Content

Inne

Boston 1926

Image

Re: Boston 1926

Postprzez Daesha'Rha » 4 Lut 2019, o 18:05

Rusty wpatrywał się kobiecie w oczy, kiedy ta roniła z nich łzy. Wszystko to brzmiało dla niego trochę jak naciągana historyjka, której Evangeline nauczyła się na pamięć, zanim do niego przyszła. W końcu często miał do czynienia z osobami zastraszanymi, wiedział dlatego, że czasem nie warto wierzyć w każde ich słowo, bo te również mogły być wymuszane.
Zaczynał podejrzewać tę całą Fundację. To mu wyglądało na jakąś bardzo poważną i wpływową instytucję. Instytucję, o której nigdy nie słyszał. Równie dobrze brał całą organizację za jedną wielką pralnię pieniędzy.
Wyznanie Evy najpierw go zaskoczyło, ale karzeł szybko się opanował i dopuścił do głosu zdrowy rozsądek.
- Nie wydaje mi się - odparł karzeł, wsypując biały proszek z powrotem do buteleczki, zawiedziony, że jego przebiegły plan dotyczący substancji się nie powiódł - A jeżeli będę musiał panią aresztować, to na pewno nie pod zarzutem morderstwa.
Z niekrytą satysfakcją patrzył, jak oczy lekarki robią się coraz większe.
- Wydaje mi się raczej, że miała pani po prostu pecha. Zobaczyła pani coś, czego nie powinna, znalazła w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie... i tyle. Być może ktoś chciał, żeby pani zobaczyła śmierć pana Thomasa, albo czuła się za nią winna, a być może przez przypadek stała się pani tylko we własnej głowie sprawcą. Jestem pewien, że to nie pani stoi za tym morderstwem, nawet, jeśli się tak pani tylko wydaje. Bo to, co pani sądzi o śmierci teścia, mogą być tylko pozory. A pozory, zwyczajem legend miejskich i Cyganek, mylą.
Detektyw odwrócił się od kobiety, wziął "Liber Ivonis" do rąk i zaczął gładzić oprawę.
- Zaczynam przeczuwać, że to pan Thomas jest pośrednio albo bezpośrednio winien swojej śmierci. Mógł to być on sam, przez głupotę może wetknął nos tam, gdzie nie trzeba, a potem odwalił kitę. Ale w tym wypadku, dlaczego testament?
- Bardziej prawdopodobne jest to, iż James odpowiada w jakiś sposób za śmierć ojca. Pokłócili się o Fundację, Fundacja jest w testamencie... Być może pan Thomas spodziewał się, że syn zechce go "usunąć", dlatego próbował zabezpieczyć siebie i, któż by pomyślał, Fundację...
- Niemniej jednak - powiedział, odwracając się do Evangeline - Chcę wiedzieć coś o tej książce - podniósł trzymany przedmiot w górę - Mam nadzieję, że widziała ją gdzieś pani wcześniej. Ponad to, interesuje mnie ta fiolka, a konkretnie - zawarta w niej biała substancja i to, co robiła ona w szafce na leki pana Kennedy'iego.
- Powiedziała pani również, że gdyby posłuchała się Jamesa, pani teść by żył. Co w takim razie poradził pani mąż?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 79
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: Boston 1926

Postprzez Quorn » 5 Lut 2019, o 15:21

Evangeline walczyła ze łzami i potrzebowała chwili by się pozbierać i móc odpowiedzieć na pytania Rusty'ego. Karzeł cierpliwie czekał szykując swój umysł na nadchodzące odpowiedzi. Chwila jednak przeciągała się coraz dłużej i Rusty powoli zaczynał tracić nadzieję na to, że uda się wyciągnąć z pani doktor jakieś dodatkowe informacje. Podświadomie czuł, że chyba za mocno ją przycisnął.
- Już, już. Przepraszam Pana. To dla mnie trudne... Książki nie znam. A co do Jamesa. Zakazał mi on kontaktu z teściem. Po prostu, miałam się z nim nie spotykać. Nic nie tłumaczył. Po prostu nie, bo nie. Nie rozumiałam tego, ale Bóg mi świadkiem usłuchałam męża. I nie robiłam tego, do czasu... Pojawiły się problemy... problemy... Jamesa zaczęli szukać jacyś wierzyciele... On sam stał się coraz bardziej skryty... Chciał chyba gdzieś się ukryć. Nie wiem. Nie mówił mi tego. A potem... Hmmm... Jakimś cudem teść dowiedział się o mojej pracy naukowej i przysłał mi list... I... chciał dać pieniądze na badania... I ja się zgodziłam... I nawet zgłosił się do tych badań... Przepraszam.
Evangeline wstała nagle, widać było po niej, że poziom zakłopotania sięgnął u niej zenitu. Nim karzeł zdążył zareagować Eevangeline nie było już w pokoju (choć cały czas miał wrażenie, że w ciszy wciąż rozlegał się jej cichy szloch). Potem, równie nagle, do pokoju wpadł James. Był wściekły. Twarz miał czerwoną i dyszał ciężko.
- Co sobie Pan myśli!? Nęka Pan moją żonę! Nie wiem o co Pan ją wypytywał! Ale gwarantuję Panu, że to jest ostatnia sprawa jaką Pan prowadzi!
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 881
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50
Miejscowość: Zakupane

Re: Boston 1926

Postprzez Daesha'Rha » 7 Lut 2019, o 16:06

- Też tak sobie powtarzam - powiedział Rusty, obniżając głos. Starał się nieco załagodzić sytuację, bo nie spodziewał się po Jamesie takiej reakcji - Ale, jak widać, ciągle jestem detektywem. I dalej mam zamiar nim być. Przyzwyczaiłem się do szykan, gróźb, zastraszania i udawanego "męstwa". Pana słowa nie robią już na mnie większego wrażenia. Bo w obecnej chwili, to pan powinien spuścić głowę i zatrzymać wzrok pokornie na czubkach butów, to bowiem pan jest jednym z podejrzanych o morderstwo. A chyba nie muszę przypominać, że morderstwa, w większości krajów cywilizowanych, do jakich z pewnością należy i nasz, są surowo karane. Proszę mi wierzyć, że ja wcale nie mam ochoty tu być. Nie sprawia mi żadnej satysfakcji fakt, że przebywam w jednym domu z potencjalnym mordercą. A na razie za wspomnianego mordercę mam podstawy podejrzewać pańską małżonkę, jak i pana samego.
Karzeł wyprostował się, skrzyżował ramiona na piersi. Mówił powoli, głosem dobytym z głębi przepony. Bardzo starał się go nie podnosić.
- Apeluję zatem o spokój i zdrowy rozsądek, ponieważ nie mam najmniejszego zamiaru dać się panu zastraszyć. Zadam teraz panu kilka pytań i jeśli nie otrzymam odpowiedzi, ani chęci współpracy z pana strony, będę zobligowany do postawienia panu pewnych zarzutów i aresztowania pana. A zatem? Możemy zaczynać?
Nie dając mężczyźnie szansy na odpowiedź, Rusty odchrząknął i zaczął kolejne przesłuchanie.
- Pańska żona wspomniała coś o badaniach, które przeprowadzała i do których zgłosił się pan Thomas. Co pan o nich wie? Z tego, co mi wiadomo, pański ojciec cieszył się dobrym zdrowiem, stwierdził to nawet patolog sądowy. Dlaczego w takim razie powiadomił pan Patricka o problemach zdrowotnych ojca? Chciał pan go przez to ściągnąć do Bostonu?
- Ponad to, chciałbym wiedzieć, dlaczego Fundacja Browarnicza z Oldbarn była kością niezgody między panem, a pańskim ojcem. I co w niej takiego jest, że wywiera takie emocje w dwóch dorosłych mężczyznach?
- Chciałbym również dowiedzieć się - powiedział Rusty, wskazując leżącą na biurku, zapieczętowaną książkę - Co jest w tej księdze. I gdzie jest klucz do niej. Mam nadzieję, że nie w trumnie pana Kennedy'iego.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 79
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Poprzednia

Wróć do Inne