturchnął trochę opasłe cielsko olbrzyma, z zafascynowaniem spoglądając na reakcję łańcuchową którą wytworzyło to jedno szturchnięcie. Szturchnął jeszcze raz, aż w końcu zdenerwowany grubas odtrącił jego miecz - co Urr skwitował śmiechem.
Schowawszy miecz, Kerestianin postanowił siedzieć cicho. Po co ma się wychylać, jak może zaoszczędzić kredyty?! Gruby miał ich na pewno wiele, więc i wypłacić ich trochę mógł. A kredyty Namtiha były nietykalne, jasna cholera, nie-ty-kal-ne. W sumie, nie wiedział po co mu one - w końcu i tak może przesłać wiadomość, że potrzebuje tyle a tyle, a po godzinie czy dwóch już będzie je miał. Ale, teraz miał je przy sobie - i nie zamierzał się z nimi rozstawać.
Uznał, że Twi'Lek byłby łatwym celem. Krok do przodu, ręka do miecza, obrót z cięciem i leży. Ale reszta - oto był problem. Gdyby był po środku tłumu, te wszystkie barany by oberwały za niego, ale teraz był łatwym celem. Jedyne co mógł zrobić, to czekać, aż inni zaczną płacić za siebie. I za niego.
Image
GG: 13827349
Awatar użytkownika
Rewixt Otrrasnir
Gracz
 
Posty: 271
Rejestracja: 21 Lut 2011, o 22:13

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Mistrz Ind'yk » 29 Paź 2011, o 21:19

Wredną twarz Twi'leka wykrzywił ironiczny uśmiech. Rozłożył szeroko ręce, słysząc kolejne potakiwania z tłumu. Wybrał sobie doprawdy niezwykle dobre miejsce, na swoje przemówienie, gdyż teraz bliźniacze słońca wydawały się spoczywać na jego dłoniach. Niestety z miejsca, w którym przyjął tak malowniczą pozycję, nie mógł słyszeć wymiany uwag, które kolejne osoby kierowały w stronę Djutewa ahk Kolpera Gallaafi'ego. Olbrzymi człowiek znów podniósł swe całe ciało na maksymalną wysokość, lecz nie zrobiło to już wrażenia na nikim. Nim zdążył odpowiedzieć na uwagi Renno i Obiektu Szóstego, Urr zaczął zabawiać się z nim swoim mieczem. Dla mężczyzny wyraźnie przebrała się miarka, bo machnął szaleńczo rękoma, jakby odganiając się od otaczających go istot.
- Teraz widzę, jak wielki błąd popełniłem podchodząc do waszej szalonej grupki. Starałem się tylko pomóc Wam, a szczególnie młodej damie w sytuacji, w której się właśnie znaleźliśmy. Moja propozycja została jednak odrzucona, wyśmiana i wytarzana w błocie, co jednak nie odwiodło mnie od mojej intencji. Próbowałem zostać z Wami, do momentu gdy zrozumiecie swój błąd. Teraz dopiero zrozumiałem, jak ciemni i zaparci w swych przekonaniach o swojej własnej wyższości musicie być. To dla mnie wprost nie do pomyślenia, że... - kolejny wywód grubasa chcieli przerwać zapewne wszyscy, lecz zdobył się na to dopiero Twi'lek, zauważając chyba spadek pierwszeństwa jego osoby.
- Zamknij japę Tłuściocu! - warknął, szybko wykrzywiając swój uśmiech. - Twoja paplanina w niczym nie pomoże tej grupce. Nie musisz się jednak martwić o swoje przepocone kredyty, gdyż, moi drodzy pasażerowie, nie chcemy od Was ani kredytów, ani kosztowności, ani czegokolwiek materialnego! - tutaj użył kolejnej teatralnej wręcz przerwy. Większość z tłumku odetchnęła z ulgą, lecz co niektórzy zrobili się wyraźnie bardziej podejrzliwi. Dopiero po tych słowach czarnowłosy mężczyzna oderwał wzrok od ruin i słońc, przenoszą spojrzenie czarnych oczu na przemawiającego. - Poprosimy Was tylko o jedną, drobną rzecz, gdy wrócimy do, jak nazwał to Cwaniak, cywilizacji. Każdy z Was wykona dla nas małą, malutką wręcz przysługę!
Awatar użytkownika
Mistrz Ind'yk
Gracz
 
Posty: 1735
Rejestracja: 21 Cze 2011, o 12:42

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Renno Tresta » 30 Paź 2011, o 16:39

Renno, korzystając z zamieszania, jakie ogarnęło tłum przejęty oświadczeniem Twi'leka o przysługach, zbliżył się dyskretnie do rozgniewanego Djutewa i postanowił nieco go uspokoić. Głupio było oglądać tłuścioszka tak urażonego, bo nikt nie chciał go aż tak silnie obrazić. No, przynajmniej Tresta nie chciał.
- Niech się pan nie przejmuje naszymi grubiańskimi docinkami, Gallaafi. - prawie szeptem zaczął najemnik. - My, to znaczy prostota, lubimy pławić się w niewybrednym humorze i obrażać tych, którzy stoją wyżej w hierarchii społecznej. Taka nasza dola. Pan za to musi świecić przykładem i wytrwać, dokształcając ignorantów. Z góry dziękuję.
Rozruszawszy barki, łysol głośno chrupnął kośćmi i posłał czerwonemu grubasowi promienny, zupełnie szczery uśmiech. Potem płynnie przeszedł do przepychania się przez tłumek, gorliwie używając łokci, co najmniej dwuwyrazowych przekleństw i wypracowanej, groźnej miny a la Zabrak-gangster z Nar Shaddaa. Gdy stanął już na czele grupy, bez żenady gwizdnął przeciągle na palcach, czym spowodował zamknięcie wszystkich gęb w okolicy. Doskonała metoda, zawsze działała.
- Przysługi, tak? I pewnie nam nie powiesz na czym polegają, co? Coś mnie się to nie podoba. Ale czy mamy inne wyjście? - ostatnie pytanie Tresta rzucił bardziej w przestrzeń niż do kogoś konkretnego. - Pewnie nie, bo jakoś nikt z obecnych nic nie zaproponował. Zgadzam się, ale lepiej, żebyś rozsądnie egzekwował należność, kolego. Nie lubię, jak ktoś próbuje mnie oszukać, podpuścić albo coś w tym guście.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: Patrząc w zachodzące słońca. (Projekt K.)

Postprzez Kamuro Rushi » 1 Lis 2011, o 00:03

Czerwonowłosa spokojnie słuchała rozmawiających. Postanowiła w pierwszej kolejności uspokoić marudzącego grubasa, który po prostu psuł wszystkim humor. Podeszła do niego i pogładziła dłonią po ramieniu.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni długą podróżą w nieszczególnie przyjemnych warunkach. Jestem pewna, że gdy wypoczniemy, będzie się wszystkim milej rozmawiało. Doceniam twoje dobre chęci, ale ten Twi'lek jest w tym momencie tak naprawdę jedynym, kto może nam pomóc.
Po chwili wróciła spojrzeniem do wspomnianego przed chwilą osobnika.
- "Mała, malutka przysługa" to coś, co każdy interpretuje inaczej. Coś małego może mieć olbrzymią wartość. Jeśli chcesz nawiązać umowę, najpierw podaj jej warunki.
Była w tym momencie spokojna, gdzieś wywiało jej dziwną irytację sprzed chwili.
Image

GG: 10185580
Jak czujesz nieodpartą chęć postawienia komuś piwa, lub też gdy pewnego słonecznego ranka odkryjesz, że jesteś seksowną brunetką z dużym biustem - napisz.
Awatar użytkownika
Kamuro Rushi
Gracz
 
Posty: 444
Rejestracja: 12 Cze 2011, o 13:16

Następna

Wróć do Inne