Content

Dantooine

[Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Image

[Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 25 Sty 2013, o 23:48

Założona ponad cztery tysiące lat wcześniej przez Mistrza Vodo-Sioska Baasa, Enklawa Zakonu Jedi na Dantooine była niegdyś nie tylko akademią dla nowych pokoleń Rycerzy Jasnej Strony, ale i azylem dla tych, którzy nie chcieli bezpośrednio angażować się w Wojny Mandaloriańskie, czy po prostu schronieniem w trudnych czasach. Przez ponad pół wieku pełniła swą rolę, lecz ostatecznie siły Darth Malaka niemal zrównały ją z ziemią podczas jego pościgu za Revanem i jego towarzyszami.
Przez niezliczone pokolenia ruiny zapomnianej Enklawy kruszył czas, stając się dla okolicznych mieszkańców miejscem omijanym szerokim łukiem, mitycznym cmentarzyskiem, z którego nikt nie wracał żywy. Otoczona przez trawiaste równiny, rzadko porośnięte drzewami blba, dała się pochłonąć cierpliwej, acz nieustępliwej matce naturze.
Ukryta przez samo Dantooine, pozostawała zapomniana aż do czasu odtworzenia Nowego Zakonu Jedi przez Luke'a Skywalkera, który jako Wielki Mistrz wysłał kilka ekspedycji mających zbadać starożytne ruiny - niestety, nie udało się dotrzeć do zawalonych, ukrytych głęboko pod ziemią korytarzy. W tym miejscu też Mistrzyni Thane stoczyła pojedynek na śmierć i życie z Mroczną Lady Sithów, Darth Valkirianą. Pojedynek, w którym poniosła klęskę, a od czasu którego żaden więcej Jedi nie stanął na ziemi należącej kiedyś do Zakonu Jasnej Strony.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2013, o 01:07

Darth Vexiss przenosi się z: [Korriban]Akademia Sithów

Żmija, zmodyfikowany Star Courier wyprodukowany przez Republic Sienar Fleets jeszcze przed zmianą nazwy stoczni, bez najmniejszych problemów wleciał w atmosferę planety Dantooine. Imperialna kontrola lotów, na mocy układu zawartego z Zakonem Sithów, nie robiła wielkich problemów pojedynczej maszynie. Choć oficerom w wieży mogło się to nie podobać, na pewno mniej podobałoby im się spotkanie z wściekłą Zabójczynią Sith.
Darth Vexiss doskonale wiedziała, że lądowanie w bezpośrednim otoczeniu ruin liczących sobie ponad cztery tysiące lat nie jest mądrym posunięciem. Dawno zapomniane, na wpół zawalone korytarze ukryte pod ziemią mogły runąć, gdyby wylądować na nich statkiem - a nikt nie wiedział gdzie i jak daleko od głównego kompleksu się ciągną.
Jakira przeleciała nisko nad urodzajnymi farmami, które mieszkańcy planety z niemałym trudem odbudowali po imperialnym ataku wiele lat temu, gdy imperialna flota ostrzelała powierzchnię planety z orbity. Przemykając nad bezkresnymi równinami Khoondy, otaczającymi ruiny Enklawy w promieniu wielu kilometrów, Tamair wyczuła zaburzenie w Mocy - zupełnie jakby nagle znalazła się w pobliżu silnego źródła jej Ciemnej Strony. Kiedy kobieta wyjrzała na zewnątrz, oprócz kilku symetrycznie ułożonych głazów, nic godnego uwagi - a na pewno nic, co mogłoby być tak silnie emanować Mrokiem.
Kilka minut później była przekonana, że drobne zmarszczki na lustrze jeziora, jakim była Moc, tylko jej się przewidziały. No bo, gdyby coś miało emanować Ciemną Stroną, musiałoby znajdować się głęboko pod ziemią i to daleko od Enklawy Jedi... która powinna być raczej wypełniona Jasną Stroną.
Tak czy inaczej, Żmija miękko osiadła na trawiastej równinie kilkanaście minut drogi od liczących sobie ponad cztery tysiące lat, ruin akademii. Na razie wszystko zdawało się być w porządku, a jej umysłu nie nawiedziły żadne niepokojące wizje. Musiała tylko zdecydować się co zabrać ze sobą na wyprawę do ruin - i czy właściwie to w ogóle chce je odwiedzić...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Larisa Rayne » 26 Sty 2013, o 15:39

Wszystko co znajdowało się w pobliżu objęte było tajemnicą. Tajemnicą, którą zabójczyni chciała jak najszybciej rozwikłać. Z jednej strony, ta dziwna unosząca się w pobliżu aura Ciemnej strony mocy mogła być tylko pułapką w którą brnęła kobieta. Mimo tego Vex wiedziała, że ukazane jej wizję miały na pewno jakieś znaczenie, tak więc nie miała już odwrotu. Musiała dowiedzieć się czemu Dantooine. Czy tutaj znajdzie odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Czy tutaj znajdzie skupisko mocy i wiedzy dotyczącej pradawnej magii sithów ?.
Po rampie od statku zeszła na ziemię. Rozglądając się uważnie, przypomniała sobie obrazy wysoko rosnącej trawy i czyhającego zagrożenia w pobliżu. Miała nadzieję, że pozostawienie swojej "żmiji" w tym miejscu nie przysporzy jej kłopotów. Chociaż, planeta i tak była pod kontrolą Imperium, które raczej nie zaczynałoby z Sithami. Poza tym mają inne problemy na głowie jak samo toczenie wojny i podbój stolicy Republiki - Coruscant.
Skupiając się bardziej na dreszczach, emocjach i strachu, którymi karmiła się Ciemna strona mocy, poszerzyła swój zasięg by móc wyczuć jakiekolwiek żywe istoty. Darth Vexiss wolała jednak przygotować się na każdą ewentualność. Ostrożnie ruszyła w stronę dawnej świątyni.
- Co chcesz mi pokazać ? - powiedziała do siebie, mając nadzieję, że ponownie uda się jej wyczuć to przedziwne źródło mocy
- Jeśli będę musiała to zapuszczę się nawet w najgłębsze zakamarki tej splugawionej świątyni - Trzymając rękę na rękojeści lancy świetlnej szła dalej, szukając skupiska Ciemnej Strony Mocy jak i samego wejścia do Ruin dawnej świątyni.
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lut 2013, o 13:44

Dzięki obecności Aleemy skrytej gdzieś w podświadomości Darth Vexiss, jej zmysły zdawały się być bardziej wyczulone na obecność skupisk Mocy - czy to jej Jasnej czy Ciemnej Strony. Ruiny Enklawy jawiły się jej jako źródło blasku, zaś niedostrzegalny punkt niknący gdzieś za horyzontem, przyciągał ją swoim chłodem i mrokiem.
Zeltronka poruszała się w wysokiej, sięgającej jej do piersi trawie, której - zdawać by się mogło - morze otaczało ją ze wszystkich stron, a której źdźbła poruszane wiatrem przypominały fale. Ten sielski widok zakłócało jednak, wwiercające się w tył czaszki, uczucie otaczającego ją zagrożenia. Niesprecyzowanego, ale czającego się w pobliżu i śmiertelnie niebezpiecznego, którego potwierdzeniem było ciche warczenie dobiegające do jej uszu z niemal każdego kierunku.
Darth Vexiss była łowczynią, dlatego nie miała wątpliwości, że wchodząc na trawiaste równiny Dantooine, ktoś inny obrał ją sobie za ofiarę. Nie dało się ukryć, że była łatwą zdobyczą - sama jak palec, otoczona wysokimi trawami ograniczającymi zasięg wzroku, na nieznanym sobie terenie.
Pytanie brzmiało czy przyjmie walkę teraz czy ruszy do, widocznej już niedaleko, zniszczonej Enklawy Zakonu Jedi.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Larisa Rayne » 2 Lut 2013, o 15:11

Wszystko wyglądało jak ze snu. Można byłoby powiedzieć, że w pewnym momencie Vexiss miała De Ja Vu. Wysoka trawa, zagrożenie czające się w pobliżu, Enklawa Jedi i ta mroczna energia ukryta gdzieś na tej planecie. Czemu właśnie Dantooine ? miejsce w którym powinno już wszystko zostać pogrzebane ?
Zeltronka przystanęła, gładząc trawę swoimi palcami. Rozejrzała się w poszukiwaniu zagrożenia, jednak wiedziała, że go nie dostrzeże. Dobry łowca potrafi idealnie podejść swoją ofiarę, jeśli ta mu na to pozwoli. Odpięła lance świetlną od pasa, po czym przekręcając rękojeść, rozczepiła podwójne ostrze na dwa miecze. Na szczęście posługiwanie się techniką Jar'kai było wyszkolone przez Vexiss,tak więc mogła być przygotowany na atak z każdej strony. Zabójczyni skupiła się, poszerzając swoje zmysły w poszukiwaniu tego co czai się na nią. Przez całą drogę, wolała wiedzieć z której strony zostanie zaatakowana. Pomimo, że zainteresowanie ruinami było duże, to jednak Darth obrała inny cel. Szukała źródła mroku, prawdziwej ciemnej strony mocy. Jedyne co jej pozostało to ruszyć w stronę tajemniczego skupiska mocy, które tak przyciągało do siebie każdego użytkownika ciemnej strony mocy.
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 4 Lut 2013, o 01:55

Gdy tylko Darth Vexiss zawróciła z wcześniej obranej drogi i skierowała się w stronę skupiska energii Ciemnej Strony Mocy, otaczające ją warczenie przybrało na sile - podobnie jak uczucie zagrożenia i świadomość obecności niebezpiecznych istot liczących na łatwą ofiarę.
Nie minęło wiele czasu, gdy w trawie przed sobą dostrzegła ogara Kath. Ciemnobrązowy osobnik w kłębie miał prawie półtora metra wzrostu, a jego żółte ślepia wpatrywały się w Jakirę wzrokiem spragnionym krwi. Zwierzę pochyliło łeb jakby chciało zaszarżować na kobietę i nadziać ja na swoje długie rogi. Atak nastąpił jednak z innej strony.
Dwa mniejsze, pozbawione rogów, ogary rzuciły się na Darth Vexiss z jej prawej i lewej strony. Zabójczyni Sith wyczuła emanujące od nich pragnienie mordu dyktowane zdecydowanie czymś więcej niż instynktem...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Larisa Rayne » 4 Lut 2013, o 08:18

Uśmiechnęła się widząc czającego się na nią ogara Kath. Za nim jednak odpaliła cylindry, w ostatnim momencie zdążyła uniknąć dwóm atakom skierowanym nie z przodu. Tym razem zasadzka była dobrze przygotowana, tak samo jak i Vexiss była przygotowana na atak z obu stron.
- a już myślałam, że wyginęły - mruknęła pod nosem, unikając ataku pomniejszego zwierzęcia. Nie było czasu, trzeba było działać. Dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk, poprzedzający pojawienie się dwóch rubinowych ostrzy laserowych. Strach i niepewność napędzały zachowania kobiety. Wyczuwała, że coś jest nie tak. Wyglądało to tak jakby te zwierzęta były kierowane czymś innym niż tylko instynktem. Czyżby to działanie mrocznej energii wprowadziło tyle chaosu w tutejszej faunie ? Chęć odkrycia tego miejsca jeszcze bardziej nakręciły zeltronkę.
Szybkim susłem, przeturlała się w prawą stronę, tuż pod skaczącym na nią ogarem. Zwierzak nie miał tyle szczęścia gdyż cięcie na podbrzuszu, było precyzyjne i na pewno bolesne. Nie chciała by być na jego miejscu. Z momentem kiedy zwierze znalazło się na ziemi, w jednym momencie wnętrzności wyleciały na wierzch.
- Jednego mniej... -
Widok umierającego zwierzaka wcale nie spłoszył reszty, wręcz przeciwnie, atak nastąpił dosyć szybko. Nawet i większy nie próżnował. Vex musiała uważać na jego rogi. Rana zadana przez jedno uderzenie, może być zapamiętana przez całe życie. No i do tego dochodzą jeszcze te kły...
Wykorzystując moment, kiedy mniejszy znajdował się przy niej, wykonała parę zwinnych ruchów, tnąc pysk ogara na kawałki. Jeszcze tylko parę sekund zwierzę rzucało się na ziemi po czym zdrętwiało. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że z każdą śmiercią jednego z nich, kobieta czuła się o wiele lepiej. Jakby sprawianie bólu, zabijanie poprawiało jej...humor ? trudno było nazwać to humorem. Ale na pewno samopoczucie.
- Teraz Twoja kolej maleńki - po czym rzuciła jednym mieczem w jego stronę. Ostrze wbiło się w zwierzaka, aż po rękojeść. Jednak ten się nie poddawał. Biegł w stronę zeltronki, z nachyloną głową by zaraz ją stratować. Vexiss rzuciła drugim mieczem, który również zatopił się w bestii. Nie podziałało. Widząc jak zwalnia, przechyliła głowę i wyczekała odpowiedni moment. Kiedy ten naszedł, korzystając z ciemnej strony mocy, wybiła się w górę. Przelatując nad nim, chwyciła za rękojeści i przesunęła po całym ciele. Ogar Kath padł, rzucając się jak bezbronne zwierze na ziemi.
Vexiss wyciągnęła rękę w stronę zwierzaka po czym przeszyła go mroczną energią, znajdując jego serce. Wyglądało to tak jakby Sithka w dłoni trzymała jego serce, bawiąc się, do momentu kiedy nie ścisnęła dłoni, która mocą zmiażdżyła je...
Darth Vexiss wyłączyła rubinowe ostrza, po czym nie osiadając na laurach, ruszyła przed siebie. Wiedziała, że skoro ten wymarły gatunek wciąż grasuje na tych terenach, to musi mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Zlokalizowała ponownie, miejsce z którego emitowała mroczna energia. Musiała znaleźć odpowiedź na to, czemu właśnie to Dantooine zostało jej ukazane, czemu to właśnie tutaj miała przylecieć...
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Mistrz Gry » 22 Lut 2013, o 12:54

Darth Vexiss:
Teraz, po walce z ogarami Kath, Zeltronka była w stanie wyczuć otaczającą ją resztę stada - najpierw kilka, później kilkanaście, a wreszcie prawie trzydzieści sztuk warczących i szykujących się do ataku zwierząt. Gdyby stado rzuciło się na Zabójczynię Sith, kobieta nie miałaby praktycznie żadnych szans, lecz coś podpowiadało jej, że przejdzie między nimi bez szwanku. Im bliżej tajemniczego źródła Ciemnej Strony była, tym bardziej zdawało się jej, że wie co czują otaczające ją ogary, niemal widziała samą siebie ich oczami.
Niespodziewanie Zeltronka wyszła z wysokich, gęstych traw i znalazła się na równej, otwartej przestrzeni. Kilkanaście metrów dalej w niebo wznosiło się pionowe urwisko skalne sprawiające wrażenie takiego, które w każdej chwili może runąć w dół. Leżące na ziemi kamienie sporych rozmiarów jedynie utwierdzały Vexiss w prawidłowości tej obserwacji.
Źdźbła traw po lewej stronie Darth Vexiss poruszyły się, a do jej uszu dotarł dźwięk do złudzenia przypominający trzask przydepniętej kopytem kości. Ludzkiej na przykład.
Na otwartą przestrzeń wyszedł okazały, olbrzymi rogaty ogar Kath. Liczne blizny na jego ciele świadczyło o niejednej walce, jaką samiec stoczył w swoim życiu, zaś Jakira nie miała wątpliwości, że wszystkie one były wygrane. Patrzyła na samca alfa, przywódcę otaczającego ją stada. Zwierzę niespiesznie przeparadowało przed swoją przeciwniczką pokazując jej całą gamę śladów pozostawionych przez pazury i rogi tych, którzy próbowali odebrać mu władzę. Sith czy nie, Darth Vexiss musiała przyznać, że zaprawdę imponujący był to widok.
Ogar Kath stanął naprzeciw Zabójczyni Sith, nachylił łeb kierując w jej stronę rogi i kilka razy przebrał nogami jakby szykując się do biegu. Wyzwanie zostało rzucone.

Marcus Lowland:
Zwierzęce odchody, jakie złośliwie postanowiły przyczepić się do podeszwy buta Lowlanda, bez najmniejszych wątpliwości, były świeże. Podobno niektórzy łowcy po smaku potrafią określić, jakie zwierzę zostawiło pułapkę na nieostrożnego spacerowicza, lecz Wojownik Sithów nie miał zamiaru dowiadywać się tego w ten sposób.
Mimo wszystko, obecność żywych zwierząt była niepokojąca. Jeśli im udało się dostać na tak niskie i - z pozoru niedostępne - poziomy podziemnych korytarzy ciągnących się pod zburzoną Enklawą Jedi, bardzo prawdopodobne, że poszukiwacze artefaktów również zdążyli odwiedzić to miejsce.
Niefortunne, doprawdy.
Marcus Lowland od kilku godzin starał się dostać do komnaty mającej, według zapisów odkrytych przez Darth Weirdensa, być archiwum najpilniej strzeżonych holocronów Rycerzy Starej Republiki. Podobno właśnie to pomieszczenie było prawdziwym celem wyprawy Mistrzyni Thane na Dantooine kilka lat temu, a Darth Valkiriana zwyczajnie przerwała jej nim tamta dotarła do celu. Mrocznej Lady Sith nigdy nie udało się odnaleźć wejścia do korytarzy prowadzących ku tajemniczemu zbiorowi. Ona, jednak, nie miała informacji od posiadanych przez mentora Lowlanda.
Początkowo wszystko szło jak po maśle. Rzeczywiście, w miejscu wskazanym przez Weirdensa wystarczyło jedynie trochę pokopać, by dostać się do podziemnego korytarza, do jakiego nie możńa było wejść z głównego kompleksu ruin. Niestety, już po kilkudziesięciu metrach i pierwszym zakręcie, okazało się, że przejście trzeba odgruzowywać. Odrzucanie wielkich kamieni i fragmentów stropu było zajęciem, nie tyle trudnym, co wymagającym skupienia i ostrożności, bowiem jeden nieostrożny ruch mógł spowodować zawalenie się całego przejścia. Pogrzebanie żywcem nie było najlepszym sposobem na odejście z tego świata, więc Marcus wyjątkowo ostrożnie i z rozmysłem korzystał z Mocy, by - używając telekinezy - przenosić zwały gruzu.
Kiedy w końcu udało mu się odblokować przejście, układ korytarzy zdawał się odrobinę różnić od tego, który opisał mu Darth Weirdens, więc Lowland musiał sprawdzać każdą odnogę i każde pomieszczenie. Podejrzewał, że przez ostatnie trzy godziny nawet nie zbliżył się do celu.
Teraz zaś, wyrażając sprawę wprost, wdepnął w gówno aż po kostkę, a wszystko dlatego, że próbował odszyfrować napisy znajdujące się na ścianie przed nim:
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez David Turoug » 24 Lut 2013, o 13:11

Wyprawa do Ruin Enklawy Jedi była dla Lowlanda jedną z ciekawszych wypraw w ostatnich miesiącach, wliczając w to nawet krótki, szpiegowski pobyt na Korriban i nie wspominając o tygodniach spędzonych na szkoleniu młodych adeptów Ciemnej Strony Mocy. Wszystko toczyło się z upadającą Republiką w tle, która w przeciągu najbliższych dni, góra tygodni będzie musiała poddać swoją stolicę Coruscant.
Gdy Marcus odkrył wejście zaznaczone na mapie przez Darth Weirdensa, wiedział że nie może wyjść stąd z pustymi rękami. Mroczny Lord, władca Yavinu IV był o wiele bardziej zdeterminowany i posiadał dokładniejsze informacje niż uwięziona, a być może już martwa Lady Valkiriana czy Mistrzyni Jedi Thane. O ile nadziemna część budowli z każdym rokiem popadała w co raz większą ruinę, o tyle podziemne korytarze wyglądały całkiem przyzwoicie, poza paroma zawałami.
Lord ostrzegał go przed różnymi niebezpieczeństwami, w tym stworzeniami dawniej zamieszkującymi niższe poziomy Enklawy, jak Laigreki. Gówno znajdujące się na podeszwie lewego buta tylko potwierdzało obecność zwierząt na dolnych levelach. Nie to było jednak teraz najważniejsze, a tekst znajdujący się na ścianie. Lowland rozpoznawał większość z liter, niektóre wykazywały podobieństwo do popularnego obecnie alfabetu galaktycznego, jednak było pewne, że zapisane zostały przed tysiącami lat. Sith po cichu odczytał inskrypcję:
Nie ma emocji - jest spokój.
Nie ma ignorancji - jest wiedza.
Nie ma namiętności- jest pogoda ducha.
Nie ma chaosu - jest harmonia.
Nie ma śmierci - jest Moc.

- Sławny Kodeks Jedi autorstwa Odana-Urra. - mruknął Wojownik, delikatnie dotykając wyżłobione znaki - Hmm, czyżbym dotarł do jednej z sal Rady?
Mężczyzna cały czas zachowywał czujność. O dziwo wydawało mu się, że prócz przyjemnej, mrocznej aury, od czasu do czasu wyczuwa muśnięcie jasnej strony. Oczywiście było niemożliwe, by był tu jakiś żywy Jedi, ani przyjaźnie nastawione zwierzę. Jakaś pozostałość po dawnych czasach musiała emanować tę antagonistyczną energię. Matt raz jeszcze zerknął na napis, po czym ruszył przed siebie licząc na postęp w poszukiwaniach...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5001
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Dantooine] Ruiny Enklawy Jedi

Postprzez Larisa Rayne » 1 Mar 2013, o 14:57

Vexiss była przygotowana na każdą ewentualność, ale nie sądziła, że jej podróż zaprowadzi ją aż w stronę ogromnego stada. W pewnym momencie można powiedzieć, że nie było nic poza Nią i dziesiątkami Ogarów, które otaczały ją z każdej strony.
- o co tutaj chodzi ? - pomyślała, próbując zrozumieć czemu zwierzęta nie atakują kobiety. Coś jej podpowiadało, że to wszystko ma związek z tą przedziwną aurą mroku, która tak kusiła kobietę. Tajemniczość osiana wokół mrocznej energii, interesowała zeltronkę coraz bardziej.
Jednak w tej chwili to nie było jej najgłówniejszym problemem. Stała przed nią majestatyczna bestia z ogromnymi rogami. Vex wiedziała, że nie obejdzie się bez walk. Co jeśli, pokona samca alfa i reszta stada rzuci się na nią by ją dobić ? to nie była odpowiednia pora by się teraz nad tym zastanawiać. Do głowy przyszedł jej inny pomysł. Mogła to rozegrać nie używając lancy świetlnej. Nie chciała zabijać tak pięknego okazu…chciała go wykorzystać
- Zobaczmy czy te Twoje rogi ochronią Cię przed tym – wyciągnęła rękę przed siebie po czym sięgnęła ku mrocznej energii. Nie tej, z której korzysta większość Sithów. Mowa była tutaj o tej zapomnianej…tajemniczej, pełnej niepewności i pułapek. W jej dłoni pojawiła się niewielka kula koloru bordowo-czarnego. W jej oczach pojawiły się niewielkie płomyki energii ciemnej strony mocy. Jej celem nie było skrzywdzenie tej istoty…jej celem było zapanowanie nad jej umysłem i ciałem.
- Teraz pora zrobić papkę z Twego umysłu – sięgnęła głębiej w ciało zwierzęcia, chciała by czuł ból, chciała by skręcało go z każdym oddechem czy też mrugnięciem. To miała być katorga, która przybliży ją do tego by zapanować nad tym zwierzęciem. Vexiss była w stanie zadać ogromny ból, spowodowany uderzeniem odpowiednim bodźców swojej energii w wrażliwe punkty umysłu. Mimo braku jakichkolwiek obrażeń na ciele mózg reagował tak jakby ciało przechodziło najgorsze męki. A kiedy przyjdzie odpowiedni moment, przejmie kontrolę nad nim.
Image
Image

nr gg : 4946534
Awatar użytkownika
Larisa Rayne
New One
 
Posty: 646
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 17:37


Wróć do Dantooine